Dodaj do ulubionych

tradycjonaliści:-(

23.07.08, 15:01
Wczoraj ugościłam znajomych kolacją złożoną przekąsek hiszpańskich.
Będąc w Hiszpanii na urlopie kupiłam niezbędne produkty. Jak podałam
szynkę serrano z melonem i kanapeczki na bagietce to mieli takie
miny...I ciągle krytykowali, że ta szynka to ma dziwny smak i jak ją
można podać z melonem, a bagietkę kazali sobie podpiec w piekarniku
i w ogóle dlaczego posmarowałąm oliwą, a nie masłem.
Też tak macie, że Wasi goście wolą tradycyjne potrawy? Nic
wymyślnego.
Edytor zaawansowany
  • janek53 23.07.08, 15:43
    ".... że Wasi goście wolą tradycyjne potrawy?"

    W Hiszpanii sa to wlasnie .. tradycyjne potrawy stad, bardziej
    chodzi tu o kulure niz o potrawy.

    Zmien znajomych. Ludzie bez kultury i wyobrazni i do tego
    zasciankowi.

    Mam wielkie, 20-letnie doswiadczenie w propagacji potraw i produktow
    polskich tu w Hiszpanii (lacznie z chrzanem) i nikt sie nie skrzywil
    i nie narzekal ... wprost przeciwnie. Odkrywano nowe smaki choc nie
    zawsze byly tymi ulubionymi czy preferencyjnymi. W wiekszosci
    przypadkow, wlaczano dania do menu rodzinnego. Tego "tradycyjnego".
  • nexstartelescope 23.07.08, 15:55
    cóz, nie mozesz wymagac od ludzi o odmiennych gustach kulinarnych,
    zeby zachwycali sie czyms, do czego nie są przyzwyczajeni i co im
    nie smakuje. z drugiej strony - ich zachowanie to buractwo w czystej
    postaci, brak ogłady i zrozumienia dla innych zwyczajów. Nie powinna
    sie przejmowac. na przyszłośc - nie warto starac się dla ludzi,
    którzy nie potrafią tego docenic, zaproś na taką kolację kogoś
    innego.
    --
    www.youtube.com/watch?v=yYfWa4N0yy8
  • Gość: miu IP: *.fbx.proxad.net 24.07.08, 17:48
    Nazwijmy rzecz po imieniu: Twoi znajomi sa po prostu zle wychowani.

    Dobrze wychowany czlowiek zje troche, jak mu nie smakuje to
    podziekuje grzecznie i tyle. Marudzenie przy stole w obecnosci
    osoby, ktora chce sie czyms (rzadkim!) podzielic jest przejawem
    braku kultury.
  • bene_gesserit 23.07.08, 16:11

    Moi goscie wola rozne rzeczy - na ogol musze przygotowywac potrawy
    i miesne i wegetarianskie (a czasem weganskie), ale nigdy nie
    przyszloby im do glowy krytykowac wysilku i staran gospodyni. Inna
    sprawa, ze przed zaproszeniem kogos nowego robie dyskretny wywiad,
    czy sa rzeczy, ktorych nie jada, ma uczulenie itd - a jesli sie nie
    da, robie cos nudnego i bezpiecznego, co z zasady smakuje wszystkim.

    Kiedy nastepnym razem przytargasz przez pol Europy cos fajnego,
    zapros kogos milego a nie te smutne buraki, ktore najwyrazniej
    musza krytykowac innych, zeby sie samemu dobrze poczuc.
  • coralin 23.07.08, 16:18
    bene_gesserit napisała:

    >
    >
    >
    > Kiedy nastepnym razem przytargasz przez pol Europy cos fajnego.

    No właśnie. Wiadomo jakie sa trudności z przewozem żywnosci
    szczególnie w samolotach. Z kolei problemem przy drodze ladowej jest
    ryzyko nieprzetrwania podróży. Zatem bardzo przykre jest jesli
    zapraszamy kogos, by podzielić sie czymś czego przewóz jest bardzo
    trudny i ci zaproszeni goscie nie dość, że nie docenia to jeszcze po
    chamsku krytykują.
  • coralin 23.07.08, 16:12
    Brak elementarnej kultury u Twoich znajomych. Z tego co piszesz te
    specjały to były w formie przystawek, przegryzek czyli oglada się co
    na talerzach i próbuje. Oczywiscie, że nie wszystko musi podpasowac
    smakowo, ale to żądanie podpieczenia bagietki to szczyt chamstwa.
    Można lubić tradycyjne potrawy, woleć to czy owo, ale krzywić, że
    bagietka nie podpieczona to brak ogłady, kultury i dziwactwo. O tyle
    przykre, że nadzwigałaś się tego i pewnie wykosztowałaś, a ktos nie
    docenił.
  • pani.serwusowa 23.07.08, 17:50
    Oj miewalam takich, miewalam. Nawet byl o tym watek na FK, albo i
    dwa. Wspolczuje i polecam zartobliwe haslo na przyszlosc:
    'Co podac? Herbate? Kawe? Kurtke?' ;)
    Na szczescie wiekszosc przeze mnie goszczonych, nawet jesli czegos
    nie zna, to jednak chetnie probuje i nie krytykuje.
    --
    Porcelain Heart
  • coralin 23.07.08, 18:38
    A ja ograniczyłam liczbę znajomych , których zapraszam do domu.
    Dawniej stawałam na głowie i kombinowałam: ta nie lubi koperku,
    tamci smaku oliwy z oliwek (więc wlewałam olej z pestek winogron
    zamiast), ale i tak zadarzały sie "dyskretne" uwagi o braku majonezu
    w sałatce. Choć majonezowe paciaje też robiłam dla znajomych.
    Teraz z niektórymi znajomymi wolę się umawiać w knajpce i nie
    uszczęsliwiać ich na sile czymś co dla mnie jest rarytasem, a dla
    nich niezjadliwe.
  • fettinia 23.07.08, 18:41
    No ja nie lubie koperku hehe:)Ale gdybys mnie zaprosila to bym zacisnela zeby i
    zjadla:DD
    --
    la donna e mobile :)
    no i jeszcze Pinezka
    Kuchenne Pogaduszki
  • coralin 23.07.08, 18:57
    Ale ja pamiętałam o tym koperku, że nie lubi go jedna znajoma i nie
    dodawałam. Ale naprawde cieżko z czasem kiedy człowiek odkrywa nowe
    smaki i chce sie podzielic pojąć jak mozna nawet nie spróbować kęska
    czegoś. Bo to co zaserwowała autorka wątku to własnie kęski.
    A nie cała micha czegos czego nie lubimy.
    Np nie polubie deserów z zółtek, polanych syropem pomarańczowym,
    które jadłam ostatnio w podróży. Smakowało jak jajecznika na słodko.
    Ale zjadłam i nie marudziłam.
  • miska_malcova 23.07.08, 19:23
    moi znajomi i rodzina nie mają ze mną lekko. U mnie nie dostaną schabowego z
    kapustą.

    W kwestii Hiszpanii: mój kuzyn prowadzi w małym miasteczku bar do którego
    miejscowi przychodzą spędzać czas przy kartach czy grze w kości :-) Serwuje im
    koreczki, kanapki i zupy do picia np. rosół. ponoć jest to hit! :-) Nic
    hiszpańskiego, serwuje polskie potrawy
  • Gość: iza IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.07.08, 19:18
    uwielbiam odkrywać nowe smaki, niestety, sama za dużo nie działam w tym
    kierunku, bo mój mąż lubi "wszystko", pod warunkiem że to są ziemniaki i mięso
    duszone lub smażone (broń boże na słodko)niestety, cała rodzina z jego strony
    tak je:(
  • chillianna 23.07.08, 20:12
    Zauważylam, że często, co nie znaczy zawsze, ludzie o ograniczonej
    wyobrażni, mają też ograniczone horyzonty smakowe.

    A taki typ gości to mój "ulubiony". Ja stawiam coś nowego i
    ciekawego na stół, a oni, że schobowy to jednak najlepszy...
  • billy.the.kid 23.07.08, 21:06
    jakieś marne te wasze znajomości i przyjaznie- gdzie o wadze przyjazni ma
    decydowac zachwyt dla inastrannych wynalazków.
  • coralin 23.07.08, 21:15
    Akurat opiekanie bagietki to własnie "inastranyj" wynalazek.
  • coralin 23.07.08, 21:19
    I chyba nikt nie pisał o przyjaciołach tylko o zwykłych znajomych.
    Ja tez dawniej w podróży myślałam o tym, by ugościć po powrocie nie
    tylko przyjaciół, ale i znajomych i kupowałam mnóstwo smakołyków.
    Przeszło mi:)Teraz tez kupuję smakołyki, ale pod kontem przyjaciól
    najbliższych i pod swoim kontem.
  • bene_gesserit 23.07.08, 22:38
    billy.the.kid napisał:

    > jakieś marne te wasze znajomości i przyjaznie- gdzie o wadze
    przyjazni ma
    > decydowac zachwyt dla inastrannych wynalazków.

    Cos ci sie nietenten.

    Na kontinuum, wyznaczonym z jednej strony przez nieszczery i
    przesadzony zachwyt nad dokonaniami kuliranymi gospodarzy a z
    drugiej - ewidetne chamstwo, przejawiajace sie krytykanctwem i
    czepialstwem jest bardzo duza przestrzen, w ktorej jest miejsce i
    na szczerosc, i na grzecznosc.

    --
    Moja mama ma Nobla z fizyki, mój tata pracuje w przedszkolu.
  • thiessa 23.07.08, 21:33
    Tradycjonalisci? Mysle, ze okreslilas takim mianem swoich znajomych tylko
    dlatego, ze jestes osoba kulturalna.
    Ja taki typ ludzi okreslam mianem kotleciarza, z tym, ze kotleciarstwo nie
    wyraza sie tylko i wylacznie upodobaniem do zjadania schabowego z ziemniakami i
    kapucha przez 365 dni w roku. Kotleciarstwo to cala otoczka. Jak juz wyzej
    wspomniala Chillianna ograniczone horyzonty smakowe ida na ogol w parze z
    ograniczona wyobraznia i pogladami.
    Kotleciarzy nie zapraszam na obiad, moga co najwyzej przyjsc na herbate, bo nie
    mam zamiaru sie wysilac dla kogos kto uzna ze wydziwiam. Na obiad zapraszam
    znajomych, ktorzy docenia przywiezione z podrozy, egzotyczne, niedostepne w
    Polsce przysmaki i tak dla przykladu chetnie zjedza salatke z kwiatu bananowca,
    curry z gorzkim melonem, kolczochem jadalnym, czy gruzinskie chaczapuri z serem
    imeruli.
    --
    Gruzja05.09.2007-23.09.2007
  • coralin 23.07.08, 21:45
    Mam w swoim bliskim otoczeniu ludzi, którym praca finansuje staże
    za granicą za darmo. Miesiac w pieknym miescie na poludniu Europy. I
    ubolewaja na makaron z sosem, mieso bez panierki. Normalne jedzenie.
    Wiecie jak przykro tym, ktorzy podaja posilki.Kiedys nie wytrzymalam
    i zapytalam co Ci smakuje . W odpowiedzi uslyszalam pierogi.
  • Gość: studentka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.07.08, 17:05
    na chaczapuri?Zwykłe czy drożdżowe?I jaki ser z dostępnych w Polsce
    byłby zbliżony do imeruli?Mozarella by uszła?
  • thiessa 30.07.08, 19:09
    Zgodnie z naukami pani Zandaraszwili z miasteczka Signaghi najprostrze ciasto na chaczapuri sklada sie z maki, jogurtu, sody, jajka i soli. Dokladnych proporcji nie podaje, bo gospodyni robila na oko. Ciasto ma byc elastyczne, moze ciut mieksze niz na pierogi.
    Jesli chodzi o ser zblizony smakiem do imeruli to wydaje mi sie, ze najbardziej zblizony smak z tych w Polsce dostepnych ma ser bulgarski, sprzedawany pod nazwa szopski, ktory widuje w tesco. Tylko, ze on smakuje podobnie jak jest swiezy. Nie wiem, czy pod wplywem temperatury roztopi sie tak samo jak imeruli. Ponoc chaczapuri robi sie takze z sera suluguni, a ten smakuje wlasnie jak mozarella. Osobiscie jednak takiego nie jadlam.
    --
    "Jesli jestes kotleciarzem - jedz to w domu po kryjomu! Zero tolerancji" (bene_gesserit)
    Gruzja 05.09.2007-23.09.2007
  • Gość: studentka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.07.08, 09:05
    Bo już kiedyś próbowałam, ale nie przypominało t e g o smaczku.Jadłam u
    dziewczyny z Kutaisi.
  • Gość: studentka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.07.08, 09:11
    moje beznadziejne.
  • menab 23.07.08, 21:28
    Najśmieszniejsze było to, że mi to smakowało i chciałam im
    podziękować za opiekę nad kotem podczas mojej nieobecności i
    pomyślałam, że właśnie ten sposób będzie najlepszy. Chciałam im
    przywieźć trochę tamtego "klimatu". No trudno. Czułam się trochę
    głupio. Ja zajadałam bagietkę nasączoną oliwą z rozsmarowanym
    pomidorem i plastekiem pachnącej serrano, a im podpiekłam wedle
    życzenia bagietkę z rzekomo dziwnie pachnąca szynką:-)
  • fettinia 23.07.08, 21:31
    Za serrano to sie niektorzy dadza pokroic:PPP
    Moja 10 letnia corka uwielbia-po tacie to ma:)
    --
    la donna e mobile :)
    no i jeszcze Pinezka
    Kuchenne Pogaduszki
  • menab 23.07.08, 21:38
    :-)) A`na dodatek to było serrano to ciemne:-)
  • vernalis1 23.07.08, 21:56
    Ja Tobie chętnie popilnuję następnym razem kotka, a nawet całą kocią
    armię w zamian za kolację "z klimatami" mniammmmmm.....
  • menab 23.07.08, 22:00
    :-))trzymam za słowo:-)
  • janek53 23.07.08, 22:03
    menab kobieto

    Abys nie stracila "nawykow" nabytych w Hiszpanii ktore tak Ci sie
    podobaly, podaj mi jakis adres (priv) i wysle Ci "noge" nie serrano
    ktory jest mniej wiecej szynka parmezanska stad, tylko tzw. JABUGO
    de bellota co rzeczywiscie jest to od ktorego nalezy zaczac aby miec
    idee o jamon.

    Jako referncje, podam to:

    olibarna.com/fotos/ficha/jamon%20iberico%20bellota%20jabugo.jpg


    chyba, ze jakis tzw. Kaczynski tego zabroni.

    Chodzi o jakies 30€ za kilogram, tzn. 280€ za noge (tylna) ... nie
    paletilla (przednia).
  • menab 23.07.08, 22:10
    Tą co kupowałam była znacznie droższa:-(
  • janek53 23.07.08, 22:16
    Gorzej dla Twoich zaproszonych przyjaciól.

    Podazajac za Twoim wpisem, wycofuje oferte. ;-(((
  • Gość: Ty juz wiesz IP: *.250.218.87.dynamic.jazztel.es 24.08.08, 23:02
    I co, wyslales?
  • coralin 23.07.08, 22:23
    Na przyszłosć będzie pewnie lepiej kupić im coś w ramach
    podziekowań. Jakis drobiazg. Z jedzeniowych rzeczy lepiej nie
    ryzykowac oliwy z oliwek, drogiego octu balsamicznego czy nawet
    wytrawnego wina. Wykosztujesz się na coś czego i tak nie docenią.
  • menab 23.07.08, 22:37
    Dla tych znajomych to na pewno:-)
  • coralin 23.07.08, 22:44
    Ale trzeba sie cieszyć,że dla Ciebie podróżowanie to nie
    tylko "cykanie" zdjeć tylko próba wgłębienia sie w dana kulturę. A
    na nią składają się też kulinaria. Szkoda,że nie mam takiej
    sąsiadki:)
  • menab 23.07.08, 23:38
    Uwielbiam poznawać kuchnię danego kraju i potem wdrażać to w swoje
    życie, jeśli mi posmakuje naturalnie:-)I uwielbiam też gościć
    przyjaciół, same przygotowania mnie nakręcają i bedąc gdzieś daleko
    myślę również o nich, jak tym razem ich mile zaskoczyć. Wczorajszy
    wieczór to faktycznie porażka, ale akurat ta znajomość to nic
    zażyłego i pewnie powtórki nie będzie.
    Taka sąsiadka, która by doceniła moją chemię kuchenną, mmm - fajnie
    by było:-)
  • coralin 24.07.08, 00:02
    Też tak lubię, ale z czasem staję sie większą egoistką. Ograniczyłam
    liczbę znajomych , których podejmuję w domu smakołykami z podróży,
    bo kiedy podaje sie raz, drugi i enty serce na talerzu, a w zamian
    nawet brak grzeczności to sie odechciewa. Z drugiej strony cieszą
    mnie prezenty od innych znajomych, którzy gdzieś kiedyś usłyszeli,
    że lubię pichcić i przywożą mi przyprawy. W tamtych krajach to
    kosztuje grosze, u nas nie do zdobycia prawie. Cieszy mnie bardzo
    taka pamięć.
    Z ostatniej podróży zwiozłam ogromne ilości serów i trochę surowej
    szynki. I pasty z oliwek. Nie wyobrażam sobie poczęstować tym
    sąsiadów, bardzo miłych.Sądzę, że nie smakowałoby im. A dla mnie to
    rarytasy.
    Z czasem nauczyłam się kupować rarytasy dla siebie i cos dla
    znajomych:)
  • menab 24.07.08, 08:26
    Mam to samo. Zwożę mnóstwo dodatków, które potem wykorzystuję w
    kuchni. A przyjaciele raczej obdarowują mnie winami z różnych stron
    świata.
  • lotoss 24.07.08, 00:08
    Ja swoja sasiadke od strony kulinarnej znam na wylot:). Od razu
    wyliczla mi co lubi (bylo latwiej i szybciej), ale to nie wszystko.
    Bardzo wazne jest na przyklad, ze gotowane brokuly musza miec duza
    ilosc masla z bulka tarta (nasza jedyna wspolna kolacja skonczyla
    sie na tym ze musiala dosmazac tluszczu na jej zyczenie). Absolutnie
    musza byc w towarzystwie ziemniakow. Jej lista zjadalnych produktow
    jest tak krotka, ze nie bylo najmniejszego sensu wspolnych posilkow
    powtarzac. Dostalam wtedy z lekka bulwersa. Z perspektywy czasu
    jednak zrozumialam, ze nie ma co sie burzyc. Sa ludzie otwarci na
    nowe doswiadczenia kulinarne i sa tacy co zupelnie
    sie 'zakotletowali'.
    Kiedys zrobilam pyszne slimaki zapiekane z maslem czosnkowym itp. i
    tylko ja sie nimi zajadalam, wszyscy byli zestrachani. Ja tylko
    pragnelam zaprosic do innego swiata smakow, mialam jak najlepssze
    intencje. Wydaje mi sie, ze Ci ktorzy nie probuja i nie doswiadczaja
    maja ubozsze zycie.

    Menab, nie przejmuj sie. Chcialas jak najlepiej i przez to
    wydarzenie tylko znasz swoich znajomych bardziej. Wychowani na
    ziemniakach z miesem, pewno sami nie podrozuja i takie sa tego marne
    konsekwencje. Tak jak mi kiedys w moim przypadku, oburzenie na
    sytuacje Ci minie, a znajomi na kolacje nie zostana wiecej
    zaproszeni.
  • menab 24.07.08, 07:45
    Masz rację:-) A zaproszenie pewnie powtórzę, ale na tradycyjnego
    śledzika.A swoje popisowe numery będę serwowoać swoim fanom:-)
    Brokuły z bułką tartą???? Sąsiadka też niezła:-)
    A jeśli chodzi o ślimaki to cieszę się, że podczas ostatniej podróży
    udało mi się namówić mojego faceta do spróbowania ślimaków
    anadaluzyjskich. Nie żałował:-))
  • turchanyi 24.07.08, 08:46
    Dobrze to ujete przez Lotoss: Wydaje mi sie, ze Ci ktorzy nie
    probuja i nie doswiadczaja
    maja ubozsze zycie.
    Na szczęscie mam wśród gości takich co chętnie próbują nowych
    smaków. Ale też pamietam , że ktoś np nie toleruje śledzi, więc nie
    zmuszam, są do wyboru inne rzeczy. W ramach programu kulinarno-
    rozrywkowego zapowiadam, że jakaś potrawa jest eksperymentem (na
    gościach...) I moi nie mają tego za złe. Ostatnio była "causa
    rellena" wg przepisu od znajomego Peruwiańczyka. I zgadywanie - co
    to jest? Smakowało bardzo, ale trudno było wpaść co właściwie
    jedzą. Gotowanie dla takich gości lubię!
  • i_n_a 24.07.08, 14:33
    czytam i śmieję się sama do siebie :) Jakbym widziała rodzinę mojego męża...
    Kiedyś dostali w prezencie cudowny płat łososia norweskiego. Jak usłyszałam, że
    teściowa chce zrobić go w panierce na oleju, wspaniałomyślnie zaoferowałam się,
    że ja zrobię obiad... Skończyło się na tym, że wszyscy zgodnie stwierdzili, że
    wolą okonie i dorsze ;)
    A ostatnio w szczycie sezonu szparagowego przyrządziłam szparagi z wody...
    Zjedliśmy praktycznie wszystkie sami z mężem ;)
    Znajomych można drugi raz nie zaprosić, rodziny (w moim przypadku) wykreślić się
    nie da ;)
  • jo.hanna 24.07.08, 15:04
    ludzie, tacy jak moja kolezanka. Mieso, niezaleznie od jakosci, zawsze marynuje
    przez dni nascie, w mieszance oliwy, wina, bazylii, oregano i co jej tam jeszcze
    w rece wpadnie (np. kmin, garam masala), niesamowitej ilosci czosnku. Warzywa sa
    zawsze z grilla. Jak salatka z pomidorami to jedynie grecka. Pytalam kiedys czy
    nie szkoda jej marynowac pieknej poledwicy, bo przeciez marynata jest po to,
    zeby uzdatnic nieszczegolne kawalki miesa.....
    --
    Quousque tandem abutere, Kaczylina, patentia nostra? (S. Tym)
  • coralin 24.07.08, 15:21
    Trochę zbaczamy z tematu. O gustach kulinarnych trudno dyskutować i
    je krytykować. Jak dla mnie ktos może jesć 365 dni w roku kapustę i
    schabowego, albo naduzywać przeróżnych przypraw. Jego smak i jego
    sprawa.Bo tak naprawde przez wiekszosc zycia gotujemy pod siebie i
    pod domownikow.
    Ale kiedy jesteśmy zaproszeni do czyjegoś domu kultura nakazuje nie
    pokazywać ostentacyjnie, że cos nam nie smakuje.
    I wydziwiać, bo ta sytuacja z bagietką to wydziwianie.
    I zachowanie aspołeczne.
  • jo.hanna 24.07.08, 15:46
    kiedys zaprosilam na kolacje kolege z bylej pracy. Nie widzielismy sie od dawna,
    wiec zapomnialam, ze nie jada miesa. Podalam wiec jakas jagniecina. Kolega
    grzecznie wszystko zjadl, pochwalil i dopiero kilka dni pozniej, przy jakiejs
    innej okazji, przypomnial mi ze jada ryby a nie mieso.
    --
    Oh well, Mr Robinson's cave's never been exactly nirvana, has it? M. Python
  • bobralus 24.07.08, 15:51
    u mnie w rodzinie najwyzsza pochwala jest "tez takie robie", natomiast "w zyciu
    czegos takiego nie jadlam" nacechowane jest strachem i nutka zalu. jak kiedys
    podalam cos z makaronem sojowym to poszedl szmer, ze to jakies robale. natomiast
    znajomi 20paroletni otwarci sa jak najbardziej i to z nimi eksperymentuje, nie
    mowiac juz o przypadkach, kiedy prosza o przepis na barszcz ukrainski czy
    chlodnik czy pierogi, teraz to jest wieksza egzotyka.
    --
    widział kto takiego kotka?
  • pani.serwusowa 24.07.08, 16:12
    bobralus napisała:
    > natomiast "w zyciu
    > czegos takiego nie jadlam" nacechowane jest strachem i nutka zalu.

    Ja mialam ostatnio przypadek, ze wszystko co nowe bylo cyt. bez
    sensu! Padalo pytanie z czego sklada sie potrawa i nagle okazywalo
    sie, ze polowe z wymienionych przeze mnie skladnikow cyt. w Polsce
    nie ma! I ten przypadek znosilam 4 tygodnie! Dacie mi nagrode? ;) No
    dobra, zapomnijcie o nagrodzie, chociaz troche mnie pozalujcie. ;)
    Dodam, ze przy stole jakos trzymalam sie, ale w nocy zgrzytalam
    zebami. ;)
    --
    Porcelain Heart
  • bene_gesserit 24.07.08, 16:31

    Bez sensu, ale przypadek zjadal czy z dramatyczna mina pochlanial
    suchy chleb?

  • pani.serwusowa 24.07.08, 16:43
    Zjadal, malo talerzy nie wylizywal. No moze nie wszystko - zostawial
    ogonki ze swiezego szpinaku (odmiana 'baby' - delikatna, idealna do
    podawania na surowo). Nie wiem, czy mu smakowalo, czy to bylo z
    czystej oszczednosci (kasy i samego siebie, ha, ha! nie musial sam
    robic zakupow i gotowac). Ale komentarze doprowadzaly mnie do szalu
    i gdyby nie wczesniejsze doswiadczenia kulinarne, oraz fakt, ze mam
    kontakt z rodzina w Polsce, ktora ma urozmaicona kuchnie, a takze
    czytam FK, czy GP to pomyslalabym, ze Ci biedni ludzie w Polsce zyja
    o kapuscie kiszonej i kartoflach. [sic!] Dzis sie z tego smieje, ale
    pare miesiecy temu swoje odchorowalam.
    --
    Porcelain Heart
  • bene_gesserit 24.07.08, 17:18
    Calkiem mozliwe, ze ogonki szpinacze zostawial 'dla zasady', zeby
    cie kluly w oko.

    Nastepnym razem - o ile okolicznosci zmusza cie do nastepnego razu -
    radzilabym ci sie bawic sytuacja. Nie wiem, czy slyszalas
    o 'terapii negatywnej': to takie zachowanie terapeuty, ktory
    ochoczo przytakuje kokietujacemu negatywna wizja swiata
    pacjentowi. 'Swiat jest okropny, a ja beznadziejny' - mowi pacjent.
    Lekarz: - 'O, w rzeczy samej, jest pan zupelnie beznadziejny, a
    swiat do niczego'.

    O ile mam swoje zastrzezenia co do stosowania tej metody w
    gabinetach, to przy takim marudzacycm gosciu imho by sie zdala: na
    kazde jego 'bez sensu' ty przytakujesz z zapalem 'No, zupelnie bez
    sensu! To jak, nie bedziesz tego jadl? Mam gdzies tu suchy czarny
    chleb, woda by to tego pasowala...'
  • pani.serwusowa 24.07.08, 17:25
    Dziekuje za rade! :) Zdecydowanie do zastosowania przy marudzacym
    gosciu. Wiesz, probowalam dyskusji, ale okazalo sie, ze jestem na
    nia za...mloda [sic!].
    --
    Porcelain Heart
  • pani.serwusowa 24.07.08, 16:06
    Oczywscie, ze to kwestia wychowania, a bycia tzw tradycjonalista.

    Swoja droga obiecalam sobie, ze nastepnym razem kiedy bede goscic
    kogos kto robil mi takie numery, to podam kapuste, ziemniaki i
    schaboszczaka, albo to co zawsze u owych gosci zastaje - jaja w
    majonezie (sine), salatke z rozgotowanych warzyw z majonezem,
    ogoreczki i talerz wedlin. Ale cholera, nie potrafie! Na szczescie
    takie kontakty udaje mi sie ograniczac do minimum.

    Ktos tu napisal o zjawisku kotleciarzy (chyba Thiessa...) - piekne
    okreslenie!
    --
    Porcelain Heart
  • coralin 24.07.08, 16:24
    Kotleciarzem można być i nic mi do upodobań kulinarnych kogos.
    Część ludzi nie powinna jednak chodzić w gosci lub podróżować. Bo
    może okazać sie, że pani/pan domu nie bedzie miał herbaty Lipton na
    sznurku, a innej nie pija gość. A w podróży do niektórych krajów
    dostanie na 1 danie makaron. Byłam świadkiem awantury Polki, która
    ostentacyjnie odmówiła tego makaronu, który podał kelner. Chyba była
    na wyjezdzie, na którym opłacono posiłki i były one serwowane. Sądzę
    jednak, że tacy ludzie powinni siedziec w swoich domach. Inna
    sytuacja dotyczy innej Polki, która przy śniadaniu awanturowała sie
    o masło bez soli . Co nie przeszkodziło jej nałożyć sobie na talerz
    słona szynkę konserwowa i równie słony ser zółty.
  • bene_gesserit 24.07.08, 16:33

    A ja na kotleciarzy mam uczulenie.
    Wlasnie ze mi lezy ich ciasnota kulinarna na sercu. Tzn jesli w
    swoim domu pochlaniaja schabowe zagryzajac pierogami przez cale
    zycie, to prosze bardzo. Ale tacy ludzie w ogole nie powinni bywac
    nigdzie, gdzie sie serwuje cos ponad kotlety. 'Jesli jestes
    kotleciarzem - jedz to w domu po kryjomu! Zero tolerancji.'
  • coralin 24.07.08, 16:44
    Nie komentuję upodobań kulinarnych kogoś, ale w przypadku kiedy
    chodzi taki ktoś w gości, wyjeżdża wykupując posiłki musi liczyć sie
    z tym, że świat (kulinarny też) wyglada inaczej niż w jego domu.
    Tacy ludzie jako goście i jako towarzysze w podróży są uciążliwi
    bardzo.
  • thiessa 24.07.08, 16:57
    'Jesli jestes kotleciarzem - jedz to w domu po kryjomu! Zero tolerancji.'
    Piekne! Chyba sobie powiesze na scianie w kuchni.
    Kiedys bylam swiadkiem zabawnej sytuacji, kiedy to do restauracji hinduskiej
    wszedl kotleciarz z rodzina. Karty nawet nie przegladal i wrecz wyrwal ja
    czlonkom rodziny. Z miejsca zapytal kelnera o schabowe i byl bardzo rozczarowany
    kiedy dowiedzial sie, ze nie ma. Niezly ubaw mielismy z malzonkiem, ale
    najbardziej nas nurtowalo pytanie po kiego... przylazl do hinduskiej knajpy.
    Inne knajpy jednak wydaje sie, ze wychodza na przeciw polskim kotleciarzom.
    Mojego malzonka byly szef zawsze zamawia schabowe w chinskiej restauracji do
    ktorej udawali sie pracownicy podczas delegacji wlasnie po to, zeby zjesc cos
    innego.
    --
    Gruzja05.09.2007-23.09.2007
  • bobralus 24.07.08, 17:04
    o rany co za barbarzynstwo. w glowie sie nie miesci! za to tzw kotleciarze maja
    kolejna zabawna ceche - kiedy przyjdzie do nich japonczyk dostane sushi, czech
    dostanie knedla a wloch makaron. ciezko to chyba nazwac poszanowaniem obcej
    kultury, raczej brakiem jakiejkolwiek fantazji kulinarnej - skoro ja zapycham
    sie tym co znam od lat, to inne narody zapewne tez. to tak jakby pojsc do muzeum
    van gogha z albumem malczewskiego, siasc w kaciku i sobie poprzegladac. chociaz
    chyba ciezko schabowego porownac do malczewskiego, to chyba raczej matejki bitwa
    pod grunwaldem.
    --
    widział kto takiego kotka?
  • bene_gesserit 24.07.08, 17:23

    Dzieki bogu (no, powiedzmy), nie tylko Polacy maja takie
    konserwatywne zachowania. Kiedy bylam w Turcji, w polowie knajp dla
    turystow na pierwszym miejscu krolowalo 'szpageti' z pulpetami w
    pomidorach. I jesli sie tam zjawialo w porze obiadowej, wiekszosc
    niemieckich turystow dzien w dzien tymze 'szpageti' sie zajadala. A
    na pyszne swieze ryby i warzywa wygrzane na sloncu nawet nie
    spojrzeli.

    --
    Moja mama ma Nobla z fizyki, mój tata pracuje w przedszkolu.
  • pani.serwusowa 24.07.08, 17:28
    O takie przypadki uwielbiam. Jezdza na 'wczasy za granice' i
    wpier... hamburgery, kurczaka z KFC i pizze z Pizzy Hut.
    --
    Porcelain Heart
  • coralin 24.07.08, 17:43
    W sumie mnie nic do tego, co ktos je i nie komentuje entuzjazmu dla
    frytek z kurczakiem, ale czasem bywałam w podróży ze znajomymi,
    którzy traktowali mnie jak dziwadło, bo chciałam najeść sie małżami
    po marynarsku lub owocami morza na innym wybrzeżu. Te uporczywe
    pytania: "tobie naprawde to smakuje"? A czasem było trudno znalezc
    knajpke otwartą w porze sjesty, żeby zjeśc to.
    Mnie jakoś nie przyszło do głowy pytać kogoś kto zajada sie frytkami
    z keczupem i kurczakiem: "tobie naprawdę to smakuje?".
  • pani.serwusowa 24.07.08, 17:50
    Nie przyszlo i mnie do glowy pytac kogos, czy hamburger z McShita
    jest rownie 'smaczny' w Atenach, jak w np. Katowicach. ;)

    --
    Porcelain Heart
  • bobralus 24.07.08, 18:06
    ha ja akurat prowadze takie badania terenowe - zawsze sprawdzam smak whoopera z
    burger kinga lub bicmaca, jakies takie zboczenie dziwne;) no i, boze poblogoslaw
    globalizacje, wszyscy tradycjonalisci moga spac spokojnie - wszedzie w europie
    smakuja identycznie, mozna smialo ruszac poznawac obce kultury.
    --
    widział kto takiego kotka?
  • bene_gesserit 24.07.08, 20:36

    Znajomy moj pojechal turystycznie do Chin. Na miejscu mial do
    dyspozycji przewodnika-tlumacza. Kiedy go zapytalam, co fajnego
    jadl, powiedzial, ze Fakdonalda, 'bo przynajmniej wiedzial, co tam
    laduja do srodka'. Dwa tygodnie na czizburgerach w samym sercu
    kraju o jednej z najdluzszych i najbogatszych tradycji kulinarnych
    swiata.

    --
    -So, we’re the last feminists? Feminism dies with my generation?
    -It is to be hoped for, dear.
  • coralin 24.07.08, 20:56
    W krajach dla nas egzotycznych różnie bywa z tym jedzeniem w
    miejscowych knajpkach. Zupełnie inna flora bakteryjna, higiena i
    znajomi dostali rozstroju żołądka. Nie byłam nigdy w Indiach,
    Chinach, Tajlandii i ciekawa jestem czy mogłabym wstąpić do knajpki
    i zjeść i nie miec sensacji żołądkowych. Czy wierzyć znajomym? Skoro
    nawet do mycia zębów lepiej uzyć wody z butelki to strach trochę.
    Nie wybieram sie na razie w tamte rejony, bo pozostało mi wiele
    miejsc bliżej do poznania kulturowo-kulinarnego.
  • bene_gesserit 24.07.08, 21:04

    Ale no pewnie. 'Zemsta faraona' itd. Normalne. Tyle, ze dwa
    tygodnie to duzo czasu, zeby przebrnac przez to szczesliwie,
    wliczyc w koszta i zapomniec. I potem reszte zycia wspominac smak
    prawdziwej chinszczyzny.

    --
    What? I'm just tying me laces, man.
  • coralin 24.07.08, 21:17
    Jakby co doradzę się przed podróżą.
    I chyba przed podróża do niektórych egzotycznych krajów trzeba sie
    uodpornić jakowąś szczepionka na to i owo w powietrzu i wodzie. Mój
    kolega- prawdziwy podróżnik zabrał w droge lądowa do Indii 4 osoby i
    jeden nie wytrzymał. Zjadł coś w miejscowej knajpie i zatruł sie
    okropnie. Podróż to była wyprawa 1,5 miesieczna, a nie turystyczny
    wyjazd 2 tygodniowy. Chłopak wrócił samolotem po 2 tygodniach.
  • bene_gesserit 24.07.08, 21:26

    No tak, ale zatruc przeciez mozna sie i w polskiej knajpie, i to
    zdrowo, a nawet na amen. Widzialam pare zapleczy i odtad jadajac na
    miescie staram sie o nich nie myslec. Przygoda opiera sie na
    ryzyku :)

    --
    Porn is cheaper than dating.
  • coralin 24.07.08, 21:35
    Też tak myśle . To zatrucie było pewnie zwykłym rozstrojem żołądka.
    Na pewno przed wyjazdem w takie egzotyczne miejsca podpytam czy
    można jadać w napotkanych knajpkach. Bo podróż tak daleko bez
    kuchnii byłaby niepełna.
  • thiessa 24.07.08, 21:59
    coralin napisała:

    > Nie byłam nigdy w Indiach,Chinach, Tajlandii i ciekawa jestem czy
    > mogłabym wstąpić do knajpki i zjeść i nie miec sensacji
    > żołądkowych. Czy wierzyć znajomym? Skoro nawet do mycia zębów
    > lepiej uzyć wody z butelki to strach trochę.

    A ja bylam i w Chinach i w Tajlandii i w Malezji i jadalam na ulicy, w
    najtanszych lokalach dla miejscowych i zapewniam Cie, ze zadnych dolegliwosci
    zoladkowych nie mialam. Wody mineralnej uzywalam do picia, nie przyszlo mi do
    glowy, zeby nia umyc zeby. Zemsta dopadla mnie natomiast w Turcji, niby
    najbardziej cywilizowanym kraju z krajow arabskich jakie odwiedzilam.
    Jakos nie mam zadnych oporow jadac gdzie popadnie jadac do krajow azjatyckich. A
    juz nie sprobowac kuchni chinskiej, ktora jak wiadomo jest znana z tego, ze
    dania przygotowuje sie z maksymalnie swiezych produktow to juz jest zbrodnia
    prawdziwa. Bardziej obawialabym sie o zatrucie w Polsce w jakims nadmorskim
    kurorcie.
    --
    "Jesli jestes kotleciarzem - jedz to w domu po kryjomu! Zero tolerancji"
    (bene_gesserit)
    Gruzja05.09.2007-23.09.2007
  • coralin 24.07.08, 22:11
    Dzięki. Będziecie moim przewodnikiem , bo nie wyobrażam sobie
    wyprawy do Indii, Tajlandii, Chin bez prawdziwej kuchni. Dzięki
    wielkie:)
  • pawel_zet 24.07.08, 22:53
    Opisy tych podróży są przecież na stronie Thiessy:
    www.sfinjak.wroclaw.pl - łącznie z uczestnictwej tejże w
    kursie tajskiej kuchni na tajskiej wyspie Koh Lanta.
  • Gość: aja40 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.08.08, 22:56
    Ja to samo robię, ale z fajitas. Wszędzie smakują inaczej ! Pozdrawiam
  • coralin 24.07.08, 18:06
    No własnie. Nam nie przychodzi do głowy chamskie pytanie, a
    kotleciarzom tak. I to wielokrotnie. Te pytania o moje ukochane
    małze są nagminne. Nie obnoszę sie z tym, ale na wyjezdzie po prostu
    staram sie najadać świeżymi, w najprostszej postaci czyli po
    marynarsku i wychodzi szydło z worka, bo chce jeść codziennie.
  • pani.serwusowa 24.07.08, 17:12
    Postanowilam uczcic te dyskusje nowa sygnaturka. ;)
    --
    Na pohybel kotleciarzom!
  • coralin 24.07.08, 17:30
    Sygnaturka świetna choc mogą sie zdarzyć uwagi na temat
    nietolerancji.
    Kolejny przykład wybrzydzania to szpinak w liściach podany do mięsa.
    I oczywiscie nie obeszło sie bez komentarza "wolę taki przyrządzany
    normalnie po polsku". Nikt nie pytał czy i jak mu smakuje. Nie
    musiał jeść, bo była sałatka do wyboru. Czyli znów dowód kompletnego
    braku kultury.
    PS. A szpinak był zwyczajny, trochę soli czosnek niewyczuwalny lub
    wcale. Tyle tylko,że swieże liście, a nie mrożona paciaja.
  • pani.serwusowa 24.07.08, 17:00
    Alez, nie sobie i bedzie kotleciarzem we wlasnym domu. Ale jesli
    jedzie do kogos w gosci i ma podawane jedzenie (przez miesiac) pod
    nos, to w moim domu niech sie ze swoim kotleciarstwem lepiej czai.
    Problem polega na tym, ze kotleciarz jest kotleciarzem
    najprawdopodobniej we wszystkich dzidzinach zycia, nie tylko
    kulinarnej.
    --
    Porcelain Heart
  • pani.serwusowa 24.07.08, 17:02
  • Gość: en IP: *.chello.pl 24.07.08, 18:39
    Kotleciarstwo jest zjawiskiem powszechnym i nic na to sie nie poradzi. Wszedzie
    na swiecie sa ludzie, ktorzy lubia probowac tego, czego nigdy nie jedli i
    poznawac nowe smaki (a potem dzielic sie nimi z przyjaciolmi, czasami wychodzi
    to niefortunnie - jak u zalozycielki watku). I sa tacy, ktorzy podejrzliwie
    traktuja wszystko, czego mama nie gotowala.
    Przypomnijcie sobie watki z cyklu "co podac cudzoziemcom" i odpowiedzi, ze
    burakow zaden Anglik nie tknie, Wloch nie zje zurku itp. - zakladam, ze te
    odpowiedzi byly poparte doswiadczeniem. Pamietam, jak przekonywalam kiedys
    pewnego Francuza, ze nie umrze po salacie po polsku (ze smietana i jajkiem). To
    byl kotleciarz z plemienia francuskiego. A inny Francuz pozarl wiosenny obiad
    polski (chlodnik, kurczak pieczony z nadzieniem, mlode ziemniaki z koperkiem,
    salate i mizerie) i byl zadowolony, ze poznal nowe polaczenia smakow. Tak jak ja
    bylam mu wdzieczna, ze zjadlam u niego pyszne swiezutkie malze.
  • thiessa 24.07.08, 18:30
    To ja sobie tez wyeksponuje nowa sygnaturke
    --
    "Jesli jestes kotleciarzem - jedz to w domu po kryjomu! Zero tolerancji" (bene_gesserit)
    Gruzja 05.09.2007-23.09.2007
  • Gość: ab IP: *.ghnet.pl 24.07.08, 21:06
    do mnie też kiedyś przyszli tacy goście. Nie znałam ich gustów kulinarnych
    dlatego wcześniej zaproponowałam do wyboru kilka dań, które mogę przygotować,
    poprosiłam też o ich własne propozycje. Zdecydowali się, ja jeszcze nawet
    powiedziałam z czego to zrobię i nawet co im dosypię;). A jak przyszli to już w
    drzwiach mi oznajmili, że jeść tego nie będą, tym się nie najedzą i ze to jakieś
    dziwaczne jedzenie. Przynieśli sobie (i tylko dla siebie) swoje własne,
    "normalne" jedzenie: kiełbasę, bułki i ketchup. Następnym razem jak do nas
    przyjechali zamówiłam im pizzę.
  • Gość: miu IP: *.fbx.proxad.net 25.07.08, 12:35
    O rany....
  • pawel_zet 24.07.08, 21:17
    I mi się coś przypomniało. Otóż dużo podróżujemy z żoną po świecie,
    stąd też mam w domu sporą kolekcję przewodników turystycznych Lonely
    Planet. Opisywane są tam także knajpki i hotele. I w opisach tych
    bardziej "globtrotterskich" miejscowości są komentarze w
    rodzaju: "podróżnicy z łatwością znajdą w licznych barach swoje
    ulubione dania takie jak naleśniki z bananem". W Laosie, w Nepalu, w
    Tajlandii". Jechać do Tajlandii, żeby jeść naleśniki? Kotleciarstwo
    do entej potęgi.
  • bobralus 24.07.08, 22:32
    znajoma w indiach napila sie coca coli z kostkami lodu z wody niemineralnej w
    ktorej byla ameba. lezala kilka tygodni w szpitalu, malo co nie zeszla z
    odwodnienia, schudla 25kg. wiec nie jest to w zadnym razie przesada, zapewniam.
    ja raz sie zatrulam nieswiezym lososiem wedzonym w knajpie na nowym swiecie
    (blue bar czy cos takiego), wymiotowalam przez noc i pol dnia. wiec jednak pewna
    roznica jest. chociaz polska salmonella moze rowniez wykonczyc oczywiscie, ale
    to nie znaczy, ze wszedzie indziej na swiecie jest cudownie i wspaniale.
    --
    widział kto takiego kotka?
  • pawel_zet 24.07.08, 22:47
    Czy myślisz, że w naleśnikach nie może grasować pałeczka tyfusu?
    Oczywiście może. Dlatego jadąc w egzotyczne strony świata należy
    żywić się dokładnie tak, jak żywią się miejscowi. Po pierwsze
    dlatego, że jest to kulinarnie ciekawsze, a po drugie dlatego, że
    jedząc w miejscowej knajpce uczęszczanej przez tubylców mamy dość
    dobrą gwarancję, że jedzenie tam podawane jest dobrej jakości. Gdyby
    właściciel knajpy używał felernych produktów, dawno temu zostałby
    zlinczowany przez miejscowych.
    Generalnie kwestia chronienia się przed zachorowaniami w tropikach
    to sprawa dość złożona. Nie chcę tu wchodzić w różnego typu
    szczegóły, ale próba unikania komplikacji żołądkowych poprzez
    żywienie się naleśnikami z jaj to naprawę niemądry pomysł. Zresztą
    jestem przekonany, że popularność naleśników w uczęszczanych przez
    ludzi z Zachodu miejscach w Laosie nie bierze się z tego rodzaju
    motywacji, ale z ordynarnego kotleciarstwa.
  • bobralus 24.07.08, 22:55
    alez ja nie mowie, ze jak cos ma europejska nazwe to ameba od tego ucieka, mowie
    tylko, ze trzeba zachowac ostroznosc i ze ewentulane klopoty z ukladem
    pokarmowym nie oznaczaja demonizowanego w jakis dziwny sposob dwudniowego
    rozwolnienia i kilku wymiotow, tylko moga sie skonczyc naprawde nieprzyjemnie. w
    zwiazku z tym uwazam, ze przekonanie, ze nalezy jesc i pic co popadnie,
    zahartowac sie dwudniowym zatruciem, a potem z lekkim żołądkiem ruszyc na podboj
    kulinarny, moze byc niestety bledne.
    --
    widział kto takiego kotka?
  • amused.to.death 03.09.08, 16:24
    > ulubione dania takie jak naleśniki z bananem". W Laosie, w Nepalu, w
    > Tajlandii". Jechać do Tajlandii, żeby jeść naleśniki? Kotleciarstwo
    > do entej potęgi.

    akurat tajskie naleśniki z bananami są zupełnie inne niż polskie naleśniki z
    bananami.
    --
    A bad day travelling is better than a good day at work!

    schudnij z Ziutą
  • bene_gesserit 25.07.08, 00:39
    mwookash napisał:

    > albo klikajcie na kosz albo ignorujcie
    ...
    > róbcie to prywatnie
    ...
    > ale róbcie jak uważacie

    Jesli o mnie chodzi, stosuje sie do twojego trzeciego rozkazu.
    --
    French cakes are both simple and very complicated
  • mwookash 25.07.08, 00:51
    Cieszę się, że robisz wszystko po swojemu, mam liberalne poglądy.
    Dziwi mnie tylko, że mhr-cs nie może robić/pisać tak jak uważa, bo zaraz
    znajduje się kilka osób chętnych do natrząsania. Przy całym jej zawiłym pisaniu
    nie zauważyłem aby robiła osobiste wycieczki do forumowiczów (no może z
    wyjątkiem ba_nity ale to inna kategoria forumowicza). Jego poziomu obrażania i
    wyzywania mhr-cs mam nadzieję jeszcze długo nie będziecie mogły osiągnąć. Ale
    róbcie jak uważacie :)
    --
    "ludzie, których szokują pomyłki w użyciu słów [...] nie okazują najmniejszego
    zmieszania z powodu najbardziej nawet jaskrawych gaf związanych z liczbami"
    Analfabetyzm matematyczny i jego skutki - John Allen Paulos
  • bene_gesserit 25.07.08, 01:00

    OK, OK - to byly bardzo kategoryczne prosby w takim razie :)

    Listy mhr sa czesto tak zawile, ze mozna spokojnie traktowac je
    jako spam. Wbrew temu, co piszesz, wcale sie nie poprawia -
    przeciwnie, uparcie traktuje enter jako kropke, przecinek i srednik
    w jednym, a opcja 'ortografia' jej sie wlacza i wylacza w
    zaleznosci od wysokosci cisnienia chyba. Jeszcze paru
    takich 'forumujacych inaczej' i bialy szum na forum zrobi sie
    bardzo, ale to bardzo szary.

    I - bez ogladania sie na twoje blogoslawienstwo - bede dalej robic
    jak uwazam.

    --
    stereotypes are a real time-saver
  • mwookash 25.07.08, 01:12
    prawie, bo jakoś brak wielkich liter po kropce u niektórych Ci nie przeszkadza ;)
    A ja widocznie czasem też jadę na pewnej odmianie szałwii, bo rzadko się zdarza
    abym nie rozumiał jej wypowiedzi, mimo iż są z błędami i mają specyficzną
    składnię. Enter zamiast znaków przestankowych to też jest jakiś pomysł :)
    Mam nadzieję, że nie uważasz, że publiczne wyśmiewanie się z NIEJ za JEJ sposób
    pisania jest najlepszą zachętą do poprawienia stylu i ortografii.
    PS Mam nadzieję, że to nie był ani rozkaz ani błogosławieństwo :)
    PPS mhr-cs! staraj się pisać lepiej i nie daj się :) Powodzenia
    --
    "często niemal obnosimy się ze swoją ignorancją matematyczną w odróżnieniu od
    innych, starannie ukrywanych, ułomności: 'Jestem humanistą, nie mam głowy do liczb'"
    Analfabetyzm matematyczny i jego skutki - John Allen Paulos
  • bene_gesserit 25.07.08, 01:20

    mialam te mozliwosc okazac mhr zyczliwosc
    cierpliwosc rowniez bo to jest ludzkie
    a;e nie rozumiem czego trudno jest urzywac znakow
    przystankowych na emigracji
    dlatego wiem co pisze ,
    a co to znaczy ortografii w Wikipedia nie znalazlam

    ps te szalwie maja zrobic nielegalna
  • mwookash 25.07.08, 01:32
    bo skoro nie widzisz poprawy to może mi być nadal potrzebna. A czemu jest trudno
    używać wielkich liter? Na przykład ania_m tak właśnie pisze i tłumaczy to
    konwencją i przyzwyczajeniem. Mnie np. drażni pisanie "maroko", "tunezja". Może
    więc brak przecinków to nie trudność używania tylko kwestia przyzwyczajenia?
    --
    "często niemal obnosimy się ze swoją ignorancją matematyczną w odróżnieniu od
    innych, starannie ukrywanych, ułomności: 'Jestem humanistą, nie mam głowy do liczb'"
    Analfabetyzm matematyczny i jego skutki - John Allen Paulos
  • Gość: senin IP: *.for.connect.net.au 25.07.08, 11:16
    czyzbys imitowala mhr

    sorry, ale jak Cie lubie to tym ostatnim postem w piete sobie
    strzelilas...;DDD

    ani przecinka przed "bo", ";" zamiast "L", "uRZywac" zamiast... no
    wiesz o czym mowie ;)))

    no i cala reszta Twojego postu...??? zamierzona?? czy tak po prostu
    wyszlo ? :))

    > a co to znaczy ortografii w Wikipedia nie znalazlam

    dajmy se na luz

    mhr ma racje wprzynajmniej w jednym.. ze jak sie przywozi cos by
    URACZYC znajomych, to lepiej znalezcc takich znajomych, o ktorych
    wiemy ze mozna ich URACZYC

    bo jesli tylko chcemy ZAUROCZYC sasiadow, albo zrobic na nich
    wrazenie, czy im (sie)po prostu "pokazac" jako osoby bywale
    ("niekotleciarze).. to mamy to co mamy :))

    O tym pisala mhr-s...i ma chyba racje ...tak sadze po przeczytaniu
    calego watku

    z calym szacunkiem dla otwartosci kulinarnej
    piszacych...zdegustowana jestem brakiem szacunku dla 'odrebnosci'
    ludzi, ktorych sie zaprasza....

  • bene_gesserit 25.07.08, 11:24

    He he he.
    No nie no - naprawde nie bylo jasne, ze zatrollowalam w stylu mhr?

    Co do ortografii - prawda, dajmy se na luz.

    A kiedy przychodzi ktos w gosci i demnostruje brak otwartosci to
    imo powinno sie go pizgnac w ucho. Nie doslownie, ale jakos
    metaforycznie. I tak jak kotleciarzom przyznaje swiete prawo do
    obgadywania moich dziwacznych dla nich obyczajow jedzeniowych, tak
    i ja moge sie z nich ponabijac. Byle nie u nich na proszonym
    obiedzie.

    --
    stereotypes are a real time-saver
  • Gość: senin IP: *.for.connect.net.au 25.07.08, 13:13
    > Co do ortografii - prawda, dajmy se na luz.

    ja se daje na luz... nie tyle z ortografia, co z interpunkcja...

    nienawidze cztac mioch postow po 'wyslaniu'... te zapomniane
    przecinki i inne takie :)))


    a na mhr sie nie wkurzaj, mysle ze jej intencje i 'zrozumienie'
    ludzi jest bardzo 'insightful' - czuje snoba na kilometry :)))
  • mwookash 25.07.08, 01:25
    to albo trzeba sobie dobrze "wychować" znajomych albo zmienić ;)
    Nowinki niektórym należy przedstawiać ostrożnie i systematycznie. No chyba, że
    ktoś zupełnie niechętny nowym smakom to lepiej odpuścić. Jego prawo/strata.
    Też trafiłem na kogoś kto dwa razy w odstępie paru godzin wzgardził proponowanym
    creme brulee zachwycając się przy tym gyrosem z fastfoodu...
    --
    "często niemal obnosimy się ze swoją ignorancją matematyczną w odróżnieniu od
    innych, starannie ukrywanych, ułomności: 'Jestem humanistą, nie mam głowy do liczb'"
    Analfabetyzm matematyczny i jego skutki - John Allen Paulos
  • menab 25.07.08, 09:23
    ...albo im podać to co lubią - nic wyszukanego.
    Po takiej nauczce na pewno serwować będę tylko tym, których znam
    preferencje smakowe i nastawienie do takowych nowości:-)
  • billy.the.kid 25.07.08, 10:03
    zapytała- JAK WAM SMAKUJE?odpowiedzieli że paskudztwo. to co mieli wychwalac
    jakieś robale?

    bluesa brothers. jake i elwood w knajpie matta gitarowego murphy'ego zamawiają-
    elwood- chlebuś, jake 4 pieczone kurczaczki/koniecznie z colą/- ot łobuzy
    KOTLECIARZE.- ale jacy sympatyczni.
  • bene_gesserit 25.07.08, 11:25
    Bzdura. Zamowienie BB jest ekstentryczne. Kotleciarze nie sa
    ekscentryczni, przeciwnie - sa ultrakonserwatywni i zachowawczy.
    --
    "Jesteś arogancką fanatyczką plującą na inaczej myślących" -
    stephen_s na ff
  • billy.the.kid 25.07.08, 10:20
    powinni z obleśnymi uśmieszkami chwalic - ach jakie smaczne, jak ty to robisz -
    a tu chamy jedne, skrytykowali.
    i bez tych przypraw potrawą nie lada
    jest bigos- bo się z jarzyn dobrych sztucznie składa
  • menab 25.07.08, 10:57
    ???
    Chamy?? Moi znajomi? Absolutnie.
  • billy.the.kid 25.07.08, 11:16
    no jak nie? masła im się zachciało.
  • menab 25.07.08, 12:09
    Ale to nie znaczy, że chamy.
  • mhr-cs 25.07.08, 12:03
    a po co zaprosilas znajomych
    po to zeby im pokazac jak masz dobrze?
    a wiec bylo to dla ciebie wazne,
    co oni powiadaja sasiadom,
    dla mnie to bylo by nie wazne,
    moze kolezanke,kolege,rodzine,
    ale znajomi,
  • menab 25.07.08, 12:10
    Już pisałam, że opiekowali się moim kotem przez 2 tygonie. Byli u
    mnie nie po raz pierwszy.
  • menab 25.07.08, 12:11
    A poza tym to nie byli sąsiedzi.Znajoma to włąśnie moja koleżanka.
  • mhr-cs 25.07.08, 12:20
    to moze wina twoja,
    oni powiedzieli prawde
    a ty ich teraz na ta strone,
    jestes obuzona robisz problem
    z czegos czego nie ma,
    _
    inteligencji sie nie nauczysz,masz albo nie
  • menab 25.07.08, 12:28
    Jaki problem? Problem to chyba ktoś inny tu ma...
    Każdy odbiera innych wg swoich zasad. Gdyby kotś mnie czymś uraczył
    na pewno nie skrytykowałabym tego. Zjadłabym mniej, albo wcale,
    dziękując, że właśnie jestem po obfitej kolacji - np.
  • mhr-cs 26.07.08, 10:37
    menab napisała:

    > Jaki problem? Problem to chyba ktoś inny tu ma...
    > Każdy odbiera innych wg swoich zasad. Gdyby kotś mnie czymś
    uraczył
    > na pewno nie skrytykowałabym tego. Zjadłabym mniej, albo wcale,
    > dziękując, że właśnie jestem po obfitej kolacji - np.

    ale taka wymowka jest tez nie najlepsza,
    bo ludzie nie sa glupi,
    i nie bylby to wtedy wspanialy wieczor,
  • mhr-cs 25.07.08, 12:33
    zapomnialam napisac
    czy polska tradycjalnosc mozna wyzucic,
    ja bym zrobila normalny polski wieczor,
    a te przywiezione ciekawostki
    podalabym na innym talezu,
    na probowanie w malej ilosci,
    i kazdy byl by szczesliwy,
    i nie bylo by problemu,
  • roseanne 25.07.08, 14:44
    tradycjonalizm tradycjonalizmem, ale mimo manii eksperymentowania i probowania
    nowych potraw to akurat tej konkretnej szynki nie lubie


    a goscie - coz, rozni bywaja
    --
    Inny Swiat - Zespół Aspergera
  • lotoss 25.07.08, 15:59
    Watek sie rozrosl od wczoraj niesamowicie:). Nie jest dla mnie
    niespodzianka, ze na forum "Kuchnia" nie ma generalnie wspomnianych
    juz i okreslonych jako 'kotleciarze' osob. Dlatego mozemy sobie
    tutaj po nich jezdzic z dosyc duza swoboda;).
    Co tu dodac? Tu gdzie mieszkam cos takiego jak barszcz czerwony, czy
    knedle ze sliwkami sa raczej egzotycznymi potrawami. Pamietam jeden
    raz podajac zupe z burakow tylko Japonczyk sprobowal i zachwalal,
    czyli znowu przyjezdny z dalekiego kraju:).
    Forumowicz Mhr-cs przypuszcza, ze raczac kogos daniami z innych
    kuchni swiata jest chwalipiectwem. Moim zdaniem nic bledniejszego
    byc nie moze. Absolutnie nie ma takie dzialanie nic wspolnego z
    pokazaniem sie itp. itd. Intencje zawsze sa dobre, ale nie musza byc
    wlasciwie w ten sposob odczytywane.
    Moze faktycznie cos takiego wzbudza zazdrosc i jedyna obrona jest
    atak w roznej postaci?
  • billy.the.kid 25.07.08, 17:19
    jak to nie ma.JA JESTEM KOTLECIARZEM.
    mielone- w kazdej ilości.
    schabowe- takie na pół talerza.
    boczek pieczony-miodzio.

    sushi-tfu.
    z robali lubię tylko RAKI.

    ps.elwood graneczki jadał regulartnie inie było to tylko jego widzimisię czy
    excentryzm.
  • Gość: dorotka IP: *.hsd1.il.comcast.net 25.07.08, 20:34
    Ja jestem straszny cham.Od dziecka.Jesli czegos nie lubie to staram
    sie jesc walczac z obrzydzeniem.Jesli czegos NAPRAAWDE nie lubie to
    niestety odmawiam jedzenia bo od razu jade do Rygi.Przy stole.Nie
    wyroslam z tego.Nie jestem w stanie tego zmienic.W wiekszosci
    dotyczy to wieprzowiny ,wszelkich podrobow,tlustosci i
    zylastosci,skor drobiowych,kosci etc.gotowanego bialka albo
    jajecznicy(ja miksuje jajka przed smazeniem).Ciekawa rzecz,ze boje
    sie skomplikowanych potraw w tzw. "gosciach".Jakos wole je zjesc w
    restauracji.No chyba,ze wiem,ze osoba do ktorej ide swietnie gotuje
    i mam do niej zaufanie.
  • bene_gesserit 25.07.08, 21:16
    tinyurl.com/576l3x
    --
    dont hejt de pleja, hejt de gejm
  • bene_gesserit 25.07.08, 21:14

    Wlasnie na tym polegal jego ekscentryzm - ze jadal wylacznie
    grzaneczki, w dodatku sam robil je sobie opiekajac nadziane na
    widelec nad kuchenka gazowa. To mocno dekadenckie jest.

    --
    Moja mama ma Nobla z fizyki, mój tata pracuje w przedszkolu.
  • billy.the.kid 25.07.08, 21:48
    tzn że ja regularnie ze smakiem zjadając mielone- sam se robię- jezdym
    ekscentrykiem? no i nie wiem czy sie cieszyc czy smucic.ale chyba powód do dumy.
  • bene_gesserit 26.07.08, 11:38

    Jesli jesz tylko mielone - byc moze. Jesli to nie jest monodieta -
    zapomnij o tytule.
  • grinning.scania 25.07.08, 21:57
    dzięki temu wątkowi kilka zdolnych forumowiczek ustanowiło podział ludzkości na
    kotleciarzy i światowców, co to pełni wyobraźni wszelakiej, z otwartmi umysłami
    i otworami gębowymi podróżują po świecie, necie, paluszkiem po książce
    kucharskiej czy czym tam jeszcze.

    a po co? ano żeby spotkać innostrannych kotleciarzy i ich zagraniczne, a więc
    ekskluzywne kotlety smakować, a później z dumą zagraniczny kotlet na ubogim
    polskim gruncie, co jedynie świniną i kapustą porasta, serwować i napawać się
    swoja światowością.

    echhhhh, płakać ze śmiechu czy jednak załkać szczerze ze smutku? pewnie
    światowcy uznają, że to pochlebne powiedzenie - co francuz wymyśli, polak zaraz
    kupi? ( było kiedyś cytowane w materiałach promocyjnych naszej krainy jako dowód
    sympatii francuzów:)
    nawet kotlet nie urodził się na naszej jałowej ziemi panie światowe, a wychył
    waszego wahadła w stronę światowości świadczy jedynie, ze chwilę temu było po
    tej ubogiej, kotleciarskiej stronie. i wzajemne obłapki intelektualne (?) i
    picie sobie z dziobków - ach, jacy okropni są ludzie, ja tez kochanienieńka tak
    miałam, widziałam taką..., a w domyśle - my nie, my to crême de la crême
    wzbudza politowanie. może i śmietanka, ale mocno skwaśniała.




  • bene_gesserit 26.07.08, 11:49
    grinning.scania napisał:

    > dzięki temu wątkowi kilka zdolnych forumowiczek ustanowiło
    podział ludzkości na
    > kotleciarzy i światowców, co to pełni wyobraźni wszelakiej, z
    otwartmi umysłami
    > i otworami gębowymi podróżują po świecie, necie, paluszkiem po
    książce
    > kucharskiej czy czym tam jeszcze.

    Nie, zaraz - paluszkiem tez sie liczy.

    > a po co? ano żeby spotkać innostrannych kotleciarzy i ich
    zagraniczne, a więc
    > ekskluzywne kotlety smakować, a później z dumą zagraniczny kotlet
    na ubogim
    > polskim gruncie, co jedynie świniną i kapustą porasta, serwować i
    napawać się
    > swoja światowością.

    Moze sie myle, ale chyba starasz sie byc zlosliwy? Niepotrzebnie.
    Jesli bys uwazniej przeczytal watek, wiedzialbys, ze chodzi o
    niesmak wobec upodobania jedzenia trzech potraw na krzyz, obojetnie
    od tego, w jakich okolicznosciach przyrody sie znajduje. I jakiej
    porze roku. To nie ma nic wspolnego ze 'swiatowoscia', cokolwiek by
    przez to rozumiec. Chodzi o pewna ceche osobowosci,
    nazywana 'otwartoscia na nowe doswiadczenia' (-> teoria osobowosci
    tzw 'Wielkiej Piatki'). Sa ludzie, ktorzy te ceche maja w bardzo
    niewielkim stopniu, sa ludzie, ktorzy wychodza niemal ze skali. To
    jest fakt, sa na to wykresy i statystyki, wiec radze ci - nie
    obrazaj sie na rzeczywistosc, to z nia nie wygrasz.

    > echhhhh, płakać ze śmiechu czy jednak załkać szczerze ze smutku?

    Proponuje, zebys zrobil i jedno, i drugie naraz, a fotke wrzucil na
    jakies forum fotograficzne. Co sie ma marnowac.

    pewnie
    > światowcy uznają, że to pochlebne powiedzenie - co francuz
    wymyśli, polak zaraz
    > kupi? ( było kiedyś cytowane w materiałach promocyjnych naszej
    krainy jako dowó
    > d
    > sympatii francuzów:)

    Znowu - mam wrazenie, zes sie w watek nie wczytal. Albo wczytal,
    czytajac jednak co innego, niz bylo w nim napisane. Intelektualne
    prestidigitatorstwo - szacun.

    > nawet kotlet nie urodził się na naszej jałowej ziemi panie
    światowe, a wychył
    > waszego wahadła w stronę światowości świadczy jedynie, ze chwilę
    temu było po
    > tej ubogiej, kotleciarskiej stronie. i wzajemne obłapki
    intelektualne (?) i
    > picie sobie z dziobków - ach, jacy okropni są ludzie, ja tez
    kochanienieńka tak
    > miałam, widziałam taką..., a w domyśle - my nie, my to crême de
    la crê
    > ;me
    > wzbudza politowanie. może i śmietanka, ale mocno skwaśniała.

    Noale domysl jest twoj. Swiadczy wiec raczej o autorze domyslu, niz
    o piszacych. Jakby wiec nie patrzec - objawiles w tym poscie mniej
    ciekawa strone swojej osoby.


    --
    stereotypes are a real time-saver
  • Gość: Paweł Z. IP: *.as.kn.pl 26.07.08, 17:14
    Nie ma potrzeby śmiać się czy łkać. Trzeba natomiast żałować, że tak wiele osób nie chce poznawać innych smaków, ograniczając się do swojego ulubionego schabowego z kwaszoną kapustą. Dzięki temu osoby lubiące poznawać nowe smaki mają trudności z kupieniem przypraw (z wyjątkiem kilku stosowanych w kuchni polskiej) czy mniej popularnych warzyw. Dlatego też niewątpliwie należy wypowiedzieć wojnę kotleciarzom i ich przyzwyczajeniom.
    A czy ktoś uzna to za szpan, mnie ni grzeje, ni ziębi. Jak ślepemu nie wytłumaczy się, na czym polegają kolory, tak kotleciarzowi nie wytłumaczy się, że człowiek może odczuwać rozkosze podniebienia, smakując codziennie potrawy z różnych sytron świata. Życzę smacznego kotleta.
  • grinning.scania 26.07.08, 18:24
    post wyżej gastronomiczna psychoanaliza i teorie osobowości, w następnym trzeba
    wypowiedzieć wojnę, bo zakałą społeczeństwa są i kłody z ze schabowych (z
    kością) rzucają pod nogi biednym ludziom o otwartych umysłach i wrażliwym
    podniebieniu.

    niedługo się okaże, że kotleciarskie bojówki nocami opróżniają obce
    lodówki, a w miejsce wykwintnych składników podrzucają kotlety i kapustę,
    zaplute karły reakcji, w końcu jakaś eskalacja konfliktu musi nastąpić, nie będą
    poprzestawać na blokowaniu dostaw przypraw oraz warzyw, albo niezjadaniu
    na przyjęciach ogonków od szpinaku.

    pozostaje endlossung poprzez mechaniczne zapchanie im jadaczek potrawami z
    drugiego końca świata, nie zniosą takiej zniewagi i się zadławią skutecznie.
    albo przejdą na stronę światłości i dołączą do chórku, a wtedy, panie, to
    przypraw będzie pod dostatkiem, wszystkich, z każdego zakątka świata kamis
    dowiezie, a rolnik spod grójca zacznie hodować wszystkie warzywa świata, nie
    wspominając o tym, że wreszcie w bałtyku będzie się dało łowić kałamarnice i
    ostrygi.

    własny talerz już nie wystarcza, trzeba grzebać w cudzym? ich sprawa, co jedzą,
    a czego nie jedzą, a przerabianie na swój obraz i podobieństwo jest domeną
    boską, albo ..., no nie, psychoanalizy zostawimy specjalistce tutejszej.
  • grinning.scania 26.07.08, 18:30
    forowa, tu się wypowiadają przeciwnicy kotleta z kapustą, a w galerii potraw
    triumfy święci schab zapieczony pod majonezem, czyżby podanie schabu bez
    kapusty, za to z majonezem zapieczonym było już haute cuisine i dowód otwartości
    na świat?

  • jo.hanna 26.07.08, 18:44
    albo pomylily ci galerie (WP, Interia?), bo byl co i kotlet z majonezem, byly
    salatki warstwowe i z zupek chinskich, ale zbieraja tyle samo krytyki co
    zachwytow...i jest ich naprawde malo. I jak ci juz BG, dyskusja jest nie o
    zamilowaniu do schabowych a o braku kultury i ksenofobii kulinarnej.
    --
    "[A]s you know, these are open forums, you're able to come and listen to what I
    have to say." GWBush
  • nobullshit 26.07.08, 20:30
    Czyli z "Ani z Zielonego Wzgórza" (tzn. konkretnie chyba z "Ani z Avonlea").
    - Tadziu, kiedy idziesz w gości, nie krytykuj jedzenia.

    I na tym zdaniu poprzestanę.

    --
    Mogliśmy, czego nie wolno,
    co wolno — nie chcemy móc.
  • grinning.scania 27.07.08, 00:20
    ta sama galeria.
    fotoforum.gazeta.pl/72,2,777,82572790,82572790,0,2.html?v=2
    a w nim link do wątku podstawowego, który wróci, gdy tylko zrobi sie nieco
    chłodniej. takie wątki zawsze wracają.

    o kulturze już odpowiedziałem niżej, wiec nie ma sensu powtarzać, mogę jedynie
    dodać, że być może ten wątek miał mieć taki temat w intencjach założycielki
    wątku, ale trochę skręcił ku nieeleganckiemu obgadywaniu cudzych gustów.
  • thiessa 27.07.08, 19:36
    > ta sama galeria.
    > fotoforum.gazeta.pl/72,2,777,82572790,82572790,0,2.html?v=2
    > a w nim link do wątku podstawowego, który wróci, gdy tylko zrobi sie nieco
    > chłodniej. takie wątki zawsze wracają.

    Nie widze tych rzekomych zachwytow. Pod watkiem wypowiadaja sie raptem 4 osoby,
    w tym opinia jednej jest niepochlebna.
    --
    "Jesli jestes kotleciarzem - jedz to w domu po kryjomu! Zero tolerancji"
    (bene_gesserit)
    Gruzja05.09.2007-23.09.2007
  • bene_gesserit 26.07.08, 22:11
    grinning.scania napisał:

    > forowa, tu się wypowiadają przeciwnicy kotleta z kapustą, a w
    galerii potraw
    > triumfy święci schab zapieczony pod majonezem, czyżby podanie
    schabu bez
    > kapusty, za to z majonezem zapieczonym było już haute cuisine i
    dowód otwartośc
    > i
    > na świat?

    Masz gorszy dzien czy ty tak zawsze?
    Nikt nikogo, marzycielu, do niczego nie zmusza, co histerycznie
    sugerujesz. Bojowki to wymysl twojej chyba nieco skrzywionej
    wyobrazni. KAZDY ma prawo do posiadania wlasnego zdania: moje i nie
    tylko moje jest takie, ze kotleciazy z ich zasciankowymi
    upodobaniami nie trawie. Rozumiem, ze cie to boli, skoro bronisz
    frakcji kotleciarskiej wlasna piersia, ale - takie jest zycie -
    twoja watpliwej proby elokwencja nie nawroci mnie na kotleciarstwo.
    Mozesz sie nadal zrzymac, oburzac i anonimowo parskac, tupac
    nozkami i tarzac po dywanie w protescie, skoro najwyrazniej to
    lubisz.
  • grinning.scania 27.07.08, 00:11
    pamiętasz termin przeniesienie zwane również projekcją?:)

    nie zabraniam ci mieć własnego zdania, znosić lub nie znosić, ale skoro w tym
    wątku była mowa o kulturze osobistej, a raczej jej braku w przypadku
    kotleciarzy, to może zasugerujesz jak można nazwać zachowanie
    obgadujących cudze gusta nie_kotleciarzy? zaglądanie w cudze talerze?
    czy ta kura, proszę pana...


    a co do zmuszania, twoj towarzysz broni i aliant nawołuje do wojny, ty ogłaszasz
    potrzebę zamknięcia w areszcie domowym, jo.hanna pisze o ksenofobii. takie mocne
    słowa tylko dlatego, że ktoś nie ma ochoty na coś co mu nie smakuje? no owszem,
    będąc gościem powinien zachować się przyzwoicie, zjeść, pochwalić bez przesady.
    ale to pewnie byłoby i tak za mało

    gdyby nie to zaangażowanie emocjonalne i bezpodstawny samozachwyt, byłoby nawet
    śmieszne.


  • Gość: Paweł Z. IP: *.as.kn.pl 27.07.08, 00:22
    Idąc do kogoś na przyjęcie nie obgaduje się gospodarzy, nawet jeśli podali
    fatalne jedzenie.
    Co nie oznacza, że nie można publicznie skrytykować zwyczaju podawania fatalnego
    jedzenia na przyjęciach jako takiego.
    Gdy idę do kogoś na imieniny, to kultura osobista nie pozwala mi krytykować
    wysiłków kulinarnych gospodarzy, nawet jeśli ich wynikiem jest domowa paciaja.
    Co nie oznacza, że nie wolno mi powiedzieć publicznie, że ograniczanie
    jadłospisów imieninowych do domowych paciai to tragedia i świadectwo kulinarnego
    ograniczenia.
    Proponuję, by tego typu zachowanie nazwać normalnym, nie popadać w polityczną
    poprawność, która każe nazywać postawę polegającą na żarciu kotletów z frytkami
    tak samo dobrą jak delektowanie się urozmaiconymi egzotycznymi smakami.
    Ta kura, proszę pana, jest dobrze wychowana.
    My, ludzie o wykwintnym podniebieniu, mamy prawo być z siebie dumni. A jeśli
    kogoś to śmieszy, to, cóż, śmiech to zdrowie!
  • bene_gesserit 27.07.08, 02:08
    grinning.scania napisał:

    > nie zabraniam ci mieć własnego zdania, znosić lub nie znosić, ale
    skoro w tym
    > wątku była mowa o kulturze osobistej, a raczej jej braku w
    przypadku
    > kotleciarzy, to może zasugerujesz jak można nazwać zachowanie
    > obgadujących cudze gusta nie_kotleciarzy? zaglądanie w cudze
    talerze?
    > czy ta kura, proszę pana...

    Droga kuro, sprawdz w swoim podreczniczku s.v., jak sie ma
    narzekanie i marudzenie nt zwyczajow calkiem anonimowych osob do
    jawnego okazywania gospodyni, ze podaje swinstwa, ktore sie nie
    dadza zjesc. Potem wroc do swojego mrocznego i wilgotnego kurnika i
    przemysl sobie to i owo.

    > a co do zmuszania, twoj towarzysz broni i aliant nawołuje do
    wojny, ty ogłaszas
    > z
    > potrzebę zamknięcia w areszcie domowym, jo.hanna pisze o
    ksenofobii. takie mocn
    > e
    > słowa tylko dlatego, że ktoś nie ma ochoty na coś co mu nie
    smakuje? no owszem,
    > będąc gościem powinien zachować się przyzwoicie, zjeść, pochwalić
    bez przesady.

    A kiedy postulowalam przesade? Jakos mi to umknelo, wiec laskawie
    zlinkuj, dziekuje z gory.

    > ale to pewnie byłoby i tak za mało

    Popatrz - znowu twoj szkaradny domysl. Oj, sie nie popisujesz.
    Pewnie mozesz tak jeszcze dlugo :(

    > gdyby nie to zaangażowanie emocjonalne i bezpodstawny
    samozachwyt, byłoby nawet
    > śmieszne.

    'Zaangazowanie emocjonalne'? Pamiętasz termin 'przeniesienie' -
    zwane również 'projekcją'?

    --
    śpiewali kiepsko, ale bronili swego prawa do fałszowania
  • aiczka 04.08.08, 12:52
    Eh, ja myślę, że większość ludzi jest "pomiędzy" - jak ja. Chętnie spróbuję
    czegoś nowego od czasu do czasu, ale już nadmiar nowości a szczególnie o
    niezidentyfikowanym skladzie trochę mnie przytlacza. Lubię, żeby chociaż jedno
    danie/dodatek mialo coś znajomego.
    Nie uważam, że obiad bez kotleta się nie liczy - mięso jako mięso (w odróżnieniu
    od mięsa w zupie albo skwarków na kopytkach) jemy raczej co drugi-trzeci dzień
    niż co dzień.
    Jest też szereg potraw/skladników do których nie doroslam i obejmuje on zarówno
    egzotyczne (mięczaki) jak i swojskie (móżdżki, wątróbki, nereczki - czemu zawsze
    mówimy zdrobniale? ^_^).
  • mhr-cs 04.08.08, 13:17
    aiczka

    piszesz wspaniale,
  • jarek_zielona_pietruszka 26.07.08, 02:04
    zapiekane w cieście. Mnie poczęstowano taką przekąską, gdy miałem 12 lat i
    pamiętam to do dzisiaj. Lubię nowe dania i nowe kulinarne wyzwania i lubię
    eksperymentować w kuchni. U mnie ślimaki, małże, krewetki, raki to standard.
    Niestety nie wszyscy mają podobne gusta, ale to ich sprawa. Każdy ma prawo
    wyboru tego co spożywa.
    dzisiaj marzę
    o wielkim homarze
    a na moje gusta może być langusta.

    --
    Świnia musi umrzeć śmiercią naturalną
    od obucha siekiery / Pawlak - Sami Swoi /
  • billy.the.kid 26.07.08, 17:32
    to się kiedys nazywało GLIZDY.
  • billy.the.kid 26.07.08, 17:36
    tak na poważnie.bitwę pod grunwaldem wygrali KOTLECIARZE.
  • sylwia1607 26.07.08, 23:21
    dobrze, ze ja nie mam takich znajomych:) niedawno robilam impreze urodzinowa,
    mieszkam w niemczech wiec bylo sporo znajomych niemcow. zapraszajac ich na ta
    impreze zawiadamiali mnie , aby byly polskie dania, wiec byly i polskie i
    "zagraniczne" dania. wszyscy byli zadowoleni i najedzeni-ja tez:) a co dziwne
    smakowal im bardzo chlodnik i nalesniki z twarozkiem na zimno polane sosem
    czekoladowym.
  • lotoss 28.07.08, 20:00
    Ja jestem fanem Andrew Zimmern. Jezdzi facet po swiecie i probuje
    roznego rodzaju najdziwniejszych potraw (tez zalezy z ktorego punktu
    widzenia sa wyjatkowe, prawda?;). Czasami sa to ekstremalne
    przypadki typu wspomnianej juz dzdzownicy, robali czy innych jader,
    oczu itp. itd. ale podobno jest pysznie:). Nawet mu zazdroszcze ze
    jest w stanie zjesc praktycznie wszystko. Kosztuje bez problemow i
    zmruzenia okiem bez wybrzydzania.
    Pamietam ze pare razy zdarzylo mu sie przelknac cos z mala
    satysfajcka dla podniebienia:).
    www.andrewzimmern.com/home
    Powiem Wam, ze jako nawrocony "kotleciarz" uwazam, ze ze mnie duza
    szczesciara jest:). Spotkalam kogos na swojej drodze zycia, kto mnie
    pociagnal za soba w kraine smakow, nowych doznac i doswiadczen. Wiem
    jak to jest jesc dziennie ziemniaki z miesem i mam porownanie do
    tego co bylo wtedy i co mam teraz.

    "Kotleciarze"! Probujcie nowych smakow,
    Nawet gdy talerz jest pelen robakow:).
    Otworzcie siebie na cos co nieznane,
    Moze nie wiecie, nuz bedzie kochane.




  • bene_gesserit 29.07.08, 11:01

    Sliczny wierszyk i piekne swiadectwo ;)
    Tez czasem ogladam program tego czlowieka. Pamietam, ze raz
    zdarzylo mu sie peknac i nie zjesc - to byl hamburger ze zgnilego
    tofu na fragmencie krowiego zoladka. Ale i wtedy bardzo milo
    podziekowal pani, ktora go zrobila, bo wiedzial, ze wklada ona w
    swoje gotowanie duzo serca. Powinien byc patronem trudnych sytuacji
    jedzeniowych :)

  • mhr-cs 26.07.08, 10:44
    bene_gesserit

    lepiej tez byl nie napisala,
    bo wlasnie w tym co napisales(as),
    jest ta prawdziwa prawda,udawanie,
    bo co oni by powiedzieli,okropnosc?
    nas to nie ochodzi,
    my zyjemy bez tego i wszyscy sa szczesliwi,


  • emkaska 29.07.08, 10:54
    "A jak stąd wyjdę,zrobię wam... kotlet de volaille. Albo ten... boef
    strogonoff.Umiem też... tornado a la Rossini,pommes frites z
    buraczkami...
    ...albo zalewajkę...
    ... albo pyzy...
    Jak moja matka zrobiła pyzy, to niech się schowają wasze żaby i
    ślimaki...Pulchniutkie, ze słoninką..."

    pozdrowienia dla fanów polskiej kuchni :)
  • lotoss 29.07.08, 15:04
    Emkaska:), przyjmuje zaproszenie:). Ja bardzo lubie wszystkie pyzy,
    pierogi, kotlety, strogonoffy jak najbardziej. O! Jeszcze bryzol
    wolowy z pieczarkami. A sloninka solona prosto od swini na pajdzie
    wiejskiego chleba tez moze byc przy specjalnych okazjach... Jednak
    znalazlam duza przyjemnosc jedzenia z innych kuchni swiata i na
    polskiej nie mam zamiaru poprzestawac.
    A wspomniany juz przeze mnie podroznik Zimmen, bedac w rosysjkiej
    czesci NYC "Little Odessa" tez kosztowal egzotycznej dla swiebie
    potrawy (slonina z chlebem) i byl zachwycony:).
    Moze kiedys pojedzie do Polski i na przyklad bedziemy go ogladac jak
    wsuwa czernine i kiszke;).
    Moze ktos zna przepis na zupe z kaczki, czyli czernine. Dobre to
    jest? Jak dla mnie to jest egzotyka:). Pochodze z innej czesci
    Polski niz ta zupa. Kiedy ja podawali niechcianemi
    absztyfikantowi:). Nieprawdaz?

    Pozdrowienia dla wszystkich bez wyjatku:)
  • emkaska 29.07.08, 15:17
    no niestety po te pyszności to się musisz zgłosić do Franka Dolasa ;)
  • bene_gesserit 29.07.08, 15:26

    Zeby zrobic czernine, nalezy miec zywa kaczke, bo ja sie robi z
    kaczej krwi, a te chyba latwiej uzyskac z kaczki niz kupic. Noi mi,
    z racji dodatku suszonych sliwek, kojarzy sie ona raczej z jesienia
    niz srodkiem lata.

    A czernine - wiem to ze wstrzasajacej opowiesci kolegi-Anglika - w
    niektorych domach nadal podaje sie nieakceptowanym konkurentom do
    reki corki.

    --
    śpiewali kiepsko, ale bronili swego prawa do fałszowania
  • lotoss 29.07.08, 15:41
    Tak, z krwi kaczki... Bylam tylko ciekawa czy moze ktos na forum
    gotuje to polskie danie.
    Ja na dzisiaj mam mloda kapuste, co mi dojrzewa juz od jakiegos
    czasu w lodowce. Bede musiala sie z nia jakos rozprawic, nie ma
    innej mozliwosci.

  • alinka_li 30.07.08, 16:38
    Moja mama gotuje czerninę w tą sobotę, kaczkę i krew (mrożone) można kupić bez
    problemu w moim osiedlowym sklepiku:)
  • Gość: szadoka IP: *.cst.tpsa.pl 30.07.08, 15:36
    przeczytalam caly watek i obsmialam sie serdecznie, chociaz
    wlasciwie smiac sie nie ma z czego. Ja mam taka kotleciarska
    tesciowa. Na szczescie o tym wiem i na jej czesc zawsze sa kotlety.
    Na szczescie znajomi sa otwarci i chetnie probuja roznosci.
    W razie czego... uwielbiam koty :)
  • coralin 30.07.08, 19:40
    Ja dla mnie ten wątek jest bardziej o kulturze osobistej niż
    kulturze kulinarnej. Chamstwem wydaje mi sie komentowanie tego, co
    podaje gosc tym bardziej jeśli są to rzeczy jadane pod nasza
    szerokością geograficzną. Tu nie chodzi o lubienie czegoś. Ja też
    lubię polskie potrawy i uważam polską dobrą kuchnię za wyśmienitą:
    żurek, dania na bazie kapusty, pierogi, śledzie(za taki przysmak
    myśliwego z cebula i suszonymi grzybami dam się pokroić:)
    Nie lubie za to za bardzo majonezowych paciai, a juz w szczególnosci
    kiedy jest zagęszczenie produktów puszkowych: kukurydza, groszek,
    fasola czerwona(brrr). A takie "przekąski" są normą. Nieważne czy
    lipiec czy grudzień. Chamstwem byłoby jednak krytykowanie tego.
    Z niektórych wpisów wynika, że tradycjonalistom można wiecej czyli
    mogą pozwolić sobie na chamstwo. Dlaczego? Choć wcale obrońcami
    tradycji nie są z tym zamiłowaniem do opiekanych bagietek.
  • menab 31.07.08, 08:26
    Dokładnie, lepiej bym tego nie ujęła.
  • asiakusy 01.08.08, 11:45
    hmmm, nie będę wchodziła w dyskusje o kotleciarzach. Trochę mi się
    nie podoba ton, który tu czasem się pojawia, że "my" jesteśmy
    ZNACZNIE lepsi niż ten ograniczony leniwy skostniały w swoich
    prostackich gustach kotleciarz. Choć sama też nie rozumiem, dlaczego
    ludzie tak strasznie boją się czasem obcych smaków, obcości w ogóle,
    i po co wtedy jeżdżą za granicę. Chyba po coś innego niż "my" ;)

    Czy oni wiedzą, że zrobili Ci przykrość? Że to w ogóle było
    niegrzeczne? Zastanawiam się, co bym zrobiła w takiej sytuacji.
    Czułabym się źle. Chyba powiedziałabym, że jest mi smutno i przykro,
    że włożyłam dużo wysiłku (wybierałam, kupowałam, wiozłam), żeby się
    z nimi podzielić tym, co mogę z mojej podróży, i na przykład
    posmarowałam oliwą a nie masłem, właśnie po to, żeby im to pokazać,
    dać trochę odczuć, tak jak się ogląda zdjęcia z podróży. Bo ich
    lubię ;) Na przykład tak. Wtedy mieliby informację zwrotną :) i może
    by jakoś pomyśleli??? Przynajmniej mieliby możliwość :)
  • mhr-cs 01.08.08, 12:10
    ja mysle najpierw o gosciach,
    a potem osobie bo wiem z wiekiem
    ze jak sie czegos nie lubi to nie bede udawac
    np.czosnek dla mnie okropnosc,olej z oliwek
    on mi nie smakuje,nie mowiac jak ktos chwali
    ten knorr i inne takie przysmaki,wogole gotowe produkty
    ja moge w kazdej chwili prawie wszystko kupic,sprobowac
    mieszkam ponad 40 lat za granica i wiem co mowie,
    ojej a ile zaproszen wyslalam zeby sobie tu cos kupili,
    dlatego nie rozumiem jak mozna gosci zaprosic
    i im cos podac,
    czego moze nie znaja,albo nie lubia,
    wedlug mnie jak zawsze to na pokaz,
    tego zdania nie zmienie,
    znam polskie obyczaje,


  • Gość: senin IP: *.bri.connect.net.au 01.08.08, 13:43
    >
    > Czy oni wiedzą, że zrobili Ci przykrość? Że to w ogóle było
    > niegrzeczne?

    a ja sie zastanawiam, czy autorka zdaje sobie sprawe z tego, ze moze
    potraktowala tych znajomuch protekcjonalnie...oni jej zrobili
    grzcznosc pilnujac czegos tam, kiedy ona napawala sie 'zagranica'

    i to ich grzecznosc byla

    i tu lezy problem 'wyczucia' sytuacji...
    jesli oni zrobili jej przysluge (wg jej potrzeb i gustu) to ona
    powinna wdziecznosc wyrazic...wg ich potrzeb i gustu..

    a nie na sile 'zachwycac' ich szynka 'serrano' czy jak jej tam

    ja osobiscie po paru 'wykwintnych'przygodach z szynka parmenska
    melonem i takimi tam...powiedzialam : NIEEEEE!

    bo to nie moj zakres smakow - jest to takie sobie polaczenie :))

    probowalam, testowalam..kombinowalam :(((

    a przecie jak wielu na tym forum wie - smako -fobii nie posiadam...
    wrecz przeciwnie

    ale zauwazylam, ze nawracanie innych na sile nie daje dobrych
    rezultatow

    kiedy przyjmuje hindusow, to nie wysilam sie na schabowego, czy
    golabki....bo doprawdy nie wiem, czy sa az tak znudzeni swoja
    kuchnia by stymulowac sie bigosem czy czernina ;)))

    a zatem, droga autorko - ci ludzie dali ci cos, czego
    potrzebowalas... a Ty w zamian dalas im cos czego nie znali, nie
    wiedzieli, ze moga potrzebowac, i oczekiwalas ze beda zachwyceni

    dalas im cos, co uwazalas, powinni poznac i zaakceptowac -- i to
    jest traktowanie innych protekcjonalnie

    mam nadzieje ze ten 'pan jurek', ktory pilnowal Twojego kota,
    przyniesie Ci jutro pieknie oprawiona nutrie...cobys na niedzielnu
    obiad miala...mmmm...pyszne biale miesko... mam nadzieje ze docenisz
  • lotoss 02.08.08, 18:40
    Bez przesady:). Czytajac nasze tutaj rozwazania, przypominam sobie
    pare moich niekoniecznie trafnych w gusta kolacji dla przybylych (w
    moje progi).
    Ostatnie co pamietam to byly 'spring rolls' z krewetkami. Fakt,
    dodalam za duzo cebulki zielonej i generalnie smak mi sie zrobil
    tego zbyt intensywny (a to przez ilosci wina, co to sie raczylam
    przy okazji gotowania). Goszczona jednak panna sprobowala i tylko
    stwierdzila ze sa bardzo dobre, nie zazerajac sie zbyt obficie moim
    dzielem kulinarnym;). Jednak bawilismy sie wszyscy bardzo dobrze
    (chyba mnie uratowaly krakersy z pysznym francuskim serem;).

    Jezli chodzi o "kotleciarzy", to mam pewna historie zwiazana z
    tematem.
    Wrocmy do lat dziewiecdziesiatych... Niby niedawno, ale co dla
    poniektorych nowe byly wtedy wyzwania i cele. No dobra... Pewien
    Amerykanin, swiezo przyjezdny, wynajmowal male mieszkanko gdzies na
    Azorach krakowskich, w wielkim blokowisku i... tak, tu sie zaczyna.
    Cyklicznie, a przewaznie w soboty i niedziele, rozlegal sie wokol
    stukot, odglos ciezkich kalbrem narzedzi w stylu mlotek. Hmmmm....
    myslal byl tenze... co ludzie naprawiaja w tych betonowych, malych
    swoich wnetrzach? A!!! Buduja polki! Szafki na ksiazki?! Inne
    drewniane meble?
    Zyl w przekonaniu, ze to sa majsterkowe prace jeszcze pare lat
    dopoki zobaczyl... jak ja zabieram sie za ubijaczke i dawajze
    traktowac tego cholernego kotleta;).
    Olsnienie i objawienie mojego przyjacila bylo gleboko emocjonalne.
    Zyl w przekonaniu pracowitosci narodu i umilowania do
    majsterkowania. Zminial jeszcze pare razy mieszkanie i wszedzie te
    same akty halasowania odbywaly sie bez zadnego najmniejszego wyjatku.

    Czyli:), ubijanie kotletow bylo jednym z pierwszych obcych odglosow
    dla cudzoziemca:).
  • billy.the.kid 03.08.08, 10:35
    a ja te MIELONE tak se normalnie, po prost, tak wogóle tTO łOKRUTNIE LUBIę. to
    ce jezdym kotleciarzem???

    blusbrazersi raczej lubili to co żarli.
  • mhr-cs 03.08.08, 10:51
    senin

    kiedy przyjmuje hindusow, to nie wysilam sie na schabowego, czy
    golabki....bo doprawdy nie wiem, czy sa az tak znudzeni swoja
    kuchnia by stymulowac sie bigosem czy czernina ;)))

    ale to jest roznica,
    czy ktos przyjedzie do mnie
    czy ja jade do nich,
    kazdy podaje swoje potrawy i wedlug mnie
    to bylby koniec dyskusji,


  • Gość: senin IP: *.for.connect.net.au 03.08.08, 12:02
    > ale to jest roznica,
    > czy ktos przyjedzie do mnie
    > czy ja jade do nich,
    > kazdy podaje swoje potrawy i wedlug mnie
    > to bylby koniec dyskusji

    to nie jest koniec dyskusjii

    sprobuj podac hindusom "sledziki w oleju" ;)))

    czy bylas kiedys na przyjeciu u hindusow i mialas okazje sprobowac
    np. 'bombay duck' czy polodniowych 'fish pickle'...znaczu sie, czy
    gosdpodarze wystawili cie na taka probe???

    kiedy ja przyjmuje hindusow to podaje potrawy hinduskie - nie z
    powodu arogazncji, z powodu tego ze kuchnia hinduska/malajska itp to
    90% mojego gotowania... i doprawdy nie bede sobie na sile
    przypominac jak gotowac bigos, tylko dlatego ze przychodza do mnie
    hindusi


    gotuje to co umie - czyli zajebiscie ostre curry z jagnieciny i
    zolty ryz... dodaje chlebki lub papadums, jogurt, pikle indyjskie i
    raity

    i doprawdy guzik mnie obchodzi to, ze pytaja mnie skad pochodze

    bawi mnie kuchnia azjatycka i tyle

    dzis zmusilam malzonka do zajadania sie mloda kapusta z mlodymi
    ziemniakami koperkiem i maslem....nawet mu sie podobalo...ale na
    jego znajomych nie bede eksperymentowac - w koncu lepiej gotuje
    po "azjatycku" niz po polsku ;))
  • lotoss 03.08.08, 13:19
    Nie znam osobiscie zadnego Hindusa, ale taki Kumar na przyklad,
    dalby sie pochlastac za hamburgery i frytki z White Castle;).

    Czyli mowi sie, ze Hindusi to kotleciarze?:) Ich kuchnia jest jedna
    z moich ulubionych, wiec sie nie dziwie. Jednak bedac na miejscu
    zaznajomionych, bylabym ciekawa co tam sie w Polsce kolezanki gotuje
    i co podaja.

    Senin, musze przyznac ze rowniez potrafie gotowac
    zajebiste 'jhalfrazi' czy inne 'saag' itd., (ufff... ale pewnosc
    siebie, co?;), czego nie moglabym powiedziec o bigosie, poniewaz za
    nim az tak nie przepadam. A! Znajomych na ziemniaki z kapusta nie
    zapraszaj, sprobuj przygotowac jakies bardziej wymyslniejsze danie z
    kuchni polskiej:).


  • Gość: senin IP: *.for.connect.net.au 04.08.08, 13:28
    > Senin, musze przyznac ze rowniez potrafie gotowac
    > zajebiste 'jhalfrazi' czy inne 'saag' itd., (ufff... ale pewnosc
    > siebie, co?;),


    no to gratuluje!

    > czego nie moglabym powiedziec o bigosie, poniewaz za
    > nim az tak nie przepadam. A! Znajomych na ziemniaki z kapusta nie
    > zapraszaj, sprobuj przygotowac jakies bardziej wymyslniejsze danie
    z kuchni polskiej:).
    >

    no ale ja nie znam sie na tych wymyslniejszych polskich... i
    szczerze mowiac nie bardzo chce sie znac :) - nie pochodze bowiem z
    tzw. polskiej przedwojennej arystokracji..jak wielu uczestnikow tego
    forum (- no takie sie czasami miewa wrazenie)

    snam polskie standardy i mam wyczucie snaku - i to mi wystarcza

    no codzien gotuje po hindusku/azjatycku, bo jak mawiaja stare dobre
    przyslowia polsko-makatkowe : "tak zona gotuje, jak mezowi smakuje",
    czy : "dobra woda zdrowia doda"

    i doprawdy, choc lubie potrawy polskie, ktore pamietam z
    dziecinstwa, to zdecydowanie nie jestem osoba udowadniajaca innym,
    ze: "my Polacy nie gesi, ze mamy swoja dobra kuchnie"

    chyba dosc dawno wyleczylam sie z kompleksow (zwlaszcza
    narodowych ;)))

    nie wiem czy moje curry sa zajebiste, nawet nie probuje epatowac
    nikogo oryginalnymi nazwami potraw w hindi czy bengali - ja po
    prostu gotuje z azjatyckim skretem i moim gosciom to smakuje

    i znaja mnie, jako mnie, nie jako :"te Polke, co podaje caviar z
    koldunami na lisciach bananowca w lupince mango -
    "sensational!!" ;DDD if you know what I mean ;))
  • lotoss 04.08.08, 16:06
    Senin, chcialabym Ci cos odpowiedziec, ale nie za bardzo wiem co:).
    Gotujesz co chcesz i jak chcesz. Mieszkasz gdzies w Indiach czy w
    tamtejszych stronach, wiec wcale Ci sie nie dziwie, ze masz taka a
    nie inna kuchnie.
    Zastanawiam sie, dlaczego ja nie praktkuje zbyt czesto kuchni
    tradycyjnej polskiej u siebie w domu. Moze dlatego ze mam dostep do
    bardzo wielu produktow i lubie gotowac i eksperymentowac w kuchni?
    Moze moje podniebienie nie obawia sie nowych doznan, smakow i
    zniesie naprawde duzo i to z przyjemnoscia?:) Generalnie nie mam
    zbyt wielkiej wyobrazni w kuchni, korzystam z przepisow i tez nie
    chcialam Cie 'epatowac' zadnymi nazwami bo 'jhalfrazi' itd. itp.
    znam tylko z ksiazek;).
    Tez mozna wyczytac z ksiazek co to kiedys ta nasza przedwojenna
    arystokrajca jadala i poprobowac.
  • menab 03.08.08, 18:49
    Nie oczekiwałam, że będą zachwyceni. Akurat pomoc jest zawsze
    odwzajemniona. Ja też im pilnuję koty jak wyjadą. To jest taka
    obustronna uprzejmość.
  • menab 03.08.08, 18:55
    W ogóle z nimi nie dyskutowałam. Podałam i tyle. Oprócz hiszpańskich
    przysmaków były też i inne. O dziwo na koniec nic nie zostało. A
    grzanki zrobiłam im jak mnie o nie poprosili.Chodziło mi tylko, bo
    wybór innych dań też mieli o samą krytykę. Jeśli mi coś nie smakuje
    to biorę się za inne rzeczy, ale nigdy gospodarzowi nie
    powiedziałam, że to jest bee...
  • drseuss 05.08.08, 15:24
    Czytając wypowiedzi typu "buraki przychodzą w gości i wybrzydzają" zastanawiam
    się czy ja przypadkiem w tę kategorię nie wpadam... Co tydzień, od ponad 3 lat
    już, moja przyszła teściowa organizuje obiady, na których ja także jestem
    gościem. Prawie zawsze do obiadu jest deser. Na początku przez kilka miesięcy
    chodziłam i grzecznie jadłam, aż w końcu się przemogłam i powiedziałam, że nie
    lubię czekolady. No kurczę nie lubię. Pyszny deserek jakiś wypasiony, niebo w
    gębie.. zostaje to cudo polane czekoladą i robi się dla mnie przeokropne i
    powoduje cierpienie. No więc stwierdziłam, że nie mogę co tydzień albo wymyślać
    powodu dla niejedzenia deserku albo jeść i cierpieć albo zeskrobywać tą
    czekoladę i robić sajgon na talerzu, więc uzewnętrzniłam swoje obiekcje w
    stosunku do czekolady. Ponieważ w większości przypadków czekolada dodawana jest
    na końcu (np. na naleśnikach a la Gundel - pyyyysznych nomen omen) to teraz jak
    czekolada jest "dodawana" to po prostu do mojej porcji nie jest. Jak się nie da
    jej usunąć to też grzecznie się uśmiecham i jem albo nie jem ale nie wybrzydzam.
    Ale może zgodnie z savoir vivrem powinnam zapłonąć sztuczną miłością do
    czekolady, bo w końcu gościem jestem..
  • menab 05.08.08, 22:26
    Ty już prawie jak domownik raczej. Mój facet nie jada wielu
    rzeczy,ale moi rodzice o tym wiedzą i dla niego zawsze jest coś
    extra`- taki zamiennik. Gdyby był sporadycznym gościem to co innego.
  • dziaadek 05.08.08, 16:59
    Wspolczuje ci menab gosci, ale te typy to tak maja. Sa ludzie
    gastronomicznie otwarci na nowosci i sa tacy, ktorzy gustatywnie
    zatrzymali sie na etapie przedszkola (nie obrazajac niektorych
    przedszkolakow, bo moj syn juz w zlobku jadl ser roquefort i inne
    przedziwne w smaku i zapachu sery jak i inne cuda) i sa male szanse,
    ze to sie zmieni.
    Tak wiec masz nauczke i nastepnym razem zachowaj dla siebie i
    zaprzyjaznionych smakoszy wszystkie smakolyki, ktore przywieziesz z
    podrozy.
  • menab 05.08.08, 22:28
    Na pewno tak zrobię:-)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka