Dodaj do ulubionych

MILES DAVIS - wirtuoz czy szarlatan?

11.05.03, 12:29
Witam!

Od niepamiętnych czasów miłośnicy jazzu nie są zgodni co do wielkości mistrza
(?) trąbki... Jedni twierdzą, iż geniusz Milesa jako muzyka nie podlega
najmniejszej dyskusji, inni uważają go za przeciętnego muzyka, umiejętnie
dobierającego sobie współpracowników, z których przy pomocy swej charyzmy
wysysał pomysły na granie... Te dwie frakcje jazzfanów są do siebie
niezwykle wrogo nastawione - raz, dwóch musiałem rozdzielać, bo już byli
gotowi na solo...*-)

A ja sądzę, że właśnie na owej umiejętności otaczania się właściwymi ludźmi
we właściwym czasie zasadzał się geniusz artysty...

-----------------

"I tylko nie mów mi, że prawda zawsze leży pośrodku..."
Edytor zaawansowany
  • astir 11.05.03, 18:30
    ugugunana napisał:

    > Od niepamiętnych czasów miłośnicy jazzu nie są zgodni co do wielkości mistrza
    > (?) trąbki... Jedni twierdzą, iż geniusz Milesa jako muzyka nie podlega
    > najmniejszej dyskusji, inni uważają go za przeciętnego muzyka, umiejętnie
    > dobierającego sobie współpracowników, z których przy pomocy swej charyzmy
    > wysysał pomysły na granie>
    > A ja sądzę, że właśnie na owej umiejętności otaczania się właściwymi ludźmi
    > we właściwym czasie zasadzał się geniusz artysty...

    Żeby nie być posądzoną o subiektywizm opinii, powołam sie na słowa samego
    wielkiego Miles'a z książki Quincy'ego Troupe'a:

    "Jeśli ja byłem inspiracją, mądrością, spoiwem dla tego zespołu, Tony
    (Williams - moje) był ogniem, kreatywna iskrą; Wayne (Shorter) był ideologiem,
    to on konceptualizował wiele naszych muzycznych idei; a Ron (Carter) i Herbie
    (Hancock) to kotwice. Ja byłem tylko liderem, który zbierał nas wszystkich
    razem. Wszyscy oni byli młodymi chłopakami i choć uczyli sie ode mnie, także ja
    uczyłem się od nich nowych rzeczy, grania free. Ponieważ aby być i pozostać
    wielkim muzykiem, trzeba być zawsze otwartym na to, co nowe, co dzieje się
    właśnie w tej chwili. Trzeba być zdolnym do wchłaniania tego, jeśli nadal ma
    się rozwijać i komunikować swoją muzykę.
    (....) Tony Wiliams...słuchał jakiejś płyty i całą ją zapamiętywał, wszystkie
    sola, wszystko. Był jedynym w moim zespole, który pewnego razu powiedział
    mi:'Stary, dlaczego ty nie ćwiczysz!'. Fałszowałem i w ogóle, próbując nadążyć
    za jego młodym tyłkiem. Więc zmusił mnie, żebym znowu zaczął ćwiczyć, bo
    przestałem i nawet tego nie zauważyłem."

    Do tego fragmentu nie mam zastrzeżeń, uczymy sie od siebie nawzajem, efekt
    muzyczny (czy też jakikolwiek inny) jest wynikiem wpływu wszyskich członków
    zespołu, ale:

    "To właśnie na 'On the Corner' i 'Big Fun' naprawde postarałem się dotrzeć z
    moja muzyką do czarnej młodzieży. To oni kupuja płyty i chodzą na koncerty,
    więc zacząłem myśleć o budowaniu publiczności na przyszłość. Po 'Bitches Brew'
    miałem już na swoich koncertach mnóstwo białej młodzieży, więc pomyślałem
    sobie, że byłoby nieźle, gdyby udało mi się zebrać razem tę młodzież, aby
    słuchała mojej muzyki i dawała czadu"

    taaa...a o starych słuchaczach pan zapomniał, panie Miles???... money, money,
    money...
  • gregkor 12.05.03, 09:46
    ugugunana napisał:

    > Witam!
    >
    > Od niepamiętnych czasów miłośnicy jazzu nie są zgodni co do wielkości mistrza
    > (?) trąbki... Jedni twierdzą, iż geniusz Milesa jako muzyka nie podlega
    > najmniejszej dyskusji, inni uważają go za przeciętnego muzyka, umiejętnie
    > dobierającego sobie współpracowników, z których przy pomocy swej charyzmy
    > wysysał pomysły na granie... Te dwie frakcje jazzfanów są do siebie
    > niezwykle wrogo nastawione - raz, dwóch musiałem rozdzielać, bo już byli
    > gotowi na solo...*-)
    >
    > A ja sądzę, że właśnie na owej umiejętności otaczania się właściwymi ludźmi
    > we właściwym czasie zasadzał się geniusz artysty...
    >
    > -----------------
    >
    > "I tylko nie mów mi, że prawda zawsze leży pośrodku..."


    Obawiam się, że tewn podział na muzyków którzy nie maja wątpliwości co do
    geniuszu Milesa i tych którzy są innego zdania jest w proporcji 99% za
    geniuszem a 1% przeciwko....serio....tak się składa że kilku muzyków poznałem i
    każdy z nich wyrażał się w samych superlatywach o mistrzostwie Milesa.....nie
    mówiąc już o wywiadach....i wypowiedziach innych jazzmanów...można śmiało
    powiedziec, że obok Johna Coltrane'a była to najwybitniejsza postać na scenie
    jazzowej....


    pozdr

  • astir 12.05.03, 10:45
    gregkor napisał:

    ...można śmiało
    > powiedziec, że obok Johna Coltrane'a była to najwybitniejsza postać na scenie
    > jazzowej....

    Można śmiało powiedzieć, że MD wielkim człowiekiem był. Ale to nie znaczy, że
    wszyscy słuchacze z bałwochwalczym poddaństwem mają się godzić na akceptację
    wszelkich prób eksperymentatorskich mistrza Milesa. Przede wszystkim potrafił
    liczyć, inwestować, dobierać sobie ludzi do zespołów by następnie, nawet bez
    wyjaśnień, pozbywać się niewygodnych osób.

    ...gdybym miał polegać na ludziach, którzy słuchali mnie "dawnego", - umarłbym
    z głodu i stracił kontakt z ludźmi, którzy kupują płyty, z młodzieżą...'

    Może to i dobre podejście do muzyki...i słuchaczy.

    Gdyby tak się zachowywał jakiś pierwszy lepszy muzyk/wykonawca/kompozytor -
    jego sprawa, jego opinia i sposób na życie. Ale to Miles! facet, który w
    momencie swojego zwrotu już był legendą!
    Krytycy muzyczni moga sobie pisać o nowej formie, środkach ekspresji,
    dojrzewaniu muzycznym itd, ale słuchacze swoje wiedzą nawet, jeśli to
    rzeczywiście jest tylko 1%.
  • srootootoo 12.05.03, 13:09
    astir napisała:

    > gregkor napisał:
    >
    > ...można śmiało
    > > powiedziec, że obok Johna Coltrane'a była to najwybitniejsza postać na sce
    > nie
    > > jazzowej....
    >
    > Można śmiało powiedzieć, że MD wielkim człowiekiem był. Ale to nie znaczy, że
    > wszyscy słuchacze z bałwochwalczym poddaństwem mają się godzić na akceptację
    > wszelkich prób eksperymentatorskich mistrza Milesa. Przede wszystkim potrafił
    > liczyć, inwestować, dobierać sobie ludzi do zespołów by następnie, nawet bez
    > wyjaśnień, pozbywać się niewygodnych osób.

    W wiekszosci przypadków ci ludzie stawali sie później liderami swoich własnych
    zespołów i wybitnymi muzykami.Coltrane, Evans,
    Haden,Jarret,Hancock,Roach,Miller,Scofield,Shorter,Garret,Chambers,Cinelu,Stern.
    ..i wielu wielu innych.
    > ...gdybym miał polegać na ludziach, którzy słuchali mnie "dawnego", -
    umarłbym
    >
    > z głodu i stracił kontakt z ludźmi, którzy kupują płyty, z młodzieżą...'
    >
    > Może to i dobre podejście do muzyki...i słuchaczy.
    >
    > Gdyby tak się zachowywał jakiś pierwszy lepszy muzyk/wykonawca/kompozytor -
    > jego sprawa, jego opinia i sposób na życie. Ale to Miles! facet, który w
    > momencie swojego zwrotu już był legendą!
    > Krytycy muzyczni moga sobie pisać o nowej formie, środkach ekspresji,
    > dojrzewaniu muzycznym itd, ale słuchacze swoje wiedzą nawet, jeśli to
    > rzeczywiście jest tylko 1%.

    Miles bardzo często dawał swoim muzykom wiele swobody i pola do popisu, a sam
    póżniej grał, jak to mówił, ponad tym wszystkim.
    Zawsze był otwarty na nowatorstwo i nowe trendy w muzyce.
    Szukał swojego "tonu" i go znalazł i jest on niepowtarzalny.
    Nigdy nie krył fascynacji muzyką klasyczną.Uwielbiał też muzykę Jamesa Browna,
    Hendrixa czy Prince'a.
    Jeszcze kiedy żył, wielu muzyków mówiło: "Co my zrobimy jak Miles odejdzie..."
    Był wielki i taki pozostanie.

    --
    ------
    --
    "Słowa ukrywają myśli..."
  • _gar_ 12.05.03, 15:04
    wirtuozem byl ale szarlatanem tez
    ..czasami mam nie-odparte wrazenie ze mial
    zbyt duzo do "powiedzenia" i zbyt wiele do ukrycia a funkcjonowanie na takiej
    podstawie przy nieustajacym romansowaniu z roznorakimi konwencjami muzycznymi
    nie zawsze pozwalalo mu szczerze tworzyc ale dalo mu status "mega gwiazdy"

    --
    gar
  • astir 17.05.03, 21:16
    _gar_ napisał:

    > funkcjonowanie na takiej
    > podstawie przy nieustajacym romansowaniu z roznorakimi konwencjami muzycznymi
    > nie zawsze pozwalalo mu szczerze tworzyc ale dalo mu status "mega gwiazdy"

    gar dziękuje za słowa otuchy!smile))))


    i tylewink
  • dreaded88 12.05.03, 16:55
    I tyle.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka