"Przeboje" mieszkaniowe
Autor:
Gość: Avatar
IP: *.chello.pl
23.11.07, 15:03
Tak się składa, że ja mieszkania wynajmuję od 5 lat. Moi znajomi
wynajmują, znajomi znajomych też. Nie wiem, czy mam takiego pecha,
może po prostu za często "siedzę w temacie". Znam tak śmieszne i
absurdalne przypadki, że zaczynam się zastanawiać, czy Polska już
zawsze będzie a'la Bareja czy kiedyś to się wreszcie zmieni.
Najlepiej tłumaczy to mój ojciec: "jesteś komunista, chciałbyś, żeby
wszyscy żyli bogato i przyjemnie". No tak, tyle, że mój tatuś dostał
3-pokojowe mieszkanie od swojego ojca i nie musiał ani wynajmować,
ani pakować się w kredyt. To chyba jest właśnie przejaw komunizmu -
dawanie za darmo. Ale do rzeczy...w naszym pięknym kraju
statystyczny właściciel mieszkania, które chce wynająć, chciałby w
krótkim czasie nachapać się kasy, a klientowi wcisnąć kurnik
wmawiając mu, że to apartament. To jedno. A jak już mieszkanie
przypomina to, czym ma być, chcą za to ekstra kasę. Polecona mi
znajoma znajomej zaproponowała mi mieszkanie przy Stadionie
Dziesięciolecia za 1200 zł plus 3500 zł kaucji jako zabezpieczenie
nowo urządzonej kuchni. Mieszkanie ma 20 metrów w sumie.
Podziękowałem. Inny przykład: facet zgłasza mieszkanie do wynajmu,
przychodzę z żoną, gość opowiada, że po pokoju można chodzić tylko w
papuciach, bo się podłoga porysuje, a na regałach nie można stawiać
za dużo przedmiotów (i absolutnie wykluczone te o ostrych kantach),
bo się meble wypaczą. Pedant. No i jest nowy wielki telewizor. To
przejaw luksusu i powód, że chata jest warta 1500 za m-c. Inny
klimat: piękne mieszkanie w Międzylesiu, niemalże apartament,
łazienka z wanną-jacuzzi, super, kuchnia ładnie urządzona, super,
jedno "ale" - oba pomieszczenia przeznaczone dla dwóch rodzin!
Opłata miesięczna za ten luksus to 1400 PLN (i nigdy nie wiesz, kto
siedzi w kiblu albo szpera po lodówce). Największym "hitem" są
jednak pseudo-agencje pośrednictwa. Jedna mnie po prostu oszukała.
Wzięli 300 zł za znalezienie ofert, dali kilka adresów, każdy
fałszywy. Pod jeden adres (było to na Mokotowie) trafiliśmy wraz z
obcą kobietą, którą tak samo nabito w butelkę. Było to 5 lat temu i
potem prasa szeroko rozpisywała się o takich oszustach, którym mieli
dobrać się do tyłków. Nie wiem, jak jest teraz, bo szukałem i mam
mieszkanie znalezione na Allegro. Jeśli chodzi o miejscowości
podwarszawskie, to może się trafić wspólny "apartament" z
robotnikami sezonowymi, mieszkanie w piwnicy ze wspólną łazienką z
gospodarzami, którzy na dodatek lubią wypić, mieszkanie dosłownie w
garażu willi (np. w Jankach mój znajomy koczował tak przez 4 lata,
ale za to miał piękny widok na ogród ;) ), no i najgorsze -
wynajmujemy mieszkanie, płacimy za miesiąc z góry plus kaucję, dają
nam klucze, otwieramy drzwi, a tam inna para tak samo oszukana, jak
my, a na koniec okazuje się, że w ogóle nie mamy prawa tam
przebywać. Najgorsze są zaś wywiady i wypytywanki organizowane przez
właścicieli. Facet wynajmuje byle co, ale chce wiedzieć: jakie są
nasze zarobki, gdzie pracujemy, czy na stałe, palący-niepalący,
wierzący-niewierzący, geje, lesbijki, hetero, z Warszawy czy Pcimia,
z wyższym wykształceniem czy po zawodówce, jakie mamy upodobania
polityczne, czy dużo zużywamy wody, czy będziemy przyjmować gości.
Niektórzy nawet za warunek przyjęcia "na mieszkanie" stawiali
obowiązkowy 2-tygodniowy wyjazd raz w roku (ale płacić za mieszkanie
trzeba, a jak!). Długo by opowiadać. Przewodnik dałoby się napisać.
I ta podejrzliwość!!! Czasem można odnieść wrażenie, że tym ludziom
nie zależy na tym, żeby znaleźć lokatorów, tylko żeby ponarzekać na
wszystko i wszystkich w obecności wolnego darmowego słuchacza.