Dodaj do ulubionych

Kiedy życie traci sens

30.01.07, 19:55
Niecałe dwa miesiące temu umarł mój mąż. Byliśmy razem ponad 30 lat.
Wieczorem życzyliśmy sobie, jak zawsze, dobrej nocy a rano nie żył. Od tamtej
pory wszystko straciło sens, nie umiem i nie chcę dalej żyć. Rano wstaję, idę
do pracy i myślę tylko o tym, aby ten dzień już się skończył. Próbowałam
walczyć, rozmawiałam z przyjaciółmi, poszłam do psychologa, płakałam. To nie
pomaga a ja nie mam już siły. Nigdy nawet sobie nie wyobrażałam tego, co
teraz przeżywam. Wiem z całą pewnością, że tylko Ci, którzy doświadczyli
śmierci najbliższych, wiedzą, o czym piszę. Rano myślę - jeszcze ten dzień,
tak jak mój mąż rzucał palenie - jeszcze ten dzień. Kiedy i czy naprawdę robi
się lżej?
Edytor zaawansowany
  • dana7675 31.01.07, 00:19
    Haniu wiem jak Ci ciężko ale daj sobie czas. Z niczym sie nie śpiesz, nie
    podejmuj zadnych ważnch decyzji jeśli nie musisz. Nie potrafie Ci powiezieć
    kiedy ale ten stan cierpienia w którym teraz Jestes ulegnie zmianie, zacznie
    sie przekształcać, zmieniac. Nie wymagaj teraz od siebie niczego poprostu rób
    to na co masz akurat ochote. Tak naprawde to wydaje mi sie ze z biegiem czasu
    uczymy sie akceptowac ten stan, i choc nadal bardzo boli my jestesmy troche
    silniejsi a przynajmniej mamy troche wiecej odwagi by zacząc spogladać
    w "jutro".
  • hania_2006 31.01.07, 17:42
    Problem polega na tym, ze nie mam na nic ochoty. Nie chce mi sie nawet
    rozmawiac. Cztery dni przed smiercia meza nasza corka urodzila syna. Bardzo sie
    o nia martwil. Tak bardzo chcialabym normalnie przezywac radosc z tych
    narodzin. Niestety, corka nie mieszka w Polsce, a razem moze byloby nam latwiej?
    Czuje tylko wielka pustke, tesknote, zal, strach przed nastepnymi dniami i
    miesiacami. Nie wyobrazam sobie wiosny i lata bez mojego meza. Wlasciwie odkad
    pamietam zawsze bylismy razem. Przez te wszystkie lata bylo roznie, czasami
    cierpielismy przez siebie. Mam nadzieje, ze mimo to wiedzial, jak bardzo go
    kocham. Dziekuje za Twoje slowa, Dana, bede czekac na sily, o ktorych piszesz i
    mam nadzieje, ze przyjda. Z innego posta wiem, ze niedawno stracilas kogos
    bliskiego. Czy masz odwage spogladac w ''jutro''? Przepraszam za brak polskich
    znakow, cos popsulo sie w ustawieniach. Pozdrawiam
  • dana7675 31.01.07, 20:39
    czasem wciąż brakuje sił by spojrzec w "jutro", czasem jest tak żle jak w
    momencie kiedy ostatni raz przytulałam mojego Ukochanego, czasem jest lepiej bo
    wiem ze jest Mu w niebie dobrze, czasem zamykam oczy i tam pod powiekami są te
    chwile pełne radości i szczęścia... Ta chuśtawka bólu sie buja a karuzela
    nastrojów kręci, raz jest lepiej, raz gorzej ale to podobno prawa żałoby, którą
    musimy przejść. Polecam ksiażke"Smutek strata żałoba" i "Piętno smutku"
    autorstwa MANU KEIRSE obie te pozcje dały mi troche otuchy i szczerze mówiąc
    odnalazłam w nich odbicia moich uczuć, lęków i zachowań. Haniu Twój Mąż wie jak
    bardzo Go kochasz a jeśli nadal masz jakieś obawy to poprostu Mu to powiedz On
    to usłyszy. Ja bardzo czesto rozmawiam z moim Grzesiem. Często wieczorami
    spoglądam w niebo, gwiazdy i Ksieżyc i wtedy rozmawiam z Nim. To daje mi
    odrobinę ulgi i moze troszke radości.
    Ktoś polecił mi tez forum mama-wdowa forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?
    f=36576&w=55200926 i obecnosć tam tych wspaniałych ludzi bardzo mi pomaga.
    Bądz tutaj z nami ... pomagamy sobie nawzajem ...
  • nata721 01.02.07, 12:59
    Witam Cię Haniu , rozumiem Twój ból i tęsknotę ,mój mąż zmarł rok temu ale
    nadal czuję straszną pustkę i tęsknotę .Trochę Ci jednak zazdroszczę , że
    mogłaś ze swoim mężem przeżyć 30 lat , nam nie było to dane. Byliśmy po ślubie
    tylko 12 lat.
    Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę dużo sił .
    Danka
  • hania_2006 01.02.07, 17:30
    Wierzcie mi, to nie pomaga że dane nam było być razem tak długo. Czytałam, że
    może przyjść taki moment, w którym będę potrafiła być mu wdzięczna za to, co mi
    dawał przez wiele lat. Teraz mam żal do siebie, że gdy był to nie wiedziałam,
    jak bardzo jest mi potrzebny. Sądziłam, że jestem silną, samodzielną kobietą,
    dobrze funkcjonującą w obecnych czasach. Jaka byłam głupia! On radził sobie
    gorzej ale rozumiał dużo więcej. Bez niego nie mam siły nawet zrobić zakupów.
    Przed chwilą wyszłam ze sklepu i zaczełam płakać. Po prostu nic mi nie
    wychodzi, nie wiem co ze sobą zrobić. Żal mi moich przyjaciół, którzy się
    starają i wszystko na nic. Dziękuję za wasze słowa. Mam nadzieję, że mówienie i
    pisanie o waszych uczuciach przynosi ulgę także wam. Pozdrawiam. Hanka
  • magosiaa 02.02.07, 20:19
    Haniu, upłynęło bardzo mało czasu od śmierci twojego męża. Ja rok temu
    straciłam w ciągu 3 miesięcy czworo bliskich mi osób, w tym ukochaną mamę i
    babcię. Przez ponad pół roku chodziłam do pracy, wracałam i nie robiłam nic
    ponad to co musiałam: prawie nie wychodziłam z domu, nie kontaktowałam się
    nawet z najbliższymi przyjaciółmi, byłam jednym wielkim bólem. Jedno czego się
    trzymałam, to starałam się nie rozpamiętywać tego co mogłam zrobić, powiedzieć
    a nie powiedziałam. Moja mama też umarła nagle, więc pocieszałam się, że
    oszczędzone jej było cierpienie i choroba. Tak naprawdę dopiero teraz czyli po
    roku zaczęłam wracać do życia, zaczynam już wspominać bez płaczu, czasem z
    uśmiechem. Czas naprawdę leczy, czasem szybciej, a czasem trwa to dłużej.
    Przytulam mocno, M.
    --
    zabrania się zabraniać
  • hania_2006 03.02.07, 11:39
    Jest tutaj tyle ciepła i zrozumienia. Dziękuję za przytulenie, ono jest teraz
    tak bardzo potrzebne. Wiem, że to wszystko wydarzyło się tak niedawno, ja wciąż
    mówię "my". No i rozpamiętuję cały czas. Raz mam żal, innym razem tylko
    strasznie tęsknię i jest mi smutno, czasami myślę co by było, gdyby. I nie
    robię właściwie nic. Wasze słowa wnoszą w moje cierpienie promyczek nadziei.
    Dziękuję. Czytałam prawie wszystkie posty na tym forum, płakałam i czytałam.
    Widać wyciszenie u niektórych piszących. Może kiedyś przyjdzie do mnie i też
    kogoś będę mogła przytulić. Hanka
  • magosiaa 09.02.07, 21:22
    07.02 minął rok jak odeszła moja ukochana Babcia (miesiąc po mojej Mamie), a
    dziś mija rok od śmierci Teściowej,pierwsza rocznica śmierci Teścia mija za 2
    miesiące. Taki był ten mój 2006 r. Mój syn w bardzo krótkim czasie stracił 3
    Babcie i Dziadka, z którymi był bardzo związany. I cóż, żyjemy dalej, każdy
    jakoś sobie radził na swój sposób, chociaż nie oddzielnie. Czasmi przychodził
    tak wielki ból i rozpacz, że wydawało się, że nic już nie ma i nie będzie, ale
    tak jak napisała Ania rano jednak było słońce i nie było już tak mrocznie.
    To czego mnie te trudne chwile nauczyły i co przypomniały to to, że trzeba żyć
    tak jakby każdy dzień był ostatni. Nie odkładać niczego na jutro bo jutra może
    nie być, nie odkładać zwłaszcza przyjemności czy okazywania uczuć bliskim
    osobom. Okazało się, że problemy takie codzienne czasem wydające się ogromne
    nie są tak naprawdę problemami, że najważniejsze jest zdrowie i to, że się jest
    też cieszy mimo bólu jaki odczuwam po stracie bliskich. Myślę, że żyję teraz
    bardziej świadomie i lepiej wykorzystuję swój czas. To wszystko dotarło do mnie
    dopiero po śmierci moich bliskich czyli zupełnie niedawno, pewnie dlatego, że
    na szczęście do tej pory naszą najbliższą rodzinę omijały takie nieszczęścia i
    wydawało mi się, że moja Mama i Babcia będą po prostu zawsze tak jak były ze
    mną przez całe moje życie. No i przy okazji tego pisania popłakałam sobie ;(((
    Pozdrawiam i przytulam mocno, M.
    --
    zabrania się zabraniać
  • pawelfurman1 04.02.07, 17:01
    Droga Haniu! Zycie ma sens ! Twój mąż jest już po drugiej stronie, jest
    szczęśliwy. Musisz znaleźć sens życia i żyć. Pamiętaj, to nie śmierć dzieli
    ludzi tylko brak miłości! Myśl o mężu, wspominaj go, ale musisz nazbierać sił
    żeby przestać się dołować - to nie ma sensu - on by tego niue chciał. Wiem że to
    ciężkie, ale uwierz, że kiedyś się spotkacie. Smutek minie zobaczysz. Pozdrawiam
    Paweł. Jeżeli chcesz pogadać to masz moje gg 7141336
  • aniawx 04.02.07, 18:19
    Witaj Haniu! Ja nie mogę się pochwalić takim starzem jak Ty, bo nawet jeszcze
    nie mam 30 lat:) Mój narzeczony zmarł prawie 5 miesięcy temu. Nie wiem jak
    człowiek w twoim wieku przeżywa śmierć tego Jedynego, ale ja przechodze różnie.
    Najpierw nic mi sie nie działo, w zasadzie nie płakałam, mówiłam o Nim zawsze z
    uśmiechem na twarzy, jeździłam na grób codziennie i rozmawiałam z Nim. Teraz
    została rozmowa, bo psychika opdupadła. Staram się być twarda, ale jest róznie.
    Mówią, ze czas leczy rany - u mnie to jakoś dziwnie na odwrót działa. Ale i tak
    spróbuję CIę pocieszyć:) Haniu jedyne co pozwala mi się śmiać to fakt, że On
    tam jest szczęśliwy, że opiekuję się mną i tak naprawdę jest bliżej mnie teraz
    niż był wcześniej. Śni mi sie często i jest tam bardzo szczęśliwy - zawsze
    uśmiechnięty i zadowolony. I zawsze Mu powtarzam, zeby się tak nie cieszył, bo
    i tak Go kiedyś dorwę:)) I żeby sie brał do budowania tego naszego domku
    (mieliśmy plan budowy i wszystko i od wiosny mieliśmy się budować, ale nie
    wyszło:( ). teraz On ma mi tam domek wybudować, bo jak się pojawię, to już ma
    być gotowy. Nawet Mu mówie jak ma pomalować ściany:) i że sypialnia ma być taka
    jaką tu mieliśmy:) Haniu trzeba żyć dalej, nic nam nie pozostało. I wiesz co
    jeszcze jedno Ci napiszę. Mój Patryk cieżko chorował i bardzo cierpiał na końcu
    swego życia tu i postanowiłam, ze nie bedę Go teraz ja jeszcze dobijac moimi
    użalaniami się nad sobą, bo to Go na pewno nie cieszy!!! A On już zasługuję na
    szczęście i na to żeby w końcu nie cierpieć!!! Kocham Go bardzo bardzo bardzo...
    Trzymaj się ciepło. DUżo optymizmu życzę!!
    ANia
  • hania_2006 04.02.07, 23:50
    Z tego, co przeczytałam na tym forum, wynika, że przeżywamy to samo. Tak samo
    jak wy bardzo tęsknię, dużo wspominam, boli mnie przebywanie w miejscach, gdzie
    razem byliśmy. Brak mi słów, zapachu, dotyku, "uważaj na siebie" rano, "śpij
    dobrze, dobranoc" wieczorem i telefonów w ciągu dnia. Mam problem z powrotem do
    pustego domu po pracy i z robieniem zakupów bo i dla kogo? Myślę tylko o nim,
    czytam tylko o śmierci, żałobie, osieroceniu. To forum znalazłam sama. I jest
    mi bardzo smutno. Aniu, jak już wyżej dziewczyny napisały, żałoba ma swoje
    prawa. Wydaje mi się, że nie można jej okiełznać, musimy przejść swoje. Nie
    wiem, jak wygląda stan, w którym zaakceptuje się śmierć najbliższej osoby bo
    jeszcze mi do niego daleko. Podobno przyjdzie, musimy czekać. Całuję mocno.
    Hanka
  • hendik 05.02.07, 09:01
    AniuW ja podziwiam twój optymizm i pogodę ducha. Jesteś niesamowita. Ja się
    czuję jakbym wewnętrznie obumarła, jestem na fazie niepłakani i niepamiętania,
    ale jak przeczytałam twój post o domku, eh znowu coś pękło. Też mieliśmy
    budować i też mieliśmy być szczęśliwi, ale Paweł chyba nie chciał potem domu,
    bo to chyba nie były jego marzenia. Chciał żyć normalnie, a wpadł w jakąś
    pułapkę ambicji i oczekiwań. Boże czemu nie potrafiłam go wyrwać z tej matni,
    był tak cudownym człowiekiem. Strasznie go kocham i tęsknię. Szkoda że mi się
    nie śni.
  • dana7675 07.02.07, 00:16
    dzisiaj znowu cos we mnie pękło, coś na nowo przebiło mi serce... i chociaż
    wiem ze takie sytuacje jeszcze nie raz się pojawią i chociaż teoretycznie wiem
    czego powinnam sie spodziewać -zachowań i uczuć, to wszystko jest wciąż tak
    bardzo trudne, jestem taka martwa i taka wypalona, chciałbym coś zrobic ale
    boje sie.Obawa przed "jutrem" często tak bardzo mnie paraliżuje. Boje sie
    Walentynek a potem niedługo nasza rocznica ... Boże!!!! zabierz ode mnie ten
    ból... słyszysz !!! zabierz...
    Wiem ze jutro kiedy sie obudze juz bedzie troche inaczej ale w chwilach takich
    jak ta chciałbym nie być poprostu nie być....
    Przepraszam dzisiaj nie potrafie być silna chyba sama bardzo potrzebuje
    ukojenia ...
    Czasem zastanawiam sie ile człowiek moze znieść i okazuje sie ze ... bardzo
    wiele i bardzo dużo...
    Dziekuje za to ze Jesteście ...
    Dana
  • aniawx 07.02.07, 18:24
    Hendlik zawsze byłam optymistką!!! To jest taki model mojego zycia. Zawsze
    uważam, ze nic nie dzieje się bez przyczyny i ze jesli jest źle, to w końcu
    będzie lepiej. Moze to dziwnie brzmi co piszę, ale wierzę, ze jeszcze kiedyś
    będzie miło i przyjemnie w moim życiu. To nie o to chodzi, ze nie kocham
    Patryka i nie żal mi, że nie smuce się, ze Go juz nie ma. Wcale nie tak... Ale
    uważam, ze Bóg nam dał zycie po to, zebyśmy je wykorzystali jak najlepiej
    potrafimy. Wiesz zawsze jak ktoś mówi o tym ile osiągnął w życiu (chodzi o
    aspekt pienięzny) to pytam zawwsze, a powiedz mi ile zwiedzieś POlski, świata.
    Powiedz mi co mógłybś wspomnieć jakby nagle sie okazało, ze umierasz, co
    mógłbyś powiedzieć oprócz tego, ze pracowałeś tu czy tam i zarobiłeś tyle czy
    tyle? Mój Patryk bardzo duzo pracował jak sie poznaliśmy (cały czas delegacje),
    aż po 5 miesiącach jak sie znajliśmy przyszedł i poinformował o kolejnej
    delegacji 2 tyg. powiedziałam Mu wprost: ale jedziesz i sie rozchodzimy albo
    odwołujesz to. Był w szoku i nie miał pojęcia o co mi chodzi, ale po krótkiej
    rozmowie zrozumiał i zadzwonił do kierowniczki i powiedział ze nie jedzie i że
    bierze urlop. MYślałam, ze kierownicza Jego mnie zabije a Jego zwolni, ale jak
    pogadaliśmy z nią na spokojnie to powiedziała ok. I od tej pory zakończyło się
    chore gonienie po kase. Oczywiście zarobki spadły, ale zyskał duzo więcej,
    zyskał czas dla siebie. Wiesz po roku powiedział mi, ze nie wiedział, ze tak
    można przeżyć życie (już był chory jak to mówił). Wiedział, ze już Mu dużo
    życia nie zostało i wiesz co robiliśmy? Jeździliśmy prawie co tydzień na kajak,
    w górki itd. Korzystaliśmy z życia! Mimo choroby znajdowaliśmy te dobre strony
    chorubska (to było nasze zadanie). I powiem Ci że nawet kilka sie znalazło:))
    No a teraz dzięki temu, ze żyliśmy aktywnie mam mnustwo wspaniałych wspomnień,
    zdjęć... I właśnie tak chciałabym przeżyć swoje życie, tak, zeby zostały po
    mnie miłe i ciekawe wspomnienia. A chcąc to osiągnąć to nie moge użalać sie nad
    sobą i beczeć i mówić jak mi jest cieżko, bo sama sie wtedy przytłaczam.
    Oczywiście mam trudniejsze dni, ale obiecuję sobie następnego ranka, ze koniec
    z beczeniem, bo Patryk grozi mi palcem i jeszcze mnie zostawi:))) Trzeba życ
    tak, żeby On był ze mnie dumny, tak jak ja Go uczyłam żyć, czyli - radość,
    aktywność i pomoc innym. Zawsze mówiłam: "Kochanie żeby sie wyróznić musimy coś
    robić - inni płaczą ze Ty chorujesz to my się z tego śmiejmy i pokażmy im że
    można spojrzec na to inaczej" Na początku było bardzo ciężko Go do czegokolwiek
    przekonać, ale później to On mnie przekonywał że będzie dobrze, i sam mnie
    wyciagał na kajak:) Jestem dumna z siebie, ze potrafiłam z Patryka wydobyć
    optymizm i wiem, ze jeszcze jest wiele osób które potrzebują odkryć to, ze
    ŻYCIE JEST PIĘKNE!!!! I tak jak pisałam, Patryk jest ze mną!! Jak mam problem
    zawsze jade na cmentarz i nie ruszam się stamtąd dopóki mi nie podpowie jak
    zrobić żyby było dobrze:) najdłużej siedziałam ponad 2 godziny, aż w końcu
    wpadłam na genialne rozwiązanie:) Zapaliłam śieczke w podziękowaniu i
    pojechałam do domku.
    Wszystki Wam życze optymizmu, rodości i przede wszyskim siły!!!
    Ania
  • dana7675 07.02.07, 23:29
    jak dobrze że są na świecie tacy ludzie jak Ty Aniu.... chciałabym mieć
    odrobinę Twojej siły i tego co pozwala Ci w taki sposób patrzęć na ten
    trudny "dziś" świat
    Dziękuje za to że JESTEŚ...

    Dana
  • hania_2006 07.02.07, 23:38
    A Ania jest wyjątkowa.
  • hania_2006 07.02.07, 23:36
    Dana, ja uczę się żyć każdego dnia na nowo. W pracy co jakiś czas idę do
    ubikacji i po prostu płaczę. Czuję, gdy ten moment przychodzi i idę! Łapię się
    na tym, że myślę, czy to wszystko naprawdę się zdarzyło mimo, że upłynęły ponad
    dwa miesiące. Moja długoletnia przyjaciółka powiedziała, że zaskoczyłam ją
    kompletnie mówiąc dzisiaj, że nie chce mi się żyć i tak naprawdę wciąż trwam bo
    nie chcę aby to co ja przeżywała moja rodzina. Boli to koszmarnie ale to Ty mi
    napisałaś, że uczymy się z tym żyć. Przytulam Cię mocno i pamiętaj, wytrzymać
    ten dzień, może potem będzie lepiej?
  • dana7675 09.02.07, 01:50
    To prawda ja też wciąz jeszcze płacze w pracy, w domu, w Kościele, wtedy kiedy
    ide sama na spacer to tak jakbym chciała poprzez łzy wyrzucic z sibie ten ból.
    Fakt faktem ze ostatnie dni sa dla mnie bardzo trudne bo to dzis jest nasza
    rocznica a Grzesia nie ma przy mnie i nie mogę Go przytulic :((( I chcoć
    wiedział jak bardzo Go kochałam to sama dobiero teraz zdaje sobie sprawę jaką
    moc ma to uczucie... Wiem ze jeszcze nie raz bedzie źle a takie okazje jak
    rocznice, urodziny, imieniny itp. najlepiej temu służą.
    Haniu pamietaj przetrwać jeden dzień a potem jeszcze jeden i jeszcze ... tak
    przetrwałam juz prawie 6 miesięcy to ponad 150 dni, to tak dużo i wciąż tak
    mało... Wiem ze po tych naprawde trudnych dniach przyjdzie mała odwilż i bedzie
    deczko lepiej... Często zeby nie myśleć słucham głośno radia czy muzyki to tez
    jest sposobem na wyciszenie myśli...
    Ściskam Cię bardzo serdecznie
    Dana
  • buba53 09.02.07, 19:01
    Bardzo Ci współczuję,wiem co odczuwasz,bo ja także po 31 latach wspólnego życia
    utraciłam męża.Zginął w wypadku we wrześniu 2005 roku.A mnie wydaje się w
    dalszym ciągu ,jakby to było dopiero niedawno. Jak wtedy, tak i dziś nie mogę
    się z tym pogodzić, choć staram się zyć normalnie, łatwiej mi juz o nim mówić
    ale nic już nie jest tak samo i nie będzie .Mówią ze czas leczy rany.U jednych
    szybciej u innych wolniej.Ale leczy taka jest prawda.Nie poddawaj się, mąż nie
    chciałby zebyś tak cierpiała.
  • aniawx 09.02.07, 20:13
    WItam wszystkich! Przykre to, że tak cierpimy po stracie bliskiej, często
    najbliższej osobie. Jak odchodzi to zabiera część nas, ale jednocześnie
    zostawia część siebie przy nas... Ja dziś mam smutny, nie cieżki, ale smutny
    wieczór. Nie lubie tego, nic mi sie nie chce, nigdzie nie chce mi się iść, z
    nikim gadać. WIdzicie ja też nie jestem cyborgiem. Ale wiem, zr jutro wstanę i
    będzie lepiej, bo w końcu jutro będzie nowy dzień... Kolejny czas dany nam do
    przeżycie czegoś, mam nadzieje, ze dobrego...
    Trzymajcie się ciepło.
    Ania
  • hania_2006 09.02.07, 21:50
    Dużo się z nami dzieje, dzisiaj popatrzyłam na ośnieżone drzewa i pomyślałam,
    że jest bardzo ładnie no i się rozpłakałam. Mój mąż odchodząc zabrał ze sobą
    moją radość życia. Aniu, myślę że my nie użalamy się nad sobą. My bardzo
    tęsknimy, brakuje nam ich miłości, dotyku, zapachu, głosu, spojrzenia. Gdyby
    wystarczyło sobie powiedzieć, że życie toczy się dalej, "bierzemy się w garść"
    i do przodu to na tym forum tchnęło by optymizmem bo ja widzę tu same dzielne i
    wspaniałe osoby. Hanka
  • dana7675 10.02.07, 01:00
    Zauważyłaś Haniu piękno zamknięte w płatakch śniegu, które przykryły drzewo...
    to włąśnie znak ze juz cos zaczyna sie dziać, ze pomino tego w jakiej Jestes
    teraz sytuacji zaczynać dostrzegac drobnre rzyczy. Uważam, ze to pierwsze
    symptomy Twojej drogi - zwanej żałobą. Nie zawsze bedzie łatwo ale już zawsze
    bedzie deczko lepiej niż wczoraj czy tydzień temu. Nieraz jeszcze ból bedzie
    straszny ale już inny, może troszkę stabilniejszy ... Będą gorsze i troszke
    lepsze dni ale przyjdą i takie kiedy wspominając zaczniesz sie uśmiechac...
    Może czasem zamknij oczka i przypomnij sobie swojego Męża. Tak naprawde
    znajdziesz Go pod "powieką". Czasem spróbuj tak z Nim pobyć... Mnie to czasem
    pomaga...
    całym moim malutkim serduszkiem jestem z Toba, jestem z Wami

    Dana
  • hania_2006 11.02.07, 21:51
    Gdy zamykam oczy i sobie przypominam to zaczyna boleć nie do wytrzymania. Wtedy
    jest trochę tak jak w miejscach, w których razem bywaliśmy. Prawie zaczynam się
    dusić. Nawet jak nie płaczę to jestem w pełnej gotowości do płakania. Ogólnie
    jest źle, przeraża mnie perspektywa spędzenia roku w takim albo podobnym
    stanie. I tak jak niektórzy piszą wydaje się być gorzej a nie lepiej. Minęły
    dwa miesiące i tydzień od śmierci mojego męża, czas dla mnie zaczął płynąć
    zdecydowanie wolniej. Wciąż czekam, Dana, na te lepsze dni. Cieszę się, że
    jestem tu z wami. Hanka
  • kaiserka75 19.02.07, 15:19
    Witam.
    Znalazlam dzis przez przypadek to forum.Po przeczytaniu waszych postow
    zrozumialam ze jestem jedna z Was!!!ze nikt mnie tak nie zrozumie jak WY!!!!
    Przeczytalam Wasze posty,rozkleilam sie,poplakalam ale zrozumialam ze nie jestem
    sama i jedyna.Ze Wy wiecie co ja przezywam.
    Musze sie wygadac.Bedzie dlugo,kto nie chce nie musi czytac.

    We wrzesniu 2005 stracilam meza.W wypadku.Zginal na miejscu.
    Bylismy ze soba 7(podobno szczesliwa cyfra) lat.5 lat po slubie.
    Bylismy bardzo szczesliwym malzenstwem,kochalismy sie bardzo,ja go do szalenstwa
    i nie wyobrazalam sobie zycia bez niego.Wiecie mielismy kiedys taki kryzys ze
    chcielismy sie rozstac ale ja na sama mysl zycia bez niego wpadalam w
    panike!!!!Wtedy sobie tego nie wyobrazalam.
    Mamy 3 letniego synka.Kiedy odszedl maz, synek mial 1,5 roku.Nie rozumial co sie
    stalo ale cos przeczuwal.W dniu wypadku i nastepne dni byl bardzo
    spokojny,grzeczny tak jakby chcial mi w ten sposob dac do zrozumienia ze jest ze
    mna i mi pomaga.Wiele razy po wypadku patrzylam w jego malenkie oczka i
    widzialam oczy doroslego,oczy Thomasa-mojeo meza!!Patrzyly na mnie tak
    przeszywajaco ze na poczatkku sie tego balam!!!!!!Ale teraz wiem ze to byl
    Thomas.Ze w ten sposob dodawal mi otuchy.
    Synek dal,daje mi sens zycia.Gdyby nie on nie wiem co byloby dalej.Dla niego
    zyje,dla niego wstaje,dla niego jem,dla niego staram sie zeby zycie bylo w miare
    NORMALNE.Oczywiscie nigdy juz nie bedzie tak jak bylo!!!NIGDY!!!!!

    Tesknie za nim ogromnie,tak jak pisalyscie za jego zapachem(do dzis spie w jego
    koszulce ktora wyjelam z kosza z praniem)Nie ma na niej juz JEGO zapachu ale
    jest i nie potrafie sie z nia rozstac!!!Tesknie za jego
    dotykiem,glosem,smiechem,chrapaniem,ZA WSZYTSKIM!!!!ZA NIM!!!
    Wogole nie potrafie rozstac sie z jego rzeczami.Wszystko stoi tak jak
    stalo.Szczoteczka do zebow w kubeczku obok mojej,na polce przy lustrze jego woda
    po goleniu,maszynka do golenia,zel pod prysznic dalej stoi jak stal!!W
    garderobie wisza jego rzeczy tak jak wisialy...WSZYSTKO!!!!Nie potrafie sie z
    tym rozstac!!Czy to jest podswiadome czekanie na Niego?Tak czasami wydaje mi sie
    ze On wroci no bo jak moze byc inaczej!!!!
    To samo jest z obraczka.Jego obraczke nosze na lancuszku na szyi.Swoja nadal na
    palcu.Nie potrafie jej zdjac.

    Moj synek teraz juz wie co sie stalo.Ale ide mnie to kosztowalo zeby mu
    powiedziec!!!!Bardzo bolalo!!!!Jak mial tak ok 2 lat sam zapytal.....Patrzac na
    buty meza-Mamusiu a czyje to sa buty? Serce mi zamarlo i nie wiem czemu
    zmienilam temat i zagadalam go.Ale on znow-mamusu ale czyje to sa buty?
    Wiec musialam.MUSIALAM mu powiedziec bo bylo mi z ytm strasznie zle.Mialam
    uczucie jakbym go oszukiwala!!Oklamywala.Chodzilismy na cmentarz ale on nawet
    nie mial pojecia do kogo,po co i wogole.Zawsze,ZAWSZE kiedy widzial ze placze(a
    staralam sie przy nim nie plakac..)przytulal mnie!!ZAWSZE!!!Podchodzil i mnie
    przytulal i czekal az przestana mi leciec lzy...
    Wiec mu powiedzialam ze Tatus jest w niebie z Aniolkami i jest mu tam napewno
    dobrze i ze do nas nie wroci.Poszlismy na cmentarz i mu powiedzialam ze tutaj
    lezy cialo tatusia i dlatego przychodzimy tu by zapalic swieczke i przynosimy
    kwiaty.....Trudno bylo mu zrozumiec bo byl malutki....

    Kilka dni temu znow zapytal o tatusia..Gdzie jest?Dlaczego go nie ma?I
    powiedzial ze chcialby zeby przyszedl i go przytulil tak jak na zdjeciu!!W tym
    momencie popatrzyla na zdjecie na scianie gdzie Thomas go przytula!!Kiedy
    powiedzialam ze nie moze do nas przyjsc ze nie przyjdzie bo jest daleko on na to
    czy moglby do niego pojsc!!!Myslalam ze zwariuje i mi serce peknie!!!Przytulilam
    go i powiedzialam ze kiedys napewno sie spotkamy z tatusiem a do tego czasu ja
    go bede przytulala i kochala podwojnie!!!!!I tez tak jest!!!TO JEST MOJ SENS!!

    Wiem ze pisze chaotycznie ale mam taki metlik ze trudno jest mi o tym wszystkim
    pisac!!!!!

    Minelo 1,5 roku.Nie ma go.Ja zyje i musze zyc dla synka.Ale czuje ze musze cos
    zmienic.Mieszkamy dalej w naszym domu,gdzie mieszkalismy razem.W Niemczech.
    Doroslam do decyzji ze chce wrocic do Polski.Nie potrafie sie tutaj sama
    odnalesc.I wiem ze tutaj nie moge rozpoczac nowego zyciaMusze To zostawic.Wiem
    ze jestem mloda i nie moge dalej dalej zyc.Nie chce.
    I to nie znaczy ze chce,ze zapominam o NIM!NJGDY!!Ale musze cos zmienic.Jestem
    przekonana-wracam do Polski.Tam mam moja rodzine,przyjaciol i wiem ze jest mi
    tam lepiej.A ja chce zeby bylo wkoncu lepiej.
    Czas leczy rany,u mnie jest troszeczke lepiej.Juz az tak nie moli.Dluuuuuuugo
    nosilam kamiec na duszy.Wiecie jak to jest zasypiac z takim ciezarem i sie
    budzic!!!Otwierasz oczy i znow czujesz przerazajacy bol i ta
    ciezkosc!!!!!!Znacie pewnie To.
    Ale tak jak ktoras napisala pieknie,zycie toczy sie dalej!!!Musimy je teraz
    przezyc jak najlepiej sie da!!!!Ja dwa tyd temu zaczelam wychodzic do
    ludzi,zapragnelam nowych znajomosci,chce zyc w miare normalnie bo Thomas napewno
    niechcialby zebym zyla dalej tak jak do tej pory.Musze byc silna dla
    synka.Obiecalam to Thomasowi.Wiem ze on nad nami czuwa i ma nas w swojej
    opiece.Ja mu obiecalam ze bede silna i staram sie!!!!!!

    Ciezse sie ze was znalazlam i moglam sie oczyscic.Trzymajmy sie razem i
    wzajemnie wspierajmy!!!to jest wazne.Jak chcecie sie wygadac to po prostu
    piszcie!!Ja napewno przeczytam.Nie zawsze odpisze bo czasami nawet nie ma co
    dodac-same wiecie.Chce sie tylko napisac!!!

    Czasami mam jakies "wyrzuty?" ze za malo placze po Nim.....Ale czy tak naprawde
    to swiadczy jak bardzo go oplakujemy!?????Chyba nie!!!!
    Mam wyrzuty ze za malo o Nim snie...

    Snicie czesto?Jak czesto?
    Czy slyszycie czasami jego glos?Smiech?Kroki?
    Czy budzicie sie w nocy i szukacie Go w lozku?
    To tak jak ja....
    Jak za nim tesknicie?W jakich sytuacjach najbardziej go sobie przypominacie?Moze
    jakis film na ktorym smial sie tak glosno az do lez?Ogladacie czasami ten
    film?To tak jak ja....
    Ogladacie czesto zdjecia z nim?Filmy?Ja od jakiegos czasu moge.Ale dlugo trwalo
    zanim otworzylam album i wlaczylam Video.Robie tak jak jest mi zle i chce sie
    wyplakac,oczyscic.....

    Ciesze sie ze was mam.Bede teraz tu czesto zagladala.

    Przytulam was bardzo goraco!!!
  • perelka278 07.04.07, 19:05
    gdy czytałam twój post odniosłam wrażenie,że piszesz o mni.mój narzeczony
    zginął w ypadku samochodowym.8 miesiecy temu.dziwię się,żę zyję.ja tez nie
    wyobrazałam sobie życia bez niego.byłam przekonana że jak jego nie będzie to i
    mnie nie będzie.a teraz zyję sama.rozdarta,bez połowki serca które zabrał ze
    sobą.nie moge uwiezryc,że go nie ma.to jest niemożliwe.może tak naprawdę
    wyjechał?gdy idę na cmentarz i czytam napis na tablicy,patrze an zdjęcie to nie
    rozumiem.nie wim co tam jest napisane.patrzę na zdjęcie i nie widzę Jego.tam
    jest tylko zdjęcie.a może go tam wcale nie ma? przyjdzie kiedyś do
    mnie,zadzwoni do drzwi i przytuli tak jak on to robił.a ja będę wdychała jego
    zapach,bedę czuła jego ciało przy swoim i bedę mogła mu powiedzię jak bardzo go
    kocham,że nic się nie zmieniuło tylko bardzo teskniłam.
    tuż po wypoadku jeżdzac na studia bardzo często zastanawiałam sie jak to jest
    udzerzyć w drzewo.czy to boli? czy on cierpiał? pewnie gdyby nie mój tata
    byłabym już z nim.razem szczęsliwa.a tak jestem na tej ziemi i cierpię.dlaczego?
    co ja takiego zrobiłam ,że bóg mi go zabrał?kochałam go jak nikoga na swieci te
    8.5 roku były najpiękniejsze w moim życiu.kocham go i zawsze będę go
    kochała,ale w takie dni jak dziś mam juz dość tego cierpienia.ile można
    wytrzymać?
  • magosiaa 19.02.07, 20:27
    Kaiserko, dobrze, że jesteś.
    To prawda co napisałaś, że opowiadając tu swoje historie mamy poczucie, że inni
    nas rozumieją bo przeżyli to samo. Dlatego szukamy w necie takich miejsc jak
    to. Inaczej bywa w realu, bo inni raczej nie chcą nas słuchać, często zresztą
    wcale nie dlatego, że ich to nie obchodzi, ale dlatego, iż uważają, że nam
    będzie lżej jeżeli nie będziemy opowiadać o naszej żałobie. Wiem, bo
    zachowywałam się podobnie, niestety.
    Pozdrawiam, M.
    --
    zabrania się zabraniać
  • hania_2006 19.02.07, 22:39
    Niestety, rozumiemy to wszystko świetnie, chociaż różnimy się w przeżywaniu
    naszej żałoby. Mnie od początku bardzo potrzebne są zdjęcia mojego męża, czuję
    się trochę jakbym z nim była. Nie mogę oglądać telewizji, jeździć tam gdzie
    bywaliśmy razem, brać jego rzeczy i robić całej masy innych rzeczy. Za to
    bardzo potrzebuję o nim rozmawiać. I to jest tak, jak pisze Magosiaa - ludziom
    się wydaje, że nie trzeba przypominać czy co? Jakbyśmy mogły chociaż na chwilę
    zapomnieć. Dużo płaczę i to pomaga. Wiem, że trzeba próbować "normalnie" żyć,
    ale to jest niezwykle trudne. Pozdrawiam. Hanka
  • hania_2006 25.03.07, 10:11
    Mój mąż umarł prawie cztery miesiące temu, zaczęłam tu pisać dwa miesiące temu.
    Nadal nie znalazłam sensu w moim życiu po śmierci mąża. Czasami mam wrażenie,
    że jest coraz gorzej. Coraz mocniej odczuwam moją samotność, cały czas mam żal
    że mnie się to wszystko przytrafiło, czuję że tracę siły, że nie dam rady
    przeżyć następnego takiego dnia. Cztery miesiące "bez powietrza", zaczynam się
    dusić. Nie chce mi się z nikim spotykać bo mam wrażenie, że to jest "zamiast".
    Jedyny dzień, który dobrze wspominam od tych czterech miesięcy to dzień
    spędzony z przyjaciółmi na cmentarzu. Ale przecież nie mogą oni tam ze mną
    siedzieć codziennie. Cały czas chodzę do pracy ale mam pomysł aby tam jutro nie
    iść. Tylko nie wiem, co będę robić jak nie pójdę. Chciałabym umrzeć bo każdy
    dzień to cierpienie od rana do wieczora. Mam rodzinę, nie mogę im tego zrobić i
    tak sobie odejść. Tylko skąd brać siły? Hanka
  • bozena.winch 25.03.07, 22:34
    Wiem,że 4 miesiące "bez powietrza" to strasznie długo.Ale z innego punktu
    widzenia to dopiero początek żałobnego okresu żegnania się i przystosowywania
    do życia bez bliskiej osoby.Nie ma innej drogi.Wyobrażam sobie,że "życie na
    siłę" ze względu na bliskich bywa momentami niedowytrzymania.Ale w życiu są
    różne miłości i być może ta która jest pomiędzy Tobą, Haniu, i Twoimi żyjącymi
    bliskimi też jest wartością. Wiem,że pustki po mężu nie da się zapełnić
    sprzątaniem, chodzeniem do pracy i oglądaniem telewizji, ale nie wątpię w to,że
    inne zwiąki też mają swoje znaczenie istniejąc obok tamtej pustki.Jesteś ważna
    dla innych ludzi nawet jeśli nie mają potrzeby chodzenia z Tobą na
    cmentarz.Wokół tej wazności, wokół związków jakie masz z bliskimi można tworzyć
    nowe jakości w życiu.
    Pozdrawiam Bożena Winch
  • hania_2006 26.03.07, 15:36
    Tak, ostatnio czuję się tak, jakby tego się nie dało wytrzymać. Zastanawiam
    się, jak to jest z psychologicznego punktu widzenia - zawsze myślałam, że
    najbardziej na swiecie kocham swoją córkę. Gdybym musiała złozyć taką
    deklarację to tak bym odpowiedziała. Po śmierci męża nie myślę o miłości do
    nikogo innego chociaż moje uczucia do córki się nie zmieniły. Tak naprawdę to
    jej istnienie jest dla mnie powodem do życia. Mimo to tak bardzo się męczę.
    Sama tego wszystkiego nie rozumiem. Moje dotychczasowe życie legło w gruzach a
    ja nie potrafię i nie mam siły, aby budować nowe.
    Dziękuję za te słowa wsparcia, dla mnie są one bardzo ważne. Serdecznie
    pozdrawiam. Hanka
  • bozena.winch 26.03.07, 22:23
    Jeszcze za wcześnie na budowanie nowego. Na razie musisz obejrzeć gruzy,
    sprawdzić jakie fundamnety zostały nienaruszone i dopiero pomysleć o
    budowaniu.Pewnei tak jest i było jak piszesz-że córkę kochałaś najbardziej,
    najmocniej, ale męża nie ma z Tobą na codzień i ten brak czujesz teraz
    najbardziej intensywnie.Jak rozumiem z Twoich postów córka żyje własnym życiem
    i nie wątpię w to ,że masz w jej życiu szczególne miejsce, ale miejsce koło
    Ciebie przez lata wypełnione przez męża jest puste. Tę pustkę teraz oswajasz i
    to musi potrwać.
    Pozdrawiam Bożena winch

  • fnoll 07.04.07, 02:44
    postawamy się w sytuacji przeciwnej - to my umieramy wcześniej

    czego życzymy ukachanej osobie, która zostaje?

    czy cierpienia za nami?

    raczej nie :)

    ciesz się, póki jesteś :) to, co można zrobić dla tych, którzy odeszli, to
    pielęgnować pamięć - pamięć o nich, a nie samo własne przywiązanie

    tak długo będą, jak długo pamięć o nich pozostanie

    niejeden rodzic zabił wnukom dziadka nic o nim nie mówiąc...


    --
    DadA rAda mAmble gadA - tutaj
    świat doznaje cudownej metamorfozy
  • hania_2006 09.04.07, 20:15
    Nie możemy postawić się ani być w sytuacji przeciwnej chociaż pewnie część z
    nas by wolała. Nie wyobrażam sobie aby mój mąż mógł nie cierpieć po mojej
    śmierci. To jednak nie ma znaczenia co byśmy woleli. Niestety, mam wrażenie, że
    w niewielkim stopniu jesteśmy w stanie kontrolować to, co przeżywamy. Na rozum
    nie idzie, naprawdę. Zgadzam się z tym, co piszesz o pamięci. Ja nie pozwolę
    zabić wnukom dziadka nic o nim nie mówiąc. Serdecznie pozdrawiam. Hanka

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka