Dodaj do ulubionych

ZAPRACOWANE dziewczyny-przeczytjcie to!!!

  • Gość: zadumana IP: 213.17.230.* 28.02.05, 08:38
    Tak sobie myślę po przeczytaniu różnych zdań i wątpliwości co do możliwości
    szybkiego pichcenia, że cała ta historia wymaga dużo wprawy. Jeśli robi się coś
    po raz pierwszy trudno oczekiwać szybkości. Studiowanie przepisu, obserwowanie
    skutków, próbowanie, zastanawianie - mimo woli nawet nie widać jak czas ucieka.
    Może to mała pociecha dla początkujących, ale wprawa, a nawet duża wprawa
    przyśpiesza działania.
    Sądzę, że największą szansę na świeże i własne dania stwarza odpowiedni dobór
    potraw (niekoniecznie jednak tradycyjnych polskich i nielekkostrawnych) oraz
    przećwiczenie działań.
    A jeśli ktoś ma tego czasu tyle co nic, powinien mrozić co się da. Nie rozumiem
    za bardzo awersji do mrożonek. Zwłaszcza, że mrożone własne danie jest z
    pewnością o niebo lepsze od najlepszego gotowca ze sklepu.
  • Gość: Babet IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.02.05, 09:29
    Myślę, że jestem typową matką-Polką. To ja zajmuję się gotowaniem. (Męża brak.)
    Córki pomagają mi tylko od święta (jeżeli ktoś ma dzieci w szkole artystycznej
    to wie dlaczego!).
    Zakupy:
    -niby w sklepach wszystko jest,a jak coś chcesz kupić konkretnie to akurat tego
    nie ma, albo jest brzydkie, więc jak zobaczę jakiś ładny kawałek mięsa to
    kupuję i mrożę.
    Gotowanie:
    -w piatek robię zakupy, a w sobotę gotuję na cały następny tydzień (mrożę!),
    -w sobotę gotuję obiad również "sobotni", zwykle są to jakieś naleśniki, placki
    ziemiaczane, itp,
    -w niedzielę gotuję, smażę coś mięsnego.
    Przetwory:
    -pasjami robie przetwory: sałatki, ogórki, itp, w tym roku zrobiłam mnóstwo
    powideł śliwkowych !!!
    Jedzenie na mieście:
    -bardzo rzadko.

    Lubię gotować, lubię swój dom, lubię swoje życie !!!

    Pozdrawiam wszystkich:
    - matki-Polki,
    - ojców-Polaków również :-)
    - nowoczesnych, zapracowanych młodych ludzi
    - i wszystkich pozostałych !!!

    Nie wiem czy ktoś przeczyta to co napisałam, bo wątek się zrobił dłłuuggiii!?
  • 28.02.05, 10:05
    Świetny pomysł, niestety ja raczej nie mogę go wykorzystać, ale jest dobry dla
    większej rodziny.

    Ja gotuję czy smazę obiady tylko dla siebie i chłopaka, i to nie codziennie,
    więc raczej przygotowuje posiłek w ten dzien w którym mamy go zjeśc, 1-2 godz.
    przed przyjściem chłopaka żeby było jeszcze świeże i ciepłe.

    --
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=39&w=20325175

    Nadzieja ma skrzydła, przysiada w duszy i śpiewa pieśń bez słów, która nigdy
    nie ustaje, a jej najsłodsze dźwięki słychać nawet podczas wichury
  • Gość: dana33 IP: *.bb.netvision.net.il 28.02.05, 11:13
    dlaczego ja myslalam, ze ja jestem taka genialna???? a tu sie okazuje, ze gonia
    rowniez.... :))))) ja tylko robie to na wieksza "skale"....
    przede wszystkim planuje obiady na 2 tygodnie, w ten sposob nie jemy wiecej niz
    2 razy w miesiacu to samo. a potem robie zakupy, ale ogrooooomne, np. 4-5 kg
    miesa na gulasz, 4-5 kg sznycli indyczych.... do tego potrzebne jarzyny i inne
    dodatki. stoje w kuchni przewaznie 2 dni po 6-8 godzin, ale mam nagotowane na
    prawie 3 miesiace... kopytka tez od razu robie w strasznych ilosciach (nie w te
    dni, kiedy mam to gotowanie, oczywiscie), ale tez robie z kilku kilkogramow
    kartofli i zamrazam je osobno, potem do duzego worka plastikowego, albo kilku
    malych i kiedy potrzebuje, to wyjmuje garsc kopytek, do wrzatku i gotowe.
    natomiast nasze ulubione sznycle najpierw panieruje (jajko, maka, panierka) i
    tez zamrazam kazdy osobno. z tymi sznyclami to wogole zbawienie, bo dzieciaki,
    ktore juz nie zupelnie dzieciaki bardzo czesto wpadaja do domu od razu z 5-6
    kolegokolezankami.... i kazdy oczywiscie glodny. i te sznycle rozwiazuja mi
    zawsze problem: wyjmuje tyle, ile nagle mam osob na obiedzie, poniewaz juz
    panierowane, to takie zamrozone wrzucam na patelnie z tluszczem i na malym
    ogniu w pare minut sa gotowe, zlote, soczyste i pyszne, a w kuchni nie ma
    balaganu panierowanego.... i takie gotowanie wprawdzie przez dwa dni, ale
    oszczedza mase czasu, bo i na zakupy trace czas jeden raz (wszystko jedno czy
    biore kilo marchewki czy 5, tak samo zabiera to czas), gulasz gotuje sie x
    czasu, wszystko jedno, czy w garnku jest kilo miesa, czy 5, wiec oszczednosc
    gazu, a do czyszczenia warzyw to zaciagam do pomocy meza albo dzieciaki. a po
    tych dwoch dniach, lekko wykonczona, siadam sobie w fotelu i mysle: nastepne 3
    miesiace musze codziennie dogotowac troche ryzu albo klusek albo kartofli.....
    a to nie robi brudu w kuchni, wiec nie musze sprzatac i wycierac.... wiec
    wieczor mam na czytanie, tv, albo napisac cusik na fk... :)))))
    peesik: zeby i zamrazanie szlo szybciej, to przewaznie kopytka lub sznycle,
    wogole wszystko co chce zamrozic kazda sztuke z osobna, zamrazam na tacy, ktora
    miesci sie do szuflady zamrazalnika: klade arkusz papieru pergamentowego miedzy
    warstwy np kopytek i w ten sposob mogle zamrozic od razu duza ilosc...
  • 28.02.05, 14:11
    Gość portalu: dana33 napisał(a):

    > dlaczego ja myslalam, ze ja jestem taka genialna???? a tu sie okazuje, ze
    gonia rowniez.... :))))) ja tylko robie to na wieksza "skale"....

    A mnie ta skala przeraża, ponadto nie widzę w tym wielkiego sensu. Sama
    piszesz, że i tak codziennie musisz dogotować jakieś kartofle, ryż czy kluski -
    no i odgrzać jakoś te mrożonki, a więc tak czy owak spędzasz czas przy kuchni.
    Nie rozumiem po co mrozić panierowane sznycle, skoro ich przygotowanie na
    świeżo trwa nie więcej niż 5 min.(+ 10 min. smażenie) Kopytka w ilości nie
    przemysłowej, a normalnej (na jeden posiłek dla rodziny) robi się - zakładając
    że z wczoraj zostało ugotowanych kartofli - nie więcej jak 10 min.(+ 5 min
    gotowanie) Skoro i tak trzeba obrać i ugotować ziemniaki, to w czasie tych 20
    minut kiedy się gotują można z palcem w uchu przygotować i usmażyć : sznycle z
    piersi, kotlety mielone, drobiową wątróbkę, befsztyki z polędwicy, rybę smażoną
    lub pieczoną... Oraz jeszcze zrobić surówkę. Nie wspominając o ilości sosów
    jakie można zrobić w czasie kiedy gotuje się makaron (lub ryż).
    Naprawdę nie widzę sensu urządzania sobie morderczych dwóch dni przy kuchni -
    co z tego że raz na dwa miesiące. Potem i tak codziennie te obiady szykujesz -
    dla mnie to jakby dwa razy robota.
    --
    "Tylko jedna istota posiada broń, która nie wyrosła z jej ciała; dlatego też
    wrodzone, właściwe temu gatunkowi sposoby zachowania się nie przygotowały
    wystarczająco mocnych hamulców przed użyciem owej broni."
  • Gość: dana IP: *.broadband.actcom.net.il 28.02.05, 17:19
    dogotowanie klusek czyli gotowej pasty, czy tez paru kartofli nie zabiera mi
    dziennie wiecej niz 10 minut (na obranie kartofli) bo jak sie gotuja, to
    przeciez nie musze stac w kuchni. o mrozonkach nic nie pisalam, bo te tylko
    zima. oprocztych 4 miesiecy zimy, caly pozostaly rok jemy swieza salate i do
    tego pokrojone surowe pomidory, cebula i pieczarki. jesli ty mozesz zrobic
    obiad w 20 minut dla 5-osobowej rodziny, to zdejmuje przed toba czapke.
    a co do sznycli, to w jaki sposob karmisz przyjaciol twoich dzieci, ktorzy bez
    zadnego uprzedzenia wpadaja ci do domu, a ty masz akurat obiad tylko na rodzine?
    ja wtedy ten obiad wsadzam do lodowki na dzien nastepny a wyjmuje juz gotowe
    sznycle. moze masz racje, ale ja jakos nie umiem zrobic panierowanych sznycli
    (nawet zakladajac ze mam takie w odpowiedniej ilosci w domu) na 10-12 osob w
    ciagu 5 minut. nu, ale moze ja nie taka zdolna... :))))

    przeciez default, nie zmuszamy tutaj nikogo do naszych metod, tylko
    przestawiamy wlasne i ja znalazlam pare dobrych rad... usmiechnij sie....
  • Gość: Ewunia 28 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.03.05, 00:06
    Dana oszczedza czas na zakupach!!! Robi je tylko raz- to naprawde ma sens. Tez bym tak zrobila, tylko jestem diabelnie niekonsekwentna i mam mala lodówke. Poza tym karmie tylko siebie i meza. Pozdrawiam.
  • Gość: Agnieszka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.02.05, 20:46
    Dziękuję za te panierowane i mrożone sznycelki, myślałam, żę można mrozić tylko
    takie surowe 'gołe' albo już usmażone - a odgrzewanie usmażonych mi się nie
    uśmiecha. Takie 'czyste' gotowanie obiadu bardzo mi się rówież podoba. A
    skrobanie stolnicy itp. czynności zajmują tyle samo czasu po jednej porcji
    kopytek jak i po pięciu - a cztery razy mam kopytka bez sprzątania.
    Coraz bardziej się podciągam organizacyjnie tu przy Was, a że otwiera mi się
    doskok do mięska w większych ilościach z dobrego źródła, to może i gulasze
    zacznę gotować hurtowo. Tym bardziej, że na wiosnę w perspektywie remont kuchi i
    od dawna wyczekane nowe garnki - no na jesieni najpóźniej:)
    Pozdrawiam wszystkie dobrze zorganizowane osoby i te, które sie dopiero uczą.
  • Gość: dana IP: *.broadband.actcom.net.il 28.02.05, 22:56
    wlasnie o to chodzi agnieszko, oszczedzic sobie tej "brudnej" roboty, tego
    wycierania, zeskrobywania, zamiatania, mycia.... to taka przyjemnosc przyjsc do
    domu, postawic garnek z woda do gotowania, rozmrozona porcje gulaszu podgrzac
    albo w garnku albo w mikro, wrzucic na wrzatek zamrozone kopytka i usiasc do
    obiadu ze swiadomoscia, ze sprzatniecie kuchni potem bedzie trwalo 10 minut, a
    ksiazka czeka.... :))))))
  • Gość: 178 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.02.05, 13:15
    No ja polecam pieczenie mięska w rekawie - same zalety:
    - tylko przyprawiamy i wstawiamy (nie trzeba podlewać, pilnować)
    - bez zbędnego tłuszczu (tylko to co w marynacie)
    - pyyyyyszne!
    - do kazdego miesa sie nadaje (kurczak, indyk, wieprz, wiołowina, rolady nawet,
    ryba).
  • Gość: dana IP: *.broadband.actcom.net.il 28.02.05, 22:57
    nie tylko pyszne i soczyste, ale nie trzeba myc brytfanki... :))))
  • Gość: Hanna IP: 65.38.217.* 01.03.05, 04:06
    Czym, rozni sie takie 3 tygodniowe zamrozone jedzenie od tego w sklepie? Wole
    jednak codziennie te 30 minut poswiecic na swiezo zrobiony obiad niz spozywac
    te 3 tygodniowe mrozonki.
  • Gość: dana IP: *.bb.netvision.net.il 01.03.05, 08:28
    nu, swietnie, dobrze ze macie na to czas i ochote, dziewczyny, ja nie mam. ale
    przeciez nie zmuszam nikogo... a wartosci odzywcze? jakos jestesmy wszyscy
    zdrowi.. :)))
  • Gość: Maciek IP: *.aster.pl / *.aster.pl 01.03.05, 11:56
    Dla oszczedzenia czasu stosuje metode przygotowywania kilku potraw na raz.
    Dobrym przykladem jest pizza - w efekcie jedno z bardziej pracochlonnych dan
    jakie robie. Pomijajac przygotowanie ciasta (nadmiar ciasta zamrazam, zeby przy
    nastepnej zachciance miec mniej roboty), kazdy kolejny krok mozna zrealizowac w
    wiekszej skali otrzymujac komponenty do kolejnych potraw.

    1. Sos do pizzy. Przygotowuje sos na bazie smazonej cebulki, do ktorej dodaje
    cwiartki obranych pomidorow (moga tez byc z puszki) jak tylko cebulka sie
    zeszkli. Potem doprawiam wyciskanym czosnkiem, sola, pieprzem czarnym, bazylia
    i oregano. Mozna tez dodawac inne przyprawy jak curry, ziola prowansalskie,
    majranek... wg gustu. Wieksza ilosc mozna uzyskac stosujac koncentrat
    (szczegolnie w zimie, gdy pomidory sa drozsze) lub sok pomidorowy z kartonu. W
    przypadku koncentratu przelamuje smak odrobina cynamonu, sola i cukrem. Jak mam
    wiecej czasu to do sosu dodaje jeszcze papryke i cienko pokrojone w plasterki
    oliwki.

    2. Mieso mielone. Mieso nasolone i przyprawione miele w maszynce dodajac zabki
    czosnku i kawalki cebuli w czasie mielenia. Papke ktora z tego wychodzi
    obsmazam na patelni.

    3. Swieze skladniki. Oprocz cebuli (drobno pokrojojej jak do salatki), ktorej
    kroje wiecej niz potrzeba do samego sosu, przygotowuje papryke (3 kolory)
    krojac w dlugie paski i pieczarki, ktore sole po pokrojeniu zeby zmiekly.

    4. Skladniki z puszek i sloikow. Ananas w czastkach lub w plastrach (wtedy
    trzeba kroic), tunczyk w oleju w kawalkach, oliwki zielone i czarne, kukurydza.

    5. Ser. Scieram dwa rodzaje sera: ostry i drugi ladogny, ktory ladnie sie
    roztapia (np mozarella).

    To tyle jesli chodzi o skladniki do pizzy, ale na tym nie koniec...

    6. Ryz bialy, gotowany w lekko osolonej wodzie
    7. Majonez
    to materjaly do salatki

    8. Plastry lasagne
    9. Gorace mleko, z maslem i maka.

    To juz wszystko czego potrzeba, zabieramy sie do roboty..
    Pizza:

    W nasmarowanej malem blasze ukladam cienka warstwe ciasta, na ktora wylewam 1/2
    sosu pomidorowego. Sos przysypuje warstwa ostrego sera, a na serze ukladam
    skladniki: oliwki, mielone mieso, papryke, cebule, pieczarki, tunczyka,
    kukurydze, ananasa, tak aby smak plynnie przechodzil z ostrego/slonego do
    slodkiego. Posypuje przyprawa do pizzy i przykrywam cienka warstwa lagodnego
    sera, ktory rozpuszczajac sie i tak odsloni skladniki.

    Lasagne:

    Do goracego mleka z maka i maslem dodaje wiekszosc sera, ktory zostal z pizzy
    (prawie caly ostry ser, a zostawiam troche lagodnego do posypania po wierzchu).
    Do sosu pomidorowego dodaje mieso mielone i odrobine pieczarek. W ten sposob
    otrzymuje dwa sosy do lazani. W naczyniu zaroodpornym ukladam plastry lazani,
    przekladajac na zmiane raz jednym sosem, a raz drugim, w taki sposob, aby jako
    ostatnia (wierzchnia) werstwe wylac sos bialy. Ostatnia porcje sosu przysypuje
    tartym serem.

    Salatka.

    Wystudzony ryz mieszam z cebla, ananasem i kukurdza (skladniki twarde). Dodaje
    majonezu i pieprzu do smaku. Na koncu dodaje tunczyka w kawalkach (na koncu,
    zeby sie nie rozmazal, bo wtedy rownie dobrze mozna uzyc rozdrobnionego).
    Jezeli uzywam tunczyka w oleju to juz nie musze solic, jezeli w sosie wlasnym,
    to doprawiam sola. Salatke wstawiam na godzine do lodowki, zeby sie przegryzly
    skladniki. Uwaga! Salatka na drugi dzien traci smak (ananas nie jest slotki, a
    tunczyk nie jest slony, za to calosc jest nijaka), wiec trzeba ja zjesc od
    razu, ewentualnie polprodukty zmieszac nastepnego dnia, a nie tego samego co
    pizza jest przygotowywana. Polprodukty nalezy przelozyc do sloikow lub naczyn,
    gdyz trzymane w puszkach nabieraja metalicznego smaku (kukurycza, tunczyk,
    ananas). Podobno trzymanie w otwartych puszkach jest bardzo niezdrowe (tak
    slyszalem)..

    Zazwyczaj pizze i lasagne przygotowuje tego samego dnia, zas salatke dnia
    nastepnego. Lasagne zamrazam zas pizze zjadam od razu :) Czasmi jak mi sie nie
    chce kombinowac, to robie za jednym razem pizze i spagetti (sos czerwony+mieso
    mielone, a do tego wystarczy juz tylko makaron i na wierzch ser ostry).

    ale sie rozpisalem...

    Pozdrawiam i smacznego,
    Maciek
  • 01.03.05, 16:56
    Maćku,Maćku zadziwiasz mnie.
    I prośba do innych odpisujących na mój post.
    NIE KŁÓĆMY SIĘ!!!
    Wpisujmy własne pomysły zbytnio nie negując innych.
    Bardzo Was o to proszę.
    Gosia
  • Gość: Joanna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.03.05, 11:15
    A ja robię tak:
    Uznaję mozliwość mrożenia nadmiarów żywności. Nie korzystam jednak z tego na co
    dzień. Mam jakieś opory, pewnie troche przesadzam, ale wolę, jak jedzenie stoi w
    lodówce krótszy czas.
    1. Kupuje w sobotę kurczaka i proszę w sklepie o poporcjowanie. Z korpusu i
    skrzydełek gotuję w niedzielę (lub w sobotę) rosołek. Udka zostają zamarynowane
    i piekę je w piekarniku, ostatnio w rękawie foliowym. Filety czekają do
    poniedziałku i wtedy smażę kotlety. Rosołek zostaje jeszcze do wtorku, w
    porywach do środy. Wystarczy dogotować makaron, a na drugie danie zrobić np
    omlet biszkoptowy z dżemem.
    2. Zupę gotuję na 2-3 dni (oczywiście bez ziemniaków, te musza być na świeżo).
    Na drugie danie często jest makaron z serem (moi panowie uwielbiają).
    3. Kupuję 1 kg białej kiełbasy, kawał wędzonego boczku i gotuję wielki gar
    żurku. Kiełbasę i boczek oczywiście wyławiam przed dodaniem zakwasu. Obrana,
    ugotowana kiełbasa może leżeć w lodówce kilka dni. Boczek kroję i podsmażam z
    cebulką. Przez trzy dni jest żurek w różnych wariantach (z ziemniakami i białą
    kiełbasą, z "polewą" ze skwarków i śmietaną, z jajkiem i skwarkami, jeżeli ktoś
    stosuje dietę Kwaśniewskiego, to może ze wszystkim....). Wystaczy tylko podgrzać
    w nim kiełbasę, dogotować ziemniaki, jajka, zamiast ziemniaków można zjeść z
    chlebem. To wystarcza na cały obiad.
    4. Sos do spaghetti (mielone mięso, koncentrat Pudliszki, cebula, czosnek) też
    może przebywac w lodówce kilka dni. Dogotowanie spaghetti i wykonanie sałatki
    trwa kilkanaście minut.
    5. Pieczeń z karkówki lub duszona karkówka - duży kawał wystarczy na 2-3 dni.
    Trzeba dogotować ziemniaki lub w wersji szybkiej ryż i zrobić szybką surówkę.
    Czasami kupuję gotowe surówki. Ale bardzo "ekonomiczna" finansowo i czasowo jest
    kapusta pekińska. Zrywa się pare liści, dodaje pokrojoną cebulkę, jabłko, jakis
    dobry olej albo majonez i przyprawę do sałatek (może być np. Knorr) i tym
    sposobem przez trzy dni jest kapusta pekińska w różnych wariantach.
    Rzadko zdarza mi sie zrobić bigos i część zamrozić.
    A niedługo będę musiała usmażyć naleśniki - pierwszego dnia zrobię z serem, a z
    poozostałych - krokiety z pieczarkami na następny dzień.
    Dłuższe stanie przy garach, jeżeli miałoby sie powtarzać częściej, nie jest moja
    ulubiona czynnością. Najgorsze jest zaś zmywanie garów.... Niestety, ze względu
    na bardzo małą kuchnie nie zmieści mi się zmywarka. Myślę, że w końcu to zmienię.
    Najbardziej rozbawiła mnie matka koleżanki, która usiłowała mnie przekonać, że
    "nie opłaca się powrót do pracy po urodzeniu dziecka. Jak zostaniesz w domu, to
    możesz tyle tanich, pożywnych potraw ugotować, że lepiej na tym wyjdziesz
    finansowo... Przeciez nie masz nic do roboty (przy dziecku czterotygodniowym
    zaiste nie ma roboty, bo przeciez tylko śpi....), to powinnaś codziennie
    gotować. Ręce mi opadły. Wałkowane makaronu, bo będzie 30 gr taniej (a nie
    dlatego, że się lubi takie zajęcia) czy mielenie mięsa z rosołu (zamiast
    ugotować porządny kawałek wolowiny na tzw sztukę mięsa) na pewno zamortyzuje mi
    całkowity brak dochodów. Cóż, niektóre kobiety robią z siebie męczennice na
    własne życzenie.
  • Gość: szopen IP: 206.73.209.* 02.03.05, 15:12
    Po pierwsze to jak juz pisalem gdzies powyzej to do zapracowanych dziewczyn nie
    naleze i mieszkam daleko ale watek mi sie bardzo podoba.

    Po drugie to ja pracuje dla bardzo duzej firmy spozywcze i troche sie na
    przetwarzniu zywnosci znam.

    Isttna wiadomosc dla krytykujacych.
    Dobrze zrobione jedzenie SZYBKO zamrozone, przechowywane tak by nie tracilo
    wilgoci naprawde nie traci wartosci odzywczych.
    To wlasnie dlugie gotowanie jest najgorsze gdyz niszczy wiele witamin i
    powoduje zmiany w pozostalych skladnikach.

    Nastepna informacja.

    Rozrazanie i ponowne zamrazanie miesa.
    Ogolnie panuje opinia ze tak robic nie mozna bo cos tam sie moze zdarzyc.
    O co chodzi???
    Jesli bardzo powoli rozrazamy mieso, potem ono dlugo lezy, potem jest powoli
    zamrazane to w sumie bardzo dlugi czas przebywa w temperaturz powyzej zera a
    wiec jest duza szansa dla rozwoju bakteri ktore powoduje psucie sie owego
    produktu.

    Jak sobie z tym poradzic.
    Mieso rozrazac bardzo szybko przy uzyciu goracej wody tylko do takiego stanu by
    dalo sie pokroic (mozna do tego krojenia meza/MMZ zaprosic niech sie wykaze) a
    nastepnie popakowac i wlozyc do zamrazarki w ktorej jest naprawde niska
    temeratura (-18 conajmniej) i sporo miejsca, wtedy bardzo szybko zamarznie i
    ryzyka nie ma.

    Sam to praktykuje bo tu gdzie mieszkam dobra wolowina jest sprzedawana na rynku
    hurtowym w "kawalkach" czasem nawet 8-10kg taki kawalek ma.

    Wszelakie sosy do pasty/pizzy swietnie sie zamrazaja (to naprawde duzo lepsza
    metoda konserwacji niz pasteryzownie w sloikach).
    Jesli robie to jednoczesnie 3-4 smaki i w amalych porcjach zamrazam.

    No i na koniec recepta na orientalne zeberka dla cierpiacych na brak czasu.

    Kilka kilo zeberek pociac na pojedyncze kawalki (po jednej kosci na kawalek).
    Wlozyc do duzej miski,
    Posolic wg gustu.
    Dodac majeranku kilka lyzek.
    Chili kilka lyzek,
    Czosnku siekanego zabkow sporo,
    Kminu mielonego lyzke lub dwie,
    Lyzeczke rozmarynu,
    Lyzeczke siekanego imbiru,
    I inne przyprawy jak komu smakuje.

    Wszystko razem wymieszac bardzo dobrze,
    Podzielic na porcje do jednorazowego uzytku (wielkosc zalezy od ilosci
    jedzacych).
    Kazda porcje wlozyc do torebki foliowej i dobrze zawinac.

    Kiedy przyjdzie czas na uzycie to:
    Porcje wlozyc do naczynia szklanego (pyrex do mikrofali), przyryc pokrywka,
    wlozyc do mikrofali i na najmniejszej mocy dac mu 5 minut, sprawdzic czy sie
    rozmrozilo i jesli nie to dalej rozmrazac w 3 minutowych kawalkach.

    Jesli jest juz rozmrozone to na sredniej mocy dac mu 10-15 minut w zaleznosci
    od porcji wielkosci.
    Sprawdzic czy juz jest miekkie jesli nie to dalej w 5 minutowych kawalkach
    gotowac.

    Caly czas przykryte.

    Jesli juz jest odpowiednio miekkie zdjac pokrywke i dac mu 5 minut na
    maksymalnej mocy zebu ciut ciut wyschlo i chrupkosci nabralo.

    Posypac siekana swieza kolendra lub szczypiorkiem.

    Podawac.

  • Gość: do Szopena IP: 213.17.230.* 10.03.05, 10:05
    Właśnie przeczytałam i czuję się teoretycznie podparta w moim mrożeniu. Kupuję
    zwykle większe ilości mięsa i głównie mrożę surowe poporcjowane na kolejne dni.
    Czasami mrożę całe upichcone danie na awaryjne obiady.
    Dzięki:)
  • Gość: dana IP: *.bb.netvision.net.il 10.03.05, 14:43
    dodam jeszcze cos: zawsze zostaja nam jakies resztki obiadowe, prawda? ja pod
    koniec tygodnia, w piatki, robie z tych resztek zapiekanke: 4 jajka, 3-4 lyzki
    maki (u na jest taka od razu z proszkiem do pieczenia, jak w polsce nie ma, to
    dodajcie troche proszku), 1 smietana, wszystko dobrze wymieszac w duzej misce i
    potem wrzucic wszystkie resztki z calego tygodnia: miesa, kluski, kartofle pod
    kazda postacia, ryz, niedojedzone gotowane jarzyny, resztki sera bialego, nu,
    wszystko, co nie wystarcza juz dla calej rodziny i zaraz bedzie sie musialo
    wyrzuci. dpbrze wymieszac i do tej masy dodaje duzo smazonej cebulki, sol,
    pieprz i obowiazkowo czosnek. do formy i do pieca na 200 stopni na okolo
    godzine. pod koniec pieczenia posypuje troche serem zoltym tartym. zielona
    salata i obiad gotowy. ma trzy plusy: nic nie wyrzucam, wszystko wymieszane w
    pare minut no i co tydzien ta zapiekanka ma troche inny smak, bo resztki
    inne... :)) moje latorosle nazwaly ta potrawe "zapiekanka resztkowa".
  • Gość: popierająca IP: 213.17.230.* 11.03.05, 10:49
    Miało być oczywiście "do Szopena", ale mi refleks najwyraźniej przymroziło.
  • 04.03.05, 12:20
    zaczęłam mrozic obiady 15 lat temu - dziecko małe a ja nigdy nie wiedziałam o
    której będę w domu. Męża mam wspaniałego ( zawsze wszysko zmywa) ale do
    gotowania całkowicie brak mu talentu) No odgrzewać jakoś się prawie nauczył
    Przyzwyczajenie drugą naturą i teraz jak nie mam na wszeki wypadek zapasów w
    zamrażarce to czyję nię nieswojo .
    do wymienionych wyżej mogę dodać potrawy z kurczaka
    kupuję 2 kurczaki i oddzielam piersi - zamrażam (przepisów bez liku)
    albo robię mielone kotleciki (mięso z piersi i udek ) dobre świeże, jeszcze
    lepsze w sosie śmietanowo - koperkowym - zamrażam gotoą do smażenia masę albo
    klopsiki w sosie
    mielone z kury można zmieszć z mielonym z indyka nie lest takie lejące
    albo kurczaka duszonego w jakimś sosie
    mięso oddzielam do kości z grubsza - bo to b. pracochłonne a i tak wszystkie
    resztki idą do gotowania na "smak" do zupy.
    dla dziecka na duszone mięsko tez oddzialałam od kości
    pomysłów na taki kurzy gulasz może być masa
    paprykarz (z papryką mieloną i śmietaną do kluseczek - po węgiersku)
    z sosem pomidorowym
    z pieczarkami
    curry
    z ananasem - kurczaka podsmażyć dodać ocet winny, sól, cebulę, czosnek, listek
    laurowy ,1 pomidora (z puszki 2)i 1/2 puszki ananasa w kostkach i zalewę z
    ananasa z puszki mało słodką. Udusić.

    okładm też do zamrażalnika ugotowane mięso z wywarów na zupy - jak się więcej
    zbierze to przetwarzam

    świetnie mrożą się "potrawki z kury" dla dzieci idealne

    lepiej zamrozić niż trzymać parę dni w lodówce!!!
    hannaa


  • Gość: baby IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.03.05, 18:42
  • Gość: joa66 IP: *.aster.pl / *.aster.pl 14.03.05, 22:17
    Inne pomysły:

    1)Gotuję ogromny gar rosołu, dużo warzyw,kurczak, itd jak kto lubi. Mrożę w
    jednorazowych kubeczkach. Świetna baza do innych zup, sosów, itp. Warzywa z
    rosołu wykorzystuje na sałatkę jarzynową podawana tego samego dnia. Kurczaka
    gotowanego mam na obiad tez tego samego dnia (dla rodziny musze go podsmażyć,
    inaczej nie zjedzą). Ale zapas domowego rosołu to jest to.

    2)dla wielbicieli słodkości-cisato kruche dobrze się mrozi, a potem ciasteczka,
    placek śliwkowy, itp.

    3) Sezon pomidorowy-pasteryzuję domowe sosy pomidorowe do makaronów

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.