Dziś /30.08./minie rok odkąd odeszłaś Mamusiu:(
Boże, jak ten czas szybko leci...
Ciągle dokładnie przed oczami mam Twój widok, takiej uśmiechniętej...po chwili ukazuje mi się Twój obraz z dnia, w którym odeszłaś od nas...to był poniedziałek Mamo...odeszłaś tak cichutko,w tym momencie nie było przy Tobie nikogo...z perspektywy tego czasu teraz myślę sobie, że może nie chciałaś po prostu, żeby ktoś widział jak umierasz,może chciałaś być wtedy sama,nie wiem i nigdy się już tego nie dowiem,ale bardzo żałuję,że musiałam na tą akurat chwilę wyjść do swojego domu,że nie było mnie przy Tobie,ale nikt nie spodziewał się tego...
Mamo przez ten rok wiele się wydarzyło...Strasznie przeżyłam Twoją śmierć,chyba najgorzej ze wszystkich...wszyscy wkoło pocieszali mnie faktem,że bynajmniej już Cię nie boli, że nie cierpisz,że Tam Ci lepiej...nie wątpię w to wogóle,tym bardziej,że nie dawno dołączyli do Ciebie Twoi Rodzice, ale tak bardzo trudno pogodzić się z tą myślą...tak ciężko się z tym oswoić...Mija rok, a ból nadal jest porównywalnie wielki jak na początku Mamo, nie ma dnia,żebym nie myślała,nie wspominała, nie cierpiała...Mówią,że czas nie leczy ran a jedynie przyzwyczaja do bólu,jednak w moim przypadku nie idzie przyzwyczaić się nawet do tego stanu...z dnia na dzień tęsknię coraz bardziej.
Jak sobię pomyślę,że jeszcze dokładnie o tej godz(ok.północy) równiutki rok temu siedziałyśmy razem na Twoim łóżku Mamo,rozmawiałyśmy i oglądałyśmy jakiś serial na polsacie,to łzy same cisną mi się do oczu...to były Nasze ostatnie spędzone wspólnie chwile,nasza ostatnia rozmowa, bo rano przyszedł ten straszny ból,którego nie potrafiliśmy opanować przez cały dzień.Dlatego wieczorem wezwałam pogotowie,żeby podano Ci tą morfinę,która miała uśmierzyć Twój ból...uśmierzyła go ale na wieki,ale chciałam dobrze Mamo.Wiem,że to ten zastrzyk przyspieszył Twoją śmierć, to moja wina...Przepraszam Cię za to,ale to nie tak miało być Mamusiu,nie tak... Tak bardzo mi Ciebie brakuje. [*]