16.12.03, 10:39
Robert Miles - samo nazwisko mówi za siebie. To największy i
najlepszy twórca muzyki instrumentalnej. A ta płyta jest
przepiękna. To opowieść o życiu, od narodzin az do smierci.To
spiew ptaków, płacz narodzonego dziecka, a potem...zaczyna sie
opowieśc o każdym dniu zycia, o podróży, jaką odbywamy za
życia. Ostatnie dwa utwory to jakby metafora śmierci, do
ostatniego uderzenia serca, ostatniego oddechu. Cos
niesamowitego i wzruszającego.
W styczniu 2004 ukaże się jego najnowszy album nagrany z
hinduskim kompozytorem Trilokiem Gurtu, słyszałam już
fragmenty, będzie na pewno równie piękna jak poprzednie.
Edytor zaawansowany

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka