Dodaj do ulubionych

2 tygodnie i ani jednej łzy..

26.06.07, 20:01
Dzisiaj mija 2 tygodnie od śmierci samobójczej mojego narzeczonego. Czuję się
winna bo wszyscy dookoła którzy go znali, płaczą, a ja nie mam na to siły.
Nie umiem płakać, nic wogóle nic nie czuję.Jakbym była martwa zupełnie w
środku. Określam siebie jako potwora bo przecież jeśli ktoś kogoś kocha tak
naprawdę jak ja kochałam Jego to powinien płakać, a ja nie potrafię... i nie
potrafię nic czuć prócz przeraźliwego zimna w środku... i okropnej
bezradności i bezsilności. Jedyne co czuję to chęć by jutro skończył się
świat. Tylko tyle... może aż tyle... sama nie wiem...
Obserwuj wątek
    • mona01 Re: 2 tygodnie i ani jednej łzy.. 26.06.07, 20:22
      Od śmierci mojego męża minęło ponad 2 miesiące.Przez pierwsze 2 tygodnie też
      prawie nie płakałam, zamiast serca czułam kamień, coś co mi ciążyło na
      sercu.Jak widziała znajomych , to oni na mój widok płakali a ja nie miałam siły
      uronić ani jednej łzy.Stwierdziłam że coś jest ze mną nie tak......... Podobie
      jak ty (tylko ja to czuje cały czas)chcę by się skończył ten niesprawiedliwy
      świat.Wydaje mi się że skoro tak młodych ludzi umiera choć chcą żyć to podąża
      do końca świata..... W tej chwili mam napady płaczu.... chcę by ten wielki
      koszmar się skończył.... bym mogła przytulić się do mojego najukochańszego męża
      • malutkamimi Re: 2 tygodnie i ani jednej łzy.. 26.06.07, 21:37
        Wiesz czuję dokładnie to samo co Ty - mój kochany miał 35 lat :( Dziękuję że
        napisałaś do mnie ... wiem że nie jestem sama a to ważne... Dziękuję jeszcze
        raz...
        Niby taka strata ukochanej osoby nie jest mi obca (nie będę wyliczała tych
        śmierci) ale wiesz teraz nie umiem sobie poradzić. Wiem co powiedzieć innym ale
        sama nie potrafię sobie z tym w żaden sposób poradzić ani sobie wytłumaczyć :(
        • hania_2006 Re: 2 tygodnie i ani jednej łzy.. 26.06.07, 22:24
          Nie jestes sama, jest nas tutaj sporo. Od śmierci mojego męża mija siódmy
          miesiąc, cały czas jest źle ale uczę się z tym bólem żyć. U Ciebie emocje są
          jeszcze zamrożone, to taka reakcja na nieszczęście, którego właściwie nie
          jesteś w stanie znieść. Niestety, to mija i zaczynamy czuć, dociera do nas co
          tak naprawdę się stało i dopiero wtedy jest bardzo źle. Ból, rozpacz, tęsknota
          nie do wytrzymania, a jednak żyjemy dalej. Niektórzy nawet twierdzą, że z
          czasem jest lepiej i życie znowu zacznie cieszyć. Nie wiem, może tak. Ja
          przyjęłam taką technikę na przetrwanie, która polegała na tym, aby przeżyć ten
          dzień i tylko ten, cieszyłam się, gdy się kończył bo przeżycie go było dla mnie
          sukcesem. Dopiero od kilku dni udaje mi się spać, przez ponad sześć miesięcy to
          było budzenie się co chwilę lub nieprzespane noce. A to kilka cytatów z mojego
          pliku pt. "żałoba", może coś Ci kiedyś pomoże bo teraz to raczej nie. Jak tylko
          będziesz mogła płakać to płacz, to pomaga. I nie udawaj, że jesteś silna i
          sobie radzisz. Na to nie ma mocnych, naprawdę. Jak potrzebujesz pomocy czy
          obecności przyjaciół to im o tym mów, jeżeli miałaś problem z proszeniem o
          pomoc to teraz powinnaś się tego nauczyć, to ważne. Aby to przetrwać potrzebni
          są inni ludzie. Moim zdaniem inaczej się nie da. Przy tak ogromnym cierpieniu
          musimy mieć do kogo się zwrócić w razie potrzeby. No i zawsze możesz napisać do
          nas, naprawdę wiemy, co się z Tobą dzieje. Dużo siły, będzie Ci potrzebna. Hanka
          • hania_2006 Re: 2 tygodnie i ani jednej łzy.. 26.06.07, 22:29
            Zapomnialam o cytatach. Oto one
            Kiedy mówisz
            Aleksandrze Iwanowskiej

            Nie płacz w liście
            nie pisz że los ciebie kopnął
            nie ma sytuacji na ziemi bez wyjścia
            kiedy Bóg drzwi zamyka --- to otwiera okno
            odetchnij popatrz
            spadają z obłoków
            małe wielkie nieszczęścia potrzebne do szczęścia
            a od zwykłych rzeczy naucz się spokoju
            i zapomnij że jesteś gdy mówisz że kochasz
            Jan Twardowski
            "Do przodu idzie się zwykle bardzo wolno. Dni i miesiące mogą upłynąć, włóczyć
            się ospale i ciągnąć. Niektórzy opisują ten etap jako " egzystowanie" lub "
            przetrwanie", robiąc tylko to, co konieczne. Czasem błysk nadziei przemknie
            przez nasze serce jak świetlik w ciszy letniej nocy. Na krótko czujemy się
            lepiej; czujemy się odrobinę we własnym domu, następnie wszystko to znika.
            Spokojnie zaczynamy powstawać z martwych. W końcu zrodzi się w nas potrzeba, by
            ruszyć z miejsca. Życie nigdy nie będzie już takie jak ongiś, ponieważ my nie
            jesteśmy tacy sami. Pierwszy zielony kiełek wybił się z ciemnej gleby"
            Na razie tyle. Hanka
          • malutkamimi Re: do hania_2006 28.06.07, 21:39
            hania_2006 napisała:

            > Nie jestes sama, jest nas tutaj sporo. Od śmierci mojego męża mija siódmy
            > miesiąc, cały czas jest źle ale uczę się z tym bólem żyć. U Ciebie emocje są
            > jeszcze zamrożone, to taka reakcja na nieszczęście, którego właściwie nie
            > jesteś w stanie znieść. Niestety, to mija i zaczynamy czuć, dociera do nas co
            > tak naprawdę się stało i dopiero wtedy jest bardzo źle. Ból, rozpacz,
            tęsknota
            > nie do wytrzymania, a jednak żyjemy dalej. Niektórzy nawet twierdzą, że z
            > czasem jest lepiej i życie znowu zacznie cieszyć. Nie wiem, może tak. Ja
            > przyjęłam taką technikę na przetrwanie, która polegała na tym, aby przeżyć
            ten
            > dzień i tylko ten, cieszyłam się, gdy się kończył bo przeżycie go było dla
            mnie
            >
            > sukcesem. Dopiero od kilku dni udaje mi się spać, przez ponad sześć miesięcy
            to
            >
            > było budzenie się co chwilę lub nieprzespane noce. A to kilka cytatów z
            mojego
            > pliku pt. "żałoba", może coś Ci kiedyś pomoże bo teraz to raczej nie. Jak
            tylko
            >
            > będziesz mogła płakać to płacz, to pomaga. I nie udawaj, że jesteś silna i
            > sobie radzisz. Na to nie ma mocnych, naprawdę. Jak potrzebujesz pomocy czy
            > obecności przyjaciół to im o tym mów, jeżeli miałaś problem z proszeniem o
            > pomoc to teraz powinnaś się tego nauczyć, to ważne. Aby to przetrwać
            potrzebni
            > są inni ludzie. Moim zdaniem inaczej się nie da. Przy tak ogromnym cierpieniu
            > musimy mieć do kogo się zwrócić w razie potrzeby. No i zawsze możesz napisać
            do
            >
            > nas, naprawdę wiemy, co się z Tobą dzieje. Dużo siły, będzie Ci potrzebna.
            Hank
            > a

            dziękuję za ciepłe przyjęcie obecność Wasza bardzo pomaga dziękuję że mówisz co
            będzie - wiesz straciłam 12 lat temu tatę tez bardzo go kochałam, ale teraz to
            zupełnie inna sytuacja, zupełnie inne uczucie, były plany wspólne marzenia...a
            ja ...nie umiem zrozumieć DLACZEGO? wiem co mógł czuć, ale dlaczego wybrał
            takie wyjście..dlaczego mnie zostawił samą...dlaczego ;(((
        • mona01 Re: 2 tygodnie i ani jednej łzy.. 27.06.07, 09:54
          po przeczytaniu twojego listu uspokoiłam się, wiem że nie tylko ja tak
          przeżywałam śmierć najukochańszej osoby..... Mój mąż miał prawie 28 lat :(
          i kilka dni temu mielibyśmy 1 rocznicę ślubu... Ciężko mi naprawdę, to co
          czuję to nawet nie da się opisać :( . To co w tym liście opisałaś jest mi
          naprawdę bliskie. Mimo wszystko dziękuję ci że sama zaczęłaś ten wątek.
      • monique1111 Re: 2 tygodnie i ani jednej łzy.. 16.01.08, 18:24
        coś wiem na ten temat mój mąż zmarł niecałe dwa miesiące temu czasami też
        zastanawiam się czy ze mną wszystko jest ok. Staram się normalnie funkcjonować i
        chyba mi to wychodzi. Płaczę czasami najczęściej do poduszki by nikt nie widział
        bo zaraz zaczyna się pocieszanie które nic nie daje i jest jeszcze gorzej. Świat
        jest okropny niesprawiedliwy ale chyba trzeba zacisnąć zęby i iść naprzód
      • aniawdowa Re: 2 tygodnie i ani jednej łzy.. 26.06.07, 22:46
        Wiesz pierwsze co mi sie teraz przypomniało kiedy rzeczytałam Twój watek to
        chwila kiedy dowiedziałam sie o wypadku męża a dowiedziałam sie pierwsza z
        rodziny. Człowiek nie jest wtedy jakby soba zadzwoniłam i powiedziałam o tym
        tesciom potem było zamieszanie pamietam ze tuliłam córeczke wszyscy w koło
        płakali a ja spokojnie poszłam uczesałam sie i nie potrafiłam płakać, nawet na
        policji kiedy słuchałam tych strasznych słów potwierdzajacych ze maż nie zyje
        nie potrafiłam płakać było mi dziwnie bo wszyscy w koło płakali a ja najblizsza
        mu osoba tak bardzo go kochajaca nie potrafiłam.
        Wszystko dotarło do mnie na drugi dzień nie przespana noc tysiace mysli i w
        koncu zaczełam płakac do tego stopnia ze trafilam na pogotowie ale mysle ze
        kazdemu przychodzi to inaczej.
        Potem w dzien pogrzebu płakałam w kaplicy ale kiedy juz zakopywali trumne stałam
        zimna jak głaz.Nawet denerwowało mnie to ze wszyscy w koło płaczą.
        Dzis mija rok i 4 miesiace od tamtego dnia i jeszcze bywa tak ze kiedy ktos z
        rodziny płacze podczas rozmowy o Pawle to ja nie potrafie siedze i patrze.
        Ale znów bywaja dni takie ze juz od rana jest mi zle i łzy same cisna sie do oczu.
        łzy nie sa po to aby ludzie widzieli nasz ból nasza rozpacz sa dla nas mysle ze
        przyjdzie taki dzien kiedy łzy same przyjda wypłacz sie wtedy to napewno Ci pomoze.
        Napewno bardzo kochałaś i jest Ci trudno pogodzic sie z jego odejsciem.
        Ja nigdy nie pogodze sie z odejsciem męza był i na zawsze pozostanie moja
        miłoscia ta najwiekszą.
        Przytulam Cie mocno oraz wszystkie osoby które cierpia po stracie
        bliskiej/najblizszej osoby.
        Ania
        • kolec9 Re: 2 tygodnie i ani jednej łzy.. 27.06.07, 07:52
          z płaczem to jest tak, ze przychodzi taki moment ze łzy leca same. Bądź silna i wierz ze kolejny dzień mimo wszytsko moze przynieść coś dobrego. To że nie ma łeż nie znaczy że jesteś złym człowiekiem
      • hope13 Re: 2 tygodnie i ani jednej łzy.. 27.06.07, 20:34
        Fheng - czasami człowiek jest w tak głębokim szoku po śmierci najbliższej
        osoby, że popada w odrętwienie i nie potrafi przez jakiś czas płakać,
        ale "totalne imprezowanie" jako forma radzenia sobie ze stratą nie mieści mi
        się w głowie. Chyba, że masz na myśli upojenie alkoholowe. Założyłaś inny
        wątek, w którym prosisz o radę, ponieważ Twój mąż dziwnie radzi sobie z żałobą
        po śmierci 5 osób z najbliższej rodziny.
        Dla mnie dziwne jest to wszystko co piszesz. Ale może niektórzy tak reagują.
      • malutkamimi do fheng1 28.06.07, 21:42
        fheng1 napisała:

        > Mój tata zamrł taką samą śmiercią- miał 46lat!
        > Nie płakałam...rzuciłam się w wir zabawy. Impreza totalna! Ale dopadły mnie
        > niesamowite lęki i bezsenność.Czasem nie umie się płakać...

        Jak sobie radzisz z pytaniem dlaczego tak się stało? czy je sobie zadajesz? i
        czy to złe że nie daje mi to spokoju? jak ja mam teraz dalej żyć...wiem że ON
        był tym JEDYNYM nikt nigdy go nie zastąpi nigdy.... za bardzo go kochałam za
        mocno...
    • elpio35 Re: 2 tygodnie i ani jednej łzy.. 27.06.07, 20:52
      malutkamimi,przede wszystkim bardzo Ci współczuję!Wszystkie słowa,które
      chciałabym teraz napisac są takie nie na miejscu..To są tylko słowa,one nie
      oddają bólu.Nie mogę sobie nawet wyobrazić Twojego bólu,chociaż ja również
      24stycznia tego roku straciłam najdroższą osobę na świecie-moją najukochańszą
      MAMUSIĘ!Tego dnia myślałam,że dosłownie pęknie mi serce.Te wszystkie dni odkąd
      nie ma na tym świecie MAMY są takie niepełne,wybrakowane..Malutkamimi,gdybym
      mogła tylko jakoś Ci pomóc?Nie wiem,czy jesteś wierząca.Ja znalazłam ratunek
      dla swojej duszy w wierze.Wierzę,że śmierć rozłączyła nas tylko na jakiś
      czas.Wierzę,że przyjdzie czas,że znów będę z moją najukochańszą osobą-moją
      MAMUSIĄ!Wiara naprawdę czyni cuda..
      • aneri59 Re: 2 tygodnie i ani jednej łzy.. 27.06.07, 22:17
        Od śmierci męża upływa kolejny dzień, a ja nie potrafię płakać.
        Jest we mnie jakaś wewnętrzna blokada.
        Czuję ogromny, ból i pustkę. Ratunek znajduję w wierze.
        Chodzę codziennie na cmentarz podlewać kwiaty, sprawdzić czy palą się znicze.
        Bywają dni kiedy kiedy potrafię nad mogiłą opowiedzieć mężowi co się dzieje w domu, ale bywają też takie zablokowane, kiedy robię wszystko w milczeniu.
        Nie jesteś więc odosobniona w tym, że nie ronisz łez.
        Pozdrawiam
      • sonja12 Re:Do Elpio 35 27.06.07, 22:20
        Witaj, a czy możesz mi napisać, jak pomaga ci ta wiara, tzn ma na mysli co
        czytasz,co robisz ,żeby ci pomogło.Ja juz nie wiem co mam robić ,tak strasznie
        tęsknię za mama, która zmarła 20 stycznia, niby minęło juz troche czasu,ale
        jest mi tak ciężko.Po mamy smierci powzięłam decyzję ,że będę odmawiać
        koronkę,ale odmówiłam może ze 3 dni i na tym koniec,Tak bym chciała,ąby mama mi
        sie przysniła i powiedziała jak tam jest.Juz nie wiem w co wierzyć, moze mama
        mi sie nie sni, bo nie jestem zbyt religijna, tzn. nie chodze co tydzień do
        koscioła.Wszyscy mówią ,że tam jest coś po tamtej stronie , ale ja już sama nie
        wiem. Gdyby mama widziała jak cierpie to z pewnościa by mi sie przyśniła.
        Tam chyba nic nie ma, tylko my tak sobie tłumaczymy, aby nam było lżej.
        A czy twoja mama ci sie sniła????
        Sama piszesz,że smierć rozłączyła ciez mamą tylko na jakis czas, ale skąd ty
        możesz to wiedzieć???ewa
      • malutkamimi Re: do elipio 35 28.06.07, 21:35
        elpio35 napisała:

        > malutkamimi,przede wszystkim bardzo Ci współczuję!Wszystkie słowa,które
        > chciałabym teraz napisac są takie nie na miejscu..To są tylko słowa,one nie
        > oddają bólu.Nie mogę sobie nawet wyobrazić Twojego bólu,chociaż ja również
        > 24stycznia tego roku straciłam najdroższą osobę na świecie-moją najukochańszą
        > MAMUSIĘ!Tego dnia myślałam,że dosłownie pęknie mi serce.Te wszystkie dni
        odkąd
        > nie ma na tym świecie MAMY są takie niepełne,wybrakowane..Malutkamimi,gdybym
        > mogła tylko jakoś Ci pomóc?Nie wiem,czy jesteś wierząca.Ja znalazłam ratunek
        > dla swojej duszy w wierze.Wierzę,że śmierć rozłączyła nas tylko na jakiś
        > czas.Wierzę,że przyjdzie czas,że znów będę z moją najukochańszą osobą-moją
        > MAMUSIĄ!Wiara naprawdę czyni cuda..

        Kochanie a możesz do mnie napisać na meila? może tak mi będzie łatwiej
        malutka30@wp.pl


    • malutkamimi Re: 2 tygodnie i ani jednej łzy.. 28.06.07, 11:45
      Kochani tak bardzo dziękuję za te wszystkie słowa. Czułam się jak potwór bez
      uczuć, bo naprawdę kochałam i kocham Go nadal całym sercem, a łez jak nie było
      tak nie ma... Czułam się bardzo osamotniona ale widzę że nie jest to jakaś
      chora reakcja, że to "normalne". Już się nie boję dzięki Wam, świadomość Waszej
      obecności tak wiele dla mnie znaczy.
      Czy jestem osobą wierzącą - sama nie wiem, określam siebie jako poszukującą.
      Próbuję "wrócić".Moja Przyjaciółka kiedyś powiedziała, że modlitwa to dla niej
      taki kokon, taki baldachim chroniący przed każdym bólem. Kiedyś się modliłam,
      teraz nie potrafię, nie mam siły choć czasem probuję coś do Niego powiedzieć.
      Nadal do mnie to nie dociera. Czuję jakbym była poza tym, jakby to się wcale
      nie wydarzyło. Czuję jakby to nie była moja rzeczywistość. Jeszcze do mnie nie
      dociera, choć zadaje sobie pytanie: jak ja teraz mam żyć...co mi
      zostało...prócz zdjęć i wspomnień zupełnie nic. Mój Kochany był spoza mego
      miasta. Jego rodzina - matka mnie nie tolerowała. Nie powiedziała mi nawet
      kiedy był pogrzeb ;(( . Jest mi coraz trudniej pracować, chciałabym wziąść
      teraz urlop od życia, uciec.
      Jego koledzy, przyjaciele ciągle do mnie piszą, dzwonią...niby to pomaga bo
      starają się odciągnąć myśli od tego co się stało, ale do mnie to wszystko nie
      dociera. Jakby działo się to poza mną, za lustrem...jakbym nie rozumiała sensu
      tego wszystkiego co się dzieje wokół mnie...
      Dziękuję że jesteście...
    • malutkamimi Re: 2 tygodnie i ani jednej łzy.. 28.06.07, 20:47
      żeby sobie pomóc jakoś bo nie potrafię tego ogarnąć, zrozumieć ani się przebić
      przez to w jaki sposób mnie opuścił piszę na blogu wszystko to co czuję i to co
      chciałabym poczuć. to nawet zaczęło przynosić ulgę ...
    • malutkamimi Re: 2 tygodnie i ani jednej łzy.. 12.07.07, 14:26
      Dlaczego tak trudno znaleść teraz motywację do dalszego życia? Wszystko wydaje
      się takie puste i bezsensowne bez Niego. Czuję potworną pustkę, jest coraz
      trudniej, coraz gorzej. Udaję przed wszystkimi twardą, bo wiem, że tego w sumie
      oczekują ode mnie, bo tak jest łatwiej...
      Nie chcę, boję się dalej żyć, a właściwie to jedynie być tutaj ciałem bo duchem
      już dawno mnie tutaj nie ma :(
      • czarna_bo Re: 2 tygodnie i ani jednej łzy.. 15.07.07, 00:47
        Ja po śmierci Taty nie potrafiłam płakać i było mi wręcz wstyd! czułam tylko
        pustkę... a teraz minął rok i dwa miesiące i chce już przestać płakać... zanim
        znalazłam ten wątek wrzuciłam swój... ale część mojej historii, znalazłam tutaj.
        Tak strasznie Ci współczuję!
        Mów o swoich uczuciach! trudno jest znaleść motywacje kiedy odchodzi sens
        naszego życia :( ale za jakiś czas, poukładasz sobie wszystko! zobaczysz...
        Wszystko teraz jest puste i bezsensowne, bo został czas a nie ma Jego :( Teraz
        ważne żebyś wypełniła pustkę! nowi znajomi, może jakiś wyjazd, zmiana
        otoczenia.. może jakieś nowe zajęcia... i mów! mow! mow! aż wyrzucisz to
        wszystko z siebie. Nam się tylko wydaje że inni oczekują że po takich
        nieszczęściach będziemy dzielne... wszyscy zrozumieją jeśli będziesz słaba.. bo
        nie da się być twardym kiedy trafia Cię w serce.
        Ja też bałam się dalej żyć, nie wiedziałam jak... i nadal walczę ;-/ szukam
        sensu...
        • malutkamimi do czarna_bo 18.07.07, 20:09
          Tak bardzo dziękuję za Twoją odpowiedź. Tak trudno jest być dzielną i silną.
          Naprawdę trudno uwierzyć, że inni tego nie wymagają. Wiesz, ja nie umiem o tym
          wszystkim mówić :(, nie chcę w to wierzyć. Ja ciągle czekam na Jego powrót. Nie
          mogę sobie z tym poradzić. Tak bardzo chciałabym cofnąć czas. Być tam wtedy gdy
          ON był słaby, gdy nie wiedział co robić. Napisał do mnie jego Tato - wie że
          jest mi źle, kurcze wszyscy wiedzą, ale jakoś uparcie mi to nie pomaga. Kilku
          sąsiadów się dowiedział, a najbardziej mnie denerwuje gdy patrzą i udają, że
          jest w porządku, że współczują ale nie wiedzą co powiedzieć, jak się
          zachować...Mówisz jak Jego Tato - poukładasz wszystko, zaczniesz żyć...ale mnie
          się to nie wydaje realne. Bez mojego Kochanego, nic nie ma już sensu, nic nie
          będzie takie samo. Ten świat bez niego tak jak mówisz przeraża mnie. Czasem są
          dni że boję się nawet wyjść na ulicę, spojrzeć na ludzi, i ... zacząć żyć...
          Bez niego to jest teraz takie trudne...takie bolesne...
          Dziękuję Ci za list - za to że coraz bardziej się przekonuję, iż brak łez to
          nie jest coś złego, coś nienaturalnego...
    • malutkamimi Re: 2 tygodnie i ani jednej łzy.. 30.07.07, 23:14
      Chyba zaczynam po mału wariować... Nie mogę jeść, nie mogę się nad niczym
      skupić, jest mi coraz ciężej. Gdy tylko widzę jakąś szczęśliwą parę, to łzy
      same napływają mi do oczu... Nie daję rady... Nie chcę, nie potrafię. Kochany
      Mój - wróć, powiedz mi że to był tylko zły sen...
      Jak oszalała czytam blogi osób, które straciły kogoś ukochanego, szukam tam
      pociechy, bezpiecznej ostoi...?? sama nie wiem, ale nie pomaga narazie nic nie
      pomaga... Oszaleję z tej pustki. Kochany Mój... proszę Cię...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka