Dodaj do ulubionych

Jak sobie poradzić z "nowym" życiem taty...

09.06.10, 13:50
Przepraszam, że piszę o tym na tym forum, ale już nie raz mi
pomogliście coś zrozumieć,więc może i teraz... Mamuni nie ma 1,5
roku, tata spotyka się z inną kobietą, a ja nie umiem dać sobie z
tym rady, zaakceptować tego. Długo ukrywał to przed nami, jego
rodzeństwo wiedziało, aż w święta wielkanocne wyszło to bardziej na
jaw. Przez długi czas nie odzywałam się do taty, jednak mam 4-
letniego synka i tata zabierał go do siebie i przez to mieliśmy
jakiś kontakt. Potem zaczęło to jakoś mijać, przychodził na
niedzielny obiad, sam zapraszał ( to jeszcze tradycja za czasów
Mamuni) Jego drugie życie jest tematem na który nie rozmawiamy.
Ostatni weekend spędził z tą kobietą na naszej wspólnej działce nad
jeziorem, podobno odświeżyli ją, wymalowali, ta kobieta namalowała
jakieś rysunki na krześle dla mojego synka. Wiem to od innej os. z
rodziny. Jak się widzieliśmy tata nie wspomniał o tym ani słowa,
tylko mówił że nie poznam działki, bo tak się tam napracował. Nie
wiem co zrobić, nie chcę teraz tam jechać, nie umiem tego docenić-
to działka mojej Mamuni, tam są jej rzeczy... Jak Mama go prosiła,
żeby coś tam zrobił to nigdy nie miał czasu.. Nie chcę stracić ojca,
tylko on został z babć i dzadków mojemu synkowi, ale nie umiem
zapanować nad emocjami, nie mogę przejść nad tym, boję się tam
jechać, że zrobię mu jakąś awanturę, że obca baba tam się wtrąca.
Nie wiem jak sobie z tym poradzić, tak bardzo kocham Mamunię i boli
mnie to bardzo. Czy macie podobne odczucia? Ja nie wyobrażam sobie
poznania tej osoby, spotkania z nią... Mama była najcudowniejszą
osobą, a ojciec o tym chyba juz zapomniał. Mówi, ze mu mało życia
zostało i nie będzie żył jak w zakonie :(
Edytor zaawansowany
  • agalt 09.06.10, 16:51
    Witaj Agnes
    Bardzo Ci współczuję z powodu straty Mamusi. Ale na Twoim miejscu uklękłabym na
    oba kolana i dziękowała Bogu. Twój Tato ma kogos bliskiego, nie jest samotny,
    nie musisz patrzec na jego cierpienie. Twojej Mamie na pewno to sie tez podoba.
    Jeśli była cudowna osobą, to na pewno ostatnią rzeczą jakiej by chciała jest
    samotnośc i cierpienie Twojego Taty.
    Ta pani chce jakoś zaskarbic sobie Twoja przychylność. Jeśli jestes
    wspaniałomyślną osobą (a Twoja Mama pewnie by tego chciała) to jej tę
    przychylność podaruj. Nie musisz być od razu jej przyjaciółką, ale mozesz byc
    dobrą córką OBOJGA Twoich rodziców. Czy masz za złe tej pani, że chce, żeby Twój
    ojciec był szczęśliwy?
    Moja Mama jest juz prawie 9 lat sama po śmierci Taty. Tato byl wspaniałym
    człowiekiem, rodzice bardzo się kochali. Dużo bym dała za to, żeby Mama miała
    kogoś, do kogo chciałaby sie przytulić... Ale ona (tak jak ja) ma ukochanego w
    Niebie :(
    Pozdrawiam
    a/
  • kasik2222 09.06.10, 17:06
    agalt ma rację. Ciesz się. Życie jest krótkie. Niech ojciec jeszcze
    coś z niego ma.
    --
    może dla świata byłeś tylko człowiekiem, dla mnie byłeś całym
    światem...
  • annubis74 10.06.10, 00:19
    Podpisuję się pod słowami Agalt. Domyślam się jak trudno jest
    zaakceptować nową partnerkę taty, ale z drugiej strony patrzenie na
    samotność i ból osieroconego rodzica jest równie jak tracenie tego,
    który odszedł.
  • tilia7 10.06.10, 11:45
    Rozumiem Twoje uczucia,myślę jednak,że powinnaś dac tacie prawo do
    takiego wyboru i takiego życia.Jesteście dwiema oddzielnymi
    osobami,każde z Was kocha Twoją mamę-tylko okazuje to i przeżywa na
    swój sposób.Twój tata widocznie nie radzi sobie z samotnością,nie
    każdy to potrafi i nie dziwi mnie to,bo ja też się zmagam z
    samotnością po strcie ukochanego mężczyzny i sama nie wiem skąd
    biorę odwagę i siłę,żeby w ogóle życ.Chyba tylko z wiary i
    przekonania,że On mimo wszystko jest ze mną,choc po drugiej stronie
    tęczy.To na pewno trudne,ale postaraj się zrozumiec.I przede
    wszystkim nie skrzywdź tej kobiety,jej też nie jest łatwo a nie jest
    niczemu winna.Życie nie jest takie proste jakbyśmy chcieli.I tak
    myślę sobie,że jak zwykle w takiej sytuacji najlepsza jeszt szczera
    rozmowa.Powiedz tacie co czujesz,powiedz,że Cię to boli i
    dlaczego,że czujesz złośc,smutek itd.Nie duś tego w sobie,bo będzie
    narastało.Ale miej świadomośc,że to jest życie Twojego taty i ma
    prawo z nim zrobic to,co chce.Tak jak Ty masz prawo zrobic co chcesz
    ze swoim życiem.
  • agnes3131 10.06.10, 22:51
    Dziękuję Wam za odpowiedzi, spodziewałam się właśnie takich, tylko
    dla mnie to wszystko jest za szybko. Moim zdaniem tata za szybko
    pocieszył się inną osobą, nie ma mamuni to jest inna... ja tak to
    odbieram. Nie umiem szczerze porozmawiać z tatą, chyba nigdy tego
    nie robiłam na żaden temat, najwyżej z mamą. A obawiam się też, że
    to mogłoby się źle skończyć, bo tata jest cholerykiem, ja mam jego
    charakter i z takiej rozmowy mogłaby wyjść kłótnia, on mówiłby
    swoje, ja swoje. Większość osób, które mi odpisują, piszą, że to
    dobrze, że tata powinien mieć kogoś, a te osoby, czy ich bliscy
    zachowują się inaczej- kochają tych, którzy odeszli i nie szukają
    szybkiego pocieszenia u innych... to też sprawia, że nie rozumiem
    jego zachowania i mnie ono bardzo boli. Obawiam się, że to taki
    charakter, bo mąż mojego taty siostry odszedł niedługo po mojej
    Mamuni, a siostra taty wróciła do 1 męża jeszcze szybciej (chyba)
    niż tata zaczął spotykać się z tą kobietą. Przepraszam, że Was
    zanudzam, ale nie mam z kim o tym porozmawiać, mąż mnie nie rozumie,
    a siostry nie chcę martwić, że tak bardzo mnie to boli. Jak myślę o
    tym, że miałabym to jakoś tolerować, to tak jakbym zdradzała Mamę,
    zapominała o niej i pozwalała na zajmowanie jej miejsca... a kocham
    ją najbardziej na świecie. A jeszcze boli to, że tata dla innej
    bardziej się stara, a Mama musiała ustępoważ zawsze jemu i robić
    wszystko sama. :((
  • tilia7 10.06.10, 23:12
    Wierzę Ci,że to bardzo boli.I na pewno nie poradzisz sobie z tymi uczuciami
    szybko.Chodzi tylko o to,że nie zmienisz uczuć taty,to on był mężem Twojej
    mamy,to on zadecydował,że już może związać się z kimś innym.Czy to jest
    zdradzanie,czy nie-nie nam oceniać.W każdym razie Ty nie miej poczucia winy,bo
    niby czemu?Twoja relacja z mamą,to Twoja relacja.Relacja Twojego taty z żoną i
    ta panią teraz-to jego sprawa.Każdy musi sam przed sobą się ze swoich uczynków
    rozliczyć.Pewnie jest też tak,że każdy inaczej to przeżywa.Ja faktycznie nie
    wyobrażam sobie,żebym miała być teraz z innym mężczyzną,nie wyobrażam sobie w
    tym momencie że mogłabym być kiedykolwiek z innym mężczyzną.Ale znam dużo
    osób,które bardzo szybko znajdują nowych partnerów życiowych i dobrze im z
    tym.Jest też chyba trochę prawdy w tym,że jednak mężczyźni szybciej szukają
    pociechy,kobiety chyba są wytrwalsze w tej samotności i bólu.Ale to
    uogólnienie,bo oczywiście od jednego i drugiego zdarzają się wyjątki.
  • kasik2222 11.06.10, 08:40
    mogę jedynie na swoim przykładzie Ci powiedzieć jak to jest. Ale
    każdy człowiek inny. Mój mąż zmarł w listopadze 2007. Nasza córeczka
    miala 13 miesięcy. W lutym 2009 związałam się z kimś. Czyli niedużo
    czasu minęło. No może więcej niż u Twojego taty. Nowy partner NIGDY
    nie zastąpił mi męża. Nie chciałam tego, i nie z tego powodu się
    wiązałam. Moje uczucia do męża W ŻADEN sposób się nie zmieniły. Nowe
    uczucie nie umniejszyło straty. Ale pomogło przetrwać. Pozwoliło
    oswoić ból po stracie. Ale ten ból jest i zawsze będzie. Nie da się
    go wygonić z siebie, z duszy.
    A życie jest krótkie, czego mój mąż jest przykładem. Miał 36 lat.
    I czy ja jako 33 letnia wdowa miałam zostać całe życie sama? Nie
    wymagałby chyba tego ode mnie. Chyba, bo napewno nie wiem. Nigdy o
    tym nie rozmawailiśmy. Śmierć przyszła nieoczekiwanie i zaskoczyła
    nas oboje.
    --
    może dla świata byłeś tylko człowiekiem, dla mnie byłeś całym
    światem...
  • agnes3131 11.06.10, 09:17
    Będę czytac te Wasze posty, za które dziękuję, kilka razy, może
    jakoś to co piszecie do mnie dotrze. Bardzo dziękuję Kasik2222 za
    Twoją historię, mam nadzieję, ze u mojego taty też tak jest, że choć
    trochę tęskni za Mamą, chociaż od śmierci nie chce o Niej mówić, na
    cmentarzu odwiedza Jej pomnik. On wie, chociaz nie umiemy o tym
    rozmawiać i nie rozmawiamy, że dla nas jest to trudna sytuacja, bo
    jak siostra wysłała smsa do niego ze przyjeżdża na działkę, jak był
    tam z tą kobietą, to oddzwonił, że nie jest tam sam i pewnie to
    przeszkadzałoby mojej siostrze, więc on wyjedzie z tej działki.
    Oczywiście w końcu siostra nie pojechała. Kurcze czasem sobie myślę,
    że ludzie przez powódź potracili wszystko, a ja robię z byle czego
    problem... przez tą sytuację pokłóciłam się z mężem, który mnie nie
    rozumie, mam trochę żal do taty, ale nie umiem nad tym zapanować.
    Ściskam Was cieplutko, dobrze, ze jesteście!
  • annubis74 11.06.10, 14:17
    Agnes, moja Mama odeszła niespełna rok temu. Mój tata ma 64 lata,
    jest człowiekiem w sile wieku. Nie tak miało być, nie tak powinno
    być...moi rodzice bardzo się kochali i powinni byli zestarzeć się
    razem. Gdyby mój tata kiedyś próbował się z kimś zwiazać pewnie
    byłoby mi ciężko, ale z drugiej strony wiem, że to najlepsze co
    mogłoby się zdarzyć. Ta nowa kobieta nie zastąpi twojemu tacie
    zmarłej żony. To zupełnie inna osoba, zupełnie inne uczucie. Tobie
    nie zastąpi mamy (i pewnie nie ma nawet takich planów). Nie musisz
    się z nią przyjaźnić, chyba wystarczy jak ja zaakceptujesz. Myslę że
    samotność jest straszna, dla mnie świadomość ze tata jest sam jest
    straszna. Tak, wiem, ma nas... ale to chyba trochę mało... My mamy
    swoje rodziny, dzieci... Daj szansę tej kobiecie, daj szansę swojemu
    tacie, by czas jaki będzie mu dany mógł przeżyć w szczęściu... to
    trudne...
  • agalt 11.06.10, 14:13
    Tak własnie myslałam, że akceptując nową partnerkę Twojego Taty czujesz sie
    nielojalna wobec Mamy. Ale tak nie jest. I nie nam oceniać, czy osoba po stracie
    męża czy żony powinna się wiązać z kimś innym, ani jak szybko. Kiedys czytałam,
    że najszybciej w nowe związki wchodza osoby, którym najtrudniej znieść stratę.
    Które najbardziej cierpią z powodu samotności po śmierci partnera. Nie wiem, czy
    tak jest. Ale wiem na pewno, że ciężko byc partnerem osoby, której poprzedni
    partner zmarł. Poczytaj choćby posty osób tutaj na forum. Niby są szczęśliwe, a
    jednak wciąż kochaja zmarłych partnerów, wciąz porównują. I to porównanie rzadko
    wypada dobrze...
    Mnie sie wydaje, że dyskusja na ten temat z Twoim Tata nie ma sensu. Bo tak
    naprawdę nie powinnas w tej kwestii zajmowac stanowiska. Masz dziecko, pewnie
    jestes w związku i oby był jak najdłuższy i szczęsliwy. Ale gdyby Twój partner
    odszedł, czy pozwoliłabyś komuś decydować o tym, czy masz byc sama czy budowac
    nowy związek? Przeciez to bez sensu.
    Poza tym, ja głęboko wierzę, że to Twoja Mama pozwoliła Twojemu Tacie znaleźć tę
    panią, a może i zastępczą babcię dla Twojego synka...
    I jeszcze jedno: nikt nie zajmuje miejsca Twojej Mamy. Póki żyła ojciec był z
    nią, prawda? A teraz jej miejsce jest Tam, gdzie jest na pewno PONAD takie
    myslenie... Tato nie będzie coraz młodszy ani coraz zdrowszy. To dobrze, że
    będzie mial przy sobie kogoś w różnych momentach. Kiedys jeszcze będziesz za to
    wdzięczna Bogu...
    I to nie jest tak, że dla innej sie stara, a dla Mamy nie. Nowy związek zawsze
    daje nam troche nowej energii. To dobrze, że tata ja ma. A jeśli nie zawsze ją
    miał i nie zawsze sie starał, no to kobitka będzie miała niedługo taki sam los z
    nim jak Twoja Mama... Tym bardziej uważam, że mogłabyś byc dla niej miła...
    Pozdrawiam
    a/
  • agnes3131 12.06.10, 01:02
    Agalt niezwykle umiesz ująć te wszystkie uczucia w słowa, dziękuję
    za to co napisałaś. Tak naprawdę chyba nigdy nie zrozumiem taty...
    zadzwonił dziś do mnie, że jest już w domu, że jak odbiorę synka z
    przedszkola, mogę przyjechać z nim na ogród, ze kupił pierogi na
    obiad, a po południu cały czas spędził w domu, grzebiąc w
    internecie. Wieczorem my zrobiliśmy grilla, a on pojechał do niej...
    od dłuższego czasu znikał wieczorem w piątek i chyba wracał na drugi
    dzień. Dziś nawet to powiedział- że u niego łóżka są wolne i możemy
    spać, czego oczywiście nie zrobiliśmy. Jest jak kot, który chodzi
    własnymi drogami, nie licząc się z uczuciami innych. Powiem
    szczerze, że po kilkakrotnym czytaniu Waszych odpowiedzi, nie bolało
    mnie dziś to tak bardzo, ale przykro jest, Mamunia zawsze wybrałaby
    spędzenie czasu z nami!
  • agnes3131 12.06.10, 01:04
    Ps. kochani jesteście, że macie jeszcze ochotę odpisywać mi na te
    moje smęty! Ściskam serdecznie!
  • agalt 12.06.10, 08:52
    Droga Agnes,
    ja wiem, że jest Ci strasznie trudno. Ale uwazam, że to nieprawda, że Twój tato
    nie liczy się z uczuciami innych. Mam wrażenie, że on tak samo myśli o Tobie.
    Bardzo przepraszam, że to napiszę, ale choć Tobie jest ciężko z powodu smierci
    Mamy, to tak naprawdę to Twojemu ojcu zawalil sie świat. Ty masz męża, synka, a
    on został sam. I najprawdopodobniej nawet nie umie powiedziec Tobie o swoich
    uczuciach. I nie mam tu na mysli tylko uczucia do tej pani, ale również to
    wszystko, co przezywał z powodu śmierci Twojej Mamy.
    Jeśli mogę Ci cos radzić, to wykorzystaj ten czas, bo wprawdzie umarła Twoja
    Mamusia, ale masz jeszcze tatę. Postaraj sie go poznać. Postaraj sie go
    zaakceptować. Mnie się wydaje, że on nie wybrał spedzenia czasu z Wami, bo
    najzwyczajniej w świecie boi się rozmowy z Tobą. Wie, że go nie rozumiesz, że
    nie akceptujesz jego nowego związku. Może nawet myśli, że wolałabyś, żeby to on
    umarł, a nie Mama. Pewnie nie chce się z Tobą awanturować, więc najprościej jest
    uciec. Spróbuj zobaczyc w nim człowieka, ktory choć ma trudny charakter, pewnie
    nadal bardzo kocha Twoją Mamę i któremu jest z powodu jej smierci bardzo ciężko.
    Jeśli spróbujesz jego nowy związek potraktowac jako próbę uporania się z bólem
    ponad siły, będzie Ci łatwiej zaakceptować i tatę i jego nowa partnerkę.
    Jeśli nie umiecie ze soba rozmawiac, może mogłabyś napisać mu, że wiesz o tej
    pani i choc ciężko Ci to przełknąć to się postarasz, bo chciałabyś, żeby był
    szczęśliwy?
  • tilia7 12.06.10, 10:33
    Wczoraj z moją psycholog rozmawiałyśmy o wolności.O wolności
    człowieka,wolności wyboru,wolnej woli.O tym,na ile mamy prawo
    stanowic sami o sobie i w którym miejscu nasza wolnośc zaczyna
    naruszac wolnośc drugiego człowieka.Agnes-wiem,że bardzo trudno
    spojrzec na sytuację z dystansu,kiedy tkwi się niejako w jej wnętrzu-
    ale spróbuj.Spróbuj pod kątem wolności właśnie.Czy to Twój Tata
    narusza Twoją wolnośc swoim postepowaniem,czy może to Ty chciałabyś
    naruszyc Jego wolnośc?Wiem,że to bolesne,rozumiem Cię doskonale.Ale
    jednak w tak ważnych kwestiach nie możemy decydowac nawet za
    najbliższe osoby.Agalt dobrze radzi-nie umiesz rozmawiac z Tatą-
    napisz co czujesz.Bądź szczera,napisz co i czemu Cię boli,ale nie
    osądzaj pochopnie.Nam się tylko wydaje,że dużo wiemy o bliskich i
    ich uczuciach,problemach,motywach postępowania,tak naprawdę nie
    wiemy prawie nic.Moja mama i siostra bardzo mnie wspierają w mojej
    żałobie-ale uwierz,że mimo bliskości i najszczerszych chęci,nie maja
    pojęcia,co się dzieje w mojej głowie i w moim sercu.I u Was zapewne
    jest tak samo.Ani Twój Tata nie zna Twoich prawdziwych uczuc,ani Ty
    Jego,mimo że oboje przezywacie stratę.Łączyły Was z Twoją Mamą
    zupełnie inne relacje i uczucia,które z tych relacji wynikają też sa
    zupełnie inne.
  • groszek-5 26.06.10, 14:06
    Zadko zabieram glos na tym dziale,ale twoj post mnie naprawde zaskoczyl.
    Moze bede za szczera,ale powiem co mysle.Czy oczekiwalas od ojca tego,ze bedzie
    przesiadywal na cmentarzu i czekal na swoj koniec? Czy pomyslalas o tym,ze
    ojciec jeszcze zyje,oddycha tak jak my wszyscy i potrzebuje partnerstwa i kogos
    obok siebie? Wy-dzieci macie swoje zycie,swoje sprawy,swich partnerow.A on
    zostal sam.Wy-dzieci nie zastapicie mu osby z ktora pojdzie z nim na spacer,na
    kawe,a nawet do lozka.Taka jest prawda.Jakie to ma znaczenie czy spotkal kogos w
    1,5roku po smierci zony czy w 10-lat?
    Kobieto on zyje! Gwarantuje ci,ze nigdy nie zapomni o mamie,ale widzac wasze
    podejscie,ktorym go raczycie to tym bardziej sie zamyka i kryje przed
    wami.Dlaczego nie porozmawiasz z ojcem szczrze i nie zaakceptujesz danej
    sytuacji? Dlaczego nie chcesz,aby sie spotkac z nia?Co ona ci zrobila? Przeciez
    matkowac ci nie bedzie,ale w przyjazni jako takiej mozna chyba byc.Czy nie
    bedzie ci milo zobaczyc usmiech na twarzy ojca,ze wszyscy sa w zgodzie? Czy
    dalej chcesz,aby ojciec bawil sie w chowanego przed wami? To jest jego zycie i
    staraj sie o to,aby was nie zaczal omijac szerokim lukiem bo chcecie wymusic na
    nim swa presje. Powinnas byc tej kobiecie wdzieczna,ze jest obok twego ojca i ze
    nie przesiaduje w samotnosci przed TV z puszka piwa.Zrozum to i zaakceptuj to bo
    inaczej bedziesz zyla w nienawisci i rozpaczy.A to nic nie da nie pomoze.
  • dodek-on-line 27.06.10, 17:42
    Tylko psycholog, bo przesadzasz. Okres zaloby to zwyczajowo 1 rok. Ten okres
    zostal ustalony na oplakiwanie. Twoja mama nie zyje 1,5 roku, a ty nadal nie
    wrocilas do normalnego zycia. Pewnie masz kjakies zaburzenia emocjonalne po
    tragedii. Masz jakies nierealne podejscie: czy twoj ojciec facet 50-60 letni jak
    mniemam ma sie umartwiac za zycia, bo ty nadal jestes w zalobie? Nawet mordercy
    kiedys wychodza z wiezienia i maja mozliwosc stworzenia nowego zycia. Ty masz
    swoja rodzine ale tata nie moze ulozyc sobie zycia po tragedii? Przy okazji
    niszczysz szczescie nie tylko taty-wdowca ale i jego partnerki. Proponuje wizyte
    u dobrego psychologa.
  • margolka-and-more 27.06.10, 21:23
    Dodek, Groszek - empatia dziesięć. Albo nawet pięćdziesiąt. Jak to się
    łatwo mówi. Jak łatwo się żyje i czuje za kogoś. Jak łatwo dzieli na
    czarne i białe.
    Wiecie, można się czasem z czymś nie zgadzać. Ale rozumieć. Albo nawet
    nie rozumieć - ale nie kopać.
  • groszek-5 27.06.10, 21:44
    A kto tu kogogo kopie? Trzeba myslec realnie o tym,ze kazdy inaczej podchodzi do
    kazdej sprawy i sytuacji.Facet chce jeszcze pozyc swoim zyciem a corki robia z
    tego tragedie i wymuszaja na nim swa wole.Nikt nie ma prawa kierowac cudzym
    zyciem i nazucac co mu nie mile.Rozumiem to,ze odczuwaja zal i bol po stracie
    mamy,ale i tez nie moga czuc nienawisci do ojca o to,ze 1,5roku po pogrzebie
    chce na swoj sposb zyc.Jeden bedzie rozpaczal do konca swych dni a drugi pogodzi
    sie ze strata i zycie uklada od poczatku.Jestesmy rozni i uszanujmy cudze
    decyzje i nie wpadajmy ze skrajnosci w skrajnosc.
  • karnivora 27.06.10, 22:43


  • tilia7 27.06.10, 23:07
    Okres żałoby powinien trwać tyle,ile potrzeba-każdemu indywidualnie.Jak czytam
    wypowiedzi osób które piszą,że ma trwać rok bo tak ustalono to mam naprawdę
    ochotę im życzyć najboleśniejszej z możliwych strat.Chciałabym wtedy postać obok
    ze stoperem w ręce,popatrzeć na nie mój ból i móc wygłaszać przemądrzałe
    komentarze z piedestału.
  • annubis74 28.06.10, 15:20
    Zgadzam się tilio. Mną też rzuca o ścianę komentarz: Żałoba trwa
    zwyczajowo rok. Dla mnie kilka dni temu minął rok - który pewnie
    zmienił moją perspektywę na wiele rzeczy jeśli nie na wszystko. Mam
    wrażenie, ze zakończyłam pewien
    etap "przepracowywania" "przetrawiania" żałoby, a teraz zaczynam
    uczyć się życia na nowo. A przecież "zwyczajowo" "poradnikowo" ten
    etap mam już za sobą
  • agalt 28.06.10, 09:42
    Groszku, gdybyś zadała sobie trud przeczytania innych wypowiedzi w tym wątku,
    wiedziałabyś, że wszyscy doradzaliśmy jego autorce zaakceptowanie nowej
    partnerki ojca. Nikt jednak nie uczynił tego tak brutalnie jak Ty i dodek. To
    tyle w odpowiedzi na Twoje pytanie "kto tu kogo kopie?"
    Co się zaś tyczy realnego myślenia, to- choć Ci tego nie życzę - kiedyś, tak jak
    my wszyscy, dowiesz się na ile realnie myśli się w takim bólu, jaki wywołuje
    strata kochanej osoby. Dopóki nie wiesz, nie radź nam, ok?
  • annubis74 28.06.10, 15:16
    Groszek, nikt Ci nie odbiera racji, ale empatii trochę by się
    przydało.
    "Trzeba realnie myśleć" - tylko w żałobie trudno myśleć realnie.
    Poza tym abstrahując od żałoby takie kwestie są biało-czarne tak
    długo jak dotyczą innych a nie nas.
    Też jestem zdania że należy uszanować i zrozumieć wybór ojca, który
    nie chce być sam. tak jak pisałam wcześniej, ja byłabym w stanie coś
    takiego zrozumieć i zaakceptować, co nie znaczy ze jest to łatwe
  • wiki3103 23.08.10, 22:11
    Cześć ja MAMUSIE straciłam 8 lat temu i tez tata przyprowadza panią ale do tej
    pory nie umiem tego zaakceptować to straszne :( Obecnie tata jest chory ma raka
    trzustki z przerzutami :(
  • agnes3131 23.08.10, 22:27
    Wiki bardzo Ci współczuję. I z powodu straty Mamy i przeżywania
    teraz znowu choroby Taty. Mi też bardzo ciężko to idzie. Nie
    krytykuję Taty, nie robię mu wyrzutów, ale jest mi bardzo przykro i
    nie jestem wstanie spotykać się z nimi wspólnie. Nieraz zastanawiam
    się czy Tata jeszcze pamięta o Mamie... ja teraz wróciłam z wczasów
    i tak przykro było mi patrzeć na rodziny z babciami, wspólnie
    spędzające czas, śmiejące się.. Mamunia lubiła wyjazdy...
  • anna.wasil 23.08.10, 23:15
    Twój Tatuś na pewno pamięta o mamie,przeżyli ze sobą tyle lat..Czy kiedyś
    pomyślałaś co czuje Twój tata?Jak jest mu ciężko?Jaka pustka Go ogarnia?Pozwól
    mu cieszyć się życiem.Mój tata odszedł 4 miesiące temu,moja mama została sama..w
    pustym mieszkaniu..Może jeszcze nie teraz ale za kilka miesięcy,chciałabym żeby
    kogoś poznała.Nie będzie to mój wspaniały Tatuś ale człowiek godny Jej uwagi.To
    normalne że jest Ci przykro,ale pomyśl Twój Tatuś tez ma prawo do szczęścia.
  • agalt 25.08.10, 08:54
    Agnes,
    przepraszam Cię, ale okropnie jest czytać Twoje posty. Przeczytaj je sama
    wyobrażając sobie, ze pisze je nieznana Ci osoba. Ja naprawdę Ci współczuję z
    powodu straty mamy. Ale Twój egoizm jest dla mnie przerażający. Ty masz prawo
    jechać na wczasy, odpoczywać, a Twój ojciec ma sie umartwiać, bo Ty tak chcesz.
    Dziewczyno, on na pewno tez przeżywa śmierć żony, tyle, że po swojemu. Pozwól mu
    na to. Potrzebujesz więcej umartwiania, to poumartwiaj się sama. Nie masz prawa
    decydować o jego życiu, o tym, jak długo ma być sam, co czuć, co robić.
    Z drugiej strony, postępując tak jak postępujesz, uczysz czegoś własne dzieci.
    One tez kiedys będą pozbawione tolerancji i będą uważały, że to one mają prawo
    mówic Tobie lub Twojemu partnerowi, jak ma żyć po stracie bliskiej osoby...
  • agnes3131 25.08.10, 10:40
    Agalt chyba jednak słabo czytasz moje posty, bo piszę tu co czuję i
    nie ma to nic wspólnego z tym co mówię Tacie. Nie robię mu wyrzutów,
    ani nie twierdzę, że ma się umartwiać! I nie zamierzam decydować o
    jego życiu! Forum te traktowałam zawsze jako miejsce, gdzie szczerze
    mogę napisać o tym co czuję, a to nie znaczy, że mówię to Tacie!
    Czy uważasz, że moje dzieci- a raczej dziecko- 4 letni synek czyta
    te forum i zna moje uczucia?? czy może myślisz, że mówię- wiesz
    Krystianek dziadek to jest wstrętny bo nie pamięta już o babci,
    tylko zmienia z nią naszą wspólną działkę, wyrzucając rzeczy
    babci... Zastanów się kobieto... A co do umartwiania mojego, nie mam
    na to wpływu, nie jestem w stanie wpłynąć na swoje myśli, uczucia...
    patrząc na rodziny z babciami jest mi bardzo smutno, tęsknię za Mamą
    i nic na to nie poradzę! I nie tylko wtedy!
  • agalt 25.08.10, 11:55
    Fajnie, ze nie mowisz tego Tacie:) ani przy dzieciach. Choc dzieci widzą więcej
    niż nam sie zdaje.
    Co do wpływu na swoje uczucia, to jednak go mamy. Jestesmy w stanie kształtowac
    własne postawy i uczucia również. Trzeba tylko tego chcieć lub sobie na to
    pozwolić. Ja rozumiem, że uważasz, że może to za szybko. Ale być moze ta
    szybkość wynika właśnie z tego, że Tata kompletnie sobie nie radzi z utrata
    Twojej Mamy. Jak przestaniesz oceniac szybkosc i potraktujesz go jako bardzo
    nieszczesliwego człowieka, któremu zawalił się świat i który próbuje go jakos na
    siłe poskładac, moze bedzie Ci łatwiej. Mnie strasznie żal Twojego Taty, bo sama
    czuje to co on. Choc nie wyobrażam sobie bycia z kim innym niż mój Jaś.
    Ja mam wsparcie w moim synu i w córkach Jasia. Kocham je jak własne dzieci i
    jestem im bardzo wdzięczna, że mnie zaakceptowały. Najstarsza jest moja
    serdeczna przyjaciołką. Razem łatwiej nam nieść ten ból.
    Pozdrawiam
  • halas1961 25.08.10, 21:35
    A ja w przeciwieństwie do wiekoszości rozumiem Cie i to co czujesz, mimo iz
    takiej sytuacji nie doświadczyłam. Wydaje mi sie ze tez bym tak się czuła i tak
    samo jak Ty myslała. Z pewnością za jakis czas przyzwyczaisz sie do nowego zycia
    Ojca ale rozumiem Twój żal i pozdrawiam serdecznie. Mysle tez ze dobrze robisz,
    ze nie mówisz Ojcu o swoich odczuciach. Ale do ozywionych wizyt i kontaktów nie
    dziwie sie ze nie masz ochoty. Na wszystko przyjdzie czas. Dla mnie tez byłby on
    chyba zbyt szybki.
    Halina-mama Agatki
  • agalt 25.08.10, 23:36
    Pozwolę sobie nie do końca sie z Tobą zgodzic, Halinko. Większość osób piszących
    na tym forum chce miec prawo do przezywania swojej żałoby po swojemu. Chce móc
    się wypłakać, wyżalić. Chce, by nikt ich nie ustawiał, nie kazał "wracać do
    normalnego życia", nie zakazywał łez itd itp. Różnica między nimi (nami) a ojcem
    Agnes jest tylko taka, że on nie pisze na naszym forum. Ale on tez chce swoja
    żałobę oswajać po swojemu. I nikt, nawet jego dzieci, nie ma prawa mu dyktować
    jak ani jak długo ma cierpieć, czy ma byc samotny czy szukac wsparcia w innej
    osobie. On tak właśnie chce uporac sie ze swoim bólem. Ja moge jedynie dziwić
    sie tej pani, która zdecydowała sie byc jego plasterkiem na ranę. Ale moze ona
    też kogos straciła i też zbyt ciężko jej samej? Tak mało mamy tu czasu i tak
    zupełnie nie wiemy, ile nam go jeszcze zostało. Ja osobiście wolę, jak ludzie
    przeznaczają swój czas, by dawac serce innym, niż na osądzanie czy na ten dar
    nie jest przypadkiem za późno lub za wcześnie. I myślę, że jeśli ktoś obdarowuje
    sercem drugą osobą, to otoczenie powinno ich w tym wspierać a nie osądzać...
    Łatwo powiedzieć "spieszmy się kochać ludzi"...
  • tilia7 26.08.10, 11:09
    A ja pośrodku,bo to nie jest prosta sytuacja.Jako córka,która bardzo
    kocha swoją mamę rozumiem uczucia Agnes i przypuszczam,że pojawiłyby
    się u mnie podobne.Jako kobieta,która straciła ukochanego mężczyznę
    mam subiektywne odczucie,że faktycznie Tata Agnes szybko znalazł
    sobie pocieszycielkę-jak dla mnie to też jest za szybko.
    Ale jednocześnie całym sercem zgadzam się z tym,co pisze Agalt:nasza
    żałoba to nasza sprawa i nikt,ale to absolutnie nikt,nawet
    najbliższe osoby,nie mają prawa mi mówic,co mam robic z tą żałobą,a
    tym bardziej,co mam czuc.To jest moja żałoba,tylko ja wiem,co
    naprawdę czuję i jakie są motywy moich takich,czy innych
    zachowań,decyzji itp.
    Dlatego ja namawiałabym Cię Agnes jednak do szczerej rozmowy z
    Tatą.Do takiej rozmowy w której powiesz o swoich uczuciach,bez
    oskarżania Taty.Bo i Ty masz prawo miec takie uczucia,jakie masz i
    On również ma do tego prawo.Myślę,że rozmowa oczyściłaby
    atmosferę,bo na pewno wszyscy czujecie napięcie i niezręcznośc tej
    sytuacji.Dzieci też-nie łudź się Agnes,że one tego nie widzą.Przed
    dziecmi nic się nie da ukryc,a kiedy nie wiedzą o co chodzi,tym
    gorzej,bo myślą,że to one zrobiły coś złego i czują się
    winne.Spróbuj porozmawiac z Tatą.Powiedz,co Ci leży na sercu.Spytaj
    jak On się czuje.Może wtedy padną słowa,że ból po stracie Twojej
    Mamy jest tak wielki,że nie umiał tego inaczej znieśc,że po prostu
    nie poradził sobie z samotnością,rozpaczą.Wiem Agnes,że Ciebie
    bardzo boli strata Mamy.Ale strata życiowego partnera jest czymś
    takim,jakby się samemu po części umarło.Częśc życia znika nagle z
    powierzchni ziemi i żadna inna relacja nie jest w stanie tego braku
    zapełnic.Ja swój ból przeżywam sama,nie szukam pocieszyciela,nie
    potrafiłabym byc z kimś innym.Ale ceną za to jest nieustanne
    zmaganie się z "byc albo nie byc",bo budzę się rano i czuję,że nie
    mam po co wstac.
  • halas1961 26.08.10, 22:19
    Ale kochani to nie o to chodzi, ze ja zabraniałabym Ojcu przezywać zalobe na
    swój sposób i wracac do na tzw. tory zycia szybciej niz ja. Nic bym mu nawet nie
    śmiała powiedzieć o tym co czuję. Po prostu wiem, że ze względu na pamięc o
    matce byłoby mi przykro ze juz, ze tak szybko itd.
    Halinka-mama Agatki
  • agalt 26.08.10, 23:05
    halas1961 napisała:

    > ze względu na pamięc o
    > matce byłoby mi przykro ze juz, ze tak szybko itd.

    Mnie chyba nie. Z doświadczeniami jakie wbrew mojej woli zostały mi dane, zbyt
    dobrze wiem, że to co zdaje się być całkowicie normalne może niekiedy nie mieć z
    normalnością nic wspólnego.
    Chyba wiekszość z nas na tym forum doświadczyła tego, że ludzie oceniają nas nie
    po tym, co czujemy (bo i skąd mają to wiedzieć?), ale po tym, co gotowi są
    dostrzec. Tak naprawdę niewiele osób wie, co się dzieje w naszych sercach.
    Chodzę po świecie, wypełniam jak umiem swoje obowiązki, uśmiecham się do ludzi
    (przecież to nie ich wina, że świat mi sie zawalił) i większość z nich nie ma
    pojęcia, że śmierć Jasia była dla mojego serca kataklizmem, którego nie
    przetrwało. Jak większość z nas żyję zawieszona miedzy tu i TAM z rosnącą
    swiadomością, że ciało bardziej mi przeszkadza niż pomaga. A wielu moich
    znajomych mówi mi, że się cieszą, że jestem taka dzielna i tak świetnie sobie
    radzę.
    Myślę, że z ojcem Agnes jest podobnie. To, że wpuścil kogos do swojego świata
    nie oznacza jeszcze, że ta osoba nie stapa po zgliszczach. Może tylko ten ktoś
    odważa sie widziec i rozumiec więcej? A może ten ktoś to dar od Mamy Agnes,
    która chciała, by ktos sie zaopiekował jej mężem?
    Myslę, że problem w ogóle nie jest w tym, czy jest ktos inny ani jak szybko. Dla
    mnie ważne byłoby pielęgnowanie dobrych wspomnień o zmarłym rodzicu. A to będzie
    mozliwe tylko wtedy, gdy żyjacego rodzica nie bedzie sie traktować jak pamiatki
    (w najlepszym razie kustosza) w muzeum poświęconym pamięci zmarłego. Wolność
    uskrzydla wszystkich, a więzy wszystkich zmuszają do prób oswobodzenia się.
  • agnes3131 29.08.10, 23:24
    Pani Halinko bardzo dziękuję za te słowa. Naprawdę jest Pani dobrym
    duszkiem tego forum! A życie jest bardzo skomplikowane i czasem
    myślę, że uczucia bardzo je utrudniają... Ale bez nich pewnie nie
    byłoby też miłości... Jest nawet bardziej skomplikowane niż mógłby
    ktoś pomyśleć... od 1.10 idę do nowej pracy, a moją kierowniczką
    będzie nowa pani Taty... to dopiero będzie super sytuacja, na którą
    się zgodziłam sama, żeby nie pracować do godz. 18, tylko do 15 i móc
    normalnie odbierać synka z przedszkola, a nie prosić rodzinę..
    ech... życie... mam nadzieję, że Mama jest poza tym i jest
    szczęśliwa! I że jakoś wpływa na to co się dzieje, i że tak właśnie
    ma być.
  • agalt 30.08.10, 09:42
    Witaj Agnes,
    Sorry, ze odpowiadam na post nie do mnie, ale spójrz tylko: Twoja Mamusia na
    pewno nie jest "poza tym". To ona jest za tym. Będziesz miała nową
    pracę, ktora da Ci więcej czasu na opiekę nad synkiem, a dodatkowo będziesz
    miała okazje dostrzeżenia, że ta pani nie jest ani Twoim wrogiem, ani Twojej
    Mamusi, ani pamięci o Niej. Naprawdę tego nie widzisz?
    Ja nieustannie doświadczam tego, że Jaś nas prowadzi i sie nami opiekuje. Czasem
    to rzeczywiście na pierwszy rzut oka wydaje się być nie po naszej myśli. Potem
    jednak okazuje sie, że z JEGO perspektywy widać więcej i, że sposób w jaki się
    sprawy potoczyły był najlepszy z możliwych:)
    Pozdrawiam Cie serdecznie
  • agnes3131 30.08.10, 15:20
    Dziękuję Agalt, mam nadzieję, że masz rację, choć trudno mi w to
    uwierzyć.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka