Dodaj do ulubionych

Padł deweloperski rekord, "tak wielkiej podaży ...

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.07.08, 12:31
No to witamy w świecie "świńskiej górki"... Czekam tylko na
komentarze w stylu bierzcie i kupujcie bo taniej nie będzie...
Obserwuj wątek
          • hugow Re: zawsze do nieba?? 18.07.08, 13:30
            To zwykle dzialanie rynku i moze nawet mamy powody do wdziecznosci
            wobec spekulatnto - ktorych dzialania ozywiaja rynek, ludzie
            budujacy domy maja prace zamiast byc na bezrobotnym. Rozwija sie
            caly sektor.
            Dlaczego wywindowano kurs zlotego?
            To proste.
            w 2007 r. kupiono spekulacyjnie mieszkania po 3,5k za m^2 przy
            kursie 3,5zl za EUR (WROCLAW POLUDNIE) (wazne - bo jestesmy ze
            strefy EUR).
            Teraz, lub chwile pozniej np. w 2009, trzeba zrealizowac zyski.
            Powiedzmy ze sprzedamy za 3,7k za m^2, ale przy kursie 2,5zl za EUR.
            Czyli 48% zysku w 2 lata, co jest dosc dobra stopa zwrotu.

            Nawet jesli kupilismy spekulacyjnie za 8k za m^2 przy kursie 3,2 zl
            za EUR a sprzedamy za 6k za m^2 przy kursie 1,8 zl za EUR - to choc
            nie jest to duzo bo tylko 33% w ciagu 2 lat - dalej nie jest zle.
            --
            Serdecznie pozdrawiam i zycze milego dnia :-)
            *www*HuGoW
            • steady_at_najx Re: zawsze do nieba?? 18.07.08, 13:52
              >To zwykle dzialanie rynku i moze nawet mamy powody do wdziecznosci
              >wobec spekulatnto - ktorych dzialania ozywiaja rynek, ludzie
              >budujacy domy maja prace zamiast byc na bezrobotnym. Rozwija sie
              >caly sektor

              a co to za bzdura ?? od kiedy to generownie baniek jest ozywcze dla
              rynku ? Generuje sie tylko falszywy pieniadz kredytowy ktory na
              dluzsza mete nie ma pokrycia w wartosci dobr ktore zostaly za niego
              nabyte. Poprostu dopisuje sie nowy coraz wiekszy pieniadz do stanow
              posiadania sprzedajacych.
              Co z tego ze jest chwilowy ruch skoro stagnacja z tego powodu i
              straty z powodu niesplacanych kredytow moga odbijac sie czkakwa
              przez dlugie lata ?
              Moze laskawie rzucisz okiem na przyklad Japonii lub USA (tutaj wciaz
              w trakcie trwania) gdzie banka spowodowala gleboka wieloletnia
              stagnacje i faktyczne zubozenie spoleczenstwa. Nie mowiac o tym jak
              bardzo taka banka jak u nas przyczyni sie do wytworzenia fali
              emigrujacych i ujemnego przyrostu. Wlasnie z powodu zubozenia
              spoleczenstwa ?
              Wytworzy tez cale grupy pracownikow ktore po kilku latach nie beda
              mialy zajecia (patrz Irlandia i budowlancy)
              A faktyczny dochod bedzie miala tylko grupka "ynwestorow". To jest
              jak z silnikiem, przesadzisz z obrotami pokreci sie fajnie na
              wysokich ale pozniej pozostaje kosztowny remont.

              --
              deweloperzy siedza biernie ?? O nie!

              zjadamyreklamy.blox.pl/resource/adaction.PNG
      • hugow Re: Padł deweloperski rekord, "tak wielkiej podaż 18.07.08, 13:28
        Moze i poplyna - ale niekoniecznie juz teraz, ale za chwilke.
        Choc i to moze nie.
        Dlaczego wywindowano kurs zlotego?
        To proste.
        w 2007 r. kupiono spekulacyjnie mieszkania po 3,5k za m^2 przy
        kursie 3,5zl za EUR (WROCLAW POLUDNIE) (wazne - bo jestesmy ze
        strefy EUR).
        Teraz, lub chwile pozniej np. w 2009, trzeba zrealizowac zyski.
        Powiedzmy ze sprzedamy za 3,7k za m^2, ale przy kursie 2,5zl za EUR.
        Czyli 48% zysku w 2 lata, co jest dosc dobra stopa zwrotu.

        Nawet jesli kupilismy spekulacyjnie za 8k za m^2 przy kursie 3,2 zl
        za EUR a sprzedamy za 6k za m^2 przy kursie 1,8 zl za EUR - to choc
        nie jest to duzo bo tylko 33% w ciagu 2 lat - dalej nie jest zle.
        --
        Serdecznie pozdrawiam i zycze milego dnia :-)
        *www*HuGoW
    • koxiarz Padł deweloperski rekord, "tak wielkiej podaży ... 17.07.08, 12:32
      Hmm, ale ceny i tak nie spadną. A dlaczego? Bo nie. Mieskzania muszą
      drożeć i tyle, a kto w to nie wierzy ten osioła i będzie całe życie
      płacił komuś za wynajem ;)

      Zacznie się już za niedługo, więc chętni do kupna powinni się powoli
      rozglądać za ciekawymi ofertami, najlepiej na rynku pierwotnym z
      terminem oddania za 2 lata.
      • Gość: arkaszka Re: Padł deweloperski rekord, "tak wielkiej podaż IP: *.chello.pl 17.07.08, 20:02
        Dobrze że jest jakaś dyskusja na forum gdyby wszyscy śpiewali hymny
        obniżkom byłoby nudno.
        A teraz zastanówmy się dlaczego miało by być drożej
        1) mój ulubiony argument -brakuje trzech mln mieszkań, prawda
        może i brakuje nawet więcej ale to nic nie znaczy, jaki facet nie
        chciałby mieć nowego porszaka albo lexusa, (koszt jak małe
        mieszkanko).Ale popyt nie wynosi 19 mln sztuk rocznie- dlaczego, bo
        aby kupić coś trzeba mieć chęć zakupu oraz zdolność finansową a z
        tym gorzej.
        2) Bo w Londynie....jest drożej, i co z tego- mieszkanie kosztuje
        tylko tyle za ile może go kupić lokalny klient, po co komu
        mieszkanie w innym kraju, jak tam nie mieszka, idąc tym tropem
        powinniśmy wykupić mieszkania w Biłgoraju, Pcimiu czy innym pięknym
        mieście bo tam sa tanie, a przecież ceny w europie muszą się
        wyrównywać.
        3) Ceny mieszkań rosną bo zawsze muszą rosnąć- ceny mieszkań w
        Polsce gwałtownie wzrosły bo banki dały nam 2x dłuższy okres spłaty
        rat= 2x większa zdolność kredytowa, mając 2x wiecej kasy mogliśmy
        2xwięcej zapłacić, dodajmy do tego małą podaż, kilku cwanych
        spekulantów i sporą panikę i mamy 2x większą cenę mieszkań, Zadnego
        cudu po prostu zwykłe równanie popyt/podaż.
        4) lepiej spłacać raty niż wynajmować, 100% racja, ale tylko wtedy
        gdy rata kredytu jest podobnej wysokości jak czynsz najmu, jeżeli
        jest 2x wyższa, to jest marny biznes.
        5) kupiłem dla siebie, więc cena jest obojętna, święta prawda choć
        jak miesiąc temu kupiłem monitor za 900 PLN a okazało się że za 2
        tygodnie był markecie w promocji był za 740 byłem trochę zły, ale
        jak bym przepłacił za mój pałac 200.000PLN to bym się wk..rwił
        6) Zapomniałem o tysiącach emerytów z niemiec i anglii którzy by
        chcieli kupić wypasiony apartament w Warszawie aby spędzić tu
        słoneczną starość
        7) Pamiętajmy jeszcze o kibicach na EURO 2012, na pewno będą chcieli
        mieć prezent z mistrzostw, kupią szalik, kufel i małe mieszkanko a
        co, tanio jest.
        8) Zdolność kredytowa przeciętnej rodziny przy kredycie na 30lat
        wynosi około 200-240tys, więc już widzę te tłumy kupujące wypasione
        apartamenty po 400 tys, a co, kto by nie miał 200 tys ukrytych w
        skarpecie, przecież tanie nie będzie.
        • hugow Re: Padł deweloperski rekord, "tak wielkiej podaż 18.07.08, 13:32
          Popyt na mieszkania w Polsce juz byl - ale jesli EURO bedzie sie
          oslabiac wobec zlotego - to nadal moze sie oplacac kupowac
          mieszkania spekulacyjnie. Moze - nie znaczy musi.
          To zwykle dzialanie rynku i moze nawet mamy powody do wdziecznosci
          wobec spekulatnto - ktorych dzialania ozywiaja rynek, ludzie
          budujacy domy maja prace zamiast byc na bezrobotnym. Rozwija sie
          caly sektor.
          Dlaczego wywindowano kurs zlotego?
          To proste.
          w 2007 r. kupiono spekulacyjnie mieszkania po 3,5k za m^2 przy
          kursie 3,5zl za EUR (WROCLAW POLUDNIE) (wazne - bo jestesmy ze
          strefy EUR).
          Teraz, lub chwile pozniej np. w 2009, trzeba zrealizowac zyski.
          Powiedzmy ze sprzedamy za 3,7k za m^2, ale przy kursie 2,5zl za EUR.
          Czyli 48% zysku w 2 lata, co jest dosc dobra stopa zwrotu.

          Nawet jesli kupilismy spekulacyjnie za 8k za m^2 przy kursie 3,2 zl
          za EUR a sprzedamy za 6k za m^2 przy kursie 1,8 zl za EUR - to choc
          nie jest to duzo bo tylko 33% w ciagu 2 lat - dalej nie jest zle.
          --
          Serdecznie pozdrawiam i zycze milego dnia :-)
          *www*HuGoW
                • atomm Zycze powodzenia... 17.07.08, 14:11
                  Obawiam sie ze utrzymywanie tak silnego zlotego poglebi nasze
                  przyszle problemy gospodarcze...
                  Skutek bedzie taki ze zlotowka sie zdewaluuje.
                  I choc beda osoby ktore odpowiednio wczesnie przewalutuja sobie
                  kredyty, to wiekszosc zostanie z kredytami we frankach...
                  Choc zgodze sie ze krotkoterminowo (w skali 30-letnich kredytow)
                  zlotowka moze sie jeszcze umocnic...
                • Gość: markos Re: Hmm... nie widzisz podobienstw? IP: *.chello.pl 17.07.08, 17:16
                  Co do wydajności pracy to tu mamy zagwostkę. Otóż miałem okazję pracować w tych
                  samych zakładach i w Polsce i za granicą. To tak pracowałem w Tesco w Polsce i w
                  Angli no i w Polsce jak to w Polsce beznadzieja trzeba narobić się 2 razy więcej
                  niż w Angli. Później był Cersanit i to jest ciekawe bo u nas linka idzie na 100%
                  szybkości i pracę wykonuje jeden człowiek, natomiast we Włoszech szybkość linki
                  jest ustawiona na 80% i to ci niespodzianka pracują przy lince 2 a nie jak w
                  naszym kraju 1 osoba. Nie mówie już o innych zakładach z tzw strefy ekonomicznej
                  w których norma jest wyśrubowana do granic ludzkich możliwości a prawdopodobnie
                  przewyższa możliwości pracowników z zachodu. I jak to się ma do tej niesamowicie
                  niskiej wydajności pracy w naszej ojczyźnie. A może wydajność pracy to coś
                  innego niż myśli 90% osób????
                    • Gość: markos Re: Hmm... nie widzisz podobienstw? IP: *.chello.pl 17.07.08, 19:04
                      Ok a tym przykładem się zgodzę, ale uważam, że w tych 2 przypadkach które
                      wymieniłem (a jest ogrom takich firm) to wydajność pracy w polsce jest 2 razy
                      wyższa (odnośnie do tyvh przedsiębiorstw), w końcu w Tesco nie używa się na ogół
                      maszyn (oprócz paleciaków itp.) a w Cersanicie linki są identyczne tylko tam ona
                      idzie wolniej i pracuje przy niej więcej osób co sprawia, że praca jest dużo
                      lżejsza, natomiast ludzie i tak zarabiają tam 4 razy więcej kasy, natomiast w
                      Polsce firmy te tłumaczą nasze niskie zarobki głównie niższą wydajnością niż na
                      zachodzie. Więc śmiać mi się chce (albo płakać) gdy to słyszę. Zresztą kto
                      pracował na lince np w Angli i w polsce to wie o czym piszę.
                      Ps. Tak wiem co to jest wydajność pracy i jak się ją mierzy, to było pytanie
                      retoryczne.
                      Pozdrawiam.
                      • Gość: Piotrek Re: Hmm... nie widzisz podobienstw? IP: *.babilon.ds.polsl.pl 17.07.08, 22:50
                        U mnie w firmie wygląda to tak (linie produkcyjne): norma na godzinę w Niemczech
                        wynosi 300 sztuk. W Polsce norma też wynosi 300 sztuk na godzinę. Pięknie?
                        Niestety, polscy pracownicy osiągają gorsze wyniki. Powód jest prosty: niemiecki
                        pracownik ma wliczone do wydajności sztuki zrobione dobrze i źle, czyli ogólnie
                        robi 300 sztuk na godzinę. W Polsce do wydajności i premii wydajnościowej
                        liczone są tylko produkty dobre - nasi pracownicy muszą zrobić minimum 300
                        dobrych, aby osiągnąć "niemiecką" wydajność (a odpad na niektórych liniach jest
                        mały, a na niektórych dochodzi do 12%). Co więcej, podobna praktyka jest domeną
                        wielu firm przenoszących produkcję/montaż do Polski. O dniach wolnych, warunkach
                        pracy w zakładach w Polsce i w siedzibach głownych i zniżkach na produkty gotowe
                        już nawet nie wspominam. Może wg statystyk polski pracownik pracuje gorzej, ale
                        moim zdaniem jesteśmy, wulgarnie mówiąc, ostro pieprzeni w d**ę.
                          • raf-ber Re: Hmm... nie widzisz podobienstw? 25.07.08, 11:26
                            Gość portalu: brtk napisał(a):

                            > Nie kumasz. Nie chodzi o wydajność pracowników, ale gospodarki.
                            > Wydajność pracowników jest wyższa, niż na "zachodzie",
                            > ale nie firm. Powyższy przykład z koparką i łopatami jest jednym
                            > z moich ulubionych, idealnie obrazuje problem wydajności.

                            Chodzi o organizację pracy, zamawiasz coś na określony dzień i masz - tak jest w
                            krajach cywilizowanych. U nas zamawiasz i niestety nie ma, więc musisz
                            kombinować - latasz jak pies z wywieszonym ozorem i g.. z tego że zapier... dwa
                            razy więcej niż oni. Żeby wykonać dany wyrób/usługę musisz poświecić więcej
                            czas/pracy/materiału itd. które za szt./h/kg są tańsze ale po przeliczeniu nie
                            wychodzi wcale taniej, a do tego cena po której sprzedajesz jest niższa więc
                            wkład pracy jest procentowo droższy - czyli wydajność mniejsza. Robotnik przy
                            taśmie już szybciej nie zrobi, pora by jego przełożony zaczął lepiej pracować i
                            wszyscy powyżej niego. Chronicznie brak personelu zarządzającego średniego
                            szczebla, większość to debile bez szkoły - tak jest gdy dominuje nepotyzm i
                            kolesiostwo. Inwestycje w elektorniczne systemy wspomagające zarządzanie to
                            jedyne rozsądne wyjście z sytuacji.
                      • Gość: Q W Polsce jest za mało firm a za dużo rąk do pracy IP: 213.150.35.* 18.07.08, 14:14
                        przez co na PKB na mieszkańca jest niższy, a płace małe. Wszystko to jest
                        wynikiem powolnego (albo może i szybkiego, ale my niecierpliwi jesteśmy)
                        wychodzenia z komuny. W ostatnich latach liczba firm wzrasta, ale to póki co
                        powoduje tylko stopniowy spadek bezrobocia. Jak osiągnie ono swój minimalny
                        poziom (tzn. bez pracy zostaną tylko ci, co jej nie chcą), a rozwój gospodarki
                        (wzrost liczby miejsc pracy) będzie trwał nadal, nastąpi w końcu wzrost płac
                        (większy popyt a mniejsza podaż na rynku pracy). Przy okazji, w trakcie całego
                        tego procesu, powinno wzrastać PKB a więc i wartość nabywcza naszej kochanej
                        złotóweczki. Jeśli nic tego procesu nie zaburzy (skoro nawet PiS na spółkę z
                        Lepperem nie dał rady, to jestem dobrej myśli) to pozostaje tylko czekać na
                        coraz lepsze czasy, i stopniowe doganianie Europy.
                    • Gość: Elw problem polskiej wydajności IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.07.08, 16:15
                      nie lezy w wydajności pojedynczego pracownika choć tak naprawdę to ciężko
                      pracuje grupa zatrudnionych w firmach prywatnych. W państwowych czy
                      korzystajcych ze wsparcia państwa już tak nie jest. A pracowałem w hucie (w
                      latach 88-92) i dostarczam rzeczy używane w stoczniach więc np w Gdyni bywam
                      regularnie.
                      Polskim problemem jest konsekwencja wychodzenia z komuny i szok lat 90-tych
                      które doprowadziły do tego że na 10 osób w wieku produkcyjnym rzeczywiście 2
                      tyra strasznie, 4 żyje na wsi z czego połowa pracuje okresowo a z drugiej połowy
                      1 pracuje tak naprawdę poza rolnictwem i najczęsciej nie jest to nigdzie
                      odnotowane (kto buduje te podmiejskie domki? - ludzie na KRUS-ie) 2 ma państwową
                      posadę i tak strasznie nie tyra a jak tyra to przez rózne durne przepisy, 1 się
                      uczy a ostatni jest za granicą.
                      Teraz do tych 10 pracujących dodaj 7 osób na emeryturze takiej czy owakiej, 2 to
                      renciści i 3 dzieci. I masz mniej więcej to co sie składa na nasze społeczeństwo.

                      Po komuniźmie odziedziczyliśmy archaiczne rolnictwo (wiem bo jestem ze wsi)
                      gdzie wydajność naprawdę ciężiej pracy od rana do nocy jest żałosna bo
                      porównanie kogoś kto ma 300ha i pełen park maszynowy do rolnika który ma 6 świń
                      2 krowy 2 cielaki, 100 kur, 40 gęsi i 6ha w trzech kawałkach w ogóle nie ma
                      sensu, bo ten pierwszy poza okresem żniw, siewów i orki pracuje po 3-4h
                      dziennie, ma wolne weekendy i żyje dziś bardzo dostatnio a ostatni haruje od 6
                      do 22 i niewiele z tego ma bo np traci pół dnia żeby odwieźć 2 ze swoich świń do
                      skupu na wozie przyczepionym do traktora.
                      W normalnych nowoczesnych społeczeństwach w rolnictwie pracuje 5-10% ludzi. U
                      nas - niecałe 40%

                      Odziedziczyliśmy po komuniźmie ogromną żeszę byłych wojskowych, milicjantów itd.
                      Kiedyś utrzymywaliśmy armię która w szczycie miała niecałe 330tyś ludzi. (dziś
                      stać nas lewie na 100tyś) mieliśmy 170 okrętów, dziś może 20) To było morze
                      zawodowych oficerów, podoficerów którzy mieli zdobywać Danię w wielkim marszu
                      Armi Czerwonej. To jest duża grupa ludzi która dobie dorabia psując rynek pracy
                      a jednocześnie dostaje z budżetu spore pieniądze.Na te pieniądz zrzuca się
                      reszta społeczeństwa bo odłożone przez nich składki, podobnie jak innych
                      emerytów istniały tylko na papierze i tak naprawdę zostały przejedzone za
                      Jaruzelskiego i utopione przez Gierka w różnych inwestycjach

                      Podczas terapi szokowej wszystkie rządy, łącznie z przedostatnim łatwo rozdawały
                      przywileje emerytalne. W efekcie mamy najmłodszych emerytów w Europie a może na
                      świecie. Mają nędznie emerytury ale to też obciąża wydajność państwa, do tego
                      dojdą przywileje górników, będzie jeszcze gorzej.

                      A sytuacja demograficzna ma się coraz gorzej. Wyjechało dużo ludzi, zwłaszcza
                      młodych. Do tego w latach 90-tych mamy dramatyczny spadek liczby urodzeń. Więc
                      nie ma szans chocby ci 2 się zaharowali na śmierć to długo nie dociągniemy do
                      50% średniej unijnej PKB/głowę


                • Gość: Statystyczny Re: Hmm... nie widzisz podobienstw? IP: 193.109.212.* 18.07.08, 10:06
                  Sorry Siwak - skąd wziąłeś dane o 60% PKB w stosunku do średniej
                  Unijnej? Tu jest link do danych Europejskiego Banku centralnego -
                  sdw.ecb.europa.eu/reports.do?node=1000001431 zobacz w
                  tabelę 'GDP pec capita' - w 2006 r. w tys. euro Polski PKB wynosił
                  7,12 tys. euro a średni Unijny PKB wynosił 24,69 tys. euro. Z
                  prostego wyliczenia wynika, że nasz PKB to 34,7%, czyżby od 2006
                  nasz PKB wzrósł o 90%??? :) No, no to daje wzrost PKB po 45%
                  rocznie - chyba najlepszy wynik w historii Świata, hę?
            • hugow Re: kto kupił mieszkanie , ten przegrał swoje żcy 18.07.08, 13:34
              No i do tego moze za wczasu przewalutowac na zlote, jeny - cokolwiek
              To zwykle dzialanie rynku i moze nawet mamy powody do wdziecznosci
              wobec spekulatnto - ktorych dzialania ozywiaja rynek, ludzie
              budujacy domy maja prace zamiast byc na bezrobotnym. Rozwija sie
              caly sektor.
              Dlaczego wywindowano kurs zlotego?
              To proste.
              w 2007 r. kupiono spekulacyjnie mieszkania po 3,5k za m^2 przy
              kursie 3,5zl za EUR (WROCLAW POLUDNIE) (wazne - bo jestesmy ze
              strefy EUR).
              Teraz, lub chwile pozniej np. w 2009, trzeba zrealizowac zyski.
              Powiedzmy ze sprzedamy za 3,7k za m^2, ale przy kursie 2,5zl za EUR.
              Czyli 48% zysku w 2 lata, co jest dosc dobra stopa zwrotu.

              Nawet jesli kupilismy spekulacyjnie za 8k za m^2 przy kursie 3,2 zl
              za EUR a sprzedamy za 6k za m^2 przy kursie 1,8 zl za EUR - to choc
              nie jest to duzo bo tylko 33% w ciagu 2 lat - dalej nie jest zle.
              --
              Serdecznie pozdrawiam i zycze milego dnia :-)
              *www*HuGoW
          • peperro Re: kto kupił mieszkanie , ten przegrał swoje żcy 17.07.08, 12:55
            Ależ zupełnie niesłusznie. Nie martwmy się o młode pokolenia. Jak ceny spadną o
            kilkadziesiąt procent to jakoś zarobią na swoje lokum. Jak przy okazji padną
            relikty typu ZUS to wtedy już na pewno. No i mają jeszcze szanse wyjechać z tego
            padołu... Póki nie jest za późno... Ja cały mam czas mam nadzieję - tak, tak -
            matka głupich, że moja córka nie będzie musiała uciekać, bo życie wymusi kiedyś
            w tym kraju sensowne reguły...
        • troll_bambol Re: kto kupił mieszkanie , ten przegrał swoje żcy 17.07.08, 12:52
          Będzie to co było w Japonii. Pan Jakitaki w 1990 roku kupił 30-
          metrowe mieszkanie w Tokio, bo miało tylko drożeć i wziął 30-letni
          kredyt na 300.000 jenów. Przyszła dekoniunktura i w 2007 roku
          okazało się, że mieszkanie za które musi spłacić w sumie 670.000
          jenów jest warte 130.000 jenów. Na dokładkę jen bardzo się wzmocnił,
          co zabija eksport i nikt nie chce robić biznesu z firmami
          japońskimi. Czyli musi przez 30 lat oddać bankowi ponad
          czterokrotność wartości mieszkania. Co pozostaje? Harakiri.
          --
          Jestem Troll Bambol. Z zawodu muzyk. Uwielbiam grać ludziom na
          nerwach.
        • Gość: brtk Re: Padł deweloperski rekord, "tak wielkiej podaż IP: *.chello.pl 17.07.08, 23:33
          Mieszkania na przedmieściach Sztokholmu są dwa razy tańsze, niż
          na przedmieściach warszawy, średnia pensja netto jest 3 razy wyższa
          niż w Polsce, koszty pracy i materiałów są wyższe niż w Polsce.
          Wnioski sam wyciągnij.

          Gość portalu: inwestor napisał(a):

          > Wątpie, że masz godzie mieszkać Trollu ale jeśli masz to sprzedaj mi
          > swoje mieszkanko 30-50% taniej. Przecież taką cenę wg ciebie ono
          > osiągnie, nie? Zainicjuj spadki bo ludzie się niecierpliwią a jak
          > spadków nie będzie to zaczną kupować jak dotąd.
    • kolaabb za 4-5 lat można kupować 17.07.08, 13:02

      To dobra wiadomość. Spadnie cena działek, spadnie cena materiałów
      budowlanych, spadną koszty robocizny i za 4-5 lat będzie można
      kupować po sensownych cenach. Umoczeni są ci co wybudowali na
      drogich działkach, z drogich materiałów, płacąc wysokie stawki
      wykonawcom i będą to musieli ogrzewać i pilnować przez kilka lat.
      Czyli: kto nie sprzedał w 2007 ten przegrał !!!!!

    • Gość: nostradamus Padł deweloperski rekord, "tak wielkiej podaży .. IP: *.ssp.dialog.net.pl 17.07.08, 13:10
      szkoda tylko ze nie udalo mi sie przekonac moich znajomych zeby nie kupowali
      ziemii na górce koniunktury, nie chcieli mi wierzyc ale to jest oczywiste ze
      bańka niedlugo peknie i spekulanci ktorzy kupili ziemie na handel beda chcieli w
      koncu zrealizowac zyski, a to tylko bedzi epoczatek obnizki cen

      no chyba ze wiekszosc ludzi kupila ciekawe tereny pod wlasna budowe, ale nie
      sadze, 70% gruntow zostalo wykupionych na tzw handel

      kto kupil ziemie w 2000-2003 ten zarobil kto kupil w 2006-2007 ten straci
    • Gość: Drk Padł deweloperski rekord, "tak wielkiej podaży .. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.07.08, 13:48
      Kilka procent to oni juz odpuscili, a sprawa dopiero co sie rozkreca. Niedlugo
      dojda kolejne obnizki, mieszkania gotowe pod klucz zamiast chorego stanu
      deweloperskiego, spadek cen w slabszych lokalizacjach spoteguje ta reakcje bo
      tam juz wogole nikt sie nie kreci (w Warszawie Bialoleka nurkuje za miesiaca na
      miesiac, po co tam mieszkac? To juz lepiej postawic gdzies dom i tak trzeba
      jezdzic samochodem w korkach).

      Panu ktory sprzedal na Goclawiu za 8500 zl za metra serdecznie gratuluje, ma
      talent do znajdowania naiwnych, powinien zajac sie handlem. Gosc ktory to kupil
      za 3 lata nie bedzie mogl sobie wybaczyc.
    • Gość: jolkak11 to tylko część prawdy, sama ostszukałam mieszkania IP: *.gdynia.mm.pl 17.07.08, 13:55
      w Gdańsku - mieszkania niewyobrażalnie drogie a te "tańsze" w bardzo
      nieciekawych miejscach (slumsy) lub na ostatnich pietrach,
      najczęściej w wieżowcach. U deweloperów trzeba kupować z odbiorem za
      półtora roku lub resztki z istniejących czyli ostatnie pietra lub
      partery i też drogo! Jeszcze dłuuugo ryneknie nasyci sie
      mieszkaniami, no chyba że w małych miastach. Problem z tym że tam
      ludzie albo nie chcą albo nie ma interesującej ich pracy.
      • Gość: literka_m Re: Trzy miliony? IP: 81.15.180.* 17.07.08, 14:11
        Polska to nie tylko Warszawa czy Kraków.
        Polska to także małe mista a tam ani ceny nie pojechały tak wysoko jak w stolicy
        ani developerów nie ma tylu (bo nie skusily ich wizje mieszkan po 4,5 tys
        zlotych za metr)

        poza wielkimi metropoliami ciagle jest duzy glod mieszkan i wiele jeszcze sie
        ich sprzeda
        • Gość: Kain Re: Trzy miliony? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.07.08, 18:23
          Na przykład gdzie? Lublin to nie Warszawa, ceny dojechały do 4,5 tysiąca a teraz
          zaczął się zjazd. Jak chcesz mogę oprowadzić Cię po inwestycjach oddanych w
          zeszłym roku, gdzie na 4 bloki jest zajęte 5 (!) mieszkań. Np. u zbiegu Prusa i
          Północnej. I nie wiem kto im to kupi, bo reszta stoi niedogrzana i zapewne
          grzybieje...
        • Gość: prztyk Nie ma czegos takiego jak "wielkie potrzeby" IP: *.zoominternet.net 17.07.08, 14:45
          mieszkaniowe.

          Ten termin zostal ukuty w czasach komunizmu, kiedy rynek
          mieszkaniowy byl sztucznie regulowany przez panstwo. Wtedy, jak
          praktycznie wszystkich innych produktow, mieszkan brakowalo z
          powodu zanizanych przez panstwo cen a takze nienadazania panstwa za
          popytem.

          W sytuacji rynkowej popyt i podaz reguluja po prostu ceny. Byc
          moze sa w Polsce rzekome miliony ktore marza o mieszkaniach, ale
          ich po prostu na te mieszkania nie stac. W zwiazku z tym nie
          istnieja na rynku. Koniec, kropka. Stwierdzenia "wielkie
          potrzeby", czy "glod mieszkan", "ogromne braki mieszkaniowe" w
          sytuacji wolnego rynku nie maja w ogole racji bytu.

          Lava71 ma w zupelnosci racje.
      • palestrina2005 "ekonomista" z Ciebie od siedmiu boleści... 17.07.08, 15:55
        Podaż Ferrari też jest niska w porównaniu z potrzebami...

        I co z tego jak ludzi nie stać na ten samochód?

        Większość tych których było stać na kredyt hipoteczny mieszkania juz
        kupiło.

        Reszty nie stać aby płacić np. 8 tys. za metr w Warszawie.

        Liczba ludności w Polsce nie rośnie. Złoty mocny więc emigranci też
        nie zarobili az tyle aby wrócić i kupić. Stopy procentowe coraz
        wyższe...

        Są potrzeby ale większość Polaków nie ma możliwości finansowych aby
        kupować mieszkania przy tej cenie.


        Jak ceny spadną o 30-50% sprzedaż ponownie ruszy.... (o ile
        drastycznie do tego czasu nie zostaną podwyższone stopy
        procentowe)...


        --
        palestrina2005.blox.pl/html
        Dziś: Donaldzie, trzeba wypić piwo, którego się nawarzyło
          • Gość: inwestor Re: Mężczyźni kupują za gotówkę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.07.08, 19:54
            jeśli kupowałeś dom za gotówke to nie osmieszaj się. Jesli to było 2
            lata temu to bez zbędnego wysiłku intelektualnego mogłeś zarobić 2x
            kapitał lokując w instrumenty chociażby fundusze nie wspomnąc o
            giełdzie. Zasada inwestora: gotówki nigdy nie trzymaj w banku z
            banku bierze się kredyt. Tylko, że większość gołodupców kredyt
            kojarzy z kupnem telewizora a nie inwestowaniem, a potem nie
            wiedzieć czemu z zawiścią odnoszą się do inwestorów, którzy ryzykują
            ale potem coś mają.
              • mdzj Re: Dokladnie, co za blazen 18.07.08, 16:10
                > Jak w tym typowym pytaniu na studiach ekonomicznych. Masz milion
                > dolarow i metode dajaca pewny zysk 100%. Debil inwestuje milion,
                > madry pozycza drugi i inwestuje dwa miliony.

                Tiaa...
                Pod warunkiem, że ten 'mądry' jest jedynym na rynku powiernikiem
                tajemnej metody _gwarantującej_ 100% zysk. ;-)

                W świecie realnym, tę samą (lub inną, ale % równoważną) metodę znać
                będzie również bank i 90% konkurentów stojących w kolejce po
                kredyt. W praktyce, po odliczeniu kosztów kredytu, z owych 100%
                zostanie Ci akurat tyle, ile możesz sobie zatrzymać w nagrodę za
                ryzyko podjęte na wypadek gdyby owa cudowana metoda okazała się nie
                całkiem 100%. W którym to wypadku, ów pierwszy (własny) milion może
                się okazać bardzo przydatny do pokrycia poniesionych strat. ;-P

                Co do zasady, nie mam nic przeciwko inwestowaniu cudzych pieniędzy.
                Niemniej irytuje mnie czarno-biały podział na 'mądrych' i 'debili'.
                Każda inwestycja wiąże się z ryzykiem. Mądry debil woli czasem
                zarobić mniej ale skutecznie, niż debilnie pójśc w ślady 'mądrych'
                inwestujacych w działania konczące się piękną katastrofą. Kwestia
                gustu i temperamentu ;)

                --
                MDz

            • Gość: prawda Re: Mężczyźni kupują za gotówkę IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.07.08, 08:57
              ja trzymalem w banku i jestem do tylu jakies 15k pln na walutach, ale pierdziele to, jeszcze mam kasy wystarczajaco na moje potrzeby odlozone, mieszkanie przynosci dochod z najmu a z zona mieszkamy 15km za miastem, zreszta i tak wydam walute za granica wiec wali mnie kurs przewalutowania na pln, moze troche sie pocieszam ale co to jest w sumie 15k, dobre wakacje dla pary i po kasie :) peace
    • Gość: obserwator Padł deweloperski rekord, "tak wielkiej podaży .. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.07.08, 14:22
      jaki rekord, jaka wielka podaż? te mieszkania w statystyce GUS
      sprzedawane były 2-3 lata temu po średnio 3-4 tys.; dziś nie
      sprzedanych mieszkań gotowych jest w kilkumilionowej Wawie około
      500, to jest ta super "nadpodaż"?, w normalnych krajach
      niesprzedanych dziur w ziemi się nie liczy, kiedy nasi dziennikarze
      i deweloperzy nauczą się, że tak jak na Zachodzie klient oczekuje
      gotowego mieszkania, a nie analiz wystawionych ofert, które mogą
      ale nie muszą się zrealizwoać... U nas ciągle jest chciejstwo,
      niestety też naganiajacych w drugą stronę, w tym Rz na zniżki.
      Sugerowanie znaczących obnizek cen jest bez sensu, bo tych
      mieszkań, jak deweloper i finansujący go bank, akcjonariusz nie
      będzie miał pewności sprzedaży (i sensownej marży) nikt nie
      wybuduje, ale to problem statystyczny za 2-3 lata i niestety też
      problem marzących o nowym lub lepszym mieszkaniu dziś. pozdrawiam
      wszystkich
      • steady_at_najx Re: Padł deweloperski rekord, "tak wielkiej podaż 17.07.08, 14:45

        >sprzedanych mieszkań gotowych jest w kilkumilionowej Wawie około
        > 500, to jest ta super "nadpodaż"?, w normalnych krajach

        kolezko naganiacz, nie kompromituj sie, w samej wawie tylko na
        tabeli ofert jest kilkanascie tysiecy :
        licznikmieszkan.atspace.com/png/wwa.png
        a liczba ta to wycinek rynku, dochodza do tego mieszkania kupione na
        spekulacje i mieszkania tych co chca sprzedac bo "cos nie wyszlo" -
        biorac poprawke na "gotowe" to liczba ich jest rzedu kilku tysiecy i
        nadal rosnie i rosnac przez 2 lata bedzie.

        > Sugerowanie znaczących obnizek cen jest bez sensu, bo tych
        > mieszkań, jak deweloper i finansujący go bank, akcjonariusz nie
        > będzie miał pewności sprzedaży (i sensownej marży) nikt nie
        > wybuduje

        to wybuduje taki ktory przy 20% marzy i sprzeda i zarobi, rynek
        odrzuci naturalnie takich ktorzy wciaz marza o 50%.. to juz nie
        wroci.

        Apropos statystyki - przyrost naturalny na duzym (-) dodatkowo zrobi
        swoje...

        --
        deweloperzy siedza biernie ?? O nie!

        zjadamyreklamy.blox.pl/resource/adaction.PNG