Dodaj do ulubionych

Wynajmuj, zamiast kupować

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.12.09, 09:45
Przerabiałem to rok temu. Takie obliczanki, czy warto wynajmować, czy spłacać
kredyt mają sens jedynie wtedy, gdy ktoś założy, ze będzie wynajmował do końca
życia. A ja nie znam ani jednej takiej osoby.

f_e
Edytor zaawansowany
  • Gość: mike IP: 85.232.239.* 15.12.09, 10:23
    Mieszkanie 38m ?! Przecież to schowek na rowery a nie mieszkanie.
  • 15.12.09, 11:24
    Całkiem sensowny artykuł i uwzględnia kilka szczegółów jak np taki że rzadko kiedy wynajem jest 12 miesieczny rok w rok (ewentualnie można te 1,5mc zaliczyć jako coroczny koszt remontu). Zupełna zmiana stanowiska OF ale rozumiem że trzeba sie uwiarygodnić a poza tym tylko ruch w interesie przynosi zysk (OF "niestety" nie ma comiesiecznych tantiem od wynajmu - najlepiej wiec jak klient wciąż przewala gotówkę za ich pośrednictwem: akcje==>mieszkania===>struktury==>fundusze złoto==>akcje===>fundusze żywnosc byle był obrót byle za każdym razem urwac z kapitału delikwenta pare procent za "doradztwo")

    O opłacalności wynajmu (niskiej) pisałem już z rok temu, gdy lokaty były po 10%. Teraz sie niewiele zmieniło o tyle że spadły % lokat ale spadają i czynsze i nadal spadać będą ceny mieszkan.
    W większości przypadków obecnie opłaca się nając mieszkanie.

    Spadek cen wynajmu zaś może oznaczać drugą falę spadków (spowodowaną masowym odwrotem yyynwestorów zwłaszcza gdy wynajem nie pokryje nie tylko raty kredytu ale nawet jego częsci odsetkowej - co przy 100% pewnym dalszych spadkach cen (pytanie nie jest czy, a w jakim tempie) oznaczać będzie podwójną stratę.

    Do tej pory bowiem wielu nie rozpatrywało realnie znacznego spadku cen najmu. A skoro tak mówi Kosińska (czołowa naganiara) to spadek musi być naprawde potężny
  • 15.12.09, 12:53
    Nie opłaca się kupować GW. Większy pożytek z papieru toaletowego.

    --
    Prawdziwy kibic tyskiego się brzydzi
  • Gość: ag IP: *.polcard.com.pl 15.12.09, 13:00
    Przecież sam już dochodziłeś do znacznie głębszych wniosków:
    1. Inflacja - pomniejsza zysk z lokat czy obligacji, kredyt natomiast pozostaje
    w wartościach nominalnych.
    2. Relacja odsetki / spłata kapitału. Kiedy wynajmujesz od kogoś, całe 100%
    czynszu jest kosztem. W spłacie kredytu kosztem są odsetki. Obecnie, przy CHF
    zaciąganym kilka lat temu ca. 70% miesięcznej raty to spłata kapitału, tylko 30%
    to odsetki. Wbrew pozorom kwota jaką jesteśmy winni jednak maleje, powoli, ale
    maleje.
    3. Odnośnie pkt. 2, jeśli uda ci się zrównać przychód z najmu z ratą +
    "komornym" + podatkiem, zysk netto = spłata kapitału - remonty - przestoje.
    4. Jeśli nawet nie zarabiasz kokosów na pkt. 3, jak wytrzymasz tak z 10 lat,
    sama inflacja naprawdę wiele wniesie (proszę pomyśleć dla porównania o kosztach
    życia w 1999 r.)

    Pkt. 3 jest na dzień dzisiejszy raczej nierealny, gdyż stopy + marże w PLN są
    tragiczne, ale jeśli komuś udało się zaciągnąć CHF po niewielkiej marży, typu 1
    pp. (Libor < 0,5 pp.), cieszy się i zaciera ręce pomimo wahań kursów.

  • Gość: koziołek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.12.09, 13:08
    > 2. Relacja odsetki / spłata kapitału. Kiedy wynajmujesz od kogoś,
    całe 100%
    > czynszu jest kosztem. W spłacie kredytu kosztem są odsetki.
    Obecnie, przy CHF
    > zaciąganym kilka lat temu ca. 70% miesięcznej raty to spłata
    kapitału, tylko 30
    > %
    > to odsetki. Wbrew pozorom kwota jaką jesteśmy winni jednak maleje,
    powoli, ale
    > maleje.

    Hmmm...a z punktu widzenia "szarego człowieka" to jakie to ma
    znaczenie czy 1200 zł będzie nazywał czynszem-kosztem lub 1200 zł
    będzie dzielił na kapitał i odsetki? To nadal 1200 zł które musi
    zarobić. Sorry, ale nie używajmy terminologii z działalności
    gospodarczej tam gdzie nie jest potrzebna.
  • Gość: ag IP: *.polcard.com.pl 15.12.09, 13:21
    > Hmmm...a z punktu widzenia "szarego człowieka" to jakie to ma
    > znaczenie czy 1200 zł będzie nazywał czynszem-kosztem lub 1200 zł
    > będzie dzielił na kapitał i odsetki?

    Jest to również bardzo ważne z punktu widzenia szarego człowieka, cały sęk w
    cierpliwości: jeśli wynajmujesz przez 10 lat, w powyższym przykładzie
    przekazujesz właścicielowi do ręki 144 000. (Robi wrażenie, nie? ;). Jeśli tyle
    samo spłacał byś do banku, kwota jaką jesteś winien bankowi zmaleje, załóżmy, o
    70 000. Zakładając, że ceny kupna i wynajmu pozostają w tym okresie niezmienne,
    w co nie wierzę, bo inflacja, sprzedajesz lokal za tyle za ile kupiłeś, 70K
    odkładasz do kieszeni, za resztę spłacasz pozostałość kredytu. W jednym i drugim
    przypadku nie masz mieszkania, ale w drugim jesteś do przodu 70K.
  • Gość: koziołek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.12.09, 13:25
    ag> Zadam pytanie - zauważyłeś istnienie inflacji - zatem jaka
    będzie wartość nabywcza tych 70k PLN po 10 latach??? Pralkę za
    kupisz???
  • Gość: ag IP: *.polcard.com.pl 15.12.09, 13:38
    Założyłem ceteris paribus, czyli niezmienność warunków, o inflacji wspomniałem
    przez grzeczność. Ale żeby gdybać dalej, przy stopie rocznej 3 pp. inflacja w
    procencie składanym wyniesie ca. 40% (przepraszam, nie chcę mi się liczyć
    dokładnie). W takim wypadku jednak zapewniam, że wynajem nie będzie kosztował
    tylko 1200 zł, a więc i ew. zysk z opisanej operacji będzie sporo większy.
    Inflacja wymaga wzrostu (albo kryzysu ;), a po 10 latach solidnych wzrostów
    średnia pensja może wynosić 5500 w kraju i 9000 w Warszawie.

    PS. 10 lat to długi cykl, dyskontujący już okresowe spadki cen.
  • Gość: koziołek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.12.09, 13:48
    ag> Dzieki za odpowiedź. Aczkolwiek nie zgadzam się z tym co
    napisałeś w 100%. Nie wejdę w dyskusję z prostego powodu - byłaby
    nazbyt akademicka, za duzo czynników do uzglednienia w perspektywie
    10 lat. Kwota 1200 zł tez była ot tak strzelona, dla przykładu... :)

    Zresztą ja patrzę na problem "z boku", nie kupuję mieszkania, nie
    mam dylematów. Ale w końcu zadziała prawo popytu i podaży nawet w
    chorym kraju i zobaczymy jak będa wygladać ceny równowagi... ;)
  • Gość: góral IP: *.adsl.inetia.pl 15.12.09, 14:45
    Podsumowując, na chłopski rozum wystarczy spojrzeć 5 lat wstecz i 10 lat wstecz,
    by zobaczyć, że ceny mieszkań były wtedy niższe. Można z 99% pewnością założyć,
    że ceny w długim okresie będą rosły (mogą zdarzyć się chwilowe spadki). 99% bo
    przecież w międzyczasie może być koniec świata.

    Czyż więc samo posiadanie mieszkania nie jest inwestycją ?

  • 15.12.09, 14:53
    Hehe, obejrzyj to:
    bankier.tv/video/Ogromne-banki-ziemi-w-rekach-deweloperow-49831.html
    Ziemia miała tylko drożeć bo w końcu "jeść nie woła".
    Tak samo z mieszkaniami:

    gospodarka.gazeta.pl/Gielda/1,85951,7355508,_Polska_norma___czyli_mieszkaniowy_dobrobyt_na_wstecznym.html
    Było już paru takich co wieścili średnią na poziomie 15 tysięcy za metr w Warszawie.
    Zresztą naturalnym hamulcem cen jest alternatywa w postaci budowy domu.
  • Gość: dew IP: *.server4rent.eu 15.12.09, 15:04
    Oprocentowanie kredytów jest też deczko inne:
    kredyt.ogar.pl/
  • Gość: góral IP: *.adsl.inetia.pl 15.12.09, 15:13
    moim zdaniem jest pewne, ze mieszkania będą po 15 tys za metr w Warszawie. Pytanie tylko kiedy, za 5, 10 lat ?

    Ci co wieścili takie ceny mówili, że niedługo i to był ich błąd.

    Oczywiście jak ktoś kupi mieszkanie w rozpadającej się kamienicy, to na wzrost ceny raczej nie powinien liczyć
  • 15.12.09, 15:17
    Gość portalu: góral napisał(a):

    > moim zdaniem jest pewne, ze mieszkania będą po 15 tys za metr w Warszawie. Pyta
    > nie tylko kiedy, za 5, 10 lat ?

    Żeby były za 5 lat po tej cenie, musiałaby dziś się skończyć bessa w
    mieszkaniówce i wzrost utrzymywać się non stop przez 5 lat w tempie 16,5%
    rocznie. Żeby za 10 lat - tempo wzrostu musiałoby wynosić 7,9%.

    Naprawdę w to wierzysz? Naprawdę uważasz, że bessa w nieruchomościach skończy
    się po półtora roku i natychmiast wróci taki szalony wzrost, jak 3-5 lat temu?
  • Gość: kaczo i sucho IP: 132.170.64.* 15.12.09, 18:30
    "moim zdaniem jest pewne, ze mieszkania będą po 15 tys za metr w
    Warszawie. Pytanie tylko kiedy, za 5, 10 lat ?"

    Coz... widac, ze niektorzy (na forum) wciaz zyja zludzeniami!!!
  • 15.12.09, 14:54
    W Japonii ceny nieruchomości są ciągle niższe, niż w 1991. Proponuję przemyśleć
    głębiej, jak bardzo długofalowe inwestycje uważasz za sensowne. Acha, w czasie,
    kiedy ma miejsce korekta na rynku nieruchomości, możesz włożyć kasę na
    najgłupsze lokaty w banku - i zarabiać, zamiast tracić. Potem kupić w dołku,
    korzystając z podwójnego zysku - na procencie w banku i na spadku cen
    nieruchomości. To się nazywa inwestowanie. To, co ty opisujesz, to fetysz pod
    nazwą bezwarunkowa miłość betonu i gleby.
  • Gość: góral IP: *.adsl.inetia.pl 15.12.09, 15:17
    ok, zgadzam się, kupować w dołku - sprzedać drogo. Ale na pewno nie wynajmować
    przez całe życie
  • 15.12.09, 15:27
    Gość portalu: góral napisał(a):

    > ok, zgadzam się, kupować w dołku - sprzedać drogo. Ale na pewno nie wynajmować
    > przez całe życie

    Jeśli tak się złoży, że przez całe życie jest to bardziej opłacalne - to czemu
    nie? (Tak, wiem, to nieprawdopodobne, ale w Japonii taka sytuacja jest już 20
    lat, jak będzie następne 20 lat, to niektórzy się załapią na "całe życie się
    bardziej opłaca wynajmować"). Ważne, żeby mieć nadmiar dochodów, który się
    inwestuje w coś, co naprawdę przynosi sensowny zysk, a nie upierać się przy
    topieniu kasy w betonowych mirażach.
  • Gość: sky is the limit IP: *.adsl.alicedsl.de 15.12.09, 18:17
    Japonia to dziwny kraj.
    Tam nie ma Polakow zatem i ceny mieszkan nie rosna!!

    To byl oczywiscie taki maly zart.

    Jazda w dol bedzie trwala do 2013 !!
  • 15.12.09, 18:29
    Hwehwehwe, nie ma tam Marka Wielgo, Oli Szarek i reszty betonowych spin
    doctorów, to fakt :D

    Ale czemu akurat do 2013?
  • Gość: randy IP: *.ip.jarsat.pl 20.12.09, 00:15
    > Hwehwehwe, nie ma tam Marka Wielgo, Oli Szarek i reszty betonowych spin
    > doctorów, to fakt :D

    Mieli swoich, wszak bańka na rynku nieruchomości też ich dotknęła.
  • Gość: koziołek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.12.09, 15:01
    > Czyż więc samo posiadanie mieszkania nie jest inwestycją ?

    W końcu pytanie. I mopzę sam odpowiedz sobie czy jeżeli kupujesz
    chałupę aby Tobie i Twojej rodzinie na łeb nie padało to robisz
    tzw. "inwestycję" czy zaspakajasz potrzebę posiadania "suchego łba"?

    Zastanawiam skąd pojawiła się wiara że mieszkanie to "inwestycja"? W
    ten sposób zakup butelki wódki to też "inwestycja" w kaca.
  • 15.12.09, 15:13
    > Zastanawiam skąd pojawiła się wiara że mieszkanie to "inwestycja"?

    Z tego samego co przekonanie ze kredyty 30-letnie splaca sie w osiem lat. Z krotkiego i bardzo niereprezentatywnego okresu kapitalizmu. Na tym forum naprawde widac to, ze pelno jest ludzi przekonanych ze zjawiska ktore obserwowali przez ostatnich 5-15 lat beda standardem przez nastepnych 15-30...

    > W ten sposób zakup butelki wódki to też "inwestycja" w kaca.

    Rozumujac tak jak naganiacze - opierajac sie na konkretnym, moim, przykladzie (niewazne jak bardzo niereprezentatywnym) mozna dojsc do wniosku, ze na chlaniu najwiecej sie zarabia ;) Z szufladki "korporacyjny szczur" do szufladki "wielki fafarafa freelancer" (autoironia zamierzona) przeskoczylem na jednej imprezie, pijany jak swinia ;)

    --
    Wszyćko jest linuksem - tak mi powiedziala baba w maglu, a ona sie zna, bo ma Komputer i Radio Maryja.
  • Gość: koziołek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.12.09, 15:30
    Może to i śmieszne. Chociaż i trochę smutne.

    Ale patrząc na to racjonalnie musi w jakis sposób
    nastapić "redystrybucja" bogactwa. W różny sposób robi się
    pieniądze. Można i tak... skoro człowiek zostanie developerem to
    musi znaleźć wyznwców teorii wiecznych wzrostów. Albo przynajmniej
    pomóc innym aby uwierzyli...
  • 15.12.09, 17:30
    "Rozumujac tak jak naganiacze"
    ty tez jesteś naganiaczem, tyle ze naganiasz na spadki. :)
    uwielbiam czytać posty pod artykułami o cenach mieszkań. naganiacze bez własnego
    lokum, naganiają na spadki, natomiast ci bardziej zaradni, przeciwnie.
    przekomarzaniom i zabawnym argumentom nie ma końca...
  • Gość: Kaczus (Tomek) IP: 78.8.192.* 15.12.09, 17:45
    Czyli ja jestem jakiś dziwny, bo mając mieszkanie, wolałbym, aby ceny
    spadły :)
  • 15.12.09, 18:05
    ...fakt ze ja, Mara, Swoboda i Znajomy - wszyscy mamy swoje nieruchomosci?

    Coz, najwazniejsza jest glupiomadra teoria i piec minut na forum, tak? No to smacznego ;)

    --
    Do dupy z takimi komentarzami.
  • 16.12.09, 04:14
    > naganiacze bez własnego
    > lokum, naganiają na spadki, natomiast ci bardziej
    > zaradni, przeciwnie.

    po prostu umoczeni długoterminowo w inwestycję. Teraz się modlą o to,
    żeby cena rynkowa zakupionej rzeczy broń Boże nie spadła.

    Najbardziej zaradni to ci, którzy ominęli bańkę nieruchomości i
    zaradnie zebrane oszczędności włożyli w coś co nie straciło na
    wartości. (złoto?, obligacje?, konserwy i amunicja do karabinu?)
  • 15.12.09, 13:29
    Tobie się wydaje, że mieszkanie, które wynajmujesz za 1200 zł, dostaniesz na
    kredyt 10-letni z ratą 1200 zł? Optymista :D
  • 15.12.09, 13:34
    > jeśli wynajmujesz przez 10 lat, w powyższym przykładzie przekazujesz właścicielowi do ręki 144 000. (Robi wrażenie, nie? ;). Jeśli tyle samo spłacał byś do banku, kwota jaką jesteś winien bankowi zmaleje, załóżmy, o 70 000.

    Zalozyc, to sobie mozesz, dziecie neo, majtki na glowe.

    Po pierwsze, skoro nie umiesz czytac, to Ci to wytlumacze: chodzi generalnie o to, ze wynajem kosztuje piec jabluszek, a kredyt siedem jabluszek. Do tego, z tych siedmiu jabluszek tylko dwa sa dla Ciebie, pozostale piec dla banku.

    A na dodatek, kupujac mieszkanie, musisz doplacic jeszcze dwa kolejne jabluszka "podatku od ekonomicznego analfabetyzmu". Rozumiesz juz?

    A jak chcesz cos co "robi wrazenie" to ogarnij temat: przy racie kredytu rzedu 1200 PLN/mc po dziesieciu ratach masz splacone 39KPLN. Dodatkowo w tym czasie wydalas 48KPLN na zaliczki dla administracji, okolo 40KPLN na remonty, w granicach 15KPLN na ubezpieczenie, oraz 105KPLN samych odsetek.

    Masz wiec dwie mozliwosci: wydac 144KPLN na wynajem albo wydac 247KPLN z czego 39KPLN poszlo na splate kredytu. Reszta to koszty zwiazane z zakupem.

    Czy Wy sie tacy durni rodzicie, czy od telewizji tak glupiejecie?

    --
    Kupilem chate na gorce podpuszczony przez Marka Wielgo i teraz mszcze sie na Gazowni i branzy budowlano-bankowej trollujac na forach. A kredyt splacam z forumowej akwizycji na rzecz Microsoft. W ogole jestem nieudacznikiem.
  • Gość: dojo IP: 213.31.11.* 15.12.09, 14:13
    Kretynofil, posiwnienes napisac ..."podpieczony przez Marka
    Wielgo..." :-) zamiast "...podpuszczony". Pozdrawiam,
  • Gość: ag IP: *.polcard.com.pl 15.12.09, 14:28
    Jejku, jejku, sam kretynofil mnie zbluzgał, cóż za zaszczyt ;D. Mam nadzieję, że
    się nie zaplułeś jak to pisałeś w takim uniesieniu. Niemniej jednak siła
    argumentów robi wrażenie - dziecię Neo, jabłuszka, durni rodzicie. Jestem też
    pod wrażeniem podanych przez Ciebie wyliczeń - co prawda nie wiemy kompletnie o
    jakiej nieruchomości mówimy, na jakich warunkach, ale moja hipotetyczna kwota z
    pewnością jest błędna, natomiast Twoje w pełni wiarygodne. Proszę jednak, nie
    powtarzaj wszystkim, że jestem analfabetą ekonomicznym - jeszcze mnie z roboty
    wyrzucą i zabiorą magistra uniwerku w tej dziedzinie ;).

    Z Tobą dyskutować nie ma sensu, po prostu brak Ci kultury osobistej, więc
    jeszcze raz chciałbym przeprosić, przyznać Ci rację i, mam nadzieję, zakończyć
    ten wątek.

    Dla innych, którzy śledzą dyskusję - mnie akurat się udało trafić parę lat temu
    - dla mieszkań, które wynajmuję, spełnione są prawidłowości:

    czynsz >= rata (kapitał i odsetki) + komorne + podatek + ubezpieczenie
    zysk netto = spłata kapitału - przestoje i remonty = ca. 70% spłaty kapitału.

    Gdyby zaczynać dzisiaj, ciężko będzie wypracować takie warunki, gospodarka
    premiuje tych szybszych i odważniejszych (zgodnie z powiedzeniem - jeśli już
    twoja rodzina i sąsiedzi inwestują na giełdzie, niedługo się ona załamie).

    Tak czy inaczej, choć jeśli już, to mam interes w wspieraniu różnych
    kretynofilów i innych, zachęcam wszystkich do podstawienia swoich wartości do
    powyższych wzorów. Być może zysk już w wysokości 25% spłaty kapitału jest wart
    zachodu.

    Pamiętajcie, że działamy w wielkiej sieci naczyń połączonych: ceny mieszkań -
    ceny wynajmu, różnice zarobków - migracje do miast, wzrost gospodarczy -
    inflacja, średnie zarobki - ceny nieruchomości, itd., itp. Kredyt to świadome
    ponoszenie ryzyka - można więcej stracić, można też więcej zarobić. Bez kredytów
    jednak z pewnością świat nie wyglądałby tak jak wygląda.
  • 15.12.09, 14:37
    Gość portalu: ag napisał(a):

    > Bez kredytów jednak z pewnością świat nie wyglądałby tak jak wygląda.

    Ha! Zgoda! Ale bezrobocie by wzrosło - egzekutorzy i komornicy by się musieli
    przekwalifikować :D
  • 15.12.09, 14:46
    Ktos to juz napisal: podaj przyklad dwoch mieszkan w tej samej lokalizacji i identycznym standardzie, dla ktorych rata kredytowa + zaliczki + amortyzacja + ubezpieczenie bedzie wynosila tyle samo co czynsz.

    A tak na marginesie: wiesz co mnie rozwalilo? Jakis czas temu deweloperzy zamrozili budowy mieszkan i z forum w jednym okamgnieniu zniknelo jakies dwadziescia osob produkujacych sie kazdego dnia na temat spodziewanych wzrostow cen mieszkan.

    I teraz ciekawy "zbieg okolicznosci": deweloperzy odmrozili inwestycje, ruszyli z budowami - i znowu pojawili sie ludzie, ktorzy swoimi "dyplomami z ekonomii", "trafionymi inwestycjami", grozbami, mitami i urojeniami zachecaja innych do zakupow ;)

    Niesamowity przypadek ;)

    --
    Wszyćko jest linuksem - tak mi powiedziala baba w maglu, a ona sie zna, bo ma Komputer i Radio Maryja.
  • 15.12.09, 14:55
    > dla ktorych rata kredytowa + zaliczki + amortyzacja + ub
    > ezpieczenie bedzie wynosila tyle samo co czynsz.

    Ale dlaczego rata kredytowa, a nie część odsetkowa? I właściwie suma
    odsetek rozłożona na okres kredytowania.
    I na ile lat ten kredyt?
    Jakie zaliczki?
  • 15.12.09, 15:05
    > Ale dlaczego rata kredytowa, a nie część odsetkowa?

    Masz racje, powinienem raczej tak napisac.

    > I właściwie suma odsetek rozłożona na okres kredytowania.

    A tu juz racji nie masz, chyba ze zakladasz wynajem przez 30 lat ;)

    > I na ile lat ten kredyt?

    Ponownie - zakladam pesymistycznie 30 lat. Mozesz zalozyc 5 jak chcesz, ale wtedy rozmawiamy o zarobkach odnoszacych sie do ulamka procenta populacji, a to troche nie ma sensu.

    > Jakie zaliczki?

    Wywoz smieci, konserwacja przestrzeni wspolnych, fundusz remontowy - to co sie placi administracji i co czesto jest blednie nazywane "czynszem".

    --
    Kupilem chate na gorce podpuszczony przez Marka Wielgo i teraz mszcze sie na Gazowni i branzy budowlano-bankowej trollujac na forach. A kredyt splacam z forumowej akwizycji na rzecz Microsoft. W ogole jestem nieudacznikiem.
  • 15.12.09, 16:16
    > > I właściwie suma odsetek rozłożona na okres kredytowania.
    >
    > A tu juz racji nie masz, chyba ze zakladasz wynajem przez 30 lat
    > ;)

    No tak. Właściwie tak założyłem.
    Miałem na myśli dylemat:
    Czy decydować się na zakup z kredytem na X lat,
    czy wynajem na X lat.

    Tobie chodzi o to (jak mniemam), że każdego roku decydując
    czy wynajmować czy wziąć kredyt sprawdzam sytuację na rynku
    czy koszt kredytowania jest większy czy mniejszy od kosztu wynajmu.
    (Możemy sobie przy okazji te koszty podefiniować na boku, bo to
    ważne).

    1) Jeśli koszty wynajmu > kosztów kredytowania, to biorę kredyt.
    2) Jeśli koszty wynajmu < kosztów kredyty, to wynajmuję.

    Ad.1. Kredyt jest na ogół na dłuższy termin niż wynajem, więc i
    trzeba określić stopień ryzyka wynikający ze zmienności stóp
    procentowych i wartości nieruchomości.
    Jak wyliczyć ryzyko, żeby wyszedł z tego koszt mierzony w
    złotówkach - to już bardziej skomplikowane.

    Ad.2. Z biegiem czasu jednak, im jesteśmy starsi tym bank jest
    bardziej skłonny na krótszy okres udzielić nam kredytu.

    Czy o to z grubsza chodzi?

    >>Jakie zaliczki?
    >
    > Wywoz smieci, konserwacja przestrzeni wspolnych, fundusz
    > remontowy - to co sie
    > placi administracji i co czesto jest blednie nazywane
    > "czynszem".

    OK. To miałeś na myśli. Nie wiem jaki jest zwyczaj, ale czy
    przypadkiem właściciel mieszkania nie przerzuca obowiązku płacenia
    tego razem z innymi opłatami na klienta?

    Przy okazji jak jednoznacznie nazwać strony umowy najmu, żeby było
    wiadomo kto jest kto?
    Dla mnie słowo 'wynajmujący' nie określa czy chodzi o tego, który
    posiada mieszkanie czy o drugą stronę.
  • 15.12.09, 16:39
    > Czy decydować się na zakup z kredytem na X lat, czy wynajem na X lat.

    To nie jest dylemat ;) To jest raczej zgadywanie.

    > Tobie chodzi o to (jak mniemam), że każdego roku decydując czy wynajmować czy wziąć kredyt sprawdzam sytuację na rynku czy koszt kredytowania jest większy czy mniejszy od kosztu wynajmu.

    Nie, nie do konca. Jesli widzisz ze ceny nieruchomosci sie zmieniaja, to musisz probowac jakos to przewidziec. Pamietaj ze na zmiany czynszow reagujesz natychmiast, na zmiany cen mieszkan reagujesz tylko poprzez transakcje kupna lub sprzedazy.

    Oznacza to tyle, ze jesli ceny spadaja i nie jestes przekonany ze w danym miejscu chcesz mieszkac - wynajmujesz i oszczedzasz. Jesli wiesz ze chcesz w danym miejscu mieszkac, ale ceny spadaja - wynajmujesz i oszczedzasz. Jesli uwazasz ze ceny beda rosly - mozesz kupic, ale musisz policzyc koszty "dodatkowe". O ile standard mieszkania ma znaczenie przy wynajmie, to tyle nie ma wielkiego znaczenia przy sprzedazy. Nikt Ci nie odda za kafelki ;)

    > Czy o to z grubsza chodzi?

    Z grubsza tak. Pamietaj jednak ze jesli wynajem jest tanszy, to musisz odkladac roznice pomiedzy pelnym kosztem posiadania a wynajmem dla spodziewanej raty. To da Ci wyczucie czy rzeczywiscie taka rate jestes w stanie splacac.

    A co do krotszego okresu kredytowania - to nie problem, dopoki odkladasz na "wklad wlasny". Policz to sobie i zobaczysz ze koszt krotszego kredytu przy wkladzie wlasnym jest tanszy od dluzszego, wzietego "teraz" bez wkladu.

    Stad wlasnie postulat: czekac z zakupem na stabilizacje sytuacji zyciowej.

    > OK. To miałeś na myśli. Nie wiem jaki jest zwyczaj, ale czy przypadkiem właściciel mieszkania nie przerzuca obowiązku płacenia tego razem z innymi opłatami na klienta?

    To czesto wmawiaja na forum naganiacze. W rzeczywistosci - nigdy i nigdzie sie z tym nie zetknalem - a wynajmowalem w Lodzi, Krakowie, Wroclawiu (kilka lat, kilka mieszkan), Warszawie (tez kilka lat, tez kilka mieszkan), Brukseli (trzecie mieszkanie). I nigdy nie bylo tak, ze musialem to placic "osobno". Oczywiscie, jest to wliczone w czynsz.

    Rzecz w tym, ze jak Kowalski widzi ogloszenie: czynsz 1500, rata 1500 to wydaje mu sie ze dostaje to samo - a tak nie jest. W tym czynszu sa uwzglednione czynniki, ktorych nie ma w racie - i o tym tez jest ten artykul.

    A naganiacze po prostu chca zebys wierzyl ze jak masz napisane "czynsz 1500" to tak naprawde to bedzie "czynsz 1500 + zaliczki 400 + amortyzacja 200 + ubezpieczenie 300". A to jest bzdura.

    > Dla mnie słowo 'wynajmujący' nie określa czy chodzi o tego, który posiada mieszkanie czy o drugą stronę.

    Klient to najemca, dostawca mieszkania (landlord) to wynajmujacy.

    --
    Kupilem chate na gorce podpuszczony przez Marka Wielgo i teraz mszcze sie na Gazowni i branzy budowlano-bankowej trollujac na forach. A kredyt splacam z forumowej akwizycji na rzecz Microsoft. W ogole jestem nieudacznikiem.
  • 15.12.09, 20:25
    Nie do końca się z Tobą zgodzę, że czynsz zawsze (lub chociażby: na
    ogół) zawiera opłaty administracyjne lub media.

    Zdarzyło mi się w ciągu ostatnich lat najmować dwa mieszkania w
    Polsce i w jednym przypadku cena podana przez właściciela obejmowała
    wszystko (czynsz, opłaty administracyjne, media), a w drugim tylko
    sam czynsz, a admin + media dopłacałem bezpośrednio do właściwych
    usługodawców.

    Ponieważ dwa to nie jest reprezentacyjna próbka ;-), wszedłem na
    dom.gratka.pl i wyszukałem oferowane wynajmy o parametrach "Kraków,
    >=4 pokoje, >= 80 m2". Otworzyłem 14 losowo wybranych ogłoszeń z 3.
    i 4. podstrony wyników i wyszło następująco:
    - w 1 ogłoszeniu wynajmujący pisze, że czynsz zawiera wszystko.
    - w 2 ogłoszeniach wynajmujący piszą, że do czynszu należy doliczyć
    media według bieżącego zużycia, a opłat administracyjnych nie ma, bo
    to wydzielone mieszkanie w domu wielorodzinnym.
    - w 4 ogłoszeniach wynajmujący piszą, że czynsz zawiera opłaty
    administracyjne, ale nie zawiera mediów.
    - w 7 ogłoszeniach piszą, że do czynszu należy doliczyć i opłaty
    administracyjne i media.

    Podsumowując: w połowie obejrzanych ofert nie jest tak jak piszesz.

    Nawiasem mówiąc, uważam, że byłoby sensowniej, gdyby jednak
    wynajmujący podawali już kwotę czynszu zawierającą stałe opłaty
    administracyjne.
  • 16.12.09, 08:07
    Co do mediow - to naturalne jest ze nie sa wliczone w czynsz, bo nie
    sposob przewidziec zuzycia lokatora.

    Natomiast co do oplat administracyjnych - tak jak pisalem, ja sie z
    tym nie zetknalem, natomiast raz rzeczywiscie mialem w umowie
    zapisana indeksacje czynszu w razie zmiany wysokosci oplat
    administracyjnych.

    Sprawdzales w Krakowie - ja tam "mieszkalem" (de facto mialem
    wynajete mieszkanie, w ktorym nie przebywalem - firma mnie
    oddelegowala do Warszawy) przez pol roku, to tamten rynek znam slabo.
    Natomiast koledzy o krakusach duzo smiesznych historii mi opowiadali
    :)

    Co do tych ogloszen, ktore znalazles - czy czynsze w kazdym wariancie
    byly takie same? Bo wiesz, dla mnie to zadna roznica czy place
    1200PLN za wynajem ze wszystkim, czy 900PLN czynszu + 300PLN oplat
    administracyjnych ;)

    --
    Ratunku! Forum mnie atakuje!
  • 16.12.09, 09:21
    Co do wymienionych wcześniej ogłoszeń, to najdroższe różniło się od
    najtańszego czynszem o 10%.

    Wybrałem analogiczną próbkę po 15 mieszkań z Warszawy oraz Poznania i
    wyniki są następujące: w przypadku Warszawy w żadnym z 15 ogłoszeń
    nie pojawia się wzmianka o opłatach administracyjnych, a w przypadku
    Poznania w 6 ogłoszeniach nie pojawia się, w 5 pojawia się wprost, że
    nie ma dodatkowych opłat administracyjnych, a w 4, że są. Wygląda
    faktycznie na to, że jest to uzależnione od miasta i zwyczajów.
  • Gość: ag IP: *.polcard.com.pl 15.12.09, 15:12
    Tylko żeby sprostować, bo na dyskusję żaden z nas nie ma ochoty. To czego nie
    doczytałeś lub nie zrozumiałeś: przytoczone równania są prawdziwe, gdyż
    mieszkania były kupowane jakiś czas temu po znacznie niższych cenach od obecnych
    "średnich", kiedy kredyty były udzielane po znacznie niższych marżach. Zgadzam
    się, że o wspomniany przykład będzie niezwykle ciężko.

    Kilkukrotnie pisałem, że na osiągnięcie takich parametrów finansowych obecnie
    raczej nie ma szans - jestem daleki od wypowiadania się, czy i komu bardziej
    opłaca się wynająć czy kupić. Zachęcam tylko do rozróżniania kilku podstawowych
    pojęć ekonomicznych: inflacji, deprecjacji, rata = kapitał + odsetki. Żeby z
    drugiej strony nikt nie wciskał społeczeństwu, że jak włożysz kaskę na lokatę na
    5%, to będziesz bogatszy o 5%. Innymi słowy: ludzie, nie dajcie się pieniactwu,
    olewajcie wieszczących wielkie spadki i wielkie wzrosty, róbcie swoje i liczcie,
    to nie boli.
  • 15.12.09, 18:28
    ale sam do tego dojdziesz
    a teraz nie opowiadaj
    tych wszystkich głupot
    wszystkim dookoła.

    Co z tego, że jakiś jelonek
    o życzeniowym podejściu do świata
    ci przyklaśnie.
    Czy twoje głupoty staną się
    od tego bardziej prawdziwe?
    Nie!
  • Gość: ag IP: *.polcard.com.pl 15.12.09, 18:46
    To jest forum. Tu się dyskutuje. Jestem pod wrażeniem kontr-argumentów. Nie wiem
    tylko czemu ktoś miałby przyklaskiwać cytatom z elementarzy ekonomii i finansów
    albo negować te dziedziny nauki.
  • 16.12.09, 18:50
    Podtrzymuję to co napisałem,
    jesteś ciemnym kartoflem
    a z takimi się nie forumuje,
    wąchaj kwiatki.
  • Gość: M. IP: 188.33.21.* 15.12.09, 23:53
    Niestety pozostaje tylko bełkotem. Ponieważ Twoje założenia mają się
    nijak do rzeczywistości.
    Policzmy (dla Warszawy, bo to znam):
    1200zł czynszu to kawalerka/małe 2 pokoje, lub gdzieś na obrzeżach.
    Czyli mieszkanie za jakieś 200tys (lekko licząc). Biorąc obecnie
    kredyt należy liczyć oprocentowanie co najmniej 6%, co oznacza
    odsetki (bez spłaty kapitału) w okolicach 1000 miesięcznie. BEZ
    SPŁATY KAPITAŁU. Rata będzie większa. Do tego dochodzi czynsz (małe
    mieszkanie, 200zł miesięcznie).

    Mając swoje mieszkanie masz świadomość bycia u siebie. Wynajmując
    zaś nie obchodzą cię remonty. Kwoty oddawane bankowi w odsetkach i
    wynajmującemu są podobne. Czyli za wygodę płacisz dodatkowo.

    Zapewne bierzesz pod uwagę cenę mieszkania sprzed kilku lat,
    oprocentowanie również, a kwoty wynajmu obecne. Tylko takie
    założenia są z zasady beznadziejne, bo nie cofniesz się w czasie i
    nie kupisz mieszkania. Rozpatrujesz TU I TERAZ.
  • 16.12.09, 08:15
    ...mieszkania za 200KPLN. Stad dyskusja jest bez sensu.

    > Mając swoje mieszkanie masz świadomość bycia u siebie.

    Wiesz, moze to kwestia tego ze bardzo szybko sie wyprowadzilem od
    rodzicow, moze kwestia podejscia do zycia, moze kwestia udanego
    zwiazku z wspaniala kobieta - ale ja wszedzie "czuje sie u siebie",
    dopoki jest ze mna Najlepsza z Zon i koty...

    --
    Jaki ja jestem madry i nieomylny.
    Moge stanac na ulicy i potarzac: ja madry, ja madry.
    (by Kretynofiil)
  • Gość: PW IP: *.polskieradio.pl 15.12.09, 13:24
    ...i po 30 latach nie będzie już płacić 2000zł, tylko 800. Zwykle ludzie żyją te
    70-80 lat i mimo wszystko warto kupić mieszkanie, bo w jesieni życia łatwiej z
    emerytury zapłacić 800zł za mieszkanie, niż 2000.
    A poza tym nikt go z własnego mieszkania nie wyrzuci.
    A po trzecie można je urządzić po swojemu.
    A po czwarte... szkoda gadać. Traktować mieszkanie wynajmowane i własne
    równorzędnie może ktoś bardzo młody i życiowo niedoświadczony, im człowiek
    starszy tym bardziej chce być u siebie i na swoim.
  • 15.12.09, 14:18
    A poza tym nikt go z własnego mieszkania nie wyrzuci.

    Lepiej nie doradzaj ludziom w ten sposób bo jeszcze ktoś ci
    uwierzy :>
    --
    eksmisja.wordpress.com/2009/
  • 15.12.09, 14:43
    Wolę poczekać, ceny spadną i nie będę musiał do jesieni życia charować na marże deweloperów tudzież innych ludzi, którzy myślą że ich nory z wielkiej płyty są warte nie wiadomo ile. Zaoszczędzę na wkład własny, wynegocjuję lepszą marżę i okres spłaty kredytu będzie jeszcze krótszy. Nie uśmiecha mi się zostawać niewolnikiem.
  • 15.12.09, 13:17
    Oczywiscie, zauważ tylko o czym pisałem

    1) Gotówka: mieszkanie na wynajem czy lokata. Raczej lokata, mieszkanie mniej płynne, traci na wartosci w najb.latach i daje mniejszy zwrot kapitału
    2) Brak kasy, tylko zdolnosc kredytowa: mieszkanie na kredyt czy brak lokaty: Jeśli relacja raty do czynszu bedzie odpowiednio korzystna opłaca sie "kupic" mieszkanie nawet jesli czynsz pokrywa tylko część odsetkową - jak pisałem masz wtedy np 300 000 nieoprocentowanego kredytu który sobie spłącasz w ratach
    3) Mieszkanie dla siebie: w zaleznosci od relacji raty do czynszu (z tym że tutaj głównie chodzi o przypadek gdy np wynajmując mieszkanie przez 2-3 lata można zaoszczędzić 20-30% wartosci mieszkania a jednoczesnie ceny mieszkan spadają o 20-30% - Wtedy warto się "przemęczyć" te 2-3 lata. W innym przypadku (oszczędnosc 50zł/mc itp) lepiej kupic i miec "własne meble")
    4) Rózne sytuacje posrednie, np czesta: mam 30-50% wkladu, lepsza lokata czy dolewarować i kupić mieszkanie?
    Trzeba sobie to po prostu wyliczyc

    Sytuacja nie jest jednoznaczna dla każdego. Artykuł dobry o tyle że ma dośc realne założenia.
  • 15.12.09, 13:48
    Ad.1 Kredyt nie pozostaje w wartościach nominalnych - ostateczny koszt
    mieszkania jest nieznany, gdyż nie można określić jak będą się zmieniały stopy
    procentowe i kursy walut na przestrzeni dziesięcioleci. Masz rację, że inflacja
    zmniejsza relany zysk z inwetycji, ale również ma szpetną tendencję do
    podwyższania oprocentowania kredytu.

    Ad.3 Co jeśli ceny mieszkań spadną? Co z alternatywnymi inwestycjami? Co z
    deprecjacją? Co jeśli pojawia się okazja na awans w pracy i przeniesienie do
    innego miasta?

    Z tej perspektywy wynajem nie jest najgorszym rozwiązaniem. Płacimy mniej, nie
    ponosimy ryzyka inwestycji, mamy możliwość migracji za lepiej płatnym zajęciem.

    Kilka miesięcy temu Financial Times cytował wyniki badań dowodzących, że z
    punktu widzenia społeczeństwa wynajem może być korzystniejszy od posiadania
    mieszkania:
    parkiecik.blogspot.com/2009/03/niemobilni.html
    --
    -------------
    Z irlandzkiej perspektywy
    parkiecik.blogspot.com
  • Gość: ag IP: *.polcard.com.pl 15.12.09, 14:53
    > Ad.1 Kredyt nie pozostaje w wartościach nominalnych

    Ad. 1 - wartość kapitału do spłaty spada powolusieńku od wartości nominalnej.
    Jeśli mamy inflację - zyskujemy, jeśli deflację - tracimy. Koszt kredytu
    natomiast, czyli odsetki, jest zmienny. Stopy rzadko kiedy wychylają się z ram
    nakreślonych przez inflację, stąd powyższe rozważania w pewnym stopniu się
    równoważą.

    Ryzyko kursowe też nie jest jednoznaczne. Czy jeśli od 5 lat spłacam kredyt w
    CHF, a obecnie kurs CHF jest wyższy np. o 30 gr., czy oznacza to, że bardziej
    opłacalny byłby kredyt w PLN? Niekoniecznie, znaczna różnica w Liborze i marżach
    mogła sprawić, że i tak bardziej opłacał się CHF.

    > Ad.3 Co jeśli ceny mieszkań spadną?

    Kredyt jest zawsze grą - jak spadną, to stracisz. Jak wzrosną, to zyskasz. Aby
    minimalizować ryzyko "sezonowych" wahań cen, należy rozważać długie okresy,
    rzędu 10 lat. Oczywiście może nas też spotkać koniec świata albo przynajmniej
    wojna światowa.

    > mamy możliwość migracji za lepiej płatnym zajęciem

    To już kwestia gustów i preferencji. Mnie np. marzy się domek na wsi, zrobiony
    pode mnie, gdzie mógłbym zmieniać i majsterkować do woli (bo lubię). W
    wynajmowanym nie wchodzi to w grę, tak więc akceptuję to ryzyko i mam nadzieję
    nie mieć potrzeby migrowania za chlebem. Jeśli takowa wystąpi, cóż, trudno,
    jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś to nie było.
  • 15.12.09, 15:44
    Podkreślasz właściwy punkt, z którym się z Tobą zgodzę. Decyzja o zakupie
    mieszkania wiąże się ze sporym ryzykiem. W związku z czym można sporo zyskać,
    ale podczas boomu ostatnich lat zapomnieliśmy, że można sporo stracić. Wbrew
    pozorom nieruchomości nie są grą do jednej bramki. Podejmując decyzję o zakupie
    powinniśmy więc kierować się naszymi długoterminowymi zamierzeniami - jak np.
    poszukiwana przez Ciebie jakość wiejskiego życia. Poza tym, nawet jeśli wiemy
    czego chcemy od życia, nie oznacza to, że powinniśmy ignorować ceny. Jeśli
    wymarzony domek można wynająć za połowę raty kredytu, to chyba warto poczekać
    rok lub dwa, aż cena wróci do równowagi. Dostępność kretytu hipotecznego
    uzależniona jest od wielu czynników: stóp procentowych, zarobków, polityki
    kretydowej banków itp. Z czynszem jest nieco inaczej - ten związany jest ściśle
    z naszymi zarobkami, więc może być lepszym wskaźnikiem wartości nieruchomości w
    długim terminie.

    --
    -------------
    Z irlandzkiej perspektywy
    parkiecik.blogspot.com
  • Gość: ag IP: *.polcard.com.pl 15.12.09, 16:48
    > Poza tym, nawet jeśli wiemy
    > czego chcemy od życia, nie oznacza to, że powinniśmy ignorować ceny.

    Pełna zgoda, liczyć, liczyć i jeszcze raz liczyć. Sęk w tym, że koszty zakupu i
    wynajmu nie mogą za bardzo się od siebie odchylać - nie dopuści do tego
    mechanizm równania rynku, innymi słowy chciwość ludzka. O ile nie dożyjemy
    wyjątkowych okoliczności, nigdy nie będzie tak, że wynajem będzie drakońsko
    drogi a kupić można będzie za bezcen. Podobnie w drugą stronę, gdyż mieszkania
    na sprzedaż i na wynajem są wobec siebie substytucyjne. Decydując się na
    wynajem, nie wiesz, czy konkretne mieszkanie za 5 lat będzie cię kosztowało 1300
    czy 700, zamiast obecnego 1000. Zawsze jednak możesz odnieść ceny do aktualnych
    zarobków, i w miarę potrzeby przeprowadzką podnieść sobie lub obniżyć standard.
    O ile rzeczywiście potrafisz udowodnić, że po uwzględnieniu absolutnie
    wszystkiego, wynajem analogicznego lokum zamiast kupna będzie kosztował np. 800
    PLN mniej miesięcznie, dla wielu osób kuszące będzie odkładanie tych pieniędzy,
    gdzie, na procencie składanym 2 - 3 % (inflacja!) po 30 latach uzbierasz ca. 400
    000 (kapitalizacja roczna). Za taką gotówkę możesz kupić nowy domek na wsi - w
    sam raz na emeryturę. Będzie nowy, więc zbudowany w oparciu o najnowsze
    technologie, tymczasem "kredyciarze" właśnie spłacą obecnie już ponad 30-letnie
    mieszkanie, a i ich okolica może wyglądać po tym czasie znacznie gorzej.

    Podsumowując, bez znajomości przyszłości nie ma dobrych ani złych decyzji. Jest
    tylko gra, jak nie przymierzając na akcjach KGHM-u. Dlatego jedyne co można to
    tłumaczyć innym prawidła i zawiłości ekonomii i finansów i skutecznie zniechęcać
    do tych, którzy wiedzą co będzie. Nawet gdyby wiedzieli, to na pewno by nie mówili.
  • 15.12.09, 16:55
    Nie ma pełnej substytutywności. Co prawda w jedną stronę to w miarę działa -
    najem nie może się zbytnio oderwać w górę od cen sprzedaży, to w drugą już nie
    za bardzo. Na wszystko ma wpływ jeszcze stabilność systemu finansowego, płynność
    rynku, kwestie regulacyjne (np. ochrona mieszkańców), stopy procentowe i setki
    innych rzeczy.
  • Gość: ag IP: *.polcard.com.pl 15.12.09, 17:26
    Pełna substytutywność w naturze nie występuje ;). Ja jednak mam większą wiarę w
    niewidzialną rękę rynku oraz inercję tego świata. Tak więc mógłbym się założyć o
    symboliczną flaszkę, że za 15 lat dyzio_junior i kretynofil_junior będą sobie
    dyskutowali: kupić czy wynająć ;D
  • 15.12.09, 17:56
    Nie ma wolnego rynku, jest rynek kontrolowany. Niestety. Gdyby był wolny, to
    nigdy by nie wystąpiła w ogóle bańka w nieruchomościach i nie byłoby tej całej
    nieco nudnej dyskusji.
  • 15.12.09, 18:11
    Nie bedzie kretynofila juniora - bo kutafon mialby prawicowe poglady i jeszcze by mi odszczekiwal o niewidzialnej rece rynku, ktora, kiedy ostatnio sprawdzalem, byla po niewidzialny lokiec w niewidzialnej czarnej dupie utopii ;)

    --
    Do dupy z takimi komentarzami.
  • 15.12.09, 18:15
    Czy to znaczy, że prawdziwe są pogłoski o twojej orientacji, jakoby nieco
    odbiegała od większościowej? ;D
  • 16.12.09, 08:19
    Te pogloski to wyglup ;)

    Po prostu nie chce miec dzieci. Najlepsza z Zon tez nie. Mamy koty,
    modelowa rodzina 2+2 ;)

    --
    Wszyćko jest linuksem - tak mi powiedziala baba w maglu, a ona sie zna,
    bo ma Komputer i Radio Maryja.
  • Gość: blob IP: 94.78.142.* 15.12.09, 13:12
    nie wszyscy sa tak majetni jak Ty. ja mieszkam w 25 metrowym mieszkaniu i jest
    mi dobrze.
  • Gość: Daga IP: 94.246.152.* 15.12.09, 10:26
    Ten facet nie wie co mówi. Całe życie w czyimś mieszkaniu, w większości o niskim
    standarcie i z czyimiś meblami. Wynajmować całe życie to można ale nowe.
  • 15.12.09, 11:34
    No oczywiście. Tyle że coraz wiecej wynajmujących zgadza sie na remont, wstawienie własnych mebli (często nawet właściciele wolą wynając puste mieszkanie - taniej - niż się denerwować/użerać że im porozwalali to czy tamto) i nastawia na wieloletni wynajem.

    Oczywiście mieszkanie "u siebie" ma niezaprzeczalne plusy. Trzeba tylko uważać - jak mawiał klasyk - by te plusy nie przesłoniły minusów i jeśli np rata kredytu byłaby 2x wyzsza od najmu, a do tego widmo rocznego 5-10% spadku wartosc mieszkania to ta opcja "własne meble" staje się bardzo kosztowna (5% od 300 000 to 15 000zł!!! Za tyle to mozesz kupic meble a za rok je wyrzucic i jeszcze być do przodu na roznicy miedzy rata a cena najmu.
  • 15.12.09, 11:40
    Nie znam przypadków najmu, gdzie właściciel by się nie zgodził na własne meble
    najemcy lub na drobne remonty (odmalowanie ścian itp). Dodam że znam rynek od
    długiego czasu, z obydwu stron - najemcy i landlorda.
  • 15.12.09, 11:57
    A ja znam i dogaduję się z właścicielem jeżeli chodzi o remont - po
    przedstawieniu faktur o tyle mam mniejszy czynsz na ile one opiewają plus
    jeszcze parę groszy za robociznę. A co do mebli to również udało mi się niedawno
    przy wyprowadzce dogadać, aby właściciel oddał mi ich wartość pomniejszoną o
    10%, w zamian za co zostawiłem je w jego mieszkaniu.

    --
    Prawdziwy kibic tyskiego się brzydzi
  • 15.12.09, 11:59
    Oj przepraszam - źle przeczytałem :( nie zauważyłem drugiego "nie" w twoim tekście.
    --
    Prawdziwy kibic tyskiego się brzydzi
  • Gość: koziołek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.12.09, 10:29
    Kolejny tydzień o mieszkaniach, o cenach, o pośrednikach, o open
    fajans, itp. bzdetach... i generalnie bla bla bla... na temat który
    został przez zinteresowanych dawno przerobiony, opisany,
    przedyskutowany, przeliczony, itp.itd.

    Brawa za refleks specjalisto od dziennikarstwa depeszowego :))))
  • Gość: tomix IP: *.cec.eu.int 15.12.09, 10:31
    dokladnie tak, trudno tez zalozyc cokolwiek jesli mowimy o
    perspektywie dozywotniej, dlatego moim zdaniem lepiej kupic na
    kredyt niz wynajmowac dlugoterminowo
  • Gość: koziołek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.12.09, 10:35
    Jak chcesz dożywotnio żyć z garbem kredytu i wizją komornika to nie
    ma sprawy...dla każdego co kto lubi :)
  • Gość: Magda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.12.09, 12:06
    > Jak chcesz dożywotnio żyć z garbem kredytu i wizją komornika to nie
    > ma sprawy...dla każdego co kto lubi :)

    Ale co to za problem stracić mieszkanie, jeśli raty płaciło się mniejsze, niż wyniósłby koszt wynajmu? Jeślibyś od początku wynajmował i zabrakłoby Ci na czynsz, tak samo byś wyleciał, tyle że miałbyś mniej oszczędności. Czysty zysk...
  • 15.12.09, 12:13
    > jeśli raty płaciło się mniejsze, niż wyniósłby koszt wynajmu?

    Jeśli...

    A jeśli się kupiło na początku 2008 i sprzedaje na koniec 2009? Mimo tego, że
    być może (nie wiem jak, ale być może) poniosło się koszt hipoteki niższy, niż
    wynajmu, to jest się w plecy min. 10% na kapitale.
  • Gość: koziołek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.12.09, 12:24
    > Ale co to za problem stracić mieszkanie, jeśli raty płaciło się
    mniejsze, niż w
    > yniósłby koszt wynajmu? Jeślibyś od początku wynajmował i
    zabrakłoby Ci na czyn
    > sz, tak samo byś wyleciał, tyle że miałbyś mniej oszczędności.
    Czysty zysk...

    Czyba dla komornika który będzie gnoił Ciebie do us...nej śmierci
    jak nie starczy na spłatę kredytu
  • Gość: Magda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.12.09, 14:55
    > Czyba dla komornika który będzie gnoił Ciebie do us...nej śmierci
    > jak nie starczy na spłatę kredytu

    Można odłożyć dzięki stawkom za wynajem niższym od raty kredytu.

    Chodziło mi o to, że często raty kredytu można spokojnie potraktować jako tańszy rodzaj wynajmu. Owszem, trzeba to mądrze rozegrać, żeby było bezpiecznie, i nie wydawać wszystkiego, co zostanie, na bieżąco. Zresztą oszczędności trzeba mieć choćby po to, aby móc dopłacić do ewentualnej różnicy między obniżoną wartością mieszkania a pozostałą ratą kredytu, jeśli bank tego zażąda. No i na pewną liczbę rat w razie zdarzeń losowych, ale to dotyczy także wynajmu - czy wynajmujesz, czy spłacasz kredyt, jeśli nie płacisz, lądujesz (przynajmniej teoretycznie) na dworze.

    Chyba że coś mi umyka?
  • 15.12.09, 15:03
    jest roznica pomiedzy "wyladowaniem na dworze" z niesplaconym bankowym kredytem
    i bez niego.
    Nie zapomnij, ze osiagnieta na licytacji suma (po potraceniu wszystkich kosztow)
    najczesciej nie pokrywa twoich zobowiazan wobec banku.
  • 15.12.09, 15:11
    Pierwsza licytacja -25%, druga -33%...
  • Gość: koziołek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.12.09, 15:09
    Przecież napisałem > jak nie starczy na spłatę kredytu
    To co ma umykać????
  • Gość: 4g63 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.12.09, 15:41
    jakim niższym, skąd ci się niższe stawki biorą, na prawdę chcesz komuś wmówić, że rata kapitał + odsetki + czynsz za mieszkanie płacisz niższe niż za wynajem? to co to jest klitka 20m na 100lat?? za tą ratę wynajmiesz sobie 50m2 2 pokoje ze wszystkimi opłatami i jeszcze ci zostanie, a nie będziesz miała komornika na karku, zapłaconych grubych prowizji i wszystkich innych opłat i haczyków banku a jest ich na pewno tysiące, zmieniające się oprocentowanie wahające kursy itd... przemyśl to jeszcze raz dziecino
  • Gość: Magda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.12.09, 00:49
    > jakim niższym, skąd ci się niższe stawki biorą, na prawdę chcesz komuś wmówić,
    > że rata kapitał + odsetki + czynsz za mieszkanie płacisz niższe niż za wynajem?

    Pisałam: czasem. Czasem w moim przypadku równa się: w Łodzi. Mamy najtańsze mieszkania w Polsce (spośród większych miast), średnia cena za metr ponad dwa razy niższa niż w Warszawie czy Krakowie, wynajem nie jest aż tyle tańszy.

    Zresztą czy tańszy, czy niewiele droższy - gadanie, że jeśli ktoś spłaca co miesiąc przez 30 lat dwa tysiące, to ma na głowie przez 30 lat dwa tysiące i komornika, jest nadużyciem. Może dotyczy to gołodupców bez oszczędności z kredytem na 100 albo więcej procent wartości mieszkania, po którego spłacie nic im nie zostaje i dla których np. ciężka choroba oznacza natychmiastową utratę płynności (i w perspektywie licytację).

    > jakim niższym, skąd ci się niższe stawki biorą, na prawdę chcesz komuś wmówić,
    > że rata kapitał + odsetki + czynsz za mieszkanie płacisz niższe niż za wynajem?
    > to co to jest klitka 20m na 100lat?? za tą ratę wynajmiesz sobie 50m2 2 pokoje
    > ze wszystkimi opłatami i jeszcze ci zostanie, a nie będziesz miała komornika n
    > a karku, zapłaconych grubych prowizji i wszystkich innych opłat i haczyków bank
    > u a jest ich na pewno tysiące, zmieniające się oprocentowanie wahające kursy it
    > d... przemyśl to jeszcze raz dziecino
  • 16.12.09, 08:11
    ...jest bardziej skomplikowana. Z reguly we wszystkich zestawieniach
    cen nieruchomosci jest pomijana.

    A dzieje sie tak prawdopodobnie dlatego ze Lodz jako miasto jest
    bardzo specyficzna. Dla mnie (wychowalem sie w Lodzi) to jest miasto
    ktore umiera. Zadne sposrod duzych miast w PL nie jest az tak bardzo
    zapuszczone, w zadnym nie panuje podobny marazm. Dziwie sie ze
    czynsze sa tam wysokie - bo w Lodzi po prostu nic nie ma. Tak, wiem,
    jest i Uniwersytet, jest Polibuda, jest AM i filmowka - ale tylko ta
    ostatnia naprawde sie liczy...

    --
    Wez idz plac podatki, ch..u!
    (by zayed)
  • Gość: Kaczus (Tomek) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.12.09, 10:03
    Nie jest aż tak źle - firma w której pracowałem, oraz ta w której teraz pracuje
    zatrudniają ludzi z wa-wy :) Jest trochę firm średnich i małych prężnie
    działających, szkoda tylko, że władze miasta i okolic wolą pomagać wielkim
    firmom, które traktują to miejsce jako dobre do spekulacji gruntami (vide
    Philips, Dell, i kilka innych....)
  • Gość: Magda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.12.09, 10:50
    I kilka teatrów z Jaraczem na czele, i ponad pół setki sal kinowych, w tym bardzo fajne kina studyjne, z wyjątkowo prężnym Charliem na czele. I Camerimage, sporo koncertów (filharmonia, Akademia Muzyczna, festiwale, choć wiadomo, że pod tym względem w porównaniu z taką Warszawą to trzeci świat, podobnie zresztą jak Warszawa w porównaniu z Paryżem ;)). I puby najlepsze w Polsce. I Las Łagiewnicki :)

    Uczelnie - wiadomo.

    kretynofil napisał:

    > ...jest bardziej skomplikowana. Z reguly we wszystkich zestawieniach
    > cen nieruchomosci jest pomijana.
    >
    > A dzieje sie tak prawdopodobnie dlatego ze Lodz jako miasto jest
    > bardzo specyficzna. Dla mnie (wychowalem sie w Lodzi) to jest miasto
    > ktore umiera. Zadne sposrod duzych miast w PL nie jest az tak bardzo
    > zapuszczone, w zadnym nie panuje podobny marazm. Dziwie sie ze
    > czynsze sa tam wysokie - bo w Lodzi po prostu nic nie ma. Tak, wiem,
    > jest i Uniwersytet, jest Polibuda, jest AM i filmowka - ale tylko ta
    > ostatnia naprawde sie liczy...
  • Gość: Kaczus (Tomek) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.12.09, 11:18
    > I puby najlepsze w Polsce.

    Puby już tylko najbardziej znane... Najlepszość juz jakiś czas temu zatraciły....
  • Gość: Magda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.12.09, 11:48
    A co do uczelni... To chyba one stoją za względnie wysokimi czynszami. Samych państwowych jest więcej, niż wymieniłeś: oprócz UŁ, UM, Politechniki, Filmówki jest jeszcze ASP, AM i jedna wojskowa (a może już jej nie ma - do niedawna były dwie). Do tego ponad 20 prywatnych. Studentów jest grubo ponad sto tysięcy.

    > Tak, wiem,
    > jest i Uniwersytet, jest Polibuda, jest AM i filmowka - ale tylko ta
    > ostatnia naprawde sie liczy...
  • 16.12.09, 13:25
    Co do prywatnych uczelni, to jesli jeszcze nie zniesiono obowiazku sluzby wojskowej (chyba tak), to stanie sie to niebawem.

    I wtedy zobaczymy ile tych uczelni zostanie ;)

    A tak na powaznie - skoro jest tak fajnie, to czemu w Lodzi jest coraz bardziej dretwo z roku na rok? Ja mialem to szczescie ze bylem nastolatkiem w czasie kiedy lodzkie imprezy przezywaly rozkwit, wiec bylo co robic. Jakis czas temu bylem w Lodzi na Piotrkowskiej w sobote wieczorem - i jedyne co zobaczylem to kilka przypadkowych przemykajacych osob. Kiedys to bylo nie do pomyslenia...

    Zreszta, sama demografia mowi swoje - Lodz sie kurczy...

    --
    Jaki ja jestem madry i nieomylny.
    Moge stanac na ulicy i potarzac: ja madry, ja madry.
    (by Kretynofiil)
  • Gość: Lodzianin IP: *.toya.net.pl 16.12.09, 13:46
    Interesujaca dyskusja, pozwole sobie zabrac glos jako Lodzianin, ktory od kilku lat mieszka za granica (chwilowo z powrotem w domu) i nabral dystansu do tego miasta (kiedys go wrecz zreszta nie lubilem).
    Moim zdaniem Lodz NIE umiera, przynajmniej z tego co widze w czasie pobytow w kraju (fakt, krotkich, ale...). A plan nowego centrum, przebudowy Lodzi Fabrycznej i wejscie w to wszystko ludzi pokroju Davida Lyncha daje nadzieje na lepsze jutro. No, to takie moje trzy grosze, ale wracam do pozycji obserwatora watku.
  • 16.12.09, 14:55
    Lodz to ladne miasto - ale ja odbieram je "nieco" inaczej. Moze superszybka kolej moglaby cos zmienic, ale tez nie jestem pewien czy na lepsze.

    > A plan nowego centrum, przebudowy Lodzi Fabrycznej i wejscie w to wszystko ludzi pokroju Davida Lyncha daje nadzieje na lepsze

    A plan nowego centrum jest tylko planem nowego centrum. Niczym wiecej. Plan przebudowy Fabrycznej jest tym samym co identyczny w odniesieniu do Warszawy Centralnej - skonczylo sie umyciem 10% sufitu i rejterada odpowiedzialnej za to firmy.

    Sam David Lynch, zeby nie wiem jak chcial, nie zmieni faktu ze w Lodzi rzadzi Kropa.

    Zreszta, co ja Ci bede gadal. Nie wiem gdzie mieszkasz za granica, ale tak brzydko, chaotycznie i (w najgorszym mozliwym znaczeniu) malomiasteczkowo nie jest nigdzie na swiecie. Polecam Google Street View i kilka wiekszych miast w Europie...

    --
    Do dupy z takimi komentarzami.
  • 19.12.09, 11:29
    > Jakis czas temu byl
    > em w Lodzi na Piotrkowskiej w sobote wieczorem - i jedyne co zobaczylem to kilk
    > a przypadkowych przemykajacych osob. Kiedys to bylo nie do pomyslenia...

    Przenieśli się do Manufaktury.
  • Gość: Kaczus (Tomek) IP: 78.8.192.* 19.12.09, 16:48
    > Przenieśli się do Manufaktury.

    W większości wyjechali na wyspy. Do manufaktury do pubu nie ma za
    bardzo gdzie iść (bo wszędzie ciasno i zagęszczenie za duże, chyba, że
    będąc na zakupach, przy okazji...).
  • Gość: Kaczus (Tomek) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.12.09, 10:00
    > Pisałam: czasem. Czasem w moim przypadku równa się: w Łodzi. Mamy najtańsze
    > mieszkania w Polsce (spośród większych miast), średnia cena za metr ponad
    > dwa razy niższa niż w Warszawie czy Krakowie, wynajem nie jest aż tyle
    > tańszy.

    Był tańszy wynajem, gdy można było niepłacących na bruk eksmitować. Wiem, bo
    wtedy wielu znajomych wynajmowało. Teraz wynajem jest droższy o ryzyko, że
    trafimy na nierzetelnego lokatora i będzie z tym problem.
    Co do cen mieszkań, to z tego co wiem, tańsze są w Katowicach...
  • 15.12.09, 11:04
    > perspektywie dozywotniej, dlatego moim zdaniem lepiej kupic na
    > kredyt niz wynajmowac dlugoterminowo

    jasne, i 6 cio krotnie przepłacić, bo po tych 30 latach spłacisz 6 takich mieszkań, może wracaj na lekcje matematyki zamiast siedzieć na necie, potem takie kwiatki ech
  • Gość: logik IP: *.e-wro.net.pl 15.12.09, 10:39
    kredyt na 30 lat, zwłaszcza w Polsce, kraju biedy i braku pomocy
    socjalnej to nic innego niż niewolnictwo na całe życie.
    W takich Niemczech, ludzie wynajmują mieszkania przez całe życie i
    nie przychodzi im do głowy aby brać kredyty na 20 - 30 lat.
    Ale Polak, który na warunki europejskie jest zazwyczaj biedakiem,
    musi udowodnić, że go stać na własne M.
    Dlaczegoś biedny? Boś głupi.
  • Gość: manduca IP: *.173.13.211.tesatnet.pl 15.12.09, 12:17
    A może na zachodzie ludzie wynajmują, bo wynajem nie jest tak cholernie drogi jak w biednej Polsce? Tutaj sama kwota miesięczna "do łapy" właściciela to dla znacznej większości ich cały miesięczny zarobek. A po dodaniu czynszu, opłat i życia sumka pokaźna się robi. Nie każdy ma wybór bo nie każdego stać na spłacenie miliona w 30 lat (wysokie ceny mieskzań w stosunku do zarobków plus oprocentowanie kredytów), ale jak ktoś ma wybór - to czemu nie ma tego mieszkania kupić?
    Polak może i jest biedakiem, ale boryka się z cenami nieruchomości i kosztami wynajmu jak na zachodzie - zarobki 4 razy mniejsze, koszty takie same.
  • 15.12.09, 12:56
    wszystko zalezy od miasta, a w miescie od dzielnicy.
    Jest tylko jeden drobiazg.
    Zeby cos kupic, trzeba miec pokazny wklad wlasny, min. 20%, ale lepiej 30-40.
    I do tego jak obliczaja wysokosc kredytu, jego splata mie moze przekroczyc wraz
    z kostami wynikajacymi z eksploatacji 25 do 30% dochodow. I to oczywiscie nie za
    jeden rok czy pare miesiecy.
    W niemczech istnieje jeszcze instytucja budowlanych kas oszczednosciowych dzieki
    ktorej zawiera sie umowe na kredyt ze stalym oprocentowaniem na 5 lub 10 lat.
    Marza jest tez malutka.
    Aktualnie przy posiadaniu 50% wkladu mozna wziac w NRW kredyt oprocentowany na
    3,75 % przez nastepne 5 lat.
  • 15.12.09, 12:52
    niemcy to kraj specyficzny - nigdzie indziej w europie nie ma tak
    niewielu 'posiadaczy' wlasnych domow. dlaczego tak jest to temat na
    osobny artykul...

    stany, uk, francja, dania, szwecja i cala reszta zachodniego swiata
    to w blisko 80 procentach pelnoprawni wlasciciele wlasnych domow.

    wynajem jest czasami swietny na krotka mete - myslac i planujac
    dlugofalowo bardziej oplaca sie kupic dom na kredyt i tyle...




    Gość portalu: logik napisał(a):

    > kredyt na 30 lat, zwłaszcza w Polsce, kraju biedy i braku pomocy
    > socjalnej to nic innego niż niewolnictwo na całe życie.
    > W takich Niemczech, ludzie wynajmują mieszkania przez całe życie i
    > nie przychodzi im do głowy aby brać kredyty na 20 - 30 lat.
    > Ale Polak, który na warunki europejskie jest zazwyczaj biedakiem,
    > musi udowodnić, że go stać na własne M.
    > Dlaczegoś biedny? Boś głupi.
  • Gość: kaczo i sucho IP: 132.170.64.* 15.12.09, 18:47
    "stany, uk, francja, dania, szwecja i cala reszta zachodniego swiata
    to w blisko 80 procentach pelnoprawni wlasciciele wlasnych domow."

    Niestety... wiekszosc z tych 'pelnoprawnych wlascicieli' to ludzie
    splacajacy dlugoterminowe (ostatnio w USA nawet i do 40 lat...)
    pozyczki (mortgage)!
  • 15.12.09, 19:03
    Phi! Co ty wiesz o długości pożyczek! Znam w PL ludzi, którzy brali na 45 lat, a
    słyszałem, że byli agenci biorący na 50-55.
  • Gość: Leonidas IP: 195.187.251.* 15.12.09, 10:45
    Czy autor, w mądrości swojej uwzględnił dwa "mało istotne" fakty?
    Że np. część raty bankowej to spłata kapitału, że się płaci na swoje a nie
    wynajmującemu?
    I że z każdym rokiem życia potencjalna zdolność kredytowa maleje?
    Irytują mnie takie bezmyślne artykuły ludzi, którzy co jakiś czas chcą bardzo
    zaistnieć.
  • Gość: speculator IP: 62.73.138.* 15.12.09, 11:10
    Calkowicie nie rozumiem Twojego rozumowania i irytacji.

    Po pierwsze jesli koszt samych odsetek jest rowny kosztom wynajmu wtedy to czy
    splacasz kapital czy nie nie ma znacznia bo splata odsetek+kapitalu bedzie
    wyzsza niz wynajecie.

    Po drugie koszt zakupu mieszkania (podatki, prawnicy) i jego utrzymania
    (remonty) jest znacznie wyzszy niz wynajem.

    Po trzecie z wiekiem (przedzial 20-40lat) zarobki ida do gory wiec zdolnosc
    kredytowa rosnie a nie maleje.

    Moim zdaniem zakup domu/mieszkania jest oplacalny jedynie wtedy gdy planujesz
    tam zostac na zawsze i wtedy dodatkowe koszty nie maja znacznia bo za 10-20 lat
    ten dom bedzie znacznie drozszy i w takim przedziale czasowym zakup jest
    bardziej oplacalny niz wynajem.
  • 15.12.09, 11:29
    Gość portalu: speculator napisał(a):

    > Moim zdaniem zakup domu/mieszkania jest oplacalny jedynie wtedy gdy planujesz
    > tam zostac na zawsze i wtedy dodatkowe koszty nie maja znacznia

    Zakup domu/mieszkania ma bardzo duży sens tylko w jednym przypadku: gdy jest
    trwały trend wzrostowy cen. Ale to już było, skończyło się w 2008, i raczej
    szybko nie wróci.

    > bo za 10-20 lat
    > ten dom bedzie znacznie drozszy i w takim przedziale czasowym zakup jest
    > bardziej oplacalny niz wynajem.

    Hmm, czy aby na pewno? Zapytaj może Japończyków czy ich domy są dziś znacznie
    droższe, niż 10-20 lat temu.
  • 15.12.09, 11:38
    Gość portalu: speculator napisał(a):


    >

    >
    > Po drugie koszt zakupu mieszkania (podatki, prawnicy) i jego
    utrzymania
    > (remonty) jest znacznie wyzszy niz wynajem.

    Mieszkania na wynajem (zwłaszcza te nowe) są w większości też
    kupione na kredyt. Wynajmujący musi mieć więc z czynszu środki na
    spłatę swojej raty, zapłacenie czynszu, jakąś kwotę, którą będzie
    odkładał na konieczne kiedyś odświeżenie lokalu. No i najlepiej
    jeszcze jakiś zysk dla niego. W innym przypadku cała inwestycja się
    nie spina. Owszem, można powiedzieć, że się spina, czy nie, czynsz
    ustala rynek i jak rynek ustala niską stawkę, to trzeba albo to
    zaakceptować i płakać, albo sprzedać mieszkanie po ceni ,,dołkowej",
    być może poniżej kosztów zakupu, i ryczeć. Ale ta sytuacja jest
    wyjątkowa, w perspektywie 30 lat więcej będzie okresów, kiedy
    czynsze będą raczej wysokie niż niskie. A wtedy najemca jest w
    czarnej dupie, bo płaci dużo, a nic z tego na koniec nie ma.
    >
    > Po trzecie z wiekiem (przedzial 20-40lat) zarobki ida do gory wiec
    zdolnosc
    > kredytowa rosnie a nie maleje.

    Zarobki rosną, ale oczekiwana dalsza długość życia jest coraz
    krótsza, podobnie jak czas do drastycznego spadku dochodów, jaki
    oznaczać będzie emerytura. Poza tym z wiekiem i zarobkami rosną też
    oczekiwania i potrzeby (w wieku 25-30 lat kupujesz 2 pokoje, 30-40
    latek potrzebuje 3 lub więcej pokoi+2 miejsca garażowe, w zależności
    od tego jak intensywnie się rozmnaża). Intensywność prokreacji może
    też bardzo boleśnie zniwelować wpływ wzrostu zarobków na zdolność
    kredytową, bo zwiększy - znacząco - koszty stałe utrzymania
    gospodarstwa domowego.
    >
    > Moim zdaniem zakup domu/mieszkania jest oplacalny jedynie wtedy
    gdy planujesz
    > tam zostac na zawsze i wtedy dodatkowe koszty nie maja znacznia bo
    za 10-20 lat
    > ten dom bedzie znacznie drozszy i w takim przedziale czasowym
    zakup jest
    > bardziej oplacalny niz wynajem.

    Guzik prawda. Kupiłem parę miesięcy temu mieszkanie, na którym -
    jeśli je sprzedam za 5 lat, zakładając nawet umiarkowanie
    optymistyczny wzrost cen nieruchomości o 10% do 2014) tyle, że po
    spłaceniu kredytu, odjęciu zapłaconych dotąd odsetek, kosztów
    wcześniejszej spłaty kredytu, kosztów urządzenia mieszkania, ciągle
    zostanie mi w kieszeni pokaźny zysk. A 5 lat mieszkania w nowym i
    fajnie urządzonym mieszkaniu wyniosą tyle, ile czynsz płacony
    wspólnocie mieszkaniowej.
    Warunkiem tego scenariusza jest oczywiście kupno mieszkania w
    okazyjnej cenie, ale właśnie daltego teraz warto szukać okazji i
    KUPOWAĆ mieszkania, a nie je wynajmować. Bo wynajęte po okazyjnej
    cenie mieszkanie może przestać być okazyjne jak tylko skończy się
    umowa (na ogół 24 m-ce), bo aneks przedłużający umowę podniesie cenę.
  • 15.12.09, 11:52
    > Ale ta sytuacja jest wyjątkowa, w perspektywie 30 lat więcej będzie okresów, kiedy czynsze będą raczej wysokie niż niskie. A wtedy najemca jest w czarnej dupie, bo płaci dużo, a nic z tego na koniec nie ma.

    Zrodlo? Bo tak bys chcial? Zrodlo, synu, zrodlo i fakty, a nie chciejstwo...

    > (w wieku 25-30 lat kupujesz 2 pokoje, 30-40 latek potrzebuje 3 lub więcej pokoi+2 miejsca garażowe, w zależności od tego jak intensywnie się rozmnaża)

    I tu jest pies pogrzebany - do 30-35 roku zycia nie warto kupowac, powinno sie wynajac, zorientowac sie co chcesz robic, gdzie mieszkac itd.

    A jak majac 25 kupujesz na gorce to masz przesrane - nie mozesz sie przeprowadzic tam gdzie masz lepsza prace, nie mozesz sprzedac przez 10-15 lat, przestajesz sie rozwijac i mozesz zapomniec o wzroscie plac.

    Tylko do kogo ja to gadam - do glupiego dziecka hossy...

    --
    Do dupy z takimi komentarzami.
  • Gość: moe IP: 82.139.156.* 15.12.09, 12:28
    Może sie wyprowadzić i sprzedać z mieszkanie nawet jeżeli mu nie będzie pasowało.

    " I tu jest pies pogrzebany - do 30-35 roku zycia nie warto kupowac, powinno sie
    > wynajac, zorientowac sie co chcesz robic, gdzie mieszkac itd"

    ha ha w Polsce to już stary kawaler w tym wieku ;)
    Wiem bo ja mam 35 lat ;) a polskie laski trzydziestoparoletnie lecą na 27-latków ,kosmos :)
  • 15.12.09, 12:31
    Gość portalu: moe napisał(a):

    > Może sie wyprowadzić i sprzedać z mieszkanie nawet jeżeli mu nie będzie
    pasowało.

    Koszt operacji plus ryzyko straty kapitału (mieszkania nie rosną w
    nieskończoność? ojojoj...) plus ewent. ryzyko walutowe.
  • Gość: Tomek IP: 80.156.43.* 15.12.09, 11:57
    "Guzik prawda. Kupiłem parę miesięcy temu mieszkanie, na którym -
    jeśli je sprzedam za 5 lat, zakładając nawet umiarkowanie
    optymistyczny wzrost cen nieruchomości o 10% do 2014) tyle, że po
    spłaceniu kredytu, odjęciu zapłaconych dotąd odsetek, kosztów
    wcześniejszej spłaty kredytu, kosztów urządzenia mieszkania, ciągle
    zostanie mi w kieszeni pokaźny zysk."

    A ile wyniosa Cie odsetki w ciagu tych 5 lat? 0 procent? Panie, takie rzeczy
    tylko w Erze.
  • 15.12.09, 12:09
    d_ost napisał:

    > Mieszkania na wynajem (zwłaszcza te nowe) są w większości też
    > kupione na kredyt.

    Skąd dane? Z analizy AMRONu wynika że TYLKO ok 1/4 transakcji była z kredytem większym niż 80%, dużo transakcji to w połowie wkład własny. I nie ma w tej bazie oczywiscie zakupów za gotówke ktorych też pewnie troche było (znam wiele przypadków odsprzedazy 1-2pok+wkład własny = 3 pokojowe). Więc liczenie jako alternatywy kredytu na 100% jest co najmniej nierealne.

    na
    > spłatę swojej raty, zapłacenie czynszu, jakąś kwotę, którą będzie
    > odkładał na konieczne kiedyś odświeżenie lokalu. No i najlepiej
    > jeszcze jakiś zysk dla niego. W innym przypadku cała inwestycja się > nie spina

    Jasne, i jeszcze żeby mu na samochód starczyło.
    A w większości przypadków yyynwestorowi w pełni wystarcza gdy czynsz dorówna ekwiwalentowi raty kredytu 100% a niekiedy nawet mniej (nawet jeśli czynsz pokrywa jedynie koszt odsetek to i tak inwestor-gołodupiec może wyjśc na swoje: pozyczył 300 000 i musi z własnej kieszeni oddac 300 000 ale w ratach. To jakby miał nieoprocentowany kredyt. Im inflacja (zwłaszcza na rynku nieruchomosci wyzsza) tym lepiej. Póki co jednak mamy tam głeboką deflację dlatego taka inwestycja jest jeszcze niepewna.

    Ale ta sytuacja jest
    > wyjątkowa, w perspektywie 30 lat więcej będzie okresów, kiedy
    > czynsze będą raczej wysokie niż niskie.

    Z czego wnioskujesz? Z trawy?

    > Zarobki rosną, ale oczekiwana dalsza długość życia jest coraz
    > krótsza, podobnie jak czas do drastycznego spadku dochodów, jaki
    > oznaczać będzie emerytura. Poza tym z wiekiem i zarobkami rosną też
    > oczekiwania i potrzeby (w wieku 25-30 lat kupujesz 2 pokoje, 30-40
    > latek potrzebuje 3 lub więcej pokoi+2 miejsca garażowe, w zależności
    > od tego jak intensywnie się rozmnaża). Intensywność prokreacji może
    > też bardzo boleśnie zniwelować wpływ wzrostu zarobków na zdolność
    > kredytową, bo zwiększy - znacząco - koszty stałe utrzymania
    > gospodarstwa domowego.

    Kolejna bzdura. Najwiecej potrzebują 20-30 latkowie. Ludziom po 40stce zwykle coraz mniej potrzeba - dziecko poza domem (na studiach, usamodzielnione), na d...y już tyle nie potrzeba. Chyba ze masz na mysli wydatki na lekarstwa. (dlatego czasami lepiej sie zadłuzyć gdy potrzeby są wysokie a spłacać gdy juz niewiele potrzeba - po 50stce)

    > Guzik prawda. Kupiłem parę miesięcy temu mieszkanie, na którym -
    > jeśli je sprzedam za 5 lat, zakładając nawet umiarkowanie
    > optymistyczny wzrost cen nieruchomości o 10% do 2014) tyle,

    To jest BARDZO optymistyczne założenie synku. Ja kupiłem pare miesiecy temu mieszkanie i będę szczęsliwy jeśli jego zmiana ceny będzie oscylować w granicach 0% albo spadek "tylko" o 2-3% rocznie!

    że po
    > spłaceniu kredytu, odjęciu zapłaconych dotąd odsetek, kosztów
    > wcześniejszej spłaty kredytu, kosztów urządzenia mieszkania, ciągle > zostanie mi w kieszeni pokaźny zysk.

    Już widze ten pokaźny zysk ;-)) Lecz sie na nogi.

    A 5 lat mieszkania w nowym i
    > fajnie urządzonym mieszkaniu wyniosą tyle, ile czynsz płacony
    > wspólnocie mieszkaniowej.
    > Warunkiem tego scenariusza jest oczywiście kupno mieszkania w
    > okazyjnej cenie,

    Nie, znalezienie drugiego takiego osła za 5 lat - ale kto wie, może masz brata?

    ale właśnie daltego teraz warto szukać okazji i
    > KUPOWAĆ mieszkania, a nie je wynajmować.

    Jeżeli rata kredytu jest niższa/rowna kosztowi wynajmu + przewidywanej stracie z tytułu spadku cen mieszkan to tak.
    Bo wtedy gratis masz "własne meble".

    Bo wynajęte po okazyjnej
    > cenie mieszkanie może przestać być okazyjne jak tylko skończy się
    > umowa (na ogół 24 m-ce), bo aneks przedłużający umowę podniesie cenę.

    Albo obniży.
  • 15.12.09, 12:23
    więc w skrócie

    d_ost napisał:
    >
    >
    > >
    >

    > Mieszkania na wynajem (zwłaszcza te nowe) są w większości też
    > kupione na kredyt. Wynajmujący musi mieć więc z czynszu środki na
    > spłatę swojej raty, zapłacenie czynszu, jakąś kwotę, którą będzie
    > odkładał na konieczne kiedyś odświeżenie lokalu. No i najlepiej
    > jeszcze jakiś zysk dla niego. W innym przypadku cała inwestycja się
    > nie spina.

    Wg danych AMRONU tylko 1/4 transakcji była z kredytem 80% lub wyzszym, wiele było z połową wkładu własnego, nie mówiąc o tych ktore były kupione za gotówke (wg mnie sporo)
    Spina sie nawet jesli czynsz jest równy ekwiwalentowi raty kredytu na 100% wartosci a nawet samym odsetkom (wtedy własciciel pożycza np 300 000zł i SAM musi oddać 300 000 ale w ratach - ma nieoprocentowany kredyt - warte grzechu)


    > > Zarobki rosną, ale oczekiwana dalsza długość życia jest coraz
    > krótsza, podobnie jak czas do drastycznego spadku dochodów, jaki
    > oznaczać będzie emerytura. Poza tym z wiekiem i zarobkami rosną też > oczekiwania i potrzeby (w wieku 25-30 lat kupujesz 2 pokoje, 30-40 > latek potrzebuje 3 lub więcej pokoi+2 miejsca garażowe, w zależności > od tego jak intensywnie się rozmnaża).

    Tak, a 70 letnia babcia z dziadkiem potrzebują 5 pokoi albo 300 metrowego domu żeby mogli hodowac kurz i trzymac zdjecia po dzieciach które dawno wyjechały (usamodzielniły sie, studia itd itd). Raczej im ktos starszy tym potrzeby ma mniejsze - najweicej potrzebuja jednak młode małżeństwa w wieku 25-40 lat.


    > > Guzik prawda. Kupiłem parę miesięcy temu mieszkanie, na którym -
    > jeśli je sprzedam za 5 lat, zakładając nawet umiarkowanie
    > optymistyczny wzrost cen nieruchomości o 10% do 2014) tyle,

    To bardzo optymistyczne założenie. Sam kupilem mieszkanie kilka miesiecy temu i będę szczęsliwy jeśli jego zmiana wartosci będzie oscylować w granicach zera albo spadek wyniesie "tylko" 2-3% rocznie.

    że po
    > spłaceniu kredytu, odjęciu zapłaconych dotąd odsetek, kosztów
    > wcześniejszej spłaty kredytu, kosztów urządzenia mieszkania, ciągle > zostanie mi w kieszeni pokaźny zysk.


    Jasne, pokażny zysk ;-)) <megalol>

    A 5 lat mieszkania w nowym i
    > fajnie urządzonym mieszkaniu wyniosą tyle, ile czynsz płacony
    > wspólnocie mieszkaniowej.
    > Warunkiem tego scenariusza jest oczywiście kupno mieszkania w
    > okazyjnej cenie,

    No co Ty? Warunkiem jest znalezienie za 5 lat podobnego osła, ale kto wie, może masz brata?

    ale właśnie daltego teraz warto szukać okazji i
    > KUPOWAĆ mieszkania, a nie je wynajmować.

    Jeśli rata kredytu jest niższa/równa od ceny najmu plus straty wynikającej ze spadku ceny mieszkania to TAK.
    Dodatkowo masz wtedy gratis "własne meble".

    Bo wynajęte po okazyjnej
    > cenie mieszkanie może przestać być okazyjne jak tylko skończy się
    > umowa (na ogół 24 m-ce), bo aneks przedłużający umowę podniesie cenę.

    Albo obniży.
  • 15.12.09, 12:24
    a jednak nie ;-)) Przepraszam za powtorki
  • Gość: Andrzej IP: *.141.152.46.78.clients.your-server.de 15.12.09, 12:49
    Myślę jednak, że powiększenie rodziny powinno być jednym z głównych czynników
    decydujących o odłożeniu zakupu mieszkania
    w czasie. Już widzę, jak 25
    latkowie kupują sobie (a raczej kupili w bańce) jedno mieszkanie a za 5-10 lat
    lecą zamienić na większe.

    Czy jak para wtopi się w kredyt na 30 lat za kawalerkę/mieszkanie dwupokojowe,
    to zdecyduje się na dziecko? A może zdecyduje się na dwoje?

    Kiedyś, nie pamiętam gdzie, ktoś powiedział, że jelonki wpakowały się w
    kredyty antykoncepcyjne. I coś w tym jest.
  • 15.12.09, 13:23
    Gżdzić się na cudzej kanapie (a zwłaszcza przeprowadzać z małymi dziećmi na ramieniu) też nie jest cool więc jak sie nie obrócisz i tak z tyłu dupa.
    ps. Kupowanie kawalerki gdy rata jest na granicy zdolnosci delikwenta do spłaty to casus niewolnika - tacy zgodę na ślub/dzieci muszą dostać od swojego pana-dobroczyncy (banku, rodzicow) .
  • 15.12.09, 11:14
    Nie chodzi mi tu o część dotyczącą progów opłacalności mieszkań na
    wynajem jako inwestycji, tylko tej dotyczącej perspektywy osoby
    szukające mieszkania.

    Porównywanie z jednej strony 30 lat płacenia kredytu i 30 lat
    płacenia czynszu wynajmującemu jest piramidalną bzdurą. Z kilku
    względów:
    - pierwszy oczywisty: płacąc 30 lat kredyt na koniec tej ,,gehenny"
    mamy własne mieszkanie. Urządzone zgodnie z własnym gustem, bez
    konieczności negocjowania liczby obrazków, które można powiesić na
    ścianach. I w postaci tego mieszkania ma się dość znaczący kapitał.
    Przewyższający raczej swoją wartością odkładane co miesiąc pieniądze
    z osczędności pochodzących z różnicy w koszcie najmu i wysokości
    kredytu hipotecznego,

    - druga rzecz to fakt, że tak naprawdę rzadko spotykana jest
    sytuacja, w której kupuje się mieszkanie biorąc kredyt na 30 lat i
    rzeczywiście w tym mieszkaniu siedzi i spłaca kredyt przez 30 lat.
    Na ogół po kilku latach mieszkanie się sprzedaje, wcześniej spłaca
    kredyt, a ładnych parę groszy zostaje w kieszeni. Zwłąszcza, jeśli
    kupuje się teraz w dołku, a sprzedawać będzie za 5 lat, kiedy
    wszystko powinno już ożyć.

    - przy najmie mieszkania w standardzie takim, jaki można zapewnić
    sobie w kupionym świeżo urządzonym mieszkaniu w nowym budownictwie,
    cena przestaje być tak atrakcyjna. Więcej - wtedy na ogół rata
    kredytu jest mniejsza niż comiesięczny czynsz. Żeby wynająć tak
    tanio jak sobie to wyobrażają open fajansy, trzeba wybrać albo
    jakieś zadupie (Ursus, Białołeka), albo stare i zapuszczone
    budownictwo, bez garażu itd.

    Tak że suma sumarum, jest to kolejne bicie piany i kolejny odcinek
    promocji Open Finance na łamach Gazety.
  • 15.12.09, 11:31
    d_ost napisał:

    > - pierwszy oczywisty: płacąc 30 lat kredyt na koniec tej ,,gehenny"
    > mamy własne mieszkanie. Urządzone zgodnie z własnym gustem, bez
    > konieczności negocjowania liczby obrazków, które można powiesić na
    > ścianach. I w postaci tego mieszkania ma się dość znaczący kapitał.

    Jeśli odsetki od kredytu wynosząc cię tyle, co wynajem, to po 30 latach
    wynajmowania też masz własne mieszkanie, a nawet dwa - bo odkładając pieniądze
    na lokatach sprawiasz, że to one na ciebie pracują (odsetki), a nie ty pracujesz
    na nie (procent kredytu). Czy tak trudno jest zrozumieć elementarną ekonomię?

    Reszta twojego wywodu w świetle powyższego jest bez sensu.
  • Gość: g IP: *.legnica.vectranet.pl 15.12.09, 11:44
    Nie widzę twojej elementarnej ekonomii.
    Kupiłem mieszkanie w 2002r. oczywiście na kredyt (aktualnie na niecałe 2%).
    Minąłem już półmetek spłacania (kredyt na 15 lat).
    Mieszkanie podwoiło swoją wartość. Przy wynajmie zaoszczędziłbym ok.100-150 zł
    miesięcznie. Przy tych rewelacyjnych procentach z lokat byłbym dziś
    kilkadziesiąt tys. do tyłu.

    Pozdrawiam pracownika OF:)
  • 15.12.09, 11:48
    Miałeś szczęście. Tak samo jak ja - kupiłem na kredyt w CHF w 2003, sprzedałem
    na samiutkim szczycie bańki i samiutkim dołku CHFPLN. Tylko że takie okazje
    zdarzają się raz na pokolenie. To nie może trwać wiecznie. Mi nie chodzi o to,
    co było, tylko to, co jest teraz i co będzie w przyszłym roku, a może nawet
    2011. W open fajansie nie pracuję, bo sam umiem liczyć i całkiem nie najgorzej
    na tym wychodzę.
  • Gość: g IP: *.legnica.vectranet.pl 15.12.09, 12:12
    Ok. Może dziś, za rok czy też dwa nie kalkuluje się kupować (choć to też nie na
    pewno, ceny mieszkań spadły, a marżę banku można negocjować - sam zszedłem z 3
    do 1,5), ale to jest operacja długoterminowa. Poza tym trzeba wziąć pod uwagę
    specyfikę danego miasta, Polska to nie tylko W-wa czy Kraków i w każdym mogą być
    inne uwarunkowania.
    Po prostu, kalkulator w dłoń i przeliczyć różne opcje (i te optymistyczne i te
    mniej:) ).
  • 15.12.09, 12:16
    Gość portalu: g napisał(a):

    > Ok. Może dziś, za rok czy też dwa nie kalkuluje się kupować (choć to też nie na
    > pewno, ceny mieszkań spadły, a marżę banku można negocjować - sam zszedłem z 3
    > do 1,5)

    Heh, żadne osiągnięcie. W każdej chwili mogę wziąć z marżą poniżej 1,4 - bez
    specjalnych negocjacji i szukania.

    > ale to jest operacja długoterminowa.

    I dokładnie dlatego trzeba rozważyć wszystkie czynniki ryzyka i wszystkie
    koszty. A jest ich mnóstwo. Ludzie sobie z tego nie zdawali sprawy przez
    ostatnich 5 lat, bo trwał boom, który to wszystko przysłaniał. Niestety teraz
    trzeba znowu zacząć samemu skrupulatnie liczyć i dużo, dużo kombinować.

    > Poza tym trzeba wziąć pod uwagę
    > specyfikę danego miasta, Polska to nie tylko W-wa czy Kraków i w każdym mogą by
    > ć
    > inne uwarunkowania.

    To prawda. Aczkolwiek z anegdot i info od rodziny wiem, że w mniejszych miastach
    sytuacja jest jeszcze gorsza - relacja cen do kosztów najmu jest jeszcze wyższa,
    niż w Warszawie. Polska to bardzo dziwny kraj.

    > Po prostu, kalkulator w dłoń i przeliczyć różne opcje (i te optymistyczne i te
    > mniej:) ).

    O, to, to! :)
  • 15.12.09, 12:28
    Tak bez polemiki, gdzie można dostać aktualnie marżę poniżej 1,4 dla CHF?

    Ja jestem z mniejszego miasta (100 tys. mieszkańców) i z moich (subiektywnych)
    obserwacji wychodzi, że tu akurat bardziej opłaca się kupować.
  • 15.12.09, 12:35
    p_a_m napisał:

    > Tak bez polemiki, gdzie można dostać aktualnie marżę poniżej 1,4 dla CHF?

    Nie wiem, nie jestem w temacie kredytów walutowych. Ani "g", ani ja nie
    pisaliśmy, że chodzi o kredyt w CHF.

    > Ja jestem z mniejszego miasta (100 tys. mieszkańców) i z moich (subiektywnych)
    > obserwacji wychodzi, że tu akurat bardziej opłaca się kupować.

    Fajnie. Też bym tak chciał w Warszawie.

    Gdzieś kiedyś czytałem, że w 3mieście relacje kupna do najmu są też sporo
    lepsze, niż w Wawie, nie weryfikowałem tego. Może powinienem - kupiłoby się
    jakieś M2 na wynajem :)
  • 15.12.09, 13:10
    Mam nadzieję, że to miasto 100 tys. to konurbacja śląska albo inne miasto w
    ramach metropolii. Jeśli nie, to szczerze wątpię w tę opłacalność.

    Dlaczego? Bo w Polsce (tak jak i w innych biednych krajach, tym różnimy się
    poważnie od Europy Zachodniej) trwa potężna II fala urbanizacji.

    Na naszych oczach umierają miasta do 100 tys. mieszkańców. Ludność koncentruje
    się w kilku największych metropoliach (tu najczęściej studiowali młodzi ludzie i
    zostali pracować; tutaj jest praca i perspektywy; tutaj są rozrywki).

    Problemem Polski i powodem ostatnich wielkich wzrostów nie jest żadne mityczne 3
    mln mieszkań, tylko niedopasowanie podaży do popytu: potrzeba mieszkań, ale w
    największych metropoliach (czyli miastach i podmiejskich miejscowościach).
    Dobrze sobie przemyśl, kto będzie mieszkał w Twoim mieście za 20 lat i komu
    będzie można sprzedać mieszkanie.

    Jeśli jest uniwersytet, nowoczesny przemysł i usługi, dobre połączenie - jest
    jakaś nadzieja. Niemniej Polska to nie zachód - transport między miastami jest
    kulawy, nasze miasta to zadupia (niemieckie czy szwajcarskie miasteczko 30 tys.
    mieszkańców to city w porównaniu z polskim odpowiednikiem), poziom życia jest
    wyraźnie niższy.

    Ja bym uważał.
  • 15.12.09, 11:45
    > Jeśli odsetki od kredytu wynosząc cię tyle, co wynajem,

    No właśnie to jest moim zdaniem błędne założenie. Koszt wynajmu jest
    tu niedoszacowany, koszt kredytu zajebiście wysoki. Oczywiście i tak
    tani najem można w realu znaleźć (w paskudnej norze ze starymi
    meblami), i tak drogi kredyt też. Ale można znaleźć też przykłady na
    odwrotnych biegunach (kredyt w euro /a prędzej czy później i tak
    wszystkie złotówkowe kredyty będa w euro jak wejdziemy do
    eurolandu/+wkład własny 20%i mamy oprocentowanie kredytu na poziomie
    4%, 3-pokojowe urządzone w porządnym standardzie mieszkanie na
    wynajem w nowym budownictwie, z miejscem garażowym w dobrym punkcie
    komunikacyjnym, nie na przedmieściach to kwestia - w Warszawie - ok.
    4.500 miesięcznie).

    Tak że nie podniecałbym się wyliczeniami open, zwłaszcza opartymi na
    średnich cenach, bo instytucja średniej jest mocno bałamutna (jak
    mawia profesor Styczeń z Zakładu Statystyki Instytutu Socjologii
    UW: ,,średnia jest do nieczego - bo jak wyprowadzam mojego psa na
    spacer, to średnio mamy po 3 nogi...")
  • 15.12.09, 11:52
    d_ost napisał:

    > Ale można znaleźć też przykłady na
    > odwrotnych biegunach (kredyt w euro /a prędzej czy później i tak
    > wszystkie złotówkowe kredyty będa w euro jak wejdziemy do
    > eurolandu

    To jest spekulacja walutowa, a nie inwestycja w nieruchomości. Poza tym powinno
    być "jeśli", a nie "jak wejdziemy". Poza tym to "jeśli" będzie przy dobrych
    wiatrach za 5 lat. 5 lat odsetek.

    >/+wkład własny 20%

    Błąd. Licząc koszt finansowania musisz policzyć odsetki dla finansowania 100%,
    bo wynajmując też wynajmujesz 100% mieszkania, a nie 80.

    > i mamy oprocentowanie kredytu na poziomie
    > 4%

    Na skutek spekulacji (krótkookresowy splot korzystnych czynników na rynkach
    finansowych) plus oszustwa w obliczeniach, jakim jest wniesienie 20% własnego
    wkładu.


    >, 3-pokojowe urządzone w porządnym standardzie

    Hmm, a urządzenie w porządnym standardzie jest za darmo?

    > mieszkanie na
    > wynajem w nowym budownictwie, z miejscem garażowym w dobrym punkcie
    > komunikacyjnym, nie na przedmieściach to kwestia - w Warszawie - ok.
    > 4.500 miesięcznie).

    Nie. To kwestia ok. 2500 miesięcznie lub mniej. Wiem, bo wynajmuję.
  • 15.12.09, 14:10

    > Nie. To kwestia ok. 2500 miesięcznie lub mniej. Wiem, bo wynajmuję.

    Sypać konkretnymi przykładami dla udokumentowania szerszej tezy nie
    ma co. Ja swoje poprzednie mieszkanie - szalone 27m2 wynajmuję za
    1.900 zł... Ot, mieszkanie mieszkaniu nierówne.
  • 15.12.09, 14:22
    A, no to cóż, szczerze gratuluję, żeś Pan znalazł takich jełopów. No, chyba że
    to jest w Moskwie albo jakimś innym Paryżewie.
  • 15.12.09, 14:22
  • 15.12.09, 11:59
    > No właśnie to jest moim zdaniem błędne założenie. Koszt wynajmu jest tu niedoszacowany, koszt kredytu zajebiście wysoki.

    Standardowy wynajem: placisz czynsz + zuzycie (media). W czynszu sa uwzglednione:
    - zarobek dla wlasciciela,
    - amortyzacja,
    - ubezpieczenie (murow i ew. kredytu),
    - zaliczki do administracji (czyli to co blednie sie w PL nazywa czynszem).

    Wielokrotnie przedstawialem te wyliczenia na forum - jesli masz rate 2000 PLN to z tego raty kapitalowej jest moze 500 PLN (przy oprocentowaniu kredytow PLN), reszta 1500 to "zarobek banku" czyli odpowiednik "zarobku dla wlasciciela" w przypadku wynajmu. Pieniadze, ktore ida jak krew w piach.

    I teraz: kupujac mieszkanie musisz poniesc nastepujace dodatkowe koszta:
    - amortyzacja - 200PLN/mc,
    - ubezpieczenie (mury/kredyt) - 300 PLN/mc,
    - zaliczki - 500PLN/mc.

    Calkowity koszt miesieczny posiadania mieszkania o racie kredytowej 2000 PLN to praktycznie 3000 PLN. Do tego placisz media.

    A wynajac takie mozna za 1500 PLN + media.

    Wybacz, trzeba byc kretynem zeby nie dostrzegac roznicy...

    Kupowanie nieruchomosci jest dla bogatych, dojrzalych ludzi, ktorych pozycja spoleczna, zawodowa i materialna jest stabilna w danym miejscu...

    --
    Jaki ja jestem madry i nieomylny.
    Moge stanac na ulicy i potarzac: ja madry, ja madry.
    (by Kretynofiil)
  • Gość: moe IP: 82.139.156.* 15.12.09, 12:46
    Jeżeli jesteś takim fachowcem z umiejętnościami to się marnujesz.
    Przecież wystarczy pojechać do Berlina kupić mieszkanie i w parę lat spłacić.
    A nie komuś radzisz opodatkować się na rzecz właściciela mieszkania i jego ubogacać spłacając nieswoje mieszkanie i dodatkowo samemu się opodatkować na przyszłe własne mieszkanie.. jeżeli zdrowie pozwoli.
    Ja was ludzie nie rozumiem,zarabiacie taakie pieniądze ,to chyba znacie jakieś języki ?
    A zamiast tego gnuśniejecie tutaj z kredytami ,wynajmami itp. medytacjami:)
  • 15.12.09, 13:10
    ...informatyk, mieszkam w Brukseli, rata za mieszkanie w Warszawie pochlania okolo 5% moich dochodow netto.

    Bawi mnie to przekonanie, ze jakby ktos mial kase, to by od razu kupowal mieszkania na peczki. Przypomina mi to opowiesci mojego dziadka z wizyty w Rosji w latach 30tych ubieglego wieku: jak wyjedziesz z Moskwy i zapytasz biedaka co jego zdaniem jedza bogacze, to ten odpowie "salo z salem", czyli slonine ze slonina ;)

    Wam naprawde wydaje sie ze jak marzycie o wlasnej sloninie, pardon, tonie pustakow i odrobinie cementu, to ludzie od Was zamozniejsi pozadaja tylko sloniny ze sloniny? Ze kupuja sobie te pustaki za kazda cene, bo tylko to jest czlowiekowi do zycia potrzebne?

    Analogie. Bez nich zycie byloby takie nudne ;)

    --
    Tylko wybitne jednostki maja swoich nasladowcow. Rzecz jasna, ma ich rowniez Kretynofil.
  • Gość: moni0505 IP: *.adsl.inetia.pl 15.12.09, 17:08
    W jaki sposób Tobie opłaca się spłacać raty za mieszkanie w W-wie, a
    innym nie. Jeśli zdecydujesz się odpowiedzieć na mój post, nie
    zaczynaj od słowa kretynko, bo to będzie świadczyć tylko o Twojej
    kulturze osobistej.
  • 15.12.09, 17:12
    Monia, Monia. Jak ktoś kupił 5 lat temu, to się opłaca. Ale to nie znaczy, że
    takim leszczom, jak ty, ten sam numer teraz wyjdzie.

    Żeby spekulować, trzeba być na cztery nogi kutym.
  • 15.12.09, 17:22
    W Warszawie dostalbym jakies trzy-cztery tysiace EUR, tutaj mam okolo osiem-dziewiec. Tak wiec siedzenie w wawie mi sie nie oplaca.

    Roznica wystarcza na to, zeby zaplacic jakies dwa tysie raty co miesiac i nie myslec o tym.

    Mozesz zapytac czemu tego nie sprzedam: za duzo zachodu. Po prostu. A kazdy lot w tamta strone to kilkaset zlotych + stracony zarobek tutaj (jako kontraktor placone mam za dni spedzone u klienta).

    A tak mieszkanie sie powoli splaca i jesli bede mial okazje je dobrze sprzedac - to to zrobie, ale raczej nie sadze.

    Zrozum: wszystko ma swoje koszty. Moze Ci sie wydawac ze placenie raty za mieszkanie ktore stoi puste nie ma sensu; dla mnie jednak znacznie wiekszym kosztem byloby sprzedawanie tego mieszkania o wynajmie (poki co) nie wspominajac...

    Ponadto NzZ czasami lata do PL na dluzej, ma wtedy fajna meline ;)

    --
    Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba czerpiaca perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z kretynami. Milej lektury :)
  • 15.12.09, 17:13
    No ta bene, kretynofil, nie korciło Cię w 2008, czy jeszcze na początku 2009,
    żeby sprzedać, łapiąc szczyt bańki?
  • 15.12.09, 17:14
    dyzio_marudziciel napisał:

    > No ta bene

    Taaa, "no ta bene, no tamta bene" :D

    Nota bene miało być.

    Praca w korporacji 9-17 jednak człowieka odmóżdża.
  • 15.12.09, 17:26
    Czas sprzedazy juz wtedy wynosil kilka miesiecy, kilkuset "ogladaczy", kretyni w roli agentow i koszmarna strata czasu.

    Przeliczylem to wszystko i wyszlo mi ze sie po prostu nie oplaca. Skoro nie musze sprzedawac, place mniej za to mieszkanie niz miesiecznie wydaje na filmy+gry na amazonie - to szkoda dupy zawracania.

    Natomiast owszem, korcilo mnie, pod koniec 2007 roku. Problem w tym, ze w mojej umowie z deweloperem cesja wymagala zgody dewelopera. Gdybym sie na to zdecydowal, ten moglby chciec rozwiazac umowe i sprzedac mieszkanie ponownie, za dwukrotnie wyzsza cene (kupilem jeszcze przed najwiekszymi wzrostami, po 5KPLN/m2). Dlatego nie moglem nic zrobic do czasu podpisania aktu notarialnego, a to nastapilo w polowie 2008 roku, kiedy bylo po bombkach.

    --
    Wszyćko jest linuksem - tak mi powiedziala baba w maglu, a ona sie zna, bo ma Komputer i Radio Maryja.
  • 15.12.09, 14:16
    zeby nie dostrzegac roznicy...
    >
    > Kupowanie nieruchomosci jest dla bogatych, dojrzalych ludzi,
    ktorych pozycja sp
    > oleczna, zawodowa i materialna jest stabilna w danym miejscu...
    >
    Rozumiem, że niekorzystność kupowania mieszkania nie jest w takim
    razie czymś obiektywnym. skoro jak robi to zwykły kowalski, to jest
    to głupota, a jak robi to ktoś majętny, to jest to ,,dla niego"...
    Czy zakładasz, że bogacze mają tendencję do głupich inwestycji?

    Powiesz, że chodzi tu tylko o koszt kredytu - bo bogacz kupi za
    gotówkę. Ale średnia oczekiwana stopa zwrotu/koszt utraconych
    korzyści/koszt kapitału jest dla bogacza wyższy niż odsetki kredytu
    mieszkaniowego, bo bogacz ma dostęp do korzystnych inwestycji
    (chociażby dzięki temu, że inwestuje kwoty 7 cyfrowe, nie 4 lub 5
    cyfrowe), prawdziwego (nie darmowego) doradcy finansowego. Więc
    trochę to niespoójne co piszesz
  • 15.12.09, 14:32
    > Rozumiem, że niekorzystność kupowania mieszkania nie jest w takim
    > razie czymś obiektywnym. skoro jak robi to zwykły kowalski, to jest
    > to głupota,
    zwlaszcza, ze zwykly kowalski kupujac kwadraciki w blokowisku nazywanym dla
    zmylenia przeciwnika "apartamentowcem" przeplaca przynajmniej dwukrotnie placac
    dzisiejszy cene i czterokrotnie, jesli sie uwzgledni kwote, ktora musi zwrocic
    bankowi.
  • 15.12.09, 14:32
    Bogaty przede wszystkim wie, dlaczego i po co inwestuje (albo po prostu kupuje
    sobie dom, bo kupowanie sobie to NIE jest inwestycja, tylko konsumpcja) oraz
    wie, na jakie się naraża ryzyko i co zrobi, jak popłynie 10-15% (jak u nas) albo
    50% (jak na Łotwie czy w USA). Czego nie można powiedzieć o trzodzie.
  • 15.12.09, 14:39
    Wyjasnie Ci to, idioto, na prostym przykladzie.

    Dzisiaj Iksinski (bogacz) kupuje akcje Szmateksu za 100KPLN po 10KPLN. Moze sobie na to pozwolic, to sa pieniadze "na straty". Kowalski (drobny ciulacz) za swoje zaoszczedzone 20KPLN kupuje dwie akcje.

    Jutro akcje leca na leb do 100PLN za jedna. Iksinski stracil 99KPLN, Kowalski tylko 19800PLN.

    A pojutrze obaj zachorowali i potrzebowali gotowki. Iksinski pokryl koszty leczenia z plynnych srodkow (gotowki), Kowalski musial sprzedac akcje za grosze i leczyc sie za to 200PLN.

    Za dziesiec lat Kowalski nadal jest biedny, bo stracil oszczednosci zycia i nie mial juz czego pomnazac. Iksinski sprzedaje akcje Szmateksu po 30KPLN za sztuke - zarobil 200% w 10 lat.

    Rozumiesz roznice?

    -----

    I teraz, bo sie do tego przyczepisz, akcje to nie mieszkania. Oczywiscie. To dziala tak: wynajem mozesz w dowolnej chwili zawiesic, przeprowadzic sie i w razie czego wrocic. Teoretycznie mozesz tak samo wyprowadzic sie czasowo z mieszkania wlasnego. Roznica jest w poziomie ryzyka, zwiazanego (uwaga, analogia do przykladu powyzej) z iloscia plynnych srodkow. Jesli ktos ma duzy margines finansowy, moze sobie "na razie" kupic mieszkanie, w razie czego sie przeprowadzi tam gdzie zarobi wiecej lub po prostu bedzie sie lepiej zylo. Biedny, z kredytem na karku, bedzie mial mniejsza sklonnosc do ryzyka. Bedzie sie obawial zmienic prace, bo jesli w nowej cos nie wypali - zostanie na lodzie.

    --
    Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba czerpiaca perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z kretynami. Milej lektury :)
  • 15.12.09, 13:12
    Wynajmuję 2 pokoje, mam 3 minuty spacerem do przystanku, z przystanku tramwajem
    15 minut do centralnego. Mieszkanie ma prawie 60m2 i ma przydzielone miejsce
    postojowe. Czynsz to 1800 PLN + liczniki. Aha mieszkanie jest nowe i było niemal
    całkowicie urządzone, brak deski do prasowania i żelazka. Żeby obecnie kupić
    mieszkanie tego typu musiałbym wydać około 400 tyś PLN. Sprawdź w kalkulatorze
    ile by wynosiła rata miesięczna (ile z tej raty to były by czyste odsetki) i
    dodaj do tego opłaty do spółdzielni.
  • 15.12.09, 16:02
    Dobry wpis. Właśnie o tym trąbie od długiego czasu. Obecne ceny mieszkań nie mają żadnego usprawiedliwienia w realiach. Rynek wynajmu jest zasypywany mieszkaniami kupionymi w spekulacyjnych celach w ostatnich kilku latach. Właściciele odwlekają nieuchronną stratę na sprzedaży łudząc się, że zarobią na wynajmie. Wobec rosnącej podaży czynsze będą spadały. Rozsądna decyzja o wynajmnie. Za jakiś czas będziesz mógł podobne mieszkanie, które teraz wynajmujesz kupić po niższej cenie, kiedy zdesperowany właściciel będzie miał dość dopłacania do interesu. Przez ten czas odkładaj na grosiki na wkład własny.
    --
    -------------
    Z irlandzkiej perspektywy
    parkiecik.blogspot.com
  • Gość: Uszat IP: 89.108.219.* 15.12.09, 20:13
    Bardzo ciekawa teoria z tymi dwoma mieszkaniami... A jakie pieniądze można
    włożyć na lokatę, skoro większość idzie na wynajem? To po pierwsze... A po
    drugie - w końcu przez te 30 lat mieszkam w swoim mieszkaniu, a nie błąkam się
    po wynajmowanych :)
  • 15.12.09, 20:49
    Jak cię nie stać na oszczędzanie przy wynajmie, to tym bardziej cię nie będzie
    stać na spłatę hipoteki. Kto nie ma miedzi ten nie kombinuje, nie kupuje na
    hipotekę, nie wynajmuje, nie inwestuje, tylko siedzi u mamusi i myśli jak
    zarobić. Wyżej d*y nie podskoczysz.
  • Gość: joleczka IP: *.tbs-net.rekin.net 16.12.09, 12:15
    > Jeśli odsetki od kredytu wynosząc cię tyle, co wynajem, to po 30
    latach
    > wynajmowania też masz własne mieszkanie, a nawet dwa - bo
    odkładając pieniądze
    > na lokatach sprawiasz, że to one na ciebie pracują

    ----
    co za bzdura !!! Po 30latach cany mieszkań tak sie zmienią, że
    bedziesz mógó sobie waciki za nie kupić a nie mieszkanie. Pozatym,
    wez pod uwage sytuacje poltyczną danego kraju w jakim zyjesz. Nie
    bedziesz wpłacał peniędzy "do skarpety" a do banku lub na kolatę.
    30lat temu moja matka zebrała 300 tyś zł. po denominacji w PRL'u
    zostało jej 30 zł i ot sobie kupiła za to mieszkanie - żyjac 30lat w
    wynajmowanym.

    Puknij się w łeb !!! Rozumują tak jak Ty nie zakładasz wzrostu cen
    nieruchomości przez 30 lat - a to kolenja bzdura.
    Zawsze, ale to zawsze opłacało się inwestować w grunty i
    nieruchomości.Przykład: 1 metr zmieni pod Poznaniem 20 lat temu
    kosztował 20-40 zł. Dziś, wybudowano tu trase szybkiego ruchu i
    wielkie hale, gdzie mają magazyny duże firmy. Cena gruntu wzrosła do
    200 zł za 1 metr. Nie wspomne o cenach nieruchomości, kiedys była tu
    wieś. Mieszkania za bezcen, dziś 20 min. sam. do centrum miesta.

    Ale jak chesz to dalej wynajmuj - powodzenia.
    Kazdy zyje jak chce.
  • 16.12.09, 13:19
    > co za bzdura !!! Po 30latach cany mieszkań tak sie zmienią, że bedziesz mógó sobie waciki za nie kupić a nie mieszkanie. Pozatym, wez pod uwage sytuacje poltyczną danego kraju w jakim zyjesz.

    Biore pod uwage. 80 lat temu nieruchomosci mialy swoja wartosc i swoich wlascicieli - a potem zostaly znacjonalizowane ;)

    Glupia jestes, jesli ceny nieruchomosci za 30 lat chcesz szacowac na podstawie zmian 2003-2008 - bo w 2009 juz spadly. Tak samo zreszta, jak spadaly w okresie 2001-2003.

    Bredzisz, dziecie hossy...

    --
    Wez idz plac podatki, ch..u!
    (by zayed)
  • 16.12.09, 13:21
    Najpierw joleczka pozniej gosciu ?

    Zmieniasz nicki ale ten sam durny ton zdradza cie przyjacielu.

    Co masz do opchniecia ze przekazujesz nam te "prawdy uniwersalne" ?


    Skoro metr 20 lat temu kosztowal dziesiec razy mniej niz dzis to
    pewnie za 20 lat bedzie kosztowal 10 razy wiecej niz dzis ?


    Po 30latach cany mieszkań tak sie zmienią, że
    > bedziesz mógó sobie waciki za nie kupić a nie mieszkanie


    a jak rozumiem ifnlacja nie przyczyni sie ani do wzrostu pensji ani
    do wzrostu posiadanego kapitalu ?

    Rozumiem ze wylacznie ceny mieszkan uwzgledniaja inflacje ?

    > 30lat temu moja matka zebrała 300 tyś zł. po denominacji w
    PRL'u
    > zostało jej 30 zł


    a to 30 lat temu byla denominacja 1:10 000 ? Dziwne zatem ze
    pamietam jeszcze ceny gazet po 15 000.



    --
    e-m: steady at najx dot com
    Banka nieruchomosci : tnij.com/dwagrosze
    Marek Wielgo i inni naganiacze na cenzurowanym : pierwszemieszkanie.blox.pl/html
  • Gość: kratka IP: 65.200.138.* 16.12.09, 16:28
    Gość portalu: joleczka napisał(a):


    > co za bzdura !!! Po 30latach cany mieszkań tak sie zmienią, że
    > bedziesz mógó sobie waciki za nie kupić a nie mieszkanie. Pozatym,
    > wez pod uwage sytuacje poltyczną danego kraju w jakim zyjesz

    A ty przeanalizuj sobie sytuacje na dojrzalych wolnych rynkach na
    przestrzeni ostatnich 100 lat gdzie byly hossy i bessy np. USA i
    zobaczysz, ze ceny nieruchomosci przewyzszaja inflacje o 0-1%, czyli
    nawet jak przewyzsza inflacje o 1% to uwzgledniajac to co w
    mieruchomosc wlozylismy przez 30lat trwania kredytu wychodzimy na
    minusie.
    Nieruchomosci na dojrzalych rynkach NIGDY poza ostatnia banka, ktora
    sie juz nie powtorzy, (bo prawo ekonomii jest takie, ze banki sie
    nie napelniaja, moga byc zastapione innymi, ale teraz nie bardzo
    jest czym ja zastapic) nie byly inwestycja. Chyba, ze jestem
    Donaldem Trumpem i wlascicielem polowy Manhattanu, chociaz on sie
    dorobil sie na nieruchomosciach, ale na nieruchomosciach zarabia, bo
    je kupuje za GOTOWKE i sa to komercyjne budynki.
  • 15.12.09, 11:43
    > I w postaci tego mieszkania ma się dość znaczący kapitał.
    > Przewyższający raczej swoją wartością odkładane co miesiąc pieniądze
    > z osczędności pochodzących z różnicy w koszcie najmu i wysokości
    > kredytu hipotecznego,

    Przewyższający raczej?
    Zamiast opowiadać bajki o "raczej", weź kalkulator albo arkusz kalkulacyjny i
    porób sobie symulacje.

    > - druga rzecz to fakt, że tak naprawdę rzadko spotykana jest
    > sytuacja, w której kupuje się mieszkanie biorąc kredyt na 30 lat i
    > rzeczywiście w tym mieszkaniu siedzi i spłaca kredyt przez 30 lat.
    > Na ogół po kilku latach mieszkanie się sprzedaje, wcześniej spłaca
    > kredyt, a ładnych parę groszy zostaje w kieszeni. Zwłąszcza, jeśli
    > kupuje się teraz w dołku, a sprzedawać będzie za 5 lat, kiedy
    > wszystko powinno już ożyć.

    Cały czas się łudzisz, że za 20 lat mieszkania w Polsce będą tyyyyle warte?
    Aby było jak mówisz, ceny mieszkań w Warszawie musiałyby dojść do nowojorskich,
    Krakowa do madryckich, a Łodzi do berlińskich.

    Z całym szacunkiem dla polskich miast, ale jest to bardzo mało realne. Rozumiem,
    że w Polsce z biedy trwa II fala urbanizacji na wzór trzeciego świata (wszyscy z
    biedy przenoszą się do wielkich miast) - niemniej:

    1) Biedaków nie stać na mieszkania po 3+k EUR za metr
    2) Mieszkania w Polsce są przewartościowane względem zarobków i poziomu życia
    3) Granice są otwarte. Po co wiać do WWy, skoro można do Londynu?
    4) Nadchodzi niż demograficzny. Wyż właśnie kończy zajmować nowe mieszkania
    zakupem lub najmem (jedno i drugie powoduje "wyjście" mieszkania z rynku).
    Przypominam, studia skończył już rocznik 1985. 1986 zbiera się do odlotu.

    Następne kohorty będą coraz mniejsze. Jednocześnie wzmocni się proces wymierania
    (boom powojenny będzie miał 60+ lat).

    Cała zabawa polega na tym, czy napływowi mieszkańcy wielkich miast i rosnące
    aspiracje na metraż (nie chcemy już się gnieździć jak w PRL - wg tamtejszych
    standardów mieszkań jest aż nadpodaż!) zaspokoją stałą podaż nowych mieszkań na
    rynku.

    Moim zdaniem na żadne eldorado za 5 lat nie licz. Szczytem Twoich marzeń może
    być rewaloryzacja o inflację, ale i na to bym nie liczył.

    Z tych względów mieszkania to g. a nie inwestycja. Chyba, że kupisz naprawdę
    okazyjnie (poniżej rynku). Ale wtedy opłaca się po prostu je od razu odsprzedać.

    Jedynym powodem zakupu mieszkania może być komfort psychiczny. Choć z kredytem
    na 30 lat to jest baardzo wątpliwe.
  • 15.12.09, 11:45
    > - pierwszy oczywisty: płacąc 30 lat kredyt na koniec tej ,,gehenny" mamy własne mieszkanie.

    Tak, kretynie, a te 800 PLN roznicy co miesiac, ktore oszczedzasz wynajmujac to co? Znika? Przez 30 lat (chociaz wcale nie mowie zeby tyle wynajmowac) uzbiera Ci sie na duzy dom pod miastem. O procencie skladanym tez nie slyszales, co?

    > Przewyższający raczej swoją wartością odkładane co miesiąc pieniądze z osczędności pochodzących z różnicy w koszcie najmu i wysokości kredytu hipotecznego,

    A, oczywiscie. Furda pieniadze, mozliwosc powieszenia wlasnego obrazka jest warta 800PLN/mc. Chyba na glowe upadles.

    > - druga rzecz to fakt, że tak naprawdę rzadko spotykana jest sytuacja, w której kupuje się mieszkanie biorąc kredyt na 30 lat i rzeczywiście w tym mieszkaniu siedzi i spłaca kredyt przez 30 lat.

    Wczoraj o tym pisalem - wydaje Ci sie i pieprzysz od rzeczy. Ile znasz kredytow 30 letnich wzietych przy stabilnej inflacji?

    Nie znasz, synku, bo wiekszosc kredytow branych 10-15 lat temu zostalo zdewaluowanych przez hiperinflacje okresu transformacji i/lub wzrost zarobkow zwiazany z premia akcesyjna.

    Zapewniam Cie ze wiekszosc "mlodych gniewnych", ktorzy wskoczyli na "property ladder" w 2007 roku, kupujac dla trzyosobowej rodziny "apartament" 30m2 bedzie w tym "apartamencie" kisic sie, placac kredyt, przez minimum 25 lat.

    Nie masz, dziecko, punktu odniesienia, a dane historyczne sa o kant tylka potluc, z powodow o ktorych pisalem wyzej.

    > Na ogół po kilku latach mieszkanie się sprzedaje, wcześniej spłaca kredyt, a ładnych parę groszy zostaje w kieszeni. Zwłąszcza, jeśli kupuje się teraz w dołku, a sprzedawać będzie za 5 lat, kiedy wszystko powinno już ożyć.

    A co bedzie za piec lat? Bum demograficzny? Wstapimy do unii? Spekula wroci na nasz rynek?

    Wybacz, synku, ale to wszystko juz bylo. A takich pewnych siebie, co kredyt splaca za trzy-piec lat w Japonii masz kilkaset tysiecy. Od 15 lat nie moga sprzedac mieszkanie bo nadal jest mniej warte niz wysokosc pozostalego do splacenia kredytu.

    > - przy najmie mieszkania w standardzie takim, jaki można zapewnić sobie w kupionym świeżo urządzonym mieszkaniu w nowym budownictwie

    Masz racje, za pekajace sciany i sasiada robiacego "wykonczenie" przez dwa lata od odebrania mieszkania (historia autentyczna, z wlasnego doswiadczenia) trzeba zaplacic ekstra ;)

    > tanio jak sobie to wyobrażają open fajansy, trzeba wybrać albo jakieś zadupie (Ursus, Białołeka), albo stare i zapuszczone budownictwo, bez garażu itd.

    Tlumacz sobie tak dalej ;)

    --
    Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba czerpiaca perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z kretynami. Milej lektury :)
  • 15.12.09, 12:04
    Wczoraj o tym pisalem - wydaje Ci sie i pieprzysz od rzeczy. Ile
    znasz kredytow 30 letnich wzietych przy stabilnej inflacji?

    Nie znasz, synku, bo wiekszosc kredytow branych 10-15 lat temu
    zostalo zdewaluowanych przez hiperinflacje okresu transformacji
    i/lub wzrost zarobkow zwiazany z premia akcesyjna.


    Warto pamiętać, że w najbliższych latach ruch inflacji będzie w górę
    co dodatkowo utrudni spłatę kredytów.

    Wersję demo jak to wpłynie na wielkość zadłużenia mieliśmy na
    przykładzie osłabienia PLN - parę miesięcy spłacania poszło w p...
    --
    eksmisja.wordpress.com/2009/
  • 15.12.09, 12:19
    rydzyk_fizyk napisał:

    > Warto pamiętać, że w najbliższych latach ruch inflacji będzie w górę
    > co dodatkowo utrudni spłatę kredytów.

    Nie rozumiem. Inflacja raczej pomaga spłacać kredyty, a nie utrudnia.

    Swoją drogą, nie zgadzam się z Tobą, że inflacja będzie w przeciągu najbl. 4-5
    lat istotnie wyższa, niż dziś. Nie sądzę też, żeby ceny mieszkań były w stanie w
    tym okresie dogonić stopę inflacji.

    > Wersję demo jak to wpłynie na wielkość zadłużenia mieliśmy na
    > przykładzie osłabienia PLN - parę miesięcy spłacania poszło w p...

    To nie miało związku z inflacją (w tym okresie była poniżej 4%), ale z potężną
    spekulacją na rynkach.
  • 15.12.09, 12:28
    Inflacja by pomagała gdyby stopy procentowe stały w miejscu. I gdyby
    wzrost płac natychmiast uwzględniał inflację.

    Natomiast stopy mamy na poziomach najniższych w historii (nastąpi
    ruch w górę wraz z inflacją) a średnia płaca już zaczyna spadać
    (wraz ze wzrostem bezrobocia).

    Do tego przy kredytach walutowych mamy oczywiście efekt osłabienia
    PLN ze względu na inflację.
    --
    eksmisja.wordpress.com/2009/
  • 15.12.09, 12:32
    W sumie masz rację, ale to też jest trochę spekulacja - czy najpierw istotnie
    wzrośnie inflacja, czy stopy pójdą w górę, a to zależy od mnóstwa czynników nie
    koniecznie ekonomicznych. To jednak już takie dzielenie włosa na czworo.
  • Gość: kapusta IP: 80.240.177.* 15.12.09, 13:22
    Takie udawadnianie na forum swoich racji nic nie da. Jednemu pasuje
    bardziej Kaśka (kupno na kredyt), drugiemu Maryśka (najem).

    Powtarzanie, że mieszkanie kupione na kredyt należy do banku przez
    30 lat od razu skreśla w moich oczach rozmówcę, bo takie rozumowanie
    świadczy, że mam do czynienia z je.łopem. Zapamiętaj: mieszkanie
    jest tego kto wział kredyt. Bank ma tylko roszczenie o określona
    kwotę.

    Najem ma plusy i minusy, kupno na kredyt również. Kazdy powinien
    rozwazyc jakie rozwiązanie jest dle niego lepsze.

    Ja wybrałem kupno na kredyt mieszkania docelowego 84 m, 4 pokoje
    (ale nie krytykuje tych co wynajmuja bo chcą lub muszą).

    Poza aspektami finansowymi wazne było dla mnie również: poczucie
    stabilności (mam coś własnego) i bycie na swoim (remonty, urzadzanie
    wg swojego uznania, brak stresu, że wynajmujący wypowie umowe lub
    podwyższy opłaty).

    Poza mieszkaniem docelowym dla siebie (kupionym w 2004 r.), kupiłem
    równiez na kredyt drugie mieszkanie 40 m jako inwestycję (2006). Nie
    jest dla mnie ważne, ile na tym drugim mieszkaniu zarobię -
    wystarczy mi, żeby opłaty z najmu starczyły na ratę kredytu na 35
    lat. Za 35 lat pójdę na emeryturę i niech to mieszkanie będzie nawet
    w stanie do generalnego remontu - to mnie ono nie kosztuje obecnie
    nic, a kiedys będę mógł je sprzedać, aby miec pieniądze na starość,
    albo sprezentowac dziecku za 20 lat (które bedzie je mogło wtedy
    jeszcze 12 lat spłacac zamiast wynajmować u kogos stancję).


    Jestem ciekaw, czy ci którzy udowadniają wyższosć wynajmu nad
    mieszkaniem na kredyt, sami mieszkanie wynajmują? Ja po 6
    przeprowadzkach miałem na samą myśl o kolejnej w perspektywie
    odruych wymiotny. Z czasem masz coraz więcej rzeczy, dochodzi
    dziecko, i przenoszenie się z jednego mieszkania do drugiego staje
    się coraz bardziej uciążliwe. Nie mówiąc już, że małżeństwo z
    DZIECKIEM ma problemy z wynajęciem mieszkania.


    Wg mnie wynajmować można tak do góra 30 roku życia, kiedy się jest
    singlem, zmienia pracę. Po 30 czas na stabilizację, rodzinę, i wtedy
    czas zdecydować się na własne mieszkanie. Po 30 mieszkanie z
    rodzicami czy w wynajętym mieszkaniu to wg mnie nienormalna sytuacja.
  • 15.12.09, 13:44
    Sprawa jest prosta: chodzi o ekonomie, matematyke, rozsadek.

    Jesli ktos chce placic trzy razy w imie mitow i uprzedzen, prosze bardzo. Jesli ktos uwaza ze jest na swoim, kiedy to "jego" zalezy od spekulacji na walucie, stop procentowych i jego zdrowia przez nastepne 30 lat - jego sprawa.

    Niemniej jednak pelno jest na tym forum niedzielnych yyyynwestorow, ktorzy sprzedaja mieszkania, probujac straszyc, powtarzac stare mity itd. To denerwuje, bo to jest klasyczne oszustwo, wyludzenie, okradanie ludzi. Po prostu. Mamy prawo to skrytykowac...

    --
    Wszyćko jest linuksem - tak mi powiedziala baba w maglu, a ona sie zna, bo ma Komputer i Radio Maryja.
  • 15.12.09, 15:07
    Powtarzanie, że mieszkanie kupione na kredyt należy do banku
    przez
    30 lat od razu skreśla w moich oczach rozmówcę, bo takie rozumowanie
    świadczy, że mam do czynienia z je.łopem. Zapamiętaj: mieszkanie
    jest tego kto wział kredyt. Bank ma tylko roszczenie o określona
    kwotę.


    Trochę więcej niż roszczenie.
    Przy kredycie hipotecznym ma jeszcze wpisane do KW ograniczone prawo
    rzeczowe.
    --
    eksmisja.wordpress.com/2009/
  • Gość: kapusta IP: 80.240.177.* 15.12.09, 15:25
    rydzyk_fizyk napisał:

    > Powtarzanie, że mieszkanie kupione na kredyt należy do banku
    > przez
    > 30 lat od razu skreśla w moich oczach rozmówcę, bo takie
    rozumowanie
    > świadczy, że mam do czynienia z je.łopem. Zapamiętaj: mieszkanie
    > jest tego kto wział kredyt. Bank ma tylko roszczenie o określona
    > kwotę.

    >
    > Trochę więcej niż roszczenie.
    > Przy kredycie hipotecznym ma jeszcze wpisane do KW ograniczone
    prawo
    > rzeczowe.

    Hipoteka jest wpisana, no i co z tego? Kredyciarz ma WŁASNOŚĆ, a
    nie - jak to jeł.py próbują przeforsować - posiadanie i te jeł.py
    pisza głup.oty, że mieszkanie rzekomo nalezy do banku do czasu
    spłaty ostatniej raty. Bank ma zabezpieczenie spłaty kredytu, ale
    WŁAŚCICIELEM mieszkania jest kredyciarz. Tak więc bank nie jest
    włascicielem mieszkania.
    Właścicielem mieszkania NIE jEST najemca, który mieszka w wynajętym
    mieszkaniu, ale kredyciarz JEST włascicielem mieszkania. I nie
    zmieni tego powtarzanie głu.pot w sieci. Kredyciarz jest
    właścicielem mieszkania, które kupił na kredyt. Nawet jesli
    przestałby spłacać do banki raty z tytułu pozyczki bankowej (zwanej
    kredytem), to z mieszkania nie jest tak łatwo go wyrzucić. A
    kredyciarz spłaca raty pożyczki bankowej, a nie za mieszkanie, tak
    dla jasności. Wbijcie to sobie do łb.ów jeł.opy - kredyciarz jest
    WŁASCICIELEM mieszkania od dnia podpisania umowy sprzedaży
    mieszkania, a najemca jest tylko posiadaczem mieszkania, które
    najał, tak samo jak złodziej jest tylko posiadaczem rzeczy, która
    ukradł. Na tym polega m.in. lepsza pozycja kredytobiorcy-własciciela
    w porównaniu z najemcą-posiadaczem.
  • 15.12.09, 15:31
    Podkręca ci to ego, że sobie kilkanaście razy powtórzysz, że jesteś właścicielem?

    PS. Liczą się realia, nie papierki i stan prawny.
  • Gość: koziołek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.12.09, 15:39
    Moze dodatkowo proponuje kupic jedna akcje ORLEN. Kolega zostanie
    właścicielem koncernu naftowego... Jak już szaleć z posiadaniem to
    na całego.
  • 15.12.09, 15:51
    To do mnie?
  • Gość: koziołek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.12.09, 16:25
    > To do mnie?

    Nie. Raczej kontynuacja posta.

    A dodatkowo dla "kapusty".

    Jka dla mnie posiadanie mieszkania na 100% LTV i posiadanie jednej
    akcji ORLEN to ten sam wyznacznik "bogactwa". Lub
    bycia "właścicielem".

  • Gość: kapusta IP: 80.240.177.* 15.12.09, 15:54
    Gość portalu: koziołek napisał(a):

    > Moze dodatkowo proponuje kupic jedna akcje ORLEN. Kolega zostanie
    > właścicielem koncernu naftowego... Jak już szaleć z posiadaniem to
    > na całego.

    Oj, koziołku, koziołku. Najpierw zacznij odróznać posiadanie od
    własności, bo te dwa terminy stosujesz zamiennie, a to zupełnie co
    innego. Jedna akcja orlenu nie czyni włascicielem koncernu, a tylko
    współwłascicielem w jakiejś może 0,0000000000001% czesci. A
    kredyciarz jest włascicielem mieszkania w 100% choćby nie wiem jaki
    kredyt miał do spłacania. Więc przykład z orlenem niezbyt tu pasuje.
  • Gość: Do Kapusty IP: *.centertel.pl 16.12.09, 01:20
    Szanowny Panie Właścicielu Kapusto,
    naprawdę istnieją tacy jak pan? pan może tylko dobrze się bawi, kpi
    pan sobie ze stereotypu głupiego kredyciarza, popijając szampana w
    podmiejskiej rezydencji? Nikt nie kwestionuje, że kredyciarz jest
    formalnie właścicielem mieszkania. Po prostu takie rozumienie "bycia
    włascicielem" nie ma żadnego znaczenia. Liczą się twarde realia: co
    to za właściciel, który buli miesięcznie więcej niż najemca? Co to
    za właściciel, który kupuje produkt za 200% ceny? Co to za
    właściciel, który po sprzedaniu mieszkania ma pusty ROR?

    proszę porównac dwie sytuacje:
    a) właściciel mieszkania kupionego za gotówkę
    b) właściciel mieszkania z kredytem 100% LTV

    Naprawdę żadnej różnicy między właścicielem A - właścicielem B? Pana
    rozumienie własnosci jest czysto formalne i jedynie psuje ten
    szlachetny termin. Niech pan spróbuje sprzedac to swoje mieszkanie,
    gdy będzie pan potrzebował 300 tys. zł na jakieś wydatki. Niech pan
    spróbuje nie iśc do pracy. Niech pan spróbuje ofiarowac
    zakredytowane na 100% LTV mieszkanie dziecku, to ładny gest. Stac
    pana na to.
    Co z tego, że miażdży pan ignorantów argumentami, błyskotliwie
    odróżnia własnosc od posiadania, jak i tak musi pan spłacic kredyt?
    Co za różnica, kogo pan uważa za kretyna, skoro to pan płaci odsetki
    bankowi, a kretyni kupili mieszkania za gotówkę i to bank płaci im
    odsetki z pana kasy? Takie są realia. Nawet wyzwiska formułowane
    przez właścicieli niespłaconych mieszkań mają obniżoną siłę rażenia,
    nawet jak pan już spłaci i zostanie "prawdziwym właścicielem", i tak
    nie będzie pan mógł pomyślnie nazwac nikogo kretynem, bo to pan
    pozostanie nabywcą, który przepłacił o 100%. Wstyd się przyznac
    komukolwiek.

    Poważanie dla Kretynofila i innych stałych autorów wykonujących
    pracę u podstaw.
  • 15.12.09, 15:34
    I wyobraźmy sobie teraz że kredyciaż traci pracę albo był zadłużony po uszy, rosną stopy procentowe i nie można spłacić raty. ZBP oszacował że do 80% ludzi brało kredyty gdzie rata przkraczała 50% dochodów więc pewnie dużo jest takich kredyciaży. Problemy dla takiego kredyciaża narastają, długi robią się coraz większe, sprzedać nie można bo mieszkania są coraz tańsze. Kto ostatecznie będzie właścicielem takiego mieszkania?

    Skończmy z prawnymi terminami. Patrzmy na realną sytuację osób, które kupiły mieszkania choć nie było ich stać.
  • 15.12.09, 15:47
    Przede mna leza dwa telefony - jeden moj prywatny (bedacy moja wlasnoscia) i drugi, klienta, ktory nie jest moja wlasnoscia.

    I teraz: telefon, ktory jest moj, moge sprzedac za 1 eurocent siedzacej obok mnie osobie, jesli mam taka wole. Telefon nalezacy do klienta rowniez moge sprzedac siedzacej obok mnie osobie za 1 eurocenta, mimo ze nie jest moj - ale pod warunkiem ze oddam wlascicielowi telefonu, mojemu klientowi, tyle ile on uwaza ze ten telefon jest wart.

    Idziemy dalej: czy mieszkanie ktore masz bez kredytu mozesz sprzedac za zlotowke? Mozesz. Czy mieszkanie na ktore masz kredyt mozesz sprzedac za zlotowke? Rowniez mozesz - ale pod warunkiem ze oddasz bankowi, ktory jest rzeczywistym wlascicielem mieszkania kwote ktora on uzna za stosowna do zaspokojenia jego roszczen.

    I teraz pytanie kontrolne: czy sprzedaz mieszkania z kredytem hipotecznym w swoich zalozeniach przypomina bardziej sprzedaz telefonu ktorego ja jestem wlascicielem czy bardziej sprzedaz telefonu ktorego wlascicielem jest moj klient?

    Wniosek?

    --
    Wez idz plac podatki, ch..u!
    (by zayed)
  • Gość: koziołek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.12.09, 15:55
    > Wniosek?

    Jeden. Przeceniłeś IQ "kapusty"...
  • Gość: kapusta IP: 80.240.177.* 15.12.09, 16:09
    kretynofil napisał:

    > Przede mna leza dwa telefony - jeden moj prywatny (bedacy moja
    wlasnoscia) i dr
    > ugi, klienta, ktory nie jest moja wlasnoscia.


    Telefonu klienta nie masz prawa ruszyć, krety.nku, ... dlatego
    właśnie, że jest własnością klienta. Jeśłi ruszysz, to będzie to
    kradzież, przywłaszczenie, w kazdym razie wejdziesz bezprawnie w
    posiadanie telefonu, ale włascicielem tegoż nie staniesz się i
    sprzedac go nie będziesz mógł.

    Tak samo bank nie ma prawa tknąc mieszkania kredyciarza.

    Jeśli natomiast klient nie oddaje ci 100 zł, które pozyczył wczoraj,
    to mozesz egzekwować te 100 zł popzez sprzedaż jego telefonu. Tak
    samo bank, jeśli kredyciarz nie oddaje mu 500.000 zł pożyczonych
    wczoraj (nieważne na co, to nie musi byc mieszkanie), może
    egzekwowac swoje pieniądze poprzez sprzedaż mieszkania kredyciarza.
    W innym wypadku wara od telefonu klienta i od mieszkania
    kredyciarza.


    > Wniosek?


    Moje wnisoki są takie, że produkujesz od ładnych kilku lat posty z
    których - wg mnie - nic nie wynika zamiast wziac się za robote . Ja
    moge sobie poluzowac i zmarnowac trochę czasu na necie, bo mam 2
    mieszkania i jest super. Gdybym nie miał ani jednego, to bym nie
    marnował czasu na necie, tylko kombinował jak stas ise chociaz
    WŁASCICIELEM tego jednego :).
  • 15.12.09, 16:34
    > Tak samo bank nie ma prawa tknąc mieszkania kredyciarza.

    A co uznajesz za tknięcie?
    Bo kredyciarz również ma organiczone prawo do "tykania" swojego
    mieszkania.

    Musi na przykład uważać z przysłowiowym wieszaniem obrazków by
    czasem nie zmniejszyć wartości zabezpieczenia bo jak przesadzi to
    stosuje się art. 458 k.c.

    Art. 458. Jeżeli dłużnik stał się niewypłacalny albo jeżeli
    wskutek okoliczności, za które ponosi odpowiedzialność,
    zabezpieczenie wierzytelności uległo znacznemu zmniejszeniu
    ,
    wierzyciel może żądać spełnienia świadczenia bez względu na
    zastrzeżony termin.


    Oczywiście bank w ramach "tykania" może żądać o kredyciarza
    odpowiednich dokumentów w tym zakresie :)
    --
    eksmisja.wordpress.com/2009/
  • 15.12.09, 17:20

    > Telefonu klienta nie masz prawa ruszyć, krety.nku, ... dlatego
    > właśnie, że jest własnością klienta. Jeśłi ruszysz, to będzie to
    > kradzież, przywłaszczenie, w kazdym razie wejdziesz bezprawnie w
    > posiadanie telefonu, ale włascicielem tegoż nie staniesz się i
    > sprzedac go nie będziesz mógł.

    A skąd wiesz jaką mają umowę z klientem?
    Może kretynofil prowadzi komis?

    G.
  • 15.12.09, 17:31
    > Telefonu klienta nie masz prawa ruszyć, krety.nku, ... dlatego właśnie, że jest własnością klienta.

    Nieprawda. Wlasnie go sobie dwa razy dotknalem i nic sie nie stalo ;)

    > ale włascicielem tegoż nie staniesz się i sprzedac go nie będziesz mógł.

    Widzisz, a bank moze sprzedac Twoja wierzytelnosc komu chce. Ciekawe, co?

    > Moje wnisoki są takie, że produkujesz od ładnych kilku lat posty z których - wg mnie - nic nie wynika zamiast wziac się za robote

    Widzisz, synku, rzecz w tym ze ja sobie w najlepsze pracuje, a z moich postow wynika tyle, ze nie ma sie co podniecac betonem.

    I jakos mialem racje, bo ceny spadaja ;)

    > Gdybym nie miał ani jednego, to bym nie marnował czasu na necie, tylko kombinował jak stas ise chociaz WŁASCICIELEM tego jednego :).

    Tak jak pisalem o biedakach na prowincji w Rosji. Zapytasz go co jedza bogacze - a ten odpowie "slonine ze slonina".

    Wybacz, synku, sa na swiecie rzeczy bardziej wartosciowe niz tona cegiel i wiadro cementu. Wiem, nie miesci Ci sie to w glowie. Tak samo ruskiemu chlopu nie miescilo sie w glowie ze ktos, kto mialby pieniadze moglby chciec jest cos innego niz slonina ze slonina.

    Ten sam poziom umyslowy ;)

    --
    Tylko wybitne jednostki maja swoich nasladowcow. Rzecz jasna, ma ich rowniez Kretynofil.
  • 15.12.09, 17:15
    Super, piękny tekst!
    Jeśli tego ludzie nie skumają, to ja już nie wiem :)

    P.S. Niestety sprzedając mieszkanie za złotówkę od razu się
    przypieprzy skarbówka ;)
    P.S.2. Swoją drogą to mi nasuwa myśl, że z czasem jeśli coraz więcej
    ludzi pospłaca swoje kredyty mieszkaniowe, to będzie to czynnik do
    spadku cen, bo właściciele nie będą uwiązani przez bank określając
    cenę.
  • 15.12.09, 16:01
    kredyciarz jest
    WŁASCICIELEM mieszkania od dnia podpisania umowy sprzedaży
    mieszkania, a najemca jest tylko posiadaczem mieszkania, które
    najał, tak samo jak złodziej jest tylko posiadaczem rzeczy, która
    ukradł. Na tym polega m.in. lepsza pozycja kredytobiorcy-własciciela
    w porównaniu z najemcą-posiadaczem.


    Dokładnie mówiąc najemca jest posiadaczem prawnym a złodziej
    posiadaczem bezprawnym.

    Muszę cię jednak zmartwić, że ochrona właściciela i najemcy przed
    eksmisją jest taka sama. Również najemcy - nawet po okresie
    wypowiedzenia czy też upływowi terminu umowy nie możesz dowolnie,
    bezprawnie wyrzucić.

    W obu przypadkach należy przeprowadzić eksmisję :)

    Kredyciarz ma oczywiście ten bonus, że na koniec imprezy ląduje na
    bruku razem ze swoim zadłużeniem.

    Kredyciarz może zresztą zostać zlicytowany nie tylko przez bank ale
    na przykład przez wspólnotę mieszkaniową, której zalega z opłatami.
    --
    eksmisja.wordpress.com/2009/
  • Gość: edek IP: 195.188.191.* 15.12.09, 15:18
    > wg swojego uznania, brak stresu, że wynajmujący wypowie umowe lub
    > podwyższy opłaty).

    tak naprawde czy tego chcesz czy nie twoim wynajmujacym jest bank,
    oplaty bardzo szybko moga sie zmienic


    > Po 30 mieszkanie z
    > rodzicami czy w wynajętym mieszkaniu to wg mnie nienormalna sytuacja.

    co w niej nienormalnego, nie mam fetyszu posiadania na wlasnosc czy na kredyt
    paru betonowych scian
    plusem dla mnie jest ze wynajmuje mieszkania na ktore w zyciu nie bylo by mnie
    stac a jak sie troche zniszczy czy wolalbym miec bardziej nowoczesna kuchnie ,
    zgadnij co robie , szukam sobie nastepnego

    co do przeprowadzek to zamawia sie kolesi do noszenia i w dzien jestem
    przeprowadzony w nowe miejsce nie jest to jakis problem nie do przejscia

    ja nawet rozumiem te rozgrzane do czerwonosci glowy napchanych mieszkaniami
    inwestorow bo mialo byc tak pieknie tyle ze nie jest


    normalna droga to konczy sie studia, wynajmuje ze znajomymi , oszczedza na wklad
    wlasny 10%-20% w miedzyczasie zarobki jakos rosna
    i mozna myslec o kupnie, to co sie w PL stalo to jakis szal polaczony z amokiem
    lemingow

    na koniec historyjka
    siedze sobie kiedys w PL, koncowka 2008, wsrod ludzi ponizej/blisko 30stki na 8
    osob 5 mialo mieszkania w kredycie, jedna osoba miala dwa
    i chociaz zarabialem od 3 do 5 razy wiecej niz oni wydalo mi sie to jakies dziwne
  • Gość: kapusta IP: 80.240.177.* 15.12.09, 15:48
    Gość portalu: edek napisał(a):

    > > wg swojego uznania, brak stresu, że wynajmujący wypowie umowe lub
    > > podwyższy opłaty).
    >
    > tak naprawde czy tego chcesz czy nie twoim wynajmujacym jest bank,
    > oplaty bardzo szybko moga sie zmienic


    Pisz, produkuj się, ze kredyciarz jest WŁAŚCICIELEM mieszkania, a
    ten dalej swoje, że kredyciarz wynajmuje mieskznaie od banku. Ręce
    opadają.
    >
    > > Po 30 mieszkanie z
    > > rodzicami czy w wynajętym mieszkaniu to wg mnie nienormalna
    sytuacja.
    >
    > co w niej nienormalnego, nie mam fetyszu posiadania na wlasnosc
    czy na kredyt
    > paru betonowych scian
    > plusem dla mnie jest ze wynajmuje mieszkania na ktore w zyciu nie
    bylo by mnie
    > stac a jak sie troche zniszczy czy wolalbym miec bardziej
    nowoczesna kuchnie ,
    > zgadnij co robie , szukam sobie nastepnego
    > co do przeprowadzek to zamawia sie kolesi do noszenia i w dzien
    jestem
    > przeprowadzony w nowe miejsce nie jest to jakis problem nie do
    przejscia

    Niektórzy mają naturę cygana i ich nosi, ale pomyśl, że żeby taki
    cygan mógł wynajmować, to musi byc własciciel nieruchomości, który
    mu wynajmie. Gdybym miał wybierac, wolę być włascicielem niż cyganem.

    > ja nawet rozumiem te rozgrzane do czerwonosci glowy napchanych
    mieszkaniami
    > inwestorow bo mialo byc tak pieknie tyle ze nie jest
    >
    >
    > normalna droga to konczy sie studia, wynajmuje ze znajomymi ,
    oszczedza na wkla
    > d
    > wlasny 10%-20% w miedzyczasie zarobki jakos rosna
    > i mozna myslec o kupnie, to co sie w PL stalo to jakis szal
    polaczony z amokiem
    > lemingow
    >
    > na koniec historyjka
    > siedze sobie kiedys w PL, koncowka 2008, wsrod ludzi
    ponizej/blisko 30stki na 8
    > osob 5 mialo mieszkania w kredycie, jedna osoba miala dwa
    > i chociaz zarabialem od 3 do 5 razy wiecej niz oni wydalo mi sie
    to jakies dziw
    > ne

    A mi się ty wydajesz dziwny. Z postu wnosze, że też masz 30 lat, nie
    masz mieszkania, nie założyłes rodziny i nosi cie po swiecie. I tak
    masz zamiar do 70 ciągnąc? Co lepsze kandydatki na żony sa już
    zajęte, więc nie masz wyboru i jakieś wybrakowane egzemplarze
    obracasz zwane dla niepoznaki singielkami. Te takie wyemancypowane,
    co to karierę chca robic i dzieci im w tym przeszkadzaja, albo
    blachary z przebiegiem. Powłóczysz się jak cygan po świecie,
    przepuścisz forsę na podróże i na najnowsze gadxety (w końcu
    blachara musi coś mieć z zycia), może nawet jakiś lepsze auto kupisz
    (blachara namówi), które za kilka lat będzie kupą złomu. Chociaż z
    twoim podejściem, to pewnie lepiej wyleasingować i oddać po roku
    żeby wziąc nastepny model, bo w nowym modelu się światełka z przodu
    zmieniły i dali 2 litry większy bagażnik.

    Nie masz mieszkania, albo lepiej domu to jesteś nikim. Do bycia
    nikim tez mozna dorobić ideologię. Ale ja zarabiam 5 razy więcej ...
    no i co z tego dziś masz?
  • 15.12.09, 16:09
    > Co lepsze kandydatki na żony sa już zajęte, więc nie masz wyboru i jakieś wybrakowane egzemplarze obracasz zwane dla niepoznaki singielkami. Te takie wyemancypowane, co to karierę chca robic i dzieci im w tym przeszkadzaja, albo blachary z przebiegiem.

    Umarlem. Tego jeszcze nie bylo. Seksistowskie argumenty na forum nieruchomosci ;)

    Naprawde nie macie lepszych pomyslow? A moze tego Was ucza na szkoleniu z naganiania?

    Co ja moge powiedziec - naprawde zaimponowales mi tym argumentem.

    Musze powiedziec Najlepszej z Zon ze jest przechodzona blachara, bo sie wloczy po swiecie z jakims cyganem zamiast siedziec w czterech katach z jakims edkiem przy pasztetowej z biedronki, ktory kompleksy malego ptaszka leczy sobie odreagowaniem frustracji na niezaleznych kobietach ;)

    Turlam sie ze smiechu ;)

    --
    Tylko wybitne jednostki maja swoich nasladowcow. Rzecz jasna, ma ich rowniez Kretynofil.
  • Gość: kapusta IP: 80.240.177.* 15.12.09, 16:27
    Obrażasz edka, a to edek przecież pisał, że dziwi się znajomym,
    którzy mają 30 lat i kredyty na mieszkania. A on taki wolny, zarabia
    za granica 5 razy więcej niż oni, itd.

    Smiejesz się z edka, a obaj jesteście podobni. Z kogo więc się
    smiejesz? Z siebie samego się śmiejesz , jak bodajże Gogol czy ktoś
    tam pisał.

    Co do najlepszej z żon, to moja jest najlepsza :), nie twoja.
    Przyjrzyj się jej dokładnie dziś wieczorem. Normalna kobieta nie
    ciąga się po 30 z wolnym ptakiem tylko chce się ustatkowac , założyć
    rodzine, miec dzieci. Nie-normalne to owszem moga się ciągac i do 50-
    tki po świecie, ale takie nie mają instynktu macierzyńskiego, tylko
    instynkt kariery, albo nie mają wyjscia, bo po 30-tce obudziły sie z
    reką w du.pie i łapią co jest pod ręką. Normalny mezczyzna po 30 ma
    już własną rodzinę, buduje lub kupuje dom lub mieszkanie i troszczy
    się o rodzinę. A single to albo jakieś zakamuflowane pedzie albo
    jakieś nie do końca normalne sztuki, co to żyją samotnie albo
    próbuja sie w nieformalnym związku ukryć.
  • 15.12.09, 16:44
    Powiem o tym swojej kobiecie, bo ona mnie namawia do zmiany pracodawcy.
    Ewentualna zmiana skutkowała by podróżami po całym świecie (projekty trwające
    6-24 miesiące).
  • 15.12.09, 16:45
    Mial byc kapusta, nie edek, kretynie jeden.

    > Przyjrzyj się jej dokładnie dziś wieczorem. Normalna kobieta nie ciąga się po 30 z wolnym ptakiem tylko chce się ustatkowac , założyć rodzine, miec dzieci.

    W zasadzie to powinienem Ci dac w ryj, kretynie za to ze obrazasz moja zone - ale tak mnie rozsmieszyles, ze jakos nie moge sie zezloscic ;)

    > A single to albo jakieś zakamuflowane pedzie albo jakieś nie do końca normalne sztuki, co to żyją samotnie albo próbuja sie w nieformalnym związku ukryć.

    Powtorze to co ostatnio napisalem pomiedzy wierszami: wybierz sie, synu, do seksuologa, moze cos pomoze na kompleksy na punkcie ptaszka. Jesli dla Ciebie mieszkanie to rodzaj "afrodyzjaku" ktory ma zapewnic stabilnosc zwiazku, a dzieci maja byc tego przypieczetowaniem, to cierpisz na bardzo powszechny wsrod facetow kompleks impotenta. To sie leczy ;)

    A, Najlepsza z Zon poznalem majac lat 16, pobralismy sie kiedy mialem 24. Jesli probujesz mi dosrac - bardziej sie wysil, bo napie*dalasz slepakami. No i NzZ nie robi kariery, ja zreszta tez nie, po prostu cieszymy sie zyciem, poznawaniem nowych miejsc, uczeniem sie nowych rzeczy - i nigdy bysmy tego nie zamienili na bude dla psa i lancuch kompleksow jakiegos smutnego idioty o ksywie kapusta.

    --
    Jaki ja jestem madry i nieomylny.
    Moge stanac na ulicy i potarzac: ja madry, ja madry.
    (by Kretynofiil)
  • Gość: Alex KRK IP: 193.24.68.* 15.12.09, 22:54
    Po co odpowiadasz trollom internetowym. Kretyna nie przekonasz. On musi mieć,
    choćby na kredycie i koniec. Taki mindset. Tracisz czas.

    Lepiej zrób to co potrafisz najlepiej i wysmaruj posta o tym, jak wg Ciebie
    głęboki będzie spadek na nieruchach w PL w 2010 który nadchodzi.
    Nie będę tutaj odkrywał Ameryki, kilka razy pisał o tym m.in. swoboda i chyba
    też ZJL (kudos dla ZJL-a za wytrwałość w analizie !!!) Wg mnie, będziemy mieli
    do czynienia z powolnym - POWOLNYM - upuszczaniem powietrza z bańki; nie więcej
    niż 10% od obecnego poziomu na koniec przyszłego roku. Czyli w praktyce kilkaset
    złotych na m2.
    Przekładając to na meritum komentowanego arta (o którym pewnie wszyscy
    zapomnieli) - przy mieszkaniu np. 60 sqm w Krakowie mamy ok 400-500 zł niżej na
    1sqm, czyli 24-30 tys. PLN.
    Koszta wynajmu takiego mieszkania dziś to jakieś 2100 PLN (wg arta jak wyżej -
    na DZIŚ ! może jeszcze trochę spaść). Czyli rocznie mamy kwoty porównywalne -
    zdyskontowanego spadku cen i sumy kosztu wynajmu.
    Nawet jak wynajmujemy i nawet jak niewiele odłożymy na wkład, i tak jesteśmy do
    przodu. Morał z bańki - oszczędzaj, oszczędzaj i najlepiej na lokaty
    antybelkowe, o ile się da (overnighty).

    Moja osobista sytuacja - własnościowe kawalerskie 30m (do spłaty circa 10 tys.
    CHF) i bardzo niewielkie oszczędności, które jednak mają szansę powiększać się w
    tempie 4K kwartalnie plus procent składany. w 2011 roku targetujemy lokal ok.
    60+ sqm. Trzeba będzie dołożyć na 20 sqm. Feasible. :)

    Przeoczyłem coś ?
    Jedyne zagrożenie dla tego scenariusza jakie upatruję, to pomysły rządowe (typu
    rozszerzenie programu DnC - Developer na Cudzym) albo ew. dokładanie się młodym
    hiperkredyciarzom do spłat przez całą rodzinę, dziadków, wujków etc. jak
    jeleniom windykator spojrzy w oczy - co uparcie spowolni spadek. Może li to być
    bardziej masowe zjawisko ?

    jeszcze raz pozdro dla k-fila, ZJLa, steady'ego i reszty. Nie macie pojęcia, ilu
    ludzi uratowaliście (mnie nie, ale innych). :))
  • 16.12.09, 08:23
    Moze jego nie przekonam - ale jesli obale jego argumenty, to moze
    przekonam kogos, kto to czyta.

    Co do Twojego planu - wyglada dobrze. Pamietaj o jednym, pospiech
    jest najgorszym doradca, a zanim podejmiesz jakakolwiek decyzje, zrob
    rozeznanie w rynku, ktory zwyczajnie jest chory.

    No i upewnij sie ze NAPRAWDE chcesz mieszkac w danym miejscu,
    zastanow sie czy bedziesz awansowac i jesli tak, czy dostaniesz
    lepsza prace w tym samym miescie - a to nie jest oczywiste!

    --
    Jaki ja jestem madry i nieomylny.
    Moge stanac na ulicy i potarzac: ja madry, ja madry.
    (by Kretynofiil)
  • Gość: asga IP: *.adsl.inetia.pl 19.12.09, 17:04
    A czytaja, czytaja, bo w komentach nieraz madre rzeczy pisza... Jak do tej pory
    bylem ignorantem w temacie, bo w sumie mnie to jeszcze nie dotyczy, ale zaraz
    bedzie dotyczyc i twoje posty mi lopatologicznie wyjasnily co i jak.
    pozdrawiam nomada :D
  • Gość: edek IP: 195.188.191.* 15.12.09, 18:19
    > Nie masz mieszkania, albo lepiej domu to jesteś nikim


    taaa, chyba sobie kolego nie podyskutujemy bo nie ma o czym,
    siedz w swojej betonowej klitce wpie...j pasztetowa ale za to jestes kims
  • 15.12.09, 18:33
    > Nie masz mieszkania, albo lepiej domu to jesteś nikim.

    Wyklaruj sobie w swojej WŁAŚCICIELSKIEJ, ale jakże ciasnej główce, że sporo jest
    na świecie top managerów (znasz takie określenie?), którzy właśnie wynajmują
    mieszkania, nie, to złe określenie, prawdziwe apartamenty, nie to, co w polsce
    y-y-y-ywnestorzy tak określają, prawdziwe lofty z sufitami na 5 metrach o
    powierzchni 300 m kw. No patrz, nie "mają" mieszkania. Są nikim dla ciebie - ok.
    Tylko czemu mi się wydaje, że ze swoimi tezami największy poklask byś znalazł w
    psychiatrykach?
  • Gość: dir IP: *.adsl.inetia.pl 19.12.09, 20:38
    Tak, jestes Wlascicielem , ale:
    Za mieszkanie na kredyt zaplaciles odpowiednio wiecej niz jego wartosc, przy
    czym wartosc mieszkania bedzie malec.

    Najmujacy tez oczywiscie wyrzuca pieniadze w bloto - bo daje je wynajmujacemu,
    ale z nikim nie wiaze sie na 30 lat. A jesli roznica miedzy kosztem wynajecia, a
    kosztem kredtyu jest tak duza, to jest wybor oczywisty - tak czy siak
    przeplacisz, dasz pieniadze obcym, ale lepiej zglaszac sie co miesiac do
    wynajmujacego niz do BANKU.
  • 15.12.09, 21:27
    Gość portalu: kapusta napisał(a):

    > Nie mówiąc już, że małżeństwo z
    > DZIECKIEM ma problemy z wynajęciem mieszkania.

    Czyli sugerujesz, że te wszystkie mieszkania oferowane do wynajmu o metrażu 60, 70, 80, 90 i 100 m2 kierowane są do kogo, jeśli nie dla małżeństw z dziećmi? Dla singli?...
  • Gość: asga IP: *.adsl.inetia.pl 19.12.09, 17:06
    no jak to dla rodzin z dziecmi, to dla singli-swingersow :D
  • 15.12.09, 12:07
    kretynofil napisał:

    > > - pierwszy oczywisty: płacąc 30 lat kredyt na koniec
    tej ,,gehenny" mamy
    > własne mieszkanie.
    >
    > Tak, kretynie, a te 800 PLN roznicy co miesiac, ktore oszczedzasz
    wynajmujac to
    > co? Znika? Przez 30 lat (chociaz wcale nie mowie zeby tyle
    wynajmowac) uzbiera
    > Ci sie na duzy dom pod miastem. O procencie skladanym tez nie
    slyszales, co?

    Po pierwsze, to napij się melisy, bo się za bardzo unosisz (kredyt
    we frankach doskwiera?). Magia procenta składanego ma sens przy
    założeniu, ze ta różnica naprawdę wynosi 800 zł. Co moim zdaniem
    jest gó... prawda, chyba że ktoś chce wynająć jakąś norę, a nie
    mieszkać jak człowiek.

    I tu cała magia % składanego się rozpływa, bo się okazuje, że
    oszczędności przy wyborze najmu nie ma, a w skrajnych wypadkach może
    być nawet strata. Pomijając już fakt, że kredyt w banku wymusza
    regularne ,,oszczędzanie" (czy. spłacanie inwestycji jaką jest
    mieszkanie), a te rzekome oszczedności wynikające z niższych kosztów
    najmu będą przejadane i tyle, choć to już oczywiście zależy od
    danego przypadku.

    I tak, mieszkania - przynajmniej w średnim terminie typu 4-5 lat -
    zdrożeją, chociażby z tej racji, że deweloperzy nie zaczynają teraz
    prawie zadnych inwestycji. Wyprzedadzą to, co zaczęli budować w
    boomie, 2-3 lata temu, a potem ch...j bombki strzeli i mieszkań na
    rynku znów zabraknie, zwłaszcza, że przez jeszcze 5-10 lat swoje
    potrzeby mieszkaniowe będzie zapokajał wyż demofraficzny pierwszej
    połowy lat 80.

    Wszyscy lubią się onanizowac cenami mieszkań w madrycie czy paryżu.
    I biorą do porównań cenę mieszkania w centrum W-wy i mieszkania na
    obrzeżach Madrytu i wychodzi im, że to to samo. Więc furda do
    Madrytu, bo jak za te same pieniądze można w Madrycie siedzieć co w
    Wawie, to wybór prosty. Tyle że a) trzeba tam znaleźć pracę inną niż
    na budowie, bo budowlańca na kredyt mieszkaniowy nie stać, b) koszty
    życia tam też są inne.

    Więc nie, nie spodziewam się, że ceny warszawskie zrównają się z
    madryckimi czy berlińskimi. Ale wzrost rzędu 10% nie będzie niczym
    nadzwyczajnym. Przy kupnie mieszkania poniżej rynku (a jest taki
    okazji trochę, jeśli dobrze i wytrwale poszukać), oznacza to spory
    zysk.

    Ale łatwiej rzucać kretynami niż pomyśleć nad takimi argumentami.
  • 15.12.09, 14:32
    rydzyk_fizyk napisał:

    > Więc nie, nie spodziewam się, że ceny warszawskie zrównają się
    z
    > madryckimi czy berlińskimi

    >
    > Żeby się zrównać z berlińskimi to musiałyby nieco spaść :P
    >
    > PS. Z niezaczynaniem inwestycji nie jesteś na bieżąco:
    >
    > wyborcza.biz/biznes/1,101562,7365830,Polnord_liczy_na_znaczny_wzrost_sprzedazy_i_buduje.html


    cztery inwestycje na krzyż uratują rynek mieszkaniowy za 3-4 lata.
    siur...
  • 15.12.09, 14:43
    d_ost napisał:

    > cztery inwestycje na krzyż uratują rynek mieszkaniowy za 3-4 lata.
    > siur...

    Oświeć nas, dlaczego wg Ciebie rynek mieszkaniowy wymaga "ratowania". Najazd
    kibiców wykupujących apartamenty żeby oglądać euro 2012? Czy może eksplozja
    demograficzna? A może wojna i trzęsienia ziemi co zrównają z ziemią 30%
    betonowych sześcianów?
  • 15.12.09, 12:21
    > Po pierwsze, to napij się melisy, bo się za bardzo unosisz (kredyt we frankach doskwiera?)

    Unosze sie, bo nie znosze kretynow, ktorzy swoje urojenia produkuja na forum. Glupota mnie drazni, zadowolona z siebie i krzyczaca - wku*wia solidnie.

    > Magia procenta składanego ma sens przy założeniu, ze ta różnica naprawdę wynosi 800 zł. Co moim zdaniem jest gó... prawda, chyba że ktoś chce wynająć jakąś norę, a nie mieszkać jak człowiek.

    Pieprzysz glupoty. Nigdy nie mialem problemu zeby znalezc mieszkanie tansze niz kredyt, wyremontowane i czyste...

    > Pomijając już fakt, że kredyt w banku wymusza regularne ,,oszczędzanie" (czy. spłacanie inwestycji jaką jest mieszkanie)

    Jesli ktos nie potrafi oszczedzac bez banku sciagajacego kredyt - to niech sobie szyje lachy na spotkanie z komornikiem...

    > I tak, mieszkania - przynajmniej w średnim terminie typu 4-5 lat - zdrożeją, chociażby z tej racji, że deweloperzy nie zaczynają teraz prawie zadnych inwestycji. Wyprzedadzą to, co zaczęli budować w boomie, 2-3 lata temu, a potem ch...j bombki strzeli i mieszkań na rynku znów zabraknie, zwłaszcza, że przez jeszcze 5-10 lat swoje potrzeby mieszkaniowe będzie zapokajał wyż demofraficzny pierwszej połowy lat 80.

    Po pierwsze, naganiaczu (juz nie mam watpliwosci - klamiesz i manipulujesz - jestes z biura sprzedazy) to zablokowanie inwestycji zostalo juz odwolane przez glownych graczy. To nieprawda ze nie buduja.

    Po drugie, jak przestana budowac, to czemu ma zabraknac mieszkan? Mieszkania znikaja? Nie wiedzialem ;)

    Zrozum, synku, mieszkan jest pod dostatkiem - dane sprzed roku mowia o sredniej wielkosci mieszkan powyzej 70m2 i nasyceniu rzedu 3os/lokal mieszkalny w PL. W miastach to 2,63 osoby!

    A ten wyz demograficzny, na ktory sie powolujesz, to bedzie kupowal nowe mieszkania i burzyl stare? Zrozum, chlopaczku, polowa tego wyzu jest w UK i nigdy z niego nie wroci ;)

    Reszta kupila mieszkania przed/w trakcie boomu. Nastepny wyz jaki Was czeka - to wyz powojenny, jak bedzie wymieral i zwalnial mieszkania...

    > Tyle że a) trzeba tam znaleźć pracę inną niż na budowie, bo budowlańca na kredyt mieszkaniowy nie stać, b) koszty życia tam też są inne.

    I znowu klamiesz. Mieszkam wprawdzie w Brukseli, nie w Madrycie i realia sa takie:
    - pracuje w zawodzie,
    - wynajmuje mieszkanie 130m2 (loft w wysokim standardzie, wyposazony - AGD Miele) + garaz za 875EUR/mc (28PLN/m2 - taniej niz w Warszawie),
    - koszty zycia mam porownywalne z Warszawa (+/- 10%)
    - mieszkam dziesiec minut spacerem od pracy i scislego centrum miasta.

    Klamiesz, naganiaczu, takich jak Ty bylo na tym forum setki...

    --
    Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba czerpiaca perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z kretynami. Milej lektury :)
  • Gość: Dublin IP: 217.173.110.* 15.12.09, 12:55
    Potwierdzam,
    2 lata temu zastanawialem sie nad kupnem mieszkania w Warszawie na kredyt, na szczescie czytajac posty m. in. Kretynofila zrezygnowalem z tego i wyjechalem do Irlandii. W tej chwili mam juz odlozone ok. 60k euro. Poodkladam jeszcze ze 2 lata i wtedy moze kupie mieszkanie za gotowke. Ewentualnie kredyt ale jakis maly, ze 20% wartosci mieszkania. Tez przeraza mnie wizja petli na szyje na 30 lat. Aha, teraz wynajmuje mieskanie w samym centrum miasta, do pracy mam 7 minut pieszo a na zakupy to po prostu zjezdzam winda na dol i juz jestem w miescie, sklepy itp.
    Mam dreszcze na wspomnienie o Warszawie, korkach, pedzacych ludziach i brudzie. No i oczywiscie wszedzie schody, zakupy z wozkiem z dzieckiem to masakra. Sprobujcie tak przejsc z dworca centralnego, zlotych tarasow, do np. galerii centrum. Nie wiem jak mozna nie wpasc na cos tak oczywistego jak jakies podjazdy itp.

    Pozdrawiam
  • 15.12.09, 12:22
    Cały twój optymizm opiera się na tym, że mieszkania w ciągu 4-5 lat zaczną
    drożeć, jak rozumiem, szybciej, niż inflacja. Niestety historia pokazuje, że
    bessy na rynkach nieruchomości prawie nigdy tak szybko się nie kończą, i prawie
    nigdy dołek nie jest rok-półtora od startu.

    Co więcej, jest co najmniej jeden przypadek takiej bessy trwającej grubo ponad
    10 lat - Japonia od 1991 praktycznie do dziś (z krótkimi, leciutkimi korektami
    wzrostowymi).
  • Gość: swoboda_t IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.12.09, 12:38
    Teza o nieuchronnym wzroście cen weynikającym z "niebudowania" jest
    bzdurą obaloną prez samych deweloperów. Wyprzedają drogie mieszkania
    budowane w szczycie kosztów i jednocześnie bardzo ochoczo
    rozpoczynają nowe inwestycje o niższych kosztach. Muszą budować, bo
    zechną. I buduja. Już pomijam fakt nasycenia rynku, wielokrotnie i
    dogłębnie tutaj wałkowany.

    Co do cen, to w szczycie Warszawa była niewiele tańsza od Madrytu
    czy Monachium i droższa od Wiednia. Od Berlina czy Pragi droższa
    jest zresztą nadal, od Budapesztu o 100%! Cały czas chcesz
    udowodnić, ze meiszkania w PL są tanie i że jak coś fajnego się
    trafi to trzeba kupować, bo już za chwilę rynek się odbije i będa
    wzrosty. To bzdura, tą samą bajkę przez kilkanaście miesięcy
    powtarzała GTCN, a nieruchy jak na złość tanieją i tanieją.
  • 15.12.09, 12:48
    Jedno pytanie

    d_ost napisał:
    >
    > I tak, mieszkania - przynajmniej w średnim terminie typu 4-5 lat -
    > zdrożeją, chociażby z tej racji, że deweloperzy nie zaczynają teraz
    > prawie zadnych inwestycji. Wyprzedadzą to, co zaczęli budować w
    > boomie, 2-3 lata temu, a potem ch...j bombki strzeli i mieszkań na
    > rynku znów zabraknie, zwłaszcza, że przez jeszcze 5-10 lat swoje
    > potrzeby mieszkaniowe będzie zapokajał wyż demofraficzny pierwszej
    > połowy lat 80.

    Wyż demograficzny mija (i to zwykle na coraz bardziej stale osadzając sie w UK, IRl itd - a w 2012r dojdą Niemcy - co wg mnie oznacza kolejny milion Polakow wpierdut)

    Więc pytam SKĄD NOWA HOSSA skoro devi pięc sześć lat temu budowali po 30 tys mieszkian i jakoś nie szalało. A teraz mają cisnienie budowac wiecej (moce produkcyjne).
    Nie bedzie drugiego wejscia do ue, drugiej spekulacji tez długo, nie bedzie tez fali funciaków i euro (ci co pojadą do Niemiec to raczej z myslą o mieszkaniu tam i przyjezdzie na swieta do babci jedynie - zwłaszcza jak zobacza jakie mają ceny mieszkan w DE)

    Aha, coś dla Ciebie (może sam pisałeś?):
    "Promocje
    Wyprzedaż mieszkań z rocznika 2009.

    OFERTA MIESZKAŃ SIĘ KURCZY

    DEWELOPERZY NIE ROZPOCZYNAJĄ NOWYCH INWESTYCJI.

    CENY WZROSNĄ.

    TO NAJLEPSZY MOMENT NA ZAKUP MIESZKANIA.

    TAKIE SĄ FAKTY.

    W tej atmosferze organizujemy wyprzedaż mieszkań z rocznika 2009, oferujący rabaty do 19% i ceny od 3999 zł/m2.

    TANIEJ NIE BĘDZIE
    www.gant.pl/CMS/promocje/promocje.html
  • 15.12.09, 13:35
    swoich mieszkan w Katowicach na Baltyckiej.
    I to kwietnia 2008!
  • Gość: antyspekulant IP: *.aster.pl 15.12.09, 18:16
    W warszawce podobnie - sprzedają się tylko małe mieszkania około 50 m2. Duże nie
    schodzą, szczególnie te powyżej 100 m2. Ostatnio nawet organizowano aukcje w
    Szeratonie , ale poszło tylko jedno mieszkanie 125 m2 w Ogrodach Wiślanych
    (Żoliborz) po cenie wywoławczej 4900 zł / m2. Reszta nadal czeka na jeleni. Te
    mieszkania też wiszą w ogłoszeniach od kilku lat.
  • Gość: corgan IP: *.chello.pl 16.12.09, 01:49
    > A co bedzie za piec lat? Bum demograficzny? Wstapimy do unii?
    > Spekula wroci na nasz rynek?

    Zapomniałeś o efekcie "Euro2012" :)))) No i chyba nadal nieustająco brakuje w
    Polsce 3 mln mieszkań...? Przynajmniej nikt nie odwołał tej liczby.
  • Gość: swoboda_t IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.12.09, 12:23
    d_ost napisał:
    > Zwłąszcza, jeśli
    > kupuje się teraz w dołku, a sprzedawać będzie za 5 lat, kiedy
    > wszystko powinno już ożyć.

    Haha, co za bzdury. Teraz nie jest dołek, wciąż jest górka, tylko
    już nie szczyt. Mieszkania nadal sa drogie i będą tanieć jeszcze
    długo. Nie gwałtownie, powoli, systematycznie.

    W oóler przezabawne sa komentarze tych, co kupili kilka lat temu
    roku tanie mieszkanie za niedrogi kredyt i bezpośrednio odnoszą to
    do sytuacji obecnej.

    BTW: gdzie jest plosiak?? Równo rok temu dyskutowaliśmy o cenach
    najmu. On twierdził, że na koniec 2009 będą wyzsze, a w najgorszym
    razie równe bieżącym. Ja, że na bank spadną. Problemem wydawało mi
    się jedynie weryfikowanie poziomu, bo na rzetelność mediów trudno
    liczyć. Ale minął rok i nawet gazeta rękami mawiego przytacza
    raporty otwartego fajansa, szybko,pl czy expandera mówiące
    jednoznacnzie o spadkach. Plosiak, tak po męsku, przyznaj, że się
    myliłeś ;)
  • 15.12.09, 12:33
    Plosiak to kolejny byt wirtualny. Teraz nazywa sie Kasiiia25 i reklamuje podpaski na forum Onetu.

    Ot, wolny strzelec ;)

    --
    Wez idz plac podatki, ch..u!
    (by zayed)
  • 15.12.09, 12:36
    >
    > Porównywanie z jednej strony 30 lat płacenia kredytu i 30 lat
    > płacenia czynszu wynajmującemu jest piramidalną bzdurą. Z kilku
    > względów:
    > - pierwszy oczywisty: płacąc 30 lat kredyt na koniec tej ,,gehenny"
    > mamy własne mieszkanie.

    Jak sam zauważyłeś Autor artykułu nie pisze że "zawsze warto wynajmować" a że obecnie raczej opłaca sie wynajmowac. I podaje przykłady. Zgadzam sie ze warto kupic mieszkanei w sytuacji:

    rata 800zł, czynsz 1200zł

    ale nie wiem czy opłaca sie gdy:
    rata 2000zł, czynsz 1000zł, oszczędnosci 1000zł/mc
    po 10 latach zakumulowane oszczednosci + obnizki cen = zakup za gotowke ("gehenna" tylko 10 letnia a nie 30- nie widzisz róznicy?)


    Zdecyduj sie - spłacone po 30 latach czy odsprzedane po kilku.
    A jeśli kupione z wizją odsprzedazy za kilka lat to (niestety tez dla mnie) dodatkowo obarczone ryzykiem bo dochodza koszty transakcyjne (notariusze i inne ch..łopaki)

    > kredyt, a ładnych parę groszy zostaje w kieszeni. Zwłąszcza, jeśli
    > kupuje się teraz w dołku,

    Piękne, tylko kto Ci synku powiedział że kupujesz w dołku?
    Widziałeś kiedys wykres giełdy? Czasami dołek to tylko chwilowe zatrzymanie spadków. Ceny bedą dalej spadac pytanie tylko czy mocno i szybko czy powoli.

    a sprzedawać będzie za 5 lat, kiedy
    > wszystko powinno już ożyć.


    Tak, powinno ożyć. Idz podlać ceny to urosną. ;-))
  • 15.12.09, 15:18
    W dodatku te wyliczenia pokazują, że nie warto inwestować w
    mieszkania na wynajem wspomagając się kredytem.

    A miało być to przecież koło ratunkowe dla ynwestorów.
    --
    eksmisja.wordpress.com/2009/
  • Gość: pytam IP: *.ghnet.pl 15.12.09, 10:52
    coś się komuś w tych tabelkach pomyliło, 1 pokojowe za 3 tysiące prawie, a 2
    pokojowe za 1400 ???????????
  • 15.12.09, 11:06
    te tabele są tak mądre jak ich autor
  • Gość: antyspekulant IP: *.aster.pl 15.12.09, 11:09
    Takie tabelki jacy specjaliści. Ołpen fajans i spółka. Najwięksi dyletanci rynku
    nieruchomości w Polsce.
  • 15.12.09, 12:01
    A co zrobić jak w GW nie wiedzą co to jest tabelka w .html.

    Jak widać specjaliści od treści i od wyglądu.

    Po pierwsze nie wierz gazetom i dziennikarzom.
  • 15.12.09, 11:02
    wynająć.
    Bzdury.
  • Gość: antyspekulant IP: *.aster.pl 15.12.09, 11:06
    Realnie oceniając sytuacje ekonomiczną Polski, stan budżetu i gospodarkę
    światową w dzisiejszych czasach branie kredytu na 30 lat to jedna wielka
    niewiadoma. Dlatego lepszym rozwiązaniem wydaje się wynajem. Wiązanie się z
    bankiem na resztę życia jest obarczone dość dużym ryzykiem - zapytajcie się
    tych , którzy brali kredyty na 100% wartości nieruchomości w 2006 i 2007 roku
    na szczycie hossy czy przewidywali że w 2008 zacznie się kryzys, a kursy walut
    zaczną zmieniać się z dnia na dzień o kilkanaście groszy. A mamy dopiero rok
    2009, do spłacenia zostało jeszcze 27 lat. Co się wydarzy w ciągu tego czasu -
    ile kryzysów jeszcze nas czeka, ile razy kursy walut będą się radykalnie
    zmieniać (w obie strony), o ile ceny nieruchomości wzrosną , a może spadną,
    jak będą się kształtowały stopy procentowe ? Kredyt na 30 lat tylko dla
    odważnych , albo dla wariatów.
  • Gość: koziołek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.12.09, 11:15
    Lub może użyć wyobraźni - poszukać 30 letnich bloków w swoim
    mieście, popatrzeć jak wygladają obecnie "apartamenty marzeń swoich
    rodziców/dziadków " i zastanowić się czy to jest/będzie warte tej
    ceny...jeden warunek - odrobina wyobraźni. :)
  • 15.12.09, 11:42
    koziolku, zamiast poslugiwac sie terminem 'wyobraznia' uzyj jej. Ludzie biora
    kredyty nie tylko na klitki w blokach (a nawet 70 metrow to klitka) a takze
    na...uwaga...domy!
  • 15.12.09, 11:46
    Taaa, bo domy nie wymagają utrzymania. Same się remontują, odmalowują,
    wymieniają sobie dachówkę, wybite okna, trawnik sam się kosi i podlewa, dom sam
    się ubezpiecza i płaci za ochronę itd itp.
  • 15.12.09, 11:52
    Ja srednio co miesiac za ostatnie 2 lata na dom wydalem 450zl (to wszystkie
    koszty, wlacznie z licznikowymmi). Usterek nie bylo bo to nowy dom.

    Ale jak rozumiem tu sie toczy dyskusja, o tym zeby nic nie wydawac i gdzies
    mieszkac, zatem proponuje u MAMY.
  • 15.12.09, 11:56
    Pierwsze 2 lata, hehehe. Jeśli liczysz, że tak będzie zawsze, to jesteś
    "troszkę" optymistą.

    Wiesz, małe fiaty na początku też się nie psuły i były tanie w eksploatacji :D
  • 15.12.09, 12:19
    juz to napisalem dwa posty nizej, ale jak rozumiem ty wolisz spac w wynajmowanym mieszkaniu, na nie swoim tapczanie, z nie swoimi meblami i co 2-3 lata blagac wlasciciela o pomalowanie scian czy odswiezenie podlogi? a co jak sie nie zgodzi? zabierzesz cala rodzine do nowego wynajmowanego lokalu? no bo chyba nie wydasz kilkaset zlotych na remont nie swojego mieszkania?

    ile ty masz lat dyzio? wyczuwam, ze jakies 20-25 i gowno wiesz o zyciu, poza przeczytaniem paru artykulow o nieruchomosciach...

  • 15.12.09, 12:26
    Brak argumentów jak zwykle skutkuje atakami (uwaga trudne wyrażenie łacińskie)
    ad hominem.

    Get a life, wracaj do pracy zarabiać na bonusy bankierów.
  • 15.12.09, 12:33
    Znaczy sie, ze trafilem ze masz 20-25 lat? :-)
  • 15.12.09, 12:36
    Nie trafiłeś. A co, interesują cię chłopcy w tym przedziale wiekowym?
  • 15.12.09, 13:35
    juz to napisalem dwa posty nizej, ale jak rozumiem ty wolisz spac w
    wynajmowany
    > m mieszkaniu, na nie swoim tapczanie, z nie swoimi meblami i co 2-
    3 lata blagac
    > wlasciciela o pomalowanie scian czy odswiezenie podlogi?

    Pozwolę sobie zauważyć, że odmalowanie mieszkania pod koniec okresu
    najmu na koszt najemcy jest dość normalną praktyką, zwłaszcza jeśli
    trzeba jeszcze połatać dziury po gwoździach, kołkach itd. Jeśli ktoś
    chce sobie odmalować mieszkanie w czasie długiego najmu, robi to na
    własny koszt. Podobnie jak kosztem najemcy są wszelkie drobne
    naprawy, a pojemność tego terminu - wynikająca choćby z orzecznictwa
    polskich sądów - jest zaskakująco wysoka.
    Tak że pie...nie o tym jak to wynajmując mieszkanie ponosi się
    ZERO kosztów jego utrzymania jest debilizmem pierwszej wody.

    Rozumiem też, że wszyscy wielbiciele procenta składanego mieszkają w
    wynajętych i pięknie urządzonych mieszkaniach, żaden z nich nie ma
    kredytu na karku (mieszkaniowego czy np. samochodowego - bo to
    skrajny przykład inwestycji z ujmeną stopą zwrotu) i opływają w
    dostatki. A jak im zacznie cieknąć kran, to wynajmujący przysyła
    hydraulika na swój koszt... A świstak siedzi i zawija w sreberka...
  • 15.12.09, 13:49
    nie zauwazyl jednej rzeczy.
    Podstawa zadan wlasiciela jest umowa najmu.
    Jaka podpiszesz, taka masz.
    Najgorsze sa te gotowce z agencji nieruchomosci.
  • 15.12.09, 14:18
    mara571 napisała:

    > nie zauwazyl jednej rzeczy.
    > Podstawa zadan wlasiciela jest umowa najmu.
    > Jaka podpiszesz, taka masz.
    > Najgorsze sa te gotowce z agencji nieruchomosci.

    Oczywiście możesz przynieść swoją - czas nieokreślony, okres
    wypowiedzenia 1 m-c, all inclusive (wszystkie koszty - napraw
    bieżących, rachunki) ponosi wynajmujący. Tylko kto ci taką umowę
    podpisze? A jeśli podpisze, to jak zajebiście wielki musi być
    czynsz, żeby się to komukolwiek, nieważne jak zdesperowanemu,
    opłaciło?
  • 15.12.09, 14:36
    ponad 10 lat.
    Umowa najmu miala 6 czy 7 stron A-4.
    Na podpisanie drugia rodzina przyszla z bratem radca prawnym, ktory üporosil o
    zmiane jednego punktu.
    Chodzilo o termin wypowiedzenia umowy.
    Umowa byla zarejestrowana, podaki placone regularnie.
  • 15.12.09, 13:54
    > Pozwolę sobie zauważyć, że odmalowanie mieszkania pod koniec okresu najmu na koszt najemcy jest dość normalną praktyką, zwłaszcza jeśli trzeba jeszcze połatać dziury po gwoździach, kołkach itd.

    Nigdy mi sie nie zdarzylo. Zreszta, puszka farby to orzeszki. AGD, jak rozumiem, nigdy sie nie psuje?

    > Podobnie jak kosztem najemcy są wszelkie drobne naprawy, a pojemność tego terminu

    Drobne. Jak kafelki zaczna odpadac to tego nie tkne, bo to juz broszka wlascicieka.

    > Tak że pie...nie o tym jak to wynajmując mieszkanie ponosi się ZERO kosztów jego utrzymania jest debilizmem pierwszej wody.

    Och, prosze, ekonomista sie obudzil.

    Wynajmuje mieszkania przez jakies 10 lat. W tym czasie ponioslem nastepujace koszty:
    - troche jednorazowych mebli z Ikei, w sumie moze 2KPLN,
    - kilka czajnikow czy garnkow, ktorych w koncu ze soba nie zabralem bo zapomnialem, albo uznalem ze mi sie nie chce - moze 1KPLN,
    - naprawy: dwa razy wymiana baterii w lazience - 100 PLN,
    - wezwanie elektryka ze spoldzielni: 12PLN.

    Wiecej grzechow nie pamietam.

    Przez dziesiec lat. Oczywiscie, zdarzaly sie takie klocki jak powazniejsza awaria - zawsze zrzucalem to na landlorda, to jego broszka.

    > Rozumiem też, że wszyscy wielbiciele procenta składanego mieszkają w wynajętych i pięknie urządzonych mieszkaniach, żaden z nich nie ma kredytu na karku

    Wrecz przeciwnie. Mam kredyt hipoteczny za mieszkanie w Warszawie, ale teraz mieszkam w wynajetym w Brukseli. Jest bardzo ladne, po remoncie, kamienica ponad stuletnia, ponad 3m do sufitu, wszystko urzadzone w super standardzie.

    Nie pierdziel glupot, naganiaczu...

    --
    Ratunku! Forum mnie atakuje!
  • Gość: kratka IP: 65.200.138.* 16.12.09, 15:32
    > Pozwolę sobie zauważyć, że odmalowanie mieszkania pod koniec
    okresu
    > najmu na koszt najemcy jest dość normalną praktyką,

    Nie jest normalna praktyka, w trakcie swojego 15-letniej historii
    wynajmowania w roznych miejscach nigdy nie malowalam po wyprowadzce,
    to bylo tez zastrzezone w umowie. Mieszkanie oddawalam posprzatane,
    do czego wynajmowalam firme sprzatajaca najczesciej. Dziury w
    scianach i malowanie zalatwial landlord przed kolejnymi lokatorami.
  • 16.12.09, 16:10
    > Pozwolę sobie zauważyć, że odmalowanie mieszkania pod koniec
    okresu
    > najmu na koszt najemcy jest dość normalną praktyką,


    Bzdura na resorach.

    Na koncu 20 i poczatku 21 wieku wynajmowalem przez kilka lat
    mieszkanie w Wawie.

    Norma jest ze w umowie istnieje zapis ze najemca nie odpowiada za
    zmiany stanu lokalu wynikajace z normalnego uzycia/eksploatacji.
    Czyli przybrudzenie scian jest wynikiem eksploatacji lokalu i za to
    jest placone. Chyba ze sciane barszczem zalejesz.


    --
    e-m: steady at najx dot com
    Banka nieruchomosci : tnij.com/dwagrosze
    Marek Wielgo i inni naganiacze na cenzurowanym : pierwszemieszkanie.blox.pl/html
  • Gość: koziołek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.12.09, 11:56
    kaaarooll> Użyłem i dlatego mieszkam od 5 lat w wybudowanym domu (
    200mkw ) na działce 5000 mkw. z kredytem który spłacę za dwa lata.
    Nie wpadłem nigdy na pomysł popełnienia spektakularnego sambójstwa o
    nazwie "100% albo wiecej LTV..."
  • 15.12.09, 12:15

    Gratuluje i "witam w klubie", aczkolwiek ja z racji tego, ze dom postawilem w
    Warszawie to i o 5000 mkw. moglem tylko pomarzyc, ale grilla jest gdzie zrobic,
    a i dzieci maja swoje miejsce do zabawy.

    Rozbawiaja mnie tylko ci, co licza kazda zlotowke wydana na nieruchomosc, to
    jest chyba jakis fetysz, zeby zyc w wynajmowanym mieszkaniu, spac na
    wynajmowanym tapczanie i blagac wlasciciela mieszkania, zeby pomalowal sciany,
    no bo oczywiscie samemu szkoda wydac 200 zl na farby. Ja tak moglem zyc jak
    bylem studentem, wtedy nawet mi to odpowiadalo, ale z wiekiem czlowiek zaczyna
    wymagac coraz wiecej jakosci od zycia i dlatego placi wiecej za komfort (zeby
    nie bylo tym komfortem nie jest 40mkw.).
  • 15.12.09, 12:28
    Typowy polaczek-hipotaczek. W mieście robić grilla. Ty chyba z jakiejś wioski
    jesteś?
  • 15.12.09, 12:34
    dyzio_marudziciel napisał:

    "Brak argumentów jak zwykle skutkuje atakami (uwaga trudne wyrażenie łacińskie)
    ad hominem. "

  • 15.12.09, 12:36
    Tyś zaczął ;)
  • 15.12.09, 14:01
    Widzisz ja obecnie wynajmuję mieszkanie, wynajmuję głównie dlatego że policzyłem
    że nie opłaca mi się kupować mieszkania. Chciałem budować dom pod miastem ale
    niestety nie mogę się dogadać z drugą połową w tym względzie. Niedawno moja
    firma zmieniła lokalizację w związku z tym do pracy dojeżdżam godzinę (nie ma
    znaczenia zbiorkom czy samochód) dlatego też postanowiłem się przenieść tak by
    mieć do pracy max 30 minut, zrobiłem rozeznanie na rynku i widzę że są
    mieszkania w podobnym standardzie do tego jakie teraz wynajmuję w tej samej
    cenie. Gdybym kupił mieszkanie w tym miejscu gdzie obecnie wynajmuję (w sumie
    lubię tę okolicę) to bym przez przynajmniej kilka najbliższych lat klął na
    dojazdy do pracy, a dzięki temu mam swobodę.
    Dodam jeszcze że zdaję sobie sprawę, że budując dom pod miastem będę tracił
    sporo czasu na dojazdy (zapewne więcej niż godzinę w 1 stronę) ale będzie to
    plusowało na innych płaszczyznach.

    Ponadto artykuł jest o tym, że w tej chwili nie opłaca się kupować mieszkania,
    lepiej jest wynająć i wszyscy Ci którym udało się kupić mieszkanie najpóźniej na
    początku 2006 roku nie powinni się produkować, bo to mija się z celem.
  • 15.12.09, 11:20
    Kredyt na 30 lat tylko dla
    > odważnych , albo dla wariatów.

    Rozumiem, że uważasz, że ceny najmu będą constans już do końca
    świata i jeden dzień dłużej? I że tu nie ma żadnego ryzyka?
    Słyszałeś o umowach najmu na 30 lat? Nie. A nawet, gdyby się ktoś na
    coś takiego zdecydował, będzie w takiej umowie mowa o indeksacji
    czynszu. Więc jak się gospodarka zacznie odbijać, kryzys w
    nieruchomościach się skończy, to najemcy będą w ciemnej dupie i się
    będą przeprowadzać z centrum na Tarchomin czy inne zadupie, żeby ich
    było stać na mieszkanie. A spłacający kredyty odetchną jeśli chodzi
    o kursy walut (zakładając, że mają kredyt walutowy). Może ich co
    najwyżej zaboleć inflacja (bo jej wzrost oznacza wzrost stóp
    procentowych na rynku miedzybankowym). Ale też jednocześnie będzie
    rosnąć wartość ich zabezpieczenia (czyli chałupy).
  • Gość: koziołek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.12.09, 11:29
    >Więc jak się gospodarka zacznie odbijać, kryzys w
    > nieruchomościach się skończy, to najemcy będą w ciemnej dupie i
    się
    > będą przeprowadzać z centrum na Tarchomin czy inne zadupie, żeby
    ich
    > było stać na mieszkanie.

    No tak teraz ich stać pełną gębą na mieszkanie, na kredyt
    hipoteczny, na urlop na Maledwiwach... O jakiej kategori ludzi
    człowieku piszesz????

    >Może ich co
    > najwyżej zaboleć inflacja (bo jej wzrost oznacza wzrost stóp
    > procentowych na rynku miedzybankowym). Ale też jednocześnie będzie
    > rosnąć wartość ich zabezpieczenia (czyli chałupy).

    Zaboleć??? Magiku od wiary w niekończące wzrosty wartości... już to
    bylo przerabiane - masz amnezję czy też prowizję od takich
    idiotyzmów???


  • 15.12.09, 11:34
    Przeczysz sam sobie. Jak gospodarka się zacznie odbijać, to najemcy będą mieli
    większe pensje - i ciągle ich będzie stać na wynajem w centrum. No, chyba że
    wierzysz w to, co różni idioci pisali jeszcze 2 lata temu, że ceny nieruchomości
    (i czynszów) będą trwale rosły po 15% rocznie przy wzroście PKB i płac 5%.
    Przemyśl to.
  • Gość: antyspekulant IP: *.aster.pl 15.12.09, 11:58
    > Rozumiem, że uważasz, że ceny najmu będą constans już do końca
    > świata i jeden dzień dłużej? I że tu nie ma żadnego ryzyka?

    Nie, nie będą constans, podobnie jak wartość nieruchomości nie będzie ciągle
    rosnąć do końca świata i o jeden dzień dłużej. Wszystko zależy od popytu i
    podaży. Im większa podaż mieszkań pod wynajem tym ceny wynajmu niższe. Podobnie
    z cenami mieszkań - w 2006 zaczęła się hossa, bo banki odkręciły kurki z
    kredytami i podaż nie była w stanie zaspokoić popytu, zatem ceny wystrzeliły o
    100 % w ciągu 2 lat w górę.
    Ceny najmu wzrosną - nie stać cię, zmienisz mieszkanie na mniejsze, albo w innej
    lokalizacji. Raty kredytu wzrosną - nic nie zrobisz.

    > Więc jak się gospodarka zacznie odbijać, kryzys w
    > nieruchomościach się skończy, to najemcy będą w ciemnej dupie i się
    > będą przeprowadzać z centrum na Tarchomin czy inne zadupie, żeby ich
    > było stać na mieszkanie.

    Jak się gospodarka zacznie odbijać... Cieszą się że zakładasz optymistyczne
    scenariusze. Życzę żeby się odbiła i żeby nigdy nie było kryzysów, rosnącego
    bezrobocia, dziury budżetowej, stopy procentowe były jak dziś na rekordowo
    niskich poziomach, banki nie zdzierały z klientów na czym tylko się da, a ceny
    nieruchomości szły tylko w górę. By ludzie zawsze mieli pracę, nigdy nie
    chorowali, nie mieli nieoczekiwanych wydatków i żyli długo i szczęśliwie. Tak to
    tylko w bajce.

    > A spłacający kredyty odetchną jeśli chodzi
    > o kursy walut (zakładając, że mają kredyt walutowy).

    I to jest właśnie ta krótkowzroczność kredyciarzy. Wystarczy, że w 2011 lub 2012
    roku rząd przekroczy magiczna liczbę zadłużenia 60% PKB by wywołać w kraju taki
    kryzys o jakim ci się nawet nie śniło. Jak dotąd udaje się łatać dziurę
    księgowymi sztuczkami przesuwając pieniądze z jednej półki na drugą, ale to jest
    kreatywna księgowość na krótka metę. Rządzący okłamują nas w telewizorach , że
    jesteśmy jedynym krajem, który uniknął kryzysu, zielona wyspą na morzu recesji
    itp bzdetami. W rzeczywistości nasze finanse publiczne są w stanie podobnym do
    tego w Grecji lub nawet gorszym , bo mamy zapisane w konstytucji progi
    ostrożnościowe po przekroczeniu których zacznie się dopiero prawdziwy kryzys.
    Czego nie życzę nikomu.

    > Ale też jednocześnie będzie
    > rosnąć wartość ich zabezpieczenia (czyli chałupy).

    Podziwiam wiarę , że ceny nieruchomości mogą tylko rosnąć. Ja jednak wyznaje
    nieco inna doktrynę. Polski rynek nieruchomości jest rozregulowany przez
    politykę rządu (programy typu rodzina na swoim, czy spłata rat dla bezrobotnych)
    , politykę banków (kredyty na 100% wartości nieruchomości na szczycie hossy
    mieszkaniowej), posiadaczy działek, deweloperów i niewykształconego ekonomicznie
    społeczeństwa polskiego, które po 50 latach w komunie nie rozumie mechanizmów
    rynkowych, podejmuje decyzje ważące na resztę ich życia w oparciu o artykuły
    Marka Wielgo w GW.
    Za 30 lat te dzisiejsze 38 metrowe apartamenty mogą być warte 500 % więcej ,
    równie dobrze za 5 lat mogą być warte o połowę mniej.
  • 15.12.09, 11:40
    Generalizujesz, ci co wzieli na 100% to moga sie czuc nieswojo, ale ci co dobrze ocenili ryzyko i mieli wklad wlasny nie narzekaja. Ja naleze do tej drugiej grupy, trudno mi narzekac skoro marze mam 0.7%, rate taka, ze bywaja miesiace, ze na paliwo wiecej wydaje.
    A najwazniejsze, ze mieszkam w swoim domu i nie czuje sie jak student w wynajmowanym mieszkaniu - tak wiem, nie kazdy to zrozumie, ale dla takich jest wlasnie opcja wynajmu :-)

  • Gość: antyspekulant IP: *.aster.pl 15.12.09, 12:14
    Jesteś mniejszością o wysokich dochodach. Większość kredytów hipotecznych to
    mieszkania nie domy. Mieszkania najmniejsze - dwupokojowe do 50 m2, bardzo
    często z dopłatami rządowymi Rodzina na swoim. Oczywiście są i tacy kredyciarze
    jak Ty, których stać na dom, 2-3 samochody i jeszcze zostaje na wakacje na
    Seszelach i ferie w Alpach. Ale to tylko ułamek całego ogółu. Zdecydowana
    większość prawie cały dochód przeznacza na raty kredytu, często wspomagana przez
    dziadkowe emerytury, zakupy robi w biedronce albo tesco, a na wakacje jeździ
    pks'em do rodziny w lubelskie czy inne podkarpackie.
  • 15.12.09, 12:29
    Mylisz sie, nie stac mnie mnie ani na 3 samochody ani na wakacje na Seszelach. Dom to nie jest luksus, jesli sie nie ma miliona na koncie to przy odrobinie wyrzeczen (w stylu odleglosc 30km do centrum duzego miasta, np. Warszawy) mozna wybudowac 110 metrowy dom na duzej dzialce za 350tys zl. Wiem cos o tym, bo mam takich znajomych, ktorzy zdecydowali sie mieszkac dalej ale za duzo mniejsze pieniadze, trzeba tylko pamietac, ze jak ktos codziennie MUSI byc w takiej Warszawie i bedzie musial sie przedrzec przez korki to moze tam dlugo nie wytrzymac, ale cale szczescie nie wszyscy maja takie problemy.

  • 15.12.09, 14:51
    kupiles/wybudowales DOM.
    W zasadzie, jesli sie nie rozwiedziecie, mozecie mieszkac tam do konca zycia. I
    wychowac dzieci.
    My dyskutujemy o mieszkaniach, ktore dziasiaj nadal sa za drogie i wzrost ich
    wartosci w przyszlosci raczej watpliwy.

  • 15.12.09, 15:36
    Karolek należy do tych ludzi, których celem istnienia jest udowodnienia innym że mają gorzej. Nie ma sensu z nim polemizować.
  • 15.12.09, 17:33
    Gdybys potrafil czytac ze zrozumieniem to bys zobaczyl, ze w tym co napisalem jest cos innego. Ale ja rozumiem, ze Ty bys chcial polemizowac tylko z tymi, ktorzy narzekaja na swoj los. Wyobraz sobie, ze jest sporo osob, ktore mimo brania kredytu w okolicy gorki hossy jakos nie narzekaja na swoj los. Co, nie pasuje to do stereotypu Polaka, ktory nie daje rady splacic kredytu? Przykro mi.


  • 15.12.09, 17:55
    Odsetek zagrozonych kredytow konsumpcyjnych rosnie szybko:

    www.bankier.pl/wiadomosc/Bankom-coraz-mocniej-ciaza-rezerwy-na-kredyty-2050313.html

    Przykro mi ze to sie kloci z "propaganda sukcesu" bijaca z Twoich postow - ale warto uswiadomic Twoich potencjalnych klientow na jakim rynku beda operowac.

    A ta liczba zagrozonych kredytow sporo mowi o mozliwosciach finansowych Polakow - co przeklada sie m.in. na ceny nieruchomosci...

    --
    Tylko wybitne jednostki maja swoich nasladowcow. Rzecz jasna, ma ich rowniez Kretynofil.
  • 15.12.09, 18:07
    Kolejny, ktory nie potrafi czytac ze zrozumieniem, ale naprodukowal w watku 200
    postow :-) Jak to jest, ze pisac potrafi, a czytac juz nie?
  • Gość: gość IP: *.tbs-net.rekin.net 16.12.09, 12:26
    Co się wydarzy w ciągu tego czasu -
    > ile kryzysów jeszcze nas czeka, ile razy kursy walut będą się
    radykalnie
    > zmieniać (w obie strony), o ile ceny nieruchomości wzrosną , a
    może spadną,
    > jak będą się kształtowały stopy procentowe ? Kredyt na 30 lat
    tylko dla
    > odważnych , albo dla wariatów.

    ----------
    jak długo zyje - a żyje juz 30 lat i wynajmuje mały pokoik od 10 lat
    za kolosalną kwote - równą racie kredytu z opłatami, bo takie są
    realia Polski, niestety.
    Obserwuję rynek nieruchomości od 10 lat i odkąd pamietam ceny
    mieszkań ciągle rosły i rosły i rosły. I nigdy nie spadały. Nigdy!!!!
    Osoby które kupiły mieszkania w 2008 roku na 1 metrez kwadratowym
    zarobiły na czysto 3 tys. zł - sprzedając je pod koniec roku 2009r
    Wieć nie rycznie i nie gadajcie bzdur, że opłaca się wynamować a
    kredyty są dla wariatów.
    Sami jesteście wariaci, że sie boicie wziąć kredyt.

  • 16.12.09, 13:14
    Osoby które kupiły mieszkania w 2008 roku na 1 metrez kwadratowym
    zarobiły na czysto 3 tys. zł



    Ja bym powiedzial ze bez kozery pinc tysiency na metrze.

    >sprzedając je pod koniec roku 2009r

    ahh naprawde ?

    idz te brednie gdzie indziej opowiadac.

    --
    e-m: steady at najx dot com
    Banka nieruchomosci : tnij.com/dwagrosze
    Marek Wielgo i inni naganiacze na cenzurowanym : pierwszemieszkanie.blox.pl/html
  • 16.12.09, 13:22
    ...skoro deweloper Ci placi za wypisywanie bredni, to chociaz trzymaj sie jednego nicka, albo jak dojrzalsi naganiacze, uzywaj domeny tepsy.

    > jak długo zyje - a żyje juz 30 lat i wynajmuje mały pokoik od 10 lat za kolosalną kwote - równą racie kredytu z opłatami, bo takie są realia Polski, niestety.

    30 lat powiadasz? A cenami nieruchomosci, jak rozumiem, interesujesz sie od kiedy zrobil sie z tego temat medialny?

    Glupia, biedna kobieto - ceny spadaly juz w PL od 2001-2003, spadaly przez polowe 2008 i caly 2009 rok. I jeszcze sie przekonasz, kretynko, ze pospadaja sobie pare ladnych latek...

    A teraz wroc do pracodawcy po dokladniejsze instrukcje naganiania, bo poki co pieprzysz od rzeczy. A jak placisz za wynajem pokoju tyle co za kredyt - to znaczy ze jestes po prostu glupia ;)

    I mozesz podac dane dotyczace wzrostu ceny mieszkan o 3KPLN/m2 na przelomie 2008/2009? Chcialbym to zobaczyc, idiotko...

    --
    Ratunku! Forum mnie atakuje!
  • 16.12.09, 14:02
    Kretynofil

    To nie biuro sprzedazy. Sadzac po jezyku to raczej jakis "niedzielny
    ynwestor", ktory kupil w 2007 cesje zamiast uzywanego golfa- teraz
    zbiera do kupy zaslyszane wtedy argumenty i miesza ze swoimi.

    A mial byc nowy passat a tu ani pasata ani uzywanego golfa, a to
    pech.

    --
    e-m: steady at najx dot com
    Banka nieruchomosci : tnij.com/dwagrosze
    Marek Wielgo i inni naganiacze na cenzurowanym : pierwszemieszkanie.blox.pl/html
  • Gość: Taki jeden IP: *.icpnet.pl 15.12.09, 11:15
    Wczoraj z ciekawości sprawdzałem ceny mieszkań na Florydzie. Zatkało mnie .
    Ceny jak w Poznaniu. Oczywiście piszę o 3-4 pokojach. W innych miejscach globu
    jeszcze taniej. Od koloru do wyboru. Dobry zawód w rękach i papa.
  • Gość: analitykpogodzinac IP: *.net.stream.pl 15.12.09, 11:51
    wynajem
    -nie ma pewności na jaki czas
    -nie ma pewności jakie odstępne
    -trzeba wyremontować na swój koszt
    -jak przestaje cie byc stac to wracasz do mamy z niczym
    kredyt mieszkaniowy
    -mieszkasz póki masz ochote i cie stac
    -remontujesz dla siebie, moze rzadziej niz jakbys wynajmował (przypadek czestych
    przeprowadze
    -jak stracisz prace masz 12 miesiecy karencji
    -jest ubezpieczenie od utraty zdrowia powodujacej trwala niezdolnosc do pracy
    - gdy naprawde cie nie stac, to albo wynajmujesz jeden pokoj studentowi, żeby
    dorobić do raty, albo całe mieszkanie i idziesz do mamusi, albo zamieniasz
    mieszkanie na mniejsze i być może masz już spalcony a w każdym razie masz
    mniejszy kredyt i mniejsze opłaty mieszkaniowe jednocześnie...no i
    ostateczność-sprzedaz mieszkania, ale nie zostaniesz z niczym-spłacisz kredyt i
    masz jeszcze jakas kase
    ważne: myśleć zaraz jak coś zaczyna się komplikować, nie jak bank wypowie umowę
    bo zalegamy ileś tam rat...
    przy wynajmnie nie ma mowy o zaleganiu!!!
  • 15.12.09, 12:01
    Gość portalu: analitykpogodzinac napisał(a):

    > wynajem
    > -nie ma pewności na jaki czas

    Podpisujesz umowę - i już masz pewność.

    > -nie ma pewności jakie odstępne

    Podpisujesz umowę - i już masz pewność.

    > -trzeba wyremontować na swój koszt

    Wynajmujesz wyremontowane. A jak lubisz dłubać w mieszkaniu, to remontujesz na
    swój koszt, ale negocjujesz 200 zł mniej czynszu.

    > -jak przestaje cie byc stac to wracasz do mamy z niczym

    Hmm, no jasne, bo jak przestaje cię być stac na hipotekę to bank ci na odchodne
    po zlicytowaniu nieruchomości da w prezencie Lexusa.

    > kredyt mieszkaniowy
    > -mieszkasz póki masz ochote i cie stac

    No patrz, to dokładnie jak w przypadku najmu.

    > -remontujesz dla siebie, moze rzadziej niz jakbys wynajmował (przypadek czestyc
    > h
    > przeprowadze

    A może częściej? Znam ludzi którzy od wielu lat wynajmują mieszkania i NIGDY nie
    robili żadnych remontów. Jak zaczyna niszczeć, to się poprostu przeprowadzają.

    > -jak stracisz prace masz 12 miesiecy karencji

    Buahahahahaha. A święty mikołaj istnieje, na ziemi jest pokój, a banki to
    instytucje charytatywne.

    > -jest ubezpieczenie od utraty zdrowia powodujacej trwala niezdolnosc do pracy

    Które jest bezpłatne albo bank do niego dopłaca?

    > - gdy naprawde cie nie stac, to albo wynajmujesz jeden pokoj studentowi, żeby
    > dorobić do raty, albo całe mieszkanie i idziesz do mamusi, albo zamieniasz
    > mieszkanie na mniejsze i być może masz już spalcony a w każdym razie masz
    > mniejszy kredyt i mniejsze opłaty mieszkaniowe jednocześnie...

    Zamień w powyższym zdaniu "kredyt" na "wynajem" i wychodzi to samo.

    > no i ostateczność-sprzedaz mieszkania, ale nie zostaniesz z niczym-spłacisz
    kredyt i
    > masz jeszcze jakas kase

    Chyba, że kupiłeś w 2008 a sprzedajesz dziś.

    > ważne: myśleć zaraz jak coś zaczyna się komplikować, nie jak bank wypowie umowę
    > bo zalegamy ileś tam rat...

    Żadna ilość myślenia nie sprawi, że bank odpuści ci chociaż złotówkę należnego
    kredytu. Co więcej, odwlekanie w czasie spłaty prowadzi tylko do jednego -
    lawinowego wzrostu kosztu odsetek.

    > przy wynajmnie nie ma mowy o zaleganiu!!!

    Jedyny sensowny argument z twojej tyrady.
  • 15.12.09, 12:09
    > -mieszkasz póki masz ochote i cie stac

    Jasne. Bo przeciez nikt Cie nigdy z roboty nie wyrzuci ;)

    > -jest ubezpieczenie od utraty zdrowia

    Ktore, jak sie niedawno okazalo (Wybiorcza o tym pisala) - nie dziala jesli cos sie stanie ;)

    > - gdy naprawde cie nie stac, to albo wynajmujesz jeden pokoj studentowi, żeby dorobić do raty, albo całe mieszkanie i idziesz do mamusi

    Jest tylko jeden problem - czynsz musi pokryc rate, a takiej sytuacji nie zobaczysz przez nastepnych 10-25 lat.

    Chcialbym tez przypomniec, ze do mamusi mozna tez sie przeprowadzic z wynajmowanego mieszkania, kretynie.

    Co wiecej - mozna wynajmowane mieszkanie zamienic na mniejsze wynajmowane mieszkanie, kretynie.

    > ostateczność-sprzedaz mieszkania, ale nie zostaniesz z niczym-spłacisz kredyt i masz jeszcze jakas kase

    Pod warunkiem ze obecna wartosc mieszkania przekracza wysokosc kredytu do splacenia. Policzmy:

    - w 2008 roku kupiles mieszkanie za 400KPLN, kredyt w CHF, kurs CHF/PLN = 2.0,
    - dzisiaj chcesz sprzedac. Takie samo mieszkanie jest juz warte 360KPLN (zakladam 10% - w istocie spadki sa wieksze), a kredytu masz 195KCHF, czyli 538KPLN.

    Po sprzedazy dalej masz "na czysto" jakies -180KPLN, ktore musisz oddac bankowi ;)

    www.nytimes.com/2005/12/25/business/yourmoney/25japan.htm

    I tyle, glupie dziecko hossy...

    --
    Jaki ja jestem madry i nieomylny.
    Moge stanac na ulicy i potarzac: ja madry, ja madry.
    (by Kretynofiil)
  • 15.12.09, 12:21
    Gość portalu: analitykpogodzinac napisał(a):

    > mniejszy kredyt i mniejsze opłaty mieszkaniowe jednocześnie...no i
    > ostateczność-sprzedaz mieszkania, ale nie zostaniesz z niczym-spłacisz kredyt i
    > masz jeszcze jakas kase

    ROTFL. Optymista! :)
  • Gość: antyspekulant IP: *.aster.pl 15.12.09, 12:27
    I to są właśnie mądrości dzieci hossy mieszkaniowej 2007.
    Aż się nie chce tego komentować. Stek bzdur i pobożnych życzeń ekonomicznego
    idioty. (bez urazy)
  • Gość: kratka IP: 65.200.138.* 16.12.09, 15:19
    > wynajem
    > -nie ma pewności na jaki czas
    Bzdura. Podpisujesz umowe na 12-24 miesiace i w tym czasie NIKT nie
    moze Cie wyrzuci.

    > -nie ma pewności jakie odstępne
    Patrz wyzej, odpowiednia umowa. Zawsze dawalismy do przygotowania
    prawnikowi, ktory nas reprezentowal

    > -trzeba wyremontować na swój koszt
    Kolejna bzdura. ZANIM wynajmuje mowie, co chce zeby w mieszkaniu
    bylo zrobione. Wymalowane wszystkie sciany, sprawnie dzialajace AGD:
    lodowka, zmywarka, i hydraulika. W miedzyczasie jak sie cos zepsuje
    za naprawe i wymiane odpowiedzialny jest landlord. W ten sposob
    mialam: wymieniona lodowke, naprawiona zmywarke, przepchana
    ubikacje, wymiana paneli, ktore zostaly zalane przez cieknaca klime,
    wymiana pieca centralnego ogrzewania. Nie kosztowalo mnie to ani
    GROSZA>

    > -jak przestaje cie byc stac to wracasz do mamy z niczym
    Jak noga Ci sie powinie, i odsetki pojda w gore, mieszkanie zostaje
    zlicytowane, Ty ladujesz pod mostem, i tracisz zdolnosc kredytowa na
    przynajmniej 10 lat.

    > kredyt mieszkaniowy
    > -mieszkasz póki masz ochote i cie stac
    ehehehehehe

    > -remontujesz dla siebie, moze rzadziej niz jakbys wynajmował
    (przypadek czestyc
    > h
    > przeprowadze
    A to kosztuje pieniadze, ktore tzw. wlasciciel wyplaca z wlasnej
    kieszeni, i ktore nie wlicza sie w koncowa cene mieszkania jak
    chcesz go sprzedac.

    > -jak stracisz prace masz 12 miesiecy karencji
    a odsetki leca jak lecialy.

    > -jest ubezpieczenie od utraty zdrowia powodujacej trwala
    niezdolnosc do pracy
    Tak samo mozesz sie ubepieczyc w przypadku wynajmu. Tylko....
    ubezpieczenie kosztuje pieniadze, ktorych juz nikt wygodnie nie
    dolicza do CALYCH miesiecznych kosztow oplat za watpliwy przywilej
    mieszkania w swoim M. tak ze faktyczne koszty miesieczne sa ... duzo
    wieksze niz rata kredytul

    > - gdy naprawde cie nie stac, to albo wynajmujesz jeden pokoj
    studentowi, żeby
    > dorobić do raty, albo całe mieszkanie i idziesz do mamusi, albo
    zamieniasz
    > mieszkanie na mniejsze i być może masz już spalcony a w każdym
    razie masz
    Tak i mieszkasz jak w akademiku i dobijasz sie o lazienke rano.
    Mieszkanie nie jest plynne, nie mozesz wymienic na gotowke w dniu, w
    ktorym chcesz, wiec z ta sprzedaza obciazonego hipoteka mieszkania i
    zamiana te mozesz wyjsc jak Zablocki. Na co zamienisz 38m2
    mieszkanie, na bude dla pas?


    > mniejszy kredyt i mniejsze opłaty mieszkaniowe jednocześnie...no i
    > ostateczność-sprzedaz mieszkania, ale nie zostaniesz z niczym-
    spłacisz kredyt i
    > masz jeszcze jakas kase
    Wlasciecielem mieszkania zostaniesz za 30 lat, kiedy splacisz
    kredyt.


  • 15.12.09, 11:24
    No, Panie Marku, pogratulować. Tylko czemu zajęło to Panu półtora roku, żeby się
    zorientować, że pęka bańka i bardziej się opłaca wynajmować?
  • 15.12.09, 11:41
    Normalnie do przedszkola chodzi się 3-4 lata.
  • Gość: Miroo IP: 194.50.110.* 15.12.09, 11:27
    braku spokoju, ryzyka zmiany rentowności na rynku, niemożności
    dostosowania mieszkania "tylko dla siebie", ryzyka konieczności
    przenosin... wiadomo, że mieszkanie to coś co trzeba mieć swojego...
    gdyby porównanie dotyczyły np samochodu - kupno czy leasing to bym
    jeszcze rozumiał takie rozważania ale co do mieszkania to kompletna
    bzdura... jeszcze sobie pogadajcie tak o domach może...
  • 15.12.09, 11:38
    Gość portalu: Miroo napisał(a):

    > braku spokoju, ryzyka zmiany rentowności na rynku, niemożności
    > dostosowania mieszkania "tylko dla siebie", ryzyka konieczności
    > przenosin... wiadomo, że mieszkanie to coś co trzeba mieć swojego...
    > gdyby porównanie dotyczyły np samochodu - kupno czy leasing to bym
    > jeszcze rozumiał takie rozważania ale co do mieszkania to kompletna
    > bzdura... jeszcze sobie pogadajcie tak o domach może...

    Kupując mieszkanie ponosisz DUŻO większe ryzyko. Jeśli trafisz na kiepską
    okolicę - np. sąsiad za ścianą uwielbiający d'n'b na pełny regulator, to
    będziesz zmuszony sprzedać i się przeprowadzić. Tyle że taka operacja kosztuje
    minimum 5% wartości mieszkania (kwestie prawne, notariusz, pośrednik, nawet nie
    licząc własnego czasu straconego na szukanie i nerwów). Natomiast przeprowadzka
    z jednego wynajmowanego do drugiego jest tych kosztów pozbawiona - mówisz
    landlordowi za miesiąc się wyprowadzam, papa, płacisz tylko za przewóz majdanu
    (jak kupujesz nowe mieszkanie też płacisz) - i to tyle. Żadnych aktów
    notarialnych, podatków, pośredników, agencji nieruchomości, umów przedwstępnych,
    ryzyka że sprzedający będzie się opóźniał, ryzyka, że bank będzie się opóźniał z
    kredytem, ryzyka że ceny nieruchomości spadną itd itp.
  • 15.12.09, 14:00
    Natomiast przeprowadzka
    > z jednego wynajmowanego do drugiego jest tych kosztów pozbawiona -
    mówisz
    > landlordowi za miesiąc się wyprowadzam, papa, płacisz tylko za
    przewóz majdanu

    Bueheh:) A ile widziałeś umów najmu podpisywanych na czas
    nieokreślony??? Poimjając jakieś sytuacje in extremis i nietypowe,
    to landlordzi, żeby juz tak z angielska pojechać, chcą umów 24
    miesięcznych, czasem 12, ale zawsze na czas określony, żeby nie
    musieć co chwila szukać nowych najemców - sorry - tenantsów, a co za
    tym idzie co chwila bulić prowizji agencji. A w takich umowach nie
    ma okresu wypowiedzenia. Tzn. ludzie takie umowy podpisują, ale w
    takich przypadkach albo obie strony nie wiedzą, że jest to sprzeczne
    z częścią szczególną Kodeksu Cywilnego dotyczącą najmu, albo nie wie
    o tym tylko tenant, który przekona się o tym boleśnie, kiedy po
    miesiącu postanowi uciec przed głośnym r'n'b zza ściany, a landlord
    powie mu, żeby spadał na bambus, umowa jest na 24 m-ce, a zapis o
    okresie wypowiedzenia nie ma mocy prawnej. I wtedy koszty są, bo
    tenant w takich sytuacjach, jeśli dogada się z landlordem, płaci
    czynsz za okres do znalezienia następcy na swoje miejsce i pokrywa
    koszt agencji (chyba że sam kogoś znajdzie).

    Więc tak jak dużo racji jest w niektórych argumentach miłośników
    najmu, tak upraszczacie sprawy ponad miarę, tudzież po prostu
    fałszujecie obraz sytuacji.
  • 15.12.09, 14:13
    ...ze nigdy nie wynajmowales mieszkania - i wiesz o tym tyle co Ci naopowiadali na szkoleniu dla malointeligentnych naganiaczy forumowych ;)

    Nigdy w Polsce nie podpisywalem takiej umowy i nie znam nikogo kto taka podpisal ;)

    --
    Ratunku! Forum mnie atakuje!
  • 15.12.09, 14:25
    kretynofil napisał:

    > ...ze nigdy nie wynajmowales mieszkania - i wiesz o tym tyle co Ci
    naopowiadali
    > na szkoleniu dla malointeligentnych naganiaczy forumowych ;)
    >
    > Nigdy w Polsce nie podpisywalem takiej umowy i nie znam nikogo kto
    taka podpisa
    > l ;)


    Takiej, czyli jakiej? Na czas okreslony zawierającej zapisy o
    okresie wypowiedzenia? Jest ich mnóstwo. Sam mam taką na biuro mojej
    firmy (tu była akurat opcja nieświadomego wynajmującego). Czas
    określony 36 mcy, 3 mce okresu wypowiedzenia. Na żadne szkolenia nie
    chodziłem, przykro mi.

    Jeśli chodzi o wynajmowanie mieszkania, to owszem wynajmuję (ja
    komuś, nie ktoś mi). Więc postaraj się o coś więcej niż argumenty ad
    personam.
  • 15.12.09, 14:17
    d_ost napisał:

    > Bueheh:) A ile widziałeś umów najmu podpisywanych na czas
    > nieokreślony??? Poimjając jakieś sytuacje in extremis i nietypowe,
    > to landlordzi, żeby juz tak z angielska pojechać, chcą umów 24
    > miesięcznych, czasem 12, ale zawsze na czas określony, żeby nie
    > musieć co chwila szukać nowych najemców - sorry - tenantsów, a co za
    > tym idzie co chwila bulić prowizji agencji.

    Wszystkie przypadki, z którymi miałem do czynienia, zawierały w umowie klauzulę
    o okresie wypowiedzenia. Nie wiem, może ty wynajmowałeś albo ktoś, kogo znasz,
    wynajmował w Mozambiku. Jak się dajesz walić w rogi to sorry, nie jest wina
    "rynku nieruchomości" tylko głupoty tego, kto podpisuje taki papierek.

    > zapis o okresie wypowiedzenia nie ma mocy prawnej

    Źródło poproszę, paragrafy konkretne.
  • Gość: kratka IP: 65.200.138.* 16.12.09, 15:30
    > to landlordzi, żeby juz tak z angielska pojechać, chcą umów 24
    > miesięcznych, czasem 12, ale zawsze na czas określony, żeby nie
    > musieć co chwila szukać nowych najemców - sorry - tenantsów, a co
    za
    > tym idzie co chwila bulić prowizji agencji.

    Bzdura. Wszystko zalezy od umowy. np. na pierwsze 12 miesiecy
    podpisywana jest umowa na calosc, pozniej moze byc z miesiecznym-3
    miesiecznym wypowiedzeniem. Czyli znajduje nowa prace, znajduje
    lepsze mieszkanie/dom do wynajecia, informuje landlorda, po miesiacu
    przyjezdza firma, pakuje mnie, przewozi, rozpakowuje. Koniec.
    Mam mieszkanie, znajduje nowa, intratna prace i nie moge jej podjac
    bo nie moge tego mieszkania sprzedac, siedzi na rynku 6-8 miesiecy,
    ja cene obnizam, kosztuje mnie poza tym: oplaty za posrednikow,
    prawnikow, prowizje, koszty transakcji itd. itp. Po tym wszsytkim
    mam szczescie jak stracilam tylko 20%, czyli caly moj wklad szlag
    trafil. Na mieszkanie za 500tys, to tylko 100tys.

    Nawet jak zerwe umowe w trakcie najmu, to przepada mi kaucja w
    wysokosci jednego miesiaca czynszu 1800-2000, czyli zarabiam, albo
    nie trace 98tys.
  • Gość: Elf IP: 194.50.110.* 15.12.09, 14:01
    jak byłem singlem tak właśnie robiłem... a co do twojego przykładu -
    bzdura - kto kupuje mieszkanie nie biorąc pod uwagę okolicy i
    sąsiadów? Zresztą zawsze jest ryzyko, że wybierzesz dobrze ale obok
    Ciebie ktoś nowy się wprowadzi kto będzie na cały regulator słuchał
    np radia maryja... takie ryzyko to kit skoro jest policja, która
    zapewnia ochronę "miru domowego"...
  • 15.12.09, 14:19
    Żartujesz z tą policją, prawda? Bo ja znam skuteczność działania policji w tych
    przypadkach z doświadczenia, i powiem Ci, że jest daleka od wysokiej.
  • Gość: Elf IP: 194.50.110.* 15.12.09, 14:46
    ale przypadki występowania bardzo uciążliwych sąsiadów również
    niezwykle rzadkie... zresztą w przypadku wynajmowania również jest
    wiele ryzyk... szkoda gadać...
  • 15.12.09, 14:55
    Szkoda gadać, jeśli się nie ma argumentów. Są plusy i minusy zarówno wynajmu,
    jak i posiadania (i "posiadania" - hipoteka na 100%). I o tym warto gadać, bo to
    nie jest takie proste jak sądzą niektóre jelonki.
  • Gość: Miroo IP: 194.50.110.* 15.12.09, 15:52
    a nie poważną dyskusję prowadzić... więcej ryzyk jest w wynajmie
    mieszkania - chociażby to, że jak zainwestujesz w mieszkanie aby
    dostosować to mieszkanie do własnych wymagań (chociażby odnowienie
    tego mieszkania to poważna kwestia, którą trzeba brać pod uwagę
    jeśli zamierzasz naprawdę długo mieszkać np z rodziną - kto poniesie
    koszty? A jeśli ty to utrata ich tobie grozi w momencie
    przeprowadzki, która może być spowodowana również dzięki uciążliwemu
    sąsiadowi (taki powód ryzyka we własnym mieszkaniu wskazujesz)..
    poza tym na rynku występują wachania - np cen - właściciel pod
    wpływem wachań cenowych na rynku najmu może Tobie w niekorzystnym
    momencie podnieść czynsz i po ptokach... a jak masz kredyt i już
    mieszkanie to sytuacja jest zamrożona...
    Podsumowując sam nie masz argumentów ale marudzisz...
    Po kupnie mieszkania i urządzeniu się w nim masz tylko jedno
    naprawdę ważne ryzyko - utrata pracy i zdolności do obsługi
    kredytu... to samo ryzyko występuje gdy wynajmujesz a możesz z
    wynajmowanego mieszkania w tej sytuacji znacznie szybciej wylecieć
    niż z kupionego przez Ciebie...
    Podsumowanie nr 2: wynajem jest dla singli i młodych małżeństw bez
    dzieci - dlatego ludzie gdy wiążą się w pracy w 99% przypadków jak
    najszybciej dążą do posiadania własnego kąta... i dywagacje na temat
    szeptanych wyliczeń o wynajmie są po prostu głupie a twoje
    marudzenie jest na tym samym poziomie...
  • 15.12.09, 16:00
    Nie mam argumentów, buehehehe.

    Wystarczy jeden argument: spadek cen o 10% w ciągu ost. roku.

    Oczywiście jest ich więcej, ale uporaj się z tym jednym, to możemy porozmawiać o
    innych.
  • 15.12.09, 17:29
    właściciel pod wpływem wachań cenowych na rynku najmu może Tobie
    w niekorzystnym momencie podnieść czynsz i po ptokach... a jak masz
    kredyt i już mieszkanie to sytuacja jest zamrożona...


    Zamrożona?
    To w Polsce udzielano kredytów hipotecznych o stałym oprocentowaniu!?

    PS. Ortografia oryginalna.
    --
    eksmisja.wordpress.com/2009/
  • 15.12.09, 22:45
    To jest właśnie najgorsze -- że ludzie nie zdają sobie sprawy z
    ryzyka zmienności stóp procentowych. Twoja odpowiedź może być za
    trudna, więc pozwolę sobie "przetłumaczyć" ją na konkretne,
    przykładowe liczby.

    Załóżmy, że chcemy kupić mieszkanie za 350 000 zł. Załóżmy, że udaje
    nam się dostać kredyt w EURO na 30 lat o oprocentowaniu 3,92% (0,72%
    to stopa EURIBOR 3M a 3,20% to marża banku). Rata równa kosztuje
    1775 zł, z czego średni miesięczny koszt kredytu (odsetki i
    prowizja) to 802 zł.

    Wstępnie wygląda na to, że lepiej płacić 802 zł kosztów bankowi niż
    ok. 1300 zł czynszu wynajmującemu, prawda?...

    Co się stanie, gdy stopa EURIBOR 3M wzrośnie do 5,50% przy stałej,
    zawartej w umowie kredytowej, marży 3,20%? Rata za to samo
    mieszkanie wzrośnie do 2940 zł. (słownie: dwa tysiące dziewięćset
    czterdzieści)

    A teraz najważniejsze: stopa procentowa może zmienić się o te prawie
    5% w ciągu zaledwie półtora roku! A jeśli zmieni się, to musisz
    płacić. Czy potrafisz sobie wyobrazić, żeby właściciel mieszkania
    podniósł Ci czynsz z 1775 zł na 2940 zł w ciągu półtora roku?

    O ryzyku kursowym nie wspominam, bo to akurat w odróżnieniu od
    ryzyka stóp procentowych, może się zmienić i korzystnie i
    niekorzystnie.
  • Gość: czesiu IP: 217.98.20.* 15.12.09, 11:40
    Nie wierzycie policzcie sobie tylko uczciwie.
    Bez problemu na Bemowie, Woli, Ursusie znajdziecie nowe, umeblowane mieszkanie 50-56m2 za 1800zł (w tym jest utrzymanie - 500zł) + prąd.
    Faktyczną opłatą dla właściciela jest 1300zł
    Policzcie sobie teraz koszt odsetek od zakupu takiego mieszkania (jkieś 400-440tys. zł), doliczcie sobie remonty, ubezpieczenie, koszty okołozakupowe.
    Same odsetki od kredytu to około 2000zł /mies
    W tej chwili nie opłaca się kupować.
    Musi być równowaga opłacalności najem - zakup, na lekką niekorzyść najmu.
    Ponieważ ceny najmu nie rosną a wręcz przeciwnie spadają to ceny mieszkań muszą spaść i to dość znacznie - około 30-40%
    Poczekać z kupnem będzie się bardzo opłacało, raz że najmując w tej chwili płaci się mniej, dwa ceny mieszkań spadną
  • 15.12.09, 11:44
    Oni tego "nie rozumią". Są opętani manią własności (albo "własności", bo zakup
    na 100% kredytu jest "własnością") nieruchomości. Miłość do betonu i gleby.
    Specyficzny fetysz.
  • 15.12.09, 12:00
    Bredzisz. To co nazywasz miloscia do betonu i gleby ja nazywam stabilizacja.
    Trudno miec rodzine i wynajomowac mieszkanie, nie mowie, ze sie nie da, ale to
    trudne, szczegolnie jak sie ma dzieci.

    Pozatym nic mnie nie wiaze z nieruchomoscia, moge ja wystawic na sprzedaz w
    kazdej chwili.
  • Gość: czesiu IP: *.tpnet.pl 15.12.09, 12:26
    wystawić na sprzedaż i sprzedać za rok albo szybciej ze stratą.
    Towar kupuej się wtedy kiedy jego cena jest dobra.
    Jeśli istnieje lepsza alternatywa najem to zwyczajnie czeka się aż oferty sprzedaży będą na tyle opłacalne co najem.
    Prosta, dobra filozowia.
    Głupota jest płacić teraz 2200zł kredyt + 500zł koszta za mieszkanie 50m2 jak moge "je mieć" za 1800zł a różnicę 1100zł/mies np inwestować.
    Ceny spadną, uzbiera się wkład i wtedy się kupi.
  • 15.12.09, 12:32
    > wystawić na sprzedaż i sprzedać za rok albo szybciej ze stratą.

    dlaczego od razu zakladasz strate? :)

    > Głupota jest płacić teraz 2200zł kredyt + 500zł koszta za mieszkanie 50m2 jak m
    > oge "je mieć" za 1800zł a różnicę 1100zł/mies np inwestować.
    > Ceny spadną, uzbiera się wkład i wtedy się kupi.

    Pewnie, ze tak. Ale przeciez ja nikogo nie namawiam na kupno mieszkania, dziwie sie tylko tym, ktorzy widza same zalety w wynajmie. Pewnie to ma zalety, ale jak sie nie ma rodziny itd...
  • 15.12.09, 12:39
    kaaarooll napisał:

    > dziwie sie tylko tym, ktorzy widza same zalety w wynajmie. Pewnie to ma
    zalety, ale jak sie nie ma rodziny itd...

    Przede wszystkim ma to zalety, jak się umie liczyć i ocenić, co jest bardziej
    opłacalne na dzień dzisiejszy :)
  • Gość: thom IP: 82.113.113.* 15.12.09, 12:29
    No tak - wystawic zawsze mozesz. Sprzedac - musi sie znalezc ofiara,
    ups... nabywca
  • 15.12.09, 12:38
    kaaarooll napisał:

    > Pozatym nic mnie nie wiaze z nieruchomoscia, moge ja wystawic na sprzedaz w
    > kazdej chwili.

    Chyba, że kupiłeś na początku 2008.
  • Gość: Kratka IP: 65.200.138.* 16.12.09, 16:06
    > Trudno miec rodzine i wynajomowac mieszkanie, nie mowie, ze sie
    nie da, ale to
    > trudne, szczegolnie jak sie ma dzieci.

    Nie trudno. Mamy po 40 lat, dziecko, sprzedalismy 100metrowe
    mieszkanie w 2006r zarobilismy 300tys. zainwestowali (samo TO
    przynosi nam 5% zysku rocznie, jesc ani remontow nie wolajac).
    Wynajmujemy DOM w miescie ktory nas kosztuje 17% (sic) miesiecznych
    dochodow, w porownaniu kupujac TEN dom po TYCH cenach kosztowaloby
    nas 1000 wiecej miesiecznie po wszystkich oplatach (nie liczac
    napraw, remontow i utrzymania), jestemy wiec 12tys-18tys rocznie do
    przodu, ktore inwestujemy. Za koszenie trawy, odsniezanie,
    przycinanine zywoplotow odpowiedzialny jest landlord. Meble mamy jak
    najbardziej wlasne, na wyposazeniu, m.in. zmywarka, pralka, suszarka
    bebnowa.
    Myslelismy, ze kupimy w tym roku, ale widze, ze jeszcze sobie
    poczekamy kilka lat zanim kupimy... za gotowke dom, bo w
    miedzyczasie oszczedzamy i inwestujemy w cos co przynosi ZYSK nie
    strate.
  • Gość: czesiu IP: *.tpnet.pl 15.12.09, 12:27
    Ja sądzę, że są to raczej sprzedawcy naganiacze niż optani pseudo własnością miłośnuicy betonu
  • Gość: g IP: *.legnica.vectranet.pl 15.12.09, 11:51
    Jak widać na powyższym Polska=Warszawa. Inne miasta nie istnieją.
  • Gość: ojro IP: *.adsl.inetia.pl 15.12.09, 11:52
    A ja wynajmuję mieszkanie nieumeblowane za 6pln/m2, położone w parku, w
    budynku 12letnim , na 1 pietrze. Miasto 7 tysieczne i za wiecej sie nie da.
  • 15.12.09, 12:40
    Kolejny niezwykle przemyslany i napisany z wielkim polotem artykul pana Wielgo!
    Stara dobra szkola - takie niby-dyskusje, bo eksperci cos mowia, ale natychmiast
    "ktos" pisze jakis korygujacy dopisek, po czym natychmiast z tekstow ekspertow
    jest wyciagany wniosek, i o korygujacym stwierdzeniu obiektywnego dziennikarza
    juz zapominamy.

    Kolejny farfocel, ale poziomem na pewno pasujacy do internetowego odbiorcy. Raz
    tak, raz tak, jednemu nadstawic, drugiemu nadstawic, i zawsze wierszowka leci.
    Dziennikarstwo pana W - jednym slowem.
  • 15.12.09, 13:03
    Kiedyś sprawdzałem, jak to wygląda w innych krajach. W Niemczech, Anglii, Austrii sytuacja z reguły (i od lat bardzo wielu) jest taka, że miesięczne wydatki na mieszkanie kupione na kredyt są ok. dwa razy większe niż na wynajęte. Jest to łatwe do uzasadnienia, bo w końcu trzeba płacić odsetki i raty kapitału. Popularna ostatnio w Polsce idea, że wynajmujący spłaci mieszkanie nie ma szans realizacji, i nikt na taki pomysł nie wpada. Nie ma też nigdzie możliwości otrzymania 100% kredytu.
    Rynek nieruchomości w Polsce bardzo znacznie odbiegał od stanu w krajach o ustabilizowanej gospodarce, ale sytuacja na szczęście ulega gwałtownym zmianom. Ciągle jeszcze jednak wynajęcie mieszkania o podobnym standardzie jest znacząco kosztowniejsze niż na przykład w Niemczech. W Polsce jest dodatkowo jeszcze bardzo wiele mieszkań o standardzie, którego tam już dawno nie da się znaleźć. Porównanie jest wręcz niemożliwe.

    Gorzej jest jeszcze z czynszem za nieruchomości komercyjne. Ale w tym względzie też widać szybkie zmiany.
  • Gość: uk IP: *.3-2.cable.virginmedia.com 19.12.09, 15:01
    a to dziwne bo w miejscowosci, w ktorej obecnie mieszkam nawet w szczycie banki
    rata+odsetki wynosila mniej niz koszt wynajmu identycznego mieszkania. teraz
    jest to jeszcze mniej bo ceny mieszkan spadly i koszt kredytu spadl ( stopa w
    BoE bodajze 0.5 )... kiedys w Polsce tez tak bylo, ze oplacalo sie wziac
    mieszkanie na kredyt i wynajmujacy splacali cala rate.
  • Gość: burczymucha IP: 195.212.51.* 15.12.09, 13:25
    A co radzicie jak ktos ma gotowke na zakup kawalerki w centrum Katowic?
    Inwestycja w 100% z mysla o wynajmie przez nastepne 5-10 lat + zamrozenie
    kapitalu w 'nieruchomosci' (wiadomo ze pieniadze z czasem traca na wartosci, a
    mieszkania na pewno pojda w gore po wejsciu do polski Euro).
  • 15.12.09, 13:34
    Gość portalu: burczymucha napisał(a):

    > A co radzicie jak ktos ma gotowke na zakup kawalerki w centrum Katowic?

    Poczekaj parę miesięcy, zobacz jakie będą ruchy w nieruchomościach. Z miesiąca
    na miesiąc wzrostów na pewno nie będzie. Jeśli zacznie się hossa, to bardzo
    powoli i na pewno jej nie przegapisz.

    > Inwestycja w 100% z mysla o wynajmie przez nastepne 5-10 lat + zamrozenie
    > kapitalu w 'nieruchomosci' (wiadomo ze pieniadze z czasem traca na wartosci, a
    > mieszkania na pewno pojda w gore po wejsciu do polski Euro).

    Nie muszą pójść w gurę z powodu wejścia do strefy euro.

    Poza tym dla ciebie, jeśli chcesz kupić mieszkanie, nieistotna jest inflacja.
    Ważne jest to, ile metrów kw. w danej chwili za posiadaną gotówkę możesz kupić i
    jak to się zmienia. Jeśli inflacja np. wyniesie 10% rocznie (a nie wyniesie tyle
    przez jeszcze ładnych parę lat), na lokacie w banku dostaniesz 8%, ale ceny
    mieszkań wzrosną o 4% - to ciągle jesteś 4% do przodu względem swojego celu
    inwestycyjnego, bez ryzyka, bez papierologii, bez główkowania - po prostu
    wkładasz kasę na lokatę i czekasz na moment, kiedy mieszkania zaczną drożeć
    szybciej, niż najlepszy dostępny na rynku procent w banku.
  • 15.12.09, 13:38
    > mieszkania na pewno pojda w gore po wejsciu do polski Euro

    Na pewno to umrzesz. Moja rada, i mowie to zupelnie powaznie - kup za te pieniadze tira zupek chinskich, bo jak cos pojdzie w gore po wejsciu do strefy EUR, to glownie najtansze produkty spozywcze... A jak umoczysz, to przynajmniej z glodu nie zdechniesz ;)

    Nie ma zadnego zwiazku, przykladu, danych historycznych ktore by wskazywaly na to ze ceny mieszkan rosna po przejsciu na walute europejska. Jedynym "przykladem" jest Hiszpania - ale tam nie zadzialalo EUR tylko globalna hossa i spekulacja z UK.

    --
    Do dupy z takimi komentarzami.
  • Gość: kratka IP: 65.200.138.* 16.12.09, 16:13
    > Trudno miec rodzine i wynajomowac mieszkanie, nie mowie, ze sie
    nie da, ale to
    > trudne, szczegolnie jak sie ma dzieci.


    Jezeli cierpisz na nadmiar gotowki, to zainwestuj, zdywersyfikuj,
    nie pchaj WSZYSTKIEGO w JEDNA inwestycje, ktora w dodatku spada. To
    topienie pieniedzy.
    Gdybys poszedl to maklera gieldowego z np. 300tys, i poprosil o
    pomoc w zainwestowaniu, a on doradzilby Ci wsadzenie wszystkiego w
    JEDNO przedsiebiortwo, ktorego akcje w ostatnich 2 latach spadly o
    15-20% i dalej spadaja. Zainwestowalbys?
  • 16.12.09, 16:25
    Dla tej bandy zakutych lbow mieszkanie to inwestycja, ktora nie podlega prawom i zasadom inwestycji, tylko konsumpcji. Czyli jak wiatr zawieje i argument sie sprawdza - to gadaja ze inwestycja; jak widza ze traca, to nagle z inwestycji robi sie zaspokojenie potrzeb zyciowych.

    A tak naprawde, co najbardziej widac w postach kapusty, mieszkanie to sposob na odreagowanie kompleksow...

    --
    Do dupy z takimi komentarzami.
  • Gość: kapusta IP: 80.240.177.* 17.12.09, 09:23
    kretynofil napisał:

    > Dla tej bandy zakutych lbow mieszkanie to inwestycja, ktora nie
    podlega prawom
    > i zasadom inwestycji, tylko konsumpcji. Czyli jak wiatr zawieje i
    argument sie
    > sprawdza - to gadaja ze inwestycja; jak widza ze traca, to nagle z
    inwestycji r
    > obi sie zaspokojenie potrzeb zyciowych.
    >
    > A tak naprawde, co najbardziej widac w postach kapusty, mieszkanie
    to sposob na
    > odreagowanie kompleksow...

    Aż tak cie dotknęly moje posty? Który najbardziej? Ten, że żona nie
    chce miec dzieci, więc jest z tych wybrakowanych. Cos ci powiem. To
    jeszcze nic. Tego typu kobiety nie chca mieć dzieci często dlatego,
    że aktualnego męża traktują jako stan tymczasowy. Więc lepiej nie
    angażowac się z takim w dom, w dzieci, bo jak na horyzoncie pojawi
    się lepszy okaz, to łatwiej będzie sie pożegnac. Smutne to, wiem,
    może boleć.


    A wracajac do nieruchomości. Tak, na powaznie pisze, że gośc bez
    mieszkania, a najlepiej domu, jest nikim. Taki cygan, co robi za
    współczesnego niewolnika firmy. Kiedyś żołnierze nie mogli mieć domu
    ani ozenić się, bo cesarz chciał miec dyspozycyjna armię. Popatrz na
    siebie - jesteś takim niewolnikiem , choc niewolnictwo podobno
    zostało zniesione w XIX w. Wprawdzie jesteś dobrze odżywiony, dobrze
    ubrany, ale jesteś niewolnikiem, bez własnego domu i bez rodziny. Na
    własne życzenie. To , że masz żonę, to tylko pozór. To nie jest
    żona, skoro nie chce mieć dzieci. Z taborami legionów rzymskich też
    ciągnęły "żony", ale to były surogatki prawdziwych żon, tak jak
    tabory były surogatami własnego domu. Widze, kretynofilu, że całymi
    dniami produkujesz posty na różnorakich forach (nie tylko na tym) ,
    ile to już spłodziłeś tych postów, ponad 1000 ?, więc z żona chyba
    nie za bardzo masz co robić i o czym rozmawiać (nie ma czasu?
    kariere robi? boli ją głowa?). Do pracy chyba tez się za bardzo nie
    przykładasz, skoro masz czas na pisanie postów liczonych w
    tysiącach. Nie widzę sensu w produkowaniu tysięcy postów i
    uświadamianiu jak to jest ci dobrze, bo nie masz mieszkania WŁASNEGO
    i prawdziwej rodziny (z dziećmi). Widze tylko dwa wytłumaczenia:
    albo jesteś płatnym tworzyciemem postów agory i piszesz w ramach
    obowiązków służbowych (na innym forum zdaje się pisałeś, że masz
    własne mieszkanie w W-wie), albo próbujesz innym i jednoczesnie
    sobie wmówić poprzez te posty, że model NIE MAM WŁASNEGO DOMU, tylko
    wynajmuję (choc mógłbym kupić) i NIE MAM PRAWDZIWEJ RODZINY
    (DZIECI), choc niby mógłbym, ale i ja i żona nie chcemy. W każdym
    razie twoja argumentacja w oóle mnie nie przekonuje.


    Piszesz, że masz tylko dwa koty. Koty zwykle mają stare panny. Wy
    macie dwa. Wiec jeden jest dla starej panny, zwanej dla niepoznaki
    żoną, a drugi dla starego kawalera (ty), zwanego dla niepoznaki
    mezem. W małżeństwie tez można być samotnym (dobrze, że u ciebie są
    2 koty, bo 1 tez czułby sie samotnie, mam nadzieję, że to para
    kotów, może chociaz one przekazą geny dalej).
  • Gość: kapusta IP: 80.240.177.* 17.12.09, 09:50
    > kretynofil napisał:
    >
    > > Dla tej bandy zakutych lbow mieszkanie to inwestycja, ktora nie
    > podlega prawom
    > > i zasadom inwestycji, tylko konsumpcji. Czyli jak wiatr zawieje
    i
    > argument sie
    > > sprawdza - to gadaja ze inwestycja; jak widza ze traca, to nagle
    z
    > inwestycji r
    > > obi sie zaspokojenie potrzeb zyciowych.



    Żeby było jasne. Konsumpcja - to mieszkanie docelowe, kupione dla
    siebie, to w którym sie mieszka przez wiele lat, może nawet na
    zawsze. W przypadku takiego mieszkania trudno mówić o zysku/stracie,
    gdyż jest to nieruchomość zamrożona na bardzo dlugi okres na własny
    użytek.

    Inwestycja - to drugie, trzecie i nastepne mieszkania specjalnie
    kupione na wynajem dla takich cyganów jak ty, ewentualnie mieszkania
    które zostały z czasów przedmałzeńskich (kiedy starczała kawalerka).
    Czyli mieszkanie nie dla siebie, tylko dla cyganów (studentów,
    singli, biedoty), zwanych dla niepoznaki najemcami. Na takim
    mieszkaniu inwestycyjnym własciciel może zyskać lub stracić.
    Natomiast cygan tez na najmie konkretnego mieszkania w okreśłonym
    czasie raz zyska raz straci, ale W PERSPEKTYWIE WIELOLETNIEJ tylko
    straci, bo cenne jest również poczucie pewności i bezpieczeństwa.
    Bez własnego kąta jesteś jak cygan albo szczur wędrowny, tułajacy
    po cudzych mieszkaniach. W pewnym wieku (wg mnie po 30) to wstyd
    mieszkac u kogoś. Do 30 to jeszcze ujdzie, bo student na stancji,
    czy singiel , to jeszcze jakoś wyglada. Ale po 30 to nie godzi się
    żyć jak cygan. Tak samo jak w pewnym wielku czas zmienić dresową
    bluze z kapturem i deskorolke np. na garnitur i laptop. W pewnym
    wieku trzeba stać się odpowiedzialnym człowiekiem, a nie zatrzymać
    sie na etapie studenta wesołka.
  • Gość: R IP: *.icpnet.pl 17.12.09, 11:36
    Gość portalu: kapusta napisał(a):
    > Czyli mieszkanie nie dla siebie, tylko dla cyganów (studentów,
    > singli, biedoty), zwanych dla niepoznaki najemcami.[...]
    > Bez własnego kąta jesteś jak cygan albo szczur wędrowny, tułajacy
    > po cudzych mieszkaniach. W pewnym wieku (wg mnie po 30) to wstyd
    > mieszkac u kogoś. Do 30 to jeszcze ujdzie, bo student na stancji,
    > czy singiel , to jeszcze jakoś wyglada. Ale po 30 to nie godzi się
    > żyć jak cygan. Tak samo jak w pewnym wielku czas zmienić dresową
    > bluze z kapturem i deskorolke np. na garnitur i laptop. W pewnym
    > wieku trzeba stać się odpowiedzialnym człowiekiem, a nie zatrzymać
    > sie na etapie studenta wesołka.

    Należy rozumieć, że na zachodzie czy USA mieszka pełno cyganów i
    szczurów wędrownych. Jaki sens kupowania miezkania czy domu jeśli
    czyjaś praca wiąże się z częstą zmianą miejsca zamieszkania. Poza
    tym to normalne, że wielu ludzi nie stać na kupno więc wynajmują.
    Tak było, jest i będzie ju zawsze. Nie mam tu na myśli tylko Polski
    tylko ogół. Chyba, że mieszkasz w Afryce i zrobisz sobie chatę z
    gliny i krowiego łajna. Nazywając najemcw biedotą wystawiasz
    świadectwo sam sobie. Zapamiętaj, że nie szata zdobi człowieka.
    Nawet z półbutów noszonych do garnituru może wyjść słoma. Masz
    laptopa, którego kupiłe w MM na raty 30x0 % i to czyni z ciebie
    odpowiedzialnego człowieka? Nie mam więcej pytań.
  • Gość: Hipcio IP: *.chello.pl 17.12.09, 11:50
    >Należy rozumieć, że na zachodzie czy USA mieszka pełno cyganów i
    >szczurów wędrownych. Jaki sens kupowania miezkania czy domu jeśli
    >czyjaś praca wiąże się z częstą zmianą miejsca zamieszkania. Poza
    >tym to normalne, że wielu ludzi nie stać na kupno więc wynajmują.

    Gościem się nie przejmuj. Jest udupiony na miejscu z gromadką bachorów i bez
    większych perspektyw na zmianę. Musiał sobie wmówić, że to Prawdziwa
    Rodzina(tm), bo inaczej pewnie wpadłby w deprechę i je wszystkie wydusił.
  • Gość: kapusta IP: 80.240.177.* 17.12.09, 12:30
    Gość portalu: Hipcio napisał(a):


    > Gościem się nie przejmuj. Jest udupiony na miejscu z gromadką
    bachorów i bez
    > większych perspektyw na zmianę. Musiał sobie wmówić, że to
    Prawdziwa
    > Rodzina(tm), bo inaczej pewnie wpadłby w deprechę i je wszystkie
    wydusił.

    Tak, 1 dziecko, 4-pokojowe mieszkanie w małym bloku w W-wie warte
    dzić min. 700.000 i ok. 150 000 kredytu, to rzeczywiście powód żeby
    wpaśc w depresję :). Ja nie musze sie tułać jak szczur za pracą i
    wynajmowac mieszkania u obcych. Sam wynajmuje drugie mieszkanie
    takim szczurom wędrownym i dlatego ciesze sie, że takie szczury sa
    na świecie, bo kto utrzymywałby to drugie mieszkanie? Co
    najsmieszniejsze zawdzięczam to kredytom, dlatego wbrew temu co
    wciska kretynofil uwazam, że NA WŁASNE DOCELOWE POTRZEBY nawet dziś
    opłaca się wziąc kredyt na mieszkanie i gdybym nie miał WŁASNEGO
    mieszkania dziś, to NA WŁASNE POTRZEBY DOCELOWE wziałbym taki
    kredyt, żeby nie byc wędrownym szczurem. Natomiast na ce