Dodaj do ulubionych

Co to ludzie czasem pisza...

10.12.03, 12:59
W komentarzach do artykulu o skrzypcach znalazlem nastepujaca wypowiedz:

"Autor: Gość: Jagnieszka IP: *.aster.pl / 10.71.4.*

To moda i "trynd" - tyle że zamieniony niemal w instrumentalną
religię. Wystarczy na topie potrzymać cokolwiek przez
przynajmniej sto lat, a już zaczyna się szczera i powszechna
(statystycznie) wiara: w absolutnie unikatowy smak "Martella", w
oczywistą wyższość Caravaggia, w bezsprzeczny awantaż (Mozarta
nad Chopinem, Ampere nad Voltą) itp.
Dowód jest prosty. Sadzamy w audytorium krytyków z zawiązanymi
oczami, a przed nimi grają na wiadomych ZGRZYBCACH - losowo
dobieranych spośród AGS oraz pospolitości!!! - muzycy też z
zawiązanymi oczami, którzy co kawałek zamieniają się
instrumentami dla pewności.
Statystyczny wynik tego eksperymentu pokaże, że żadne tam AGS
nie istnieją! To tylko POLITYCZNA, przepraszam, MUZYCZNA
POPRAWNOŚĆ.
Moc serdeczności dla wszystkich w ciemno wierzących Amatim,
Stradivariusom i panom na "Gu".
Kopyrajt: Jagnieszka 2003
P.S. Wypadałoby przynajmniej wspomnieć o odkryciu
(lub "odkryciu") Polaka, relacjonowanym przed laty jako światowa
sensacja przez "Politykę" - dodaje mój Tata. "


Coz, gluchota i ignorancja to nie powod do chwaly. To raczej powod do wstydu.

Tak, jak mozna rozpoznac na sluch soliste (a w kazdym razie jednoznacznie
wybrac grajacego z podanej do wyboru listy), tak mozna sluchem rozroznic
instrumenty grane przez tego samego wykonawce. A w kazdym razie odroznic
produkt Stradivariego od produktu Yamahy (o firmach z ex bloku wschodniego
nie wspominajac).

A nawet takie twory nowoczesnej technologii jak fortepiany roznia sie w
obrebie jednej serii jednego producenta na tyle, ze w powaznej firmie (np.
sklep firmowy Stainway & Sons w Hamburgu) klientowi stawia sie kilka
egzemplazy do wyprobowania i wyboru.

Pozdr.

C.
Edytor zaawansowany
  • draconessa 10.12.03, 16:24
    Szkoda, ze Autorka powyzszego nie dowiodla swych racji, rzezbiac sobie w
    cichosci serca skrzypeczki wlasnej roboty i robiac slepa probe ze
    Stradivariusem. Ale moze rzeczywiscie, biedna kaleka nie slyszy????
    --
    Stare krasnoludzkie zaklecie:"Na pohybel skurwysynom"
  • crannmer 10.12.03, 20:00
    > Ale moze rzeczywiscie, biedna kaleka nie slyszy????

    Tylko czemu w takim razie zabiera glos jako ten slepy w dyskusji o kolorach.

    > Stare krasnoludzkie zaklecie:"Na pohybel skurwysynom"

    Prastare krasnoludzkie runy, prosze.

    Pozdr.

    C. z Claremont, kum i pociotek Denisa Cranmera
  • draconessa 10.12.03, 21:08
    To nie pierwszy raz sie zdarza. Wiele osob wypowiada sie publicznie, z madrymi
    minami na tematy, o ktorych nie maja pojecia. To sie nazywa wolnosc
    slowawink)) Hmmm, czasem zastanawiam sie, czy aby tej wolnosci nie za wielewink)))

    lepiej stare krasnoludzkie runy, niz zgola krotka wypowiedz papugi Zoltana
    Chivayasmile)) ( czyli Feldmarszalka Dudy) - ze wzgledu na obyczajnosc nie
    przytocze, ale bylaby chyba najlepsza puenta do przyttoczonej przez Ciebie
    wypowiedzi "ekspertki"smile))
    --
    Stare krasnoludzkie zaklecie:"Na pohybel skurwysynom"
  • violino1 12.12.03, 18:55
    Jak juz pisalem jako Tomek na forum pod artykulem o Stradivarim ci ktorzy nie
    mieli okazji ogladac jego instrumentow i grac na nich nie sa wstanie zrozumiec
    o czym mowimy. Niestety by pisac tutaj musialem zalozyc konto.
    Mialem szczescie widziec okolo 15-20 instrumentow Stradivariego i za kazdym
    razem to ogromne przezycie. Wcale nie dlatego ze trzyma sie pare milionow $ w
    reku. Mam sasiada ktory ma jego skrzypce i jest znakomitym koncertujacym
    skrzypkiem. Nie sposob odtworzyc w inny sposob niz na zywo przekonac sie o
    cudownym aksamitnym tonie wydobywajacy sie ze Stradivariusa. Oczywiscie pomaga
    bycie znakomitym virtuozem ale taki instrument inspiruje, pozwala na wydobycie
    wszelkich niuansow. Dla solistow przede wszystkim wartosc tych instrumentow
    polega na tym ze przedzieraja sie przez dzwiek calej orkiestry grajacej
    fortissimo. Tego nie potrafia inne instrumenty, moze z wyjatkiem niektorych
    Guardeli del Gesu.
    Problem z twa propozycja eksperymentu to znalezienie sluchaczy ktorzy znaja sie
    na muzyce na tyle zeby rozpoznac subtelnosci barwy dzwieku roznych
    instrumentow. Wiekszosc ludzi tego nie slyszy.
    Mnie zaskakuje konsystencja wysokiego poziomu na jakim jest praktycznie kazdy z
    jego instrumentow. Jest to niespotykane. Zdarza sie ze jakiemus
    lutnikowi "wyjdzie" instrument przypadkowo i juz pozniej nie potrafil on tego
    powtorzyc. Mimo minimalnych zmian ksztaltow na przestrzeni zycia Stradivariego
    i oczywistych eksperymentow kazdy z nich brzmi znakomicie. To jest
    niepowtarzalne.

    > To moda i "trynd" - tyle że zamieniony niemal w instrumentalną
    > religię. Wystarczy na topie potrzymać cokolwiek przez
    > przynajmniej sto lat, a już zaczyna się szczera i powszechna
    > (statystycznie) wiara: w absolutnie unikatowy smak "Martella", w
    > oczywistą wyższość Caravaggia, w bezsprzeczny awantaż (Mozarta
    > nad Chopinem, Ampere nad Voltą) itp.
    > Dowód jest prosty. Sadzamy w audytorium krytyków z zawiązanymi
    > oczami, a przed nimi grają na wiadomych ZGRZYBCACH - losowo
    > dobieranych spośród AGS oraz pospolitości!!! - muzycy też z
    > zawiązanymi oczami, którzy co kawałek zamieniają się
    > instrumentami dla pewności.
    > Statystyczny wynik tego eksperymentu pokaże, że żadne tam AGS
    > nie istnieją! To tylko POLITYCZNA, przepraszam, MUZYCZNA
    > POPRAWNOŚĆ.
    > Moc serdeczności dla wszystkich w ciemno wierzących Amatim,
    > Stradivariusom i panom na "Gu".
    > Kopyrajt: Jagnieszka 2003
  • pietrek2 24.12.03, 12:42
    ... tak się nazywał, o ile pamiętam, pewnien program w TV sprzed laty,
    zaproszeni goście w studio mieli skomentować trzy wykonania tego samego kawalka
    na skrzypce, grał uczeń liceum muzycznego, ktoś lepszy, i Kulka. Zamiast
    wykonawców pokazano jedynie ich cienie rzucone na ekran. Goście, w tym pewien
    krytyk i jednocześnie autor biografii współczesnych kompozytorów, omówili
    wykonania, wytykając błędy czy chwaląc (Kulkę). Dla pewnosci wykonania
    powtórzono. Oczywiscie śmieszny Happy End polegał na tym, ze bylo to puszczone
    trzykrotnie *to samo* wykonanie, Kulki, zmieniały się jedynie cienie.
    (Skompromitowany nieco kytytk myślał przez czas jakiś o wycofaniu się z zawodu.)

    Nic nikomu nie sugruję powyższymsmile), odwrotnie, myśle że wszyscy robimy sobie
    czasem mini-testy, probujac ocenic np muzykę z radia, i nie spytam jak kto wypada.

    Pozdrawiam świątecznie,

    kanarek (dla przyjaciół Wilgeforz, Draconessowink)
  • dobiasz 26.12.03, 11:57
    > ... tak się nazywał, o ile pamiętam, pewnien program w TV sprzed laty,
    > zaproszeni goście w studio mieli skomentować trzy wykonania tego samego kawalka
    > na skrzypce, grał uczeń liceum muzycznego, ktoś lepszy, i Kulka. Zamiast
    > wykonawców pokazano jedynie ich cienie rzucone na ekran. Goście, w tym pewien
    > krytyk i jednocześnie autor biografii współczesnych kompozytorów, omówili
    > wykonania, wytykając błędy czy chwaląc (Kulkę). Dla pewnosci wykonania
    > powtórzono. Oczywiscie śmieszny Happy End polegał na tym, ze bylo to puszczone
    > trzykrotnie *to samo* wykonanie, Kulki, zmieniały się jedynie cienie.
    > (Skompromitowany nieco kytytk myślał przez czas jakiś o wycofaniu się z zawodu.
    > )

    No cóż. Po pierwsze, jeśli uczestnikom powiedziano, że będą to wykonania trzech
    różnych osób, a do tego jeszcze pokazano ich cienie, to nie był to żaden "ślepy
    test". Podstawową zasadą "ślepego testu" jest to, że nie możesz mieć absolutnie
    żadnych informacji na temat tego, co słuchasz. Przecież informacja, że słuchają
    *trzech różnych* (a z tego, co piszesz wynika, że właśnie tak im powiedziano)
    była fałszywa. Nie od dziś wiadomo, że dobry utwór muzyczny nie jest rzeczą do
    ogranięcia po jednym przesłuchaniu. A skoro zawiera w sobie tyle różnych
    elementów (nie wszystkich tej samej jakości) to logiczne, że umysł, któremu
    zasugeruje się coś odgórnie, będzie wypatrywał tych pasujących do założonej tezy.

    Jedyne, czego dowiódł ten program, to jak wielkie znaczenie dla percepcji muzyki
    mają posiadane o niej informacje. Ale o tym pisał już Gould a cytuje Rieger w
    swojej książce, z doskonałym zresztą przykładem - ten sam utwór zostanie
    odebrany diametralnie inaczej w zależności od daty powstania, jaką mu
    przypiszemy - od wysłyszenia w nim awangardowego wręcz nowatorstwa po posądzenie
    o epigoństwo. A przecież muzyka wciąż jest ta sama.
    ---
    Dobiasz
  • kanarek2 27.12.03, 13:02
    Dobiaszu, o ile rozumiem - zgadzamy się: nastawienie wpływa na odbiór muzyki,
    sztuki, ba, życiasmile, i o tym jest post (zbyt radykalny, rzecz jasna) cytowany i
    skomentowany przez crannmera. A niektóre ilustracje tej tezy bywają smakowite.

    Pozdrawiam,
    k

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.