Dodaj do ulubionych

słabo sobie radzę po śmierci mamy

10.11.14, 21:12
Na to forum trafiłam przypadkiem i postanowiłam napisać. Moja mama zmarła 23 maja tego roku, po siedmiu latach walki z rakiem, ostatnie miesiące były bardzo trudne, zdawałam sobie sprawę, że wszystko nieubłaganie dąży w kierunku śmierci, ale trzy dni przed śmiercią mama się znacznie lepiej poczuła i niezwykła radość i nadzieja wstąpiła w moje serce... Pomyślałam, że po prostu ta nowa mocna chemia daje w końcu jakieś rezultaty...
Mama jednak zmarła, w strasznych męczarniach, morfina jej już nie pomagała, wszystko przez nią przelatywało. Od czasu śmierci mamy funkcjonuje jako tako, mam męża, synka, pracę, życie trwa, ale nic już nie jest takie samo. Czuję się jakbym psychicznie i emocjonalnie nagle powtarzała się o 20 lat, tęsknię za mamą bardzo, mam wrażenie, że odeszła z tego świata jedyna osoba, która kochała mnie bez zastrzeżeń i interesowała się moim życiem, teraz nawet nie mam do kogo zadzwonić... Ciągle myślę o tym co jest po śmierci, czy spotkamy się w przyszłym świecie, ta nadzieja trzyma mnie przy zdrowych zmysłach. Bardzo bym chciała, żeby czas płynął szybciej... Myślę o niej prawie cały czas, o tym jak jej tam jest, czy może mnie odwiedza...
Po mamie odziedziczył am niestety feralną mutację genu BRCA2, dużo rozmyślam czy zachowuje i kiedy to będzie. Ludzie rzadko mnie rozumieją, często słyszę że trzeba się cieszyć życiem, ale to nie jest tak, że ja się życiem nie cieszę, dużo się śmieje, żartuje... Ale jednocześnie mentalnie jestem już tam, taka tęsknota za tym co i tak nieuchronne i czeka każdego.
Mam jeszcze pytanie, czy doświadczy liście po śmierci bliskiej osoby jej obecności czy opieki? Ja niestety nie... Co wieczór gdy idę spać mam nadzieję, że może choć mi się przyśni...
Edytor zaawansowany
  • ilonapustul 10.11.14, 23:25
    Witam Cię, doskonale Cię rozumiem dokładnie mija 4 miesiąc od śmierci mamy, zmarła nagle, na raka pluc, miała krwotok, ciągle lecą mi łzy, czemu....wszystko było dobrze, zaczęła gorzej się czuć, nie mówiła nam nic, mam mieszkała sama, coś rzuciła w przełomie, a to nogi bolą, a to słaba, goniłam ją do lekarza dzień w dzień, bgatelizowała objawy, sama się leczyła, w końcu oszukała mnie, powiedziała, że ma zapalenie oskrzeli, że była u lekarza, okłamała mnie........okłamywali siebie, kiedy wyzdrowieję....., zapisami ją do lekarza i się zaczęło.....w czwartek wyszła ze szpitala, 2 godziny jeździłam po aptekach w poszukiwaniu leków, w piątek rano ją znalazłam całą we krwi, strasznie to przeżyłam, miałam pretensje do niej, że nie poszła do lekarza, że paliła, do siebie, że nic nie zrobiłam, że za zamało, do sióstr, że gdzieś miały mamy zdrowie, bo przecież ja przesadzam, że ciągle gonię ją do lekarza. Do tej pory moje ciało choruje, 3 tygodnie po jej śmierci sama straciłam przytomność, trudno mi......
  • f.l.y 22.12.14, 19:00
    Ilona nie wiń siebie... to był wybór Twojej Mamy, że nie powiedziała... uszanuj to...
  • gabi120.82 24.10.16, 20:54
    Moja mama zmarła niespełna 2 tygodnie temu.Tak jak Twoja mama nigdy sie nie zalila,ze cos jej dolega .Zaczelybsie problemy z oczami mowilam mamie,zeby poszla do lekarza niestety nie poszla.Mama zmarla.Tetniak mozgu,ktory pekl.Mam straszne wyrzuty,ze moglam isv z mama do lekarza,anie tylko mowic,zeby poszla.Gdybym mogla cofnac czas!Mama miala 57lat.Serce mi peklo.Nie radze sobie z tym wszystkim.Momo tak bardzo Cie kocham i tesknie!!!
  • anoimowa.agutka 30.12.14, 13:13
    Witaj,
    Ja straciłam moją młodziutką Mamę 5 tygodni temu. Po tylko 2 msc choroby, która wcześniej nie dała kompletnie żadnych objawów. Choroba przyszła z dnia na dzień i śmierć mi ją odebrała strasznie szybko...walczyliśmy ale choć lekarze złudnie nam mówili, że są szanse, to były to kłamstwa i złudzenia. Mam 20 lat, ból jest niewyobrażalny i zupełnie nie wiem co będzie dalej. Miała być na moim ślubie, doczekać i pomóc wychować mi moje dzieci. A to wszystko prysnęło...
    Choć niewyobrażalnie cierpiała i odeszła w męczarniach, tydzień przed odejściem była jak zdrowa i wszystko było idealnie. Słyszałam, że istnieje coś takiego jak zryw, dla Rodziny wygląda to jak powrót do zdrowia i nadzieja a tak na prawdę to początek końca...
    Dużo siły życzę, bo tego najbardziej i mnie brakuje...
  • maj-a12 12.02.15, 21:20
    Moja mama odeszła w czerwcu 2014 r. jestem jedynaczką ,mama wychowywała mnie sama , mam męża i syna . Mama chorowała i najgorsze że w jej przypadku inne sprawy zdrowotne zamykały drogę leczeniu choroby na , którą umarła ,ostatnie 2 miesiące spędziła w szpitalu ,pod koniec lekarze poinformowali mnie że nic nie da się już zrobić , ciężko mi było rozmawiać z nią wiedząc o tym , miała nadzieje a ja nie mogłabym i nie chciałam jej tego odbierać .tydzień przed śmiercią dostała tyle siły żartowała że może iść na tańce a ja myślałam ,że może jednak ... dopiero później się dowiedziałam ,że ponoć tak przed śmiercią jest przychodzi dzień w którym góry można przenosić ..... Zostaje pustka , tęsknota, w moim przypadku odeszła z nią jakaś część mnie tego życia spędzonego razem , ale żyje nadzieją , że kiedyś się zobaczymy ... staram się doceniać to życie tu na ziemi , bo żyjemy krótko czas szybko leci , dużo myślę co będzie a z drugiej strony mówię sobie nie myśl ciesz się tym życiem póki żyjesz wiem ,że mama by bardzo tego chciała ja dla niej byłam całym światem , powtarzam sobie że jest teraz moim aniołem stróżem i czuwa przy mnie na pewno tęskni tak jak ja,ale chce żebym cieszyła się życiem tu dopóki go mam a Bóg wyznaczy czas kiedy się tam na górze spotkamy... życzę wszystkim dużo siły , dodam ,że mam też tą chorobę na którą moja mama umarła , Ale 'cieszmy się życiem' dla swoich bliskich , którzy odeszli .oni by tego bardzo chcieli ...
  • anoimowa.agutka 12.02.15, 22:26
    Cieżko cieszyć sie życiem, kiedy ból jest nie do opisania. A pustka i tęsknota nie do zapełnienia...
    I najgorsze jest to, ze trzeba żyć, bo życie toczy sie dalej..:(
    Maj-a12 trzymaj sie, doskonale rozumiem co czujesz...
  • zabulka29 27.02.15, 15:51
    Moja ukochana Mama odeszla dokladnie tego samego dnia. Czytam Twoj post i az sie dziwie - jakbys pisala o mnie; Tylko, ze moja Mama odeszla po pol roku leczenia.
    Tez bardzo czekam na znaki od Mamy i chociaz zawsze bylam sceptykiem powiem Ci, ze moja Mama kilka razy juz mi sie snila. W jednym przypadku jestem pewna, ze specjalnie przyszla. To bylo niesamowite uczucie, obudzilam sie z wielkim placzem i nie moglam uspokoic (z placzem ze szczescia). moj maz i dzieci nie mogli zrozumiec cos sie dzieje (akurat jechalismy samochodem i zasnelam, tak ze bardzo banalne okolicznosci). Usciskalam ja, ona powiedziala mi codowne rzezczy i przekazala rozniez cos dla taty i siostry. Wiecie zawsze mialam watpliwosci czy cos jest po drugiej stronie, ale wiem co przezylam i co czulam. Pozdrwiam Cie serdecznie.

    --
    [img]http://img34.glitterfy.com/10011/glitterfy0074111500D30.gif[/img]
  • login_przypadkowy 05.03.15, 16:12
    Doskonale rozumiem o czym piszecie. Moja mama zmarła w sierpniu 2014r. po 10 latach leczenia. Była taka dzielna i kochana. Ostatnie miesiące były trudne. Z dnia na dzień mama miała mniej sił. Nagle ta silna, mądra kobieta potrzebowała pomocy przy najprostszych czynnościach. Ale to nie było najgorsze. Najgorsze zaczęło się, gdy jej zabrakło i w jednej chwili stałam się niepotrzebna: nie musiałam podawać leków, poprawiać pościeli, studzić herbaty, wozić do lekarza. Czułam się pusta w środku, wyprana z emocji. Bardzo za nią tęsknię. Wiele bym oddała by móc do niej znowu zadzwonić i zapytać co słychać. Powtarzała, że będzie się mną i moją córką opiekować i pragnę wierzyć, że tak rzeczywiście jest. Wcześniej zmarł mój tata i czasami myślę, że gdy na mnie przyjdzie czas, to wreszcie ich spotkam i nie mogę się tego doczekać.
  • malgorzata-2008 11.03.15, 13:56
    Witam . . . . .wszystkich.Moja ukochana Mama zmarła 12 go lutego (trzy tygodnie temu).Jestem jedynaczką , mieszkaliśmy razem w domku jednorodzinnym ,razem robiłyśmy wszystko w domu w ogrodzie mama głównie zajmowała się szklarniom ,foliowcem i wszystkim wkoło to czego ja nie zdążyłam ona dała radę zawsze dawała radę . . . . ja bez niej nie daję rady z sobą i z niczym . . .to czego dotkneła moja mama żyło wszystko robiła najlepiej wszystko wiedziała mądra oczytana dobra dla wszystkich . . .nawet sąsiedzi patrzą czy jest gdzieś na ogrodzie aby się poradzić,zapytać . . .Mama zmarła ponieważ lekarze nie wykryli raka płuc gdy pojawiły się plamy na skórze dostawała sterydy które ją osłabiły a rak mógł się rozsiać . .aż było za póżno.Jak rak którego nie było widać do końca na RTG się ujawnił z dnia na dzień nie mogła jeść ,przełykać ,trudno oddychać ,słabnąć aż po pięciu miesiącach i próbach leczenia chociaż lekarze mówili ze to już jest koniec i żadnego leczenia tu nie będzie bo wszystko co zastosują zmiecie mamę z powierzchni ziemi . . . . .o d e s z ł a .Rak ją zjadł ! Tak ją kocham, tak tęsknię ,tak boli ,tak mi jej żal bo tak chciała żyć wierzyła do końca ,walczyła do końca ,miała nadzieję ona dała radę ale on był silniejszy .Wszystko w domu i ogrodzie na mamy imię wszystko na nią czeka . . . a mamy . . nie ma ! Mam córeczkę siedem lat która bardzo też tęskni za najukochańszą babcią bo dziadków już nie ma ,mam cztero miesięcznego synka a mąż pracuje dziesięć miesięcy w roku za granicą a więc jestem sama . . .i muszę się trzymać a nie potrafię bo tak mi jej brak wszędzie szukam i czekam aż do mnie przyjdzie coś powie . . .cokolwiek,była moją jedyną przyjaciółką ,ja i moja córeczka byłyśmy dla niej wszystkim . Kochała mnie bardzo . . .Jak się dowiedziałam byłam w 8 m ciąży starałam się robić co tylko mogłam sama jedna tylko ja i w ciąży i po porodzie po cesarce to nie miało znaczenia że mnie boli że chodzić nie mogłam .CHCIAŁAM RATOWAĆale nie dałam rady za mało czasu .A teraz wyrzucam sobię wiele rzeczy że nie wiedziałam tego co wiem teraz bo w odpowiednim czasie można było zrobić wiele rzeczy i Mama była by z nami .Byłam u księdza ale nie odpowiedział mi czy na pewno coś jest ja chcę wierzyć że na pewno jeśli tak to Mama jest aniołem którego bardzo mi brak . . . .
  • psgirl 03.04.15, 20:04
    Moja Mama zmarła dokładnie 2 tygodnie temu. Powiem Wam ,że im dalej tym gorzej się czuję.
    Mama wiele lat zmagałą sie z cukrzycą. Ale wszystko było pod kontrolą, cukier ustabilizowany. Regularne badania. Aż tu nagle, dostała silnych boleści, pogotowie - szpital. Okazało się ,że zrobił się zator w nerce i niestety mama dostała urosepsy. Zmarła po 2 dniach. Cały czas mam przed oczami, jak leży na łóżku szpitalnym, dawałam jej jeszcze pić, jeść. A następnego dnia już leżała pod respiratorem, nieprzytomna.
    3 reanimacje. Nie wiem ,czy mnie słyszała, czasem ruszała ręką i nogami, To był potworny widok.
    Byłam z nią do samego końca.
    Nie potrafię uwierzyc w to, co sie stało. Jak to jej tak nie ma ? Mam wrażenie, że jej nie ma teraz, ale przyjdzie. Nie ważne ,ze był pogrzeb, widziałam ją w trumnie - to było jednak dobre. Obawiałam sie ,czy jechać do kostnicy, ale teraz nei żałuję. Bo w trumnie wyglądała po prostu jakby spała. Nie było widać żadnych śladów choroby. Była spokojna i wyglądała bardzo ładnie. Zanim tam pojechałam, cały czas miałam ją przed oczami pod tym cholernym respiratorem, podłączoną do rurek, opuchniętą niesamowicie.
    Małgorzata-2008 też sobie wyrzucam, że może gdyby sie wcześniej zareagowało. MOze by wystarczyło kilka minut wcześniej zadzwonić po pogotowie. Niestety mieszkam w innym mieście, do tego mam taką pracę, która nie pozwalała zbyt częśto jej odwiedzać. Ale dzwoniłam codziennie. Mama skarżyła się, że boli ją kręgosłup. A moze to nie był kręgosłup ? Może to były nerki ? Ale czy nie wyszłoby to na badaniach ? Była przecież u lekarza na początku marca. Ale moze powinnam ją bardziej naciskać, by jeszcze raz poszła, skoro jakieś bóle czuje ?
    Denerwują mnei święta i to ,ze inni się cieszą. Nie ogladam tv, bo wszędzie kurczaczki, palemki, jajka, wiosenne kolory. DLa mnei nei bedzie świąt. Bardzo mnie boli, że życie toczy sie dalej. Ale jak dalej, skoro nie ma juz Mamy ?
  • mouse13 18.05.15, 21:42
    Jest coś więcej niż tylko życie materialne i jest coś poza śmiercią samego ciała . Nie potrafię powiedzieć czy dusza po śmierci idzie do nieba albo piekła, czy istnieje reinkarnacja, albo cokolwiek. Ale moja mama umierała w dwóch etapach. Najpierw sniło mi się że wychodzi z niej świetlista energia która nie opuścila jej ciała tylko otoczyła ją na zewnątrz i tak została jak ochronny kokon, moja mam wtedy umarła częściowo. Kiedy rano do niej poszłam była nieprzytomna, zabrało ją pogotowie a potem przez kilka miesięcy trwał koszmar w szpitalach, operacje, kroplówki,dożywianie przez rurki, oddychanie przez rurkę, poprawy zdrowia żeby za kilka dni pogorszyło się jeszcze bardziej. Pewnego razu powiedziała że szukała jej rodzina i chyba myślała wtedy o zmarłej babcei, dziadku i jej braciach. To chyba była ważna uwaga, mama powiedziała że miała kontakt ze zmarłą rodziną która ją do siebie wzywa. Wtedy jeszcze myślałam że jednak jakoś się wykaraska ze swojej choroby, że będzie żyć nawet jako niepełnosprawna , ale będzie. niestety po tych strasznych kilku miesiącach szpitali umarła. I wydaje mi się że czuwa na de mną i to z lepszym skutkiem niż kiedy żyła, nagle zrozumiałam że jeżeli mam rodzinę to choćbym nie wiem jak nienawidziła sprzątania, zakupów i gotowania, spraw urzędowych to muszę zabrać się do działania i tyrać. po jej śmierci chciałam umrzeć myślałam że nie podołam kolejnemu dołowi i cierpieniu i nie myślałam wtedy o innych, pewnego razu wypiłam 0,75 l wódy połknęlam wszystkie psychotropy jakie miałam w domu z nadzieją że to mnie zabije. Ale rano obudziłam się, dzwonili do mnie z pracy, ogarnął mnie strach jak wytłumaczę się w pracy,co będzie dalej i pojechałam do pracy taksówką. I co? Taksówkarz miał wypadek, nikt nie ucierpiał tylko ja, zlamanie nosa i kilka tygodni strachu że mam uszkodzoną czaszkę, mózg i że umrę. To był zimny prysznic, ostrzeżenie żeby nie bawić się w myśli samobójcze ponieważ jestem odpowiedzialna za dzieci. Wierze ze to mama nade mną czuwała, ponieważ tylko taka trauma jak wypadek i prawdziwy strach o życie mógł zmienić moje nastawienie że to nie moje cierpienie jest najważniejsze ale odpowiedzialność za dzieci. Mama czasem mi się śni ale wcale nie w jakichś znaczących snach,nie otrzymuję też żadnych znaków. Ale dopiero po jej śmierci dotarło do mnie to co przez te wwszystkie lata próbowała mi mi przekazać niestety bardzo nieumiejętnie, wrzaskami, pretensjami i wyzwiskami. Nie tęsknię za nią ponieważ ciągle mnie krytykowała i poniżała, ale jako duch działa mądrzej, wpłynęła na mnie o wiele skuteczniej niż za życia. Była dobrym czlowiekiem tylko z własną córką nie umiała postępować. kocham ją i będę pamiętać jej dobre cechy.
  • malwi.4 19.05.15, 09:08
    Dzięki Mouse za ten post. Z resztą nie pierwszy raz znalazłam coś cennego w tym, co piszesz.

  • mouse13 01.07.15, 20:41
    Dzięki, dialog jest dla mnie czymś mega trudnym, ale niekiedy zaistnieje nić porozumienia, może ważniejsza i silniejsza od nieprzerwanego paplania.
  • karakarolina 16.11.18, 13:58
    Trzeba teraz uregulować układ nerwowy, tak ,zeby się najzwyczajniej przestało myśleć negatywnie. Tęsknota będzie zawsze, ale można ją zamienić na pozytywną tęsknotę czyli tęskniąc pozostać w duchowym kontakcie z tą osobą. ( czy wierzymy w to czy nie jest to możliwe) Jeżeli chodzi o fizjologię to olej CBD - albo ta herbata : konopiafarmacja.pl/produkty-konopne/101-suszone-kwiaty-konopi-cbg-20g.html 2 kwiaty i zalać 3/4 kubka. Ten sam napar zalać 2 razy.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.