Dodaj do ulubionych

Kliencie, daj coś jeszcze pod hipotekę

IP: *.komster.pl 05.01.09, 21:02
Ciekawe czy jak za rok frank spadnie do np. 1,5 zł czy bank zwróci Panu
Mariuszowi hipotekę działki.
Obserwuj wątek
        • kretynofil Ciekawe gdzie sie podziala nina... 06.01.09, 08:26
          ...z ktora dyskutowalem ponad rok temu? Pisalem wtedy na forum ze taka
          ewentualnosc istnieje, ze banki beda to robily, jak wartosc mieszkan zacznie
          spadac - a ona utrzymywala, ze to absolutnie niemozliwe :)

          Ciekawe co teraz maja do powiedzenia wszyscy ci, ktorzy jeszcze rok temu klocili
          ze ze mna, ze steadym, mara, swoboda i paroma innymi osobami, ktore ostrzegaly
          przed zakupem mieszkania na gorce. Bardzo jestem ciekaw co maja do powiedzenia :)

          --
          Nazywam sie kretynofil. Wlasnie wrocilem ze szkoly. Nauczylem sie dzisiaj duzo
          trudnych slow. Pani mnie bardzo pochwalila, a nawet poglaskala mnie po glowie.
          Bardzo mi sie to podobalo. Bede zaraz znowu pisal o nieruchomosciach, ze
          mieszkam w Belgii i zarabiam bardzo duzo pieniazkow. Bardzo chce zeby tak bylo.
          (by Kretynofiil)
            • Gość: Włodek z Poznania Rok temu pisałem do red.Wielgo w tej sprawie, by G IP: *.icpnet.pl 06.01.09, 11:23
              Gazeta przyjęła odpowiedzialną polityke informowania o kryzysie w
              nieruchomościach, który - dla przypomnienia - zaczął się od czerwca 2007, czyli
              trwa już 19 miesięcy. Zarysowałem fundamentalne podłoże tego kryzysu i
              zaapelowałem do sumienia ze względu na ludzi, którzy stracą mieszkania nie mogąc
              spłacać kredytów i nie mając dodatkowego zabezpieczenia. W efekcie Gazeta
              przestała publikować swoje analizy, które co czwarty artykuł były alarmujące,
              reszta pozytwyna w stylu "na nieruchomościach się nie traci" i od tej pory
              Gazeta zaczęła publikować wyłącznie przedruki innych redakcji, co nie zmieniło
              nic w tym, że Gazeta nie podjęła się analizy ekonomicznej sytuacji, a pojawiały
              się euforyczne "analizy" pośredników, lecz żadnego porzędnego głosu analityków
              inwestycyjnych spoza branży opartej na nieruchomościach (np. z banków). I
              niestety pan Wielgo też będzie współodpowiedzialny za dramaty pesymistycznie
              przewiduję kilku tysięcy rodzin, które brały kredyty dłuższe niż 25-30 lat,
              które brały kredyty na więcej niż 1/3 dochodu netto. IMHO po prostu WSTYD!
              • znajomy_jennifer_lopez Kryzys to mamy od listopada 2008 i 1/10 kredytów 06.01.09, 11:35
                Włodek niestety dziś muszę sie z Tobą bardzo nie zgodzić
                19 miesiecy temu to się wiesz co zaczęło? Nic, po prostu ceny były na górce, przegrzanie rynku i możliwości jeleni, wytrzebione wolne "zdolnosci kred" więc ceny zaczęły spadać. Ale na miłość boską, jak możesz mówić o kryzysie gdy:
                w 2007r udzielono rekordową wtedy ilośc 311 tys kredytów na 60mld,
                a w Twoim już "srodku kryzysu" czyli I połowie 2008 165 tys kredytów na kwotę 36mld zł???? A cały rok szacowany na 68mld???

                Kryzys sie zaczął od listopada 2008. 10-krotny zjazd ilości udzielanych kredytów - to dopiero będzie prawdziwy kryzys na polskim rynku nieruchomości. Na razie miałes zatrzymanie rynku (cen) na chorym poziomie powyzej mozliwości juz. A kryzys to własnie sie zaczyna
                Jeśli banki jeszcze parę miesiecy tak beda przykrecać srubę kredytów jak teraz (a nie mają specjalnie wyjscia) to prawdziwy kryzys dopiero zobaczysz
                • Gość: Witek waw teraz wmawia się ze mieszkania nieco tanieją bo... IP: 217.96.70.* 06.01.09, 12:01
                  Prawda jest taka że mieszkania tanieją od wiosny 2007. Wtedy
                  zatrzymały się ceny ofertowe a sprzedający (osoby prywatne i
                  deweloperzy) w obliczu przedłużającego się czasu sprzedaży zaczęli
                  być skłonni po 2-3 latach przerwy do negocjowania ceny i upustu.
                  Wtedy kredyt był najtańszy (50 lat spłaty, 0% prowizji, 0.8% marży)
                  a o kryzysie nikt nie mówił. Prawda jest taka że zabrakło już
                  potencjalnych kupców z pieniędzmi lub zdolnością kredytową.
                  Obecnie gdy kredyt bardzo podrożał a jego dostępność zmalała oraz w
                  obliczu wzrostu bezrobocia należy się spodziewać bardzo dużego (25-
                  35%) spadku cen w tych miejscowościach w których kapitał
                  spekulacyjny oraz psychoza rosnących cen do nieba były szczególnie
                  silne. Należy pamiętać ze w budowie jest 730tys mieszkań a
                  budownictwo indywidualne szacuje się na 250tys domów.
                  Pozdrawiam serdecznie
                  • znajomy_jennifer_lopez Re: teraz wmawia się ze mieszkania nieco tanieją 06.01.09, 12:19
                    Cały czas powtarzam - ZMIANA TRENDU to nie kryzys.
                    Jak na giełdsie masz spadek przez rok o 10-20% to nikt nie mówi o kryzysie. Jak w kwartał masz zjazd o 50% to TO JEST KRYZYS.
                    2007 roku kryzys? A to ciekawe:
                    2006 - kredyty za 30 mld
                    2007 kredyty za 60 mld (!) - kryzys???
                    2008 kredyty za ok 68 mld (szacowane)
                    czyli ciągle ponad 5mld miesiecznie.
                    A w listopadzie 2008 600 mln!!! TO JEST PRAWDZIWY KRYZYS. Jego "dzien dobry w Polsce"

                    Rynek nieruchomosci nie bedzie spadał tak szybko - od razu zastrzegam.
                    Ale po raz kolejny twierdze ze do tej pory mieliśmy do czynienia z przegrzaniem i spadkiem cen dostosowujacym sie do rynku, zmiany o 5-30%, a w przypadku płyty do 40%. Krysys bedzie dopiero teraz - wystarczy ze banki przez pół roku udzielą kredytów na 5mld zamiast poprzednich 36mld!
                  • Gość: Włodek z Poznania Zgadza się! Kredyty to tylko jeden z wskaźników IP: *.icpnet.pl 06.01.09, 12:38
                    Kryzys zaczął się już wcześniej, o czym świadczą liczby sprzedaży. A te jeśli
                    szczyt zimą 2006/07 byłby 100% to lato 2007 to już 50%, rok temu 07/08 to 40, a
                    latem 35%, zaś od jesieni spadek nabywców był tak duży, że sprzedaż to nawet nie
                    10%.

                    @Znajomy_jennifer
                    Wczoraj czytałem Twój komentarz w krakowskiej Gazecie, więc widziałem
                    przytoczone dane. Ale pamiętaj, że one nie uwzględniają 3 rzeczy:
                    - większość (wartościowo i liczbowo) kredytów idzie na budownictwo
                    jednorodzinne, w przeważającej większości budowane metodą gospodarczą - to
                    znacznie zmniejsza realny rynek nieruchomości, który trzeba brać do analiz, po
                    dane wystarczy sięgnąć do Rocznika GUS;
                    - faktu, że ceny w Polsce wyznacza tak naprawdę sytuacja w Warszawie (45% rynku
                    mieszkań na sprzedaż, ale znacznie mniej, poniżej 10% udziału w liczbie
                    budowanych domów mieszkalnych ogółem). Jeśli zmiana zostanie potwierdzona w 2 z
                    4 dalszych największych aglomeracjach, na które wszyscy patrzą, to tworzy się z
                    tego ogólnopolski trend, który nawet w mniejszych miastach wojewódzkich może
                    pojawiać się z nawet rocznym opóźnieniem. A 1/3 wszystkich budowanych
                    nieruchomości buduje się poza 8 największymi aglomeracjami - podejrzewam, że to
                    tam zaciągano ponad proporcjonalnie więcej kredytów w 2007, ale oczywiście nie
                    mam danych;
                    - solidnych kwot pozakredytowych wpompowanych w rynek przez inwestorów
                    zagranicznych. Widziałem szacunki, że było to od 2004 roku 5, 8 i 11 mld PLN.
                    Jak dyskutowałem z kilkoma znajomymi ze środowiska inwestycyjnego przy tej
                    głębokości rynku już 2,3 mld PLN wystarczyłyby do wywołania takiej bańki, jaką
                    obecnie obserwujemy. Jeden z nich powiedział mi, że bank się takiego scenariusza
                    nie spodziewał. Oczywiście w analizach strategicznych zakładano taki scenariusz,
                    ale wszyscy byli optymistami. Bankowcy inwestycyjni!

                    Wciąż powtarzam swoje oczekiwanie cenowe dla poziomu równowagi na poziomie
                    20-25% powyżej cen z 2004. Natomiast latem 2007 przewidywałem mocny spadek cen
                    na początek 2009. Przeliczyłem się. Radykalny spadek nastrojów sprzedających, a
                    tym samym dołek cen osiągniemy za 12-18, gdy już niestety dojdzie do bankructw
                    deweloperów (już ponad 100 wniosków deweloperów jest w sądach, w Gdyni jeden z
                    największych deweloperów wystawia ponad 100 mieszkań w promocyjnych cenach
                    3600-4200 w różnych trójmiejskich lokalizacjach), bankructw konsumentów, zajęć
                    komorniczych mieszkań (na rynku wtórnym poznańskim ceny wywoławcze się trzymają,
                    ale coraz więcej cen w ofertach na poziomie 3500-4000, w Łodzi nie dochodzi już
                    na rynku wtórnym do transakcji powyżej 3500).

                    Niestety (tym razem) prawo rynku jest takie, że ktoś musi zostać dramatycznie
                    przyciśnięty, by ci którzy mają zjeść swoją stratę się na tę niesmaczną żyburę
                    zdecydowali. Kupili działki po kosmicznych cenach i ktoś z nimi zostanie, ktoś
                    się wyłoży. Ale popytu po wyższych cenach nie będzie, gdyż nie ma skąd być.
                    Kryzys finansowy jedynie przyspieszył, skatalizował otrzeźiwienie. Kryzys
                    finansowy nie jest czynnikiem fundamentalnym w tej kryzysowej sytuacji, a
                    czynnikiem odchylającym.
                    • znajomy_jennifer_lopez Re: Zgadza się! Kredyty to tylko jeden z wskaźnik 06.01.09, 13:46
                      Chyba mylisz pojęcia. Więc zacznijmy od edukacji:
                      pl.wikipedia.org/wiki/Kryzys
                      Krysys: okres przełomowy, rozstrzygający, objawiający się zazwyczaj silnym pogorszeniem się sytuacji w danej dziedzinie
                      w ekonomii: okres załamania gospodarczego.

                      Immamentną cechą kryzysu jest SILNA/ZNACZNA ZMIANA.
                      A na razie mieliśmy do czynienia ze spowolnieniem, przegrzaniem rynku.
                      Ceny spadły o 5-30%, liczba kredytów wzrosła, wartość nawet dwukrotnie (w stos do 2006 - a piszesz ze po tym rolu zaczął sie kryzys) itd itd.
                      Dlatego uważam że to co sie działo w 2007-2008 to była cisza przed burzą, przegrzanie rynku plus wychodzenie z inwestycji niektórych funduszy inv, pierwsze obniżki cen, a na koniec 2008 w końcu, prawdziwe, a nie udawane, przykręcenie korka i zaczęcie traktowania ryzyka przez banki na serio.

                      Dlatego powtórze: "nie chce Was straszyć ale zobaczycie sami że najciekawsze dopiero przed nami".
                      Spadło z 6000zł na 5000zł/m2. Yoż to żarty jakies, kryzys spowoduje zjazd cen takich mieszkan nawet do 3000
                      "Apartamenty" we Wrocławiu/Krakowie/Trojmiescie kupowane po 8000stan sur+1000wykonczenie bedą po 4500 gotowe czekały na kupców.

                      Ceny +25% z 2004r? Mozliwe, ale nie zdziwie sie jesli w 2011 osiągną POZIOM cen z 2004r. Dlatego ze wtedy mielismy juz prosperity, a w 2011 diabli wiedzą co, jesli megakryzys to beda nie +25% a +0%.

                      Szkoda tez że nie przytaczasz danych: na twarde dane że w 2007 pożyczono o 100% więcej (!) niż w 2006 podajesz tylko mgliste "podejrzewam" i "zakładając". Sorry.
                      Do tej pory prawie ZADNE developer nie padł, nie nastepują gwałtowne zmiany, przejecia firm, licytacje komornicze, bezrobocie, kilkukrotny wzrost liczby złych kredytów - dlatego - PRAWDZIWY KRYZYS DOPIERO PRZED NAMI.

                      Zresztą to powoli akademicka dyskusja. Ty uważasz że kryzys nalezy liczyc od 2007 roku, ja uważam że poniekąd tak, bo od tego momentu mamy zjazd cen ale prawdziwy kryzys czyli GWAŁTOWNE ZMIANY (zgodnie z def. kryzysu) bedziemy miec dopiero teraz jak banki zakręciły kurki kredytowe bo ktokolwiek chcąc sprzedac mieszkanie bedzie musiał ostro zjechac z ceny. Walczyć na śmierc i zycie o gotówke tych którzy jeszcze chcą/mogą kupować.
                      (Oczywiscie kto nie musi moze nie sprzedawac, moze wystawic cene 10 000$/m2 i czekac.)
                      ps. Swoją droga ma ktoś może dostęp do pełniejszych danych struktury kredytów hipotecznych udzielanych w latach 2000-2008. Może pan Wielgo by cos wygrzebał od ZBP zamaist przepisywac jakies farmazony.
                      • wlodekzpoznania Spór mocno akademicki,ale chyba gdzieś zgodzimysię 06.01.09, 16:01
                        znajomy_jennifer_lopez napisał:

                        > Chyba mylisz pojęcia. Więc zacznijmy od edukacji:
                        > pl.wikipedia.org/wiki/Kryzys
                        > Krysys: okres przełomowy, rozstrzygający, objawiający się zazwyczaj silnym pogo
                        > rszeniem się sytuacji w danej dziedzinie
                        > w ekonomii: okres załamania gospodarczego.
                        >
                        > Immamentną cechą kryzysu jest SILNA/ZNACZNA ZMIANA.
                        > A na razie mieliśmy do czynienia ze spowolnieniem, przegrzaniem rynku.
                        > Ceny spadły o 5-30%, liczba kredytów wzrosła, wartość nawet dwukrotnie (w stos
                        > do 2006 - a piszesz ze po tym rolu zaczął sie kryzys) itd itd.

                        Dziękuję za edukację :-) Niczego nowego się jednak nie dowiedziałem. Ale nie
                        chcę rozstrzygać sporu pojęciowego, gdyż nie jest to istotne dla meritum. Choć
                        dla mnie inspiracją było słowo z definicji Kopalińskiego "przełom".

                        Między kwietniem, a czerwcem 2007 nastąpiło gwałtowne załamanie popytu. Liczba
                        sprzedawanych mieszkań w ciągu kwartału spadła o połowę. Czy nazwiemy to
                        kryzysem, czy nie, jest mi obojętne. I od tego czasu topnieje wiara inwestorów
                        rynku mieszkaniowego w wyjście bez bólu z tego dołka. Ale tyle to trwało i są to
                        ruchy bardzo ostrożne.


                        > Dlatego uważam że to co sie działo w 2007-2008 to była cisza przed > burzą,
                        przegrzanie rynku plus wychodzenie z inwestycji niektórych
                        > funduszy inv, pierwsze obniżki cen, a na koniec 2008 w końcu,
                        > prawdziwe, a nie udawane, przykręcenie kor
                        > ka i zaczęcie traktowania ryzyka przez banki na serio.

                        Zgoda, banki do tej pory - o czym pisałem wyżej - miały w szufladach analizy
                        negatywnych scenariuszy, ale wolały ze strachu ich nie rozpatrywać. We wrześniu
                        ludziom nagle zadzwoniły budziki.

                        Cena jest elementem psychologicznej gry stron popytu i podaży, dlatego mimo
                        załamania popytu nie było dużych zmian. Co więcej nabrałem przekonania, że
                        potrwa on jeszcze dłużej. Kolejne 18 miesięcy. Być może odbije się o ceny z
                        2004. Mnie się wydaje, że ustabilizuje się na poziomie o którym wspominałem,
                        gdyż na to wskazuje fundament kalkulacyjny. Do tego nałoży się spadek cen
                        nieruchomości poza ścisłymi centrami miast. Ale, przez brak podatku
                        katastralnego, dziury w siatce urbanistyczniej nie bądą tak szybko znikać jak w
                        ostatnich kilku latach.

                        > Dlatego powtórze: "nie chce Was straszyć ale zobaczycie sami że najciekawsze do
                        > piero przed nami".

                        Nie neguję tego. Dla wielu prawdziwe okaże się przekleństwo życia w ciekawych
                        czasach. Sam nie wyczekałem momentu. Ze względu na wzrost rodziny chciałem
                        zmienić mieszkanie na większe, ale widząc co się dzieje sprzedałem w doskonałej
                        dzielnicy, w starym bloku z cegły zimą 2006/07 za 4,5 tys/m2 (latem 2005 można
                        było uzyskać 2,3-2,9 tys.), ale mogłem uzyskać jeszcze nawet i 6-7 tys. Obecnie
                        ceny w tej starej, tradycyjnej dzielnicy znów spadły do 5-5,5 tys. Ale z zakupem
                        jeszcze poczekam, choć śledzę już oferty by wiedzieć jak długo wiszą. Jednak
                        drożej niż 4 tys. nie zapłacę. Rok wynajmu mieszkania o interesującej mnie
                        powierzchni, to 0,25 tys pln/m2 nawet w tej dobrej dzielnicy.

                        > Ceny +25% z 2004r? Mozliwe, ale nie zdziwie sie jesli w 2011 osiągną POZIOM cen
                        > z 2004r. Dlatego ze wtedy mielismy juz prosperity, a w 2011 diabli wiedzą co,
                        > jesli megakryzys to beda nie +25% a +0%.

                        Nie wykluczam tego jak wyżej pisałem. Co więcej, zgadzam się z Tobą, że duże
                        spadki cen D O P I E R O przed nami. Bardziej interesuje mnie poziom równowagi
                        wg podłoży fundamentalnych. Dopiero potem mozna ten poziom odkształcać innymi
                        czynnikami.

                        > Szkoda tez że nie przytaczasz danych: na twarde dane że w 2007 pożyczono o 100%
                        > więcej (!) niż w 2006 podajesz tylko mgliste "podejrzewam" i "zakładając". Sor
                        > ry.

                        Nie szukałem, choć śledzę. Dla mnie ważniejsze jest ile mieszkań sprzedano, a
                        nie ile udzielono kredytów. Wiesz dlaczego? Pisałem już. Mieszkania to w Polsce
                        zdecydowanie mniej niż połowa nieruchomości, na które zaciąga się kredyty
                        hipoteczne, a mieszkania w dużych miastach to też tylko jakaś część rynku
                        kredytów hipotecznych. Do tego rynek mieszkaniowy (a nie budownictwa z domami
                        jednorodzinnymi włączenie) został rozbuchany przez pieniądze z zagranicy, które
                        już się w większości wycofały. Cała Europa czekała na wejście 10 krajów do UE.
                        Wszystkie wiedziały, że ceny wzrosną. Więc... A Polacy mają najwiekszą skłonność
                        do kupowania nieruchomości na własność. W 2004 roku 78% Polaków mieszkało we
                        własnym domu. Odsetek taki powyżej 70% jest tylko w UK, Irlandii i Danii. Drugi
                        biegun to Austria i Niemcy, gdzie mniej niż połowa populacji mieszka przez
                        jakikolwiek moment swojego życia we własnościowym mieszkaniu. Średnia w UE waha
                        się między 55 a 65%. Czyli Polska musiała być najlepszym celem do zyskownej
                        akcji - relatywnie głęboki rynek, wart wiele, kilka rynków lokalnych, czyli
                        możliwa akcja falą (tu już sprzedam i za te pieniądze jeszcze kupię w innym
                        mieście).

                        Dlatego jest bardzo możliwe, że rynek mieszkań w głównych aglomeracjach siadł,
                        ale jeszcze rok trwała akcja kredytowa. Nie jestem pewien, ale wydaje mi się, że
                        na budowę domu kredytu udziela się fazami, na zakup działki, a dopiero potem na
                        budowę.

                        > Do tej pory prawie ZADNE developer nie padł, nie nastepują
                        > gwałtowne zmiany, pr
                        > zejecia firm, licytacje komornicze, bezrobocie, kilkukrotny wzrost > liczby złych
                        > kredytów - dlatego - PRAWDZIWY KRYZYS DOPIERO PRZED NAMI.

                        Powtarzam - zgadzam się. Choć ze zdziwieniem w Dzienniku przeczytałem z tydzień
                        temu, że padło 40 deweloperów (po wyroku), a w całej Polsce złożono już do
                        rozpatrzenia 130, czy 140 wniosków o upadłość.


                        > Zresztą to powoli akademicka dyskusja. Ty uważasz że kryzys nalezy liczyc od 20
                        > 07 roku, ja uważam że poniekąd tak, bo od tego momentu mamy zjazd cen ale prawd
                        > ziwy kryzys czyli GWAŁTOWNE ZMIANY (zgodnie z def. kryzysu) bedziemy miec dopie
                        > ro teraz jak banki zakręciły kurki kredytowe bo ktokolwiek chcąc sprzedac miesz
                        > kanie bedzie musiał ostro zjechac z ceny. Walczyć na śmierc i zycie o gotówke t
                        > ych którzy jeszcze chcą/mogą kupować.

                        Nie. W tym się nie różnimy. Ale dla Ciebie oznaką kryzysu będzie dramatyczny
                        spadek cen, a dla mnie jest nią spadek popytu na mieszkania, a nie kredyty
                        hipoteczne.

                        Jak pisałem już w tym wątku, duży Trójmiejski deweloper właśnie wystawia 110
                        mieszkań w cenach 3600-4200/m2. Do tej pory roczny popyt w Trójmieście to 3-4
                        tys. mieszkań. Obecny spadek popytu tam sięga 10% wcześniejszego, więc tych
                        mieszkań wystarczy teoretycznie na kilka tygodni, ale nie kazdy chce u każdego,w
                        każdej lokalizacji.

                        Pozdrowienia!
                • Gość: Witek waw Teraz wmawia się ze mieszkania nieco tanieją bo... IP: 217.96.70.* 06.01.09, 12:03
                  Prawda jest taka że mieszkania tanieją od wiosny 2007. Wtedy
                  zatrzymały się ceny ofertowe a sprzedający (osoby prywatne i
                  deweloperzy) w obliczu przedłużającego się czasu sprzedaży zaczęli
                  być skłonni po 2-3 latach przerwy do negocjowania ceny i upustu.
                  Wtedy kredyt był najtańszy (50 lat spłaty, 0% prowizji, 0.8% marży)
                  a o kryzysie nikt nie mówił. Prawda jest taka że zabrakło już
                  potencjalnych kupców z pieniędzmi lub zdolnością kredytową.
                  Obecnie gdy kredyt bardzo podrożał a jego dostępność zmalała oraz w
                  obliczu wzrostu bezrobocia należy się spodziewać bardzo dużego (25-
                  35%) spadku cen w tych miejscowościach w których kapitał
                  spekulacyjny oraz psychoza rosnących cen do nieba były szczególnie
                  silne. Należy pamiętać ze w budowie jest 730tys mieszkań a
                  budownictwo indywidualne szacuje się na 250tys domów.
                  Pozdrawiam serdecznie


          • bogulo2 Re: Ciekawe gdzie sie podziala nina... 06.01.09, 08:58
            Nie mają czasu na forum...tyrają na ratę kredytu

            Poczekaj...oni się obudzą i powrócą naganiać ponownie. Pamieć bankierów jest ulotna i za parę lat znowu przyjdzie czas na zaciąganie się po uszy. Jak tylko jelenie popłacą kredyty (część nie spłaci, a część spłaci szybciej) to się zacznie ponownie. I znowu polaczki będą mądrzejsze po szkodzie...eh

            --
            Kupię mieszkanie w Poznaniu - ok70m2, płacę nawet 2500,-/m2!!!

            Moszna - warto odwiedzić
            Giełda Skuterów - jedyna giełda skuterów w Polsce
            • znajomy_jennifer_lopez Ceny (transakcyjne) zjadą o 20-30% juz w 2009? 06.01.09, 11:25
              Pisałem o tym jakiś czas temu. O ile nie spodziewam sie gwałtownych ruchów banków na kredytach już udzielonych (choć faktycznie jesli wejdzie taka rekomendacja może sie to zmienic) natomiast na pewno dotyczyć bedzie nowych kredytów.
              W listopadzie banki udzieliły ok 2500 kredytów, pisałem że jesli taka sytuacja sie utrzyma jeszcze miesiąc dwa (a nie widać wielkich zmian) ceny polecą na pysk (transakcyjne, nie ofertowe) i wtedy banki będa MUSIAŁY przy udzielaniu kredytu uwzględnić że wartośc mieszkania (zabezpieczenia) spadnie za pół roku-rok np o 15-30%. Co to oznacza dla banku? Konieczność dodatkowego zabezpieczenia lub wymóg wkładu własnego.
              Kredyty bez wkładu własnego na poziomie 20% odejdą do lamusa, może teraz (rek. T ma być wprowadzona w marcu) troche to rozkręci rynek "żeby zdążyć" ale jesli rek.T ma dotyczyć też już udzielonych kredytów to oznacza że "popyt w czarnej d... na lata" mamy już, a nie za pare miesiecy.

              Nikt z tych pismaków sie nie pokusił o analizę i zebranie prostych danych
              Liczba kredytów hipotecznych
              2002 ok 130 tys kredytów wartosci 8-9 mld
              2005 202 tys kredytów wartosci ok 24 mld
              2006 280 tys kredytów na ponad 30 mld
              2007 311 tys kredytów na ok 60 mld
              I połowa 2008 165 tys kredytów wartosc 36 mld (szacuje sie 68mld w całym)

              w listopadzie 2008 udzielono ok 2500 kredytów na kwote 600mln (uwzgledniając rózne inne dane może to być do ok 1mld ale nie wiecej)
              2009??? Uważam że może być koło 50-100 tys kredytów na 10-20 mld. I to dostępność kredytów - restrykcyjna - wyznaczy ceny. Jeśli bedziemy mieć do czynienia z duzym spadkiem ilosci i wartosci kredytów spadek może być bardzo duży (oczywiscie cen transakcyjnych, nie marzycielskich)
              • darr.darek Re: Ceny (transakcyjne) zjadą o 20-30% juz w 2009 06.01.09, 14:35
                znajomy_jennifer_lopez napisał:
                > Pisałem o tym jakiś czas temu (..)
                > Liczba kredytów hipotecznych
                > 2002 ok 130 tys kredytów wartosci 8-9 mld
                > 2005 202 tys kredytów wartosci ok 24 mld
                > 2006 280 tys kredytów na ponad 30 mld
                > 2007 311 tys kredytów na ok 60 mld
                > I połowa 2008 165 tys kredytów wartosc 36 mld (szacuje sie 68mld
                > w całym) w listopadzie 2008 udzielono ok 2500 kredytów na kwote
                > 600mln

                Wartościowe dane. Ja szacowałem wartość kredytów hipotecznych branych w dewizach
                na równowartość ok. 50mld zł i wiele się nie pomyliłem.
                A ten spadek z 60 mld PLN do kilku mld PLN wpływających rocznie dewiz na rynek
                wymiany walutowej dobrze tłumaczy ostatnie tąpnięcie złotego. Spadek wartości
                złotego maksymalny z 3.20zł/eur do ok. 4.06zł/eur, czyli spadek maksymalny
                wartości złotego o 21%. Choć faktem jest, że umocnienie do 3.20zł/eur nie trwało
                długo a bardziej
                uśredniona wartość to pewnie ok. 3.45zł/eur. Co i tak daje do dziś spadek kursu
                złotego o 15%.

                Licząc eksport polski na ok. 110 mld Euro, to owe dodatkowe ponad 50 mld PLN,
                czyli wg kursu 3.45zł/eur równowartość dodatkowych dewiz 14.5 mld Euro na rynku
                wymiany podbijała wartość złotego o kilkanaście procent.
                W całości ten jeden czynnik nie tłumaczy spadku kursu złotego, ale w ... "niemal
                całości". Czyli udowodnione niniejszym, że ten jeden czynnik jest odpowiedzialny
                za większość wartości spadku złotego.

                Eksporterzy powinni się modlić, aby nie zaczął się znowu run na kredyty we
                frankach i innych dewizach.


                • wlodekzpoznania Re: Ceny (transakcyjne) zjadą o 20-30% juz w 2009 06.01.09, 15:10
                  O cenach w Trójmieście, to pierwsza oferta na mieszkania poniżej 4 tys/m2. Niby
                  tylko 110 szt., ale przy obecnej sprzedaży to zasysci rynek nawet na dwa miesiące.
                  www.hossa.gda.pl/?ids=28#0
                  A tak naprawdę to balon, czy chodzi tylko o ceny, czy o faktyczne zmniejszenie
                  wolumenu rynku.

                  Bardzo ciekawa konkluzja walutowa. Dodatkowo od lata niemal stanął eksport dóbr
                  konsumpcyjnych na rynki zachodnie, czyli mebli, elementów z drewna, elementów
                  wykończeniowych z tworzyw sztucznych oraz komponentów do przemysłu
                  samochodowego, których Polska jest dużym producentem. Myślę, że to też nie bez
                  znaczenia. I choć konkurencyjność eksportu wzrasta, oraz zbankrutowało kilka
                  firm meblarskich, to gwałtownego ożywienia tak szybko nie będzie, jak te branże
                  w Zachodniej Europie nie ruszą.
                  • darr.darek Re: Ceny (transakcyjne) zjadą o 20-30% juz w 2009 06.01.09, 16:06
                    wlodekzpoznania napisał:
                    >Bardzo ciekawa konkluzja walutowa. Dodatkowo od lata niemal stanął
                    >eksport dóbr konsumpcyjnych na rynki zachodnie

                    No z tym ustaniem eksportu to raczej nie przesadzałby. Nie sprawdzałem danych o
                    ile spadł eksport, jeśli jednak spadł np. o 10% to jest to już sporo i daje
                    dodatkowy czynnik spadku kursu złotego.

                    Co ciekawe, jednak na spadku eksportu towarów wysokoprzetworzonych (na skutek
                    spadku popytu globalnego) bardziej od Polski może ucierpieć wiele innych krajów
                    europejskich. I to tak dużych jak tym bardziej małych. Dużych, jak Niemcy,
                    którzy mają wśród dużych państw bodaj największy udział eksportu do PKB (eksport
                    też mają głównie z towarów wysokoprzetworzonych).
                    I małych, które zwykle mają silniejszy eksport i import w relacji PKB z racji
                    małej skali gospodarki. Z tych małych wystarczy wymienić Słowację czy Czechy.
                    Nie wspomnę już o krajach nadbałtyckich, gdzie np. kredyty dewizowe zachwiały
                    całością jak liściem na wietrze (niczym w Islandii).

                    Najciekawiej jest wg mnie na Słowacji. Bardzo wysoki udział eksportu samochodów
                    w relacji do PKB. Zapewne eksport też siadł. Z dnia na dzień nie ma cudów
                    wzrostu wydajności pracy, a tu "prezent" mają w postaci euro, no i relatywnie
                    wyższych płac w euro (relatywnie w porównaniu z regionem, bo nawet u bogatszych
                    Czechów umocnienie waluty w regionie nie było tak silne jak u Słowaków).
                    Ceny zapewne już 20% niższe w Polsce jak na Słowacji, niechby tylko milion
                    Słowaków wybrało się na zakupy do Polski - to jedna piąta narodu i spadek
                    sprzedaży krajowej mają jak w banku.
                    Ciekawe czy dojdzie do masowych obniżek płac w Słowacji. Faktem jest, że mieli
                    średnio podobne płace jak w Polsce, ale teraz wg przelicznika euro mają przecież
                    nagle jakieś 25% wyższe płace.


                  • darr.darek Re: chyba jednak przesadzasz z wplywem kredytow 06.01.09, 16:25
                    mara571 napisała:
                    >hipotecznych na zmiane kursu.

                    W czym przesadzam ? Przecież oszacowałem, że równowartość jakichś 14.5 mld euro
                    rocznie wpływających z kredytów dewizowych na rynek wymiany dewiz na złotówki w
                    relacji do ok. 110 mld euro rocznie przychodów eksportowych miało siłę
                    podbijania kursu złotego parunastu procent w relacji do tej z wpływów eksportowych.

                    Owszem warto dodać jeszcze wpływy inwestycji zagranicznych w Polsce, dotacji z
                    EU, wpływów od emigrantów zarobkowych - czynniki, które wywołują deficyt
                    handlowy. Oczywiście te wymienione nie spadły nagle lecz idą często w
                    niezmiennej wartości.
                    Dlatego warto byłoby bardziej porównywać z importem pewnie ok. 130 mld euro. To
                    nadal było ponad 10% "siły umacniającej" wartość złotego z tytułu owych kredytów
                    dewizowych.

                    >Zaponiales jeszcze, ze wycofane zostaly z polskiego rynku miliadry
                    >dolarow i funtow z anglosaskich funduszy emerytalnych i hedingowych,
                    >bo pieniadze byly potrzebne gdzie indziej.

                    To był czynnik krótkoterminowy. Niechby tzw.kapitałów spekulacyjnych
                    zagranicznych było na polskiej giełdzie (i nie tylko) choćby nawet w miliardach
                    euro (nie wiem ile było). Niechby to wszystko uciekło w ciągu miesiąca, to nadal
                    tłumaczy spadek w ciągu jednego miesiąca a nie w ciągu kilku miesięcy.

                    Oczywiście, tzw. kapitały spekulacyjne nie są wycofywane po to "bo są potrzebne
                    gdzie indziej", a po to, bo prognozy mówią, że gdzieś indziej da się więcej
                    zarobić na takim kapitale spekulacyjnym.
                    Lub nazywając precyzyjniej: "bo gdzieś indziej da się aktualnie mniej stracić"..


          • mara571 Hallo Kretynofil, 06.01.09, 14:10
            ludziom mlodym ostrzezenia nie pomoga, bo oni jesli czegos chca to musza miec. A
            banki to umozliwily.
            Mnie interesuje, co zrobia teraz.
            Osobiscie jestem zdania, ze poczty od banku nie dostana, ci ktorzy swoje raty
            wplacaja regularnie. W koncu z kazda wplacona rata wielkosc zadluzenia sie
            zmniejsza zlizajac sie do obecnej wartosci mieszkania.
            Ale w polskiej specyfice problem moga miec wlasciciele szczegolnie atrakcyjnych
            nieruchomosci. Przy olbrzymiej korupcji w Polsce istnieje niebezpieczenstwo, ze
            dla niektorych wysoko postawionych pracownikow bankow bedzie to dobra okazja,
            aby zdobyc tanio mieszkanie dla czlonkow rodziny i znajomych krolika, ktore jest
            szczegolnie atrakcyjne i bylo drogie ze wzgledu na metraz i lokalizacje.
            Ciekawe tez co zrobia banki, z "apartamentami" o standarcie mieszkan socjalnych,
            kiedy mlodzi kredytobiorcy straca swoja pierwsza prace.
            • znajomy_jennifer_lopez Re: Hallo Kretynofil, 06.01.09, 14:54
              mara571 napisała:

              > ludziom mlodym ostrzezenia nie pomoga, bo oni jesli czegos chca to musza miec.

              Jak MUSZĄ i MIEĆ, no to trudno. Wg mnie ani nie muszą ani nie mają ale OK.

              > A> banki to umozliwily.
              > Mnie interesuje, co zrobia teraz.
              > Osobiscie jestem zdania, ze poczty od banku nie dostana, ci ktorzy swoje raty> wplacaja regularnie.

              Generalnie jestem podobnego zdania.

              W koncu z kazda wplacona rata wielkosc zadluzenia sie> zmniejsza zlizajac sie do obecnej wartosci mieszkania.

              Hehe, niekoniecznie synu/córko - jak masz kredyt w CHF to jego złotowa wartość może rosnąc mimo że bedziesz spłacac po dwie raty miesięcznie.

              > Ale w polskiej specyfice problem moga miec wlasciciele szczegolnie atrakcyjnych> nieruchomosci. Przy olbrzymiej korupcji w Polsce istnieje niebezpieczenstwo, ze> dla niektorych wysoko postawionych pracownikow bankow bedzie to dobra okazja,

              I tak i nie. Banki tak robią, ale w detal sie nie bawią. Za to jesli byłoby to powiedzmy 10-100mln to mozna sie schylić. Polecam analizę gospodarki niemieckiej i jej uzależnienie od banków i zwłaszcza prześledzenie w jaki sposób banki stawały sie "udziałowcami" firm. Cała gospodarka niemiecka siedzi w kieszeni banków.
              Te "wzorce" próbują naśladować niektóre nasze banki - dziwnym trafem zwłaszcza te z włascicielem niemieckim np BRE.

              > aby zdobyc tanio mieszkanie dla czlonkow rodziny i znajomych krolika, ktore jes> t
              > szczegolnie atrakcyjne i bylo drogie ze wzgledu na metraz i lokalizacje.

              Jacy członkiwie rodzin? To detal. Żaden bank sie po to nie schyli.
              A pojedynczy bankier z okienka tak nie zrobi bo takie decyzje zapadają ciut wyżej.

              > Ciekawe tez co zrobia banki, z "apartamentami" o standarcie mieszkan socjalnych> ,> kiedy mlodzi kredytobiorcy straca swoja pierwsza prace.

              Tak wiec jako detalista mozesz generalnie spać spokojnie jesli spłacasz. Ale jesli nie to bank może sie jednak "zdenerwowac"
              • wlodekzpoznania Re: Hallo Kretynofil, 06.01.09, 15:19
                znajomy_jennifer_lopez napisał:

                > mara571 napisała:
                >
                > Hehe, niekoniecznie synu/córko - jak masz kredyt w CHF to jego
                > złotowa wartość może rosnąc mimo że bedziesz spłacac po dwie raty > miesięcznie.

                O to przecież w tym artykule chodzi. Dlatego w końcu redukowano - przy głośnym
                pomstowaniu tu na forum - dostępność kredytów walutowych przy przewartościowaniu
                PLN wobec EUR i CHF.

                > Polecam analizę gospodarki niemieckiej i jej uzależnienie od
                > banków i zwłaszcza prześledzenie w jaki sposób banki st
                > awały sie "udziałowcami" firm. Cała gospodarka niemiecka siedzi w > kieszeni
                banków.
                > Te "wzorce" próbują naśladować niektóre nasze banki - dziwnym
                > trafem zwłaszcza te z włascicielem niemieckim np BRE.

                Powiem szczerze - to był świadomy krok do profesjonalizacji biznesu w Niemczech.
                Od lat 90-tych ten proces rozpoczął się w drugiej europejskiej gospodarce
                stojącej medium i small biznesem, we Włoszech. I to właśnie wzorem Niemiec.
                Przedsiębiorstwa właścicielskie działają pełną parą przez pierwsze 20-30 lat,
                potem tracą ekspansywność. Najpierw starzejący się właściciel się nad wszystkim
                trzęsie, ale firmę trzyma żelazną ręką. A potem po jego odejściu okazuje się, że
                firma nie ma w sobie rozumiejących ją godnych założyciela następców. Jeśli
                patrzysz na to bardzo krytycznie, to polecam poszukać inspiracji u Grainera w
                fazach rozwojowych przedsiębiorstw. Do tego publikował empiryczne dane o fazach
                bankructw i ich związku z fazą rozwoju.
              • mara571 Hallo znajomy 06.01.09, 15:43
                to tylko przypuszczenie, ale zapominasz, ze banki to nie tylko zarzad i prezes w
                centrali, najczesciej w Warszawie. To takze struktury terenowe, gdzie pewne
                osoby moga podejmowac samodzielnie decyzje.
                To tak jak w administracji panstwowej: Sejm uchwali ustawy, rzadowi i
                prezydentowi wydaje sie, ze rzadza, ale de facto przecietny obywatel ma do
                czynienia z urzednikiem nizszego szczebla i jak sie ten uprze to duzo wody w
                Wisle uplynie zanim obywatelowi zostanie przyznana racja przed NSA.
                Bardzo dlugo mieszkam w Niemczech i realia niemieckiej gospodarki znam dobrze.
                Masz tylko czesciowo racje piszac, o "jej uzależnieniu od banków i zwłaszcza
                prześledzenie w jaki sposób banki stawały sie "udziałowcami" firm."
                Prawda jest, ze Siemens i Deutsche Bank sa scisle powiazane i to od ich
                zalozenia przez dwoch braci.
                Gigantyczne pakiety akcji niemieckich firm posiadaja nie banki, ale niemieckie
                towarzystwa ubezpieczeniowe, ktore w calym okresie powojennym lokowaly w akcjach
                skladki z ubezpieczenia na zycie obywateli niemieckich. To byla i nadal chyba
                jest najpopularniejsza forma oszczedzania na stare lata. Notabene b. czesto
                stosuje sie ubezpieczenie na zycie jako zabezpieczenie kredytu hipotecznego.
                Prawda jest tez, ze w XXI wieku nastapilo gwaltowne "zblizenie" pomiedzy
                towarzystwami ubezpieczeniowymi i bankami. Provinzial byl zawsze spolka corka
                Sparkass, ale Alianz kupil swiadomie Dresndner Bank (teraz musi sprzedac ponizej
                ceny zakupu).
                Jesli jednak moje przypuszczenia sie potwierdza zobaczymy na pewna pierwszego
                poszkodowanego w b.popularnym prgramie pewnej histerycznie krzyczacej p.
                redaktor w polskiej telewizji publicznej.
      • Gość: saq zmiana % i zabezpieczeń IP: 195.85.249.* 06.01.09, 08:56
        - co do zabezpieczeń - niestety bank ma prawo do dodatkowych
        zabezpieczeń i to jest zapisane w umowie. jedyne pocieszenie to fakt
        iż jeśli bank miałby żądać od większości klientów, którzy wzięli
        kredyt na 100% dodatkowych zabezpieczeń - mógłby sam na siebie
        sprowadzić kłopoty - bo niewielu ma dodatkowe zabezpieczenie a
        podniesienie i tak wysokiej marży może spowodować kłopoty z
        płatnością rat zatem i kłopoty dla banku.
        - co do % - zazwyczaj % oparte jest o wibor3m/libor3m zatem zmiany
        oprocentowania kredytu (tj stawki libor/wibor) powinny pojawić się
        najpóźniej za 3 m-ce (u mnie zmiana będzie widoczna z ratą marcową)
        howgh.

        S.
      • tata_ok Re: To banda złodziei .. kiedy ktoś się za nich w 06.01.09, 10:10
        To jest niewolnictwo w czystej postaci. Banki swoim istnieniem
        napompowały ceny nieruchomości do niebotycznych rozmiarów, teraz
        żądają dodatkowych gwarancji. Biorąc za przykład przypadek z
        artykuły, oprócz mieszkania otrzymują również prawa do działki.
        --
        Boże zrównaj ZUS do KRUS
        Dokończyć reprywatyzację w USA – oddać ziemię Indianom.

          • tata_ok Re: To banda złodziei .. kiedy ktoś się za nich w 06.01.09, 12:58
            To prawda, niewolnicy w USA nie mieli wyboru.
            Obecne niewolnictwo jest bardziej wyrafinowane,
            Ale wyjścia wiele osób biorących kredyt nie miało jeżeli chciało żyć
            normalnie,
            Nie wyobrażam sobie planować założenie rodziny, posiadanie dzieci i
            mieszkanie pod mostem lub na wynajętej kawalerce razem z kumplami ze
            szkoły.
            Inaczej by było jakby banków nie było. Wtedy ceny nieruchomości były
            dużo niższe.


            --
            Boże zrównaj ZUS do KRUS
            Dokończyć reprywatyzację w USA – oddać ziemię Indianom.
        • lava71 Re: To banda złodziei .. kiedy ktoś się za nich w 06.01.09, 10:24
          Od dawna mówię, że kredyt konsumpcyjny to zło. A kredyt hipoteczny jest właśnie
          kredytem konsumpcyjnym. Gdyby nie ciągła podaż pieniądza to większość artykułów
          była by realnie 2x tańsza. Nieuzasadniona podaż pieniądza doprowadza do
          chwilowych rozgrzań gospodarki a następnie długich okresów zapaści gdy
          "niewidzialna ręka rynku" przywraca równowagę.
              • Gość: Kaczus (Tomek) Re: To banda złodziei .. kiedy ktoś się za nich w IP: *.dialog.net.pl 06.01.09, 10:43
                Tu bym się nie do końca zgodził, kredyt konsumpcyjny może byc poniekąd kredytem
                inwestycyjnym, kwestia jest taka, że nie na każdą inwestycje łatwo dostać
                kredyt... Dlatego, mimo, że jeśli pamiętasz sam odradzałem, jeśli nie było
                jakiejś niebagatelnej okazji zakupy mieszkań z rok temu, o tyle nie uważam
                kredytu konsumpcyjnego jako zło. Po prostu - jest to narzędzie, tyle, że
                trudniejsze w obsłudze i nie powinno być wszędzie i przez każdego wykorzystywane.
                • lava71 Re: To banda złodziei .. kiedy ktoś się za nich w 06.01.09, 10:49
                  ale kredyt to nie jest tyko sprawa biorącego to także sprawa całej społeczności,
                  która w ten sposób zostaje dotknięta wirtualnym popytem. Dobra, które powinny
                  kosztować x kosztują 2-3x. Co z tego, że kredytobiorca w ostatecznym rozrachunku
                  płaci 4x ... jeżeli my wszyscy także płacimy z tego powodu więcej?
                  Poza tym jak wcześniej wspomniałem "rozdawanie pieniędzy" wprowadza cykliczne
                  wahania na rynku co także jest bardzo niepożądane.
                  • znajomy_jennifer_lopez Re: To banda złodziei .. kiedy ktoś się za nich w 06.01.09, 12:00
                    Ja sie zgadzam z lavą71 bo wiem o co mu chodzi. Oczywiście każdy kredyt moze byc inwestycyjny itp itd i być dobrem dla jednostki.
                    Ale jest złem dla ogółu. Dlaczego? Prosty przykład

                    100 ludzików dostaje mozliwośc wydania swoich 5-10-15 letnich zarobków w jeden rok. Chcą kupić to samo - co sie dzieje z ceną? Jesli wczesniej na dobro było chetnych 5? Ceny szybują. Wiec ludziki nie płaca po 2zł a po 8zł
                    Producent: produkował sobie spokojnie 5 cegieł. Ale nagle popyt jest na 50cegieł, na dodatek ceny szybują, opłacalnośc rosnie jak dzika.
                    Inwestuje, zakłada jeszcze 3 nowe cegielnie. Produkuje prawie 40cegieł dziennie. zyski niebotyczne
                    O... ku....... bo jak wszyscy zwiekszyli moce to nagle sie okazało ze nastepne 100 ludzików nie dostanie do reki 15letnich zarobków, nie kupują

                    skutek?
                    Ludzik przepłacił plus przez 15 lat nie wyda na nic kasy (jest dla gospodarki "stracony) nie pojdzie do fryzjera, knajpy kina bo spłaca te wzięte 15 letnie zarobki.
                    Producent ma 4 cegielnie a nawet dla jednej nie ma zbytu, zwalnai ludzi ale i tak bankrutuje (przy opłacalnosci produkcji na poziomie 50% myslał ze duzy kredyt 15% mu niestraszny). Bezrobocie, zapaść, na dodatek prace straci którys z tych 100 ludzików - samonakręcająca sie spirala.

                    Wierz mi że ludek wolałby kupić to samo za 5letnie zarobki a nie 15 letnie, a i producent od "fuksów" woli stabilny wzrost - normalny producent przedsiebiorca jest zainteresowany PROWADZENIEM dochodowego biznesu, a nie łapaniem fuksów itp - to lubią spekulanci.

                    O to jest niestety tragiczne. A nie ma pomysłu na zatrzymanie spekulacji. Któregoś dnia fundusze inwestycyjne tak zaspekulują że skonczy sie jakąs kontynentalną biedą np w Afryce/potęzną wojną półświatową
                • Gość: zab Re: To banda złodziei .. kiedy ktoś się za nich w IP: *.shell.com 06.01.09, 12:22
                  Kredyt konsumpcyjny na pewno nie jest kredytem inwestycyjnym. To
                  dwie różne sprawy, ale żeby o tym wiedzieć trzeba znać podstawowe
                  informacje na temat obiegu okrężnego w gospodarce. Konsumpcja to
                  zużycie dóbr i usług w gospodarstwie domowym natomiast inwestycja
                  najogólniej mówiąc ponoszenie nakładów na wytworzenie bądź
                  zwiększenie wartości majątku.
                  • Gość: Kaczus (Tomek) Re: To banda złodziei .. kiedy ktoś się za nich w IP: *.dialog.net.pl 06.01.09, 13:02
                    A to juz zależy od sytuacji. Podam przykład z zamierzchłych lat - kolega miał na
                    giełdzie trochę pieniędzy - na studiach potrzebował kupić komputer - początek
                    lat 90-tych. Na zakup wziął kredyt, bop wycofując pieniądze z giełdy kupiłby
                    dużo gorszą konfigurację. Kredyt był konsumencki, jednak jemu komputer posłużył
                    1) do nauki 2) do zarabiania pieniędzy, ponieważ zaczął pisywać artykuły do pism
                    komputerowych... Po roku czasu - dzięki temu, że na giełdzie zarabiał również,
                    spokojnie spłacił komputer. Jest to przykład z rzeczywistości, gdzie kredyt
                    konsumencki poniekąd był inwestycyjnym. Zauważ, że nie napisałem, że był to
                    standardowy kredyt inwestycyjny.
          • znajomy_jennifer_lopez Re: To banda złodziei .. kiedy ktoś się za nich w 06.01.09, 11:48
            Ha! Czy kredyt hipoteczny to konsumpcyjny

            Mieszkanie 500 000zł, kredyt typowy 30 lat, 100%
            gołe odsetki przez 4 lata to 160 000zł
            czyli ok 3000zł miesiecznie za przyjemnośc mieszkania w bankierskim domku
            i tu mamy do czynienai z konsumpcją - płacimy za "konsumpcję"

            Ale
            Mieszkanie warte 250 000zł, kredyt typowy 30 lat, 100%
            gołe odsetki przez 4 lata to 80 000zł
            Dochód z najmu 0 - 100 000zł
            I np wzrost wartosci mieszkania po 4 latach do 500 000zł
            I tu mamy do czynienia z inwestycją i lewarowaniem biznesu.

            Tyle ze wiekszosć kredytów w Polsce była konsumpcyjna i rozwala mnie jak ktoś pisze że "jest na swoim" i że "spłaca"
            Polecam pierwszy z brzegu kalkulator np na millenet.pl
            Kredyt 250 000zł, 30 lat
            4 lata: rata średnio 1700zł, w tym 200zł prawdziwej spłaty (kapitału)
            Mamy 4x12x1500=72 000zł odsetek
            i 4 x 12 x 200=niecałe 10 000zl kapitału. Zabuliłeś żuczku kredytowy ponad 80 000zł ale nawet 10 tys z tego nie poszło na spłate kwoty kredytu (kapitału)
            • Gość: Leszek Re: To banda złodziei .. kiedy ktoś się za nich w IP: 212.160.172.* 06.01.09, 12:40
              Ha!
              Zależy jak na to spojrzeć, u mnie np. brałem kredyt na mieszkanie w
              2003 roku we frankach i płaciłem za franka 2,88. Dostałem kredyt 120
              tys (około 41 tys. franków) na 25lat. Obecnie jestem praktycznie po
              kredycie zostało do spłaty 10 tys w zł. Duża część kredytu spłaciła
              się sama. Przewalutowałem na zł po 2,14.
              A wahania cen mieszkań są mało istone bo w nim mieszkam i nic nie
              zmieni czy będzie kosztowało 180 tys jak kupowałem czy około 500 tys
              jak są w sprzedaży. Jakby nawet nie patrzeć to i tak wartość nie
              spadnie poniżej jej zakupu.
              Druga strona medalu jest taka że nieruchomości w długiej
              perspektywie będą drożały ponieważ jest inflacja i wzrost
              wynagrodzeń co prowadzi do zwiększenia cen wartości nieruchomości,
              dzieł sztuki itp itd.
              Fakt jest taki że nie można kupować czegoś nie mając wkładu własnego
              lub jakiegokolwiek zabezpieczeia.
            • Gość: atx Re: To banda złodziei .. kiedy ktoś się za nich w IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.01.09, 12:45
              Problem niestety polega na tym, ze mieszkac gdzies trzeba. To nie jest nowy telewizor czy samochod, ktory mozesz sobie darowac. Alternatywy sa nastepujace: kupno, wynajem, mieszkanie pod mostem. Trzecia dla mnie odpada, pozostaja dwie, z ktorych kazda wymaga pewnej sporej kwoty. Wiec tak naprawde nawet wiedzac, ze z 1700 raty 1600 to odsetki, nie mam wielu alternatyw.
                • Gość: waku Re: To banda złodziei .. kiedy ktoś się za nich w IP: 81.210.85.* 06.01.09, 13:03
                  wynajem nawet małego mieszkania w miescie to niewiele mniej niz rata
                  kredytu. trzeba jeszcze miec dosc duze zarobki aby odlozyc w 2 lata
                  ok 100 tys (20% wkladu wlasnego). wiekszosc kredytow na 100 procent
                  brali ludzie ktorzy mieli dosc duze ale nie bardzo duze zarobki. a
                  przez 2 lata ceny nieruchomosci nie spadna az tak bardzo (20-30% to
                  od 500 tys nadal 350-400 tys) a banki i tak cos wymysla aby zarobic
                  na kliencie
                  • steady_at_najx Re: To banda złodziei .. kiedy ktoś się za nich w 06.01.09, 13:12
                    Zapominasz o waznym czynniku jesli mieszkania spana to mieszkanie ktore cie interesuje nie bedzie kosztowalo 500 tys a i banki zniza wklad np do 15 % po przejsciu kryzysu.

                    Ale wybacz, jesli nie stac cie zeby odlozyc 15% z 200 tysiecy to nie stac cie na mieszkanie. Poza tym dlaczego z marnymi zarobkami masz ambicje do duzych i drogich mieszkan ? Bo na kredyt i tych pieniedzy nie widac.
                    Zeby nie bylo watpliwosci nie mowie ze spadnie z 500 na 200.

                    "Stac" to oznacza placic wysokie raty przez 30 lat a nie miec zdolnosc naciagana przez lichwiarza kredytowego.

                    Jesli cie nie stac wynajmuj male i odkladaj na male. A nie wynajmuj duze i zglaszaj pretensje do duzego.
                    Proste i prawdziwe.

                    --
                    Deweloperski ogrodek :tnij.com/ogrodek
                    Banka nieruchomosci : tnij.com/dwagrosze
                    • Gość: Leszek Re: To banda złodziei .. kiedy ktoś się za nich w IP: 212.160.172.* 06.01.09, 13:49
                      Uważam,że warto ale po cenie jaka nas interesuje :) Wiadomo że duża
                      część mieszkań ma zawyżoną cenę co do wartości. Ale jest też okazja
                      kupić w chwili obecnej tanio mieszkanie. Ja np. kupiłem ziemię w
                      cenie w jakiej bym jej nie kupił jeszcze 3 miesiące temu. Fakt
                      naszukać się trzeba i trafić na osobę potrzebującą pieniędzy.
                      Dużo osób kupiło mieszkanie w celach inwestycyjnych z nadzieją na
                      szybki zysk więc od nich można kupić taniej. Od dewelopera obecnie
                      bym uważał i dziury w ziemi bym ne kupił, jak już to mieszkanie
                      tylko do wydania i transakcja kupno od razu z aktem notarialnym.
                      Drugim powodem jest wysoki kurs walut i tu może być szansa na
                      dodatkowe benefity.
                      Na rynku wtórnym ceny za dużo nie spadną bo my nie jesteśmy skłonni
                      do opuszczania cen.
                      Inna sprawa to rzekome ogromne spadki na rynkach nieruchomości na
                      zachodzi ( w tym USA).
            • znajomy_jennifer_lopez Re: To banda złodziei .. kiedy ktoś się za nich w 06.01.09, 15:28
              Mhm, tak, wzrost płac o 20%, a co gorsza o 50% a potem bezrobocie. Im kto dostał wieksza podwyżke w stosunku do swojej wydajności (dochodowości) tym szybciej poleci na bruk.
              Pracodawca dobry człek i tego nie chce? Może nie mieć wyjścia.

              Od skoków lepsza stabilna praca, dla wiekszości przynajkmiej.
              Założe sie że jakby tu na forum ktoś dał wybór:
              Masz synu prace na rok za 3x tyle co teraz a potem se radz i
              Masz synu tu prace, ile chcesz, może byc do końca zycia, ale dostaniesz tylko 70% tego co teraz to 90% osób wybrałoby drugą opcję
      • Gość: Mam kredyt w CHF Re: To banda złodziei .. kiedy ktoś się za nich w IP: 213.129.10.* 06.01.09, 13:07
        Ale o co Ci chodzi?
        Cięcie stóp w Szwajcarii było. LIBOR spadł.
        Zgodnie z umową miałem aktualizację oprocentowania 1 stycznia i rata
        kredytu spadła z 380 CHFów na 270 CHFów (spłacam kredyt na 35 lat w
        ratach równych i jestem w 4 roku spłaty. Do spłacenia pozostało
        około 74 tys. CHFów, marża banku wynosi 1,9% - brane przed boomem,
        więc nie było warunków marża 0,8). Policz sobie wszystko się
        zgada !!! Więc o co chodzi?
    • Gość: piter Re: Kliencie, daj coś jeszcze pod hipotekę IP: *.aster.pl 05.01.09, 22:53
      A są jakieś przesłanki ekonomiczne aby tak się stało? 1.5 zeta. Marzenie....
      To jest przestroga dla tych którzy uważają że najważniejsza jest tylko wysokość
      raty w danej chwili. Okazuje się że kwestia kapitału jest bardzo ważna dla
      banku, a to on udzielał tego kredytu..... dojdzie do tego że trzeba będzie
      wykupować dodatkowe ubezpieczenie kredytu co jakby podbije koszt kredytu w CHF.
    • Gość: luc1979 Kliencie, daj coś jeszcze pod hipotekę IP: *.echostar.pl 06.01.09, 08:22
      Drodzy Klienci Banków...otóż Banki niewiele mogą wam zrobić. W szczególności
      spadek realnej wartości zabezpieczenia nie może być przyczyną wypowiedzenia
      umowy kredytowej - vide 268 klauzula abuzywna w rejestrze UOKiK: wyrok z dnia
      29.12.2004 roku, w sprawie Prezesa UOKiK vis Kredyt Bank (sygnatura XVII Amc
      92/03)- poniżej zakwestionowana klauzula :"„Bank może wypowiedzieć umowę
      kredytu w całości lub w części, w
      szczególności z powodu: 1)
      niespłacenia w terminie należności,
      o których mowa w § 13 ust. 1, 2)
      zagrożenia terminowej spłaty kredytu
      z powodu złej sytuacji finansowo
      majątkowej Kredytobiorcy, 3)
      znacznego obniżenia się realnej
      wartości złożonego zabezpieczenia
      lub utraty tego zabezpieczenia, 4)
      niedotrzymania innych warunków
      umowy kredytu” - zwracam uwagę na punkt 3. Dla bardziej zainteresowanych - nie
      ma do tego wyroku uzasadnienia, bo Kredyt Bank o nie nie wystąpił. Banki o tej
      klauzuli wiedzą, ale myślą że nie wiedzą o niej ich klienci...to niech się
      dowiedzą. Klienci ponoszą ryzyko kursowe i ryzyko stopy procentowej, a Banki
      ponoszą ryzyko spadku rynkowej wartości zabezpieczenia. Oczywiście inne Banki
      mogą mieć podobne "kwiatki" zapisane w inny sposób, ale...
      • rydzyk_fizyk Tajemniczy punkt trzeci 06.01.09, 08:55
        A wystarczy zajrzeć do Prawa Bankowego - po co bankowi klauzule umowne skoro ma art. 75 (niedługo pewnie stanie sie szerzej znany):

        Art. 75.
        1. W przypadku niedotrzymania przez kredytobiorcę warunków udzielenia kredytu albo w razie utraty przez kredytobiorcę zdolności kredytowej bank może obniżyć kwotę przyznanego kredytu albo wypowiedzieć umowę kredytu.
        2. Termin wypowiedzenia, o którym mowa w ust. 1, o ile strony nie określą w umowie dłuższego terminu, wynosi 30 dni, a w razie zagrożenia upadłością kredytobiorcy - 7 dni.
        3. Wypowiedzenie umowy kredytu z powodu utraty przez kredytobiorcę zdolności kredytowej lub zagrożenia jego upadłością nie może nastąpić, jeżeli bank zgodził się na realizację przez kredytobiorcę programu naprawczego.
        4. Przepis ust. 3 stosuje się przez cały okres realizacji programu naprawczego, chyba że bank stwierdzi, iż program naprawczy nie jest w sposób należyty realizowany

        i jeszcze na deser

        Art. 74.
        W czasie obowiązywania umowy kredytu kredytobiorca jest obowiązany przedstawić - na żądanie banku - informacje i dokumenty niezbędne do oceny jego sytuacji finansowej i gospodarczej oraz umożliwiające kontrolę wykorzystania i spłaty kredytu.
        --
        Zoologiczny antykomunizm
        Traktat z Lizbony a suwerenność
        • jurek7 Re: Tajemniczy punkt trzeci 06.01.09, 12:46
          rydzyk_fizyk napisał:

          > A wystarczy zajrzeć do Prawa Bankowego - po co bankowi klauzule umowne skoro ma
          > art. 75 (niedługo pewnie stanie sie szerzej znany):
          >
          > Art. 75.
          > 1. W przypadku niedotrzymania przez kredytobiorcę warunków udzielenia kredytu a
          > lbo w razie utraty przez kredytobiorcę zdolności kredytowej bank może obniżyć k
          > wotę przyznanego kredytu albo wypowiedzieć umowę kredytu.

          Cóż. Oczywiście stanowi to poważny punkt zaczepienia.

          Niemniej poszukajmy dziury w całym (nie wypowiadam się tutaj jako ekspert od
          prawa bankowego).
          Jak rozumiem nie może tu chodzić o utratę zdolności kredytowej, ponieważ kredyt
          już został udzielony. Poza tym zgodnie z art. 70 prawa bankowego „Przez zdolność
          kredytową rozumie się zdolność do spłaty zaciągniętego kredytu wraz z odsetkami
          w terminach określonych w umowie.”, czyli nie odnosi się ona do zabezpieczenia.

          Pozostaje zatem niedotrzymanie przez kredytobiorcę warunków udzielenia kredytu.
          Jeśli cena rynkowa nieruchomości zabezpieczonej hipoteką spadnie z np. 400
          tysięcy do 300 tysięcy, a kredytobiorca nie przyczynił się w jakikolwiek sposób
          do obniżenia tej wartości (co mogłoby chyba polegać tylko na umyślnym niszczeniu
          budynku), to trudno mówić o jakiejkolwiek formie „niedotrzymania” warunków przez
          kredytobiorcę, bo to niedotrzymanie powinno oznaczać jakiś przejaw zależnych od
          kredytobiorcy działań lub zaniechań.

          Zresztą sama konstrukcja przepisu powołuje się na przypadek „niedotrzymania
          przez kredytobiorcę warunków udzielenia kredytu”, czyli siłą rzeczy na kwestię
          uregulowaną/potwierdzoną w umowie kredytu. Czyli żeby w ogóle mówić o możliwości
          żądania dodatkowego zabezpieczenia, w umowie powinien się znaleźć zapis o treści
          np. takiej, że kredytobiorca zobowiązuje się w okresie obowiązywania umowy do
          zapewnienia zabezpieczenia kredytu w określonej wysokości lub oczywiście można
          napisać wprost o obowiązku uzupełnienia zabezpieczenia w razie obniżenia ceny
          rynkowej nieruchomości.
          Niemniej bez takich wyraźnych postanowień art. 75 na niewiele się chyba zda
          (oczywiście w zakresie omawianego problemu).
          Tak na marginesie, to z przepisu wynika wyłącznie prawo do wypowiedzenia umowy
          (obniżenie kredytu pomijamy), czyli bank żądając uzupełnienia zabezpieczenia nie
          tyle realizowałby wprost swoje uprawnienie wynikające z ustawy, tylko stosowałby
          szantaż – jeśli nie dasz zabezpieczenia, to wypowiemy ci umowę. Swoją drogą
          ciekawe co bank zrobiłby w sytuacji, gdyby spłacający sumiennie kredyt
          kredytobiorca odmówił udzielenia nowego zabezpieczenia?
      • minasz Re: Kliencie, daj coś jeszcze pod hipotekę 06.01.09, 10:34
        a niby co mowi pkt 3?

        3)
        znacznego obniżenia się realnej
        wartości złożonego zabezpieczenia
        lub utraty tego zabezpieczeni
        zabezpieczeiem jest dom jezeli wartosc spadnie z 400tys na 200
        to nie ma zabezpieczenia na 200 hehe


        --
        b.Pascal lizus bazarowych bab z forum mezczyzna
    • janostrzyca Kryzys hipoteczny po polsku 06.01.09, 08:24
      Pompowanie cen nieruchomości + udzielnie kredytów hipotecznych "dla
      ubogich" + przecena w dół wartości nieruchomości + wzrost rat
      kredydu = kryzys hipoteczny po polsku.
      Najgłupsze w tym wszystkim jest to, że powtarzamy prawie bez zmian
      scenariusz zaczerpnięety z amerykańskiego kryzysu hipotecznego
      sprzed kilku lat.

      --
      www.janostrzyca.bloog.pl
    • Gość: kk Kliencie, daj coś jeszcze pod hipotekę IP: 195.42.249.* 06.01.09, 08:30
      to są jakieś wierutne bzdury! kilka lat temu brałam kredyt w euro
      (wówczas kurs wynosił 3.59)i jak wzrósł kurs do 4.9 to nikt z banku
      mnie nie zapraszał na rozmowy o dodatkowym zabezpieczeniu. W
      przypadku kredytów w walucie zagranicznej bank ma ustanowioną
      hipotekę kaucyjną, która chyba wynosi 150% kredytu. Jeżeli klient
      brał kredyt na 100% wartości mieszkania to ma podniesioną stosownie
      marżę banku, aż nie uzyska przynajmniej 20% wkładu własnego. Jak
      zwykle trzeba coś napisać i trochę podenerwować ludzi
      • kretynofil A ceny wtedy spadly o 20% i lecialy dalej? 06.01.09, 08:36
        Bo wiesz, tutaj jest pies pogrzebany - spadki o "kilka nawet kilkanascie
        procent" to nadal pobozne zyczenia sprzedajacych.

        Realnie, zeby cokolwiek sprzedac, trzeba zejsc z ceny o 20% w stosunku do cen z
        gorki - i jesli ktos na niej kupil, to jego nieruchomosc jest juz o 20% mniej
        warta; do tego wzrost kursu franka i niektorzy "niegolodupcy" co "nie mieszkaja
        z mamusia" maja cieplutko. Szkoda ich, ale skoro chcieli byc najmadrzejsi -
        dostana za swoje...

        --
        Nazywam sie kretynofil. Mieszkam z mamusia i chodze do szkoly podstawowej. Na
        Forum pisze ze mieszkam w Belgii i trzepie duzo kasiory jako informatyk. Pisze
        jeszcze o cenach nieruchomosci. Koledzy z klasy bardzo mi zazdroszcza jaki
        jestem spryciarz.
        (by Kretynofiil)
      • lava71 Re: Kliencie, daj coś jeszcze pod hipotekę 06.01.09, 08:51
        Widzisz ... tu nie chodzi o zmiany kursu waluty a zmianę w wartości
        zabezpieczenia hipotecznego czyli zakupowanej nieruchomości. Przez ostatnie
        kilka lat występowały tylko wzrosty więc o żądaniach dodatkowego zabezpieczenia
        mowy być nie mogło. Teraz jednak lecimy w dół a więc banki sięgają do "zapisów
        małym druczkiem".
        Współczuję ludziom, którzy dali się jak owce zagonić do kredytu hipotecznego.
        Nie dość, że wygenerowali wirtualny popyt to jeszcze teraz będą spłacać
        przewartościowane nieruchomości.
        • alfalfa Re: Kliencie, daj coś jeszcze pod hipotekę 06.01.09, 15:45
          lava71 napisał:
          > Współczuję ludziom, którzy dali się jak owce zagonić do kredytu
          hipotecznego.
          > Nie dość, że wygenerowali wirtualny popyt to jeszcze teraz będą
          spłacać
          > przewartościowane nieruchomości.

          Taaa, samo współczucie w Twoich postach.

          Kredyt jest dla ludzi. Trzeba tylko umieć liczyć.
          A.
          • areq1971 Re: Kliencie, daj coś jeszcze pod hipotekę 06.01.09, 17:10
            > Kredyt jest dla ludzi. Trzeba tylko umieć liczyć. <
            Właśnie!!!
            Trzeba umieć liczyć,a większość ma jednak problemy.
            Przeciętny/czytaj średniozarabiający/ człowiek w wieku 30lat kupuje
            przewartościowaną o dobre 30% nieruchomość na 100% kredytu z ratą
            sięgającą 50% dochodu rodziny na 45lat,we frankach po kursie
            2,0zł????
            Czy taki ktoś liczył z głową?Wątpię.Zakładali,że pensje będą rosły
            powyżej wsk.inflacji tak jak i ich kupione za 100%kredytu
            mieszkanka.Żeby to jeszcze pół biedy w złotówkach gdzie można
            założyć stały stosunek wzrostu
            oprocentowania=inflacji=wynagrodzenia.
            Co z tego że Libor spadł jak przy wzroście kursu wysokość kredytu
            wzrosła o 30%?!A co będzie jak szwajcarzy podniosą oprocentowanie do
            4% a franek podskoczy na 3,5zł?A w pracy syf i zwolnienia..
            Powiedzmy że taka sytuacja potrwa dwa lata
            Chleb z pasztetową i dziurawe skarpety...wakacje u cioci na działce
            lub w ogóle.
            BTW wszystko jest dla ludzi z głową tyle że trzeba mieć łeb na
            karku...
    • Gość: Kaz Kliencie, daj coś jeszcze. IP: 193.138.110.* 06.01.09, 08:46
      Banki są tak pazerne, że w sumie mnie to nie dziwi.
      W Polsce nie ma problemu z kredytami subprime, bo jakoś szkodowość specjalnie
      nie wzrosła ponad stan.
      Może jest problem z pozyskaniem pieniądza, ale oczywiście kto za to zapłaci?
      Ten Pan, ta Pani, ci Państwo.....
      W pierwszej kolejności instytucje państwowe wleją w banki kupę naszych
      pieniędzy, a wszystkie dodatkowe koszty i tak banki przeleją na klientów.
      Suma summarum: wszytko idzie z naszych kieszeni.
      A prezesi banków dalej będą brać taką kasę, że aż się w głowie kręci.
      I wymyślą sobie następne służbowe samochody, jachty i co tam wymyślą.....
      A na samym dole kasjerka w okienku będzie zarabiać coś koło najniższej
      krajowej ciesząc się, że pracuje w tak renomowanej firmie.
      • kretynofil Kpisz czy o droge pytasz? 06.01.09, 08:55
        > W Polsce nie ma problemu z kredytami subprime

        Ja przepraszam, ale jesli ktos bral kredyt we frankach, kiedy CHF/PLN oscylowalo
        wokol 2,00 a jego zdolnosc kredytowa zostala policzona przez cudotworce z banku
        tak, ze po splacie kredytu zostalo mu 300 PLN na zycie na osobe w rodzinie - to
        jak sadzisz? Byl to kredyt subprime czy nie?

        A zapewniam Cie, ze sporo takich kredytow bylo. Pamietam jak mi wyliczali
        zdolnosc kredytowa - uwzgledniajac tylko moje zarobki (zona pracowala na umowe
        zlecenie, wiec odpadala z kalkulacji) w wysokosci okolo 4300 netto, byli w
        stanie dac mi kredyt z rata do 2500 PLN. Do tego dochodza stale swiadczenia,
        okolo 800 PLN (telefony, Internet, woda, prad, zaliczki dla administracji, karty
        miejskie itd.) i na jedzenie, ciuchy, kosmetyki i przyjemnosci zostaloby nam po
        500 PLN na osobe.

        Jestes pewien ze to nie subprime?

        --
        Jaki ja jestem madry i nieomylny.
        Moge stanac na ulicy i potarzac: ja madry, ja madry.
        (by Kretynofiil)
        • Gość: michałłłł Re: Kpisz czy o droge pytasz? IP: 62.29.169.* 06.01.09, 09:33
          Cytat:
          "A zapewniam Cie, ze sporo takich kredytow bylo. Pamietam jak mi
          wyliczali
          zdolnosc kredytowa - uwzgledniajac tylko moje zarobki (zona
          pracowala na umowe
          zlecenie, wiec odpadala z kalkulacji) w wysokosci okolo 4300 netto,
          byli w
          stanie dac mi kredyt z rata do 2500 PLN. Do tego dochodza stale
          swiadczenia,
          okolo 800 PLN (telefony, Internet, woda, prad, zaliczki dla
          administracji, karty
          miejskie itd.) i na jedzenie, ciuchy, kosmetyki i przyjemnosci
          zostaloby nam po
          500 PLN na osobe."

          Heh, dokładnie. Ja brałem kredyt w 2005 r., w CHF na 100%
          inwestycji. Byłem wtedy jeszcze studentem, zatrudnienie na UoD,
          nieuregulowany stosunek do służby wojskowej. I co? I dostałem
          kredyt:) A bank wyliczał moje koszty stałe miesięczne na 400 zł...
          (a sam wynajem mieszkania mnie wtedy kosztował 1000 zł).
          W moim akurat przypadku jest OK, bo rata to może 1/5 zarobków moich
          (a są jeszcze zarobki żony).
          Pytanie brzmi -- ile osób potraktowano podobnie, a one teraz mają
          problem??
    • Gość: rympał Kliencie, daj coś jeszcze pod hipotekę IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.01.09, 08:57
      he he
      art jakby napisany na zamówienie kretynofila, stediego, arkaszki i
      jeszcze paru innych specjalistów. pewno chłopaki siedzą teraz
      napuszone jak pawie, że przewidzieli, że mówili, że ostrzegali, ale
      nikt ich nie słuchał, a teraz płacz i lament.

      historia oczywiście wyssana z palca (na razie) po to tylko aby
      tłuszczy rzucić temat bo kryzys teraz na topie.
      "Mariusz nie ubezpieczył niskiego wkładu własnego bo mu się nie
      chciało" - no jasne, he he, a bank pewno powiedział "trudno, ale i
      tak ci damy kredyt"
        • Gość: Art Tokle Re: Kliencie, daj coś jeszcze pod hipotekę IP: *.connecta.pl 06.01.09, 09:15
          Artykuł debilny a postaci w nim występujące wyssane z palca. "Pan Mariusz" - to
          jeszcze ew. mogę zrozumieć ;) Ale już "doradca dzwoniący z banku i zapraszający
          na rozmowę" - co za bzdura - w razie jakichkolwiek problemów bank wysyła raczej
          pisma a nie telefonuje doradca :] A już najlepszy jest "anonimowy przedstawiciel
          jednego z największych polskich banków" :)))))))))
            • lava71 Re: Niektórzy chyba nie zrozumieli o co chodzi 06.01.09, 10:00
              ... co niestety wskazuje na stan niskiej świadomości tego co się dzieje. Co z
              tego jak im oprocentowanie spada ... trochę ... i płacą mniejsze raty, jak za
              chwilę bank może ich poprosić o wpłacenie jednorazowej transzy równej 20-30%
              zaciągniętego kredytu? (lub wskazanie mienia o takiej wartości, które będzie
              dodatkowym zabezpieczeniem).
                • kretynofil Na podstawie umowy kredytowej, ktora podpisal? 06.01.09, 12:22
                  Na takiej podstawie :)

                  Bank musi miec zabezpieczenie kredytu i ma prawo sie domagac dodatkowego
                  zabezpieczenia jesli dodatkowe stracilo na wartosci.

                  Tak to dziala, przeczytaj artykul jeszcze raz. A potem jeszcze raz. I jeszcze raz.

                  A potem zastanow sie co by bylo, gdyby "pan Mariusz" nie mial dzialki - otoz
                  wtedy bank daje mu trzy mozliwosci:
                  - wypowiedzenie umowy kredytowej (i wtedy ma 30 dni na zwrot CALEJ kasy po
                  DZISIEJSZYM kursie franka - ale to przeciez proste, wystarczy sprzedac
                  mieszkanie :P),
                  - wplata zabezpieczenia w gotowce w terminie 30 dni (tu masz swoje 100KPLN),
                  - podpisanie dodatkowej umowy ubezpieczeniowej, ktora de facto podniesie
                  wysokosc raty o jakies 200 PLN.

                  Zrozumial, czy trzeba jasniej?

                  --
                  Nazywam sie kretynofil. Mieszkam z mamusia i chodze do szkoly podstawowej. Na
                  Forum pisze ze mieszkam w Belgii i trzepie duzo kasiory jako informatyk. Pisze
                  jeszcze o cenach nieruchomosci. Koledzy z klasy bardzo mi zazdroszcza jaki
                  jestem spryciarz.
                  (by Kretynofiil)
                    • znajomy_jennifer_lopez Re: Na podstawie umowy kredytowej, ktora podpisal 06.01.09, 12:38
                      Dokładnie, dlatego uważam że osoby które wzięły kredyt i grzecznie spłacają moga raczej spać spokojnie. Egzekucja długu itp to mordęga i koszty, na pewno jednak zwiększy sie liczba. Zamiast 1-2% umów kredytowych, taki epilog bedzie miało np 5%. To dużo a jednocześnie "tyle co nic" dla ogólnej masy jelonkowej.
                      Myśle jednak że banki będa dużo restrykcyjniej podchodzić do nowych kredytów - uwzględniając możliwośc 20-30% obniżki cen co spowoduje... niską dostępność kredytów co spowoduje... dalszy spadek cen itd. Aż do kolejnego obrotu tego rollercoastera
                    • kretynofil Chcesz odpowiedz co zrobia banki? 06.01.09, 12:48
                      Odpowiedz masz tutaj:

                      "Po trzecie powyższe działania mogłyby zostać uzupełnione przez długookresowe (2
                      - 3-letnie) wsparcie płynnościowe sektora bankowego przez bank centralny pod
                      zabezpieczenie zdrowych aktywów bankowych (np. wierzytelności kredytowe)."

                      www.manageria.pl/manageria/1,85811,6125281,Prezesi_PKO_BP_i_Pekao__Zwiekszyc_podaz_pieniadza.html
                      Czyli: banki teraz sprzedadza swoje kredyty do NBP za dodatkowy zastrzyk
                      pieniadza :)

                      I kto za to zaplaci, ze zacytuje klasyka?

                      --
                      Nazywam sie kretynofil. Wlasnie wrocilem ze szkoly. Nauczylem sie dzisiaj duzo
                      trudnych slow. Pani mnie bardzo pochwalila, a nawet poglaskala mnie po glowie.
                      Bardzo mi sie to podobalo. Bede zaraz znowu pisal o nieruchomosciach, ze
                      mieszkam w Belgii i zarabiam bardzo duzo pieniazkow. Bardzo chce zeby tak bylo.
                      (by Kretynofiil)
                        • kretynofil Pan zaplaci, Pani zaplaci :) 06.01.09, 14:11
                          Jesli bank ma dostac gotowke pod zastaw kredytow hipotecznych to tak jakby je
                          sprzedal NBP - a to oznacza, ze ta dziure bedzie trzeba zalatac pieniedzmi
                          podatnikow.

                          Rozumiesz? NBP pozycza pieniadze ING PL pod zastaw hipotek, potem ING PL "wplaca
                          te pieniadze na lokate" w ING NL i tyle ta kase widzieli. Nikt niczego nie
                          oddaje - ale jest ok, bo przeciez NBP ma zabezpieczenie w postaci hipotek.
                          Problem w tym, ze te nie sa warte funta klakow.

                          I tak, zupelnie legalnie, mozna wytransferowac pieniadze z NBP na ratowanie ING
                          NL (to tylko przyklad), ktory zarobil na wzroscie wartosci nieruchomosci w PL
                          dwa razy - raz jako kapital spekulacyjny, drugi jako sprzedawca wierzytelnosci.

                          Pomyslowe, co?

                          --
                          Nazywam sie kretynofil. Mieszkam z mamusia i chodze do szkoly podstawowej. Na
                          Forum pisze ze mieszkam w Belgii i trzepie duzo kasiory jako informatyk. Pisze
                          jeszcze o cenach nieruchomosci. Koledzy z klasy bardzo mi zazdroszcza jaki
                          jestem spryciarz.
                          (by Kretynofiil)
      • steady_at_najx Re: Kliencie, daj coś jeszcze pod hipotekę 06.01.09, 09:38
        Gość portalu: rympał napisał(a):

        > he he
        > art jakby napisany na zamówienie kretynofila, stediego, arkaszki i
        > jeszcze paru innych specjalistów. pewno chłopaki siedzą teraz
        > napuszone jak pawie, że przewidzieli, że mówili, że ostrzegali,

        Tylko ze my drodzy ynwestorzy nie wlozylismy w ten artykul nawet zlotowki. Nie placicie za swoje bajki to zaczynaja wreszcie cos bardziej prawdziwego plesc.

        --
        Deweloperski ogrodek :tnij.com/ogrodek
        Banka nieruchomosci : tnij.com/dwagrosze
      • kretynofil Hehehe, ubawiles mnie ;) 06.01.09, 10:11
        > art jakby napisany na zamówienie (...)

        Cos Ci sie pomerdalo, synek. Jak napisal Steady - deweloperzy przestali placic
        za artykuly, to sie wreszcie pisze o "ciemnej stronie" kredytu hipotecznego i
        konsekwencjach spadku wartosci mieszkan.

        > pewno chłopaki siedzą teraz napuszone jak pawie, że przewidzieli, że mówili,
        że ostrzegali, ale nikt ich nie słuchał, a teraz płacz i lament.

        I zebys wiedzial, ze siedze napuszony - bo o tych problemach, ktore teraz
        odkryli "eksperci" z mediow, pisalem juz ponad rok temu.

        Juz sam fakt, ze moje prognozy sie sprawdzily daje mi powod do dumy, bo jakos
        zapowiedzi wszystkich "madrych glow" jakos sie nie sprawdzaja - a ja nawet nie
        mam wyksztalcenia ekonomicznego... Jedyne co mam to gugiel i troche zdrowego
        rozsadku.

        > historia oczywiście wyssana z palca (na razie) po to tylko aby tłuszczy rzucić
        temat bo kryzys teraz na topie.

        Widzisz, nawet jesli historia jest wyssana z palca, to swoje zrobi - uswiadomi
        niedzielnym inwestorom ze sa na granicy powaznej wtopy (nie dosc, ze sprzedac
        nie moga, to beda musieli swoja "inwestycja" obciazyc hipoteke wlasnego
        mieszkania/domu) - a to tylko przyspieszy i poglebi spadki cen. I slusznie.

        Zreszta, jak dwa lata temu wszystkie media trabily o gwaltownych podwyzkach cen,
        to dzialalo - ludzie sie na to lapali. Masz nadzieje ze teraz nie podziala?

        To sie zdziwisz :)

        > "Mariusz nie ubezpieczył niskiego wkładu własnego bo mu się nie chciało" - no
        jasne, he he, a bank pewno powiedział "trudno, ale i tak ci damy kredyt"

        Ano tak. Tak banki dawaly kredyty jeszcze calkiem niedawno. Konkurencja byla
        ostra, kazdy chcial wyciac jak najwiekszy kawalek tortu i tak dawano kredyty
        ponad rzeczywista zdolnosc kredytowa, na umowe o dzielo i inne cuda.

        Jakby mu w tym banku nie dali bez ubezpieczenia, to by przeszedl sie do innego
        banku za rogiem - i tam by dostal. Konkurencja i chciwosc wpedzi banki w
        klopoty, tak jak w Stanach. Rzecz w tym, ze tak jak tam, tutaj tez za to zaplaci
        ostrozny i przezorny podatnik...

        --
        Jaki ja jestem madry i nieomylny.
        Moge stanac na ulicy i potarzac: ja madry, ja madry.
        (by Kretynofiil)
    • Gość: mar Przecież to jest przekręt w biały dzień! IP: *.ists.pl 06.01.09, 09:06
      Dając kredyt klientowi bank dostaje zabezpieczenie w postaci
      hipoteki nieruchomości i się na to zgadza, w przeciwnym przypadku
      nie powinien dawać kredytu. To że cena nieruchomości czy wartość
      kredytu się zmieniają (zwłaszcza że umowa zazwyczaj obejmuje
      kilkadziesiąt lat) jest oczywiste dla obydwu stron w momencie
      podpisywania umowy, więc nagabywanie ludzi na dodatkowe
      zabezpieczenia to zwykłe naciąganie i ŻENADA! A co jeśli klient
      powie bankowi że nie da dodatkowego zabezpieczenia? To wtedy bank
      weźmie sobie tą nieruchomość, klient przestanie spłacać kredyt, i
      bank traci. Więc tego nie zrobi. Głupich szukają, a przy okazji sami
      się ośmieszają.