• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

ZUPA- najlepsza jaka jedliscie w zyciu

  • 08.10.06, 05:02
    uwielbiam zupy, dzien bez zupy to dzien starcony ;) ale tylko kilka zup jedzonych w zyciu zostawilo
    po sobie hmmm slad w pamieci
    - pozne lata 80, Ustka jestesmy z przyjaciolmi pod namiotem, wymarznieci i glodni czekamy na
    autobus do Slupska tam mielismy w koncu zjesc cos ludzkiego. po doslownym boju wciskamy sie do
    oststniego autobusu, knajpa w slupsku ma do zaoferowania tylko zupe chlebowa i kotleta
    pozarskiego. Smak tej zupy pamietam do dzis i nigdy nie udalo mi sie jej ugotowac, byla prawie jak
    zurek, zdecydowany smak czosnku, kwas ale i cos jeszcze..... moze wspomnienia tylko?
    -ja od kilku lat na emigracji, przyjezdza Mama gotuje zacierkowa ze skwarkami :)
    - barszcz z malenkimi uszeczkami lepionymi przez przyjaciolki mame jeszcze w podstawowce.......

    a jakie byly Wasze wazne zupy?


    --
    Change one person's mind.
    Change the world.
    najnowsza Zazula
    Edytor zaawansowany
    • 08.10.06, 05:39
      "rosol z wermiszelem" z papierka z chlebem
      po wielogodzinnej gorskiej wedrowce w stugach deszczu o glodzie i chlodzie

      tego smaku nigdy w zyciu nie zapomne

      nigdy przedtem i potem rosolu z chlebem do ust nie wzielam, bo noie lubie :)
      czyli nie to dobre co dobre, ale co nam smakuje ... w danej chwili ;)
    • 08.10.06, 05:53
      Definitywnie pomidorowka w barze-mordowni kilka ulic od mojego domu. Bylam
      jeszcze wtedy w wieku przedszkolnym i codziennie przez jakis czas w porze
      obiadowej przeciskalam sie przez tlum konsumentow piwa do okienka, zamawiajac
      te pomidorowke, koniecznie z makaronem. Teraz moge sobie tylko wyobrazic jak
      musialo byc przykro mojej mamie, ktora zawsze gotowala pyszne i zdrowe obiady,
      tylko po to, zeby z rezygnacja dac mi kilka zlotych na zupe ktora pewnie byla z
      koncentratu, zamiast wlasnych przetworow mamy!

      Ze wspomnien wyjazdowych, to flaki w restauracji turystycznej w malej miescinie
      (nie pomne nazwy) pod Wroclawiem, gdzie pojechalam na festiwal teatrow
      studenckich. Mialam namiot rozbity na polu biwakowym sasiadujacym z ta
      restauracja. Rano bulka, na obiad te flaki, w miedzyczasie duzo czytania
      ksiazek w namiocie, wieczorem jakies pociaganie sznurkami, do ktorych byly
      przywiazane kukly na spektaklu KULu, mojej wowczas uczelni. A potem juz tylko
      picie. Gdyby nie te flaki, nie przezylabym pewnie pospektaklowych celebracji...

      Z nieco bardziej zblizonych czasow i duzo blizej tematu, to bylaby to zupa w
      restauracji Paula Bocuse kolo Lyon we Francji. To byl rosol z wolowiny z
      czarnymi truflami i gesia watrobka. Naczynie, w ktorym ta zupa byla podana,
      mialo przypieczona w piekarniku "pokrywke" z ciasta. Z pewnoscia najlepsza
      zupa, jaka w zyciu jadlam i splacam ja do tej pory :)

      --
      Miała być demokracja, a tu każdy wygaduje co chce!(L.Walesa)
    • 08.10.06, 11:33
      Najlepsze zupy robi moj ukochany. Wlasciwie kazda jego zupe moglabym jesc do
      konca zycia: cebulowa, z soczewicy z mlekiem kokosowym, pomaranczowo-
      marchewkowa, dyniowa z imbirem... To tylko kilka, on jest mistrzem zup :) A ja
      staram sie mu dorownac :)
      --
      If it has a face, I don't want to eat it.
      • 08.10.06, 20:28
        > cebulowa, z soczewicy z mlekiem kokosowym,

        no, to brzmi nieźle:)
        A jak się ją robi?
        --
        I can only please one person per day.
        Today is not your day...
        Tomorrow doesn't look good either.
        • 08.10.06, 20:52
          Ktora?
          --
          If it has a face, I don't want to eat it.
          • 10.10.06, 16:49
            • 10.10.06, 23:23
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=23948&w=50120414
              --
              If it has a face, I don't want to eat it.
              • 10.10.06, 23:32
                To tez tylko przepis, nie wiem, czy on sie dokladnie tego trzyma...

                Skladniki:
                1kg cebuli (ok. 6 srednich)
                kilka lyzek oleju
                1 lyzeczka cukru
                3 lyzki maki pelnoziarnistej (moze byc biala, ale my mamy w domu tylko
                pelnoziarnista)
                7-8 szklanek bulionu
                pieprz
                chleb
                1/2 kubka startego sera typu gruyere lub cheddar (ja unikam nabialu, wiec
                najczesciej rezygnuje z sera, ale z serem jest pyszna!)

                Obrac cebule i pokroic w cienkie krazki. Rozgrzac olej w duzym garnku, dodac
                cebule i smazyc na malym ogniu ok. 20 minut, az beda bardzo miekkie. Dodac
                cukier i make, smazyc mieszajac 1-2 minuty, az cebula zacznie przybierac zloty
                kolor. Wlac wywar i gotowac pod przykryciem na malym ogniu ok. 40-60 minut.
                Przpyprawic. Zapiec 2 kromki chleba w piekarniku, az beda chrupkie i zlociste.
                Posypac chleb startym serem i podpiec, by ser sie stopil. Podawac zupe z
                grzankami. Aha - gdy chce sie, zeby zupa byla gestsza, mozna dosypac maki.
                --
                If it has a face, I don't want to eat it.
    • Gość: anula_a IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.10.06, 11:55
      zupa gulaszowa i to dziwne, nie na Węgrzech, ale w Krakowie - już dokładnie nie
      pamiętam knajpki, ale niedaleko dworca pkp - fakt, że ziałam po tej zupie jak
      smok wawelski, ale smak niezapomniany,
      trudno mi go odtworzyć w domu
    • 08.10.06, 13:01
      Ja nie mogę zapomnieć smaku żuru w knajpie na szczycie Jaworzyny
      Krynickiej.Jejku co to za poezja smaku.Napewno atmosfera zimy,świąt i nart miała
      znaczenie ale nawet moja 4 letnia córka ze smakiem wspomina ten żur i jest
      rozczarowana jak jej zaserwuje moją wypocinę.
      • 08.10.06, 13:53
        Arabska zupa - jej spolszczone nazwa to siorba libija.
        Okazalo sie ,ze jest absolutnie mozliwa do zrobienia z polskich warunkach.
        --
        .....uderz w nożyce,a stół się odezwie.....
        • 09.10.06, 18:38
          dziwne, ale bylem wielokrotnie w krajach arabskich ale nigdy nie jadlem tam nic
          naprawde smakowitego. Kuchnia to Francja i Wlochy ale takze Austria. A
          najlepsza zupe to jadlem chyba na Wegrzech.
          • 11.10.06, 00:23
            Ja wiem co pisze,w jednym z krajow afrykanskich spedzilam 4 lata.Kuchni
            arabskiej jako calosci nie ocenialam,ale ta zupa to rarytas dla
            wszystkich,ktorzy ja w Polcse jedli pierwszy raz.Co wcale nie znaczy,ze musisz
            sie ze mna zgadzac.Pozdrawiam.
            --
            .....uderz w nożyce,a stół się odezwie.....
        • Gość: ija IP: *.chello.pl 09.10.06, 19:12
          A jak ją zrobic?
    • 08.10.06, 14:08
      -Zupa pomidorowa w Austrii w jakiejś knajpie.Była "zaj.....e" (przepraszam) pomidorowa:) Gęsta, kremowa, w dodatku miała smak baardzo pomidorowy.Nigdy nie udało mi sie odtworzyć tego smaku w domu
      -Kartoflanka u góralki do której jeżdziłam jak byłam mała.Poezja.Wiem, że dodawała świeżego lubczyku ale mi równie dobra(mimo zastosowania lubczyku)nie wyszla.
      -barszcz czerwony mojej babci.Pamiętam ten smak do dziś.Słodki, ma piekny różowawy kolor i smakuje bosko z ziemniakami.

      Nie wiem dlaczego nie potrafie odtworzyć tych smaków w domu.Gotuje niezłe zupy ale to nie "ten" smak.
    • 08.10.06, 14:35
      zajrzyj do GP tam wstawilam pare dni temu taki emigrancki zurek chlebowy:))))
      A jesli o pytanie chodzi-to czasem tworze rozne zupy za kazdym razem inne i
      musze pisac co dodalam:)Kiedys dawno temu zrobilam jakas ponoc super zupe i nie
      pamietam co to bylo-smaku nie umiem odtworzyc:)
      --
      la donna e mobile :)
      Pomóżmy Małgosi
      no i jeszcze Pinezka
    • 08.10.06, 15:20
      czasy studium pomaturalnego
      wyjazd zimowy w slowackie Tatry, zimno jak chojera, sniegu masa, z przystanku
      autobusowego trzeba sie do schroniska dostac
      po kilku godzinach marszu, pierwszy wypad zimowy, uchechtana po pas - a w
      schronisku szoszowicova polewka - czyli zupka z soczewicy, ze skwarkami z
      wedzonego boczku - nic mie tak dlugo nie smakowalo jak ta potrawa
      --
      Inny Swiat - Zespół Aspergera
    • 08.10.06, 17:57
      słuchaj, ten smak słupskiej zupy chlebowej to na pewno nie wytwór twojej
      wyobraźni, bo ja też ze Słupska z lat 80 mam wspomnienie tej właśnie zupy :)))
      inne ważne zupy:
      - krupnik mojej babci (niedawno udało mi się odtworzyć, modyfikując nieco
      krupnik z Kuroniowej Kuchni Polskiej), do której wkruszałam pokrojony w kostkę
      chleb "z piekarni", na uczciwym zakwasie

      - czerwony barszcz mojej babci dla odmiany :) barszcz jak barszcz, uwielbiam,
      ale nadzienie do uszek z mielonej i smażonej z cebulką wołowiny było absolutnie
      nie do podrobienia

      - kołduny w rosole (hmmm, w zasadzie nie zupa) w knajpie w Smardzewie, gdzie
      zawsze z rodzicami lądowaliśmy na obiedzie po rowerowych wycieczkach
    • 08.10.06, 18:14
      He, he Aniutek:o)))))))

      Chlodnik mojej mamy podany zaraz po przyjezdzie prosto z lotniska w 1992 (och jak za tym
      chlodnikiem tesknilam). To byla wizyta po dlugiej nieobecnosci w Polsce i ten chlodnik to byla moja
      tesknota w pigulce. Do dzis mi sie chce plakac jak sobie to przypomne. A przepis mama miala od
      kolezanki Polki z Litwy ktora na Syberii za drwala robila jako nastolatka.

      A tak mniej nostalgicznie to lubie zupy z owocow morza.
      --
      Don't take life too seriously; No one gets out alive.
      • 08.10.06, 19:23
        aniutku...bo to bardziej o okoliczności miłe i wspomnienia chodzi..niż smak
        ja też pamiętam najbardziej rosół sprzed wielu lat po długim pobycie w
        Londynie..ale to bardziej była tęsknota za domem, bliskimi niż smak tego rosołu..
        • Gość: elcia IP: *.slowianin.pl 08.10.06, 19:40
          Chyba masz racje,tęskni się za Polską.rodziną i Jej kuchnią.
          To jest normalne,im bardziej za czymś tęsknimy,to jednak tęsknimy za domem
    • Gość: Matylda IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.10.06, 20:50
      Najlepszy był kleik ryżowy na wodzie, jakim uraczono mnie w szpitalu trzeciego
      dnia po cesarskim cięciu. Chociaż sporo lat minęło nie zapomnę tego smaku. Ten
      rozpływający się w ustach ryż, ta lekko osolona woda...jednym słowem poezja. Z
      takich bardziej prozaicznych zup to bardzo mi smakował krem z borowików na
      przyjęciu komunijnym w tym roku.
    • 08.10.06, 21:33
      Miałem 10 lat, własnie wróciłem ze szpitala po groźnej dla życia operacji. Moja
      Babcia zrobiła mi rosół. Do tego domowy makaron jajeczny. Nigdy tego rosołku i
      tego makaronu nie zapomnę, nie spodziewam się nigdy ponownie czegos takiego
      skosztować.
      --
      "Mądrej głowie dość dwie słowie".
      Przepisy kulinarne są dłuższe.
      • 08.10.06, 23:14
        wiele lat temu na targu staroci w Budapeszcie;zupa pomidorowo-paprykowa bez
        śmietany,gęsta z ryżem,zjadłam dwie porcje,poezja kulinarna w zwykłej budzie:-))
        --
        www.pieknypies.pl
    • Gość: karmin IP: 195.30.184.* 09.10.06, 06:40
      Barszcz wigilijny mojej mamy, kilka razy swietne wydanie zupy rybnej gdzies po
      drodze w zyciu, raz udalo mi sie z mojego wynalazku brokulowa z kalarepa zrobic
      cudo, fasolowa w restauracji, ktorej juz dzisiaj nie ma. Ta fasolowa nie miala
      nic wspolnego z Polska. Kucharz byl Rumunem ale moze sam wymyslil. To bylo cos w
      rodzaju ostrego bulionu z kawalkami kielbasy, z fasola jas i czerwona kidney.
      • Gość: zuza0107 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.10.06, 09:20
        Ogórkowa mojej mamy z ziemniaczkami osobno, a ziemniaczki ze skawarkami i
        cebulką. Kwaśna , pachnąca, pyszna....
    • 09.10.06, 09:22
      ale kilka utkwiło w mojej pamięci :)

      - fasolowa mojej babci - jedyna fasolowa, do której ktokolwiek był w stanie
      mnie zmusić, a właściwie nawet nie musiał, bo sama chętnie ją jadłam. rzecz
      zupełnie nie do odtworzenia, jak zresztą wiele potraw w jej wykonaniu, a babci
      niestety już nie ma :(

      - kremowa pomidorowa w "zupowej" knajpce w Amsterdamie - był lodowaty dzień, a
      my wędrowaliśmy przez kilka godzin po uliczkach starego Amsterdamu. niechcący
      wpadliśmy na tę knajpkę, gdzie podawano wyłącznie zupy... pomidorowa była
      przepyszna, do tego ciabatta ze świeżym pesto. cudo :)

      - zupa z dodatkiem serka topionego - jedyna zupa mojego dzieciństwa, którą
      jakoś tolerowałam, bo generalnie jedzenie zup było dla mnie udręką. była w niej
      marchewka, zielony groszek, kartofle i zielony koperek, no i rozpuszczony
      topiony serek. zdarza mi się tę zupę robić do dzisiaj, już we własnej kuchni,
      chociaż gdy zrobi ją mama jest jakaś lepsza :)
    • Gość: zadumana IP: 83.238.166.* 09.10.06, 10:21
      Pierwszy raz - zupa gulaszowa w Wiedniu. Było to dawno, ale moje zaskoczenie
      smakowe do dziś pamiętam. Nie wiedziałam, że coś takiego istnieje i do tego
      istnieje tak smacznie. Element "tu i teraz" niestety nie do powtórzenia dzisiaj.

      Kleik ryżowy opisany przez Matyldę wyżej niestety był nie do przełknięcia.
      Kilkudniowy post dla mnie osoby szczupłej, ale wiecznie głodnej był nieopisaną
      mordęgą. "Walory" smakowe kleiku odebrałam jak coś porażająco koszmarnego. Po
      dwóch łyżkach postanowiłam odczekać jeszcze jedną dobę na coś bardziej
      jadalnego i wystartowałam z sucharków plus coś tam dającego namiastkę
      normalnego smaku. Może dzięki temu po powrocie do domu (z małym przyszłym
      totalnym niejadkiem) założyłam od razu dżinsy:))))
    • 09.10.06, 11:06
      Och.. absolutnie genialny czerwony barszcz w stołówce zakładowej we wrocławskim
      Mamucie. Dawno to było, dobre 20 lat temu, ale smak pamiętam do dziś...
      Chodziłam tam z mamą, która pracowała w po sąsiedzku, w Ogrodzie Botanicznym.
      Barszcz był na pewno świetny, bo w tamtych czasach byłam strasznym niejadkiem,
      ale na tę zupkę w dodatku z grubymi pajdami świeżego, jeszcze ciepłego chleba
      nie trzeba było mnie namawiać. Nigdy później tak dobrego barszczu nie jadłam.
      No i drugas zupa - wigilijna zupa rybna mojej teściowej. Jak nie lubię ryb, tak
      tę zupkę wsuwałam aż mi się uszy trzęsły - delikatny rosołek - lekko słodki i
      pikantny, z kawałkami papryki i białym chyba śledziowym mięskiem - jędrnym i
      nie rozpadającym się - niebo w gębie...
      • 09.10.06, 12:41
        Zupa z kangurzego ogona zjedzona w najbardziej wypasionej restauracji Berlina
        Wschodniego w 1987 roku z moim ówczesnym chłopakiem. W Polsce biedni studenci,
        tam mogliśmy sobie pozwolić na takie szaleństwo. Do tego były jeszcze jakieś
        płonące mięsiwa, sałatki z kaktusa, desery z mango i karamboli kompletnie
        jeszcze w peerelu nieznanymi- co tylko mogliśmy "pańskiego" wymyślić:) Smakowała
        wybornie, wspominam z rozrzewnieniem, bo to i zakochany człowiek był po uszy, i
        młodziutki taki:)
        --
        Klub Mam PoTrzydziestce
        Majeczka
        • Gość: dora3456 IP: *.85.202.37.19.dyn.sub-2.broadband.voliacable.com 09.11.06, 11:24
          Genialna zupa pomidorowo-szpinakowa w meksykanskim barze na Foksal w Warszawie.
          Polowa talerza jest zielona polowa czerwona,obie zupy geste, mocne w
          smaku,przepyszne. Nie mieszkam teraz w Polsce, ale jak tu jestem zawsze wpadam
          na te zupke. A moze ktos zna przepis?
          A ulubiona zupa w moim wykonaniu to dyniowa z jablkiem i estragonem.
    • 09.10.06, 13:08
      Za mną chodzi ruski barszcz - tak się nazywała zupa, którą parę razy jadłam na
      Słowacji w miejscowości Velky Meder. Nie miała nic wspólnego z naszym
      barszczem. Na pewno nie było w niej buraków, nie była też wariacją barszczu
      białego. To było cudowne połączenie pomidorowej z kapuśniakiem, w środku duże
      kawałki mięsa, ziemniaki i kleks śmietany. Mmmm... Nie mam pojęcia jak to
      zrobić, żeby odtworzyć ten słodko-kwaśny smak.
    • Gość: Grazyna IP: *.uwgda.gov.pl 09.10.06, 13:35
      Było to na początku lat 70-tych. Mieszkałam z rodzicami w Gdańsku na "starym"
      Chełmie. Sto metrów od nas mieszkli moi dziadkowie (rodzice mojego taty). Byłam
      jedyną córką jedynego syna, a więc "oczkiem w głowie" Babuni :-). Byłam
      niejadkiem, tak więc Babunia wymyślała cuda, aby zachęcić mnie do jedzenia.
      Obok domu miała niewielki ogródek, w którym rosło "wszystkiego po trochę".
      Codziennie odwiedzałam Babunię, zawsze miała przygodtowany dla mnie jakiś
      smakołyk. Ale smaku zupki - nazwanej przeze mnie "ogródkową" NIGDY NIE ZAPOMNĘ!
      Babunia szła do ogródka po włoszczyznę, na maśle przesmażała szynkę pokrojoną w
      paski, przekładała do garnuszka, zalewała wodą, dodawała pokrojoną w kostkę
      marchewkę, pietruszkę, korzeń selera i jego drobno pokrojone liście. Gdy
      wszystko było już prawie miękkie robiła drobną zacierkę, wrzucała do zupy,(a
      jak miało być "szybko", to zasypywała jakimś drobnym makaronem) gotowała
      jeszcze chwilkę, zabielała śmietaną i na koniec posypywała koperkiem. Niby
      banał, ale dla mnie było PYCHA!!! do dzisiaj pamiętam smak tej zupy. Dzisiaj
      jestem mamą dwóch dorosłych synów, próbowałam "odtworzyć" dla nich smak tej
      zupy, ale to nie ta sama zupa co u Babuni. Niestety Babunia nie doczekała się
      prawnuków, zmarła na długo przed ich urodzeniem. SZKODA :-(, bo na pewno
      gotowałaby dla nich "ogródkową" zupkę!!
      • Gość: monika IP: *.adsl.net.t-com.hr 09.10.06, 14:37
        Taka zwykla kartoflanka, pomodorowka, i zdecydowanie ogorkowa wszystkie
        autorstwa mojej mamy.
    • 09.10.06, 14:43
      najlepsze i najsmaczniejsze i wogóle naj- zupy gotowalam moja Babcia :)
      Nigdy nie zapomne, a nik nit podrobi smaku przygotowywanej prze nią
      pomiodorówki, fasolowej oraz bardzszczu ukraińskiego, nie wspominając o
      krupniku czy wigilijnych; grzybowej i rybnej :) ahhhh
      --
      Grafomani rozmawiają o sztuce, artyści - o kobietach, jedzeniu i pieniądzach
      A. Rubinstein
      • 09.10.06, 18:20

        - barszcz biały z suszonych grzybów - mojej Babci
        - zalewajka - " mazowiecka "
        - rosół z makaronem - moja ukochana zupa
      • 09.10.06, 18:21
        jest nie do podrobienia. Te babcine zupy, których nie da się odtworzyć - skąd
        ja to znam?! Moja ś. p. Babcia gotowała zupę marchewkową z majerankiem i
        zacierkami. Na starość :) też spróbowałam takową uwarzyć i... Średnia wyszła.
        Ale może dlatego była średnia, bo nie jadłam jej przy drewnianym stole w
        cudownym ogrodzie Dziadków, bo nie ma już tego stołu, tego ogrodu, no i Ich już
        nie ma, przede wszystkim :*(
        • 09.10.06, 19:07
          ście...ale czas niestety sobie idzie do przodu. Korzystajcie Ci mający jeszcze
          Babcie, Dziadków...
          --
          Jeśli szukasz przy stole jedzenia i nie możesz go znaleźć to widocznie Ty nim
          jesteś...
    • Gość: Castorp IP: 192.193.245.* 10.10.06, 12:14
      Żurek na zamku w Gniewie - 1999 rok - gęsta, kwaśna, czosnkowa.. jedzona z
      drewnianych misek drewnianymi łychami.... mniam
    • 10.10.06, 15:23
      Aniutko!
      Najlepsza - w moim przypadku - była zupa rybna, z ryb złowionych w rzece Soż
      (okolica Czernobyla, jeszcze przed katastrofą...). Gotowana przez cały dzień w
      kotle na ognisku, wzbogacana kolejnymi wędkarskimi trofeami...
      Pamiętam smak grochówki wojskowej z poligonu pod Grudziądzem (groch z
      łuską..dużo wędzonki...zapach na całą okolicę..) i zarzucajki z zacierkami, od
      której topił się lód na zamarzniętych szybach w siedleckiej szkole...
      Miły temat...dziękuję za wywołanie...pozdrawiam - tn
    • 10.10.06, 21:46
      Szczawiowa z jajkiem i kartofelkami ze słoninką.A szczaw zbierany z Babcią na
      łące.Teraz sama jestem Babcią i ten temat postawił znak zapytania jakie nasze
      potrawy będą wspominać nasze dzieci i wnuki.
      • 10.10.06, 22:21
        jesussss jak pieknie napisaliscie :))
        dziekuje !!!

        moj syn (15 lat) wspomina juz dziadkowe nalesniki z miesem ( tak wolowina z zesmazona cebulka -to
        jest to ) babciowy gulasz i kotlety mielone z burakami, ktorych nigdy dosyc.

        ja wspomniam wczesne lata 80 i kielbase robiona na wsi z polowy swini jaka Ojciec kupowal i w
        maluchu przewozil do warszawy, ta kielbasa wisiala na kaloryferze w kuchni (kaloryfer byl kolo okna
        prawie u sufitu!! pomysl debila ) caly dom pachnial czosnkiem hehehehe

        Dziekuje Wam za takie fajne wspomnienia, kuchnia to takie wazne w domu miejsce !!!
        pozdr
        aniutek
        --
        Change one person's mind.
        Change the world.
        najnowsza Zazula
        • Gość: roseanne IP: *.nwrknj.east.verizon.net 10.10.06, 22:37
          ale corke masz sliczna i bardzo do Ciebie podobna :)
    • 10.10.06, 23:53
      Bouillabaise jedzona gdzieś w Berlinie. Było w niej wszystko, co trzeba:
      szafran, biale wino, owoce morza. Do tego dobra bagietka i kieliszek szampana.

      --
      Forum Zdrowe życie
    • Gość: jackk3 IP: *.ptr.terago.ca 11.10.06, 00:49
      Chyba barszcz czerwony z uszkami grzybowymi (naturalnie zakwaszony na wywarze z
      przwdziwkow). Przepis ktory moja mama udoskomalila i ktory ku mojemu
      zadowoleniu kultywuje z doskonalymi rezultatami moja zonka.
      Pzdr
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.