Dodaj do ulubionych

JAGUAR II / ekscesy lata ubiegłe

IP: 194.156.44.* 22.06.10, 14:20
Właśnie przeglądam ofertę biura podróży JaguarII z Sosnowca i o
dziwo brakuje w niej hotelu Kaliana w Sozopolu.
Tyle lat można było korzystać z tego fajnego miejsca, a tu taka nie
miła niespodzianka.
Wie ktoś dlaczego zrezygnowali z dalszych kontaktów z biurem Jaguar ?
Obserwuj wątek
    • Gość: zrobiony/archiwum Re: JAGUAR II / ekscesy lata ubiegłe IP: 194.156.44.* 22.06.10, 14:24
      Jeżeli chcecie poznać kulisy wczasów w Sozopolu z biurem podróży
      Jaguar II z
      Sosnowca, to zachęcam wszystkich do lektury niniejszej opowieści,
      gdyż w
      kilku (może kilkunastu) zdaniach chciałbym przybliżyć wszystkim
      internautom
      mój wyjazd do Bułgarii z w/w Biurem – tak więc:

      Wyjazd – Sosnowiec godz. 5:00 rano. Przejazd przez Polskę do granicy
      ze
      Słowacja w Ujsołach, następnie do granicy Słowacji z Węgrami w Sahy
      (czas
      14:00)
      Obiad na Węgrzech 20km od Budapesztu. Tu zarazem pierwsza
      niespodzianka a
      mianowicie specjale ceny w menu dla autokarów wiozących turystów
      firmy Jaguar
      dzięki czemu kierowcy i pani pilot mimo, iż jedzą posiłek i za niego
      płacą,
      to otrzymują deser gratis. My zjadamy talerz gulaszu za 4
      euro/os !!!. Czas
      na obiad to 30 minut w tym 20 minut dla obsługi zajazdu
      przygotowującej dla
      nas posiłek.

      Następnie ruszamy w kierunku granicy z Serbią. Przejazd przez Węgry
      był dość
      sprawny i już po 3h meldujemy się na przejściu granicznym w Szeged.
      Po około
      godzinnym postoju i sprawdzeniu paszportów kierujemy się w stronę
      Belgradu,
      do którego dojeżdżamy w późnych godzinach wieczornych. Po północy
      jesteśmy
      na przejściu granicznym Serbsko-Bułgarskim i tu zaczyna się
      prawdziwa
      przygoda !.
      Konieczność pięciogodzinnego !!! oczekiwania na przejazd przez
      granice to nic
      innego jak opieszałość pilotki. W czasie pobytu w Bułgarii okazuje
      się, iż
      każdy z autokarów ma (i domniemywać należy, że nasz również miał)
      pewną „pulę” czy to kasy czy też innych używek (np. piwo TYSKIE
      zresztą,
      które kosztuje 4,00 zł w autokarze i jest zawsze, papierosy itp.)
      przeznaczoną na „opłacenie” celników. Osoby które jechały tydzień
      później niż
      ja, mogły się pochwalić 40 minutowym oczekiwaniem na tej samej
      granicy !!!.
      To nie wszystko, nadmieniam, że wizyta w wychodku na tejże granicy
      może nie
      należeć do najprzyjemniejszych i może okazać się swojego rodzaju
      przygodą.
      Przedostanie się do toalety graniczyło z cudem, gdyż trzeba było
      przedostać
      się przez grupę około 20 Rumunów koczujących i śpiących na lub pod
      kartonami
      przed wejściem. O środku lepiej nie wspominać bo aż wzdrygam…
      Zamiast pokonać granice maksymalnie o godz. 2:00 wyjeżdżamy z tego
      miejsca o
      6:40 !!!
      Po kilku minutowej jeździe obsługa zaczyna serwować darmową kawę i
      herbatę w
      zadośćuczynieniu za długi postój. Ceny napojów w autokarze to 2,50
      zł za
      kawę, herbatę i wyżej wspomniane piwo za 4,00 zł. W tym miejscu
      warto dodać,
      że WC w autokarze jest już pełne więc wymaga zamknięcia, a o każdy
      następny
      postój należy prosić pilotkę. Po przejeździe przez Sofie zostaje nam
      tylko
      400km do celu.

      Około godz. 16 czasu miejscowego dojeżdżamy do Sozopola pięknej
      miejscowości
      na morzem Czarnym. Nie trudno policzyć że cała eskapada trwała 35 h.
      Wcześniej w biurze podróży zapewniano nas o około 28 h czasie
      przejazdu z
      Polski od Sozopola. Taka sama informacja widnieje na stronie
      internetowej !

      W czasie wysiadki zostaje ustalone spotkanie z rezydentem, które to
      ma odbyć
      się dnia następnego przed hotelem Kaliana o godz. 18:00. Czy Kaliana
      to
      hotel ?? - podobno. Jest zasadnicza różnica między zdjęciem budynku
      z 2003r
      zamieszczonego na stronie internetowej (fotka sprytnie spreparowana
      chociażby
      z powodu braku na niej drzewa – nie jestem dendrologiem, ale nie
      wyglądało mi
      ono na takie co miałoby trzy lata tylko przynajmniej parę razy
      więcej) a
      rzeczywistością – dla mnie miało wygląd PENSJONATU.
      Jakby tego było mało warunki atmosferyczne zmieniły się drastycznie
      tego
      wieczora. A co za tym idzie spowodowały one przykrą niespodziankę w
      postaci
      brodzenia po kostki w wodzie nazajutrz rano. Przeciekał dach na
      czwartym
      piętrze, lało się po nie szczelnych oknach, woda wylewała się z
      tarasów ze
      względu na odpływy, które były tak ciekawie zaprojektowane, że
      przyjmowały
      deszczówkę z dwóch pięter (dla informacji mieszkałem na III).
      Niestety właściciel nie poczuwał się do obowiązku pomocy w wylewaniu
      i
      uprzątnięciu zalanych pokoi, gdyż widział, że Polacy świetnie sobie
      dają rade
      sami. Z całą sprawą postanowiliśmy czekać na wizytę naszej
      rezydentki.
      Niestety nikt nie był w stanie przewidzieć, iż feralnego dnia będzie
      też
      padać. O godz.17:50 bez wcześniejszego uprzedzenia rozpoczęto
      spotkanie z
      Panią rezydent i jak należy się domyślać nie było ono na zewnątrz
      budynku
      tylko wewnątrz w restauracji. Tak więc wczasowicze z TRZECH
      autokarów stali
      wśród osób, które spożywały akurat posiłek.
      Pani rezydent Snezanka Sawowa „urocza pani nie należąca na pewno do
      grupy
      wiekowej 20-40 lat” nie dysponowała żadnym nagłośnieniem wiec
      spotkanie dla
      niektórych skończyło się po 5 minutach a tak naprawdę nikt nie
      dowiedział się
      z niego nic.
      Obiecana wcześniej wycieczka po mieście i pokazanie bezpiecznych
      kantorów,
      banku, dobrych sklepów spożywczych a także ważniejszych instytucji
      potrzebnych na wypadek jakichś nie przewidzianych sytuacji, z
      niewiadomych
      dla mnie do dnia dzisiejszego przyczyn nie odbyła się.
      Jednakże dla nas mieszkających w „hotelu” najważniejszą sprawą nadal
      pozostała kwestia zalania. Do rozmowy z Panią rezydent przyłączyła
      się Pani
      Anna (jak się później okazało właściciel biura Jaguar w Bułgarii).
      Rozmowa
      nie przyniosła pożądanych rezultatów, dlatego też zainteresowani (6
      osób)
      złożyło POPRAWKA chciało złożyć reklamację, która nie została
      przyjęta ani
      przez właściciela biura jak ani Panią rezydent Savową. Tym samym
      ogólnie dano
      nam do zrozumienia – pocałujcie nas w … i tak nie dacie rady.

      Kolejne zwodzenie przez Biuro to oferowanie wycieczek fakultatywnych
      w
      Sosnowcu (przed naszym wyjazdem) po cenach które nijak się miały do
      cen w
      biurze bułgarskim.
      Dla przykładu: za wycieczkę fakultatywną do Stambułu życzyło sobie
      60euro+
      11euro wiza a w Sosnowcu cena była o 10 euro niższa tj. 50euro + 10
      euro
      wiza. Co do wizy lepiej nie komentować biorąc za wizę 11 euro winno
      się taką
      dostać czyż nie? Ano NIE bo w rezultacie na granicy bułgarsko-
      tureckiej
      kosztuje ona 10 euro (mam ją w paszporcie) skąd więc to 1 euro in
      plus?? -
      nie mam pojęcia. Może to na poczet bezpłatnych posiłków i napojów
      wyskokowych, które w Kalianie szefostwo biura bez skrępowania
      spożywało
      codziennie późnym wieczorem.
      Oczywiście po naszej interwencji ceny w Internecie zostały
      skorygowane i
      oferta została zmieniona :-), na wyższą rzecz jasna.

      Reasumując – uznano nas tu cytat „za pechową grupę”. Zalanie było
      spowodowane
      panującymi wówczas warunkami atmosferycznymi i z tym nie warto
      polemizować,
      ceny wycieczek musiały rosnąć bo przecież wszystko drożeje, a słowa
      czy
      obietnice były po prostu rzucane na wiatr.

      Cała ta opowiastka ma na celu uzmysłowienie wszystkim, że biura
      podróży mogą
      być swoistym JAJKIEM NIESPODZIANKĄ, nie koniecznie z fajną zabawką w
      środku i
      mogą obdarzać niespodziankami równie zaskakującymi jak kolory fryzur
      Wiśniewskiego. Czyhają na turystów wyjeżdżających na wypoczynek bo
      wiedzą, że
      jest to super zarobek a w przypadku Polaków bo łatwiej ich omamić.
      Dlatego
      chyba nie warto wierzyć we wszystko to co się mówi w biurach, czy
      czyta w
      prospektach w Polsce bo rzeczywistość często bywa inna.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Booking.com
Nakarm Pajacyka