Dodaj do ulubionych

Dziedzictwo PRL-u.

IP: 80.54.173.* 06.02.08, 20:59
Kiedyś dotarła dotarła do mnie informacja -w miesięcznym menu sporządzonym
przez panią dziewiętnastowiecznego ziemiańskiego domu ani raz nie pojawiają
się ziemniaki,a dziś dla większości Polaków ,szczególnie starszego pokolenia
obiad=kartofle.Np. u moich teściów gotowane ziemniaki królują na stole przez
365 dni w roku.Takie bogactwo wyboru a takie wąskie horyzonty.Oto najgorsze
dziedzictwo PRL-u.
Obserwuj wątek
      • ewa9717 Re: Dziedzictwo PRL-u. 06.02.08, 21:21
        Fakt. A poza tym należałoby wziąć pod uwagę, od kiedy i gdzie
        kartofle zaczęto uprawiać faktycznie na taką skalę, że stały się
        powszechnie i łatwo dostępne, no i tanie.
        • Gość: Gość Re: Dziedzictwo PRL-u. IP: 80.54.173.* 06.02.08, 21:37
          Przepraszam bardzo,ale ziemniaki tanie i ogólnodostępne były już dawno,stanowiły
          bowiem od 19-ego wieku pożywienie biedoty ,szczególnie wiejskiej oraz karmę dla
          zwierząt. Poza tym ,proszę mnie żle nie rozumieć,teściów podałem tylko jako
          przykład.Pamiętam bowiem z dzieciństwa ,że może raz w miesiącu nie było
          ziemniaków na obiad i chodzi mi o to,że wielu pokoleń pozbawiono mnóstwa doznań
          smakowych.
          • ewa9717 Re: Dziedzictwo PRL-u. 06.02.08, 21:44
            E tam, zaraz pozbawiono. Zaręczm, ze w PRL-u tanie i dostępne były
            jednak jakieś makarony, przeróżne kasze, ryż, można było wyczyniać
            najprzeróżniejsze kluchy i kluseczki, o nalesnikach, krokiecikach i
            innych nie wspomnę. Jak kto chciał, to jadł, jak nie, to nie i już.
                    • darr.darek Re: Jak tak pomyśleć... 15.02.08, 16:25
                      tetlian napisał:
                      >Jak tak pomyśleć, to prawda. 50% obiadów jakie jadłem w
                      >dzieciństwie, składały się głównie z ziemniaków. Ale jakoś mi to tam
                      >nie przeszkadzało. Mi prawie wszystko smakuje :) A teraz kiedy sam
                      >decyduję o tym co jem, wcinam potrawy z kuchni różnych części świata
                      >Co straciłem w dzieciństwie, teraz nadrabiam :)

                      95% ludzi z Indii, Chin (o biedniejszych krajach nie wspomnę) też zajada się
                      głównie potrawami roślinnymi do dzisiaj.
                      Przyczyna jest prozaiczna - w biedniejszych krajach mięso jest drogą potrawą i
                      niewielu może sobie pozwolić na mięsne lub rybne dania.

                      Za czasów PRL-u przeciętny Polak mógł tylko pomarzyć o dużym steku i pstrągu
                      jako codziennych daniach śniadaniowo-obiadowo-kolacyjnych.

                      300 lat temu pewnie nikt w Polsce nie jadał ziemniaków, ale nie zmienia to
                      faktu, że 95% ludności jadało wówczas wyłącznie kasze, kluski, chleb, czyli
                      również węglowodany jako podstawowy składnik diety.
              • Gość: zniesmaczony Re: Dziedzictwo PRL-u. IP: *.smrw.lodz.pl 12.02.08, 18:31
                Facet ty masz coś z głową. Jak się nie chciało zrobić innego żarcia
                to najszybciej ugotowało się ziemniaki. Co ma do tego PRL. Ja
                rozumiem, że Go nie lubisz, tak jak i swoich teściów. Ja naprzykład
                uwielbiam ziemniaki a ty jak lubisz to żryj na przykład sałatki.
                Zapewniam cię, że jest mi obojętne co jesz i nie będę Ci zagłądał do
                garnków tak jak ty teściom od dzieciństwa. Dureń ot, co.
              • Gość: Enon Re: Dziedzictwo PRL-u. IP: *.chello.pl 13.02.08, 11:32
                Gość portalu: Gość napisał(a):

                > Dostępność dostępnością ,ale chodzi o pewne normy i wzorce
                > .Demokracja ludowa odcinała si
                > ę
                > od zgniłych sanacyjnych i ziemiańskich wzorców. Powstał nowy człowiek ,nowa mow
                > a
                > i nowa ludowa proletariacka kuchnia.
                -----------
                Dorabiasz ideologię do najzwyklejszej biedy i niewydolności systemu centralnie
                planowanego. I zapewniam Cię, że ówcześnie jadało się i schaboszczaki i steki
                (prawdziwe a nie mielone) i befsztyki, i...
                A teraz zagadka: jaka byłą główna przyczyna masowej emigracji Irlandczyków do
                USA w XIX stuleciu? Przypominam, ze Irlandia nigdy nie była krajem
                komunistycznym :).
                • mikrobyznesmen Re: Dziedzictwo PRL-u. 13.02.08, 12:25
                  Gość portalu: Enon napisał(a):

                  > A teraz zagadka: jaka byłą główna przyczyna masowej emigracji Irlandczyków do
                  > USA w XIX stuleciu? Przypominam, ze Irlandia nigdy nie była krajem
                  > komunistycznym :).

                  Nie wiem, czy to była główna przyczyna ale w każdym razie bardzo ważna: zaraza
                  zmieniaczana, która zniszczyła wiele (lub większość) upraw ziemniaków w
                  Irlandii; a ziemniaki były wówczas podstawą wyżywienia biednej i bardzo biednej
                  ludności.

                  Zgadłem? :)
              • mhr-cs Re: Dziedzictwo PRL-u. 19.02.08, 10:39
                Gość portalu: Gość napisał(a):

                > Dostępność dostępnością ,ale chodzi o pewne normy i
                wzorce
                > .Demokracja
                ludowa odcinała si
                > ę
                > od zgniłych sanacyjnych i ziemiańskich wzorców. Powstał nowy
                człowiek ,nowa mow
                > a
                > i nowa ludowa proletariacka kuchnia.

                wszystko moze polityka zmienic
                ale nie mojej kuchni mojego smaku
                ja moge sie zawsze czegos douczyc
                a czy kuchni calego swiata
                sie naucze nie wiem
                nawet jezeli mam mozliwosc dostac wszystkie produkty

            • mhr-cs Re: Dziedzictwo PRL-u. 19.02.08, 10:32
              ewa9717 napisała:

              > E tam, zaraz pozbawiono. Zaręczm, ze w PRL-u tanie i dostępne były
              > jednak jakieś makarony, przeróżne kasze, ryż, można było wyczyniać
              > najprzeróżniejsze kluchy i kluseczki, o nalesnikach, krokiecikach
              i
              > innych nie wspomnę. Jak kto chciał, to jadł, jak nie, to nie i już.

              to byla przynajmniej odmiana dan
              a dzisiaj co
          • jarek_zielona_pietruszka Re: Dziedzictwo PRL-u. oj Gościu 06.02.08, 21:58
            Widzę, że słabo znasz tamte czasy. Gdybyś wtedy żył, to nie pisałbyś dzisiaj
            takich rzeczy.
            Łatwość i szybkość ich przygotowania to główny atut. W rodzinie gdzie wszyscy
            mieli pracę, po powrocie z niej nie wszystkim chciało się godzinami stać przy
            garach. Dlatego wybierano takie potrawy, które były najmniej czasochłonne i
            pracochłonne. Na bardziej wyszukane potrawy można było sobie pozwolić w
            niedzielę, bo soboty były też pracujące. Obiady gotowało się przeważnie na dwa
            dni, aby nie tracić zbytnio czasu.
            Poza tym nie było takich urządzeń technicznych w kuchni jak obecnie.
            piekarnik gazowy w miastach a kuchnia na węgiel lub drewno na wsi.
            Komplet aluminiowych lub emaliowanych garnków, mikser Zelmer lub Eldom.
            Można pisać wiele o tamtych czasach, a pisze się przeważnie źle zapominając o
            tym co dobre.
            pozdrawiam
            --
            poszukuję starych książek kucharskich
            • Gość: Gość Re: Dziedzictwo PRL-u. oj Gościu IP: 80.54.173.* 06.02.08, 22:19
              Znam dobrze owe czasy ,żyłem w nich ładnych parę lat.Poza tym nie widzę przewagi
              ziemniaków względem czasu i prostoty ich przygotowania nad kaszą gryczaną
              ,mamałygą(polentą),soczewicą,ryżem,kaszą jaglaną,knedlami itp. itd.Poza tym
              ziemniaki można przyrządzić na tyle sposobów ,a nie tylko ugotowane,odcedzone i
              polane tłuszczem spod schabowego.A co do czasu to zaręczam ,że było go znacznie
              więcej niż w dzisiejszych ,zagonionych czasach.
              • jarek_zielona_pietruszka Re: Dziedzictwo PRL-u. oj Gościu 06.02.08, 23:22
                Mamałygi, pęczaku, soczewicy, kaszy jaglanej nie jadam bo nie lubię, a poza tym
                nie sądzę, żeby czas przygotowania knedli był krótszy niż ugotowania ziemniaków.
                Podobnie jest z kaszą gryczaną. Chyba, że myślisz o tym paskudztwie w
                plastikowej torebce.
                Widzę, że masz jakąś kulinarną manię prześladowczą dotyczącą tamtych czasów.
                Jadło się wtedy takie potrawy o których teraz możesz pomarzyć.
                I przestań się czepiać, bo widzę, że Ba-nita ma rację
                --
                poszukuję starych książek kucharskich
              • maruda.r Re: Dziedzictwo PRL-u. oj Gościu 11.02.08, 02:10
                Gość portalu: Gość napisał(a):

                > Znam dobrze owe czasy ,żyłem w nich ładnych parę lat.Poza tym nie widzę przewag
                > i
                > ziemniaków względem czasu i prostoty ich przygotowania nad kaszą gryczaną
                > ,mamałygą(polentą),soczewicą,ryżem,kaszą jaglaną,knedlami itp. itd.Poza tym
                > ziemniaki można przyrządzić na tyle sposobów ,a nie tylko ugotowane,odcedzone i
                > polane tłuszczem spod schabowego.A co do czasu to zaręczam ,że było go znacznie
                > więcej niż w dzisiejszych ,zagonionych czasach.

                ****************************

                Czasu było więcej? Raczej nie, bo większość kończyła pracę o 15-tej i po
                powrocie do domu nie było aż tak dużo czasu na przygotowanie obiadu.

                Poza tym ziemniaki pasowały do ograniczonej podaży produktów, służących do
                przygotowania domowych posiłków. Sam, nigdy za ziemniakami z wody nie
                przepadałem, ale na schabowego z polentą skusić się nie dam.

                • Gość: Gość Re: Dziedzictwo PRL-u. oj Gościu IP: 80.54.173.* 11.02.08, 11:09
                  A dzisiaj o której większość kończy pracę?
                  A co do schabowego z ziemniakami to tylko kwestia utrwalonego stereotypu,ja nie
                  mam nic przeciwko schabowemu z polentą czy z kaszą.
                  A propos wieprzowy kotlet panierowany w bułce tartej przywędrował do nas z
                  północnych Włoch a tam raczej nie jadano go z ziemniakami,już raczej z polentą.
                    • mhr-cs Re: Dziedzictwo PRL-u. oj Gościu 13.02.08, 10:45
                      hania55 napisała:

                      > Rozumiem, że sznycel (cielęcy lub wieprzowy) wcinany, jak Austria
                      > długa i szeroka, z ziemniakami z wody lub sałatką ziemniaczaną,
                      > również ma korzenie w głębokim PRLu?
                      >
                      to prawie to same bo ktos powie
                      ze pierogi to ruskie,makarony z wloskie
                      a makaron przyjechal kiedys z chin
                      niemcy maja region i mowia ze pierogi
                      to ich wynalazek i tak dalej
                      moze zaczniemy od przynjmniej 1000 lat temu
                    • mhr-cs Re: Dziedzictwo PRL-u. oj Gościu 19.02.08, 10:58
                      hania55 napisała:

                      > Rozumiem, że sznycel (cielęcy lub wieprzowy) wcinany, jak Austria
                      > długa i szeroka, z ziemniakami z wody lub sałatką ziemniaczaną,
                      > również ma korzenie w głębokim PRLu?
                      >
                      a moze odwrotniej
                      bo on z tamtat przyszedl
                      a moze jego powstanie bylo wszedzie
                      i w tym samym czasie
                      w Austie mi bardzo smakuje
                  • wj_2000 Re: Dziedzictwo PRL-u. oj Gościu 12.02.08, 17:13
                    Gość portalu: Gość napisał(a):


                    > A propos wieprzowy kotlet panierowany w bułce tartej przywędrował
                    > do nas z północnych Włoch

                    Rok czasu pracowałem w Trieście. ANI RAZU nie widziałem kotleta
                    panierowanego. Pizzaiola, ossobucco, fileto di manzo, spezzatino di
                    vitello, no i ryby, owoce morza. To były typowe secondi piatti. Z
                    sałatą (taką czy trochę inną) i z czymś smażonym. Np cukinia, patati
                    fritti.
                    Raz zaszedłem do NIEMIECKIEJ restauracji na Piazza Oberdan. I tam
                    zjadłem schabowego panierowanego z gotowaną kiszoną kapustą i
                    kartoflami. (nam się wydaje, że to polska kuchnia, a to niemiecka).

                    --
                    Jak ja nie lubię mieć stale racji!
                    • Gość: Gość Re: Dziedzictwo PRL-u. oj Gościu IP: 80.54.173.* 12.02.08, 19:31
                      Do wj2000-wedle mojej wiedzy panierowany kotlet przywiozła do Polski królowa
                      Bona,choć za prawdziwość tegoż nie ręczę a żródła nie pamiętam.Wydaje mi się to
                      jednak prawdopodobne, w końcu Mediolan to podnóże Alp i prawie Szwajcaria i w
                      16-tym wieku jadano tam raczej wieprzowinę niż owoce morza.Lombardia zawsze była
                      bliżej kulturowo i kulinarnie Niemiec niż Morza Śródziemnego.
                      Rafał
                    • mhr-cs Re: Dziedzictwo PRL-u. oj Gościu 13.02.08, 11:02
                      wj_2000 napisał:

                      > Gość portalu: Gość napisał(a):
                      >
                      >
                      > > A propos wieprzowy kotlet panierowany w bułce tartej przywędrował
                      > > do nas z północnych Włoch
                      >
                      > Rok czasu pracowałem w Trieście. ANI RAZU nie widziałem kotleta
                      > panierowanego. Pizzaiola, ossobucco, fileto di manzo, spezzatino
                      di
                      > vitello, no i ryby, owoce morza. To były typowe secondi piatti. Z
                      > sałatą (taką czy trochę inną) i z czymś smażonym. Np cukinia,
                      patati
                      > fritti.
                      > Raz zaszedłem do NIEMIECKIEJ restauracji na Piazza Oberdan. I tam
                      > zjadłem schabowego panierowanego z gotowaną kiszoną kapustą i
                      > kartoflami. (nam się wydaje, że to polska kuchnia, a to niemiecka).
                      >
                      a moze odwrotnie
                      bo kuchnia dobra pochodzi ze wschodu
                  • mhr-cs Re: Dziedzictwo PRL-u. oj Gościu 13.02.08, 10:38
                    Gość portalu: Gość napisał(a):

                    > A dzisiaj o której większość kończy pracę?
                    > A co do schabowego z ziemniakami to tylko kwestia utrwalonego
                    stereotypu,ja nie
                    > mam nic przeciwko schabowemu z polentą czy z kaszą.
                    > A propos wieprzowy kotlet panierowany w bułce tartej przywędrował
                    do nas z
                    > północnych Włoch a tam raczej nie jadano go z ziemniakami,już
                    raczej z polentą.

                    mi sie wydaje ze wy mowicie tyko o sobie
                    bo ja jem co mi smakuje wszystko jedno
                    gdzie zyje to zalezy co z czego sie zrobi
                    moje dzieci 4 wychowane w mojej
                    kuchni z roznymi produktami
                    i nikt nie nazeka
                    a kazdy ma swuj specjalny smak
                    muj syn np.lubi flaczki po warszawsku
                    inny gulasz z serza
                    corka jajka na boczku
                    droga nie lubi np.brukselki
                    ale jedza wszystko
                    a co ma polityka z kultura jedzenenia
                    polenta jak komus smakuje niech je
                    mi nie


                    • mhr-cs Re: Dziedzictwo PRL-u. oj Gościu 19.02.08, 11:17
                      Gość portalu: amate napisał(a):

                      > Ale ziemniaki w mundurkach też trzeba przecież obrać a najpierw
                      wystudzić, żeby
                      > sie nie poparzyć. Do tego przy obieranie się kleją do rąk - nijak
                      nie jest
                      > szybciej... No chyba, że młodziutkie i zjadamy ze skórka

                      po co obierac to jest tyle sposobow i przepisow
                      mozna z gotowanych
                      mozna do gotowanych dodac polowe startych surowych
                      bez soku
                      albo tylko z surowych np.pyzy
                      to jest tez wspaniale
                • mhr-cs Re: Dziedzictwo PRL-u. oj Gościu 19.02.08, 11:12
                  Gość portalu: baisa 172 napisał(a):

                  > No to zrób sobie mądralo knedle w czasie 10 minut, bo tyle zajmuje
                  obranie ziem
                  > niaków dla całej rodziny.
                  > Nie mówiąc już o tym, że ciasto na knedle robi się z gotowanych
                  ziemniaków.

                  moze cos pomyliliscie
                  bo knedle to z maki
                  a te inne z zimniakow
                  oczywiscie mozna kupic i sa nawet dore na szybko
              • xtrin Re: Dziedzictwo PRL-u. oj Gościu 13.02.08, 20:28
                Gość portalu: Gość napisał(a):
                > Poza tym nie widzę przewagi ziemniaków względem czasu
                > i prostoty ich przygotowania nad kaszą gryczaną,
                > mamałygą(polentą),soczewicą,ryżem,kaszą jaglaną,knedlami itp.

                Zapomniałeś o makaronie.
                Ja widzę raczej przewagę większości wymienionych nad ziemniakami, które poza
                ugotowaniem trzeba jeszcze obrać, co jest nieco pracochłonnym zajęciem. Tak więc
                argument o szybkości nie do końca do mnie przemawia.

                > A co do czasu to zaręczam, że było go znacznie
                > więcej niż w dzisiejszych, zagonionych czasach.

                Zależy oczywiście o jakim okresie PRLu mówimy i o jakich osobach, ale nie sądzę,
                by można było tak to uogólnić.
                Czasu wcale nie było wiele, jeżeli po pracy trzeba było odstać swoje po
                kolejkach, nakombinować się nad tym z czego ten obiad zrobić (same ziemniaki to
                jednak mało kto jadł) i jak wykonać wszelakie inne czynności domowe. Mniej było
                sprzętów wszelakich w tym pomagających, a zdobycie istniejących też czasu ogrom
                zajmowało.
                Dodajmy do tego inne absurdy tamtejszej rzeczywistości (jak problemy w urzędach
                - dziś też są, ale nieporównywalnie mniejsze) i problemy z komunikacją oraz
                dzisiejszy łatwiejszy dostęp do informacji, to wychodzi na to, że w PRLu nie
                było czasu na sen, jeżeli ktoś chciał żyć na choćby akceptowalnym poziomie.
                • jarek_zielona_pietruszka Re: Widzę, że pamiętasz tylko końcowy okres PRL-u 14.02.08, 21:55
                  Wcześniej było zdecydowanie lepiej. zaczęło się psuć pod koniec Gierka, a
                  później już poszło z górki. A kto chciał i miał głowę na karku to miał wszystko.
                  Pamiętam wyprawy po świnki na wieś. Od tamtej pory pozostała mi umiejętność
                  robienia wędlin. Wtedy robiłem to z pobudek,czysto praktycznych, po prostu w
                  sklepach ciężko było kupić wędliny i mięso. Teraz w dalszym ciągu robię wędliny,
                  bo te sklepowe, mimo że są nimi zawalone półki nie nadają się do jedzenia.
                  --
                  poszukuję starych książek kucharskich
            • mhr-cs Re: Dziedzictwo PRL-u. 13.02.08, 11:08
              fajny.tomek.1987 napisał:

              > a co niby ryz i kasza lepsza?

              jak ktos nie zna kuchni swiata
              to tak mysli
              to zelezy co dodac do czego
              teraz np.niemcy robia bardzo
              duzo przystawek z burakuw czerwonych
              co do tej pory byly nie salonowe
          • mhr-cs Re: Dziedzictwo PRL-u. 19.02.08, 10:29
            Gość portalu: Gość napisał(a):

            > Przepraszam bardzo,ale ziemniaki tanie i ogólnodostępne były już
            dawno,stanowił
            > y
            > bowiem od 19-ego wieku pożywienie biedoty ,szczególnie wiejskiej
            oraz karmę dla
            > zwierząt. Poza tym ,proszę mnie żle nie rozumieć,teściów podałem
            tylko jako
            > przykład.Pamiętam bowiem z dzieciństwa ,że może raz w miesiącu nie
            było
            > ziemniaków na obiad i chodzi mi o to,że wielu pokoleń pozbawiono
            mnóstwa doznań
            > smakowych.

            a ty myslisz ze w innych krajach bylo i jest inaczej
            nie wszedzie bylo wszystko
            w niemczech zachodnich lepsza kuchnia ?
            zaczela sie tez dopiero okolo 1970 roku
            a co tak nazekac wiesz co bedzie
            zyj i badz zadowolony(a)
      • wlodeusz Kiedyś,ziemianie uprawiali... 13.02.08, 09:17
        le kartofell.Skarmiane były zaś głównie, chrumkającymi blondynami na potrzeby
        produkcji szynek.Część, zabierana jako przydział dla mieszkańców czworaków,jakiś
        procent, zjadany przez jaśnie oświeconych.Choć faktycznie, głównym składnikiem
        menu były kasze gryczane,wszelkie zacierki, kluchy na parze i francuskie,oraz
        groch pure gotowany godzinami.Z ziemniaków robiono kluchy,a jakże ,forma
        gotowania i jedzenia nietłuczonych była uważana za plebejską i bardzo nie
        trendy.Natomiast pieczone w ognisku i owszem.Mniam,mniam!.
        • Gość: bogda35 Re: Kiedyś,ziemianie uprawiali... IP: 212.244.210.* 14.02.08, 12:31
          Poczytaj stare ksiązki kucharskie n.p.Monatową lub nawet Cwierczakiewiczową- to
          nabierzesz pojecia co jadali ziemianie.Ziemniaki były tak jak dziś - różnica
          taka że ziemianie lub ludzie dobrze sytuowani mieli służbę i kucharki ktore
          miały czas na robienie z ziemniaków różności.A my w PRL - kobiety pracujące -
          mogłysmy tylko zapychac same - nie mając wolnych sobót i długich urlopów
          macierzyńskich pralek,mikserów itp.Ale tez nie ma dziś onegdajszych,cudownych
          młodych ziemniaczków,ani prawdziwego kwasnego mleczka - niestety!!
          • wlodeusz Re: Kiedyś,ziemianie uprawiali... 18.02.08, 06:22
            Piszesz słoneczko o przełomie wieków XIX i XX.Ja o XVIII do połowy XIX.Młode
            ziemniaczki z kwaśnym mlekiem,to już na pewno danie z czworaków.Przytoczone tu
            autorki,pisały swe prace dla mieszczuchów,nie dla dworów.We dworach ,były
            ręcznie spisywane w brulionach ,przepisy krewnych i kuzynów.Moja Babuleńka
            urodziła się pod koniec dziewiętnastego wieku, we dworze pod Krakowem.Wiele
            rzeczy mi w głowie rozjaśniła.Była jedną z trzech młodych ziemianek,
            przekazującą na srebrnej tacy Sienkiewiczowi, klucze do Oblęgorka.Pozdrawiam.
    • Gość: lol Re: Dziedzictwo PRL-u. IP: *.tpnet.pl 06.02.08, 22:40
      Chcialbym zauwazyc, ze waskie horyzonty wystepuja tez np. u Wlochow -
      jedza ciagle makaron, to pewnie wina faszyzmu. U Chinczykow
      spozycie ryzu musi byc zwiazane z komunizmem. Ja jestem swiatowcem
      takim jak ty, wiec wzdycham tylko ciezko i patrze z politowaniem na
      to co niesluszne ustroje potrafia zrobic z gastronomia.
    • poszukiwaczarmi Re: Dziedzictwo PRL-u. 07.02.08, 00:18
      Zadziwiające, jak łatwo PRL i jego pseudokulinarium znajduje obrońców.

      Słusznie prawi Gość, wskazując na pauperyzację polskiej kuchni, a w zasadzie na
      jawną jej likwidację. Śledź po japońsku, ryba po grecku, placek po węgiersku (o
      mój smutku), fasolka po bretońsku - sztandarowe smutki PRLu. Do tego flaczki,
      nieraz bigos, schabowy, a dla dygnitarza z aktywu - bryzol, medalion albo
      sznycel ministerski.

      Ustrój szalbierczy, który zabił kuchnie regionów, który wyplenił regionalizm
      jaki taki, upupił restauracje, a w ich miejsce wprowadził bary mleczne,
      jadłodajnie, garkuchnie i stołówki, a w nich szare oblicza kulinarnego
      proletariatu, z których do dziś nie możemy się otrząsnąć, na Forum Kuchnia
      znajduje obrońców.

      No no...

      --
      Kuchnia kociewska i kaszubska - poszukiwaczesmaku.pl
      • jarek_zielona_pietruszka Re: Następny zatruty, to już zaczyna grozić 07.02.08, 00:45
        epidemią, albo nawet pandemią, albo to po prostu ta sama osoba tylko raz
        zalogowana, albo nie.Zaczynasz już się powtarzać. Co masz w zamian do zaserwowania
        <Zadaniem Poszukiwaczy Smaku jest nieustanne poszukiwanie dróg do kulinarnej
        doskonałości i propagowanie idei dobrego smaku. Naszych poszukiwań nie chcemy
        zawężać do konkretnego regionu, ale ponieważ jesteśmy mieszkańcami określonego
        miejsca we wszechświecie, spoglądamy na tematykę smaku z naszego subiektywnego
        punktu odniesienia, czyli z perspektywy mieszkańców północnej Polski.
        A oto przykłady typowo kaszubskiej regionalnej kuchni zaczerpnięte z polecanej
        strony:
        <
        Ryby

        W sieci sklepów Auchan pojawiła się nowa wariacja na temat tuńczyka - Tuna with
        a twist.

        Nowy produkt to coś pomiędzy sałatką a pastą i doskonale nadaje się na kanapkę
        albo farsz do naleśnika. Można go kupić w saszetkach w dwóch wariacjach ? z
        limetką i zielonym pieprzem oraz z suszonymi pomidorami i ziołami.
        Tuna with a twist to propozycja słabo znanej na polskim rynku firmy John West
        zajmującej się produkcją wysokiej jakości przetworów z ryb, głównie z tuńczyka i
        łososia.
        < Trufle szkockie
        Teraz typowo kaszubkie
        <Kawa
        Sieć stacji paliw BP intensywnie promuje swoje bistra Wild Bean Cafe, które
        serwują kawę, herbatę oraz kanapki i ciastka. Ostatnio pojawiły się w nich nowe
        ekspresy La Cimballi, a wraz z nimi całkiem niezła kawa, którą podają we
        wszystkich klasycznych wariacjach (espresso, latte, cappuccino). Idea wydaje się
        godna pochwały, bowiem na polskich bezdrożach gastronomicznych aromatyczna kawa
        i chrupiąca kanapka stanowią zasadnicze pocieszenie.
        To kilka przykładów zaczerpniętych ze strony głównej poszukiwaczy smaku, armii
        czy czego tam jeszcze.
        Zamiast krytykować to co było pomyśl o tym czego nie było U CIEBIE.
        pozdrawiam
        p.s przestaję karmić troli.
        --
        poszukuję starych książek kucharskich
        • poszukiwaczarmi Re: Następny zatruty, to już zaczyna grozić 07.02.08, 01:03
          przytoczyłeś pozycje z działu "Nowe smaki", w którym podajemy informacje, co
          nowego pojawiło się na rynku. Nasza strona to nie wyłącznie kuchnie regionów.
          Kuchnie regionów znajdują się w dziale "Dawne smaki".

          Nie ma to jednak nic wspólnego ze spustoszeniem, jakie komunizm poczynił w
          polskiej gastronomii. Jeśli uważasz, że komunizm należy łączyć z niebywałymi
          osiągnięciami polskiej kuchni, to chyba żyłeś na emigracji. To był ustrój, w
          którym nie można kupić podstawowych produktów, który nie pozwalał na istnienie
          prywatnych przedsięwzięć restauracyjnych, a smakoszy traktował jak potomków Sanacji.
          Jeśli kuchnia polska przetrwała ten okres, to za sprawą domowej inicjatywy, babć
          i cioć, które z pietyzmem odtwarzały stare przepisy, które pamiętały z
          dzieciństwa. Ustrój komunistyczny zrobił wszystko, żeby tradycję starej Polski,
          tradycje świetnej Rzeczypospolitej, zostały zapomniane.

          PS: po raz kolejny powtarzam, że nie występuję na forum pod innym nickiem niż swój.

          --
          Strona miłośników smaku - poszukiwaczesmaku.pl
        • Gość: senin a czy wiesz, jarku, ze mniam mniam... IP: *.for.connect.net.au 08.02.08, 10:39
          zaczynal kilka lat temu jako "non profit website" - i prosil wtedy o
          wspolprace (przepisy) uczestikow forum kuchnia ::::DDDD

          dalam sie na to 'non profit' zlapac


          po dwoch latach (czy nawet mniej) okazalo sie ze stronka zarabia na
          siebie na prawo i lewo (pare moich przepisow wlaczonych, bez podania
          autora) a ja by z nich korzystac musze zaplacic subskrypcje ...;DDDDD

          wierze, ze poszukiwacz smaku wcale nie posiada takich bezecnych
          zamiarow, by rozkrecic swoja stronke przy pomocy tego forum, a potem
          zarabiac na reklamach, sprzedawaniu i platnym forum ;)))

          ale bardziej wierze, ze sie myle :))

          czego dowodem propagowanie 'dobrego smaku z puszki z tunczykiem'
          (sic!)

          no kurde nie lubie jak ludzie biora innych za idiotow!
      • bene_gesserit Re: Dziedzictwo PRL-u. 07.02.08, 01:08
        poszukiwaczarmi napisał:

        > Zadziwiające, jak łatwo PRL i jego pseudokulinarium znajduje
        obrońców.
        >
        > Słusznie prawi Gość, wskazując na pauperyzację polskiej kuchni, a
        w zasadzie na
        > jawną jej likwidację. Śledź po japońsku, ryba po grecku, placek po
        węgiersku (o
        > mój smutku), fasolka po bretońsku - sztandarowe smutki PRLu. Do
        tego flaczki,
        > nieraz bigos, schabowy, a dla dygnitarza z aktywu - bryzol,
        medalion albo
        > sznycel ministerski.

        I fasolke, i bryzol, i bigos mozna zrobic tak, ze najedzeni nimi
        poeci czuja natchnienie. Cala masa cenionych klasycznych dan to
        kuchnia chlopska i/lub biedna - rillettes, gazpacho, quiche
        Lorraine, bouillabaisse, tempura z czegokolwiek, itd itd itd.
        Miliard piecset sto dziewiecset - stoja biednymi daniami kuchnie
        francuska, wloska, hiszpanska, grecka, tajska, japonska, hinduska,
        meksykanska - akurat wszystkie te, ktore sa wymieniane jako
        najulubiensze przez mieszkancow tego lez padolu. Wyglada wiec na to,
        nie trzeba wtranzalac codziennie kawioru na grzankach i kilogramow
        trufli, zeby jesc jak krol. A kuchnia biedna inspiruje _wszystkich_
        kucharzy haute cuisine od zawsze. Na jednym Hestonie Blumenthalu
        swiat sie nie zaczyna i nie konczy.

        > Ustrój szalbierczy, który zabił kuchnie regionów, który wyplenił
        regionalizm

        Och, nie ma nic lepszego, niz obecnie panujacy nam ustroj
        nieszalbierczy, ktory sprowadzil w skromne progi tego kraju
        glosicieli kulinarnego Słowa - Fakdonalda i Starbucks, prawda?

        > jaki taki, upupił restauracje, a w ich miejsce wprowadził bary
        mleczne,

        A co jest zlego w barach mlecznych - nie byles studentem? Nawet
        jesli, to zapewne bedziesz emerytem. Calkiem mozliwe, ze goscie
        barow mlecznych pojedli by i w luksusowej knajpie, ale ich
        zwyczajnie nie stac. I Bogu dziekuja, ze jednak gdzies zjesc moga.

        > jadłodajnie, garkuchnie i stołówki, a w nich szare oblicza
        kulinarnego
        > proletariatu, z których do dziś nie możemy się otrząsnąć, na Forum
        Kuchnia
        > znajduje obrońców.

        A to pewnie dlatego, ze nie ma tu politycznego agitatora. Tzn nie
        bylo, dopoki sie nie zjawiles ty, nudziarzu.

        --
        Lubi sie ocierać o orzech kokosowy, migdały lub limonkę.
      • 999s Re: Dziedzictwo PRL-u. 13.02.08, 14:53
        poszukiwaczarmi napisał:

        > Zadziwiające, jak łatwo PRL i jego pseudokulinarium znajduje obrońców.
        >

        A przed PRLem to wszyscy zażerali się kawiorem i dziczyzną tudzież inszymi
        wyrafinowanymi specjałami.

        Wara od ziemniaka!
        --
        "Z obecnego kryzysu są dwa wyjścia: normalne i cudowne. Normalne to takie, że
        Matka Boska jak zwykle zrobi cud i nas uratuje - a cudowne, że wszyscy zaczną
        uczciwie pracować i wypełniać swoje obowiązki"

        Tadeusz Konwicki (ponoć}
    • Gość: Gość Re: Dziedzictwo PRL-u. IP: 80.54.173.* 07.02.08, 19:40
      Ojojoj widzę,że zupełnie niechcący podniosłem temperaturę dyskusji,choć zaręczam
      ,iż nie miałem zupełnie takiego zamiaru.Pragnąłem tylko zwrócić uwagę na
      totalne,moim zdaniem,zziemniaczenie polskiej kuchni(już chyba przemijające)które
      nie ma jak mniemam żadnych żródeł w polskiej tradycji sprzed 1939 r.Muszę się
      odnieść jednak do kilku argumentów moich adwersarzy.Otóż lol
      porównuje(ironicznie?) polskie ziemniakożerstwo do ryżu w chinach i makaronu we
      Włoszech,jest jednakowóż taka różnica ,że ryż jest podstawą chińskiej kuchni od
      tysięcy lat a makaron włoskiej przynajmniej od setek.
      Do j-z-p -potrawy te (kasza gryczana,...)podałem jako kilka przykładów z
      przebogatej oferty istniejącej w ogromnej większości od wieków w polskiej kuchni
      i oczywiście nie trzeba ich wszystkich lubić.Upierasz się jednak nad praktyczną
      wyższością ziemniaków,cóż nie mogę przyjąć bezkrytycznie tego argumentu,mnie
      uprażenie kaszy gryczanej,broń mnie Boże nie z torebki,nie zajmuje znacząco
      więcej czasu niż obranie i ugotowanie ziemniaków.Knedle też -bawarski z wędzonym
      boczkiem ot 40 min,bramborowe(jeśli dzień wcześniej ugotuję i ugniotę ziemniaki)
      jeszcze mniej,a jako wzorowy gospodyń zawsze mam w zamrażalniku solidną porcję
      bułczanych knedli własnego wyrobu pokrojonych w plastry(świetne się
      przechowują)które tylko myk na parę.Gwarantuję ci ,że mimo tego,iż pracuję(nie
      za dużo bo nie lubię)moja rodzina je codziennie obiad w stu procentach domowy,a
      mimo to kartofle nie pojawiają się w nim częściej niż co 7-8 dni jak sądzę.Nie
      mam też manii prześladowczej po prostu nie lubię ziemniaków siedem dni w tygodniu.
      Do b-g -nie kwestionowałem poszczególnych dań(uwielbiam fasolkę po bretońsku)ale
      okrutne zawężenie kulinarnych horyzontów,których symbolem jest
      skartoflenie.Argument twój o wielkości prostych,ludowych kuchni chyba nie a
      propos,gdyż to z czym próbuję polemizować to chyba nie jest kuchnia prosta lecz
      prostacka.Sam przedkładam ponad wszystko jedzenie surowe,proste-kaszę gryczaną
      ze skwarkami i kwaśnym mlekiem,knedle z gulaszem i
      kapustą,kulebiak...(rozmarzyłem się).A co do barów -szacunek,ale jadałem w nich
      głównie leniwe,wszelakie pierogi,pyzy czy wspaniałe naleśniki z serem-dania
      nieraz wyśmienicie przyrządzone ale kartofli to chyba nie.
      Na koniec do Ewy -czy żeby dyskutować o wojnach napoleońskich trza mieć dwusetkę
      na karku?
      Wyrazy głębokiego szacunku dla uczestników tego forum.
      Gość Rafał
      • kocia_noga Re: Dziedzictwo PRL-u. 07.02.08, 20:03
        Nie jestem pewna, od kiedy zaczęto upraw3iać ziemniaki na szeroką
        skalę w naszym kraju, ale wiem,że to warzywo ratowało od śmierci
        głodowej polską wieś, zwłaszcza okolice, z których się wywodzę.
        W muzeum skansenowskim w Nowym Sączu stoją ponadstuletnie domy
        wiejskie - w tych malutkich chałupinkach było miejsce na jedną
        krowę, mała beczka na kapustę i miejsce na przechowywanie ziemniaków
        też odpowiedniej wielkości.W najbogatszych - to samo, tylko w innej
        skali - miejsce dla sześciu krów, olbrzymia beka na kapustę, albo
        lepiej kilka, oraz przestronny zbiornik na ziemniaki.
        Francuski dietetyk, zapomniałam nazwiska, ale pewnie wiecie, o kogo
        chodzi, wyklął ziemniaka jako warzywo szkodliwe.To dziwne, bo w
        Ameryce Południowej podobnie jak i na polskiej wsi, było to
        podstawowe warzywo, uprawiane w wielu odmianach, i mnóstwo przepisów
        na potrawy.Gdyby rzeczywiście było szkodliwe,z pewnością łatwo
        byłoby to zauważyć po efektach.
        Rozumiem o co ci chodzi, Rafale, ale nie zgadzam się z diagnozą.
        --
        Chrzanić sygnaturki
        • emka_1 Re: Dziedzictwo PRL-u. 07.02.08, 20:29
          wysokotowarowa uprawa i upowszechnienie w gospodarstwach chłopskich to 19 wiek,
          na szczęście polskę ominęła klęska głodu taka jak wystąpiła w irlandii, skutkiem
          zbyt dużego upowszechnienia uprawy i ataku zarazy ziemniaczanej.
          brzydki ptak, co własne gniazdo kala, a ziemniaki mu w domu podawano, być może
          zawierały za dużo solaniny, stąd takie spustoszenie uczyniły. mamusi ani bierut,
          ani gomułka czy inny gierek nie zmuszali do gotowania wyłącznie tłuczonych, nie
          ubecja z kałaszem wymierzonym w plecy, tylko inwencja własna. a o ziemiance z 19
          wieku to sobie jedynie poczytał i mu smutno, że on nie z ziemian. choć w sumie,
          gdyby mu się trafiło być ziemianinem w 'republice ziemniaczanej' łkałby dziś na
          cara albo na sanację:)

          --
          święcie przekonana, że ma tyłek ze szkła, nie wstawała z łóżka w obawie, że go
          sobie potłucze
            • emka_1 daleko od tematu? 07.02.08, 21:18
              bezetów prl nie pozbawił kultury gastronomicznej, jedynie utrudnił zdobywanie
              pewnych produktów, ale i to do przejścia było, o ile oczywiście żyli.
              pretensje, że prl nie nauczył czegoś innego tych, co dopiero za prlu mogli się
              najeść do syta i nie tylko pić ziemniaki obwiniasz? obwiniaj własny dom, że się
              nie rozwijał, tak jakbyś sobie życzył i nie próbuj uszczęśliwiać wielbicieli
              tłuczonych ziemniaków na siłę, bo to trąci totalitaryzmem w wersji dla kucharek.

              --
              święcie przekonana, że ma tyłek ze szkła, nie wstawała z łóżka w obawie, że go
              sobie potłucze
              • Gość: senin swieta prawda IP: *.for.connect.net.au 08.02.08, 11:00


                bo w moim domu za PRLU byly i ziemniaki, i gryczana, kopytka,
                knedle,pyzy, kasza jeczmienna, ryz, makaron, bitki, zrazy zawijane,
                chlodniki, zupy owocowelazanki, bard=szcze, zupy, kaczki pieczone z
                roznymi dodatkami... wszystko, co wymieniles w poczatkowym poscie
                jako przyklady dobrego smaku, bylo na porzadku dziennym w moim
                glownie PRL-owskim domu... Bylu tez ryby, kalamarnice, papryka
                (nowosc w latach 60-tych)

                rodzina przecietnie PRL-owsko zamozna - czyli na dzisiejsze realia
                wiazaca koniec z koncem niemalze zaledwie


                byl tez schabowy, kapusniak, bigos, golabki, placki ziemniaczane...o
                boze ile by tu wymieniac ...


                ale, nie obraz sie, gosciu, mam wrazenie ze kuchnie PRL-u znacz
                tylko przez pryzmat sytuacji niegotujacej mamusi, albo innych
                warunkow kulinarnych (zbiorowego zywienia/ stolowek itp)

                Nasze kochane PRL-owkie mamy dwoily sie i troily by serwowac
                znakomite (choc niedrogie) jedzenie... no chyba ze mama byla
                bardziej miastowa i ... "no wiesz, kochana, ja sie po prostu do
                kuchni nie nadaje" (w domysle: stworzona jestem do wyzszych celow ;DD

                wtedy wiadomo: schabowy z kartoflami na okraglo, albo bary

                ale musze przyznac ze w porownaniu z australijskimi 'takeway'
                polskie bary mleczne to "Ritz" (chz jak kto woli 5-cio gwiazdkowy
                Michelin)
          • giwia P Monatowa o ziemniakach (wiekXIX) 07.02.08, 20:42
            "Kartofle stanowią....podstawę w kuchni najskromniejszej jakoteż i
            wykwintnej" (pisownia orygniału)
            potem około 40 przepisów na KARTOFLE jako takie; klusek i innych Z
            karrtofli potraw nie liczyłam.
            Monatowa to niekoniecznie była ksiązka kucharska dla plebsu.
              • jarek_zielona_pietruszka Re: P Monatowa o ziemniakach (wiekXIX) 07.02.08, 21:32
                Możliwe, że Gościu jadałeś mielone usmażone na margarynie i krasiłeś nią
                ziemniaki, ale ja za komuny jadałem wszelakie kotlety z mięsa wszelakiego
                smażone na słoninie (tzn bo może nie zrozumiesz - ze słoniny wytapia się tłuszcz
                zwany smalcem, z wytopionej słoniny pozostają pyszne skwarki)
                Jesteś tak zacietrzewiony w nienawiści do PRL-u, że jeszcze trochę a będziesz
                obwiniał za trzęsienia ziemi, gradobicie i wybuchy wulkanów, nie licząc
                pomniejszych kataklizmów.
                Przypomina mi to postępowanie pewnego prezydenta W-wy, który postanowił w
                mieście zniszczyć wszystko co się z PRL-em wiązało.
                pozdrawiam
                --
                poszukuję starych książek kucharskich
                • ewkka Re: P Monatowa o ziemniakach (wiekXIX) 07.02.08, 22:23
                  PRL to cza mojego dzieciństwa, młodości i studiów - miałam okazje
                  przeżywać go w małej miejscowosci, powiatowym miescie i w stolicy. I
                  bez wzgledu na to jak bardzo nienawidziłam ustroju w swoim dziecieco-
                  młodzieńczym buncie to nie moge stwierdzic że źle jadłam. Co
                  pamietam z dzieciństwa? Niekoniecznie potrawy kuchni włoskiej,
                  chińskiej czy tajlandzkiej, ale wspaniały smak papryki
                  cykorię, szpinak, szparagi, kasze, pure z grochu, soję.Pierogi,
                  barszcze, kopytka, łazanki, kluski ślaskie i szare pyzy. Pamietam
                  tez smak prawdziwych jabłek z dziadkowego sadu - malinówek,
                  koszteli, kronselek, koksów, których prózno szukać na
                  wolnorynkowych bazarach. Tu króluje masówka jak z dowcipu o
                  Miczurinie. A wspomnienie mojej rodzinnej prl-owskiej kuchni to
                  jedne z lepszych wspomnienień po tamtym okresie. I troche mi żal, ze
                  to tylko wspomnienie bo w mojej nowoczesnej kochi nie ma czasu na
                  tak pracochłonne potrawy.Teraz 12 minut - i włoska pasta na lunch.
                  No bo teraz się jada lunchy. Obiady to były o 15.00 w PRLu.
                  Nalezy też odrżnić kuchnie domową od kuchni stołówkowo-
                  gastronomicznej, bo ta była beznadziejna jak gospodarka planowa.
                  Acha, i dla mnie PRL ma jedną bardzo wazną dla naszej gastronomii
                  zasługę - 50 lat bez McDonaldsa.
          • Gość: titta troche nie w temacie IP: *.botany.gu.se 13.02.08, 15:37
            Chcialam zauwazyc tylko, ze kleska glodu w Irlandi nie byla
            spowidowana "zbyt dużym upowszechnieniem sie uprawy" ziemniaka, a
            polityka kolonialnia Angli. Z Irlandi w czasie glodu wyeksportowano
            wiecej zboza niz w latach wczesniejszych. To wysokie czynsze i
            pdatki powodowaly ze chlopi irlancy zywili sie wylacznie
            ziemniakami. Po prostu ich nie stac bylo na bardziej urozmaicony
            jadlospis.
      • Gość: nora Re: Dziedzictwo PRL-u. IP: *.dsl.chcgil.ameritech.net 07.02.08, 22:33
        > porównuje(ironicznie?) polskie ziemniakożerstwo do ryżu w chinach i makaronu we
        > Włoszech,jest jednakowóż taka różnica ,że ryż jest podstawą chińskiej kuchni od
        > tysięcy lat a makaron włoskiej przynajmniej od setek.


        No więc w czym problem? Kiedyś trzeba zacząć ;)

        Występuję tu jako obrończyni ziemniaka, jako że jest to moje ukochane warzywo i
        gdyby nie rodzina (która nie podziela mojego fanatyzmu) przyrządzałabym
        ziemniaki codziennie :)
        Ziemniak jest tani, da się przyrządzić na dziesiątki (jeśli nie setki) sposobów
        i pasuje w zasadzie do wszystkich mięs i prawie wszystkich popularnych warzyw.
        Jedyna wersja której nie znoszę to suche, ew. polane jakimś tłuszczem ugotowane
        ziemniaki z wody, chyba że są to młode ziemniaczki z masłem z dużą ilością
        koperku. Prostackie i oklepane, ale mniam :)
        • poszukiwaczarmi Re: Dziedzictwo PRL-u. 07.02.08, 23:08
          Wypowiedzi w tym wątku stanowią osobiste peregrynacje intelektualne ich twórców
          na temat ziemniaka w PRLu. Mam wrażenie, że poza nielicznymi, odpowiadający
          Szanowni Forumowicze nie czytają postów, na które odpowiadają.

          Hasło "dziedzictwo prlu" stało się zatem przyczynkiem do dyskusji, czy ziemniak
          jest dobry czy nie. Rzecz w tym, że takie dywagacje nie mając nic wspólnego z
          tematem wątku.

          --
          grapa ryn wew ta plata,
          tego jeścia to nie znata - kuchnia kociewska
          poszukiwaczesmaku.pl
          • bene_gesserit Re: Dziedzictwo PRL-u. 08.02.08, 00:15
            A to wklepie cos bardzo na temat - z ostatniej Kuchni:

            'Jednak nie szkola stworzyla mnie jako kucharza, a Zbigniew
            Cieplinski, szef kuchni w barze Oaza na warszawskiej Pradze, gdzie
            praktykowalem. On stal sie moim kulinarnym mentorem. Od razu
            postawil sprawe jasno: spytal, czy chce sie uczyc, czy leserowac.
            Chcialem sie uczyc. Przydzielil mnie do pracy przy rodzielaniu
            miesa. Do baru dostarczano polowki swiniaka i to ja musialem je
            dzielic na kawalki. Pozniej robilem szynki, salceson, kielbasy. (...)

            Praca w Oazie byla ciezka, ale sensowna. Pozniej Cieplinski uczyl
            mnie przyrzadzania rolad, miesnych glaret, calej garmazerki. Swietna
            szkola! I wyzwanie: w barze gotowalo sie dziennie dla 3000 osob!'

            To fragment wywiadu z Tomaszem Bazylem, szefem ekskluzywnej
            portugalskiej restauracji, ktory pare lat temu zdobyl tytul
            najlepszego kucharza w Portugalii. A 'stworzono' go jako kucharza w
            masowej, prl-owskiej stolowce dla praskiej biedoty.

            --
            skocz.pl/bene_gesserit:
            • kocia_noga Re: Dziedzictwo PRL-u. 08.02.08, 09:01
              To i ja coś dodam.Niedawno rozmawialismy w domu o pewnym barze
              ćwiczeń.Muszę wytłumaczyć, bo teraz takich nie ma.Był to bar, gdzie
              odbywały się ćwiczenia i praktyki uczniów szkół
              gastronomicznych.Można tam było świetnie i tanio zjeść,przy czym
              potrawy miały wygląd i zapach.
              Coś zapomnianego; zastanawialiśmy się, gdzie teraz uczniowie uczą
              się gotowania i zrobiło się dość smutno.Kolega mojego syna,
              zamiłowany kucharz, wyszukał sobie miejsce praktyk wakacyjnych -
              elegancki hotel znany z kuchni.Po powrocie opowiadał nam historie
              prawie nie z tej ziemi - o podróbach, cwaniactwie itd.
              No i jeszcze na temat.Też pamiętam moją domową kuchnię - czego tam
              nie było! Czernina, zające,pantarki, młode kogutki przyrządzone
              tak,żeby moznabyło zjeść je w lesie na polanie (na kocu i
              serwetce),oraz mnóstwo potraw z ziemniaków.Mroczny PRL.Rodzina
              niebogata ani tez żadna arystokracja.
          • emka_1 jakże udatne podsumowanie:) 08.02.08, 00:33
            tylko to jest forum kuchnia i nie jest to miejsce na dyskusje natury
            socjologiczno-historyczno-demograficznej. ale skoro tak wraz ze swoim alter ego
            naciskasz, to może wyjaśnisz o co ci chodzi?
            chcesz udowodnić, że przed wojną chłop czy robotnik jadali wykwintnie, a wredny
            prl im to odebrał i kazał jeść ziemniaki, że przed wojną wyższe klasy nie jadały
            ziemniaków, zaczęły się paść nimi dopiero za prlu?
            skąd te generalizacje, że wszędzie obiad to muszą być tłuczone ziemniaki? guru
            makłowicz tak gdzieś napisał?

            jeśli już mamy mówić o złym dziedzictwie, to akurat jesteś całkiem niezłym
            okazem dziedzica - pluć na przeszłość i dążyć do homogenizacji, dość pokrętnej,
            bo ukrytej pod płaszczykiem zainteresowania się różnorodnością. jednak dziwnym
            trafem widzisz wokół jedynie ziemniaki tłuczone i kapustę pekińską. no to
            wrogowie klasowi zupełnie jak coca-cola i stonka.


            tu bym napisała jeszcze parę ciężkich i politycznie niepoprawnych słów, ale się
            powstrzymam, bo nie chciałabym nikogo urazić,
            ale może rozważ myśl, że także w kuchni lepsza jest ewolucja niż rewolucja, a
            kaznodziejstwo, zwłaszcza kulinarne, jest wysoce niestrawne.



            --
            święcie przekonana, że ma tyłek ze szkła, nie wstawała z łóżka w obawie, że go
            sobie potłucze
          • Gość: nora Re: Dziedzictwo PRL-u. IP: *.dsl.chcgil.ameritech.net 08.02.08, 08:59
            poszukiwaczarmi napisał:

            > Hasło "dziedzictwo prlu" stało się zatem przyczynkiem do dyskusji, czy ziemniak
            > jest dobry czy nie. Rzecz w tym, że takie dywagacje nie mając nic wspólnego z
            > tematem wątku.


            Temat wątku to jedno, pierwszy post w wątku to drugie - a ten jest o ziemniakach :)
            Nazwanie podawania na okrągło ziemniaków "wąskimi horyzontami" uważam za bzdurę.
            Chyba że chodzi o ziemniaki z wody na zmianę z tłuczonymi i nie poza tym, tyle
            że to nie PRL jest winna, a tym bardziej poczciwy ziemniak. Jak mało które
            warzywo, ziemniak to prawdziwe pole do popisu dla lubiących eksperymentować w
            kuchni. W razie braku chęci do eksperymentowania - była (także za PRL-u), jest i
            będzie cała masa gotowych przepisów z ziemniakiem w roli głównej. Widocznie
            teściowa autora wątku nie lubi eksperymentów w kuchni - co ma do tego PRL?

            Swoją drogą, odnosząc się do innych poruszanych tematów, utożsamianie
            gastronomii, a ta rzeczywiście w PRL-u ciut kulała, z kuchnią w szerszym tego
            słowa znaczeniu, to IMO nieporozumienie.
    • Gość: anita Re: Dziedzictwo PRL-u. IP: *.telsten.com 07.02.08, 23:34
      To nie jest żadne "dziedzictwo" niczego, tylko ograniczenie
      repertuaru (potrzeby, umiejetności, ciekawości kulinarnej i tak
      dalej) osoby gotującej albo jej rodziny do jednych jedynych
      ziemniaków ugotowanych, rozciapanych po talerzu i polanych sosem czy
      tluszczem pozostałym po smażeniu schabowych. I nie ma nic wspólnego
      z PRL-em czy brakiem PRL-u: dziś mimo bogactwa róznych rzeczy w
      sklepach, dostepu do książek kucharskich, łatwości podrózowania po
      świecie niektórzy dalej zajadają li i jedynie ziemniaki, w jednej
      ulubionej postaci. Bo w domu zawsze tak było, i bedzie az do końca
      świata. Bo ich nie ciekawi kasza ani makarony, a ryz jest dla
      chorych. I nawet w restauracji na Teneryfie bedą szukac ugotowanych
      ziemniaków, i kręcic nosem na wszystko inne. Na pewno zresztą każdy
      zna takie osoby.
      I z drugiej strony: za PRL-u jadalo się ciekawie, jesli ktoś chcial
      ciekawie gotować. Produkty były (no, nie wszystkie rzecz jasna,
      owoce morza czy taka rozmaitośc warzyw, jak dziś, na pewno nie), i w
      wielu domach jadło się smacznie i niebanalnie. W moim domu tak było,
      bo mojej mamie się CHCIAłO różne rzeczy wymyslać, testować
      przepisy , bo ją samą banały nudzily a wiele rzeczy inspirowało. I
      znam wiele podobnych domow z dzieciństwa.
      Jednym zdaniem to przeklinanie na PRL, jakoby miał zabic w ludziach
      inwencję kulinarną czy potrzeby estetyczno-smakowe to dla mnie
      nieprawda. Nie mozna zabić czegoś, czego nie ma. A jesli jest, to
      objawia się niezaleznie od PRL-u, III RP, IV RP czy co tam jeszcze
      przed nami.
        • poszukiwaczarmi Re: Dziedzictwo PRL-u. 08.02.08, 00:08
          Oczywiście. Na lunch w restauracji Wczasowa jadł pieczoną przepiórkę a wieczorem
          wcinał homara w Pomorzance. No za tymi nielicznymi wyjątkami, gdy akurat był
          tylko mielony albo bukiet z jarzyn. Ale to wyjątkowo. Jadł, co chciał...

          --
          poszukiwaczesmaku.pl -
          super strona o kuchni regionalnej
          • bene_gesserit Re: Dziedzictwo PRL-u. 08.02.08, 00:22
            Mysle, ze trzeba miec wiele arogancji, zeby przekreslac 50 lat w
            historii polskiej kuchni. Prace setek tysiecy ludzi, nierzadko
            bardzo przywiazanych do swojego zawodu i dumnych ze swojej pracy.
            Niestety - nowe czasy wyksztalcily 'smakoszy', ktorym 'dobry smak'
            kojarzy sie wylacznie z homarami :(

            --
            Lubi sie ocierać o orzech kokosowy, migdały lub limonkę.
            • poszukiwaczarmi Re: Dziedzictwo PRL-u. 08.02.08, 01:13
              Szacowne Panie (tu postanowiłem odnieść się do całego grona niewiast, które
              postanowiły napisać i poszukiwać w czasach PRLu jednak pozytywów) :) !

              Mam PRL głęboko w nosie, pamiętam go w schyłkowej fazie, gdy stało się w kolejce
              w mięsnym i nagle rzucali kubańskie zielone pomarańcze (brało sie, bo to też towar).

              Już raz pisałem, że to nie jest mój wątek (to do mojego "alter ego"). Zabrałem
              tutaj tylko głos i to po to, żeby powiedzieć, że PRL NIE SPRZYJAŁ polskim
              kulinariom. Sprzyjał? Jeśli komuś sprzyjał, to bez wątpienia cierpi on na deja
              vu. PRL całkowicie wykorzenił ludowość i regionalizm. Tępił wszelkie przejawy
              kulturowej odrębności, w zamian oferując ogólnopolską urawniłowkę.

              Wraz z etykietami zastępczymi na polskim rynku regionaliów pojawił się zespół
              Mazowsze, a w pseudoregionalnej restauracji Kociewianka do stolików podchodziły
              kelnerki w stroju Kaszubek. Ryba w prlowskiej restauracji była często
              śmierdząca, a mielony - zielony wewnątrz i śliski na zewnątrz. Jedną z niewielu
              atrakcji Wczasowych i Goplanianek były babcie klozetowe w plastikowych
              fartuchach, które jadły bułki z kiełbasą przy stolikach koło wucetów i głośno
              mieszały aluminiową łyżeczką w szklance odzianej w wełniany uchwyt.

              Śledź po japońsku, placek po węgiersku, fasolka po bretońsku, ryba po grecku -
              prlowska spuścizna kulinarna, która świadczy o znacznej aberracji umysłowej
              twórców tej spuścizny.

              PRL był okresem tak absurdalnym, że tak skromna część życia jak gastronomia
              nikogo wówczas specjalnie nie interesowała, wszak w restauracji była wódka,
              której zazwyczaj nie było w sklepach. A że ciepła, no cóż, zupa była zimna, więc
              średnia i tak całkiem przyzwoita...

              --
              grapa ryn wew ta plata,
              tego jeścia to nie znata - kuchnia kociewska
              poszukiwaczesmaku.pl
              • bene_gesserit Re: Dziedzictwo PRL-u. 08.02.08, 01:21
                Mi to sie jakos nie wydaje, aby powtorzenie piecset razy tego samego
                sprawialo, ze to cos stanie sie prawda, ale probuj, probuj - moze
                sie jednak myle.

                Wyznales wlasnie, stwierdzam z zaduma, ze piszesz o czyms, czego zes
                nie zasmakowal i o czym masz pojecie blade. Z moich obserwacji
                wynika, ze na kuchni w jej wydaniu praktycznym (jakze roznym od
                wirtualnego) rowniez znasz sie kiepskawo. To czyni cie w tej
                dyskusji raczej niemym, mimo calej twojej pelnej fanfaronady
                wylewnosci. Zatem adieu.


                --
                -So, we’re the last feminists? Feminism dies with my generation?
                -It is to be hoped for, dear.
              • hania55 Re: Dziedzictwo PRL-u. 08.02.08, 09:51
                Drogi Poszukiwaczu, bardzo mi przykro, że byłeś skazany na żywienie
                się w najpodlejszych garkuchniach PRL i przez ich pryzmat, a nie
                przez pryzmat kuchni domowej, która swą różnorodność zawierała
                wyłącznie talentom i inwencji gotujących, patrzysz na historię
                kulinarną tamtych czasów. Szczerze Ci tego współczuję.

                Mnie czasy PRL kojarzą się ze wspaniałościami wyczarowywanymi przez
                mamę i babcię z tego, co w ogóle na rynku było dostępne, z
                nadmorskimi smażalniami, gdzie można było zjeść świeżą flądrę albo
                śledzia, z jeszcze ciepłymi wędzonymi rybami kupowanymi od rybaków i
                jedzonymi z dobrym chlebem. Do lokali serwujących śledzie po
                japońsku i placki po węgiersku moja rodzina nie chadzała, a na
                kubańskie pomarańcze nie było nas stać.

                Byłabym Ci wdzięczna, gdybyś swoich traumatycznych przeżyć nie
                przelewał na nas i nie próbował nam wmówić, że w każdej kuchni
                siedział ubek, który pilnował, czy aby na pewno kartofle polewa się
                margaryną. Jeżeli tak jadało się u Ciebie w domu i z tego powodu
                cierpisz na rozliczne urazy, proponuję zainteresować tym lekarza i
                raczej nie wmawiać nam, iż nasze umysły zostały tak zatrute
                ziemniakami i fasolką po bretońsku, że nie umiemy objawianych przez
                Ciebie prawd przyjąć za własne.

                --
                Sygnaturkowy totolotek.
              • pinos Re: Dziedzictwo PRL-u. 11.02.08, 17:10
                Proponuję Ci, Poszukiwaczarmi, popatrzeć w antykwariatach po ofercie PRL-owskich
                książek kucharskich... Jeżeli o mnie chodzi, jest to oferta ciekawsza
                tematycznie (bo nie edytorsko) od obecnej...
                Dębscy, Łebkowski, kuchnia kazachska, gruzińska...


                --
                ... me with my memories, him with his whiskers,
                me and the cat...
          • Gość: anita Re: Dziedzictwo PRL-u. IP: *.telsten.com 08.02.08, 00:27
            Po pierwsze nie jadalo sie wówczas lunchów. Po drugie w
            restauracji "Wczasowa" nie spodziewałabym się pieczonych przepiórek,
            jakos ta nazwa mnie nie rzuca na kolana i nie obiecuje przezyc
            kulinarnych z najwyższej półki (choc pewnie serowała niezle
            mielone). Po trzecie przepiórki były dosyć popularne, podobnie jak
            inna dziczyzna, chyba nawet bardziej, niz teraz (zdarzyło mi sie
            kilka razy jeść np. w dzieciństwie bażanta we własnym domu,
            pieczonego "ze sloniną pod pachą", pamiętam do dziś, bo którys z
            przyjaciół ojca był mysliwym i czasem podrzucil cos dobrego w
            prezencie). Po czwarte dzis też raczej nie weszlabym do restauracji
            pod nazwą Wczasowa, no nie przekonuje mnie ta nazwa (ale to juz
            kiedys omowiliśmy, Ty musisz, poszukiwacz, lokale i towarzystwo
            zmienić na lepsze, to przestaniesz mieć obsesje na tle kapusty
            pekinskiej i PRL). Po piate z homarem moglo byc faktycznie kiepsko,
            ale homar to nie jest wyznacznik wykwintnej kuchni, a juz co
            najmniej nie jedyny - no, chyba że w restauracji Wczasowa czy inna
            Pomorzanka.
            I po szóste najważniejsze: większość posiłków większość z nas jada
            we wlasnych domach. W domach tych zaś gotujemy to, co chcemy (wtedy
            i teraz) i jedyne co nas ogranicza, to własna fantazja. Lub jej
            brak, i wtedy sie świat czlowiekowi kończy na kapuście pekińskiej,
            która go zewsząd otacza i zasypuje.
          • emka_1 Re: Dziedzictwo PRL-u. 08.02.08, 00:48
            prawie mnie wzrusza
            twój kompleks plebejusza.

            nad morzem, sądząc po nazwach lokalu jadało się pyszne świeże płastugi prosto ze
            smażalni, równie dobre jak sola w dover z podobnej budy, a ona lepsza niż w
            gwiazdkowej knajpie w londynie, bo ekstra świeża, albo jeszcze ciepłego
            wędzonego węgorza z bułką o smaku bułki.

            ale owszem, są tacy, którym smakują wyłącznie gwiazdki z michelina
            --
            święcie przekonana, że ma tyłek ze szkła, nie wstawała z łóżka w obawie, że go
            sobie potłucze
          • nieskorzanka Re: Dziedzictwo PRL-u. 08.02.08, 13:35
            W PRL-u jadało się OBIAD a nie lunch, co nadal czynię jem śniadanie, OBIAD i
            kolację!!!!

            > Oczywiście. Na lunch w restauracji Wczasowa jadł pieczoną przepiórkę a wieczore
            > m
            > wcinał homara w Pomorzance.
    • jarek_zielona_pietruszka Re: Dziedzictwo PRL-u. 08.02.08, 01:15
      To:
      1. Jeszcze ciepłe wędzone węgorze kupione u rybaka w Trzebieży
      2. Ryby kupione prosto z kutra w Ustce, usmażone przez mamę
      3. Jagodowe lody na Helu
      4. Certy wędzone z Pucka
      5. Minogi z Sobieszewa
      Tyle ze stron jednego z tych sfrustrowanych
      6. Przepiórki, bażanty, kuropatwy, i wszelaka inna dziczyzna przyrządzana przez
      babcię a później mamę i w końcu przeze mnie.
      7. Rydze marynowane z Muszyny
      8. Sałatka z rydzów którą przygotowuję do dzisiaj na działce w okolicach Sejn.
      9. Moje pierwsze "pijaństwo" 180 raków popite z kolegą 1/2 litra jarzębiaku.
      Siedzieliśmy na działce j,w i skubaliśmy przez kilka godzin
      10. Święto Trybuny Ludu i zjedzone w karczmach regionalnych przy stadionie X
      lecia wspaniałe potrawy z różnych zakątków naszego kraju.

      --
      poszukuję starych książek kucharskich
      • kocia_noga Re: Dziedzictwo PRL-u. 08.02.08, 10:12
        Ech, miałam obszerna odpowiedź, ale mi ją "wcięło", a było tam wiele
        z tego, co Jarku, opisałeś.Dziczyzna (miałam ciotkę, absolwentkę
        pewnej przedwojennej szkoły ludowej, która tak przyrządzała
        dziczyznę,że do dziś wspominam - ale tego się nie da opisać), lody,
        ach zwłaszcza lody! Pamiętam renomowaną lodziarnię w moim mieście -
        do dziś daja tam lody i są kolejki, ale to co serwują ma
        wystandaryzowany smak.Łatwiej i szybciej wyprodukowac coś z gotowych
        mieszanek no i zdaje się, przepisy zabraniaja kupowania świeżych
        poziomek od pań z bazaru.Teraz można sobie takie lody najwyżej samej
        zrobić - chyba nigdzie już się tego nie kupi.
        Chleb, bez polepszaczy - nałęczowski, zakopiański, sitkowy, graham.
        Kuchnia regionalna - wbrew temu, co założyciel wątku pisze, miała
        się bardzo dobrze.Wiem, bo w czasach studenckich dorabiałam sobie
        kelnerowaniem w restauracjach.
        No i jeszcze coś,ech, może ktoś pamięta.Pudliszki, Winiary, San.Ich
        wyroby moznabyło jeść.Może przez pewne zacofanie naszego przemysłu,
        może przez wyśrubowane normy komunistycznych krwawych oprawców,
        niedopuszczające większości stosowanych dzisiaj środków.
        Fabryka San z Jarosławia miała całą linię produktów które do ddziś
        wspominam i - bez przesady - tęsknię do nich.Ciasteczka z selera,
        ktos pamięta? To było CUDO.Sucharki z kminkiem.
        Kiedys zaświtała mi mysl,ze może gdzies przechowują receptury i że
        może wartałoby do nich napisac w sprawie selerowych ciastek.Ale może
        po wykupieniu pzrez jakis koncern (zdaje sie,że nie ma już polskiego
        pzremysłu kulinarnego) znalazł się jakis ideowiec i spalił dokumenty
        na stosie.
        --
        Chrzanić sygnaturki
        • Gość: senin a wiesz, kocia nogo.. IP: *.for.connect.net.au 08.02.08, 11:29
          ze ok 5 lat temu po raz pierwszy odkrylam slynne podwedzane szprotki
          w oleju z Rygi

          a pamietam je z PRL-u jako ruskie szprotki podwedzane w oleju (z
          czrno zlota banderolka)

          musze przyznac, ze od 18 lat pobytu w Australii przed odkryciem
          owych szprotek, zakupila bylam pewnie 20-30 puszek konserw rybnych z
          pulek renomowanych supermarketow tudziez innych orientalnych sklepow

          od kiedy ujrzalam te szprotki na polkach taniego
          sklepiku 'chinskiego' mydla i powidla spozywamy ich conajmniej
          kilkanascie rocznie

          i wcale nie dlatego ze sa tansze od "john West" bo nie sa

          sa po prostu SMACZNE jak wiele rzeczy, ktore pamietam z PRL-u
          i ktore probuje odtworzyc w AU -

          bywalam tez w krajach europejskicjh - i mowiac szczerze - e
          tam..nie ma o czym mowic

          PRL nie byl zly

          wlasnie dzisiaj probowalam kupic cos podobnego do polskiego
          salcesonu w pobliskim supermarkecie - no such luck

          15 rodzajow szynki ;((( co jeden to gorszy , za to pieknie
          wyeksponowany itd


          o Boze, ludzie to nmaja jazde na wlasnych kompleksach ;(
          poszukiwaczu, czas odnalezc prawdziwego siebie, bez zadecia, ktore
          tu prezentujesz
        • isabeau Re: Dziedzictwo PRL-u. 12.02.08, 18:55
          Troszkę off topic, ale Suchary Bieszczadzkie (te z kminkiem) były jeszcze dwa
          lata temu (a może są i nadal) dostępne w sieci sklepów Stokrotka. Sama się nimi
          zajadałam....
          --
          isabeau
      • momas Re: elegancka kuchnia a PRL 08.02.08, 10:50
        Zastanawia mnie jedno. skoro Poszukiwacz zna PRL ze schyłkowego
        okresu:
        "Mam PRL głęboko w nosie, pamiętam go w schyłkowej fazie, gdy stało
        się w kolejce
        w mięsnym i nagle rzucali kubańskie zielone pomarańcze (brało sie,
        bo to też towar)."
        To skąd wie, ze za czasów PRL-u (no kurna, to 50 lat!)w restauracjach
        "...kelnerki w stroju Kaszubek. Ryba w prlowskiej restauracji była
        często
        śmierdząca, a mielony - zielony wewnątrz i śliski na zewnątrz..."
        No i że nie sprzyjał kulinariom?
        No zez kurcze, być może zakłady zbiorowego żywienia, zwlaszcza w
        wielkich miastach nie charakteryzowaly się kuchnią wykwintną, ale
        skąd może Poszukiwacz wiedzieć, jak wyglądaly typowe GS np na
        przelomie lat 60/70 na prowincji?
        Owszem zdazały sie kiepskie, ale bywaly wspaniale, gdzie gotowaly
        kucharki miejscowe, w oparciu o tradycyjne receptury (mam
        szczególnie w pamięci taki jeden w Gardnie Wielkiej....)
        Nie mozna uogólniac.

        Ja pamietam, ze moja Mama, mając mizerię w sklepach, niżle musiala
        nakombinować, aby zrobić coś super-hiper. Moim zdaniem, nie trudno
        wymyślić jakis wspanialy przepis mając nieograniczony dostęp do
        produktów. Sztuką jest zrobienie czegoś wspanialego z "niczego". To
        dopiero jest sprzyjanie kulinarnej kreatywności....

        Przy okazji.... kto teraz robi na swięta Bozego Narodzenia pasztet z
        zająca?????
        A pamietam z dzieciństwa te zające za oknami (mieszkałam w samym
        sercu Śródmieścia stołecznego)wystawione na kruszenie. Wtedy było
        wiadomo, ze do świąt już blisko....


        Poszukiwaczu, uogólnianie nie wychodzi na dobre..
        To jakbys powiedział, ze podstawą wyzywienia Chińczyków jest ryż....
        (bzdura kompletna)
        lub znając pierwsza zasade temodynamiki mówił, ze znasz się na
        fizyce...

        .

        --
        Liczba literówek jest wprost proporcjonalna do poziomu irytacji.
        • momas Re: elegancka kuchnia a PRL 08.02.08, 11:50
          Do tego wszystkiego, co napisałam dochodzi jeszcze jedno. Gdyby
          Poszukiwacz pisał zrozumiale, może nie byłoby nieporozumień. Gdyby
          nie silił się na tworzenie zdań wielokrotnie złożonych, archaizmy i
          pokrętną stylistykę....
          MOIM zdaniem nie można mówić o sztuce kulinarnej restauracji, barów
          i domowej. To są dwie różne sprawy.
          Owszem, za czasów PRL dominowała w zakładach zbiorowego żywienia
          (dostępnych dla przeciętnego obywatela) kuchnia chłopska, często
          regionalna. Często bardzo pyszna . Czasami nie.
          Raczej nie stosowało się pzepisów kuchni ziemiańskiej, czy
          szlacheckiej. Oczywiście były wujątki.
          A w domach - to już zupełnie inna bajka. Tak jak napisała Hania55

          Uważam, że nie można uogólniać.
          --


          Liczba literówek jest wprost proporcjonalna do poziomu irytacji.
          • Gość: melisa Re: elegancka kuchnia a PRL IP: *.aster.pl 08.02.08, 12:49
            Nie jest prawdą,że za PRL były tylko obskurne bary mleczne i garkuchnie.W
            Warszawie była przepyszna kaczka pieczona w "Kamiennych schodkach" na
            Starówce,knajpa z samą dziczyzną na Nowogrodzkiej,na Puławskiej z samymi
            rybami,na Senatorskiej knajpa z potrawami chińskimi.Oprócz tego bardzo dobra
            restauracja Berentowicza w Konstancinie i "Pod złotym linem" w Serocku.Jak się
            chciało dobrze zjeść poza domem to się miejsce znalazło.
            • momas Re: elegancka kuchnia a PRL 08.02.08, 12:56
              oczywiście, masz rację. Co potwierdza moją tezę, że nie można
              uogólniać.
              Dawne pączki i lody od Bliklego (lody, kupowane na otarcie łez po u
              wizycie u dentysty - ale tylko jedna kulka!) też były dobre.
              Jak się chciało dobrze zjęść - można było znaleźć odpowiednie
              miejsce.

              Evro słusznie zauważyła. Nie można PRL-u oceniać tylko przez
              pryzmat barejowskich filmów.Jego filmy uwypuklały absurdy, ale na
              codzień niezupełnie było tak.

              Czy bar mleczny z Misia miał odbicie w rzeczywistośći??? No nigdzie
              nie spotkałam się z miską przykręconą do stolika i łyżkami na
              łancuchach.
              Myślę, ze nie wszyscy umieją przełożyć gagi filmowe na
              rzeczywistość....

              --
              Liczba literówek jest wprost proporcjonalna do poziomu irytacji.
            • Gość: ania_m Re: elegancka kuchnia a PRL IP: *.pools.arcor-ip.net 08.02.08, 13:30
              w warszawie byl "bazyliszek", "krokodyli" i - wielka frajda dla
              dieci - hortrex. to byly nasze obowiazkowe przystanki podczas pobytu
              w stolicy. w krakowie zagladalismy w latach 70tych do "wierzynka".
              potem niestety lata cale go remontowali, jak pamietam. w gdansku
              chodzilismy czasami pod "lososia". bylismy tam ostatnio przed paru
              laty swietowac uroczystosc rodzinna. zenada pelna i to za duze
              pieniadze, szkoda mi slow. miesiecznik pod nazwa "magazyn
              turystyczny" relacjonowal co roku zmagania restauracji w konkursie o
              "srebrna patelnie". pamietam jak ktoregos ranka gdzies w polowe lat
              70tych pojechalismy samochodem z trojmiasta do slupska, aby cieszyc
              sie obiadem w "karczmie slupskiej"; wtedy jednym z laureatow
              pebiscytu.
              z licznych wyjazdow z rodzna w tym czasie pamietam pyszna golonke
              (jako dziecko bralam chetnie flaki na pierwsze i golonke na drugie.
              siedmioletnie pacholecie z takim apetytem budzilo wszedzie
              powszechne zdumienie kelnerow) w zajezdzie "rebajlo" pod pila, dobre
              jedzenie w "gniewku" - chyba gdzies kolo poznania.
              byly pyszne smazalnie ryb nad morzem, kolo domu stal zdezelowany
              autobus sprzedajacy takowe wedzone i swierze a w sezonie rowniez
              smazone. z ciezarowek sprzedawano w trojmiescie zywa fladre. to co z
              tego, ze nie bylo koledry, krewetek (za te obecnie dostepne w polsce
              serdecznie dziekuje i tak), homara i swiezego mango. bardzo fajnie,
              ze teraz sa, ale szkoda, ze wiele dobrych produktow spozywczych
              skonczylo sie wraz z prl-em.
              z ziemniakami zdaje sie bylo roznie. moim najwczesniejszym
              wspomnieniem gastronomicznym jest scysja rodziny podczas obiadu i
              kategoryczne zdanie mamy poparte artykulem, zdaje sie z "kobiety i
              zycia", ze kartofle tucza i kropka. tak, wiem, ze teraz sie to
              zmienilo. w kazdym razie cale dekady jedlismy malo kartofli i
              ogolnie bardzo malo wypelniaczy typu kasza i kluchy. obiad skladal
              sie najczesciej z kawalka miesa lub ryby oraz duzej porcji sezonowej
              surowki. w zimie z solonch opienkow, badz z marchewki z czymstam, z
              pory, selera, czarnej rzodkwi, badz kiszonej kapusty. bardzo czesto
              jadalismy na pierwsze lekkie na tamte czasy zupy. rzadko drugie bylo
              maczne typu placuszki badz racuchy.
              fakt, ze niektorzy jadali tych ziemniakow nieco wiecej, bo kiedy
              dostalam polecenie "obierz ziemniaki do obiadu" zdumiona kolezanka,
              ktora przyszla sie pobawic, czy moze odrobic razem lekcje
              stwierdzila, ze u niej w domu gar z ziemniakami na rodzine - rowniez
              3osobowa jest ze 4 razy wiekszy. widocznie ci bardziej te ziemniaki
              lubili :)
              no i naprawde wielu rzeczy nie byo, ale czlowiek kombinowal - latal
              do herbapolu po lebiodke, mielony imbir. polowal w sklepach na
              glutasol, aby zrobic danie chinskie z ksiazek pana halbanskiego,
              prosil znajomych pracujacych na promach o przyprawe curry itp.
              ptawda jest jednak, ze prl odcisnal pietno nawet na wspolczesnych
              mlodych kucharzach. ubolewam, ze kuchnia polska zmodyfikowana do
              poziomu, nazwijmy to "gwiazdkowego" dalej praktycznie nie istnieje.
              lecac do niemiec wypatrzylam w gazecie w samolocie artykul o "mopo",
              czyli modern polish cuisine i jej tworcach, ale wielu konkretnych
              informacji nie wyluskalam niestety.
          • kocia_noga Re: elegancka kuchnia a PRL 14.02.08, 10:00
            Gość portalu: Dosia napisał(a):

            > Przepraszam momas, ale czy te zajace to nie przypadkiem od
            znajomego lesniczego
            > ?
            > I to tylko dlatego, ze nic innego wtedy nie dalo sie kupic, bo od
            rolnika
            > swiniaka nie dalo sie nijak dostac?

            Zające były w każdych Delikatesach przed świętami, nawet były
            przysłowiowe.Widok kruszejących za oknem w grudniu był powszechny i
            normalny.Mięsa było pod dostatkiem, bardzo duzo ryb tanich.
            Problemy z zaopatzreniem pojawiły się w latach 80.
            --
            Chrzanić sygnaturki
            • momas Re: elegancka kuchnia a PRL 14.02.08, 10:45
              Kocia nogo ubiegłaś mnie, ale coś dzisiaj Kuchnia trudno mi się
              ładuje.....

              Niewykluczam, że pewna część zająców pochodziła od znajomych
              myśliwych.
              Ale można było je kupić, potwierdzam - w Delikatesach.
              Np na Nowym Świecie -koło wydawnictwa Perspektyw - oraz po drugiej
              stronie - Koło Wareckiej tam nadal funkcjonuje spożywczy (ale czy to
              można nazwac jeszcze Delikatesami???) - tam, gdzie w dziale
              cukierniczym były takie koła obrotowe podzielone na części... z
              cukierkami....

              No i w Tokaju na Marszałkowskiej....
              Tam zające widziałam nawet na początku lat 90-tych...

              --
              Liczba literówek jest wprost proporcjonalna do poziomu irytacji.
              • kocia_noga Re: elegancka kuchnia a PRL 14.02.08, 15:11
                momas napisała:

                > Kocia nogo ubiegłaś mnie, ale coś dzisiaj Kuchnia trudno mi się
                > ładuje.....



                Zając za oknem był przysłowiowy i pamiętam zaprzyjaźniony pokój w
                akademiku, gdzie koledzy wywiesili przed świętami rybę wędzoną na
                sznurku za oknem i nazwali ją zając... tkwiła tam kilka miesięcy i
                była inspiracją do różnych żartów.Od leśnika tez mozna było, ja
                miałam krewnego myśliwego ( dla sportu) który przywoził dziczyznę
                mojej ciotce, a ta wyczarowywała z tego rzeczy niebiańskie, ale to
                już całkiem inna historia.
                --
                Chrzanić sygnaturki
    • Gość: zadumana gagi a prl IP: *.daewoo.lublin.pl 08.02.08, 14:30
      Osoboście jadłam obiad (w podróży, w prl) w ogromnym barze w W-wie i
      był tam tylko jeden nóż przy ladzie z kasą. Trafiłam na jakiś
      cudowny, budzący entuazjazm przypadkowo zebranych moment,
      kiedy "rzucono" schabowe, więc nie musiałam jeść inej brei. Ja też
      wzięłam kotlet, ale szczęśliwie spostrzegłam ten nóż, którego
      pilnowała budząca respekt pani. Pokornie pokroiłam przy niej i
      poszłam do stolika. Inni mniej spostrzegawczy z godnością obgryzali
      schaboszczaka nabitego na widelec.
        • Gość: ania_m Re: gagi a prl IP: *.pools.arcor-ip.net 08.02.08, 15:03
          o tak, pamietam jarocinska "kawiarnie" pobierajaca podczas festiwalu
          jarocinskiego w latach 80tych kaucje za wszystko - szklanki, sztucce
          itp. pewnie mysleli, ze dzika mlodziez im wszystko ukradnie ;)
          "dzikusy" byly jednak jeszcze bardziej pomyslowe - po 3 dniach w
          innych kawiarniach w miescie, ktore nie wprowadzily systemu
          kaucjowania zabraklo sztuccow i zastawy :D
          no i (w tych czasach mnie calkiem nie dotyczacy)zakaz sprzedawania
          alkoholu bez zagrychy. moj jamnik szorstkowlosy urywal sie podczas
          tygodniowego pobytu w wisle pod budke z piwem, gdzie, poniewaz byl
          ladnym i milym psem, byl intensywnie karmiony przez pijaczyn
          kielbaskami z rozna, ktore musieli dokupic do kazdego kuflowego
          piwa. pies po takim wypadzie ledwo sie toczyl z przezarcia
        • poszukiwaczarmi Re: gagi a prl 08.02.08, 21:01
          O, kaucja!

          Dokładnie pamiętam kaucję za nóż aluminiowy, którą należało uiszczać przy kasie
          - ot, aluminiowe, często wyszczerbione i krzywe, noże były dobrem tak pożądanym,
          że rzeczywiście mogłyby być doczepiane do stołów na łańcuszkach :)

          Kaucje za szklanki też były, a jak!

          Uroczo celna uwaga! :) Brawo (klask-klask!!) :)

          --
          poszukiwaczesmaku.pl -
          super strona o kuchni regionalnej
    • Gość: Go Re: Dziedzictwo PRL-u. IP: 80.54.173.* 08.02.08, 17:30
      Uff,znowu emocje których bym się nie spodziewał i znów muszę co nieco wyjaśnić .
      Do j-z-p -pisząc o margarynie miałem na myśli nie PRL lecz współczesność ,kiedy
      to większość naszych rodaków zajada się tym świństwem ogłupiona przez reklamy i
      pseudodietetyków,a skwarki-może kiedyś spróbujesz mojego smalcu z cebulką i
      uronisz łezkę zachwytu.Dalej ,nie wiem skąd wytrzasnęliście moją chorobliwą
      nienawiść do PRL-u ,list mój tyczył jak najbardziej współczesności której
      kondycję skądś próbowałem wywieść .Rozpętała się burza niemalże rozmiaru
      dyskusji o okrągły stół(polski nie arturiański)podczas gdy mnie chodziło o
      kartofle.Nie miałem zamiaru osądzać PRL-u,gdyż jako człowiek rozsądny nie wierzę
      w czarno-białe rzeczywistości w dodatku nie czuję najmniejszej tego
      potrzeby-chciałem tylko pogwarzyć o kartoflach.Chciałem tylko zwrócić uwagę,bez
      żadnej ideologizacji,że w większości domów dzisiejszych 50-60latków nie ma
      pytania co dziś na obiad tylko co dziś do ziemniaczków.Nie chciałem też nikogo z
      tego powodu potępiać czy poniżać.Skonstatowałem i chciałem poznać zdanie innych
      na ten temat,PRL pojawił się zupełnie z boku a to on wzbudził największe emocje
      i najgorętszą dyskusję(niekiedy podszytą jakąś niezrozumiałą dla mnie
      agresją,czyżby jakieś forumowe animozje).Nie chciałem również dowodzić wyższości
      innych produktów nad jakoby plebejskim ziemniakiem,lecz zwrócić uwagę na ich
      nadużywanie a jednocześnie na bylejakość ich przyrządzania,mogę zjeść miednicę
      nierozlatujących się ziemniaków ugotowanych z czosnkiem,liściem bobkowym i
      kminkiem podanych w całości,okraszonych wędzonym boczkiem i posypanych siekaną
      dymką.Niestety zazwyczaj ziemniaki podaje się u nas w tak smutnej postaci,że
      strach.Jest to fakt,nie żadna ideologizacja i proszę mi nie udowadniać,że to
      moje PRL-owskie fobie czy urazy przedpłodowe.Chodzi mi wyłącznie o wrażenia
      kulinarne,nie polityczne.Wytykał mi ktoś też moje jakoby ziemiańskie
      sentymenty,ręce opadają,wstęp o ziemiańskim menu zagajeniem był
      tylko,wprowadzeniem coś jak "już starożytni Rzymianie"i odnoszenie sie do niego
      było cokolwiek bez sensu.
      Kończąc życzę nam wszystkim aby zamiłowanie do dobrego jedzenia zawsze łączyło
      choćby dzieliło nas wszystko inne oraz aby w dyskusjach było mniej
      zacietrzewienia a więcej zrozumienia.
      Gość Rafał
      PS.Widzę ,że pisujecie po nocach.Ja niestety wstaję o czwartej do pracy a
      jeszcze obiad trza podszykować na jutro.A tak na marginesie to co u was na
      obiadek,bo u mnie gęsta zupa soczewicowa na świńskim ogonie z kładzionymi
      kluseczkami do tego pajda razowca(jak by ktoś był w Częstochowie niech kupi
      chleb od Musiorskiego -najlepszy jaki jadłem i wcale nie płacą mi za
      reklamę)niebo w gębie.Zdrowia życzę!
      • kocia_noga Re: Dziedzictwo PRL-u. 09.02.08, 16:25
        Rafale, ja mam przeważnie znajomków po 50,czyli rówieśniczki i mam
        zupełnie inne obserwacje.W znajomych domach je się bardzo róznie, a
        tych ziemnaków na codzień nie zaobserwowałam.
        Gdyby były jakies statystyki i z nich wynikało,że np 65-70% Polskich
        rodzin wcina grule na okrągło, byłoby o czym dyskutować - o
        wyobraźni, tradycjach,smaku,wygodzie,dziedzictwie przedwojennej
        nędzy i powojennej szarości, czy innych czynnikach mogących mieć
        wpływ.
        Ja mysle,że poniewaz opisałeś jak jada twoja teściowa to może chodzi
        o coś bardziej osobistego.
        --
        Chrzanić sygnaturki
        • Gość: Rafał Re: Dziedzictwo PRL-u. IP: 80.54.173.* 09.02.08, 16:36
          Być może droga Kocia Nogo,że niby moją miłość do teściowej przeniosłem na
          ziemniaki?Do psychoanalityka.
          Ale poważnie może jest tak,że pochodzę z regionu wiejskiego,do niedawna bardzo
          ubogiego,może to regionalne a ja zbytnio uogólniłem?
          Wszystko to być może .Pozdrawiam.
    • Gość: łodzianka Re: Dziedzictwo PRL-u. IP: 81.168.185.* 10.02.08, 22:23
      Z PRLu wspomnien nie mam, bo urodziłam się już poza jego zasięgiem. Ale (tu dwie
      uwagi do tematu)
      1. Z rodzinnych opowieści ikuchennych zeszytów wnoszę, że PRl nie zubożył, ale
      wzbogacił. Bo zmuszał ludzi, chcących jeść smacznie i zdrowo, do myślenia.
      Pobudzał kulinarną wyobraźnie i zaowocował wieloma ciekawymi przepisami. Które
      nie opierają się ani na occie, ani na schabowym.
      2. Mój ojciec też jadłby ziemniaki najchętniej pezez cały rok. I nie ma to
      żadnego związku z PRLem, a z tym, że wychował sie na wsi, gdzie kasze, ryż itp
      jadano rzadko, bo kartofle były z własnego pola i najtaniej.

      A zresztą - czy twojego "Takie bogactwo wyboru a takie wąskie horyzonty" nie
      można doskonale odnieść do młodzieży ( i nie tylko ) wpychającej w siebie li
      tylko fastfoody? Do ludzi, którzy z warzyw jedzą tylko pomidor na kanapce? Do
      tych, co piją tylko słabą lurę, nazywając ją herbatą? I tak mozna wyliczać i
      wyliczać, a dziś na PRl tego nijak nie zwalisz...
      • Gość: zadumana możliwość wyboru a prl IP: *.daewoo.lublin.pl 11.02.08, 14:13
        Różnica elementarna między młodzieżą dzisiejszą i tą z prl-u jest
        taka, że obecnie "wąskie horyzonty" to sprawa indywidualnego wyboru
        i indywidualnej decyzji - w większości przypadków. Kiedyś ten wybór
        został dokonany za nas i nikt tu wiele do gadania nie miał. Klamka
        zapadła bez naszego udziału, również w kuchni.

        Dla mnie na przykład praktyczna kulinarna różnica między epokami
        polega m.in. na tym, że kiedyś przywoziłam z zagranicy książki
        kucharskie (kupowane za "ostatnie" pieniądze), żeby w nich znaleźć
        jakąś interesującą nową kombinację kartofli itp. - co się nawet
        udawało ku rodzinnej radości. Teraz książki kucharskie poza Polską
        kupuję, żeby sobie ugotować 'dowolną' nową potrawę np. dokładnie to
        co Jamie Oliver czy niemiecki Tim Maelzer. I mogę to zrobić bez
        problemu.
    • Gość: genny Re: Dziedzictwo PRL-u. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.02.08, 14:07
      Masz prawo nie lubić ziemniaków, de gustibus itd. Mam wrażenie, że w
      tej dyskusji chodzi o coś zupełnie innego. Zaatakowałeś, krzywdząco,
      dwie zupełnie różne sprawy. Gastronomię popularną i kuchnię domową.
      Gastronomia była różna, dobra i zła, w większości siermiężna, ale
      poprzez swoją prostotę trafiająca do gustów i kieszeni wielu, którzy
      byli na nią skazani, albo chcieli od czasu do czasu zjeść coś
      zupełnie innego. (Nigdzie "pasztecik barowy" nie smakował mi tak
      dobrze jak w ulubionym barze mlecznym.) I nie wiem, co
      lepsze/gorsze. Owe prlowskie naleśniki w barze czy hamburger
      dzisiaj. Przytaczany "śledzik po jabońsku" służył zupełnie czemu
      innemu i jako przykład prlowskiego jedzenia jest tu wyraźnie
      nietrafiony. Mieszczę się w przedziale 50-60, a więc te czasy
      pamiętam dokładnie, podobnie jak i moi przyjaciele i znajomi.
      Zainspirowana przez Twój post zrobiłam małą sondę wśród znajomych.
      Kuchnie domowe były różne. Wtedy już sięgano po wzorce węgierskie,
      bułagarskie,włoskie a nawet "egzotyczne",(tu nieoceniona p.
      Pospieszyńska i jej Przygoda kulinarna). Pewnie, że były to próby
      trudne, często nieporadne ( a jakież mogły być z "zamiennikami"),
      ale były. Może to z punktu widzenia dzisiejszego smakosza i
      eksperymentatora kulinarnego jest i żałosne, ale na pewno nie daje
      to podstaw do niektórych padających w tej dyskusji stwierdzeń
      (często, proszę wybaczyć, na granicy kindersztuby).
      • Gość: Gość Re: Dziedzictwo PRL-u. IP: 80.54.173.* 11.02.08, 14:39
        Droga genny muszę się odnieść.Nie ja poruszyłem sprawę gastronomii lecz moi
        oponenci reagując na hasło PRL.Gastronomię owych czasów ,tę spod znaku barów
        mlecznych, wspominam z dużym sentymentem.Pamiętam wielki gar z kaszą gryczaną z
        ogromnymi skwarkami,leniwe obficie polane masłem czy rewelacyjne cynaderki ze
        śląskimi kluchami.Zdecydowanie górowało to nad dzisiejszym fast foodem.Pamiętam
        również,że w pionie tzw. restauracji było zdecydowanie gorzej.
        Przypominam,że mój list tyczy czasów dzisiejszych,PRL-u dotknął jedynie
        mimochodem i wynika z moich obserwacji,może zbyt uogólnionych.Nie chodzi mi
        również o brak w kuchni egzotyki,wpływów kuchni światowych lecz o zapomnienie
        częste własnych korzeni,zubożenie niegdyś bardzo bogatych tradycji kulinarnych.
        Je