Dodaj do ulubionych

dlaczego ? odwieczne pytanie, zadawane ciągle..

22.01.10, 23:55
dlaczego Ty ?
dlaczego właśnie Ty ?
dlaczego ?

pewnie do końca życia będę zadawać to pytanie ..
Boże, dlaczego ?
dlaczego ?

ktoś, kto potrafił żyć..
uśmiechać się, kochać świat i ludzi ..
dlaczego taki ktoś musiał odejść?
dlaaaczeeegooo ?
ja nie pojmuję :(
dlaczego tak się stało ..
to nie miałeś być Ty .. to nie tak .. ;(

tak bardzo bym chciała, żeby ktoś odpowiedział na to pytanie:
dlaczego on.. :( wiem, odpowiedzi nie ma .. i nikt nigdy mi nie
powie dlaczego tak musiało się stać :)
Edytor zaawansowany
  • kalincia 22.01.10, 23:57
    miało być: dlaczego tak musiało się stać :(

    nie wiem skąd wziął się tam uśmiech, pewnie odruchowo wpisałam, tak
    jak zawsze piszę .. on mnie tego nauczył i tak już zostało.. gdy do
    kogoś piszę, zawsze wstawiam ":)"
  • agalt 23.01.10, 09:33
    Może to On sie do Ciebie usmiechnął, a może tak bardzo chciał
    Twojego usmiechu...
  • m-i-l-v-a 23.01.10, 10:26
    Kalinciu,jezeli lubisz czytac, przeczytaj sobie ksiązkę: "Chata"Williama
    Younga......Tam jest hipotetyczna odpowiedź.... moze Cię przekona. Zresztą
    ksiązke warto przeczytać jeszcze z wielu innych powodów... są w niej całe
    pokłady optymizmu, wiele życiowych madrości i odpowiedzi miedzy innymi na takie
    pytania, jak Twoje.Fabuły (bardzo interesujacej)nie zdradze, bo nie miałabyś
    przyjemnosci dochodzenia do pewnych prawd we własciwej kolejnosci....Zreszta
    ksiazke polecam wszystkim uczestnikom tego forum..... :)
  • tilia7 23.01.10, 11:29
    Ja też sobie wciąż zadaję pytanie:"Dlaczego?"
    A złośliwie uśmiechnięty Los odpowiada:"A dlaczego nie?"
  • agalt 23.01.10, 12:31
    Tilio,
    ja, tak jak Ty, czuję się ogromnie skrzywdzona. Bardzo mi brak J,
    tęsknię za nim, płaczę, czasem nie śpię. Ale bardzo chcę wierzyć, że
    mój los, czy Bóg, który mi go zsyła, nie zszedł na psy razem ze
    staczającym się na dno światem. Nie jest złośliwy ani cyniczny...
    Wierzę, że każde, nawet najbardziej bolesne doświadczenie, jest nam
    dane po coś.
    Ja tego nie rozumiem. Tak samo, jak będąc chorowitym dzieckiem
    nienawidziłam zastrzyków, bałam się ich i nie rozumiałam, dlaczego
    ktoś sprawia mi ból. Tłumaczono mi, że to mi pomoże osiągnąć jakiś
    cel, że jest konieczne. Wierzyłam, co nie zmniejszało bólu... Ale
    ułatwiało zniesienie go...
    Potem jeszcze nie jeden raz bolało mnie życie. I zawsze się
    okazywało, że boli po coś. Że z tego bólu wyrasta coś pięknego.
    Teraz boli znowu. Ale mój Bóg nigdy nie był złośliwy. Nigdy go tak
    nie postrzegałam i chyba bym nawet nie potrafiła. Ja wiem, że On po
    prostu wie o niebo więcej ode mnie. I widzi rzeczy, których ja swoim
    kruchutkim, ludzkim wzrokiem nie dosięgam. I, że z tamtej
    perspektywy, mój ból ma swoje głębokie uzasadnienie. I jest
    konieczny do osiągnięcia celu, którego istnienie przeczuwam, choć go
    nie widzę.
    Jeśli Jezus w swojej mądrości przyjął śmierć na krzyżu, to ja mu
    zaufam i przyjmę mój ból.
    Sama napisałaś, że w ogniu i wodzie świat się oczyszcza.
    Myślę, że mój J nie potrzebuje moich łez do oczyszczenia. On
    naprawdę był aniołem. Ale ja, chcąc kiedyś być blisko niego, muszę
    jeszcze dużo dobrego zrobić. I wierzyć tak, jak on wierzył. Z pokorą
    i absolutną ufnością.
    Pozdrawiam Cię serdecznie
    a/
  • m-i-l-v-a 23.01.10, 16:16
    Tilio, to znowu ja...odwzywam się, bo w jednym z postów byłam pesonifikacja tego
    losu... chociaz daleko mi było do usmiechu, a jeszcze dalej do złosliwosci.
    Dedykuje Ci dwa wiersze, bo ktoś wielki wyraził lepiej, to co chciałabym Ci
    teraz powiedziec. Nie wiem, dlaczego te własnie wiersze Miłosza przyszły mi
    natychmiast do głowy, gdy przeczytałam Twoje zdanie. Moze Ty bedziesz wiedziała?

    WIARA
    Wiara jest wtedy, kiedy ktoś zobaczy
    Listek na wodzie albo kroplę rosy
    I wie, że one są - bo są konieczne.
    Choćby się oczy zamknęło, marzyło,
    Na świecie będzie tylko to, co było,
    A liść uniosą dalej wody rzeczne.

    Wiara jest także, jeżeli ktoś zrani
    Nogę kamieniem i wie, że kamienie
    Są po to, żeby nogi nam raniły.
    Patrzcie, jak drzewo rzuca długie cienie,
    I nasz, i kwiatów cień pada na ziemię:
    Co nie ma cienia, istnieć nie ma siły.

    MIŁOŚĆ
    Miłość to znaczy popatrzeć na siebie,
    Tak jak się patrzy na obce nam rzeczy,
    Bo jesteś tylko jedną z rzeczy wielu.
    A kto tak patrzy, choć sam o tym nie wie,
    Ze zmartwień różnych swoje serce leczy,
    Ptak mu i drzewo mówią: przyjacielu.
    Wtedy i siebie, i rzeczy chce użyć,
    Żeby stanęły w wypełnienia łunie.
    To nic, że czasem nie wie, czemu służyć:
    Nie ten najlepiej służy, kto rozumie.
  • tilia7 23.01.10, 20:24
    Milvo dziękuję Ci bardzo.Wiem czemu akurat te wiersze przyszły Ci na myśl:)Po
    pierwsze dlatego,że to piękne i mądre wiersze.Po drugie,jeśli czytasz to,co
    zwykle piszę na temat mojej wiary właśnie, to pewnie wiesz,że moje rozumienie
    Boga bliskie jest temu,jak przedstawia je tu Miłosz:)
    Wiersze znam oczywiście i bardzo lubię,ale ucieszyłam się,że mi je
    przypomniałaś.I sens świata naprawdę rozumiem,tylko mój własny sens mi się
    zgubił pod wpływem traumatycznych przeżyć.Niestety w wyniku śmierci ukochanej
    osoby ten sens nam znika,znika tym bardziej kiedy odchodzi człowiek młody,znika
    całkowicie kiedy odchodzi w taki sposób...I można dużo wiedzieć i rozumieć,można
    wierzyć nawet bezgranicznie i ufnie,tylko... to nie zmienia na ten moment niczego.

    Agalt,ja nie obwiniam Boga,zupełnie tego nie robię.Moja wizja Boga-nieco jednak
    inna od tej katolickiej a bliższa wierze w Matkę Naturę,nie zakłada,że Bóg
    ingeruje w nasze życie w taki sposób.Napisałam już na ten temat tyle,że nie chcę
    się tu powtarzać-jeśli masz ochotę to w postach "Rozmowy o Bogu" i w kilku
    innych możesz doczytać jak ja sobie tam po swojemu wierzę.Natomiast jak
    słusznie zauważyłaś czuję się pokrzywdzona przez nie wiem co właściwie Los,Zbieg
    Okoliczności,Życie...Zwał jak zwał.W każdym razie czasem mam poczucie,że ów los
    się na mnie uwziął.Wiem,że to irracjonalne uczucie,subiektywne,płynące z mojego
    wnętrza-a nie jakaś obiektywna prawda.Ale tak czuję momentami i nic na to nie
    poradzę.
    Na temat bólu,cierpienia i tego czy jest ono dla nas dobre też już dużo
    napisałam.Przykład z zastrzykami i trafny,i przekonywujący.A jednak ja się z tą
    wersją nigdy nie zgodzę.I nie dziw mi się,bo mojego mężczyznę właśnie ból i
    cierpienie popchnęły do śmierci.Więc do mnie nie trzeba mówić,że ból może
    przynieść coś dobrego.Bo ja niestety widziałam,co przynosi...
  • olaopolanka 23.01.10, 22:47
    Zawsze twierdzilam,ze latwo pisze sie o bolu jak sie go nie doswiadcza i zawsze
    uwazalam ze pernamenty bol nie tylko niszczy cialo ale nasza psychike,nasze
    wnetrze, naszego ducha...Nie moge zatem pogodzic sie z tym stwierdzeniem,ze bol
    przynosi cos dobrego,zapytajcie sie o to tych co pernamentnie cierpia...
    A Ciebie Tilia mocno tule...
  • agalt 24.01.10, 11:57
    Nie miałam na myśli fizycznego bólu. Takiego doświadczam 2 dni w
    miesiącu (wściekła migrena) i tez nie widzę w nim nic dobrego.
    Zabiera mi 1/15 życia, nic nie dając w zamian.
    Miałam na myśli ból, jaki zadaje zycie. Dwukrotnie zdarzyło mi się,
    że sytuacje, które wydawały sie końcem świata, stawały sie
    początkiem czegoś, za co do dziś dziękuję Bogu.
    Dlatego wierzę, że ten ból teraz też kiedyś okaże się drogą.
    Wprawdzie juz na pewno nie na tym świecie, ale... I mam nadzieję, że
    dla J to cierpienie, przez które przeszedł z taką spokojną ufnością,
    już stało się początkiem czegoś niewyobrażalne pięknego. Codziennie
    się o to modlę...
  • tilia7 24.01.10, 13:27
    Ja też nie miałam na myśli fizycznego bólu tylko psychiczny.Mój narzeczony zabił
    się w wyniku depresji.Co pięknego może z tego wyrosnąć poza moim potwornym bólem
    i chęcią,żeby w taki sam sposób przed tym bólem uciec?
  • tilia7 24.01.10, 16:37
    Dziękuje Ci Olu za przytulenie i odwzajemniam się tym samym
  • karnivora 23.01.10, 22:44
    a dlaczego nie
  • kalincia 23.01.10, 23:54
    własnie to jest jedyna odpwoiedź, jaka się nasuwa.. "a dlaczego
    nie?", jednak ukojenia ona nie przynosi :(
    bardzo bym chciała zrozumieć dlaczego .. dlaczego los nam go
    odebrał..:(

    dziś chciałam coś dopisac do jego zdjęcia, które znajduje się w
    mojej galerii zdjęć na naszej-klasie, w chwili gdy chcialam coś
    napisać, strona się zawiesiła.. nie pierwszy raz, już któryś raz,
    gdy chcę coś tam dopisać, serwer siada .. znak ? że mam zostawić,
    jak jest i nic nie zmieniać ?

    książkę przeczytam :) tylko muszę kupić albo pożyczyć, w każdym bądź
    razie dzięki za tytuł, nie słyszałam akurat o tej książce.
    swego czasu czytałam "Oskara i panią Różę" E.E. Schmitta i tą mini-
    książęczkę także chciałabym tu - w tym wątku - polecić..


  • dorrita79 24.01.10, 15:26
    Tak sobie myślę, że ból sam w sobie... i kiedy trwa nie jest niczym dobrym. Ja
    12 lat temu miałam próbę samobójczą. Odratowano mnie. Moja depresja sprzed 2 lat
    też o mało mnie nie doprowadziła do samobójstwa, a było baaardzo bliisko. Nikomu
    takiego cierpienia, piekła jakie sama przeszłam nie życzę, ale....
    Ale z perspektywy czasu okazuje się, że "co nas nie zabije to nas wzmocni" i
    "nie ma tego złego,co....". Wyświechtane, ale coś w tym jest. Gdyby nie to
    wszystko, nie byłabym tym kim jestem. Moja droga w tym życiu jest bolesna,
    trudna i od cholery nie kumam, dlaczego mnie jest dana, zwłaszcza, że trwa ona
    już 20 kilka lat (no może ciut wiecej;-))
    Ale tak sobie myślę (racjonalizuję?), że gdyby nie to wszystko, nie stałabym się
    wrażliwa dla innych cierpienie, nie dostrzegałabym wielu rzeczy, nie
    kształciłabym się w tym konkretnym zawodzie i pewnie jeszcze innych parę rzeczy
    by nie było, gdyby nie to wszystko co się wydarzyło.
    Jeszcze raz powtarzam, że ból sam w sobie nie był niczym miłym. Ale kiedy już
    przeszło się przez jakąś trudność, to jakby człowiek dojrzał, spojrzał na coś z
    innej perspektywy, coś docenił.....


    Pewnie gdybym mogła wybrać, to wybrałabym sobie inne życie, bez tego całego
    bólu. Ale nie mogę zmienić losy. Gdybym miała przeżyć raz jeszcze to co
    przeżyłam - nie chciałabym!! Ale sie stało. I jeśli zechcę, mogę wyciągać z tego
    jakąs lekcję dla siebie, odkrywać jakieś prawdy życia, szukać....o co w tym
    życiu tak naprawdę chodzi.


    Baaardzo bym chciała, by moja rodzina była tu na ziemi ze mną, bym mogła
    rozmawiać z Nimi, kochać, tulić i czerpać z tej relacji garściami. Mieć z nimi
    plany, jak miałam itd. Uwierzcie mi, chciałabym!!!!!!!!! Ale chcenie to sobie
    teraz mogę spakować do butów. Więc teraz mam 2 wyjścia:
    a) użalać się nad sobą w nieskończoność, żyć w wiecznym poczuciu ogromnej
    krzywdy i niesprawiedliwości świata tego (proszę nie brać tego do siebie, bo
    wiadomo, że żałoba ma różne fazy i takie stany również w sobie zawiera. Wszystko
    ma swój czas - żeby było jasne), być nieszczęśliwą i zatruwać sobie i innym
    życie i po prostu je sobie spierd... mówiąc krótko i treściwie
    lub
    b) starać się jakoś z tym żyć. Uczyć się akceptować rzeczywistość, taka jaka ona
    jest (cholernie trudna lekcja pokory), mimo że czasem boli jak cholera. Starać
    się odnajdywać radości w małych rzeczach, szukać swojej drogi, sensu,
    przewartościować swe życie - by gdzieś na jej końcu odnaleźć spokój, akceptację,
    pogodę ducha, siłę, wiarę i nadzieję. A także korzystać ze swego doświadczenia i
    pomagać tym, którzy wciąż cierpią.
    Ja wybieram wariant b. Ale ten wariant zaczęłam wybierać dopiero od niedawna,
    zeby nie było, żem taka święta;-))) I żeby było jasne, jak każdy mam swe
    upadki.Ale staram się podnosić .... szybciej i upadać mniej boleśnie.

    ściskam Was mocno
    Dora
  • tilia7 24.01.10, 16:21
    Dorotko,ja się zgadzam z tym,że po różnych przejściach stajemy się innymi
    ludźmi-czasem lepszymi,czasem faktycznie jest tak,że w efekcie własnego
    cierpienia otwieramy się na większą wrażliwość itp.Często tak jest.Ale jest
    mnóstwo ludzi-większość nawet-których cierpienie pogrąża w
    nałogach,przemocy,nierzadko przestępstwach a czasem samobójstwach.Mnóstwo ludzi
    wyłączonych jest całkiem z życia społecznego-właśnie przez ten ból.Moja
    psycholog mówi tak:tylko ludzie,którzy i tak już byli na drodze wewnętrznego
    rozwoju mają szansę piekło cierpienia wykorzystać do dalszego rozwoju.Ale oni
    rozwijali by się i tak,również w szczęściu.Tego,że ból sam w sobie jest zły nic
    nie zmienia.Owszem Dorotko,podążasz teraz taką a nie inną drogą,ale co by
    było,gdyby Cię wtedy nie odratowano?I skąd możesz wiedzieć czy szczęśliwa nie
    odnalazłabyś drogi równie dobrej,choć innej?Na pewno jest tak,że
    inteligentnego,wrażliwego człowieka ból skłania do refleksji,że jak się to mówi
    "cierpienie uszlachetnia",że zmienia hierarchię wartości.Ale ból przede
    wszystkim niszczy,wyniszcza duszę i ciało-kto przeżyje,może stanie się lepszym
    człowiekiem.Niestety nie wszyscy dostają w udziale cierpienie na miarę swoich
    sił...I nie wszystkim udaje się przeżyć.
    Ja byłam lepszym człowiekiem przedtem.Może to się jeszcze zmieni,bo ciągle
    jestem w trakcie procesu zmian.Ale na razie zmieniam się na gorsze we wszystkich
    możliwych obszarach zaczynając od wrażliwości na innych a kończąc na zwykłym
    fizycznym wycieńczeniu mojego własnego organizmu.Zawsze byłam wrażliwa,starałam
    się pomagać innym,wysłuchać czyjegoś bólu-na miarę sił,nie w jakiejś wielkiej
    skali,ale zawsze z myślą,że jeśli mogę komuś pomóc to pomogę.Teraz...myślę np. o
    ofiarach na Haiti i...nic mnie to nie obchodzi,naprawdę.Wiem,że powinnam
    współczuć.Ale jestem tak wypalona,tak zatopiona we własnym bólu,że świat dookoła
    zobojętniał mi całkiem.Teraz właśnie jestem egoistką bo liczą się dla mnie
    wyłącznie moje uczucia,moje cierpienie,mój ból.

    Wariant B wybrałaś słusznie,choć ja jestem wciąż na etapie wariantu A.Mnie tylko
    o to chodzi że,niezależnie co będzie na końcu mojej drogi i nawet jeśli będzie
    to coś dobrego(w co na razie oczywiście nie wierzę) to nigdy nie będę w stanie
    myśleć,że mój ból i jego przyczyna były dobre-dla mnie czy dla kogokolwiek innego.
  • dorrita79 24.01.10, 17:20
    Tilia
    Zgadzam się z tym, że ludzie różnie sobie radzą z cierpieniem.
    Nie ma sensu się zastanawiać co by było gdyby ... bo jest co jest.
    Tak jak napisałaś wiele ludzi jest wyłączonych z życia społecznego bo albo są w
    jakims procesie (np żałoby), albo wybierają wariant A. Ja też długo żyłam w
    wariancie A. I też jak Ty uważam, że tragedia zmieniła wiele rzeczy we mnie na
    minus (a nie na plus). Wolałam zdecydowanie siebie z przed tragedii. Czytając
    jak Ciebie zmieniła Twoja strata, to jakbym czytała o sobie. To wszystko
    zadziało sie i u mnie. Teraz musze się wielu rzeczy uczyć od nowa jak np
    wrażliwości na innych cierpienie, co nie jest łatwe. I tak jak i Ciebie, nie
    bardzo mnie przejmuje co się zadziało na Haiti. Okrutne, ale prawdziwe. Poza tym
    - co ja mogę w tej sprawie uczynić?
    Ja absolutnie nie mówię, że moja droga jest dobra. Napisałam, że gdybym mogła
    wybierać wybrałabym inne życie. Ale nie mogę. Muszę żyć z tym co mam i
    odnajdywać się w mojej obecnej rzeczywistości.
    I powiem więcej, też uważam, że cierpienie, którego doznałam było ponad moje
    siły (i nie mówię tylko o mojej stracie sprzed prawie 3 lat)! Nie raz miałam
    dość, przeklinałam życie, myślałam, że już dłużej nie pociągne, że już nie
    wytrzymam kolejnego trudu...
    Ale chyba wazne jest to, że mimo wszystko dzisiaj jestem. Nie wiem jak to się
    stało, że te wszystkie tragedie przeżyłam...na prawde tego nie pojmuję. I
    naprawdę w dupie mam (za przeproszeniem) stwierdzenie, że "cierpienie
    uszlachetnia", bo jeszcze raz powtórze: WOLAŁĄBYM TEGO WSZYSTKIEGO ZLEGO NIE
    PRZEZYC!
    Ale nadal staram się żyć, pomimo wszystko, pomimo to co sie juz wydarzylo. A
    może dopiero tak naprawdę teraz zaczynam poważnie myśleć o moim sensie życia,
    celu, tym co jest naprawdę ważne.... dopiero teraz zaczynam dojrzewać...uczyć
    się życia jak dziecko. Dostałam od życia po dupie ostro. Nie zasłużyłam na to
    wszystko.
    Ale mimo to, chcę wreszcie nauczyć się cieszyć tym co mam. Chcę się podnosić, bo
    to jest jedyne dobra rzecz, którą mogę dla siebie zrobić.
    Amen;-)

    ściskam Cię mocno
    i rozumiem Cię, twoja wypowiedz jest mi naprawdę bliska (bo sama jakis czas temu
    czułam i myslalam bardzo podobnie). Ale jak sama zauwazylas... to jest proces...
    wszystko sie zmienia
    i my sie zmieniamy
  • maretta111 24.01.10, 19:31
    Ja to pytanie będę pewnie zadawać do końca swoich dni, bo nie rozumiem jaki w
    tym był sens że musiał tak szybko odejść...
  • annubis74 25.01.10, 16:26
    a dlaczego uważasz że musiał w tym być jakiś sens. gdyby światem,
    życiem rządził jakiś sens porządek logika i dobro, to na mój mały
    rozumek ten swiat wyglądałby zgoła inaczej.
  • dorrita79 24.01.10, 20:00
    właśnie czytam "Pozwólcie ogarnąć się miłości"- jest to słowo Boże, skierowane
    do nas do ludzi przez pewną Kobietę, z ktorą rozmawiał. I właśnie czytam taki
    fragment (pozwolicie, że zacytuję), który po trosze odpowiada na pytanie DLACZEGO:

    "Czy nie działam we wszystkim? Czyż nie jestem obecny w każdym wydarzeniu, w
    każdym z bliźnich waszych, w każdym z obowiązków waszych?
    Ale wy nie pytacie Mnie - czego was uczę, co chcę wam powiedzieć, co wam
    ukazuję, przed czym przestrzegam, do czego was zachęcam.
    Nieustannie trwa Nauka Moja. Jestem niezmordowany w Moich wychowawczych
    zabiegach, tylko wy nie chcecie ich zauważyć, a nawet kiedy zauważycie już, to
    nie wyciągniecie należytych wniosków. Mówicie po prostu "Pan mi to dał",
    "zesłał, pokazał".
    Nie pytacie, po co to robię, a przecież pragnę, byście sami zechcieli
    współpracować ze Mną. ....
    Mówię o moim nauczaniu: wskazuję wam wasze braki i niedoskonałości, a wy
    uznajecie - że mówię prawdę o was. O cóż dalej się dzieje? Otóż nic!
    .....
    Martwicie się i niepokoicie o powołania wasze. Wielu z was wciąż oczekuje,
    szuka, pyta i nie znajduje jednoznacznej odpowiedzi. Cóż to znaczy? Otóż każdego
    z was prowadzę drogą odmienną, dla niego samego najłatwiejszą do przyjęcia. Lecz
    najczęściej jest to droga wyboru.
    ..........
    Ja tylko odsłaniam oczom waszym=jeśli poszukujecie z uporem i nie zadowalacie
    się tym, co posiedliście - ukazuję wam większe Dobro. Jakże często to właśnie
    brak Dobra w jakiejś dziedzinie życia rodziny ludzkiej - wołający swą pustką,
    aby go Dobrem napełnić.
    .....
    Zatem największym Dobrem, godnym pracy całego waszego życia może stać się
    zejście wraz ze Mną w ciemności grzechu, nieszczęścia ludzkiego, głodu ciała i
    głodu ducha. Serce Moje wyrywa się ku tym, którzy się mają najgorzej, lecz ręce
    niosące Moje Dobro - to wasze ręce. Prawie ich nie widzę.
    .....
    Na każdej drodze rosną trujące kwiaty i z każdej - inne - mogą was ode Mnie
    oderwać, gwałtownie lub z wolna, niepostrzeżenie sącząc jad świata. Dlatego
    lepiej jest dla wielu z was, abyście pierwej poznali miraże, by tym mocniej
    uchwycić się później rzeczywistości Mojej.
    ....
    Ja buduję na waszej wierności i wytrwałości. Im więcej jej okazujecie mimo
    przeszkód, sprzeciwów, niepokojów, pozornego braku Mojej odpowiedzi, tym
    bardziej Ja polegać mogę na was w przyszłości. Od was samych zatem zależy zakres
    waszej pracy na Moim polu.
    ....
    Największe dzieła powierzam najskromniejszym, najcichszym, doświadczonym w
    próbach i przeciwnościach. I przez Krzyżową drogę ich prowadzę, aby na niej
    odpadły z nich wszelkie ich własne wyobrażenia i przewidywania, a pozostało
    tylko to, co Moje jest, co czyste w intencjach i ofiarne w działaniu. Inaczej
    zniszczyłaby was aktywność wasza. Ja zaś dbam o prawdziwe Dobro wasze, o
    przyszłość waszą.
    .....
    \Tak, dziecko, dlatego Ja współpracuję z wami nad przyspieszeniem procesu
    przejrzenia - jeśli tego pragniecie... Błądzących zaś tą drogą doprowadzam do
    poznania Mnie w Mojej Miłości do nich. Poprzez klęski i zawody życiowe, przez
    niepowodzenia na każdym polu, przez negatywne reakcje ludzkie, odrzucenie lub
    nawet potępienie czy prześladowanie otoczenia ukazuję im ich wady i dopuszczam,
    by ich miłość własna cierpiała dotkliwie. Nie dla udręczenia Moich Dzieci tak
    czynię, a dla ich uleczenia ze złudzeń i mitów o sobie. Chcę, aby zobaczyli, kim
    istotnie są.. W tym samym czasie nie skąpię im objawów Mojej Miłości i troski,
    bo objawiam im Siebie w Moim nieograniczonym Miłosierdziu dla człowieka
    grzesznego i pełnego obrzydliwości Wszystko to czynię w tym celu, aby
    odwróciwszy się od siebie samego, człowiek zapragnął oparcia we Mnie i rozpoczął
    budować swój dom na opoce.
    ....
    Nigdy nie poznacie Mnie bliżej, pełniej i żarliwiej jak poprzez wspólnotę
    miłowania, wtedy bowiem cali pogrążacie się w Mojej Boskiej Naturze"

    może komuś ten fragment przyniesie jakąś nadzieję, czy jakąś odpowiedź - tak jak
    mnie.

    dobrej nocy wszystkim
    Dora
  • dorrita79 24.01.10, 20:22
    "Ten, komu dałem wielkie uzdolnienia, pamięć, rozum, wolę silną, zdecydowanie,
    umiejętność znajdowania środków wiodących do celu, urok osobisty, dar wymowy i
    przekonywania, ten posługuje się na drodze ku Mnie „własnymi" zdolnościami, a Ja
    - jakże często - nie jestem mu potrzebny. I z trudem przychodzi mu poleganie na
    Mnie, ufność we Mnie i stałe odwoływanie się do Mnie we wszystkich
    przeciwnościach. Przyzwyczaił się bowiem pokonywać je sam.
    Ci zaś, którym mało dałem, potrzebują Mnie tym bardziej, im trudniejsze mają
    warunki; Ja zaś tego tylko pragnę, aby wam ulżyć. Jakże mogę wejść w wasze życie
    - nie zaproszony? Wciąż oczekuję samotny, spragniony waszej bliskości, czy ktoś
    Mnie nie wzywa. Radością Moją jest spieszyć na wezwanie, podnosić wasze ciężary,
    posilać Moją Mocą. Wtedy wiem, że jestem wam potrzebny.
    Nikt tak Mi nie ufa, jak ci, którzy wciąż potykają się i upadają ze słabości
    swojej. Oni poznali nędzę własnych możliwości i jeśli ktoś z nich prawdziwie Mi
    wierzy - z ufnością, pośpiesznie woła Mnie, który biegnę wtedy jak matka na
    krzyk dziecka swego. Staję przy nim i bronię go; i powiadam wam, chociażby
    książę tego świata wszystkie siły swoje skierował przeciw niemu - nic nie
    osiągnie. Moc Najwyższego jest siłą i obroną słabych, a Miłosierdzie Moje wedle
    ich potrzeb wzrasta, bo Bóg wiatr Swój do wełny jagnięcia.
    Ja jestem Dobrym Pasterzem i zależy Mi na każdym z was.
    Niech więc nie lęka się Mnie nikt ze słabych, chorych na duchu i grzesznych.
    Każdego z was odnajdę i na własnych barkach poniosę, dopóki zdrowia nie odzyska.
    Tylko wołajcie Mnie! Wołajcie głośno, natarczywie i nie ustawajcie, aż przyjdę.
    Macie prawo wołać Mnie i krzyczeć tym głośniej, im bardziej chorzy jesteście.
    A za tych, którzy wołać nie potrafią lub siły nie mają, wołajcie jak za siebie
    samych, bo zdrowi winni są opiekę nad chorymi. Jeśli sami nie potrafią uleczyć,
    niechaj wzywają lekarza.
    Ja jestem waszym lekarzem, uzdrowicielem, wybawcą!"

    jak czytam takie rzeczy, to naprawdę dodaje mi to otuchy

    tulam do serca raz jeszcze Wszystkich
    Dora
  • tilia7 24.01.10, 22:55
    A mnie nie dodaje,przykro mi:(((Bo jak to czytam to mam takie wrażenie,że ten
    Bóg się trochę ...bawi albo jest małostkowy jak rozkapryszone dziecko,na które
    nie zwraca się wystarczającej uwagi.Dziecku można wybaczyć.Bóg moim zdaniem
    powinien być ponad to.
    To tak jakbym nie umiała znieść widoku dzikiego,pięknego kota,więc go
    złapię,połamię mu nogi to będzie prosił o pokarm i opiekę a ja się wtedy będę
    mogła czuć wielka,ważna i dobra,bo opiekuję się nieszczęśliwym kotem.Taki jest
    Bóg w tym tekście.Przepraszam,że to piszę ale tak to odebrałam.Ja mam jednak
    trochę inne pojęcie o Bogu-mój Bóg się cieszy jeśli ktoś potrafi "ustać na
    własnych nogach" bo stworzył Wszystko i jeśli człowiek jest szczęśliwy i mu się
    dobrze wiedzie to tak,jakby i Bóg był szczęśliwy.
    Ale to tylko mój osobisty pogląd.
  • dorrita79 25.01.10, 06:22
    No cóż.... jeszcze się taki nie urodził co by każdemu dogodził;-)
    Masz prawo odbierać różne rzeczy na swój sposób.
    Mnie akurat ten fragment pomaga i tłumaczy co nie co i nie jest sprzeczny dla
    mnie z tym, że Bog jest Miłujący i Miłosierny.
    Ale to mnie pomaga, co nie oznacza, że każdemu musi.

    ściskam
    Dora
  • tilia7 25.01.10, 10:39
    Dziękuję Dorotko za wyrozumiałośc.Ja jestem po prostu na innym
    etapie żałoby,wszystko jest jeszcze takie świeże,że tak naprawdę nic
    mnie nie może pocieszyc.

    Przytulam mocno
  • dorrita79 25.01.10, 13:50
    Rozumiem i szanuję.
    Mądra z Ciebie Kobitka.
    przytulam
    Dora


    tilia7 napisała:

    > Dziękuję Dorotko za wyrozumiałośc.Ja jestem po prostu na innym
    > etapie żałoby,wszystko jest jeszcze takie świeże,że tak naprawdę nic
    > mnie nie może pocieszyc.
  • m-i-l-v-a 25.01.10, 15:04
    Bardzo bym chciała, zebyś przeczytała "Chatę" Tilio....
  • tilia7 25.01.10, 15:34
    Obiecuję,że się postaram Milvo:)

    A mądra taka to nie jestem,ale dziękuję Dorotko,że we mnie wierzysz
    bardziej niż ja sama w siebie.
  • tilia7 24.01.10, 20:11
    Ja się też z Tobą zgadzam Dorotko i rozumiem, i mam nadzieję,że podobnie jak Ty
    dojdę do etapu,w którym będę mogła i chciała uczyć się żyć "jakoś" z tym co się
    stało.Tylko o to chodzi właśnie o czym piszesz-CHCIAŁABYM,ŻEBY TO SIĘ NIE STAŁO
    i żeby ten ból oszczędzony został i mnie i Jemu.I cokolwiek się zdarzy w moim
    życiu,nawet jeśli z tej tragicznej śmierci wyniknie Dobro-to zawsze będę
    uważała,że Prawdziwym Dobrem byłoby nie doświadczyć tego cierpienia.

    Ja cię też ściskam i dziękuję za wsparcie i zrozumienie
  • halas1961 25.01.10, 21:41
    Staram sie zyc , cos robic, staram sie , naprawde sie staram !!!
    Ale nieraz jest taki dzien , ze i ja wolam "dlaczego???", ze i ja nienawidze
    całego świata, łacznie z Bogiem. Ze i ja chciałabym usnąc, chciałabym zeby ktos
    czas cofnął,zeby moja Agatka nie cierpiała, zeby zyla, zebym mogla bawić jej
    dzieci, robic jej bukiet do slubu. Bo komu teraz zrobie ślubny bukiet (nauczylam
    sie ), komu:(:(:(
    Halina-mama Agatki
  • tilia7 25.01.10, 22:13
    No właśnie.I o to chodzi.Wszystkie te nasze teorie,rozmyślania,przemyślenia są
    bardzo ładne,mądre i oczywiście niezwykle cenne,na pewno nam wszystkim tu coś
    dobrego dają i na pewno w jakiś sposób niosą pociechę.Tylko cholera jasna Ich po
    prostu nie ma.Tu,przy nas,Ich nie ma.Nie w taki sposób,jak byśmy zwyczajnie po
    ludzku chcieli.I w związku z tym wszystko jest o dupę rostrzaść
  • maretta111 25.01.10, 22:16
    Myślę że każdy z nas, nie raz sobie powie dlaczego właśnie on/ona, dlaczego to
    mnie dotknęło. To naturalne, obwiniamy, siebie, los, Boga, lekarzy, tę osobę co
    odeszła. To też dla mnie takie bliskie zjawisko.Jak się widzi takie szuje
    chodzące po świecie, to się zaczyna tak myśleć. Ktoś inny zaraz odpowiada, że
    pewnie taka szuja musi zasłużyć na śmierć, zrobić coś tu dobrego. Tak albo
    jeszcze kogoś skrzywdzić. I to takie błędne koło, bo tak naprawdę trudno nam
    zrozumieć śmierć bliskiej osoby, uważamy że za szybko, że to nie był jej/jego
    czas. Mamy prawo stawiać takie retoryczne pytanie "Dlaczego". I tak nikt nam na
    nie nie odpowie. Jak w powiedzeniu"mów do słupa,a słup jak d...Pozdrawiam ciepło
    wszystkich czytających i piszących,a ciebie Halinko dziś tulę, martwię się o
    ciebie, mam nadzieje że to chwilowe pogorszenie stanu ducha(ach jak to ładnie
    ujęłam). Marta
  • grazyna1965 25.01.10, 23:50
    Myślę sobie dziewczyny, że my już nie rozstaniemy się z tym pytaniem
    DLACZEGO to spotkało nas, DLACZEGO umarła najbliższa nam osoba na
    świecie. Cokolwiek nie robiłybyśmy, to pytanie i tak nas dopada,
    czasami świdruje mózg godzinami a czasami spadnie na nas nagle. I
    wtedy wpadamy w dziurę, z której tak trudno się wydostać. Niby
    wiemy, że to nie nasza wina, tłumaczymy sobie, że nie miałyśmy
    praktycznie wpływu na to co się stało..ale i tak żyjemy z poczuciem,
    że mogłysmy coś zrobić, zaradzić, zapobiec. Może to faktycznie czas
    nam pomoże uwolnić się od takiego myślenia, nie wiem. Ja od niemalże
    dwóch lat nie mogę przestać obwiniać się. Najpierw pytałam Boga,
    dlaczego na to pozwolił, dlaczego nie uchronił Patry, obwiniałam i
    nadal obwiniam kierowcę tira..ale teraz najbardziej siebie. Nie
    uchroniłam swojego jedynego dziecka mimo, że całe Jej życie tak
    bardzo się starałam. Dlaczego wtedy nic nie czułam, dlaczego moja
    intuicja nie podopowiedziała mi, że powinnam jechać z Patrą? Od
    dwóch lat jestem na tym forum, czytam niemalże wszystkie wpisy i
    wciąż zadaję pytanie DLACZEGO. Ono już jest we mnie, w mojej głowie,
    w moim sercu. Ale wiem, że tutaj nigdy nie poznam odpowiedzi na nie.
    Mam milion teorii, w zalezności od mojego aktualnego stanu
    psychicznego. Wolałabym żeby to wszystko było zaplanowane, bez
    mojego udziału..wtedy może byłoby mi łatwiej, odrobinkę łatwiej. Ale
    z tym jest też różnie. Nie wiem w co wierzyć, nie wiem co jest
    prawdą a co nie. Nie wiem jak żyć bez mojego dziecka. Wymyślam sobie
    milion zajęć ale i tak nie oszukam myśli, one zalewają mnie,spadają
    jak lawina. I wtedy wszystko przestaje mieć znaczenie. Ważne jest
    tylko żeby już być "tam" gdzie Patra, żeby Ją zobaczyć, dotknąć.
    Albo przestać istnieć.
    Przytulam Was wszystkie
    Grażyna,mama Patryni
  • dorrita79 26.01.10, 08:34
    Staram się wierzyć, że to wszystko miało sens. Staram się wierzyć, że im taj
    jest tysiąckrotnie lepiej, niż tu na ziemi, staram sie....
    Ale też czasami robię wszystko, żeby NIE CZUĆ, uciekam od emocji i myśli o Nich,
    żeby nie bolało. Emocje co prawda, znajdują inne ujście np w bólu pleców, ale
    staram się...
    Pamiętam jak ból prawie rozrywał mi serce, pamiętam jak z bólu (nie fizycznego),
    z wielkiego szlochu padałam na podłogę (nie byłam w stanie stać o własnych
    nogach) i ktoś brał mnie na ręce i przenosił na łóźko. Pamiętam, że myślałam
    wtedy, że moje serce nie wytrzyma, że musi się rozerwac z tęsknoty. Ile to razu
    tak zanosiłam się z bolu, że dostawałam hiperwentylacji? Dobrych kilka...
    Dziś już nie chcę tak strasznie cierpieć, już wystarczy! Ale czasem tęsknie,
    płaczę, nie godzę się, złoszczę na los i czuję taką WYRWE, RANĘ, która się
    zabliźnia, ale czasem jeszcze się nadwyręża i otwiera...i parę kropli krwi
    przecieka. A to boli.
    Nic już nigdy nie będzie takie samo.
    Do dzisiaj zresztą mam uraz i mam problem w przebywaniu w otoczeniu dzieci, w
    przyglądaniu się nim....tak jakby mnie paraliżowało w ich otoczeniu. (Mam
    nadzieję, że moje przyszłe dziecko mnie z tego wyleczy).
    Chcę wierzyć...
    Mieć nadzieję ....
    Chcę się starać ...
    Ale jestem tylko człowiekiem

  • annubis74 26.01.10, 14:37
    Dorrito, myślę że każdy z nas miota się między rozpaczą a nadzieją.
    napisałaś: jestem tylko człowiekiem, ale ja czytajać Twoje wpisy
    tutaj i znając Twoją historię podziwiam Cię i niezmiernie szanuję.
    Moim zdaniem masz w sobie niesamowitą siłę, ja straciłam Mamę i nie
    mogę się odnaleźć, Ty straciłaś całą rodzinę i jednak potrafisz
    zamienić tą tragedię w coś pozytywnego, nadać jej sens. Ja nie
    wierzę że w tym cierpieniu jest jakiś odgórnie wyznaczony, określony
    sens, ale myślę że Ty, swoim życiem mu go nadajesz. Pozdrawiam
  • tilia7 26.01.10, 16:04
    Bardzo to pięknię napisałaś Annubis.I ja się pod tym podpisuję dwa
    razy.Pierwszy raz w odniesieniu do Dorotki,która dla mnie też jest
    kimś wyjątkowo dzielnym i naprawdę podziwim Ją z całego serca.I
    drugi raz podpisuję się dlatego,że ujęłaś w słowa to,co ja cały czas
    myślę a nie umiałam sprecyzowac-że cierpienie nie ma sensu ale swoim
    życiem możemy mu je nadac.Dziękuję:)
  • dorrita79 26.01.10, 17:10
    Tylko Kochane mi tu bez "poemów" na moj tenat;-) bo ja naprawdę święta nie
    jestem. Swoje przeszłam i swoje "nabroiłam" w żałobie. np ile to ludzi do siebie
    zraziłam, kiedy miałam etap mega złoszczenia się na "złote" rady innych pt "weź
    się w garść". Moje odzywki pt "spierd...! gó..o o tym wiesz!" były wtedy na
    porządku dziennym i to do całkiem znanych i lubianych ludzi. Ale mój próg
    znoszenia dobrych rad wtedy uległ już mocnemu nadwyrężeniu u innych (Bogu ducha
    niewinnych ludzi, którzy chcieli "dobrze". Albo ile we mnie urosło egoizmu,
    egocentryzmu i pychy od czasu tragedii!?? Albo ile razy to ja chciałam się zabić
    (po pierwszym roku)? I jeszcze wiele innych..
    To była cena, jaką pewnie "musiałam" zapłacić by dzisiaj TU być.
    Naprawdę nie ma co podziwiać. Nie chcę byście myślały o mnie nie wiadomo co (bo
    pewnie wy byście podobnie reagowały na moim miejscu), bo przeżywam to samo co
    każdy z Was i radziłam/ radzę sobie na różne sposoby (nie zawsze szczytne, a
    raczej wręcz rzadko szczytne). Nie będę się już w tym temacie rozpisywać do
    dokładać sobie potrafię, bom mistrzunio w tym;-)

    W każdym razie zgadzam się z tym pięknym stwierdzeniem, że swoim życiem możemy
    próbować nadać sens temu co się stało (mnie bardziej odpowiada wydarzenie niż
    cierpienie), po to by łatwiej nam było przeżyć resztę lat, która nam pozostała.

    ściskam Was mocno
    Dora
  • tilia7 26.01.10, 17:20
    Dorotko,ja bym się nie ośmieliła myślec,że jesteś święta:)Sama nie
    jestem i na dobre rady reaguję tak samo grzecznie jak Ty a ile
    jeszcze sobie pomyślę po cichu to moje:)No i w ogóle nie
    lubię "świętych",bo mi to zawsze z daleka hipokryzją i fałszem
    zalatuje.Ideałów nie ma i oby,bo byłoby to nie do zniesienia.Więc
    pisząc,że Cię podziwiam miałam na myśli nie to,że jesteś jakimś
    chodzącym ideałaem,tylko to,że mimo wszystko o siebie walczysz-
    upadasz i wstajesz,może kogoś w złości zrażasz ale innym udzielasz
    pomocy,po prostu próbujesz życ jak umiesz najlepiej z tym czy mimo
    tego,co Cię spotkało
  • dorrita79 26.01.10, 17:38
    ufff, bo już się wystraszyłam;-)
    Już na szczęście nie zionę agresją ani złością, gdy ktoś w swej nie wiedzy powie
    "co nieco" na ten temat. Ale niech no ktoś spróbuje mi powiedzieć (kto sam
    straty nie przeżył) co ja "powinnam" a co "nie powinnam" w tej sytuacji to mogę
    nie ręczyć za siebie;-), bo jakoś na to wciąż jestem czuła.
    Każdy z nas próbuje jakoś żyć.... bo chyba nie ma innego wyjścia za bardzo.
    Zresztą...ludzie, póki sami czegoś nie doświadczą mówią, że czegoś by tam nie
    przeżyli. A gdy to ich spotyka, okazuje się, że żyją (już inna kwestia JAK).

    ps. Ponieważ teraz jestem znowu przy odstawianiu leków (ale już na dobre), to
    powoli zaczynam mieć jazdę w dół:-(( no i biedny teraz ten mój Darren przy mnie
    będzie. Ale mam nadzieję, że przetrwamy i tren burzowy etap, który może trwać i
    nawet 2 do 3 miesięcy! (sick)

    tulam
    Dora
  • amfaber99 31.01.10, 17:33
    Jak zapewne wiesz kazdy człowiek oprócz ciała
    fizycznego,emocjonalnego,mentalnego,duchowego ma jeszcze ŻYJACĄ
    DUSZĘ.Duszę człowieka mozna porównać do dysku komputera na którym
    znajduja sie programy ze wszystkich wcieleń człowieka.Jeżeli
    człowiek ma program np. śmierci wskutek wypadku,to w okreslonym
    czasie ten wypadek nastapi i człowiek umiera.Są programy np.choroby
    alkoholowej [człowiek posiadajacy taki program będzie alkoholikiem]
    lub innych chorób np.Alzhaimera czy zespołu Downa etc.
    Nie wiem co było przyczyna śmierci Twojej bliskiej osoby.Jej DUSZA
    zdecydowała aby odejśc z tego świata do świata w innym wymiarze -
    DUCHOWYM.Aby mogła zaznać spokoju i znależc się w świetle ,wysoko
    dobrze jest poprosić księdza o odprawienie mszy .W żadnym wypadku
    nie można opłakiwać zmarłego,rozpaczać ,bo wówczas jego DUSZA
    również jest smutna i "uwiazana" blisko Ziemi.Nie może "pójśc" wyżej.


    pozdrawiam serdecznie
  • tilia7 31.01.10, 19:53
    Sorki,będę brutalna,ale mam zły dzień.Jak mi jeszcze raz ktoś napisze,że nie
    wolno mi rozpaczać po stracie ukochanej osoby bo to ją krzywdzi albo
    zatrzymuje,to cholera jasna rzucę urok na jego duszę i przeprogramuję mu ten
    dysk tak,że się nie pozbiera.
    BĘDĘ RYCZEĆ ILE MI SIĘ PODOBA.To jest nietaktowne pisać do osób opłakujących
    zmarłych,które i tak już nie mogą się ze wszystkim pozbierać,że ich rozpacz robi
    duszy krzywdę.G... prawda.
    I my tu też się liczymy.A dla naszego zdrowia psychicznego i fizycznego jest
    rzeczą konieczną przeżyć żałobę w pełni.Czyli wyć i płakać ile nam potrzeba.
    Można się na mnie obrażać,nie ma sprawy.
  • halas1961 31.01.10, 20:44
    No Lipo Ty moja:) dziekuje za Twoje rzucanie uroków stokrotnie i dysk
    przeprogramowuj komu trzeba. Taki mam zly jakis dzien i smutny .I dzieki Tobie
    sie rozesmialam w glos. Choc moze Tobie do smiechu nie bylo. Poczulam sie troche
    jak robot po tej wypowiedzi o zaprogramowaniu:)
    Halina-mama Agatki
  • amfaber99 02.02.10, 08:35
    KAŻDY CZŁOWIEK MA PRAWO DO PRZEZYCIA SWOJEGO ŻALU PO STRACIE UKOCHANEJ
    OSOBY.PSYCHOLOGOWIE MÓWIĄ,ŻE UZDROWIENIE TRWA OK. TRZECH LAT.WYPŁAKANIE
    SIE PRZYNOSI ULGĘ - WIEM TO Z WLASNEGO DOSWIADCZENIA.STRACIŁAM BOWIEM
    MATKĘ,OJCA,BRATA,WUJA.NATOMIAST DŁUGOTRWAŁY SMUTEK I ROZPACZ SZKODZI
    ZARÓWNO NAM SAMYM JAK I OSOBIE ZMARŁEJ.MASZ DWIE MOZLIWOŚCI : PRZYJĄĆ TO
    CO NAPISAŁAM JAKO PRAWDE LUB ODRZUCIĆ JA.JEST WIELE KSIAŻEK NA TEN TEMAT I
    DOBRZEBY BYŁO JE PRZECZYTAĆ.NASZE ŻAŁOSNE EGO ZAWSZE BĘDZIE SIĘ DOMAGAŁO
    WSPÓŁCZUCIA ,UZALANIA SIĘ NAD SOBA.POMYSLMY RÓWNIEZ O OSOBIE ZMARŁEJ.CO
    ONA CZUJE ? CZY NASZ SMUTEK,ŻAL,ROZPACZ PO STRACIE UKOCHANEJ OSOBY JEJ
    POMAGA,CZY TEZ PRZESZKADZA ?
    NATOMIAST JEŻELI CHODZI O TON TWOJEJ WYPOWIEDZI ,TO POMIJAM TO MILCZENIEM.
    ŻYCZĘ CI DUZO MIŁOŚCI I JAK NAJSZYBSZEGO ZAGOJENIA TWOICH RAN ORAZ POWROTU
    DO ŻYCIA JAKIE WIODŁAŚ PRZED SMIERCIA TWOJEJ UKOCHANEJ OSOBY.
    BĄDŻ SZCZĘSLIWA .WYBACZ SOBIE BEZWARUNKOWO I WSZYSTKIM OSOBOM ,KTÓRE CIE
    SKRZYWDZIŁY - ODCHODZĄC Z TEGO ŚWIATA DO INNEGO WYMIARU.
    Anna Maria Faber
  • annubis74 31.01.10, 20:44
    > Aby mogła zaznać spokoju i znależc się w świetle ,wysoko
    > dobrze jest poprosić księdza o odprawienie mszy .W żadnym wypadku
    > nie można opłakiwać zmarłego,rozpaczać ,bo wówczas jego DUSZA
    > również jest smutna i "uwiazana" blisko Ziemi.Nie może "pójśc"
    wyżej.

    Nie przemawia do mnie teoria o "komputerowym dysku", a rada
    dotycząca "nieopłakiwania" wydaje mi się mocno nieludzka. Jak mam
    nie opłakiwać kiedy wszystko we mnie wyje z żalu, z tęsknoty. Nawet
    gdybym potrafiła wytłumaczyć sobie że TAM jest mojej Mamie lepiej,
    to swojemu sercu nie potrafię wytłumaczyć że TU jest mi dobrze bez
    Mamy
  • dorrita79 31.01.10, 21:09
    Ja od wczoraj mam spadek nastroju. Obowiązkowo płakam sobie teraz 2 razy
    dziennie i to nie chlipkam, tylko ryczę.
    Raz, że odstawiam leki (więc muszę się z tym liczyć), 2, że trudny miesiąc dla
    mnie się zbliża -luty, urodziny mojego nieżyjącego braciszka i rocznica wypadku.
    3. dzisiaj Darren nieopatrznie mi zaśpiewał piosenkę o braku mamy... no i poszło....
    Tilla bardzo proszę rzucić urok i przeprogramować mnie na radość i szczęscie
    -wcale się nie obrażę;-)
    Jak mi ktoś mówił (do ok 2 lat po tragedii), że mam się cieszyć życiem, które mi
    jeszcze zostało, nie użalać się nad sobą, to mówiłam wprost "spierd..., gó...
    wiesz jak to jest". Dzisiaj to najczęściej olewam. Sama wiem, co jest dla mnie
    dobre.
    Tia ja też w te bajdy nie wieże, że nasz smutek blablabla. Oni tam rozumieją, że
    strata i żałoba niestety rządzi się swoimi prawami, a my nie roboty i nie
    nastawimy programu na np jedynke pt "ciesz się życiem". Pewnie, że woleliby,
    żebyśmy się cieszyli.... ale nie cierpią bo my cierpimy. Oni już tam są
    szczęśliwi. A my musimy sami zadbac o siebie, bo za nas nikt tego nie zrobi.
    Dora
  • tilia7 31.01.10, 22:51
    Halinko,skoro dzięki mnie się uśmiechnęłaś to już mam lepszy dzień.Pisałam w
    nerwach,bo dzień też mam podły a takie hasła mnie zawsze doprowadzają do
    wrzenia.ale teraz już też się śmieję z tego uroku.Dusze na CD to tylko niektórzy
    mają i widać,że się dobrze nie zresetowali przed wpisem tutaj:)
    Dorotko,ja to chyba tylko takie negatywne uroku umiem rzucać:(Ale ściskam Cie
    mocno i przytulam,żeby było lepiej.Też mnie smutki straszne dręczą i mam dość
    ogólnie.
    Ciężko:(No ale się wspieramy tu razem to zawsze trochę chociaż lżej.
  • osmiorniczka030 31.01.10, 23:22
    Tilio moja droga :-)

    No i przy okazji mnie zresetowalas! :-)

    Jak Ty juz cos powiesz czasem, to i ja nie jestem w stanie powaznie
    rozwazac... ;-)

    Przesylam wiec i moje usciski - wspieracze :-)

    Pozdrawiam.
  • pam_71 01.02.10, 09:35
    Amfaber - powiem wprost - cięzko się takie głupoty czyta. Co więcej -
    jakoś ciężko mi uwierzyć, że ktos w to prawdziwie "wierzy" ;-p
  • tilia7 01.02.10, 11:25
    Pam,jak ktoś nie ma ani serca ani rozumu,tylko płytę,na dodatek już
    z gotowym programem,to cóż się dziwic,że sobie dał poglądy
    wprogramowac:)
  • olaopolanka 01.02.10, 13:48
    A moze amfaber99 tak naprawde mysli i czuje i w to wierzy? Kazdy ma przeciez do
    tego prawo. Nie sadze, aby celowo swoimi wypowiedzeniami chcialaby kogolwiek tu
    skrzywdzic.
  • pam_71 01.02.10, 14:04
    Nie sadze, aby celowo swoimi wypowiedzeniami chcialaby kogolwiek
    tu skrzywdzic.

    Wierzę w dobre intencję człowieka jako takiego - i dlatego traktuję
    wpis Amfaber jedynie jako przejaw "braku myslenia", a nie złej woli.
    Jednak ... na róznych forach (w tym również tutaj) spotkałam się z
    celową "manipulacją", która nie miala nic wspólnego z "dobrą wolą" i
    szacunkiem do czytelników ...
    Olu - ostrożności nigdy za wiele ;-)
  • maretta111 01.02.10, 14:29
    " "Niczym fala morza" "
    "Czasami nachodzi mnie pytanie:"Dlaczego?"
    niczym pętla zaciska mi się na szyi,
    czuje się bezsilny,
    Dusi mnie.
    Zamyka na innych. Deprawuje.
    Wprawia w złość.
    Nikt
    nie może mi odpowiedzieć:"dlaczego?"
    żaden człowiek..
    ani Bóg..
    Dlatego zamykam się jeszcze bardziej...
    Jestem sam z moim pytaniem.
    Powoli przechodzi...
    Pytanie "dlaczego"? traci władzę nade mną.
    nie znam odpowiedzi,ale już wiem...
    "co dalej"?
    "gdzie jestem"?
    "jak sobie poradzę"?
    pytanie "dlaczego?"
    wskazuje mi drogę.
    Krok po kroku
    odnajduję ją...
    Tę naznaczoną moim cierpieniem
    tę, która pozwoli mi przezwyciężyć ból.
    Moje oparcie-to nie odpowiedź,a le akceptacja:
    akceptacja nowej drogi
    nowego celu." "
    Tak trudno przezwyciężyć ból, ale musimy...Marta



  • dorrita79 01.02.10, 17:46
    Bardzo ładny i mądry wiesz. Twój Marto?

    Pozdrawiam Wszystkich
    i tulę

    ps. mam fatalny dzień... kolejny dzień.
    Zasnąć i obudziś się za jakieś 2 miesiące, z nadzieją, że już będzie lepiej
  • maretta111 02.02.10, 06:34
    Dorotko nie mój wiersz, niestety nie mam poetyckiej duszy,a szkoda, może ten ból
    wylewałabym na papier i to byłaby jakaś forma terapii ,ale nieznany autor pisze
    tak mądrze,a ja ciągle szukam, czytam, oglądam, by znaleźć sens,a le chyba tu na
    ziemi nie znajdę, a jestem cała w rozsypce. Tule wszystkie poranione serducha,
    te które czują sens, i te, które jak ja ciągle szukają.
  • first.marionetka 02.02.10, 08:29

    Dlaczego? ....... z biegiem czasu jest tyle pytań bez odpowiedzi, że
    człowiek milknie..... bo po co pytać, jak nie ma odpowiedzi....tylko
    ten ból, wewnętrzny ból jest odpowiedzią, że jest źle, że brakuje
    tlenu do "codziennego oddechu".
    Ja nadal nie potrafię znależć odpowiedzi na pytanie jak dalej żyć
    z godziny na godzinę, z dnia na dzień...... ale czy to jest
    życie? Czy w tym jest sens?
    A pytanie dlaczego ? pozostaje wciąż bez odpowiedzi.
  • kalincia 08.02.10, 00:50
    za żadnym chłopakiem, poznanym w szkole, na studiach, przez
    znajomych, gdziekolwiek nie płakałabym tak jak za nim ..
    to w jego ramionach czułam się szczęśliwa i bezpieczna
    to on zawsze tak dobrze mi życzył
    i to za nim będę tęsknić całe życie..


    janis-welt.blog.onet.pl
  • maretta111 08.02.10, 10:39
    "Może to nie gwiazdy, lecz otwory w niebie, przez które przedostaje się miłość
    naszych ukochanych zmarłych i świeci na nas z góry, abyśmy wiedzieli, że są
    szczęśliwi."
  • kalincia 08.02.10, 18:10
    pięknie powiedziane ..
    dziękuję :)
  • halas1961 08.02.10, 20:31
    Może to nie gwiazdy, lecz otwory w niebie
    pozwalają miłość przesyłać po niebie
    Może to nie gwiazdy, może to są dziury
    w które nasi bliscy zaglądają z góry
    Może to nie gwiazdy, światło stamtąd świeci
    może nasi bliscy, anioły, poeci
    Może ich uśmiechy, ich miłość świetlista
    przez otwory z nieba taka oczywista
    tysiące otworów świecących miłością
    tysiące otworów błyszczących radością
    Pewnie to nie gwiazdy, pewnie jednak dziury
    tę nową teorię, która nam pasuje
    rymem częstochowskim tutaj propaguję:)
    Halina-mama Agatki


  • maretta111 09.02.10, 11:30
    Halinko dziękuję "użyję "tego cudu gdzie trzeba za twoim przyzwoleniem
    oczywiście,a Ty jak zwykle jesteś Wielka i pamiętaj to nie aureola, to oczywistość.
  • tilia7 09.02.10, 11:34
    Podoba mi się:)
  • first.marionetka 09.02.10, 12:15

    Martusiu,

    Może to
    nie gwiazdy
    lecz
    otwory
    w niebie
    dają
    szansę
    mej duszy
    polecieć
    do Ciebie.....

    przez te otwory latam co noc. Nieraz zostaje w pamęci jakaś dziwna
    radość, niczym nie uzasadniona. Wtedy mówię, że dusze się spotkały w
    przestworzach.
    Ale pomimo to jest ciężko......
  • kalincia 09.02.10, 23:59
    im bardziej zawiodę się na ludziach, tym bardziej mi go brakuje ..
    on nie zawodził, nie udawał, nie klamał, nie oszukiwał jak
    niektórzy.. może po prostu był za dobry i nie pasował do tego
    bylejakiego świata..
  • maretta111 10.02.10, 10:49
    Ach te otwory w niebie, może coś faktycznie w ich jest, może oni nas widzą,
    pomagają na tyle na ile mogą.
    A zawiść ludzka była jest i będzie, zgodzę się z tym że im bardziej ktoś nas
    rani, tym bardziej tęsknimy za bliska osobą, ja tam mam. Ciągle tęsknię...
  • kalincia 10.02.10, 14:42
    ja właśnie tez tak mam..
    dzisiaj gdy mnie zraniono moja pierwsz myśl brzmiała "Boże, dlaczego
    on umarł, a ktoś taki jak X żyje ? dlaczego to X nie umarł, jest
    takim chamem, gnojem i niewiele wartym (nic..) byle kim.. tylko
    krzywdzi ludzi"
    wiem, nie mnie oceniać i decydować, ale dlaczego ludzie, którzy
    ranią innych żyją i dobrze sobie radzą ? a ktoś, kto pomagał innym i
    był wartościowym człowiekiem umarł ?
    jaka jestem teraz zła, na cały świat, że zabrał nam Kamila, na X, za
    to, że tak mnie potraktował i skrzywdził..
    na siebie, że nic nie zrobiłam, żeby go ratować, na chorobę i
    śmierć, że go zabrały..
    na los, że jest niesprawiedliwy i się pomylił..
  • mocnakrysia 10.02.10, 16:22
    Myślę tak samo, dlaczego odchodzą dobrzy ludzie a ci co krzywdzą innych
    spokojnie chodzą po tym świecie i śmieją się nam w twarz. Czyżby Bóg był tak
    sprawiedliwy że za dobre wynagradza a za złe karze.Czasem się zastanawiam może
    warto być złym człowiekiem ,krzywdzić innych - "DŁUŻEJ SIĘ POŻYJE" .Ale jakość
    takiego życia to już inna sprawa.
  • tilia7 10.02.10, 16:40
    Dziewczyny,rozumiem Wasze rozgoryczenie,ale...nie nam chyba oceniac
    kto ma prawo życ i kto jest dobrym człowiekiem.Nikt z nas nie jest
    ideałem,mało który człowiek jest też naprawdę zły.To,że my kogoś nie
    lubimy albo mamy o coś żal,nie oznacza,że ten ktoś zasługuje na
    śmierc.Takie myślenie sprawia,że to my stajemy się gorszymi ludźmi.
  • kalincia 10.02.10, 18:32
    to nie do konca tak .. zgadzam się, nie mam prawa mówić, kto
    powinien żyć, a kto nie ..

    i to też nie chodzi o to, czy kogoś lubię czy mam do niego żal -
    ktoś po porstu z uśmiechem na ustach rani innych, w tym mnie, nie
    liczy się z nikim, krzywdzi słowem i czynem.. a we mnie wszystko
    krzyczy "jak tak można?", jak można być takim bez serca..
    nie życzę nikomu śmierci, ale niektórym życzę, by się opamiętali i
    by życie nauczyło ich pokory ..

    Ideałów może i nie ma, ale sa tacy, co się do ideału zbliżają.. i
    właśnie oni odchodzą.. to boli, tak strasznie boli

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka