Dodaj do ulubionych

Strach przed odejściem na zawsze.

03.04.10, 16:02
W lutym zmarł mój tata.
Była to nagła śmierć, dla mnie.
Rozmawiałam z lekarzami w szpitalu
i przedstawili mi sytuację jako
dającą nadzieję, choć trudną.
Wypisali go nawet do domu mówiąc,
że poradzi sobie na tabletkach.
I po tygodniu zmarł, we śnie.
To jest szok, z którego jest trudno wyjść
na prostą.
Tata był starszy pan, 80 lat, ale dbał
o zdrowie, był cudownym człowiekiem.
Może czasem surowym w ocenie innych.

I nagle go nie ma, w sumie
tak z dnia na dzień.Odszedł.
Zyjąc tym życiem jakie mamy
często zauważam, że w obliczu
śmierci bliskich, jesteśmy
zupełnie bezradni
nie przygotowani, tak jakby
smierć nas niedotyczyła.


--
Pokój obok
Edytor zaawansowany
  • agni-123 03.04.10, 17:16
    Nigdy nie będziemy gotowi na śmierć bliskich w jakimkolwiek by byli
    wieku,bo nie znamy tego czasu.Może to dobrze,bo byśmy żyli cały czas
    w strachu,a i tak byśmy nie byli gotowi.Mój mąż tez zmarł nagle ,ale
    czasem tak sobie myślę,że nawet jak byłby chory to tez bym nie znała
    dnia odejścia,bo zawsze miałabym nadzieję na Jego wyzdrowienie.Tak
    więc nie ważne w jaki sposób umieramy,to nigdy nie znamy dnia.
  • halas1961 03.04.10, 21:21
    W obliczu smierci jestesmy bezradni, bo okazuje sie ze od nas niewiele bardzo
    zalezy. I czy to PAn 80letni czy 24 letnia mloda piekna dziewczyna jestesmy tak
    samo bezradni. A On Twoj tata pewnie wdzieczny Bogu ze tak cicho, spokojnie nie
    przeszkadzajc nikomu sobie odszedl na tamta strone. Pewnie wdzieczny Bogu ze
    oszczedzil mu los cierpienia, zmagania z ciezka choroba, niemocy i bezsilnosci
    rodziny , pewnie wdzieczny Bogu...
    Halina-mama Agatki
  • kobieta_zza_firanki 03.04.10, 21:31
    Tylko widzisz ja nie moge sie
    pozbierac. Ciagle mi sie
    przypomina
    Placze wszzedzie, caly czas.
    W domu, na ulicy.
    Moj wujek po stracie swoich
    rodzicow, a moich dziadkow, plakal
    6-8 lat!
    Mnie to wtedy, tak dziwilo ze on
    nie moze isc dalej.
    Teraz go rozumiem.
    Wujek tez zmarl 2 lata temu.
    --
    Pokój obok
  • kath31 03.04.10, 22:29
    Żałobę trzeba wypłakać.
    Ale trzeba też pogodzić się z tym, że umrzemy. Mowią że jedno jest
    w życiu pewne " śmierć i podatki". W Biblii jest napisane że miarą
    czlowieka jest lat 70, 80 jeżeli jest silny. To wielki dar dożyć
    takiego pięknego wieku.Jeżeli wierzysz to dziś to Najradośniejsze
    ze Świąt, daje nam Nadzieję, na życie wieczne. Oplakując smierc
    bliskich, oplakujemy wlasną śmierć. Więć wypłacz, wstań i żyj i
    dziękuj BOgu że był tak łaskawy i oszczęził umierania w mękach i
    pozwolił dożyc pięknego wieku!

    "...Zmartwychwstał Pan, i żyje dziś, blaskiem jaśnieje noc Nie
    umrę, nie, lecz będę żył, Bóg okazał swą moc Krzyż to jest brama
    Pana, jeśli chcesz przez nią wejdź..."
  • kath31 03.04.10, 22:34
    Wiem, ze jesli sie kocha to zawsze jest za wcześnie, nawet jak
    bliski ma 100lat...
  • kobieta_zza_firanki 03.04.10, 22:44
    kath31 napisała:

    > Wiem, ze jesli sie kocha to zawsze jest za wcześnie, nawet jak
    > bliski ma 100lat...
    ja jestem ciagle w tak
    ciezkim szoku, ze w
    srode musze chyba isc
    psychologa, bo padam na nos.


    --
    Pokój obok
  • edzia764 03.04.10, 22:45
    Mój mąż tez zmarł nagle miał 56 lat - też nie byłam przygotowana na
    taką śmierć. Dla Niego była lekka, usnął i nie obudził się ... ale
    dla mnie .... tragedia. Minęło osiem miesięcy.... ale tęsknota, ból
    wciąż narasta. Tak jak piszą tu wszystkie osoby nie ma określonego
    czasu na przezycie żałoby, nie ma idealnego sposobu na jej
    pokonanie. Każdy indywidualnie " wychodzi" ze swoich dołków
    psychicznych. Mnie osobiście bardzo pomaga to forum. Tu wszyscy (z
    małymi wyjatkami) jesteśmy dotknięci cierpieniem po stracie swoich
    ukochanych osób, tu znajdujemy zrozumienie, wsparcie jakiego nie
    mamy od osób znajdujących sie w bezpośrednim otoczeniu. Tu znalazłam
    nową "rodzinę", której wsparcie duchowe jest bezcenne.... dziekuję
    WAM, że jesteście .....
  • kath31 04.04.10, 00:11
    Odkad pozanałam historię ludzi, którzy nagle starcli bliskich to
    moge powiedzieć, że mimo wszytsko jakby to dziwnie niezabrzmialo
    łatwiej się pogodzić ze śmiercią w wyniku dłuższej choroby. Mimo,
    że czlowiek ciągle myśli, nawet widząc ukochanech w agonii, ze to
    jeszcze nie to, że nie dziś, zaprzecza do końca i zawsze, zawsze
    jest zaskoczony kiedy To się stanie, to jednak podswiadomie
    przygotowuje się na odejscie bliskiego. Nie boli mniej, tylko w
    chorobie żałoba zaczyna się wcześniej...
    Ściskam Was mocno.

  • annmaria 04.04.10, 14:03
    Jak dobrze Cie rozumiem. Moj Tata kiedy odszedl mial 85 lat. W
    sierpniu beda trzy lata a ja tak bardzo tesknie tak bardzo Go brak
    taka dziura sie w moim swiecie zrobila ze niczym zatkac zasypac jej
    nie moge.
    --
    Dni za dniami mijają przyspieszając wciaz biegu...aż się urwą...Za
    marzeniem nadąrzyć nie mogą...A pytanie odwieczne CO na tamtym jest
    brzegu? Pali usta i ludziom i Bogom...
  • kobieta_zza_firanki 04.04.10, 16:42
    Na temat smierci
    duzo, duzo z tata
    rozmawialam.
    Jednak trudno z czegos jak on to
    okreslal- naturalny proces zycia,
    wyjsc.
    Tak sie akurat sklada,ze w tym samym
    czasie dosc sporo znajomych
    wokol nas odeszlo.

    --
    Pokój obok
  • olaopolanka 04.04.10, 16:53
    Nigdy nie jestesmy przygotowani na utrate tych, ktorych kochamy, na brak ich
    fizycznej obecnosci.Zawsze to przychodzi nagle i nieoczekiwanie.Rozmowy o
    smierci nawet z naszymi Bliskimi, odchodzenie naszych Bliskich to ciagle jeszcze
    jednak Ich Obecnosc, Ich Zapach, Ich Dlonie, Oczy, Oddech a pozniej zostaje
    tylko Pustka i byc moze Oczekiwanie na Spotkanie TAM...
  • annubis74 05.04.10, 11:30
    moja Mama zmarła niespełna 10 miesięcy temu w wieku 61 lat, nagle
    była zdrową i sprawną, niezwykle żywotną osobą, na nic się nie
    skarżyła, na nic nie chorowała. Jednego dnia siedziałyśmy sobie i
    popijałyśmy kawę, kolejnego Mama trafiła na Izbę Przyjęć z
    niepokojącymi objawami które zbagatelizowano i nie przyjeto Jej do
    szpitala, kolejnego dnia straciła władzę w nogach i rękach, a
    później było juz coraz gorzej. A jednak do samego końca wierzyliśmy
    ze ta choroba jest uleczalna i Mama wyzdrowieje. Od 10 miesięcy
    próbuję zrozumieć jak to się mogło stać... jak to możliwe że moja
    Mama odeszła... Przed świętami miałam takie głupie, głupie uczucie,
    nadzieję wbrew nadziei ze jeśli to czas zmartwychwstania to moze
    moja Mama zmartwychwstanie i wróci. Nie umiem zrozumieć, nie umiem
    się pogodzić a okres świateczny to prawdziwa katorga.Mam gdzieś że
    ludzie patrzą na mnie na ulicy jakbym była wariatką, ale nie umiem
    pohamować łez. Byłam w kościele (sama się zastanawiam po co, chyba
    zeby tadycji stało się zadość), nie umiałam się modlić, a widok babć
    prowadzących swoje wnuczęta za rękę, widok mam z dorosłymi córkami
    to katusze
  • kobieta_zza_firanki 07.04.10, 09:57
    Wiesz, ja mam czasami takie
    mysli, ze w Polsce, bo chyba
    to bylo w Polsce, w ogole
    nie ratuja juz starszych ludzi.

    Nie wiem, takie jest moje odczucie.
    Moze przesadzam.
    --
    Pokój obok
  • mag461 07.04.10, 11:09
    Nie przesadzasz..taka jest niestety smutna prawda.
  • annubis74 07.04.10, 19:32
    nie wyciągałabym aż tak daleko idących wniosków. myślę ze są choroby
    na które nie ma lekarstwa. nie ma lekarstwa na starość. i na śmierć.
    i wydaje mi się że częstym probemem jest to, że nie chce tego
    przyjąć do wiadomości rodzina a czasem i lekarze nie chcą pogodzić
    się z własną bezsilnością. Poza tym granica między zaprzestaniem
    terapii a zaniechaniem jest pewnie bardzo cienka
    tyle tylko że moja Mama w takim wieku i przy swojej witalności nie
    była osobą "starszą" "schorowaną". Statystycznie choroba na którą
    zachorowała jest uleczalna. No własnie statystycznie. TYlko ze u
    mojej Mamy pechowo miała ona ciężki przebieg. A jeszcze bardziej
    pechowe było to, że trafiła do szpitala podczas tzw. długiego
    weekendu kiedy wszystkie decyzje odkładano do poniedziałku. Kolejnym
    fatalnym zbiegiem okoliczności trafiła na lekarzy ktrzy po prostu
    ignorowali fakt szybkiego postępu choroby, dopuścili sie szeregu
    zaniedbań i zaniechań.
  • kobieta_zza_firanki 07.04.10, 19:45
    Typowym ludzkim
    odruchem w takiej sytuacji
    gdy umiera bliski
    to szukac winnych.

    Tak sobie mysle, ze
    gdyby moj tata dostal na czas terapie,
    to moze by pozyl jeszcze, choc troche.Osobiscie znam pania, ktora ma
    87 lat dwa lata temu stweirdzili u niej guza piersi.
    Guza zoperowali, byl pewnie niegrozny. Pani ta zyje nadal i ma sie
    dobrze.
    Jest roznie!

    --
    Pokój obok
  • mocnakrysia 08.04.10, 16:22
    Mój tatuś mawiał - co komu sądzone ,to go nie minie. Czasami myślę że miał rację
    zwłaszcza w sprawie śmierci.
  • agni-123 08.04.10, 23:28
    A moj mąż zawsze mówił,że lepiej żyć krótko,a dobrze niż długo i
    źle.To tylko słowa,ale myślę,że "wykrakał" to sobie bo miał tylko 39
    lat.Byłam zła na cały świat i Boga,ale już pomału pogodziłam sie z
    Jego wolą.Nie mam w sobie strachu na odejście kiedyś z tego
    świata.Stach mam przed za wczesnym odejściem i codziennie
    proszę,żeby móc wychować moje dzieci i cieszyć się nimi jak
    najdłużej.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka