• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

Węgrzy - stosunek do Polaków

  • 30.08.10, 09:17
    tu jest wątek archiwalny
    o
    stosunku Węgrów do Polaków
    , a ja mam spostrzeżenie swoje, z przejazdu
    przez Węgry - raz bardzo negatywne i drugie - neutralne. Neutralne - na stacji
    benzynowej wszystko było ok, ale pierwsze:
    wjeżdżaliśmy od strony Słowacji i przed wjazdem na autostradę (cel -
    Chorwacja) na Węgrzech postanowiliśmy coś zjeść. Małe miasteczko - restauracja
    - czysto, schludnie, gdzieś obok wino z lokalnej winnicy, ludzie uśmiechnięci.
    Wchodzimy - "czy można płacić kartą?" - pytanie dla formalności (są znaczki
    VISA/MasterCard na szybach) po angielsku, tak, można, dostaliśmy długi stolik
    - na 8 osób, bo tyle nas było. Szybko pojawiło się menu.

    15 minut. Kelner nie reaguje na prośby o podejście. Pojawia się i słucha.
    Kolega pyta się, czy możemy prosić o dwa rachunki. Kelner wywraca oczami -
    dosłownie, ale zgadza się. Kolega składa zamówienie dla swojej rodziny -
    kelner patrzy się na sufit, gdzieś na boki, ale nie na nas. Później ja - poza
    momentami, gdy pokazywałem mu coś w menu nie patrzy się na mnie, na nas, tak
    jakby był nieobecny.
    Czekamy. Tu poszło szybko. Sprawnie podali, drugi Węgier uśmiechnięty, nasz
    kelner nadal nieobecny duchem.

    Chcemy płacić - sygnalizujemy - ok, potwierdza, mija 15 minut. W końcu nas
    wzywa do kontuaru. Bierze karty i znika gdzieś na 5 minut - nie pamiętam już
    teraz czy z kartami, czy bez. Powraca, realizuje transakcję kolegi, znika na 5
    minut, powraca, moja transakcja, znowu znika na 5 minut, karty leżą za blatem.
    Coś powiedział, rzucił karty i kwitki i tyle.

    W wątku zacytowanym przeze mnie ktoś pisał, by nie generalizować, ale już nie
    pierwszy raz słyszę o dziwnym stosunku Węgrów do Polaków. Niektórych Węgrów!
    Słyszałem to od rodziców, gdy jako dziecko byłem z nimi w latach 70-tych na
    Węgrzech i o chowaniu przed Polakami towarów z półek, słyszałem od kolegi, że
    w restauracjach byli obsługiwani zbyt wolno.

    Ok, może i powinienem znać podstawowe zwroty, ale byłem tam przez chwilę,
    przejazdem. Wracając do Polski blisko granicy chorwacko-węgierskiej Węgier
    znał podstawowe zwroty w jęz. polskim na tyle by sprawnie sprzedać winiety, bo
    po to głównie zatrzymywali się tam Polacy, ale był uśmiechnięty - nawet jeżeli
    był to tylko uśmiech "biznesowy".

    Żona kolegi pod koniec obiadu wyszła, bo już nie mogła wytrzymać napiętej
    atmosfery i zachowania kelnera, nam pozostało płacenie trwające kilkanaście
    minut. Czym to jest spowodowane?
    Edytor zaawansowany
    • Gość: vvv IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.08.10, 10:33
      A jak długo obsługiwał gości innych narodowości?
      • 30.08.10, 11:12
        nie wiem skąd byli inni - fakt, ale między ich stolikami krążył, przynosił,
        wynosił. Nas ignorował.

        Przyjmując zamówienie patrzył się na sufit, akwarium, ścianę - wyglądało to co
        najmniej śmiesznie. Wszyscy w praktyce zjedliśmy pełny obiad, ale bez deserów,
        dzieci wzięły napoje - 8 osób trochę kasy zostawia, nie zachowywaliśmy się
        głośno, wyzywająco, to on wskazał miejsce, gdzie siadamy.
        • Gość: vvv IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.08.10, 11:42
          bo jak usłyszał że będzie płacenie kartą to może doszedł do wniosku
          że nic nie dostanie?

          To jeszcze napisz co jedliście i czy smakowało?
          • 30.08.10, 11:55
            gdyby zachował się normalnie to zostawilibyśmy kilka euro...

            Owszem, smaczne, kolega zupa w chlebie, dzieci rosoły, żony nasze... nie
            pamiętam, ja zupa gulaszowa, później dzieci pizze, żony mięso z pikantnym sosem,
            my z kolegą... nie pamiętam, generalnie jednak smacznie i bardzo dużo jedzenia,
            rachunek zamknięty - sprawdziłem teraz na całkiem niską kwotę 15 euro. Czyli
            tanio jak barszcz - na taką kwotę mam blokadę na karcie.

            A miejscowość Szendehely.
      • 30.08.10, 17:32
        jak dla mnie bzdura totalna, wyciąganie takich wnioskow po jednostkowym
        zachowaniu
        mial gosc zly ;dzień i tyle
        moze jego żona rodzila, moze zona wrócila z wyjazdu a on myslał, czy
        sprzątnał wszystkie rzeczy kochanki...itp itd

        nigdy ni emialem zadnych problemow z węgrami
        zawsze mili, uprzejmi, uczynni
        • 30.08.10, 21:19
          ...bo wobec innych gości tak się nie zachowywał. Tylko przy nas rodziła jego
          żona, przy nas myślał o powracającej żonie?
          • Gość: jurij IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.09.10, 08:37
            Może miał przykre doświadczenia z Polakami i tak jak krakusi nie lubi obsługiwać brytyjskiej albo izraelskiej hołoty.
    • 30.08.10, 11:51
      A ja mam inne zdanie. Też jechaiśmy do Chorwacji przez Węgry. Na
      stacji benzynowej dowiedzieliśmy się wszystkiego co chcieliśmy i od
      pracowników i od policji, która tam akurat parkowała. W hotelu pod
      Budapesztem też nie mieliśmy żadnych negatywnych odczuć, nie
      zauważyłam, żeby obsługa wyróżniała jakąś narodowość.
      --
      Zagłosuj na fundację KOTKOWO tiny.pl/h767m
      kliknij:
      www.pajacyk.pl/
      www.kotkowo.pl
      • 30.08.10, 11:57
        napisałem przecież że stacja benzynowa i hotel po drugiej stronie Węgier - ok,
        ale tu, w Szendehely potraktowano nas tak jak opisałem.
      • Gość: kocur IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 30.08.10, 12:46
        Najpierw ad rem. W każdym kraju, w każdym miejscu może się zdarzyć,
        że zostaniesz potraktowany nie tak, jak tego oczekujesz. I to, że
        stało się to na Węgrzech, o niczym nie świadczy. Choć wiele lat
        moich wędrówek przez ten kraj wskazuje na coś wręcz odwrotnego -
        spotykałem praktycznie wyłącznie sympatycznych ludzi, a moje
        skrajnie nieporadne próby porozumiewania się w języku gospodarzy
        budziły ich pełne ciepła reakcje. Zatem, nie generalizujmy, choć
        współczuję autorowi wątku. Dobrze choć, że żarełko było dobre...
        I słówko dla wiewiór1: kotkowo, świetna akcja. POzdrowienia dla jej
        twórców i całej społeczności kocurów z północy Polski.
        Kocur (taki nick mam od lat na forum bulgaricus.com - jak będziesz
        miał chwilę, zajrzyj do nas. Z tym że nie zajmuję się wybrzeżem;
        piszę o górach...)
        • 31.08.10, 00:22
          Gość portalu: kocur napisał(a):

          > I słówko dla wiewiór1: kotkowo, świetna akcja. POzdrowienia dla jej
          > twórców i całej społeczności kocurów z północy Polski.
          > Kocur (taki nick mam od lat na forum bulgaricus.com - jak będziesz
          > miał chwilę, zajrzyj do nas. Z tym że nie zajmuję się wybrzeżem;
          > piszę o górach...)

          Bulgaricus.com znam :) W 2004 przed wyjazdem do Bułgarii to była moja kopalnia wiedzy. Chciałabym jeszcze tam wrócić. Może w przyszłym roku. Tyle, że z całym szacunkiem - ja jestem leniwcem, lubię poleżeć na plaży :))

          Trochę pospamuję - czy już oddałeś głos na nas w ankiecie Kraketu?



          --
          Zagłosuj na fundację KOTKOWO tiny.pl/h767m
          kliknij:
          www.pajacyk.pl/
          www.kotkowo.pl
          • Gość: kocur IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 01.09.10, 12:14
            Zarejestrowałem się i zagłosowałem. Powodzenia ode mnie, dwóch kotów
            i bassecicy Klary
            • 10.09.10, 19:03
              Przepraszam, że z opóźnieniem. Ale na wakacje nie ma rady :))

              Dzięki min. Twojemu głosowi Kotkowo wygrało w głosowaniu. Dostaniemy od sklepu karmę, żwirek, witaminy i inne potrzebne naszym podopiecznym rzeczy za ogromną dla nas kwotę 11 015 zł.
              Bardzo, bardzo dziękujemy. I prosimy - zajrzyj do nasz czasem :)


              --

              kliknij:
              www.pajacyk.pl/
              www.kotkowo.pl
    • 30.08.10, 12:27
      Domniemywanie jakis narodowych uprzedzeń na podstawie jednego
      kelnera trąci lekką paranoją.
      Podobnie jak doszukiwanie się jakiejś ekstra miłości Węgrów do nas
      ,bo gen.Bem,bo krew oddawaliśmy w 1956 albo "dwa bratanki i do
      bitki i do szklanki"
      W latach 70 i 80 to wszystkie sąsiednie nacje nas goniły ze swych
      sklepów.Tak było w komunie ;)
      Ludzie są ludźmi bez wzgledu na nacje...komuś sie nie chce,ktos jest
      zmęczony,pokłócił się z żona albo szefem ,albo sie naćpał w robocie
      albo wszystko po prostu w d..pie .
      I tyle ;)
      • 30.08.10, 17:47


        Miał zły humor,a dodatkowo się dowiedział, że nie dostanie napiwku,
        bo nie chciało się wam kupić forintów

        --
        <a href="http://forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=15232">Księstwo Cieszyńskie< /a>
    • 30.08.10, 13:16
      micra napisał:
      > Chcemy płacić - sygnalizujemy - ok, potwierdza, mija 15 minut. W końcu nas
      > wzywa do kontuaru. Bierze karty i znika gdzieś na 5 minut - nie pamiętam już
      > teraz czy z kartami, czy bez. Powraca, realizuje transakcję kolegi, znika na 5
      > minut, powraca, moja transakcja, znowu znika na 5 minut, karty leżą za blatem.
      > Coś powiedział, rzucił karty i kwitki i tyle.
      Ja bym nie pozwoliła zabrać mojej karty na zaplecze.
      --
      Magdalaena

      Zapraszam na nowe forum: "Lobbystki w rozmiarze XXL".
      forum.gazeta.pl/forum/f,99117,Lobbystki_w_rozmiarze_XXL.html
      • Gość: gosc IP: 193.219.126.* 30.08.10, 17:10
        Witam!
        po 20 latach kolejny raz ,w zeszłym tygodniu byłem trzy dni w
        Budapeszcie,mam bardzo pozytywne opinie o wegrach,wszyscy których o
        cos pytalismy starali nam sie pomóc,jak kupilismy wino nie mielismy
        korkociągu nie było problemu zaraz ktos z innego pokoju nam
        pożyczył,młodzi wegrzy bardzo dobrze mówią po angielsku(znacznie
        lepiej jak ja)ale najlepsze było jak starsza pani widzac nas na
        przystanku tramwajowym z planem Budapesztu starała nam sie
        pomóc,zmieniła okulary na takie do czytania i nie znajac ani słowa
        po angielsku tłumaczyła nam co i jak,cierpliwie jej wysłuchalismy i
        oczywiscie nic nie rozumiejac podziekowalismy,ogólnie bardzo
        pozytywne wspomnienia,warto zobaczyc Budapeszt,dziwie sie troszke ze
        autorowi tego watku starczyło 15 euro na niezły obiad,w Budapeszcie
        wszystko jednak kosztuje wiecej
        • 30.08.10, 21:23
          2 dorosłe i 2 dzieci, w tym jedna pizza plus napoje. Nie wiem czy gdziekolwiek w
          Polsce znalazł bym tak tanio, w takim lokalu, jedzenie takiej jakości.

          15 euro!
    • 30.08.10, 17:45
      Kto płaci kartą, ten nie daje napiwków.
      Taka jest powszechna opinia wśród kelnerów.

      Nie spotkałem się na Węgrzech z tym, żeby ktoś płacił kartą w restauracji. To samo jest w Austrii.

      Co innego w sklepie, na stacji benzynowej, tam nie ma napiwków
      --
      <a href="http://forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=15232">Księstwo Cieszyńskie< /a>
      • 30.08.10, 17:53
        > Nie spotkałem się na Węgrzech z tym, żeby ktoś płacił kartą w
        restauracji.

        no to mamy rozwiązanie
        jak dla mnie bardzo logiczne
      • 30.08.10, 20:52
        Od bardzo dawna wszędzie, gdzie tylko mogę, płacę kartą, w Polsce, w innych
        państwach i o ile jestem zmuszony do płacenia gotówką - nie wykorzystuję jej.
        Dosyć często zostawiam napiwek gotówką, choć główna płatność jest kartą. Nigdy i
        nigdzie nie spotkało mnie to co tam.

        Znajomi twierdzą, że kilka lat temu - w okolicach wybitnie turystycznych też
        padało akurat na nich, że ich wolno obsługiwano.

        Nie generalizuję, staram się znaleźć przyczynę. Myślałem, że opowieści o
        niechęci Węgrów do Polaków są przesadzone, tu poznałem Węgra akurat z tej strony
        - dla naszego stolika robił wyjątek - był wyjątkowo oschły, nie zatrzymywał się,
        choć mijał go wielokrotnie.
        • 30.08.10, 22:13
          Jakie miało znaczenie dla kelnera ,że obsłużył
          szybko i sprawnie Niemców i zainkasował ładny napiwek ?
          Myślę, że miało duże znaczenie.

          99% Niemców i Austriaków, 90% Polaków płaci gotówką. Bo płacąc kartą za jedzenie i picie na Węgrzech, płacąc kartą za drobne wydatki, dawaliby tylko zarobić bankom, które z nich by zdarły prowizję.

          Dletego ludzie kupują forinty w kantorach lub biorą sporą sumę w bankomacie, jak bankomat ma dobry kurs wymiany.

          A zaoszczędzone w ten sposób drobne kwoty dostają kelnerzy w napiwkach, nie banki.

          Tak więc kelnerzy nie mają żadnego interesu w obsługiwaniu ludzi płacących kartami.

          W Austrii większość knajp nie przyjmuje kart kredytowych.
          A jak przyjmuje to zwykle 1 rodzaj, na odczepnego.
          Po prostu płaci się gotówką, bo jest najtaniej
          --
          <a href="http://forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=15232">Księstwo Cieszyńskie< /a>
      • 31.08.10, 13:41
        wislok1 napisał:

        > Kto płaci kartą, ten nie daje napiwków.
        > Taka jest powszechna opinia wśród kelnerów.
        Ja daję (jak jestem zadowolona). Zazwyczaj doliczam do rachunku, a jak się nie
        da, zostawiam gotówkę.
        Płaciłam kartą w kawiarni w Szentendre (bo już mi się gotówka kończyła) i
        doliczyłam napiwek. Kelner nie miał najmniejszego problemu z obsługą transakcji,
        a płaciłam na takim małym terminalu przynoszonym do stolika jak w naszym Sphinksie.
        --
        Magdalaena

        Zapraszam na nowe forum: "Lobbystki w rozmiarze XXL".
        forum.gazeta.pl/forum/f,99117,Lobbystki_w_rozmiarze_XXL.html
        • 31.08.10, 14:23
          W Szetendre w tej najbardziej wypasionej kawiarni(nazwy już nie
          pamiętam) 10 procentowy napiwek jest naliczany z automatu i jest
          ujęty na paragonie.
          Podobnie jak dzieje się w Francji czy Włoszech.
          Fakt,że w żadnej innej knajpie na Węgrzech się z tym nie spotkałem.
          Teorii wiśloka za bardzo nie rozumiem,że w knajpach nie płaci sie
          kartą.
          Chcesz dać napiwek,za obiad płacisz kartą,napiwek dajesz w gotówce i
          tyle.
          • 31.08.10, 18:08
            W praktyce nie spotkałem się z płaceniem kartą w knajpach na Węgrzech
            --
            <a href="http://forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=15232">Księstwo Cieszyńskie< /a>
          • 01.09.10, 22:25
            hepik1 napisał:

            > W Szetendre w tej najbardziej wypasionej kawiarni(nazwy już nie
            > pamiętam) 10 procentowy napiwek jest naliczany z automatu i jest
            > ujęty na paragonie.
            W tej, gdzie byłam (obok krzyża i kościoła, dane z karty - MUZEUM KAVEZO FO TER)
            nie doliczyli napiwku z automatu, pan zaokrąglił na moje polecenie. 3 kawy z
            napiwkiem 1500 HUF - 22,26 zł.

            Ale w Budapeszcie faktycznie raz nam doliczyli napiwek. W ogóle tego nie lubię,
            bo napiwek powinien być uzależniony od jakości obsługi. Ale kawa (mimo centrum)
            była tania, więc 10 % więcej to nie był problem.
            --
            Magdalaena

            Zapraszam na nowe forum: "Lobbystki w rozmiarze XXL".
            forum.gazeta.pl/forum/f,99117,Lobbystki_w_rozmiarze_XXL.html
    • 30.08.10, 21:12
      Jeżeli coś słyszałem, ale byłem sceptycznie do tego nastawiony - ot, komuś coś
      się przytrafiło, ale przy pierwszym spotkaniu to co słyszałem się potwierdza to
      zadaję pytanie na forum - czy to prawda, czy nie?

      Napisałem również, że był to przypadek incydentalny, ale z drugiej strony tego
      samego dnia już z żadnym Węgrem nie rozmawiałem. W drodze powrotnej pracownik
      innego hotelu - ok, stacja benzynowa - ok. 33% spotkań z Węgrami jednak
      negatywnych - ach ta statystyka. Po głowie kołaczą się opowiadania różnych
      kontaktów rodziców z Węgrami (i dobre i złe), opowiadania znajomych, a inni
      znajomi zaklinają się, że Węgrzy to wino i miód na serca... i pytają się, czy
      aby na pewno mówię o Węgrach?

      Osobom, które się obruszają - zastanówcie się kiedy ostatnio ktoś potraktował
      Was źle, ale nie że odburknął, ale od początku do końca potraktował źle, jak
      powietrze? Dla ułatwienia - niech będzie to w usługach? Bo ja sobie nie
      przypominam żadnego takiego przypadku. Dla przykładu opowieści o kobietach z
      dziekanatu - gdy jeszcze byłem studentem - były jak z kosmosu - dla mnie zawsze
      były miłe.

      Gdyby kelner stroił podobne fochy wobec innych - ok, ma zły dzień, ale jeżeli
      tańczy przy innych stołach, donosi i przynosi innym, nas omija, nie zauważa,
      choć wyrażaliśmy zadowolenie, dzieci były nad wyraz spokojne... Nie mogę zadać
      pytania o stosunek jednej nacji do innej nacji?

      Słowacy i Chorwaci byli uczynni, po Węgrach pozostał niesmak. Wiele lat temu
      mieszkaliśmy z kolegą u Romów na Słowacji (Tatry), choć Słowacy przestrzegali
      nas przed nimi. Było ok jak na warunki, których oczekiwaliśmy, ale czy to
      oznacza, że wszyscy Romowie są ok? Albo, że wszyscy są źli? Nie, ale może
      istnieje pewna grupa w tej społeczności... Przecież Niemcy wiedzieli, że Polacy
      przyjeżdżają do nich kraść - pewnie że nie wszyscy.

      Byliśmy w małej miejscowości, chyba nie obleganej przez turystów, w restauracji
      raczej nastawionej na Niemców. Jeżeli ktoś chce może wykonać test - jestem
      niestety prawie pewny jego wyniku - o ile oczywiście ten sam człowiek tam będzie.

      To może inaczej - czy wśród Węgrów istnieje pewna wyodrębniona grupa, która nie
      lubi Polaków z jakiegokolwiek powodu i czy znany jest ten powód? Czy też był to
      przypadek wybitnie incydentalny i akurat trafiłem na Węgra, który Polaków nie lubi?
      • Gość: gnypek IP: *.chello.pl 30.08.10, 22:17
        Chyba dobrze o Węgrach świadczy frekwencja na tym wątku i w sumie pozytywne
        opinie. Wątpię, czy kiedykolwiek się okaże o co chodziło w tej knajpie. Może
        kelner nie lubi blondynów, brunetek, dzieci, może pomylił Polaków ze Słowakami,
        a może nie pomylił ale przypomniało mu się opowiadanie dziadka jak to kiedyś
        Polacy wykupili mu coś przed nosem. Tak czy owak, na Węgry jeżdżę, czuję się tam
        bardzo dobrze. A na wsi zwyczajnej, ludzie się nawzajem pozdrawiają ot, tak po
        prostu. I oni mnie i ja ich. Niektórzy wiedzą albo po aucie widzą skąd jestem a
        inni nie. I nie ma to żadnego znaczenia. Tylko mi głupio wtedy jak się zagapię i
        jakaś staruszka mi powie pierwsza "jo napot kivanok".
        A płatność kartami też może powodować niespodzianki. W sierpniu w Tapolcy na
        stacji przy jednoczesnym tankowaniu i płaceniu zdarzyło mi się, że podobne ale
        nie takie same kwoty wzajemnie źle zaksięgowano mnie i pewnej kobiecie
        miejscowej. Wyszło z tego pewne zamieszanie, podpisałem nieświadomie i
        nieuważnie tę nieco mniejszą kwotę, całe towarzystwo było wyłącznie węgiersko
        języczne ale jakoś doszliśmy do ładu. I może ktoś tam pomyślał: o, Polak chciał
        być sprytny, to pewnie taki, co nam dezodoranty wykupywał dwadzieścia lat temu.
        A może nikt tak nie pomyślał; czy to ma teraz jakieś znaczenie ?
      • 30.08.10, 22:17
        W branży turystycznej obsługa
        jest nastawiona na zarabianie kasy i ma w d... narodowość klientów.
        Tak jest na całym świecie.
        Ci mili Chorwaci, gdyby wam zabrakło kasy, byliby mniej mili.
        Ludzie żyją z turystyki, a klienci bywają różni, np. bardzo upierdliwi.
        Może wasza wersja wydarzeń nie jest w 100% oparta na faktach ?
        Może sprawa karty kredytowej tylko była jednym z powodów złego traktowania ?
        --
        <a href="http://forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=15232">Księstwo Cieszyńskie< /a>
        • 30.08.10, 22:33
          niestety, nic ponad zapewnienia, że wszystko było ok z naszej strony nie mogę
          dać, ale tak jest w każdej wypowiedzi na forach.

          Nie wszędzie wszystko musi być za kasę - można podróżować za niewielkie kwoty, a
          uśmiech otrzymywać za darmo. Tym bardziej dziwne jest zachowanie tego Węgra, my
          płaciliśmy.

          Ok, ja temat kończę, rozumiem, że nikt o niczym podobnym nie słyszał, a to był
          przypadek incydentalny.
          • 30.08.10, 23:01

            Właściciel małej restauracji zwykle płaci słabiutkie pensje i taki kelner tyle zarobi, ile dostanie napiwków.
            Niemiec wie, że za 15 euro to u niego w Bawarii czy w Berlinie zje w restauracji 1 osoba.
            Więc da kelnerowi dobry napiwek, a i tak stratny na tym nie jest.

            Tyle że coś mi tu nie pasuje z tymi 15 euro.
            www.rigotanya.hu/tartalom/etlap_en_0.html
            Podane wyżej menu dotyczy karczmy przy drodze i tamtejsze ceny nie są zbyt wysokie.
            Raczej nie ma szans na Węgrzech, żeby w restauracji zjeść za mniej niż 5 euro na osobę z napojem, w zasadzie jest to niemożliwe w 100%


            --
            <a href="http://forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=15232">Księstwo Cieszyńskie< /a>
            • 30.08.10, 23:18
              Chodzi o ten lokal ?
              www.szepifogado.hu/etlap
              Ceny rzeczywiście bardzo niskie. Niższe o kilkadziesiąt procent od przeciętnych. Aż trudno uwierzyć.
              Cóż, coś za coś. Cudów nie ma.
              Kelnerzy zapewne nie dostają pensji, tylko im szef płaci ichni ZUS. Żyją z napiwków.
              Inaczej takie ceny są niemożliwe w restauracji


              --
              <a href="http://forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=15232">Księstwo Cieszyńskie< /a>
              • 30.08.10, 23:38
                trochę mają teraz inne wejście - ale jest ten kucharz - figurka. Kolega jadł
                zupę cebulową w chlebie, który później schrupaliśmy - wyśmienity (500 Ft - 7zł?
                Jeżeli tak to wystarczy za solidny posiłek). Zresztą Węgrzy mają dobre pieczywa
                - kupione na stacji benzynowej w drodze powrotnej przetrwało dwie doby w całkiem
                dobrej formie.

                Niestety, zdjęć personelu brak. Co napiwków - gdyby kelner zachował się
                normalnie zostawilibyśmy mu coś, 5 euro? A cen nie byliśmy kompletnie świadomi,
                byłem przygotowany na coś 2-3 razy droższego.

                Pod Lublinem jest "Bida" przy trasie nr 17 (Lublin - Warszawa) - zawsze mają
                pełne obłożenie. Nie byłem tam nigdy, ale porcje jednodaniowe serwowane tamże są
                podobno nie do zjedzenia, niektórzy zamawiają dwa dania i nie mogą zjeść nawet
                jednego z powodu obfitości. A ceny też są konkurencyjne.
            • 30.08.10, 23:27
              żona rosół, ja zupę gulaszową, na drugie coś z mięsem i sosem oraz surówką żona,
              ja nie pamiętam co, córka pizzę margharitę (sos + ser), żona herbata, córka coś
              a'la Ice Tea plus chyba frytki dla najmłodszej.

              Nie wiem co jadłem na drugie - nie pamiętam. Hmm, może nic? Reszty dań jestem
              pewny. 15 euro jest na wyciągu. Po obiedzie wyszedłem syty.

              Plusem płacenia kartą jest bliski rzeczywistości kurs - nie muszę go znać,
              zwłaszcza w kraju, przez który mam tylko tranzyt, no i nie wymieniam kasy tylko
              po to by coś zjeść. Na Chorwacji po zapłaceniu kartą wyszło mi mniej niż gdybym
              płacił gotówką - Kunami lub Euro. Płaciłem kartą MasterCard - nie stosują
              dodatkowej prowizji przy przewalutowaniu inna waluta -> euro -> złotówki. Tam
              byłem dłużej i miałem lokalne Kuny plus w odwodzie Euro.
              • 30.08.10, 23:42
                Ok, wierzę, sprawdziłem ceny na Węgrzech i rzeczywiście bardzo tanio. Minus to to, że szef wyhodował kelnerów żyjących wyłącznie z napiwków.

                "Na Chorwacji po zapłaceniu kartą wyszło mi mniej niż gdybym
                > płacił gotówką - Kunami lub Euro. "

                Jakim cudem ? Transakcje kartą w Chorwacji nie są charytatywne.
                Bank i tak swoje zarobi. Mogą nie stosować prowizji, ale za to mają gorszy dla klientów kurs wymiany.
                Jedyne realne wytłumacznie to wahania kursu złotówki przed wyjazdem i po kilku dniach.
                W sumie to są drobne kwoty. Ale jak ktoś jedzie z całą rodziną to najwygodniej kupić w kantorze w PL
                lub śledzić już na miejscu na bieżąco kursy w internecie i jak jest dobry to skorzystać z bankomatu biorąc dużą kwotę.
                Generalnie płacenie gotówką za jedznie, picie, różne usługi wygrywa.



















                --
                <a href="http://forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=15232">Księstwo Cieszyńskie< /a>
                • 31.08.10, 00:01
                  50 euro na Chorwacji zmieniło się w... 197,93 - czyli 3,9586. W Lublinie przed
                  wyjazdem płaciłem po 4,10, kolega w Warszawie po 4,02.
                  • Gość: gosc IP: 193.219.126.* 31.08.10, 16:07
                    w Budapeszcie w co najmniej 50% restauracji i kawiarni
                    dolicza sie 10% za "serwis" i jest to ujete na paragonie,
                    wiec nie trzeba myślec o napiwkach wiec i płatnosc kartą nie stanowi
                    problemu
                    • 01.09.10, 08:33
                      nie było tego doliczenia. No i dla części osób z tego wątku za normalne uznawane
                      jest chamskie zachowanie kelnera - bo przypuszczają, że to właśnie było powodem
                      takiego zachowania.
                      • 01.09.10, 15:32
                        Poza Budapesztem są inne zasady, w samym Budapeszcie dodatek za obsługę jest tylko w knajpach dla naiwnych turystów. Podobnie jest w Pradze. Tubylcy i Niemcy do takich knajp nie chodzą, bo 10% napiwku to zdzierstwo
                        --
                        <a href="http://forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=15232">Księstwo Cieszyńskie< /a>
                        • Gość: gosc IP: 193.219.126.* 01.09.10, 16:31
                          a to ciekawe,bo w knajpkach (ogródkach)przeważali tubylcy,niemcy
                          wiadomo,liczą kazde euro znacznie bardziej jak my takze tam
                          siadali,poza tym gdzie niegdzie były tablice informujace
                          "+10% servis" chcesz to siadasz nie to nie,czy 10% to zdzierstwo?
                          od 10000 forintów to 16PLN,a od jednego piwa gdzies za 500 forintów
                          to 80groszy
                          • 01.09.10, 20:53
                            Każda reguła ma wyjątki, oczywiście zdarzają się osoby nie zwracające uwagi na to, ile płacą. Tak jest w każdej metropolii.
                            Ale częste to nie jest
                            --
                            <a href="http://forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=15232">Księstwo Cieszyńskie< /a>
                • Gość: Turysta IP: *.cust.telenor.se 08.09.10, 17:44
                  rachunek zamknięty - sprawdziłem teraz na całkiem niską kwotę 15 euro. Czyli
                  tanio jak barszcz - na taką kwotę mam blokadę na karcie.

                  Co to znaczy?,nigdy nie slyszalem o blokadzie na 15€
                  Dziwne rzeczy wypisujecie.Klamiecie tez niezle!Jakies Wisloki,raczej powinny sie podpisywac "wsioki" Czyta sie te polskie relacje jak z innej planety !!! Dzikusy jestescie czy jak?
                  Jakies bzdety o tym gdzie sie placi karta itd.Sami wymyslacie jakies legendy?
    • Gość: Iwona IP: 95.152.193.* 01.09.10, 17:21
      Mieszkalam w Budapeszcie, nadal mam tam wspanialych przyjaciol i
      NIGDY nie spotkalam sie z nieuprzjmoscia ze strony Wegrow, rok temu
      wybralam sie z synem i synowa do Warszawy, na Starowce weszlismy do
      jakiejs knajpki na obiad (nazwy nie pamietam, trafilabym tam)i
      poczulam sie tam jak na planie filmu Barei:kelnerka patrzaca obok
      nas, wyraznie rozdrazniona, odpowiadajaca polslowkami, przyniosla i
      rzucila na stol niby pizze, ktora byla nie tylko zimna w srodku
      (pewnie uprzednio zamrozona) i sucha, ale tez smakowala obrzydliwe.
      Na pytanie czy mozemy cos zamowic do picia, westchnela gleboko i nas
      zignorowala, z takim chamstwem nie spotkam sie gdziekolwiek indziej.
      Musze zaznaczyc, ze bylimy uprzejmi i zachowywalismy sie spokojnie.
      • 01.09.10, 21:55
        tyle, że mi się dodatkowo obiły o uszy z kilku stron słowa o dziwnym traktowaniu
        Polaków przez Węgrów. Cóż, mieliśmy pecha, nie spodobaliśmy się Panu Kelnerowi,
        a inne stoliki się akurat podobały.
        • Gość: gnypek IP: *.chello.pl 01.09.10, 22:44
          Gdyby ten kelner wiedział jak długiego wątku jest przyczyną (a właściwie jego
          zachowanie), to zapewne tak by w piórka obrósł,że już by nie był kelnerem ;-)
          A właściciel knajpy jakiś datek na towarzystwo przyjaźni polsko-madziarskiej
          winien uczynić za reklamę.
          Taki wątek, niby nic, a trwa i trwa i kręci się w kółko...
          Wniosek: lubimy węgierskość i chętnie tam bywamy i niech tak będzie.
          • 02.09.10, 00:27
            Knajpa nie jest już anonimowa,
            udało mi się ją zidentyfikować
            i nic nie stoi na przeszkodzie
            przetłumaczyć ten wątek na węgierski
            i napisać do nich.
            Kelner zapewne żyje i pracuje, poda swoją wersję wydarzenia.

            Jaka jest prawda ? Dawniej w takich sytuacjach wyjściem był pojedynek.

            Polak-Węgier, dwa bratanki i do szabli, i do szklanki.

            Proponuję więc zorganizować festyn z pojedynkiem bratanków
            na szable:
            autor wątku kontra kelner.

            Do pierwszej krwi.
            Kto przegra, ten stawia szklanki z winem
            --
            <a href="http://forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=15232">Księstwo Cieszyńskie< /a>
            • 08.09.10, 08:38
              jest wyższy ode mnie o głowę, ręce ma też dłuższe - szybko mnie zrani :)
      • 01.09.10, 22:31
        Wszędzie sa ludzie i ludziska.

        Ale żeby kelner(ka) w dzisiejszych czasach był niegrzeczny(a), to albo ma zły humor,
        albo jest wyzyskiwany przez szefa.

        Są tanie knajpy, gdzie kelnerzy żyją wyłącznie z napiwków i tam klient z kartą oznacza jedno: brak zarobku.
        Opowieści, że ktoś płacąc kartą chce dać suty napiwek, kelner wkłada między bajki i nigdy w to nie uwierzy. Bo wie, że ktoś kto płaci kartą posiłek wartości kilkudziesięciu euro, ma przy sobie w najlepszym razie same drobniaki. Inaczej płaciłby cash.

        Jak jest szef na miejscu, to kelner musi być grzeczny.
        Jak nie ma, to mamy sytuację z tego wątku.


        Naliczanie obligatoryjnej opłaty 10% za service to przegięcie w drugą stronę. Normą jest zaokrąglanie rachunku, kilka procent napiwku, ale 10% ? Z tych 10% obsługa restauracji zobaczy zwykle malutką część. Resztę zabierze szef.
        Problem dotyczy dorgich lokali, gdzie szpan powoduje, że klient na to się godzi.


        Najbardziej zdrowe zasady są w Austrii czy Bawarii, tam często kelner jak dostaje bankonot, pyta się, ile ma wydać reszty. Zwyczajowo dostaje 1-3 euro do rachunku wartego 40-50, takie są proporcje. I jest zadowolony, bo to jego cash.
        Jak jest OK, to odpali część napiwków kuchni, która się postarała.
        Jak kuchnia jest do d... i klienci czekają długo, to kelner dostanie figę, nie napiwek.







        --
        <a href="http://forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=15232">Księstwo Cieszyńskie< /a>
        • 02.09.10, 14:52
          wislok1 napisał:
          > Naliczanie obligatoryjnej opłaty 10% za service to przegięcie w drugą stronę. N
          > ormą jest zaokrąglanie rachunku, kilka procent napiwku, ale 10% ? Z tych 10% ob
          > sługa restauracji zobaczy zwykle malutką część.

          Service to nie to samo co napiwek. I wątpię czy te 10% ma jakiś związek czy wkład w wynagadzanie
          obsługi. Podział na dwie pozycje może się brać z przepisów podatkowych, związanych z różnymi
          stawkami i restauratorzy muszą dzielić rachunek w celu rozliczania się z urzędem skarbowym.
          • 02.09.10, 22:01
            > Service to nie to samo co napiwek. I wątpię czy te 10% ma jakiś związek czy wkł
            > ad w wynagadzanie
            > obsługi.

            Też wątpię. Tłumaczy się turystom w przewodnikach, że service jest formą napiwku. Ale napiewek trafia do kelnera, a service do właściciela

            Podział na dwie pozycje może się brać z przepisów podatkowych, związan
            > ych z różnymi
            > stawkami i restauratorzy muszą dzielić rachunek w celu rozliczania się z urzęde
            > m skarbowym.

            Tylko niektóre lokale tak robią. Jest to sprytny sposób na zawyżenie rachunków. Klient zwykle nie zwraca uwagi na napis "service 10%", a przy płaceniu rachunku jest już za późno.
            Innym pomysłem jest umieszczanie na stoliku orzeszków i innej zagryzki", a potem kasowanie za to, że klient nie kazał od razu zabrać toto.



            --
            <a href="http://forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=15232">Księstwo Cieszyńskie< /a>
            • 08.09.10, 17:47
              Z tym całym "service" to swojego czasu MSZ'y wszystkich krajów walczyły, bo turyści wychodzili z knajp "ograbieni" z nieznanej im przyczyny. Bo nikt nie zwracał uwagi na service (często wypisany na samym końcu rachunku albo dopisanym po...)...

              Widać (czego i sam przez zagapienie się nie zauważyłem), że się to nie zmieniło. Płacić kartą tak niski rachunek to imho wstyd jak beret - ale skoro knajpa to umożliwia, dlaczego nie? Sek w tym, że każdy kelner zjeży się na widok karty. Ja zawsze na widoku trzymam drobne, żeby obsługujący widział, że napiwek dostanie.

              Inna sprawa, że dość często biorą nas za Ukraińców i Słowaków, których oni szczerze nie znoszą (generalizuję).

              --
              Jak je to s pravdou? S pravdou se šetří, možná proto, aby zbyla. Je flekatá jak dalmatin, je černobílá...
              • Gość: Turysta IP: *.cust.telenor.se 08.09.10, 18:03
                Z tym całym "service" to swojego czasu MSZ'y wszystkich krajów walczyły, bo turyści wychodzili z knajp "ograbieni" z nieznanej im przyczyny.

                EEEEEeee,dajcie sobie siana polaczki wsiowe,co za brednie !! Jakich znowu wszystkich krajow?
                Jakie MSZ-ty ? Prymitywne brednie !
              • 08.09.10, 22:28
                Płacić kartą można rachunek za 15 euro, ale to obciach tak samo jak płacić w Polsce kartą rachunek za 50 złotych.
                Rozumiem, rachunek ponad 100 złotych, nie każdy lubi mieć przy sobie większą gotówkę.

                Co do service, to pełna zgoda, sposób na łupienie naiwnych
        • Gość: cehaem IP: *.173.31.97.tesatnet.pl 09.09.10, 00:20
          > Najbardziej zdrowe zasady są w Austrii czy Bawarii, tam często kelner jak dosta
          > je bankonot, pyta się, ile ma wydać reszty. Zwyczajowo dostaje 1-3 euro do rach
          > unku wartego 40-50, takie są proporcje.

          Nie masz racji, to nie jest usus, tylko wyjatek i w dodatku wyjatkowa bezczelnosc. W krajach niemieckojezycznych (o innych sie nie wypowiadam) przyjete jest dawanie napiwku. Dzieje sie to bardz przez zaokraglenie do danej sumy, jaka dajemy ("stimmt so"), lub powiedzenie, do jakiej sumy ma dodac. Zwykle napiwek wynosci 5-10%. Ja zwykle daje ok 5% (jesli serwis byl OK), poniewaz kelnerzy tam maja swoje pensje i z napiwkow zyc nie musza.
    • 05.09.10, 07:51
      autor najwyraźniej bardzo się przejął jednorazową wizyta w taniej knajpce.
      Dwukrotnie spędzałam urlop na Węgrzech i nie spotkałam się nigdy z żadnymi
      niemiłymi zachowaniami, które można byłoby podciągnąć pod sympatie/antypatie
      narodowościowe.
      Porozumiewaliśmy się w języku niemieckim, ale oczywiście Węgrzy wiedzieli, że
      jesteśmy Polakami. Gospodarze sympatyczni i uczynni, w sklepach i restauracjach ok.
      Podobne (pozytywne) wrażenia odnieśliśmy na Litwie, a potem wszędzie słyszeliśmy
      o tym, jak to Litwini nie znoszą Polaków /wiadomo za co/.
      Polecam więcej dystansu do siebie i mniej analizowania zachowania kelnerów:)
      • 08.09.10, 09:52
        autor nie należy do osób z fiołem na punkcie swojego ego ani też do bywalców drogich knajp (tanich też nie) - stołuję się w domu, ew. u znajomych. Autor też nie stara się patrzeć stereotypami i wydawało się autorowi, że dostatecznie dobrze wyłożył źródło pytania - "czy to norma, czy incydentalny przypadek". Autor nie zadał by tego pytania, gdyby wcześniej gdzieś o uszy się nie obiło, że to się zbyt często zdarza w stosunku do Polaków.

        Druga rodzina, z którą byliśmy w restauracji, miała takie właśnie przypadki zbyt często będąc kilka lat wcześniej na Węgrzech i co do nich można spokojnie powiedzieć, że byli uprzedzeni, bo już tego doświadczyli na własnej skórze.

        Autor wspomniał również, że wiele lat temu, jeszcze jako dziecko małe był z rodzicami na Węgrzech i tam gospodarze, u których mieszkał - byli bardzo sympatyczni. Z drugiej strony rodzice wspominają do dzisiaj, że gdy chcieli coś kupić w sklepie - czasami słyszeli - "nie ma".

        Zrób eksperyment myślowy - pójdź do restauracji - zamów coś i wyobraź sobie, że kelner ucieka przed Twoim wzrokiem podczas zamawiania, że czekasz i czekasz na zamówione dania (stoliki dookoła jedzą), że jak chcesz o coś poprosić to kelner Cię zbywa i omija stolik (choć do innych podchodzi), a na koniec zamiast szybkiej płatności czekasz wieki na bzdurny rachunek i jeszcze więcej na finalizację transakcji.

        Gdybym pytał przed - jadąc tam - mogłabyś posądzać mnie o myślenie stereotypami - ale ja tego doświadczyłem - stąd moje pytania.

        Ten wątek wyrasta na rozmowę o micie, który niektórzy obcokrajowcy powtarzają, że jak chce się jechać STOPem po Polsce to dobrze jest mieć na kartce, którą się pokazuje kierowcom - .... kod pocztowy miasta do którego jedziemy. Na forach podróżników z Zachodu widziałem takie sugestie. Na nic tłumaczenia, że to bzdura - ktoś tak kiedyś rzucił i niektórzy w to wierzą.
        • 08.09.10, 13:46
          Skoro autor nie jest bywały w restauracjach to może nie wiedział (albo wiedział a sobie zapomniał) że w takich przybytkach są (bywają) generalnie dwa typy jedzenia. Pierwszy to coś co się nazywa menu a drugi - nie wiem czy się jakoś nazywa. W każdym razie zamówienie menu powinno skutkować szybką obsługą bo dania "czekają" na podanie. Jedzonko spoza menu często dopiero po zamówieniu zaczyna się robić - stąd oczekiwanie.
          • 09.09.10, 10:25
            autor jest bywały w restauarcjach, ale tylko na wyjazdach - na codzień - gdy jest w domu jada w domu, gdy pracuje gdzieś w innym mieście/kraju jada śniadania w hotelu, obiady tam, gdzie pracuje, a kolacje różnie.

            Autor podał również dosyć dokładnie co jadł, a było to z menu - jest nawet w menu on-line.
    • Gość: gosia IP: 167.1.176.* 08.09.10, 17:03
      Czym spowodowane??
      moze tym, ze ci sie w tylku poprzewracalo (jaby to moja Babcia powiedziala)? tu nie chodzi o statunek Wegrow do Polakow ale o generalne wegierskie lenistwo (wiem, bo mieszkam tu juz 3 lata) a jak jestes taki wrazliwy to lepiej nie podrozuj wcale :)

      pozdrawiam,
      Gosia
    • 08.09.10, 17:13
      Wegrzy to chory narod, ktory wciaz wspomina, jak to byli panami nad Slowakami, Chorwatami czy Rumunami... Radze wiec omijac Wegry, jesli to tylko mozliwe...
    • Gość: brednie IP: 208.49.148.* 08.09.10, 17:25
      kolejny artykul pisany zza biurka....glupoty
      15 euro dla calej rodziny? poza tym zaszwsze mozna powiedziec zeby sciagneli wiecej z karty na napiwek..15 euro limit?? ludzie co za brednie
      • 09.09.10, 10:27
        tak, wiadomość pisana zza biurka - nie pisałem on-line w restauracji.

        Tak, blokada była na kwotę bliską 15 euro. Rodzina się najadła.
    • Gość: at IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 08.09.10, 18:53
      na moje oko klucz tu: "Żona kolegi pod koniec obiadu wyszła, bo już nie mogła wytrzymać napiętej atmosfery i zachowania kelnera". Napięta atmosfera? Bo może trzeba było nie zwracać uwagi na owego kelnera fochy i zajmować się fajnym jedzeniem w fajnym towarzystwie, po co śledzić czy wywróci po raz kolejny oczami czy nie ;) Ja z hoteli, restauracji, sklepów itp. węgierskich mam same dobre wspomnienia, żarcie świetne, ceny przyzwoite i tylko język niemożliwy. Mój głos zalicz więc proszę na 'odosobniony przypadek Wam się trafił' :) Nawiasem, mamy w towarzystwie dziewczynę o 'pięknym' zwyczaju głośnego wyrażania niezadowolenia w knajpie z byle powodu, tak żeby wszyscy słyszeli ('no co to za knajpa żeby kapuczino nie było', 'o fu, ale kawa słodka') - mnie denerwuje, co dopiero kelnera, a kelner przecież też człowiek. Może Wy u Węgra też w ten deseń coś wykonaliście... :)
      • Gość: alfa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.10, 20:32
        W ciągu ostatnich trzech wakacji byłem co roku na Węgrzech i przejechałem je wzdłuż i wszerz. Spaliśmy na campingach i jedliśmy zawsze w knajpach. Nigdy, powtarzam nigdy nie spotkaliśmy się z nieuprzejmym traktowaniem.
        Wątpię, żeby to było kwestią przypadku.
        Z drugiej strony jeśli więcej naszych rodaków zacznie odwiedzać ten kraj i na dzień dobry popisywać się wątpliwą znajomością ordynarnych wyzwisk po węgiersku, to rzeczywiście stosunek Węgrów do Polaków może z czasem ulec zmianie.
      • 09.09.10, 10:35
        zostaliśmy do końca.

        Nie, nie wywinęliśmy numeru z przewracaniem oczami, tudzież puszczaniem gazów dowolną ze stron. Nie obserwowaliśmy specjalnie kelnera - kelner robił to tak wyraźnie, że osoby z innych kręgów kulturowych zauważyłyby, że coś w jego zachowaniu jest "nie tak".
    • 08.09.10, 19:39
      Nastepnym razem zapamietaj zwrot BOSSOM OZ SELET(fonetycznie)-jest to ordynarne wegierskie przeklenstwo,ale dziala!!!!
      • Gość: Fradista IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 08.09.10, 20:12
        Coś ci się pojeb..., tj. pokręciło. Jeśli już to "baszom a seged", ale kto tego używa?

        Pewnie jakiś sfrustrowany Słowak pisał te bzdury. Obsługa w knajpach na Węgrzech jak wszędzie, zawsze znajdzie się jakiś leniwy kelner i upierdliwy i niekumaty klient.

        Ze śmiesznych przygód to mnie kiedyś w Tokaji borozó na Falk Miksa po pytaniu o jakąś knajpę w okolicy, obsługa dosyć obcesowo skierowała nas do pobliskiej knajpy słowackiej, bo słyszeli, jak miedzy sobą rozmawiamy w słowiańskim języku ;)
      • 09.09.10, 10:37
        ani po polsku, ani po angielsku, ani w innych językach - nie widzę powodu dla takiego zachowania. Nie stosuję też jakże popularnego ostatnio słowa, że jest zaj....
    • 08.09.10, 20:35
      W Egerze zdarzyło mi się, że bilety kolejowe kupowałam przy pomocy kartki i długopisu, bo pani w okienku nie rozumiała ni w ząb ani po angielsku, ani po niemiecku (zobaczyć ulgę na twarzy pani jak wyjęłam długopis - bezcenne). Konduktor w pociągu przestraszył się jak zagadałam do nie go po angielsku... Z kolei w zamku w Egerze pani przewodniczka po angielsku umiała jedynie zapytać z jakiego kraju jesteśmy i zaproponować oprowadzanie po czesku, bo bardzo chciała żebyśmy choć trochę skorzystali z oprowadzania. Pani była przemiła, miała olbrzymią wiedzę i bardzo chciała się nią dzielić, a ponieważ kazamaty w zamku są świetnie "zrobione", to było to jedno z najlepszych zwiedzań w moim życiu ;p. Generalnie z porozumiewaniem się po angielsku/niemiecku było trochę jak na południu Włoch, czyli czasem ciężko, choć pora część młodych ludzi radzi sobie całkiem dobrze.
      Głęboki szok spowodowało u mnie to, że bilety na angielskojęzyczne oprowadzanie po parlamencie się skończyły na dany dzień koło 10 rano, bo zostały wykupione przez koników, którzy handlowali nimi pod okiem policjantów i wojskowych... Nie wiem jak na Węgrzech, ale u nas są paragrafy na koni.
      Może i Węgrzy są specyficzni, ale nie zauważyłam żeby traktowali nas inaczej, bo jesteśmy Polakami (jeśli wyłączyć napady paniki bo ktoś zagadał do nich w obcym języku). Jeśli udało się nawiązać kontakt, to byli bardzo przyjaźni i pomocni. A kelnerzy wszystkich obsługiwali jednakowo powoli.
    • Gość: puolalainen IP: 178.73.63.* 08.09.10, 21:12
      Z jednej strony fakt, że jak kelner żyje głównie z napiwków, to musi go wnerwiać płacenie kartą, z drugiej - w takim razie po cholerę jest taka opcja? Bo naklejka "visa" wygląda zachodnio, a i tak mało kto z tej opcji korzysta? Zresztą chyba ci nie trzeba ci mówić, że uogólniasz. Mało to buraków widziałeś w Polsce? Raz kupowałem bilet w autobusie PKS, kiedy się wydrukował z maszynki, oddarłem go, wziąłem i chciałem iść usiąść, ale kierowca wydarł na mnie mordę "PILNUJ K....A SWOJEGO NOSA, TO JA PODAJĘ BILETY, TO MOJA ROBOTA!!!!!! CO SE K....A MYŚLISZ GNOJU!!!!". I co powiedzieć takiemu debilowi? A kelnerzy czy sprzedawcy z muchami w dupie to też norma. Nie mówiąc już o paniach w osiedlowych spożywczakach, które robią miny, jakbym wyrządzał im wielką krzywdę robiąc zakupy.

      Poza tym Węgrzy często robią się dużo milsi, kiedy słyszą, że nauczyłeś się chociaż paru zwrotów w ich języku.
      • Gość: niktszczegolny IP: *.catv.broadband.hu 08.09.10, 21:57
        ja mieszkam w Budapeszcie od 2 lat i uwazam, ze Wegrzy maja do Polakow raczej pozytywny stosunek, na pewno nie ma w ich zachowaniu zadnej wrogosci.
        Inna sprawa, ze oni po prostu sa dziwni. Sa inni , bardzo zamknieci w sobie, raczej nie interesujacy sie zewnetrznym swiatem. Wszystko tutaj ma taka specyficzna, ciezka atmosfere.. trudno mi jest to oddac slowami ..
        Aha, do tego prawie w ogole sie nie smieja i maja male poczucie humoru.

        • Gość: puolalainen IP: 178.73.63.* 09.09.10, 13:24
          Jól tudom miről beszélsz :) Zauważyłem, że robią się dużo milsi, kiedy mówisz do nich po ichniemu, choć to oczywiście nie zasada.

          pzdr
    • Gość: willy IP: *.chello.pl 08.09.10, 21:17
      Brednie frustrata....
    • 08.09.10, 22:07
      Mieszkałem na Węgrzech przez 4 miesiące mojego życia i muszę przyznać, że uczucia mam mieszane. Przy dłuższym pobycie można zauważyć, że to bardzo smutny naród, ludzie chodzą sfurstrowani po ulicach (nigdy nie myślałem, że to może być aż tak widoczne). Sympatyczni to oni też nie są za bardzo. Jest dobrze, jeżeli są neutralni. Z drugiej strony są oschli dla siebie nawzajem, czemu mieliby być inni w stosunku do gości?!
      Kelnerzy i restauracje? Tam, gdzie jadałem było w miarę, w miarę. Kelnerki nie sypią uśmiechami jak w Polsce, barmani nie są tak gadatliwi w Hiszpanii, obsługa nie tak rzeczowa jak w Niemczech. Zjeść jednak się da bez problemów (większych).
      Jeżeli zaś chodzi o stosunek do Polaków...nie jest tak pięknie jak się u nas mówi (Polak, Węgier). Część miejscowych w ogóle nie słyszało tego powiedzenia, części się podoba, część chce po prostu, żeby ich zostawić w spokoju.
      Jeżeli chodzi o znajomość języków....jest duży problem i to nawet w Budapeszcie.
      • 08.09.10, 22:34
        Jeśli chodzi o personel hoteli, pracowników restauracji, fastfoodów, itd.
        na CAŁYM świecie trudno o ludzi, którzy by pracowali tam z miłości do tej roboty.

        Co innego właściciele tych miejsc, tam jest sporo pasjonatów. Ale personel znalazł ten job, bo nie było lepszego.

        A jak taki kelner, żyjący tylko napiwków, spotka upierdliwego klienta, który nawet nie ma 20 euro w kieszeni, a udaje światowca, ma muchy w nosie i chce płacić visą, to się wku.wi.
        Oczywiście nie nada mu do najgorszych, ale go oleje
      • 09.09.10, 10:45
        Sytuacja finansowa? Taki charakter?
    • 09.09.10, 01:33
      Dla wypranych przez media mózgów młodych ludzi na Węgrzech i w Polsce - krajach związanych tysiącletnia tradycją - kontynuowanie przyjaźni tak bardzo pielęgnowanej przez naszych przodków nie jest takie latwe, zwłaszcza w czasach gdzie pieniądz pokonał uczucia i rozsądek ludzki.

      Nie ma chyba narodu, któremu XX wiek przyniósł tyle upadków. Od czasów Austro-Węgier, poprzez Traktat z Trianon, II wojnę światową i okres komunistycznych dyktatur, aż po dzisiejsze czasy panowania obcego kapitału oraz banków, sytuacja Węgrów nie przedstawia sie najlepiej.

      Polakom słowo "Jałta" będzie się zawsze kojarzyć z niesprawiedliwym podziałem, który zadecydował na lata o kształcie granic oraz losach Polski. Podobnym słowem-kluczem dla mieszkańców Republiki Weimarskiej był "Wersal". Węgierską Jałtą, czy Wersalem jest Traktat z Trianon. 4 czerwca 1920 roku zwycięzcy I wojny światowej zadecydowali o podziale terytorium Węgier między inne państwa. Obszar państwa węgierskiego zmniejszył się trzykrotnie, nie to jednak było dla Węgrów najgorsze. Bardziej brzemienne w skutki było to, że a pięć z trzynastu milionów Węgrów znalazło się z dnia na dzień pod obcym panowaniem. Cierpienie Węgrów po rozbiciu ich państwa znalazło swój oddźwięk w ich sposobie bycia na codzień.

      Podczas II wojny Węgrzy wykazywali się wspaniałą postawą wobec Polaków. Gdy nie istniały jeszcze instytucjonalne formy pomocy Polakom, sami spieszyli z ofiarną pomocą jako jedyni w Europie. Organizowali liczne zbiórki pieniędzy, odzieży i potrzebnych środków, co była szczególnie ważne dla polskiej ludności cywilnej, która trafiała do domów Węgrów najczęściej bez żadnego dobytku, nie mając jak zapłacić za gościnę. Węgrzy rozumieli trudna sytuację Polaków i sami często będąc w nie najlepszej sytuacji materialnej, dzielili się z naszymi rodakami tym, co mieli.

      Podczas tak trudnej próby, jaką była II wojna światowa, Węgrzy i Polacy zdali egzamin z przyjaźni. Bardzo wielu Polaków, którzy znaleźli się na emigracji, zawdzięczało ocalenie Węgrom. 11 lat po zakończeniu wojny, w październiku 1956 roku, Węgrzy chwycili za broń, by odzyskać niepodległość. Wówczas w Europie tylko Polacy - w imię przyjaźni „dwóch bratanków” - organizowali pomoc i oddawali krew dla Węgrów. Udzielali im nie tylko moralnego wsparcia, lecz przede wszystkim odwdzięczali się za to, co otrzymali w czasie II wojny światowej.

      Po wielkich powodziach jakie nawiedziły Polskę w tym roku premier Węgier Viktor Orban – jako jedyny w Europie - postanowił oddać rządowy ośrodek wypoczynkowy nad Balatonem do dyspozycji dzieci z polskich i węgierskich rodzin dotkniętych powodziami

      Kilka zdjęć rządowego ośrodka wypoczynkowego
      www.nana.hu/szolgaltatasokgaleria/?gid=156
      Proszę przeczytać jedne z wielu moich publikacji w polskich mediach:
      "Nie do szabli, nie do szklanki - "
      www.farmer.pl/biznes/produkt-regionalny/
      • 09.09.10, 10:51
        Pytania wzięły się stąd, że ktoś gdzieś wspominał o dziwnych zachowaniach, ludzie z którymi jechaliśmy też napomknęli o tym, ale generalnie nie jechałem z głową napakowaną przekonaniem o dziwnym stosunku ich do nas.

        Jeszcze tego by brakowało, byśmy do nich weszli w 1956.
        • Gość: gnypek IP: *.chello.pl 10.09.10, 00:38
          Skoro ten wątek ma się tak dobrze, dorzucę dwa słowa o czasach gdy można było nas nie lubić za to wspomniane na początku wykupywanie ze sklepów. Zmierzam do tego,że wiele zależy od okoliczności i nie ma co uogólniać. Gdzieś pomiędzy sierpniem '80 a stanem wojennym byłem w Budapeszcie, nieopierzony dwudziestolatek. Przypadkiem (zabrali mnie krewni) znalazłem się na jakiejś okolicznościowej imprezie w dobrej knajpie, w większości byli tam ludzie wolnych zawodów. I jak się okazało,że jestem z Polski, to zaraz były toasty za Solidarność i ogólnie za Polskę, cygańska orkiestra zagrała "szła dzieweczka" i to było spontaniczne.
          A inna rzecz, to jak chciałem kupić kilogram szynki przed powrotem do PL, to zauważyłem milczące zdziwienie, bo tam mało kto tak kupował, lepiej co jakiś czas świeżą a nie tyle na zapas. No i dostałem ten kilogram pokrojony w plastry. Po następna porcję wędliny bezkolejkowej poszedłem do innego sklepu.
          Dziś nie mowy o niechęci z powodu wykupywania czegokolwiek i całe szczęście. A w knajpie nie zdarzyło mi się nigdy nic niezwykłego, raz jest ktoś bardziej uprzejmy innym razem mniej. Najlepiej w tym roku czułem się obsłużony w knajpie w centrum Veszprem, bardzo uprzejmie lecz bez nadskakiwania. Identycznie potraktowano Rosjan i to mimo,że mieli jakieś małe fanaberie. Zwyczajnie po prostu.
          • Gość: gnypek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.09.10, 10:17
            Był jeszcze ciąg dalszy tego samego dnia w Veszprem kilka tygodni temu. Po tym udanym obiedzie niedługo później weszliśmy do cukierni, kilkanaście stolików i samoobsługa. Było tam dość sporo miejscowych i to dobrze rokowało. Kobieta za ladą, była najbardziej niemiłą, nerwową sprzedawczynią jaką w tym roku gdziekolwiek napotkałem. Po chwili okazało się,że tak samo traktuje wszystkich kupujących i nie było sensu doszukiwać się czegokolwiek. Tak po prostu bywa. Pewnie jakiś zły dzień miała i już. Na takie sytuacje nie zwracam większej uwagi, bo po co. Dopiero teraz mi się przypomniało. Ważne jest to, co ciekawego było w tym mieście. A trochę tego było.
            • 10.09.10, 11:23
              Czy aby na podstawie Twojego, jednostkowego jednak, przypadku można zaryzykować stwierdzenie że Węgrzy to ludzie normalni, jak wiele innych nacji w Europie?

              Nie napisałeś najciekawszego! Po co weszliście do tej cukierni?
              • Gość: gnypek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.09.10, 14:18
                Do tej cukierni weszliśmy aby złapać siedzących tam Węgrów na gorącym uczynku dziwacznego zachowania. Dla kamuflażu spożyliśmy to i owo.
                A na podstawie mojego wielokrotnego pobytu na Węgrzech z przykrością stwierdzam,że dobrze mi tam i to,co mi się przytrafia nie uważam za coś osobliwego (ani antypolskiego albo antysłowiańskiego). A czasami zdarza mi się to i owo, na przykład spotkania z piratami drogowymi, niebezpiecznie zaparkowane nieoświetlone pojazdy na wsi. Teraz zaczynam powoli podejrzewać,że oni tak specjalnie to robią mi na złość. Ta złośliwość widoczna jest w sklepach. Jak coś chcę, to złośliwie pytają o szczegóły a na pewno wiedzą,że prawie nic nie rozumiem. Dobrze, że zawsze można rzec "igen" i zrobić ich w konia, obojętnie o co chodzi.
                • 10.09.10, 19:19
                  No właśnie, rzeczone to i owo mnie najbardziej interesuje, czyli co się jada w węgierskich cukierniach u progu, ciagle, XXi stulecia?
                  • Gość: gnypek IP: *.chello.pl 10.09.10, 21:33
                    Nie pasjonują mnie arkana sztuki cukierniczej, zjadam to, co mi pasuje z wyglądu i nie pamiętam nazw. Wystarczy w sieci oglądnąć stronę co lepszej cukrászdy, np. tej:
                    www.zazzi.hu/izelito_zazzispec.htm
                    Pamiętam, że w Monostor Cukrászda w Zirc przy bazylice cysterskiej jadłem smaczne muffinki. Zapamiętałem, bo jeszcze na wynos braliśmy. Żona lubi wszelkie specjały z kasztanami. Dlatego też często kupujemy pudło lodów i kostkę masy kasztanowej mrożonej. Potem ja zjadam lody z dodatkiem kasztanów a żona raczej odwrotnie.
                    W zasadzie z ciast najbardziej lubię langosza :-)
                    • 11.09.10, 07:54

                      > Wystarczy w sieci oglądnąć stronę co lepszej cukrászdy,
                      > np. tej:
                      > www.zazzi.hu/izelito_zazzispec.htm

                      No popatrz jakie to proste!
                      A kawa? Pijasz? Dobra była?
                      Z daaawnych czasów pamietam, że Węgry były oazą doberj kawy. W nowszych czasach udało mi się to potwierdzić ale było to prawie 10 lat temu. Mam nadzieję że teraz nie jest gorzej.
                      • Gość: gnypek IP: *.chello.pl 12.09.10, 15:54
                        Kawa bez zarzutu, nie trafiłem na podłą. Moi krewni preferują (i namawiają mnie też) kawę z ekspresu podgrzewanego na kuchence gazowej. Moim zdaniem może być, choć bez zachwytu.
                        Oni to spożywają w ilościach przemysłowych wręcz albo takie mam odczucie, bo filizanki małe, wiadomo, espresso.
                        Przez dziesięć lat tam się praktycznie tyle zmieniło co i u nas. Czy pewne rzeczy znacząco, inne wcale.
    • Gość: broke43 IP: *.radom.pilicka.pl 10.09.10, 17:31
      a propos napiwków - rzeczywiście w restauracjach przy drogach kelnerzy trochę boczą się na płacących kartą ale np. w Budapeszcie standardem jest 10-15% servis doliczony do rachunku.

      I dowiedziałem się od kelnerów w Budapeszcie, że rzeczywiście "Polak, Węgier - dwa bratanki..." i że Węgrzy tak naprawdę to nie przepadają tylko za Słowakami.
      • 12.09.10, 21:25
        saaaadyści!!!
        TAAAAKIE ciacha mnie pokazywać?? Tać zaśliniłam klawiaturę:):);)
        Takie i podobne ciacha jadłam na Węgrzech i za to TEŻ ich kocham!
        Od kiedy tam byłam NIGDY nie zdarzyło mi się, żeby potraktowano mnie nieodpowiednio.
        Wręcz przeciwnie, rozmawialiśmy, aż ręce bolały.
        Lubię Węgry i Węgrów
        --
        Jestem kowalem swego losu ?!!!
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.