Dodaj do ulubionych

wspolczesna "reprezentacyjna" kuchnia polska

IP: *.pools.arcor-ip.net 02.12.07, 22:36
witam,
w przyszlym roku bede musiala przygotowac pare dosc wytwornych kolacji dla
dosc wytwornych gosci jadajacych zazwyczaj (za pieniadze firmy, ma sie
rozumiec) w lokalach posiadajacych gwiazdki michelina lub prawie takowych. moj
pan poprosil niesmialo, aby moze zrobic cos z polskim akcentem. no i tu
zaczyna sie problem. osobiscie uwazam, ze tradycyjna kuchnia polska jest
raczej nieelegancka i malo reprezentacyjna. jedyne, o czym moge pomyslec, to
poledwica wolowa z kurkami badz prawdziwkami i zupa-krem z tych ostatnich,
ewentualnie tatar, badz sandacz z wody, ktorego w niemczech raczej nie dostane
w stanie swiezym, a tylko mrozony. jak mowie, podjac tych ludzi bede musiala
NAPRAWDE wykwintnie, tak wiec smalczyk, kiszone ogorki, kasza gryczana ze
skwarkami, schaboszczaki i zurki odpadaja w przedbiegach:(
zaloze sie jednak, ze sa w polsce mlodzi kucharze, ktorzy z pomoca swiezych,
regionalnych produktow, interpretuja polskie, tradycyjne potrawy na nowo i to
na europejskim poziomie. no i pewnie istnieje rowniez jakas fachowa literatura
na ten temat
i ta chce sobie zazyczyc na gwiazdke. mozecie mi polecic jakas konkretna
pozycje z tej dziedziny?
moze byc droga, moze byc nawet odrobine pretensjonalna (ktos pisal tak o
marcie gessler), moze zawierac elementy kuchni fusion i przepisy na dania moga
sobie byc dosc skomplikowane i czasochlonne. chce jednak zeby byla to pozycja
napisana przez profesjonaliste, nie zawierajaca klasycznych przepisow znanych
np z "kuchni polskiej".
za ksiazki podstazalych aktorek, milych panow z reklamy knorra itp z gory
dziekuje. marzy mi sie raczej uznany kucharz mlodego pokolenia, niekoniecznie
majacy wlasny show w telewizji (chociaz pewnie bez tego sie nie obejdzie)
Edytor zaawansowany
  • lis_ka 02.12.07, 23:31
    Muszę Cię zmartwić - obawiam się, że nie istnieje książka, jakiej
    poszukujesz. Moim skromnym zdaniem nie ma w Polsce celebrity chef-a
    z prawdziwego zdarzenia, interpretującego dania kuchni polskiej na
    ciekawy sposób.
    Kurt Scheller próbował niby to zrobić, ale wg mnie wyszło to dosyć
    żałośnie.
    Nie chcesz siegać do starych autorek, a ja uważam, że np, książka
    Neli Rubinstein to nie jest pozycja z samymi bigosami, bitkami i
    innymi tego typu rzeczami. Masz tam dania z raków, dziczyzny,
    grzybów i inne wynalazki. Niewątpliwym plusem tej książki jest
    rzeczowe wytłumaczenie wykonania tych potraw. Książka nie ma ani
    jednego zdjęcia, ale zapewniam Cię - jest świetna i większość z
    proponowanych tam dań jest wykonalna w domu.
    Książka Magdy Gessler z kuchnią polską może i ma coś wspólnego, ale
    opisy potraw są często nierzeczowe i niedopracowane.
    Jest też cała masa książek Hanny Szyanderskiej, której osobiście nie
    lubię.
    Mam nadzieję, że pomogłam :)



    --
    Mój blog kulinarny. Zapraszam :)
  • Gość: ania_m IP: *.pools.arcor-ip.net 03.12.07, 10:18
    dziekuje lis_ko,
    "kuchnie neli" posiadam - dla mnie to niestety najbardziej denna pozycja w calej
    mojej kolekcji ksiazek kucharskich. babcia rubinstein dodaje do wszystkiego
    kostki knorra i przyprawe maggi - brrr.
    spodziewalam sie czegos calkiem innego po tej ksiazce i strasznie sie
    rozczarowalam :(
    no dobra, jeden przepis jest boski - ten na mazurek migdalowy
    o marcie gessler slyszalam, hanny szynderskiej w ogole nie znam. bardzo dziekuje
    za podpowiedz :)
  • winoczerwone 03.12.07, 00:14
    mogę Ci z czystym sumieniem polecić pana Roberta Sowę:
    merlin.pl/frontend/browse/product/1,431282.html
    jestem jego wielka fanką od pierwszego wejrzenia, nie tylko
    znakomity kucharz, ale i barwna osobowość; "Esencja smaku" to
    nowoczesna kuchnia, "polska" w bardzo dobrym stylu (choć nie tylko
    polska)
    Karol Okrasa też bardzo fajnie czerpie z tradycyjnej kuchni
    polskiej, moze nawet bardziej niz p. Robert Sowa, ale jednoczesnie
    sa to bardzo nowoczesne, i czesto nowatorskie potrawy; duzo
    dziczyzny, kasz, ryb - to mi sie kojarzy z kuchnią polską własnie
    p. Marta Gessler - ja mam do niej wielki sentyment, ale jej nowej
    ksiązki jeszcze nie mam (choc kupie na pewno) - powiedziałabym, ze
    to bardziej kuchnia fusion, ale na pewno godna polecenia
    no i Katarzyna Likus, też znakomite i szlachetne, a równocześnie
    nowoczesne ujęcie kuchni polskiej

    btw nie zgadzam sie, że kuchnia polska jest "nieelegancka i mało
    reprezentacyjna"; jestem wiele potraw godnych najelegantszych
    przyjęć i naprawde uważam, że nie mamy powodu do jakichkolwiek
    kompleksów na tym tle
    nie należy tylko wyrabiac sobie zdania nt kuchni polskiej na
    podstawie współczesnych koszmarków pod nazwą "Kuchnia Polska",
    autorstwa - z całym szacunkiem- np. p. Ewy Aszkiewicz, lub tez
    innych tego typu wydawnictw, sygnowanych przez rózne Bożeny Dykiel -
    to są właśnie kolebki pseudoeleganckich koszmarów z rzekomej
    tradycyjnej kuchni polskiej: sałatek warstwowych, schabu z ananasem
    i żółtym serem, siedmiowartwowych ciast z trzema kremami czy innych
    pomysłów. A niestety mnóstwo tego teraz wychodzi, i zniekształca
    ludziom gust kulinarny, no i to sa akurat rzeczywiscie nieeleganckie
    i niereprezentacyjne dziwadła. Ale jak mówię - to nie jest kuchnia
    polska.
  • fettinia 03.12.07, 10:46
    Tez mam "Esencje smaku":)Mysle,ze to dobra pozycja ktora zawiera duzo ciekawych
    przepisow i aranzacji potraw.Potrawy powinny zadowolic wyszukane gusta twoich
    gosci:)
    --
    la donna e mobile :)
    no i jeszcze Pinezka
    Kuchenne Pogaduszki
  • bene_gesserit 03.12.07, 00:16
    Zgadzam sie z liska. Nie ma takiej ksiazki, bo nie ma w polskiej
    kuchni takiej osoby, albo moze nikt jej nie dopuscil do glosu. Co do
    braku elegancji polskiej kuchni to tak samo powszechnie kojarzy sie
    w Polsce niemiecka :) To tylko stereotyp, imo. Wystarczy siegnac po
    przedwojenne klasyki polskich kuchennych bogiń.

    Noi przeciez mozesz sie lekko polskimi pomyslami na jedzenie
    inspirowac. Gessler robi barszcz na occie malinowym - moze idz w
    pomysly w tym stylu? Scheller odkryl, ze trawka zubrowka nadaje sie
    do przyprawiania nie tylko wodki, ale i np mięs. Gdziestam czytalam
    o pasztecie z bialych ryb i kaszy gryczanej. Mozesz gosciom
    zaserwowac kuchnie miedzynarodowa, wzbogacona wlasnie o takie
    pomysly. Plus kindziuk albo grillowany oscypek itd


    --
    Te kobiety sie szanuja i to mocno. Kuchnia im szacunku nie zabiera.
    Odkurzacz czasem tez nie. Jedynie je upieksza.
    wielo-kropek na fk
  • izabelski 03.12.07, 01:50
    ja mysle, ze mozna z polskimi potrawami zaplanowac eleganckie
    przyjecie
    ja zrobilabym czysta zupe z borowikow z recznie robionym makaronem i
    kleksem smietanki

    albo rosol z koldunami
    albo szczawiowa (no moze szzawiowa to zbyt zdecydowany smak)

    na glowne danie - mizeria mi sie kojarzy bo taki sposob podawania
    ogorkow nie jest znany przynajmniej w UK
    nie wiem co bym do tej mizerii dokomponowala

    deser - i najzwyklejszy kisiel owocowy ugotowany z dodatkiem
    czerwonego wina moze byc bardzo wykwintny
    --
    Tacy co sie nie poddaja, zawsze odnosza sukcesy!
  • ba_nita 03.12.07, 07:53
    Przystawka:
    babeczki z borowikami/kurkami
    gruszki z boczkiem
    Zupy:
    barszcz czerwony czysty z pasztecikami lub z uszkami,
    barszcz biały,
    żur,
    grzybowa,
    zalewajka - szczególnie polecam,
    łęczycka,
    gdańska
    Danie główne:
    Pierogi,
    pieczony drób ze wskazaniem na kaczkę/gęś
    pieczona dziczyzna - niebo w gębie,
    ryby - na przykład faszerowany szczupak.
    Surówki - no to już w zależności od dania. Jakby co pisz ma maila - pomogę.
    --
    Nie mam zamiaru chodzić gdzieś wcześniej , jeśli mogę się w tym miejscu znależć
    później.
  • Gość: ania_m IP: *.pools.arcor-ip.net 03.12.07, 10:25
    bardzo wam wszystkim dziekuje za podpowiedzi. za 2 tyg. jestem w polsce i wiem
    co ogladac po ksiegarniach :)
    ba_nito, niektore propozycje sa do zrobienia, a co najmniej do przemyslenia. nie
    omieszkam odezwac sie, jesli bede potrzebowala konkretnej rady.
    jeszcze raz dziekuje
  • momas 03.12.07, 10:24
    A ja się nie zgodzę!!!!!!
    Jest taka pozycja!!!!!!
    Wyszła kilka lat temu.... chorobcia, mam ją, nawet niedawnno
    przeglądałam.
    Tylko ni w ząb nie pamiętam autora. ...
    To jest jakiś kucharz, który prowadzi(ł?) kuchnię w jakims pałacyku,
    na Wielkopolsce - gdzie gościły koronowane głowy i prezydenci...
    w tytyle było coś o kuchni szlacheckiej????
    No skleroza nie boli. Sprawdzę tytuł, i jutro mogę go podać...
    --
    Liczba literówek jest wprost proporcjonalna do poziomu irytacji.
  • momas 03.12.07, 10:31
    jeszcze jedno:
    Hanna SzyManderska
    po drugie -
    nie znam tej pozycji... ale może ktoś coś o niej wie?
    www.proszynski.pl/Polskie_potrawy_na_stolach_Europy-p-2327-1600-.html

    A to, o czym pisałam to:
    www.proszynski.pl/Kuchnia_i_piwniczki_palacowe-p-1998-1600-.html
    autor StefanA. Gradowski....
    (przypomniałam sobie wydawcę... :) )
    Tyle tylko, ze podają, ze naklad wyczerpany. Ale może gdzieś ją
    dopadniesz...
    --
    Liczba literówek jest wprost proporcjonalna do poziomu irytacji.
  • Gość: zadumana IP: *.daewoo.lublin.pl 03.12.07, 13:14
    Oczywiście, że kuchnia polska jest elegancka. Wymieniłaś m.in.
    smalczyk, skwarki i schaboszczaki, a to pozycje polskiej kuchni
    chłopskiej i wzięty z dna prl-u schabowy, a nie kuchnia "miejska"
    elegancka.
    Opinia z pierwszej połowy XX wieku o polskiej kuchni jasno
    stwierdzała, że ma ona korzenie w kuchni francuskiej. Jeśli masz
    możliwość poczytania starej książki kucharskiej z końca XIX wieku,
    (np. Ćwierczakiewiczowa), to zobaczysz, że podobieństwa z kuchnią
    francuską są oczywiste - tzn. posiłek z wielu dań, przystawki zimne
    i ciepłe. Do tego sandacze, raki itp itd... Ćwierczakiewiczowa była
    wzorem dla mieszczaństwa i chociaż ci co mieli korzenie szlacheckie
    lekko z niej podkpiwali, bo to były ich zdaniem tanie potrawy i
    zanadto uproszczone, ale to też świadczy o prawdziwości osadzenia w
    epoce.
    A sklepy wtedy były doskonale zaopatrzone w to, czego zabrakło przez
    50 lat prl-u, a teraz ponownie przyszło na nasze stoły - choćby
    parmezan:)

    Myślę, że książka Neli jest bardzo dobra. Nela "unowocześniła" swoje
    potrawy kostkami rosołowymi, ale przecież pisała ją pod mentalność
    amerykańską, gdzie wypisywanie, żeby gotowanie zaczynać od robienia
    wielogodzinnego rosołu - całe jej przedsięwzięcie by pogrzebało.
    Kiedy podejdzie się ze zrozumieniem do tych uwarunkowań, które były
    jeszcze pogłębione tym, że Nela często gotowała po prostu w
    hotelach - staje się jasne skąd ta "nowoczesność". Poza tym jej
    przepisy i jej potrawy to świetny przykład właśnie eleganckiej
    kuchni uratowanej dla XX-wiecznej i chyba dla XXI-wiecznej Polski.

    Odwoływnie się do zagranicznych kucharzy nie ma sensu, a wzorzec
    kuchni pięciogwiazdkowych hoteli, to wzorzec McDonalds'a dla
    bogatych, czyli na każdym kontynencie w karcie prawie to samo, żeby
    milionerom nie za bardzo burzyć wyobrażenia o jedzeniu.
    Natomiast jeśli odwoływać się do gwiazdek Michelina, to myślę, że
    zrobienie dobrych wołowych polskich zrazów, czy estetyczne podanie
    kwaszonych ogórków (ale nie na gazecie) nie stanowiłoby odejścia od
    promowanego przez te gwiazdki zamysłu kuchni smacznej i nie
    uciekającej korzeniami od regionu. Podanie ryby po żydowsku w
    galarecie (nie dla Anglików), czy befsztyków z suszonych grzybów, to
    przeniesienie dań niby wigilijnych na elegancki stół, ale jakie
    atrakcyjne i wykonalne wszędzie - jeśli doorganizujesz suszone
    borowiki czy podgrzybki.
    Jeśli ma być po polsku i elegancko, to zadanie znacznie łatwiejsze,
    niż kiedy trzeba zrobić potrawy polskie, ale tanie i zwyczajne, żeby
    gości nie speszyć.
  • fettinia 03.12.07, 13:30
    Jak milo cie "widziec";)Lubie czytac twoje rzeczowe i wywazone posty:)
    Przypomnial mi sie artykul sprzed wielu lat o kucharzu w ambasadzie w
    Paryzu.Wlasnie typowo polskie potrawy serwowal w sposob niezwykle elegancki tak
    ,ze przyslowiowe homary i kawiory mogly sie schowac:)Byly zdjecia:)
    Czyli to kwestia smaku potrawy i odpowiedniego podania:)

    --
    la donna e mobile :)
    no i jeszcze Pinezka
    Kuchenne Pogaduszki
  • lis_ka 03.12.07, 13:40
    Fetti, pozwolisz, że się podpiszę pod tym, co napisałaś?
    Wracając do Neli - zgadzam się z Zadumaną w 100%. Oddałaś cały sens
    jej kuchni. Poza tym w swoich przepisach nie bazuje jedynie na
    kostkach Knorra, zawsze podaje to jako alternatywę do wywaru
    mięsnego czy warzywnego.
    Jej przepisy są dopracowane i sprawdzone, a poza tym jest w nich
    lekkość zamiast siermiężnosci, z jaką zwykliśmy kojarzyć kuchnię
    polską.

    --
    Mój blog kulinarny. Zapraszam :)
  • Gość: ania_m IP: *.pools.arcor-ip.net 03.12.07, 17:11
    nie wiem gdzie wy w przepisach neli rubinstein "lekkosc" i "wykwintnosc"
    widzicie, ale coz, sa rozne gusta kulinarne. ksiazka jest milo napisana, ale
    zawarte w niej przepisy kompletnie do mnie nie przemawiaja. rowniez jej
    propozycje menu na elegancka kolecje sa imho kompletnie - nieeleganckie.
    pieknie porojony i podany ogorek kiszony pozostaje nadal ogorkiem z przerostem
    formy nad trescia i stanowczo NIE bedzie konkurowac z kuchnia gwiazdkowa.
    obawiam, sie, ze ogolnie mowimy o dwoch roznych rzeczach
    oczywiscie, ze kuchnia polska ma kilka reprezentacyjnych dan: poledwica,
    szczupak, badz sandacz faszerowany itp, ale zupelnie nie o to mi w tym watku
    chodzilo.
    potrzeba mi DOBREJ ksiazki kucharskiej napisanej przez "mlodego gniewnego"
    profesjonaliste nie bojacego sie zaskakujacych polaczen i nowych smakow na bazie
    tradycyjnej kuchni polskiej. polaczen i dan, ktore w najlepszych restauracjach w
    ktorych pracowal udoskonalil do perfekcji.
    sama potrafie dobrze gotowac, z pewnoscia pani rubinstein, czy tez pan maklowicz
    tez potrafia, nie jest to jednak absolutnie ten poziom, ktorego w tym momwncie
    potrzebuje.
    oczywiscie, samemu mozna przy odrobinie wprawy i fantazji wyczarowac smakowite
    dania-interpretacje wspolczesnej kuchni polskiej. niestety, sadze, ze kazdemu z
    nas na tym forum brak odpowiedniego wyksztalcenia i wieloletniej praktyki w
    najlepszych restauracjach europy, aby przygotowac takie rzeczy NAPRAWDE
    profesjonalnie i na zblizonym poziomie. jako kucharze - laicy jestesmy za to
    bezbledni :)
  • fettinia 03.12.07, 17:44
    Ale zastanow sie co ty chcesz.Czy lekka czy staropolska kuchnie-nawet w nowym
    wydaniu.Jacek podal ci linka,masz linka do ksiazki Sowy.Tradycji polskiej kuchni
    nie zmienisz-nie byla ona "lekka".A wszelkie lekkie potrawy to wplywy
    obce.Obawiam sie ,ze kucharze z super restauracji raczej forum Kuchnia nie czytaja:D
    --
    la donna e mobile :)
    no i jeszcze Pinezka
    Kuchenne Pogaduszki
  • Gość: ania_m IP: *.pools.arcor-ip.net 03.12.07, 18:08
    staropolskiej kuchni jako takiej nie chce :)
    "lekkie" bedzie raczej wszystko, bo porcje w nowoczesnej kuchni nie sa
    ogromiaste. oczywiscie, przesadnie lekkich, niskokalorycznych potraw raczej na
    ta okazje nie wykonam, ale i zup kremow robionych na litrze smietany 30% rowniez
    nie podam, chociaz przewaznie takie sa ,o dziwo, przepisy profesjonalnych kucharzy.
    wydawalo mi sie, ze bardzo jasno napisalam co chce, a czego nie. zadnej
    "typowej" kuchni (staro)polskiej, a jedynie jej "gwiazdkowa", wspolczesna,
    mloda, ekstrawagancka i profesjonalna interpretacje.
    dlatego dziekuje za podpowiedzi ksiazkowe, natomiast dyskusja o "elegancji"
    naszej kuchni nie byla celem tego watku
  • momas 04.12.07, 10:00
    No to książka Gradowskiego spełnia (chyba ) Twoje wymagania...

    --
    Liczba literówek jest wprost proporcjonalna do poziomu irytacji.
  • winoczerwone 03.12.07, 13:45
    zadumana święte słowa:-)
  • lis_ka 03.12.07, 14:08
    Mmmm, Jacku, smacznie się zrobiło. zwłaszcza patrząc na torty
    bezowe :)
    --
    Mój blog kulinarny. Zapraszam :)
  • jacek1f 03.12.07, 14:15
    jak wiesz, bardziej śnie o zrazach z dzika lub bażancie w trawie
    żubrowej:-)
  • Gość: ania_m IP: *.pools.arcor-ip.net 03.12.07, 18:16
    no, nie bardzo... ogolnie jeszcze nie ten poziom, o jaki mi chodzilo. juz sama
    strona www pozwala sie domyslac jak wyglada menu tego lokalu.
    szukam inspiracji na potrawy stanowczo duzo bardziej nowoczesne, wyszukane i
    smielej zestawione - tu mamy dobra klase srednia - ja szukam klasy deluxe :)
  • pani.serwusowa 03.12.07, 17:36
    Swietnie ujete Zadumana! Niestety komunizm spustoszyl polska kuchnie
    i tradycje biesiadowania. Moj dziadek urodzil sie we Francji, gdzie
    w domu mieszaly sie tradycje i tradycyjne polskie potrawy,
    wspomniane raki, czy ryby nie odstawaly od dan kuchni francuskiej.
    Komunizm zrobil swoje i ja niestety znam tylko ksiazki o kuchni
    polskiej z tego okresu. Marzy mi sie ksiazka kucharska w tym typie,
    o ktorym pisze autorka watku. Z wypiekami na twarzy bede sledzic ten
    watek, a potem szukac ksiazek w ksiegarniach. :)
    --
    So why do witches burn?
    ...Because they're made of wood...?
    Już za momencik, już za chwileczkę
  • momas 03.12.07, 14:23
    No właśnie - Zadumana trafnie wszystko podsumowała.. (oj , a właśnie
    niedawno zastanawiałam się gdzie jesteś bo , ze brak mi Twoich
    wyważonych opinii...)
    Jeżeli chodzi o wykwintne dania kuchni polskiej - zobacz jeszcze
    stronę menu restauracji Dom Polonii w Pułtusku..

    Wg mnie,;), przepiorki, dania z dziczyzny, wykwintne dania rybne,
    nie mówiąc o prosięciu faszerowanym - to dania kuchni polskiej
    szlachecko-magnackiej.
    Tej kuchni, ktora przez lata była wymazywana z naszej świadomości,
    bo była niepoprawna politycznie.
    Kapłony, perliczki, trufle, etz - składniki powszechnie uzywane w
    kuchni nie-chłopskiej... Kto o tym słyszał za PRL-u???
    A są to składniki powszechne w przepisach Monatowej,
    Ćwierciakiewiczowej ...

    --
    Liczba literówek jest wprost proporcjonalna do poziomu irytacji.
  • hania55 03.12.07, 14:27
    Emmm... Niepoprawna politycznie? Raczej nieosiągalna z przyczyn
    prozaicznych, tj. nieustających braków rynkowych.

    --
    What a night to fly my kite on
  • momas 04.12.07, 10:06
    he, he, he.... jednak była niepoprawna politycznie. Poprawna była
    tzw chłopska. Wszystko to, co kojarzyło się z kułactwem,
    mieszczaństwem, szlachtą i magnaterią było jednym wielkim beeee...
    Że tak powiem = dobrym przykładem były kapłony... Czy rzeczywiście
    nie było kogutów?
    Nie było ryb?
    No fakt, towary dewizowe typu oliwa, trufle - mogły być z tym
    kłopoty. Jednak produkty polskie - były...

    --
    Liczba literówek jest wprost proporcjonalna do poziomu irytacji.
  • lis_ka 03.12.07, 18:35
    No cóż, nie będę Cię dłużej przekonywać do Neli czy kogoś innego.
    Mam nadzieję, że jak ją już znajdziesz, to podzielisz sie na forum
    odkryciem jakiejś ciekawej książki z nowoczesną i wykwintną kuchnią
    polską zinterpretowaną przez 'młodego gniewnego'. Ciekawe, na kogo
    padnie wybór. Osobiście uważam, że żaden kucharz w Polsce nie ma
    pojęcia o gotowaniu na poziomie gwiazdek Michelin. Również
    odtworzenie czegokolwiek w domu na tym poziomie jest IMHO
    niemożliwe.
    pozdrawiam!

    --
    Mój blog kulinarny. Zapraszam :)
  • jacek1f 03.12.07, 19:18
    przychodzi mi tylko albo Sowa, albo nieudane proby wąsatego Kurta
    (ktore zarzucił na szczescie..)

    I Aniu - nie "o dziwo", bo nie jest sekretem skrywanym przez
    profesjonałów największych, że restauracyjne potrawy "gwiazdkowe"
    żeby lepsze były - tym bardziej muszą być "tłuste". Bo to napędzacz
    smaku jedyny doskonały obok glutaśmuta - więc i najtłustsze śmietany
    i gigantyczne ilości masła i innych natur-tłuszczów tworzą
    gwiazdkowe niepowtarzalne w domu (dla mnie- na szczescie:-))) sosy,
    zupy, zaprawy itp...
  • Gość: ania_m IP: *.pools.arcor-ip.net 03.12.07, 19:44
    no wlasnie lis_ko :(
    mam nadzieje, ze znajde w ksiegarni jakas pozycje, ktora bedzie mi przydatna,
    ale widze, ze bedzie nielatwo. tez zaczynam podejzewac, ze "mlodego gniewnego"
    kreatywnego kucharza gotujacego na poziomie gwiazdki, bodaj jednej, michelina w
    polsce jeszcze nie ma, a straszna szkoda.
    kuchni polskiej bardzo przydalaby sie taka odmlodniajaca i upiekszajaca kuracja.
    powiem szczerze, ze pare pomyslow na takie "odmlodnione" dania mam. nie jestem
    jednak zawodowa kucharka, a doprowadzenie pomyslu do stanu perfekcyjnie
    przyrzadzonej i podanej na stol potrawy wymaga wielu prob i eksperymentow, jak
    rowniez rzetelnego doswiadczenia zawodowego.
    zgadzam sie w pelni, ze kuchni "gwiazdkowej nie da sie przelozyc 1:1 na warunki
    domowe, nawet jesli mamy wielka wprawe w tej dziedzinie. dlatego dobre ksiazki
    kucharskie pisane przez "gwiazdkowych" kucharzy uwzgledniaja to w przepisach
    przystosowujac je do potrzeb wymagajacej, acz nieprofesjonalnej klienteli.
  • lis_ka 03.12.07, 20:07
    Też bym się ucieszyła z pojawienia się młodego gniewnego, który
    byłby zdolny, niekoniecznie medialny.
    Myślę jednak, że nasz problem polega na tym, że nie mamy jeszcze
    porządnych szkół gatronomicznych, polska edukacja opiera się na
    gastronomiku, który uczy wg przestarzałych metod.
    Fajnie, że świat nam sie otworzył i młodzi ludzie wyjeżdżają na
    Zachod, by tam sie kształcić. Mam nadzieję, że któryś z nich wróci z
    solidną wiedzą, która umożliwi mu prawdziwą kreację polskiej kuchni.
    Bo żeby coś kreatywnie interpretować, trzeba znać podstawy.
    Restauracje Michelin są często prowadzone przez ludzi, którzy od
    pokoleń zajmowali się gotowaniem - i w tym ich siła. Do zarządzania
    restauracją dopuszcza się kogoś z młodego pokolenia dopiero wtedy,
    gdy jest narawdę do tego przygotowany i wykształcony. Szkoda, że my
    nie możemy sie tym pochwalić. Czasem jak czytam biografie ludzi,
    którzy żeby zacząć własny biznes, przechodzą przez restauracje
    mistrzów, zaczynając od przysłowiowego obierania ziemniaków, ucząc
    się wszystkiego od podstaw i obserwując lepszych od siebie, to
    zwyczajnie im zazdroszczę. U nas wystarczy być ładnym, pojawić się
    trzy razy w TV i już można nazwać się mistrzem. Zaraz ktoś wyda nam
    książkę i będziemy celebrity chef'em.
    Ktos wspomniał tu o książce Katarzyny Likus. Kobieta rzeczywiscie ma
    piękne restauracje, z dobrym jedzeniem, ale jej książka to nie jest
    poradnik kulinarny. W jednym z przepisów na naleśniki nadziewane
    czymś tam (nie pamietam dokładnie czym), jako pierwsze polecenie
    jest: Usmażyć naleśniki. Ani przepisu, ani składników na te
    naleśniki. Wszystko jest piękne, cudownie sfotogtrafowane, ale dla
    kogoś, kto chce coś ugotować - mało przydatne.
    U nas mnóstwo jest takich książek. Wydaje mi się, że różnica m.dz.
    polskimi i zagranicznymi autorami książek kucharskich (mam na myśli
    tych liczących się) jest taka, że ci drudzy nie podpiszą się pod
    czymś, co jest niedpracowane bądź niesprawdzone. Taka Delia Smith
    deklaruje np., że każdy przepis, który podaje, był minimum trzy razy
    testowany, dopiero później zamieszczony w książce. I wierzę, że to
    prawda, bo cokolwiek nie zrobię - zawsze wychodzi. Może mi smakować
    bądź nie, ale na pewno nie będzie totalną klapą.
    Mam wrażenie, że polscy autorzy zwyczajnie żałują nam wiedzy, swoich
    'sekretów', zupełnie tak, jakby podawanie przez nich przepisów było
    równoznaczne z tym, że konkurencja je wykorzysta i otworzy własny
    biznes.

    --
    Mój blog kulinarny. Zapraszam :)
  • Gość: jackk3 IP: *.ptr.terago.ca 03.12.07, 20:07
    No nie wytrzymam! Cos sie tak uczepila tego 'gwiazdkowania'? Jest to
    system wymyslony w bardzo komercjalnym celu i nie gwarantuje wcale
    dobrego jedzenia! Poza tym faworyzuje on kuchnie francuska. jest
    mnostwo kontrowersji o tym systemie (nie bez racji). W Polsce jest
    mnostwo dobrych i bardzo dobrych restauracji ktore z 'palcem w
    d....' powinny miec co najmniej jedna. Jak jestem w nowym miejscu i
    nie wiem gdzie jesc to pytam tubylcow gdzie takowe miejsce jest i
    jeszcze nigdy sie nie zawiodlem. Co do polskiej kuchni to i owszem
    potrafi byc bardzo elegancka. Czy wykwintna? Na pewno nie w takim
    stopniu jak francuska. A czy kuchnia wloska (w ogolnym zarysie) jest
    bardzo wykwintna? Nie, ale jadalem jedzenie nie z tej ziemi we
    wloskich knajpach ktore by pewnie nie dostaly polowy tak cenionej
    przez Ciebie gwiazdki. Do czego zmierzam? Ano do tego ze o Twoim
    sukciesie zadecyduje nie skomplikowanosc/wykwintnosc dan ale ich
    smak. Zwykle zrazy zawijane pobija na glowe Chateaubriand podane w
    stylu 3 gwiazdkowym jesli bedzie ono dobrze wypieczone. Tak jak
    powiedzial powyzej Banita, Jacek, itd. mozliwosci jest setki. Nie
    staraj sie robic czegos na sile z polskiej kuchni czym ona nie jest.
  • Gość: ania_m IP: *.pools.arcor-ip.net 03.12.07, 21:30
    jackk_u nie o to mi chodzilo. system gwiazdkowy jest istotnie kontrowersyjny, bo
    opiera sie na subiektywnym zdaniu krytykow odwiedzajacych incognito dana
    restauracje. juz dawno NIE jest preferowana kuchnia, ktora nazywasz "francuska",
    a za to kuchnia oparta na regionalnych produktach najwyzszej jakosci bardzo
    kreatywnie zinterpretowana. trufle, homara, kawior i ostrygi maja wszystkie
    takie restauracje w karcie, ale to nie ich sposob przyrzadzenia liczy sie
    najbardziej ostatecznej punktacji.
    kazdy ma prawo lubic co innego i tak jak tobie bardziej smakuje zraz z kasza, ja
    wybiore chateaubrianda, sorry - tak lubie.
    jeden uwielbia polska "przasna", pseuo-chlopska kuchnie ze smalczykiem na
    chlebku, salatkami warstwowymi w majonezie i schabowym zapieczonym z serem, a
    drugi otrzasa sie na sam widok takich "przysmakow" i spalilby sie ze wstydu
    proponujac cos takiego gosciom.
    gusta sa rozne - i bardzo dobrze. nie ma kuchni "lepszej" i "gorszej", niech
    kazdy je, co mu smakuje.
    nie wydaje mi sie, abys kiedykolwiek jadl w "gwiazdkowej" restauracji, chocby z
    powodow stricte finansowych - ponizej 100 euro na osobe sie w takich miejscach
    nie obejdzie. 150 do 200 z winem bywa na porzadku dziennym. jest to cena za
    najwyzszej jakosci produkty i sztuke kulinarna kucharza i jego zalogi, a
    niekoniecznie glownie za pic za gwiazdke w guide michelin, czy czape kucharska w
    gault millau. innaczej nie twierdzilbys, ze jest w polsce wiele takich, ktore na
    takie wyrouznienie NAPRAWDE zasluguja. wymien choc jedna prosze.
  • hania55 03.12.07, 21:34
    1. Chodzi Ci o knajpe w Polsce, w ktorej mozna wydac ponad 100 Euro za
    osobe za kolacje z butelka wina? Oj, lista jest dluga :)

    2. Schabowy z zoltym serem i salatka warstwowa to nie jest tradycyjna
    kuchnia polska, wiec prosilabym o niemieszanie ich z porzadnie
    zrobionym smalcem na dobrym chlebie.

    --
    What a night to fly my kite on
  • winoczerwone 03.12.07, 22:03
    haniu pozwolisz, że zastosuję tę samą formę? fajna jest:-)

    1. wykwintność chateaubriand zasadza się głownie na jego nazwie;
    wystarczy zamiast Chateaubriand powiedzieć polędwica z rusztu, i już
    jesteśmy blisko zrazów
    1a. zrazy z wołowiny można [przyrządzic i podac tak, że największy
    kucharz tego świata by się nie powstydził (zrazy mozna zrobić
    niewielkie, kaszę gryczaną wyłozyc na talerze z pierścienia itd,
    talerz udekorować sosem itd)
    2. "salatki warstwowe w majonezie i schabowy zapieczony z serem" to
    jest kuchnia ŻADNA, a nie polska, i nikt -prócz ciebie- dań tych nie
    przywołuje jako znakomitości kuchni polskiej
    3. kuchnia polska w wydaniu nowoczesnym (Robert Sowa, Karol Okrasa-
    wymieniam tych, których znam i wg których przepisów gotuję) to cała
    mnogość znakomitych dań, wykorzystujących tradycyjne polskie
    połaczenia smaków oraz polskie mięsa, znakomite ryby, grzyby, kasze
    z nowoczesnymi metodami gotowania i podawania potraw; warto naprawdę
    spróbowac, zobaczyłabyś sama, że kuchnia polska jest naprawdę bogata
    4. Dom Polonii w Pultusku zawsze byl znany z fantastycznej kuchni
    polskiej, bardziej tradycyjnej, ale zawsze eleganckiej i znakomitej;
    nie byłam tam od dwóch lat, byc może cos się na niekorzyśc
    zmieniło...?
  • jo.hanna 03.12.07, 22:12
    restauracje z gwiazdkami? Czy zdajesz sobie sprawe, ze obrazasz osoby o ktorych
    nic nie wiesz? To jedno. Drugie to kwestia polskich restauracji zaslugujacych na
    gwiazdke Michelina: chociazby restauracja w hotelu Copernicus. Gdyby Tradycja
    Polska zmienila karte win to rowniez zaslugiwalaby na gwiazdke. Jest tez duzo
    ciekawych knajpek rozrzuconych w dziwnych katach. Byc moze nie dostalyby odznaki
    od Michelina ale na pewno trafilyby do polskiej wersji Gault M. lub do Gambero
    Rosso.
  • Gość: ania_m IP: *.pools.arcor-ip.net 03.12.07, 22:30
    mowie po sobie, mnie po prostu, jak wiekszosci tu piszacych, byloby szkoda wydac
    tyle pieniedzy na jedna kolacje. za 200-300 euro moge kupic homara, kawiar i
    pare flach szampana w moich delikatesach i delektowac sie nimi z moim partnerem.
    jedynie mam to szczescie, ze moj pan pracuje dla firmy, ktora go czasmi na takie
    kolacyjki wysyla i jestem osoba towarzyszaca :). nie sadze, ze przecietny polak
    wyjezdzajac np do francji zostawi bez zmruzenia oka pareset euro za dwie osoby
    za jeden wieczor w restauracji, w koncu znam polskie realia i zarobki.
    osobiscie placilam w gwiazdkowej restauracji raz jedyny sama, bedac w
    strassburgu w 1993 roku w tamtejszym "krokodylu" (le crocodil), ktory wtedy mial
    jedna gwiazdke. w tych czasach nie bylo jeszcze tak wariackich cen i wieczor z
    niewielka iloscia wina i pysznym jedzeniem wyniosl mnie jakies 150 marek.
    co do listy naprawde wartych polecenia restauracji w polsce, bylabym nadzwyczaj
    wdzieczna, mi to raczej nieprzydatne, ale rodzice ze wzgledow reprezentacyjnych
    takich miejsc szukaja.
  • jo.hanna 03.12.07, 23:18
    imieniu. To, ze ty wolisz kupic homara, kawior i szampana, to nie znaczy, ze
    kazdemu tez szkoda pieniedzy na kulinarne przygody. I w ogole to moge jedynie
    pogratulowac meza obracajacego sie w wyrafinowanym towarzystwie gwiazdek Michelina.

    A goscie, jesli bywaja w restauracjach z gwiazdkami, na pewno sa na tyle
    wyrafinowanymi smakoszami, ze potrafia docenic ciekawe potrawy. I na ogol
    przychodza w goscine oczekujac przyjemnej atmosfery a nie potraw, ktore moga
    kupic w restauracjach
    --
    If this is paradise
    I wish I had a lawnmower
    (Talkingheads)
  • momas 04.12.07, 10:16
    Tym fragmentem o pieniądzach zirytowałaś mnie mocno...
    Tka, zyjemy w bieda domkach, a szczytem kulinarnych wrażeń jest dla
    nas wizyta w barze mlecznym....
    Nie sądź ludzi w ten sposób. O wielu z nas nic nie wiesz.Twoje osądy
    sprawiają wrażenie, ze traktujesz nas z góry, jako maluczkie plebs...
    To jest przykre.

    Poza tym mam jedno pytanie - dlaczego kuchnię polską sprowadzasz do
    smalcu i ogórków kiszonych? To typowo chłopska kuchnia. A kuchnia
    szlachecka, magnacka?


    --
    Liczba literówek jest wprost proporcjonalna do poziomu irytacji.
  • cymberaso 04.12.07, 10:51
    Odpowiedź jest prosta - Ania nie zna z domu/otoczenia w którym
    wyrastała innej kuchni niż chłopska. Nie miała okazji spróbować tej
    kuchni z nieco wyższych sfer. Wniosek nasuwa się sam.
    A teraz ciut się polepszyło (wizyty w gwiazdkowych restauracjach) i
    woda sodowa uderzyła do głowy.
    Typowa reakcja tzw.klasy nowobogackiej. (A słoma, nie widomo jak
    mocno upychana, zawsze z butów wyjdzie).
  • hania55 04.12.07, 10:15
    Oj, ale ja nie oferowalam Ci listy "gwiazdkowych" restauracji w
    Polsce, tylko liste restauracji, w ktorych warto miec zarezerwowane
    100 Euro od osoby za kolacje z winem :) Jezeli tylko takie uwazasz za
    "reprezentacyjne", daj znac.

    --
    What a night to fly my kite on
  • Gość: jackk3 IP: *.ptr.terago.ca 04.12.07, 16:40
    Oj Aniu, z dobrymi manierami u Ciebie troche na bakier. Musisz byc
    chyba niedlugo poza granicami skoro jeszcze do Ciecie nie doszlo ze
    2 najgorsze rzeczy o ktore mozesz zapytac kogos to: ile masz lat i
    ile zarabiasz (nagminne dla naszych rodakow). A co do tych 100 Euro
    to pozostawie to bez komentarza. Moglbym Ci powiedziec 100 Euro w
    takim Londynie/NY to jest nic gdy sie idzie do NAPRAWDE eleganckiej
    restauracji, ale po co? Jesli chodzi o poziom rest. z gwiazdkami to
    szczerze polecam program 'Ramsay's Kitchen Nightmares'. Powinien dac
    Ci wiele do myslenia. W kraju bylem dobrych kilka lat temu ale
    pamietam ze np. 'menu' Hotelu p. Roza nie powstydzilaby sie
    najlepsza rest w NY!
    P.S.
    Ty wybierzesz Chateaubriand (boooooring), ja wole T-bone czy
    Porterhouse.
  • Gość: zadumana IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.07, 22:05
    Przede wszystkim dziękuję za miłe słowa o mnie:) Po wyjściu z lekkiego a miłego
    szoku spróbuję jeszcze coś dopisac:)

    Otóż jest błędem twierdzenie, że polskie porcje są duże. To chłopska kuchnia ma
    duże porcje. Nawiązują do tego ostatnio coraz liczniejsze "chłopskie" karczmy. I
    niech tam te porcje pozostaną, bo tam ich właściwe miejsce.
    Wracam do propozycji poczytania starych książek. Jest również jeszcze może mało
    praktyczna rada odbycia rozmowy z kimś z tzw. wyższych sfer. Jeszcze kilka
    starszych pań pewnie w tym kraju by się znalazło co znają starą kuchnię z
    własnego dzieciństwa.

    Eleganckie przyjęcie wymagało kiedyś podawania kilku przystawek. Potem większe
    dania. Zupa. Desery. Właściwie można tu tylko wezwac do nie obrażania własnego
    kraju i jego kuchni tylko dlatego, że ktoś w swoim przekazie rodzinnym z niczym
    "lepszym" niż pochodna kuchni chłopskiej się nie zetknął.
    I nie ma w tym niczyjej winy, jest jedna wina - istnienia niestety właśnie
    wspomnianej tutaj "poprawności politycznej" epoki prl-u. To "poprawnośc" kazała
    wyrzucic zewsząd teksty o normalnej polskiej miejskiej kuchni. Po pierwsze
    byłoby to wówczas oczywistym nietaktem wobec władzy, której zawdzięczaliśmy
    puste półki w sklepach, a jak się zdarzyły niby pełne, to z elementarnym
    zestawem produktów. Jak dalece elementarnym widac dzisiaj w sklepach, a na
    zachodzie było widac zawsze.
    Ktoś tu na forum niedawno zachwalał, że był dobry (jego zdaniem) żółty ser.
    Luuuuuuuudzie! Jeden ser! I do czego ta radośc? Mam pytanie. Czy ktoś był
    DZISIAJ w sklepie i widział ile serów leży w ladzie chłodniczej?
    ........dziękuję za odpowiedź:)))

    W ten sposób pogrzebano na plus minus dwa pokolenia zalety polskiej kuchni. W
    ten sposób dzisiaj tyle osób z przekonaniem twierdzi, że polskiej eleganckiej
    kuchni nie ma co szukac. Jej rzekomo nie było. I to jest pełen sukces starej
    propagandy. Nikt nie czytał. Nikt nie słyszał. No i nikt oczywiście nie widział.

    Polska kuchnia jest tłusta? A co robią z masłam Francuzi? Używją w niesłychanych
    ilościach. O czym mówią zgodnie najlepsi szefowie najelegantszych restauracji
    (gwiazdkowych), w tv, w programach kulinarnych? Że jak ma byc smacznie to trzeba
    dołożyc masła - dużo. Wystarczy poczytac francuskie przepisy. Czy Francuzi ich
    się wstydzą w dobie odchudzania? Nie. Są z nich dumni. A Polacy? Hmmmmm....

    Czy mała porcja polskiego dobrze przyprawionego pasztetu nie nadaje się na stół.
    Tylko francuskie pasztety należy podawac?

    A porcja indyka czy gęsi podana z kompotem? Tak to kiedyś podawano. Mięso bez
    kartofli (moja mama by prędzej umarła jak miałaby podac ziemniaki na przyjęciu)
    i do tego w kompotierce (ot, zapomniany sprzęt, szukajcie na starociach), w
    kompotierce owoce z kompotu z niewielką ilością płynu. To te tak lubiane dzisiaj
    owoce z mięsem - w kuchni polskiej nic nowego. A kompot sprowadzony przez prl do
    kolorowej wody podrasowanej kiślem z torebki, to istna parodia normalnej kuchni.
    Żałosna parodia, która nawet wielu posmakowała i też pisywano we wspomnieniowych
    wątkach na forum, że ten kompot był pyszny. Dzieciom posmakowało i teraz dorośli
    nie mają pojęcia od czego ten nieszczęsny kompot startował i czemu służył.

    Można tak dalej wyliczac. I jest co wyliczac. Zapewniam. Sięgając do literatury,
    więcej niż ślady eleganckich całkowicie polskich przyjęc można znależc w
    książkach córki Iwaszkiewicza, który wżenił się przed wojną w rodzinę fabrykanta
    łódzkiego Lilpopa, co pozwoliło mu potem zjeśc to i owo w najlepszym stylu. W
    stylu absolutnie polskim. I do głowy by mu nie przyszło, że je nie po polsku. Na
    szczęście nie czytał tego miejscami mało patriotycznego forum:))) Nie chodzi
    zresztą o tani patriotyzm, chodzi o historyczne, a nawet więcej, chodzi o
    kulinarne fakty:)

    Nie wymawiam nikomu niewiedzy, bo jak napisałam, wiem doskonale skąd się ta
    niewiedza wzięła. Nie chcę nikogo urazic. Chciałabym tylko nieco naprostowac
    sfatygowane skutecznie przez najlepszy z ustrojów ścieżki.

    A co do kuchni francuskiej, to ta miała fenomenalne szczęście. Kiedy rewolucja
    wyrżnęła arystokrację kucharze poszli gotowac do mniej zamożnych. W konsekwencji
    dobra kuchnia trafiła w końcu pod strzechy.
    Kuchnia polska nie miała 'takiego' szczęścia:) W wyniku rewolucji, którą nam
    zafundowano zamknięto usta i arystokracji i kucharzom. Pod strzechy nie trafiło
    nic, a nawet wręcz przeciwnie. Zlikwidowanie produktów z półek sprowadziło
    kulinaria, niemal równo, do roli prostego odżywiania i przeżycia. Niemal wszyscy
    przejęli wiele potraw wiejskich, bo nie wymagały skomplikowanych produktów. Kto
    pisał 40, 30, 20 lat temu o smakoszach? No kto? .......ponownie dziękuję za
    odpowiedź. Takich wariatów prawie nie było - Nela, córka Iwaszkiewicza.
    Dlaczego? Wszystko przez tę cholerną poprawnośc polityczną. No chyba jednak
    przez nią...:)))))))


  • jo.hanna 03.12.07, 22:27
    i oby adresatka go zrozumiala.
    --
    If this is paradise
    I wish I had a lawnmower
    (Talkingheads)
  • momas 04.12.07, 10:24
    Zadumana, lepiej ując tego nie mogłaś. Podpisuję sie pod tym co
    napisałaś...Niestety, ja (jako tzw umysł ścisły) nie zawsze umiem
    przelac swoje przemyślenia na paier/ekran monitora.
    Ale tak właśnie myślę!
    --
    Liczba literówek jest wprost proporcjonalna do poziomu irytacji.
  • nobullshit 03.12.07, 23:05
    ...eleganckiego, acz miejscami zakreconego menu.
    Oczywiscie trzeba by jeszcze wybrac zestaw, w ktorym kolejne dania do siebie
    pasuja. Ale wymyslenie tych propozycji zajelo nam z przyjaciolka raptem pol
    godziny.

    PRZYSTAWKI:
    pasztet z dziczyzny z chrzanem i borowkami, albo z galeretka z borowek
    kurki (lub borowiki) w smietanie
    kurki w galarecie
    ryba w galarecie
    wedzony wegorz
    pierogi z ryba
    pierogi z kasza gryczana podane z sosem z borowek lub zurawin
    pierogi z ziemniakami+sos szczawiowy
    suflet z wedzona ryba
    suflet z oscypkiem lub serem korycinskim
    ryba w ciescie
    ZUPY
    krem z kurek z jajkami przepiorczymi
    zurek w chlebie
    chlodnik z szyjkami rakow
    barszcz czerwony z balsamico lub octem malinowym (sliwkowym)+pierogi/uszka z
    borowikami
    zupa szczawiowa z jajkami przepiorczymi i grzankami
    zupa z borowikow z kluseczkami domowymi lub knedlami z ziolami
    DANIA GLOWNE
    gulasz z dziczyzny w ciescie francuskim
    kaczka pieczona z jablkami i borowkami
    zrazy zawijany z oscypkiem
    sandacz lub lin w smietanie
    faszerowane kurcze
    galantyna z kury
    zrazy z dziczyzny
    golabki z kasza gryczana w sosie sliwkowym
    dodatki: marynaty (czyli sliwki, gruszki), buraczki zasmazane, borowki,
    zurawina, kluski domowe, kasza gryczana
    DESERY
    pascha
    suflet z poziomkami
    owoce sezonowe z zabaglione z krupnikiem
    kisiel zurawinowy z musem waniliowym lub cynamonowym
    sernik z orzechami laskowymi
    sekacz
    mazurek orzechowy z kajmakiem
    lody: piernikowe, z krupnikiem lub trojniakiem,
    piernik
    galaretka owocowa z dodatkiem nalewek
    sorbety owoce z nalewkami
    tarta z makiem i jablkami
    patera roznych polskich ciast jako petit fours




    --
    Kiedy nudzą się w swym bagnie,
    na żer TROLLE chodzą stadnie. (Kroniki Spiderwick)
  • Gość: jackk3 IP: *.ptr.terago.ca 03.12.07, 23:29
    No ode mnie masz 3 gwiazdki! Az to wydrukowalem dla przyszlosci.
    Pzdr
  • nobullshit 04.12.07, 00:05
    Dziekujemy pieknie, ale gdybys otworzyl restauracje, to poprosimy o tantiemy
    albo chociaz znizke. :)

    I jeszcze pare pomyslow, bo sie strasznie nakrecilysmy.
    talerz wedlin: kindziuk, kumpiok, lisiecka, wedlina z dziczyzny, szynki sezonowane
    szynka sezonowana z ogorkami miodowymi (a la parma z melonem)
    pasztet z galaretka z jarzebiaku
    tarta z konfitura z owocow rozy
    linzertorte z konfitura rozana
    panna cotta z kwasnej smietany z musem z platkow rozy
    tarta z boczkiem i jarzebina
    krolik w polskim (niszowym) piwie


    --
    Kiedy nudzą się w swym bagnie,
    na żer TROLLE chodzą stadnie. (Kroniki Spiderwick)
  • bene_gesserit 04.12.07, 00:59
    Nobull, zazwyczaj wole byc podchoinkowo zaskakiwana, ale tym razem
    chcialabym sobie cos zazyczyc na Gwiazdke: uprzejmie prosze, zebys
    przez nastepny rok zrealizowala choc co trzecia pozycje ze swojego
    menu i wrzucala do Galerii. Badz moja wigilijna Gwiazdka albo -
    jesli wolisz - Swietym Mikołajem :)


    --
    stereotypes are a real time-saver
  • momas 04.12.07, 10:27
    A żeby spełniało to normy gwiazdkowej restauracji - proponuję podać
    to na talerzu w bardzo wyrafinowanie artystyczny sposób (tz
    dekoracyjny) - małe porcyjki, udekorowane ziołami, artystycznymi
    kleksami sosu/śmietany/ polewek....
    --
    --
    Liczba literówek jest wprost proporcjonalna do poziomu irytacji.
  • nobullshit 04.12.07, 20:37
    Ale o pomysly chodzilo. A sensowne i wykonalne menu wybralabym z tych propozycji
    bez trudu. Gorzej byloby z doborem win :))))


    --
    Kiedy nudzą się w swym bagnie,
    na żer TROLLE chodzą stadnie. (Kroniki Spiderwick)
  • bene_gesserit 04.12.07, 22:23
    Uh, szkoda.
    Ale i tak dzieki za inspiracje. Przypomnialam sobie, ze u rodzicow
    sa jakies Cwierciakiewiczowe i pare przedwojennych podrecznikow dla
    pan z wyzszych sfer o prowadzeniu domu, z rozbudowana sekcja
    kulinarna - fajnie, przekopie sie przez to teraz czujnie.


    --
    dont hejt de pleja, hejt de gejm
  • Gość: zadumana IP: *.daewoo.lublin.pl 04.12.07, 09:25
    Nobull gratulacje:)
    Złapałaś wiatr w żagle, czego również innym życzę.
  • anuteczek 04.12.07, 22:39
    Czasami miewam podobne wyzwania, tyle tylko, ze na Sandbanks
    (poludniowe wybrzeze UK) a nie w Niemczech. Moja biblia sa stare,
    przedwojenne ksiazki kucharski. Mam ksiazki Cwierczakiewiczowej i
    Plucinskiej oraz pare kserowek innych autorow. Na prozno szukac
    tam kostek knorra lub magi. Przepisy zaczynaja sie od
    niemalze 'zabic czarna kure o polnocy...' ale warto zajrzec i
    zagladac. Kuchnia polska wcale nie jest nudna ani 'nieswiatowa',
    zwyczajnie lata komunizmu ja zniszczyly. Drobna wskazowka - ja
    przepisy odchudzam z jaj, zmniejszam ilosc tluszczu. Nie warto
    zastepowac masla czy smalcu olejami - smak nie ten
    --
    TRUDNA CIĄŻA
    Podrzutek
    <a
    href="www.republikadzieci.org/problemyiniepokoje/strata/pamiec
    259.htm"> Tosia Zoja Emma<
  • Gość: anty_snob IP: *.aster.pl 04.12.07, 22:49
    Nie rozumiem dlaczego polskie pierogi czy naleśniki
    są mniej eleganckie od np. francuskich ślimaków czy sufletów?
    A może cudzoziemcy z chęcią by je spróbowali?
    Podać ładnie to nie sztuka, sztuka zrobić dobre.
  • Gość: zadumana IP: *.daewoo.lublin.pl 05.12.07, 10:53
    Cudzoziemcy pewnie by chętnie spróbowali:) Ale w wątku chodzi jednak
    o zorganizowanie przyjęcia eleganckiego, a przy takich okazjach
    nawet Francuzi będący ponoć wynalazcami naleśników jednak ich nie
    podają.

    Czym różnią się na świecie kulinarne "snoby" od tych radosnych
    zjadaczy wszystkiego co dobre? Tym m.in., że jedzą małe porcje, ale
    jedzą sporo różnych potraw składających się na jeden posiłek.
    To tzw. prości ludzie nakładają sobie kopiate talerze jednej potrawy
    i zajadają "do oporu". Te potrawy to zwykle coś "zwykłego" na bazie
    ziemniaków, mąki, taniego mięsa. Jedno wielkie danie, żeby się
    napchać.
    Przykłady to kuchnia chłopska, robotnicza, a coś ze świata? Proszę
    bardzo - McDonalds z maksymalnym hamburgerem plus frytki plus pół
    litra coli, czyli porcja dla amerykańskiego ciężko pracującego
    kierowcy ciężarówek, która po nieoczekiwanym przeniesieniu na
    unieruchomionego przy komputerze nastolatka z Nowego Jorku czy
    Warszawy tuczy go niemal na śmierć.

    Autorka książki "Francuzki nie tyją" pisze, że zjadanie wielu
    różnych małych dań podczas jednego posiłku powoduje, że po zjedzeniu
    mniejszej ilości pokarmu wcześniej osiąga się stan najedzenia, niż
    przy jednej, wielkiej potrawie, któej trzeba zjeść w sumie znacznie
    więcej dla osiągnięcia uczucia nasycenia. Podobno tak "dziwnie"
    reaguje nasz organizm.

    Tak się jakoś na świecie ułożyło, że to ta francuska metoda uchodzi
    za bardziej elegancką. Myślę, że chyba każdy z nas wyczuwa, że jest
    w tym jednak jakaś racja i sens. Chyba to dość oczywiste, kiedy się
    chwilę zastanowić, że każdy z nas uzna serię małych dań za coś
    lepszego i to nie na zasadzie "wyższości świąt Bożgo Narodzenia nad
    śiętami Wielkiejnocy":))) Jakoś chyba elementarne poczucie zwykłej
    estetyki na to wskazuje:)

    Ta wyższość różnorodność dań spowodowała, że polski najzwyklejszy,
    nawet stołówkowy (w prl-u) obiad miejski miał zupę, drugie danie i
    deser. A to wszystko właśnie przyszło jakoś bardziej z Francji niż z
    polskiej wsi. Snobizm? Może i tak, ale chyba każdy woli eleganckie
    spodnie od starych, połatanych i byle jak uszytych. Snobizm? Może i
    tak...
    Cała rozprzestrzeniająca się po Europie kultura przyszła jakoś
    bardziej z zachodu niż ze wschodu. Ta kultura to nie tylko to o czym
    uczyli nas w szkole: malarstwo, rzeźba, architektura. Kultura to
    również kuchnia. I też jej wzorzec szedł do nas z Francji a dzięki
    królowej Bonie również z Włoch. I chyba nie warto tego podważać.
    Nawet jeśli to komuś ma chwilowo poprawić dobre samopoczucie:)

    Przyznam, że również irytuje mnie uznawanie wyższości francuskiego
    ślimaka, ale nie ma złudzeń - polskimi pierogami go nie dobijemy.
    Cały ten "snobizm" ma swoje śmiesznostki i wynikające z jego
    tradycji dziwactwa, ale generalnie nie jest bez sensu. Kiedy już
    chwyci się jego ogólne zasady widać z grubsza, że polskie masywne
    pierogi choć nieco chudsze od rosyjskich są przy włoskich ravioli
    gigantami. Tylko wigilijne uszka są jakby bardziej po linii
    elegancji. Ale kto by w Polsce na co dzień chciał lepić pierożki dla
    lalek? Ja na pewno nie:)))

  • Gość: anty_snob IP: *.aster.pl 05.12.07, 12:58
    Chciałem nieskromnie zauważyć, że poprzednio nic nie pisałem
    o braku różnorodności kuchni polskiej, a także o wielkości porcji
    i o najadaniu się 'do oporu'.
    To nie moja kultura jedzenia :)
    Dalej twierdzę, że nie ma nic niestosownego w zorganizowaniu
    eleganckiego przyjęcia, na którym serwowane są potrawy o polskiej prowieniencji
    - vide niektóre propozycje ba_nity
    a i od siebie dodałbym jeszcze kilka, choć kucharzem nie jestem:)
    Człowiek kulturalny, ciekawy świata, potrafi docenić
    w narodowej kuchni jej specyfikę i tradycję
    bez względu na to, czy jest Francuzem, Niemcem czy Polakiem.
  • Gość: zadumana IP: *.daewoo.lublin.pl 05.12.07, 14:02
    Ależ zgadzam się - polskie dania zdecydowanie nadają się na
    eleganckie przyjęcie - również moim zdaniem. Tyle, że poszłabym po
    linii propozycji wziętych bardziej z Neli Rubinstein pochodzącej z
    polskiej słynnej rodziny Młynarskich, niż po linii pierogów.
    Chociaż stosując odpowiednią oprawę możnaby zrobić np. gorącą
    przystawkę, czyli jeden pierożek średniej wielkości, może dwa plus
    jakiś artystyczny kulinarny bajer:)
    Nie będzie to zresztą tak bardzo odkrywcze. Jedna z restauracji
    warszawskiego Mariotta podawała taką ciepłą jakby przystawkę, na
    którą składały się, jeśli dobrze pamiętam, chyba trzy pierogi z
    mięsem i kapustą ułożone z gracją promieniście na talerzu. Osobiście
    je zamówiłam, bo ciekawość mnie skręcała jak też to podadzą. Wyszli
    z zadania z honorem:))))
  • momas 05.12.07, 14:18
    a jako przystawkę podać vol au vent z nadzieniem z klasycznych dla
    kuchni polskiej kurek w śmietania.
    Mogą byc i borowiki.
    Podać to na talerzu udekorowanym zgodnie z najnowszymi trendami.
    hmmmm.....
    --
    Liczba literówek jest wprost proporcjonalna do poziomu irytacji.
  • hania55 05.12.07, 14:53
    A to ciekawe, bo Marrioty raczej z dobrego jedzenia nie slyna, a juz
    na pewno nie warszawski. Ot, srednia z sieciowego hotelu, gdzie
    kazdy znajdzie to samo pod kazda szerokoscia i dlugoscia
    geograficzna.

    Chociaz, musze przyznac, ze jesli komus podobaja sie fantazyjne
    aranzacje na talerzu, rodem z kapitalistycznych ksiazek kucharskich
    z drugiej polowy lat 80-tych, to wygladem marriotowe potrawy moga
    kusic.

    --
    Sygnaturkowy totolotek.
  • momas 05.12.07, 15:13
    oj dziękuję za link! nie mogłam go znaleźć, po wielkim porządkowaniu
    komputera...
    swoją drogą - zobaczcie menu obiadu skromniejszego, nie mówiąc o
    wystawnym, czy wielkich śniadaniach....
    :)
    Te przepisy można spokojnie wykorzystać prygotowując wystawną
    kolację. Jeżeli zostaną odpowiednio podane...)małe porcyji ładnie
    udekorowane....)

    Tak przed wojna jadało się w domach mieszczańskich i szlacheckich...
    To tez jest kuchnia polska (aczkolwiek z róznymi wpływami, ale chyba
    nie ma czegoś takiego jak kuchnia polska bez wpływów obcych, no
    chyba, że piwo i przaśne placki za Piasta Kołodzieja)


    ni
    --
    Liczba literówek jest wprost proporcjonalna do poziomu irytacji.
  • ruskie-pierogi 05.12.07, 15:43
    Polecam Wam wszystkim książkę Hanny Szymanderskiej "Encyklopedia polskiej sztuki
    kulinarnej. 2400 przepisów" - jest świetna. Rozdziały poprzedzają "archiwalne"
    przepisy z dawnych ksiąg kulinarnych, ale to, co proponuje autorka jest jak
    najbardziej nowoczesne, a przy tym smaczne. Do tego "europejskie". Korzystając z
    tej książki wpadki kulinarnej nie zaliczyłam, a i wiele potraw trafiło na stałe
    do mojego repertuaru. Są tu dania na co dzień i odświętne, więc każdy coś
    znajdzie - również ci, którzy zwykle jadają w najlepszych restauracjach :)

    Poza tym co do "wykwintności i elegancji dań" - wiele zależy od tego jak są
    podane. Nawet najlepsze wino z plastikowego kubka będzie smakowało... sami
    wiecie jak :)
  • wojtusia 05.12.07, 15:57
    Krótko mówiąc, chciałabyś zadowolić swego pana czymś wykwintnym w
    stylu sandacz z wody ?
    A to nie mam pomysłu.
    --
    Sprzątanie w wersji zoptymalizowanej, omieść pomieszczenie wzrokiem.
  • pinos 07.12.07, 00:04
    Może nie współcześnie, ale:
    Jerzy Jacek Nieżychowski "Kuchnia ziemiańska. Błogosławione cztery pory roku".
    Wydawnictwo Twój Styl.
    Myślę że dania:
    chłodnik z raków,
    pstrąg w pokrzywach,
    comber sarni
    młode gołębie w sosie koperkowym
    pieczone kuropatwy z masłem imbirowym...
    a nawet nowa foma pierogów (triolka)
    młode kurczęta nadziewane manną

    będą wystarczająco wyrafinowane. A przy okazji pięknie napisana książka pozwala
    poznać trochę inne oblicze polskiej kuchni...
    --
    ... me with my memories, him with his whiskers,
    me and the cat...
  • kocia_noga 07.12.07, 14:31
    Kuchnia dla celebrities to zjawisko z rodzaju Maja, czyli ściema.
    Ważne jest przekonanie gości,że są wybrańcami i absolutną
    elitą.Muszą wiedzieć, że serwuje im się cos niebywale rzadkiego,
    drogiego.Ważne sa dwie rzeczy: moda i osoba goszcząca.Jesli o.g.
    jest przekonana,że kuchnia polska to cos w zasadzie wstydliwego - na
    nic się zdadzą czary-mary w rodzaju fusion.
    Trzeba mieć dar sprzedawania, ot co.Nikt nie kupi rzewnej opowieści
    o złej komunie, co zabiła szlachetną kuchnię,rzewność i labidzenia
    źle się sprzedają.Warto mieć dobrze sprzedająca się legendę która
    jak nic naświecie wzbogaci smak potraw, nawet ziemniaków saute.
    Modna dekoracja, inwencja w komponowaniu kitu okołopotrawowego czy
    innej legendy a na samym końcu niezły smak.
    --
    Chrzanić sygnaturki
  • Gość: ania_m IP: *.pools.arcor-ip.net 07.12.07, 22:06
    oj kochani,
    chcialam od was pare propozycji lektur, a tu rozpetala sie zarliwa dyskusja :)
    odpowiadam hurtem, poniewaz przez ostatnie 3 dni bylam bardzo zajeta:
    niektore wasze propozycje dan sa trafione, albo bylyby bardzo trafione, gdyby
    nie pora i miejsce. te 2, gora 3 wystawne obiado-kolacje odbeda sie w niemczech
    w okresie zimowym i wczesnowiosennym. w zwiazku z tym odpadaja produkty stricte
    sezonowe, badz nie do dostania; sandacz, szczpak, raki, swieze grzyby (mrozonych
    prawdziwkow, badz kurek u mnie nigdzie nie widzialam). odpada rowniez niestety
    dziczyzna, poniewaz nie jada jej jeden z zaproszonych gosci, a i ja nie
    przepadam za nia jakos, wiec nie podejmuje sie ugotowac czegos, co ma wyjsc
    fantastycznie w smaku, a ktorego nie mam nawet ochoty sprobowac podczas
    przygotowywania. nie znam chyba nikogo jedzacego krolika i golabka. sama rowniez
    wole te zwierzatka raczej zywe niz na talerzu ;) oczywiscie, iz sa ta absolutnie
    elegankie porawy, lub raczej material wyjsciowy na nie, ale obawiam sie, ze
    zostane raczej przy sprawdzoej klasyce: wolowina, cielecina, drob, ryby i
    skorupiaki. moze oprocz winniczkow, bo rowniez nie wszyscy je jadaja.
    pomalu zaczyna mi sie krystalizowac wizja starteru i "miedzydania" w roznych
    kombinacjach. mam pare nie bardzo konkretnych pomyslow na danie glowne i
    kompletny brak weny, jesli chodzi o deser :(
    no bo co jest typowo polskie ze slodkosci? chyba tylko mazurki. mozliwe jednak,
    ze deseru po prostu nie zrobie na polska nute, a pojde w klasyke patisserii.
    na kolacje w zimie planuje podac zupe jako starter. mysle o esencji z suszonych
    borowikow. moze samej, z jakims mini-kulebiakiem/pasztecikiem ze szlachetnym
    nadzieniem. a moze jako trojwarstwowej kreacji podanej jak latte macchiato:
    jasna "baza" - krem ziemniaczano-selerowy plus bardzo skoncentrowany wywar z
    borowikow jako srodkowa warstwa. plus ubita piana z mleka lub smietanki. moze
    podam krem z burakow i imbiru (takie polskie fusion)z gremolata z kandyzowanej
    skorki pomaranczowej, skorki i soku z limetki i swieza koledra. nie wiem jak
    bedzie, bo niemcy raczej sa dosc sceptycznie nastawieni do burakow.
    z innych drobiazgow na przekaske badz miedzydanie mysle o pieczonym kwasnym
    jablku nadzianym farszem /"pasztetem" z lososia surowego badz wedzonego, badz
    pol na pol. na cieplo, ale mozliwe, ze nawet na zimno, "glazurowanym" slodkawa
    galaretka z marsali.
    albo o mini mielonymych z poledwicy cielecej z karmelizowanymi plasterkami
    jablka i i sosem sabayone z suszonych prawdziwkow i bialego wina(oczywiscie
    wtedy odpada zupa grzybowa) na "gniezdzie" z salat sezonowych
    mozliwe, ze zamiast tego poeksperymentuje z piersia kaczki, ktora rowniez
    chcialabym przerobic na mielone. nie wiem, czy i jak cos takiego wyjdzie. w
    srodku musza byc oczywiscie rozowe i soczyste. doprawic mysle je po polsku
    majerankiem, badz klasyczna polska przyprawa do piernikow, jakze zblizpona do
    chinskiej "five spices". podalabym to jako "miedzydanie" na mieszanej salacie z
    vinegret z octem malinowym ozdobione moze karmelizowanym jablkiem, albo z
    jabkowym chutneyem. chutney moglby byc zrobiony rowniez z wisni, badz zurawiny
    kanadyjskiej, ktora moge tu kupic swieza paczkowana w woreczki.
    ewentualnie moge polskiego sledzia w smietanie podac w formie lekkiej i
    puszystej terriny smietanowo-jogurtowej z sosewm vinegrett z czerwonej cebuli
    tyle na razie wydumalam, mam nadzieje, ze po lekturze paru ksiazek bede miala
    dostateczna ilosc innych pomyslow.
    jesli kogos dziwi, ze rozwazam podanie na "elegancka" kolacje mielonych, coz -
    wszystko imho zalezy od produktu wyjsciowego - jesli jest on wystarczajaco,
    hmmm, nazwijmy go "luksusowy" jak np poledwica, badz piers kaczki jest to jak
    najbardziej ok. no i nie podalabym jednak czegos takiego jakie danie glowne. na
    zakaske jak najbardziej.
    chetnie podalabym na danie glowne rybe, ale szczupaka, badz sandacza u mnie
    raczej nie dostane :(
    co do deseru, nie mam pomyslu. wiem jedno - na pewno nic z konfitura z rozy,
    ktorej sama nie znosze. pare lat temu przywiozlam z polski paczki rozane.
    kupilam je gorace rano, potem do samolotu, poznym popoludniem na miedzynarodowe
    przyjecie na uniwersytecie. wszyscy rzucili sie na rzeczone paczki, po czym
    dyskretnie wywalili do kosza dogryzlszy sie do nadzienia i wcale sie nim nie dziwie.
    na pewno przejrze w polsce uwaznie w ksiegarnach ksiazki pani szymanderskiej i
    pana okrasy i w razie potrzeby, jesli uznam, ze warto zamowie pod choinke.
  • Gość: Anna IP: *.aster.pl 10.12.07, 05:22
    A ja podam opis menu z balu u hrabiny Potockiej w Krakowie cytując M.Samozwaniec
    "Maria i Magdalena":galarety,zimne mięsa,kawior,vol au vent z drobiu,chaud-froid
    z kuropatw,łososie z rusztu,sandacze w sosie rakowym,płaty polędwicy,kapłony
    nadziewane kasztanami,perliczki z borówkami,szparagi lub karczochy,bomby z
    lodów,torty hiszpańskie,mrożonekremy z owocami,sery z pumperniklem i
    rzodkiewkami,mandarynki,winogrona i owoce w cukrze.Nad ranem barszcz i bigosik.
  • pinos 10.12.07, 09:58
    Aniu_M. Jeżeli koniecznie chcesz uraczyć gości takim menu,to pamiętaj żeby
    zrobić ze dwa tygodnie wcześniej próbę generalną, i na degustację zaprosić kogoś
    obcego i do bólu szczerego. I znającego kuchnię polską i wykwintną.
    A mrożone grzyby (borowiki i podgrzybki) są znane w sklepach niemieckich...
    --
    ... me with my memories, him with his whiskers,
    me and the cat...
  • Gość: ania_m IP: *.pools.arcor-ip.net 10.12.07, 11:12
    jasne, ze zrobie probe generalna, bez tego ani rusz :)
    "menu" to to jeszcze nie jest. na razie przychylam sie do opcji 4, a nie 5 dan -
    w koncu nie bedziemy w restauracji ;). no i w kuchni mi moj pan nie pomoze,
    zreszta bedzie w tym czasie zabawiac gosci. poza tym swietnie zna sie na
    alkocholach, co tez juz jest jakims odciazeniem dla mnie.
    co ponad 100 lat temu podano na hrabiowskim bankiecie jest bez wyszkolonej
    brygady kuchennej w obecnych warunkach domowych nie do powtorzenia.
    dlatego nie podam raczej wiecej niz 5 dan, z ktorych wiekszosc skladnikow bedzie
    przygotowana wczesniej. zupe i sosy mozna podgrzac, dressing zamieszac w
    shakerze, salaty miec wymyte i suche, talerze na podoredziu. reszta to po prostu
    dobra logistyka.
    mrozonych grzybow u mnie nigdzie nie widzialam, ale moze sprobuje zamowic je na
    sieci. ogolnie ciekawe rzeczy widzialam w sobote na wielkim stoisku z
    mrozonkami w tajskim sklepie, mozliwe, ze tam znajde inspiracje na jedno z dan menu.
  • hotchilli 10.12.07, 11:31
  • Gość: sto kobiet IP: 66.241.143.* 11.12.07, 18:40
    tez tak sobie Hotchili pomyslalam przejrzawszy caly watek.
    Nie ma to jak pan znajacy sie na alkoholach, a pani na wykwintnej
    kuchni. Takie przyjecie doprawdy musi sie udac!
  • Gość: martek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.12.07, 13:19
    Hm..., no cóż pozazdrościć ilości i wykwintności pomysłów
    a tak z ciekawości się zapytam, będziesz miała jakąś pomoc czy sama
    to wszytko będziesz robiła i jesli sama to czy wogóle bierzesz pod
    uwagę udział w tejże kolacji jako osoba jedząca czy tylko jako
    kucharka?
  • Gość: ania_m IP: *.pools.arcor-ip.net 10.12.07, 13:32
    najwiecej zrobie sama, niektore rzeczy mozna zrobic na 1-2 dni do przodu. w
    kuchni pomoze mi podczas kolacji moja dobra przyjaciolka. za gospodarza domu
    bedzie robil moj pan, a ja postarm sie ograniczac moje wizyty w kuchni do
    niezbednego minimum. bedzie nas, dzieki bogu, razem 8 osob, wiec powinno sie
    udac, ale lekko nie bedzie :)
  • brunosch 11.12.07, 13:16
    Już to widzę - będzie to z pewnością najwytworniejsze przyjęcie w West- Ost- und
    Mitteleuropa...

    Elegancka Pani Domu w kreacji godnej serwowanych dań, miotająca się między
    kuchnią a jadalnią, przynosząca ze sobą półmiski i zapachy kuchennej smażeniny -
    ach, jakie to eleganckie i jakie wykwintne!

    Jeszcze jak będzie lekko zgrzana, nieco spocona i w kuchennym fartuchu - to
    widok będzie zachwycający.

    --
    A Kongres nie chce nas finansować...
  • Gość: magda_l IP: *.zab.nat.hnet.pl 10.12.07, 21:56
    tak sobie podczytuję ten wątek i wydał mi się ciekawy niezmiernie, pomyślałam
    sobie, że trudno by mi było wymienić wytworne niemieckie potrawy tradycyjne i
    mam do Ciebie prośbę - opisz kilka potraw, którymi częstują Cię (bądź
    hipotetycznie częstowaliby) wytworni znajomi, mogą być linki (po niemiecku też -
    nawet chętnie)
    pozdrawiam
    ten Twój pan wie jaki ma skarb?
  • Gość: ania_m IP: *.pools.arcor-ip.net 10.12.07, 22:40
    jesli robie cos sama, korzystam najczesciej z przepisow zamieszczonych w
    miesieczniku "essen und trinken". jest to odpowiednik naszej "kuchni", tylko
    zrobiony duzo bardziej profesjonalnie i zawierajacy rewelacyjne przepisy
    czasami o naprawde wysokim stopniu trudnosci. za to nie ma obawy, ze nie wyjda.
    nadzwyczaj profesjonalna redakcja tego periodyku ma fantastyczna opinie wsrod
    gastronomow i wielbicieli sztuki kulinarnej w strefie niemieckojezycznej.
    z przepisow, ktore robilam, czasami wielokrotnie, moge spontanicznie wymienic
    smazonego sandacza z gratynowanym koprem wloskim i ziemniakami i z .... lodami z
    koziego sera z czarnymi oliwkami, mus czekoladowy z mietowym sosem ze swiezej
    miety, marmolade z papryki do serow, salatke z rucoli ze smazonymi kurkami,
    grilowanymi pomidorkami koktajlowymi z cieplym sosem zabaione z aceto bianco.
    udziec z sarny "na rozowo" w sosie z portweinu. jako dodatek zamiast ziemniakow
    i surowki... knedel ze sliwkami ugotowany w wodzie, a nastepnie upanierowany w
    siekanych orzechach laskowych i usmazony w glebokim tluszczu i rozyczki
    romanesco przygotowane na parze. bardzo polecam ta kombinacje, choc sama
    dziczyzny raczej nie lubie.
    w zeszly weekend robilam korzystajac z przepisu z "e&t" schweinebauch, czyli po
    naszemu surowy boczek, ktory 48h marynowalam w marynacie z sosu sojowego,
    bulionu z kury, octu ryzowego, cukru, czosnku, imbiru i chilli. potem pieklam go
    godzinami w niskiej temperaturze. wyszedl blyszczacy od glazury i mieciusienki.
    z marynady poprzez redukcje powstal sos podobny do ketjap manis. do tego byla
    slodka polenta gotowana w mieszaninie soku pomaranczowego, bulionu i swiezo
    wycisnietego soku z 4 maracuji i mini pak-choi usmazone krotko na masle na
    patelni. wszystko z przepisow "e&t"
    "essen und trinken" ma bardzo dobra strone internetowa i fajne forum, ktore
    polecam www.essen-und-trinken.de/
    jesli chodzi o gwiazdkowe restauracje, najczesciej jadamy düsseldorfie w
    restauracji "im schiffchen", albo "jean-coude's" (obie w tym samym budynku i ten
    sam wlasciciel)
    tu znajdziesz aktualne menu obu restauracji
    www.im-schiffchen.com/go.php?p=restaurants
    no i az tak czesto to sie nie zdarza. w tym roku bylismy tam raptem 2 razy. w
    poprzednich latach 3 do 4 razy w roku
  • pinos 11.12.07, 01:18
    Pytanie było chyba o wykwintną kuchnię niemiecką...

    A co do wykwintności z e&t... marmoladę z papryki do serów to z 10 lat temu Moje
    gotowanie podawało... Podobnie całą resztę. Jeżeli to jest wykwintna kuchnia
    niemiecka, to faktycznie kuchnia ziemiańska nie będzie dla Ciebie wykwintną
    kuchnią polską. Za udział dziękuję, nie wzięłam i brać nie będę.
    --
    ... me with my memories, him with his whiskers,
    me and the cat...
  • Gość: ania_m IP: *.pools.arcor-ip.net 11.12.07, 09:57
    rotfl
    jasne, super, ze gazeta "moje gotowanie", a raczej jej stare roczniki sprzed 20
    lat sa inspiracja dla redakcji "essen & trinken"
    wredni niemcy, kradna polakom pomysly. ze przepis na marmoilade z papryki do
    sera nie jest nowym pomyslem, jasne. ale ZALEZY jak jest zrobiona. no i 20 lat
    temu byla bardzo wykwintnym dodatkiem do wykwintnych serow w prezerwatywie typu
    morski
    dla mnie "wykwinta" (na poziomie domowym)jest wyrafinowana i niebanalna kuchnia
    sezonoiwa uzywajaca najwyzszej jakosci produktow regionalnych. zestawiajaca
    zaskakujaco znane smaki, aromaty i tekstury.
    przyklady kuchni "gwiazdkowej" masz w linku do "im schiffchen". od lat jeden z
    nielicznych lokali w niemczech szczycacy sie 3 gwiazdkami michelina
  • brunosch 11.12.07, 11:46
    czy ty masz kłopot z odróżnieniem liczby 10 i 20?
    Liczenia na palcach uczą już w zerówce.

    --
    Rozum nie jest w stanie tego ogarnąć
  • hania55 11.12.07, 11:54
    Aniu, czy pod pojęciem "mój pan" rozumiesz pracodawcę (np. jesteś
    zatrudniona jako gosposia), czy partnera życiowego? Bo się
    pogubiłam.

    --
    "Wiadome wszystkim, nieliczne grupy awanturników prowadzą swoją
    zakulisową i kierowniczą działalność."
  • pinos 11.12.07, 16:47
    Akurat Moje gotowanie to właśnie przedruk z niemieckiego... Chodziło mi zaś o
    to, że przepisy te krążą po czasopismach - odgrzewane kotlety,przerzucane z
    czasopisma do czasopisma...
    Publikacja gdzieś tam nie decyduje o tym, jest wykwintne.
    Ponadto ja pisałam o 10 latach.

    I może Cię to zdziwi, ale 10 lat temu,to sery francuskie u nas już były.
    Podobnie jak szynka parmeńska, czekolady. I to nawet w znośnych cenach. Na tyle,
    żeby ludzie przed 20 mogli sobie za własne pieniądze nabywać... W Warszawie na
    przykład w śp. Billi.

    Wykwintne jest to,co jest świetnie zrobione, elegancko podane, i
    nieprzekombinowane, a powalające trafnością połączenia. I tak barszcz z uszkami
    może rzucić na kolana - bo uszka drobniutkie, bo farsz najwyższej jakości, bo
    barszcz poezja...
    --
    ... me with my memories, him with his whiskers,
    me and the cat...
  • hotchilli 11.12.07, 10:29


    aniu, nie dziw sie pinos, ze napisala to co napisala o e&t

    ja czytajac ten "wykwintny" opis marynowania boczku :

    "w zeszly weekend robilam korzystajac z przepisu z "e&t"
    schweinebauch, czyli po
    naszemu surowy boczek, ktory 48h marynowalam w marynacie z sosu
    sojowego,
    bulionu z kury, octu ryzowego, cukru, czosnku, imbiru i chilli. "

    nie moge sie oprzec wrazeniu, ze jada na jakichs ,nowych dla
    przecietnego uzytkownika , standardach obcych kuchni.
    Toc ten boczek opisany przez Ciebie, to uproszczona wersja potrawy
    chinskiej - TAK TAK, chinczycy nie wszystko kroja 'na paseczki' i
    mieszaja z mieszanka chinska lub wom bok ;))

    no ja zdecydowania dodalabym 5 spice, miod i olej sezamowy (i mamy
    takie troche char sui, tylko tluste ;00)

    z tym ze nie jest to potrawa jakos wyjatkowo wykwintna w kuchni
    chinskiej - wiec moze to czasopismo nie jest az takie zaj..ste jak
    sadzisz ;))

    wiec nie oburzaj sie na pinos, tylko sparwdz raczej, czy to co
    wydaje sie wykwintne, faktycznie takim jest ;))
  • momas 11.12.07, 11:30
    no właśnie... czytając opis boczku, od razu miałam przed oczami ten
    chiński(czasami podawany jest na pure z dyni w koszyczkach
    bambusowych, tzw parownicach)
    I tak jak hot chili napisała, to bynajmniej nie jest to wykwintna
    potrawa. W restaracjach specjalizujących się w daniach wykwintnych
    raczej tego nie znajdziesz...
    Tak więc jest to prosta i niewyrafinowana (!!!)potrawa (nasze zrazy
    wołowe stoją znacznie wyżej), tyle tylko, ze atrakcyjnie sprzedana,
    przez pismo t&e, o którym piszesz
    ".....tylko zrobiony duzo bardziej profesjonalnie i zawierajacy
    rewelacyjne przepisy czasami o naprawde wysokim stopniu trudnosci.
    za to nie ma obawy, ze nie wyjda.nadzwyczaj profesjonalna redakcja
    tego periodyku ma fantastyczna opinie wsrod gastronomow i
    wielbicieli sztuki kulinarnej w strefie niemieckojezycznej....."

    No wybacz, ale czy naprawdę sądzisz ,ww pismo jest
    tak "opiniotwórcze" ze jakiekolwiek danie podane przez nie będzie
    automatycznie daniem wykwintnym?
    hmmm...


    --
    Liczba literówek jest wprost proporcjonalna do poziomu irytacji.
  • Gość: en IP: *.chello.pl 10.12.07, 22:42
    Na deser mozesz spokojnie zrobic mazurek migdalowy Neli Rubinstein.
    Sama pisalas, ze jest boski. Znam tez b. dobre ciasto polskie
    www.jedzenie.info/viewtopic.php?p=75
    ale moze bedzie dla Ciebie zbyt prostackie.
  • Gość: ania_m IP: *.pools.arcor-ip.net 10.12.07, 23:10
    no mazurek neli jest naprawde dobry, ale najpierw mi goscie przedstawia glejt od
    dentysty ;)
    bo przez pierwsze 2 dni pila lancuchowa nie przekroisz, nie kazdy tak lubi
    dzieki za link, moze jest to cos dla mnie. deser chcialabym podac poporcjowany i
    z wielokomponentowy. mini ciasto pieczone w oddzielnych foremkach, jakis mus z
    sosem i parfit np
    i sprowadze ser busztyn, oscypek i moze nawet dobra bryndze do deski serow
  • bene_gesserit 11.12.07, 11:43
    Mysle, ze w kwestii wyboru deseru (a moze i nie tylko) najlepiej ci
    pomoga kreacje Michala Brysia, ktore zamieszczal na Galerii Potraw.
    One sa malo polskie, a za to nieco molekularne, ale wyglada na to,
    ze moga ci sie spodobac:
    fotoforum.gazeta.pl/5,2,michal.brys,0.html
    (kliknij na wybrane zdjecie, a potem na tytul watku pod nim)

    --
    -So, we’re the last feminists? Feminism dies with my generation?
    -It is to be hoped for, dear.
  • Gość: ania_m IP: *.pools.arcor-ip.net 11.12.07, 20:28
    dzieki za linka bene_gesserit :)
    widze, ze pan brys ma fantazje kulinarna i potrafi bardzo estetycznie podac
    potrawy :)
    nieco molekularnie bawie sie rowniez w kuchni eksperymentujac przede wszystkim z
    tekstura produktow.
    w sezonie letnim nie mialabym wiekszego klopotu ze skomponowaniem talerza
    deserow. mam np rewelacyjny przepis na tarte tatin z morelami i chili w karmelu.
    upieczona w "indywidualnych foremkach" i podana letnia z wlasnymi lodami
    waniliowymi, bylaby na pewno czescia kompozycji deserowej. w porze zimowej
    mysle, ze jednym z komponentow bedzie cos z gorzkiej czekolady, parfit, albo
    krem/mus, nazwijmy to "zimowy", czyli z przyprawami typu kardamon, badz cynamon
    i cos z dodatkiem zimowych owocow sezonowych, czyli jablek, gruszek badz
    cytrusow. wszystkiego oczywiscie po malusienkiej porcyjce, a nie kopiasty talerz
  • bene_gesserit 11.12.07, 21:37
    Wiedzialam, ze ci sie spodoba.
    ;)

    --
    stereotypes are a real time-saver
  • Gość: ania_m IP: *.pools.arcor-ip.net 10.12.07, 22:56
    przepraszam, tak sie rozpedzilam, ze w sumie wcale nie odpowiedzialam na twoje
    pytanie :D
    moi "normalni" znajomi z radia i uniwersytetu gotuja dosc miedzynarodowo i
    raczej calkiem nie niemiecko. ostatnio od paru lat modna jest kuchnia tajska i
    ta czesto spotykam na przyjeciach.
    moja sasiadka zaprosila mnie ostatnio na "krustenbraten", czyli na pieczen
    wieprzowa z chrupiaca skorka. do tego byly knedle (ciasto kupne, uformowane w
    domu) i brukselka, wiec chyba nie moge nazwac tego kuchnia fusion.
    znajomi od strony mojego pana i pare moich, osoby kolo 40, powiedzmy sobie,
    lepiej usytulowane roniez czesto gotuja korzystajac z przepisow miesiecznika
    "essen & trinken", lub ksiazek kucharskich bardzo tu popularnych tima mälzera,
    badz johannes'a lafer'a.
    zauwazylam ogolnie, ze jesli ma byc "wystawnie", przewaznie, jak w programie
    "das perfekte dinner" jest to cos z poledwicy wolowej na rozowo z dodatkami hihi
    :) albo krolewskie krewetki. i czesto dania pseudo-azjatyckie z koledra, trawa
    cytrynowa itp, ktore zreszta sa bardzo smaczne.
  • kawkaczarna 11.12.07, 11:14
    czyli w sumie nie po niemiecku
    nikt Cię nie raczy spaetzlami ani maultaschen prawda?
    bo one są mało wykwintne, i nikt tego od nich nie wymaga
    a smakują fajnie pomimo swej przaśności
    ja chyba bym spróbowała podać barszcz z uszkami i podobne potrawy, jeśli ma być
    po polsku, albo zrobić te wspaniałe cuda wianki z kuchni całego świata i nie
    silić się na polskie akcenty
    bo kuchnia tradycyjna europejska jest raczej mało fusion i niezbyt wykwintna,
    ale dobrze przyrządzona smakuje pysznie
    znam wykwintnych Niemców przyjeżdżających do Polski na mało wykwintne polskie
    żarcie tylko dla jego wartości smakowych, więc może ci Twoi też mogliby
    spróbować wersji standardowej?
    pozdrawiam i napisz, co w końcu podałaś
  • Gość: ania_m IP: *.pools.arcor-ip.net 11.12.07, 20:41
    to raczej wynika z kregu moich znajomych, ze zadko kto z nich jada "po niemiecku"
    syndrom gourmet w niemczech, a w polsce rzucania sie na chlopsskie jadlo, znam z
    autopsji :) i sama tez z checia raz, dwa do roku jadam pierogi z kartoflami i z
    serem polane tluszczykiem z cebulka. czesciej raczej nie, bo za kluchami ogolnie
    nie przepadam.
    chyba juz pisalam, ze kilka razy w roku bywam na bawarii, a scislej we
    frankonii, gdzie przez dobrych kilka dni stolujemy sie w ichnich knajpach.
    jadamy przewarznie w prostych gospodach wiejskich rolady wolowe, sznycle z
    wlasnego uboju, spätzle, obatzde i inne przysmaki. niestety, w wiekszosci
    lokali, ktore przygotowuja potrawy z naprawde wspanialych, swiezych produktow
    regionalnych i mies z wlasnego
    (badz sasiada) uboju przyprawiaja je mieszankami przyprawowymi z polepszaczem
    smaku :(
    nawet kotleta potrafia ci po usmazeniu posypac taka ichnia "jarzynka". gotuja
    godzinami wspanialy rosol wolowy na kosciach, po czym wwalaja kostke bulionowa :(
    w polsce jest to rowniez nagminny proceder
  • Gość: magda_m IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.12.07, 15:02
    Ktoś tu chyba niezmierni sili się być eleganckim i wykwintnym i gwiazdkowym...
    Wątek niezmiernie ciekawy a z autorki można się nieźle pośmiać. Idealna snobka.
  • Gość: Gustaw IP: *.aster.pl 11.12.07, 19:34
    Mnie się wydaje,że autorka wątku jest TROLLEM.Jak można być tak bezdennie
    głupim.Prosi o kuchnię polską a potem mówi,że to przaśne.
    To niech to zrobi po francusku.I to określenie mój pan - może ona jest psem?
  • Gość: en IP: *.chello.pl 11.12.07, 20:47
    E, dlaczego od razu ania_m ma byc trollem. Watek ciekawy - a ta
    furia autorki broniacej essen und trinken i kulinarnej przewagi
    Niemcow nad Polakami zabawna.
    Marmolade z papryki tez robilam z 10 lat temu (z ksiazki Delicje,
    zawierajacej przepisy z Kuchni, wydanej w 1997 r.), a dawno temu
    moja mama sama z siebie wymyslila bardzo podobna, bardzo pyszna,
    moze nawet lepsza (niestety nie podzielila sie przepisem).
    Salatka z rukoli z kurkami i pomidorkami to raczej standard (jadlam
    w paru domach w roznych wersjach) i nie ma sie czym chwalic.
    Mus czekoladowy z sosem mietowym jest od paru dobrych lat w
    krakowskiej restauracji Guliwer, a tam nie prenumeruja e&t.
    Boczek glazurowany rzeczywiscie jest dobry, ale przepis jest dosc
    prosty i w roznych wariantach wystepuje w roznych ksiazkach, nie
    mowiac o internecie.
    Nb ciekawe, aniu_m, czy uzylas do marynaty bulionu wlasnej
    produkcji, tak sie znecasz nad Nela Rubinstein za Knorra - zupelnie
    nieslusznie, Nela R. zawsze pisze, zeby Knorra uzyc ewentualnie, gdy
    sie nie ma bulionu pod reka. Poza tym ona naprawde umiala gotowac.
    Znakomity jest Neli krem cytrynowy - zwlaszcza wersja bez bitej
    smietany.
    Pytalas o desery - mysle ze dobry bylby krem z bialym makiem i
    migdalami.



  • Gość: ania_m IP: *.pools.arcor-ip.net 11.12.07, 22:00
    hmmm...
    interesujace ;)
    nie znasz konkretnego PRZEPISU, ale juz wszystko wiesz. nie znam miesiecznika
    kulinarnego, ktory, przy objetosci stron dwukrotnie wiekszej od "kuchni"
    wymyslalby co miesiac ok 100 CALKOWICIE NOWYCH i nikomu nie znanych przepisow.
    tu finezja lezy w detalu, a raczej w profesjonalnej redakcji, ktora nad koncowa
    wersja przepisu do publikacji pracuje nawet do 4 miesiecy. dlatego musze ze
    zgrzytem zebow przyznac, ze choc normalnie gotuje "na oko", metoda "garsc tego,
    lyzka, albo dwie owego" w przypadku przepisow "essen & trinken" najlepiej
    trzymac sie scisle ich proporcji, poniewaz efekt koncowy jest powalajacy.
    mus czekoladowy z sosem mietowy dostaniesz w niemczech w moze nie w co drugiej,
    ale na pewno w co trzeciej restauracji. zaden z probowanych, bo uwielbiam i
    zamawiam czesto, nie byl imho tak dobry, jak tez z przepisu miesiecznika.
    przepisow na marmolade z papryki do sera znajdziesz dziesiatki. innych niz ten z
    "e&t" nie znam, i raczej nie poznam, bo ten jest dla mnie perfekcyjny.
    w salacie z rucoli z pomidorkami i kurkami nie ma absolutnie nic orginalnego.
    bajer "e&t" polega tylko i wylacznie na fantastycznym cieplym dressongu -
    zabaione z aceto balsamico bianco.
    nie sadze, aby znana byla ci ta wersja tej prostej kombinacji.
    zdaje sie, ze posiadamy dwie rozne wersje ksiazki pani neli rubinstein. w mojej
    pani nela poucza, aby ulatwic sobie zycie kostkami bulionowymi i ze po licznych
    probach stwierdzila, ze nie ma jak knorr. o tym, aby zastepowac nimi ewentualny
    brak bulionu nie doczytalam sie. poza tym poleca ona doprawianie wiekszosci
    mies, np kotlecikow z kurczaka przyprawa maggi. myslisz, ze normalnie skrapiala
    je leciutko bulionem przed smazeniem? nie sadze, zreszta takiej opcji nigdzie
    nie wymienia.
    kostek bulionowych z polepszaczem smaku nie uzywam od lat. nie zawsze mam czas
    na zrobienie wlasnego, wiec podbramkowo mam w domu sloik wegetarianskiego
    bulionu bio (suszone warzywa, ziola, sol, przyprawy, nic wiecej). w wyjatkowych
    wypadkach siegam po podwojnie skoncentrowany rosol z kurczaka w sloiku, rowniez
    ze sklepu bio. jednak robie to dosc rzadko, bo jest on dosc drogi. buliony
    "luksusowe" ze sloika z normalnego sklepu kosztuja polowe, sa jednak doprawione
    glutasola.
    na boczek w marynacie poszla ostatnia zamrozona porcja produkcji wlasnej,
    szczerze powiedziawszy, dosc zlezala od dlugiego pobytu w zamrazalniku.
    i znowu, przepis na podobny boczek znalazlam w ksiazce pani pospieszynslkiej
    "potrawy z roznych stron swiata" z roku 1972 w rozdziale "chiny"
    "e&t" ulepszylo marynade z klasycznego przepisu chinskiego i dodalo do niego
    polente z pomarancza i wycisnietymi owocami maracuji. i to jest wlasnie ten maly
    detal, ktory robi ogromna roznice.
    widze, ze paru uczestnikow dyskusji wykazuje kompletny brak czytania ze
    zrozumieniem, bo wlasnie o TO mi od pierwszego postu chodzi - o rzeczy "z
    jajem", o nowe kombinacje smakowe i o NOWA, SWIEZSZA wersje klasyki, wlasnie z
    tym subtelnym "czyms"

  • Gość: en IP: *.chello.pl 11.12.07, 22:29
    Nie znam konkretnego przepisu, bo go nie podalas - dlatego wlasnie
    zachwyty nad marmolada z papryki itp. wydaja mi sie przesadne. Podaj
    choc linki, to moze Ci uwierze.
    Co do Neli Rubinstein, to zajrzyj do konkretnych przepisow, gdzie
    zawsze jest bulion - LUB kostka Knorra.
    A tak w ogole, to - jak chyba wszyscy w tym watku - jestem ciekawa,
    jak Ci sie udadza te kolacje i zycze powodzenia. Daj znac, jak
    poszlo.
  • Gość: ania_m IP: *.pools.arcor-ip.net 11.12.07, 23:02
    kolacja dopiero w lutym bedzie, a watek otworzylam z pytaniem o konkretne
    pozycje ksiazkowe nowych, swiezych i profesjonalnych interpretatorow kuchni
    polskiej, poniewaz rodzina jak zwykle pyta, co chce na gwiazdke. na oku mam
    pania szymanderska i pana okrase, w przyszlym tyg. bede w polsce i zaczne
    buszowanie po ksiegarniach.
    z linkami do przepisow z "e&t" jest klopot, bo nie publikuja ich w sieci.znaczy
    publikuja, ale tylko wybrane przepisy. reszte mozna sobie z ich banku danych
    sciagnac za pieniadze. ja nie musze, bo od lat 90tych zbieram te czasopisma.
    marmolada, o ile pamietam, byla nadzwyczaj prosta ale miala bardzo dobrze
    wywazony smak paprykowo-slodko-kwasno-ostry.
    musialabym znalesc odpowiednia gazete, z niej przelozyc na polski i tu wrzucic.
    w tej chwili nie mam na to za bardzo czasu, bo starsze roczniki leza po
    przeprowadzce od miesiecy w pudlach.
    zostawiajac odlogiem marmolade, ktora uwielbiam z serem manchego, polecam
    przejzenie portalu www.essen-und-trinken.de/
    nie wszystkie publikowane tam recepty pochodza jednak z tego miesiecznika. czesc
    ich dodali ichni forumowicze
  • Gość: lauri IP: *.dip.t-dialin.net 11.12.07, 20:44
    Bardo interesujacy watek, ale ma sie chyba ku koncowi, wiec na szybko kilka
    luznych spostrzezen:

    Aniu-m – ogolnie mowiac, mysle, ze wiem dobrze o co Ci chodzi z ta sfuzjowana
    kuchnia polsko-europejska. I powtorze po kilku przedmowczyniach – napisz, co
    zrobilas, bo pomysly brzmia swietnie!

    Ale tez nie dajmy sie zwariowac.

    Czesto jest tak, ze nowe, nieznane (tzn. nam dotychczas) kombinacje smakowe
    wydaja nam sie lepsze i bardziej wykwintne od tych sprawdzonych, wiec (dla nas)
    nudnych. Boczek z sosem sojowym i imbirem jest nowatorski i cacy, ale dla nas,
    nie dla Chinczykow. Kiedys mnie zachwycily golabki z nadzieniem miesnym z
    dodatkiem oliwek i kaparow (oczywiscie, nie jako danie wykwintne, lecz pyszne
    J), bo wyroslam z tradycji gryczano-ryzowej. I tak dalej.
    Jak bym miala trzy kolacje z tymi samymi ludzmi, to bym im raz zasunela jedno
    czyste polskie danie, a nie zadne tam dodatki tylko.

    Wiadomo, piekniejsza pieczen niz parowka, losos niz solony sledz, zupa-krem niz
    krupnik z wkladka. Juz od wiekow tak jest. Ale to, co wydaje sie byc wykwintne
    jest w duzej czesci kwestia mody i calej tej kolomyji
    michelinowo-gwiazdkowo-medialno-snobistycznej (no wiecie, ktos uznaje kalarepe
    za odkrycie roku, szanujace sie restauracje przyrzadzaja kalarepe na wymyslne
    sposoby, dostaja gwiadzki i dobre krytyki, kucharze wystepuja w telewizji,
    ludzkosc wali drzwiami i oknami, bo ma potrzebe reprezentacji, itd.).
    No i owczym pedem teraz nie ma juz dekoracji bez rukoli i roszponki. Nic nie
    jest nowotarsko przyprawione bez kolendry. Nie ma lepszej przystawki niz parfait
    z lososia. No i wszedzie te pseudoluksusowe krewetki, pokarm biednych ludzi na
    innych kontynentach.
    I jak to ze snobizmem bywa, z jednej strony glod nowosci, z drugiej poruszanie
    sie w obrebie ustalonego kanonu, z ktorego nie zbyt mozna wyskoczyc. Wybor
    rzeczy, akceptowanych jako wyjatkowe i eleganckie wcale nie jest taki duzy. Ze
    ten kij ma dwa konce, pokazuje forum Das Perfekte Dinner, ktore czasem
    podczytuje – te zjadliwe komentarze po kolejnych figach z kozim serkiem i
    truflach (w zamierzeniu wykwintne) czy dyniach i brukselkach (w zamierzeniu
    regionalne) itd...

    Z ostatnich rzeczy, jakie jadlam w Polsce na kolacjach kosztujacych ok. 100€/os.
    (nie liczyc oczywiscie alkoholi ;) ) z jedynych polskich akcentow byly kurki w
    przystawkowej salacie (z rukola i roszponka, a jakze, ale jej glownym elementem
    bylo ekstrastare balsamico) oraz pasztet z kaczki w sosie jablkowo-miodowym –
    moze tez jakis pomysl. Fakt, ze brakuje, miejsc, gdzie mozna zjesc nowoczesnie i
    z jajem (czyli pomyslem). Ale miewalam tez bardzo dystyngowanych gosci, ktorzy
    zajadali sie pierogami i barszczem, podanych. po odpowiednim ugarnirowaniu, na
    eleganckich i oficjalnych wieczorach. No wielu z kasty Schicki-Micki, ktorzy
    polaszowali zurek, watrobke w malinach i rydze w smietanie pomiedzy „wystawnymi
    i eleganckimi” obiadami.

    Cale menu zalezy tez od tego, jakich masz gosci. Biznesmeni bywaja nierzadko
    pozbawieni poczucia humoru, tak samo jak roznego rodzaju finansowi i spoleczni
    Aufsteigerzy, dorobkiewicze; swiat naukowy miewa juz wiekszy dystans do
    rzeczywistosci i ciekawosc „innych”, mniej znanych kulinariow.

    Z knajp, gdzie sie mozna zareprezentowac i wydac duzo pieniedzy, moze
    wroclawskie Splendido i krakowska Villa Decjusza (w tej ostatniej jadalam juz
    kilka lat temu, podobno sie znacznie pogorszylo)?

    I jeszcze tylko, troche obok tematu: niemal wszystkie silace sie na klase,
    staropolskosc, elegancje i-co-tam-tylko-jeszcze restauracje w PL w kartach menu
    tworza opisy potraw z obowiazkowo przestawiona skladnia. Dobrze jeszcze dodac
    slowo „wprzody”.
    Wiec mamy „Małże w sosie serowo-makowym serwowane” czy „Polędwiczki, w sosie
    miodowo-balsamicznym wprzódy bejcowane, z salat podane”. Bardzo mnie to ostatnio
    irytuje.

    I dzieki za wskazorke do e & t, nigdy nie szukalam i jakos nie przyszlo mi do
    glowy, ze sa w sieci.

    Pozdrawiam wszystkich, tych sie puszacych i tych sie perzacych
  • Gość: Anna Maria IP: *.aster.pl 11.12.07, 22:51
    A ty kobieto nie możesz twojemu panu zrobić dobrze tylko przy garach masz stać.
  • Gość: lauri IP: *.dip.t-dialin.net 12.12.07, 20:59
    Zachecona i zaciekawiona wypowiedziami na watku udalam sie po aktualny nr Essen
    und Trinken. No i faktycznie duzo ladnych, nowoczesnych pomyslow. Dwa wydaly mi
    sie w kontekscie powyzszej dyskusji szczegolnie interesujace.
    Po pierwsze jako propozycja na naprawde specjalny, bo swiateczny, wieczor (ale w
    wersji dla wegeterian) BURACZKI (cos z serii szlachetne, aczkolwiek zapomniane
    warzywo). I - tu przechodzimy to smaczkow E&T - podane nowatorsko, bo z
    chrzanem, ktory "przelamie ich gorzkawa nute" :)...
    Wiec potwierdza sie to, o czym byla tu mowa - wiele tradycyjnych, sprawdzonych
    smakow jest nie do pobicia, wazne jest podanie wedle aktualnej optycznej mody. A
    tradycyjne potrawy z jednych kregow kulturowych moga - po odpowiednim
    zaaranzowaniu - zrobic furore w innych kregach i awansowac do roli kulinarnych
    odkryc.

    Po drugie: artykul o adwencie w Krakowie. Jeszcze nie czytalam, ale zauwazylam,
    ze jedyne zdjecie potrawy, jakie ilustruje ten artykul przedstawia: Pierogi z
    kapusta i kompotem.
    Wow.
    Powyzej byla mowa o dobrym mieszczanskim zwyczaju podawania kompotu do mies.
    Znam tez na przyklad ludzi, ktorzy do plackow ziemniaczanych jedza
    borowki/zurawine na slodko (tak jak sa tacy, ktorzy je jedza z musem jablkowym,
    cukrem, kwasna smietana). Ale zeby do kapusty (nie daj Boze kiszonej), kompot?
    Dajmy na to wisniowy? Wymyslil to szalony reprorter E&T czy to nowo-nowatorska
    moda w Galicji?
    Zna to ktos?

    Pozdrawiam.
  • Gość: en IP: *.chello.pl 12.12.07, 21:25
    Kupilas e&t w papierze? Bo w sieci nie znalazlam artykulu o adwencie
    ani buraczkow. Ciekawe, czy w empiku te biblie sprzedaja. Za to w
    archiwum jest rote-ruben-suppe (czyli barszcz) mit Piroschki und
    Kascha. Ja po niemiecku srednio, ale wyglada na zwykly przepis
    barszczowy. Co do kompotu, moze chodzi o kompot z suszu? Ze to takie
    lokalne, tradycyjne itp. Bardzo mnie to zainteresowalo, wiec jesli
    masz chec&czas, daj znac, co z tym kompotem, burakami itp.
  • Gość: ania_m IP: *.pools.arcor-ip.net 12.12.07, 23:19
    rote rüben suppe to NIE przepis e&t. przypatrz sie, pod spodem jest autor -
    forumowicz o imieniu Lukullus44
    pod originalnymi przepisam znajdziesz podpis "essen und trinken".
    jak pisalam, przepisy na portalu "e&t" nie zawsze sa przepisami redakcji
    magazynu. wiekszosc pochodzi od forumowiczy, dokladnie jak w gazecie.pl
    w empiku w warszawie widzialam kiedys miesiecznik w cenie 25 zlotych. w
    niemczech kosztuje 3,70 euro
    wbrew pozorom, choc niemcy wg moich spostrzezen nie lubia burakow, miesiecznik
    propaguje potrawy z nich w wielu numerach zimowych. chrzan jest najbardziej
    popularnym do nich dodatkiem btw, ale nie tylko. w zeszlym miesiacu byl b. dobry
    przepis na krem z burakow z mango z krabami z morza polnocnego. wg tej receptury
    wykonal ja jakis forumowicz nie majacy pojecia o fotografii, wiec jego talerz
    wyglada dosc wstretnie. przepis pochodzi od redakcji miesiecznika i polecam z
    czystym sumieniem www.essen-und-trinken.de/rezept/72942
    w pomysle na wegetarianska wigilie buraczki sa skladnikiem dorocznie od jakis 10
    lat (oczywiscie ciagle w nowej "szacie")
    rowniez zdumialam sie nad zdjeciem pierogow z kapusta z zurawina na talerzu w
    reportarzu z krakowa :)
    wydaje mi sie, ze to wymysl fotografa, bo to bezsensowne polaczenie imho.
    uwazam, ze corocznie numer grudniowy "essen & trinken" jest w sumie najslabszy
    ze wszystkich z rocznika. polecam nastepny numer, ktory wyjdzie juz za pare dni.
    przepisy "przasne", jak widze w zajawce:
    golonka z purre z miety, zeberka w piwie karmelowym, udziec z dzika z kasztanami
    i kapusta kiszona jak paella z nozkami jagniecymi i kielbaskami merguez
    doprawionymi na sposob cajun. (i z 90 innych przepisow, ma sie rozumiec)
    ogolnie, to co lubie, zwykle produkty "odjechanie" przyzadzone :)
  • Gość: lauri IP: *.dip.t-dialin.net 12.12.07, 23:30
    Ania_m,
    a co sadzisz o tym Für jeden Tag, wydawanym przez tego samego wydawce, maja
    fajne przepisy? Duzo jest ich w sieci, przegladam od wczoraj ich strone.
    Oczywiscie to inna klasa niz E&T, ktore jest przyjemnoscia optyczna sama w
    sobie, ale perspektywa mojego przyszlego zycia przez dobrych kilka miesiecy z
    tytlaniem sie po wielu miejscach, brakiem czasu i przede wszystkim okazji do
    bawienia sie w terriny z E&T sklanialaby mnie do czegos wlasnie na codzien,
    szybkiego, a fajnego.
    Warto sie nimi zainteresowac, probowalas robic cos wedle ich przepisow?
    Pozdrawiam
  • Gość: ania_m IP: *.pools.arcor-ip.net 12.12.07, 23:44
    cholera, zaraz wyjde na skonczona snobke :(
    ale mi sa one ....za proste. albo po prostu je znam, jak rowniez proponowane
    kombinacje. jednak raz na pare miesiecy skusze sie i ja i kupuje essen und
    trinken für jeden tag z powodu jednego, badz dwoch przepisow.
    uwazam, ze jest to na pewno bardzo dobry periodyk na poczatek, za przystepna
    cene, ze sprawdzonymi przepisami opracowanymi przez fachowcow, ktore moze nie
    calkiem dorownuja klasa przepisom z "e&t", ale sa o niebo lepsze, niz ze
    wszystkich szmatlawcow za 1 euro poswieconych gotowaniu.
    radze mimo wszystko kupowac i kolekcjonowac "e&t", chocby dlatego, ze jest to
    naprawde fantastyczny miesiecznik kuchenny. nawet, jesli brak czasu na zrobienie
    terriny na podstawie mega-skomplikowanej receptury. w kazdym numerze znajda sie
    rowniez proste i szybkie przepisy na niedrogie, a rewelacyjne dania.
    jesli trzeba ulozyc i wykonac jakies skomplikowane, olsniewajace menu, lektura
    2-3 numerow "e&t" rozwiazuje problem na poczekaniu.
    niestety, kuchnia polska jest przez redakcje miesiecznika kompletnie ignorowana.
    o ile dobrze pamietam, reportaz o adwencie w krakowie jest pierwsza kulinarna
    wzmianka o naszym kraju, ktora znalazlam w miesieczniku.
  • Gość: lauri IP: *.dip.t-dialin.net 13.12.07, 00:08
    To badz sobie snobka. W kontrolowanych ilosciach to zdrowo. Ale nie nalezy tez
    przesadzac:)
    Tez mi sie dzis przy kartkowaniu FjT wydawalo, ze pokazuja duzo znanych rzeczy.
    Ale w necie widzialam kilka smakowitych, prostych i szybkich, a idacych ogolnie
    droga E&T. Jeszcze raz dzieki za podrzucenia tego tytulu. Moze faktycznie zaczne
    kolekcjonowac.
    W chwilach kryzysow0-przyjeciowych ratuje sie kilkoma pomyslami ze Smaków i
    Aromatów, to byla pierwsza proba wykreowania w PL lekko snobistycznego
    miesiecznika, gdzie skupiali sie glownie na daniach swojskich i bardzo
    oszczednie dawkowali nowinki, niemniej bylo to bardzo, bardzo fajne. Ale padlo.
    A szkoda.

    Aniu-m, a ty - przepraszam za niedyskrecja - tak codziennie temu panu i sobie te
    warstwowe pasztety i trzydaniowe obiady, zupy z kapturkiem smietany, pieczenie w
    pomaranczowych sosach itp.? Hobby czy powinosc?
  • winoczerwone 13.12.07, 00:34
    no pewnie, że pamietamy, mamy nawet całe roczniki, pierwsze numery
    ukradliśmy wlasnej matce, a kolejne sami już jako młode studentki
    kupowaliśmy, aby poczytać i pooglądac przepiekne zdjęcia i aranżacje
    (zresztą te aranżacje i zdjęcia zupełnie bezpiecznie przetrwały
    probę czasu, i dziś w dalszym ciągu uważam je za eleganckie, a
    jednoczesnie nie wydumane); no i korzystalismy z przepisów wówczas i
    teraz - moja pierwsza samodzielnie wykonana tarta (z papryka, cebulą
    i majerankiem , na cieście kruchym z twarożkiem) to własnie przepis
    ze Smaków i Aromatów, do tej pory często na moim stole, pierwszy
    tatar z łososia - przepis ze SiA, pierwsza udana baba drożdżowa
    takoż, zreszta juz innych przepisów na babke drożdżową nie szukam,
    nie wierzę, że jest doskonalszy jakiś
    juz tu pisalam kilka razy, że jestem wdową nieutuloną w żalu po SiA;
    Kuchnie też kupuję, mam do niej wielki sentyment, ale to jest klasa
    niżej, w dodatku Kuchnia jest bardzo nierówna i czasem cierpi na
    jakieś dziwaczne odpały (BTW numer świąteczny w tym roku wyjątkowo
    mnie rozczarował); jeżeli chodzi o polski rynek, to jeszcze jest
    kwartalnik Kuchnia Włoska, znakomity, ze znakomitymi przepisami w
    znakomitych aranżacjach, zarówno dla początkujących (gnocchi krok po
    kroku), jak i baardzo zaawansowanych kuchennie; w dodatku nie cierpi
    na to, na co cierpi czasem Kuchnia (i niektórzy kucharze,
    szczególnie samozwańczy mistrzowie patelni): sztuka nie polega na
    tym, aby zmieszać w jednej potrawie wszystko, co się ma w domu i
    zagrodzie, i połaczyc np. kozi ser z kiszoną kapustą, sambal oelek i
    ciastem drożdżowym, doprawiając wszystkim, co tylko wpadlo w ręce
    (autentyczne), albo usmażyc placki ziemniaczane z płatkami
    owsianymi, suszonymi pomidorami, doprawić znowu przekrojowo przez
    wszystkie kuchnie świata, i podać ozdobione kleksem smietany z
    kawiorem (również autentyczne), nie - sztuka polega dla mnie na tym,
    aby łączyć ze sobą rózne składniki i przyprawy z fantazją i po
    nowatorsku, ale zachowując dobry smak kulinarny i dużo zdrowego
    rozsądku. I nikt mnie nie przekona, że elegancka potrawa to taka,
    która składa się ze stu pięćdziesięciu składników dobranych zupełnie
    od czapy - tutaj wierzę wielkiemu Anthony'emu Bourdain, gdy
    pisze "less is more". Mistrzostwo wykwintu kulinarnego to tez
    przywołane tu już kilka razy uszka z grzybami w barszczu. Piękna
    klasyka z jednej strony, a z drugiej odpowiada najnowszym trendom. I
    to jest dla mnie haute cuisine.
    zdaje się, że chaotycznie bełkoczę, ale po pierwsze jestem
    najwiekszą fanką SiA w Polsce, i zawsze korzystam z okazji, żeby sie
    w tej materii wyszczekać, a po drugie naczytalam sie ostatnio
    róznych takich mądrości i przepisów, które mnie wprawiły w
    oslupienie, choć osłupienie to nie było bynajmniej spowodowane
    zachwytem
  • Gość: genny1 IP: 217.11.129.* 13.12.07, 10:23
    O, nie nie, Wino. JA jestem największą fanką SiA. Już byłam na
    tyle "duża", że sama wszystko kupowałam. A dokładnie mówiąc, kupiłam
    po raz pierwszy numer kolejny i tak się zachwyciłam, ze pojechałam
    do redakcji i wybłagalam numery archiwalne. Tak więc mam wszystkie,
    a raczej miałam, bo pożyczyłam numer, w którym jest przepis na babę
    pomarańczową, ucieraną. Nie wiem komu i nie mogę się dopominać.
    Gdybyś w wolnej chwili zechciała napisać na gazetową pocztę, byłabym
    wdzięczna.
  • Gość: lauri IP: *.dip.t-dialin.net 13.12.07, 11:03
    Oj, jak milo, ze ktos sie tez SiA zachwyca.
    Ja niestety padlam ofiara wlasnego lenistwa i przekladania
    wszystkiego na pozniej i nie zdolalam zamowic numerow archiwalnych.
    SiA wypatrzyla moja mama, nie pamietam, ktory to rocznik, ale (znam
    spisy tresci prawie na pamiec;))) okladka byla w kolorach pozniej
    jesieni, rozpoczynalo sie "orzechowcem na niedziele", a dalej
    pomysly na przyjecie-poznego-lata-w-plenerze, pieknosci!
    Wiele razy obiecywalam sobie sledzic allegro, czy ktos nie
    zechcialby sie pozbyc poprzednich numerow. Bo rozumiem, ze wy nie? :)
    Moze chociaz jakis skan albo nawet zdjecia cyfrowka??
  • Gość: ania_m IP: *.pools.arcor-ip.net 13.12.07, 22:51
    glownie hobby :)
    nie jestem kura domowa, wrecz przeciwnie, od rana do wieczora przewaznie nie ma
    mnie w domu. gotuje wieczorami i w weekendy, bo uwielbiam to robic :)
    a "moj pan" brzmi moze dziwnie, ale nie jest to moj malzonek, a dlugoletni, jak
    to sie mowi? "towarzysz zycia", czy jakos tak ;)
    zupy uwielbiamy oboje, ale bez kapturka smietany, przewaznie, upraszczajac teraz
    sprawe, przecieram warzywa i robie z nich zupe-krem z odrobina smietany. za
    polskimi tradycyjnymi zupami nie przepadam, wiec robie bardzo rzadko.
    jesli ma byc szybka kolacja, nastawiam grilla i wrzucam kawal padliny. do tego
    zielenina z octem balsamicznym i oliwa, albo warzywa na parze. "szaleje" w
    weekendy. rano rynek i foodhall w karstadcie, a potem robota w kuchni
    zupelnie nie pamietam pisma "smaki i aromaty" :(. mozliwe, ze w tych czasach juz
    mnie nie bylo w kraju
  • Gość: lauri IP: *.dip.t-dialin.net 12.12.07, 23:24
    E&T jest w papierze, bo jestem teraz w D.
    Przeczytam i zdam dokladniejsza relacje dopiero jutro, bo nieopatrznie
    zostawilam w miejscu pracy. Podejrzewam, ze tych przepisow (jeszcze?) nie ma w
    sieci. I - to bardzo wazne - te buraczki z chrzanem i reportaz
    kapusciano-kompotowy o Krakowie to dwie rozne rzeczy :)
    Buraczki byly nie barszczykowe, tylko (teraz juz nie wiem, ile pamietam, a ile
    wyobraznia mi pomaga)pociete na talarki i ulozone fantazyjnie na talerzu (moze
    nawet w jakas piramide) i posypane dosc duzami kawalkami chrzanu.
    Natomiast ta fota niby z Krakowa wygladala naprawde na pierogi podpiekane na
    patelni albo smazone w tluszczu, nadzienia nie bylo widac, ale pisali, ze
    kapusta i obok tego jakas mazaja, pisali, ze to kompot. Kompot, mus, dzem,
    cokolwiek - jakies to dla mnie nieslychane. Moze bardzo chcieli przedstawic ta
    bliska-daleka Polske od egzotycznej strony?
  • Gość: ania_m IP: *.pools.arcor-ip.net 12.12.07, 23:55
    te buraczki to tylko dodatek do "sakiewki kartoflanej"
    aby ja wykonac nalezy najpierw domowym sposobem uwedzic (tak, tak) kartofle :)
    jak, mozna wyczytac w przepisie
    oprocz tego nalezy zaopatrzyc sie w suszone glowki smardzow i gotowe ciasto brick.
    zainteresowanym moge przetlumaczyc caly przepis. buraczki w plasterkach stanowia
    wysciolke pod "sakiewke". przepis na nie jest b. prosty. z przypraw glownie
    kminek i ocet z bialego wina. i zero chrzanu. wiem, bo mam gazete rozpostarta
    przed soba.
    w tym samym numerze jest rowniez przepis na esensje buraczana z gniocci z
    ricotty jako przystawka w menu wigilijnym z kaczka w sosie pieprzowym jako
    glowne danie.
  • Gość: lauri IP: *.dip.t-dialin.net 13.12.07, 21:14
    Dorwalam sie wlasnie po calym dniu do E&T i tez mam gazete rozpostarta przed soba:)
    Chrzan jest - i to mocno wyraznie - na zdjeciu. Podpisano, ze chrzan zaostrzy
    ziemisty smak buraczkow. No i w przepisie tez mowa o 5 cm.
  • Gość: ania_m IP: *.pools.arcor-ip.net 13.12.07, 22:25
    no to slepa wczoraj bylam :), jakos nie doczytalam sie w przepisie :)
    na zdjeciu, owszem, strozki czegos bialago sa
    chrzan zreszta faktycznie bardzo pasuje do burakow
  • nobullshit 12.12.07, 23:57
    jeśli chodzi o "niesezonowość" kurek, widziałam je przed tygodniem
    w sklepie Karlstadt w Monachium. Z Maroka przyjechały.
    Nie wiem, gdzie mieszkasz, ale Karlstardt to chyba sieć, prawda?

    --
    Kiedy nudzą się w swym bagnie,
    na żer TROLLE chodzą stadnie. (Kroniki Spiderwick)
  • Gość: ania_m IP: *.pools.arcor-ip.net 13.12.07, 00:07
    karstadt mam, kurek o tej porze roku w nim na 100% nie dostane, bo nie znajda
    frajera, ktory je kupi. foodhalle w karstadcie nie naleza do koncernu, a sa
    niejako w ajencji. wiec nie wszedzie jest dokladnie taki sam asortyment.
    monachium jest 10 razy wieksze od mojej dziury, jest 600 km ode mnie i ma
    ogolnie wiekszy wybor artykulow luksusowych, w tym spozywczych. po prostu siedzi
    tam duzo wieksza sila nabywcza. pierwsze slysze, aby kurki rosly w maroku. nawet
    jezeli tak jest faktycznie, LUTY TO NIE SEZON NA KURKI. kurki podajemy poznym
    latem i jesienia. moge dostac u siebie caly rok truskawki i maliny - rowniez nie
    podam ich, bo nie jest to zgodne z moim rozumieniem kuchni sezonowej.
    ewentualnie moge przyozdobic paroma owocami deser, ale tarty z nimi nie podam.
  • nobullshit 13.12.07, 00:45
    No ja też umarłam z wrażenia (oraz obślinienia się), ale po zmartwychwstaniu
    przeczytałam "Maroko".

    --
    Kiedy nudzą się w swym bagnie,
    na żer TROLLE chodzą stadnie. (Kroniki Spiderwick)
  • mwookash 13.12.07, 10:13
    Kurki pojawiają się już w czerwcu a jeśli pogoda sprzyjająca to
    nawet w maju można kosztować prosto z lasu
    --
    Są taczki które pchają sami wywożeni
  • Gość: ania_m IP: *.pools.arcor-ip.net 13.12.07, 22:29
    fakt, masz swieta racje, kajam sie. pierwsze widuje u mnie nawet pod koniec
    maja, jesli pogoda dopisuje. swieze kurki sa imho kompletnie poronionym pomyslem
    na menu zimowe. podobnie jak szparagi, maliny i truskawki, ktore rowniez mozna
    dostac swieze przez caly rok.
  • Gość: en IP: *.chello.pl 13.12.07, 22:53
    aniu, na pewno kurki rosna w Chinach - to Maroko jest dla zmylki. W
    Chinach rosnie WSZYSTKO (i na pewno robia tam ludzi wszystkich ras).
    Ale kurki mrozone? Albo takie domowe w maselku duszone i w sloiku
    trzymane? To nie to samo co izraelskie sztuczne truskawki z waty
    bez smaku. Szlachetna sztuka konserwowania produktow sezonowych
    kiedys stala na wysokim poziomie - babcia opowiadala mi o sliwkach,
    ktore przechowywano cala zime tak, ze byly swieze (albo jak swieze).
    Trzeba bylo miec do tego co prawda sad, dom z piwnicami i sluzbe,
    ale bylo to mozliwe.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka