Dodaj do ulubionych

"Do Amsterdamu"

05.11.03, 09:38

Nabyłem wczoraj drogą zakupu w jednym z warszawskich Empików. Książka stała
wyeksponowana w dziale Nowości, więc nawet nie musiałem jej specjalnie szukać.
Kupiłem wieczorem, więc nie miałem już czasu przeczytać całej od razu.
Przeczytałem pierwsze opowiadanie i muszę Wam powiedzieć, że to wielka frajda
czytać książkę i widzieć prawie wszystkie miejsca, w których dzieje się
akcja. Widzieć. Nie wyobrażać sobie, tylko po prostu widzieć - wiedzieć
dokłądnie jak wyglądają, kojarzyć kształty kolory i zapachy. Bo tak się
składa, że wiem jak wygląda róg Wałbrzyskiej i Puławskiej i wiem jak wygląda
Zatorze w Krótkim Mieście, duży kościół i kostnica. I słyszałem te
przekleństwa chłopaków grających w piłkę na boisku czerownego ogólniaka... I
znam te nocne dźwięki dobiegające z dworca, dźwięki których słuchałem - a
jakże - nocując u babci na Ogrodowej, kiedy już w Ełku byłem tylko gościem.
Tyle emocji nie przebiegało przeze mnie już dawno przy czytaniu żadnej
książki. Tyle rzeczy - miejsc i zdarzeń przeżytych tam odnalazłem.
Klima - wielkie dzięki.
Edytor zaawansowany
  • gusii 05.11.03, 21:47
    Juz nie moge sie doczekac kiedy dotrze do mnie ta ksiazka. Po kilku latach
    nieobecnosci w Krotkim Miescie, po tych kliku zdaniach, ktore napisales,
    przebiegl mnie dreszcz pewnego rodzaju wzruszenia. Sama przez chwilke znalazlam
    sie za brama tegoz boiska, slyszalam dzwieki dobiegajace z dworca
    kolejowego...............chyba bedzie mi bardzo smutno po przeczytaniu tej
    ksiazki
  • ralston 05.11.03, 23:36
    gusii napisała:

    > Juz nie moge sie doczekac kiedy dotrze do mnie ta ksiazka. Po kilku latach
    > nieobecnosci w Krotkim Miescie, po tych kliku zdaniach, ktore napisales,
    > przebiegl mnie dreszcz pewnego rodzaju wzruszenia. Sama przez chwilke
    znalazlam
    >
    > sie za brama tegoz boiska, slyszalam dzwieki dobiegajace z dworca
    > kolejowego...............chyba bedzie mi bardzo smutno po przeczytaniu tej
    > ksiazki


    Nie wiem czy będzie smutno, czy nie. Do wesołych książka nie należy... Chociaż
    w sumie, wczoraj, kiedy czytałem w nocy w łóżku, to zbudziłem żonę śmiechem,
    kiedy doszedłem do tego momentu w pierwszym opowiadaniu, w którym główny
    bohater rozstaje się z typkami wziętymi nieopatrznie 'na stopa'. Uhahałem się
    do łez...
    Doszedłem do połowy książki i jak na razie najbardziej nostalgiczno-
    sentymentalnie ruszyło mnie właśnie to pierwsze opowiadanie.
    --
    Tea Time
    Zapraszam :)
  • gusii 06.11.03, 00:43
    Mialam na mysli racze smutek wywolany tesknota za rodzinnym miastem. Spacer z
    bohaterami po miescie, ozywi wspomnienia i zarazem ogarnie smutek
    Pozdrawiam
  • ralston 06.11.03, 08:45
    gusii napisała:

    > Mialam na mysli racze smutek wywolany tesknota za rodzinnym miastem. Spacer z
    > bohaterami po miescie, ozywi wspomnienia i zarazem ogarnie smutek
    > Pozdrawiam


    Wiem, co miałaś na myśli. Ten smuteczek masz po przeczytaniu gwarantowany. Ja
    zresztą też. I dlatego w weekend najbliższy obieram kierunek na północny-wschód
    i melduję się w Krótkim Mieście :)
  • Gość: Lapusz IP: *.waw.cdp.pl / *.waw.cdp.pl 06.11.03, 11:21
    Ciekawe jakim echem odbije się opowiadanie ostatnie.
  • luego 06.11.03, 11:46
    To sie nazywa nostalgia... Nie wiem czy sie nie myle, ale w portugalskim
    bogatszym odpowiednikiem jest (chyba, bo nie sprawdzam tylko pisze z glowy) -
    saudade.
    Lu
  • ralston 06.11.03, 13:36
    No właśnie - warto się dawać tej nostalgii porywać, czy wzorem bohaterów
    pierwszego opowiadania odrzucać ją jako niepotrzebny balast, który przeszkadza
    tylko w nowym miejscu? Co o tym myślicie?
    --
    Tea Time
    Zapraszam :)
  • luego 06.11.03, 14:00
    Jesli ktos sam chce sie zubazac, to niech odrzuca.
    Ale to tak jak wyrwac swoje wlasne korzenie. Chyba malo roslin umie zyc bez
    korzeni? :) A bezkorzennych ludzi jakos sporo.
  • ralston 06.11.03, 14:03
    luego napisała:

    > Jesli ktos sam chce sie zubazac, to niech odrzuca.
    > Ale to tak jak wyrwac swoje wlasne korzenie. Chyba malo roslin umie zyc bez
    > korzeni? :) A bezkorzennych ludzi jakos sporo.


    No właśnie - tu o ten dylemat chodzi chyba - zubażać, żeby się bogacić bez
    przeszkód?
  • luego 06.11.03, 14:08
    Ale dlaczego posiadanie korzeni i pamietanie o nich mialoby przeszkadzac w
    bogaceniu sie? :)))
  • ralston 06.11.03, 14:17
    luego napisała:

    > Ale dlaczego posiadanie korzeni i pamietanie o nich mialoby przeszkadzac w
    > bogaceniu sie? :)))


    No więc właśnie uważam, że ten dylemat jest nieco fałszywy. Może bardziej
    chodzi o zaprzedanie swoich młodzieńczych ideałów niż oderwanie się od korzeni?
  • Gość: monia IP: *.dsl.emhril.ameritech.net 06.11.03, 13:38
    czytalam wczoraj fragment jednego z opowiadan na onecie, nie moge sie doczekac
    calosci :))
  • venasque4 09.11.03, 15:08
    Kupiłam, obwąchałam, przeczytałam. Bolało, ssało, weseliło, a przede wszystkim
    przypomniało. Twarze, ludzi, sytuacje, młodość, zależność, niemoc, radość i żal.
    Dzięki Michał.
    Gośka S (L).
    ps. a brat chuligan od 10 miesiecy jest trzeźwy. houk.
  • mobb 13.11.03, 13:10
    Czyta się bardzo dobrze. Pewnie Ełczanie odbierają książkę w sposób szczególny.
    Ja chyba bardziej koncentrowałem się na poszukiwaniu szczegółów miasta i
    odkodowywaniu nazw niż na problemach bohaterów.
    Chociaż pewnie poszukiwałem trochę siebie w tych historiach...
    Precyzja opisów miasta jest naprawdę imponująca. Ja znalazłem tylko jedną
    nieścisłość - opisywana ciepłownia nie jest ciepłownią MPEC, ale Spółdzielni
    Mieszkaniowej "Zmrok" ;-)
    Ale może takie było zamierzenie autora. A przy okazji - ciekaw jestem dlaczego
    niektóre nazwy miejsc i ulic są oddane wiernie, a niektóre zmienione.
  • mazurek8 13.11.03, 13:43
    Czołem Klima z tej strony, nick jest trefny, bo od jakiegoś czasu muszę sie
    logować.
    Z tą niekonsekwencją, że część ulic i osiedli występuje pod prawdziwymi
    nazwami, a część pod przybranymi, to celowy zabieg - chciałem, żeby Krótkie
    Miasto lewitowało gdzieś w pół drogi pomiędzy rzeczywistością a snem. Żeby nie
    była to książka o Ełku, ale o czymś więcej. Mam nadzieję, że się udało.
    Pozdrawiam
    K.
  • ralston 13.11.03, 13:52
    Udało się, udało. Możesz być spokojny. Nie odebrałem nawet przez chwilę tej
    książki, jako książki o Ełku. W każdym razie nie tylko o Ełku. Gdyby było
    inaczej, to by oznaczało że czytam przewodnik.
    Nawet chwilami, jako dawny mieszkaniec i ten, który się w Krótkim Mieście
    urodził, chciałem więcej Ełku w książce. Razem z żoną świetnie się bawiliśmy
    szukając w pamięci opisywanych miejsc. Do lektury z pewnością jeszcze wrócę,
    żeby jeszcze raz na spokojnie (chociaż, czy da się te emocje zupełnie
    wyłączyć?) przeczytać wszystko uważnie.
    Generalnie bardzo dobra książka i świetnie się czyta. Kiedy następna?

    --
    Tea Time
    Zapraszam :)
  • mobb 13.11.03, 14:56
    Wydaje mi się że zmieniałeś tylko nazwy, a położenie miejsc o nowych nazwach
    odpowiada miejscom istniejącym - czy tak było ?
    czy też tworzyłeś zupełnie nową rzeczywistość i ja się po prostu mylę ?
  • mazurek8 13.11.03, 15:51
    Nie, absolutnie się nie mylisz. Większość tych miejsc jest łatwa do
    odszyfrowania. Topografia właściwie się nie zmieniła. Ale już przez sam fakt,
    że nie ma tam Gdańskiej, Sikorskiego, Mickiewicza itd, to ta geografia traci
    jednoznaczość i zostaje wzięta w cudzysłów. oczywiście znowu kłania się Lenz,
    bo on zrobił dawno temu podobną rzecz, tylko że poplątał wszystko, topografię
    ulic i okolic doopkoła Ełku, wiem, bo kiedyś sprawdzałem. Ciekawe, czy poplątał
    celowo, czy też po prostu po iluś tam latach nieobecności w Ełku pewne rzeczy
    mu się zatarły.
    K.
  • mobb 13.11.03, 17:01
    no nie wiem. jeśli dla Ełczan miejsca są mimo wszystko dość łatwo
    identyfikowalne, to cudzysłów o ile wogóle jest, to jest baaardzo delikatny. Ja
    odebrałem te opowiadania jako bardzo mocno osadzone w znanych realich , mimo
    innych nazw. Sprawiły też wrażenie być niemalże w całości oparte na
    autentycznych przeżyciach, ale może jest to tylko sugestia wywołana tak
    dokładnym obrazem miasta.

    Z kolei dla kogoś kto nie zna Ełku, są to i tak realia nieznane, niezależnie
    czy nazwy są rzeczywiste czy nie. Jest to po prostu jakieś Krótkie Miasto.
    Wydaje mi się, że zastosowany zabieg niejednoznaczności zadziała jedynie w
    przypadku kogoś, kto zna Ełk przejazdem - główną ulicę i wie, że jest w mieście
    jezioro. Wtedy faktycznie Krótkie Miasto z opowiadań będzie Ełkiem w
    cudzysłowiu.
  • mazurek8 13.11.03, 17:50
    Tak, chyba masz rację. Wyraźnie widzę po iluś tam rozmowach, że ełczanie
    szukają w tej książce przede wszystkim siebie, szukają i znajdują w pewnym
    sensie, bo znajdują te ulice, brzeg jeziora, i wiele innych szczegółów,
    zrozumiałych tylko dla ełczan. A ludzie spoza Ełku, z innych Krótkich Miast,
    też znajduja siebie i swoje miasto, ale raczej jako podobną atmosferę.
    K.
  • ralston 13.11.03, 18:51
    O tak. Znajdują tam swoje miasto, znajdują tam kawałki siebie, bo z opisywanymi
    miejscami wiąże się nieraz masa osobistych wspomnień. A jak jeszcze niektóre
    wydarzenia zaczynają ci przypominać coś, co znasz, to chwilami atmosfera się
    robi trochę niesamowita i odbiór staje się bardzo, ale to bardzo osobisty...
    Kurczę - przecież nawet historia z babcią z pierwszego opowiadania nie jest mi
    do końca obca!


    --
    Tea Time
    Zapraszam :)
  • adamnyc 13.11.03, 19:14
    mazurek8 napisał:

    > Tak, chyba masz rację. Wyraźnie widzę po iluś tam rozmowach, że ełczanie
    > szukają w tej książce przede wszystkim siebie, szukają i znajdują w pewnym
    > sensie, bo znajdują te ulice, brzeg jeziora, i wiele innych szczegółów,
    > zrozumiałych tylko dla ełczan. A ludzie spoza Ełku, z innych Krótkich Miast,
    > też znajduja siebie i swoje miasto, ale raczej jako podobną atmosferę.
    > K.

    Klima czytajac Twoja ksiazke trudno nie zauwazyc, ze za wzor do jej napisania
    posluzyla tobie ksiazka Lenza "Heimatmuseum" Oddales atmosfere miasta tak jak
    Lenz opisujac rozne historie w ktorych mieszkancy moga odnalezc siebie i
    odnajduja. Jego ksiazka byla wyrazem tesknoty do utraconej malej ojczyzny gdzie
    spedzil dziecinstwo do czegos co minelo bezpowrotnie. Ty natomiast do tego
    wszystkiego mozesz jeszcze wrocic.
    "Do Amsterdamu" jest ponadto produktem czasu, dlatego cieszy sie powodzeniem.
    Porusza aktualne problemy, ktorymi nie tylko zyje krotkie miasto ale cala
    polska prowincja. Poruszasz bolesne problemy, zeby przyciagnac uwage czytelnika
    wiedzac, ze wiekszosc z czytelnikow wlasnie nimi zyje na codzien. Tak jak
    Superexpress ksiazka "Do Amsterdamu" obliczona jest na wywolanie taniej
    sensancji u czytelnika i przyciagniecie jego uwagi. Brak w niej wartosci
    uniwersalnych.
    Klima mam nadzieje, ze sie tobie nie narazilem. Pisales kiedys, zeby po
    przeczytaniu ksiazki kazdy napisal jak ja odebral.
    Ksiazka sama w sobie jest dobra. I polece ja kazdemu do przeczytania.

    Pozdrawiam
    Adam
  • mobb 13.11.03, 20:26
    a "Moralność pani Dulskiej" Adam czytałeś ?
    czy może byłeś w tym czasie zajęty jako wiesiek w damskiej toalecie ?
  • adamnyc 14.11.03, 07:30
    mobb napisał:

    > a "Moralność pani Dulskiej" Adam czytałeś ?
    > czy może byłeś w tym czasie zajęty jako wiesiek w damskiej toalecie ?

    Poczytaj sobie pierwsze opowiadanie "Sprawa rodzinna" w ksiazce "Do Amsterdamu"
    jak bohater zabawial sie z Anita. Mysle, ze autor ma wieksze doswiadczenie od
    wieskat z ktorym ja nie mam nic wspolnego.

    Adam
  • venasque4 13.11.03, 17:59
    Ja nie miałam żadnych problemów z topografia ternu, widziałam wszystko b.
    dokładnie, nawet swój blok, przy opisie widoku z okna wieżowca. Ale to
    dobrze ,że Krótkie Miasto zawisło gdzieś między jawą i snem, spowite w listopad
    i wieczór. Takie pamietam je najmocniej.
    Odnalazłam też ludzi, nie miałam problemu z identyfikacją niektórych, natomiast
    inni są dla mnie tylko mgłą. Może to i dobrze.
    Najbardziej bolało tytułowe opowiadanie, może dlatego, że wciąż dokładnie
    pamiętam wiele z przeszłości i pamiętam jak któregoś dnia zadzwonił do mnie
    brat i powiedział, że "Szopa" nie żyje.
    Jeszcze raz dzieki.
    G.
  • mazurek8 13.11.03, 20:28
    Wiesz Adam, ja uważam że przeczysz sam sobie. Bo albo to jest coś na kształt
    Superexpressu albo jest to rzecz warta polecenia. To są stwierdzenia, które
    wzajemnie się wykluczają, więc myślę, że powinieneś być konsekwentny.
    Co do wartości uniwersalnych: zależy jak czytasz tę książkę. Jeżeli jest ona
    tanią sensacją, to w porządku, wartości uniwersalnych rzeczywiście nie
    znajdziesz. Tylko odpowiedz:
    czy dylemat "zostać - wyjechać", najważniejszy w książce, mieści sie w
    kategorii "Tania sensacja"?
    czy opisy Krótkiego Miasta, tego poznawanego o czwartej rano albo w niedzielne
    południe też zaliczysz do tej kategorii?
    czy problemy z tożsamością z wyborem pomiędzy pragmatycznym mysleniem a
    wiernością własnym marzeniom, również są tanią sensacją?
    Jeżeli tak, to masz racje - Do Amsterdamu jest niczym więcej.
    Pozdrawiam
    K.
  • adamnyc 14.11.03, 07:26
    Klima czy uwazasz, ze w Superexpresie nigdy nic dobrego nie napisano?
    Myslalem, ze Tobie chodzi o obiektywna ocene czytelnika Twojej ksiazki, a nie o
    serie pochwal, ktore przewijaja sie przez to forum. komplementy zawieraja
    zwykle mala wartosc wiec ludzie inteligentni nie przepadaja za nimi. Uwazam iz
    ksiazka jest warta polecenia gdyz jest dobrze i ciekawie napisana. Co nie
    zmienia faktu iz jest napisana pod publicznosc zarowno ta lokalna krotkiego
    miasta gdzie odnajduja znajome miejsca czasem osoby i wydarzenia oraz
    utozsamiaja je z soba. Natomiast dla czytelnika krajowego, zeby przyciagnac
    jego uwage zaserwowales wspolczesne problemy jak frustracje spoleczne,
    bezrobocie, zycie w zakletym kregu z ktorego jest wyjscie tylko poprzez wyjazd.
    Z tymi problemami borykaja sie nie tylko mieszkancy Elku i okolic, ale rowniez
    mieszkancy wszystkich innych malych miasteczek w calej Polsce.
    Uwazam, ze masz ambicje i lekkie pioro. Moim zdaniem jeszcze niejedna ksiazka
    wyjdzie spod Twojego piora. Sprobuj moze cos napisac od siebie nie wzorujac sie
    na innych pisarzach.nie podejrzewam, ze teraz bedziesz pisal o tak "malych i
    zagubionych miejscowosciach, ktore mozna znalezc tylko na szczegolowej mapie
    zolnierza podczas manewrow" jak Ernst Wiechert w "Dzieciach Jerominow".

    A tymczasem podbiles NY. I Tutaj wiadomosc dla elckich nowojorczykow. Otoz
    ksiazke "Do Amsterdamu"piora Michala Olszewskiego mozna nabyc w NY na
    Greenpoint w ksiegarni "Polonia" przy 882 Manhattan Avenue w cenie $12.99 plus
    tax (razem $14.11).

    Pozdrawiam
    Adam
  • mazurek8 14.11.03, 12:31
    Adam, źle mnie rozumiesz. Ja wcale nie oczekuję, że będziesz prawił mi
    komplementy. Ale uważam też, że mam prawo do dyskusji i przedstawiania swojego
    punktu widzenia. Bo takie stwierdzenia jak pisanie pod publiczkę czy tania
    sensacja zakładają, że pisałem książkę na zamówienie, wyobrażając sobie
    modelowego czytelnika, spragnionego sensacji i przygody, i ulegając jego
    gustom. A tak nie było.
    A z tym Greenpointem to szok normalnie. Jestem strasznie szczęśliwy z tego
    powodu. Dzięki za informację.
    Pozdrawiam
    K.
  • moniamm 14.11.03, 14:54
    to ja sprawdze jak to ma sie w polskich ksiegarniach w chicago. jest ich pare.
    zadzwonie do najwiekszej i zapytam. :)) mam nadzieje, ze cie tu znaja juz :). w
    kazdym badz razie pare osob zna i podziwa i i zamowilo sobie ksiazke z netu:).
    pozdrawiam razem z becia :)
  • adamnyc 15.11.03, 08:41
    moniamm napisała:

    > to ja sprawdze jak to ma sie w polskich ksiegarniach w chicago. jest ich
    pare.
    > zadzwonie do najwiekszej i zapytam. :)) mam nadzieje, ze cie tu znaja juz :).
    w
    >
    > kazdym badz razie pare osob zna i podziwa i i zamowilo sobie ksiazke z netu:).
    > pozdrawiam razem z becia :)

    A widzisz monia nie ma w polskich ksiegarniach w Chicago tej ksiazki. Zawsze
    Tobie mowilem, ze Polonia w Chicago jest zabita dechami.

    Adam
  • moniamm 16.11.03, 11:01
    po pierwsze nie powiedzialam ze nie ma tu tej ksiazki, ja od razu ja z netu
    sobie zamoilam bo mam za daleko ze by jezdzic po ksiegarniach i szukac.

    a po drugie swiat nie konczy sie na ny i tobie jako przedstawicielu polonii
  • adamnyc 15.11.03, 08:25
    Klima oczywiscie, ze masz prawo do dyskusji i wyrazania swojego punktu widzenia
    tak jak ja mam prawo jako czytelnik do wyrazania opinii na temat przeczytanej
    ksiazki.
    Nigdy nie twierdzilem, ze ksiazke napisales na zamowienie. Zle mnie
    zrozumiales. Czytelnika wciagasz sprawami i problemami otaczajacymi go nieraz
    na co dzien.
    A tak przy okazji to uwazam, ze jest zbyt wiele wulgaryzmow. Nie dalo sie oddac
    tamtej atmosfery bez nich?
    Czy historia osobliwego potajemnego pogrzebu babci w opowiadaniu "Sprawy
    Rodzinne" wydarzyla sie na prawde? Czy zainspirowal Ciebie moj post sprzed
    dwoch lat w ktorym opisalem na forum historie, ktora zdarzyla sie w Elku kilka
    lat po wojnie. Otoz byl pewien maniak, ktory nie opuscil zadnego pogrzebu.
    Pomagal przy pogrzebach za darmo, oplakiwal zmarlych razem z rodzina zmarlego i
    modlil sie za nich. Na noc zostawal ze zmarlymi w kostnicy proszac rodziny iz
    bedzie ich pilnowal i modlil sie za nich cala noc. Pewnego razu rodzina
    zmarlego zjawila sie bardzo wczesnie rano. Otworzyli po cichu drzwi kostnicy,
    zapalili swiatlo i nie mogli uwierzyc wlasnym oczom. Czlowiek, ktory mial
    pilnowac zmarlego i adorowac przy nim rozebrany do naga spal ze zmarlym w
    trumnie. Od tamtego czasu wyganiano tego czlowieka ze wszystkich pogrzebow.

    Myslalem, ze bedziesz zadowolony iz Twoja ksiazka dotarla szybko za ocean i
    Polonia ja czyta.

    pozdrawiam
    Adam
  • tomkowski 13.11.03, 20:49
    Chłonę od dwóch godzin "Do Amsterdamu". Momentami mam dreszcze, chwilami
    uśmiecham się sam do siebie. Odnajduję nie tylko miejsca, ale też atmosferę
    opisywanych i wspominanych miejsc. I język, język, który sprawił, że te szkice
    są tak sugestywne. Jutro napiszę więcej. Klima - klasa.
    Klima - chciałbym z Tobą skontaktować się (nie wiem czy na tym mazurku
    odbierasz pocztę). Rzecz tyczy książki. Mój mail: tandruk@edudemo.org.pl
    tomko
  • manio15 15.11.03, 17:49
    przeczytałem. Może troche za dużo o ćpunach? jakieś takie dowartościowanie
    marginesu ? Ale czy Szopa to margines? Sam nie wiem. No w tytułowym opowiadaniu
    to było uzasadnione. czytałem jednym tchem. No i ten dezintegrujący mysli
    smętek ... chyba nawet sie wzruszyłem.

    Adasiu nie przeceniaj swoich makabrycznych opowieści jako inspiracji
    literackiej. Pod kostnicą stale urzeduje pewien debil ( to nie epitet lecz
    jednostka chorobowa) , który uczestniczy we wszystkim co sie tam dzieje i nie
    jest to fikcja literacka.
    opowiadania są realne jak reportaż - ale może tak odbieram jako tuziemniec? I
    gdzie ta sensacja? To raczej tragicznie smutna refleksja. A moze tylko uległem
    jesiennemu nastrojowi.
    Klima pisz , pisz ....:))) a my sobie poczytamy.
  • adamnyc 16.11.03, 09:13
    Zgadzam sie z maniem, ze zdecydowanie za duzo jest w twojej ksiazce o cpunach.
    Ktos kto nie zna Elku czytajac Twoja ksiazke pomysli, ze w Elku to same cpuny,
    pijacy i nekrofile.
    Czemu w Twojej ksiazce wszyscy bohaterowie sa negatywni? Nie ma zadnej postaci
    pozytywnej!

    Na koniec szokujacy cytat z okladki:
    "...za przeniliwe pokazanie sytuacji mlodych ludzi z trudem szukajacych dla
    siebie miejsca w nowej rzeczywistosci"

    Czy ci ludzie poprzez narkotyki i wodke szukaja miejsca w "nowej trudnej
    rzeczywistosci"? Czy moze "nowa trudna rzeczywistosc" jest proba
    usprawiedliwienia degeneratow?
    "Nowa trudna rzeczywistosc" nie jest zadnym usprawiedliwieniem dla brania
    narkotykow czy picia alkoholu.
    Pamietam inna rzeczywistosc stara z czasow PRL kiedy konczylem LO w Elku tez
    byli narkomani. Tylko, ze zamiast marihuany, trawki i amfetaminy faszerowali
    sie kompotem z maku. Byly nawet przypadki smiertelne w zawodowkach.
    Wezmy Stany Zjednoczone gdzie rzeczywistosc jest znacznie inna niz w Polsce, a
    narkomani tez sa. I to nie tylko bezrobotni, ale w luksusowych osrodkach dla
    narkomanow siedza czesto dzieci multimilionerow, ktore mialy wszystko
    poczynajac od drogich sportowych wozow i na eleganckich domach konczac oraz
    kasy do woli na wszystko. Oni mieli inna rzeczywistosc niz Twoji bohaterowie w
    Elku. Dlaczego wiec wpadli w narkomanie? Nie mozna wszystkiego zwalac w Polsce
    na nowa trudna rzeczywistosc bo to jest utopia. Albo Michael Jackson ten na
    brak kasy i rozrywek nie narzeka, a co raz jedzie do Szwajcarii na odwyk
    narkotykowy. Moze jego tez dotknela transformacja ustrojowa i dziki kapitalizm:)

    Swoja droga ucieczka od trudnosci i biedy w narkotyki czy wodke to jest zwykle
    tchorzostwo. Mlody czlowiek powinien stawic czola trudnosciom i podjac walke o
    lepsze jutro dla siebie. A nie wybrac najlatwiejsza droge ucieczke w narkotyki
    stajac sie ciezarem dla wlasnej rodziny, otoczenia oraz spoleczenstwa.
    I tacy ludzie chca wyjechac na Zachod do pracy. Wiesz jak koncza tacy polscy
    pijacy i narkomani, ktorzy przyjezdzaja z Polski do NY. Mieszkaja pod mostem i
    najczesciej tam zdychaja, bo nie ma rodzicow do ktorych wraca narkoman po
    baletach jak do hotelu, zeby wyspac sie, odpoczac, najesc, zmienic ubranie i
    isc dalej w trase. Bo nie ma krewnych i znajomych, ktorzy nie dadza umrzec z
    glodu i w ostatniej chwili podadza reke. Bo nie ma Mamy, ktora zrobi swieta i
    bedzie prosila, zeby synek narkoman po baletach raczyl zjesc cos. Tutaj po
    baletach taki przybysz z Polski idzie odpoczywac pod most albo spi w metrze.
    Nie daj Boze jak policja znajdzie przy kims chociaz jedna dzialke narkotyku.
    Wtedy 2 lata odsiadki. A wiezien tutaj nie brakuje.

    Pozdrawiam
    Adam

  • manio15 16.11.03, 15:25
    Adasiu : nie męcz sie ! To nie były opowiadania o Tobie ani dla Ciebie.
    Widocznie należymy do innych światów. I to jest najpiękniejsze. A juz byłem
    przerażony że jesteśmy do siebie w czymkolwiek podobni.
    Chyba Cię za to właśnie polubię.

    manio :))))
  • mazurek8 16.11.03, 18:16
    Z tej Polonii bardzo się cieszę, napisałem wcześniej.
    Co do ćpania - tak sobie myślę, że ksiązka jest między innymi o narkotykach, a
    nie przede wszystkim. Są w każdym Krótkim Mieście, w naszym też. I nie ma
    powodu by pomijać je milczeniem.
    A czy nie ma ani jednej pozytywnej postaci? Nie ma ani jednej postaci, która
    jest całkowicie dobra albo całkowicie zła. I tyle. Popatrz sobie na Dudka,
    Komarka, Młodego - czy to są negatywne postacie?
    Pozdrawiam
    K.
  • lapusz 17.11.03, 09:17
    Witam. W końcu się zalogowałem. Mazur zakończył jesień na drugiej pozycji,
    tylko 2 punkty straty do lidera. Byłem na zakończeniu sezonu z Huraganem Morąg.
    Zimno jak skur..., do przerwy 0:1, już myślałem, że poniech. Ale po przerwie...
    4 bramy, przygniatająca przewaga, aż djowi zabrakło kasety (kto był na meczu
    choć raz wie o co chodzi). Adam, książka opisuje rzeczywistość, co prawda
    koncentruje się na wybranym pokoleniu czy grupie ludzi, która jednak stanowi
    część społeczeństwa i istnieje naprawdę. Nie pojmę czemu się miotasz. Tak po
    prostu jest i tyle.
  • adamnyc 18.11.03, 08:50
    lapusz napisał:
    > Adam, książka opisuje rzeczywistość, co prawda
    > koncentruje się na wybranym pokoleniu czy grupie ludzi, która jednak stanowi
    > część społeczeństwa i istnieje naprawdę. Nie pojmę czemu się miotasz. Tak po
    > prostu jest i tyle.

    Oczywiscie, ze jest. Ale nie mozna generalizowac i stwarzyc atmosfery, ze tacy
    sa wszyscy co usiluje przekazac czytelnikowi autor. Nie nalezy szukac
    usprawiedliwienia dla cpunow i zwalac wszystko na nowa trudna rzeczywistosc.
    Dowodem na to, ze w jest wyjscie z tej rzeczywistosci i sa inne mozliwosci jest
    osoba samego autora. On nie szukal w narkotykach i wodce usprawiedliwienia
    nowej trudnej sytuacji. Skonczyl UJ, znalazl prace i zyje normalnie. Jednak
    istnieje wyjscie z tego zakletego kregu nawet dla ludzi z Krotkiego Miasta.

    Pozdrawiam
    Adam
  • mazurek8 18.11.03, 10:47
    Zauważ Adam, że spora część bohaterów tej książki nie ćpa. Spora część nie jest
    uzależniona od narkotyków i alkoholu. Nie takie proste to wszystko.
    K.
  • adamnyc 21.11.03, 08:53
    mazurek8 napisał:

    > Zauważ Adam, że spora część bohaterów tej książki nie ćpa. Spora część nie
    jest
    >
    > uzależniona od narkotyków i alkoholu. Nie takie proste to wszystko.
    > K.

    W ksiazce panuje atmosfera iz wszyscy mlodzi ludzie sa uzaleznieni badz kiedys
    cpali. Jesli ktos sie otarl o narkotyki to predzej czy pozniej do nich wroci.
    udaje sie z tym skonczyc calkowicie jedynie jednostkom z silna
    indywidualnoscia. Narkomana nie odciagniesz od narkotykow tak jak pijaka od
    wodki. Pijak wytrzyma bez wodki kilka miesiecy, pol roku czy nawet rok przy
    dobrym leczeniu. A pozniej znowu bedzie pil do upadlego i to jeszcze z wiekszym
    natezeniem niz przed odwykiem. To samo dzieje sie z narkomanami.

    Szkoda, ze mlodziez w "trudnej nowej rzeczywistosci" nie szukala relaksu czy
    zapomnienia w sporcie albo seksie. Seks rowniez uspakaja poprzez relaks jakiego
    doznaja ludzie podczas jego uprawiania. W Polsce nie ma ograniczen jesli chodzi
    o seks. Agencje towarzyskie i osoby swiadczace uslugi moga dzialac legalnie i
    nie sa scigani przez prawo. W Stanach na przyklad ten rodzaj rozrywki jest
    prawem zakazany i karany. Tylko, ze w Polsce seks to nadal temat tabu
    szczegolnie na prowincji.

    Pozdrawiam
    Adam
  • venasque4 21.11.03, 10:13
    Nie jest prawdą, że każdy kto otarł sie o narkotyki wczesniej czy później do
    nich wróci. To bzdura i swiadczy o tym jak niewiele wiesz o tym.... a mądrzysz
    się,że hoho.
    Jestem z Krótkiego Miasta, jak prawie każdy z moich znajomych otarłam sie o
    narkotyki, powiem więcej nawet się do nich przez ponad rok mocno przytulałam.
    Było to ponad 7 lat temu, od tamtego czasu ani razu nie zaćpałam.
    Takich jak ja jest wielu.
    Znam też takiego ,który po 6 latach regularnego ładowania w siebie amfy i
    innych świństw jest od 10 miesiecy trzeźwy, prowadzi mittingi i jeździ na
    kursy dla terapeutów.
    Trzymam za niego kciuki, to mój młodszy brat.
    Aha dodam ,że nie pochodzimy ani z biednego domu, ani z marginesu, nasza
    rodzina to jedna z tych o której mówi się dobra i porządna - to w odniesieniu
    do twoich wczesniejszych wywodów na temat o którym generalnie nie masz pojecia.
  • adamnyc 21.11.03, 19:37
    Cpunem nigdy nie bylem. Nie oznacza to, ze nic nie wiem na ten temat.
    Pracowalem kiedys przez pewien czas w NY jako tlumacz w klinice gdzie leczy sie
    narkomanow. Widzialem rozne przypadki i roznych ludzi. Przy ich opowiesciach i
    przygodach ksiazka "Do Amsterdamu" to przedszkole.
    Powtarzam jedynie jednostki z silna osobowoscia i indywidualisci moga z tego
    wyjsc na zawsze. Akurat mozesz sie do tych jednostek zaliczac skoro przez 7 lat
    nic nie bralas i Ciebie nie ciagnie. jesli chodzi o brata to nie bylbym jeszcze
    taki pewny. 10 miesiecy to jest juz cos, ale zwykle trzeba na to lat.

    Widzisz wy nie mozecie zwalic wine za to, ze cpaliscie na "nowa trudna
    rzeczywistosc" w Polsce bo jesli dobrze wam sie powodzilo to mieliscie
    alternatywe. Moze chcieliscie byc na czasie i dorownac innym. Dlatego wciagnal
    was ten tumult.
    Dobrze, ze Ty i Twoj brat macie odwage przyznac sie do tego i powiedziec kim
    byliscie i co robiliscie. To jest duzy krok do wyleczenia.

    Zycze powodzenia
    Adam
  • moniamm 21.11.03, 13:23
    rece opadaja, jak sie ciebie czyta. jesli nie masz o czyms bladego pojecia to
    nie zasmiecaj tego forum bzdurnymi pseudoteoriamii.
  • venasque4 21.11.03, 13:42
  • venasque4 21.11.03, 13:43
    Moniu mam nadzieję,że to nie było ani do mnie ,ani też do Klimy?;)))
  • moniamm 22.11.03, 04:44
    gosia :)) masz racje to nie bylo do ciebie ani tym bardziej do klimy.
  • adamnyc 21.11.03, 19:43
    moniamm napisała:

    > rece opadaja, jak sie ciebie czyta. jesli nie masz o czyms bladego pojecia to
    > nie zasmiecaj tego forum bzdurnymi pseudoteoriamii.

    Monia tez cpalas czy cpasz aktualnie? Zauwazylem, ze wspolczesni mlodzi
    Elczanie dziela sie na tych co cpali kiedys i przestali oraz na tych co cpaja
    przez caly czas. Zasmiecac forum to jeszcze nic takiego w porownaniu jak Ty i
    inne cpuny zasmiecacie swiat.

    Adam
  • mazurek8 22.11.03, 12:15
    Twoja interpretacja tej ksiązki to nadinterpretacja. Jak możesz pisać, że
    wszyscy bohaterowie ćpają, bądź krążą wokół ćpania? A bohaterowie pierwszego
    opowiadania, jednego z ważniejszych w książce? nie psują Ci wizji?
    Wiesz Adam, zaraz znowu napiszesz, że ja chcę, żebyś Ty mi kadził i prawił
    komplementy. A to nieprawda. Po prostu patrzysz na tę książkę zupełnie inaczej
    niż ja. Inaczej i mama wrażenie, jednostronnie. Ale to Twoje czytelnicze prawo.
    Pozdr
    K.
  • spec5150 21.05.04, 03:39
    właśnie skończyłem. chyba nie będę pisał recenzji.
    mam tylko pytania:
    - czy gwiazda boksu spod kościoła to postać rzeczywista?
    - dlaczego jest tak wiele wydań księgi umarłych? czy wystarczy kupić pierwszą z
    rzędu i będzie to samo? bo widziałem tyle wydań i wydawało mi się że była dosyć
    duża różnica w ilość stron itp. (nie jestem fanem stafów, a z narkotyków to
    jedynie Beaujolais...)

    --
    Zamki Polski
  • mazurek8 21.05.04, 10:36
    Odpowiadam:
    gwiazda boksu to postać jak najbardziej rzeczywwista. Chyba jeszcze żyje, bo
    niedwno wpidziałem go na meczu Mazura. Zgadnij kto to.
    A księga umarłych? No tak, sporo jest śmierci wokół, za dużo nawet.
    K.
  • spec5150 21.05.04, 19:22
    mazurek8 napisał:

    > Odpowiadam:
    > gwiazda boksu to postać jak najbardziej rzeczywwista. Chyba jeszcze żyje, bo
    > niedwno wpidziałem go na meczu Mazura. Zgadnij kto to.

    może ten? tylko imię inne:
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=80&w=2839192&a=2848508
    > A księga umarłych? No tak, sporo jest śmierci wokół, za dużo nawet.

    z tego co rozumiem to raczej jest ona o życiu po śmierci, także ze śmiercią jako
    końcem nie ma dużo wspólnego...

    --
    Zamki Polski
  • mazurek8 22.05.04, 14:40
    no nie zgadłeś. Podpowiem, że mówią na niego Dziuniek.

    A z księgą umarłych chyba się nie zrozumieliśmy.
    pozdr
    K.
  • spec5150 22.05.04, 19:23
    mazurek8 napisał:

    > no nie zgadłeś. Podpowiem, że mówią na niego Dziuniek.
    >

    myślę, że kto miał znać to do tej pory się domyślił. Ja chyba nawet jak podasz
    nazwisko to nie będę wiedział. Z bokserów których znam to nie pasuje mi do
    poniższych (w kolejności alfabetycznej):
    Gołota.

    > A z księgą umarłych chyba się nie zrozumieliśmy.

    chyba nie.

    --
    Zamki Polski
  • manio15 22.05.04, 20:08
    spec5150 napisał:

    > mazurek8 napisał:
    >
    > > no nie zgadłeś. Podpowiem, że mówią na niego Dziuniek.
    > >
    >
    > myślę, że kto miał znać to do tej pory się domyślił. Ja chyba nawet jak podasz
    > nazwisko to nie będę wiedział. Z bokserów których znam to nie pasuje mi do
    > poniższych (w kolejności alfabetycznej):
    > Gołota.

    gdybys spytał Janusza odpowiedziałby bez pudła ! Dziuniek to postać z zupełnie
    innych czasów "chłopak stworzony do boksu" jak twierdził Papa S. Nie skorzystał
    ze swojej szansy... Dobrotliwy i naiwny jak dziecko - to Józef "Dziuniek"
    Kuderski. Resztę wiesz z Amsterdamu. Jeden z dwu najwybitniejszych ełczan w tej
    branży... I ten drugi to też nie Gołota ...

  • freeman8 23.05.04, 16:17
    manio15 napisał:

    > spec5150 napisał:
    >
    > > mazurek8 napisał:
    > >
    > > > no nie zgadłeś. Podpowiem, że mówią na niego Dziuniek.
    > > >
    > >
    > > myślę, że kto miał znać to do tej pory się domyślił. Ja chyba nawet jak po
    > dasz
    > > nazwisko to nie będę wiedział. Z bokserów których znam to nie pasuje mi do
    > > poniższych (w kolejności alfabetycznej):
    > > Gołota.
    >
    > gdybys spytał Janusza odpowiedziałby bez pudła !

    Dziuniek to
    postać z zupełnie
    > innych czasów "chłopak stworzony do boksu" jak twierdził Papa S. Nie
    skorzystał
    >
    > ze swojej szansy... Dobrotliwy i naiwny jak dziecko - to Józef "Dziuniek"
    > Kuderski. Resztę wiesz z Amsterdamu. Jeden z dwu najwybitniejszych ełczan w
    tej
    >
    > branży... I ten drugi to też nie Gołota ...


    A ten drugi to kto?
    >
    P.S.
    Manio, odezwij się. Już nie ma problemu.
  • spec5150 23.05.04, 18:30
    Manio: jak Ty zarzywasz fachowców od historii najnowszej Ełku to skąd taki
    biedny autsajder jak mam wiedzieć? ;)

    --
    Zamki Polski
  • manio15 24.05.04, 11:00
    spec5150 napisał:

    > Manio: jak Ty zarzywasz fachowców od historii najnowszej Ełku to skąd taki
    > biedny autsajder jak mam wiedzieć? ;)
    >
    przesadziłeś z tym zarzywaniem , ale to nie Ty masz wiedzieć ( bo i skąd?)
    tylko Janusz , jako były. A Dziuniek to żywa legenda dawnych czasów świetności
    ełckiego sportu , a boksu w szczególności. Sam w dzieciństwie widziałem go w
    barwach Mazura ...
  • spec5150 24.05.04, 15:10
    manio15 napisał:

    > spec5150 napisał:
    >
    > > Manio: jak Ty zarzywasz fachowców od historii najnowszej Ełku to skąd taki
    > > biedny autsajder jak mam wiedzieć? ;)
    > >
    > przesadziłeś z tym zarzywaniem , ale to nie Ty masz wiedzieć ( bo i skąd?)
    > tylko Janusz , jako były.

    niestety chłopie - zarzywasz ! ;)) Janusz jedynie strzelał na oślep ;)

    jest coś tu: to ten?

    www.lo.um.bielawa.pl/~pawel_ek/olimpiada/main.php?dzial=boks_medale_pl
    Leszek Błażyński - Monachium 1972 - waga musz

    również tu:

    www.olimpiady.edu.pl/s.php?t=stats_6

    na i na stronce "rodzimej":

    www.elknet.pl/egt/nowa10/ro_birylo.htm
    "
    * A jeśli trzeba byłoby wymienić te sukcesy, to w jaki sposób byś je
    zaprezentował.

    - - Myślę, że największe osiągnięcia w ogólnej historii "Mazura" mieli w
    pięściarstwie dwaj zawodnicy - Leszek Błażyński i Józef Kuderski. W czołówce
    plasowali się również: Gręś, Krzywosz, Krupiński, Jabłoński. Tak w
    rzeczywistości powinienem wymienić dziesiątki nazwisk, bo Ełk właściwie słynął
    niegdyś z dobrego pięściarstwa.

    * Co dziś dzieje się z większością tych sławnych kiedyś bokserów ?

    - Ich drogi życiowe różnie się potoczyły. Część przeżyło osobiste tragedie, na
    przykład Błażyński skończył bardzo tragicznie. Pozostali, myślę o młodszym
    pokoleniu, żyją w Ełku zajmując się czym innym, a jeszcze młodsi "za chlebem"
    wyjechali w głąb kraju, niektórzy nawet są poza jego granicami.
    "

    --
    Zamki Polski
  • spec5150 24.05.04, 15:23
    jak piszą na: www.elknet.pl/egt/nowa9/zbiory/sport.htm

    "

    Józef Kuderski, popularny w latach 60. i 70. Bokser "Mazura" Ełk (zdjęcie z
    tamtego okresu, J. Kuderski stoi trzeci z kolei), który w swojej karierze
    sportowej stoczył 196 walk, został w ostatnich latach bez środków do życia.
    Zabrakło już nie tylko pieniędzy, ale też i jakiejkolwiek pracy, czy zasiłku lub
    pomocy ze strony byłego klubu sportowego.

    Smutna prawda roztacza się w całej okazałości. Samorządowcy współczesnego Ełku,
    lokalni działacze sportowi nie pamiętają już zasług wielkiego sportowca, który
    sławił i miasto, i barwy "Mazura".

    Dopiero bardzo smutny, choć bardziej nierzetelny w przedstawieniu losów J.
    Kuderskiego, reportaż, wyemitowany przez publiczną telewizję, niedawno
    powtórzony także w TVP "Polonia", sprawił iż "Dziunkiem" i jego losem zaczęły
    interesować się media w kraju.

    Właściwie wielu ludzi powie, że J. Kuderski będąc na topie nie zaoszczędził, nie
    potrafił ułożyć sobie życia. To prawda, on sam dziś mówi, że zmarnował własną
    sławę, później życie. Myślę, że sporą winę za jego los ponosi społeczeństwo. To
    przecież kibice zapraszali go, kiedy brylował w ringu, na liczne balangi. Wielu
    to przecież imponowało, gdy wielki "Dziuniek" napił się z nami.

    Dziś nierzadko ci sami ludzie, którzy go tak hołubili, przy tym rozpijali,
    patrzą na niedawnego przecież bohatera z wielką ironią. Nawet niektórzy teraz
    wstydzą się podać mu rękę.

    Ostatnimi czasy ełckie władze wyremontowały dom, w którym mieszka Kuderski. Nie
    z jego powodu, ale dlatego, że do Ełku przyjechał papież. Zrobiono to
    powierzchownie, tylko od zewnątrz. Wewnątrz kamienica stojąca przy ul.
    Kościuszki 21 się sypie. W mieszkaniu "Dziuńka" kapie z sufitu, który się
    zawala, gdyż przecieka dach. Lokum to bardziej przystaje dla szczura, nie dla
    tak zasłużonego sportowca. Obecnie J. Kuderski musiał zamieszkać z matką. Nie ma
    innego wyjścia, bo nie ma dokąd pójść. Stara, schorowana kobieta utrzymująca się
    z niewielkiej emerytury postanowiła wziąć znów na swoje utrzymanie syna, bo ten
    - chociaż pracował 25 lat, jest teraz schorowany - nie ma środków do życia. Żadnych.

    Być może jego los wkrótce się odmieni. Grupa lekarzy z Ełku zajęła się zdrowiem
    J. Kuderskiego. Wykonano mu niezbędne badania, po czym skierowano dokumenty do
    ZUS z wnioskiem o przyznanie renty. Czy ją jednak otrzyma? Być może ważne będzie
    również to, iż Kuderski na powrót uwierzy w ludzi. Nie wszyscy są bezduszni.
    Toteż, panowie prezydenci Ełku, teraz wy macie okazję okazać swoją dobroć i
    wiarę w wartości. Mieszkanie w takich warunkach, w jakich przyszło żyć
    Kuderskiemu, przecież uwłacza godności ludzkiej, o on jest przecież największą
    wartością, istotą stworzoną na podobieństwo Boga.

    PS. Telewizja TVN przygotowała reportaż o J. Kuderskim, który zostanie
    wyemitowany w programie tej stacji w cyklu "Telewizjer". Wg zapowiedzi wstępnych
    reportaż zostanie pokazany w połowie września br.

    "

    dodaje obu bokserów do wikipedii: pl.wikipedia.org/wiki/E%C5%82k

    --
    Zamki Polski
  • manio15 24.05.04, 16:25
    spec5150 napisał:

    > manio15 napisał:
    >
    > > spec5150 napisał:
    > >
    > > > Manio: jak Ty zarzywasz fachowców od historii najnowszej Ełku to skąd
    > taki
    > > > biedny autsajder jak mam wiedzieć? ;)
    > > >
    > > przesadziłeś z tym zarzywaniem , ale to nie Ty masz wiedzieć ( bo i skąd?)
    > > tylko Janusz , jako były.
    >
    > niestety chłopie - zarzywasz ! ;)) Janusz jedynie strzelał na oślep ;)
    >
    > jest coś tu: to ten?
    >
    > www.lo.um.bielawa.pl/~pawel_ek/olimpiada/main.php?dzial=boks_medale_pl
    > Leszek Błażyński - Monachium 1972 - waga musz
    >
    > również tu:
    >
    > www.olimpiady.edu.pl/s.php?t=stats_6
    >
    > na i na stronce "rodzimej":
    >
    > www.elknet.pl/egt/nowa10/ro_birylo.htm
    > "
    > * A jeśli trzeba byłoby wymienić te sukcesy, to w jaki sposób byś je
    > zaprezentował.
    >
    > - - Myślę, że największe osiągnięcia w ogólnej historii "Mazura" mieli w
    > pięściarstwie dwaj zawodnicy - Leszek Błażyński i Józef Kuderski. W czołówce
    > plasowali się również: Gręś, Krzywosz, Krupiński, Jabłoński. Tak w
    > rzeczywistości powinienem wymienić dziesiątki nazwisk, bo Ełk właściwie słynął
    > niegdyś z dobrego pięściarstwa.
    >
    > * Co dziś dzieje się z większością tych sławnych kiedyś bokserów ?
    >
    > - Ich drogi życiowe różnie się potoczyły. Część przeżyło osobiste tragedie, na
    > przykład Błażyński skończył bardzo tragicznie. Pozostali, myślę o młodszy

    on ci jest! Dopisałem mu i Montreal ( brąz w 1976)
    pl.wikipedia.org/wiki/E%C5%82k
    manio
  • manio15 24.05.04, 17:49
    spec5150 napisał:

    > jest bo go dopisałem:
    >
    > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=80&w=8905261&a=12895979
    > może jeszcze mógłbyś powiedzieć co to był za tragiczny koniec drugiego Leszka
    > Błażyńskiego? (też wypadałoby dopisać daty urodzin i śmierci).

    to juz na pewno nie nadaje się do publikacji : zapijaczony , opuszczony przez
    najblizszych i znajomych wyskoczył z okna , wcześniej kilkakrotnie próbując
    popełnic samobójstwo ... o tym wiem z reportażu w TV. Tyle co napisalismy to z
    pewnościa wystarczy. reszta może byc przy hasle jak nie powinni kończyć
    mistrzowie sportu.
    Daty to już poza moim zasięgiem ... ale to już dawno było.
  • spec5150 24.05.04, 18:31
    > spec5150 napisał:
    >
    > to juz na pewno nie nadaje się do publikacji : zapijaczony , opuszczony przez
    > najblizszych i znajomych wyskoczył z okna , wcześniej kilkakrotnie próbując
    > popełnic samobójstwo ... o tym wiem z reportażu w TV. Tyle co napisalismy to z
    > pewnościa wystarczy. reszta może byc przy hasle jak nie powinni kończyć
    > mistrzowie sportu.
    > Daty to już poza moim zasięgiem ... ale to już dawno było.

    z pewnością takie szczegóły nie nadają się do publikacji - chodziło mi jednynie
    o rok.

    wielka szkoda tych ludzi.

    --
    Zamki Polski
  • spec5150 24.05.04, 20:27
    okazuje się, że w encyklopedii multimedialnej PWN jest hasło "Błażyński Leszek"
    w liście medalistów olimpijskich:

    em.pwn.pl/sport/polacylista.html
    "

    BŁAŻYŃSKI LESZEK, 1949-92, bokser; 2-krotny brązowy medalista olimpijski w
    kategorii muszej (1972, 1976); mistrz (1977) i wicemistrz (1971) Europy; podczas
    20 lat kariery zawodowej stoczył 316 walk, wygrywając 281.

    "

    --
    Zamki Polski
  • manio15 24.05.04, 21:12
    spec5150 napisał:

    > okazuje się, że w encyklopedii multimedialnej PWN jest hasło "Błażyński
    Leszek"
    > w liście medalistów olimpijskich:
    >
    > em.pwn.pl/sport/polacylista.html
    > "
    >
    > BŁAŻYŃSKI LESZEK, 1949-92, bokser; 2-krotny brązowy medalista olimpijski w
    > kategorii muszej (1972, 1976); mistrz (1977) i wicemistrz (1971) Europy;
    podcza
    > s
    > 20 lat kariery zawodowej stoczył 316 walk, wygrywając 281.
    >
    > "
    >
    jestes genialny ! ale z tą "karierą zawodową" to zdecydowanie przesadzili,
    chyba że chodziło o zawodniczą, bo Leszek był cały czas jedynie amatorem ! Tak
    sięto przynajmniej nazywało i to go zgubiło. Umiał tylko bić i życie poza
    ringiem zupełnie mu nie wyszło. Kariera nie wiązała sie z kasą za którą mozna
    potem żyć.
  • spec5150 24.05.04, 21:18
    również uważam, że to pomyłka. nie znam się za mocno na sporcie, ale chyba fakt
    występowania na olimpiadach oznacza, że zawodnik nie był zawodowcem.

    --
    Zamki Polski
  • manio15 24.05.04, 10:56
    freeman8 napisał:

    > manio15 napisał:
    >
    > > spec5150 napisał:
    > >
    > > > mazurek8 napisał:
    > > >
    > > > > no nie zgadłeś. Podpowiem, że mówią na niego Dziuniek.
    > > > >
    > > >
    > > > myślę, że kto miał znać to do tej pory się domyślił. Ja chyba nawet j
    > ak po
    > > dasz
    > > > nazwisko to nie będę wiedział. Z bokserów których znam to nie pasuje
    > mi do
    > > > poniższych (w kolejności alfabetycznej):
    > > > Gołota.
    > >
    > > gdybys spytał Janusza odpowiedziałby bez pudła !
    >
    > Dziuniek to
    > postać z zupełnie
    > > innych czasów "chłopak stworzony do boksu" jak twierdził Papa S. Nie
    > skorzystał
    > >
    > > ze swojej szansy... Dobrotliwy i naiwny jak dziecko - to Józef "Dziuniek"
    > > Kuderski. Resztę wiesz z Amsterdamu. Jeden z dwu najwybitniejszych ełczan
    > w
    > tej
    > >
    > > branży... I ten drugi to też nie Gołota ...
    >
    >
    > A ten drugi to kto?

    oczywicie Leszek Błażyński b. mistrz Europy.


    > P.S.
    > Manio, odezwij się. Już nie ma problemu.
    nie dlatego sie nie odzywałem :
    1. nie miałem sensownego pomysłu na Twój problem ( ale cieszę sie że samo sie
    rozeszło , jeśli problem został w Ełku to pewnie się z nim tak czy inaczej
    spotkam na niwie zawodowej)
    2. cierpię na przewlekły brak czasu z powodu nawału zajęć


    manio
  • spec5150 24.05.04, 13:35
    >
    > oczywicie Leszek Błażyński b. mistrz Europy.
    >

    do wolnej encyklopedii z nim. jest tam jakiś kolarz, ale ten kolarz to chyba nie
    mistrz europy...
    --
    Zamki Polski

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka