Dla niezliczonych polskich oszołomów, co sobie gębę przy byle okazji wycierają
ojczyzną to będzie szok - jakże to, o tragicznej historii mówić (a nawet, o
zgrozo, śpiewać) bez zadęcia, nie na uroczystej akademii i, co już niepojęte, z
PRAWDZIWYMI emocjami... świat się wali...
U2, The Cranberries, Sinead O'Connor "od zawsze" śpiewają między innymi o
historii Irlandii, o Powstaniu Wielkanocnym, o Krwawej Niedzieli, o Wielkim
Głodzie. "Zombie", "Bloody Sunday" - przecież to było właśnie o tym, o BARDZO
poważnych sprawach. I właśnie dzięki temu parę milionów ludzi na całym świecie
miało okazję pomyśleć i może dojść do wniosku, że Irlandczyk to nie tylko
zachlany menel, ale człowiek z dumnego i poranionego narodu...
U nas monopol na patriotyzm przywłaszczyły sobie moherowe legiony, a hiphopowe
artychy kopiują zachowania zblazowanych amerykańskich Murzynów i wywrzaskują
jak im strasznie źle, bo tatuś pracy nie ma i na piwo nie starcza i policja
krzywo się patrzy... K...a m.ć, źle im... pół wieku temu ich rówieśnicy byli
paleni żywcem przez hitlerowców i grzebani w ruinach... ale skąd mają o tym
wiedzieć i o tym pomyśleć, skoro nikt właściwie nie zadał sobie trudu, żeby im
o tym powiedzieć... Może Lao Che to pierwsza jaskółka...
--------
- Mistrzu, pragnę dokonać dzieła wielkiego i czystego.
- Umyj słonia.