Panie Rafale, przyznam ze wymieniona agencja posrednictwa
koncentruje sie na nieruchomosciach o duze wartosci, i kieruje swoja
oferte do zamozniejszych klientow stad te 17%. Ale przyzna Pan, ze w
takim razie probka nie przedstawia do konca rzeczywistego obrazu
rynku (bo klientow zainteresowanyh i mogacych sobie pozwolic na
wydanie ponad 1 mln na zakup nieruchomosci nie jest az tak duzo
(patrzac chocby na to ze osob wpadajacych w 3 prog podatkowy jest
niecaly procent)). Biorąc pod uwage obecna sytuację na rynku
(spowolnienie) jest spora rzesza graczy korym zalezy na utrzymaniu
poziomu cen nieruchomosci na obecnym poziomie a nawet na wzroscie
tych cen. Ten artykul moze byc rozumiany jako wpisujacy sie w ten
punkt widzenia.
Drugim punktem widzenia jest zalożenie, ze ceny nie bedą w
najblizszym okresie rosly a wlasciwie czeka nas spora obnizka. Nie
ukrywam ja jestem zwolennikiem takiego pogladu bo tez mam pewien
cel - moja sytuacja finansowa ulegla znacznej poprawie i zamierzam
powiekszyc swoja przestrzen zyciowa, ale prosze mi wierzyc ze
predzej mi kaktus na rece wyrosnei niz wydam 7-8 tys za metr, nawet
jak mi zaoferuja zlote klamki. Swoj punkt widzenia opieram na
pewnych przeslankach:
- glownym motorem napedowym boomu mieszkaniowego byla dostepnosc
kredytu hipotecznego
- dostepnosc takiego kredytu ulegla ograniczeniu ze wzgledu na: 1)
znaczny wzrost stop procentowych w PLN, 2) znaczne ograniczenie
dostępności kredytów w CHF poprzez rekomendacje S - podwyzszenie
limitu zdolnosci kredytowej osob ubiegajacych sie o kredyt w wal
obcej, 3) znaczny wzrost wielkosci kredytu potrzebnego na zakup
nierychomosci (zmniejsza sie rzesza klientow mogacych sobie pozowlic
na taki kredyt)
- banki, ktorych część jest kapitalowo powiazana z instytucjami
ktore odczuly skutki kryzysu sub prime tez ostrozniej patrza na
kredytobiorcow np poprzez obnizanie LTV (klient musi miec wiekszy
wklad wlasny np. oczywiscie wiekszosc ma w ofercie kredyty na 100%
ale nie kazdy klient taki kredyt moze dostac) lub DTI (wczesniej
poziom tego wskaznika rzadko przekraczał 35-40% teraz prowadzi sie
dizalania zmierzajace do jego obnizania, a to powoduje ze trzeba
miec wieksze dochody niz wczesniej by otrzymac kredyt tej samej
wielkosci)
Podzumowujac mamy problemy ze zdobyciem finansowania zakupu
Po przeciwnej stronie mamy podaz:
- deweloperow ktorzy oddadza w tym roku wiecej mieszkan niz w
poprzednim,
- inwestorow posiadajacych po kilka mieszkan (zazwyczaj na kredyt)
gdzie chce realizacji zyskow bedzie z czasem rosla (bo rosna koszty
inwestycji - koniecznosc splat rak kredytowych i utrzymania
mieszkania przy jednoczesnym zatrzymaniu sie cen/lub grozbie ich
spadku, dodam tez alternatywne bezpieczne sposoby inwestowania
(lokaty - sa coraz wyzej oprocentowane - oczywiscie gross tych
wzrostow zzera inflacja)
Moze nie pamietam dobrze tego co pisam Begg o popycie i podazy i
rownowadze na rynku ale chyba chodzilo o dostosowanie za pomoca
ceny, ktora w tym wypadku pewnie bedzie zjezdzac w dol!
Wszyscy sie zastanwaiamy jaka wartosc informacyjna niosa ostatnio
ukazujace sie w prasie artykuly i wszyscy maja zamet w glowach bo sa
bombardzowani na przemian info o boomie to znowu o katastrofie jaka
nas czeka. Mnie interesuje jakie sa ceny transakcyjne nieruchomosci.
bo te podawane w agencjach sa z ogloszen czyli sa raczej wyrazem
zyczen sprzedajacych). fajnie byloby przeczytac taka wlasnie analize.
Czekam oczywiscie na kontrargumenty i pokazanie ze jednak czeka nas
kilka lat wzrostu cen.