Dlaczego angielskie piosenki są takie dobre? Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • W ciagu kilku tygodni słyszałem więcej fajnych angielskich ( nie
    anglojęzycznych) pisenek niż w ciągu całego rocku polskich. Chodzi oczywiście
    o rockowe kawałki w stylu "Ruby" Keiser Chiefs albo nowy singiel Manic Street
    Preechers.

    Dlaczego w Polsce nie grają tak fajnie z wykopem i melodią?
    --
    rzeczpospolitadmorzadomorza.blox.pl/html
    • Ponieważ j. angielski jest zdecydowanie bardziej rytmiczny od polskiego, ma - w
      odróżnieniu od naszego języka - zmienny akcent, dzięki czemu po prostu łatwiej
      napisać chwytliwą melodię ...

      Osobną sprawą jest nad wyraz irytująca maniera w brzmieniu nagrywanych w Polsce
      piosenek rockowych. Perkusja brzmi sucho i bardzo "elektronicznie", prawie nie
      słychać basu a gitary też brzmią jak tani, pasywny syntezator dla dzieci.

      Aczkolwiek - spory postęp w tej materii zaproponowała ostatnio grupa Pogodno,
      której płyty "Opherafolia" wręcz nie mogę przestać słuchać ...


      Pozdrawiam
      Keep Rockin'
      --
      Kiedyś byłem listonoszem - teraz jestem biustonoszem!
      www.sonicyouth.com
      www.johnnykalesony.republika.pl
    • kolega wyzej ma racje. a po drugie jak kupisz w londynie gazete muzyczna to
      nascie stron zajmą kolumny drobnym maczkiem imprez na najbliższy tydzień. w tym
      będziesz miał/ła kilka wyczesanych koncertów gwiazd na dużych scenach..

      to czyni rynek muzyczny wyższej klasy. ludzie grają na potęgę i ludzie to
      kupują, kupują bilety. kariery rozpoczynają sie każdego dnia. to co słyszymy w
      polskim radio a przyszło z wysp, przeszło drogę kilku lat cięzkiej pracy
      walcząc o swoje miejsce w twoim radio, gdzies w polsce.. czy innym zaściankowym
      kraju.

      ps. zasciankowym? no zaściankowym, bo w jakim innym zespół kombi nagrałby płytę
      kombi2 czy jak ona sie nazywała, a wisniewski z pierwszych pozycji list
      przebojów wyspiewywałby swoje megahity o tym że ludzie go nie lubią...
    • Gość: Człowiek IP: 195.20.110.* 14.05.07, 13:50
      Właśnie czytam książkę o Deep Purple. Za wodą show-business to jest BIG
      Business! Deep Purple nie zaczynali w garażu. W skrócie: na początku zebrało się
      trzech menadżerów, którzy wynajęli całą farmę dla młodego zespołu, który miał w
      zamyśle zostać gwiazdą a im dać dobrze zarobić. Jeden zajął się koncertami,
      drugi mediami, trzeci czymś tam innym, a chłopaki mieli tylko grać. W końcu się
      udało. Fakt, że do tego zespołu byli szukani dobrzy muzycy, po pierwszych
      miesiącach podziękowano wokaliście i basiście (dostali zresztą 3-miesięczne
      odprawy - tak tak!) a na ich miejsce znaleźli się Ian Gillan i Roger Glover.
      Takie zespoły to całe firmy, w które inwestuje się pieniądze i wyszukuje dobrych
      'pracowników'. U nas działa to na zupełnie innej zasadzie. Nasz rynek to max 40
      mln ludzi, Anglosasi mają 1/3 świata i takie podejście zwraca im się z nawiązką.

      --
      Anima
    • Gość: warszawski cwaniak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.07, 16:00
      Co to znaczy "dobre"? Mnie akurat angielskie piosenki średnio leżą (poza
      oczywiście Led Zeppelin, Beatlesami i paroma innymi brytyjskimi kapelami z
      tamtych czasów). Polskie natomiast raczej mi się podobają, choć jakimś fanem
      współczesnej muzyki rozrywkowej nie jestem. Wymienionych przez ciebie
      wykonawców niespecjalnie kojarzę. Więc wydaje mi się, że to jednak kwestia
      upodobań i zaznajomienia z danym gatunkiem/wykonawcą.
      • Gość: jazz jackrabbit IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.07, 16:41
        z tego co napisales slychac ze leza ci angielskie klimaty smile jest troche
        swietnych kapel u nas ktore tak graja, z tym ze, malo osob slucha u nas muzyki
        tego typu, wiec nie kupisz ich plyt w sklepach
        rzuc okiem na:

        myspace.com/theossis (i ain't gonna give up yet!, wroclaw)
        www.myspace.com/thecarisonfirespace (cokolwiek tam smile )
        www.myspace.com/iowasupersoccer (the river, 10000 miles)
        www.myspace.com/muchyband (galanteria, miasto doznan)


      • Gość: Aga IP: *.ghnet.pl 14.05.07, 18:35
        Ty sie po prostu zatrzymałes na tych Zeppelinach i Beatlesach. Człowieku, co ty
        robiłes przez ponad 30 lat? W jakiejś jaskini żyłeś? W buszu? Czy masz w ogóle
        pojęcie co się stało od wczesnych lat siedemdziesiątych????
        • Gość: bob IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.07, 19:51
          Aga ,a co takiego się wydarzyło po Beatlesach i Zeppelinach?Jakieś przykłady,co
          nowego ,lepszego zaproponowano i przez kogo?
          • Bob Marley i Kraftwerk chociażby. Z różnych bajek ale inne i ważne smile
            • Gość: rr IP: *.devs.futuro.pl 14.05.07, 21:12
              Marillion Metallica Faith No More Tori Amos kate Bush Sade.... malo?
            • Gość: franta IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.05.07, 22:00
              the white stripes, the libertines, nirvana, laibach, nine inch nails, bjork, massive attack, radiohead, RED HOT CHILI PEPPERS, pearl jam, modest mouse, beastie boys, tool, mars volta, archive, kanał audytywny, myslovitz, joy division, new order, sex pistols, the racounters, the strokes, oasis, iggy pop, john frusciante, kasabian, klaxons
              dziękuję za uwagę.
              • Gość: warszawski cwaniak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.07, 22:44
                Rozumiem, że wszyscy wymienieni są Brytyjczykami. Z RED HOT CHILI PEPPERS na
                czele smile

                > dziękuję za uwagę.

                A proszę bardzo.
              • Gość: bob IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.07, 23:31
                Wszystko to popłuczyny po wspaniałych latach 60 i poczatek 70. Sex Pistols
                wyjatek potwierdzający regułę.
                • Gość: Człowiek IP: 195.20.110.* 15.05.07, 10:56
                  Akurat muszę zgodzić się z kolegą. Kulminacja 'estetyki rockowej' to początek
                  lat 70. Potem jeszcze coś ciekawego zrobili Dire Straits a później? Może RHCP -
                  ale jeżeli jakąś miarą dla mnie jest 'słuchalność' to wygląda to mniej więcej
                  tak, że np. Pink Floyd, Led Zeppelin albo Dire Straits gościło w naszym
                  (wypowiadam się za dwie osoby wink odtwarzaczu może po 30 - 50 razy, a RHCP może z
                  5 razy. To już częściej słuchamy Simply Red wink

                  A propos tematu - po raz kolejny polecam debiutancką płytę Jamesa Morrisona z
                  zeszłego roku. Świetne piosenki, świetna produkcja. Niestety nieporównywalna z
                  polskimi.

                  --
                  Anima
          • Gość: Marius IP: 209.171.47.* 25.05.07, 22:18
            Pantera,Van Halen, Malmsteen, Black Label Society, Cale gatunki powstaly i
            zginely od tego czasu.
    • Polacy maja lagodniejsze usposobienie.
      taka mam koncepcje ;]


      graciarnia.blox.pl/html
      • Gość: Kezlok80 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.05.07, 12:45
        od koncepcji to tutaj jestem jawink
      • Być może także dzięki temu, że W.Brytania to krąg kultury protestanckiej, a w
        protestantyzmie dużo ważniejszą rolę niż w katolicyzmie odgrywa śpiewanie
        psalmów podczas nabożeństw czy generalnie chwalenie Boga pieśnią. Z tego wynika
        też np. rozwój i popularność chórów w krajach, gdzie dominującą religią jest
        któryś z odłamów protestantyzmu (zwróćcie uwagę, że piosenki z krajów
        skandynawskich, śpiewane obojętnie czy w języku narodowym czy po angielsku, są
        równie dobre jak angielskie). Jeśli człowiek od dzieciństwa "nasiąka" taką
        muzykalnością a dodatkowo ma możliwości rozwoju swoich pasji (tam przy
        najzwyklejszych szkołach działają kółka muzyczne na których młodzi ludzie mogą
        grać na profesjonalnym sprzęcie) to potem są tego efekty.
        • Gość: Sassenach IP: *.osprey.ie 21.05.07, 05:54
          Kregiem kultury protestanckiej?!?!?! Chyba zmysly postradales! To juz Holandia
          bardziej...

          > Być może także dzięki temu, że W.Brytania to krąg kultury protestanckiej, a w
          > protestantyzmie dużo ważniejszą rolę niż w katolicyzmie odgrywa śpiewanie
          > psalmów podczas nabożeństw czy generalnie chwalenie Boga pieśnią.

          Poza tym przejedz sie do jak najbardziej katolickiej Irlandii, zwroc uwage na
          powszechne umuzykalnienie tamtejszego spoleczenstwa i ogromna role jaka muzyka
          odgrywa tam w codziennym zyciu, i twoja dykteryjka o lutersko-psalmicznej
          genezie rozrywkowego rzepolenia chwieje sie w swoich drewnianych posadkach.

          Ja bym z calego kontekstu wspolczesnej kultury masowej w ogole nie wyluskiwal
          samego rokendrola, bo przeciez nie tylko angielskie kawalki sa najfajniejsze na
          swiecie, ale obecnie we wszystkich dziedzinach zycia duchowego ton nadaja
          tworcy anglojezyczni. W muzie wydaje sie ze Angole z Jankesami podzieli sie
          wplywami na pol. Za to w kinematografii zadza niepodzielnie Amerykanie, w
          literaturze zas oddajac palme pierwszenstwa kolegom z Wysp. A cala reszta
          swiata, nie tylko biedna Polska, moze tylko patrzec i podziwiac, czujac
          jednoczesnie, ze to co sami stworza jest jakies takie prowincjonalne i wtorne.
          W najlepszym wypadku artysta nie tworzacy po angielsku liczyc moze na
          zainteresowanie koneserow i niszowa poleczke z napisem "cd - muzyka etniczna",
          czy "dvd - kino swiatowe". Ktos napisal ostatnio nie po angielsku lepszego
          bestsellera od "Harrego Pottera" czy "Bridget Jones"? Oscar dla najlepszego
          filmu ilu pozaamerykanskim produkcjom przypadl? Jakichs znacie swiatowej slawy
          wspolczesnych muzykow austriackich? Trudne pytanie, choc zadane 200 lat temu
          byloby oczywiste.

          Zrodel popularnosci i "lepszosci" dzwiekow angielskich nie upatrywalbym ani w
          samych dzwiekach, ani w wyjatkowej rytmicznosci szekspirowskiego narzecza
          (bzdura na resorach), ani tym bardziej w fenomenie zimnego, a muzycznego
          antypapistycznego wychowu. Kulturowa "wyzszosc" i nadawanie tonu to pochodna
          sukcesu danego spoleczenstwa w zgola materialnych dziedzinach. To raczej XIX-
          wieczna brytyjska lokomotywa kapitalistycznego postepu, XX-wieczna gospodarcza
          hegemonia USA i zarazem powojenna obsuwa w hierarchii dawnych europejskich
          poteg zadecydowaly o tym, ze przeboje spiewane po angielsku sa takie "coooool",
          a starokontynentalne dretwe, zblazowane i nadajace sie w wiekszosci tylko do
          freak-shows typu Eurowizja.
          • > Oscar dla najlepszego filmu ilu pozaamerykanskim produkcjom przypadl?

            Dlaczego lokalna nagroda amerykańskiego przemysłu filmowego ma być przyznawana zagranicznym produkcjom?

            > A cala reszta swiata, nie tylko biedna Polska, moze tylko patrzec i
            > podziwiac, czujac jednoczesnie, ze to co sami stworza jest jakies takie
            > prowincjonalne i wtorne.

            No może, jak ma kompleksy. Albo może tak, jak ksenofobiczni Japończycy, nie patrzeć, lać sikiem falistym i mieć najprężniejszy rynek popkultury na świecie. Wybór, jak zwykle, zależy od ludzi. Jak się ma mentalność zaściankową, to się zaściankiem pozostanie.

            > W muzie wydaje sie ze Angole z Jankesami podzieli sie wplywami na pol.

            No toś pojechał. Polecam przejrzenie ogólnoświatowych list sprzedaży. W tej chwili np. na czele stawki jest dwoje Kanadyjczyków, Japoński zespół i Islandka, i to nie jest bynajmniej jakaś nienormalna sytuacja.

            --
            Nobody cares how steep my stairs
            And nobody smiles if I cross their stiles
            • Gość: Sassenach IP: *.osprey.ie 22.05.07, 02:05
              roar napisał:

              > Dlaczego lokalna nagroda amerykańskiego przemysłu filmowego ma być
              przyznawana
              > zagranicznym produkcjom?

              Lokalna nagroda, uwazasz? To dlaczego ceremonie przyznania lokalnej nagrody
              transmitowane sa na caly glob, a w sasiednim forum Gazety kinomani dywaguja po
              kilkaset postow, dlaczego ta a nie inna lokalna amerykanska produkcja i czemu
              ten a nie tamten miejscowy grajek dostal statuetke? Polskie kompleksy, prawda?
              Bo w kazdym innym szanujacym sie kraju o Oscarach nigdy nie slyszano.

              > No może, jak ma kompleksy. Albo może tak, jak ksenofobiczni Japończycy, nie
              > patrzeć, lać sikiem falistym i mieć najprężniejszy rynek popkultury na
              > świecie.

              O ktorym malo kto poza granicami "ksenofobicznego" (jak sam napisales) Kraju
              Kwitnacej Wisni slyszal.

              Rynek to jedno i moze sobie byc najpezniejszy z preznych. Oddzialywanie
              kulturowe to drugie, a to wykracza troche dalej poza czysto finansowe wyniki
              sprzedazy.

              Jak mniemam wspolczesna superprezna japonska muzyka zachowala swoj
              ksenofobiczny orientalny charakter i ani w niej sladu zachodnich, czy scislej
              mowiac anglosaskich wplywow, hm? Taki muzyczny teatr Nogaku...

              Czy moze chodzi o to, ze Sony Music Entertaiment jest globalnym potentatem na
              rynku muzycznym, a to przeciez Japonczycy? Bo doprawdy nie wiem, skad
              wytrzasnales dane o tym, ze Japonia ma najprezniejszy rynek muzyczny na
              swiecie? Owszem niezle im idzie, zaraz po USA i EU, notabene wybitnie
              anglojezycznych rynkach.

              > No toś pojechał. Polecam przejrzenie ogólnoświatowych list sprzedaży. W tej
              > chwili np. na czele stawki jest dwoje Kanadyjczyków, Japoński zespół i
              > Islandka, i to nie jest bynajmniej jakaś nienormalna sytuacja.

              No doprawdy przesadzilem. Az DWOOOOOOCH Kanadyjczykow!! I to jeszcze pewnie z
              frankofonskiego Quebecu. Do tego Islandka tlukaca miliony singli, na ktorych
              niechybnie raczy ogolnoswiatowego sluchacza wyspiewanymi w lokalnym narzeczu
              eddami. No i niezawodni, najprezniejsi Japonczycy w sile jednego zespolu,
              ktorego nazwy jakos dziwnie nie slyszalem, i zapewne 3/4 zgromadzonych tu
              melomanow. I tak jest od 30 lat, a Beatlesi, Stonesi, Michael Jackson, Madonna,
              Britney, Robbie, Spice Girls i U2 to tylko wyjatki. O przepraszam, U2 sa z
              Dublina, hehehe...

              A te ogolnoswiatowe listy przebojow, to ma sie rozumiec powstaja w miejscach
              jak najbardziej oddalonych od Nowego Jorku, Londynu i Los Angeles?
              • > Bo w kazdym innym szanujacym sie kraju o Oscarach nigdy nie slyszano.

                Słyszałeś kiedyś o czytaniu ze zrozumieniem? To jest nagroda AMERYKAŃSKIEGO przemysłu filmowego. Przyznawana filmom prezentowanym w USA dla amerykańskiej widowni (co z definicji eliminuje wszystkie niemal filmy nieanglojęzyczne). I tak im się chwali, że raczą obcokrajowców w ogóle dopuszczać do konkursu (to świadczy dokładnie o tym braku kompleksów, o którym pisałem wyżej).

                Nie, żeby w samych kompleksach było coś złego. Francuzi mają kompleksy od kilkudziesięciu lat, i to ich tylko motywuje do rozwoju własnej kultury. Niestety, nie wszyscy tak potrafią...

                > O ktorym malo kto poza granicami "ksenofobicznego" (jak sam napisales) Kraju
                > Kwitnacej Wisni slyszal.

                Och, daj spokój. smile To, że ty nie słyszałeś...

                > Jak mniemam wspolczesna superprezna japonska muzyka zachowala swoj
                > ksenofobiczny orientalny charakter i ani w niej sladu zachodnich, czy scislej
                > mowiac anglosaskich wplywow, hm?

                W znacznej mierze. Nadal większość sprzedawanych nagrań to enka, ich pop jest jedyny w swoim rodzaju (w dużej części są to lokalne style elektroniczne). Pewnie, wielu z najpopularniejszych wykonawców zrzyna ile wlezie z amerykańskich wzorców - z powodzeniem o tyle większym, że ich fani w większości nigdy nie słyszeli oryginałów (innymi słowy - robią dokładnie to, co amerykańscy filmowcy smile.

                > Owszem niezle im idzie, zaraz po USA i EU, notabene wybitnie anglojezycznych
                > rynkach.

                Och, a wydawało mi się, że sam w poprzednim poście się produkowałeś, jak to kontynentalna Europa jest zacofana w stosunku do UK, a teraz nagle robisz z nich jeden rynek, i do tego anglojęzyczny; no bo przecież Niemcy, Francuzi, Włosi i Hiszpanie to typowo anglojęzyczne nacje, nie?

                Poza tym znów czytanie ze zrozumieniem się kłania. "Prężny" nie znaczy "duży", a "popkultury" nie znaczy "muzyki". Słownik polecam.

                > No doprawdy przesadzilem.

                Cieszę się, że się rozumiemy.

                Reszta wypowiedzi była naprawdę niepotrzebna. Jak się nie ma argumentów, lepiej mówić mniej, niż więcej. Taka dobra rada na przyszłość. smile

                --
                Nobody cares how steep my stairs
                And nobody smiles if I cross their stiles
                • Gość: Sassenach IP: *.osprey.ie 23.05.07, 03:39
                  jak dorosli mezczyzni, ze pouczac o czytaniu ze zrozumieniem po ojcowsku mozna
                  co najwyzej wlasnego synka. Nie pisz publicznie niczego, czego nie mialbys
                  smialosci publicznie wypowiedziec. Ok?

                  A teraz do rzeczy.

                  Jesli zamierzasz forsowac teze, iz Academy Awards to wewnetrzna sprawa
                  amerykanskiego przemyslu filmowego, poza granicami USA nikogo nie interesujaca,
                  to prosze bardzo. Taki byl wydzwiek Twojego pierwszego postu:

                  "Dlaczego lokalna nagroda amerykańskiego przemysłu filmowego ma być przyznawana
                  zagranicznym produkcjom?"

                  I zanim czynic zaczniesz nieprzystojne uwagi na temat czyjegos nieoczytania
                  zastanow sie dobrze nad wydzwiekiem slowa "lokalna" w kontekscie gali o
                  niezupelnie lokalnym zasiegu razenia. Owszem, zapedzilem sie pytajac z poczatku
                  o liczbe nagrodzonych nieamerykanskich produkcji, lecz wcale nie czyni to
                  Oscarow impreza dla miejscowych.

                  Nie to jest istotne, czy Amerykanie interesuja sie wlasna kinematografia, a
                  raczej to dlaczego nie tylko Amerykanie sie nia interesuja.

                  > Och, daj spokój. smile To, że ty nie słyszałeś...

                  No to prosze bardzo, oswiec mnie i wyjaw imie tego Nihongo bandu, ktory
                  szturmem wzial ogolnoswiatowe listy przebojow. Bo tak sie przygladam
                  dyskografii japonskiej cesarzowej popu Ayumi Hamasaki, a tam tytuly takie jak
                  Nothing from Nothing, A Song for XX, Loveppears, Duty, I am... Owszem, trudno
                  spodziewac sie, ze poza z hamerykanska brzmiacymi tytulami i refrenami
                  uswiadczymy tam wiecej angielszczyzny, ale chyba o czyms to swiadczy, no nie?

                  > Pewnie, wielu z najpopularniejszych wykonawców zrzyna ile wlezie z
                  > amerykańskich wzorców...

                  A jednak...

                  > Och, a wydawało mi się, że sam w poprzednim poście się produkowałeś, jak to
                  > kontynentalna Europa jest zacofana w stosunku do UK, a teraz nagle robisz z
                  > nich jeden rynek

                  Ahem, nie ja, ale kilka miedzynarodowych umow. UK i spora czesc kontynentalnej
                  Europy stanowia UE i dane na interesujacy nas temat, ktore pobieznie
                  przejrzalem nie zawieraly wyszczegolnien panstw czlonkowskich odnosnie udzialu
                  w rynku produktow muzycznych.

                  Chyba nie masz watpliwosci co do miazdzacej przewagi Zjednoczonego Krolestwa
                  nad pozostalymi europejskimi krajami na muzycznym rynku. W tym sensie
                  wspolczesna europejska muzyka jest anglojezyczna. I dobrze rozumieja to
                  Skandynawowie, swiatowego rozglosu szukajacy wpierw wdzieczac sie do
                  brytyjskiego sluchacza poprzez UK charty.

                  > Poza tym znów czytanie ze zrozumieniem się kłania. "Prężny" nie
                  znaczy "duży",
                  > a "popkultury" nie znaczy "muzyki".

                  A "japonski" nie znaczy "ogolnoswiatowy"?

                  > Reszta wypowiedzi była naprawdę niepotrzebna.

                  Jasne. Jak ta o dwoch nieanglojezycznych Kanadyjczykach i tajemniczej Islandce
                  rzadzacych na ogolnoswiatowym rynku muzycznym. Powiedz mi, z ta Islandka to
                  chodzi o Bjork, autorke tak nieangielskich kawalkow, jak "Venus as A
                  Boy", "Army of Me" i "Violently Happy"? Czy moze o Emiliane Torrini od "Baby
                  Blue", "Unemployed in Summertime" i "Sunnyroad"?

                  > Jak się nie ma argumentów, lepiej
                  > mówić mniej, niż więcej. Taka dobra rada na przyszłość. smile

                  Dopsze, misiu puszysty. Zatem proponuje przejrzec www.mediatrack.de, ktora z
                  braku lepszego rozwiazania stanowi swoista "swiatowa" liste przebojow.

                  Spojrzmy zatem na kilka co ciekawszych zestawien.

                  Najbardziej utytuowani artysci:

                  1. Madonna (Warner Bros)
                  2. Britney Spears (Jive)
                  3. Robbie Williams (Epic)
                  4. Christina Aguilera (RCA)
                  5. Eminem (Aftermath / Interscope)
                  6. Shakira (Epic)

                  Artysci o najwiekszej ilosci pierwszych miejsc:

                  1. Madonna (11)
                  2. Britney Spears (7)
                  3. Christina Aguilera (5)
                  4. Jennifer Lopez (5)

                  Artysci najdluzej utrzymujacy sie na pierwszym miejscu:

                  1. 70 tyg - Madonna (11 singli)
                  2. 28 tyg - Britney Spears (7 singli)
                  3. 28 tyg - Shakira (2 single)
                  4. 26 tyg - Celine Dion (4 single)

                  Single wszechczasow:

                  Candle In The Wind 1997 - Elton John
                  White Christmas - Bing Crosby
                  Rock Around The Clock - Bill Haley & His Comets
                  I Want to Hold Your Hand - The Beatles
                  Hey Jude - The Beatles
                  I Will Always Love You - Whitney Houston
                  (Everything I Do) I Do It For You - Bryan Adams
                  We Are the World - USA for Africa
                  (I Can't Get No) Satisfaction - Rolling Stones
                  Y.M.C.A. - Village People

                  Jak widac, az roi sie od Japonczykow, Islandek i dwoch Kanadyjczykow.

                  • > jak dorosli mezczyzni, ze pouczac o czytaniu ze zrozumieniem po ojcowsku
                    > mozna co najwyzej wlasnego synka. Nie pisz publicznie niczego, czego nie
                    > mialbys smialosci publicznie wypowiedziec. Ok?

                    Umówmy się może najpierw, że forum jest miejscem publicznym, mam stałego nicka i parę osób tutaj zna mnie z imienia i z nazwiska. Zaręczam ci też, że w TAK ZWANYM REALU też zazwyczaj traktuję swoich rozmówców dokładnie tak, jak oni traktują mnie/innych w mojej obecności. Jak cię takie komentarze bolą, to zachowuj się poważnie i nie przekręcaj tego, co mówię.

                    > Jesli zamierzasz forsowac teze, iz Academy Awards to wewnetrzna sprawa
                    > amerykanskiego przemyslu filmowego, poza granicami USA nikogo nie interesujaca

                    ...na litość boską, tłumaczyłem ci już dwa razy. Do trzech razy sztuka? Dobra.

                    Oskary to wewnętrzna sprawa AMERYKAŃSKIEGO przemysłu filmowego. To, że interesuje ona kogoś za granicą, zupełnie nikogo w USA nie obchodzi (pomijając to, że się cieszą z rozgłosu i idących za nim profitów), ani w żaden sposób nie zmienia charakteru nagród. (I jest to zresztą bardzo zdrowe.) Paniał?

                    > Nie to jest istotne, czy Amerykanie interesuja sie wlasna kinematografia, a
                    > raczej to dlaczego nie tylko Amerykanie sie nia interesuja.

                    No i na ten temat chyba cały czas się kłócimy, nie? Ty twierdzisz, że z powodu dominacji kinematografii USA nad resztą świata, ja, że to substytut własnego przemysłu filmowego w krajach, gdzie takiego nie ma, tudzież, że po prostu tyle ludzi się filmem jako takim interesuje (i tych równie bardzo ciekawią np. Cezary czy festiwale w Cannes i Wenecji).

                    > No to prosze bardzo, oswiec mnie i wyjaw imie tego Nihongo bandu, ktory
                    > szturmem wzial ogolnoswiatowe listy przebojow.

                    Nie da rady. smile Ale mogę ci wymienić paru pisarzy czy reżyserów. Gier nawet nie będę wymieniał, łatwiej by było wymienić te nieliczne popularne, które były robione w USA czy Europie. smile

                    > Owszem, trudno spodziewac sie, ze poza z hamerykanska brzmiacymi tytulami i
                    > refrenami uswiadczymy tam wiecej angielszczyzny, ale chyba o czyms to
                    > swiadczy, no nie?

                    Np. o tym, że Japonia od 60 lat jest okupowana przez wojska USA i wiele amerykańskich naleciałości stało się częścią ich kultury.

                    To dyskutujemy w końcu o lokalnych rynkach popkultury, czy o języku, w którym wykonywane są piosenki?

                    > Chyba nie masz watpliwosci co do miazdzacej przewagi Zjednoczonego Krolestwa
                    > nad pozostalymi europejskimi krajami na muzycznym rynku.

                    No właśnie nie mam wątpliwości, że coś takiego nie istnieje. smile

                    > I dobrze rozumieja to Skandynawowie, swiatowego rozglosu szukajacy wpierw
                    > wdzieczac sie do brytyjskiego sluchacza poprzez UK charty.

                    Skandynawowie dobrze rozumieją angielski i są z UK blisko związani kulturowo i ekonomicznie, bez wątpienia. Za to Francuzi, Niemcy, Hiszpanie, Włosi, Holendrzy - łącznie ponad 2/3 europy - mają swoje rynki muzyczne, które z brytyjskim nie mają nic wspólnego, a ewentualnego rozgłosu za granicą szukają najpierw w krajach ościennych. Dlaczego muszę takie oczywistości pisać, i to jeszcze po kilka razy?

                    > autorke tak nieangielskich kawalkow

                    O, a więc jednak, zmieniamy temat dyskusji w trakcie? Tsk, tsk, nieładnie. Czyli co, wycofałeś się już z dominacji USA i UK na światowych rynkach?

                    > Dopsze, misiu puszysty. Zatem proponuje przejrzec www.mediatrack.de

                    Nietrudno było znaleźć, prawda? Widzisz, jak cię opieprzyć, to potrafisz się zachować w miarę poważnie. smile

                    > Spojrzmy zatem na kilka co ciekawszych zestawien.

                    No właśnie patrzysz nie na te, co trzeba. Specjalnie? Wiadomo, że w zestawieniach "wszechczasów" będą wygrywać Amerykanie, z tego prostego powodu, że mają największy lokalny rynek. Ale przejrzyj sobie listy tygodniowe, to zobaczysz, że ilość płyt sprzedawanych przez wykonawców z poszczególnych krajów jest proporcjonalna do wielkości rynku muzycznego w tych krajach (z małym bonusem dla Kanady, Skandynawii czy Latynosów).

                    --
                    Nobody cares how steep my stairs
                    And nobody smiles if I cross their stiles
                    • Gość: Sassenach IP: 89.101.182.* 23.05.07, 20:29
                      > Umówmy się może najpierw, że forum jest miejscem publicznym, mam stałego
                      > nicka i parę osób tutaj zna mnie z imienia i z nazwiska. Zaręczam ci też, że
                      > w TAK ZWANYM REALU też zazwyczaj traktuję swoich rozmówców dokładnie tak, jak
                      > oni traktują mnie/innych w mojej obecności. Jak cię takie komentarze bolą, to
                      > zachowuj się poważnie i nie przekręcaj tego, co mówię.

                      Twoje znajomości z imienia i nazwiska są sprawą irrelewantną. Potraktowałeś
                      nieuprzejmie nieznanego ci bliżej rozmówcę, tylko dlatego, iż wydaje ci się, że
                      ciebie nie rozumie. Uwierz mi, w TAK ZWANYM REALU nie miałbyś czelności odezwać
                      się do mnie w tak patronizujący sposób.

                      > Oskary to wewnętrzna sprawa AMERYKAŃSKIEGO przemysłu filmowego. To, że
                      > interesuje ona kogoś za granicą, zupełnie nikogo w USA nie obchodzi

                      Jasne. I z tego właśnie powodu rokrocznie wyolbrzymiają światową widownię
                      ceremonii jak nie do miliarda, to przynajmniej do grubych setek milionów.
                      Filmów swoich nie eksportują, tylko jakieś oprychy zza Wielkiej Wody im
                      piratują. Tylko co to Amerykanów obchodzi. A radość z rozgłosu i profitów to
                      taka tam drobnostka.

                      Tak odmalowane zachowanie USA przypomina nonszalanckie prowadzenie się
                      arystokraty, którego g obchodzi, co sobie o nim pospólstwo myśli, gdyż to
                      właśnie ON nadaje ton i wyznacza standardy. Nie dostrzegasz zbieżności?

                      > No i na ten temat chyba cały czas się kłócimy, nie? Ty twierdzisz, że z
                      > powodu dominacji kinematografii USA nad resztą świata, ja, że to substytut
                      > własnego przemysłu filmowego w krajach, gdzie takiego nie ma,

                      Dobrze. A teraz zastanów się nad tym, co napisałeś. Jeśli kraj A nie posiada
                      własnego przemysłu filmowego, a w kraju B przemysł takowy stanowi jedną z
                      najważniejszych gałęzi przemysłu rozrywkowego, to powiedz mi który z nich
                      zajmuje pozycję dominującą w międzynarodowym zestawieniu kinematografii?

                      To raz. A dwa, nie zapominajmy, że przemysł filmowy to nie tylko filmów
                      produkcja, a także ich dystrybucja i przede wszystkim konsumpcja. To, że w
                      danym kraju rodzimego kina nie ma, wcale nie oznacza, że nikt tam do kin nie
                      uczęszcza. I w sytuacji, kiedy kraj A nie kręci filmów wcale, a kraj B aż
                      nadto, to czyje filmy będą wyświetlane w odeonach kraju A? Francuskie, no nie?

                      > Nie da rady. smile

                      Nie da rady? Ojej...

                      > Ale mogę ci wymienić paru pisarzy czy reżyserów.

                      I karateków jeszcze wymień.

                      Ktoś coś tu zdaje się pisał o argumentach. Jakiś podwórkowy ściemniacz.

                      > Np. o tym, że Japonia od 60 lat jest okupowana przez wojska USA i wiele
                      > amerykańskich naleciałości stało się częścią ich kultury.

                      Okupowana przez USA od 60 lat?!?!?!?! No co ty?!?! To chyba w takim razie każe
                      w nieco innym kontekście rozpatrywać kulturową autonomię tego kraju, co? Czy
                      nadal śmiesz utrzymywać, że odziani w hakamy i haori grajkowie popularnością
                      dorównują Madonnie?

                      > To dyskutujemy w końcu o lokalnych rynkach popkultury, czy o języku, w którym
                      > wykonywane są piosenki?

                      Halo! Zapoznał się pan może z tematem wątku? Rozchodzi się o to, dlaczego
                      Anglicy śpiewają tak dobrze. Moja odpowiedź: ponieważ zaróno Amerykanie, jak i
                      Brytyjczycy zdominowali powojenny ład muzyczny świata, ergo wyznaczają
                      standardy, jakich należy się trzymać, aby o czyjejś muzyce można powiedzieć, że
                      jest nawet nie na światowym poziomie, tylko po prostu dobra. Może niesiony
                      młodzieńczą przekorą usiłujesz temu zaprzeczyć, a może święcie przekonany
                      jesteś, że tylko zakompleksionym narodkom wydaje się, że USA i UK muzą rządzą.
                      Dobranoc.

                      > > Chyba nie masz watpliwosci co do miazdzacej przewagi Zjednoczonego Kroles
                      > twa
                      > > nad pozostalymi europejskimi krajami na muzycznym rynku.

                      > No właśnie nie mam wątpliwości, że coś takiego nie istnieje. smile

                      No to śpij smacznie dalej.

                      > Skandynawowie dobrze rozumieją angielski i są z UK blisko związani kulturowo
                      > i ekonomicznie, bez wątpienia.

                      Tia. Od czasów Wilhelma Zdobywcy w Commonwealth'cie. A Norwegowie na śniadanie
                      jedzą jaja na bekonie z fasolką i gadają w sumie po angielsku, tylko z
                      norweskim akcentem. Finowie zresztą też.

                      Holendrzy też są krewniakami Anglików, Belgowie trochę mniej, bo w Walonii
                      uparcie trzymają się francuskiego.

                      Bzdura! Czy to tak trudno uświadomić sobie, że anglojęzyczny posmak zachodniej
                      Europy to wynik Pax Americana, który zapanował tam po wojnie? Niewykluczone, że
                      gdyby był inny jej wynik pisałbyś dzisiaj o bliskości kulturowej Skandynawów i
                      Niemców, a reszta na forum zastanawiała by się, co jest takiego magicznego w
                      niemieckich marszach.

                      > Za to Francuzi, Niemcy, Hiszpanie, Włosi, Holendrzy - łącznie ponad 2/3
                      > europy - mają swoje rynki muzyczne, które z brytyjskim ni
                      > e mają nic wspólnego, a ewentualnego rozgłosu za granicą szukają najpierw w
                      krajach ościennych.

                      Jasne. I nikt w Paryżu o Eltonie Johnie nie słyszał, a Francuzi, których
                      codziennie spotykam w kuchni mojego hotelu słuchają namiętnie
                      amerykańskiego "Toola", żeby się przypodobać swoim irlandzkim pracodawcom. Ja
                      pie...

                      > Czyli co, wycofałeś się już z dominacji USA i UK na światowych rynkach?

                      Wręcz przeciwnie. Właśnie ci uświadamiam jej przemożność.

                      > Nietrudno było znaleźć, prawda? Widzisz, jak cię opieprzyć, to potrafisz się
                      > zachować w miarę poważnie. smile

                      Zapominasz się, gó..arzu.

                      > Wiadomo, że w zestawieniach "wszechczasów" będą wygrywać Amerykanie, z tego
                      > prostego powodu, że mają największy lokalny rynek.

                      Ośmieszasz się teraz. Maddonna, Micko, Britney, czy Spice Girls to nie są
                      lokalne gwiazdy.

                      > Ale przejrzyj sobie listy tygodniowe, to zobaczysz, że i
                      > lość płyt sprzedawanych przez wykonawców z poszczególnych krajów jest
                      proporcjo
                      > nalna do wielkości rynku muzycznego w tych krajach (z małym bonusem dla
                      Kanady,
                      > Skandynawii czy Latynosów).

                      I z duuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuużym bonusem dla USA i UK.
                      • Gość portalu: Sassenach napisał(a):

                        > Uwierz mi, w TAK ZWANYM REALU nie miałbyś czelności odezwać się do mnie w tak
                        > patronizujący sposób.

                        Nie wierzysz mi? Być może sam NIE MASZ CZELNOŚCI i musisz to sobie rekompensować pyskówkami w internecie. Twoja strata.

                        No, chyba, że masz 2 metry wzrostu, metr w bicepsie i nie rozstajesz się z kijem baseballowym. Wtedy, racja, NIE MIAŁBYM CZELNOŚCI. smile

                        > > Oskary to wewnętrzna sprawa AMERYKAŃSKIEGO przemysłu filmowego. To, że
                        > > interesuje ona kogoś za granicą, zupełnie nikogo w USA nie obchodzi
                        >
                        > Jasne. [snip]

                        Dobra, umówmy się, że jesteś tępy i skończmy ten temat. Próbowałem trzy razy na trzy różne sposoby, więcej nie mam siły.

                        > Dobrze. A teraz zastanów się nad tym, co napisałeś.

                        No, okay, wyraziłem się nie dość jasno. Ty twierdzisz, że cały świat leży pokotem przed kinem amerykańskim. Ja ci tłumaczę, że tylko zakompleksieni ludzie z paru peryferyjnych kraików. TAK ZWANE POLACZKI (patrzę się wymownie w twoim kierunku), które niestety tworzą u nas sporą część społeczeństwa.

                        > I w sytuacji, kiedy kraj A nie kręci filmów wcale, a kraj B aż
                        > nadto, to czyje filmy będą wyświetlane w odeonach kraju A? Francuskie, no nie?

                        Najbliższego kulturowo sąsiada. W dawnych republikach radzieckich - rosyjskie, na dalekim wschodzie - chińskie, tajwańskie, ew. indyjskie, etc, etc... Dopiero w drugiej kolejności filmy mające ogólnoświatową dystrybucję.

                        > > Nie da rady. smile
                        >
                        > Nie da rady? Ojej...

                        Nie musi. smile To nie ja twierdzę, że cały świat słucha japońskiej muzyki, tylko ty, że amerykańskiej. Więc to ty powinieneś wyskoczyć tutaj z przykładem, jaki to anglosaski artysta uzyskał sławę w Japonii. Powodzenia. smile

                        (JA WIEM, żeby nie było. Podam, jak ładnie poprosisz. Wszystkich z ostatnich piętnastu lat. Znaczy, obu. smile

                        > Okupowana przez USA od 60 lat?!?!?!?! No co ty?!?! To chyba w takim razie
                        > każe w nieco innym kontekście rozpatrywać kulturową autonomię tego kraju, co?

                        No, dokładnie. To jeszcze bardziej uwydatnia fakt, jak mało interesujący są dla Japończyków amerykańscy muzycy.

                        > Czy nadal śmiesz utrzymywać, że odziani w hakamy i haori grajkowie
                        > popularnością dorównują Madonnie?

                        Jeśli chodzi o to, czy muzycy w Japonii występują w hakamach, to, sorry, raczej nie. smile

                        Jeśli chodzi o to, czy Ayumi Hamasaki dorównuje popularnością Madonnie, to, tak, oczywiście.

                        Jeśli pytasz się o popularność Madonny w Japonii, to... a, wiesz co, nawet nie będę cię dołował... big_grin

                        > > To dyskutujemy w końcu o lokalnych rynkach popkultury, czy o języku, w
                        > > którym wykonywane są piosenki?
                        >
                        > Halo! Zapoznał się pan może z tematem wątku?

                        Tak. Że zacytuję rozpoczynającego wątek: "W ciagu kilku tygodni słyszałem więcej fajnych angielskich ( nie anglojęzycznych)...". Ahem.

                        Widzisz, jak ci mówię, że masz problemy z czytaniem ze zrozumieniem, to nie dlatego, żeby ci przypie..ć, tylko po prostu je masz. No co ja zrobię.

                        > > Skandynawowie dobrze rozumieją angielski i są z UK blisko związani
                        > > kulturowo i ekonomicznie, bez wątpienia.
                        >
                        > Tia. Od czasów Wilhelma Zdobywcy [snip]

                        Dobra, no, to sobie odpuszczę, bredzisz już po prostu teraz.

                        > Jasne. I nikt w Paryżu o Eltonie Johnie nie słyszał

                        Mniej więcej tyle samo osób, co w Londynie o Aznavourze.

                        > a Francuzi, których codziennie spotykam w kuchni mojego hotelu słuchają
                        > namiętnie amerykańskiego "Toola", żeby się przypodobać swoim irlandzkim
                        > pracodawcom. Ja pie...

                        O, no to gratuluję, miłego pie..nia. Cóż, we Francji mało jest grup metalowych, więc jak ktoś lubi ten gatunek muzyczny, musi po płyty sięgać za granicę. Analogicznie, jak jakiś Amerykanin chce posłuchać muzyki tanecznej, to kupuje sobie Daft Punk.

                        > > Czyli co, wycofałeś się już z dominacji USA i UK na światowych rynkach?
                        >
                        > Wręcz przeciwnie.

                        To staraj się pisać na temat, a nie zmieniać go w trakcie i potem udawać, że udowodniłeś tezę początkową. Ja się po prostu na takie chamskie zagrywki nie nabieram.

                        > Zapominasz się, gó..arzu.

                        Kto, ja? Bynajmniej. smile

                        > > Wiadomo, że w zestawieniach "wszechczasów" będą wygrywać Amerykanie, z
                        > > tego prostego powodu, że mają największy lokalny rynek.
                        >
                        > Ośmieszasz się teraz. Maddonna, Micko, Britney, czy Spice Girls to nie są
                        > lokalne gwiazdy.

                        Ja nie mówię, że to są lokalne gwiazdy, tylko że znaczna większość ich płyt sprzedała się w Ameryce.

                        --
                        Nobody cares how steep my stairs
                        And nobody smiles if I cross their stiles
                        • Gość: Sassenach IP: 89.101.182.* 24.05.07, 22:04
                          i głupi na dodatek, aż sam się dziwię, czemu z takim bałwanem dyskutuję. Być
                          może dlatego, że bawisz mnie ciutkę, tak jak bawi widok nieporadnego kociątka
                          polującego na własny ogon.

                          > No, chyba, że masz 2 metry wzrostu, metr w bicepsie i nie rozstajesz się z
                          > kijem baseballowym. Wtedy, racja, NIE MIAŁBYM CZELNOŚCI. smile

                          Blisko jesteś, choć wyobraźnia i tutaj cię ponosi.

                          > Dobra, umówmy się, że jesteś tępy i skończmy ten temat.

                          Umówić to się możesz z sąsiadką na niezobowiązujący spacerek, chłopcze.

                          > em przed kinem amerykańskim. Ja ci tłumaczę, że tylko zakompleksieni ludzie z
                          > paru peryferyjnych kraików. TAK ZWANE POLACZKI (patrzę się wymownie w twoim
                          > kierunku),

                          Spójrz wpierw do lustra, misiaku cytujący Nicka Drake'a w swojej sygnaturce, a
                          potem pogadamy o kompleksach wobec anglosasów.

                          > Dopiero w drugiej kolejności filmy mające ogólnoświatową dystrybucję.

                          A które to filmy dostępują zaszczytu ogólnoświatowej dystrybucji, powiedz
                          pisiuniu? Francuskie, no nie?

                          > Nie musi. smile To nie ja twierdzę, że cały świat słucha japońskiej muzyki,
                          > tylko ty, że amerykańskiej.

                          Zrób mi przysługę i przed prysznickiem i uderzonkiem w kimonko znajdź moją
                          wypowiedź, w której stoi jak wół, że cały świat słucha muzyki amerykańskiej.

                          > Podam, jak ładnie poprosisz.

                          Jak ładnie poprosisz, to ci ww. sąsiadka może cyckę lewą pokaże.

                          > Jeśli chodzi o to, czy Ayumi Hamasaki dorównuje popularnością Madonnie, to,
                          > tak, oczywiście.

                          Tylko miej na uwadze, ciapulku, że piszemy o GLOBALNYM rynku muzycznym, a nie o
                          tym, czego obecnie słucha tokijska młodzież. Nadal jesteś pewien, że Ayumi
                          dorównuje popularnością Madonnie?

                          > Jeśli pytasz się o popularność Madonny w Japonii, to...

                          Nie, nie pytam o popularność Madonny w Japonii, więc się o mój psychiczny
                          dobrostan nie trap.

                          > Dobra, no, to sobie odpuszczę, bredzisz już po prostu teraz.

                          Nie, kiciu. Ty bredzisz. Więc parę faktów falsyfikujacych twoją tezę o ścisłych
                          więziach brytyjsko-skandynawskich - a przynajmniej jej ekonomiczną część.

                          Lista głównych partnerów eksportowych UK (2004): USA 15%, Niemcy 11,4%, Francja
                          9,7%, Irlandia 7,4%, Holandia 6,3%, Belgia 5,5%, Hiszpania 4,8%, Włochy 4,4% z
                          łącznej sumy 468,8 miliardów dularów.

                          Lista głównych partnerów importowych UK (2004): Niemcy 14,1%, USA 8,7%, Francja
                          8%, Holandia 7,2%, Belgia 5,5%, Włochy 4,9%, Chiny 4,1% i Irlandia 4% z łącznej
                          sumy 603 miliardów również dularów.

                          Jeśli masz kłopoty z rozszyfrowaniem znaczenia powyższych liczb w kontekscie
                          rzekomych ścisłych relacji ekonomicznych Zjednoczonego Królestwa ze
                          Skandynawią, to ładnie poproś ww. sąsiadkę, może ci wytłumaczy. Kieszonkowy
                          atlas polityczny świata również nie zaszkodzi.

                          Pozostaje ci teraz chyba do utraty tchu doszperywać się jakiś głębszych sensów
                          w tym, że Szekspir walnął dramat o duńskim księciu.

                          > Tak. Że zacytuję rozpoczynającego wątek: "W ciagu kilku tygodni słyszałem
                          > więcej fajnych angielskich ( nie anglojęzycznych)...". Ahem.

                          Jasne. A czytałeś o tym, co napisałem o amerykańsko-brytyjskiej dominacji na
                          światowym rynku muzycznym? Pozwól, że rozwinę myśl - na dzień dzisiejszy
                          amerykański przemysł fonograficzny przeżywa zastój, w przeciwieństwie do
                          brytyjskiego, który kwitnie sobie w najlepsze. Odwrotną sytuację mieliśmy w
                          pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych. O dziwo, nie tak do końca pośrednio
                          kryzys w amerykańskiej muzyce sprzężony jest z kryzysem gospodarczym jakiego
                          nie mieli tam od łaaaaaadnych paru lat.

                          Stąd też kolega słyszy tyyyyyle fajnych piosenek angielskich w radyjku, bo
                          brytole na dzień dzisiejszy rządzą. Nie tylko w zakompleksionych kraikach. I
                          nie tylko w muzyce. Za tę ostatnią dekadę prosperity Blairowi jeszcze niejeden
                          pomnik rodacy postawią.

                          > Widzisz, jak ci mówię, że masz problemy z czytaniem ze zrozumieniem, to nie
                          > dlatego, żeby ci przypie..ć, tylko po prostu je masz.

                          Masz to zatwardzenie. Polecam siemię lniane.

                          > No co ja zrobię.

                          No wielką tłustą kupę.

                          > Cóż, we Francji mało jest grup metalowych,
                          > więc jak ktoś lubi ten gatunek muzyczny, musi po płyty sięgać za granicę.

                          A dlaczego we Francji jest mało grup metalowych? A może przekformujuję pytanie:
                          dlaczego francuskie kapele metalowe w swym niedostatku nie są w stanie
                          zaspokoić potrzeb francuskich słuchaczy? Rozumiesz pytanie, czy potrzebny ci do
                          tego krótki kurs ekonomii?

                          > Analogicznie, jak jakiś Amerykanin chce posłuchać muzyki tanecznej, to kupuje
                          > sobie Daft Punk.

                          HAHAHAHAHAHA!!! Śpiewających po angielsku Paryżan, którzy wśród swoich
                          muzycznych inspiracji bez zażenowania wymieniają Rolling Stonesów, MC5, the
                          Beach Boys, the Stooges oraz rockową i acidową scenę brytyjską początku lat 90.
                          Wycieranie scenicznych desek także zaczęli w UK i tam o nich świat usłyszał.
                          Zdajesz sobie sprawę, którego z kolei samobója sobie strzelasz?

                          > Ja nie mówię, że to są lokalne gwiazdy, tylko że znaczna większość ich płyt
                          > sprzedała się w Ameryce.

                          To sobie, koziołku matołku, uprzytomnij w końcu, że dominacja danego państwa na
                          światowym rynku oznacza właśnie, że rynek owego państwa jest największy i swoją
                          wielkością oraz znaczeniem wpływa na sytuację rynkową państw pozostałych. Im
                          potężniejszy, tym większy zatacza krąg wpływów. Proste jak konstrukcja cepa. O
                          wiele prostsze niż zastanawianie się nad naturalną rytmiką angielszczyzny, czy
                          protestanckimi korzeniami rock'n'rolla.
                          • No WIELKA TŁUSTA KUPA po prostu.

                            > i głupi na dodatek, aż sam się dziwię, czemu z takim bałwanem dyskutuję.

                            A ja wiem. smile Bo nie przyszedłeś tutaj dyskutować, tylko okazać swoją wyższość nad biednymi prowincjonalnymi polakami (ty oczywiście nie jesteś prowincjonalny, bo mieszkasz w kraju Panów), a tu nagle zjawił się taki jeden buc, i cię za to z... Teraz musisz go koniecznie przekrzyczeć, bo inaczej ci penis zmaleje.

                            > Spójrz wpierw do lustra, misiaku cytujący Nicka Drake'a w swojej sygnaturce, > a potem pogadamy o kompleksach wobec anglosasów.

                            Uuu, przystojny jestem!

                            No, szczerze, czekam od paru dni, kiedy się do tego przywalisz. Niechybny znak, że kompletnie już ci się argumenty skończyły.

                            > A które to filmy dostępują zaszczytu ogólnoświatowej dystrybucji, powiedz
                            > pisiuniu? Francuskie, no nie?

                            Francuskie, oczywiście. Francuskie, Chińskie, Amerykańskie i Angielskie, żeby była jasność. Indyjskie też, coraz częściej. Z rzadka Japońskie. Tudzież te z co większym uznaniem krytyków, niezależnie od kraju, ale to się nie liczy, bo to nie jest centralnie skoordynowane i najczęściej sprowadzają je lokalni dystrybutorzy.

                            > znajdź moją wypowiedź, w której stoi jak wół, że cały świat słucha muzyki
                            > amerykańskiej.

                            A nie napisałeś? No, może mi się coś przewidziało. No bo w sumie to strasznie głupie stwierdzenie jest. Przepraszam, że cię za takiego matoła miałem.

                            > Tylko miej na uwadze, ciapulku, że piszemy o GLOBALNYM rynku muzycznym

                            Ciapulku? Ładne. No więc, ciapulku, globalny rynek muzyczny tak właśnie wygląda, że Ayumi Hamasaki może sobie spokojnie sprzedać w Azji tyle samo płyt (w sumie to nawet więcej, bo wydaje coś co roku, a Madonna raz na trzy), co Madonna w USA i Europie. Bo, nie wiem, czy wiesz, ale Azjaci, mimo że mali, brzydcy i skośnoocy, i ich zasobne portfele, wliczają się do popularności dokładnie tak samo, jak przedstawiciele anglosaskiej rasy Panów.

                            > Więc parę faktów [snip]

                            A teraz poproszę o takie samo zestawienie dla Norwegii, Szwecji i Islandii. big_grin

                            > A czytałeś o tym, co napisałem o amerykańsko-brytyjskiej dominacji na
                            > światowym rynku muzycznym?

                            Ale przecież ty o niczym takim nie pisałeś.

                            > A dlaczego we Francji jest mało grup metalowych? A może przekformujuję
                            > pytanie: dlaczego francuskie kapele metalowe w swym niedostatku nie są w
                            > stanie zaspokoić potrzeb francuskich słuchaczy?

                            Może dlatego, że popyt na metal we Francji jest tak mały, że nikomu się nie opłaca go grać? Bo Francuzi generalnie, umm, słuchają zupełnie innej muzyki niż anglosasi? Jak myślisz?

                            > HAHAHAHAHAHA!!! Śpiewających po angielsku Paryżan, którzy wśród swoich
                            > muzycznych inspiracji bez zażenowania wymieniają Rolling Stonesów, MC5, the
                            > Beach Boys, the Stooges oraz rockową i acidową scenę brytyjską początku lat 90.

                            Jak by ci to powiedzieć... żeby rozmawiać o muzyce, nie wystarczy przeczytać (znów bez zrozumienia zresztą) artykułu na Wikipedii... Może najpierw sobie trochę posłuchaj... jeśli cię oczywiście PROWINCJONALNA francuska muzyka nie brzydzi.

                            > Proste jak konstrukcja cepa.

                            Zagadnienia społeczne i ekonomiczne nigdy nie są proste jak konstrukcja cepa. A że ty nie potrafisz albo nie chcesz tego zrozumieć, to już twój problem...

                            --
                            Nobody cares how steep my stairs
                            And nobody smiles if I cross their stiles
                            • Gość: Sassenach IP: 89.101.182.* 26.05.07, 01:30
                              A wiesz, co to jest tupet? To taka sztuczna grzywka do zakrywania niedostatków.
                              Nie tylko owłosienia na głowie.

                              > Teraz musisz go koniecznie przekrzyczeć, bo inaczej ci penis zmaleje.

                              Jak się nagle homoerotycznie zrobiło, hmmm... Zaraz przygaszę światło, poczekaj.

                              > Niechybny znak,
                              > że kompletnie już ci się argumenty skończyły.

                              Ok, wytaczamy ciężkie działa.

                              > Francuskie, oczywiście. Francuskie, Chińskie, Amerykańskie i Angielskie, żeby
                              > była jasność.

                              Żeby była jasność - podajesz je w kolejności częstości goszczenia na ekranie?
                              Ok.

                              Pół dnia się męczyłem z kopaniem grobu dla twoich żałosnych wywodów, ale jestem
                              z siebie zadowolony. Wyobraź sobie, że tak dla zderzenia twojej lekkiej jak
                              wydmuszka (po i jak wydmuszka pustej) głowy z twardą rzeczywistością
                              postanowiłem sprawdzić obecno-tygodniowe repertuary kin dwóch europejskich
                              stolic, aby przekonać się, czy rzeczywiście rządzi tam rozdzima produkcja,
                              potem dzieła sąsiadów, a na koniec filmy amerykańskie. Wybrałem jak najbardziej
                              frankofońską Brukselę oraz europejską fortecę anty-hollywoodzkiej
                              kinematografii, Paryż. Przygotuj się zatem, cielątko, na manto swojego życia.

                              W mijającym tygodniu grają w Brussels 105 filmów z czego:

                              - hamerykańskich - 43 (41% z ogółu wyświetlanych filmów)
                              - fhrancusskich - 24 (23%)
                              - ągielskich - 8 (7,6%)
                              - belżijskich - 6 (5,7%)
                              - miemiemckich - 5 (4,7%)
                              - wyczeskich - 3 (2,8%)
                              - ałstryjackich, chińskich, duńskich, hinduskich, włoskich i japońskich - po 2
                              (1,9%)
                              - i Argentyna, Korea, Hiszpania i Rosja zamykają ranking z 1 filmem każdy

                              O rozkład widzów lepiej nie pytaj. Piraci z Karaibów i trzecia odsłona przygód
                              Człowieka-Pająka właśnie mają premiery...

                              Zawilgły oczka? Wytrzymaj jeszcze trochę, kotuś, bo to nie koniec. Jedziem do
                              Paryża!

                              Życie kinowe w elegancji Francji stoi na zdecydowanie wyższym poziomie niż w
                              prowincjonalnej stolicy EU. Aż 75 kin wyświetlających 391 filmów! Tu się
                              powinny żabojady popisać - w końcu Le Studio Canal+, festiwal w Cannes i inne
                              takie szlachetne inicjatywy łamiące monopol Hollywood. Tymczasem zawodzą na
                              całej linii - nie dosyć że dają mniej swoich obrazów, to jeszcze zdają się być
                              rozkochani w amerykańskich produkcjach z lat 40-tych. Poniżej oficjalne wyniki:

                              USA - 134 (34,27%)
                              Francja - 122 (31,20%)
                              Włochy - 25 (6,39%)
                              UK - 18 (4,60%)
                              Japonia - 13 (3,32%)
                              Niemcy - 12 (3,07%)
                              Hiszp. - 7 (1,79%)
                              Kanada - 7 (1,79%)
                              Chiny - 6 - 1,53%
                              Indie - 5 - 1,27%
                              Belgia, Dania i Korea - po 4 (1,02%)
                              Argentyna, Austria, Norwegia, Rosja - po 3 (0,76%)
                              Algieria, Chile, Meksyk - po 2 (0,51%)
                              Brazylia, Czad, Egipt, Grecja, Holanndia, Iran, Irlandia, Mongolia, Paragwaj,
                              Szwecja, Turcja, Węgry - po 1 (0,25%)

                              Podać ci linki potrzebne do zebrania powyższych informacji, czy chusteczkę do
                              nosa?

                              W obu zestawieniach wychodzi na to, że grubo ponad 1/3 oferowanych filmów to
                              produkcje USA. W liczbie seansów przewaga jankesów jeszcze wrasta. Jeśli zaś
                              chodzi o samych widzów, to spokojnie można powiedzieć, że ponad połowa ogląda
                              hollywoodzką papkę. To jak to jest? Grają pierwsze skrzypce, czy nie?

                              Chcesz, możemy się wybrać do kin madryckich, rzymskich, amsterdamskich,
                              moskiewskich, praskich i cię jeszcze bardzije zdołować... Tylko wiesz... z
                              wykształcenia jestem socjologiem... kultury. I się cenię.

                              > Ciapulku? Ładne. No więc, ciapulku, globalny rynek muzyczny tak właśnie
                              > wygląda, że Ayumi Hamasaki może sobie spokojnie sprzedać w Azji tyle samo płyt
                              > (w sumie to nawet więcej, bo wydaje coś co roku, a Madonna raz na trzy), co
                              > Madonna w USA i Europie.

                              HAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                              Pewnie, że może, kto jej broni? Zostało jej jeszcze jakieś 25 milionów albumów
                              do sprzedania i to tylko zestawiając rynki lokalne. W skali światowej
                              pozostanie wytłoczenie jakiś 87 milionów krążków i wtedy będzie mogła zdjąć
                              koronę z farbowanej blond głowy Madonny i jej powiedzieć "spadaj próchno, teraz
                              ja tu rządzę!"

                              Czujesz ten wszechogarniający tępy ból w każdym włóknie swojego wątłego
                              intelektu, dziecię? To właśnie przejechał się po tobie walec ogólnodostępnych
                              faktów.

                              > Bo Francuzi generalnie, umm, słuchają zupełnie innej muzyki niż an
                              > glosasi? Jak myślisz?

                              Zupełnie to zatraciłeś kontakt z otaczającym światem. Ale ciszej nad tym
                              grobem...

                              > Jak by ci to powiedzieć... żeby rozmawiać o muzyce, nie wystarczy przeczytać
                              > (znów bez zrozumienia zresztą) artykułu na Wikipedii...

                              Ale nie zaszkodzi od Wikipedii zacząć. A że masz kłopoty z rozumieniem, to co
                              ci mogę poradzić? Solidną reedukację może.

                              > Zagadnienia społeczne i ekonomiczne nigdy nie są proste...

                              Dlatego wolałem pilnie studiować nauki społeczne, niż siedzieć w wyliniałym
                              fotelu i wydłubywać z nosa bajki o prężnych rynkach muzycznych Azji.

                              Sayonara!
                              • Gość portalu: Sassenach napisał(a):

                                > A wiesz, co to jest tupet? To taka sztuczna grzywka do zakrywania
                                > niedostatków. Nie tylko owłosienia na głowie.

                                Wiem. A tobie brakuje? Przykro mi. Zwłaszcza, że to jest nieuleczalne. Radzisz sobie z tym jakoś?

                                > > Teraz musisz go koniecznie przekrzyczeć, bo inaczej ci penis zmaleje.
                                >
                                > Jak się nagle homoerotycznie zrobiło, hmmm... Zaraz przygaszę światło,
                                > poczekaj.

                                Penis to tradycyjna alegoria męskiego ego, SOCJOLOGU KULTURY. W swoje fantazje homoerotyczne nie mieszaj mnie, proszę.

                                > Ok, wytaczamy ciężkie działa.

                                No jeśli tak wyglądają u ciebie ciężkie działa... no ale czego się mogłem spodziewać. smile

                                > Żeby była jasność - podajesz je w kolejności częstości goszczenia na ekranie?
                                > Ok.

                                Nie. Znowu problemy ze zrozumieniem tekstu pisanego?

                                > Pół dnia się męczyłem z kopaniem grobu dla twoich żałosnych wywodów, ale
                                > jestem z siebie zadowolony.

                                No, dzięki, ładnie udowodniłeś, co napisałem powyżej. A teraz jeszcze poproszę listę filmów puszczanych w Nowym Jorku, żeby porównać i pokazać, ile francuskich filmów wychodzi za granicę. big_grin

                                > postanowiłem sprawdzić obecno-tygodniowe repertuary kin dwóch europejskich
                                > stolic, aby przekonać się, czy rzeczywiście rządzi tam rozdzima produkcja,
                                > potem dzieła sąsiadów, a na koniec filmy amerykańskie.

                                No widzisz, a wystarczyło sprawdzić box-office. Zajmuje to ledwie minutę i daje znacznie lepszy obraz rynku. Nie pomyślałeś? Czy pomyślałeś i nie spodobało ci się, co zobaczyłeś?

                                No, masz, przekleję ci, widzę, że lubisz ciekawe zestawienia. Najpopularniejsze filmy we Francji w 2006:

                                01 - 10 355 444 - FRA - LES BRONZES 3, AMIS POUR LA VIE!
                                02 - 6 632 316 - USA - PIRATES DES CARAIBES 2
                                03 - 6 545 237 - USA - L`AGE DE GLACE 2
                                04 - 6 386 646 - FRA - ARTHUR ET LES MINIMOYS
                                05 - 5 474 082 - BEL - CAMPING
                                06 - 4 152 272 - USA - DA VINCI CODE
                                07 - 3 711 268 - FRA - PRETE-MOI TA MAIN
                                08 - 3 373 434 - FRA - JE VOUS TROUVE TRES BEAU
                                09 - 3 117 128 - GBR - CASINO ROYALE
                                10 - 3 106 367 - FRA - NE LE DIS A PERSONNE
                                11 - 3 047 140 - FRA - LA DOUBLURE
                                12 - 2 964 467 - FRA - INDIGENES
                                13 - 2 800 364 - USA - X-MEN: L`AFFRONTEMENT FINAL
                                14 - 2 779 801 - GBR - ERAGON
                                15 - 2 247 123 - ESP - VOLVER
                                16 - 2 252 179 - FRA - OSS 117, LE CAIRE NID D`ESPIONS
                                17 - 2 164 282 - USA - LE DIABLE S`HABILLE EN PRADA
                                18 - 2 125 519 - FRA - HORS DE PRIX
                                19 - 2 072 885 - USA - CARS
                                20 - 1 964 964 - FRA - FAUTEUILS D`ORCHESTRE

                                Czyli co? Połowa filmów (i 60% widzów) przypada produkcjom francuskim. Potem mamy film belgijski, hiszpański, dwa brytyjskie i jeden "amerykański" z francuską obsadą (następne 20% widzów). Reszta... to, cóż, reszta właśnie.

                                I to wszystko, jak sam RACZYŁEŚ ZAUWAŻYĆ, w sytuacji, kiedy francuski przemysł filmowy nie nadąża z zapotrzebowaniem i produkuje ledwie 1/4 filmów puszczanych we francuskich kinach.

                                > Tylko wiesz... z wykształcenia jestem socjologiem... kultury. I się cenię.

                                ...

                                Przepraszam, nie wytrzymam... HAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHA!!!! Oh, wow!

                                Wiem, że kłamiesz, i bardzo mnie to cieszy; świadomość, że polskie uczelnie mają tak niski poziom, że ktoś taki może dostać dyplom, byłaby przerażająca.

                                > > Bo Francuzi generalnie, umm, słuchają zupełnie innej muzyki niż an
                                > > glosasi? Jak myślisz?
                                >
                                > Zupełnie to zatraciłeś kontakt z otaczającym światem. Ale ciszej nad tym
                                > grobem...

                                No dobra, jak tak lubisz zestawienia, to masz tu następne. Najlepiej sprzedające się albumy we Francji, rok 2006:

                                01 Diam's - Dans ma bulle
                                02 Laurent Voulzy - La septième vague
                                03 Les Enfoirés - Le village des Enfoirés
                                04 Bénabar - Reprise des négociations
                                05 Olivia Ruiz - La femme chocolat
                                06 Raphaël - Caravane
                                07 Renaud - Rouge sang
                                08 Patrick Bruel - Des souvenirs devant...
                                09 Yannick Noah - Charango
                                10 Grand Corps Malade - Midi 20
                                11 James Blunt - Back to Bedlam (Anglik, patrzcie, Anglik!!!)
                                12 Le Roi Soleil - Le Roi Soleil
                                13 Anaïs - The Cheap Show Inyourface
                                14 Florent Pagny - Abracadabra
                                15 Johnny Hallyday - Flashback Tour: Palais des Sports 2006

                                Jak widać nie tylko ja, ale i Francuzi stracili kontakt z otaczającym światem. W ogóle to cały świat stracił kontakt z otaczającym światem. big_grin

                                > > Jak by ci to powiedzieć... żeby rozmawiać o muzyce, nie wystarczy przeczytać
                                > > (znów bez zrozumienia zresztą) artykułu na Wikipedii...
                                >
                                > Ale nie zaszkodzi od Wikipedii zacząć.

                                Tak, tylko ty dopiero zacząłeś, a już, SOCJOLOGU KULTURY, próbujesz udawać, że zjadłeś wszystkie rozumy. Więc się nie dziw, jak cię ktoś wyśmiewa.

                                No, ale jeśli rzeczywiście podejmujesz się zacząć, to mogę tylko przyklasnąć. Francuską muzykę naprawdę warto poznać. Może, jak już ci się uda, zrozumiesz chociażby, dlaczego twoja ulubiona Madonna nagrywa teraz to, co nagrywa (czy też, mówiąc brutalnie, dlaczego od dekady muzykę robią jej Francuzi).

                                > Dlatego wolałem pilnie studiować nauki społeczne

                                Że tak spytam, co robisz w hotelu w Irlandii, SOCJOLOGU KULTURY?

                                > i wydłubywać z nosa bajki o prężnych rynkach muzycznych Azji.

                                Jak nie wierzysz i nie potrafisz sobie sam znaleźć odpowiednich danych, to poproś. smile

                                --
                                Nobody cares how steep my stairs
                                And nobody smiles if I cross their stiles
                                • Gość: Sassenach IP: 89.101.182.* 28.05.07, 19:51
                                  > > Żeby była jasność - podajesz je w kolejności częstości goszczenia na ekra
                                  > nie?
                                  > > Ok.
                                  >
                                  > Nie. Znowu problemy ze zrozumieniem tekstu pisanego?

                                  > No, masz, przekleję ci, widzę, że lubisz ciekawe zestawienia.
                                  Najpopularniejsze
                                  > filmy we Francji w 2006:...

                                  > Czyli co? Połowa filmów (i 60% widzów) przypada produkcjom francuskim. Potem
                                  mamy film belgijski, hiszpański, dwa brytyjskie i jeden "amerykański" z
                                  francuską obsadą (następne 20% widzów). Reszta... to, cóż, reszta właśnie.

                                  Mówią, że z koniem się nie kopie.

                                  "Potem film belgijski" i jeden "amerykański"... Ja chyba śnię. W życiu nie
                                  miałem do czynienia z tak prostackim, zakłamanym przejawem demagogii. Widzę
                                  trzeba powoli, wyraźnie i trzy razy.

                                  > 01 - 10 355 444 - FRA - LES BRONZES 3, AMIS POUR LA VIE!
                                  > 02 - 6 632 316 - USA - PIRATES DES CARAIBES 2
                                  > 03 - 6 545 237 - USA - L`AGE DE GLACE 2

                                  "Potem mamy film belgijski" i jeden "amerykański"

                                  > 01 - 10 355 444 - FRA - LES BRONZES 3, AMIS POUR LA VIE!
                                  > 02 - 6 632 316 - USA - PIRATES DES CARAIBES 2
                                  > 03 - 6 545 237 - USA - L`AGE DE GLACE 2

                                  POTEM MAMY FILM BELGIJSKI... I JEDEN AMERYKAŃSKI

                                  > 01 - 10 355 444 - FRA - LES BRONZES 3, AMIS POUR LA VIE!
                                  > 02 - 6 632 316 - USA - PIRATES DES CARAIBES 2
                                  > 03 - 6 545 237 - USA - L`AGE DE GLACE 2

                                  POTEM MAMY FILM BELGIJSKI FILM BELGIJSKI FILM BELGIJSKI FILM BELGIJSKI I
                                  JEDEN "AMERYKAŃSKI"!!!

                                  Pierwszy knockdown.

                                  > I to wszystko, jak sam RACZYŁEŚ ZAUWAŻYĆ, w sytuacji, kiedy francuski
                                  przemysł
                                  > filmowy nie nadąża z zapotrzebowaniem i produkuje ledwie 1/4 filmów
                                  puszczanych
                                  > we francuskich kinach.

                                  A dlaczego nie nadąża? Co to znaczy nie nadąża? I dlaczego w takim razie
                                  jankeski nadąża i jeszcze starcza mu kopii i ochoty na rzucenie tego za Ocean?

                                  Te pytania to dla pana roar-or-is-it-a-squeal zdaje się tajemnica siódmej
                                  pieczęci.

                                  > > > Bo Francuzi generalnie, umm, słuchają zupełnie innej muzyki niż an
                                  > > > glosasi? Jak myślisz?

                                  "Generalnie" i "zupełnie", cokolwiek by to miało znaczyć...

                                  Któryś informator nas wyraźnie oszukuje. Pozwól, że wyjaśnię do której z twoich
                                  chojrackich, lekkomyślnych wypowiedzi piję. "Francuzi GENERALNIE słuchają
                                  ZUPEŁNIE innej muzyki." Co to do jasnej ciasnej ma znaczyć GENERALNIE ZUPEŁNIE?
                                  Szczególnie w konteście ubiegłotygodniowych notowań (za mediatraffic.de)

                                  FRANCJA:

                                  1 LINKIN PARK MINUTES TO MIDNIGHT
                                  2 CHRISTOPHE WILLEM INVENTAIRE
                                  3 MIKA LIFE IN CARTOON MOTION
                                  4 GREGORY LEMARCHAL OLYMPIA 2006
                                  5 DANY BRILLANT HISTOIRE DUN AMOUR
                                  6 CHRISTOPHE MAE MON PARADIS
                                  7 PINK MARTINI HEY EUGENE !
                                  8 BJORK VOLTA
                                  9 NELLY FURTADO LOOSE
                                  10 LES RITA MITSOUKO

                                  USA:

                                  1 Linkin Park Minutes To Midnight
                                  2 Tank Sex Love & Pain
                                  3 Michael Buble Call Me Irresponsible
                                  4 Wilco Sky Blue Sky
                                  5 Gretchen Wilson One Of The Boys
                                  6 Avril Lavigne The Best Damn Thing
                                  7 Ne-Yo Because Of You
                                  8 Megadeth United Abominations
                                  9 Bone Thugs-N-Harmony Strength & Loyalty

                                  No i wstępny prztyczek w stronę twojego manga świata najprężniejszego
                                  ksenofobicznego rynku popkultury...

                                  1. MINUTES TO MIDNIGHT LINKIN PARK
                                  2. B-SIDE MR.CHILDREN TOY’S FACTORY
                                  3. IT WON’T BE SOON BEFORE LONG MAROON5 UNIVERSAL MUSIC
                                  4. COME ON STAND UP! TSUYOSHI NAGABUCHI FORLIFE
                                  5. THE BEST OF MIHIMARU GT MIHIMARU GT UNIVERSAL MUSIC
                                  6. THE BEST DAMN THING AVRIL LAVIGNE BMG JAPAN
                                  7. R35 SWEET J-BALLADS VARIOUS ARTISTS WARNER MUSIC JAPAN
                                  8. BECAUSE OF YOU NE-YO UNIVERSAL MUSIC
                                  9. ALL!!!!!! 100S FIVE D PLUS
                                  10. CAN’T BUY MY LOVE YUI

                                  Wierzę ci, czesiu, że akurat trafiłem na ogólnoświatowy tydzień kultury
                                  amerykańskiej, ale...

                                  "ZUPEŁNIE INNEJ" - LINKIN PARK
                                  "NAJPRĘŻNIEJSZY KSENOFOBICZNY" - LINKIN PARK

                                  "ZUPEŁNIE INNEJ" - LINKIN PARK
                                  "NAJPRĘŻNIEJSZY KSENOFOBICZNY" - LINKIN PARK

                                  "ZUPEŁNIE INNEJ" - LINKIN PARK!!!
                                  "NAJPRĘŻNIEJSZY KSENOFOBICZNY" - LINKIN PARK!!!

                                  I jeszcze powiedz, jaka to zupełnie inna muzykantka sprzedała najwięcej albumów
                                  we Francji w 2003. Nie twierdzę i nie twierdziłem, że Francuzi nie słuchają
                                  własnej muzy, a pisałem o amerykańsko-angielskiej dominacji na światowym rynku
                                  muzycznym.

                                  Are you bovvered, though?

                                  Drugie liczenie.

                                  W ramach ukręcenia łba kogutowi piejącemu coś na temat nie dołowania mnie lichą
                                  popularnością Madonny w Japonii, poniżej wyniki sprzedaży biletów z jej
                                  zeszłorocznego tournee. Tylko dla Japonii, żeby cię nie dołować. Chociaż kto
                                  wie, może podbudować - w końcu teraz ta stara raszpla jest Francuzką, pffffff...

                                  Osaka (2 koncerty) 50 623, Tokio (2 koncerty) 71 231 - łącznie 121 458. W dwóch
                                  miastach Japonii. Na świecie zagrała chyba wiesz dla ilu osób. Tak o potędzę
                                  Ayumi pisałeś, że aż bałem się obejrzeć jej wyniki z analogicznego objazdu.
                                  Jeszcze te zasobne portfele Azjatów, ani chybi żółta rasa nas zalewa... A tu...
                                  no dobra, widzów oszacowano na prawie dwukrotnie więcej, ale przy szesnastu
                                  koncertach. Jesteś taki pewien, że gdyby Madonna nie zabawiła ze swoimi
                                  wyznaniami w Nipponie dłużej to nie zebrałaby obfitszego plonu? Bo ponoć
                                  pierwsze 50 000 biletów rozeszło się w 5 minut.

                                  Pewnie, czytam teraz Wikipedię, zamiast słuchać muzyki i tam szukać odpowiedzi.
                                  Nie wykluczam też, że okcydentalny kres jest bliski i warto nastawić uszu tam,
                                  gdzie słońce wstaje. Czy jednak w jakiś sposób uwłacza to pozycji Madonny na
                                  japońskiej scenie? Hmmm, chociaż wiem! Ona jest tam zupełnie nieznana, a
                                  koncerty dała żołnierzom okupacyjnych wojsk. Wszystko jest teraz jasne.

                                  > Że tak spytam, co robisz w hotelu w Irlandii, SOCJOLOGU KULTURY?

                                  Jak to co? Zmywam gary na nocnej zmianie. Happy now? A teraz chodź, wezmę cię
                                  na stronę...

                                  Powodem mojej zajadłości wobec ciebie są głupie uwagi na temat czytania ze
                                  zrozumieniem twoich niespójnych tekstów. Miast grzecznie dyskutować z tym, z
                                  czym się nie zgadzasz, tudzież wyjaśniać to, co niejasne, wolałeś odsyłać
                                  interlokutora do czytanek zamiast siebie do pisanek. Bardzo tego nie lubię.
                                  Pozwól, że inaczej się wyrażę: BARDZO tego nie lubię. Moja prośba o uszanowanie
                                  rozmówcy zdaje się tylko nadepnęła na twój chory znawczy ambit, gdyż zacząłeś,
                                  strojąc przy tym kretyńskie big_grin wyzywać mnie od zakompleksionych polaczków,
                                  którzy zapatrzyli się w swoich nowych panów. A teraz jeszcze nie dowierzasz
                                  mojemu wykształceniu i dziwisz się z przekąsem, co takiego porabiać może
                                  wykształcony Polak w IE, jakby moim psiopatriotycznym obowiązkiem było siedzieć
                                  w kraju, cieszyć się jak szczerbaty do sera z pensji 1500 na łapę, utyskiwać na
                                  wszechobecną nieudolność rządów, policji, wykonawców robót, artystów, szefa,
                                  kolegów i kochanek, przedziobywać jeden na drugiego swoje frustracje i w głębi
                                  ducha modlić się, aby wieczni "oni" pobudować infrastruturę zdążyli na 2012.

                                  Dobrze się czujesz?
                                  • > "Potem film belgijski" i jeden "amerykański"... Ja chyba śnię.

                                    Wymieniałem filmy w kolejności: francuskie, bliskie Francuzom kulturowo, amerykańskie. Zgodnie z twoją wypowiedzią, na którą odpowiadałem. Nie wydziwiaj.

                                    > "Francuzi GENERALNIE słuchają ZUPEŁNIE innej muzyki." Co to do jasnej ciasnej
                                    > ma znaczyć GENERALNIE ZUPEŁNIE?

                                    Generalnie znaczy tyle co "ogólnie". Patrz: generalizacja, generalizując. Nie wnikając w szczegóły takie jak niewielki procent populacji lubiący muzykę anglosaską, czy jak popularność pojedynczych wykonawców zza wielkiej bądź mniejszej wody.

                                    Widzisz, nauczyłeś się nowego słowa w swoim ojczystym języku.

                                    Możesz sobie wynajdywać kolejne przykłady sukcesów swoich ulubionych anglosasów za granicą, ja ci mogę na każdy taki przykład odpowiedzieć przykładem zagranicznego artysty popularnego w USA/UK... tylko to zawsze będą wyjątki. Mógłbym ci zadać parę niewygodnych pytań o Shakirę, Enrique Iglesiasa i Celine Dion, mógłbym zapytać, jak się ma popularność Madonny w Japonii do O-Zone i Tatu, ale to nie ma sensu. Przerzucaliśmy się tak przez tydzień, wystarczy. Generalna zasada jest taka - każdy kraj słucha swoich wykonawców. Zbiorcze wyniki sprzedaży pokazują to doskonale i trudno się z nimi kłócić. A jak chcesz je interpretować po swojemu, to ja już nic na to nie poradzę...

                                    No to jak już przy tym jesteśmy - Japońskie podsumowanie roczne za 2006. Dla zasady:

                                    01 - 2,070,766 - Hirai Ken - Ken Hirai 10th Anniversary Complete Single Collection '95-'05 "Utabaka"
                                    02 - 1,768,628 - Koda Kumi - BEST~second session~
                                    03 - 1,748,682 - Kobukuro - ALL SINGLES BEST
                                    04 - 1,225,757 - Def Tech - Catch The Wave
                                    05 - 1,191,725 - B'z - B'z The Best "Pleasure II"
                                    06 - 1,109,420 - Nakashima Mika - BEST
                                    07 - 882,343 - Utada Hikaru - ULTRA BLUE
                                    08 - 877,433 - Hamasaki Ayumi - (miss)understood
                                    09 - 866,948 - Kobukuro - NAMELESS WORLD
                                    10 - 831,633 - Ootsuka Ai - LOVE COOK
                                    11 - 743,359 - KAT-TUN - The Best of KAT-TUN
                                    12 - 712,678 - V.A. - Beautiful songs
                                    13 - 711,299 - ayaka - First Message
                                    14 - 684,217 - SPITZ - CYCLE HIT 1991-1997 Spitz Complete Single Collection
                                    15 - 647,604 - Aqua Timez - Sora Ippai ni Kanaderu Inori
                                    16 - 645,760 - Remioromen - HORIZON
                                    17 - 642,842 - Koda Kumi - BEST~first things~
                                    18 - 583,611 - Daniel Powter - Daniel Powter [Kanadyjczyk]
                                    19 - 543,666 - SPITZ - CYCLE HIT 1997-2005 Spitz Complete Single Collection
                                    20 - 537,091 - B'z - MONSTER
                                    21 - 503,201 - EXILE - ASIA
                                    22 - 494,399 - Hamasaki Ayumi - Secret
                                    23 - 486,642 - BONNIE PINK - Every Single Day-COMPLETE BONNIE PINK (1995-2006)-
                                    24 - 464,545 - DREAMS COME TRUE - THE LOVE ROCKS
                                    25 - 463,986 - HY - Confidence
                                    26 - 453,763 - ZARD - Golden Best~15th Anniversary~
                                    27 - 451,810 - Angela Aki - HOME
                                    28 - 444,938 - aiko - Kanojo
                                    29 - 443,919 - Shonnan no Kaze - Shonan no Kaze ~Riders High~
                                    30 - 438,470 - SMAP - Pop Up! SMAP

                                    Nie mam całej czwartej dziesiątki, a szkoda, ucieszyłbyś się, są tam Eminem, Madonna... smile

                                    > I jeszcze powiedz, jaka to zupełnie inna muzykantka sprzedała najwięcej
                                    > albumów we Francji w 2003.

                                    Norah Jones. smile

                                    > Dobrze się czujesz?

                                    No właśnie nie. Nawet mi się przez chwilę zrobiło przykro i chciałem cię przeprosić, ale potem przeczytałem jeszcze raz ten i poprzedni twój post i natychmiast przypomniałem sobie, dlaczego w ogóle zapuściłem tego trolla.

                                    No otóż zachowywałeś się, i zachowujesz, zwyczajnie po chamsku. Na każdą zjebkę sobie zasłużyłeś jedną ze swoich poprzednich wypowiedzi - brakiem poszanowania dla rozmówcy, stosowaniem prostackiej sofistyki... Każdy mój przytyk osobisty to bezpośrednia odpowiedź na jedną z twoich odzywek (większość i tak odpuszczałem). Pytanie o twoje zajęcie w Irlandii faktycznie było już kompletnie poniżej pasa; no ale musiałem cię usadzić, próbowałeś swoim wykształceniem zakryć brak argumentów merytorycznych. Poza tym, przykro mi, twoja wiedza o obcych kulturach, nawet tych europejskich, jest po prostu fatalna, tym bardziej jak na osobę "w temacie" - brakuje ci wiadomości niemalże podstawowych (nawiasem mówiąc - najbardziej zniesmaczyły mnie twoje reakcje na te fragmenty moich postów, w których nie dyskutowałem, a próbowałem ci przekazać wiedzę na temat innych krajów; właściwie za każdym razem odpowiadałeś pseudo-sarkastycznym, jadowitym przytykiem). Co do "polaczka" - przeczytaj sobie parę ostatnich zdań swojego posta. Definiujesz to określenie, niestety.

                                    Tym niemniej faktycznie przesadziłem i teraz już cała pyskówka przestała mnie bawić. EoT z mojej strony. A ty myśl nad sobą, myśl.

                                    --
                                    Nobody cares how steep my stairs
                                    And nobody smiles if I cross their stiles
                                    • Gość: Sassenach IP: *.asta-net.com.pl 02.06.07, 12:04
                                      > Wymieniałem filmy w kolejności: francuskie, bliskie Francuzom kulturowo, ameryk
                                      > ańskie. Zgodnie z twoją wypowiedzią, na którą odpowiadałem. Nie wydziwiaj.

                                      Kotuś, wydziwiasz ty. Zgodnie z moją wypowiedzią, wyszło na to, że we Francji
                                      zaraz po własnej produkcji żabojady rozkoszują się jankseskim kinem. Ale wolałeś
                                      nad to przedłożyć jedyny belgijski film na liście. I się wybroniłeś, co?

                                      Proszę cię po raz n-ty: nie obrażaj mojej inteligencji.

                                      > Widzisz, nauczyłeś się nowego słowa w swoim ojczystym języku.

                                      Co znowu czynisz. A ja widzisz, staram się być ostrożny w używaniu wielkich
                                      kwantyfikatorów. Taki durny nawyk po moich rzekomych studiach.

                                      A "generalnie" w zestawieniu z "zupełnie" brzmi baaaaardzo kategorycznie. I co
                                      się okazuje? Że niegeneralnie i nie tak znowu zupełnie słuchają Francuzy inszej
                                      muzy. Filmów zresztą też.

                                      Wiem, o co ci biega. Próbujesz wykazać, że nieprawdą jest jakoby wszyscy
                                      słuchali jankesko-brytolskich rytmów. Tylko atakujesz mój pogląd, jakbyś
                                      przekonany był, że moja teza o dominacji anglosasów na światowych rynkach
                                      oznacza, że bez mała nikt nie słucha niczego innego, jak amerykańskich czy
                                      brytyjskich płyt. A przecież to nieprawda.

                                      Oczywiście, że nieprawda! Taka sytuacja to byłaby nie dominacja danego rynku
                                      lokalnego, a głęboki upadek pozostałych i chyba nawet krótko po wojnie, kiedy
                                      jazz a potem rock'n'roll zainfekowały liżącą się z ran Europę Zachodnią nie
                                      mieliśmy do czynienia z taką sytuacją.

                                      Co wcale nie oznacza, że anglosasi nie nadają tonu w światowej muzyce. A
                                      przykładów świadczących o tym, że właśnie nadają jest tak wiele, że zdają się
                                      być oczywistością. Fakt, zabrakło w moich wypowiedziach przejrzystości i
                                      systematyczności, problem też można było uchwycić w inny sposób. W żadnym jednak
                                      wypadku nie usprawiedliwia to twojego odsyłania do czytanek, kotku. Bo od tego
                                      się zaczęło.

                                      Poza oceną zamożności, wielkości i żywotności danego rynku muzycznego (ilość
                                      sprzedanych płyt, ilość debiutów w przedziale czasowym, przeciętna długość
                                      trwania kariery) wiele na temat wpływów muzyki danego kraju w skali globalnej
                                      powiedzieć mogłyby wskaźniki prezentacji w mediach obcych, wyniki zagranicznych
                                      tournee, itp. i konfrontacja danych artystów. No tutaj chyba nie zaprzeczysz, że
                                      Ayumi w zestawienu z Madonną wypadła by nadzwyczaj blado. I piszę to z zupełną
                                      obojętnością zarówno dla jednej, jak i drugiej, bowiem takich dźwięków aktywnie
                                      nie słucham. Po prostu milion dwieście do dwustu paru tysięcy widzów na trasie i
                                      sto parę milionów sprzedanych albumów do kilkunastu. I dwie dekady
                                      nieprzerwanej owocnej kariery do jednej. Oczywiście to są okręty flagowe popu i
                                      nadużyciem byłoby oceniać kondycję całego rynku wystawiając na pokaz
                                      przerośnięte tuzy, ale... czy aż takie nadużycie?

                                      > Mógłbym ci
                                      > zadać parę niewygodnych pytań o Shakirę, Enrique Iglesiasa i Celine Dion

                                      A jakież to niewygodne pytanie o kolejną utalentowaną zmysłową latynoskę
                                      przykładnie wchłanianą przez amerykański rynek muzyczny mógłbyś zadać? Tak,
                                      wchłanianą, a właściwie to już wchłoniętą.

                                      Albo o syna boskiego Julio, który wolał nie iść w ślady ojca i złotym tembrem
                                      wyśpiewywać kastylijskie serenady, lecz zawodzić do mikrofonu "All I neeeeeeed
                                      is the rhythm divine!". A przecież tatko to żaden tam lokalny łamacz niewieścich
                                      serc - nawet Madonnę dorobkiem zawstydza.

                                      No i wreszcie Celine. Wiesz, bardzo pouczające jest zestawienie wyników
                                      sprzedaży jej frankofońskich i anglofońskich albumów, wydawanych często w tym
                                      samym okresie. Bardzo. Ciekawe dlaczego śpiewając po angielsku udaje jej się
                                      nieodmiennie sprzedać przynajmniej 2x więcej krążków?

                                      Jeszcze raz: nie na tym światowa dominacja muzyki USA/UK polega, że wszyscy jak
                                      jeden mąż ich słuchają, a na nadawaniu tonu i wyznaczaniu niepisanych często
                                      standardów. Świat kultury artefaktów to nie Kulturkampf ni domena brutalnych
                                      prawd, a raczej sfera odczuć i smaków. No i nie sposób nie zauważyć, że trudno
                                      najznamienitszemu nawet muzycznemu artyście osiągnąć szeroooooooooooki rozgłos
                                      bez jakiejkolwiek formy wdzięczenia się do angielskojęzycznego słuchacza, nawet
                                      tego wyimaginowanego. Chociażby tytułem utworów. Usłyszałbyś o Shakirze, gdyby
                                      wciąż pozostawała w Kolumbii?

                                      Jeżeli zaś chodzi o kulturowe pokrewieństwo Skandynawów i Brytoli, to równie
                                      dobrze możemy rozwijać koncepcję PolskoNiemiec, tylko pewnie uznany byłbym za
                                      heretyka.

                                      O protestanckiej kulturze Anglii (i wynikającym stąd uwielbieniu ku pieśniom)
                                      chyba nie ty pisałeś, więc się nie martw.

                                      > Co do "polaczka" - przeczytaj sobie parę ostatnich zdań swojego posta. Defin
                                      > iujesz to określenie, niestety.

                                      I znowu się puszysz, kotek, tym razem odziany w narodowy trykot. Niestety.

                                      A tutaj jest jak jest, po prostu...

                                      Pisząc o 1500 na łapę i atmosferze wiecznej zgrozy i frustracji nie pisałem
                                      nawet o sobie, bo w kraju miałem (owszem, niemała też moja w tym zasługa)
                                      jeszcze gorzej. Piszę o swoim rówieśniku, kumplu z klasy, doktorze nauk
                                      społecznych, magistrze dwóch kierunków, który zaciska zęby i stara się tu żyć. I
                                      opowiada mi historie ze swojej uczelni i coraz bardziej utwierdzam się w
                                      przekonaniu, że dobrze postąpiłem nie wstępując na ścieżkę naukowej kariery w
                                      Polsce początku XXI wieku. Przykre i godne ubolewania, ale po prostu na
                                      irlandzkim zmywaku zarobi się godniej niż na uczelnianej katedrze w Rzplitej. I
                                      co 5 Irlandka nie musi obawiać się utraty pracy z powodu urodzenia dziecka. Bo
                                      takie mnie bilboardy przywitały na wakacjach. Dlatego tam się co rusz potykasz o
                                      małe, rude i piegowate szkraby zamiast o dziury w chodniku.

                                      Ale to już temat na inną opowieść...
    • Dobre pytanie. Rozmawialem na ten temat w zeszlym roku, wkrotce po powrocie do
      Polski po dwudziestu kilku latach w Kanadzie. Wydaje mi sie, ze dziala tu
      zamkniete kolo: tam w radiu caly czas leci dobra muzyka. wiec kazde dziecko
      dorasta sluchajac dobrej muzyki, i kiedy juz dorosnie, i samo zabiera sie za
      granie - robi to dobrze. Dlatego tez tam 16 letnia Avril Lavigne moze z punktu
      napisac kilka przebojow, a kapela grajaca w weekendy po barach jest lepsza niz
      zespoly polskie z tzw. najwyzszej polki. U nas jest kiepska muzyka, wiec...
      mamy kiepskich muzykow. Mowie oczywiscie o muzyce popularnej, polski jazz jest
      wysoko ceniony rowniez w Ameryce Polnocnej. Kiedy w Toronto koncertowal
      Makowicz, sala byla nabita, i to nie Polakami emigrantami.
      --
      Life kills.
    • pisza je i komponuja profesjonalni artysci. ot i cala tajemnica.
    • Gość: Anarchista IP: *.toya.net.pl 14.05.07, 18:41
      Dlaczego?
      Dlatego,że dzieci w krajach angielsko języcznych słuchają dobrej muzyki już
      w łonie matki.
      Mało kto zdaje sobie sprawę,że artykulacja samogłosek jest b.dżwięczna i
      głęboka w przeciwieństwie do polskiej artykulacji.

      Taka Górniak gdy zaśpiewa po angielsku to koty uciekają pod łóżko - po prostu
      tragedia.Nie lepsza jest też Rodowicz - tak popularyzowana przez media.
      Gdy zaśpiewa Celine Dion kot kładzie się z zadowoleniem przed kolumną.
      W krajach angielskojęzycznych nie propaguje się kiczu kabaretowego jak to ma
      miejsce w Polsce.
      Kabaretowa szmira jest popularna także we Francji bo francuski nie nadaje się
      do śpiewu.

      Generalnie Polacy nie mają słuchu.Na pocieszenie można jedynie stwierdzić,
      że jeszcze gorsi są Niemcy, którzy produkują muzykę zawsze nawiązującą w pewnym
      stopniu do hitlerowskich marszów wojskowych.
    • Gość: zgred IP: 80.48.254.* 14.05.07, 20:15
      Bo kochany nie znasz i nie słuchasz innych. I to nie do ciebie ten zarzut, tylko do naszych wodzów mediowych. Gdzie mozna posłuchać dobrej polskiej piosenki i muzyki? W radiu publicznym czy w telewizji? W radiu RMF czy w Z-ce? Raz na kwartał coś włoskiego, hiszpańskiego a inne języki czy nacje jeszcze rzadziej lub wcale. Czy ktoś pamięta, ze w dawnych czasach w eter przebijała się muzyka węgierska, jugosławiańska i inne.
      A teraz co? Przy wspomnieniach np. jeśli Niemen to "Pod papugami" - tak jakby nic innego nie skomponował. Oczywiście Krawczyk (kurde, z kim on ma umowę, że pod wszystkimi rządami w telewizji zawsze go lansują), itd., itp.
      Ale jeśli 90% i więcej emitowanej muzyki w Polsce to muzyka anglojęzyczna, to zawsze można kilka ciekawych utworów wyłowić. Bo reszta, którą puszczają, to taka sama szmira a nawet jeszcze gorsza niż gdzie indziej na świecie.
      Na marginesie.
      Byłem parę lat na wschodzie. Kazdą muzykę można tam usłyszeć. Ale ogólne anglojęzyczna stanowi nie więcej niż 20% repertuaru stacji. Oni się trochę bardziej cenią. To tylko u nas małolaty uważają, że wystarczy znać parę angielskich zespołów i już się jest znawcą muzyki pełną gębą, lub "pogulgotać" do mikrofonu coś po angielsku i od razu się jest mistrzem, że tylko na festiwal Eurowizji.

      Ech, coraz częściej "przelatuję" pełną skalę radia, usiłując znaleź coś innego niż anglojęzyczna sieczka i coraz częściej muszę je wyłączyć, bo nic się słuchać nie daje. Włączam wtedy gramofon, szukam w swoim zbiorze jakiejś plyty (winylowej) i włączam np. "Omegę" (Węgry), czy też pełną wersję Czesia Niemena "Bema pamięci rapsod żałobny". Siadam, zamykam oczy i slucham tamtej muzyki. POEZJA!!!
    • niz po polsku, a co za tym idzie, wiecej w tym jezyku tworzy...wiec wiekszy
      wybor.
    • Gość: krzyh IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 14.05.07, 22:15
      Jedne miernoty lansują inne a wszystko kisi sie w jednym środowisku (producenci,
      autorzy tekstów, muzyki, wykonawcy, aranżerzy), byleby nikt się nie wyrywał za
      bardzo do góry. Dlatego tylko czasem zdarzają się lepsze wyjątki.
    • Gość: czeslaw IP: *.icpnet.pl 14.05.07, 23:39
      Dziś bawiłem się pokrętłem od radia wink i jakież było moje zdziwienie, gdy
      usłyszałem w stacji Blue FM (Poznań) norweski zespół Röyksopp (ostatnio jeden z
      moich ulubionych smile)! Wielki + ode mnie dla tej rozgłośni wink
      • Gość: Niepoprawny ktoś IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.05.07, 01:09
        Bo Polacy mają taki dziwny zmysł tworzenia muzyki, która jest niby sztuką.
        Problem w tym, że za granicą też tworzą sztukę, która się sprzedaje, a polskie
        "wyroby" zarastają kurzem. No jak można słuchać jakiegoś "Jet Set",
        przereklamowane, kobieta lepiej wygląda niż śpiewa. Nie mówiąc już o innych
        "świetnych" polskich muzykach piszących wciąż te same teksty o uczuciach,
        rozstaniach, miłości, ileż można?

    • Gość: FAJA IP: 66.97.205.* 14.05.07, 23:46
      dlatego ze , jak oni spiewaja , za np. swierzbia mnie jajca - to ty myslisz jak
      fajanie.
      A tu trza mowic jezykami
    • bo nie umieją?
      --
      s5.bitefight.pl/c.php?uid=95643
      interesujące
    • w Polsce też umieją grać z wykopem i melodią - posłuchaj sobie disco-polo.
    • Gość: viator IP: *.crowley.pl 15.05.07, 09:26
      a już na pewno największe badziewie na świcie to coś co nazywa się szumnie "brit
      pop" i podpina pod rocka.

      moim zdaniem, ci którzy twierdzą, że angielskie jest z definicji lepsze od
      polskiego to dzieci radia zet i innego rmf fm. jak się słucha takiej papki
      codziennie to z polskich wykonawców zna się tylko te co grają pod publiczkę.

      chcecie muzykę z wykopem - posłuchajcie sobie np. acid drinkers czy vadera. są
      sto milionów razy lepsi od większości zagranicznych "gwiazdek". coś z mniejszym
      wykopem - hunter czy nieistniejące już illusion, flapjack

      dobrych polskich wykonawców jest sporo(dżem, lady pank, raz dwa trzy, groniec,
      zaryan, zembaty, soyka itd.) tylko wyłączcie te odmóżdżające radia co grają non
      stop britney, shakirę, kombi czy inne pierdoły.
      • Gość: Krysia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.05.07, 09:46
        Gość portalu: viator napisał(a):

        > a już na pewno największe badziewie na świcie to coś co nazywa się szumnie "bri
        > t
        > pop" i podpina pod rocka.
        >
        > moim zdaniem, ci którzy twierdzą, że angielskie jest z definicji lepsze od
        > polskiego to dzieci radia zet i innego rmf fm. jak się słucha takiej papki
        > codziennie to z polskich wykonawców zna się tylko te co grają pod publiczkę.
        >
        > chcecie muzykę z wykopem - posłuchajcie sobie np. acid drinkers czy vadera. są
        > sto milionów razy lepsi od większości zagranicznych "gwiazdek". coś z mniejszym
        > wykopem - hunter czy nieistniejące już illusion, flapjack
        >
        > dobrych polskich wykonawców jest sporo(dżem, lady pank, raz dwa trzy, groniec,
        > zaryan, zembaty, soyka itd.) tylko wyłączcie te odmóżdżające radia co grają non
        > stop britney, shakirę, kombi czy inne pierdoły.

        Zgadzam się! Komercyjne nie znaczy zawsze dobre! Trzeba umieć znaleźć zespoły,
        które mają świetną muzykę, świetne teksty, a to od razu dysklasyfikuje muzykę
        pop i inne dresiarskie badziewie.
        Polski rock jest naprawdę dobry, oczywiście wyłączając jakieś pop rock big_grin

        Dla myślących inaczej polecam Akurat, całkiem inne brzmienie
      • Gość: minstrelboy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.05.07, 09:49
        No, ciekawie piszesz, ale zupełnie od czapy.

        Ciekawe, czy jest ten Twój brit pop? Bo to zjawisko rozciąga się od korzennego
        OASIS ( i nikt mi nie powie, że to nie rock n' roll! ) aż po eklektyczne BLUR.
        Pomiedzy jest jeszcze inteligentny PULP, perwersyjny SUEDE, monumentalny
        MANSUN, wczesniej THE CHARLATANS i ojcowie gitarowego grania THE SMITHS.

        ( nie wspominam o gigantach w stylu THE CURE< JOY DIVISION czy DEPECHE MODE )
        ( nie wspominam o nowych petardach czyli KEISER CHIEFS, KLAXONS, ARCTIC MoNKEYS)

        Tyle zespłów wystarczy, by przekonać się, że taka róznorodność w ciągu
        ostatnich powiedzmy 15 latach to niebywałe zjawisko. I przyczyny sa dwie -
        kapitalna kultura muzyczna w Anglii oraz kult gitary + profesjonalizm.

        Tam producenci wiedzą jak się nagrywa rocka! U nas ciągle słychać to jakby na
        czterosladowym magnetofonie było wszystko nagrywane!
        • Gość: viator IP: *.crowley.pl 15.05.07, 10:07
          Gość portalu: minstrelboy napisał(a):

          > Tyle zespłów wystarczy, by przekonać się, że taka róznorodność w ciągu
          > ostatnich powiedzmy 15 latach to niebywałe zjawisko. I przyczyny sa dwie -
          > kapitalna kultura muzyczna w Anglii oraz kult gitary + profesjonalizm.


          dodałbym trzecią przyczynę: KASA.

          pewnie, że różnorodność jest nie do porównania.
          w kwestii ilości nowych ciekawych zespołów jesteśmy daleko w tyle.
          ale to w dużej mierze wina dużych wytwórni, które wolą np. wydać kolejny krążek
          diskopolowego kombi, nijakiego bajmu czy kasi kowalskiej, która to każdą
          piosenkę ma na tej samej melodii, zamiast pokazać ludziom coś innego, ciekawego.
          ale niestety kasa i nijakość rządzi.
          i jak mamy rozwijać swoją kulturę muzyczną? na rmf czy zet? nawet ostatnio
          powstałe roxy gra dodę i wmawia że to muzyka rockowa. fuj...

          a gitarzystów też mamy przednich. fakt, że dużo mniej, ale to też kwestia promocji.


          >
          > Tam producenci wiedzą jak się nagrywa rocka! U nas ciągle słychać to jakby na
          > czterosladowym magnetofonie było wszystko nagrywane!

          to może kup lepszy sprzęt wink

          większość ludzi, kupuje "jamnika" z supermarketu za 500 PLN i dziwi się że
          kiepsko gra. a jak ma grać?
          sprzęt i jego dobre ustawienie w domu jest tu dużo ważniejszy od jakości płyty.
      • Gość: fanta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.05.07, 09:50


        Illusion? Zzynka z BIOHAZARD
        a FLAPJACK z FAITH NO MORE!
        • Gość: viator IP: *.crowley.pl 15.05.07, 10:14
          Gość portalu: fanta napisał(a):

          >
          >
          > Illusion? Zzynka z BIOHAZARD
          > a FLAPJACK z FAITH NO MORE!


          tak tak,
          a zespół boys to dawne new kid on the block, a paskudy z milano zerżneli z
          boskiego enrique
          • Gość: Bożydar IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.05.07, 10:32
            Gość portalu: viator napisał(a):
            >
            > tak tak,
            > a zespół boys to dawne new kid on the block, a paskudy z milano zerżneli z
            > boskiego enrique

            Tak,ale przynajmniej owe disco polo można słuchać, w przeciwieństwie do pewnych
            wykonawców i ich "sztuki" big_grin
            Rock Rock i jeszcze raz Rock big_grin
      • Gość: Kezlok80 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.05.07, 12:48
        Shakirę zostaw w spokoju,manwink
    • Gość: minstrelboy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.05.07, 09:57
      A i tak ARCADE FIRE są najlepsi!
    • Gość: lingwista IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.05.07, 10:23
      Są fajne, bo ich nie rozumiemy. Do oceny zostaje tylko rytm i melodia.
      Gorzej to wygląda, gdy się zrozumie słowa.
      • Gość: mnsterlboy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.05.07, 10:42
        Kup lepszy sprzęt????

        A co ja jestem? Nie jestem muzykiem, jestem po prostu fanem rocka - nie miej
        nie więcej. NIe wymagam jakiejś superprodukcji, ale po prostu przyzwoitej! Gdy
        sobie słucham np LONDON CALLING ( płyta sprzed dobrych prawie 30 lat) brzmi to
        o niebo lepiej niż większość współczesnych produkcji polskich ( płaskich, jeśli
        wiesz, o czym mówię ), niestety.

        A co do sprzętu i jakości dżwięku - sorry, ale nawet jak słucham na głosnikach
        przy kompie jakiegoś zespołu z Zachodu, to brzmi to lepiej niż jakiś polski
        band na totalnym audiofilskim sprzecie!
        • Gość: viator IP: *.crowley.pl 15.05.07, 11:06
          Gość portalu: mnsterlboy napisał(a):

          > Kup lepszy sprzęt????
          >
          > A co ja jestem? Nie jestem muzykiem, jestem po prostu fanem rocka - nie miej
          > nie więcej. NIe wymagam jakiejś superprodukcji, ale po prostu przyzwoitej!

          dobry sprzęt jest właśnie dla fanów a nie dla muzyków smile



          > A co do sprzętu i jakości dżwięku - sorry, ale nawet jak słucham na głosnikach
          > przy kompie jakiegoś zespołu z Zachodu, to brzmi to lepiej niż jakiś polski
          > band na totalnym audiofilskim sprzecie!


          śmiem twierdzić że albo nie słuchałeś muzyki na przyzwoitym sprzęcie (nie mam na
          myśli audiofilskiego) albo sobie jaja robisz.



        • Gość: Olek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.05.07, 14:41
          A zwłaszcza "London calling" doprowadza mnie do szału i zęby mnie bolą na samą
          myśl. Bardziej dołującego kawałka nie znam. Tak jak już ktoś zauważył, jest to
          tylko i wyłącznie kwestia gustu.
      • Gość portalu: lingwista napisał(a):

        > Są fajne, bo ich nie rozumiemy. Do oceny zostaje tylko rytm i melodia.
        > Gorzej to wygląda, gdy się zrozumie słowa.

        kompletnie sie nie zgadzam. brytyjscy muzycy to w wiekszosci swietni teksciarze.
    • Gość: Mc$ IP: 156.17.221.* 15.05.07, 13:12
      Posłuchaj Psio Crew - może nie rock, ale daje niezłego kopa smile
    • Gość: Xoxo IP: *.bbtec.net 15.05.07, 15:32
      Dlaczego polska muzyka jest taka do dupy? Jezeli slucham to tylko przez
      sentyment.
      • Gość: zuza IP: *.jelonki.robbo.pl 15.05.07, 19:11
        Polskiej muzyki niestety nie słyszymy, bo ciągle łapę nad jej przedstawianiem
        słuchaczom mają staro-układowe osoby typu p. Szabłowskiej. Niestety. Wszystko
        co słyszymy przechodzi przez te stare filtry głuchych na muzykę a czułych na
        zyski (wynikające z układów praw autorskich znajomych i całego szmelcu
        muzycznego, który ma nas słuchaczy przekonać, że polska muzyka jest be).
        A przeceż polska muzyka była, jest i będzie piękna, bo Polacy mają słowiańskie
        dusze.
    • minstrelboy napisał:

      > W ciagu kilku tygodni słyszałem więcej fajnych angielskich ( nie
      > anglojęzycznych) pisenek niż w ciągu całego rocku polskich. Chodzi oczywiście
      > o rockowe kawałki w stylu "Ruby" Keiser Chiefs albo nowy singiel Manic Street
      > Preechers.
      >

      Manic Street Preachers to akurat jest walijski zespol, i do tego taki "bardzo"
      walijski - mysle, ze by sie obrazili za nazwanie ich piosenek "angielskimi" :-
      )))


      --
      ------
      Headbangers central smile
    • Gość: haj IP: *.motorola.com 15.05.07, 16:12
      The Backstreet Boys to najlepszy brytyjski zespół jest moim zdaniem.
    • Gość: aya IP: *.adsl.inetia.pl 15.05.07, 17:45
      Myślę, że z jednej strony jezyk angielski lepiej nadaje się do śpiewania niż
      nasz (krótsze wyrazy, a w polskim same długaśne - jak to dopasować, wyśpiewac?),
      a z drugiej - Wielka Brytania ma o niebo lepszą kulturę muzyczną niż Polska. Te
      wszystkie lata grania rocka w końcu czymś zaprocentowały - ludzie są osłuchani z
      taką muzyką. U nas w radyju rzępoli na okrągło bajm, perfect i inne kasie
      kowalskie, i na tym przykładzie najlepiej widać poziom polskiej kultury muzycznejwink

      ..Franz Ferdinand i Kaiser Chiefs - coś pięknego.
      Z polskich zespołów szanuję jedynie Myslovitz - grają kompletnie nie po
      "naszemu", a właśnie po brytyjsku. I na wysokim poziomie. Ale reszta tego, co
      popularnie zwiemy polskim rockiem (celowo nie mówię o jakichś alternatywnych,
      czy mało znanych zespołach, bo FF czy KC to także nie są jakieś niszowe bandy),
      jest cieniutka jak stare gacie.
    • A hiszpańskie jak brzmią! A portugalskie! A maoryskie - to już w ogóle super.
      Uogólniając teorię, im mniej znany mi język, tym ciekawsza i ładniejsza wydaje
      się piosenka smile

      --
      "Czym się różni fanatyk? Oczywiście tym, że ma jedną nóżkę bardziej, a
      szczególnie prawą." - Kinga Dunin.
    • mnie angielskie piosenki nudza... za to amerykanskie, o te to sa z wykopem!
      --
      reszty nie trzeba

      MAKE STYLE NOT WAR
    • wydaje mi sie ze u nas brakuje i nieco obycia, moze odwagi, ale tez wytworni
      ktore postawiliby na mlodych i nie mainstreamowych wykonawcow. wyjatkiem jest
      moze kayax, ostatnio wyszlo stamtad kilka fjnych projektow. duzo tez zalezy od
      rodzaju muzy jaka lubisz, w niektorych jest zastoj, a inne nawet dosyc preznie
      sie rozwijajasmile
      --
      10am.tv

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.