Dwa miesiace temu wrocilem do Polski i od miesiaca szukam pracy. Poki
co wyslalem 80 CV, bylem w kilku agencjach rekrutacyjnych w Warszawie
('CV pan zostawi u mnie na recepcji', 'z marszu to tak nie ma) oraz w
firmach BIG4, gdzie caly HaeR zwykle mial spotkania. Nie mam pojecia
co jest grane, ze nikt nie dzwoni. Znajomi mowia, ze 'szukaj po
znajomosci' oraz 'z takim wyksztalceniem boja sie, ze kogos
wygryziesz'. To pierwsze mnie raczej nie interesuje, gdyz nie
chcialbym pracowac w miejscu, gdzie awansuje sie znajomych krolika.
Szukam pracy w sektorze finansowym/ekonomicznym (mlodze pozycje
analityczne i pisanie raportow) oraz w market research. Nie wsciekam
sie wcale, gdyz w kazdym momencie moge wyjechac gdziekolwiek na tzw.
Zachod i znalezc prace 'seccond jobbera' w miare szybko (moj uniwerek
jest 4
uniwersytetem na swiecie plus mam 1+ doswiadczenia biurowego w City i
w UK na roznych pozycjach).
Problem w tym, ze ten emigracyjny etap zycia mam juz za soba i
chcialbym dostac fajna prace gdzies w Polsce. Moj znajomy powiedzial
mi, ze na jego 2 aplikacje jedna przeszla przez selekcje, zostal
zaproszony na rozmowe i dostal prace. Czy rzezcywiscie mam sie zaczac
martwic i myslec o ponownym wyjezdzie??
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.