Jestem tu pierwszy raz. Czytałam wasze posty i płakałam.
Moja mama choruję od 12 lat na nowotwór nerki. Nie chciała podjąc leczenia.
Od zeszłego roku zaczeła gwałtownie "leciec" z wagi, po wielkich bólach i rozpaczy udała się do lekarza. Diagnoza: przerzuty na drugą nerkę i płuca.
Po świętach wielkanocnych następna diagnoza. Tata ma nowotwór płuc z przerzutami do mózgu. IV stadium. Koszmar!!!!
Tata po pierwszej chemii słabnie. Z mama jeździmy do Instytutu na Ursynów.
Lekarze wypisują tatę do domu. Kolejna wizyta w szpitalu. Tatuś ma ostrą grzybicę przewodu pokarmowego. Lekarze po tygodniu wypisują go do domu. Nie dają nadziei. Gaśnie w oczach, niknie.
Po dwóch dniach w agonii, odchodzi cicho nad ranem. Jesteśmy przy nim: ja , siostra i mama.
Mama ma żal, że tata ją zostawił. Mówi, że ona powinna pierwsza odejśc.
Szok, niedowierzanie. Próbujemy pogodzic się z sytuacją.
Dwa i pół miesiąca po pogrzebie taty, znów jest ciężko. Ogranizm mamy jest wycieńczony, nie podjęto leczenia. Mama słabnie. Ciężko chodzi. Traci świadomośc.
Znowu jesteśmy pod opieką hospicjum. Prosimy o wizytę psychologa.
To za dużo bólu na raz...
Za tydzień mój ślub i wesele. Co dalej?
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.