17.01.11, 10:06
Dzisiejszy dzień każdego z nas wygląda zupełnie inaczej. Niektórzy z nas wyszli na prostą, zajęli się pracą, szkołą, problemami,a ja tkwię w martwym punkcie, tęsknię okrutnie, mój brat, tata, wszyscy dziadkowie, ciocie, wujkowie, kuzyni przyjaciele są już TAM (cokolwiek to oznacza),a ja jestem TU, nic się nie zmieniło, a może wiele, bo tęsknota jest większa, dobija okrutnie a co u Was moi drodzy jak jest DZIŚ. Może choć ciut lepiej?
Pozdrawiam ciepło jak zwykle zresztą.
Edytor zaawansowany
  • mpa5 17.01.11, 14:26
    U mnie ostatnio było trochę lepiej - skupiłam na pracy, codziennych obowiązkach.
    Wczoraj wieczorem kiedy już kładłam się spać nagle zaczęłam o Nim myśleć. Nie mogłam zasnąć, myślałam o Nim, o tym jak nam było razem dobrze, o wszystkich dniach spędzonych razem, o dniu jego śmierci.
    Dzisiaj jest tak samo. Jestem do niczego, nie mogę się niczym zająć tylko cały czas myślę i tęsknię.
    Od jakiegoś czasu próbuję, żeby było mi łatwiej, nie oglądać jego zdjęć, nie czytać listów, w ogóle nie myśleć, a najbardziej powstrzymać się od myślenia co by było gdyby... [to jest najgorsze], ale dzisiaj kompletnie mi się to nie udaje.

    Również pozdrawiam Was serdecznie i mam nadzieję, że Wasze dzisiaj jest lepsze.
  • proy0311 17.01.11, 18:39
    Podobnie jak Ty Mapa nie bardzo mogę oglądać zdjęcia. Czuje się z tego powodu mało komfortowo. Bo wyglada na to że zapominam wypieram Piotra człowieka ze swojej pamięci a stwarzam sobie jego nowy obraz ,jako przyjaznego Anioła:) (( i słysze jak mówi >>bo nim jestem i się uśmiecha <<))
    Powrót do życia odbywa sie z kalendarzem i zapisywaniem prawie wszystkiego , nieomal ...wysiusiaj się...:) Na ogoł trudno.
    Zawieszam się i wtedy spojrzenie w kalendarz przywraca równowagę. zastanawiam się czy Ola była w Toruniu ? Ja mimo że od niej starsza muszę w podobnym celu jechać do Warszawy. Niestety do tego samego szpitala w którym pożegnałam na zawsze Piotra.
    Po smierci Piotra wróciłam do pracy po kilku dniach. Praca i panujaca tam atmosfera trzymaly mnie w pionie choć przez fragment dnia...dzień po dniu.
    Na marzec zaplanowałam właśnie tydzień w domu rekolekcyjnym . Prawie tydzień ciszy i bycia sam na sam ze sobą.Mam nadzieję ze bedę wtedy juz na to gotowa.Może wtedy uda mi sie to wszystko troche uporządkować.
    Jest trudno. Czas mija ból nie .A jednak uczymy się żyć .
    Dzieki za wątek Maretta
  • ollaa86 17.01.11, 20:28
    Nie Proy, jeszcze nie byłam, ale jadę w piątek.:) Już muszę koniecznie, bo przysłali mi dziś jakiś świstek i straszą konsekwencjami. Życzę Ci dużo siły na Twój wyjazd, jakoś nie potrafię sobie wyobrazić mojej wizyty w szpitalu, w którym odszedł Grześ. Ale wiem, że jeśli rozwinie się we mnie nowotwór kiedykolwiek, to chyba chciałabym leczyć się w tym samym szpitalu, w którym Go żegnałam, a na pewno chciałabym w nim umierać. W tej samej sali i na tym samym łóżku.
    Jeśli chodzi o dzień dzisiejszy, to nie wiem, czy jest lepiej niż na samym początku żałoby. Jest inaczej, może nawet troszkę lepiej, chociaż ciężko jest mi to przyznać przed samą sobą, bo wtedy słyszę Jego słowa "Oluś, przyzwyczaisz się"... Ja oburzona odpowiadałam "Nigdy!", ale miał rację, chyba się przyzwyczajam... Do samotnych wieczorów i samotnych dni, do tęsknoty, do złości, do braku ukochanych rąk... I co dzień dziwię się, czy do tego można się przyzwyczaić???
    Wściekam się teraz strasznie, fizycznie czuję się fatalnie od jakiegoś czasu. Łażę na badania i oprócz lekkiej anemii z niedoboru żelaza nic mi nie jest. Dziś zrobiłam sobie wyniki i jutro idę do lekarza (ile można???), ale widzę, ze po anemii już nie ma śladu i boję się, że pani doktor posądzi mnie o jakąś hipochondrię, a ja naprawdę nie czuję się najlepiej, chociaż po kuracji żelazem jest już duuuużo lepiej:)
    Postanowiłam sobie, że zrobię wszystko, żeby obronić się w końcu. Chcę mieć to z głowy, bo to mimo wszystko jest dla mnie duże obciążenia, ta niedokończona szkoła. Chcę zrobić to dla Niego, wiem, że by mi nie wybaczył, że obwiniał by się o to... Nie mogę na to pozwolić.
    Pozdrawiam Was wszystkie cieplutko.
    --
    "Chcę morze zarzucić na głowę, by nikt nie widział łez moich..."
  • proy0311 17.01.11, 21:04
    Ja też jadę w piątek . Damy radę. Chyba.
  • annubis74 17.01.11, 19:30
    Droga Marto, myślę że trudno nam dać sobie prawo do tego by czuć się lepiej... bo czując się lepiej czujemy jednocześnie jakbyśmy zdradzali swój ból po Nich.
    Tak, czuję się lepiej, jeśli oczywiście porównuję swój stan do tego tuż po śmierci mojej Mamy, do tego kilka miesięcy po Jej śmierci. Nauczyłam się z tym żyć.
    Pierwsze chwile to był szok, stupor, kompletne otępienie zawieszenie miedzy bytem a niebytem. Miałam poczucie nierzeczywistości. Później kolejno przychodziły zaprzeczenie połaczone z irracjonalna nadzieją ze to wszystko nie dzieje sie naprawdę. Później rozpacz i tęsknota. tęsknota zostaje - myślę ze już na zawsze. Myślę o Mamie codziennie, wiele razy dziennie. Codzienność ogarniam, najgorsze są święta, dni wyjątkowe, jak np. Boże Narodzenie, Dzień Babci, Dzień Matki. Wtedy tęsknota fizycznie boli, wtedy smutek odbiera mi chęć do życia. Ale są też dni, godziny, kiedy potrafię znów się śmiać i w pewien sposób czerpać radość z życia. co więcej chyba z większa niż wcześniej świadomością, jak kruche, jak cenne są to chwile
  • grazyna1965 17.01.11, 22:43
    Martuniu, dawno nie pisałam ale wciąż jestem tutaj. Czytam, czytam i czytam. Nie mam w sobie siły na pisanie, choć nieraz zaczynałam..i nie kończyłam. Bo co mam napisać? Jak wyrazić w kilku słowach to co czuję? Nie potrafię już pisać o swoim bólu i tęsknocie, chyba już nie potrafię z nikim rozmawiać o tym. Kiedyś zainteresowanie innych moją osobą, moim cierpieniem było maleńkim balsamem, wyrazem empatii.. dzisiaj jest inaczej. Jestem bombardowana zewsząd informacjami o dzieciach, o ich sukcesach, osiągnięciach..ludzie nie rozumieją, że samo słuchanie o tym sprawia mi trudność, że moja żałoba wciąż trwa, że moje serce każdego dnia krwawi. Czasami tylko widząc moje zaciśnięte szczęki pytają co mi jest. Nic mi nie jest przecież. Umarło tylko moje dziecko. Czy tak mam każdemu odpowiadać? Próbowałam, bez sensu. Dlatego uciekam od takich rozmów, uciekam od kontaktów z ludźmi. Bo ja już do nich nie pasuje, ot, po prostu. Trzy lata bez mojej Patry / 35 miesięcy i dwa tygodnie/, jak to możliwe? Nie wiem, ale wciąż żyję. Uczę się każdego dnia życia bez Niej, choć sama wiesz, że to cholernie trudne żyć bez kogoś kogo tak bardzo się kocha. Tęsknota zżera od środka, zabiera siły na cokolwiek. I te myśli, których już nie można oszukać, one wdzierają się i zabierają duszę. Nie wiem czy pamiętasz jak kiedyś pisałam o tym, że muszę znaleźć jakiś patent na życie...nie znalazłam. Chyba wciąż szukam skoro jeszcze tutaj jestem. Ale są też takie dni, że jedyne czego pragnę to śmierć. Ale moje chcenie nie ma nic tutaj do rzeczy, dni i tak mijają, jeden po drugim a ja budzę się rano i wciąż mam wrażenie, że to jakaś pomyłka. Przecież nie może to być moje życie. Ale jest, niestety. Staram się bardzo, wiesz? Wmawiam sobie, że to dla Patry, że Ona chce tego ale przychodzą chwile, że nie mam już siły na codzienną walkę.I wtedy chcę się uwolnić od tego ciężaru, uciec...jedyne co mi przynosi ulgę to myśl, że przecież kiedyś uwolnię się i znajdę moją Patrę. A póki co wciąż jestem.
    Pozdrawiam cieplutko
    Grażyna,mama Patryni
  • tilia7 17.01.11, 23:15
    21 i pół miesiąca.Czy jest lepiej?Nie jest,jest tylko nieco inaczej,inaczej może rozłożone są akcenty,ból,jako stały towarzysz mniej mnie przeraża,ale ciągle jest.Najgorsze jest poczucie pustki i takie uczucie,że nic już nie warto,że wszystko straciło blask,smak,kolory,że nic nie ma sensu.Muszę pomyślec co dalej zawodowo,ciągle nie wiem,bo każdy pomysł kwituje myslą:"po co?".Do tego problemy zdrowotne i bardzo złe samopoczucie,również to fizyczne,samotnośc i niezrozumienie,wyobcowanie-trochę na moje własne życzenie,ale podobnie jak Grażynka nie mam już siły mówic:"Nic mi nie jest.Umarł tylko najbliższy mi człowiek".Też się bardzo staram.Próbuję wzmacniac własną wytrwałosc w pokonywaniu trudności.Pracuję nad własnym wewnętrznym rozwojem i w zasadzie widzę efekty.Ale jest źle.Nie wiem po co żyję,każdy dzień jest męką.Życie bez marzeń jest pozbawione sensu a ja nie mam marzeń.Nie widzę przed sobą żadnego celu.Cokolwiek pomyślę widzę na końcu samą siebię,jak wchodzę do pustego pokoju,w którym nie ma z kim porozmawiac,nie ma do kogo się przytulic,nie ma nic...
    Trwam,bo czy można to nazwac życiem?Wątpię.Śmierc i życie wydają mi się jednkowo beznadziejne i kiedy kładę się spac,nie wiem,czy bardziej boję się,że się rano nie obudzę,czy że się obudzę.Chciałabym móc rozpłynąc się we mgle,zniknąc.
    Czytam Was codziennie,piszę rzadko,bo nie wiem,czym mogłabym Was pocieszyc,poza zapewnieniem,że SĄ...
    Przytulam Was wszystkie z całego serca i dziękuję,że jesteście
  • agawyzga 18.01.11, 08:13
    Witam was, ja tez dawno nie pisałam, czytam was często ale często nie mam siły nic pisać.
    Jutro minie 15 miesięcy bez mojej kochanej Madzi.
    Jak jest dziś?
    Hm..trudne pytanie, zastanawiałam się nad tym, jest na pewno inaczej,każdego dnia przyzwyczajam się do życia bez niej, jem, śpię,pracuje, sprzątam, płacze ale i śmieję się,bo życie toczy się dalej a ja nie mam innego wyjścia,
    Świat nie lubi łez i smutku, nastawiony jest na radość i karierę.
    Ale są tez chwile gdy na chwile zatrzymuje się i płacze, wspominam a tęsknota rozrywa me serce.Tak te chwile są i będą i nie wymarzę ich nigdy, są częścią mego życia, częścią mnie samej.Mam podobne odczucia jak Grażyna, nie mogę słuchać opowieści o innych dorosłych dzieciach i ich różnych osiągnięciach...bo moja Madzia była by dziś studentką drugiego roku...jak by to było? Tego już nigdy się nie dowiem...
    Pozdrawiam was i życzę nam wszystkim, abyśmy jeszcze kiedyś zaznali trochę szczęścia na tym świecie pełnym łez i cierpienia.
    Tylko świadomość ,że życie tu to nie koniec... daje mi sens istnienia...że przyjdzie kiedyś piękna chwila gdy zobaczę twe oblicze ..i wtedy wszystko inne straci sens...
    Agnieszka-mama Madzi
  • annubis74 18.01.11, 09:44
    Macie rację, smutek, ból, rozpacz to coś co ludzie chcą od siebie odsunąć. Nie chcą na to patrzeć, nie chcą tego widzieć, nie chca rozmawiać, bo tez nie wiedzą jak sie zachować.
    W naszym rzekomo katolickim społeczeństwie istnieje kompletna nieumiejętność, niemożność, niechęć do mówienia o śmierci, o bólu związanym z odejściem kogoś kochanego. Paradoksalnie dużo lepiej radzą sobie z tym laickie społeczeństwa Zachodu
    Pamietam jak po śmierci Mamy dostaliśmy broszurkę od ksiedza w której była mowa o tym, ze nadmierna rozpacz z powodu odejścia kogoś bliskiego jest niestosowna - nie zacytuję tutaj słow jakie miałam ochotę wykrzyczeć w obliczu tych mądrości
    Mam poczucie że smutek i tęsknota zostają już na zawsze i będą mi towarzyszyć zawsze. Myślę że trzeba to zaakceptować to, że już nigdy nie będzie dobrze ta jak przed stratą która nas dotknęła.
  • agalt 18.01.11, 18:47
    4-go lutego miną dwa lata... "Jestem (...) bledsza, trochę śpiąca, trochę bardziej milcząca... Lecz widać można żyć bez powietrza..." (Pawlikowska-Jasnorzewska)
    Też czuję, że jestem z innego świata. Z pogranicza światów... Też stałam się odludkiem, choć rozmowy innych o ich szczęściu czy widok szczęśliwych ludzi mnie cieszą. To dobrze, że choć inni są szczęśliwi. Mój Jaś kochany jest w Niebie i pewnie pisze lub gra coś pięknego Panu Bogu. To tez rodzaj szczęścia, choć trudno je przyjąć i choć tęsknię ogromnie. Ale jakoś dam radę. Dobrze, że to tylko kwestia czasu.
    Sposób na przetrwanie mam banalny - codziennie planuję tylko przetrwać jutro. Czasem i to jest trudne, ale - jak widać - póki co działa. O wszystkim ważnym przypomina mi alarm kalendarza. Gorzej, jak zapomnę wpisać :((
    Pozdrawiam serdecznie
    --
    Lawina bieg od tego zmienia po jakich toczy się kamieniach
  • agalt 18.01.11, 19:00
    22 miesiące, nie dwa lata. Czyli i tak wieczność
  • mamu49 18.01.11, 13:31
    Dziś ...... dziś upływa 21 miesiąc odkąd jestem osieroconą mamą. Odszedł mój jedyny syn Tomasz. Miał niespełna 22 lata. I dziś wiem, że nie będzie lepiej już nigdy. Już nie należę do tego świata, jestem jakby za szybą - widzę jak inni ale czuję inaczej. Niby chodzę do pracy, krzątam się po domu, spotykam się z ludźmi ale to nie jest już moje życie. Robię to wszystko z przyzwyczajenia, żeby nie zwariować ? Jak powiedziała Tilia, nie ma życia bez marzeń, bez planów, bez przyszłości. To jest Niby Życie, to wegetacja. I mam mętlik w głowie bo raz nadzieja, że On gdzieś jest i kiedyś się spotkamy a w innej chwili nie wierzę w nic, pustka.
    Czytam Was codziennie, zaraz po przyjściu do pracy, chociaż sama w zasadzie nie piszę. I dziękuję Wam, że jesteście - dziękuję Tilio, Grażynko, Agalt, mamo Madzi Wyzgi, i wszystkim, których nie wymieniłam po nicku i że piszecie.
    Mama Tomasza
  • maretta111 18.01.11, 16:23
    Strasznie zmieniło się nasze życie, tak jak piszecie to wegetacja, życie w zawieszeniu, mnie drażni( tak jak np osierocone mamy rozmowa o dzieciach znajomych, o ich sukcesach) jak inni rozmawiają o swoim rodzeństwie, ja przecież straciłam jedynego brata. Niektórzy to nawet po takiej tragedii u mnie "nawrócili się", kiedyś wielkie nienawiści do rodzeństwa a teraz wielka miłość, tylko dlaczego to moja tragedia przemieniła czyjeś relacje z rodzeństwem. Królik doświadczalny to ja.Dobrze jest poczytać jak jest u Was dziś. Przecież łączy nas jedno, tragedia po starcie bliskiej osoby. Pozdrawiam
  • annubis74 19.01.11, 13:28
    mnie boli, jak widze babcie przytulajace swoje wnuczki szczególnie w wieku mojej córki
    kiedy widze dorosłe córki na spacerze, nach z mamami. nie drażni mnie, raczej smuci, ze mnie i moje córeczce zostało to odebrane. Rozumiem, Marto, że pewnie, myslisz sobie dlaczego inni jednają się ze swoim rodzeństwem "kosztem" Twojej rodzinnej tragedii.
    ale mnie dużo bardziej irytuje bezkresna małostkowość, głupia drobiazgowość, konfliktowość ludzi, którzy źle i głupio traktują swoich bliskich, nie wiedząc jakie mają szczęście, ze tych bliskich mają... jeszcze mają...
  • fruzelina56 22.01.11, 17:10
    Dziś......dla mnie to wczoraj a wczoraj to miesiąc temu.Zawisłam 26 kwietnia i bujam przez cały czas tylko gdzie?? Nie wiem. Żyję w próżni pomimo tego,że otaczają mnie domownicy.Nawet teraz gdy piszę ciągle coś chca i ''przeszkadzają" mi.Okrutne ale wciąż coś mi przeszkadza sama nie wiem co i dlaczego.Poddenerwowanie i ciągły smutek daje się we znaki wszystkim.Ja wciąż tęsknię,jeszcze bardziej.Dzisiaj położyłam się spać o 1.30 i do 3.00 zasnąć nie mogłam.Myśli kłębią się niesamowicie,głowa wciąż pracuje a kiedy odpocznie??? Pytam,kiedy??? Chyba nigdy.Wspomnienia i obrazy przeplatają się.Nie wiem kiedy zasnęłam.Poranek taki sam.Pobudka skoro świt(bo dzieci małe) niewyspanie i znowu tęsknota.Ogromna,niewyobrażalna. Wierzę,że spotkam się z Mamą i tylko to jest podmuchem żagle mojego okrętu,który dryfuje.....bez końca.
    pozdrawiam wszystkich DZIŚ i JUTRO....
  • annubis74 24.01.11, 15:01
    Droga fruzelino, bardzo współczuję bardzo przytulam
    i mam tylko nadzieję, że Twoi bliscy - domownicy, którzy tak Ci przeszkadzają i tak absorbują wyciągną Cię na powierzchnię. Wiesz, żałobą każdy zostaje tak naprawdę sam, nawet jeśli dookoła ma inne osoby przeżywajace tą samą stratę - bo choć strata ta sama to żałoba zawsze inna. Mnie moi bliscy - mąż i córeczka - wyciągnęli na powierzchnię, bo pewnie gdybym miała dużo czasu by się zastanawiać to.... w najlepszym razie popadłabym w szaleństwo.
    I wierz mi, będzie lepiej. Lepiej nie znaczy dobrze, nie oznacza bezchmurnego nieba ani beztroskiej radości. Lepiej to znaczy, ze przyjdzie taki moment, kiedy spojrzysz na zdjęcie Mamy bez takiego strasznego ucisku w gardle i w sercu. Lepiej to znaczy, ze zaczniesz znów się śmiać z figli swoich dzieci, nie bedziesz się od nich odsuwać (wiem jak ciężko bawić się z dzieckiem kiedy ono smieje się radośnie a Twoje serce ma ciężar ołowiu). Będzie lepiej gdy pewnego dnia poczujesz ochotę na wyjście do kina, albo na plotki z koleżankami i na nowo nauczysz się z nimi rozmawiać. Kiedyś... Nie wiem kiedy. Nasze lepiej to małe drobne kroczki...
    Podobnie jak Ty cierpię na bezsenność więc moje lepiej to noc która przesypaiam bez męczącego czuwania w nocy, mam też nerwicę lękową będącą wynikiem śmierci mojej Mamy - lepiej to dzień kiedy potrafię się z nią uporać i nie paralizuje mnie straszliwy lęk tak przed życiem jak i przed śmiercią...
  • gama2003 24.01.11, 21:31
    Przeraża mnie to,że czuję identycznie ja Wy.....
    Też dręczy mnie odkurzona nerwica, wiąże ręce w dzień a nocą odbiera sen.
    Mam uczucie ,że cały czas coś udaję a mam ochotę trwac w bezruchu i czekać. Nie wiem na co. Moje otoczenie żyje a ja to udaję. Z drugiej strony wiem, że tata byłby zły , że tak się w tym pogrążam. Ale ja nad niczym nie panuję, z ledwością nad tym co zrobic na obiad.Z ledwością nad tym,żeby go wogóle dla rodziny zrobić. Pomaga mi czytanie książek, wtedy jestem w książkowym świecie i nie pamiętam o moim.Ale książkę kiedyś trzeba odłożyc....
  • fruzelina56 24.01.11, 23:37
    dziękuję za każde słowo, pocieszenie i otuchę. W sumie jak tylko osoba z mojego otoczenia próbuje mnie pocieszać irytuje mnie do granic możliwośi,bo przecież nic nie wie o moim smutku a żałobę po odejściu najbliższej osoby zna tylko z opowieści bądź filmów.Dlatego dziękuję jeszcze raz,bo Wy wiecie o czym mówię i słowa otuchy z Waszych ust brzmią inaczej
  • annubis74 25.01.11, 08:12
    gamo, z tego co wiem Twoja strata jest bardzo niedawna, takie uczucie paraliżu, otępienia jest normalne przez pierwszy okres żałoby, mnie towarzyszyło przez kilka miesięcy. Tzn. musiałam zajmować się córeczką, musiałam pracować, ale kiedy tylko mogłam siadałam albo leżałam. Potrafiłam przepłakać kilka godzin lub bezmyślnie pogapić się w sufit
    daj sobie czas, nie obwiniaj się za to że czujesz si e właśnie tak, powiedz mężowi czy innej bliskiej osobie jak się czujesz i poproś by Cię wspierał
  • gama2003 25.01.11, 12:52
    Dziękuję za zrozumienie.
    Szczerze powiem, widzę, że moje zawieszanie się zaczyna denerwować moje otoczenie.Nikt mi tego nie mówi, ale na jakieś mega wsparcie nie mam co liczyć.
    Czuję się słuchana jednym uchem, a drugim osoby na które liczyłam już zmieniają temat albo lecą do swoich spraw.Takie- jakby co, to zadzwoń.....
    A ja zadzwonić nie potrafię. Na dodatek co chwilę cos mi dolega, wkurza mnie to bardzo bo chcę zająć się czymś męczącym a tu figa.
    To nie chodzi o to, że ja bym chciała byc teraz księżniczką zbolałą noszoną na rękach przez otoczenie. Chciałabym tylko nie czuć takiej presji do powrotu do normalności. Mąż to oddzielna historia, nie wiem nawet jak to opisać. Chyba ucieka w pracę przed żałobą w domu.

    Tu na forum, wiem,że jestem rozumiana. To nie daje pocieszenia ale ulgę w wylaniu tego czego na głos nie umiem powiedzieć nikomu. A z drugiej strony czytanie Waszych historii bardzo mnie porusza. Czuję głęboką pokorę przed bólem osieroconych matek, bo to chyba najgorszy ciężar bólu, przed bólem osieroconych żon. U mnie zaszła kolej rzeczy- jak mówia pocieszacze- dziecko żegna rodzica. A dla mnie cholernej słabeuszki to coś nie do udźwignięcia.
  • annubis74 25.01.11, 15:51
    Po śmierci Mamy słyszałam wiele razy różne wypowiedzi o pożytkach płynących z cierpienia. O tym, ze pewnie nie znam boskiego planu i nie wiem jaki będzie bilans zysków i strat... iże na pewno coś dobrego z tej żałoby wynika. Jeśli tak to tylko jedno - żałoba nie zdołała mnie złamać, nie zdołała mi odebrać całkowicie woli życia.
    Podobnie jak Ty mam świadomość (dzięki temu forum) że są nieszczęścia znacznie większe niż moje z którymi inni muszą sobie radzić, choć zazwyczaj ta świadomość cierpienia innych jeszcze tylko przytłacza dodatkowym ciężarem
    Mój bilans strat: nerwica lękowa objawiająca się często dolegliwościami somatycznymi, generalnie moje małżeństwo też na tym ucierpiało - chociaż mój mąż jest dobrym i pełnym zrozumienia człowiekiem, ale też uważałam że nie jest w stanie mnie zrozumieć i ogarnąć mojego bólu, ludzie się odsuwali i ja odsuwałam się od nich. Jakieś zyski - jestem, trwam i nawet zdarza mi sie czasem cieszyć się życiem, wiem już kto i co ma w moim życiu znaczenie a co i kogo mogę sobie odpuścić.
    W obliczu śmierci wszyscy jesteśmy słabi, ale też silniejsi niż nam się zdaje. Daj sobie czas i olej tak zwane otoczenie (przepraszam za takie okreslenie) Ja jeszcze jednej rzeczy się nauczyłam - nie ulegać tzw. presji otoczenia i mówić o swoim bólu - bezcenne
  • gama2003 25.01.11, 17:13
    Mnie też przytłacza multum bólu na tym forum. I przytłacza,że nie umiem na nikogo pocieszyć.
    Ale forum to miejsce bezpieczne. Byłoby jeszcze lepiej gdyby było zamknięte dla przypadkowych czytaczy.Ale rozumiem otwartą formułę jako szczególną pomoc dla tych którzy w bólu nie potrafią się tu odezwać czy nawet zalogować

    Strata taty na wiele rzeczy otworzyła mi oczy.Niby oczywistych.
    Nie rozumiem jednak Boskości tego wszystkiego.Dopada mnie zwątpienie, kiedy czuję mój ból, kiedy czytam o Waszych stratach. Zazdroszczę tym którzy Wierzą niepodważalnie. Ja błądzę .

    Rzeczywiście przetasowali mi się znajomi, chociaz tak mało czasu upłynęło.
    Smutno mi ,że odsuwają się, unikają tematu....
    Dopada mnie chwilami jakieś znieczulenie na wszystko. Wyjechałam na kilka dni i chociaz ból nie zelżał oddychałam głębiej. Byłam w górach i byłam BLIŻEJ....
  • fruzelina56 25.01.11, 22:45
    gamo2003 sądzę,że każdego przytłacza większość wypowiedzi na tym forum,ale po to ono jest aby móc się wygadać , wyżalić i sama nie wiem co.Nie smuć się,że nie możesz nikogo pocieszyć-przecież sama wiesz jak to jest,że nikt nie jest w stanie pomóc w Twoim/naszym cierpieniu.O tyle dobrze,że są tu osoby w identycznej bądź podobnej sytuacji,które rozumieją i to wystarcza.Że obca Tobie/mi osoba potrafi Cię/mnie wysłuchać i czytając pokiwa głową i pomyśli , wiem o czym ona mówi.To wspaniałe.Bynajmniej ja wtedy czuję ,że ktoś mnie rozumie. Tak samo uważam,że ciekawscy nie powinni tu zaglądać.Ja raczej nie wpadłabym na taki pomysł gdybym nie była w takiej sytuacji.Ale ludzie są okrutni,ciekawscy i manipulanci.
    Co do wiary i błądzenia.Sama nie wiem co mam myśleć,.Jest czas,że jestem zła na Boga , na siebie na wszystko i wszystkich ale głęboko wierzę,że spotkam się z Mamą i to trzyma mnie w pionie na tym moim dryfującym statku.
    Co do znajomych................duuuuuuuuuużo by tu pisać.Poznałam się w dosłownym tego słowa znaczeniu na nich już podczas choroby mojej Mamy.Zarówno na znajomych i przyjaciółkach Mamy jak i mioch.Teraz wiem chyba wszystko i życie zrobiło samo selekcję.
    pozdrawiam cieplutko
  • gama2003 26.01.11, 21:51
    Wypowiadam się w nielicznych watkach bo to co zaczynam pisac w wątkach innnych osób tak głupio mi brzmi,że wolę zamilknąć.
    Tak, to wielki dar czuć że ktoś rozumie, taką falę życzliwości od osób w podobnej do naszej sytuacji. Piszę o cieple tego forum. Wcale nie wirtualnym. To dla mnie wielki dar i bardzo go doceniam, doceniam każde słowo które tu przeczytałam w odpowiedzi.
    Naprawdę bardzo Wam dziękuję.

    Dziś potrzebowałam pilnie załatwić coś, co w naszych krajowych warunkach wiąże się z terminami, kłodami pod nogami i ogólnie nie do załatwienia na cito.
    A mnie się udało, wierzę,że tata mi w tym pomógł. Prosiłam o to. Wszystko szło jak po maśle, jakby mnie ktoś za rękę prowadził i niemozliwe załatwiłam w kilka godzin. Coś we mnie śmieje się do taty, tak bardzo bym chciała pozostać w przekonaniu jego udziału w moim życiu. Tzn czynnego udziału, bo myslami cały czas jestem przy nim.
    I tęsknię jak oszalała. Serce mi mocniej bije kiedy mijam na ulicy kogoś podobnego.
    Ja go szukam wzrokiem, chyba zwariowałam.
  • mocnakrysia 30.01.11, 10:08
    Dziś mija 1 rok i 1 miesiąc od śmierci mojej mamy. Czas ucieka i póki tu jesteśmy trzeba czymś to życie wypełnić. Na pewno zmieniło się moje postrzeganie różnych spraw, wiem już co w tym życiu jest najważniejsze - bliskich ,rodziny , przyjaciół nie zastąpi nic . Pracuję, zajmuje się domem, na cmentarz do rodziców jeżdżę w każdą sobotę lub niedzielę. Nadal tęsknię ,czuję pustkę i lęk o zdrowie najbliższych. Ostatnio znów pożegnaliśmy z mężem naszych dwóch bliskich znajomych. Czasem mam takie myśli że wszystko co dobre w moim życiu już było ,może się mylę?. A życie toczy się dalej ,własnym torem jakby nas wcale nie było.
  • annmaria 30.01.11, 18:16
    Dzis to jutro tylko ze dzis. Napisal Mrozek. Wlasnie kazdy dzien wypelniony wspomnieniami kazda godzina pelna tesknoty. Odchodza inni u mnie co miesiac ktos tak od listopada. A ja zyje pracuje czasem sie smieje. Ale ja to juz zupelnie inna osoba niz przed. Inne wartosci inna gama potrzeb. Z innego powodu placze i szczescie znaczy co innego. I jako ze dzis to jutro coraz blizej do spotkania tam i coraz czesciej o tym mysle choc wiem ze tu mam jeszcze duzo do zrobienia i jestem potrzebna. Ale tego jutro wcale sie nie lekam. A

    Dni za dniami mijają przyspieszając wciaz biegu...aż się urwą...Za marzeniem nadąrzyć nie mogą...A pytanie odwieczne CO na tamtym jest brzegu? Pali usta i ludziom i Bogom...
  • agawa43 11.02.11, 19:22
    www.youtube.com/watch?v=4-RrHeSalGA&feature=related
  • gama2003 11.02.11, 19:29
    Cudowna, chwytająca za serce muzyka...
    Tato, słuchasz jej ze mną?
  • agawa43 11.02.11, 19:35
    Mam nadzieję że słucha jej Twój tata, mój brat i wszyscy za którymi tak tęsknimy.
  • annmaria 11.02.11, 23:08
    Slyszy pewnie ze slyszy i stoi przy Tobie choc w to nie wierzysz i zawsze bedzie stal bo to Twoj Tato. A kiedy czas Twoj sie skonczy tu wyjdzie Ci na przeciw. Mysle tak bo sama mam nadzieje ze moj Ojciec czeka aby mnie po nowym swiecie oprowadzic. A
    --
    Dni za dniami mijają przyspieszając wciaz biegu...aż się urwą...Za marzeniem nadąrzyć nie mogą...A pytanie odwieczne CO na tamtym jest brzegu? Pali usta i ludziom i Bogom...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka