Dodaj do ulubionych

Jak żyć po...?

17.11.06, 11:30
Mam prawie 30 lat za miesiąc urodziny - 2 tygodnie temu odszedł mój ukochany
mąż. To było samobójstwo. Niestety nie mieliśmy dzieci. Staraliśmy się ale z
powodu depresji i przyjmowanych leków nie udało się. Wszyscy mówią że
powinnam być silna - ja nie wiem czy dam radę. Zostali mi tylko rodzice i
przyjaciele. Siostra umarła na raka 14 lat temu. Skąd mam czerpać siłę, jak
sobie pradzić z tymi uczuciami? Wróciłam do pracy, już nie płaczę. Nie mam
siły jestem na przemian zła i taka pusta. Tak strasznie go kochałam - a może
kochałam go za mało. Był dla mnie oparciem, moim dniem codziennym i moją
przyszłością. Mieliśmy budować dom i mieliśmy mieć dzieci. Boze jaka ja byłam
głupia, wygodna i egoistyczna. Jeszcze tylko do wakacji i bierzemy się za
dziecko, może nie teraz bo leki bo słaby i taki smutny. Czemu zrobiłam tak
mało przez te dwa miesiące depresji? Moze ona była już wcześniej a ja to
odbierałam jako pracoholizm, czemu nie byłam silniejsza by pomóc mu z tego
wyjść, czemu nie zmuszłam go do brania leków. Oszukiwałam się że jest już
lepiej że śpi wreszcie w nocy, że je więcej. Czemu nie przewidziałam, że może
się stać to co sie stało. Czemu nie mówiłam codziennie że go kocham, ze chcę
mieć dziecko, czemu chodziłam do pracy, czemu ufałam teściowej lekarzowi że
mu pomoze, czemu wierzyłam że będzie lepiej, czemu nie zaciągnęłam go siłą do
specjalisty a tylko prosiłam, czemu, czemu czemu? A przede wszystkim czemu
go ze mną nie ma? Mieliśmy być razem zawsze nie tylko te kilka lat.
Wczoraj poszłam zrobiłam badania krwi na toksoplazmozę - po co, nie będziemy
mieli juz dziecka. Ja chcę mieć dziecko - ale sama? Przecież to razem
mieliśmy się z tego cieszyć. Nie ma to wszystko sensu, owszem będę chodziłą
do pracy ( nie jest bynajmniej moją pasją) coś będę jadła, czasem posprzątam,
pooglądam telewizję. I co tak z dnia na dzień? Po co. Chyba tylko by rodzice
się nie martwili. Czy mogło być inaczej? Co mogłam zrobić by temu
zapobiec?
Edytor zaawansowany
  • boruta_wwa 17.11.06, 21:36
    najserdeczniejsze wyrazy współczucia
    ja straciłem Siostrę kilka miesięcy temu i do tej pory nie mogę się z tego
    otrząsnąć, a wyobrażam sobie jak strasznie jest stracić męża/żonę kiedy dzieli
    się z tą drugą osobą całe życie
    nic nie mogę poradzić, bo sam nie wiem jak sobie swoją stratę wytłumaczyć,
    zapewne nigdy się z tym nie pogodzę, ale trzeba jakoś żyć dalej i nie obwiniać
    siebie, bo to bez sensu...
    b.
    --

    wawajpg.blox.pl
    kocham to miasto i nienawidzę go...
  • bozena.winch 17.11.06, 21:53
    Depresja to taka choroba,która w znacznym stopniu odbiera możliwość
    uwierzenia,że będzie inaczej niż jest.Rozumiem,że ciągle zadejesz sobie pytania
    o to co mogłaś zrobić inaczej i co byłoby wtedy. Bardzo trudno jest zrozumieć
    dlaczego miłość nie była wystarczającym powodem do życia.Prawdopodobnie,
    niezależnie od tego co mówiłaś i robiłaś Twój mąż w depresji nie był w stanie
    tego przyjąć i w to uwierzyć.Nawet gdybyś go zaciągnęła do specjalisty, nawet
    gdybyś przestała chodzić do pracy, nawet gdybyś powtarzała różne zdania o
    Waszej przyszłości..Jego wizja tego co będzie była czarna, najczarniejsza.Słowa
    innychludzi, nawet najbliższych, nie mają wtedy mocy przekonywania.Nie rób
    sobie wyrzutów,że czegoś nie zrobiłaś.Wiem,że gdybyś mogła zrozumieć, co
    kierowało Twoim mężem, gdy targnął się na swoje życie byłoby Ci
    łatwiej.Najczęściej osoby chorujące na depresję nie umieją przyjąć,że to jest
    choroba, a nie obiektywny odbiór rzeczywistości i że leki będą miały wpływ na
    to jak postrzegają siebie iświat.
    W leczeniu depresji jest taki trudny moment, gdy stan pacjenta zaczyna się
    trochę poprawiać, ale jeszcze depresja króluje i wtedy jest to moment,w którym
    pacjenci mający myśli samobójcze są już w stanie je zrealizować.I często to
    robią.40% pacjentów z rozpoznaną depresją dokonuje prób samobójczych
    (niekoniecznie udanych).
    Nie musisz być silna.Możesz być cierpiąca i słaba.Możesz nie dawać sobie
    rady.Możesz płakać i nie wiedzieć czym wypełnić sobie czas.Postaraj się
    zauważyć koło siebie ludzi, którzy chcą z Tobą być, którzy Cię wspierają i dla
    których jesteś ważna.Nie musisz spędzać czasu przed telewizorem lub w pracy.Nie
    umiem powiedzieć, co może teraz stać się dla Ciebie treścią i sensem życia.Być
    może będzie to, coś takiego o czym teraz kompletnie nie pamiętasz lub jeszcze
    nie myślisz. Nie mam wątpliwość,że coś się wyłoni,że coś odkryjesz lub
    znajdziesz,ale to za jakiś czas.
    Zdaję sobie sprawę,że to kolejna dramtyczna żałoba w Twoim życiu i w życiu
    Twojej rodziny.Wyobrażam sobie ile łez wylaliście po śmierci Twojej siostry.Nie
    wiem,jak wtedy myślałaś o swoim dalszym życiu, ale... okazało się ono możliwe i
    co więcej dużo dobrego doświadczyłaś w kolejnych latach, chociaż na pewno był
    taki moment,że wątpiłaś.
    Nie chcę Cię pocieszać,gdyż zdaję sobie sprawę,że nie ma słów,które by
    pocieszały.Sądzę,że za jakiś czas będziesz mogła przyjąć,że to choroba
    popchnęłą Twojego męża do odebrania sobie życia i może wtedy będziesz mogła
    uwolnić się od poczucia winy i żyć dalej.
    Bożena Winch
  • Gość: dana7675 IP: *.konin.cvx.ppp.tpnet.pl 19.11.06, 22:22
    To bardzo przykre to co sie stało i bardzo Ci współczuje ja też mam 30 lat. Pod
    koniec sierpnia zmarł mój narzeczony. Miał wypadek był ciężko popażony. Walczył
    16 dni i było już lepiej.Była juz nadzieja że wróći do zrdowia.Ale tak sie
    niestało... Marzyliśmy o domku, dziecku i rodzinie, o szczęściu, wspólnym byciu
    razem.Mieliśmy tyle planów, tyle marzeń, wszystko prysło. Zapanował
    mrok,bezsens, życie stało się dla mnie tylko egzystencją... Mam tyle pytań ,
    tyle pytań ... Aniołku doskonale rozumiem co przeżywasz i dlatego jesli
    chciałbyś czesem pogadac to dezwij sie podam GG. Wiem ze tylko ludzie którzy
    przeżywaja cos podobnego sa w stanie siebie na wzajem zrozumieć.
  • Gość: barbara IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.11.06, 00:37
    Również i ja straciłam męża.Pozostał ból,tęsknota i wspomnienia.Już nic nie jest
    tak jak dawniej.Nie pomógł psychiatra ani psycholog.
    Chociaż sobie popłaczę i tak mi to nic nie daje.
    Mam tyle pytań ,na które nie mogę znależć odpowiedzi a w szczególności to jedno
    "dlaczego mnie to musiało spotkać".Mój mąż zachorował na raka ,żył tylko dwa
    miesiące od wykrycia tej paskudnej choroby.Widok jaki mi pozostał jest nie do
    opisania.Z dnia na dzień widziałam jak gaśnie w moich oczach....i ta moja
    bezradność....i jego pytania czy będzie żył ....i oszukiwanie go ....Do dzisiaj
    nie mogę sobie wybaczyć ,że nie powiedziałam mu prawdy.Ale czy mogłam go jeszcze
    bardziej zabić.Nie wiem ,mam niesamowte wyrzuty do dzisiaj i ciągle przed
    oczami mam jego smutny wzrok.Żyje ale jak żyć gdy coś cię gryzie.
  • hendik 20.11.06, 14:12
    Dano7675 podaj swoje gg na mojego maila hendik@interia.pl

    Dziękuję Wam za wpisy. Każdy dzień jest inny. Jednego dnia czuję się lepiej
    drugiego gorzej. Czasem myślę co mogłam jeszcze zrobić, wydaje mi się że Paweł
    wróci. Innym razem wiem że tego już nie cofnę. Czasami zastanawiam się czy nie
    czuję się za dobrze czy nie za szybko godzę się z tym co się stało. Bardzo
    pomagają mi moi rodzice i przyjaciele. Jak jestem z ludźmi lubię rozmawiać o
    moim Mężu. To mi pomaga. Czasem sie dziwię, że jestem taka twarda, wstaję idę
    do pracy, myślę jak nauczyć się po ponad 6 latach razem żyć samej. Jedno co nie
    mija, co mi towarzyszy 24 h/dobę to tęsknota - ona jest zawsze.
    Niestety świat jest brutalny, nie zatrzymuje się nie czeka nie ogląda na tych
    co płaczą. Przede mną niełatwa sprawa spadkowa i źli ludzie. Ale mam rodziców i
    cudownych przyjaciół, dobrych kolegów w pracy, byleby o mnie nie zapomnieli.
    Są jeszcze konie i moja czarnula co czeka na mnie w stajni.
  • mskaiq 20.11.06, 07:20
    Nie mozesz ulegac zalowi bo to on sprowadza lzy i bezsens i prowadzi do
    depresji.
    Winisz o wszystko Siebie ale to co sie stalo bylo Jego decyzja, Ty nie mialas
    na to wplywu, nie chcial abys miala wplyw na Jego decyzje.
    Dla Ciebie najwazniejsz sprawa obecnie to zaczac zyc przyszloscia, zapomiec o
    tym co sie stalo.
    Masz dopiero 30 lat, przed Toba jest wiele zycia, gdzies w przyszlosci dziecko
    i ktos kogo pokochasz. Milosc nie umiera nawet jesli nie ma wiecej tej osoby
    ktora kochalismy.
    Moja Matka nie zyje juz dawno ale ciagle jestem z Nia. Nie placze, usmiecham
    sie do wspomien a mam ich wiele z Nia.
    Mysle ze masz rowniez wiele wspomien ze Swoim Mezem. Nie placz, wspominaj dobre
    chwile bez placzu
    Twoj placz niczego nie zmieni a pograzy Cie tylko w bolu i zalu. Nie bedzie
    wtedy z Toba milosci tylko lzy, zlosc, pretensje do losu i do Meza za to co
    zrobil i do Siebie ze nie upilnowalas.
    Serdeczne pozdrowienia.

  • Gość: gość barbara IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.11.06, 17:04
    Dasz radę.Kobieta jest na tyle silna ,że wszystko przeżyje.
    Masz oparcie w rodzicach ,znajomych,a to jest ważne.Co do sprawy spadkowej
    powiem ci ,że i u mnie nie było prosto ,ale i to przeżyłam.
    Powodzenia w załatwianiu spraw.Chętnie służę swoimi radami.
  • hendik 29.11.06, 08:48
    To już prawie miesiąc. Chodzę do pracy, Generalnie żyję mechanicznie, nie chce
    mi się sprzątac, robić jedzenia. Czytam ksiązki. Dużo mniej płaczę tak jak bym
    wymazywała z pamięci to co było wcześniej. Nie pamiętam Jego głosu, jego rzeczy
    już Nim nie pachną. Czuje się taka pusta - czy ja jestem jakaś zła, mało
    wraźliwa?
  • nata721 29.11.06, 09:39
    Uczucia po stracie najbliższej osoby bardzo się zmieniają, mogę coś otym
    powiedzieć bo mój mąż zginął prawie 11 miesięcy temu i przez ten czas
    towarzyszyły mi bardzo różne uczucia :poczucia strasznej winy, otępienia- brak
    jakichkolwiek emocji i obojętność na wszystko dookoła, użalanie się nad sobą,
    złość na zmarłego męża że dopuścił,że tak się stało bo byliśmy udanym i
    kochającym się małeństwem.Uczucia przychodzą falami i chociaż Ty jesteś dopiero
    miesiąc po śmierci swojego męża a ja 11 miesięcy w ostatnich dniach czuję się
    jakby to stało się kilka dni temu.Mamy jednak prawo do przeżywania swoich
    tragedii tak jak dyktują nam nasze myśli i uczucia.Nauczyłam się też przez te
    miesiące nie myśleć otym ,jak inni odbierają moje zachowanie bo to w niczym nie
    pomaga a wręcz odwrotnie.
  • hope13 29.11.06, 12:20
    Mam 32 lata. Półtora roku temu zmarł nagle mój mąż, pół roku temu zmarł mój
    tato. Nie mam dzieci. Uczucia towarzyszące żałobie zmieniają się. Już nie
    płaczę codziennie, staram się jeść więc przytyłam trochę, rzuciłam palenie, od
    niedawna staram się zasypiać bez tabletek nasennych, co przychodzi mi z wielkim
    trudem. Czasami sprawiam sobie drobne przyjemności - obejrzę ulubiony program w
    telewizji, kupię krem przeciwzmarszczkowy. Ale czuję się jakby moje życie się
    skończyło. Jestem cały czas smutna, zmęczona, nie spotykam się ze znajomymi,
    czytam tylko o śmierci i umieraniu. Cały czas rozmyslam co by było gdyby...
    Układam w głowie różne scenariusze. Nie mogę pojąć dlaczego życie jest tak
    okrutne. Dlaczego straciłam męża, którego kochałam nad życie w tak młodym
    wieku. Gdybym chociaż miała dziecko - byłoby ono motorem do działania. A tak
    nie mam nic.
  • bozena.winch 29.11.06, 23:24
    Nie jesteś zła czy mało wrażliwa.Wymazując z pamięci różne atrybuty męża i
    Waszego wspólnego życia, bronisz się przed rozpaczą. Jak się nie pamięta
    łatwiej można przestać płakać. Rozumiem,że starasz się niedotykać swoich uczuć
    i wpychasz je gdzieś głęboko.Czytanie książek spełnia rolę wypełniacza czasu i
    wewnętrznej pustki- jak się nie ma dostępu swoich uczuć,to warto zająć się
    uczciami i historiami innych ludzi.Żyjesz mechancznie by ochronić się przed
    żalem i tęsknotą.Teraz masz taki czas.W postach od innych osób do Ciebie
    wyraźnie widać,że przychodzą różne fale przeżywania.Tak zapewne będzie i z
    Tobą.Żałoba jest czasem zmieniających się różnych uczuć,aż do wyciszeni, co nie
    oznacza zapomnienia.
    Bożena Winch
  • hendik 12.12.06, 12:54
    Bardzo pomaga mi pisanie tu na forum. Hm to taki dziennik mojej żałoby. CZasem
    płaczę. Wyczytałam gdzieś, ze nie wolno tłumić płaczu to jak tylko mogę to
    sobie płaczę. Jak sobie rozmawiam z mamą to łatwiej mi się płacze.
    Zniknęły te natrętne myśli co mogłam jeszcze zrobić, nie wymyślam scenariuszy.
    Czasem pojawia się żal i brak zrozumieni dlaczego ktoś może nie chcieć żyć,
    dlaczego nie był ciekawy jak to będzie dalej. Gdzieś tam na górze jest Ktoś kto
    wie jaki ma sens to co nas spotyka i wzywa do siebie naszych bliskich
    niekoniecznie wtedy gdy my tego chcemy.
    Czuję się dużo lepiej od kiedy zaniechałam kontaktów z rodziną męża. Nie mogłam
    znieść ich pytań, wyrzutów, żali ich sposobu rozumienia tej tragedii. Zaczęłam
    się ich bać. Wiem że jest im ciężko że w zasadzie ta tragedia powinna zbliżyć
    ale nie ufam im nie wierzę w zapewnienia gdy z drugiej strony liczony jest
    każdy grosz ze spadku. Nie mam siły matriwić się o emocje innych i pomagać im
    moim kosztem.
    Dwa dni temu miałam 30. urodziny. Rodzice i przyjaciele zgotowali mi cudowny
    dzień. To tak bardzo pomaga, to że czuję że jestem dla nich ważna.
  • hope13 12.12.06, 16:27
    Kiedy czytam o Tobie to tak jakbym czytała o sobie. Tylko w przypadku mojego
    męża to był zawał. Mam 32 lata, chcieliśmy mieć dzieci, ale nie udało się,
    postępowanie spadkowe (jeśli nie ma dziecka to wiesz jak jest). Napisz jeśli
    możesz: jolmail@poczta.onet.pl
  • hendik 29.12.06, 22:27
    Hope - dzięki wysłałam maila.

    Już po świętach, jeszcze Sylwester i Nowy Rok. W zeszłym roku o północy
    wyszliśmy na dwór, piliśmy szampana, całowaliśmy się i mówiliśmy sobie jak
    bardzo się kochamy i co chcemy by 2006 rok nam przyniósł. Byliśmy tacy
    szczęśliwi. Miał być pocżtek budowy domu i ciąża. Nie ma domu, nie ma ciąży nie
    ma mojego ukochanego męża.
  • zlotaraczka2 01.01.07, 23:56
    Serdecznie Ci współczuję,bo tyle mogę zrobić. Opiszę też moją historię, a
    moze coś dobrego dam w ten sposób. Mam 36 lat i jestem 13 lat po rozwodzie. Już
    nie dawałem sobie szans na nowe życie, postanowiłem jednak jeszcze raz
    spróbować. Dałem anons do gazety matrymonalnej i tym sposobem się
    poznalismy.Nie zdawałem sobie sprawy, ze jest ona młodsza odemnie o 17 lat, bo
    wyglądała na 20 lat i tak mi sugerowała. Przyjeżdżała na kilka dni i wracała do
    siebie. Zaszła w ciążę i wtedy dopiero powiedziała mi prawdę. Wiedziałem już,
    że będę musiał stoczyć walkę o nasze prawo do miłości i o nasze dziecko. Wtedy
    nie wiedziałem jaka będzie to walka, nie mogłem przewidzieć niczego co mnie, co
    nas czeka. Żyłem chwilą i nadzieją, a siłę czerpałem z uczuć. Po wielu
    perypetiach urodził nam się syn. Zaczęło się nam coraz lepiej układać, aż
    nadszedł ten pechowy dzień. Znalazła się w szpitalu. Diagnoza była ciosem. To
    nowotwór mózgu w ostatnim stadium rozwoju. Dwie nieudane operacje, dwa tygodnie
    w agoni i ta chwila kiedy od nas odeszła. Bolało i nie wiedziałem jak mam dalej
    żyć. Minęło pół roku, a ja nie wiem jak i kiedy. Jednym co mi dodaje sił jest
    Kubuś. Wiem że warto czekać na to co niesie jutro, bo tak jak pisałem, nigdy
    się nie wie co przyniesie los i może nas bardzo zaskoczyć, na dobre lub na
    złe.
  • hendik 08.01.07, 11:58
    Złotarączka - zazdroszcze ci synka. My nie zdążyliśmy mieć dzieci.

    Boże czemu ja tak strasznie tęsknię?
  • anula36 08.01.07, 19:00
    bo tak naprawde minelo bardzo malo czasu odkad zostalas sama. Kazdy by tesknil bedac na twoim miejscu.
    --
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=44471
  • hendik 10.01.07, 08:39
    Anulo, ja się nie dziwię że tęsknię tylko czasem myślę, że tej tęsnoty nie
    wytrzymam. To strasznie boli.
  • dana7675 22.01.07, 00:36
    ktoś powiedził mi że skoro bardzo kochałaś to długo jeszcze bedziesz tęsknić za
    ukochaną osobą... czasem kiedy przychodza łatwiejsze dni boje sie że moja
    tęsknota odejdzie, że zaczynam zapominać i wtedy nie wiem co jest lepsze. To że
    przez chcile jest łatwiej żyć czy boleść mojego serca ...
  • anula36 22.01.07, 12:09
    tak z twoich postow widac ze jestes bardzo wrazliwa, ale tez niezwykle silna osoba, wierze ze z uplywem czasu odnajdziesz od nowa sens w zyciu, tylko daj sobie troche czasu.
    A na razie to moge tylko wirtualnie poglaskac po glowie:)
    --
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=44471
  • hendik 04.02.07, 20:55
    anula36 dzięki za wirtualne przytulanie. To pomaga, bo prawdziwego przytulania
    bardzo brakuje.
    Dzisiaj mijają 3 miesiące.
  • nata721 05.02.07, 12:41
    Dopiero minęły 3 miesiące od śmierci Twojego męża i tak na prawdę dopiero teraz
    dociera pustka i tęsknota .Dla mnie właśnie wtedy był najgorszy okres choć
    teraz gdy już minął rok z perspektywy czasu mogę powiedzieć , że te trudne
    chwile przychodzą i odchodzą zmieniając się w otępienie i bezsilność.
    Wczoraj nie chcąc spędzić kolejnej "pustej " niedzieli poszłam do brata i jego
    rodziny ale gdy wróciłam było znów gorzej , bo znów zdałam sobie sprawę , że
    gdy dzieci poszły spać zostałam sama i znów położyłam się do pustego łóżka .Do
    2 w nocy nie spałam . Ciężki dziś dzień.
    Pozdrawiam Cię ciepło życzę Ci dużo sił .
  • pawelfurman 04.02.07, 22:37
    Witam. Bardzo mi przykro z powodu śmierci męża. Nie obwiniaj się. Często takich
    sygnałów nie odbiera się doraźnie. Dzień jak dzień, mąż przyszedł zmęczony z
    pracy - poprostu codzienność. Choroba na jaką cierpiał działa spontanicznie,
    liczy się chwila - i ta chwila nadeszła .... nie obwiniaj się. Myśl o nim,
    pamioętaj módl się lecz też żyj - żyj normalnie. Wiedz o tym że już się nie
    męczy wszak wiedz też o tym że najbardziej teraz potrzebna jest mu modlitwa,
    teraz najbardziej na to liczy. Pozdrawiam
  • hendik 20.02.07, 13:59
    Nie wiem czy pisałam. Kupiłam sobie psa i to mi dało dużo dobrych emocji, nowe
    obowiązki. Strasznie mnie to podniosło na duchu spowodowało ze zaczęłam
    planować. No ale wróciły kiepskie dni. Okropnie tęsknię i żałuję. Na nowo myślę
    co mogłam zrobić i marzę o tym, że któregoś dnia się obudzę i mój mąż będzie
    spokojnie spał obok a ja będę mądrzejsza i nie pozwolę by stała mu sie krzywda.
    Nie daje mi spokoju ogrom jego cierpienia.
    Jak wyjeżdzam chcę mu opowiedzieć o wyjeździe, jak mi źle chce sie do niego
    przytulić. Jak ugotowałam coś dobrego zastanawiałam się czy by mu smakowało.
    Nie piję musujących witamin bo zawsze piliśmy je razem. Niedługo będzie w TVN
    taniec z gwiazdami, a ja patrze na pudełka z naszymi tanecznymi butami i mi
    serce pęka. Bo miałam szansę spędzić całe życie z fantastycznym człowiekiem,
    ale dane mi było tylko kilka lat.
  • aniawx 20.02.07, 18:54
    Hendlik piszesz, ze było Ci dane tylko kilka lat - ale BYŁO CI DANE!! Poznałaś
    wspaniałego mężczyznę!! Poznałaś co to jest miłość... Doskonale wiem, co
    czujesz... Ale cieszę się i dziękuję Bogu z to, ze postawił Patryka na mojej
    drodze życia. Bez Niego byłabym biedniejsza o te wszystkie doświadczenia, te
    wesołe i te smutne, ale wszystki piękne...
    I prosze Cie o jedno - nie zamartwiaj się tym, ze nie pomogłaś mężowi!!! To Ci
    nic nie da, a wręcz przeciwnie, będzie jeszcze bardziej dołować. Pamiętaj, ze
    jesteśmy TYLKO ludzmi, nie zawsze robimy to co należy i NIKT nie robi zawsze
    dobrze!!! Staramy się ile w naszej mocy - i to jest dobre, ze sie staramy!! A
    jestem pewna, ze Ty strałaś sie o to, zeby Twój mąż był szczęśliwy...
    Co do pas - ja tez mam - dostałam go od Patryka:) Mój piesek jest kochany i
    duży:) i śpi ze mną w łóżku i faktycznie potrzebuje duzo mojego czasu. Reguluje
    mi życie, ale dużo pomaga...
    trzymaj sie ciepło i uściskaj pieska ode mnie:)
    Ania
  • perelka278 26.02.07, 19:10
    hendik przyjmi wyrazy wspólczucia.ja straciłam narzeczonego siedem miesięcy
    temu zginął w wypadku samochodowy. ciagle zadaje sobie takie pytania jak ty.
    dlaczego zwlekałam ze ślubem, dzieckie. mieliśmy juz wybrane imiona dla
    nich.dzien przed wypadkiem rozmawialiśmy jak bedą miały na imię. i nie
    zdarzyłam.za późnoa. jeden telefon i cały świta runął. chcę ci jeszcze
    powiedzieć,że z depresją byz nie wygrała. wiem co mówię moja mama popełniła
    samobójstwo.maiała depresję. wystarczyło głupie 45 minut gdy była sama i
    koniec.mam brała leki. nic nie pomogło. nie zadręczaj się.to nie twoja wina
  • hendik 04.04.07, 13:49
    Dzisiaj mija 5 miesięcy. Trochę mniej płaczę, dalej żyję z dnia na dzień. Nie
    mogę sie pogogodzić z tym co się stało. Mam świadomość że nie da się cofnąć
    czasu, ale dalej jestem przekonana że można było uniknąć tragedi. Ale wtedy nie
    miałam takiej wiedzy, wierzyłam ze będzie dobrze i taki scenariusz mi do głowy
    nie przychodził. Czy to mój błąd? Niestety nie mamy czasem dostatecznego wpływu
    na ukochaną osobę. A miłość nie jest w stanie przezwyciężyć wszytkiego. Cóż
    zostałam sama, muszę zacząć życie od nowa, tylko nie da się zapomnieć, a
    zamiast wózka wybieram pomnik. Jak mógł mnie tak zranić? Myślę że mężczyźni
    biorąc ślub powinni podpisywać zobowiązanie do przymusowego leczenia na wniosek
    żony i odwrotnie plus testament.
  • mabo14 04.04.07, 23:22
    Przytulam Cie...bardzo mi przykro, ze musisz przechodzic tak trudne
    doswiadcznie...Ja stracilam dwojke dzieci...Sciskam Cie cieplo.

  • anula36 05.04.07, 11:45
    dziewczyno kochana MUSISZ sobie uswiadomic na czym polega istota kazdej choroby
    psychicznej, w tym depresji- nie jest zalezna od osoby chorujacej, choruje sie
    czy sie chce czy nie, a czlowiek chory NIE WIE CO CZYNI I W JAKIM SMUTKU
    POZOSTAWI BLISKICH PO SWOIM ODEJSCIU.Chocby bedac zdrowy obiecal ze bedzie z
    toba nastepne pol wieku, w chorobie o tym nie mysli.To tak jakbys miala
    pretencje do meza i siebie ze umarl na zawal. To co zrobil nie wynikalo z jego
    mysli i woli tylko z choroby. A temu ze wlasnie on zachorowal nie jest winien
    ani on ani ty.
    Sciskam cie bardzo mocno.


    --
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=29736
  • hania_2006 09.04.07, 20:32
    "Myślę że mężczyźni biorąc ślub powinni podpisywać zobowiązanie do przymusowego
    leczenia na wniosek żony i odwrotnie"
    Też tak uważam. Mój mąż od pewnego czasu źle się czuł ale nie chciał pójść do
    lekarza. Tak do końca nie wiem dlaczego, był też depresyjny - wszystko widział
    w czarnych barwach. Może dlatego nie chciał sie leczyć? Umarł w nocy,
    prawdopodobnie na zawał. A ja od ponad czterech miesięcy nie wiem, co mam ze
    sobą zrobić. Co jakiś czas, poza wieloma innymi uczuciami, pojawia się żal do
    niego że mnie tak zostawił. Trzymaj się, serdecznie pozdrawiam. Hanka

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka