Dodaj do ulubionych

Mój chłopak nie żyje!!!!!!!!!

06.04.07, 15:31
Mój chłopak zginął w wypadku samochodowym, zasnął za kierownicą.Niewiem co
dalej robić jak żyć tak mocno go kocham...Dwa tygodnie po jego śmierci
mieliśmy rocznice spedzilam ja płacząc na grobie to samo było z walentynkami
potem były moje urodziony.Żyje dalej alke czy to ma sens bez mojego skarba???
Każdy mówi że on opiekuje się mną z góry ale nawet mi się nie śni.Tylko raz
mi się śnił jak mi mówił że bardzo tęskni i że nie wiedział że tak mocno go
kocham.Niewiem czy potrafie żyć bez niego tak bardzo staram sie przypomnie.ć
sobie jak to było w jego ramionach ale powoli zapominam to uczucie...Tak
bardzo chce znów usłyszeć: KOCHAM CIĘ KASIU JAK NIKOGO NA ŚWIECIE....Oddała
bym wszystko żeby mój skarb znów żył żeby znów zobaczyć jego uśmiech..
Edytor zaawansowany
  • isabelchen 06.04.07, 16:34
    strasznie Ci współczuję
    i łączę się w bólu,
    ja myślę, że skoro Ci się nie śni,
    to jest mu dobrze...
    musi boleć, to zrozumiałe,
    daj sobie czas na ten ból,
    nie walcz z tym,
    Całuję i pozdrawiam!

    --
    Porozmawiajmy!
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=46114
  • mrogiewicz 06.04.07, 21:19
    Inni maja rację i TY masz racje, że tęsknisz, płaczesz.To jest cena za dar
    kochania. Tak się stało,że jego nie ma a Ty jesteś. Nie spiesz się, płacz,
    tęsknij. Żyj. Planuj na połowę dnia a potem na drugą połowę. On jest opiekuje
    się Tobą stawiając różnych ludzi na Twijej drodze. Bierz pomoc tak jak Ty
    chcesz. Nie spiesz się.
  • aniawdowa 06.04.07, 21:25
    Rozumiem Cie mój ukochany mąż zginął w marcu 2006 do dzis dnia nie moge sie
    pogodzić z tym. Bardzo długi czas nie snił mi sie, byłam nawet zła zazdrosna
    kiedy ktos z rodziny opowiadał ze snił im sie Paweł. Myslałam a co zemna
    dlaczego mi sie nie śnisz, codziennie wieczorem prosiłam aby mi sie przyslił aby
    powiedział co dalej jak mam zyć. Mamy dwójkę dzieci bardzo tesknia za tata.
    Teraz sni mi sie czasami ale są to dziwne sny po których jestem smutna cały
    dzień. sni mi sie ze jest ze wrócił bo tak naprawde nie było zadnego wypadku
    jestem taka szczesliwa, a potem budze sie i wraca rzeczywistosc w której Go juz
    nie ma.

    Musisz byc silna ja wierzę ze mój Paweł jest gdzies blisko mnie wszystko co
    robie, robie z myslą o nim, chcę aby był ze mnie dumny.
  • myshkakrk 25.09.07, 11:56
    Mój chłopak nie żyje od prawie 5 miesięcy... Zmarł w wypadku samochodowym dzień
    przed moją maturą z angielskiego...
    Treaz uczę się żyć na nowo ... Stawiam pierwsze kroki.. Uczę się śmiać .. Uczę
    się wszystkiego... Bardzio z nim tęsknię.. Raz był u mnie.. Nie we śnie... Tylko
    naprawde.. Widziałam go... Teraz odwiedza mnie tylko w snach.. Jego odwiedziny
    są sporadyczne... Ale takie prawdziwe ze za każdym razem nan nadzieję ze
    wreszcie obudzę się z tego koszmaru i Arek będzie koło mnie... Uśmiechnięty jak
    zawsze...
  • fnoll 07.04.07, 02:13
    wojewoda213 napisała:

    > Każdy mówi że on opiekuje się mną z góry ale nawet mi się nie śni.

    w tym układzie ty jesteś silniejsza - możesz zaopiekować się pamięcią o nim, ty
    tworzysz swe kolejne dni

    on nie może już nic, taka jest śmierć, jest bezbronny

    --
    DadA rAda mAmble gadA - tutaj
    świat doznaje cudownej metamorfozy
  • kacha214 07.04.07, 12:48
    przez to wszystko nawet zapomniałam hasła do swojeo konta i musiałam je
    zmienić...Ja niewiem czy jestem silniejsza każdy mi mówi że mnie podziwia że
    jest dumny że jestem taka silna ale ja już nie chce być silna!!!Chce się wtulić
    w kogoś i porządnie wypłakać a najlepiej w mojego Piotrka...
  • aniawdowa 07.04.07, 13:27
    Boze ile ja bym oddała za to aby przytulic sie do mojego Pawła, tak bardzo
    cierpie kiedy patrze na szczesliwe pary,kiedy wiem ze ja tak nie mogę. Jest mi
    ciezko kiedy patrze jak inni tatusiowie przytulaja swoje dzieci, kiedy moje tak
    bardzo tesknia za tatą. Niestety prawda jest taka ze tego nie zmienimy bliskie
    nam osoby juz nie wrócą, i trzeba ( choc łatwiej powiedziec niz to zrobić) to
    zaakceptowac i nauczyć sie z tym zyć. Pawła nie ma rok i miesiąc a ja nie
    potrafie żyć bez niego.

    Zyczę wszystkim aby trzymali sie silnie.
    Trzeba zyc dalej
    Codziennie sobie to powtarzam.
    Ania
  • aniawdowa 07.04.07, 13:29
    Co do siły to mi tez wszyscy w koło mówia ze jestem silna ze daje sobie rade. To
    jest tak na zewnątrz tak naprawde oni nie wiedza co ja czuje jak bardzo tesknię
    i jak bardzo musze sie starac aby inni widzieli ze daje rade. To takie trudne.
  • perelka278 07.04.07, 18:48
    jeżeli napiszę ci,że wiem co czujesz i tak nie uwierzysz.mój narzeczony zginął
    w wypadku samochodowym 8 miesiecy temu.na ten ból nie ma lekarstwa,nie da sie
    tego wylaczyc ani zapomnieć.po pewnym czasie nauczysz sie z tym zyc choc na
    tyle by funkcjonowac.to jest koszmar nie życie.czasu nie cofniemy a tylko to by
    nam pomogło.tylko miłość nam pozostała.tego nikt nam nie zabierze.,tego co
    czułaś do niego a on do ciebie.pamietaj o tym.zawsze
  • kacha214 07.04.07, 20:17
    Uwierze bo wiem że większość ludzi tutaj mnie rozumie.Piotrek zginął 4miesiące
    temu myślałam ze jakoś dam rade miałam głupią nadzieję że może wróci i czekałam
    ale nie wracał..Ciągle mam w pamięci dzień w którym zginął myślalam że ma
    wyłączony telefon bo śpi zmęczony po pracy a on nawet nie zdążył wrócić z pracy
    zasnął za kierownicą, zginął na miejscu..Nie wiedziałam co robić mieliśmy tyle
    planów właśnie mieliśmy razem zamieszkać.To nie tak miało być....Nie tak!!!!
  • kacha214 07.04.07, 20:46
    Najgorszy był pogrzeb ciągle patrzyłam na mojego Piotrka bo myślałam że za
    chwile się obudzi i powie że już się wyspał że był bardzo zmęczony i dlatego
    tak długo spał ale on się nie obudził!!!!Gdy położyłam mu róże na serce i dałam
    buzi na pożegnanie byłam jak otępiała jego usta były tak zimne nie wiedziałam
    co robić czy krzyczeć czy płakać czy od razu iść do niego....Sama niewiem
    dlaczego żyje, każdy dzień to męka
  • vesper.lynd 01.05.07, 18:14
    Mój Ukochany odszedł 9 dni temu. Byliśmy razem niecałe 4 lata. Nie widzę sensu
    w niczym, jedyne co trzyma mnie przy zyciu to to, że muszę żyć dla Jego
    rodziców, muszę życ, żeby był ze mnie dumny. Trudno mi w to uwierzyć. chcę udać
    się jak najpredzej do psychologa, w domu mam zero wsparcia.
  • aniawdowa 02.05.07, 12:02
    Bardzo Ci współczuje 9 dni to bardzo mało u mnie mija rok i dwa miesiace i teraz
    moge powiedziec ze jest juz dobrze. Dobrze to znaczy zyje nie egzystuję.
    Poczatki sa trudne bardzo trudne, jesli nie masz wsparcia w rodzinie to idz do
    psychologa sama rozmowa duzo daje ja tez chodziłam sama i razem z moim synem.
    Jakos nie potrafiłam przed rodzina powiedziec co czuje bo tak naprawde to nie da
    sie tego opisac. Nigdy nie pogodze sie z tym co sie stalo ale staram sie zyć
    dalej i tak jak napisałaś ja tez robie wszystko z myslą o tym aby był zemnie
    dumny aby widział ze sobie radze ze jestem dobra matka dla naszych dzieci. I
    choc czasem jest zle nachodza gorsze chwile to trzeba isc dalej.

    Duzo siły abys potrafiła odnalezc sie w tej innej sytuacji.
    Pamietaj ze Twój ukochany patrzy gdzies tam na Ciebie i wierzy ze dasz rade.
    Pozdrawiam Ania
  • kacha214 24.05.07, 17:40
    bardzo wiele się zmieniło odkąd napisałam tutaj na forum...Długo milczałam,
    dawno tu nie zaglądałam, czasen nawet jak zajrzałam to po prostu nie umiałam
    nic napisać...Minęło już albo aż pół roku od śmierci Piotrka wiele zrozumiałam,
    a napewno dużo się nauczyłam...Myślę że mimo swojego młodegop wieku-mam 21 lat
    czuje się napewno na bardziej dorosłą i mniej beztroską niż moi znajomi...Wiele
    w życiu przeszłam jak każdy tutaj nie chcę nikogo pocieszać bo po swoim
    przykładzie wiem że tak się nie da...Że nawet najpiękniejsze słowa nie pocieszą
    po stracie najbliższej osoby...Ja teraz mogę powiedzieć że doszłam do siebie,
    zaakceptowałam to że Piotrka nie ma wśród żywych,że teraz mieszka tylko w moim
    sercu i wiem że tam jest mu naprawdę dobrze bo on po prostu kochał mnie jak
    nikogo na świecie!!!!Tego jestem i zawsze będę pewna!!Mam nowego chłopaka
    spotykamy się od 2tyg...Niewiem czy to coś poważnego, czy to będzie miłość i
    pewnie nie do końca cieszy m,nie ten związek tak jak wcześniej mnie cieszyły
    związki ale wiem że muszę spróbować...Ja czuję że powinnam dać sobie szansę..A
    najdziwniejsze jest to że mój nowy chłopak urodził się w dniu pogrzebu
    Piotrka..........
    życzę wszystkim sił i żebyście jakoś nauczyli się dalej żyć mimo wszystko, bo
    chyba WARTO
  • kacha214 24.05.07, 17:45
    też strasznie cierpiałam i cierpie nadal bo PRAWDZIWA MIŁOŚĆ NIGDY NIE UMIERA
    a jak nie ma osoby którą się kocha to jest tak ciężko... Ale trzeba żyć i dawać
    sobie kolejne szanse dlatego żeby choć znów nawet przez małą chwilkę zobaczyć
    uśmiech na swojej buzi i poczuć szczęście w sercu.
  • vesper.lynd 24.05.07, 21:02
    Kasieńko, to piękne co napisałaś... ja też wierzę, że jeszcze kiedyś kogoś
    pokocham, ale wiem, że będzie musiał to być ktoś wyjątkowy, kto zaakceptuje
    moją miłość do Łukasza. Wierze, że będę szczęśliwa!
    Zyczę Ci dużo szczęscia i powodzenia, jestem pewna, że Piotrek pomoże Ci podjąć
    dobrą decyzję...Odzywaj się czasami! Potrzebujemy dobrych wiadomości!
  • kacha214 24.05.07, 21:54
    Jak pierwszy raz pisałam na to forum byłam załamana...Jak każdy tak szczerze to
    myślałam tylko o jednym aby iśc do Piotrka tylko ciągle wszyscy mi powtarzali
    że on by tego nie chciał,że Piotrek chce mojego szczęścia i potem zaczęłam
    patrezć na nasze zdjęcia i zrozumiałam że on naprawde chce mojego szczęścia i
    że muszę dać sobie z tym radę bo przecież to właśnie Piotrek zawsze powtarzał
    mi- bądź silna bo ja zawsze ci pomogę!!To nieważne gdzie będzie, on itak mi
    pomoże...To było moją motywacją, każdy z was musi znaleść w sobie taką
    motywację i po prostu uwierzyć...A wtedy to już będzie naprawdę o wiele lżej.
    Pozdrawiam wszystkich
  • nati-b 30.06.07, 17:51
    Mam 17 lat…mój chłopak też miał tyle. W lutym tego roku zginął w wypadku
    samochodowym. Prowadził jego kolega.
    I niestety dobrze wiem, co czujesz….wolałabym nie wiedzieć. Moje życie straciło
    sens. Nienawidzę tego świata. Wszystko wydaje się teraz absurdalne…Chciałabym
    Ci napisać: Trzymaj się! Głowa do góry, będzie dobrze, ale to bez sensu. Bo
    dobrze nie będzie raczej….ja często siedzę, płaczę i patrzę w sufit….od prawie
    5 miesięcy…Napisze Ci tylko…bądź silna.
  • komachi 04.07.07, 23:52
    czas leczy rany, przynosi ukojenie. tyle tylko, że tego czasu potrzeba bardzo
    dużo......
    --
    pomóżmy Kacperkowi: www.mozeszpomoc.u2.pl
  • kacha214 09.07.07, 13:42
    to nieprawda.... czas nie leczy ran to największa bzdura jaką słyszę od wypadku
    Piotrka... Z czasem po prostu uczymy się żyć z bólem, przyzwyczajamy się do
    tego że boli i już nie przestanie ale czas nie leczy ran....Bo może minąć
    tysiąc lat a będziemy kochać i tęsknić i cierpieć z powodu rozstania tak jak na
    samym początku tylko nauczymy sie z tym żyć.....
  • gaba2002 09.07.07, 18:37
    tak to prawda,czas tylko wycisza ból ale napewno nie leczy...mój mąż zmarł
    5msc.temu tak niedawno przecież a wydaje się wieki.Zyję bo muszę,mam
    córeczkę,którą muszę wychować(bo tak by chciał mój kochany mąż).Sa dni lepsze i
    gorsze.Przypływają i odpływają trudne chwile.Ale są daty ważne dla nas,gdzie
    napowrót odzywają wspomnienia...a tyle jeszcze planów przed nami
    było.trzymajcie się dziewczyny.
  • mojsukces1 13.07.07, 20:44
    Bardzo mi przykro:(
  • kacha214 16.07.07, 21:06
    nadszedł jeden z tych gorszych dni..Po wypadku Piotrka byłam naprawdę silna
    dawałam radę gdy pierwszy raz go zobaczyłam w trumnie na różańcu nie wiedziałam
    co robić myślałam że nie wytrzymam potem dawałam radę powtarzałam sobie że on
    nie lubi jak płacze na pogrzebie płakałam tylko raz gdy wystawiono trumnę gdy
    go zobaczyłam takiego poranionego pomyślałam że to nie mój Piotrek...Nie mogłam
    wytrzymać włożyłam mu do trumny list tak wiele chciałam mu opowiedzieć nie
    zdążyłam wszystko napisałam, oprócz listu włożyłam medalik z Matką Boską zawsze
    miał przynosic mi szczęście tym razem chciałam żeby przynosił je Piotrkowi
    dałam mu pomadkę ochronną bo zawsze piekły go wargi nie lubił tego i paczkę
    chusteczek chigienicznych miał katar przez cały rok.....Na sercu położyłam mu
    czerwoną różę znak mojej miłości..Pogrzeb był ciężki ciągle patrzyłam bo
    wierzyłam że się obudzi ale tak się nie stało buzi na pożegnanie a gdy zamknęli
    trumnę myślałam że za chwile rozlegnie się pukanie żeby ktoś wypuścił mojego
    Piotrusia tak się nie stało..Dałam radę wytrzymałam to wszystko potem
    wytrzymywałam plotki na mój temat że nie kochałam naprawdę bo za mało płakałam
    na pogrzebie..Nie chciałam nikomu udowadniać jak mocno kocham jak mocno mnie to
    boli trzymałam się choć serce mi rozrywało z bólu wkońcu mi się przyśnił
    Piotrek powiedział że nie m,yślał że tak mocno go kocham że tęsknie zrozumiałam
    że on wierzy że mi zależy i chyba się podniosłam...No właśnie chyba znajomi
    namówili mnie na imprezy chodziłam na każdej byłam pijana zaczęłam palić trawę
    myśleć o brzniu dropsów zaczęłam co impreze być z innym chłopakie jak wypiłam
    to naprawdę przez chwilę widziałam w nich Piotrka...Wkońcu poznałam chłopaka
    zaczął do mnie przyjeżdżać coraz częściej zaczęło mi zależeć nie dogaduję się z
    nim tak dobrze jak z Piotrkiem ale go kocham.....To inna miłość Piotrka kocham
    nadal całym sercem ale Damiana też kocham całym sercem...Kocham dwie osoby
    naraz...Dzisiaj patrze na zdjęcie Piotrka i chce żeby wrócił chce żeby żył i
    tak mocno mi go brakuje ale z drugiej strony cudownie jest mi z
    Damianem....Chyba teraz dopiero doszłam do siebie tak naprawdę pomógł mi w tym
    Damian...I w nim nie widze Piotrka on jest po prostu moim Damianem....To nic
    złego że znów kocham niech inni sobie mówią o mnie co chcą nie zapomnę nigdy o
    Piotrku zawsze będe go odwiedzać już chyba nigdy nie wyciągne jego zdjęcia z
    portfela ale zrozumiałam że mam prawo do szczęścia....Damian urodził się w dniu
    w którym pochowaliśmy Piotrka czasem myślę jak to możliwe czy Pan Bóg zabrał mi
    jednego a dał drugiego.................
  • slodkamonia 19.09.07, 09:36
    Dokładnie tydzień temu mój chłopak zginął w wypadku na motorze. Jego pasja
    zabrała mu to, co najcenniejsze - życie. Nie mogę dojść do siebie, ciągle
    płaczę. Na pogrzebie miałam nadzieję, że to pomyłka, że on wstanie z trumny.
    Wszystko mi go przypomina. Było mi z nim tak dobrze. Nie umiem normalnie żyć.
    Mam tylko nadzieję, że niedługo ja umrę...Nie mam siły...
  • vesper.lynd 19.09.07, 20:58
    Kochana, łączę się z Tobą w bólu... Przezywalam to samo w
    kwietniu... Łukasz też ostatni raz wsiadl wtedy na motocykl. pisz,
    płacz, krzycz, wyrzucaj to z siebie. Jest mi tak przykro, myslalam
    ze po moja tragedia byla najgorsza i ze nic tak strasznego nie moze
    sie juz stac, a jednak sie dzieje... dobrze ze tu trafilas, pisz do
    nas. Jestesmy z Toba!
  • slodkamonia 21.09.07, 11:51
    Jak sobie radzisz? Ja już nie mam sił...Kiedy go poznałam, dziękowałam Bogu, za
    to, że on jest! Teraz krzyczę do Boga pytając: dlaczego??? Czemu on? Czemu my?
    Proszę, powiedz mi, że będzie lepiej. Powiedz, że z czasem ból ucichnie. Bo ja
    nie chcę tak żyć!
  • vesper.lynd 21.09.07, 15:29
    Bedzie lepiej, jeszcze nie teraz, nie dzis ani jutro, ale bedzie
    lepiej!! obiecuje Ci to! Czas Ci pomoże, zobaczysz. My wszyscy tu
    tez jestesmy dla Ciebie i łączymy się w Twoim bólu bo znamy go
    doskonale
  • slodkamonia 21.09.07, 19:44
    Najgorsze są wspomnienia...cały czas powracają. A nam razem było tak cudownie.
    Wystarczyło, że był...Wszystko inne mogło już nie istnieć. Dziękuję Wam! Łatwiej
    jest płakać wiedząc,że ktoś NAPRAWDĘ mnie rozumie, bo przeżył to samo. Proszę,
    pisz do mnie! Może będzie mi łatwiej...Proszę...
  • aniawdowa 21.09.07, 20:26
    Bardzo mi przykro z powodu Twojego ukochanego, ja straciłam mojego męża w marcu
    2006 wtedy wszystko sie dla mnie zawaliło i choc mam dwójke wspaniałych dzieci
    to wszystko wydawało mi sie bez sensu, wszystko co robiłam robiłam mechanicznie
    ale tak jak napisała Ania"vesper.lynd" z czasem bedzie lepiej nie za dzien dwa
    na to potrzeba wiele czasu, kazdy potrzebuje tego czasu mniej lub wiecej ja po
    półtorej roku moge powiedziec ze jest dobrze,dziś smieje sie,znów snuje jakies
    plany na przyszłosc i nie mysle ze to wszystko nie ma sensu.
    Początki sa najgorsze u Ciebie to poczatek tej drogi bez Niego zycze Tobie jak
    najwiecej siły, siły takiej która pomoze Ci przetrwac te najgorsze dni.
    Mi bardzo pomogły rozmowy z osobami z forum
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=36576 osoby które spotkała ta sama
    tragedia rozumieja sie najlepiej.
    Sciskam Cie mocno
    Ania
  • vesper.lynd 21.09.07, 22:56
    Rana jest wciąz otwarta, ale powoli,powolutku zacznie się goić... to
    będzie długi proces i blizna pozostanie na zawsze, ale w koncu ból
    zacznie się zmniejszać...
    We wtorek mieliśmy iść z Łukaszem do kina a w poniedziałek, 23
    kwietnia, stojąc w kolejce do okienka pocztowego odebrałam
    telefon... wtedy spadłam w czarną przepaść i spadam w nią cały czas,
    ale im dłużej spadam tym częściej zaczynam dostrzegać inne barwy i
    zapominać o tym że spadam...
    W tamte dni nie istniał czas ani przestrzeń, najmniejszy ruch -
    podniesienie kubka z kawą czy zalozenie świeżej pary majtek -
    wymagał nielada wysiłku, już nie mowiąc o podejmowaniu jakichś
    decyzji...
    Mam nadzieję, że masz wokół siebie serdeczne i kochające Cię osoby,
    to bardzo pomaga. Nie broń się przed płaczem, krzykiem i innymi
    emocjami!
    Wysylam wszytskie swoje cieple mysli do Ciebie. Ja jadę jutro na
    cmentarz, mija pięć miesięcy odkąd Łukasza nie ma... wciąz nie mogę
    uwierzyć w to co piszę... :((((((((((((((((((((((((
  • slodkamonia 22.09.07, 12:58
    Jestem z Zamościa. Pojechałam na miesiąc do rodziny do warszawy, obiecałam pomoc
    w opiece nad ich najmłodszym synkiem (oboje pracują i nie miał kto zająć się ich
    Łukaszkiem). Przy okazji dorywczo pracowałam, by zarobić kilka groszy na studia.
    Strasznie tęskniłam... Krzysio wciąż pytał, kiedy wrócę. Odliczałam dni do
    mojego powrotu. W końcu nastał ostatni tydzień mojego pobytu w Warszawie. Miałam
    wrócić w środę, ale chciałam kupić jeszcze jakiś ładny prezent dla przyjaciółki,
    która obchodziła swoje urodziny. Zamówiłam bilet powrotny na piątek po południu.
    Myślałam: przyjadę, wykąpię się i wieczorem spotkam się z Krzysiem. A później
    przed nami jeszcze cudowny weekend. Tak bardzo chciałam już wrócić. W środę
    miałam dziwny sen. Chodził za mną jakiś straszny dziad, a ja nie mogłam przed
    nim uciec. Zapytałam czego chce, a on odpowiedział żebym się nie bała, bo ja za
    50 lat jak umrę też będę straszyć ludzi. A potem przyjechał do mnie Krzysio na
    swoim ścigaczu, ale z jakąś bardzo ładną dziewczyną. Zapytałam: Kto to jest? On
    odpowiedział żebym się nie martwiła, bo to tylko koleżanka, a on przecież
    przyjechał do mnie. Tego dziada już nie było...Obudziłam się. Pojechałam po
    prezent. Za każdym razem kiedy przejeżdżał jakiś motor czułam dziwne dreszcze.
    Dostałam sms-a od koleżanki, że w radio mówili o wypadku motocyklisty z Łabuń
    (on ta mieszkał). Zaczęłam dzwonić do Krzysia, jego numer był zajęty, więc
    pomyślałam że wszystko jest ok, bo z kimś rozmawia. Dzwoniłam, dzwoniłam. Wciąż
    zajęty... Za chwilę telefon. Jego brat. I te słowa...To był już koniec. Chciałam
    rzucić się pod pociąg. Pragnęłam umrzeć, by być z nim...Nie widziałam już sensu
    życia. To stało się w środę 12 września ok godz21. Teraz wiem, że przyszedł się
    ze mną pożegnać we śnie. A kim była ta koleżanka? Aniołem...nadzwyczaj spokojnym
    i pięknym. Miałam przyjechać, żeby się z nim spotkać,a przyjechałam na jego
    pogrzeb. Wciąż wyglądam przez okno i czekam...czekam na niego. Patrzę w komórkę
    i czekam na Jego telefon. Czuję, że się zatracam się w jakimś obłędzie. Mama
    mówi, że zamykam się w grobie razem z nim. Właśnie tego bym chciała. Dziś mija
    dziesiąty dzień...
  • kajcia1 22.09.07, 11:05
    Witajcie!
    Mój narzeczony zginął w wypadku niecałe 5 miesięcy temu... również
    najprawdopodobniej zasnął za kierownicą... ból i tęsknota z każdym dniem są
    coraz silniejsze, coraz trudniej jest mi odnaleźć sie w rzeczywistości. Na
    szczęście mam kilka bardzo bliskich osób, które robią wszystko, żeby mi pomóc...
    są także tacy, którzy swoimi słowami czy zachowaniem zadają bardzo bolesne
    ciosy... jestem na tym forum juz od pewnego czasu ale do tej pory tylko
    czytałam, teraz odważyłam się napisać...Widzę, ile jest osób, które przeżywają
    ten sam ból... każdy nowy post wywołuje łzy bo czuję, jakbym czytała swoje myśli...

    Do slodkamonia:
    Naprawdę dobrze, że trafiłaś na forum... to prawda, że wśród tych osób jest
    trochę łatwiej znosić to wszystko... piszesz, że najgorsze są wspomnienia - moim
    zdaniem wspomnienia są tym, co mamy teraz najcenniejsze... ja staram sie je
    pielęgnować, żeby pamiętać i kiedy tak siedzę i przypominam sobie te wspaniałe
    chwile, to mimo, że lecą łzy - to pojawia się też nieśmiały uśmiech...

    Ściskam mocno wszystkich i życzę małych radości...

    --
    www.kajcia1.blog.onet.pl
  • kacha214 22.09.07, 18:39
    Tak strasznie mi przykro gdy to wszystko czytam...Po wypadku mojego
    chłopaka myślałam że niewiele dziewczyn przeżewa to samo a jednak
    się pomyliłam....Od śmierci mojego Piotrka minęło 10 miesięcy i ja
    już inaczej na to patrze choć nadal jest trudno ale uporałam się że
    już nie ma mojego skarba...Choć nie jest i zawsze będzie bo jest
    teraz moim aniołkiem tam w niebie i zawsze będzie nademną
    czuwał...Choć to boli wiem ale musicie wierzyć że oni tam są
    szczęśliwi że zawsze mimo wszystko zostaną przy nas...Nam nie wolno
    popełnić głupiego błędu jakim jest odebranie sobie życia bo oni
    chyba tam w niebie nie chcą tego...Chcą tylko naszego
    szczęścia.....O tym trzeba myśleć...
    Trzymajcie się dziewczyny!!! Slodkamonia wiem jak ci ciężko ale to
    się potem uspokoi musisz być silna i dawać radę właśnie dla niego
    dla swojego skarba który choć jest daleko od ciebie to KOCHA CIĘ
    dokładnie tak samo i zawsze będzie przy tobie pamiętaj o tym!!!!
  • smutnykluseczek 23.09.07, 18:44
    CZas pomaga i choc na poczatku tez nie chciałam w to wierzyc to właśnie z czasem
    uczymy sie zycia od nowa, a ten czas jakos tak szybko płynie gdy ogladam sie za
    siebie to nie wierze ze to juz tyle, ze dałam rade.
    Poczatki sa trudne ale najwazniejsze zeby miec z kim to przechodzic z kim
    dzielic sie swoim bolem i tu mozesz to zrobic, wszytskie tu jestesmy po to zeby
    sobie nawzajem pomagać i tak jak napisała Ania płacz krzycz nie zamykaj w sobie
    emocji nie zamykaj w sobie tego bolu.

  • slodkamonia 25.09.07, 11:27
    Dziś mija 13 dzień...Chyba czuję się odrobinę lepiej. wczoraj koleżanki zabrały
    mnie na wycieczkę po Roztoczu. Pomogło mi to...Znów się uśmiechałam. Smutny
    kluseczku napisałaś, żebym nie zamykała się w sobie. to dzięki tym słowom
    zgodziłam się na spotkanie. Dziękuję...
    Wierzę, że Krzysio jest teraz w niebie. I stamtąd będzie się mną opiekował.
    Myślę, że teraz tam wysoko śmiga sobie swoim motorkiem, być może razem z Twoim
    Łukaszem vesper.lynd:) Kiedy sobie tak myślę jest mi jakoś łatwiej...tak bardzo
    tęsknię...ehh...:(
  • myshkakrk 25.09.07, 12:04
    Mój chłopak nie żyje od prawie 5 miesięcy.. Zmarł w wypadku ... Dzień przez moją
    matura z angielskiego.. Teraz uczę sie wszystkiego na nowo.. Uczę się uśmiechać
    żyć bez niego lecz z wielkim uczuciem i pamięcią w sercu... odwiedza mnie
    niestety nie zbyt często ale jeśli jush to robi to czuję sie tak jakbym budziła
    się z tego koszmaru jakby wszystko działo się narpawdę otwieram oczy i mam
    nadzieję ze Arek jest koło mnie.. Ale niestety nigdy go nie ma... Jest to ból
    nie do opisania.. Nie wiem czy będę w stanie pokochać kogoś tak samo jak jego..
    Chyba się tego nigdy nie nauczę..

    Trzymajcie się cieplutko... Wiem co przeżywacie..
  • myshkakrk 25.09.07, 12:44
    Przeczytałam wszystkie wasze wypowiedzi i cieszę się że tu trafiłam... Szkoda
    tylko że tak późno... Myślałam że jestem z tym wszystkim sama.. Ze mało kto
    przeżywa to samo...
    Mój Arek też kochał motory... Jak do mnie zadzwoniono że nie żyje myślałam że
    właśnie miał wypadek na motorze... Ale nie okazało się że samochodem... Wpadł w
    poślizg... I udeżył w przystanek... Był przytomny w karetce podał wszystkie
    swoje dane... Ale niestety jak się później okazało pękła mu aorta... I nie
    uratowali mi go...
    Poznaliśmy sie na ślubie mojej koleżanki.. Ja byłam świadkiem i on też.. Byłam
    wtedy z innym chłopakiem.. Zdradziłam go z Arkiem.. Potem z nim zerwałam.. Ale
    dopiero po kilku miesiącach... To jedyna rzecz której żałuję że tak późno się na
    to zdecydowałam.. Bo mogłam wiele wspaniałych chwil przeżyć z Arkiem... Było nam
    razem wspaniale.. Wszyscy móiwli do mnie po jego nazwisku tak jakbyśmy byli
    małużeństwem.. Mieliśmy wiele wspaniałych planów... Na chrzciny córki tej pary u
    której byliśmy świadkami na wakacje.. na całe życie...
    Dobshe ze miałam wsparcie roziny mojej i Arka... Do tej pory mam... Martwią się
    o mnie zaparaszają ...
    Nie wiem czy sie zakocham kiedyś .. Nie wiem czy ktoś zrozumie mnie i moją
    miłość do Arka która jest we mnie i zawsze będzie ...
    teraz wiem że nie jestem sama... Dziękuje wam za to forum... i za to że jesteście...
  • kacha214 25.09.07, 15:06
    > Nie wiem czy sie zakocham kiedyś .. Nie wiem czy ktoś zrozumie
    mnie i moją
    > miłość do Arka która jest we mnie i zawsze będzie .
    Uwierz mi zakochasz się...Ja mółwiłam tak jak ty teraz poznałam
    chłopaka i jestem zakochana...To nie jest taka sama miłość jak do
    Piotrka ale przeciez każda miłość jest inna i Piotrek zawsze jest w
    moim sercu i zawsze w nim będzie ma tam szczególne miejsce...Jeśli
    sie kogos straciło w taki sposób to ciężko jest zapomnieć, znów
    zacząć żyć jak dawniej to zmienia człowieka żadna z nas nie będzie
    już taka jak wcześniej ale naprawdę może jeszcze nas spotkać coś
    dobrego tylko trzeba w to wierzyć...Powiem tak szczerze że strasznie
    ciężko mi było po wypadku Piotrka jeśli chodzi o kontakty z innymi
    chłopakami nie dopuszczałam tego do siebie a jeśli już to nie
    traktowałam tego poważnie zresztą nawet nie chciałam ale potem
    poznałam Damiana i coś drgnęło mi w serduchu....Tak już jest życie
    przynosi nam zawsze to czego się nigdy nie spodziewamy i czy chcemy
    czy nie musimy to zaakceptować.
  • myshkakrk 25.09.07, 17:42
    Mam tak samo jak ty.. Ja narazie nie wyobrażam sobie nikogo innego u mojego boku
    oprócz Arka.. Był wspaniałym chłopakiem... Nigdy nikomu nie odmówił pomocy... i
    przez to też miał wypadek bo dzwonił do niego kolega czy by po niego nie
    przyjechał gdzieś tam bo nie ma czym wrócić do domu... Arek bez chwili namysłu
    wsiadł w samochód i pojechał.. A dzień wczesniej snuliśmy plany na wakacje i na
    chrzciny.. Miało być tak wspaniale... A na chrzcinach moje serce rozrywał niemy
    krzyk rozpaczy ... Do pogrzebu nie wierzyłam w to wszystko nawet na różańcu jak
    patrzyłam na niego w trumnie myślałam że zaraz wstanie że będzie się zastanawiał
    co sie tu wogóle dzieje... Potem po pogrzebie wmawiałam sobie ze w trumnie
    napewno nie leżał Arek że to był ktoś bardzo do niego podobny... A on gdzieś
    wyjechał i nie może zadzwonić ani napisać..
    szczerze to do tej pory jak jadę do jego roziny myślę ze on też tam będzie że
    znów padnę w jego ramiona przytulę się i poczuję sie bezpieczna... Ale niestety
    nic takiego sie nie dzieje...
    Dzisiaj w nocy mi się śnił było wspaniale... Jak zawsze kiedy się widzieliśmy...
    jak się obudziałam myślałam że zaraz odczytam sms-a od niego lub zobaczę że
    puszczał mi sygnałka.. Ale niestety nie... Jak narazie nie umiem się z tym
    pogodzić i sobie wyobrazić ze mogłabym kogoś pokochac... Pozostały mi po nim
    piękne wspomnienia i zdjęcia...

  • slodkamonia 28.09.07, 17:40
    Dziewczyny! Tak strasznie Was podziwiam! Czasami wydaje mi się, że
    nie dam rady i coś mi się stanie z tego bólu i żalu. Wszędzie go
    widzę, czuję jego zapach, słyszę jego głos. Ale wiecie co mi pomaga?
    Wy! Kiedy sobie pomyślę, że są dziewczyny, które przeżyły to samo i
    żyją nadal to myślę sobie, że dam sobie radę, że ja też wytrzymam!
    Dzięki za to, że jesteście! Wasze słowa znaczą dla mnie więcej niż
    rady całej rodziny...bo wiem, że NAPRAWDĘ wiecie, co czuję. Tak
    strasznie mi go brakuje...Tak bardzo tęsknię...
  • kajcia1 28.09.07, 18:46
    To prawda-świadomość, że jest więcej takich osób dodaje siły na przeżycie
    kolejnego dnia... u mnie dziś mija dokładnie 5 miesięcy... łzy znów nie
    przestają płynąć i próbuje znaleźć jakieś ukojenie... ale wiem, że płacz a nawet
    krzyk pomaga... więc siedzę przed monitorem i co chwila przecieram oczy, żeby
    widzieć cokolwiek... włączyłam naszą muzykę i zapomniałam o całym świecie... tak
    bardzo bym się chciała w Ciebie wtulić Kochany... czasami mam wrażenie, że już
    nie dam rady... ale chcę - dla Ciebie Skarbie, żebyś się nie smucił jak tak z
    góry na mnie patrzysz...

    Tęsknota jest i myślę, że będzie coraz większa... kiedyś, kiedyś może nauczymy
    się z nią po prostu żyć...

    Ale dziś - dziś jest dzień, kiedy nie chcę być silna, nie chcę pokazywać, że
    potrafię nie płakać...

    Ściskam mocno!
    --
    www.kajcia1.blog.onet.pl
  • myshkakrk 29.09.07, 22:42
    U mnie 5 miesięcy będzie w sobotę... Dzisiaj jestem u rodziny Arka i cały czas
    myślę ze za chwilę wejdzie do domu... Wierzę w to uparcie i nie przerwanie...
    Jutro jadę do niego.. Mimo iż nie wierzę w to że to on tam jest... I chyba nigdy
    nie uwierzę...
  • kacha214 01.10.07, 19:08
    ja mam znów jeden z tych gorszych dni...Wiecie jadę do anglii za
    tydzień a najbardziej boli to że nie będę tutaj na Wszystkich
    Świętych i na rok pośmierci Piotrka to już niedługo 21listopada
    najgorszy dzień w moim życiu godzina 8.15......Boże gdy myślę że
    jest ok to znów powraca a najtrudniejsze jest w tym wszystkim to że
    jadę do anglii do mojego nowego chłopaka im bliżej rocznicy śmierci
    Piotrka tym bardziej się oddalam od Damiana czuję że odsuwam się od
    niego psuje wszystko i nie umię dawać sobie rady z tym wszystkim z
    moim życiem...Jakie to trudne znów ułożyć sobie życie od nowa jakby
    nigdy nic się nie stało naprawdę jestem z Damianem szczęśliwa ale
    teraz im bliżej tego że go spotkam tym mniej mi na tym zależy a mimo
    t oczuje że go kocham czasem jestem na niego zła że jest inny niż
    Piotrek myślałam że to że kocham Damiana wystarczy aby wszystko samo
    się ułożyło ale tak nie jest trudno jest zapomnieć poukładać sobie
    życie na nowo trudna jest świadomość tego że muszę ciągle być silna
    czasem to już nie do wytrzymania!!!!!!
  • myshkakrk 06.10.07, 15:04
    Dzisiaj 5 miesięcy... Wszystko wraca...
  • kacha214 06.10.07, 18:35
    myshkakrk napisał:

    > Dzisiaj 5 miesięcy... Wszystko wraca...

    Pamietam jak u mnie mijało 5 miesięcy myślę że najgorsze są właśnie
    te rocznice...Wiesz jak u mnie minęło 5miesięcy to nie umiałam
    jeszcze nic ułożyc na nowo nic zaplanować więc myślę że ty również
    musisz sobie pozwolić na cierpienie na ból to jeszcze za wcześnie
    potem zdystansujesz się do tego wszystkiego każdy ma inny czas u
    jednych trwa to rok u innych więcej po prostu musimy miec dużo
    siły....
  • mojamalgorzata 07.10.07, 12:41
    Jeszcze jednym chciałam sie z Wami podzielić - napisał to kolega Bartka po
    pogrzebie. Ja też wierzę, że oni wszyscy gdzieś tam są...


    "Na błękitnej wstędze niebiańskich autostrad. Przetrzyj nam szlak..."
  • mojamalgorzata 07.10.07, 12:27
    Czesc slodkamoniu, tak, wszystkie siedzimy w domach pokojach i próbujemy zyc
    dalej... i tylko my wiemy jaki to ból. I kazda z nas to przeżywa pewnie troche
    inaczej.
    Mój Bartek zginął w wypadku na motorze, wczoraj minęły 2 miesiące...A ja ciągle
    czuję się jakby gdzieś wyjechał. Przeżyłam wizyte w szpitalu i słowa lekarza,
    przezyłam wybieranie trumny, pogrzeb, prawie codziennie jestem na grobie...a
    mimo to czuje, że on gdzieś wyjechał i kiedyś wróci. I czuję że od dwóch
    miesięcy mam jakies ostrze wbite w serce, które bardzo bardzo boli. I nie wiem
    czy kiedyś przestanie.
    Znajomi mówią, że jestem silna, dzielna, że mnie podziwiają. Ja sama siebie
    podziwiam - że nie palnęłam sobie w łeb w dzień po jego śmierci...Ale żyję
    dalej. Staram się żyć - dla siebie, dla Niego, dla Jego rodziny. I Ty też sie
    staraj. Nasi chłopcy na motorach by tego chcieli.
  • myshkakrk 07.10.07, 15:06
    Aruś też kochał motory.. Towarzyszyły mu nawet w jego ostatniej drodze.. I
    wszystkie miały swojego właściciela .. Tylko jego motor stał sam pusty.. Jego
    nie było obok... Ja też myślę że Aruś tylko wyjechał.. Mimo ze to jush 5
    miesięcy...
  • smutnykluseczek 07.10.07, 19:17
    Moj Skarb kochał samochody, uwielbiał szybką jazde i mam takie jedno
    małe pytanie dlaczego zginąl w momecie gdy jechał sobie poprostu do
    pracy jak wszyscy inni w tej samej kolumnie, dlaczego tylko On
    zjechał pod kocha tej cholerniej cieżarówki, tylko razy dzwonił do
    mnie i chwalił sie ze wyciagnął swoja mazda 180 albo wiecej mialąm
    wtedy ochote przetrzepac mu tyłek...a On jechał tylko do pracy, Boze
    jak mi go brakuje, nie mam juz sił dziewczyny neich ktos mi powie
    ile jeszcze, mam ochote wyc krzyczes na los tylko co z tego...jesli
    to wszystko juz nie ma sensu...tone...
  • myshkakrk 07.10.07, 20:49
    Krzycz jeśli masz na to ochotę to pomaga... Ja nawet jadąc w tramwaju czy
    autobusie nie patrzę na to cio pomyślą ludzie tylko jak mam ochotę płakać to to
    robię... Lepiej dać upust emocjom.. U mnie to jush 5 miesięcy jush albo tylko
    nie wiem.. Ja się czuję jakby to się stało wczoraj.. Wiadomo ze czasem każdy ma
    lepsze i gorsze dni.. wraz z czasem nauczysz się wszystkiego na nowo.. Ja nawet
    już czasem się uśmiecham...
    Ja tak smao jak TY zadaję sobie pytanie czemu Aruś miał ten cholerny wypadek
    wtedy gdy jechał po kolegę... Czemu wtedy musiał wpaść w poślizg i udeżyć w ten
    przystanek.. Arek kochal prędkość uwielbiał swój motor i swoje auto... Życie
    jest niesprawiedlie.. a najgorsze jest to ze my nie mamy na nie żadnego
    wpływu... Nic nie możemy zrobić.. Bo co z tego że będziemy coś planować skoro
    wszystko w jednym momnecie szlag trafi...

    Musimy się wziąść w garść i pomyśleć o tym czego by chcieli nasi Chłopcy a nie
    my teraz... Ja chyba tylko dzięki temu żyję ze wiem ze Aruś by tego chciał..

    vinyl.wrzuta.pl/audio/m1AeaNcXYJ/verba_-_mlode_wilki_4
  • mojamalgorzata 07.10.07, 20:58
    Na to pytanie nie ma odpowiedzi... wiem, bo sama sobie zadaję takie samo pytanie
    codziennie od 2 miesięcy. Bartek też kochał szybką jazdę, jeździł dużo, do pracy
    o 5 rano, czasem w długie trasy, czasem za granicę, czasem w deszczu, często gdy
    był bardzo zmęczony. A zginął w słoneczną niedzielę, na przejażdżce motorem, na
    pustej drodze...widno, ciepło, żadnego deszczu, żadnych innych samochodów,
    żadnych ludzi, żadnych rozlanych olei... stracił panowanie i wjechał w
    drzewo.... Dlaczego? Nie wiem. Za co? Nie wiem...
    Ja też nie mam już siły, próbuję przeżyć moją żałobę. Czytałam że kiedyś
    przyjdzie taki moment, że będę mogła postawić sobie Jego zdjęcie, patrzeć na
    Niego bez płaczu i uśmiechnąć się do Niego. Na razie nie mogę sobie tego
    wyobrazić, ale mam nadzieję, ze kiedyś taki moment przyjdzie.
  • myshkakrk 08.10.07, 08:43
    Z tym zdjęciem to jest prawda... Ja jak mam lepszy dzień to patrzę mu głęboko w
    oczy mówię co się dzieje u mnie mimo ze wiem że on to widzi i uśmiecham się do
    niego.. Ale od niedawna.. I tylko w lpsze dni.. Bo jak przyjdzie ten gorszy to
    zalewam się łzami...
  • kacha214 08.10.07, 13:00
    mój pokój początkowo przypominał taki ołtarz poświęcony Piotrkowi
    wszędzie porozstawiałam pełno jego zdjęć na monitorze komputera, w
    telefonie na wyświetlaczu, nosiłam w portfelu zawsze chciałam żeby
    był przy mnie..Jak zasypiałam to kładłam piotrka zdjęcie na drugiej
    poduszcze i wiedziałam że on śpi ze mną..Jak chodziłam na cmentarz
    to godzinami opowiadałam mu wszystko co się dzieje wyobrażałam sobie
    żę siedzę teraz z nim a nie jestem na jego grobie....Żyłam tak
    trochę w amoku nie dopuszczałam do siebie myśli że ja już go tak
    naprawdę nie przytulam że to moja wyobraźnia...Potem jakoś doszłam
    do siebie teraz noszę Piotrka zdjęcie w portfelu inne mam w swojej
    szafce często patrzę na niego i wiem że on jest i tak zawsze przy
    mnie i że jest dumny że pokonałam to wszystko sama...Że jakoś
    uporałam się z tym bólem nauczyłam się żyć na nowo dałam sobie nową
    szansę kiedyś myślałam że jak zrobię coś co nie wiąże się z okresem
    żałoby np wyjdę gdzieś ze znajomymi to tak jakbym zdradziła Piotrka
    jakbym o nim zapomniałą teraz już wiem że tak wcale nie jest
    pamiętam o nim i zawsze będę bo mój Piotruś ma największe miejsce w
    moim sercu... szczególne miejsce....Wiecie Piotrek zginął jak jechał
    z pracy wiele razy jechał bardziej zmęczony bardziej niewyspany tym
    razem po prostu niewiadomo dlaczego zjechał na drugi pas pod
    busa..Wszyscy przypuszczają że po prostu zasnął noga nacisnęła
    mimowolnie na gaz auto się rozpędzało...Czasem sobie myślę wystarczy
    chwila nieuwagi dosłownie mały moment i można stracic to co
    najcenniejsze ŻYCIE....To strasznie niesprawiedliwe ale chyba nie
    nam to oceniać..JAk pytałam koleżanki dlaczego Bóg zabrał akurat
    Piotrka on miał przecież całe życie przed sobą miał dopiero 20lat..A
    ona odpowiedziała "Bóg tam u góry potrzebuje młodych i starych
    zdrowych i chorych, on wie co robi" Wiem że Piotrkowi tam jest
    lepiej teraz to wiem....Choć ciężko mi było sobie to uświadomić ale
    widocznie takie było przeznaczenie i choćbym nieweim co zrobiła to
    nie można zmienić przeznaczenia....My mamy jeszcze coś do zrobienia
    tu na ziemi a oni to już zrobili i Pan Bóg ich zabrał tak mama mi to
    tłumaczyła...To banalne ale chyba to prawda....
  • myshkakrk 09.10.07, 10:58
    Mój pokój teraz przypomina taki mały ołtarzyk gdzie się nie spojrzy tak jest
    zdjecie Arka tak jest od 2 miesięcy wcześniej nie byłam gotowa na to by móc
    patrzeć na jego zdjęcia na jego twarz i uśmiech który zawsze u niego gościł..
    jak każdy mam tesh gorsze dni i wtedy patrząc na te zjędia na stoliku biórku w
    ramkach portewlu czy na ścianie wybucham płeczem ale są też dni lepsze gdy
    patrzę uśmiecham się i opowiadam wszystko .. Wydaje mi się że każda z nas będzie
    miała taki moment gdy będzie gotowa by popatrzec ze spokojem na zdjecie
    utraconej miłości...

    Czasami zastanawiam się dlaczego Bóg zabiera nam miłość skoro sam ją stworzył..
    narazie nie znam odpowiedzi może kiedyś...

    Mi tak samo jak tobie wszycy tłumaczyli i tłumaczą że tak musiało być ze Arek
    swoją misje u nas jush wykonał.. czasami udaje mi się w to uwierzyć..

    wczoraj mi się śnił.. Umawialiśmy się... Było to tak realistyczne ze uwierzyłam
    w to ...

    Musimy być silne dla siebie i dla innych.. Niestety...
  • slodkamonia 11.10.07, 19:34
    Jutro minie miesiąc...A teraz siedzę i znów ryczę...Również wierzę, że On czeka
    na mnie gdzieś tam na górze. Wiem, że tam Mu jest dobrze. Małgosiu, ja także tak
    mam. Ciągle mi się wydaję, ze ON za chwile zadzwoni, przyjedzie...Wciąż nie mogę
    w to uwierzyć. To takie trudne... Moi znajomi również mówią, że jestem dzielna
    bo "sobie radzę". Ale wewnątrz chyba się rozpadam, tego nie widać...A my wiemy
    jak to boli. I choć na zewnątrz znów próbuje się uśmiechać, w środku toczy się
    walka. Znajomi myślą, że już czuję się dobrze, a ja coraz bardziej tęsknię i
    wciąż płaczę...tak jak myshkakrk - w tramwaju, w autobusie, na ulicy. To pomaga.
    Przez ten miesiąc cały czas modliłam się, by Krzyś zabrał mnie ze sobą. Ale tak
    jak napisała kacha214 chyba każdy z nas ma jakąś misję na tym świecie do
    wypełnienia. Widocznie my, skoro zostałyśmy tutaj mamy jeszcze "coś" ważnego do
    zrobienia. A nasi Chłopcy czekają...Kiedyś się spotkamy...Musimy w to wierzyć...
  • vesper.lynd 11.10.07, 21:22
    Za 2 tygodnie minie pół roku odkąd Łukasza nie ma.

    Kilka dni temu, spokojny pozny wieczor z przyjaciolka z ktora
    mieszkam. Nagle mowi, ze dostala wiadomosc i bedziemy miec goscia.
    Przez kilka minut droczyła się ze mną i nie chciała powiedzieć kto
    nas odwiedzi. I wiecie co? pomyslałam, że pewnie chcą mi zrobić
    niespodzianke i tak naprawde wpadnie Łukasz bo to wszystko co się
    stało to jakies takie ukartowane było i tak naprawde on się gdzieś
    ukrywa i wszyscy o tym wiedza tylko nie ja... oczywiscie to nie On
    nas odwiedził, tylko koleżanka.
    Pisze o tym, bo samą mnie zaskoczyła swoja reakcja. Nie wiedziałam,
    że mogę tak jeszcze o tym myśleć. To, że wydaje mi sie, że zdzwoni
    albo wejdzie to normalne, ale żeby aż tak....?

    Dziewczyny, naprawdę dajecie sobie radę - wiecie czemu? Bo piszecie
    o tramwajach, ulicach, ludziach. To znaczy, że wychodzicie do ludzi
    a nie zamykacie się w 4 scianach ze swoją rozpaczą. Sa momenty kiedy
    to jest potrzebne, ale bardzo ważny jest kontakt z rzeczywistoscia.
    Jakakolwiek by ona nie byla...

    Nie jestescie same...
  • slodkamonia 12.10.07, 12:08
    Vesper.lynd wzruszyłam się tym, co napisałaś. To takie smutne. Czas mija, a my
    nadal tęsknimy,a my wciąż czekamy. Oddałabym wszystko, co mam, żeby móc na
    chwilę spotkać się z Krzysiem...Porozmawiać, przytulić, pocałować...chociaż
    przez godzinkę...a później mogę obudzić się jako żebrak na dworcu...Oddam
    wszystko, tylko niech ON wróci!
    "Bo umrzeć to zbyt mały powód, żeby przestać kochać"
  • malenka2803 24.04.09, 19:39
    Moj Kuba zginął 12 kwietnia. Nie umiem żyć. Mam w sobie żal do całego świata.
    Chce krzyczeć i płakać, ale nie potrafię... Codziennie czekam na sms-a od niego,
    czekam aż zadzwoni... minęło tak niewiele czasu od jego śmierci... Dziewczyny ja
    nie umiem żyć!!!!!!!!!!!!!!!!
  • kasik2222 25.04.09, 10:39
    kochana nauczysz się, nie masz wyjścia. Mój mąż nie żyje już od 17
    miesięcy, i ja pomału zaczynam uczyć się żyć. Ból będzie cię
    obezwładniał jeszcze długo, ale z czasem osłabnie. Trzymaj sie
    przytulam Cię mocno
  • justynakm1 28.04.09, 10:17
    Kochana! moj narzeczony tez mial na imie Kuba.. zmarl 4 marca, na
    raka.. rozumiem Twoj bol, ja zyje jak zombie, sama jestem zal na
    siebie, bo zyje.. bez Niego... rozumiem Twoj bol, ja jestem teraz
    otepiala, maszynka do wykonywania czynnosci zyciowych.
    Polecam forum mama wdowa.
    jesli chcesz, pisz na priv.
    jestem z Toba sercem.
    --
    "A ja będę twym aniołem,
    twą radością, smutkiem, żalem.
    Będę gwiazdą na twym niebie,
    będę zawsze obok Ciebie..."
  • sisi-ola 12.10.07, 13:45
    Jesteś młoda osobą a co za tym idzie bardzo silna wiec gnaj do
    przodu wspominaj Go cieplo On by tak chcial.Tule Cie.ola
  • misia-is-one 12.10.07, 14:34
    pierwszy raz od dłuższego czasu właczyłam kompa i natrafiłam na to
    własnie forum przeczytałam wszystkie wasze historie .. nie
    wiedziałam ze z tym bólem zyje aż tyle dziewczyn :(:( wczoraj mineły
    dopiero 2 tygodnie od strasznej tragedi która mnie zabiła..bo teraz
    to samo piekło a nie życie..nawet nie mam sił wam opowiedziec co sie
    stało ..skoro sama w to nie wierze i nawet nie chce wierzyc .. mam
    nadzieje ze za pare dni wam napisze tylko ze to był koszmar z
    którego sie obudziłam i jest jak dawnej ..tak musi byc :(:( sama sie
    oszukuje:(:(:( ehh
  • myshkakrk 12.10.07, 14:57
    Każda z nas przez pewien czas tak samo jak TY oszukiwała się ze to wcale się nie
    stało.. Mi np. do tej pory trafiają się dni w których myślę ze to się nie stało
    ze Arek żyje tylko gdzieś wyjechał itp. Myślę że każda z nas ma takie dni...
    Lepsze i gorsze... Na Ciebie też przyjdzie pora że nauczysz się żyć na nowo.. Na
    nowo się uśmiechać inaczej patrzeć na świat...Pamiętaj że nie jesteś z tym bólem
    sama.. Ja załuję strasznie ze trafiłam na to forum tak późno bo niecałe 5
    miesięcy po wypadku Arusia... W każdym słowie tutaj napisanym jest pewna siła
    która zapewne tobie tak samo jak mnie doda sił...
    Trzymaj się ciepło i pamiętaj że On napewno by nie chciał zebyś była cieniem
    człowieka... Staraj się odnaleść chęć do życia dla niego.. Ja tak zrobiłam.. I
    teraz nawet chodzę na studia i poznaję nowych ludzi...
  • slodkamonia 12.10.07, 20:58
    Dziś mija miesiąc. Właśnie wróciłam do domu, byłam na mszy za Krzysia, potem na
    cmentarzu i na miejscu wypadku. Boże, jakie to wszystko jest trudne. Nie mogę
    zrozumieć dlaczego tak się stało...Nie umiem...Nie potrafię...Chcę, żeby wrócił...
  • annaki 22.10.07, 12:48
    Cześć dziewczyny.....
    już dawno miałam napisać na tym forum. Przeżyłam podobną historię do
    Waszych...22 lutego 2005 o godz. 11:50 zginął w wypadku samochodowym
    mój narzeczony, jechał do pracy. Adam, od zawsze lubił prędkość,
    samochody, a ja od zawsze ględziłam mu żeby wolniej jeździł...nigdy
    nie powiedziałam mu, że jeżeli jemu by się coś stało to strasznie
    bym tęskniła i że nie chcę go stracić bo go STRASZNIE KOCHAM...teraz
    już jest po fakcie, mogę tylko poprowadzić sobie płaczliwy monolog
    nad grobem...Byliśmy z Adamem 6 lat...był wyjątkowym facetem,
    potrafił być kumplem, przyjacielem, ojcem i kochankiem. On nauczył
    mnie wrażliwości na świat i ludzi, nauczył mnie tego, że danego
    słowa dotrzymuje się za wszelką cenę, nauczył mnie jak żyć...w dniu
    kiedy On zginął runął mój cały świat, to On dbał o wszystko, o
    wszystko się troszczył. Myślałam o samobójstwie, nie
    raz...wiedziałam jednak, że Adam, takie osoby nazywał tchórzami.
    Było mi ciężko, bardzo ciężko, codziennie jeździłam na cmentarz,
    teraz przyznam, jestem tam raz w tygodniu, a nie jak kiedyś dzień w
    dzień. Nie chciałam i tak naprawdę nie chcę wierzyć w Jego śmierć,
    do dziś dnia się oszukuję....przynajmniej aż tak nie boli. Ciężko
    jest opisać co czułam/czyję, ból, cierpienie, złość do Niego, że
    mnie opuścił, złość do siebie, że nie miałam na to żadnego wpływu.
    Jedna z Was napisała, że oddała by wszystko.....ja też, żeby tylko
    móc cofnąć ten cholerny czas......Jestem teraz w nowym związku,
    tylko, że nie potafie kochać tak jak kiedyś, boję się kolejnej
    straty, że kogoś pokocham bez końca a ta osoba odejdzie, nadal
    bezgranicznie KOCHAM ADAMA i strasznie za nim tęsknię....może kiedyś
    znów się spotkamy....może....ja czekam...
  • myshkakrk 23.10.07, 08:29
    Przez ostatnie dni budze się z dziwnym przeczuciem.. Wydaje mi się że wypadek
    Arka był wymyślony że się niedługo spotkamy... Zobaczymy i że on mnie przeprosi
    za to wszystko... A potem będzie tak jak dawniej... Ta wiara w to daje mi dziwną
    siłę.. ..
  • annaki 23.10.07, 11:03
    Ja po wypadku ADAMA miałam taki sen: "budzę się, przy mnie leży Adam
    wpatrzony we mnie, zaczełam mu wszystko opowiadać...co mi się śniło,
    że on miał wypadek, że ja nie chciałam w to uwierzyć, że później był
    pogrzeb, że było mnóstwo ludzi....że ja strasznie to przeżywałam, że
    tęskniłam...on tylko otarł płynącą mi jeszcze łzę i powiedział,
    że "to był tylko zły sen". Później faktycznie się obudziłam i ten
    piękny sen okazał się tylko snem....ból był jeszcze większy....
  • myshkakrk 23.10.07, 18:00
    Własnie u mnie ten że tak powiem stan że to wszystko jest ukartowane nasila się
    po tym jak Arek mi się śni... Gdy we śnie jest tak jak zawsze było wspaniale..
    Gdy widzę jego śliczny uśmiech i czuję jego usta.. Jak ja bym się chciała nigdy
    nie budzić z takich snów.... ... .. Czemu nie da się cofnąć czasu.. Powiedzieć
    nie jedź.. Czemu Bóg daje miłość i ją odbiera?? W taki sposób?? Dlaczego my
    musimy dalej żyć?? Ja tesh myślałam o samobójstwie ale wiem jak Arek traktował
    takie osoby... I dlatego żyje dalej.. Nie żyję egzystuje... .. ..
  • myshkakrk 05.11.07, 09:02
    Jutro minie pół roku... A ja się czuje jakby to było wczoraj... Boli tak samo
    jak te 6 miesięcy temu...Boże dlaczego on....????
  • samasamotna_pl 05.11.07, 11:15
    moj chlopak zginął miesiac temu... rowno miesiac... nie potrafie od tamtej pory
    radzic sobie z zyciem... wszystko jest takie trudne... wydaje mi sie ze to jakis
    zly sen ze zaraz Tomek do mnie zadzowoni, przyjdzie i wszystko bedzie jak
    dawniej... znajomi mowia, ze mnie podziwiaja.... nie wiem dalczego ale nie
    potrafie wszystkim powiedziec co czuje co mi jest... nie moge przestac o nim
    myslec... zginąl w wypadku samochodowym... co piatek budze sie w nocy, bo wtedy
    od wlasnie zginal... czasami mysle, ze moglam temu zaradzic bo chcial tego
    wieczoru przyjechac do mnie i byl by wtedy u mnie a nie gdzies jechal....
    dalczego to wszystko takie trudne...?? chce do niego!!!! i niczego wiecej... czy
    to ze jeszcze zyje ma jakis sens jak niego nie ma obok mnie? jak na razie to nie
    widze zadnego...
  • annaki 05.11.07, 11:45
    Do samasamotna_pl, napewno nie raz już słyszałaś, że "czas leczy
    rany"- i z pewnością teraz, miesiąc po wypadku w to nie wierzysz, ja
    też tak miałam....nie wierzyłam , że jeszcze kiedyś będę mogła śmiać
    się i próbować cieszyć z życia, pustego życia bo osoby, którą tak
    mocno kochałam już nie ma. Teraz dwa lata i prawie dziewięć miesięcy
    po wypadku Adama....staram się żyć, to trudne, ale postaraj się po
    prostu "ŻYĆ" i nie rozpamiętywać, a już napewno nie brać
    odpowiedzialności na siebie. Ściskam Ciebie mocno, to straszne, ale
    (niestety) wiem co czujesz, jak tylko o tym myślę łzy same płyną mi
    do oczu. Oni tam gdzieś są i patrzą na nas, musimy być silne...
  • slodkamonia 25.11.07, 20:44
    Już minęło dwa i pół miesiąca od śmierci Krzysia...Już? Dopiero?
    Sama nie wiem... Myślę sobie, że to już tyle czasu, a zarazem tak
    mało... Dni bez Niego tak się dłużą, a jednocześnie trzeba żyć
    dalej. To prawda, że to trudne. I tylko my naprawdę wiemy co to
    znaczy PO PROSTU ŻYĆ, kiedy się nie da...Funkconuję(bo chyba tak
    tylko można to nazwać) z dnia na dzień. Czasami mam nadzieję, że
    będę miała jakiś wypadek, coś się stanie złego i odejdę z tego
    świata. Później mówię sobie, że muszę wziać się w garść i dać radę.
    Ale jak? iKiedy skończy się ten koszmar? Tak bardzo tęsknię! Kiedy
    Go znów zobaczę? Kiedy mnie przytuli...pocałuje? Wierzę, że jeszcze
    kiedyś to się stanie. Ale nie tutaj. Nie teraz. Będę czekać...Muszę
    dać radę...Musimy dać radę! Musimy żyć! Nie wiem jak, ale musimy.
    Ostatnio miałam sen: śniło mi się, że dowiedziałam sie, że Krzysio
    żyje. Bardzo się ucieszyłam, ale byłam pewna, że byłam na Jego
    pogrzebie. Czekałam na telefon, tak bardzo chciałam się z nim
    spotkać. Ale jednocześnie wiedziałam, że to niemożliwe. Widziałam
    Go - miał zakrwawione nogi, ale ciągle coś mi mówiło, że nie mozemy
    sie zobaczyć. Myślę, że Krzysiek chciał mi przez ten sen powiedziec
    że ON żyje, ale nie możemy się JESZCZE spotkać. Ściskam Was!
    Jesteśmy razem...
  • wyplosz6 26.11.07, 02:24
    dzisiaj mija 8 tygodni od śmierci mojego Tomka myślałam,że z kazdym
    kolejnym dniem powinno być lepiej a jest zupełnie inaczej... już nie
    mam siły...chcę się juz zbudzic z tego koszmaru ja Go tak kocham to
    tak strasznie boli nie wierze nie rozumiem tu jest tak pusto jestem
    taka bezradna.... już wszystko rozumiem już możecie mi go oddać.....
  • myshkakrk 26.11.07, 09:33
    Niedługo będzie 7 miesięcy od śmierci Arusia... Są dni lepsze i gorsze... Tylko
    dotrwać do naszego spotkania...
  • vesper.lynd 27.11.07, 19:35
    Dziewczyny! Da sie, naprawde sie da. nie mozna spojrzec w kalendarz
    i ustalic daty kiedy to nadejdzie.. to przyjdzie powoli,
    odnajdziecie to w momentach spokoju po ktorych same bedziecie
    zaskoczone ze wlasnie przez ostatnie 5 minut skupilyscie swoja uwage
    na czyms innym, na kims innym, na sobie i tym jaka sukienke dzis
    zalozyc.
    Jestem z Katowic, jesli chcecie sie spotkac gdzies (Bielsko, Krakow,
    Slask) to dajcie znac.
    Mysle o Was... nie jetsescie same!
  • annaki 30.11.07, 11:05
    vesper.lynd napisałaś, że da się żyć, moim zdaniem bardziej
    wegetować, od śmierci mojego Miśka minęły już dwa lata i dziewięc
    miesięcy, fakt żyje...ale to już zupełnie inne życie-PUSTE. Nie jest
    już coprawda tak, że każda myśl to myśl o Adamie i o tym co by mogło
    być jakby przeżył ten cholerny wypadek, co teraz byśmy robili, jak
    byśmy żyli....Mam kogoś, ale nie potrafię POKOCHAĆ tak jak kiedyś -
    boję się straty i kolejnego cierpienia, dystansuje się do
    wszystkiego i wszystkich. Może potrzebuję wiecęj czasu na pogodzenie
    się z "TĄ" myślą, z tym co się stało....najgorsze są rocznice,
    święta....które zresztą znów NIESTETY się zbliżają...
  • slodkamonia 01.12.07, 18:08
    A ja wierzę, że vesper.lynd ma rację. Chcę w to wierzyć, bo przecież
    nie można przez całe życie tak się zadręczać. Staram się jakoś żyć,
    znów się uśmiecham. Próbuję ułożyć sobie życie...od początku. Ale
    wciąż o NIM myslę...wspominam...płaczę. Krzysio ma szczególne
    miejsce w moim sercu. Ta mała świeczuszka, którą kiedyś zapalił
    wciąż się pali. I będzie się tlić aż do śmierci. A potem? A potem
    wspólnie usiądziemy z Krzysiem i zapalimy ognisko, które będzie
    płonąć miłością. Naszą miłością. A póki co, muszę żyć z małym
    płomyczkiem, który czasami niestety parzy. I wtedy znów ten ból,
    płacz i pytanie: dlaczego? Ale może tak ma być. Warto żyć z
    nadzieją, że kiedyś będzie lepiej. A każdy dzień marnej egzystencji
    na tym świecie przybliża nas do spotakania z Nimi. Aby do przodu.
    Wierzę, że kiedyś to się skończy.
    Ja mieszkam w Warszawie, ale gdyby udało się zoorganizowć takie
    spotkanie przyjadę i na drugi koniec Polski. Pozdrawiam Was bardzo
    mocno i ściskam cieplutko.
  • fiambala 02.12.07, 12:48
    Ja też wierzę. Muszę wierzyć. I staram się sobie pomóc. Organizować
    swoje życie na nowo. Staram się przekonać siebie, że przecież nie
    zostałam tutaj sama, żeby resztę życia spędzić tylko na wspominaniu
    Grześka. Że mam coś jeszcze zrobić, że mam ŻYĆ, a nie tylko
    wegetować. I że nikt mi nie pomoże wrócić do życia, jeśli ja sama
    nie będę tego chciała.

    Grzesiek żył intensywnie, pełnią życia ale jednocześnie spokojnie i
    dobrze. Warto pójść w jego ślady. Dlatego wracam, powoli - to
    prawda, czasami stoję w miejscu, czasami się cofam, ale idę. I
    przeżyję te Święta, tak jak przeżyłam dzień wyjazdu na wspólny
    urlop, którego już nie było, i dzień jego urodzin i moich też kilka
    dni później. I potem jeszcze sylwestra też przeżyje. Wiem, że nie
    będzie łatwo, że będzie bolało, ale dam radę. Będę płakała, będę
    wspominała, będę pamiętała i kochała, ale będę żyła. Nie tylko
    funkcjonowała jak teraz.

    Jeszcze raz nauczę się robić plany na dłużej niż jeden dzień, nauczę
    się znowu myśleć, że nawet jeśli życie ma się skończyć jutro, to nie
    mogę zrezygnować z siebie, znowu nauczę się podejmować decyzje, bo
    teraz nie umiem... Ale wiem, że będą chwile, dni, kiedy będzie mi
    się wydawać, że to nie ja napisałam te słowa, bo przecież ja już nie
    mogę dalej sama... Wtedy muszę pamiętać, że przecież są też dni,
    kiedy jest lepiej i że dla nich warto przeczekać te złe. Smutek jest
    jak fala - przychodzi i odchodzi z różną siłą - czasami tylko
    zachwieje człowiekiem, czasami powala na kolana i odbiera oddech.
    Wtedy trzeba świadomie wstrzymać ten oddech i przeczekać - fala
    przecież zawsze się cofa.

  • vesper.lynd 02.12.07, 13:51
    Fiambala, podpisuje sie pod wszystkim co napisalas...

    skoro przezylam chwile ostatniego pozegnania i pocalunku na
    lodowatym czole mojego Ukochanego to wszystko przetrwam!

    Sciskam Was razem i kazdego z osobna!
  • pidika 02.12.07, 19:45
    wczoraj minęły dwa miesiące od śmierci mojego Tomka. dwa
    najstraszniejsze miesiące mojego życia. jakie to wszystko dziwne mam
    wrazenie, że jeszcze wczoraj całowałam Tomka na dowidzenia( tak jak
    wtedy,tego dnia...) ale z drugiej strony te dwa miesiace ciagna sie
    tak ze mam wrazenie, że minął rok, ale nie jestem wstanie powiedziec
    co wlasciwie działo sie przez ten czas. wszystko zlało sie w jakąs
    jedną całośc. czasem mam wrażenie że te dwa to cmentarz i łóżko i
    tak w kółko. chociaz jest coś z czego jestem dumna i wiem, że mój
    Tomuś też, nie wiem jak to zrobiłam ale 3 tygodnie po Smierci Tomka
    zdałam egzamin. obiecałam Mu że zdam i zdałam go dla Niego. teraz
    wszystko co robię, robię dla Niego bo chcę żeby był ze mnie dumny,
    żeby widział, że jestem silna i nauczę się żyć na nowo bez niego ale
    tak na prawde to zawsze z Nim i choć nienamacalnie to tak blisko jak
    nigdy.
    wczoraj były 60 urodziny Tomka taty, przez te 5 lat jak byłam z
    Tomkiem zżyłam się z Jego rodzinką i czuję, że jestem ich częścią i
    cieszę się, że nadal jestem z Nimi tak blisko i wiem, że jestem im
    teraz bardzo potrzebna.
    jak pisałam tu ostatnio byłam w tak kiepskiej formie, że zapomniałam
    nawet jakie mam konto. ale dzisiaj jest lepiej. chociaż wiem, że
    pewnie przyjdą jeszcze takie dni kiedy znowu je zapomnę.
    ciesze się, że mam tak wspaniało rodzinke, która jest przy mnie i w
    te lepsze i gorsze dni. i cieszę się, że mam Was może nawet nie
    wiecie jak mi pomagacię. dziekuję.
    wierze, że sobie poradzimy, że jesteśmy silne. trzymam kciuki i
    przesyłam moc buziaków. fajnie by było się spotkać ja jestem z
    Gdańska ale przyjadę wszędzie ale zapraszam również do mnie i
    gwarantuje nocleg:)
    jestem z Wami
  • smutnykluseczek 02.12.07, 20:36
    Witam wszystkich dawno nie pisałam zycie toczy sie swoim rytmem a ja
    jaky obok a jednoczesnie w centrum, niby czytam regularnie
    wypowiedzi ale wątek ze spotkaniem jakos mi umkną ja wogóle jestem
    za tym aby stworzyc swoje forum an tym poratlu właśnie o takim
    tytule jak w temacie co wy na to miałybyśmy swoje miejsce na swoje
    problemy jest juz jedno mama-wdowa ale to by było nie o wdowach i
    nie o mamach tylko o nas jesli myslicie że to dobry pomysł to dajcie
    znać.sciskam Was mocno i zycze siły której nie jednokrotnie brakuje
    piszcie tu poto jestesmy aby sobie nawzajem pomagać, a i PS jestem
    za spotakiem :)
  • annaki 03.12.07, 15:30
    slodkamonia napisała "Ja mieszkam w Warszawie, ale gdyby udało się
    zoorganizowć takie spotkanie".....slodomania, ja też jestem z
    Warszawy, może zorganizujemy jakieś spotkanie w większym gronie,
    byłoby miło....Dobrze jest przebywać w otoczeniu ludzi, którzy
    wiedzą co czuję....Podaje maila: annaki@gazeta.pl
  • myshkakrk 03.12.07, 15:46
    Ja jestem również za spotkaniem.. Tym bardziej że zbliża się 7 miesięcy od
    śmierci mojego Słońca a ja dlaej nie umiem z tym żyć... mój meil..
    myszka16enha@poczta.fm
  • pidika 08.12.07, 11:26
    śnił mi się mój Tomuś, że wrócił, że to wszystko to tylko taki głupi
    żart żebym uświadomiła sobie jak bardzo Go kocham. i wszystko było
    tak jak kiedyś,tylko Tomek nie miał tego przeklętego samochodu...
    byliśmy szczęśliwi i była tak... i wtedy ta okropna pobudka. boże
    jakbym chciała nigdy już nie zbudzić się z tego snu....
    w poniedziałek minie 10 tygodni... 70 dni... 1680 godzin bez mojego
    Tomka:(
    dziewczyny jeśli będziecie się spotykać proszę dajcie znać (mój meil
    pau.pra@wp.pl)
  • fiambala 09.12.07, 00:01
    Ja też jestem z Warszawy. Tyle tylko, że ja na razie nie czuję się
    na siłach uczestniczyć w takim spotkaniu. Bo żeby pomóc innym,
    trzeba najpierw pomóc sobie. Trzeba mieć do tego jakąkolwiek siłę. A
    u mnie jeszcze z tym zbyt krucho...
  • mojamalgorzata 13.12.07, 13:40
    Ja tez jestem z Warszawy - i chetnie sie spotkam z Wami. To nic ze
    wydaje nam sie ze jestesmy slabe i niegotowe - moze wlasnie to nam
    pomoze... Przeciez mamy prawo byc teraz slabe, smutne... Ale razem
    moze zobaczymy, ze ten smutek nie jest taki straszny, taki ogromny
    jak wydaje sie gdy widzimy tylko swoj wlasny... moj
    mail:switti@tlen.pl
  • annaki 21.12.07, 14:02
    Dziewczyny....
    ponieważ znów zbliżają się święta (kolejne smutne i samotne)...życzę
    Wam spokojnych, ciepłych i rodzinnych Świąt Bożego
    Narodzenia...Wiem, że w ten szczególny czas częściej myślimy
    o "naszych" mężczyznach, którzy "odeszli"...życzę Wam mniej łez a
    więcej szczęścia...Trzymajcie się...

  • vesper.lynd 25.12.07, 17:38
    Agusiu i cala reszta!

    Dziekuje ze jestescie... spedzam swieta duzo bardziej depresyjnie
    niz myslalam - balam sie ich bardzo, ciesze sie ze juz trwaja i bede
    je miala juz za soba. Wspomnienia sa takie ciezkie, mysle o tym jak
    bylismy razem rok temu w te swieta i Sylwestra.
    jest coraz gorzej a mialo byc lepiej.
    Sciskam kazda z Was razem i osobno, zycze Wam i sobie sily!!
  • slodkamonia 02.01.08, 16:51
    vesper.lynd napisałaś:
    jest coraz gorzej a mialo byc lepiej.
    > Sciskam kazda z Was razem i osobno, zycze Wam i sobie sily!!

    Kochana! Będzie lepiej! Pamiętasz? Ty pierwsza mi to napisałaś... I dzięki Tobie w to uwierzyłam. Teraz wiem, że miałaś rację. Minęło już 3,5 miesiąca. Nadal tęsknię, nadal płaczę, nadal odczuwam ból i nadal nie rozumiem... Ale potrafię już też się uśmiechać, uczę się powoli z tym żyć. Jest ciężko. Ale dziewczyny to dzięki Wam nie zwariowałam. Bo wiedziałam, ze są osoby, które czują to samo i mnie rozumieją, a najważniejsze - żyją! I jakoś sobie próbują dawać z tym radę. A to dzięki Tobie, vesper uwierzyłam, że może być lepiej. Każda z nas ma lepsze i gorsze dni. Dla mnie święta też były ciężkie, szczególnie sylwester. Ale będzie lepiej. Musi być. A przykład życia Kasi jest najlepszym na to dowodem. Dlatego nie wolno nam się poddawać!
    Wierzę, że kiedyś się spotkamy z Krzysiem[*], a On wtedy powie: "Widziałem całe Twoje życie i jestem z Ciebie dumny".
  • vesper.lynd 02.01.08, 21:13
    Kochana Slodkamonia,

    bedzie, ja wciąż wierzę, że bedzie - zastanawiam sie tylko skąd ta
    wiara... jedynym sensownym wytłumaczeniem jest to że dostaje ją od
    Łukasza.
    Ale czasami nadchodzą takie czarne momenty kiedy rozpacz chwyci i za
    nic nie chce puścić. Wczoraj na Trojce Lista Top Wszechczasow,
    audycja kotra co roku sluchalismy z Łukaszem. co chwilę puszczali
    piosenki Pink floyd - ukochanego zespołu Łukasza, ich utwory
    graliśmy dla Łukasza w kaplicy kiedy widzialam go po raz ostatni.
    Było bardzo bardzo ciężko. Pomógł kontakt z ciepłą, potrafiącą
    wysłuchać osobą, osobą ktora tak naprawde nie wie co czuję, bo nigdy
    nie przezyla takiej tragedii, ale dzięki swojej empatii bardzo
    pomaga.

    Slodkamonia, tak sie cieszę że u Ciebie lepiej - i u Ciebie i u
    reszty z Was. Piszcie co u Was - jak studia, praca, przyjaciele.
    Mnie bardzo pomaga i od samego początku bardzo pomogła praca, we
    wrześniu nawet dostałam awans i powrocilam do nauki niderlandzkiego,
    wiem że Łukasz był bardzo ze mnie dumny że się za to zabrałam :)
    Teraz staram się skupiać na pracy, na to żeby wykonywać najlepiej
    jak potrafię swoje obowiązki, a oprocz pracy tylko i wyłącznie
    muzyka i koncerty, które też często pomagają mi uporać się ze sama
    sobą.

    Zaczynam tez nieśmialo myslec o innych facetach......
    Nieczęsto.
    I nieśmiało.
    Wszystko w swoim czasie.
  • kacha214 28.12.07, 22:50
    Jejku jak ja dawno tu nie zaglądałam....Założyłam ten wątek ponieważ
    był to okres w moim życiu kiedy czułam się okropnie myślałam tylko o
    jednym...Chciałam być z Piotrkiem choć to nie było możliwe...Wiecie
    teraz mieszkam w anglii i będę miała dzidziusia...Mam innego
    chłopaka teraz to już mój narzeczony...Kocham go bardzo mocno....Już
    sporo czasu minęło od śmierci Piotrka tak myślę teraz...Strasznie
    smutno mi bez niego i tęsknie i jest w moim serduchu ma tam
    szczególne miejsce ostatnio nawet mi się snił byłam z moim
    narzeczonym nad jego grobem a on się uśmiechał do mnie takim
    serdecznym i szczerym uśmiechem wiem że jest szczęśliwy dlatego że
    ja też jestem szczęśliwa...Nie mówię że jest idealnie bo mimo że mam
    w brzuszku dzidzie i mam nową miłość to zdarza mi się płakać za
    Piotrkiem to normalne bo strasznie go kochałam i kochać będę nadal
    ale to nie przekreśla tego że dalej mogę być szczęśliwa...Wiem że
    Piotrek zawsze jest porzy mnie zawsze mi pomoże jest momentami
    ciężko ale staram się bo ja muszę dalej żyć wyszłam z tego ogromnego
    dołka i teraz wiem że naprawdę dobrze zrobiłam zrobiłam to dla
    Piotrka bo to on nauczył mnie być silną....Dziewczyny wiem co
    przechodzicie bo sama to przeszłam ale trzeba dać radę poprostu
    trzeba....życzę wam wszystkim dużo siły i nadzieji na porzyszłość bo
    macie tam u góry specjalne wtyki ktoś już zawsze będzie nad wami
    czuwał.....BUZIAKI
    kaśka
  • myshkakrk 30.12.07, 10:24
    Kaśka zazdroszczę Ci tego wszystkiego cio masz... U mnie teraz
    nastał okres gdzie nic mi się nie chce nie potrafię się do niczego
    zmotywować myślę tylko o Arku i o tym jakby to było gdyby żył ...
    Chce być z nim ale wiem że nie mogę bo on by nie chciał żebym
    zrobiła coś głupiego.. Nie wiem kiedy mi przejdzie to osłupienie i
    brak chęci.. Zbliża się sesja a ja jak tylko o tym myśle to zaraz
    przychdodzi muśl i cio z tego nie w tym roku to w następnym.. Wiem
    że Aruś chciałby bym zaliczyła ten rok i bym studiowała.. Ale mi
    brakuje sił.. Nie wiem cio robić... Nie wiem jak długo jeszcze tak
    wytrzymam... ... ... ... ...
  • vesper.lynd 01.01.08, 18:23
    Mysha........ skoro mialas sile przezyc tyle trudnych chwil to
    zaliczenie sesji bedzie tylko formalnoscia!!! mysl tylko o tym ze
    robisz to dla Niego, wierze ze dasz sobie rade. Wiem ze inne z nas,
    te ktore jeszcze studiuja dadza sobie rade-styczen to pora sesji i
    dodatkowych stresow. Zobaczycie, bedzie dobrze, i w sumie cieszmy
    sie ze mamy studia, prace, obowiazki bo tylko one nie pozwalaja nam
    zwiariowac - mnie przynajmniej praca uratowala i ratuje dalej.

    Ania
  • vesper.lynd 04.01.08, 23:28
    Dziewczyny,

    mam pytanie odnośnie rodziców Waszych ukochanych.

    Ja po odejściu Łukasza bardzo zbliżyłam się do Jego rodziców - z
    resztą zbliżylismy się bardzo do siebie w trojkę. Łukasz był
    jedynakiem, byli z rodzicami bardzo zżyci, bardziej niz stosunki
    rodzicielskie łączyła ich głeboka przyjaźń.
    Odejście Łukasza było jest i będzie juz na zawsze dla nich ciosem
    nie do wytrzymania.... coraz bardziej zdaję sobie sprawę że to
    własnie dla nich był to cios najbardziej bolesny.
    Dają sobie radę bardzo dzielnie - wrócili do swojego domu za
    granicę, do pracy, kontynuują tą samą rutynę co PRZEDTEM, ale świat
    i życie straciły barwy i sens.
    Tak bardzo chcialabym jakoś im ulżyć, pomóc. Wspominalam im o forum
    ale nie ma tu rodziców ktorych dorosłe dzieci odeszły...
    Dlatego pytam Was proszę - jak im pomagać? Jakie macie z nimi
    kontakty? co można dla nich zrobić?

    bede wdzięczna za Wasze historie.

    VL
  • fiambala 05.01.08, 00:26
    Mimo, że byliśmy razem ponad 2 lata, rodzinę Grześka poznałam
    dopiero w dniu wypadku. Tak wyszło, że to ja im powiedziałam co się
    stało. Przez tydzień szukaliśmy jego ciała - jego rodzina,
    przyjaciele i ja. Poznaliśmy się w taki sposób, który byłby
    niemożliwy w każdych innych okolicznościach. To z nimi przeżywałam
    wszystkie stany uczuć - od absurdalnej wiary, że jeszcze wszystko
    będzie dobrze, poprzez nieśmiałą nadzieję, że może jednak stanie się
    cud do totalnej rozpaczy, bo to już koniec. Obcy do niedawna ludzie
    są teraz moją rodziną. Dzięki nim jakoś to przetrwałam i dalej
    usilnie próbuję wrócić dp "normalności".

    Wszyscy mieliśmy wrażenie, że ten tydzień podczas którego tak bardzo
    się zbliżyliśmy to nie przypadek. Grzesiek był bardzo skryty i
    właśnie taki sposób znalazł, żebyśmy wszyscy mogli go jakoś bliżej
    poznać, lepiej zrozumieć. Każdy z nas znał tylko "kawałek" Grześka,
    powoli poskładaliśmy spójną całość.

    vesper.lynd - nie wiem czy i w jaki sposób można pomóc rodzicom. Ja
    próbuję pomóc Grześka mamie (jego tato zmarł rok przed Grześkiem) -
    dzwonię, odwiedzam, rozmawiam. To czasami trudne wizyty, bo ja
    dopiero uczę się radzić ze swoim własnym bólem, żalem, smutkiem...
    Ale próbuje. Tylko zupełnie nie wiem jak reagować, jak Grześka mama
    mówi, że wierzy, że on jeszcze wróci...
  • myshkakrk 21.01.08, 09:37
    Mnie o śmierci Arka poinformowała żona jego kuzyna moja najlepsza koleżanka nie
    wierzyłam jej i zadzwoniłam na jego komórkę odebral jego brat i powiedzial że to
    prawda... Na pogrzebie i przed nie bardzo utrzymywałam kontakt z jego rodziną..
    Wszyscy i owszem znali mnie i wiedzieli że jesteśmy razem z tego co wiem to
    nawet mnie lubili.. A teraz jak tylko mam chwilę to staram się jechać do jego
    rodziny.. porozmawiać ... Najgorsze były pierwsze miesiące po pogrzebie gdy jego
    mama nie mogła się pogodzić z tym wszystkim i gdy obwiniała samą siebie za jego
    wypadek... teraz jak każdy to i ona ma gorsze dni ale ona ma jeszcze swoje
    dzieci 3 synów i 2 corki tak więc nie jest samotna.. Ale mimo wszystko jak ją
    odwiedzam to się cieszy.. I powtarza mi ze nie mogę być sama że Arek by tego nie
    chciał... Tak więc wziełam sobie jej słowa do serca i poznałam kogoś.. Narazie
    jest wszystko dobshe.. Akceptuje to że w moim sercu nie jest tylko on jeden.. I
    stara się mnie zrozumieć...

    A wrcając jeszcze do jego rodziny to mam tesh bardzio dobry kontakt z jego
    siostrą i jednym z braci... W sumie to dzięki nim ja tak naprawde się
    pozbierałam jakoś...
  • smutnykluseczek 28.01.08, 22:05
    Jak sie trzymacie jak radzicie sobie z codziennoscia?
    mam andzieje ze przeczytam pare optymistycznych postów bo u mnie
    ostatnio nienajlepiej, pozdrawiam
  • annaki 29.01.08, 12:54
    smutnykluseczek napisała:

    > Jak sie trzymacie jak radzicie sobie z codziennoscia?
    > mam andzieje ze przeczytam pare optymistycznych postów bo u mnie
    > ostatnio nienajlepiej, pozdrawiam


    Chciałabym napisać, że po tych trzech latach "rozłąki" - jak ja to
    nazywam jest lepiej...ale to nie było by prawdą...ciągle czuję się
    samotna. Adam był moim życiowym filarem, bez niego to już nie to
    samo. Przyjaciele mówią, że potrzebna jest mi "nowa" miłość, tylko
    ja nie wiem czy potrafię kogoś pokochać. Żyję z dnia na dzień, z
    tygodnia na tydzień...bez nadzieii...bez celu...
  • vesper.lynd 29.01.08, 18:49
    Mnie znow dopada ciemne widmo rocznic... "A rok temu o tej
    porze...", "A dwa lata temu w styczniu..."

    Rok temu szykowalam sie na wyjazd do Łukasza do Francji, gdzie przez
    kilka ostatnich miesiecy swojego życia byl na szkoleniu. To byl
    najpiekniejszy tydzien. Pierwszego dnia jak dotarlam do Niego
    okazalo sie ze zapomnialam naladowac aparatu i baterii wystarczylo
    tylko na jedno zdjęcie jakiegos glupiego widoczku. Zdajecie sobie
    sprawe ile znaczy teraz dla mnie ta fotka????

    To byl najpiekniejszy tydzien, od 03 do 10 lutego 2007.

    Tak czy siak postaram sie dac Wam cos optymistycznego - Zyjemy, mamy
    ten dar, wykorzystajmy go, korzystajmy z niego poki mozemy!! To nie
    jest juz takie zycie jak kiedys, niektore z Was nazwa to wegetacją,
    ale nie zmarnujmy tego. Przezylysmy to najgorsze, przezyjemy
    wszystko. Kazda z nas ma dla kogo zyc, nie zapominajmy o tym!

    Mam nadzieje, że zaliczacie sesje pozytywnie, mam nadzieje, ze
    chodzicie do kina i ze przynajmniej raz dzisiaj uśmiechnelyscie sie.
    --
    "I was never loyal except to my own pleasure zone"
  • fiambala 29.01.08, 23:09
    To może ja spróbuję... Zacznę może od tego, że właśnie zbieram się
    po ogromnym dole, którym skończyło się tygodniowe zwolnienie
    lekarskie...

    W ciągu tych 4 miesięcy na żadnym etapie nie przemawiały do mnie
    argumenty nie smuć się, nie płacz - Grzesiek by tego nie chciał.
    Przemówiło do mnie za to coś, co przeczytałam na innym forum, a co
    chyba napisała vesper.lynd - scena, w której przyszedł w końcu i mój
    czas, idę w to samo miejsce co Grzesiek, w końcu się spotykamy i on
    mnie pyta co ciekawego robiłam przez ten czas na ziemi, kiedy jego
    nie było. I jego reakcja, gdyby dowiedział się, że cały czas
    spędziłam na jego opłakiwaniu i użalaniu się nad własnym losem...

    Dlatego:
    - idę do kina i zastanawiam się co opowiedziałabym Grześkowi o tym
    filmie,
    - myślę o tym, że niedługo przed wypadkiem Grzesiek mówił o
    spełnianiu drobnych marzeń i kupuję płytę, o której myślałam od
    dłuższego czasu,
    - jadę na pierwszy wyjazd na narty bez niego i przełamuję ten
    nieodłączny smutek (bo do tej pory to na narty tylko z nim), a na
    stoku własny strach i widzę jak mu opowiadam o tym jak szybko
    jechałam i że udało mi się bez zatrzmywania na sam dół,
    - szukam nowych zajęć - idę na ściankę i wspinam się na samą górę,
    mimo że strach, ale uzależnia,
    - w końcu wybieram się więcej niż jeden raz na aerobik, bo zawsze
    marudził, że powinnam coś dla siebie zrobić po całym dniu za
    biurkiem,
    - myślę (może jeszcze to nie są plany, ale myślę o przyszłości)
    wyjazd w jedno czy drugie miejsce,
    I jeszcze inne rzeczy, których kiedyś próbowałam, ale zarzuciłam,
    albo nigdy nie spróbowałam. Te które mieliśmy robić razem i te tylko
    moje. Nie zawsze jest to łątwe, ale są ludzie którzy pomagają. Więc
    będzie dobrze. Jeszcze nie wyobrażam sobie nowego związku, ale
    gdzieś tam głęboko pojawia się nieśmiała myśl, że może nie zawsze
    będę sama tutaj, że Grzesiek pomyśli i o tym.

    Będzie dobrze, choć przede mną pewnie jeszcze niejeden dołek :)
  • magonia5 17.02.08, 11:46
    wlasnie dowiedzialam sie o smierci bardzo waznego dla mnie
    czlowieka. mialam nadzieje, ze wrocimy do siebie, ze bedziemy mieli
    jeszcze jedna szanse. a teraz to wszystko zostalo przekreslone.
    wiem, ze musze zyc dalej, ale nie jest latwo pogodzic sie z tym, co
    sie stalo. z tym, ze nigdy go juz nie zobacze, nie uslysze i nie
    przytuje sie. ponoc czas leczy rany, ponoc...
  • fiambala 18.02.08, 12:37
    magonia, bardzo mi przykro... Nie potrafie Cie zapewnic, ze czas
    leczy rany, bo u mnie to tez jeszcze zbyt swieze. Jedno wiem na
    pewno, zanim bedzie dobrze to jeszcze bedzie bardzo zle. I chyba tym
    bardziej w takiej "niedokonczonej" sytuacji.

    Ale mimo wszystko mam nadzieje i chce wierzyc, ze czas pomaga.
    Tylko, ze sam czas nie da rady - trzeba mu pomagac. Dac mu szanse i
    sobie samej tez...
  • softina1 02.02.13, 11:03
    Czas nie leczy ran a pozwala przyzwyczaić się do tego, czego już nie można zmienić. Trzy miesiące temu zmarł mój narzeczony. W czerwcu miał odbyć się ślub. Doczekałam się pogrzebu. Za mną została tylko przeszłość, iż nie widzę przyszłości bez niego. Miałam nadzieję, że z czasem będzie lepiej i myliłam się, ponieważ z czasem jest coraz trudniej. Z każdą sekundą jest coraz gorzej. Nie potrafię pogodzić się z jego śmiercią, a nawet nie chce. Wszystkie plany, marzenia zostały pochowane razem z nim. Razem z nim zostało pochowane moje serce. Nie pokocham już nigdy tak jak kochałam Pawła. Nie znajdę miejsca w moim sercu na drugą osobę. Jest mi bardzo ciężko. Za mną masa spotkań z psychologiem. Wpadłam w depresję. Mam zachowanie afektywne. Nie ma dnia bym nie pomyślała o tym by znów go zobaczyć, czyli myślę o mojej śmierci...
  • oskaa1989 17.07.13, 21:58
    W sierpniu było by 10 lat.Prędzej się wszyscy spodziewali dzidziusia albo weseliska. 15 czerwca mój ukochany popełnił samobójstwo.Poprostu się powiesił.Mieliśmy ostatnio troche problemów,ale myslałam ze jakoś damy rade.On niestety się poddał i zostawił mnie ze wszystkim sama.Bardzo mocno go kochałam, badzo za nim tesknie.Tak bardzo chciałabym poczuć go, poczuć jak mnie przytula.Jestem bardzo zła na niego ze to zrobił i myslę ze jestem w stanie zrozumieć to ze ktos umiera w wypadku,albo ciezko choruje a ja po prostu nie mogę sobie wyobrazic jak musiał mocno cierpieć,żeby cos takiego zrobić.Jestem strasznie zła na niego i ciagle zadaje sobie pytanie DLACZEGO????Dlaczego mnie zostawił?
  • pidika 13.02.08, 03:21
    dziewczyny tak strasznie sobie nie radze. rodzice zapisali mnie do psychologa, chyba zatracilam sie w tym wszystkim,aktualnie jestem na odwyku. pogubilam sie tak strasznie, wczoraj minelo 19 tygodni, tyle chcialabym napisac a nie potrafie. boje sie ze ten bol mnie kiedys zabije. a moze tak wlasnie byloby lepiej. teraz jeszcze te pieprzone w3alentynki i urodziny mojego Tomka. nie mam juz sily
  • vesper.lynd 13.02.08, 09:41
    Pidika, 3maj się! Wytrzymalas już tyle - 19 tygodni to tak długo,
    wytrzymasz i to! Trzymamy kciuki, da się, zobaczysz.

    Pisz jesli Ci to pomoże, jesteśmy z Tobą!



    --
    "I was never loyal except to my own pleasure zone"
  • fiambala 13.02.08, 10:01
    Pisz, mów - to pomaga, choć na chwilę jest lżej. Ja na początku
    opowiadałam wszystko nawet właściwie obcym ludziom. Musiałam. Mimo,
    że jestem raczej osobą zamkniętą w sobie. Gdzieś i jakoś musiałam z
    siebie trochę tego bólu.
  • myshkakrk 14.02.08, 12:59
    Napewno sobie poradzisz.. Uwierz w siebie i mów o tym dusho to pomaga wiem to po
    sobie i inne dziewczyny też o tym pisały ... Nie poddawaj się bo Tomek napewno
    by tego nie chciał...

    Trzymaj się cieplutko :*
    Jesteśmy z Tobą...
  • p-pp 13.02.08, 22:09
    O śmierci Łukasza poinformowało mnie Jego mama. Mam z Nią bardzo dobry kontakt- dzwonimy do siebie, spotykamy się... W Jej towarzystwie czuję, jakby Łukasz było troszkę więcej z nami. Ponoć czas leczy rany, tylko zastanawiam się czasem czy takie też...
  • vesper.lynd 13.02.08, 23:23
    kurczę, jak to przeczytalam to co napisałaś to przez chwilę mialam
    wrazenie że to moje słowa... Ja też mam bardzo dobry kontakt z mamą
    Łukasza i też tak jak Ty odnajduję w Niej (i Jego tacie) Jego
    cząstkę. Oni twierdzą, że w drugą stronę też tak jest - że ja
    pomagam im odkryć Go na nowo, jako doroslego czlowieka, ktory mial
    już swoje życie i ktory z racji swojego wieku i niezależności nie
    dzielił się z nimi pewnymi sprawami.

    Za tydzień w czwartek jadę ich odwiedzić (mieszkają za granicą).
    Wszyscy w trojke nie możemy się doczekać, będzie płacz ale będzie
    też śmiech przez łzy. Jego rodzice to chyba jedyne osoby z którymi
    mogę sobie pozwolić na takie szerokie otwarcie ran.

    Sciskam Was mocno!
    --
    "I was never loyal except to my own pleasure zone"
  • sany666 01.07.09, 23:13
    Bylismy ze soba 10 lat, od 3 lat malzenstwem. Byl moim przyjacielem, partnerem,
    kolego i kolezanka jednoczesnie. czulam sie taka szczesliwa, gdy mnie objal cala
    chowalam sie w jgo ramionach. Czulam sie z nim tak bezpiecznie, zawsze mi
    pomagal, zawsze na niego moglam liczyc. Wyjechalismy za granice, bylo bardzo
    ciezko, ale mielismy siebie.Kochalismy sie bardzo i wspieralismy, moze dlatego
    jakos przeszlismy przez to niekonczace sie pasmo nieszczesc. W pewnym momencie
    zastanawialam sie czy jeszcze potrafie plakac, zrobilam sie silna i tarda.
    Potrzebowalismy wakacji w pieknym miejscu. Wyjechalismy na dwa tygodnie na
    Lanzarote. Pierwszy tydzien zajebisty, slonce, ocean,restauracje. Dlugie
    rozmowy, zarty. Wszystko zaczelo sie w poniedzialek drugiego tygodnia bolem
    brzucha mojego kochanego meza.Potem szpital, na drugi dzien intensywna terapia,
    nastepny szpital, tu terapia 24 godzinna. Moj kochany jak roslina podlaczony do
    wszystkich mozliwych aparatow ratujacych mu zycie. Sobota 6 czerwca - moje
    SZCZESCIE NIE ZYJE. Wrocilam do domu (Irlandii), Nie wiem skad takie
    postanowienie, nie zastanawialam sie co robic, tak po prostu jakbym wiedziala
    wczesniej, jakby mi ktos podpowiadal. Staralam sie byc silna i bylam. A teraz
    powoli wychodze z szoku, dociera do mnie co sie stalo. I jest strasznie, musze
    brac tabletki na sen a w ciagu dnia psychtropowe. Postanowilam wrocic do pracy,
    a tam wszyscy pytaja o wszystko. Nie potrafie o tym rozmawiac, cala sie trzese
    (nawet teraz, gdy to pisze).W Irlandii jestem sama. Tak bardzo tesknie za moim
    Misiem. Tak bardzo go potrzebuje. Nie wiem jak sobie z tym radzic. Nie potrafie
    wyrazic mojego bolu. Czuje ze albo cos sobie zrobie albo zwariuje. To sie stalo
    tak nagle. Czuje sie pusta, wypalona, wszystko co robie nie ma sensu. Jestem jak
    maszyna. Jestem jak zepsuta maszyna. Stracilam milosc mojego zycia. Czuje sie
    oszukana.
  • justynakm1 02.07.09, 10:25
    Moja kochana, przytulam Cie mocno! Przesłas wielka tragedie,
    rozumiem Cie, moj ukochany narzeczony Kubus nie zyje od 4 miesiecy
    (4 czerwca).
    Nie ma słow, aby pocieszyc wiec wiedz, ze mysle o Tobie mocno.
    Wejdz na formu "mam wdowa" (dla kobiet, ktore stracily mezow,
    narzeczonych, chlopakow, z dziecmi lub bez).
    usciski
    --
    "Crazy skies all wild above me now
    Winter howling at my face
    and everything I held so dear
    disappeared without a trace.
  • tissue12 07.03.08, 22:41
    Witam jestem Majka. Mój chłopak nie zyje od ponad dwóch lat. Mojego
    Radka nikt mi nie zwróci ale dostałam coś w zamian od życia... wzór
    prawdziwej matki, której w domu nigdy nie miałam. Jego mama jest
    teraz dla mnie przyjaciółką, świetną kumpelą i przede wszystkim
    drugą mamą i osobą która cieszy się z mojego awansu w pracy, krzyczy
    gdy nie chce umówic sie na randkę z jakims kolegą i kupuje owoce gdy
    mam się u niej zjawic. Mój chłopak też był jedynakiem. Rodzice byli
    w strasznym stanie. I jak powoli zaczeli wraca do normalności,
    wrócili do pracy, dostali kolejny cios w plecy. U taty Radka
    stwierdzono raka a dwa miesięce póżniej już go nie było. Jego mama
    została "sama". W ciągu roku straciła dwie najblizsze osoby a potem
    sama przez błąd lekarzy o mały włos nie zeszła z tego świata. Ale
    mocno trzymałam kciuki i w środę skończyła 50 lat. Był jakiś prezent
    i kartka...to były najszczersze życzenia, zaczynały się mniej więcej
    tak: dla mojej nieoficjalnej ale fantastycznej i ukochanej drugiej
    mamy.
  • annaki 23.01.08, 13:49
    za miesiąc miną trzy lata od wypadku Adama...sama sobie się dziwię,
    że tyle czasu przeżyłam bez NIEGO. Wciąż szukam sensu życia...
  • p-pp 13.02.08, 21:57
    Dziewczyny jak doskonale Was rozumiem. Pół roku temu zginął mój chłopak :( Zupełnie nie potrafię się odnaleźć w tym codziennym życiu. Chociaż bardzo bym chciała... Owszem studiuję, pracuję i nawet zaczynam się znowu spotykać ze znajomymi, ale mi to nie pomaga. Te próby powrotu do normalności przynoszą tylko chwilową ulgę. Na pozór trzymam się dobrze, chyba doszłam już do perfekcji w przyklejaniu sobie uśmiechu i udawaniu, że jest nie najgorzej, a w środku jestem cała w strzępach, brak celów, życie pozbawione sensu. Wiem, że Łukasz się mną opiekuje i że jest ciągle ze mną tylko w innym wymiarze, ale ta wiedza nie zawsze wystarcza. Tak strasznie mi GO brakuje...
  • marcinn123 29.01.08, 00:14
    Witaj!
    MAM NA IMIE MAGDA. JESTEM W PODOBNEJ STUACJI. MOJEGO
    KOCHANEGO CHLOPAKA ZABILI!!! BYLISMY ZE SOBA PONAD 6 LAT, NIE MOGE
    SOBIE Z TYM PORADZIC. CHCIALABYM POROZMAWIAC Z KIMS KTO MNIE
    ZROZUMIE. PODAJE SWOJ NUMER GG 3059117.PROSZĘ ODEZWIJ SIE. MAGDA
  • annaki 29.01.08, 12:47
    Magda,
    jak mozesz napisz na maila: annaki@gazeta.pl, nie mam niestety gg,
    chętnie z Tobą porozmawiam. Od wypadku mojego Adama minęły już
    prawie trzy lata, przez ten czas bywało naprawdę różnie, ciągle
    zajmuje główne miejsce w moim sercu...nic nie jest już jak dawniej.
    pozdr/ Anka
  • monique1111 11.02.08, 11:54
    mój Mąż tez nie żyje. Odebrał sobie życie ponad 2 miesiące temu. Z kazdym dniem jest mi coraz gorzej, coraz bardziej tęsknie, coraz częściej płacze. wierzę że opiekuje sie mną - dodaje mi to sił. Równiez chciałabym usłyszeć: TAK JAKOś NIEWIEM CZEMU ALE NIE CHCE SIę Z TOBą ROZSTAWAć. a jednak rozstał się, zostawił mnie samą. Codziennie modle się aby Wrócił. Kiedyś tam na górze się spotkamy - taką mam nadzieję
  • myshkakrk 12.02.08, 08:49
    Niecały tydzień temu minęło 9 miesięcy od śmierci Arusia.. Myślałam że jush
    staję na nogi bo jak jush wam kiedyś pisałam poznałam kogoś wszystko było dobshe
    ale jush nie jest.. Znów coraz częściej myślę o tym jakby to było gdyby Arek żył
    płaczę no nocach i jush sama nie wiem cio robić.. Niedługo święto zakochanych..
    dziwnie będe się czuła w ten dzień potem będą ur. Arka... 23 których nie
    dożył..:(:(:( Zobaczę się w tedy z jego rodziną... Wszystko wraca... Nigdy nie
    chciałam zapomnieć o Arku i nie chcę tego ale czy to musi tak boleć??
  • pidika 14.02.08, 20:35
    dziękuję:)
    Paulina
  • elizajadi 19.02.08, 21:27
    dziewczyny przestańcie sie tak dołować. ja wiem że jest to cieżka
    sytuacja ale naprawde dacie rade. każdy dostaje taki krzyz jaki jest
    w stanie unieśc. nigdy nie bedzie juz tak jak kiedyś ale trzeba
    próbwac. wszystko przemija z czasem i ten ból też przeminie. tak
    jest już człowiek zaprogramowany. on bedze wracał przy rocznicach
    itp. ale bedzie można z tym żyć. oni tam cierpią przez nasze łzy tu.
    Myślicie że chcieli by tego? oni też inaczej chcieli to sobie
    ułożyć, na takie sytuacje nie ma nikt wpływu. i oni też nie mieli.
    po prostu przyszedł ten dzień i ta godzina. i nie koniec, a dopiero
    początek czegoś, do czego i tak wszyscy zmierzamy. dane wam było
    zaznać szcześcia choć przez jakiś czas, to próbujcie dać je komuś
    teraz. ja spróbowałam i żyje mi lżej a to co było zostało na samym
    dnie mego serca i jest tylko moje. nikt mi juz tego nie odbierze.
  • annaki 20.02.08, 09:40
    nie dołować się...powtarzam to sobie kilka razy dziennie, czasami
    działa, czasami powoduje jeszcze większego doła. Nieubłaganie zbliża
    się data, kiedy to miną trzy lata od wypadku Adama...Boję się tego
    dnia, juz od tygodnia mam problem z zasypianiem, ciagle się
    wybudzam...wraca tamten okropny dzień...ból wraca jakby ze zdwojoną
    siła...Boję się...Czuję jakiś wewnetrzny lęk/ strach. Piątek 22.02
    godz. 12.10 - trzy lata temu...dla mnie "coś" się skończyło, dla
    Niego może właśnie zaczęło - i tej wersji się trzymam.
    ADAM KOCHAM CIĘ...I ZAWSZE BĘDĘ.
  • elizajadi 20.02.08, 14:58
    dokładnie to rozumiem. u mnie ten etap trwał troche krócej ale sama
    musisz chciec z tego wyjsc. ja sobie tłumaczyłam to w ten sposób, że
    ten ból kiedyś minie a jeśli bedzie to za 20 lat? wtedy przeknasz
    sie ze życie przeleciało ci przez palce, zmarnowałaś je po prostu a
    i tak nic to nie dało. jego nie ma i nie bedzie tu. a ty tego nie
    zmienisz. alw od ciebie zalezy co zrobisz ze swom życiem. ja wiem ze
    on tam na mnie czeka i mam anioła stróża ale musze walczyć tu o
    każdy dzień by zasłużyć na to by spotkać sie z nim tam.
  • vesper.lynd 20.02.08, 19:45
    Elizajadi! Doskonale rozumiem Twoje podejscie i zgadzam się w 100%!
    Ja na poczatku nie wiedzialam czy uda mi sie nastepnego dnia wstac
    do pionu, sensu nie mialo picie, jedzenie, patrzenie na swiat - nic.
    Z czasem (i to dosyc krotkim) okazalo się, że mogę żyć jak kiedyś a
    co więcej - zyję bardziej intensywnie (co nie znaczy ze
    niebezpiecznie), nie odmawiam sobie rzeczy, nie odkladam na później.
    Robię to wszystko dla Łukasza ale i dla siebie - jak już kiedys tu
    pisalam, chcę żeby był ze mnie dumny a jesli kiedyś przyjdzie mi
    odejść żebym mogla opowiedzieć mu o wszystkim co tu zrobilam :)

    Niestety, nie wszystkie z nas potrafią odnaleźć to w sobie. Myslę,
    że dużo zalezy od relacji jakie mieliśmy z osobą ktora odeszla, od
    naszego podejscia do życia, od srodowiska. Czesto przeciez jest tak,
    że nieprzeżywanie zewnetrzne żaloby (czarne ubrania, lamenty przez
    dlugie tygodnie i łykanie prochów) jest źle widziane przez otoczenie
    i daje (bledny czestoo) sygnal, że nic nie przeżywamy.

    Dlatego dla niektorych z nas trudno może byc tak prędko stanąć na
    nogi i mimo że bedziemy je pocieszac, wspierać ten proces będzie
    dluzszy.

    Kilka dni po pogrzebie, pocieszając mnie, znajomy powiedzial mi o
    swojej siostrze, ktora kilka lat wczesniej stracila narzeczonego, że
    przez pierwszy rok po jego odejsciu codziennie chodzila na cmentarz,
    a po 5 latach zaczęła dostrzegać innych mężczyzn naokolo niej.
    Przerazilam się trochę i pomyslalam sobie, że nie chcę zmarnowac aż
    pięciu lat! Dostrzegam innych męzczyzn, a jakże i wiem że Łukasz nie
    darowalby mi gdybym przez Niego zmarnowala jakakolwiek szansę na
    szczesliwe życie.

    Jestem z Wami, wspieram Was mocno, ja zawsze powtarzam, ze skoro
    przezylysmy moment pochówku naszych Ukochanych to przezyjemy
    wszystko. Nie zmarnujcie tej sily jaka w sobie macie:)
    --
    "I was never loyal except to my own pleasure zone"
  • myshkakrk 27.02.08, 13:32
    Jutro urodziny Arka... 23 ... A jego nie ma... Nie dożył ich... Mam nadzieje ze
    ten dzień jakoś przeżyję... Nadal o nim myśle i nigdy nie przestanę mimo że
    spotykam się skimś.. Ale to nie to samo.. Bo tylko raz kocha się tak....
  • kacha214 27.02.08, 14:28
    spotykam się skimś.. Ale to nie to samo.. Bo tylko raz kocha się
    tak....

    no tak moze to nie to samo choc niby wydaje sie ze kocha sie tez
    rownie mocno....widzisz ja bede za 3tygodnie miala dzidziusia-moja
    mala corunie....i mam teraz nowego faceta i powiem ze bardzo go
    kocham ale mimo to to nie jest to samo kazdego czlowieka dazymy inna
    miloscia i ta milosc nigdy sie nie powtorzy wobec kogos
    innego.czesto mysle o piotrku kiedys slilo misie ze szlam z damianem
    na jego grob a piotrek byl bardzo szczesliwy usmiechal sie...wiem ze
    on popiera moj zwiazek ze jest zemna...chce dac corce na imie
    michelle a dzisiaj szukajac polskiego odpowiednika tego imienia
    zobaczylam ze bedzie miala imieniny19czerwca w dniu w ktorym piotrek
    sie urodzil...juz wiem ze to dobre imie dla mojej malej...oni ciagle
    sa z nami i ciagle beda bo jak napisalas TYLKO RAZ KOCHA SIE TAk....
    dziewczyny musicie byc silne bo wierze ze kazda z was ponownie ulozy
    sobie zycie ja watpilam bylam zalamana tak jak wy a teraz znow mam
    wiare mimo ze przezylam ta tragedie ze myslalam o najgorszym ze
    starcilam kogos najwazniejszego...moja wiara znow powrocila...trzeba
    odnalesc w sobie duzo sily bo naprawde wartoznow zobaczyc to fajne
    swiatelko nadzieji....uwierzcie mi kazda z was je zobaczy tylko
    jedni potrzebuja wiecejczasu inni mniej bo kazdy z nas jest innyale
    kazda z nas tu obecnych ma swojego prywatnego aniolka i to jest
    cudowne.....
    buziaki.... kasiula
  • pidika 27.02.08, 23:55
    Tomuś miałby dzisiaj 25 urodzinki... tak szczególna dni jak np. urodziny budzą zawsze najwięcej obaw, a tak w rzeczywistosci sa dla mnie tak wyjatkowe i wbrew pozorom czasem łatwiejsze niz kazdy inny zwykły dzień. jestm wtedy zawsze z tymi ktorzy czuja to co ja a kiedy dzielimy się bólem to zawsze jest mniejszy. i dziekuję Wam dziewczyny bo świadomość, że jest ktoś kto czuje to co ja, kto potrafi sobie z tym porodzić dodaje sił. jestem z Wami i dziekuje za wszystko. dobrej nocki
  • tissue12 07.03.08, 22:48
    Jesteś wielka popłakałam się co prawda ale .. myśle tak jak ty wiec
    jest mi trochę łatwiej niż dziewczynom. Oni nie chieliby widziec
    naszych łez to pewne.
  • vesper.lynd 21.04.08, 23:05
    jutro mija rok i czuje jakby znowu sto ton ciężaru na mnie spadło.
    Rano cmentarz, potem praca a potem kolacja z naszą wspólną (moją i
    Łukasza) przyjaciolką.

    mialysmy jechać na cmentarz razem, po pracy po poludniu, ale wole
    nie jechac tam masowo, z cala pielgrzymką, nie chcę spotkać jego
    przyjaciol, rodziny. Wszystkich ich lubię i chce utrzymac kontakty,
    ale jutro nie....


    3majcie sie kochane!
    --
    "I was never loyal except to my own pleasure zone"
  • annaki 23.04.08, 14:23
    vesper.lynd trzymaj się, bądź silna. Rocznice są straszne...wszystko
    powraca. Nie można cofnąć czasu trzeba iść dalej do przodu.
    pozdr/ Anka
  • myshkakrk 06.05.08, 08:40
    Dzisiaj mija rok.......
  • annaki 06.05.08, 08:52
    trzymaj się....
  • kacha214 12.05.08, 14:11
    mój chłopak nie żyje od półtorej roku....mój chłopak....mój
    Piotrek...zawsze będzie mój...może to źle zabrzmi zawsze mam go w
    sercu i tak samo kocham ale już dałam sobie z tym radę, pogodziłam
    się z tym...mam nowe życie nowego chłopaka...i moją córeczkę byłam
    załamana jak pisałam ten post teraz jestem szczęśliwa nawet wtedy
    gdy myśle o Piotrku bo nadal go kocham i wiem że jest przy mnie i to
    on dał mi moją nową rodzinę i nową miłość....DZIĘKUJĘ CI
    PIOTRUSIU............
  • annaki 12.05.08, 14:38
    mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości na tyle uda mi
    się "odciąć"(nie zapomnieć o Adamie tylko zrozumieć i zaakceptować
    to co się stało) od przeszłości, że będę umiała kogoś pokochac i
    założyc z nim rodzinę...
  • vesper.lynd 12.05.08, 21:51
    Kacha! Gratuluję z calego serca!! Mysle, że każda z nas prezdej czy
    pozniej zapragnie dotrzeć do tego etapu (z calego serca zycze zeby
    ta chęć i otwartość na nowy związek pojawila się jak najwczesniej -
    wtedy znow odzyskać mozna sile i chęc do zycia).

    Nasi chlopcy na pewno nie chcieliby żebysmy byly cale zycie same i
    wierzę, Kacha, że Piotrek cieszy się tam na gorze razem z Tobą.

    Ja jestem gotowa na nowe uczucie tylko tak jakoś nikt na drodze nie
    staje :)

    Prosze o wiecej takich pozytywnych postow!!

    3majcie sie wszystkie kochane!!
    --
    "I was never loyal except to my own pleasure zone"
  • pidika 14.05.08, 00:55
    Vesper prosiłaś o więcej pozytywnych wiadomości. Więc napiszę co u mnie, a sporo sie zmieniło. poznałam kogoś a właściwie nie poznałam tylko odświeżyłam kontakt z moja pierwsza szkolną milością. to takie dziwne bardzo bo spotykamy sie od miesiaca, a jeszcze 2 tygodnie przed spotkaniem rozmawiałam z mamą i mówiłam, że nie wyobrażam sobie być teraz z kimś innym, że to za szybko, że jeszcze nie potrafię. i nagle pojawił się Darek i jest zupełnie inaczej. potrafię a nawet chcę. i spotkania z nim bardzo mi pomagaja, zaczynam wracać do normalnego życia. nadrabiam zaległości na uczelni, skończyłam terapie odwykową. a co najważniejsze zaczynam się uśmiechać, tak prawdziwie szczerze usmiechać:)ciagle mam te gorsze dni ale jest co raz więcej tych pozytywnych kiedy czuję, że musze iść do przodu, że tak trzeba bo inaczej się nie da. przyśnił mi się ostatnio mój Tomek, to był pierwszy pozytywny sen z Tomkiem od czasu Jego śmierci. w tym śnie wiedziałam, że Tomek juz nie żyje, ale przyszedł do nie taki uśmiechnięty i ukochał tak jak tylko On potrafi:) myślę, że chciał mi w ten sposób powiedzieć, że sie cieszy z tego,że układam sobie swoje życie na nowo i zawsze będzie mnie wspierał bo to taki mój osobisty najwspanialszy Anioł Stróż. a wspaniałe w tym wszystkim jest też to,że Darek wie o wszystkim, moge z nim rozmawiać o moich uczuciach i on to wszystko rozumie. jest cierpliwy i wyrozumiały ico najwazniejsze znosi taką małą wariatkę jaką jestem:)
    kochane mam nadzieję, że tez niebawem traficie na kogoś takiego jak ja trzymam kciuki i całuję
  • slodkamonia 15.05.08, 14:51
    Dawno już nie pisałam...Przestałam zaglądać na to forum...nie chciałam wracać
    wspomnieniami do tego, co było. Chciałam jak najszybciej zapomnieć i nie "kąpać
    się" w bólu, o którym tu wszystkie piszecie. Przestałam oglądać Jego
    zdjęcia...uciekałam od miejsc, w których byliśmy razem...a nawet przestałam
    odwiedzać Jego grób. By zapomnieć...wymazać z pamięci...i zacząć żyć od nowa. Aż
    któregoś dnia mój K. przyśnił mi się. Szukałam Go na cmentarzu...On gdzieś
    czekał...ale nie mogłam Go znaleźć...nie spotkaliśmy się...Teraz wiem, że to był
    znak od Niego. Popełniłam błąd. Przecież nigdy nie uda mi się o Nim
    zapomnieć.Przecież ja nawet tego nie chcę!

  • myshkakrk 16.05.08, 13:23
    gratuluje dziewczyny..
    Ja tesh mam kogoś nawet nie źle nam się układa...
    Ale zawsze na zawsze w moim sercu będzie Arek...
    Nigdy o nim nie zapomnę .... Nie chcę tego...

    Pozdrawiam i trzymajcie się cieplutko...:*
  • fiambala 22.05.08, 10:15
    Ja też już od jakiegoś czasu nie zaglądałąm na to forum. Powoli,
    powolutku wracam do jakiej takiej równowagi życia. Nie mówię do
    normalności, o to pojęcie względne, ale powoli odkrywam, że jeszcze
    da się żyć. Mam oczywiście załamania formy, nie raz z błahego powodu
    zalewam się łzami, ale chcę przez to wszystko przejść i chcę jeszcze
    być szczęśliwa. I wtedy będę wiedziała jak bardzo trzeba cenić te
    szczęśliwe chwile w życiu. A na to forum nie zaglądałam, bo ciężko
    było mi radzić sobie z moim bólem i jeszcze z bólem tych wszystkich,
    którzy czują tak samo. Nie zawsze umiem sobie z tym radzić.

    No i taka fajna niespodzianka. Bardzo się cieszę z tych pozytywnych
    wiadomości. I dają mi nadzieję. Bo od jakiegoś czasu zaczęłam się
    zastanawiać, czy to w ogóle jeszcze jest możliwe żeby z kimś być. I
    widzę, że da się poukładać te wszystkie pozakręcane uczucia.
    Dziękuję :)
  • karel2 26.06.08, 11:38
    Ciężko zaczynać, ale...Może to mi w jakiś sposób pomoże.
    Mieliśmy tyle wspólnych planów, 10 maja zaręczyliśmy się, a 1 czerwca mój Bartek zmarł. Wszystko wydaje mi się nierealne, mam wyrwę w pamięci, czas kiedy Bartek walczył o życie w szpitalu, ten prawie tydzień zlał mi się w jeden dzień...Pamiętam telefon, pakowałam się spokojnie, bo 28 maja miałam lecieć do pracy, Bartek jak tylko pozaliczaby wszystkie egzaminy miał do mnie przyjechać, po powrocie do kraju mieliśmy zamieszkać razem, zobaczyć czy damy radę, planowaliśmy nawet jaki kolor bedą miały ściany...Telefon a potem szpital, tylko to pamiętam. Prosiłam żeby mnie nie opuszczał, że przecież wie że ma do kogo wracać. Nie posłuchał...Szpital i pogrzeb, to tylko pamiętam. Nawet oczu nie muszę zamykać, ciągle go widzę. Żyję w dziwnym otępieniu, są dni że nie mam siły wstać z łóżka, a zrobienie sobie herbaty to prawdziwy sukces. Są dni gdy wychodzę do ludzi. Najczęściej żałuję. Chcę jednego, żeby mój Bartek był tu ze mną...Mam straszne lęki, wszystko mnie boli, ciężko to wszystko ubrać w słowa...Mówią mi że jestem dzielna, że daję sobie radę, ale co inni mogą wiedzieć? Nikomu tego nie życzę...
    Chciałam się wypisać, wybaczcie że to wszystko takie chaotyczne...
  • annaki 27.06.08, 14:57
    karel2, wiem co czujesz i chyba wszystkie osoby, które są na tym
    forum wiedzą - bo przeżyły to samo, przeżyły stratę najbliższej
    osoby. Ja szczerze mówiąc pierwszych dwóch miesięcy po wypadku Adama
    nie pamiętam, życie toczyło się bez mojego większego udziału. Nie
    liczyło się nic, praca, studia, nie chciło mi się wstawać, myć, jeść
    bo po co? Kompletnie straciłam sens życia.
    To już ponad trzy lata od wypadku Adama, ja żyję, uczę się na nowo
    kochać, inaczej patrzę na ludzi i życie. Boję się kruchości życia.
    karel2......daj sobie trochę czasu....daj sobie duuuużo czasu.
    Tylko nie zamykaj się w sobie, nie uciekaj od ludzi. Trzymam za
    Ciebie kciuki.
  • karel2 27.06.08, 23:19
    Płaczę, krzyczę, mam żal. Mam taki straszny żal że mnie opuścił, jestem wściekła na niego...Że na prostej drodze, w jasny słoneczny dzień rozwalił swój samochód, rozwalił tak że trzeba go było ciąć żeby mogli go wyjąć...Milion razy na dzień zadaje sobie pytanie na które nie ma odpowiedzi...Tak jak każdy chcę wiedzieć...może lepiej nie wiedzieć...Gubię się w tym wszystkim...Nie wiem co mnie tu trzyma, naprawdę nie wiem...Tak mnie wszystko boli...Do tej pory nie byłam na cmentarzu...Strasznie się boję, boję się że uwierzę że to prawda, że już go nigdy nie dotknę, nie bedę się śmiać z jego śmiesznych min, które robił gdy się na niego gniewałam...zły nastrój mijał raz, dwa...nie usłyszę jego głosu...już nigdy nie będę się wspinać na palce by dać mu buziaka...To 'nigdy' boli bardzo...Jestem na środkach uspokajających,nic mi się nie śni... pomagają mi...Rozmawiam z przyjaciółmi, dają mi siłę, ale oni nie są w stanie tego pojąć. I ja wiem że sama to muszę przeżyć, wszystko po kolei...Nie wiem czy jutro wstanę, czy będę miała siły. Dziś mi ich zabrakło...Przepraszam Kochanie, obiecałam Ci że będę żyła dalej, nie złamię tej obietnicy, nigdy...Ciągle mi się wydaje że ten Ktoś na górze zrobił mi psikusa, że to koszmar z którego za moment, za minutę się obudzę...To nie ja byłam silna w tym związku, to mnie trzeba było zawsze mobilizować, to mi się wielu rzeczy tak zwyczjanie nie chciało...To dzięki tobie, Kochanie, każdy dzień był wyzwaniem, tym pozytywnym, to Ty mi dawałeś siły abym się uśmiechała, żebym się nie poddawała i z uśmiechem rozpoczynała każdy dzień, nawet ten całkiem bez słońca. Miałam po co żyć. Nie wierzę w to teraz, wybaczysz mi Kochanie że zmuszam się...ale naprawdę się staram...Staram się jak mogę...Nie gniewaj się że płaczę, że przeklinam chwilę gdy się spotkaliśmy...nie żałuję że Cię spotkałam. Kocham Cię z całych sił, pamiętaj o tym. Spoglądam w niebo i rozmawiamy sobie, proszę Cię o siły i dziękuję że mi je dajesz, na każdy kolejny dzień...To wszystko tak boli, tak bardzo boli, nie wiem jak to można znieść, naprawdę nie wiem...
  • fiambala 29.06.08, 21:56
    karel - będzie lżej. Teraz jest najgorzej, ale trzeba to przetrwać.
    Wolno Ci byc złą, wolno się wściakać na Niego. Masz do tego prawo.
    Masz prawo do każdej reakcji, bo teraz musisz przetrwać. Jakoś.
    Przytulam mocno.
  • slodkamonia 08.08.08, 11:57
    karel - potrzeba Ci czasu. Dużo czasu. Wiemy co czujesz i wiemy, że nie jest
    łatwo. Jest cholernie trudno znieść pierwsze dni...tygodnie...miesiące. Ale
    będzie lżej. Uwierz w to. Płacz, krzycz - to wszystko jest potrzebne. Masz prawo
    być zła, ale wiedz, że w tym wszystkim nie jesteś sama. Masz rodzine, przyjaciół
    i nas...a my wiemy co czujesz. Trzymaj się i nie poddawaj - żyj dla Niego!
    Ściskam Cię mocno.
  • wisnia152 11.08.08, 14:47
    Wiem dobrze co czujesz. Moj chlopak zostal brutalnie pobity. Lezal
    tydzien w szpitalu ale obrażenia glowy byly tak duze ze lekarze
    dawali mu tylko 2% na przezycie. Nie wiedzialam o tym. Nie
    powiedzieli mi zebym miala jeszcze nadzieje. Jezdzilam do szpitala i
    cieszylam sie z chocby minimalnej poprawy. Caly czas do niego
    mowilam. Prosilam zeby byl silny to z tego wyjdzie. Niestety jego
    serduszko nie wytrzymalo czwartej reanimacji. Na wiesc o jego
    smierci nawet nie bylam w stanie sie rozplakac. Tak strasznie mi go
    teraz brakuje. Mam swietny kontakt z jego rodziną ale jego nikt mi
    juz nie wroci:( Ciągle zadaje pytanie dlaczego on? Nikt nie potrafi
    mi na nie odpowiedziec. W dzien jego smierci od jego brata
    dowiedzialam sie ze mial duze plany. Na swieta mial mi sie
    oswiadczyc a na jesieni planowal wesele. O tym tez nigdy mi nie
    powiedzial... Nie zdąrzył. Od jego smierci minął zaledwie tydzień.
    Próbuje jakoś pomalu poskladac sobie zburzony w jednej chwili świat.
    Jest mi ciężko. Ale wierze w to ze dam rade. Muszę to zrobić dla
    niego. On zawsze życzył mi jak najlepiej a ja wierze ze on nade mna
    czówa tam u góry.
  • myshkakrk 17.09.08, 09:41
    Wiem jak wam wszystkim jest ciężko... Moj chłopak zmarł ponad 1.5 roku temu ale
    dalej pamiętam wszystko co się wtedy działo... dzisiaj spotykam się z kimś
    innym.. Nie oznacza to że Jego już nie Kocham... Śnił mi się wczoraj po długiej
    przerwie... Dziwne uczucie śnił mi się ze żyje calował... A potem obudziłam się
    i czar prysł... Czy można Kochać dwie osoby?? Za każdym razem gdy mi się śni po
    przebudzeniu czuję ogromną tęsknotę...

    Trzymajcie się cieplutko... Z każdym dniem będzie lepiej... Róbcie to dla
    nich... Pozdrawiam was ...
  • kasik2222 17.09.08, 10:59
    pewnie można, przeciez nie rozstałaś się z nim, on umarł, więc
    dlaczego miałabyś przestać go kochać ? za co ? za to że umarł ? nie
    da się. Ja swojego męża ( nie ma go już 9 m-cy ) kochać będę zawsze.
    A nie wiem co mnie jeszcze w życiu czeka. Dlatego trudno jest ułożyć
    sobie życie z kimś takim jak my, facet całe życie będzie walczył
    z "cieniem" tamtego...
  • annaki 17.09.08, 12:01
    cześć dziewczyny,
    dawno nie pisałam, ale widzę, że jesteśmy na podobnym etapie. Mój
    narzeczony zginął ponad trzy lata temu a ja ciągle nie potrafię
    zamknąć tamtego rozdziału, ciągle mam wrażenie, że "zdradzam" naszą
    wspólną przeszłość. Obecnie mam kogoś, ale nie potrafię go pokochać
    tak samo jak Adama...boję się tego, że nikt nie będzie chciał żyć
    w "cieniu" mojej przeszłości, z drugiej jednak strony zdaję sobie
    sprawę, że nigdy nie zapomnę o Adamie i nie przestanę go kochać.
  • annaki 17.09.08, 12:15
    kasik2222 napisałaś, że "trudno jest ułożyć sobie życie z kimś takim
    jak my" - faktycznie, ten ktoś musi pogodzić się z tym, że zawsze
    będzie tym "drugim". Poza tym czas rocznic, świąt przeżywamy
    mocniej, bardziej wspominamy, częściej potrzebujemy pobyć same,
    przynajmniej ja tak mam. Potrzebny jest ktoś kto to wszystko będzie
    potrafił zrozumieć......ciężko o takiego "ktosia".
  • kasik2222 17.09.08, 12:58
    oj cięzko będzie ułożyć sobie życie na nowo... ja w dodatku mam
    22 miesięczną córeczkę, małą kopię mojego męża Darka. Miała 13
    miesięcy jak umarł.
  • annaki 17.09.08, 14:49
    łatwo nie będzie, ale trzeba być dobrej myśli, zawsze "szklanka do
    połowy pełna". Najgorsze co mogło nas spotkać już nas spotkało teraz
    będzie tylko lepiej. Ja trzymam za Ciebie kciuki. Za nas wszystkie
    trzymam kciuki.
  • wisnia152 21.09.08, 12:24
    Annaki masz racje. To co najgorsze to juz za nami. Jesli przezylysmy
    smierc, pogrzeb... to teraz jestesmy jeszcze bardziej silne. Od
    smierci mojego chlopaka mineło 1,5 miesiaca. Nigdy sie z nią nie
    pogodze, bo byla glupia i bezmyslna. Ale mimo tego dziekuje za to,
    ze w swoim zyciu doswiadczylam tak pieknego uczucia, jakim o n mnie
    obdarzyl. Jego milosc nauczyla mnie wielu rzeczy. Jego smierc
    nauczyla mnie zycia. I tak jak wy dziewczyny zdaje sobie sprawe, że
    bardzo się zmienilam, a bycie ze mna w zwiazku bedzie bardzo trudne.
    Notabene narazie w ogole o tym nie mysle, ale mam 21 lat i cale
    zycie przed soba. Wiem, ze on chcial zebym byla szczesliwa. Zawsze
    mi to powtarzal... Tesknie za nim. Placze... Pomaga mi to. Ale wiem
    tez, ze musze podniesc glowke do gory i isc do przodu. Trzymajcie
    sie dziewczyny :)
  • irrepressible 27.09.08, 17:07
    Od śmierci mojego chłopaka mineło już prawie 1,5 roku a mi nadal
    jest z tym cieżko. spędziłam z nim najpiękniejsze lata swojego życia
    i niczego nie żałuje. On jest cały czas obecny w moim życiu i zawsze
    bede o nim pamiętać. Czasem mam ochote rzucić to wszystko i być znów
    z nim ale wiem że on by tego nie chciał. Zawsze cieszył sie życiem i
    robił wszystko bym była też szcześliwa ale wszystko pękło jak bańka
    mydlana gdy w trakcie wypadu na narty mój chłopak dostał silnego
    bólu głowy...szpital, badania i mina lekarza która mówiła
    wszystko... przykro mi, ma pan naczyniaka w mózgu... ziemia sie
    podemną ugieła, nie mogłam uwierzyć ale wszystko było na dobrej
    drodze. Miała być operacja i wszystko miało sie ułożyć. Operacji
    niestety nie doczekał, po ponad roku dostał drugiego wylewu a
    tydzień poźniej był kolejny...śpiączka farmakologiczna... i gdy tak
    siedziałam przy nim w szpitalu i mówiłam do niego że jeszcze bedzie
    dobrze że przetrwamy to wszystko, jemu tylko leciały łzy a pare
    minut później widziałam jak go reanimowali...

    Czasami jest mi źle ale gdy patrze na nasze zdjęcia to wiem że on
    jest szczęśliwy i czuwa nademną i zawsze bedzie przy mnie...
    M.J.[*]12.05.2007
  • wisnia152 28.09.08, 15:11
    W skutek pobicia moj chlopak doznał złamania podstawy czaszki. Poza
    tym pojawił się bardzo duzy krwiak podnaczynkowy w mędzymózgowiu.
    Lekerze nie mogli operowac. Musielismy czekac 10 dni, az krwiak sie
    zmniejszy i beda go mogli wybudzić. Jego także cały czas utrzymywano
    w spiączce farmakologicznej. Lekarze mowili, ze nie wytrzymałby
    bólu.
    Wiem jakie to uczucie kiedy siedzi się przy łóżku, a lekarze każą Ci
    mowic mile rzeczy i ciągle się uśmiechac. Mi się to udawało, bo
    byłam tak przyćpana lekami uspokajającymi, że niewiele do mnie
    docierało. Wiem, ze wtedy tak bardzo go błagałam, zeby sie
    wysiusial, bo jego nerki przestały pracowac.
    Pamiętam, ze była niedziela. Zadzwonila jego siostra, powiedziala ze
    z nerkami juz ok, ze sie poprawia, ze sa odruchy glowy i rąk...
    Lekarze mowili, ze w jego stanie decyduje o życiu 5 dób. U niego
    mijała juz 7. Nastepnego dnia miał miec tomografie. Tak sie
    cieszylam... Wieczorem dostałam drugi telefon, że... zmarł.

  • zrozpaczona_live 06.06.09, 20:31
    Witam. jestem nowa na tym forum, musze sie komus wygadac. W paździrniku poznałam
    super chlopaka, zaczęlismy sie spotykać. Bylismy bardzo szczęsliwi. Kiedy go
    poznałam palił, a ja tego nie znosze i rzucił. Razem palił tylko pół roku. W
    maju źle sie poczuł.Pojechałam z nim do lekarza. Okazało się, że ma raka płuc.
    lekarz mówił, że ten przypadek nie jest uleczalny. Dał mu minimum pół roku
    życia. Stwierdziłam, że będzie jeszcze czas na pożegnanie, a teraz powinien życ
    pelnią życia. We wtorek trafil do szpitala... W środę rano zmarł.... W piatek
    rano byłam na pogrzbie i nieumialam uwierzyc, że to stalo się tak szybko. Ciągle
    myślę dlaczego on. Niektórzy ludzie pala całe zycie i nic im nie jest a on palił
    tak krótko.Nieiwem co mam ze sobą zrobić. Mielismy wspólne plany... Wojtek
    chciał w wakacje jechac do Egiptu, żebysmy spedzili wspólne wakacje. teraz to
    wszystko legło w gruzach. Niewiem jak sie pozbierac. Czy ktos mógłby mi doradzic
    ja sie pozbierac po tym wszystkim??
  • halas1961 06.06.09, 23:05
    Droga Live
    Bardzo mi przykro, ale niestety żadne rady nic nie pomogą. Rak jest okrutny,
    moja córeczke tez pokonał. W maju minał rok jak odeszła.
    Nie będzie łatwo, żałoba ma swoje prawa i niczego na siłę nie da się
    przyspieszyć. Jesli musisz płakać-płacz. Jeśli musisz mówić o Nim - mów. Nie
    tłum swoich emocji. Jesli nie ma kto sluchac, bo tak niestety czesto bywa, pisz
    na tym forum. Tu znajdziesz zawsze kogos, kto choc niewiele, ale odpowie. Tu
    zawsze znajdziesz chociaz niewielkie pocieszenie. Tu również można znaleźć
    przyjaciół w cierpieniu i w wychodzeniu z niego. Jeśli jesteś osoba wierzącą nie
    odwracaj się od Boga, pozwól mu sobie pomóc. Polecam równiez wszelkiego rodzaju
    literaturę, która pokazuje nam że, tak naprawdę zycie sę nie kończy, ze
    przechodzimy z jednego etapu do drugigo. Wchodzimy z ciemnego, małego pokoiku
    do salonu pełnego światła, blasku i niezwykego piekna, dobroci, miłości. Nasi
    bliscy żyja nadal. Jesli to do Ciebie dotrze i naprawde w to uwierzysz, łatwiej
    Ci będzie oswoic ból i tęsknotę.
    Znajdziesz tu tytuły książek polecanych lub linki. Myslę ze może narazie jeszcze
    nie będziesz miała na to siły, ale jak przyjdzie czas czytaj, to równiez
    przynosi ulgę, choc na troszkę. MOże też zacznij pisac to co odczuwasz. Oprócz
    wypowiedzi tutaj, pisz w zeszyt . To jest tez terapia. Równiez korzystamy z
    pomocy lekarzy, psychologów, psychiatrów. Nie trzeba się tego bac. Po to sa
    lekarze aby nam pomagać. Może równiez dobry kapłan. Nie uciekac całkowiciew
    samotność ze swoim cierpieniem. Wsród ludzi łatwiej, chocby na forum...
    HAlina-mama Agatki
  • zrozpaczona_live 07.06.09, 19:23
    Wiecie... nahgorsze jest w tym wszystkim to, że we wtorek rano sie z
    nim pokłóciłam, wieczorem on trafił do szpitala. Niestety nie
    zdążyła dojechać. Następnego dnia rano dowiedzialam sie, że nie
    żyje. Żałuje tego co mu wtedy powiedziałam. Nie zdążyłam go
    przeprosić i mam straszne poczucie winy.Niewiem jak sobie z nim
    poradzić. Gdybym dostała druga szanse napewno bym mu tak nie
    nagadała... Marze o tym, aby jeszcze raz go przytulić, zobaczyć...
  • kamyk633 08.07.09, 12:24
    Jestem kolejną, którą to spotkało..
    Przepraszam, że może znowu zaczynam, znowu zaczynam, gdy już wszystko lekko
    ucichło. Nie chcę otwierać waszych ran na nowo, chce jedynie wyrzucić wszystko
    to, co boli, wyrzucić to w gronie osób, które najlepiej mnie zrozumieją.
    Mi świat zatrzymał się 17.04 w nocy. Od tej pory jeszcze nie ruszył.
    Poznaliśmy się przypadkiem, nikt nas sobie nie przedstawił. Nikt nie wskazał na
    nas palcem, nikt nam szczęścia nie sprowadził. Każda miłość jest przypadkiem,
    który łączy dwoje ludzi. Los uparcie dłonie splata, u nas długo się nie trudził.
    Zaczęło się normalnie, jak zaczynać powinno, mimo że czasem było ciężko. Niebo
    tonęło w błękicie, a my rozkoszowaliśmy się wspólnym życiem. Pamiętam dobrze
    każdy jego gest. Każde spojrzenie i wszystkie słowa.. Przy nim już nie
    pamiętałam smaku łez.
    Ale życie jednego z nas zatrzymało się, a drugiego zaczęło od nowa. W moim życiu
    wydarzyło się coś, co może nigdy nie miało się w nim pojawić. Może nigdy tak na
    prawdę nie miałam nikogo kochać. Przeznaczenie to nie wszystko. Czasami potrzeba
    czegoś więcej.. on był tym "więcej" ! Dlaczego przed kimś, kto jest szczęśliwy
    ucieka wszystko?! Może na zewnątrz zdrowa, ale w sercu mam głębokie rany i wiele
    wspomnień zapisanych.. do końca życia.
    "Będzie dobrze" - te słowa słyszę od przyjaciół gdy się im wypłakuję... może
    będzie, ale nie jest! Dobra mina do złej gry? Stwierdziłam, że chyba wolę się
    sztucznie uśmiechać, niż siedzieć w kącie i płakać. Już za dużo łez, a ten
    beznadziejny świat nie jest wart żadnej z nich! Tylko jak tu nie płakać?!
    Postanowiłam, że kiedy tylko dostane w rękę swoje prawo jazdy, wsiądę sama w
    samochód i pojade do niego. Pojadę, by najzwyczajniej w świecie pochwalić się. I
    choć może nie usłyszę, tak jak bym zawsze usłyszała - "Zdolniacha moja, jestem z
    Ciebie dumny..", to w głębi serca odczuję jego radość. Czemu? Bo on zawsze,
    stokroć bardziej niż ja, cieszył się z każdego, choćby najmniejszego mojego sukcesu.
    Potem przychodzi taka gorsza chwila, wtedy mam tylko jeden zamiar. Gdy tylko
    zrobię prawko, wsiąść sama w samochód, pojechać tam, na to nieszczęsne miejsce..
    i poczekać na jakiegoś tira. Poczekać i zginąć. Tak jak on, i tam gdzie on. Bo
    nie mogliśmy zginąć razem, to zginiemy osobno, ale jakby razem.
    Świat bez przerwy obraca się wokół własnej osi i wraca do punktu wyjścia. To
    jest okropne.
    Nie radzę już sobie sama z sobą. Nie potrafię bez niego żyć. Kiedyś dzień w
    dzień razem, teraz nagle sama. Nie mam siły unieść ciężaru życia codziennego,
    nie mówiąc już o czymś więcej...
    I ciągle pytanie : "Jak żyć?!"
    Nie znam odpowiedzi.
  • xxxkarolinkax 08.07.09, 18:12
    dziś jest 8. miją 2 miesiące od kiedy umarło moje serce. mój najukochańszy
    chłopak, narzeczony, przyszły mąż.

    dzień za dniem mija..wszystko takie same.nic się nie zmienia.
    trzeba trwać.

    łzy są codziennie. choć czasem ta 'dzienna porcja' jest jakby mniejsza..
    Kiedyś nie wyobrażałam sobie dnia bez Niego.. a upłynęło już tyle dni, godzin,
    minut.. a ja? cóż..egzystuje. tylko myśle o Nim coraz wiecej..łatwiej byłoby
    chyba policzyć te minuty w ciągu doby, w których moje myśli zajmuje wszystko
    inne poza Nim.

    pusto.jest tak strasznie pusto. (to słowo chyba najlepiej oddaje stan mnie samej)
    i codziennie nie godze się z tą ciszą.

    i nigdy, przenigdy nie zaakceptuje, że nie wyrwałam Go z rąk śmierci. że nie
    wygrałam tej walki o Niego. że RAK nas pokonał...
  • 81krynia 27.07.09, 11:48
    Nie sądziłam że jest Nas aż tyle.Mojego Szczęścia nie ma już na tym
    świecie ponad 4-mce.Już dużo mniej płaczę,ale jak się natknęłam dziś
    na to forum to nie mogłam się powstrzymać od łez.Teraz czas urlopów
    i mam już dosyć kiedy znajomi pytają kiedy urlop,gdzie się
    wybieram.Męczą mnie takie pytania.Bez Niego te wakacje już nie będą
    tak wspaniałe jak te zeszłoroczne,nawet nie wiem czy gdzieś
    wyjadę,choć chciałabym, żeby oderwać się od tej codzienności.Przez
    myśl mi nie przeszło,że Nasze wspólne życie tak szybko się
    skończy,tyle planów i marzeń...,trudno o tym myśleć.W niedzielę
    wyobrażaliśmy sobie jak będzie wyglądał Nasz ślub,a w poniedziałek
    tuż przed 6 rano telefon siostry:"stała się straszna tragedia..."Nie
    mogłam w to uwierzyć.Świat runął w jednej sekundzie.Uczę się żyć bez
    Niego choć w sercu zawsze z Nim.
  • tilia7 27.07.09, 19:11
    U mnie za trzy dni będą 4 miesiące a ja wciąż nie mogę w ogóle uwierzyć w to, co
    się stało:(
  • 81krynia 28.07.09, 07:51
    Mi też ciężko to zrozumieć,każdego dnia szukam odpowiedzi,dlaczego?
    Tak szybko, tak nagle...,ale bardzo się staram dla Niego,nie chcę
    się poddać.On bardzo kochał życie,ja też Je kocham i mimo strasznego
    bólu w sercu i ogromnej tęsknoty walczę o Nie każdego dnia,żeby nie
    przegrać.

    Dużo siły dziewczyny,nie wolno Nam zaprzepaścić Naszej szansy tu na
    ziemi.Nasi mężczyźni napewno by tego nie chcieli.Uśmiechajcie się
    tak często jak tylko możecie.Tak jakby Nasi Ukochani Panowie byli tu
    z Nami,niewidoczni choć tak bardzo bliscy.
  • wisnia152 29.07.09, 19:41
    Witam Dziewczyny.
    Zajrzalam na to forum po kilkunastu miesiacach milczenia. Rok temu
    sama dzieliłam się tutaj swoim bólem po stracie chlopaka. Do
    ponownego odwiedzenia sklonila mnie rocznica jego smierci, ktora
    bedzie za kilka dni. Nie bede pisala o tym co przezylam. Jesli
    jestescie ciekawe znajdziecie moje posty powyzej. Kochane wiem jak
    jest Wam ciezko, jak bardzo tesknicie i niewazne jak dalej ulozy sie
    wasze zycie to zawsze wasz ukochany bedzie gdzies w myslach i
    serduszku. Ja sama jeszcze czasem mam takie dni ze patrze na nasze
    wspolne zdjecia i placze w poduche. Czas nie leczy ran. On tylko je
    zabliznia i kazde wspomnienie o tym co sie stalo sprawia ze rana
    otwiera sie od nowa. Tak juz jest i tego nie zmieni zadna z nas.
    Chyba zawsze jak po stracie kazdego bliskiego nam czlowieka czuc
    bedziemy mniejszy lub większy zal, iz zycie moglo ulozyc sie
    inaczej. Zawsze zostana pytania bez odpowiedzi i to, ze nie do konca
    pogodzimy sie z losem. I choc pewnie myslicie, ze juz nigdy nie
    spotkacie takiej milosci to mozecie sie mylic. Nie wolno sie tylko
    zamykac. Trzeba wychodzic do ludzi i nie zaniedbywac przyjaciol. To
    wlasnie dzieki nim sie trzymacie. Zadna chyba nie zaprzeczy. Ja od
    roku jestem sama. Nie dlatego, ze tak sobie zalozylam po smierci
    chlopaka ale chyba poprostu dlatego, ze od tamtej pory nie spotkalam
    na tyle fajnego faceta, z ktorym moglabym sie zwiazac. Jakis czas
    temu czytalam takie "pozytywne" posty a teraz sama chce dac nadzieje
    tym, ktore swoja strate przezyly niedawno i jeszcze nie poukladaly
    sobie swiata "bez niego". Dziewczynki glowa do góry. Najgorsze juz
    za nami. Przezylysmy smierc, pogrzeb... Nie mozna sie ciagle
    zadreczac i trzeba isc do przodu. I choc to ciezkie zadanie ale
    trzeba marzyc i kochac. Kochac tym mocniej, wiedzac jak kruche jest
    nasze zycie...
    Pozdrawiam serdecznie wszystkie forumowiczki
  • tilia7 29.07.09, 22:26
    wisnia152 kiedy jest się świeżo po takiej tragedii, trudno uwierzyć w to co
    piszesz.Nie myślę nawet o układaniu sobie życia z kimś innym,chciałabym na razie
    po prostu oswoić ból na tyle, żeby mnie nie zabijał i przestał mi grozić
    szaleństwem.Ale dzięki za dobre słowo i promyk nadziei:)
  • zrozpaczona_live 15.08.09, 15:47
    Zgadzam się z tilia... Jak juz pisałam straciłam chlopaka w
    czerwcu... Kilka dni temu minęły dwa miesiące jak nie żyje.
    Strasznie to przeżyłam. Nie umiem myśleć o ułożeniu sobie życia z
    innym facetem. Nie umiem sobie tego wyobrazić. Nie potrafie sobie
    wybaczyć tego, że dzień wcześniej się z nim pokłóciłam,on
    przepraszał a ja mu nie wybaczyłam. Chciałabym mieć jeszcze jedną
    szanse,aby go przeprosić i sie z nim pożegnać...
  • tilia7 15.08.09, 20:28
    zrozpaczona_live, to bardzo trudne, kiedy człowiek się nie zdążył pożegnać a
    jeszcze na dodatek pokłócił się i nie zdążył wybaczyć.U mnie było inaczej, on
    wiedział, co chce zrobić, więc się pożegnał a ja nie wiedziałam, że właśnie się
    żegnamy.Jakimś cudem powiedziałam wszystko, co trzeba,wszystko, co i tak
    chciałabym Mu powiedzieć.
    A Ty po prostu idź na cmentarz i mu to powiedz, głośno, normalnie, jakbyś mówiła
    do drugiej osoby.Powiedz wszystko, co potrzebujesz powiedzieć, wyjaśnij czemu
    nie umiałaś wybaczyć.Będzie Ci lżej zobaczysz.Oni są w naszych sercach i
    wszystko słyszą.Przytulam ciepło
  • inkara 17.08.09, 09:58
    Witam Was wszystkie. Dziś mija 5 tyg. i 3 dni odkąd moja największa
    miłość, największe wsparcie.. wyjechał na motorze i już do mnie nie
    wrócił. Mój chłopak był najwspanialszym człowiekiem jakiego poznałam
    w swoim 33-letnim życiu! Nie można opisć bólu! Zapowiadał się
    wspaniały weekend, odwiedziny rodziny, wspólne spędzenie czasu...
    Czekaliśmy na niego aż wróci... pojechał tylko na chwilę.. A chwila
    przrodziła się w wieczność! Cały czas na niego czekam. Robiąc
    herbatę, głośno pytam czy też się czegoś napije?! Tak bardzo mi go
    brakuje... To były najwspanialsze lata. Bóg dał mi to abym mogła byc
    choć krótką chwilę szczęśliwa! Kochać nigdy nie przestanę. Najgorsze
    są weekendy. Zawsze spędzaliśmy je wspólnie. Zawsze były inne i
    zawsze przepiękne. Jak żyć? Staraliśmy się tak bardzo o dziecko.
    Wspólnie przeżyliśmy utratę maleństwa. Potem miesiące prób z
    nadzieją, ze kolejny miesiąc przyniesie cud życia! Niestety!..
    Tak bardzo Was wszystkie rozumiem, tak bardzo łączę się z Wami w
    bólu.. Moje życie skończyło się z Jacka odejściem....
  • 81krynia 18.08.09, 11:10
    Inkara,nie mogę pozostawić Twojej wypowiedzi bez komentarza.Napewno
    każda z nas myślała,że życie kończy się wraz z odejściem ukochanej
    osoby,ale zapewniam Cię,że tak nie jest i nie daj sobie tego
    wmówić.Moja tragedia stała się 5m-cy wcześniej i wydawało mi się,że
    życie straciło sens.Mam 28 lat.Na Mariusza czekałam całe swoje
    życie,był moim prywatnym wymarzonym księciem z bajki.Byłam taka
    szczęśliwa kiedy się poznaliśmy i kiedy uświadomiła sobie,że On jest
    dla mnie wszystkim.Dzień przed tragedią rozmawialiśmy o tym jak
    wyobrażamy sobie Nasz ślub i nagle koniec wszystko
    prysło...Poniedziałek wczesnym rankiem telefon:"stała się straszna
    tragedia.."Mój Mariusz był cukrzykiem,byłam przygotowana na każdą
    komplikację wiążącą się z tą chorobą w przyszłości,ale nie na to,że
    tak nagle z dnia na dzień odejdzie na zawsze,bo cukrzyca nie jest
    chorobą śmiertelną jest tylko niewyleczalna, można z nią przeżyć
    lata,można założyć rodzinę,mieć dzieci i normalnie funkcjonować.To
    jest wogóle niewyobrażalne i nie możliwe do opisania w kilku
    zdaniach co człowiek wtedy przeżywa.Odjechał jak każdej
    niedzieli,bez żadnych dodatkowych dolegliwości.Wrócił cały i zdrowy
    do domu,zrobił nawet listę zakupów,których miał mu dokonać szwagier
    w poniedziałek,położył się spać jak zawsze późnym wieczorem i już
    nie wstał.Tak naprawdę to nie wiemy na co zmarł.Dla Mnie też
    najgorsze były weekendy,bo też spędzaliśmy je zawsze razem.Nie
    wiedziałam jak żyć,kiedy wszyscy wokół są szczęśliwi a ja
    Kocham,Tęsknię i Płaczę, i już nie umiem bez Niego żyć.Takiej
    tragedii nie zrozumie nikt kto "własną ręką" jej nie dotknie.Kiedy
    natknęłam się na to forum,nie mogła się oderwać i ze łzami w oczach
    przyczytałam wszystkie posty.Każdego dnia uczę się żyć bez
    Niego,choć już na zawsze z Nim w sercu.Czas napewno nie leczy ran
    zupełnie,ale właśnie z czasem rany delikatnie się goją.On zawsze
    będzie w mojej pamięci i w moim sercu,bardzo mnie kochał i zawsze
    chciał dla mnie jak najlepiej.Choć nigdy o tym nie rozmawialiśmy,bo
    nie mieliśmy pojęcia,że Nasze wspólne życie tak szybko się skończy
    to wiem,że nie chciałby żebym była nieszczęśliwa.Nie wiem czy
    spotkam jeszcze tak wyjątkowego człowieka,ale bardzo bym chciała
    ułożyć sobie życie bo życie w samotności jest straszne.Nie szukam
    nikogo,po prostu może kiedyś ktoś się zjawi i będzie chiał mnie
    pokochać tak jak mój Mariusz,taką jaką jestem,bo napewno jestem już
    inną kobietą.Widząc jak nikt inny jak króche i krótkie jest to nasze
    życie nie możemy pozwolić aby je zmarnować.Musimy pokazać Naszym
    najkochańszym mężczyzną,że dajemy sobie radę,bo kiedyś wszyscy
    spotkamy się po tamtej stronie i co Im wtedy powiemy,że
    przegrałyśmy,że się poddałyśmy bez walki.Inkara wiem,że napewno
    jeszcze nie dziś i pewnie jeszcze nie za miesiąc i nie dwa ,ale
    uwierz,że przyjdzie taki czas kiedy wszystko nabierze jakiegoś
    sensu,bo w życiu wszystko ma jakiś sens.Pamiętaj,że masz wokół
    siebie wiele fantastycznych osób,przyjaciół,rodzinę i tego
    najważniejszego Dobrego Anioła Oni naprawdę pomagają...

    Pozdrawiam i ściskam mocno
  • inkara 18.08.09, 15:18
    Do 81krynia:
    Twoją odpowiedź przeczytałam prawię na bezdechu... a łzy same
    zaczęły spływać po policzkach. Jak bardzo potrafię Cię zrozumieć,
    jak bardzo poczułam w głebi serca co odczuwasz! Zadaję sobie cały
    czas pytanie dlaczego tak kochani, wspaniali,czuli i wartościowi
    ludzie tak szybko muszą odejść?? Czy ich dobroć w stosunku do innych
    była aż tak wielka, że Pan nasz potrzebował ich dla innych u siebie??
    Wierzę i ufam, że są szczęśliwi! I to chyba ta myśl dodaje mi sił
    wstwać kolejnego ranka. Do tej pory nie mogę znieść słów
    wsparcia "czas leczy rany".. Jak? Jak? Na dzień dzisieszy to jakiś
    absurd! Przecież nie da się przestać kochać, zapomnieć, tęsknić...
    Może jedynie lekko uśmierzyć ból! ale nie wygoić rany!
    Krynia, wiem jak bardzo kochałaś i jak bardzo byłaś kochana.
    Potrafię to tak doskonale zrozumieć. W życiu nie ma nic
    wspanialszego jak żyć dla drugiego kochającego męźczyzny, "karmić"
    się miłościa i nią "nkarmiać" drugiego.
    Jakże dużo pomagają mi przyjaciele, rodzina, najbliżsi. Za to jestem
    im tak bardzo wdzięczna. Próbuje wychodzić z domu. Z naszych kątów,
    które razem z Jackiem urządzaliśmy, ciesząc sie ogromnie z każdego
    nowego detalu w mieszkaniu. Teraz jestem w nim sama, a gdzie nie
    spojrzę widzę włożoną pracę Jacka i jego serce..
    -Boję się, że zacznie mnie odwiedzać samotność-!!! Tak bardzo! Wiem,
    że muszę żyć, musze znaleźć jakis sposób, jakąś nową drogę. Dziś to
    tylko poranne wstawanie, aby dojechać do pracy, potem do domu, i i i
    nic więcej.. Weekendy!? to są od tamtej pory najgorsze dni tyg.
    Zawsze wyobrażam sobie co byśmy robili, jak byłoby super! Wtedy
    płaczę i jeszcze bardziej zaczynam tęsknić i kochać!!
    Postanowiłam na ten weekend odwiedzić rodzinę Jacka. To prawie
    600km, ale czuję i tak bardzo chcę się z nimi zobaczyć. To wspaniali
    ludzie, którzy obdarowali mnie jeszcze większą miłościa po stracie
    Jacka. Tyle dobrgo nauczyłam się od Jacka, chociażby tego, żeby
    wyzbyć się lenistwa! Dlatego wsiadam w pociąg po pracy i jadę do
    niego do jego rodziny przez cała noc!!! Nie mam odwagi samej
    prowadzić tak daleko samochód, wiem też, Jacek miałby obawy..:) tak
    więc już za parę dni będę jeszcze bliżej niego i jego rodziną.. Będą
    to ludzie w któych dostrzegam miłość swojego zycia....
    81Krynia, dziękuję za słowa wsparcia, słowa ciepłe i pełne
    zrozumienia! Do usłyszenia. Tobię z całego serca wszystkiego
    najlepszego. Jesteśmy razem z naszymi Aniołami...
  • 81krynia 19.08.09, 10:09
    Znalazłam dziś bardzo ciekawy fragment i musiałam go dodać,tak
    bardzo bliski Naszym uczuciom

    ".....Śmierć jest niczym. To tak, jakbym się wymknął do sąsiedniego
    > pokoju. Jestem wciąż sobą i Ty jesteś sobą. Czymkolwiek dla siebie
    > byliśmy, tym jesteśmy nadal. Nazywaj mnie moim dawnym imieniem,
    mów do
    > mnie tak, jak zawsze. Nie zmieniaj tonu, nie przybieraj na siłę
    poważnej
    > i smutnej miny. Śmiej się; tak jak zawsze śmialiśmy się z żartów,
    które
    > bawiły nas oboje.Uśmiechaj się, myśl o mnie. Niech moje imię
    zawsze
    > będzie wymawiane zwyczajnie, bez śladu cienia. Życie znaczy to
    samo, co
    > zawsze znaczyło. I jest takie samo, jak było dotąd, istnieje
    > nieprzerwana ciągłość. Dlaczego miałbym zniknąć z twojego serca,
    skoro
    > zniknąłem tylko z oczu? Czekam na ciebie, aż przyjdzie twój czas.
    Jestem
    > gdzieś blisko, pamiętaj. W sąsiednim pokoju, lub tuż za rogiem.
    Wszystko
    > jest w porządku" .
    > H. Scott Holland
  • 81krynia 20.08.09, 12:07
    Do Inkara:
    Ja też nie jestem w stanie zrozumieć czemu ludzie z tak dobrym
    serduszkiem tak wcześnie muszą Nas zostawić.Kiedy słyszy się i widzi
    ile jest osób krzywdzących niewinnych ludzi, to aż serce ściska,że
    Nasze serduszka musiały już odejść.Widocznie Bóg potrzebował Ich
    pomocy dużo bardziej niż My tu na ziemi.Kiedyś ksiądz powiedział
    mi,że Pan Bóg dał nam dar przeżycia pięknej miłość, i że On przeżył
    tu na Ziemi najpiękniejsze chwile w tych ostatnich dniach.Ta myśl
    dodaje mi otuchy i odrobinę ukaia ból, i ta,że po tamtej stronie
    jest szczęśliwy, i że kiedyś się spotkamy,bo takie były Jego słowa
    pożegnania.Jak nigdy odjeżdżając powiedział na pożegnanie:"do
    zobaczenia".Wierzę,że się spotkamy. Wogóle wiara bardzo mi pomaga i
    daje ogromną siłę,nie mam pretensji do Boga,wiem,że taka była Jego
    wola i z Jego wsparciem próbuję pokonać każdy kolejny dzień.Choć nie
    powiem,że nie pytam dlaczego?,dlaczego On,skoro byłiśmy tacy
    szczęśliwi i wreszcie wszystko zaczęło się układać.Sama próbuję
    znaleźć odpowiedź na te pytania.Ksiądz powiedział mi również,że
    przyjdzie taki czas,że zrozumiem sens tej śmierci i na to czekam.
    Ja też nie mogłam zrozumieć słów wsparcia "czas leczy
    rany","potrzeba czasu,żeby było lżej" i zarówno ja jak, i jego
    rodzina dobrze wiemy,że czas nie leczy ran,ale napewno
    pozwala "oswoić się" z Naszą tragedią, przyzwyczaić się i jakoś na
    nowo odnaleść w życiu

    U Ciebie minęły dopiero 2 tyg.,ja też na tym etapie myślałam,że nie
    da się już normalnie żyć,każdy kolejny dzień wcale nie był
    lepszy.Wydawało mi się,że im więcej czasu upływa tym jest coraz
    gorzej,coraz bardziej Go brakowało. Nie wiem od czego to zależy,ale
    dziś po ponad 5m-cach czuję się lepiej,choć czasem zastanawiam się
    czy nie jest to jakaś reakcja obronna.Częściej wychodzę do ludzi i
    chcę z nimi przebywać.
    Weekendy zawsze przepłakiwałam,ale dziś jest już
    lepiej.Zrealizowałam kilka planów,które mieliśmy razem zrealizować,a
    mianowicie byłam w Licheniu i pojechałam na Majówkę z moim i jego
    rodzeństwem, którą planowaliśmy Jego ostatniego dnia
    życia.Przetrwałam jakoś wesele w rodzinie(baz zabawy,ale byłam
    obecna),na które mieliśmy iść w sierpniu i o którym również
    rozmawialiśmy ostatniego dnia.Zostało jeszcze parę takich
    planów.Mam nadzieję,że uda mi się je zrealizować.Chcę pokazać Mu to
    co mieliśmy zrobić razem.
    Strasznie się rozpisałam,bo pisać można byłoby bez końca.
    Bardzo się cieszę z Twojej decyzji o wyjeździe do Jego rodziny,wiem
    że na pewno te odwiedziny nie będą łatwe,popłynie sporo łez, ale
    napweno będzie lżej.Oni są częścią Jacka i to jest najważniejsze.Ja
    u rodzinki Mariusza jestem raz w tygodniu,na szczęście dzieli Nas
    tylko 35km,Oni tęsknią za mną a ja za Nimi.Każdy z Nas może się
    dowiedzieć czegoś nowego o Naszym Aniołku.
    Życzę Ci żebyś przywiozła dużo ciepłych chwil z wyjazdu.
    Pozdrawiam i ściskam bardzo mocno choć wcale nie chcę udusić,dużo
    uśmiechu mimo wszystko,chociażby dla NIEGO.Warto się starać
  • inkara 25.08.09, 10:37
    Do 81Krynia:
    wróciłam!! Wyjazd miły, ciepły, pełen wspomnień, rodzinny i jak
    zawsze ze szczerym sercem.. Byłam tam z njabliższymi Jacka, byłam w
    miejscach w których podaczas naszego ostatniego wspólnego pobytu z
    Jackiem spędzaliśmy.. Jakie dziwne uczucie mi towarzyszyło, czułam
    się otoczona najbliższymi a zarazem tak bardzo samotna, taka
    niczyja.. Brakowało mi uścisku, pocałunku, ciepłego spojrzenia,
    wtulenia się w jego ramiona..
    Jakie to wszytko jest ciężkie, jakie dla naszego umysłu
    niezrozumiałe.
    A potem powrót do domu, do pustego naszego domu, w którym nikt na
    Ciebie nie czeka, w którym nie ma już życia.. w którym już nie ma
    mojego najkochańszego Jacka. Boże, na jaką nas próbę wystawiłeś,
    jakie doświadczenia nam stawiasz.. Mi również Ksiądz powiedział,
    żeby móc znaleźć, zrozumieć śmierć Jacka, mam się o to modlić!!
    Wiara jest dla mnie ratunkiem, jest nadzieją. Wierzę bardzo, że
    nasze życie się nie kończy, że to tylko wstęp...!! Droga Krynia, Pan
    Bóg dał możliwość zasmakowania pięknej, dojrzałej, cudownej
    najpękniejszej na świecie miłości!! To dar jaki otrzymałyśmy i za
    ten dar Panu Bogu każdego dnia dziękuję! Kazdy dzień rysuje w mojej
    głowie wspomnienia, przywołuje wspólne nasze i tylko nasze chwile!
    Wspomnienia będą zawsze ŻYWE!!! U mnie w piątek o godz 11.30 minie
    już 7 tyg.jak zostałam sama. U Ciebie mija kolejny miesiąc. Nie wiem
    jak będzie ze mną po takim dłuższym czasie? Jak zmieni się moje
    życie? Jaks głeboka będzie rana? Twój post dodaje mi jednak
    nadzieji, że przetrwam.
    Co do wspólnych planów to też będę starała się je spełnić! Musze to
    zrobić dla Jacka ,dla mnie, dla nas!
    Jakże wspaniale, że masz najbliższych Mariusza tylko 35km oddalonych
    od Ciebie! Ciesz się z tej odległości i odwiedzaj ich! To dzięki tym
    ludziom miałyśmy wspaniałych męźczyzn! To oni ich tak wspaniale
    wychowali, nauczyli kochać drugiego, nauczyli żyć dla drugiego!
    Wierzę, że taj jak za życia Jacek pomagał innym zupełnie
    bezintersownie tak "tam" czyni to dla innych i dla nas nadal! Czuję
    jego opiekę nade mną. Znowu napływają mi łzy.
    Uczmy się żyć na nowo. Ja zrozumiała jak żył Jacek, jakimi
    wartościami się w życiu kierował i to będę chciała wdrożyć swoje
    życie! Dziękuje Ci mój skarbie za to,że mam oczy otwarte na innych
    ludzi, że należy dawać dużo od siebie!!
    Krynia. pozdrawiam Cię bardzo, bardzo serdecznie! Pamiętaj,że
    jesteśmy na zawsze razem!!
  • 81krynia 27.08.09, 09:31
    Do Inkara:
    Przeczytałam Twój post, ale nie miałam kiedy odpisać. Dziś mam
    chwilę, więc piszę.
    Zaczynałam się już Inkaro o Ciebie martwić, bo tak długo nie
    odpisywałaś. Na szczęście "wszystko w porządku". Po śmierci tak
    bliskiej mi osoby pozostał mi lęk o moją rodzinę. Chciałabym żeby
    zostali ze mną jak najdłużej. Kiedy rodzeństwo przyjeżdża w
    odwiedziny czekam, aż wrócą do domu i dadzą sygnał, że już dojechali.
    Cieszę się, że wyjazd był ciepły i miły, choć tak trudny bo bez
    Niego.
    Ja w piątek byłam w kinie z Jego bliskimi, pierwszy raz bez M.,
    takie dziwne uczucie mi towarzyszyło kiedy obok widziałam pusty
    fotel, zerkałam kątem oka a tam pusto, chciałam dotknąć jego
    dłoni.....
    Dziś planuję urlop, cieszę się, że wyjadę i odpocznę od tej
    codzienności, a z drugiej strony łzy kręcą się w oku na myśl, że już
    bez Niego. Ciężko to wszystko zrozumieć. Kiedy się tak intensywnie o
    tym nie myśli to jakoś się żyje, ale kiedy tylko wróci się do
    punktu, w którym cały świat wywrócił się do góry nogami to trudno
    się pozbierać, trudno zrozumieć czemu?, czemu tak nagle?, czemu tak
    szybko? Ta myśl, że już Go nie ma jest wciąż nie do ogarnięcia…, ale
    nie poddaję się. On nigdy się nie poddawał, więc ja też nie mogę.
    Zawsze mi mówił: nie smuć się, trzeba się uśmiechać albo nie martw
    się, nie przejmuj się tym będzie dobrze, wszystko się ułoży. Brakuje
    mi bardzo Tej jego ciepłej „dłoni”, jego „nie martw się..” kiedy
    jest mi smutno, kiedy mam problemy w pracy, ale pozostało mi
    wspomnienie i ta myśl w głowie Jego dobroci serca, i z tą myślą
    staram się żyć, ona mnie mobilizuje i motywuje do pracy, do walki o
    dalsze, w miarę upływu czasu, „normalne życie”.
    Pozdrawiam serdecznie i życzę dużo uśmiechu, bo trzeba się uśmiechać
    a nie płakać jak mówił mój Kochany M.
  • inkara 27.08.09, 10:56
    Witaj 81Krynia!
    Super dla mnie wiadomośc o Twoich nadchodzących planach urlopowych..
    Wyjście do kina, to tez zapewne "wytrzyn"?! dla mnie jak narazie
    ogromny.. Uwielbiam kino! Ale chyba jeszcze nie mam aż tak ogromnej
    potrzeby. Problem mam nawet z książką, wogóle nie mogę się skupić i
    znaleźć dla siebie miejsca aby coś przeczytać.
    Wczoraj wieczorem chwycił mnie znowu gormony dół! Ucikłam z domu bo
    bałam się goniących myśli. Powrót późną nocą, szybka kąpiel i spać
    aby nie patrzeć, nie myśleć, nie płakać, nie dotykać przedmiotów...
    Ciąglą ucieczka od jakiegoś czasu. Moją najkochańsza przyjaciółka
    jest psychiatrą (jak dobrze,że ją mam)! to dzięki niej chyba się
    ruszam i przemieszczam.. Dba o mnie, dba o moje zdrowie psychiczne.
    Ale cóż to za życie???? dla kogo żyć?? nie umiem sama dla siebie!
    Zastanwiam się nad wolontariuszem. Chcę zacząć robić coś dla
    drugiego! Muszę sie tylko ruszyć, zrobić ten krok w tym kierunku!
    Wiem,że Jacek byłby dumny ze mnie! Wiem, że żył on dla drugiego!
    Jego bezinteresowna pomoc musi byc dla mnie teraz przykładem!!
    Każdego dnia przypominam sobie każdy centymetr jego ciała, każdy
    szczegół, kształt paznokcia,najdrobniejszy kształt jego ciała,
    próbuję wyczuć w mym umyśle dotyk jego włosów, jego pięknej
    sylwetki, jego kochanych, spracowanych mimo 34 lat dłoni!
    81krynia, Życzę udanego, spokojnego urlopu! Wypocznij!
    Wierzę, że Mariusz będzie Ci towarzyszyć!
    Próbuję się uśmiechać,jako lekcje pierwsze robię to przed lusterm
    rano! Uczę się żyć! Tak inaczej, tak bez niego!
    jeżeli znajdziesz czas podję Cie mojego maila: karicz32@wp.pl
    Uważaj na siebie!
    pozdrawiam gorąco ze słonecznego Poznania:))
  • tilia7 18.08.09, 12:08
    Inkaro nie będę Cię pocieszac,bo to bez sensu w tej sytuacji.Ja
    przeżywam to samo od 4 i pół miesiąca i też z trudem sobie radzę.Ale
    próbuję życ, dla Niego, dla bliskich.Co mi z tego wyjdzie nie
    wiem,ale się staram i Tobie też życzę dużo siły.Zapraszam na
    forum "mama wdowa" tam jest nas więcej i można znależc trochę
    nadziei, nie szkodzi, że nie jesteś mamą, nie trzeba też byc
    faktycznie formalną wdową.
    Po czymś takim nigdy już nie będziemy takie jak dawniej, nigdy.Ale
    podobno życ się da,więc próbuj.
    Ściskam serdecznie
  • zawsze-dlaciebieskarbie 26.08.09, 19:49
    Równy miesiąc temu zginął moj chłopak. Z dnia na dzien,to stało sie
    tak szybko. Przygniotł Go tir...Lekarz powiedział,ze moje Słonko
    było gotowe by odejsc...nie zawalczył o siebie... Poszłam do pracy,
    dzien jak co dzien.Zadzwonił Damian,pomyslalam dziwne...słysze glos
    jego taty mowiacy mi ze mój Damianek nie zyje...nie
    wierzyłam...powiedzialam ze dopoki go nie zobacze nie
    uwierze...Zobaczylam Go w trumnie...z rózancem w jego duzych
    dłoniach... Moje Słonce,zawsze wesole pełne zycia,lezało
    bezwładnie...Mam 17 lat, zginął po moich urodzinach...minął równy
    miesiąc,a ze mną jest coraz gorzej...Przy jego rodicach musze się
    trzymac, bo wiem ze musze im pomagac, tedo chcialby Damian.Ale ja
    nie chce tu byc i zyc bez niego. Przysnił mi sie na moment przytulił
    mnie był smutny, powiedzialam ze tesknie za nim, i zapytalam kiedy
    sie spotkamy,on powiedzial ze teraz on nie ma czasu... i ponownie
    sie podłamałam.Pragne jego dotyku obecności i bliskości.Musze wrocic
    do szkoly,ale nie wiem czy dam rade...poprostu nie radze sobie juz...
  • tilia7 26.08.09, 20:02
    Współczuję i rozumiem.Radzę psychologa i przede wszystkim nikt nie ma prawa
    oczekiwać od Ciebie, że w takiej sytuacji będziesz się trzymać i będziesz
    dzielna.Płacz, krzycz, wyj, leż w łóżku, znowu płacz - wyrzuć to z siebie.Bo
    inaczej wróci w najmniej odpowiednim momencie i zwali Cię z nóg na amen.
    Przytulam ciepło, bądź dzielna i poszukaj pomocy
  • zawsze-dlaciebieskarbie 28.08.09, 23:12
    Nie mam sił juz poprostu na to wszystko...budze sie rano i leze w
    lozku jak otępiala, godzinami moge patrzec sie w sufit... Nie mam
    siły już zyc dłuzej bez mojego Słonka...nie mam sił. Teraz zyje z
    dnia na dzien co będzie to będzie..nie obchodzi mnie juz nic...
  • pidika 23.09.09, 01:31
    moje 24 urodziny... Tyle lat miał mój Tomek kiedy zginął. ja
    zostałam... juz 2 lata uczę się żyć bez niego i chyba sobie radzę bo
    pamiętam jak zeszłego roku cięzko mi było przebrnąc przez ten dzień
    bo tyle wspomnień i wszędzie Tomek.wiem już, że nie przyjedzie,
    zabraknie tradycji: żelki ,grapefriut, maczugi:) zabraknie tyyylu
    rzeczy. ale siedzę teraz i usmiecham sie jak to piszę bo przypominam
    sobie te wszystkie chwile. to własnie ta zasadnicza różnica: już
    potrafię się usmiechać kiedy myślę o Tomku. powoli odzyskuję
    wewnetrzna równowagę i spokój. nie są i nigdy nie będą to takie
    urodziny jak jeszcze 3 lata temu.wiem, że co roku będe sobie
    powtarzać, że to już 3, 4,5.... urodziny bez Tomka. przeraża mnie to
    ale tego nie zmienie. dziewczyny pisze to żeby pokazać, że z czasem
    ból sie trochę przytłumi, nadal będzie ale schowany głębiej. jak
    widać można po tym wszystkim jeszcze sie uśmiechać. tylko czas,
    czas, czas. powodzenia
  • agata21_0 16.10.09, 08:26
    Spotykałam sie z Kamilkiem przez chwile, dokładnie przez pół roku,
    dopiero on mi pokazał o co w tym wszystkim chodzi, troszczyl sie o
    mnie, zalezało mu na mnie,sluchal a nie tylko gadal, zakochalismy
    sie ze wzajemnoscia. Jak dowiedzielismy sie o jego chorobie, bylo
    juz za pozno. Opiekowałam sie nim jak tylko moglam najlepiej, bylam
    przy nim nawet w tym momencie, nerwy szok, zaczelam go reanimowac,
    nie udalo mi sie.. . Dobry wspaniały człowiek, na pogrzebie było co
    najmniej 300 osob, zobaczylam wtedy dla ilu ludzi jego smierc byla
    szokiem, nie moga sie z tym pogodzic itp., pomyslalam wtedy, ze
    jednak mialam szczescie wielkie, ze go spotkalam i mnie pokochal.
    Nadal jezdze i spotykam sie z jego rodzenstwem i rodzicami, bardzo
    ciepło sie do mnie odnosza. Jestem twarda, przy nich, zwlaszcza przy
    jego mamie. Ale jak jestem sama to sie poddaje, bywam momentami
    chamska, uszczypliwa dla kogokolwiek kto sie napatoczy. Ciagle o nim
    mysle i staram sie traktowac to jako przerwe w zwiazku, ze kiedys go
    spotkam i nic nas juz nie rozdzieli.
  • ollaa86 01.02.10, 23:53
    Czytam Was od jakiegoś czasu. Czytałam to forum jeszcze kiedy mój Skarb był obok mnie. Choć żyłam nadzieją do samego końca, to zbierałam siły na to, co może się wydarzyć. Lekarze nie dawali nam nadziei, ale my trzymaliśmy się jej, jak ostatniej deski ratunku. Niestety nadzieja jest matką głupich...
    6 lutego minął trzy miesiące, jak odszedłeś. Wiem, że tam już nie cierpisz, ale jakoś nie jest mi z tego powodu łatwiej. Chyba wszystko co czuję zostało już w tym wątku napisane. Nie potrafię wyrazić słowami, jak bardzo za Tobą tęsknię, za Twoim zapachem, barwą głosu, śmiechem... oprócz tego, że byłeś najukochańszą osobą w moim życiu, byłeś też moim najlepszym przyjacielem, powiernikiem moich myśli... Nasze dusze tworzyły jedną całość... Nie potrafię bez Ciebie żyć... Nie chcę bez Ciebie żyć... Nie wybaczę bogu, że mi Ciebie zabrał... Nigdy...
    Nie wiem dlaczego zdecydowałam się napisać. Może dlatego, że Wy już przez to przeszłyście, cały czas przechodzicie, ja nie mam z kim szczerze porozmawiać o tym co czuję... a czuje się strasznie, gdybym nie była takim tchórzem, już byłabym z Tobą...
    Dałeś mi najpiękniejsze 8 lat mojego beznadziejnego życia... Zabierz mnie tam gdzie będę z Tobą, tam będę szczęśliwa, bo sama tam pójść nie mam odwagi...
  • agalt 02.02.10, 18:55
    Nie wybieraj sie tam bez zaproszenia. Nie wiemy, jak to jest. A
    jeśli rzeczywiście miałabyś sie tam udać z własnego wyboru i nie
    spotkała Ukochanego? Chyba nie mamy innego wyjścia, jak tylko
    przyjąć ten ból i go przeżyć...
    Przytulam
    Mój J 6go lutego miałby urodziny...

  • ollaa86 02.02.10, 20:17
    Nie wybiorę się, mimo,że o tym marzę, z kilu powodów. Po pierwsze obiecałam mu,
    że tego nie zrobię. On wiedział, jak będzie mi ciężko, przygotowywał mnie na
    swoje odejście... Przecież jak mogłabym mu tam spojrzeć w oczy, kiedy złamałabym
    obietnicę? Po drugie widziałam, jak bardzo walczył o życie, do samego końca...
    Jak walczył o każdy oddech, tak bardzo walczył, aż zabrakło mu sił... Był już
    tak słaby, ale tak mocno ściskał moją rękę... Do samego końca... Zanim odszedł
    pokazał mi, jak wiele znaczy życie... I co jest w życiu najważniejsze... Jestem
    wściekła na Boga, na los, za to, że tak szybko skończyło się nasze szczęście.
    Przecież mieliśmy tyle planów, tyle było przed nami. Ktoś lub coś chciało
    inaczej, nie potrafię tego zrozumieć. To takie niesprawiedliwe. Z drugiej strony
    dziękuję, że dostałam 8 lat życia z nim. Tyle mnie przez ten czas nauczył, tyle
    mam pięknych wspomnień, tyle cudownych chwil. Tylko dlaczego musieliśmy za to
    tak słono zapłacić? Czym zawiniliśmy, że spotkała nas tak surowa kara? Przecież
    chcieliśmy tylko się kochać i żyć... Razem... Myślałam, że złapałam Pana Boga za
    nogi, a w rękach zostały mi tylko jego skarpety... Ja już umarłam, 6 listopada,
    razem z moim Skarbem ;(((
  • olaopolanka 03.02.10, 11:09
    Nie potrafie powiedziec dlaczego tak jest, wiem tylko,ze bardzo cierpisz, mocno
    Cie tule.
  • ollaa86 08.02.10, 23:31
    Dziękuję Wam Agalt i Olu... Tak bardzo chciałabym, żeby ktoś mnie przytulił...
    Tak po prostu, nie mówiąc nic... Ale nie ma nikogo. Tak bardzo chciałabym, żeby
    On mnie przytulił, ale jeszcze nie czas...
    Serce pęka co dzień od nowa. W głowie tylko jeden obraz, w uszach tylko Jego
    słowa: "Oluś, pamiętaj, zawsze będę obok, nie opuszczę Cię". I tylko to trzyma
    przy życiu, że jest tu, w każdej sekundzie. I choć jestem tak bardzo samotna, to
    wiem, że nie jestem sama, nie będę już nigdy... I nic już nie straszne, bo
    najgorsze już się stało. A Śmierć, jak dobra Matka, czekam aż utuli, ukoi, do
    serca przytuli. Bo ona jedyna ma tę moc, by zabrać ten ból rozrywający moją duszę...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka