• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Bardzo cierpię po śmierci mojego Męża/ zmarł w maju 2012/-szukam pomocy, dobrego slowa, może kogoś w podobnej sytuacji do mojej.Chętnie nawiążę kontakt z Pania w podobnej sytuacji, jestem z Pomorza.Jestem już emerytką- z wyksztalcenia polonistką.Mam dorosłe dzieci, które są poza domem.Mąż nie przeżył operacji serca w Gdańskiej Klinice.
    Bardzo cierpię , nie moge się "pozbierać"i dojśc do siebie.Probuje różnych form ratunku.
    Może spotkam na forum kogoś o dobrym serce, może ktos mnie wesprze i doda otuchy, nadziei, że życie ma w ogóle sens, bo dla mnie go straciło... HALINA
    • Halinko podobnie jak Ty jestem wdową. W czerwcu 2011 mój MĄŻ przegrał walkę z nowotworem i również do dziś nie mogę się z tym pogodzić. Również zostałam sama. Jeśli chcesz nawiązać ze mną kontakt napisz: jl58@gazeta.pl
    • Halino, doświadczam podobnych przeżyć. Niespełna dwa miesiące temu pożegnałam męża. Krótka i ciężka choroba zaatakowała niespodziewanie, nie byliśmy na nią zupełnie przygotowani. A w ogóle czy ktoś jest przygotowany na odejście najbliższego przyjaciela. Moje życie teraz to dwa oddzielne światy. Czas intensywnej pracy zawodowej i świat całkowitej ciszy i pustki po pracy. Jeśli masz chęć na kontakt, to pisz. bkr55@gazeta.pl
    • Rozejrzyjcie się dokładnie dookoła. Czy życie wszędzie zamarło, czy życie dla każdego straciło sens, czy z powodu śmierci kogoś bliskiego świat się zatrzymał, zawalił?
      Mówicie, że życie jest teraz bez sensu, chcecie uciec od tego smutku i tęsknoty, od pustki i ciszy - ale to wszystko dzieje się tylko w Waszych umysłach, te uczucia są tylko w Was. Przyzwyczailiście się do kogoś i teraz Wam tego kogoś brakuje. Powiedzieliście to mój mąż, moja żona, mój bliski i to właśnie to nazwanie czegokolwiek jako "moje" boli po rozstaniu. A oni nigdy do Was nie należeli, należeli zawsze do życia - dzięki życiu istnieli na tym świecie i życie ich stąd zabrało. Tak naprawdę nie boli Was śmierć bliskich ale uczucie braku tego kogoś, zrozumienie, że nie możecie już teraz kontaktować się, być blisko. Zdanie sobie sprawy z powstałej pustki i odczuwanie tej pustki i ciszy, gdy czegoś brakuje - tak boli. Boli bo przyzwyczailiście się do czegoś, a teraz porównujecie stan obecny ze stanem poprzednim. To właśnie owa pamięć sprawia ten ból, żyjecie przeszłością, której nie ma i nie będzie - w ten sposób powstaje konflikt między tym co jest a tym co chcielibyście żeby było.
      Ale czy jest możliwe cofnąć czas? Czy jest możliwe żyć w przeszłości? Czy życie nie toczy się dalej? W życiu wszystko się zmienia, nic nie trwa wiecznie na tym świecie - po co chcecie na siłę zatrzymać kogoś przy sobie, po co chcecie zatrzymać czas?
      Nie uciekajcie od Waszych uczuć szukając innego wypełnienia by zagłuszyć swoje myśli i uczucia - postarajcie się zrozumieć z czego owe myśli i uczucia naprawdę wynikają. Skoro wszystko się w życiu zmienia - to również Wasze myśli i uczucia się zmienią. Myśli i uczucia przychodzą i odchodzą z konkretnego powodu - zrozumcie ten powód. Zaobserwujcie jak pojawiają się by za chwilę zniknąć. Gdy zamiast pozwolić im przejść i je zrozumieć walczycie z nimi lub im się poddajecie, wówczas powstaje cierpienie. W ten sposób dodajecie energii do tych uczuć i myśli i one trwają o wiele dłużej, a czasami do końca życia.
      Po prostu obserwujcie swoje myśli i uczucia, które powracają - w ten sposób przyjdzie zrozumienie i energia cierpienia rozproszy się. Obserwacja siebie, tego co się dzieje wewnątrz powoduje otwarcie umysłu i dostrzeżenie tego czego wcześniej nie dostrzegaliście.
      Po prostu obserwujcie z uwagę i otwartym umysłem. Śmierć nie jest tragedią tylko zmianą.
      Pozdrawiam z miłością
      • Wiesz, jak dostanie się pałą w łeb, także metaforycznie - to wszelkie mądre dywagacje w najlepszym wypadku budzą gorzki śmiech. Nawet gdyby za nie Nobla można było dostać.
        A to już nawet Kochanowski wiedział - że mądrość czasem na nic. A jak pisał mój ulubiony ksiądz Twardowski
        "Nie wierzysz --- mówiła miłość
        (...)
        Poczekaj jak cię rąbnę
        to we wszystko uwierzysz"

        Uwierzysz nawet, że Cię boli.
        Nie przyspieszysz.
      • Marek Aureliusz też był taki mądry i ze stoickim spokojem podchodził do spraw. Tak naprawdę nie działo się nic. Aż do momentu, kiedy stracił syna.
        Nie pouczaj nikogo, nawet z tą miłością w podpisie. Tutaj nie tego się szuka.
        --
        [URL=http://smajliki.ru/smilie-1038114855.html][IMG]http://s17.rimg.info/5aa663295cabae0e0baed1538c766a3b.gif[/IMG][/URL]
        • A czego szukasz, potwierdzenia, że inni cierpią tak samo a przez to Ty będziesz czuć się usprawiedliwiona że to co przeżywasz jest właściwe?
          Gdy chodziłem do szkoły i dostałem pałę, to byłem zły na siebie i czułem się źle z tym uczuciem. A gdy ktoś z kolegów też dostał pałę i porozmawialiśmy sobie o naszej podobnej pozycji, to poczułem się lepiej i raźniej. Czyż to nie jest dziwne? Albo gdy jeden się przewróci to jest zły na siebie, ale gdy inny się przewróci to już odbiera się to inaczej, i nawet ten pierwszy uznaje swój upadek nawet za zabawny. Jest też takie powiedzenie, że nie ma większego szczęścia dla głupiego, niż znaleźć głupszego od siebie. Przykre ale prawdziwe. Czy nie ciekawi Was dlaczego tak się dzieje? Dlaczego wciąż szukamy ujścia dla naszego stanu myśli i uczuć a nie pragniemy poznać przyczyny?
          Gdy przychodzi cierpienie, czuj to cierpienie, ale nie przeciągaj go w nieskończoność. Gdy pogodzisz się z faktem, gdy nie będziesz próbować zatrzymać przeszłości, wówczas uczucie to odejdzie i nie będzie przeżywane na nowo. Czy poza bólem i cierpieniem przeżywanie danej śmierci na nowo i znowu i znowu, coś przynosi? Prędzej czy później wszyscy umrzemy, wszystko będziemy musieli porzucić. Przyczepiliśmy się jednego uczucia i tkwimy w nim nie zdając sobie sprawy, że ono może po prostu odejść. Od dziecka uczyli nas że śmierć jest tragedią więc cierpimy tak jak zostaliśmy uwarunkowani.
          Jeszcze dwa lata temu myślałem podobnie jak Wy, dziś jest już zupełnie inaczej. Wiem że myśli przychodzą i odchodzą, podobnie uczucia. Ja nie jestem tymi uczuciami ani myślami, więc pozwalam im się pojawić, zauważam je i wówczas odchodzą. Czy pouczam innych - jeśli tak to będziecie odbierać to pewnie tak. Ja raczej dzielę się tym co sam zyskałem.
          Pozdrawiam z miłością
          • Uczuć się nie usprawiedliwia. Wszystkie są właściwe. Zapominasz o jednym. Że mówisz w kompletnie innym języku niż Ci, których obrałeś sobie za adresatów.
            • Czy jeśli mówię w innym języku, co rozumiem że nie jest w pełni zrozumiały lub nie jest akceptowany, to czy nie dlatego że ludzie szukają pocieszenia w sposób utarty przez społeczeństwo, a przez to zamknięty na cokolwiek innego?
              Masz racje - nie ma sensu usprawiedliwiać uczuć. Może nie powiedziałbym że wszystkie uczucia są właściwe, ale są jakie są i nie powinniśmy z nimi walczyć ani ich usprawiedliwiać. Czy nie warto jednak wysilić się na tyle aby je poobserwować, a przez to zrozumieć w sposób niezależny od przyjętych norm, zasad, uwarunkowań?
              Dlaczego tak mało osób zadaje sobie pytanie w stylu: a jeśli się mylę? a jeśli jest inny sposób postrzegania tego? a jeśli moje uczucia i myśli nie są mną? a jeśli moje nastawienie do życia jest niewłaściwe i dlatego cierpię? Tego rodzaju pytania doprowadziły mnie do otwarcia umysłu i dostrzeżenia życia w zupełnie inny sposób. W ten sposób wykroczyłem poza społeczne uwarunkowania i schemat myślenia - to dlatego to co piszę wydaje się jakbym pisał w innym języku. Czy słowa mogą w pełni oddać to co widzisz, albo piękno muzyki? Czy słowa są tym co opisują czy raczej tylko symbolami na określenie czegoś?
              Pozdrawiam z miłością
          • Chyba nie całkiem rozumiesz: ludzie różnie odbierają te same sytuacje. Twoja historia o złej ocenie w szkole do mnie, na przykład się nie stosuje. Nie jest mi raźniej, gdy kogoś spotyka podobny do mojego zły los. Doceniam to, że rozumie moje położenie, ale nie czuję się raźniej. Ty startujesz z pozycji mentora, co dla ludzi po stracie, głęboko cierpiących, takich, u których nerwy są na wierzchu jest nieznośne i czasami po prostu głupie (nie obraź się).
            --
            [URL=http://smajliki.ru/smilie-1038114855.html][IMG]http://s17.rimg.info/5aa663295cabae0e0baed1538c766a3b.gif[/IMG][/URL]
            • uleczka_k - sytuacja jest prosta, bo istnieje tylko albo wybór starego postrzegania świata, albo szukania nowego. Czy ze mnie mentor czy nie, głupie czy nie, ostatecznie ma na celu tylko otworzyć umysł, obudzić ludzi z ograniczeń które na siebie nałożyli - mnie się to udało, dlaczego innym miałoby się nie udać. Potrzebna jest tylko niewielka wiedza że to możliwe, a dalszy proces przemian wewnętrznych każdy musi dokonać na swój sposób.
              Tak naprawdę nic nie jest głupie - tylko przyczyna jest nam nieznana.
              Pozdrawiam z miłością
              • kim-ja-jestem napisał:

                > uleczka_k - sytuacja jest prosta, bo istnieje tylko albo wybór starego postrzeg
                > ania świata, albo szukania nowego. Czy ze mnie mentor czy nie, głupie czy nie,
                > ostatecznie ma na celu tylko otworzyć umysł, obudzić ludzi z ograniczeń które n
                > a siebie nałożyli - mnie się to udało, dlaczego innym miałoby się nie udać. Pot
                > rzebna jest tylko niewielka wiedza że to możliwe, a dalszy proces przemian wewn
                > ętrznych każdy musi dokonać na swój sposób.
                > Tak naprawdę nic nie jest głupie - tylko przyczyna jest nam nieznana.
                > Pozdrawiam z miłością
                Te szumne przemiany wewnętrzne są dobre jak masz nastrój ku temu. Jak nachodzi cię doł i kompletny bezsens, to mozesz sobie opowiadać do woli o rozwoju i o tym ,że śmierć to tylko zmiana. Dobrze, zmiana, tylko jak mam wypełnić te 40 lat, które mnie od tej zmiany dzielą. Piszesz-po prostu żyj, czyli konkretnie rób co? Naprawdę wielu rzeczy próbowałam-modlę się, pracuję, opiekuję mnóstwem osób, czytam same mądre książki i co...wciąż mam za dużo czasu...A 40 lat przede mną..
                • margott70 - nie można poczuć się lepiej, nie można dokonać zmiany gdy nasza postawa jest z góry podjęta na podstawie poprzednich doświadczeń. Doskonale wiem jak ciężko jest wyrwać się z uczuć i myśli które nas ogarniają, a z którymi się identyfikujemy. Wiem jakie to uczucie gdy ogarnia nas niechęć, rezygnacja i gdy w kółko przeżywamy trapiące nas wydarzenia. Wiem jednak z własnego doświadczenia, że możny wyjść poza te myśli i uczucia i po prostu pozwolić im być obserwując je tylko, a wówczas przychodzi zrozumienie. Na początek dobrą rzeczą jest zauważyć że to wszystko mija - uczucia pojawiają się i odchodzą, podobnie myśli i lęki. A więc gdy coś takiego nas nachodzi po prostu należy zdać sobie z tego sprawę i postarać się to tylko obserwować wiedząc że to minie.
                  Skąd wiesz że będziesz żyć 40 lat, jak nie wiesz czy już jutro nie pożegnasz się z tym światem, jaki w ogóle jest sens żyć teraz a wciąż martwić się o przyszłość?
                  Piszesz że wykonujesz mnóstwo rzeczy i wciąż masz za dużo czasu. A dlaczego nie zastanowisz się dlaczego uciekasz od ciszy i bycia samą ze sobą? Dlaczego boisz się sama siebie?
                  Nie zgodzę się też z Tobą że gdy masz dół to nie jest to właściwy moment na zmianę. Według mnie jest to najlepszy moment na zmianę, gdyż wykazuje że obecne i przeszłe nasze podejście i sposób myślenia są wadliwe bo doprowadziły do takich uczuć i myśli. Właśnie w takich momentach człowiek zaczyna szukać innych rozwiązań, otwiera umysł na inne możliwości, gdyż poprzednie sposoby zawiodły.
                  Pozdrawiam z miłością
                  • kim-ja-jestem napisał:

                    > Skąd wiesz że będziesz żyć 40 lat, jak nie wiesz czy już jutro nie pożegnasz si
                    > ę z tym światem, jaki w ogóle jest sens żyć teraz a wciąż martwić się o przyszł
                    > ość?
                    > Piszesz że wykonujesz mnóstwo rzeczy i wciąż masz za dużo czasu. A dlaczego nie
                    > zastanowisz się dlaczego uciekasz od ciszy i bycia samą ze sobą? Dlaczego bois
                    > z się sama siebie?
                    No nie mogę...Otóż i pytanie o sens życia...Martwię się o przyszłość, bo jestem zwyczajnie odpowiedzialna i najmniej o siebie, a o innych. Ja boję się być sama ze sobą? Ja się niczego nie boję, wierz albo nie. Nie będę siedzieć w ciszy, bo nie mam tego w charakterze. W charakterze mam działanie a nie medytację. I działam, żeby inni byli szczęśliwi, o sobie myślę na końcu. I wcale się nie żalę.
                    • Margott,, chyba najlepiej będzie ignorować trolla. Rozmowa teoretyków z praktykami to trudna rzecz. Zwłaszcza, jak teoretykowi wydaje się, że można zagadać praktykę.
                      Przytulam mocno
                      a/
                      --
                      Lawina bieg od tego zmienia po jakich toczy się kamieniach
                      • agalt napisała:

                        > Margott,, chyba najlepiej będzie ignorować trolla. Rozmowa teoretyków z praktyk
                        > ami to trudna rzecz. Zwłaszcza, jak teoretykowi wydaje się, że można zagadać pr
                        > aktykę.
                        > Przytulam mocno
                        > a/
                        Dzięki agalt, bo chyba zaczynam lecieć w paranoję, a i bez tego łatwo nie jest...
                        • margott70 napisała:

                          > Dzięki agalt, bo chyba zaczynam lecieć w paranoję, a i bez tego łatwo nie jest.
                          > ..

                          Odrobina przemijającej paranoi to najlepsze, co może nam się w tym wczesnym stadium żaloby przytrafić:)

                          --
                          Lawina bieg od tego zmienia po jakich toczy się kamieniach
              • Kim, poczytaj stoików. To, o czym mówisz - żadna rewolucja.
                Nie życzę Ci tych przykrych doświadczeń, choć i Ciebie to nie minie. Nie bagatelizuj też swojej postawy wobec innych i spróbuj wprowadzić w życie tę miłość z pozdrowień.
                --
                [URL=http://smajliki.ru/smilie-1038114855.html][IMG]http://s17.rimg.info/5aa663295cabae0e0baed1538c766a3b.gif[/IMG][/URL]
      • kim-ja-jestem napisał:

        > Po prostu obserwujcie z uwagę i otwartym umysłem. Śmierć nie jest tragedią tylko zmianą.
        > Pozdrawiam z miłością

        Kim-ja-jestem,
        No właśnie, kim Ty jesteś? Raczej nie kimś, kto stracił ukochana bliska osobę...
        Śmierć jest zmianą dla umierającego. Dla tych, którzy tu zostają jest tragedią... Oczywiście można ten ból oswoić, jak każdy. Ale to nie znaczy, że on jest wynikiem ograniczoności naszego umysłu (choć być może jest rezultatem ograniczonych możliwości naszych zmysłów). Kiedyś czytając Twoje posty miałam wrażenie, że jesteś osoba głęboko religijną. Jeśli się nie myliłam, wytłumacz mi, proszę, jak to jest, że Maryja opłakuje śmierć Jezusa, ba, nawet Jezus płacze na wieść o śmierci Łazarza, a ja cierpiąc po stracie kogoś, kto był mi światłem życia, mam niedostatecznie otwarty umysł.
        Pozdrawiam
        a/

        --
        Lawina bieg od tego zmienia po jakich toczy się kamieniach
        • To oczywiście było do kim....Głupio mi się podpięło
        • Einsten powiedział, że jest głęboko wierzącym ateistą. Moja obecna świadomość siebie nie pozwala mi być wyznawcą jakiejkolwiek religii, ale w każdej religii odnajduję prawdę, która została przykryta obrzędami, brakiem zrozumienia i wiarą którą zapożyczyliśmy od innych a nie jest naszą własną wiarą. Z drugiej strony np. chrześcijanie uznają się za wierzących w jedną religię, ale każdy postrzega Boga inaczej, na swój sposób. Dopiero przestając utożsamiać się z religią chrześcijańską zacząłem rozumieć nauki Jezusa. Jeśli chodzi o Jezusa to zapłakał nad grobem Łazarza nie dlatego że cierpiał, ale dlatego że współczucie w tamtej chwili było tak wielkie. Czy myślisz że przeżywałby w nieskończoność jakąkolwiek śmierć, skoro rozumiał czym jest tak naprawdę życie? Uczucie Jezusa było odczuwane przez niego w tamtej chwili a nie cały czas, nie powracał do tego ciągle. Jeśli zastanowisz się dobrze, to zrozumiesz też, że tzw. modlitwa w ogrójcu było przeżywaniem zbliżającej się śmierci - wiedział co go czeka, przeżył to jak każdy, ale gdy uczucie minęło, mógł, bez jakiegokolwiek osądzania innych, iść na śmierć. Nie powracał do tych uczuć znowu, one minęły, pogodził się z tym, że umrze. Nie żył wciąż tym uczuciem, nie przeżywał go na nowo.
          Zadajecie mi pytanie i osądzacie mnie, mówiąc że na pewno nie przeżyłem śmierci bliskiej osoby, skora tak piszę. Na jakiej podstawie tak osądzacie? Kogo nazywacie osobą bliską - matkę, brata, syna, strata nienarodzonego dziecka, dziadka, przyjaciela, ciocię, kolegę z pracy, sąsiada, koleżankę ze szkoły, idola, papieża? Według jednych osobą bliską będzie matka, wg innych kolega ze szkoły.
          Otwarty umysł pozwala dojrzeć więcej niż własne uczucia i myśli. Otwarty umysł pozwala zrozumieć, że życie jest ciągłą zmianą, a my chcemy je zatrzymać, bo boimy się śmierci, bólu i cierpienia, boimy się pustki, boimy się stracić to co mamy, a przecież ostatecznie wszystko będziemy musieli porzucić. Po stracie osoby bliskiej, cokolwiek to określenie oznacza, będę odczuwał smutek, ale tylko w chwili w której dowiem się o śmierci. Ale to uczucie będzie silne tylko w tym momencie, w momencie straty - nie będę go na nowo przeżywał, gdyż życie toczy się dalej. To co miałem przeżyć, przeżyłem w tamtym momencie, po co mam na nowo to przeżywać? Co przyniesie mi powracanie do przeszłości, jeśli nie tylko ból i cierpienie? Przyjąłem do wiadomości śmierć i nie walczę z życiem, pogodziłem się z tym i uczucie odeszło, nie trzymam go kurczowo przy sobie by cierpieć na nowo.
          Myśli i uczucia powracają gdy nie godzimy się z czymś, walczymy z życiem. Jeśli uczucie i myśli o stracie przychodzą do nas, to znaczy że z naszej strony jest opór, walka z życiem, brak akceptacji czegoś na co nie mamy wpływu.
          Pozdrawiam z miłością
          • Rozumiem, a może nawet czuję....Chyba pora do psychiatry...
            • Psychiatra pomoże na tyle na ile pozwoli się mu na to i będzie z naszej strony chęć zmiany. Gdy jednak szukamy rozwiązania tylko na zewnątrz to zmiana nie nastąpi. Każdy z nas jest dla siebie najlepszym psychiatrą, wystarczy chcieć, wystarczy mieć otwarty umysł i obserwować siebie - wówczas przychodzi zrozumienie i spokój. Wiele rzeczy rozumiemy, które dzieją się wokół nas ale nie w nas samych, gdyż utożsamiamy się z naszymi myślami i uczuciami, a one wciąż się zmieniają.
              Zachęcam gorąco do spojrzenia w siebie samego, do ciągłej obserwacji ale bez atakowania się za nic i bez wściekania się że nam nie wychodzi. Obserwujcie siebie i wówczas zrozumienie samo się pojawi.
              Pozdrawiam z miłością
          • kim-ja-jestem napisał:

            > Otwarty umysł pozwala dojrzeć więcej niż własne uczucia i myśli. Otwarty umysł pozwala
            > zrozumieć, że życie jest ciągłą zmianą, a my chcemy je zatrzymać, bo boimy się śmierci,
            > bólu i cierpienia, boimy się pustki, boimy się stracić to co mamy, a przecież ostatecznie
            > wszystko będziemy musieli porzucić. Po stracie osoby bliskiej, cokolwiek to określenie
            > oznacza, będę odczuwał smutek, ale tylko w chwili w której dowiem się o śmierci. Ale to
            > uczucie będzie silne tylko w tym momencie, w momencie straty - nie będę go na nowo
            > przeżywał, gdyż życie toczy się dalej. To co miałem przeżyć, przeżyłem w tamtym
            > momencie, po co mam na nowo to przeżywać? Co przyniesie mi powracanie do przeszłości, > jeśli nie tylko ból i cierpienie? Przyjąłem do wiadomości śmierć i nie walczę z życiem,
            > pogodziłem się z tym i uczucie odeszło, nie trzymam go kurczowo przy sobie by cierpieć na > nowo.
            > Myśli i uczucia powracają gdy nie godzimy się z czymś, walczymy z życiem. Jeśli uczucie i
            > myśli o stracie przychodzą do nas, to znaczy że z naszej strony jest opór, walka z życiem,
            > brak akceptacji czegoś na co nie mamy wpływu.

            Zasadniczo masz rację. Ale tylko w teorii. A praktykom i teoretykom trudno się nawzajem zrozumieć. Ja Cię nie osądzam. Ja się cieszę, że to o czym piszesz, to dla Ciebie tylko teoria.
            Przyjęłam do wiadomości śmierć człowieka, którego kocham niewyobrażalnie. Nawet się o tę śmierć modliłam, bo widziałam jak cierpi i wiedziałam, że medycyna już nie jest w stanie mu pomóc. Nie walczę z życiem. Ale 'there's no cure for love'. Ktoś kiedyś napisał, że miłość wykracza poza to, co nazywamy śmiercią. Jeśli ktoś jest Ci bardzo bliski (kimkolwiek jest - kolegą ze szkoły, matką czy dzieckiem), jeśli tego kogoś bardzo kochasz, to ta osoba odchodzi, a miłość zostaje. I zwyczajnie czasem za tą osoba tęsknisz. Jedni odczuwają tę stratę bardziej dotkliwie, inni mniej. Ale jeśli Twój umysł jest tak otwarty, że wczoraj budziłeś się przy Kasi, a nazajutrz po jej śmierci będziesz zasypiał u boku Małgosi czy Joli, to współczuję im wszystkim i Tobie również. To już wolę moja tęsknotę. Oczywiście, nie chodzi mi o to, żeby Cie urazić. Naprawdę mam nadzieję, że jednak nie jesteś upośledzony emocjonalnie, a jedynie piszesz o rzeczach, których nie przeżyłeś i możesz sobie jedynie wyobrażać, co będziesz czuł w takiej sytuacji...
            Pozdrawiam z sympatią
            a/


            --
            Lawina bieg od tego zmienia po jakich toczy się kamieniach
            • agalt - a jeśli się mylisz i to co nazywasz prawdziwą miłością jest jedynie krzywym odbiciem prawdziwej miłości przeplatane w znacznej mierze z przyzwyczajeniem i lękiem przed byciem samym?
              Zastanów się nad tym mocno - czy jest ktoś kogo nienawidzisz, niecierpisz, obmawiasz, wyśmiewasz, gardzisz nim, unikasz, nie lubisz, czujesz niechęć, komu nie możesz i nie chcesz przebaczyć? Jeśli tak to wówczas to co czułaś do osoby która umarła nie było prawdziwą miłością - nie można bowiem kochać jednych a innych darzyć nienawiścią, niechęcią itd. Prawdziwa miłość często przejawia się w uczuciach i myślach ale ona nie jest ani myślami ani uczuciami. Prawdziwa miłość jest do wszystkich i do wszystkiego, bo wszystko jest stworzone z miłości. Niestety często mylimy miłość wg zasad stworzonych przez ten świat z prawdziwą miłością. Od kiedy bowiem miłość może rodzić cierpienie po śmierci fizycznej osoby bliskiej nam? Czy nie mylimy miłości ze smutkiem, z pustką, z przyzwyczajeniem, z wybiórczością, czy nie wynika to z braku zrozumienia czym jest życie?
              Jesteśmy tak strasznie uwarunkowani i tak ściśle związani z naszym ego że nie dostrzegamy że to co nazywamy miłością jest jej zaledwie odbiciem i to w krzywym zwierciadle.
              agalt - masz prawo mieć swoje zdanie, i jeśli obraziłbym się na Ciebie za to co piszesz, wówczas to o czym tutaj mówię byłoby zwykłym teoretycznym bełkotem. Proszę Cię tylko byś zastanowiła się dlaczego oceniasz i skąd się bierze u Ciebie taka a nie inna ocena osób?
              Pozdrawiam z miłością
              • No właśnie...Nikogo nie nienawidzę, nikim nie gardzę...żyłam 22 lata z czynnym alkoholikiem i Go kochałam...To nie było uzależnienie od toksycznych relacji...To była czysta miłość...Cierpię, bo jest mi Go tak strasznie żal...I uwierz, żadna wiara nie może zabić poczucia winy....Zobaczę....może tylko czas...
              • Nie lękam się być sama. Dobrze się czuję w swoim towarzystwie. I nie ma nikogo, kim gardzę, kogo nienawidzę, czy czuję niechęć, choć jest kilka osób, które kiedyś tam sprawiły mi przykrość. Pewnie nie umiały inaczej. Myślę, że dla nich to większy problem niż dla mnie. Choć nie wiem, czy sobie to uświadamiają. Nie mam nikomu nic do wybaczania :)
                To co nazywasz oceną, jest raczej czym innym. Mówisz mądre rzeczy i dużo w Tobie życzliwości. A jednak jest w tym, co piszesz coś, co sprawia, że się o Ciebie martwię. Może dokładniej nie o Ciebie, ale o Twoje relacje z ludźmi. Może niepotrzebnie, a jednak... Cieszę się, że się nie gniewasz, bo nie chciałam Cie w żaden sposób zranić.
                Pozdrawiam
                a/
                --
                Lawina bieg od tego zmienia po jakich toczy się kamieniach
        • Na pewno masz rację i madrze piszeszo cierpieniu i bólu.....
          To wszystko prawda, tylko że praktyczniejest strasznie trudno pogodzić się z Odejściem na zawsze Kogoś Najbliższego, Najdroższego....
          Pewnie, ze pielęgnujemy wsobie własne emocje zwiazane ze smiercią, ale chyba nie umiemy na ogół inaczej..a powinno się!!! Myśłi sięo tym który odszedl ,modli się za Niego, ale trudno tak naprwdę wyobrazic sobie TAMTEN SWIAT i naszych Bliskich-a moze są wśród nas???a moż e w kropelkach rosy czy w promykach słońca???a może widzą nas?może ich energia ich dociera do nas???
          Halina halwo1@wp.pl
        • BRAK CIEBIE
          JEST BÓLEM CISZY…………
      • Niby rozumiem o czym mówisz...Przyznaj się tylko uczciwie...to z doświadczenia śmierci kogoś bliskiego czy z teorii...Jeśli z teorii to nie wiesz o czym mówisz...
        • Jest ból gorszy, niż ten po odejściu Kogoś Najbliższego do Lepszego Świata:

          kiedy Ktoś, Kogo uważało się za Bliskiego, nagle z dnia na dzień, z chwili na chwilę odetnie się od Ciebie i nie chce Cię widzieć, słyszeć ani w ogóle znać. Kiedy czeka się na Jego odejście jak na coś, co wreszcie przyniesie ulgę i wyjaśni sytuację.
          Kiedy Kogoś jeszcze żywego żegna się jak Zmarłego - wciąż i wciąż od nowa.

          (O tym m.in. mówi mój wątek Czy to coś złego? na forum sąsiednim "Wychowanie w wierze" - "obcy" mogą czytać, choć nie mogą się dopisywać).

          Ani po śmierci Taty (dawno temu), ani po odejściu Mamy (przed 14 laty) nie płakałem. Nie mogłem.

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Okazje.info.pl

Bestsellery

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.