Minęły ponad dwa miesiące od śmierci mojej babuni i osiem lat od śmierci dziadziusia. Wychowali mnie razem z mamą. Ojca nigdy nie interesowałam (jego rodzice, którzy byli dla mnie okropni, oczywiście żyją). Czuje się jak półsierota. Kiedy o nich pomyślę, chce mi się płakać, boli mnie serce, żołądek, wszystko. Męczę się psychicznie i fizycznie. Żyję tylko dla mamy. Gdyby nie ona, już dawno by mnie nie było na tym parszywym (za przeproszeniem) świecie. Biorę leki p/depresyjne. Czuję się źle, ale bez leków pewnie byłoby gorzej. Tęsknie.:( Nigdy ich nie zobaczę i nie przytulę się do nich, bo nie wierzę w życie po śmierci i nigdy w to nie uwierzę.Musiałam się wyżalić.
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.