Re: "Burmistrz TYLKO zaakceptowała"
Kobieta nie była burmistrzem.
"W tym roku okazało się bowiem, że grunt chcą odzyskać spadkobiercy
wywłaszczonych dawniej rodzin."
W momencie wydawania decyzji o inwestycji nie było wiadomo. W PL prawie każdy
grunt miał kiedyś jakiegoś właściciela, który został lepiej lub gorzej
wywłaszczony. Teraz sądy każą zwracać, lub nie, różnie to bywa, nie mniej z
artykułu wynika, że gmina była właścicielem gruntu i urzędniczka w dobrej wierze
prawidłowo zainwestowała publiczne pieniądze. Ciężko być w PL jasnowidzem, i
stwierdzić, że nagle teren zmieni właściciela. Któregoś dnia np. okazało się, ze
jeden człowiek otrzymał z powrotem swoją dawną działkę na aktualnym placu
defilad, jego sąsiedzi już nie...
Natomiast zarobki, w tym premie, od momentu przekazania urzędnikowi są jego
prywatnymi pieniędzmi, a nie publicznym groszem. O zasadność przyznawania premii
wypadałoby zapytać przyznającego premie, bo z punktu widzenia urzędniczki są to
jej prywatne pieniądze.
Kolejny raz widać, że w PL urzędnik powinien być urzędasem, powinien siedzieć i
nic nie robić, bo za nic nierobienie w PL nic nie grozi, zaś cokolwiek robiąc
można wjechać na minę.
PS: tylko w tak ubogich krajach jak Polska 7000PLN (ok. 1700 euro brutto) to
duże pieniądze wzbudzające tak wielkie emocje... A to po odliczeniu podatków
zaledwie niecałe pół metra kwadratowego skromnego mieszkania...