ZAPRACOWANE dziewczyny-przeczytjcie to!!! Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
          • Gość: vetches IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.02.05, 22:24
            No własnie.Popieram watek.Moim zdaniem to nie tylko świetny sposób dla
            zapracowanych kobiet.Jest w tym coś rowniez z oszczędnosci i kalkulacji.Mozna
            np kupic cwiartkę swini lub jakas wiekszą ilosc mięsa , czy skrzynkę jabłek itp
            i to wyjdzie zdecydowanie taniej niz kupowanie porcjami.Łatwiej wtedy zrobic
            kosztorys wydatków miesięcznych.Te negatywne głosy od 2 typu użytkowników czyli
            wszystkich którzy jedzą jakies krewetki, ogonki rakowe i inne bzdety a na
            innych forach piszą ze zarabiają 800 zł i ledwo co do konca miesiaca im zostaje.
            • Gość: Hanna IP: 65.38.217.* 16.02.05, 22:53
              Zastosowalam te metode, jak na 3 tygodnie wyjechalam do Kraju ,a 3 synow z
              pracujacym tatusie zostawilam w domu.Dodam, ze tatus niekucharzacy, tylko jeden
              z synow garnal sie do gotowania.
              Nastapil podziel rol- jeden syn zajmowal sie ryzem, makaronem czy ziemniakami
              (przepisy byly podane), drugi-szukal w zamrazarce, co chcieli zjesc,(rozne
              zamrozone rzeczy-gotowane lub nie( przygotowane do smazenia kotlety),
              najczesciej do tego jedli kiszona kapuste lub zielina salata, czasem pomidory.
              Byly tez zamrozone zupy.
              Trzeci syn wyspecjalizowal sie w pieczeniu codziennie chleba.(mial lekcje
              pogladowe przed moim wyjazdem).
              Jakos przetrwali.Pod koniec byla najczesciej pizza. Dodam, ze nie pracuje,
              gotuje raczej swieze obiady(czasem mieso z poprzedniego dnie), ale jak trzeba
              sie ratowac to mrozenie jest niezle.
          • Gość: gonia333 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.02.05, 09:02
            Dziewczyny jesteście wspaniałe!!!
    • Gość: Agnieszka IP: *.waw.pl / *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.05, 15:06
      Ja na razie się uczę i wątek mi się podoba.
      To znaczy gotować umiem - jak się mówi w rodzienie mam ten gen babci - kto go
      po niej odziedziczył umie gotować - bez względu na płeć. Uczę się gospodarki
      planowej, zanim się rodzina powiększy. W moim rodzinnym domu była gospdarka
      chaotyczna, więc nie mam przykładów z życia. Chciałabym sobie planować posiłki
      na cały tydzień i robić zakupy raz w tygodniu, a na co dzień dokupywać tylko
      jakieś drobiazgi. I nie potrafię :( Jeśli ktoś może niech napisze taki
      przykładowy - tygodniowy rozkład jazdy
      • Gość: ??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.05, 22:20
        wszędzie pełno konserwantów. jeden lubi rybki a drugi makaron...Kobiety nie
        dajcie się zwariować w końcu nie żyjemy po to żeby gotować, ale gotujemy po to
        żeby żyć. mroźcie wszystko co się da i tak to lepsze niż ta kupna
        chemioterapia.. ..żrecie te konserwanty , a potem chorujecie.
      • Gość: Hanna IP: 65.38.217.* 19.02.05, 23:32
        Powiem Ci szczerze-nie robie tego. Moze to jest zwiazane z czasem, ktorego mam
        duzo , i z pieniedzmi-nie mam bardzo scislego budzetu, ale za duzo nie planuje.
        Raz w tygodniu robie zakupy, ale tak aby zawsze w domu podstawowe produktu byly-
        powiedzmy: 2-3 rodzaje miesa (mniejsze porcje zamrazam i jak mamy na to ochote-
        przygotowuje),jakas rybe, ziemniaki, ryz czy makarony- zawsze sa, cale mnowstow
        warzyw mam zawse w lodowce, sery i wedliny, owoce. Dwa rodzaje maki na chleb,
        otreby tez zawsze mam.
        I potem z tego co jest-robie w tygodniu rozne improwizacje.
        Jak robie cos z konkretnego przepisu-robie liste produktow, ktorych w domu nie
        ma--i kupuje specjalnie.
        Tak juz prowadze dom 30 lat i jakos idzie. Ale na pewno jest w tym duzo
        doswiadczenia, ile i czego w domu potrzeba itd.


      • tak ja tez prosze o przykładowy plan tygodnia! za tydzień wracam do pracy po
        rocznym urlopie wychowawczym i coraz czarniej to wszystko widzę....
    • Gość: Maciek IP: *.aster.pl / *.aster.pl 21.02.05, 04:13
      Witam jako przedstawiciel mniejszosci w tym watku - facet i w dodatku
      niedzieciaty :), ale po kolei...
      Po pierwsze chcialbym pochwalic autorke watku - nie kazdemu wystarcza wyobrazni
      zeby samemu na taki pomysl wpasc. Wbrew niektorym wypowiedziom (ze to nic
      odkrywczego), to jest wiele osob, ktore nie wyniosly z domu umiejetnosci
      gotowania i nie maja... ze tak powiem "zaplecza". Znam kilka takich osob, gdzie
      rodzice niegotujacy, przyzwyczaili dzieci do goracych szklanek :) i sosow wujka
      B. a jeden moj kolega, ktory odwiedzil mnie kiedys w porze sniadaniowej (w
      sobote to godz.12) zachwycal sie jajecznica na boczku wedzonym, jakby jadl
      Niewiadomoco, i przyznal, ze on z rzeczy na cieplo to umie jedynie kakao, budyn
      i kisiel zrobic.. Dla takich osob podaje sie wlasnie przepisy (idiot-proof),a to
      co napisala Gosia moze byc cenna rada odnosnie wspomnianego zaplecza.
      Wszystkim pozostalym, pragne podziekowac za podzielenie sie swoimi opiniami i
      jednoczesnie zwrocic uwage krzykaczom, ze z internetu korzystaja rozni ludzie,
      nie tylko restaurujaca sie klasa srednia z duzych miast. Nie wiem jak Wy, ja od
      krewetek wole bigos. Tylko, ze moge go jesc nie dluzej niz przez 3-4 kolejne
      dni, a potem to mi nosem wychodzi i potrzebuje jakiejs odmiany, a przeciez jak
      sie juz gotuje to zawsze wiecej (szczegolnie taki poswiateczny "na winie" - co
      sie nawinie pod reke, to laduje w bigosie, wiec jest tam jakies miesko, grzybki,
      sliwka suszona, kielbasa i boczek, resztki kabanosa i kawlek indyka pieczonego -
      wiec fullwypas). Idealnie jest zamrozic nadwyzke, zeby zjesc za jakis czas ze
      smakiem.. Przyznam jednak, ze dzialania zwiazane z zamraznaniem zakrojone na
      taka skale to dla mnie nowosc. Coz, chyle czola, bo na pewno wymaga to nielada
      umiejetnosci logistycznych. Tak czy inaczej sam pomysl zamrazania jest przedni i
      pozostaje tylko kwestia odpowiedniego dobrania skali (tu wedlug potrzeb). A
      jesli chodzi o potrzeby to tylko dodam od siebie (LUDZIE WIECEJ TOLERANCJI), ze
      czlowiek jest tak zrobiony, ze zaspokaja swoje potrzeby hierarchicznie, od
      najbardziej podstawowych, o ktorych nawet nie mysli (jak oddychanie), az po
      najbardziej wysublimowane (jak sztuka). Jedzenie moze nam jedynie dosrtarczac
      potrzebnych kalorii, a moze byc tez rodzajem sztuki. I nie chodzi tu raczej o
      kase i jedzenie w drogich restauracjach, a o czas przygotowania i sposob
      podania, bo mozna zjesc chemiczna zupke z torebki czy hamburgera w McD, albo za
      podobne pieniadze kaszanke odsmazana z cebulka, podana z kajzerka posmarowana
      margaryna i posypana zielona natka pietruszki. Jak ktos ma czas by zaspokajac
      potrzeby wyzszego rzedu to robi to i tyle.. A Gosia to jak widac
      zuch-dziewczyna, bo poswieca swoj czas w weekendy, by nie faszerowac rodziny
      chemia z supermarketu w ciagu tygodnia.
    • Gość: Maciek IP: *.aster.pl / *.aster.pl 21.02.05, 04:19
      Po drugie, zauwazylem, ze dyskusja podzielila forumowiczow na kilka grup:
      1) natchnieni eksperymentatorzy kulinarni, ktorzy maja czas na codzienne
      gotowanie i jedza swieze, super-zdrowe posilki, 2) rozsadnie dysponujacy czasem
      w kuchni, ktorzy przygotowuja jedzenie na kilka dni, 3) postkomunistyczni
      wielbiciele hipermarketow i sklepow 24h gdzie mozna wszystko kupic, jedzacy
      gotowizne (dla nich nie ma znaczenia ilosc skladnikow, ktorych nazwy zaczynaja
      sie od literki E), 4) no i w koncu stolowkowicze. Wiem, ze to duze uproszczenie,
      ale co tam, z pelna swiadomoscia dolewam oliwy do ognia :)
      Ze swojej strony krzykaczom, ktorzy nie lubia spedzac weekendow w kuchni i
      troszcza sie o dobro dzieci, powiem, ze wcale nie trzeba oddawac dziecka pod
      opieke dziadkow na czas przygotowywania posilkow.. Ze swojego wczesnego
      dziecinsta niewiele pamietam, ale chyba nigdy nie zapomne tej frajdy jaka mialem
      wycinajac kubkiem kolka z ciasta i lepiac pierogi. To nic, ze te moje pierogi
      porozpadaly sie w gotowaniu (bo przeciez "zostaw,ja sam!" no i musialo sie tak
      skonczyc) i ze podloga byla cala w mace.. Chodzi o to, ze moglem pomoc i czulem
      sie bardzo wazny, mialem kupe zabawy, a mama miala potem sporo sprzatania, ale
      to wspomnienie we mnie pozostalo, a spacerow i baraszkowania na podlodze jakos
      nie pamietam.

      I po trzecie, w odpowiedzi na Gosi prosbe o podzielenie sie swoimi radami opisze
      sposob na jablka... Kiedys pojechalem z ojcem po samochod na gielde w
      Slomczynie, a bylo to w sezonie jablkowym (pozna jesien) i za smieszne pieniadze
      kupilismy przy okazji dwie wielkie skrzynki jablek od sadownikow. Po
      przywiezieniu do domu, pol skrzynki poszlo od razu do sokowirowki (swiezy sok
      jablkowy, pilismy caly dzien, a dwa dzbanki zostaly jeszcze w lodowce na jutro),
      drugie pol przeznaczone na powidla i jedna cala skrzynka do suszenia. Obrane i
      pokrojone w plasterki jablka suszylismy w papierowych torbach na kaloryferze
      (mielismy wtedy kuchenke z piecykiem gazowym wiec inaczej sie nie dalo - teraz
      jest latwiej). Od tamtej pory kupujemy czasem wieksza ilosc jablek po okazyjnej
      cenie z przeznaczeniem na sok i do suszenia. Jablka mozna tez suszyc nieobrane,
      tylko ze po wysuszeniu skorka jest bardzo twarda i takie jablka nie nadaja sie
      do deserow, tylko tak do pochrupania. Mozna tez pokroic w kostke i uzywac do
      deserow - tanie, organiczne i smaczniejsze niz posypka z torebki (sprawdzone z
      galaretka, lodami i bita smietana)..

      Pozdrawiam.
    • Gość: zadumana IP: 213.17.230.* 28.02.05, 08:38
      Tak sobie myślę po przeczytaniu różnych zdań i wątpliwości co do możliwości
      szybkiego pichcenia, że cała ta historia wymaga dużo wprawy. Jeśli robi się coś
      po raz pierwszy trudno oczekiwać szybkości. Studiowanie przepisu, obserwowanie
      skutków, próbowanie, zastanawianie - mimo woli nawet nie widać jak czas ucieka.
      Może to mała pociecha dla początkujących, ale wprawa, a nawet duża wprawa
      przyśpiesza działania.
      Sądzę, że największą szansę na świeże i własne dania stwarza odpowiedni dobór
      potraw (niekoniecznie jednak tradycyjnych polskich i nielekkostrawnych) oraz
      przećwiczenie działań.
      A jeśli ktoś ma tego czasu tyle co nic, powinien mrozić co się da. Nie rozumiem
      za bardzo awersji do mrożonek. Zwłaszcza, że mrożone własne danie jest z
      pewnością o niebo lepsze od najlepszego gotowca ze sklepu.
    • Gość: Babet IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.02.05, 09:29
      Myślę, że jestem typową matką-Polką. To ja zajmuję się gotowaniem. (Męża brak.)
      Córki pomagają mi tylko od święta (jeżeli ktoś ma dzieci w szkole artystycznej
      to wie dlaczego!).
      Zakupy:
      -niby w sklepach wszystko jest,a jak coś chcesz kupić konkretnie to akurat tego
      nie ma, albo jest brzydkie, więc jak zobaczę jakiś ładny kawałek mięsa to
      kupuję i mrożę.
      Gotowanie:
      -w piatek robię zakupy, a w sobotę gotuję na cały następny tydzień (mrożę!),
      -w sobotę gotuję obiad również "sobotni", zwykle są to jakieś naleśniki, placki
      ziemiaczane, itp,
      -w niedzielę gotuję, smażę coś mięsnego.
      Przetwory:
      -pasjami robie przetwory: sałatki, ogórki, itp, w tym roku zrobiłam mnóstwo
      powideł śliwkowych !!!
      Jedzenie na mieście:
      -bardzo rzadko.

      Lubię gotować, lubię swój dom, lubię swoje życie !!!

      Pozdrawiam wszystkich:
      - matki-Polki,
      - ojców-Polaków również :-)
      - nowoczesnych, zapracowanych młodych ludzi
      - i wszystkich pozostałych !!!

      Nie wiem czy ktoś przeczyta to co napisałam, bo wątek się zrobił dłłuuggiii!?
    • Świetny pomysł, niestety ja raczej nie mogę go wykorzystać, ale jest dobry dla
      większej rodziny.

      Ja gotuję czy smazę obiady tylko dla siebie i chłopaka, i to nie codziennie,
      więc raczej przygotowuje posiłek w ten dzien w którym mamy go zjeśc, 1-2 godz.
      przed przyjściem chłopaka żeby było jeszcze świeże i ciepłe.

      --
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=39&w=20325175

      Nadzieja ma skrzydła, przysiada w duszy i śpiewa pieśń bez słów, która nigdy
      nie ustaje, a jej najsłodsze dźwięki słychać nawet podczas wichury
      • Gość: dana33 IP: *.bb.netvision.net.il 28.02.05, 11:13
        dlaczego ja myslalam, ze ja jestem taka genialna???? a tu sie okazuje, ze gonia
        rowniez.... :))))) ja tylko robie to na wieksza "skale"....
        przede wszystkim planuje obiady na 2 tygodnie, w ten sposob nie jemy wiecej niz
        2 razy w miesiacu to samo. a potem robie zakupy, ale ogrooooomne, np. 4-5 kg
        miesa na gulasz, 4-5 kg sznycli indyczych.... do tego potrzebne jarzyny i inne
        dodatki. stoje w kuchni przewaznie 2 dni po 6-8 godzin, ale mam nagotowane na
        prawie 3 miesiace... kopytka tez od razu robie w strasznych ilosciach (nie w te
        dni, kiedy mam to gotowanie, oczywiscie), ale tez robie z kilku kilkogramow
        kartofli i zamrazam je osobno, potem do duzego worka plastikowego, albo kilku
        malych i kiedy potrzebuje, to wyjmuje garsc kopytek, do wrzatku i gotowe.
        natomiast nasze ulubione sznycle najpierw panieruje (jajko, maka, panierka) i
        tez zamrazam kazdy osobno. z tymi sznyclami to wogole zbawienie, bo dzieciaki,
        ktore juz nie zupelnie dzieciaki bardzo czesto wpadaja do domu od razu z 5-6
        kolegokolezankami.... i kazdy oczywiscie glodny. i te sznycle rozwiazuja mi
        zawsze problem: wyjmuje tyle, ile nagle mam osob na obiedzie, poniewaz juz
        panierowane, to takie zamrozone wrzucam na patelnie z tluszczem i na malym
        ogniu w pare minut sa gotowe, zlote, soczyste i pyszne, a w kuchni nie ma
        balaganu panierowanego.... i takie gotowanie wprawdzie przez dwa dni, ale
        oszczedza mase czasu, bo i na zakupy trace czas jeden raz (wszystko jedno czy
        biore kilo marchewki czy 5, tak samo zabiera to czas), gulasz gotuje sie x
        czasu, wszystko jedno, czy w garnku jest kilo miesa, czy 5, wiec oszczednosc
        gazu, a do czyszczenia warzyw to zaciagam do pomocy meza albo dzieciaki. a po
        tych dwoch dniach, lekko wykonczona, siadam sobie w fotelu i mysle: nastepne 3
        miesiace musze codziennie dogotowac troche ryzu albo klusek albo kartofli.....
        a to nie robi brudu w kuchni, wiec nie musze sprzatac i wycierac.... wiec
        wieczor mam na czytanie, tv, albo napisac cusik na fk... :)))))
        peesik: zeby i zamrazanie szlo szybciej, to przewaznie kopytka lub sznycle,
        wogole wszystko co chce zamrozic kazda sztuke z osobna, zamrazam na tacy, ktora
        miesci sie do szuflady zamrazalnika: klade arkusz papieru pergamentowego miedzy
        warstwy np kopytek i w ten sposob mogle zamrozic od razu duza ilosc...
        • Gość portalu: dana33 napisał(a):

          > dlaczego ja myslalam, ze ja jestem taka genialna???? a tu sie okazuje, ze
          gonia rowniez.... :))))) ja tylko robie to na wieksza "skale"....

          A mnie ta skala przeraża, ponadto nie widzę w tym wielkiego sensu. Sama
          piszesz, że i tak codziennie musisz dogotować jakieś kartofle, ryż czy kluski -
          no i odgrzać jakoś te mrożonki, a więc tak czy owak spędzasz czas przy kuchni.
          Nie rozumiem po co mrozić panierowane sznycle, skoro ich przygotowanie na
          świeżo trwa nie więcej niż 5 min.(+ 10 min. smażenie) Kopytka w ilości nie
          przemysłowej, a normalnej (na jeden posiłek dla rodziny) robi się - zakładając
          że z wczoraj zostało ugotowanych kartofli - nie więcej jak 10 min.(+ 5 min
          gotowanie) Skoro i tak trzeba obrać i ugotować ziemniaki, to w czasie tych 20
          minut kiedy się gotują można z palcem w uchu przygotować i usmażyć : sznycle z
          piersi, kotlety mielone, drobiową wątróbkę, befsztyki z polędwicy, rybę smażoną
          lub pieczoną... Oraz jeszcze zrobić surówkę. Nie wspominając o ilości sosów
          jakie można zrobić w czasie kiedy gotuje się makaron (lub ryż).
          Naprawdę nie widzę sensu urządzania sobie morderczych dwóch dni przy kuchni -
          co z tego że raz na dwa miesiące. Potem i tak codziennie te obiady szykujesz -
          dla mnie to jakby dwa razy robota.
          --
          "Tylko jedna istota posiada broń, która nie wyrosła z jej ciała; dlatego też
          wrodzone, właściwe temu gatunkowi sposoby zachowania się nie przygotowały
          wystarczająco mocnych hamulców przed użyciem owej broni."
          • Gość: dana IP: *.broadband.actcom.net.il 28.02.05, 17:19
            dogotowanie klusek czyli gotowej pasty, czy tez paru kartofli nie zabiera mi
            dziennie wiecej niz 10 minut (na obranie kartofli) bo jak sie gotuja, to
            przeciez nie musze stac w kuchni. o mrozonkach nic nie pisalam, bo te tylko
            zima. oprocztych 4 miesiecy zimy, caly pozostaly rok jemy swieza salate i do
            tego pokrojone surowe pomidory, cebula i pieczarki. jesli ty mozesz zrobic
            obiad w 20 minut dla 5-osobowej rodziny, to zdejmuje przed toba czapke.
            a co do sznycli, to w jaki sposob karmisz przyjaciol twoich dzieci, ktorzy bez
            zadnego uprzedzenia wpadaja ci do domu, a ty masz akurat obiad tylko na rodzine?
            ja wtedy ten obiad wsadzam do lodowki na dzien nastepny a wyjmuje juz gotowe
            sznycle. moze masz racje, ale ja jakos nie umiem zrobic panierowanych sznycli
            (nawet zakladajac ze mam takie w odpowiedniej ilosci w domu) na 10-12 osob w
            ciagu 5 minut. nu, ale moze ja nie taka zdolna... :))))

            przeciez default, nie zmuszamy tutaj nikogo do naszych metod, tylko
            przestawiamy wlasne i ja znalazlam pare dobrych rad... usmiechnij sie....
          • Gość: Ewunia 28 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.03.05, 00:06
            Dana oszczedza czas na zakupach!!! Robi je tylko raz- to naprawde ma sens. Tez bym tak zrobila, tylko jestem diabelnie niekonsekwentna i mam mala lodówke. Poza tym karmie tylko siebie i meza. Pozdrawiam.
        • Gość: Agnieszka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.02.05, 20:46
          Dziękuję za te panierowane i mrożone sznycelki, myślałam, żę można mrozić tylko
          takie surowe 'gołe' albo już usmażone - a odgrzewanie usmażonych mi się nie
          uśmiecha. Takie 'czyste' gotowanie obiadu bardzo mi się rówież podoba. A
          skrobanie stolnicy itp. czynności zajmują tyle samo czasu po jednej porcji
          kopytek jak i po pięciu - a cztery razy mam kopytka bez sprzątania.
          Coraz bardziej się podciągam organizacyjnie tu przy Was, a że otwiera mi się
          doskok do mięska w większych ilościach z dobrego źródła, to może i gulasze
          zacznę gotować hurtowo. Tym bardziej, że na wiosnę w perspektywie remont kuchi i
          od dawna wyczekane nowe garnki - no na jesieni najpóźniej:)
          Pozdrawiam wszystkie dobrze zorganizowane osoby i te, które sie dopiero uczą.
          • Gość: dana IP: *.broadband.actcom.net.il 28.02.05, 22:56
            wlasnie o to chodzi agnieszko, oszczedzic sobie tej "brudnej" roboty, tego
            wycierania, zeskrobywania, zamiatania, mycia.... to taka przyjemnosc przyjsc do
            domu, postawic garnek z woda do gotowania, rozmrozona porcje gulaszu podgrzac
            albo w garnku albo w mikro, wrzucic na wrzatek zamrozone kopytka i usiasc do
            obiadu ze swiadomoscia, ze sprzatniecie kuchni potem bedzie trwalo 10 minut, a
            ksiazka czeka.... :))))))
    • Gość: 178 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.02.05, 13:15
      No ja polecam pieczenie mięska w rekawie - same zalety:
      - tylko przyprawiamy i wstawiamy (nie trzeba podlewać, pilnować)
      - bez zbędnego tłuszczu (tylko to co w marynacie)
      - pyyyyyszne!
      - do kazdego miesa sie nadaje (kurczak, indyk, wieprz, wiołowina, rolady nawet,
      ryba).
    • Gość: ann IP: *.chello.pl 01.03.05, 00:06
      a czy Ty kiedyś słyszłas kobieto, że tylko ŚWIEŻO przygotowane jedzenie ma
      prawdziwe wartości odżywcze!? o smaku nie wspominając!!!
      • Gość: Hanna IP: 65.38.217.* 01.03.05, 04:06
        Czym, rozni sie takie 3 tygodniowe zamrozone jedzenie od tego w sklepie? Wole
        jednak codziennie te 30 minut poswiecic na swiezo zrobiony obiad niz spozywac
        te 3 tygodniowe mrozonki.
        • Gość: dana IP: *.bb.netvision.net.il 01.03.05, 08:28
          nu, swietnie, dobrze ze macie na to czas i ochote, dziewczyny, ja nie mam. ale
          przeciez nie zmuszam nikogo... a wartosci odzywcze? jakos jestesmy wszyscy
          zdrowi.. :)))
    • Gość: Maciek IP: *.aster.pl / *.aster.pl 01.03.05, 11:56
      Dla oszczedzenia czasu stosuje metode przygotowywania kilku potraw na raz.
      Dobrym przykladem jest pizza - w efekcie jedno z bardziej pracochlonnych dan
      jakie robie. Pomijajac przygotowanie ciasta (nadmiar ciasta zamrazam, zeby przy
      nastepnej zachciance miec mniej roboty), kazdy kolejny krok mozna zrealizowac w
      wiekszej skali otrzymujac komponenty do kolejnych potraw.

      1. Sos do pizzy. Przygotowuje sos na bazie smazonej cebulki, do ktorej dodaje
      cwiartki obranych pomidorow (moga tez byc z puszki) jak tylko cebulka sie
      zeszkli. Potem doprawiam wyciskanym czosnkiem, sola, pieprzem czarnym, bazylia
      i oregano. Mozna tez dodawac inne przyprawy jak curry, ziola prowansalskie,
      majranek... wg gustu. Wieksza ilosc mozna uzyskac stosujac koncentrat
      (szczegolnie w zimie, gdy pomidory sa drozsze) lub sok pomidorowy z kartonu. W
      przypadku koncentratu przelamuje smak odrobina cynamonu, sola i cukrem. Jak mam
      wiecej czasu to do sosu dodaje jeszcze papryke i cienko pokrojone w plasterki
      oliwki.

      2. Mieso mielone. Mieso nasolone i przyprawione miele w maszynce dodajac zabki
      czosnku i kawalki cebuli w czasie mielenia. Papke ktora z tego wychodzi
      obsmazam na patelni.

      3. Swieze skladniki. Oprocz cebuli (drobno pokrojojej jak do salatki), ktorej
      kroje wiecej niz potrzeba do samego sosu, przygotowuje papryke (3 kolory)
      krojac w dlugie paski i pieczarki, ktore sole po pokrojeniu zeby zmiekly.

      4. Skladniki z puszek i sloikow. Ananas w czastkach lub w plastrach (wtedy
      trzeba kroic), tunczyk w oleju w kawalkach, oliwki zielone i czarne, kukurydza.

      5. Ser. Scieram dwa rodzaje sera: ostry i drugi ladogny, ktory ladnie sie
      roztapia (np mozarella).

      To tyle jesli chodzi o skladniki do pizzy, ale na tym nie koniec...

      6. Ryz bialy, gotowany w lekko osolonej wodzie
      7. Majonez
      to materjaly do salatki

      8. Plastry lasagne
      9. Gorace mleko, z maslem i maka.

      To juz wszystko czego potrzeba, zabieramy sie do roboty..
      Pizza:

      W nasmarowanej malem blasze ukladam cienka warstwe ciasta, na ktora wylewam 1/2
      sosu pomidorowego. Sos przysypuje warstwa ostrego sera, a na serze ukladam
      skladniki: oliwki, mielone mieso, papryke, cebule, pieczarki, tunczyka,
      kukurydze, ananasa, tak aby smak plynnie przechodzil z ostrego/slonego do
      slodkiego. Posypuje przyprawa do pizzy i przykrywam cienka warstwa lagodnego
      sera, ktory rozpuszczajac sie i tak odsloni skladniki.

      Lasagne:

      Do goracego mleka z maka i maslem dodaje wiekszosc sera, ktory zostal z pizzy
      (prawie caly ostry ser, a zostawiam troche lagodnego do posypania po wierzchu).
      Do sosu pomidorowego dodaje mieso mielone i odrobine pieczarek. W ten sposob
      otrzymuje dwa sosy do lazani. W naczyniu zaroodpornym ukladam plastry lazani,
      przekladajac na zmiane raz jednym sosem, a raz drugim, w taki sposob, aby jako
      ostatnia (wierzchnia) werstwe wylac sos bialy. Ostatnia porcje sosu przysypuje
      tartym serem.

      Salatka.

      Wystudzony ryz mieszam z cebla, ananasem i kukurdza (skladniki twarde). Dodaje
      majonezu i pieprzu do smaku. Na koncu dodaje tunczyka w kawalkach (na koncu,
      zeby sie nie rozmazal, bo wtedy rownie dobrze mozna uzyc rozdrobnionego).
      Jezeli uzywam tunczyka w oleju to juz nie musze solic, jezeli w sosie wlasnym,
      to doprawiam sola. Salatke wstawiam na godzine do lodowki, zeby sie przegryzly
      skladniki. Uwaga! Salatka na drugi dzien traci smak (ananas nie jest slotki, a
      tunczyk nie jest slony, za to calosc jest nijaka), wiec trzeba ja zjesc od
      razu, ewentualnie polprodukty zmieszac nastepnego dnia, a nie tego samego co
      pizza jest przygotowywana. Polprodukty nalezy przelozyc do sloikow lub naczyn,
      gdyz trzymane w puszkach nabieraja metalicznego smaku (kukurycza, tunczyk,
      ananas). Podobno trzymanie w otwartych puszkach jest bardzo niezdrowe (tak
      slyszalem)..

      Zazwyczaj pizze i lasagne przygotowuje tego samego dnia, zas salatke dnia
      nastepnego. Lasagne zamrazam zas pizze zjadam od razu :) Czasmi jak mi sie nie
      chce kombinowac, to robie za jednym razem pizze i spagetti (sos czerwony+mieso
      mielone, a do tego wystarczy juz tylko makaron i na wierzch ser ostry).

      ale sie rozpisalem...

      Pozdrawiam i smacznego,
      Maciek
      • Maćku,Maćku zadziwiasz mnie.
        I prośba do innych odpisujących na mój post.
        NIE KŁÓĆMY SIĘ!!!
        Wpisujmy własne pomysły zbytnio nie negując innych.
        Bardzo Was o to proszę.
        Gosia
    • Gość: Joanna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.03.05, 11:15
      A ja robię tak:
      Uznaję mozliwość mrożenia nadmiarów żywności. Nie korzystam jednak z tego na co
      dzień. Mam jakieś opory, pewnie troche przesadzam, ale wolę, jak jedzenie stoi w
      lodówce krótszy czas.
      1. Kupuje w sobotę kurczaka i proszę w sklepie o poporcjowanie. Z korpusu i
      skrzydełek gotuję w niedzielę (lub w sobotę) rosołek. Udka zostają zamarynowane
      i piekę je w piekarniku, ostatnio w rękawie foliowym. Filety czekają do
      poniedziałku i wtedy smażę kotlety. Rosołek zostaje jeszcze do wtorku, w
      porywach do środy. Wystarczy dogotować makaron, a na drugie danie zrobić np
      omlet biszkoptowy z dżemem.
      2. Zupę gotuję na 2-3 dni (oczywiście bez ziemniaków, te musza być na świeżo).
      Na drugie danie często jest makaron z serem (moi panowie uwielbiają).
      3. Kupuję 1 kg białej kiełbasy, kawał wędzonego boczku i gotuję wielki gar
      żurku. Kiełbasę i boczek oczywiście wyławiam przed dodaniem zakwasu. Obrana,
      ugotowana kiełbasa może leżeć w lodówce kilka dni. Boczek kroję i podsmażam z
      cebulką. Przez trzy dni jest żurek w różnych wariantach (z ziemniakami i białą
      kiełbasą, z "polewą" ze skwarków i śmietaną, z jajkiem i skwarkami, jeżeli ktoś
      stosuje dietę Kwaśniewskiego, to może ze wszystkim....). Wystaczy tylko podgrzać
      w nim kiełbasę, dogotować ziemniaki, jajka, zamiast ziemniaków można zjeść z
      chlebem. To wystarcza na cały obiad.
      4. Sos do spaghetti (mielone mięso, koncentrat Pudliszki, cebula, czosnek) też
      może przebywac w lodówce kilka dni. Dogotowanie spaghetti i wykonanie sałatki
      trwa kilkanaście minut.
      5. Pieczeń z karkówki lub duszona karkówka - duży kawał wystarczy na 2-3 dni.
      Trzeba dogotować ziemniaki lub w wersji szybkiej ryż i zrobić szybką surówkę.
      Czasami kupuję gotowe surówki. Ale bardzo "ekonomiczna" finansowo i czasowo jest
      kapusta pekińska. Zrywa się pare liści, dodaje pokrojoną cebulkę, jabłko, jakis
      dobry olej albo majonez i przyprawę do sałatek (może być np. Knorr) i tym
      sposobem przez trzy dni jest kapusta pekińska w różnych wariantach.
      Rzadko zdarza mi sie zrobić bigos i część zamrozić.
      A niedługo będę musiała usmażyć naleśniki - pierwszego dnia zrobię z serem, a z
      poozostałych - krokiety z pieczarkami na następny dzień.
      Dłuższe stanie przy garach, jeżeli miałoby sie powtarzać częściej, nie jest moja
      ulubiona czynnością. Najgorsze jest zaś zmywanie garów.... Niestety, ze względu
      na bardzo małą kuchnie nie zmieści mi się zmywarka. Myślę, że w końcu to zmienię.
      Najbardziej rozbawiła mnie matka koleżanki, która usiłowała mnie przekonać, że
      "nie opłaca się powrót do pracy po urodzeniu dziecka. Jak zostaniesz w domu, to
      możesz tyle tanich, pożywnych potraw ugotować, że lepiej na tym wyjdziesz
      finansowo... Przeciez nie masz nic do roboty (przy dziecku czterotygodniowym
      zaiste nie ma roboty, bo przeciez tylko śpi....), to powinnaś codziennie
      gotować. Ręce mi opadły. Wałkowane makaronu, bo będzie 30 gr taniej (a nie
      dlatego, że się lubi takie zajęcia) czy mielenie mięsa z rosołu (zamiast
      ugotować porządny kawałek wolowiny na tzw sztukę mięsa) na pewno zamortyzuje mi
      całkowity brak dochodów. Cóż, niektóre kobiety robią z siebie męczennice na
      własne życzenie.
      • Gość: szopen IP: 206.73.209.* 02.03.05, 15:12
        Po pierwsze to jak juz pisalem gdzies powyzej to do zapracowanych dziewczyn nie
        naleze i mieszkam daleko ale watek mi sie bardzo podoba.

        Po drugie to ja pracuje dla bardzo duzej firmy spozywcze i troche sie na
        przetwarzniu zywnosci znam.

        Isttna wiadomosc dla krytykujacych.
        Dobrze zrobione jedzenie SZYBKO zamrozone, przechowywane tak by nie tracilo
        wilgoci naprawde nie traci wartosci odzywczych.
        To wlasnie dlugie gotowanie jest najgorsze gdyz niszczy wiele witamin i
        powoduje zmiany w pozostalych skladnikach.

        Nastepna informacja.

        Rozrazanie i ponowne zamrazanie miesa.
        Ogolnie panuje opinia ze tak robic nie mozna bo cos tam sie moze zdarzyc.
        O co chodzi???
        Jesli bardzo powoli rozrazamy mieso, potem ono dlugo lezy, potem jest powoli
        zamrazane to w sumie bardzo dlugi czas przebywa w temperaturz powyzej zera a
        wiec jest duza szansa dla rozwoju bakteri ktore powoduje psucie sie owego
        produktu.

        Jak sobie z tym poradzic.
        Mieso rozrazac bardzo szybko przy uzyciu goracej wody tylko do takiego stanu by
        dalo sie pokroic (mozna do tego krojenia meza/MMZ zaprosic niech sie wykaze) a
        nastepnie popakowac i wlozyc do zamrazarki w ktorej jest naprawde niska
        temeratura (-18 conajmniej) i sporo miejsca, wtedy bardzo szybko zamarznie i
        ryzyka nie ma.

        Sam to praktykuje bo tu gdzie mieszkam dobra wolowina jest sprzedawana na rynku
        hurtowym w "kawalkach" czasem nawet 8-10kg taki kawalek ma.

        Wszelakie sosy do pasty/pizzy swietnie sie zamrazaja (to naprawde duzo lepsza
        metoda konserwacji niz pasteryzownie w sloikach).
        Jesli robie to jednoczesnie 3-4 smaki i w amalych porcjach zamrazam.

        No i na koniec recepta na orientalne zeberka dla cierpiacych na brak czasu.

        Kilka kilo zeberek pociac na pojedyncze kawalki (po jednej kosci na kawalek).
        Wlozyc do duzej miski,
        Posolic wg gustu.
        Dodac majeranku kilka lyzek.
        Chili kilka lyzek,
        Czosnku siekanego zabkow sporo,
        Kminu mielonego lyzke lub dwie,
        Lyzeczke rozmarynu,
        Lyzeczke siekanego imbiru,
        I inne przyprawy jak komu smakuje.

        Wszystko razem wymieszac bardzo dobrze,
        Podzielic na porcje do jednorazowego uzytku (wielkosc zalezy od ilosci
        jedzacych).
        Kazda porcje wlozyc do torebki foliowej i dobrze zawinac.

        Kiedy przyjdzie czas na uzycie to:
        Porcje wlozyc do naczynia szklanego (pyrex do mikrofali), przyryc pokrywka,
        wlozyc do mikrofali i na najmniejszej mocy dac mu 5 minut, sprawdzic czy sie
        rozmrozilo i jesli nie to dalej rozmrazac w 3 minutowych kawalkach.

        Jesli jest juz rozmrozone to na sredniej mocy dac mu 10-15 minut w zaleznosci
        od porcji wielkosci.
        Sprawdzic czy juz jest miekkie jesli nie to dalej w 5 minutowych kawalkach
        gotowac.

        Caly czas przykryte.

        Jesli juz jest odpowiednio miekkie zdjac pokrywke i dac mu 5 minut na
        maksymalnej mocy zebu ciut ciut wyschlo i chrupkosci nabralo.

        Posypac siekana swieza kolendra lub szczypiorkiem.

        Podawac.

        • Gość: do Szopena IP: 213.17.230.* 10.03.05, 10:05
          Właśnie przeczytałam i czuję się teoretycznie podparta w moim mrożeniu. Kupuję
          zwykle większe ilości mięsa i głównie mrożę surowe poporcjowane na kolejne dni.
          Czasami mrożę całe upichcone danie na awaryjne obiady.
          Dzięki:)
          • Gość: dana IP: *.bb.netvision.net.il 10.03.05, 14:43
            dodam jeszcze cos: zawsze zostaja nam jakies resztki obiadowe, prawda? ja pod
            koniec tygodnia, w piatki, robie z tych resztek zapiekanke: 4 jajka, 3-4 lyzki
            maki (u na jest taka od razu z proszkiem do pieczenia, jak w polsce nie ma, to
            dodajcie troche proszku), 1 smietana, wszystko dobrze wymieszac w duzej misce i
            potem wrzucic wszystkie resztki z calego tygodnia: miesa, kluski, kartofle pod
            kazda postacia, ryz, niedojedzone gotowane jarzyny, resztki sera bialego, nu,
            wszystko, co nie wystarcza juz dla calej rodziny i zaraz bedzie sie musialo
            wyrzuci. dpbrze wymieszac i do tej masy dodaje duzo smazonej cebulki, sol,
            pieprz i obowiazkowo czosnek. do formy i do pieca na 200 stopni na okolo
            godzine. pod koniec pieczenia posypuje troche serem zoltym tartym. zielona
            salata i obiad gotowy. ma trzy plusy: nic nie wyrzucam, wszystko wymieszane w
            pare minut no i co tydzien ta zapiekanka ma troche inny smak, bo resztki
            inne... :)) moje latorosle nazwaly ta potrawe "zapiekanka resztkowa".
          • Gość: popierająca IP: 213.17.230.* 11.03.05, 10:49
            Miało być oczywiście "do Szopena", ale mi refleks najwyraźniej przymroziło.
    • zaczęłam mrozic obiady 15 lat temu - dziecko małe a ja nigdy nie wiedziałam o
      której będę w domu. Męża mam wspaniałego ( zawsze wszysko zmywa) ale do
      gotowania całkowicie brak mu talentu) No odgrzewać jakoś się prawie nauczył
      Przyzwyczajenie drugą naturą i teraz jak nie mam na wszeki wypadek zapasów w
      zamrażarce to czyję nię nieswojo .
      do wymienionych wyżej mogę dodać potrawy z kurczaka
      kupuję 2 kurczaki i oddzielam piersi - zamrażam (przepisów bez liku)
      albo robię mielone kotleciki (mięso z piersi i udek ) dobre świeże, jeszcze
      lepsze w sosie śmietanowo - koperkowym - zamrażam gotoą do smażenia masę albo
      klopsiki w sosie
      mielone z kury można zmieszć z mielonym z indyka nie lest takie lejące
      albo kurczaka duszonego w jakimś sosie
      mięso oddzielam do kości z grubsza - bo to b. pracochłonne a i tak wszystkie
      resztki idą do gotowania na "smak" do zupy.
      dla dziecka na duszone mięsko tez oddzialałam od kości
      pomysłów na taki kurzy gulasz może być masa
      paprykarz (z papryką mieloną i śmietaną do kluseczek - po węgiersku)
      z sosem pomidorowym
      z pieczarkami
      curry
      z ananasem - kurczaka podsmażyć dodać ocet winny, sól, cebulę, czosnek, listek
      laurowy ,1 pomidora (z puszki 2)i 1/2 puszki ananasa w kostkach i zalewę z
      ananasa z puszki mało słodką. Udusić.

      okładm też do zamrażalnika ugotowane mięso z wywarów na zupy - jak się więcej
      zbierze to przetwarzam

      świetnie mrożą się "potrawki z kury" dla dzieci idealne

      lepiej zamrozić niż trzymać parę dni w lodówce!!!
      hannaa


    • Gość: joa66 IP: *.aster.pl / *.aster.pl 14.03.05, 22:17
      Inne pomysły:

      1)Gotuję ogromny gar rosołu, dużo warzyw,kurczak, itd jak kto lubi. Mrożę w
      jednorazowych kubeczkach. Świetna baza do innych zup, sosów, itp. Warzywa z
      rosołu wykorzystuje na sałatkę jarzynową podawana tego samego dnia. Kurczaka
      gotowanego mam na obiad tez tego samego dnia (dla rodziny musze go podsmażyć,
      inaczej nie zjedzą). Ale zapas domowego rosołu to jest to.

      2)dla wielbicieli słodkości-cisato kruche dobrze się mrozi, a potem ciasteczka,
      placek śliwkowy, itp.

      3) Sezon pomidorowy-pasteryzuję domowe sosy pomidorowe do makaronów
(1-100)
przejdź do: 1-100 101-139

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Okazje.info.pl

Bestsellery

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.