• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

czas.. ile czasu musi upłynąć? Dodaj do ulubionych

  • 13.02.11, 23:23
    ile czasu musi upłynąć, by podnieść się po stracie bliskiej osoby i zacząć żyć od nowa?
    wiem, nigdy nie będzie jak dawniej.. nikt i nic nie sprawi, by wszystko było jak dawniej. to nierealne, niestety..
    ale nadchodzi takie moment, kiedy zaczyna się patrzeć w przyszłość..
    ile to trwa ?
    w moim przypadku minęły 2 lata i 5 m-cy od Jego śmierci.. boli nadal, ale już inaczej, uczę się żyć na nowo.. noszę w sobie jakiś dziwny lęk, bardzo boję się o najbliższych.. czasem nie zasnę dopóki ktoś z rodziny nie wróci do domu, odczuwam dziwny strach gdy ktoś wyjeżdża i czekam na wiadomość, że dojechał.. taki podświadomy lęk o najbliższych, nie potrafię tego wyjaśnić..

    Pamiętam sytuację, gdy bliska koleżanka straciła chłopaka, z ktorym była 5 lat. nie chcę się rozpisywac o okolicznościach jego śmierci, po prostu wypadek (nie samochodowy).
    trochę wtedy rozmawiałyśmy, tzn. ona mówiła, ja słuchałam.. nie rozumialam jej, za nic nie potrafiłam zrozumieć. miesiąc po jego śmierci była z kimś innym.. nie chciałam oceniać, nie chciałam też zrozumieć, bo dla mnie było niepojęte, jak można pocałować kogoś innego, mając przed oczami wciąż obraz tego, z którym odkryła miłości świat.. jak można spotykać się z kimś nowym tak szybko..
    ja chyba na wszystko potrzebuję czas..
    po paru latach ponownie rozmawiałyśmy, przyznala, że nie potrafi być sama, że mimo 5-letniego związku z nieżyjącym X na końcu 'mijali się', że to były pozory związku, ale ze strachu przed byciem samą to wszystko trwało..a po jego śmierci szybko się z kimś związała..

    tak sobie chciałam napisać..
    zastanawia mnie wiele rzeczy, wielu nie rozumiem, czasem nie rozumiem sama siebie..
    wiem, że rodzice po śmierci dziecka nigdy się nie otrząsną, że to najgorsze, co może być..
    wiem też, że wielka miłość, która zdarza się bardzo rzadko, nigdy nie umiera..
    a ludzie, którzy byli nam bliscy, mimo śmierci żyją dalej i żyć będą..
    tak jak On żyje na zawsze we mnie i nikt nigdy mi Go nie zastąpi, chociaż jestem świadoma faktu, że muszę poukładać sobie życie .. i to będzie życie bez Niego :( mimo, że On gdzieś jest i będzie na wieki blisko mnie, to jednak - tu na ziemi - spędzę resztę życia cieleśnie bez Niego..

    Edytor zaawansowany
    • 13.02.11, 23:49
      Kalińciu... Tak myślałam, gdzie się wkleić... Z moją miłością do niczego tu niepodobną... Ostatnią w "rankingu strat"...
      Mnie o tyle łatwiej, że niczego nie muszę sobie układać "bez". To "tylko" kawałek mojego życia, który rozciągnął się w wieczność, jak wierzę. Kwiatuszka moja wbiegła w moje życie roześmiana, nieplanowana, gdyby nie wbiegła, nawet bym pewnie nie wiedziała, co tracę. Nie zabrała nikomu miejsca ani przed sobą, ani po sobie. "Trzeba mnie było wcześniej znaleźć" - śmiała się tylko.
      "Śmierć miłość od śmierci ocala" powiadał ks. Twardowski. Także tę, która rodzi się w przyjaźni. I tę, której doświadczyłaś. Więc gdziekolwiek pójdziesz, tamta miłość jest nieśmiertelna.
      Moja też.
      Kwiatuszka moja. Słońce moje.
      www.youtube.com/watch?v=KWBqrYmW6Zk&feature=related
    • 14.02.11, 10:12
      U mnie upłynął rok i siedem miesięcy od śmierci Mamy. Długo. I krótko
      Wielu rzeczy się nauczyłam od nowa. Jak funkcjonować bez niej. W wielu kwestiach zasięgałam zawsze Jej opinii, teraz mogę tylko w duchu pytać "co mam zrobić , Mamo", ale muszę polegać na sobie. Na początku brakowało mi tego, ze nie mogę z Nią porozmawiać, wypłakać się, wykrzyczeć, kiedy było mi tak źle... źle bez Niej. Teraz przestałam unikać ludzi, siedzieć w domu i w kółko rozpaczać. Zaczęłam wychodzić, zajmować sie różnymi rzeczami, min. takimi które odkładałam na później. Moja Mama miała jeszcze tak wiele planów, więc ja tez zrozumiałam że później moze nie być Ale cały czas czuję wyrwę, ten bolący piekący brak. Wczoraj spędziliśmy miły dzień z moim Tatą - i ta nieobecność Mamy jeszcze bardziej była w2idoczna i bardziej bolała niż zazwyczaj.
      A co do obaw o zdrowie i życie bliskich to też je mam, powiedziałabym z dnia na dzień ich przybywa aż do granicy nerwicy lękowej
      • 14.02.11, 12:00
        Ja mam syndrom "zamkniętej przyszości"-nie chce mi się nic i niczego nie umiem chciec.Pustka jest taka,że w moim odczuciu nie da się jej zapełnic niczym.Pustka we mnie i pustka dookoła mnie.Na razie nadal walczę o to,żeby nie zwariowac od tego wszystkiego i nawet na to brakuje mi energii.Nie wiem,jak będzie dalej,na razie jest mi nieludzko,rozpaczliwie źle.
        • 14.02.11, 13:59
          Witajcie....kalincia postawiła pytanie na które każda z nas ma inną odpowiedź.
          Dziś mija 16 miesiąc od odejścia mojej kochanej córki Madzi, jest inaczej, zupełnie inaczej, boli ale już trochę lżej...bo oswajam mój ból.
          Ja nie chce tkwić w tym bólu i rozpaczy .
          Chce żyć dalej i odnaleźć odnaleźć jeszcze radość życia.
          Oczywiście czasem, teraz już tylko czasem płacze do poduszki i smutek ogarnia mnie bez reszty...na co dzień żyje i che żyć...bo muszę żyć...tylko to mi pozostaje...
          Myślę że radze sobie, ale tylko dzięki wierze..
          Agnieszka-mama Madzi
        • 15.02.11, 10:55
          Mam podobnie, jestem jak skamieniała.Boję się czegokolwiek planować, wszystko idzie nie tak.
          Lęk o zdrowie i bezpieczeństwo moich bliskich nie daje głębiej odetchnąć. Mam chwilami uczucie zawieszenie, otępienia. Nie czuję wtedy nic...To nawet jest gorsze niż ból.Jakbym znikała.
      • 23.02.11, 22:44
        Mi się wydaje, że długo; niecały rok u mnie:-/ Chociaż do kitu takie pseudoobliczenia - długo, krótko, kij z tym. Ciągle boli tak, że coś okropnego.
        Też miałam ostatnio taki fajny dzień z tatą. Jak chyba nigdy wcześniej fajny - tylko przykro było okrutnie (po obu stronach, jak sądzę...), ale ale! I tak nic nie przebije Świąt Bożego Narodzenia:) Nawet nie to, że jakieś dramaty wszyscy przeżywali; ot, po prostu, co dotąd było niesamowite, zrobiło się nagle głupie i niemalże prostackie. Mimo 12 potraw, kolęd i ogólnych starań (po wszystkich stronach, jak sądzę...).
        Też drżę straszliwie o swoich bliskich. Ostatni raz tak drżałam o mamę i nie wyszło. Teraz zakrawa już o parnoję.
        Ale i tak: moge się męczyć tak do końca życia, mogę zrezygnować z gwiazdki, wielkanocnych koszyczków i innych pierdół, cokolwiek mogę, ale: żeby jeszcze choć na minutę zobaczyć się z mamą.

        --
        Szarp pan bas!
    • 15.02.11, 00:11
      kalinciu, postawiłaś pytanie,szukasz na nie odpowiedzi..to chyba dobry znak, że chcesz iść dalej, chcesz otrząsnąć się z żałoby. Myślę sobie, że jesteś na właściwej drodze ku życiu, na szukaniu szczęścia. Ja straciłam moje jedyne dziecko, nie pytam ile czasu musi upłynąć.. a raczej ile jeszcze muszę żyć bez mojej Córci ? Ale to moja żałoba, mój ból, ja pozwalam sobie na rozpacz i tak naprawdę nie myślę o przyszłości. Skupiam się na bieżącym dniu, na tym czy wytrzymam kolejny dzień bez Patry. I nie szukam już niczego bo wiem, że nie znajdę, bo to po prostu niemożliwe. Jedyne czego potrzebuję to wiary i nadziei, że spotkam się z moim dzieckiem. Niewiele osób to rozumie, raczej oczekują, że skoro minęły 3 lata to powinnam mniej cierpieć..przecież czas leczy rany. Ale nie wszyscy wiedzą, że one nigdy nie goją się. I tak jest u mnie. Będę opłakiwać rozłąkę z moją Patrą do końca mojego życia, moje serce już zawsze będzie puste. I nie jest lżej. Czas tylko zmienił jedno, oswajam ten ból, uczę się z nim żyć. Nic więcej.
      • 15.02.11, 14:42
        grazynko1965,wiem co czujesz,sama stracilam dziecko piec miesiecy temu.Nikt nie wie co to znaczy stracic dziecko,jedynie my po stracie ukochanej osoby to wiemy.Bol jest nie do zniesienia a zal ciagle wraca.Pogodzic sie ze strata napewno nie pogodzimy,tez mam ta nadzieje ze tam po drugiej stronie spotkam sie z moim dzieckiem,to trzyma mnie w nadziei,chcialabym juz ale trzeba tutaj narazie zyc,aby pozniej sie spotkac.To forum mi pomoglo,czytam ...i jest mi troche lepiej w tym bolu ze jestesmy razem a bol razem latwiej znosic.Przytulam was wszystkich po stracie najukochanszych osob.
        • 16.02.11, 00:05
          droga beo, też Ciebie przytulam, chciałabym Ci powiedzieć coś pocieszającego ale nie potrafię. Może tylko to, że ten upływający czas oswaja w jakiś sposób z bólem, uczymy się każdego dnia z nim żyć bo przecież my wciąż żyjemy, czy tego chcemy czy nie. Niejako jesteśmy zmuszone znosić tę żałobę..wiesz? Kiedyś często myślałam o tym jak ludzie potrafili znieść obozy koncentracyjne, wydawało mi się wtedy, że po takich traumatycznych przejściach człowiek nie powinien żyć..a teraz? Teraz zastanawiam się jak to możliwe, że matka po stracie dziecka może żyć. To co kiedyś było niewyobrażalne dzieje się w moim życiu. Muszę żyć. Bez mojego jedynego dziecka. Mój świat jest teraz inny, obcy, żyję na jakimś pograniczu. Tak jakbym nie miała już przyszłości. Staram się bardzo, wypełniam sobie dzień pracą, obowiązkami, które pozwalają zająć czymś myśli.Praca zawsze była moją pasją, pochłaniała. Po kilku miesiącach od śmierci Patry zdecydowałam się na powrót do szkoły. Jak strasznie było mi ciężko, trzęsące się ręce, zapuchnięte oczy, strach czy dam radę, czy jeszcze potrafię uśmiechnąć się do dziecka..potrafię. Mimo mojego bólu potrafię jeszcze dać coś od siebie. Odkryłam to w sobie i tego się trzymam. To moja siła, moc, o której nie miałam pojęcia. Codziennie myślę, że to moja Patra czuwa nade mną, pilnuje mnie żebym nie zwariowała, żebym nie zrobiła żadnego głupstwa. Nasza miłość daje mi siły na kolejne dni, na walkę o siebie. Nie wiem na ile jeszcze starczy mi tych sił ale, tak jak mówiłam, żyję dniem, nie myślę o przyszłości, ona się po prostu toczy. Mogę pracować a to już wiele. Co bym robiła bez pracy? Może to nie przypadek, że moje życie zawodowe potoczyło się właśnie w takim kierunku, że kiedyś zdecydowałam się na pracę z osobami niepełnosprawnymi? Może to wszystko jest w jakiś sposób powiązane? Nie wiem, ale to daje mi siły. Pomaga mi również to forum, tutaj znajduje ludzi tak samo cierpiących, wczytuję się w każde słowo, czasami brakuje mi sił żeby pisać ale wciąż tutaj jestem. Tutaj mogę napisać co czuję, mogę płakać, mogę milczeć, mogę być sobą.
          Beo, ja też wierzę, że spotkam się z moim dzieckiem, to moje jedyne pragnienie.
          Przytulam Cię bardzo mocno.
          Grażyna,mama Patryni
          • 16.02.11, 14:31
            U mnie 28 lutego minie 2 lata i 3 miesiące po śmierci mojego jedynego brata. Ból każdego dnia jest straszny, muszę żyć, bo mam komu. Teraz bardziej martwię się bliskimi żeby nic im się nie stało. Egzystuję i wiem że to nie minie, tego jestem pewna. Mama do dziś jest na lekach, ja musiałam przerwać ze względu na zdrowie. Pozdrawiam wszystkich tych, z których los mocno zakpił.
            • 16.02.11, 19:10
              Maretto podpisuję się pod TWOIM postem dużymi literami.
              Po śmierci mojego brata mija 18 miesięcy jest źle.
              www.youtube.com/watch?v=1xvwUKYQ14k&feature=related
          • 16.02.11, 19:27
            Ty jestes silna Grazynko,musisz tak trwac dalej,tez wierze w to ze to Twoja Patrynia czuwa nad Toba i dodaje ci sil do dalszego zycia.Ja mam jeszcze jedno dziecko wiec moze mi troche latwiej?,ale brakuje mi GO,bylam z nim bardzo zwiazana.Pocieszajace jest to ,ze wiem ze zyje(mialam wiele znakow),ale z drugiej strony smutek,ze juz Go przy mnie materialnie nie bedzie.U mnie to zbyt swieze aby wrocic do zycia.Rozmyslam,czytam,wspominam,placze.

            Beata-mama Marcinka
            • 17.02.11, 08:12
              Droga Beato...jeśli to nie jest dla ciebie zbyt trudne napisz jakie miałaś znaki z tamtej strony ...proszę...jeżeli nie chcesz na forum podaje ci mojego e maila agakot6@wp.pl
              Agnieszka-mama Madzi
              • 17.02.11, 16:01
                Kochani...mysle,ze kazdy z was mial znaki od swoich ukochanych z tamtej strony.Trzeba je tylko umiec dostrzec.Nasi ukochani moga do nas przychodzic w snach,,cos przekazac,powiedziec albo w dzialaniu..Az tak nie jestem wglebiona w te tajemnice.Poczytajcie o swoich bliskich na www.teologia.pl tam jest napisane o duszach naszych bliskich gdzie sa.Zamowilam tez ksiazke Zycie i wieczne istnienie,chce poprostu wiedziec wiecej.Na krotko po pogrzebie gdy siedzielismy wspolnie w domu ktos zadzwonil...(nie bylo numeru tel.),krotki sygnal.Dopiero pozniej uswiadomilam sobie ze byl to Marcin(lubial bawic sie telefonami).Pieniazek,20zl,,ktory lezal na stole...znalazl sie po dluzszej chwili miedzy lozkiem.Przyszedl rowniez do mnie we snie i powiedzial"Ja zyje"To tylko niektore znaki jakie dalo mi moje dziecko.Mysle ,ze jesli my ich kochamyto i oni za nami tesknia i kochaja.
                Przytulam was wszystkich zasmuconych.
                Agnieszko ja do ciebie napisze.
                Beata mama Marcinka
    • 22.02.11, 15:29
      ile czasu musi uplynac...
      nie wiem...
      od smierci mojego brata minelo 4 miesace, a mi wciaz tak bardzo zle.
      mial 32 lata, cale zycie przed soba a zpowodu jakies glopiej duupy odebral sobie zycie.
      takie to bez sensu, takie to bez sensu.
      rozmawialam, jeszcze z nim 2 godziny przed smiercia i mowil ze wszystko ok...
      • 22.02.11, 16:11
        Współczuję, żadna z nas tutaj chyba nie rozumie- dlaczego.....dlaczego to się wszystko dzieje.
        Nie wiem czy czas mi pomoże, teraz nasila tęsknotę.
        Czas mija a ja nie rozumiem ani trochę więcej, zaczynam tylko rozumiec że moje pytania nie mają sensu......
    • 04.03.11, 12:34
      Czas.....czasem wydaje się, że jakoś idę do przodu a za chwilę jak bumerang wraca ten ból, wcale nie mniej świeży. Czasem wydaje się ,że układam ten czas bez taty, że wracają kolory a nagle, niespodziewanie chce mi sie płakać. To nieprawda, że nie ma ludzi niezastąpionych...Są własnie tylko tacy, jedyni,wyjątkowi, niepowtarzalni, nasi.....
      Moja żałoba to huśtawka, jesli to ezgamin z życia to słabo mi idzie.....Mam do siebie o to wielkie pretensje.
      • 04.03.11, 15:22
        Pretensje???Słabo Ci idzie???
        Daj spokój Gamo,nikt chyba nie przezywa żałoby na zasadzie,że dobrze mu idzie.Dla każdego to jest droga pełna wątpliwości,wertepów,o które co rusz się potykamy,chaosu i zawirwoań.Nie ma wytycznych i regulaminów w sprawie tego,jak to ma wyglądac.No może z wyjątkiem jednego:daj sobie prawo do tego,żeby Ci nie szło i nie miej do siebie pretensji.Nikt nas nie przygotował do takiego egzaminu,bo do egzaminu z przeżywania emocji nijak nie mozna się przygotowac.
        • 04.03.11, 16:30
          Tilio, to nie o to chodzi,że chciałabym byc prymuską w żałobie. Tylko widzę jak nawalam w ważnych i nieważnych sprawach. Bo nawet nie chce mi się postarać. Chociaż częsciej bywa tak, że ja się staram, a dostaję tyle kłód pod nogi, że nic z tego nie wychodzi.I te kłody plus żałoba to o wiele za dużo. Mam uczucie chaosu w swoim życiu i nie potrafię tego poukładać.
          Tak jakby problemy się piętrzyły zamiast się rozwiązywac czy tracić na znaczeniu. A w tle tego osoby współcierpiące, które liczą na mnie. A ja się skupiam na sobie.
          • 04.03.11, 19:41
            Rozumiem Cię doskonale Gamo,tak to niestety wygląda,mnie też wszystko wymyka się z rąk.Chciałam Ci tylko powiedziec właśnie to,żebyś dała sobie prawo,aby skupic się teraz na sobie.Te "inne osoby",nawet jeśli są to również dzieci,muszą się nauczyc tego,że raz Ty dbasz o nich a raz oni mają zadbac o Ciebie.Żałoba to taki czas,kiedy to nie my mamy dbac o innych,tylko oni o nas a przede wszystkim czas,w którym my same mamy zadbac o siebie.Nie próbuj byc siłaczką,nie nieś całego świata na swoich ramionach,pozwól innym ludziom też za coś odpowiadac,o coś dbac,powiedz wyraźnie,że teraz musisz się skupic na sobie i swoim bólu.Własnie po to,żeby potem móc do nich wrócic w pełni sił i byc dla nich znowu oparciem.Ale również po to,aby nauczyc ich,że kiedy im będzie źle,też będą mogli poprosic kogoś o pomoc.
            • 05.03.11, 12:10
              Dziękuję. Masz absolutną rację, traci się kontrolę na własnym życiem, budzi to lęk i utratę poczucia bezpieczeństwa... to właśnie czuję, że nic nie zalezy ode mnie, taki liśc porwany przez wiatr. Dusza cierpi, ciało choruje.....Chciałoby się siebie przeskoczyc, ale to niemożliwe...
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.