Czy ktoś doświadczył kontaktu ze zmarłym? Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Byłam niedowiarkiem /dotyczy duchów/ po śmierci bliskiej mi osoby
    przeżyłam szok! Osoba zmarła była przy mnie czułam i słyszałam ją.
    Nie muszę opisywać co przeżyłam, nie wiedziałam gdzie szukać
    pomocy u lekarza czy księdza.
    Czy ktoś miał podobne doświadczenia?
    Zaznaczam że wszystkie wymogi dot. religii były spełnione.
    Dlaczego jedni przeżywają podobne historie a inni nie?
    Czy coś wiadomo na ten temat?
    Lączę pozdrowienia Jk.
    • ja nie doświadczyłam tego, ale czekam az moja mama może się do mnie
      odezwie i powie, doradzi jak zawsze. Czy osoba, której obecność
      czułas powiedziała Ci jak tam jest?
      • wierzę że istnieje powiązanie pomiędzy tamtym światem a naszym,wiele razy tego
        doświadczyłam i teraz po śmierci mamy też tego doświadczam.Zapewne wiele osób
        potrafi to wytłumaczyć w jakiś racjonalny sposób ale ja wierzę że zmarli
        potrafią dać nam jakiś sygnał.Moja mama po śmierci śniła się prawie każdemu z
        rodziny zadowolona,uśmiechnięta,ładna i wiem że jest jej tam dobrze to jest znak
        od niej...wierzę w to...
      • ja chcialabym doswaidczyc takiego kontaktu...chcialabym zeby moja
        mama do mnie przyszla...pogodna, zdrowa,usmiechnieta.
      • Tak.
        Gdy się nieco oswoiłam z tymi wizytami zapytałam - dlaczego tu
        jesteś? i otrzymalam odpowiedż że - tam jest zimno. /dosłownie
        takie słowa/.
        Następne spotkania to już bły tylko we śnie i coraz słabsze, po roku
        ustały.
        Pytałam ksiedza co o tym sądzi ale zostałam zbyta delikatnym żartem.
        Pozdrawiam Jk.
        • Moja mama zmarła 20 stycznia, w czerwcu jak byłam na ogrodzie-
          ulubionym miejscu mamy, słyszałam mamy głos , dwa razy usłyszałam
          moje imie:ewa, ewa, -ale ten głos był smutny, dokładnie to było w
          dzień , gdy robiłam grobowiec dla mamy.Nie wiem co to miało znaczyć,
          ale słyszałam moja mamę.I teraz dwa dni temu nie mogłam spac w nocy,
          obudziłam się o 3 w nocy i tak przelezałam do 6 h. Tak lezałam ,
          oczy miałam zamknięte, w pewnym momencie słyszę jak drzwi otwierają
          sie do kuchni,(były zamknięte na klucz)wyraźnie słysze trzasnięcie,
          potem drzwi do pokoju sie otwierają , słysze kroki, tak jakby mama
          weszła, chwilkę postała i potem wychodzi slysze znów wyraźnie
          zamknięcie drzwi do pokoju i kuchni.A ja chodź oczy mialam
          zamknięte,byłam spokojna, tzn. nic a nic sie nie bałam, pamiętam jak
          zawsze mama mi mówiła, że matka swojemu dziecku nic nie zrobi, mam
          do dziś te słowa ciągle w pamięci. Ja wiem ,że to była mama, nie
          wiem dlaczego się obudziałam o 3 i nie mogłam zasnąć.Może tak miało
          być??? Nie wiem.Tak mi brakuje mojej kochanej mamy.
        • Hej,
          odpisuję bo miałam podobne do Twoich kontaktow z moja Mama.
          Do mnie Mama przyszla raz w dzien dziecka nad ranem, tulila sie do
          mnie i mowila ze jej zimno. Nastepnym razem powiedziala mi, ze tam
          gdzie jest, jest jej bardzo zimno i zle, ale nawet stamtd bardzo
          kocha mnie i mojego brata. Po jakism czasie "konatkty" ustaly..:-(
          • do mnie mama nie przyszła tak żebym ją widziała,ale często mi się śniła,chociaż
            po jej śmieci raz usłyszałam jej głos...szepnęłam mi do ucha zwykłe "hej",to był
            jej cudowny głos...szkoda że już go nigdy nie usłyszę:((( po pogrzebie
            pojechałam dla niej nad morze,jej marzeniem było zobaczyć przed śmiercią
            morze-nie zdążyła...pojechałam,siedząc wieczorem na plaży czułam jej zapach
            perfum,wiem że była ze mną...
            • To jeszcze ja...
              .... z tym zimnem po tamtej stronie słyszałam już niejednokrotnie i
              zastanawiam się czy to nie jest związane z przeniesieniem ciała do
              chłodni? Wiem że dawniej gdy zmarł człowiek to był w domu, odbywało
              się czuwanie przy zwłokach przez bliskich, modlitwy i śpiewy...
              myślę żo to musiało mieć jakieś uzasadnienie....
              pozdrawiam Jk,
              • kiedys widziałam osobę zmarłą wtedy nie wiedziałam ze on nie zyje
                dowiedziałam sie nastepnego dnia az dreszcze mi przechodzą a tak
                wogole to zawsze lubiałam czytac ksiazki o duszach cierpiacych w
                czysccu i nie dawno pozyczyłam ksiazke z biblioteki w kosciele o
                takich duszach tam sa modlitwy za te dusze gdy podczas codziennej
                modlitwy zaczełam sie za nie modlic w nocy zaczęła nachodzic mnie
                zmora dusiła mnie straszyła i mąż mowi ze biłam sie z nią i
                strasznie krzyczałam to było okropne modliłam sie nadal to w dzien
                gdy byłam sama w domu zaczełam czuc czyjas obecnosc i wiecznie
                czułam strach cos stukało chodziło samo spadało i czułam ZIMNO
                okropne zimno a wtedy był sierpien 30 stopni za oknem do dzis
                niewiem co to było
          • Miałam bardzo podobne odczucie.Dzień przed sprowadzeniem ciała mojego brata ze szkocji.Mąż i córka rano wyszli z domu (córka do szkoły ,Mąż pilnować mojej firmy bo ja nie byłam w stanie)Jakeś 30 min po ich wyjściu .Leżałam w łóżu miałam oczy zamknięte ale nie spałam.Słyszałam jak ktoś wchdzi do mieszkania dzrzwi były zamknięte na klucz a ta osoba nie otwierała dzrzwi kluczem.I poczułam taki dziwny chłód jak by był przeciąg.Ale czułam spokuj i dalej nie otwierałam oczu.I tak jak by szelest kurtki (mój brat nosił taką szeleszczącą)Wiedziałam że to On.Bałm się otworzyć oczy żeby nie stracić chociaż tej jego obecności.Poczułam chłód na policzku tak jak by mnie głaskał po nim i odgarniał mi włosy z niego.W końcu nie wytrzymałam i raptownie się zerwałam z łóżka.Niestety już go nie było dzrzwi były zamknięte na klucz..........W noc kiedy odszedł punkt 3...Obudziłam się ja moja mama i babcia....żegnał się z nami .Wierzę że jest to możliwe bo sama tego doświadczyłam tylko żałuję że już nie przychodzi......
            • Wioletto
              ja tez doswaidczylam czegos podobnego. tez w pokoju jakby powiew ale glaskanie
              po policzku nie dawalo chlodu, raczej ten dotyk byl normalny. Wiem, ze to moja
              corka bo mial bardzo delikatne dlonie i to byly jej raczki tak czulam. Tez balam
              sie otworzyc oczu aby to sie nie skonczylo. TAk bym chciala zeby to sie
              powtorzylo. Bo bylo to w ubieglym roku, dwa miesiace po jej odejsciu. Byla tez
              sytuacja,ze Agtaka przyszla i polozyla sie za moimi plecami i wiemze to byla Ona
              . do dzis czuje ten dotyk.Teraz mnie nie odwiedza, poszla dalej. Ale w inny
              sposob manifestuje swoja nade mna opieke. W kazdym razie ja tak odczytuje.
              A jeszcze apropo z tym chłodem. Czytałam, ze kiedys i w niektorych kulturach
              nadal to funkcjonuje nie daje sie ciala do chlodni tylko przez trzy dni sa
              odprawiane (jak i dawniej u nas) modlitwy, itd. bo ponoc zmarły jeszcze do
              trzeciej doby odczuwa zimno, cieplo, itd. moze to tylko zabobon, ale tak jako
              ciekawostke pisze.
              Pozdrawiam
              Halina-mama Agatki
        • Moim zdaniem księża ukrywają jakąś ogromną tajemnicę związaną z
          życiem zmarłych, pozdrawiam
    • czytam te Wasze wypowiedzi, mam nadzieję, że znajdę w nich odpowiedż
      na pytanie, które nurtuje każdego z nas, czy coś jest po śmierci. No
      i niestety, utwierdzam się tylko w przekonaniu, że "spotkania z
      duchami" to tylko wytwory naszej bujnej wyobrażni, że nie ma nic.
      Moja mama zmarła niedawno, byłam z nią bardzo związana uczuciowo,
      często zdarzało się, że myślałyśmy o sobie w tym samym momencie i
      wtedy dzwoniłyśmy do siebie. Gdyby mama mogła dać mi znak z tamtego
      świata, zrobiłaby to. Gdy idę na cmentarz czuję tylko pustkę i
      tęsknotę, myślę o niej bardzo często, proszę, by przyszła. Nic
      takiego się nie dzieje. Zmarli nie mogą się z nami kontaktować, nie
      mają narzędzi w postaci ciała, które daje natura ludziom żywym.
      Jesli coć zostaje, to nie ma możliwości, aby dało nam znak z tej
      drugiej strony.
      • czytam duzo książek o zmarłych i niedawno przeczytam ze oni nie moga
        tak po prostu z nami sie komuniowac itd kiedy chcą to ze nam sie
        przysnia albo poczujemy koło siebie ich obecnosc to musza na to
        miec pozwolenie BOGA a ci ktorzy jeszcze nie doznali całkowitego
        oczyszczenia mają napewno trudniej badz cierpliwa a poczujesz za
        niedługo obecnosc mamy pozdrawiam cie aga
        • napisz coś więcej, potrzebuję teraz takiej rozmowy, potrzebuję, żeby
          znów uwierzyć, ze świadomością, że śmierć jest końcem wszystkiego
          cięzko mi zaakceptować mamy śmierć i trudno mi z tym żyć, mozesz
          napisać na priv
          • jakkalina to ja rozpoczęłam ten watek. Jestem z zawodu inżynierem,
            czyli logiczne myślenie to moje credo. Więc nie posadzajcie mnie o
            fantazjowanie, miałam wrażenie że po śmierci bliskiej mi osoby
            nastąpiło jakieś zachwianie równowagi energetycznej w moim
            otoczeniu.. przez kilka miesięcy psuły się różne rzeczy; wysiadały
            korki. żarówki, puszczały uszczelki w instalacjii wodnej, wysiadały
            telefony, zegarki , już nie pamiętam co jeszcze, ale byłam najpierw
            przestraszona a póżniej miałam tego dość... nie mówiąc o tym że
            gnębiły mnie jakieś /miałam wrażenie że zaległe /choroby . Gdy
            opiekowałam się chorym /a był jak roślinka / nic takiego sie nie
            działo wręcz przeciwnie, nie czułam trudu tej opieki dopiero jak
            odszedł... czym to wytłumaczyć? Czy móglby na ten temat zabrać głos
            kompetentny duchowny? Dlaczego milczą?
            • Moja siostrzenica chora na raka ciagle powtarzala -ciociu jak ja Ci sie
              odwdziecze chyba po smierci .Kiedy zmarła na dobre poczulam że jest w moim domu
              dziwny zapach i jej obecnosć .Ten zapach poczulam zaraz po jej smierci .Czulam
              go zawsze gdy byłam w pokoju gdzie ona spala ,gdy bylam sama .Czuli to tez inni
              domownicy .to trwalo tak długo że musiałam poprosić o pomoc fachowca .Dal mi tez
              taką modlitwe do odmawiania -Zywi do żywych ,umarli do umarlych a Ty idz tam
              gdzie cie Bóg poslal .Ojcze Nasz i Zdrowas w niedlugim czasie juz tego nie
              czulam .Miewałam natomiast sny takie wyraziste i znaczace o mojej mamie ,bracie
              ,tacie .Te sny byly takie po ktorych wiele zrozumialam i uspokoiłam sie .
          • przykro mi z powodu smierci twojej mamy gdy umarła moja babcia z
            ktorą bardzo byłam zrzyta pragnęłam aby mi sie przysniła a ona
            zawsze komus innemu a nie mnie i tak mam do tej pory ze gdy mi sie
            sni to jestem szczesliwa nie boje sie wypozycz sobie z biblioteki
            ksiazke o zmarłych i poczytaj ja bardzo wierze w Boga i ufam mu a
            gdy bedziesz miała ochote pogadac to ppodaje ci moj gg4799886
            pozdrawiam cie serdecznie
            • Aga, mój problem polega na tym, że moja wiara mocno osłabła przez
              mamy chorobę i jej śmierć. Brnę w to coraz bardziej, choć mam
              świadomość, że wiara bardzo by mi pomogła zaakceptować tę sytuację.
              Bardzo chciałabym wrócić do wiary w Boga, pomodlić się do niego, tak
              było kiedyś, ale widok umierającej mamy (byłam przy niej, potem sama
              ją ubrałam) jest dla mnie dużą barierą pozwalającą na akceptację
              tajemnicy śmierci opisanej w Biblii. Cały czas szukam kontaktu z
              mamą, tak bardzo chciałabym, aby dała znak, że śmierć nie jest
              końcem, ale nic takiego nie ma. Śniła mi się trzy razy (raz w
              trumnie, potem jak żyła i znów w trumnie) i to wszystko.
              • droga mazuniu minie jeszcze troche czasu zanim pozbierasz sie z tym
                przykrym wspomnieniem a zarazem smutnym z tego co piszesz
                wywnioskowałam ze masz zal do pana BOGA ze zabrał ci mame ale ja
                bardzo w niego wierze i ufam mu widzisz opisze ci moje ostatnie
                zdarzenie przez ostatnie dni modliłam ssie czesto za zmarłych i
                dusze w czysccu i w nocy znowu przyszła straszyc mnie zmora znowu
                czułam strach i okropnie sie bałam mąz mowił ze krzyczałam czułam
                rowniez jak ktos stoi przy mnie i mnie dotyka reka rano gdy sie
                obudziłam strach byl taki sam jak w nocy i przestałam sie modlic za
                te dusze i dzis spałam spokojnie niewiem czemu tak jest gdy ktos
                umrze znajomy czy z rodziny to czuje jego obecnosc przy mnie odrazu
                niechce zeby tak było bo czuje strach wierz w boga kochaj go i
                codziennie odmawiaj modlitwe zobaczysz ze twoja wiara w niego
                powroci pros go codziennie aby mamie było tam dobrze i zeby czuwała
                nad tobą a zobaczysz ze wkrotce wszystko sie zmieni pozdrawiam cie
                serdecznie i zyczę ci powrotu do wiary
                • Witam,polecam wam książkę "Rozmawiając z niebem" Jamesa van Praagha, mi ta
                  książka pomogła zrozumieć wiele rzeczy,trzy miesiące temu też straciłam ukochaną
                  mamę ale wierzę że jest przy mnie nawet wtedy gdy mi się nie śni...naprawdę
                  polecam tę książkę.Pozdrawiam was serdecznie
                  • np.także nadal do nabycia - Maria Simma, “Moje przeżycia z duszami
                    czyśćcowymi”
                    • Bardzo polecam książkę William P. Young. Chata.
                      Mnie osobiście bardzo pomogła zrozumieć pewne relacje Boga z człowiekiem w
                      chwili osobistej tragedii i zwątpienia w istnienie Boga
                      O książce:

                      Najmłodsza córka Mackenziego Allena Phillipsa Missy została porwana podczas
                      rodzinnych wakacji. W opuszczonej chacie, ukrytej na pustkowiach Oregonu,
                      znaleziono ślady wskazujące na to, że została brutalnie zamordowana. Cztery lata
                      później pogrążony w Wielkim Smutku Mack dostaje tajemniczy list, najwyraźniej od
                      Boga, a w nim zaproszenie do tej właśnie chaty na weekend. Wbrew rozsądkowi Mack
                      przybywa do chaty w zimowe popołudnie i wkracza do swojego najmroczniejszego
                      koszmaru. Jednakże to, co tam znajduje, na zawsze odmienia jego życie.
                      Mack spędza w chacie weekend, uczestnicząc w czymś w rodzaju sesji
                      terapeutycznej z Bogiem, nazywającym siebie Tatą, Jezusem, który pokazuje się
                      pod postacią żydowskiego robotnika, i Sarayu , Azjatką uosabiającą Ducha Świętego.
                      W czasach, gdy religia staje się coraz mniej istotna, "Chata" zmaga się z
                      ponadczasowym pytaniem: "Gdzie jest Bóg w świecie tak pełnym niewysłowionego
                      bólu?". Odpowiedzi, które dostanie Mack, zadziwią Was, i być może odmienią tak
                      jak jego. W otoczce twórczej błyskotliwości "Chata" jest głęboka duchowo,
                      teologicznie oświecająca i ma moc wpływania na życie. "Chata" odcina się zarówno
                      od komunałów religijnych, jak i tanich chwytów złego pisarstwa, i ujawnia coś
                      ważnego i pięknego na temat tańca życia z boskością. Tę historię czyta się jak
                      modlitwę, jak najlepszy rodzaj modlitwy, pełen męki, zadziwienia, jasności i
                      zaskoczenia. Spostrzeżenia Williama Younga są nie tylko zniewalające, ale
                      również prawdziwe i zgodne z Biblią. "Chata" to uprzejme zaproszenie do podróży
                      do samego serca Boga.
                      Brad Cummings , pierwszy wydawca książki sprzedawał ją z własnego garażu, a w
                      reklamę zainwestował jedynie... 300 dolarów. "Ludzie dzwonili i kupowali po
                      kilkanaście egzemplarzy lub całe paczki" - mówi Brad Cummings.
                      W maju 2008 roku jedno z największych amerykańskich wydawnictw Hachette Book
                      Group utworzyło spółkę z wydawcą "Chaty", aby wydać książkę pod wspólną marką z
                      pełnym rozmachu planem marketingowym.
                      Paul Young, autor "Chaty", mówi, że książka powstała jako prezent dla jego
                      sześciorga dzieci. "Chata" ma być metaforą "domu, który budujesz na własnym
                      cierpieniu".
                      Na wrażenia, jakie wywiera "Chata" na czytelnikach, zapewne wpłynął fakt
                      doświadczenia przez autora wielkiego nieszczęścia. Zazwyczaj osobiste tragedie
                      otwierają nas i uwrażliwiają. Tak było i tym razem. Na niezwykłą mieszankę
                      cierpienia i wiary niewątpliwie wywarły wpływ wychowanie i doświadczenia
                      Williama Younga z dzieciństwa. Jego rodzice byli misjonarzami. William P. Young
                      urodził się jako Kanadyjczyk i dzieciństwo spędził wśród plemienia z epoki
                      kamiennej żyjącego na Papui - Nowej Gwinei. Tam został zgwałcony. Pod wpływem
                      doznanego nieszczęścia Young doświadczył zwątpienia i przechodził kryzys wiary.
                      "Chata" jest beletrystyczną alegorią jego osobistej podróży przez ocean
                      zwątpienia aż do osiągnięcia wybaczenia. Young zaczął pisać książkę w 2005 roku,
                      aby pokazać swoje nawrócenie i nowe podejście do Boga. Do przedstawienia Boga
                      wykorzystał postać Murzynki, stolarza i Azjatki, starając się tym samym zmienić
                      religijne uprzedzenia. "Chciałem powiedzieć coś w rodzaju: wiesz, nie wierzę, że
                      Bóg jest Gandalfem ani Zeusem, który karze za jakiekolwiek twoje
                      niedoskonałości". Young rozdał pierwsze 10 kopii swoim dzieciom i przyjaciołom.
                      Kiedy przyjaciele przyszli po więcej, aby rozesłać je znajomym, pomyślał, że
                      książka nadaje się do udostępnienia większej liczbie odbiorców. Wysłał ją do
                      zaprzyjaźnionego pastora, który uznał ją za rzecz wyjątkową. We trójkę z Bradem
                      Cummingsem pracowali nad książką przez następne 16 miesięcy. Potem pokazywali ją
                      w wydawnictwach. Niestety, żadne nie było nią zainteresowane. Chrześcijańskie
                      wydawnictwa odrzucały ją jako zbyt świecką, komercyjne - jako zbyt religijną.
                      Wtedy zdecydowali się wydać "Chatę" na własny koszt.
                      "Chata" to piękna historia o tym , jak Bóg przychodzi do nas w naszych smutkach,
                      do nas uwięzionych we własnych rozczarowaniach, zdradzonych przez własne
                      wyobrażenia. Nigdy nie zostawia nas tam, gdzie nas znajduje, jeśli się przy tym
                      nie upieramy.
                      Będziecie chcieli, żeby wszyscy przeczytali tę książkę!
          • mazunia1 napisała:

            > napisz coś więcej, potrzebuję teraz takiej rozmowy, potrzebuję,
            żeby
            > znów uwierzyć, ze świadomością, że śmierć jest końcem wszystkiego
            > cięzko mi zaakceptować mamy śmierć i trudno mi z tym żyć,

            My odczuwamy obecnosc Basi (corka, 22 lata na zawsze). Kazdy z nas
            inaczej choc zapach czujemy wszyscy, ajest to cos niepowtarzalnego,
            pieknego i w swej ulotnosci bardzo intensywnego. Wierzymy w to i nie
            boimy sie tych kontaktow.
            Jesli o mnie chodzi to ja slysze - taki glos wewnetrzny - np jesli
            nie potrafie zapanowac nad rozpacza i ronie lzy, slysze jak moje
            dziecko mowi : "mamus obiecalas", jak to nie pomoglo w polkudnie
            kiedy weszlam do sypialni zapalilo sie samo swiatlo, a za moment
            przez dluzszy czas nie bylam w stanie zapalic swiatla w lazience, po
            wielokrotnych probach udalo sie. Do tej pory nie bylo takich zdazen.
            Swiatlo zgaslo tez moim dzieciom, o polnocy rozmawialy i plakaly po
            stracie siostry, nagle wszystkie urzad´zenia i swiatlo zgaslo, zeby
            znow zaczac bez zarzutu funkcjonowac, my z mezem ogladalismy program
            w telewizji pietro nizej i nic nie widzielismy.
            Corka ma sny z Basia, z nich sie dowiedziala jz przed rokiem, ze
            Basia odejdzie, a teraz dostala wiadomosc, ze nie cierpi, ze jest
            zadowolona.
            Syn w dzien smierci prosil siosre o znak, ze to nie koniec i w tym
            momencie uslyszal jak spiewa swoja ulubiona piosenke, potem poczul
            przeszywajace zimno i dotyk na rece, ktory manifestowal sie przez
            pare godzin podniesionymi wloskami i uczuciem ciepla. W dzien
            pogrzebu Basia pokazala mu sie przy mogile, jak macha mu na
            pozegnanie z usmiechnieta mina.

            Jesli chodzi o mnie, to kiedy siedzielismy na korytarzu i czekalismy
            na wiadomosc co z naszym dzieckiem, uslyszalam jej glos "Nie
            zatrzymujcie mnie". Od tego momentu staralam sie nastawic rodzine na
            to co nas spotka i tlumaczac, ze ona podejmuje najwazniejsza decyzje
            w tym zyciu i ze musimy to zaakceptowac.
            Wiem, ze niektorzy w to nie uwierza, ale to ich sprawa. Nam jest
            latwiej zyc wiedzac, ze smierc to nie koniec, tylko przejscie.
            Nie boimy sie tych kontaktow i znakow, ale wiemy, ze dla spokoju jej
            ducha musimy pozwolic jej znalezc swoje miejsce TAM, gdzie i my
            podazymy.
            Zycze wszystkim zaakceptowania tego co niezmienialne
            Helena
        • A możesz powiedziec jakie to ksiazki o zmarlych?
      • mazunia1 napisała:

        > czytam te Wasze wypowiedzi, mam nadzieję, że znajdę w nich
        odpowiedż
        > na pytanie, które nurtuje każdego z nas, czy coś jest po śmierci.
        No
        > i niestety, utwierdzam się tylko w przekonaniu, że "spotkania z
        > duchami" to tylko wytwory naszej bujnej wyobrażni, że nie ma nic.
        > Moja mama zmarła niedawno, byłam z nią bardzo związana uczuciowo,
        > często zdarzało się, że myślałyśmy o sobie w tym samym momencie i
        > wtedy dzwoniłyśmy do siebie. Gdyby mama mogła dać mi znak z
        tamtego
        > świata, zrobiłaby to. Gdy idę na cmentarz czuję tylko pustkę i
        > tęsknotę, myślę o niej bardzo często, proszę, by przyszła. Nic
        > takiego się nie dzieje. Zmarli nie mogą się z nami kontaktować,
        nie
        > mają narzędzi w postaci ciała, które daje natura ludziom żywym.
        > Jesli coć zostaje, to nie ma możliwości, aby dało nam znak z tej
        > drugiej strony.




        Masz racje ja mysle tak samo.
        Przeciez fdyby byla taka mozliwosc to zabojcy ktorzy nieraz trzymaja
        ofiare w tapczanie czy w szafie dosyc dlugo i spia zyja w tym samym
        pomieszczeniu oraz inni ktorzy robia straszne rzeczy zamurowuja w
        domach i tak zyja latami. To oni mieliby problemy to ich by
        straszylo Ja mysle, ze jesli jest jakas egzystencja po smierci to
        jest to zupelnie inna forma niz tu na ziemi. Bog tez nie jest
        przeciez dziadkiem z siwa broda siedzacym na chmurce.
        Nigdy sie tego nie dowiemy, niestety. Jednakze nie wierze, ze
        giniemy tak poprostu bez sladu. Wierze, ze jest jakis dalszy ciag
        ale jaki? Kto to wie?
        No powiedzcie gdzie bylyscie przed urodzeniem i czy przed bylo wam
        zle?
      • Poczytajcie materiały spirytystyczne

        no. ten , bardzo ciekawy
        Żałoba a kontakty ze zmarłymi - dziesięć zasad
    • Na poczatku pragne poinformowac,ze nie jestem osoba wierzaca.
      Pierwszy "kontakt" mialam ze swoja ukochana babcia. Zmarla dosc
      nagle i jej smierc byla dla mnie szokiem,plakalam calymi dniami za
      nia. Niestety nie moglam byc nawet na pogrzebie. W pare dni moze do
      dwoch tygodni po smierci kiedy juz rozpacz troche oslabla przysnila
      mi sie. Jechalysmy razem w autobusie,przytulilysmy sie razem i ona
      mi powiedziala,ze kocha mnie jak swoja corke. Jej slowa slyszalam
      bezposrednio w glowie i tak samo jej odpowiadalam. Ona przyszla sie
      ze mna pozegnac,bo tylko ja z calej rodziny nie zdazylam tego zrobic
      i to nie dawalo mi spokoju.
      Druga osoba byl moj ex chlopak,ktory zginal rok temu w wypadku
      samochodowym. Juz na drugi dzien przysnil mi sie,ze przezyl
      wypadek,ale byl nieszczesliwy i zdezorientowany. Nie wiedzial gdzie
      jest,a ja go probowalam pocieszyc. Po jakims czasie snil mi sie,ze
      jest juz pogodzony z tym co sie stalo. W innym snie przyniosl mi
      list,w ktorym przepraszal mnie za krzywdy z przeszlosci i wtedy
      przyjechala po niego niby policja i musial uciekac. Potem snil mi
      sie coraz rzadziej na ogol widywalam go w tlumie innych ludzi jak
      patrzyl na mnie,ale nie szukal juz kontaktu. Jemu sie tam samemu
      poprostu nudzilo i nie ummial sie dostosowac do syt. w ktorej sie
      znalazl. W tej chwili sni mi sie juz bardzo rzadko ostatni sen
      troche mnie wystraszyl,bo on czeka na mnie.
      • Cytuję Mazunię:
        Gdyby mama mogła dać mi znak z tamtego
        świata, zrobiłaby to. Gdy idę na cmentarz czuję tylko pustkę i
        tęsknotę, myślę o niej bardzo często, proszę, by przyszła. Nic
        takiego się nie dzieje. Zmarli nie mogą się z nami kontaktować, nie
        mają narzędzi w postaci ciała, które daje natura ludziom żywym.
        Jesli coś zostaje, to nie ma możliwości, aby dało nam znak.


        I Ona ma rację.Nie ma żadnego zaświatu ani żadnego Boga.Bo gdyby był,nie
        pozwoliłby ludziom tak cierpieć.W imię czego?I dlaczego?
        • Problem w tym że nieraz się "kontaktują" choć nie powinni
          Ten wymiar to ten. Jak coś "włazi", nawet jak ukochane
          trza ryzykować modlitwą (szczerą). Bo tanio i działa.
          \porządek musi być.
        • anka125 napisała:

          > Cytuję Mazunię:
          > Gdyby mama mogła dać mi znak z tamtego
          > świata, zrobiłaby to. Gdy idę na cmentarz czuję tylko pustkę i
          > tęsknotę, myślę o niej bardzo często, proszę, by przyszła. Nic
          > takiego się nie dzieje. Zmarli nie mogą się z nami kontaktować, nie
          > mają narzędzi w postaci ciała, które daje natura ludziom żywym.
          > Jesli coś zostaje, to nie ma możliwości, aby dało nam znak.
          >
          >
          > I Ona ma rację.Nie ma żadnego zaświatu ani żadnego Boga.Bo gdyby był,nie
          > pozwoliłby ludziom tak cierpieć.W imię czego?I dlaczego?

          a ja sie nie zgodze ,daja znaki np w snach ...
          • Sny to projekcje wlasnego udręczonego "ja" jak jest miłość.
            Skutecznie się "opędza" modlitwą i nawet trzeba, bo coś może zmylić
            A rozłąka i tak jest "narazie". \Na bank
            • Ja z moją mamą byłam bardzo ale to bardzo zżyta , bardzo cierpiała odeszła rok
              temu i śni mi się prawie co noc ale nie ma żadnego przekazu . Sny to po prostu
              jakieś zdarzenia które mogłyby zaistnieć jak by była tu na ziemi. Raz tylko
              miałam taki sen gdy znajomej wydałam trochę garsonek po mamie, to śniła mi się
              jak przyszła do domu i chciała się ubrać jedną z nich a ja myślałam przecież
              mamo umarłaś to jak to jest że przyszłaś i żyjesz i co ja jej teraz powiem gdzie
              są jej rzeczy, ale to był jeden taki sen, następne sny to już normalne .
        • Jezus Chrystus wyraźnie powiedział: „Królestwo moje nie jest z tego świata.”
          Biblia wzywa: „O tym, co w górze, myślcie, nie o tym, co na ziemi.” „…tego, co
          w górze, szukajcie.” O tej rzeczywistości chrześcijanie dawali w Biblii jasne
          świadectwo: „Wiemy bowiem, że jeśli ten namiot, który jest naszym ziemskim
          mieszkaniem, się rozpadnie, mamy budowlę od Boga, dom w niebie, nie rękoma
          zbudowany, wieczny. Dlatego też w tym doczesnym wzdychamy, pragnąc przyoblec się
          w domostwo nasze, które jest z nieba.”

          Bóg nie jest okrutny, Bóg jest wielce miłosierny. Moi drodzy cierpienie jest
          było i będzie częścią naszego życia. Ale nie dzieje się tak z Winy Pana. Bóg
          stwarzając świat uczynił go doskonałym, nie było na nim cierpienia. To człowiek
          mając wolną wolę wybrał zło ;-( A zło niesie za sobą konsekwencję m in. śmierć.
          Ale Bóg w swojej wielkiej miłości do człowieka zesłał nam swojego syna Jezusa i
          co z nim zrobiliśmy ? Opluliśmy Go, podeptaliśmy i ukrzyżowaliśmy. Pytam
          dlaczego ? Przecież on nic nam złego nie zrobił. A no właśnie szatan nas do tego
          nakłonił.
          Szatan kusił również Jezusa na pustyni mówiąc do niego mniej więcej tak " Dam Ci
          wszystkie królestwa tego Świata jeśli upadniesz i złożysz mi pokłon" Czyli
          wniosek płynie z tego taki, że nasz Świat należy do szatana, zresztą patrząc na
          to wszystko co obecnie się dzieje nie sposób tego nie zauważyć. Bóg w momencie
          kiedy człowiek mu się sprzeciwił i wybrał zło, postanowił dać człowiekowi wolną
          rękę. Pobyt na ziemi ma być naszym okresem próbowania, czy potrafimy i czy
          chcemy po śmierci być z Bogiem. I nie można zarzucić Bogu że stworzył człowieka
          i wpadł na genialny pomysł aby wystawiać ludzkość na próbę szatanowi. To
          człowiek wybrał zło.... Ciężko mi to tak w kilku słowach wyjaśnić i przekazać to
          co czuję.
          Ja straciłam swoją ukochaną mamunię 3 lata temu. Zachorowała na raka płuc.
          Bardzo chciała żyć umierała w domku na moich oczach. Było mi ciężko i też nie
          mogłam tego zrozumieć jak to dla czego. Ale pomagał mi Bóg do którego się
          modliłam Moja mam w sumie tak bardzo cierpiała około tygodnia potem była nie
          przytomna. Moi znajomi mówią że ich bliscy konali na raka miesiącami w
          strasznych bólach. I dopiero zdałam sobie sprawę że moja modlitwa skróciła mojej
          mamuni męki.
          Głęboko wierzę że spotkam się z mamą po śmierci. Pewnie że chciałabym żeby mama
          żyła miałam 22 lata jak zmarła. Ale wiem że życie ziemskie to tylko droga do
          życia wiecznego.
          Jan Paweł II powiedział takie słowa "
          Jeżeli coś lub ktoś każe Ci sądzić, że jesteś już u kresu, nie wierz w to!
          Jeżeli znasz odwieczną Miłość, która Cię stworzyła, to wiesz także
          że w Twoim wnętrzu mieszka dusza nieśmiertelna.
          Różne są w życiu pory roku. Jeżeli czujesz akurat, że zbliża się zima,
          chciałbym, abyś wiedział, że nie jest to pora ostatnia,
          bo ostatnią porą Twego życia będzie wiosna.
          Wiosna Zmartwychwstania.
          Całość Twojego życia sięga nieskończenie dalej niż jego
          granice ziemskie. Czeka Cie niebo.

    • Straciłam wiele bliskich osób babcię,tatę,męża,córkę i mamę.Zyję
      nadzieją,że kiedyś się spotkamy,chociaż żadna z tych ukochanych
      osób,które odeszły nie dała mi żadnego znaku-chyba,że tak
      zinterpretuję sen o mojej córce zaraz po jej śmierci....
      Ale pamiętam dzień,w którym zginął mój szwagier-wracałyśmy z
      siostrą wieczorem z poczty(wysyłałyśmy telegramy z informacją o tej
      tragedii)i obie widziałyśmy go jak stoi przed domem,później w nocy
      usłyszałam jego głos,żebym wstała i wyłączyła telewizor.
      Wierzę,że coś istnieje po śmierci,minęło ponad trzydzieści lat,a ja
      pamiętam tą postac.Niestety moi najbliżsi nie pokazali mi się
      nigdy...
      • I niestety nie licz na to że się ukarzą.
        Nic takiego nie istnieje.To tylko nasza wyobraźnia.
        Ja sama czekałam na jakiś znak od najbliższych przez dziesiątki lat.I nic z tego.
        Dlatego jestem pewna - nie ma życia"po".
        • mazunia, czuję dokładnie to, co ty.Jakbym swoją wypowiedź czytała ;(
          Też straszne zachwianie mam wiary..choć tego bardzo nie chce, czuję
          pustkę, modlitwa jest dla mnie "potokiem słow" i raczej odklepuję
          jakieś formułki niż naprawdę się modlę.Chcę to zmienić..ale jak?
          Mama przed śmiercią (nie wiedziała, że umiera), kiedy sie rozpłakałam
          i powiedziałam jej, że "nie wierzę już w Boga skoro tak ci pozwala
          cierpieć", odpowiedziała "nie wolno ci tak mówić..trzeba
          wierzyć.zobacz, że ja cały czas się modlę"

          A co do tematu: akurat w kontakt ze zmarłymi ja wierzę, bo w mojej
          rodzinie mnóstwo przykładów na takie kontakty mieliśmy. Ja sama (o co
          znów mam żal) niestety, czegoś takiego doświadczyc nie mogę, choć
          usilnie proszę mamę, żeby do mnie przyszła.
          Mój mąz zawsze przed krytycznym dniem dostaje we śnie ostrzeżenie od
          swojego ojca i ZAWSZE COŚ SIĘ DZIEJE po takim śnie: albo ma wypadek,
          albo problem właściwie nie do rozwiązania...
          Nie chcę teraz pisać o innych przykładach..może kiedyś..narazie nie
          mam siły ;(
        • anka125 napisała:

          > I niestety nie licz na to że się ukarzą.
          > Nic takiego nie istnieje.To tylko nasza wyobraźnia.
          > Ja sama czekałam na jakiś znak od najbliższych przez dziesiątki lat.I nic z teg
          > o.
          > Dlatego jestem pewna - nie ma życia"po".

          Jest życie po śmierci. Do mnie wprawdzie nigdy żaden duch nie przyszedł i
          dobrze, bo bym się przestraszyła :-) Ale moja mama po swojej śmierci odwiedziła
          moją teściową około 5 razy była nawet u niej w domu. Na pewno chciała żeby ta
          się mną zaopiekowała i żeby się o nią modliła. Teściowa opisywała postać mamy.
          Widziała smukłą wysoką postać z długimi włosami, moja mamcia za młodu tak
          wyglądała. (bo muszę powiedzieć, że była śliczna). Zastanawiałam się czemu do
          mnie nie przychodzi. Ale z drugiej strony tak sobie myślę że to że jej nie
          widzę, ni musi oznaczać że nie przychodzi. Może wie że się boję. Może Pan Bóg
          mamie zabrania,a może potrzebuje modlitwy od kogoś obcego kto nie był z nią tak
          emocjonalnie związany.
          A co do mojej teściowej to ona niestety jest w tej nieciekawej sytuacji, że to
          już nie pierwszy raz ktoś do nie przychodzi. Kiedyś przychodziła do niej
          sąsiadka, która uratowała jej życie, przychodziła tak około roku. Przyszła do
          niej w dzień pogrzebu ubrana dokładnie tak jak została pochowana. A teściowa nie
          wiedziała jak była ubrana, bo nie była nawet na pogrzebie tak bardzo się bała.
          Dopiero jak opowiedziała córce zmarłej o tym ze u niej była i jak wyglądała to
          ta córka jej powiedziała, w co była ubrana do trumny :-( W sumie to nie
          zazdroszczę. Ni chciałabym mieć takiego daru. A niektórzy z Was się domagają,
          dowodu że jest inny świat :-) Ale Jezus powiedział " Uwierzyłeś, bo zobaczyłeś,
          Błogosławieni Ci którzy nie widzieli, a uwierzyli". A wiem że to nie jest łatwe,
          bo to daleko wykracza bo za ludzką wyobraźnie, ale są na świecie rzeczy, których
          ludzki umysł nie ogarnie, co nie znaczy że ich nie ma.
          Jak to powiedział A. Mickiewicz " Czucie i wiara więcej do mnie mówią niż
          mędraca szkieło i oko ...:-)"
          Wyobraźcie sobie na przykład taką sytuację, że nagle któreś z Was cofa się do
          średniowiecza, siedzi sobie pod drzewem z laptopem i z komóreczką, nie mówiąc
          już o takim wynalazku jak samochód. Są dwie opcje albo byście zostali uznani za
          czarownicę -ka, bądź prawie za Boga, któremu oddawali by pokłon itp.

          Pozdrawiam Wszystkich nie dowiarków.

          PS wybraliście najłatwiejszą drogę NIE WIARĘ :-(
          Dla ciekawych wkleję poniżej link do bardzo ciekawej strony opisującej osobiste
          wyznanie Pani Glori, która opowiada o swojej śmierci klinicznej.
          www.voxdomini.com.pl/sw/gloria_polo.htm
          • wybacz zoeyo ale ten link który podałaś o doświadczeniach owej
            Glorii to tendecyjna, wręcz natrętna propaganda kościoła
            katolickiego nie tyle do uwierzenia w życie wieczne co strasząca
            wszystkich, którzy nie są jego wyznawcami ( a chodzi jak zwykle o
            kasę za każdą duszyczkę).Jest wiele innych relacji osób, które
            obiektywnie opowiadają o swoich przeżyciach. Ta pani zaś zaliczyła
            raj, czyściec i piekło za jednym zamachem nie mówic o jej ciele(
            tylko gdzie są dowody na to jak wyglądała zaraz po wypadku).Trochę
            to naciągane.No nie trochę, bardzo.
            • miseczka.0 napisała:

              > wybacz zoeyo ale ten link który podałaś o doświadczeniach owej
              > Glorii to tendecyjna, wręcz natrętna propaganda kościoła
              > katolickiego nie tyle do uwierzenia w życie wieczne co strasząca
              > wszystkich, którzy nie są jego wyznawcami ( a chodzi jak zwykle o
              > kasę za każdą duszyczkę).Jest wiele innych relacji osób, które
              > obiektywnie opowiadają o swoich przeżyciach. Ta pani zaś zaliczyła
              > raj, czyściec i piekło za jednym zamachem nie mówic o jej ciele(
              > tylko gdzie są dowody na to jak wyglądała zaraz po wypadku).Trochę
              > to naciągane.No nie trochę, bardzo.

              Masz prawo do własnej opinii. Penie zaliczasz się do tych osób, które jak nie
              zobaczą to nie uwierzą. Ok w porządku, więc niech tak pozostanie, ja nie mam
              żadnych dodatkowych argumentów na potwierdzenie tego świadectwa. Ale mnie
              osobiście to wszystko co opisała ta kobieta wydaje się logiczne i ja jej wierzę.
              Jest tam jasna klarowna granica pomiędzy dobrem, a złem. Jest wyraźnie opisane
              co jest dobre, a co złe. Uznając świadectwo Pani Glorii za prawdziwe,
              automatycznie chcąc nie chcąc trzeba by było to rozgraniczenie dobra i zła
              przyjąć. A nie dla wszystkich jest to wygodne. Bo nie każda kobieta chce
              rezygnować z antykoncepcji itp. Więc lepiej uznać to za propagandę kościoła
              katolickiego i żyć dalej w stworzonym przez siebie systemie wartości.
              Nie mówię tego bezpośredni do Ciebie, bo oczywiście wiem że można być dobrym
              człowiekiem nie będąc katolikiem. Chodzi mi ogólnie o nie których ludzi którzy
              sami sobie tworzą swój system wartości, określają co jest dobre a co złe itp. A
              w momencie kiedy kościół, bądź inna osoba im mówi że to jest złe, to uznają to
              za propagandę, ciemnogród itp.
              Ale kościół nie mówi tego wszystkiego po to żeby kogoś potępić, dokuczyć komuś
              tylko żeby uświadamiać i nikogo do niczego nie zmusza. Człowiek ma prawo wyboru.
              W związku z tym wybierajmy, słuchajmy, analizujmy, i dopiero podejmujmy decyzje,
              bo może w tym co mówi kościół jest trochę prawdy ? Jeśli jednak nie uznajemy
              tego i pozostajemy przy swoich poglądach to nie oczerniajmy kościoła i nie
              osądzajmy go po propagandę. Cóż złego w przesłaniu księży, w wyznaniu Pani
              Glorii ? nic...czy te wypowiedzi komuś dokuczają NIE. Propagandę i to w
              najgorszym tego słowa znaczeniu to rozprzestrzeniała komunistyczna Rosja i to
              było złe, a nie słowa księdza z ambony.

              Pozdrawiam Serdecznie :-)
        • ALE DLACZEGO TAK BEZWZGLĘDNIE ODBIERASZ NADZIEJĘ INNYM?
    • Nie wiem, co o tym mysleć. Kiedy w kwietniu tego roku przysniło mi
      sie, że umarli moi rodzice (oboje jednego dnia) - tego samego dnia
      moja mama miała udar mózgu. Nigdy nie doszła do siebie i po pół roku
      zmarła. Na tydzien przed śmiercią, kiedy była juz nieprzytomna,
      przyszła do mnie we śnie i pożegnała sie ze mną. Usciskała mnie i
      wycałowała. Przyszła do mnie wraz ze swoja zmarła siostrą. Siostra
      przyszła jakby po mamę. Wiem tez od wuja, że mamy siostra ciągle do
      niego przychodziła po śmierci. Może czekała na moja mamę? Ale po
      śmierci mama jak dotąd (1,5 misiące) nie przyszła juz do mnie we
      śnie ani w żaden inny sposób. Mój ojciec nawet popłakuje, że ona w
      ogóle mu sie nie śni.
      Za to kilkanascie lat temu zmarł mój brat stryjeczny - popełnił
      samobójstwo. On odwiedzał mnie często, podobnie jak całą swoją
      rodzinę. Śnił się prawie wszystkim. I mówił mi, że jest mu dobrze i
      jest szczęśliwy. Tak było przez około 3 lata od jego smierci. Teraz
      od dawna juz mi sie nie śnił.
    • tak.

      wczoraj odwiedzil mnie moj zmarly tata.
      zmarl 8 grudnia, w moje urodziny, widzial go moj chlopak i nasza coreczka...
    • Ja zobaczyłam i poczułam przez moment coś....moja znajoma popełniła samobójstwo
      i wspominałam ją taką jaką pamiętałam za życia czyli normalną osobę( ukrywała
      swoje problemy) i myślałam o niej pozytywnie, kiedy niespodziewanie zobaczyłam w
      wyobraźni szarobiałą twarz, otoczoną ciemnością spoglądającą na mnie jakby z
      piwnicy czy spod ziemi,to był ktoś pozbawiony samodzielności i zdolności
      poruszania się, ktoś kto czuje się jak NIC (jak człowiek w ciężkiej
      depresji)ktoś kto nie jest w stanie wyrwać się z tego ciemnego miejsca i z
      poczucia własnej bezwartościowości. Ten obraz pojawił się samoistnie nigdy
      wcześniej czegoś takiego sobie nie wyobrażałam. Nie wiem co to było. Jestem
      sceptyczna wobec takich relacji innych ludzi i zawsze bardziej wierzę ze
      fantazjują niż mówią prawdę, ale zjawiska paranormalne istnieją na pewno , tylko
      nie mam przekonania co do istnienia życia po śmierci ciała. To że umierające
      osoby dają znak bliskim można tłumaczyć jako ostatnie tchnienie, ostatni przekaz
      zanim zgasną, a potem może już nie być nic, tylko z drugiej strony ten inny
      wymiar do którego czasem mamy dostęp może wcale nie potrzebuje materii do tego
      żeby istnieć i dusza może też nie potrzebuje zasilania z naszego świata.
      Jeżeli to co zobaczyłam jest realne w jakimś innym wymiarze, to znaczy że dusza
      zmarłego nie ma takiej swobody działania jak nam się wydaje i nie może odwiedzać
      nas kiedy ma na to ochotę albo kiedy ją wzywamy, że na tamtym świecie może też
      mieć problemy i to co mówi kościół o czyśćcu i naszym wsparciu modlitwami dla
      takich dusz jest jak najbardziej realne. Przywoływanie duchów z tamtego świata
      może im szkodzić.
      • wystarczy odwiedzic psychiatre ;]
        • Odwiedziłam. Powiedział, że jestem normalna :)))
        • A potem niedowiarki dziwią się że ludzie nie opowiadają o takich
          doświadczeniach. Odważyłam się o tym powiedzieć i zaraz ktoś mnie wysyła do
          psychiatry. Dlatego lepiej jest milczeć. Jestem przeciętną kobietą, pracuję, mam
          rodzinę, staram się rozwijać i myślę RACJONALNIE. Kiedy odkryłam w sobie
          zdolności paranormalne byłam przerażona i udałam się do psychiatry i do
          psychotronika. Lekarz nie stwierdził u mnie choroby, a psychotronik uspokoił że
          nic złego się nie dzieje.
          Ci co stracili bliskich niech będą dobrej myśli, że ich życie się nie skończyło
          i wspierają ich modlitwą i dobrymi wspomnieniami.
          Zgłosiłam moją pierwszą wypowiedź do wykasowania i mam nadzieję że moderator to
          uszanuje.
          • Nie przejmuj się taką wypowiedzią jednej nizbyt kulturalnej osoby.
            To forum jest po to aby każdy mógł się wypowiedzieć, a dla mnie
            każda informacja potwierdzająca istnienie innego wymiaru jest bardzo
            ważna i troszkę zmniejsza ból po stracie Mamuni, powodując nadzieję,
            że jej jest tam dobrze i kiedyś sie spotkamy.
            • Właśnie po to opisałam to co czułam, żeby dać świadectwo że życie po śmierci
              jest możliwe i że opowieści o spotkaniach z duchami czy duszami czyśćcowymi albo
              spotkania we śnie to wcale nie bajki. Jeżeli ktoś wierzy w Boga a nie wierzy w
              życie po śmierci, to niech zastanowi się czy jego wiara ma sens. Strata bliskiej
              osoby jest bardzo bolesna i nie wierze że ten świat jest tak okrutnie urządzony
              żeby życie kończyło się bezsensownym unicestwieniem. Czwarty wymiar jest na
              pewno, mam na to dowody, ale lepiej już nie będę o tym opowiadać. Może tylko
              powiem że wyczułam śmierć dwóch osób, kiedy one były daleko ode mnie, umierały w
              nocy i dopiero na drugi dzień rano dostawałam wiadomości że nie żyją.
              Twoja mama jest w drodze do Boga, do prawdy, do miłości, przeszła tylko na
              kolejny etap rozwoju duchowego. Tak myślę. A my musimy dokończyć naszą misje tu
              na ziemi i zająć się ziemskimi sprawami, na życie po życiu przyjdzie dla
              każdego czas, tak to chyba jest zaplanowane i skonstruowane. Każdy z nas ma tu
              na ziemi przerobić swoją lekcję.
              • Droga mouse13 absolutnie nie przejmuj sie niedowiarkami. Ludzie sa rozni i
                trzeba to zaakceptowac. Ja po prostu zawsze przechodze do porzadku dziennego nad
                takimi wypowiedziami i nigdy nie odpowiadam na tego typu teksty. Po co, ja wiem
                swoje. Jesli ktos mysli inaczej jego sprawa. Moj maz np. po smierci corki
                odwrocil sie od boga uwaza ze po smierci nie ma nic, ze nie ma boga, bo gdyby
                byl nie pozwolil by by nasze dziecko odeszlo tak szybko, bo by wysluchal naszych
                blagan, zebraniny o zycie dla naszej corci... ija wiem ze jemu jest jeszcze
                ciezej niz mnie. Ja mimo wszystko wiary nie stracilam i wierze tez ze tak jak
                mowisz przechodzimy z jednego zycia do drugiego. I ja rowniez mialam tego
                namacalne dowody o ktorych wczesniej pisalam. Zwlaszcza w pierwszych 3
                miesiacach po smierci Agatki.
    • Witam bardzo serdecznie MOUSE13 bardzo bym chciala nawiazac z TOBA blizsza
      znajomosc iwymienic swoje doswiadczenia w temacie /zycie po smierci/mozemy
      wymieniac poglady i doswiadczenia w tym temacie /moj adres /emmakempa @gazeta
      pl/pozdrawiam i czekam
      • Cóż, można powiedzieć że ja doświadczyłem kiedyś kontaktu ze zmarłą, bliską mi
        osobą. Było to dla mnie niezapomniane przeżycie. Parę razy miałem też kontakty z
        różnymi "bytami", ale chciałbym ostrzeć żeby jednak unikać tego typu rzeczy, bo
        nie zawsze wiadomo kto jest po drugiej stronie.
        --
        Krew dla boga krwi, a czaszki na tron z czaszek.
        "Iron Maiden? Też kiedyś słuchałem."- hasło księdza po wizycie.
        • Po smierci nic nie ma. Jestesmy robakami. Zycie czlowieka jest tyle samo warte
          co zycie kurczaka, np. Nasze uczucia to tez tylko iluzja. Zyjemy w jakims
          matrixie stworzonym przez nasze umysly. Nikt nami z gory nie steruje. A kontakt
          ze zmarlymi to tylko produkt naszego mozgu. Tak bardzo by sie chcialo zeby po
          cos bylo. Ja o smierci bardzo bliskiej mi kiedys osoby dowiedzialam sie 2 lata
          po fakcie. Wczesniej nawet przez mysl mi nie przeszlo, ze ta osoba nie zyje. I
          co, wraz z ta tragiczna wiadomoscia pojawil sie oczywiscie wyimaginowany
          kontakt, mnostwo zbiegow okolicznosci. Po uplywie kilku miesiecy jestem w
          stanie w miare racjonalnie mylec. Przez dwa lata myslalam o tej osobie jako o
          zyjacej i nie doswiadczylam zadnego kontaktu (tzn. prawie zadnego bo, kiedy
          dowiedzialam sie o smierc tej osoby to potrafilam nawet wydarzenia z przeszlosci
          powiazac z tym niby kontaktem, szkoda tylko ze wtedy nie pomyslalam ze to jest
          moje kochanie). Wydaje mi sie, ze jest to tylko mechanizm obronny w postaci
          fantazjowania uzywany przez nas zeby nie oszalec z bolu. Nie potrafimy pogodzic
          sie z faktem (przynajmniej ja nie potrafie), ze wszystko sie kiedys konczy tak
          samo jak wszystko sie kiedys zaczyna.
          Podobno oplakujac smierc bliskich oplakujemy wlasna smierc. Tylko co z tymi co
          tej smierci pragna, pragna przestac istniec i nic nie czuc. Czas leczy rany, to
          pewne u kazdego. Nie da sie rozpaczac cale zycie tak samo. Kiedys bol mija,
          czasami tylko maleje i wraca sie do w miare normalnego zycia. Tylko po co nam to
          zycie?
        • serpentor666 napisał:

          > Cóż, można powiedzieć że ja doświadczyłem kiedyś kontaktu ze zmarłą, bliską mi
          > osobą. Było to dla mnie niezapomniane przeżycie. Parę razy miałem też kontakty
          > z
          > różnymi "bytami", ale chciałbym ostrzeć żeby jednak unikać tego typu rzeczy, bo
          > nie zawsze wiadomo kto jest po drugiej stronie

          Kika razy po smierci mojej corci odczuwalam jej obecnosc. Dostalam tez wyrazne
          znaki. Pisalam o tym juz w ktoryms z tematow. Nie odczuwalam wtedy zadnego leku,
          a tylko dziwny spokoj i radosc i pewnosc ze to nie jest wytwor mojej wyobrazni,
          ze to slysze i czuje naprawde, ze to sie dzieje naprawde.
          Wczoraj kiedy przyszlam od mamy z dolu na gore do swojego mieszkania widzialam
          cos dziwnego (tylko przez moment)na tapczanie na ktorym zmarla agatka w jej
          pokoju Takie zlote refleksy swietlne i to samo na sersci kota w drugim pokoju.
          Gdy podeszlam blizej do kota zeby sie dokladniej przyjrzec to zniklo. Dzien byl
          pochmurny, mglisty, nie swiecilo sie zadne swiatlo i jestem przy zdrowych
          zmyslach. Nie czulam zadnego niepokoju. Natomiast w nocy okolo 2 -3 zbudzilo
          mnie cos jakby ciezar na ramieniu, jakby kot skakal po koldrze, czulam ciezar i
          straszny niepokoj. Obudzialm sie przestraszona i nie moglam zasnac, dopiero jak
          odmowilam kilka modlitw za spokoj dusz czysccowych uspokoilam sie. Nie wiem co
          to bylo. Napewno nie sen
          i nie Agatka. Wydaje mi sie ze te zlote odblaski to byla jej obecnosc, a to nad
          ranem nie wiem co...Juz dawno nc takiego sie nie zdarzylo.
          Halina- mama Agatki
          • Od razu zaznaczam, ze jestem realistką i do tej pory nei wierzyłam w
            takie rzeczy.
            ale....
            -po smierci siostry w jej pokoju przez kilka dni unosiłą się piękny
            aromat świeżo zmielonej w ekspresie kawy ( uwielbiaął kawę, a
            ekspres znajduje się w kuchi - w zupelnie innej cześci domu)
            - pies kóry spałzawsze z moja siostrą i wylegiwał się w jej pokoju
            przez tydzien od śmierci nei chciał tam wejsc. jak go maż wniósł to
            pies zwiał,
            - sny - mam bardzo realne sny z moja siostra - tez pojawia sie motyw
            ze jej zimno, wskakuje mi pod kołdre , przytula się, czuje jej
            zapach, miękkość jej włosów. Ona w tych snach płacze, mówi jak
            tęskni, wypytuje się o rodzinę...
            - w ubiegła sobotę maż leżałw łóżku a wstałam i zaczęłam zwijać
            rolety. Nagle mój maż pyta sie mnie - kto ma sie trzymac? zdziwono
            odpwoiedziałam,z e przeciez nic nei mówiłam, maż (realista, ateista,
            niedowiarek)sie upiera że słyszał wyraźne slowa "TRZYMAJCIE
            SIĘ"........
          • Dzis o 4 rano minely 2 tygd od odejscia K. Zle spalam, nie pomaga mi
            juz Dormicum, budze sie w nocy i juz nie zasypiam twardym snem.
            Tuz nad ranem, przed pobudka, mialam dzis krotki sen - przyszedl do
            mnie moj ukochany K, a raczej snilo mi sie, ze odiwedzam go w
            szpitalu: siedzi na lozku, ale wygladam bardzo ladnie, przytyl (pod
            koniec choroby byl niesamowicie wychudzony), na Jego twarzy nie bylo
            zmeczenia. Rozmowa byla krotka, odnosnie Jego chcoryby, ze
            ewidentnie jest lepiej, bo przytyl. a potem powiedzial mi, ze bardzo
            tęskni..... obudzialam sie i nie bylam pewna czy snilo mi sie, czy
            tak bardzo chcialam,zeby K przyszedl,ze mialam omamy. ale wiem,ze
            byl, tylko na chwile, na tyle ile mogl... i te 2 tygodnie dzis... ta
            tesknota jest taka straszna, i te Jego slowa.. plakalam rano w
            lazience, Mama tez plakala...
    • Znajoma ma dwoje dzieci.W tym czasie jeden chlopczyk jeszcze nie chodzil.Drugi
      byl w wieku 5-ciu lat.Byla sama w domu (maz mial wrocic nad ranem z
      podrozy)Dzieci polozyla spac na pietrze.Sama poszla na kanape z ksiazka w
      reku.Po dluzszym czasie uslyszala smiech i gaworzenie mlodszego
      syna.Zdziwiona,ze dziecko sie obudzilo poszla na pietro sprawdzic co sie
      dzieje.Starszy chlopiec siedzial na lozku i zaczal opowiadac,ze przyszedl
      wujek(ktorego dzieci bardzo kochaly)Chlopiec zaczal mowic,ze wujek wzial na rece
      malego(byl jego chrzesnym)ucalowal,pomachal im reka i z usmiechem
      zniknal.Znajoma powiedziala,ze to jest niemozliwe bo wujka nie widziala i go tu
      nie ma.Chlopiec sie rozplakal i mial zal do matki,ze mu nie wierzy.Nad ranem
      wrocil jej maz i powiedzial jej,ze jego brat zginal w wypadku samochodowym w
      nocy.Opowiedziala mezowi co sie wydazylo w nocy w pokoju chlopcow.Doszli do
      wniosku,ze przyszedl sie pozegnac z chlopcami za ktorymi przepadal.
      • ...kilkanascie lat temu spotykałam się z pewnym chłopakiem ..bylismy
        parą ...studiowaliśmy...życie było szalone piekne..mieszkaliśmy w
        akademiku...miłość skończyła się przez moja kolezankę-kiedys
        przyjaciółkę...odbiła mi mojego chłopaka...strasznie to
        przeżywałam...nie mogłam patrzeć jak on spacerował z
        nią..tulił ..smiali się w głos...mijaliśmy sie na korytarzu
        odwracałam głowę..nie chciałam z nim rozmawiać on próbował mi to
        jakoś wyjaśnić...ich znajomość trwała krótko..Irek cieżko zachorował
        białaczka- trwało to naprawdę bardzo krótko....jego klespydra w
        akademiku zbiła mnie znóg.....nie pojechałam na pogrzeb..nie
        mogłam..nie miałam silły...ciągle czułam taki zal do niego..nie
        mogłam sobie tego wyobrazić że już się nie spotkamy na korytarzu
        akademiskim....czułam złość i do siebie również...wiecie co?
        przyszedł do mnie po jakimś miesiącu..przepraszał tak mocno...prosił
        o wybaczenie które było mu potrzebne....nie wiedziałam jego twarzy
        stał bokiem do mnie..czułam jego zapach...wiecie jak bardzo sie
        ucieszyłam że przyszedł...przytuliłam się do niego i powiedziałm
        żeby był spokojny...jego odejście śmierć zbliżyła mnie z jego
        przyjacielem od 13 lat jesteśmy razem....
        • Dzis nad ranem snili mie sie rodzice... Tata zmarl juz 14 lat temu,
          a mama w grudniu.
          Zadzwonilam do nich. Odebral tata, spytalam sie o mame , a tata
          odpowidzial mi, ze mama czuje sie bardzo dobrze. Spytalam sie ich
          jaki chca miec nagrobek na cmentarzu i oni mi dokladnie powiedzieli
          jak ma on wygladac.
          Mam ogromna nadzieje, ze oni sa teraz razem i sa szczesliwi. Czuje ,
          ze opiekuja sie mna i moja rodzina....
          • Mama zmarła 8 marca Pare dni pozniej moja kuzynka dostała mieszkanie i poszła
            na grób mojej mamy powiedziec że nie musi sie juz martwic i że ma juz gdzie
            mieszkać w ostatnia noc w starym mieszkaniu do mojej kuzynki przyszła moja mama
            nic nie mówiła tylko stala i patrzyła na pokoj tak jakby chciała sie upewnić
            czy to prawda. 1 lutego urodził sie mojej kuzynce syn wiec moja mama tuliła go
            do siebie miesiac i pare dni. po jej smierci kiedy mały miał 2 miesiace kuzynka
            połozyła go na srodek rozłożonego tapczanu razem z pieknie zasłaną posielą zeby
            było bezpiecznie.... kuzynka poszła do kuchni przygotwac mleko po może 8 min
            usłyszała jakby zamykanie okna i płacz dziecka wiadomo czas karmienia kiedy
            weszła do pokoju zamurowało ja mały lezał na srodku pokoju na ziemi zaraz koło
            łożeczka nie ma szans zeby 2 miesieczne dziecko w ciagu 8 min pokonało tapczan
            i lezec wzdłóż łożeczka wielokrotnie potem zostawiałysmy małego na tym
            tapczanie i nic to nierealne naprawde Dziecko nie miało również zadnych guzów
            zaczerwienien nic no i nastepna dziwna rzecz na tapczanie leżało pionowo czyli
            jakby ciało miało wzdłóż poduszek a jak było na ziemi to lezało poziomo czy to
            może 2 miesieczniak . Z kuzynką doszliśmy do wniosku że musiała to zrobic moja
            mama przyszła sie poprzytulać od tej pory juz sie mojej kuzynce nie sni i nie
            odczuwa jej bliskosci .
            --
            Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
            kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
    • Dzis w nocy przezylam cos dziwnego... Obudzilam sie w pewnym momencie i bylo mi strasznie zimno. Ubralam sie tak jakby co najmniej bylo -10stopni, ale to nie pomoglo. Przykrylam sie cieplym kocem na koldrze i dalej bylo mi bardzo, bardzo, wrecz rzerazliwie zimno. Po jakims czasie w koncu zasnelam... Dzis z rana bylo juz mi goraco(co nie jest dziwne, w koncu ubrana jak na mroz). Czy to mozliwe, ze to byla moja mama??????????????????????? Slyszalam, ze jak zmarli pzychodza to wlasnie taki chlod sie odczuwa. Czy to mozliwe, czy po prostu chlodna noc byla... Zastanaiwam sie nad tym, bo wczoraj przed zasnieciem prosilam mame o jakis znak, bo nic jej nie odczuwam, czy to mozliwe zeby to byla ona???? Moze ktos czegos podobnego doswiadczyl...
      • Nie wydaje mi sie aby mama w taki sposob zamanifestowala swoja obecnosc.
        Organizm w momencie bardzo silnego stresu czy wzburzenia moze powodowac takie
        odczucia. Tez cos podobnego mialam, az zebami szczekalam i nie moglam nad tym
        zapanowac(po pierwszej operacji corki).
        Pozdrawiam
        Halina-mama Agatki
    • Leze w lozku od wczoraj przycisnieta grypa...(bez goraczki!!)

      Dzisiaj moj maz wyjechal w delegacje o 6:00 nad ranem, a ja mialam zamiar wstac
      o 8:00 i zajrzec do mojej firmy.

      Obudzilam sie o 8:00-mej slyszac jakies trzaski w kuchni (sypialnia na drugim
      pietrze), pomyslylam: no chyba mu (mojemu mezowi) sie termin przesunol (co bylo
      na porzadku dziennym).

      Mieszkam w domku szeregowym i wiedzialam, ze po obu stronach scian sasiedzi
      wyjechali na urlop (bo koty dokarmiam).

      Leze tak po przebudzeniu moze z 5 minut, i sylsze wyrazne kroki po schodach do
      mojej sypialni, nastepnie slysze i WIDZE!!!! jak klamka (nie naoliwiona) sie
      zapada!!!!!, ale dzwi sie nie otwieraja!!!

      Bylam zdenerwowana bo myslalam, ze moj maz znowu cos waznego zapomnial (np.
      jakas dyskietke na prezentacje).

      Natychmiast wstalam, po drodze ubierajac szlafrok, i schodzac na dol zastalam
      pustke..., nikogo nie bylo.....!!!!!!, pobieglam na pierwsze pietro zeby
      zobaczyc czy auto mojego meza stoi i naszych sasiadow, ale 3-y parkingi byly
      puste.........

      Bedac w salonie czekajac na kawe wczesniej zapazona w ekspresie, zasatanawiajac
      sie nad realnoscia przezycia, nagle poczulam w moich nozdzach perfum mojej
      kochanej mamusi, i wszystko stalo sie piekne, proste, tak jakby ktos czuwal
      nademna i wziol z moich ramion ciezar cierpienia i dal chec do dalszych krokow
      poczynania........

      To bylo niesamowite........, przepiekne......


      • U nas od jakiegoś miesiąca samoisnie włącza się wyciąg w kuchni ...
        • Witajcie.Ja takze przezylam kontakt ze zmarlym.Ale u mnie sytuacja
          ta jest dziwna.Ja osobiscie nie znalam osoby,ktorej obecnosc
          czulam.Byl to dobry kolega mojej kolezanki.To bylo w jej
          urodziny.Poszlam do niej zlozyc jej zyczenia,i podczas rozmowy temat
          spadl na tor tej osoby wlasnie zmarlej(2 czy 3 lata temu).W pewnym
          momencie poplakalysmy sie obie-ona z tesknoty za kolega,ja z
          sytuacji ktora nastapila.Podczas gdy obie plakalysmy poczulam w
          pewnym momencie ze ktos za mna stoi.Obrocilam sie ale nikogo tam nie
          bylo,drzwi od pokoju byly zamkniete.znowu sie odwrocilam przodem do
          kolezanki i nadal czulam obecnosc kogos obcego w pokoju.Czulam go
          doslownie na plecach.Nie wiem skad,ale wiedzialam ze to on.Zapytalam
          go po cichu czy powiedziec jej o tym.Nic nie odpowiedzial,ale ja
          wiedzialam ze mowi tak.Nie slyszalam go,ale wiedzialam co mowi,jakby
          mowil,odpowiadal w mojej glowie,w moich myslach.Powiedzialam:''wiesz
          co nie uwierzysz mi,uznasz mnie za nienormalna,ale ja czuje jego
          obecnosc,wiem ze tu jest''.Sama sie zdziwilam jej
          odpowiedzia.Odpowiedziala mi ze wie,rozumie bo tez tak miala.Gdy
          nadchodzila jakas zla sytuacja w jej zyciu,ona czula go,wiedziala ze
          nad nia czuwa.Pozniej wrocilam od niej do domu,polozylam sie i
          czulam go nadal,ze on kolo mnie lezy.Od tamtej pory wierze w takie
          rzeczy,pozatym ja nigdy nie bylam jesli chodzi o zmarlych i o takie
          sprawy nastawiona zle,zawsze gdzies tam wiedzialam ze to jest
          mozliwe choc jestem osoba nie wierzaca.Jesli chodzi o moje podejscie
          do zmarlych,to ja osobiscie mam cos takiego ze jak chodze na grob
          np.do dziadka czy kogos bliskiego to rozmawiam z ta osoba,wiem ze
          mnie slyszy,opowiadam jej wszystko co sie dzieje,co i jak.Dodatkowo
          gdy jestem w innym miejscu poza cmentarzem wiem ze ta osoba mnie
          widzi i obserwuje,co pozwala mi nie robic zlych rzeczy-czuje ze ma
          nademna kontrole o moich decyzjach i poczynaniach.
          Wiec jesli chodzi o moja wiare na ten temat to jestem osoba,ktora
          wierzy w to.wierzy z zycie pozagrobowe i wie ze ludzie zmarli jesli
          naprawde chce sa w stanie do nas dotrzec w jakichkolwiek sposob.:)
    • Opowiem wam moją historię... Spotykałam się z chłopakiem. Pochodził
      z patologicznej rodziny... Był Bardzo wrażliwy. Jego ojciec był
      alkoholikiem. Rodzice się rozwiedli Sam zanim mnie poznał żył w
      świecie gier komputerowych... Byliśmy bardzo zakochani. Ale w końcu
      zaczął się dziwnie zachowywać i mnie zostawił bez powodu... Po
      miesiącu powiesił się...Wiadomo co sie działo... Siebie obarczyłam
      całą winą, miałam mysli samobójcze. Jeszcze przed pogrzebem
      odwiedził mnie we śnie. Nie wierzę ze to były moje urojenia.
      Rozmawiał ze mną. Pytałam czy jest teraz szczęśliwy a on
      odpowiedział że tam gdzie jest jest tak jak na ziemi...Zrozumiałam
      że to nie może być niebo i że potrzebuje pomocy. Zabrał mnie na
      spacer... Dokładnie zapamiętałam gdzie chodzilismy. Na pogrzebie
      zobaczyłam to miejsce. Było obok cmentarza. Umawiałam się z nim.
      Mówiłam w myślach odpowiedz mi dzis na to i na to pytanie. Wtedy
      zjawiał się w śnie. To trwało jakiś czas. Zawsze jak patzryłam na
      jego szyje to uśmiechał się tylko. Ostatni sen był dzień przed
      świentem zmarłych. Przyszedł w nim do mojego pokoju w nocy gdy
      leżałam włużku więc sama nie wiem czy to była jawa czy
      sen .Powiedział tylko że już jest dobrze. Pożegnał się. Powiedział
      ze więcej już mu nie wolno przyjsć i że mnie kocha...Wtedy coś go
      wchłoneło i już wiecej nie miałam takiego snu... Snił mi się ale
      wiedziałam wtedy że to tylko moja wyobrażnia. Ksiądz twiedził że
      muszę się odizolować od tego bo może mi coś grozić. Bardzo go kocham
      i za nim tęsknie. Co o tym myslicie?:-(((((((((((

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Okazje.info.pl

Bestsellery

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.