Dodaj do ulubionych

Czy ktoś doświadczył kontaktu ze zmarłym?

03.10.07, 08:30
Byłam niedowiarkiem /dotyczy duchów/ po śmierci bliskiej mi osoby
przeżyłam szok! Osoba zmarła była przy mnie czułam i słyszałam ją.
Nie muszę opisywać co przeżyłam, nie wiedziałam gdzie szukać
pomocy u lekarza czy księdza.
Czy ktoś miał podobne doświadczenia?
Zaznaczam że wszystkie wymogi dot. religii były spełnione.
Dlaczego jedni przeżywają podobne historie a inni nie?
Czy coś wiadomo na ten temat?
Lączę pozdrowienia Jk.
Edytor zaawansowany
  • 05.10.07, 10:11
    ja nie doświadczyłam tego, ale czekam az moja mama może się do mnie
    odezwie i powie, doradzi jak zawsze. Czy osoba, której obecność
    czułas powiedziała Ci jak tam jest?
  • 05.10.07, 21:39
    wierzę że istnieje powiązanie pomiędzy tamtym światem a naszym,wiele razy tego
    doświadczyłam i teraz po śmierci mamy też tego doświadczam.Zapewne wiele osób
    potrafi to wytłumaczyć w jakiś racjonalny sposób ale ja wierzę że zmarli
    potrafią dać nam jakiś sygnał.Moja mama po śmierci śniła się prawie każdemu z
    rodziny zadowolona,uśmiechnięta,ładna i wiem że jest jej tam dobrze to jest znak
    od niej...wierzę w to...
  • 06.10.07, 22:19
    ja chcialabym doswaidczyc takiego kontaktu...chcialabym zeby moja
    mama do mnie przyszla...pogodna, zdrowa,usmiechnieta.
  • 07.10.07, 07:39
    Tak.
    Gdy się nieco oswoiłam z tymi wizytami zapytałam - dlaczego tu
    jesteś? i otrzymalam odpowiedż że - tam jest zimno. /dosłownie
    takie słowa/.
    Następne spotkania to już bły tylko we śnie i coraz słabsze, po roku
    ustały.
    Pytałam ksiedza co o tym sądzi ale zostałam zbyta delikatnym żartem.
    Pozdrawiam Jk.
  • 07.10.07, 20:55
    Moja mama zmarła 20 stycznia, w czerwcu jak byłam na ogrodzie-
    ulubionym miejscu mamy, słyszałam mamy głos , dwa razy usłyszałam
    moje imie:ewa, ewa, -ale ten głos był smutny, dokładnie to było w
    dzień , gdy robiłam grobowiec dla mamy.Nie wiem co to miało znaczyć,
    ale słyszałam moja mamę.I teraz dwa dni temu nie mogłam spac w nocy,
    obudziłam się o 3 w nocy i tak przelezałam do 6 h. Tak lezałam ,
    oczy miałam zamknięte, w pewnym momencie słyszę jak drzwi otwierają
    sie do kuchni,(były zamknięte na klucz)wyraźnie słysze trzasnięcie,
    potem drzwi do pokoju sie otwierają , słysze kroki, tak jakby mama
    weszła, chwilkę postała i potem wychodzi slysze znów wyraźnie
    zamknięcie drzwi do pokoju i kuchni.A ja chodź oczy mialam
    zamknięte,byłam spokojna, tzn. nic a nic sie nie bałam, pamiętam jak
    zawsze mama mi mówiła, że matka swojemu dziecku nic nie zrobi, mam
    do dziś te słowa ciągle w pamięci. Ja wiem ,że to była mama, nie
    wiem dlaczego się obudziałam o 3 i nie mogłam zasnąć.Może tak miało
    być??? Nie wiem.Tak mi brakuje mojej kochanej mamy.
  • 08.10.07, 12:50
    Hej,
    odpisuję bo miałam podobne do Twoich kontaktow z moja Mama.
    Do mnie Mama przyszla raz w dzien dziecka nad ranem, tulila sie do
    mnie i mowila ze jej zimno. Nastepnym razem powiedziala mi, ze tam
    gdzie jest, jest jej bardzo zimno i zle, ale nawet stamtd bardzo
    kocha mnie i mojego brata. Po jakism czasie "konatkty" ustaly..:-(
  • 08.10.07, 18:21
    do mnie mama nie przyszła tak żebym ją widziała,ale często mi się śniła,chociaż
    po jej śmieci raz usłyszałam jej głos...szepnęłam mi do ucha zwykłe "hej",to był
    jej cudowny głos...szkoda że już go nigdy nie usłyszę:((( po pogrzebie
    pojechałam dla niej nad morze,jej marzeniem było zobaczyć przed śmiercią
    morze-nie zdążyła...pojechałam,siedząc wieczorem na plaży czułam jej zapach
    perfum,wiem że była ze mną...
  • 12.10.07, 19:36
    To jeszcze ja...
    .... z tym zimnem po tamtej stronie słyszałam już niejednokrotnie i
    zastanawiam się czy to nie jest związane z przeniesieniem ciała do
    chłodni? Wiem że dawniej gdy zmarł człowiek to był w domu, odbywało
    się czuwanie przy zwłokach przez bliskich, modlitwy i śpiewy...
    myślę żo to musiało mieć jakieś uzasadnienie....
    pozdrawiam Jk,
  • 19.10.07, 15:42
    kiedys widziałam osobę zmarłą wtedy nie wiedziałam ze on nie zyje
    dowiedziałam sie nastepnego dnia az dreszcze mi przechodzą a tak
    wogole to zawsze lubiałam czytac ksiazki o duszach cierpiacych w
    czysccu i nie dawno pozyczyłam ksiazke z biblioteki w kosciele o
    takich duszach tam sa modlitwy za te dusze gdy podczas codziennej
    modlitwy zaczełam sie za nie modlic w nocy zaczęła nachodzic mnie
    zmora dusiła mnie straszyła i mąż mowi ze biłam sie z nią i
    strasznie krzyczałam to było okropne modliłam sie nadal to w dzien
    gdy byłam sama w domu zaczełam czuc czyjas obecnosc i wiecznie
    czułam strach cos stukało chodziło samo spadało i czułam ZIMNO
    okropne zimno a wtedy był sierpien 30 stopni za oknem do dzis
    niewiem co to było
  • 19.10.07, 17:56
    Moja babcia powtarzała bój się żywych a nie zmarłych.Za zmarłych
    trzeba się modlić
  • 12.10.09, 19:46
    Miałam bardzo podobne odczucie.Dzień przed sprowadzeniem ciała mojego brata ze szkocji.Mąż i córka rano wyszli z domu (córka do szkoły ,Mąż pilnować mojej firmy bo ja nie byłam w stanie)Jakeś 30 min po ich wyjściu .Leżałam w łóżu miałam oczy zamknięte ale nie spałam.Słyszałam jak ktoś wchdzi do mieszkania dzrzwi były zamknięte na klucz a ta osoba nie otwierała dzrzwi kluczem.I poczułam taki dziwny chłód jak by był przeciąg.Ale czułam spokuj i dalej nie otwierałam oczu.I tak jak by szelest kurtki (mój brat nosił taką szeleszczącą)Wiedziałam że to On.Bałm się otworzyć oczy żeby nie stracić chociaż tej jego obecności.Poczułam chłód na policzku tak jak by mnie głaskał po nim i odgarniał mi włosy z niego.W końcu nie wytrzymałam i raptownie się zerwałam z łóżka.Niestety już go nie było dzrzwi były zamknięte na klucz..........W noc kiedy odszedł punkt 3...Obudziłam się ja moja mama i babcia....żegnał się z nami .Wierzę że jest to możliwe bo sama tego doświadczyłam tylko żałuję że już nie przychodzi......
  • 12.10.09, 20:52
    Wioletto
    ja tez doswaidczylam czegos podobnego. tez w pokoju jakby powiew ale glaskanie
    po policzku nie dawalo chlodu, raczej ten dotyk byl normalny. Wiem, ze to moja
    corka bo mial bardzo delikatne dlonie i to byly jej raczki tak czulam. Tez balam
    sie otworzyc oczu aby to sie nie skonczylo. TAk bym chciala zeby to sie
    powtorzylo. Bo bylo to w ubieglym roku, dwa miesiace po jej odejsciu. Byla tez
    sytuacja,ze Agtaka przyszla i polozyla sie za moimi plecami i wiemze to byla Ona
    . do dzis czuje ten dotyk.Teraz mnie nie odwiedza, poszla dalej. Ale w inny
    sposob manifestuje swoja nade mna opieke. W kazdym razie ja tak odczytuje.
    A jeszcze apropo z tym chłodem. Czytałam, ze kiedys i w niektorych kulturach
    nadal to funkcjonuje nie daje sie ciala do chlodni tylko przez trzy dni sa
    odprawiane (jak i dawniej u nas) modlitwy, itd. bo ponoc zmarły jeszcze do
    trzeciej doby odczuwa zimno, cieplo, itd. moze to tylko zabobon, ale tak jako
    ciekawostke pisze.
    Pozdrawiam
    Halina-mama Agatki
  • 17.01.09, 13:22
    Moim zdaniem księża ukrywają jakąś ogromną tajemnicę związaną z
    życiem zmarłych, pozdrawiam
  • 21.10.07, 19:41
    czytam te Wasze wypowiedzi, mam nadzieję, że znajdę w nich odpowiedż
    na pytanie, które nurtuje każdego z nas, czy coś jest po śmierci. No
    i niestety, utwierdzam się tylko w przekonaniu, że "spotkania z
    duchami" to tylko wytwory naszej bujnej wyobrażni, że nie ma nic.
    Moja mama zmarła niedawno, byłam z nią bardzo związana uczuciowo,
    często zdarzało się, że myślałyśmy o sobie w tym samym momencie i
    wtedy dzwoniłyśmy do siebie. Gdyby mama mogła dać mi znak z tamtego
    świata, zrobiłaby to. Gdy idę na cmentarz czuję tylko pustkę i
    tęsknotę, myślę o niej bardzo często, proszę, by przyszła. Nic
    takiego się nie dzieje. Zmarli nie mogą się z nami kontaktować, nie
    mają narzędzi w postaci ciała, które daje natura ludziom żywym.
    Jesli coć zostaje, to nie ma możliwości, aby dało nam znak z tej
    drugiej strony.
  • 24.10.07, 10:08
    czytam duzo książek o zmarłych i niedawno przeczytam ze oni nie moga
    tak po prostu z nami sie komuniowac itd kiedy chcą to ze nam sie
    przysnia albo poczujemy koło siebie ich obecnosc to musza na to
    miec pozwolenie BOGA a ci ktorzy jeszcze nie doznali całkowitego
    oczyszczenia mają napewno trudniej badz cierpliwa a poczujesz za
    niedługo obecnosc mamy pozdrawiam cie aga
  • 25.10.07, 11:03
    napisz coś więcej, potrzebuję teraz takiej rozmowy, potrzebuję, żeby
    znów uwierzyć, ze świadomością, że śmierć jest końcem wszystkiego
    cięzko mi zaakceptować mamy śmierć i trudno mi z tym żyć, mozesz
    napisać na priv
  • 29.10.07, 19:31
    jakkalina to ja rozpoczęłam ten watek. Jestem z zawodu inżynierem,
    czyli logiczne myślenie to moje credo. Więc nie posadzajcie mnie o
    fantazjowanie, miałam wrażenie że po śmierci bliskiej mi osoby
    nastąpiło jakieś zachwianie równowagi energetycznej w moim
    otoczeniu.. przez kilka miesięcy psuły się różne rzeczy; wysiadały
    korki. żarówki, puszczały uszczelki w instalacjii wodnej, wysiadały
    telefony, zegarki , już nie pamiętam co jeszcze, ale byłam najpierw
    przestraszona a póżniej miałam tego dość... nie mówiąc o tym że
    gnębiły mnie jakieś /miałam wrażenie że zaległe /choroby . Gdy
    opiekowałam się chorym /a był jak roślinka / nic takiego sie nie
    działo wręcz przeciwnie, nie czułam trudu tej opieki dopiero jak
    odszedł... czym to wytłumaczyć? Czy móglby na ten temat zabrać głos
    kompetentny duchowny? Dlaczego milczą?
  • 30.10.07, 18:47
    Moja siostrzenica chora na raka ciagle powtarzala -ciociu jak ja Ci sie
    odwdziecze chyba po smierci .Kiedy zmarła na dobre poczulam że jest w moim domu
    dziwny zapach i jej obecnosć .Ten zapach poczulam zaraz po jej smierci .Czulam
    go zawsze gdy byłam w pokoju gdzie ona spala ,gdy bylam sama .Czuli to tez inni
    domownicy .to trwalo tak długo że musiałam poprosić o pomoc fachowca .Dal mi tez
    taką modlitwe do odmawiania -Zywi do żywych ,umarli do umarlych a Ty idz tam
    gdzie cie Bóg poslal .Ojcze Nasz i Zdrowas w niedlugim czasie juz tego nie
    czulam .Miewałam natomiast sny takie wyraziste i znaczace o mojej mamie ,bracie
    ,tacie .Te sny byly takie po ktorych wiele zrozumialam i uspokoiłam sie .
  • 31.10.07, 10:49
    przykro mi z powodu smierci twojej mamy gdy umarła moja babcia z
    ktorą bardzo byłam zrzyta pragnęłam aby mi sie przysniła a ona
    zawsze komus innemu a nie mnie i tak mam do tej pory ze gdy mi sie
    sni to jestem szczesliwa nie boje sie wypozycz sobie z biblioteki
    ksiazke o zmarłych i poczytaj ja bardzo wierze w Boga i ufam mu a
    gdy bedziesz miała ochote pogadac to ppodaje ci moj gg4799886
    pozdrawiam cie serdecznie
  • 31.10.07, 14:36
    Aga, mój problem polega na tym, że moja wiara mocno osłabła przez
    mamy chorobę i jej śmierć. Brnę w to coraz bardziej, choć mam
    świadomość, że wiara bardzo by mi pomogła zaakceptować tę sytuację.
    Bardzo chciałabym wrócić do wiary w Boga, pomodlić się do niego, tak
    było kiedyś, ale widok umierającej mamy (byłam przy niej, potem sama
    ją ubrałam) jest dla mnie dużą barierą pozwalającą na akceptację
    tajemnicy śmierci opisanej w Biblii. Cały czas szukam kontaktu z
    mamą, tak bardzo chciałabym, aby dała znak, że śmierć nie jest
    końcem, ale nic takiego nie ma. Śniła mi się trzy razy (raz w
    trumnie, potem jak żyła i znów w trumnie) i to wszystko.
  • 06.11.07, 09:20
    droga mazuniu minie jeszcze troche czasu zanim pozbierasz sie z tym
    przykrym wspomnieniem a zarazem smutnym z tego co piszesz
    wywnioskowałam ze masz zal do pana BOGA ze zabrał ci mame ale ja
    bardzo w niego wierze i ufam mu widzisz opisze ci moje ostatnie
    zdarzenie przez ostatnie dni modliłam ssie czesto za zmarłych i
    dusze w czysccu i w nocy znowu przyszła straszyc mnie zmora znowu
    czułam strach i okropnie sie bałam mąz mowił ze krzyczałam czułam
    rowniez jak ktos stoi przy mnie i mnie dotyka reka rano gdy sie
    obudziłam strach byl taki sam jak w nocy i przestałam sie modlic za
    te dusze i dzis spałam spokojnie niewiem czemu tak jest gdy ktos
    umrze znajomy czy z rodziny to czuje jego obecnosc przy mnie odrazu
    niechce zeby tak było bo czuje strach wierz w boga kochaj go i
    codziennie odmawiaj modlitwe zobaczysz ze twoja wiara w niego
    powroci pros go codziennie aby mamie było tam dobrze i zeby czuwała
    nad tobą a zobaczysz ze wkrotce wszystko sie zmieni pozdrawiam cie
    serdecznie i zyczę ci powrotu do wiary
  • 06.11.07, 11:25
    Witam,polecam wam książkę "Rozmawiając z niebem" Jamesa van Praagha, mi ta
    książka pomogła zrozumieć wiele rzeczy,trzy miesiące temu też straciłam ukochaną
    mamę ale wierzę że jest przy mnie nawet wtedy gdy mi się nie śni...naprawdę
    polecam tę książkę.Pozdrawiam was serdecznie
  • 12.11.07, 16:12
    np.także nadal do nabycia - Maria Simma, “Moje przeżycia z duszami
    czyśćcowymi”
  • 12.10.09, 22:02
    Bardzo polecam książkę William P. Young. Chata.
    Mnie osobiście bardzo pomogła zrozumieć pewne relacje Boga z człowiekiem w
    chwili osobistej tragedii i zwątpienia w istnienie Boga
    O książce:

    Najmłodsza córka Mackenziego Allena Phillipsa Missy została porwana podczas
    rodzinnych wakacji. W opuszczonej chacie, ukrytej na pustkowiach Oregonu,
    znaleziono ślady wskazujące na to, że została brutalnie zamordowana. Cztery lata
    później pogrążony w Wielkim Smutku Mack dostaje tajemniczy list, najwyraźniej od
    Boga, a w nim zaproszenie do tej właśnie chaty na weekend. Wbrew rozsądkowi Mack
    przybywa do chaty w zimowe popołudnie i wkracza do swojego najmroczniejszego
    koszmaru. Jednakże to, co tam znajduje, na zawsze odmienia jego życie.
    Mack spędza w chacie weekend, uczestnicząc w czymś w rodzaju sesji
    terapeutycznej z Bogiem, nazywającym siebie Tatą, Jezusem, który pokazuje się
    pod postacią żydowskiego robotnika, i Sarayu , Azjatką uosabiającą Ducha Świętego.
    W czasach, gdy religia staje się coraz mniej istotna, "Chata" zmaga się z
    ponadczasowym pytaniem: "Gdzie jest Bóg w świecie tak pełnym niewysłowionego
    bólu?". Odpowiedzi, które dostanie Mack, zadziwią Was, i być może odmienią tak
    jak jego. W otoczce twórczej błyskotliwości "Chata" jest głęboka duchowo,
    teologicznie oświecająca i ma moc wpływania na życie. "Chata" odcina się zarówno
    od komunałów religijnych, jak i tanich chwytów złego pisarstwa, i ujawnia coś
    ważnego i pięknego na temat tańca życia z boskością. Tę historię czyta się jak
    modlitwę, jak najlepszy rodzaj modlitwy, pełen męki, zadziwienia, jasności i
    zaskoczenia. Spostrzeżenia Williama Younga są nie tylko zniewalające, ale
    również prawdziwe i zgodne z Biblią. "Chata" to uprzejme zaproszenie do podróży
    do samego serca Boga.
    Brad Cummings , pierwszy wydawca książki sprzedawał ją z własnego garażu, a w
    reklamę zainwestował jedynie... 300 dolarów. "Ludzie dzwonili i kupowali po
    kilkanaście egzemplarzy lub całe paczki" - mówi Brad Cummings.
    W maju 2008 roku jedno z największych amerykańskich wydawnictw Hachette Book
    Group utworzyło spółkę z wydawcą "Chaty", aby wydać książkę pod wspólną marką z
    pełnym rozmachu planem marketingowym.
    Paul Young, autor "Chaty", mówi, że książka powstała jako prezent dla jego
    sześciorga dzieci. "Chata" ma być metaforą "domu, który budujesz na własnym
    cierpieniu".
    Na wrażenia, jakie wywiera "Chata" na czytelnikach, zapewne wpłynął fakt
    doświadczenia przez autora wielkiego nieszczęścia. Zazwyczaj osobiste tragedie
    otwierają nas i uwrażliwiają. Tak było i tym razem. Na niezwykłą mieszankę
    cierpienia i wiary niewątpliwie wywarły wpływ wychowanie i doświadczenia
    Williama Younga z dzieciństwa. Jego rodzice byli misjonarzami. William P. Young
    urodził się jako Kanadyjczyk i dzieciństwo spędził wśród plemienia z epoki
    kamiennej żyjącego na Papui - Nowej Gwinei. Tam został zgwałcony. Pod wpływem
    doznanego nieszczęścia Young doświadczył zwątpienia i przechodził kryzys wiary.
    "Chata" jest beletrystyczną alegorią jego osobistej podróży przez ocean
    zwątpienia aż do osiągnięcia wybaczenia. Young zaczął pisać książkę w 2005 roku,
    aby pokazać swoje nawrócenie i nowe podejście do Boga. Do przedstawienia Boga
    wykorzystał postać Murzynki, stolarza i Azjatki, starając się tym samym zmienić
    religijne uprzedzenia. "Chciałem powiedzieć coś w rodzaju: wiesz, nie wierzę, że
    Bóg jest Gandalfem ani Zeusem, który karze za jakiekolwiek twoje
    niedoskonałości". Young rozdał pierwsze 10 kopii swoim dzieciom i przyjaciołom.
    Kiedy przyjaciele przyszli po więcej, aby rozesłać je znajomym, pomyślał, że
    książka nadaje się do udostępnienia większej liczbie odbiorców. Wysłał ją do
    zaprzyjaźnionego pastora, który uznał ją za rzecz wyjątkową. We trójkę z Bradem
    Cummingsem pracowali nad książką przez następne 16 miesięcy. Potem pokazywali ją
    w wydawnictwach. Niestety, żadne nie było nią zainteresowane. Chrześcijańskie
    wydawnictwa odrzucały ją jako zbyt świecką, komercyjne - jako zbyt religijną.
    Wtedy zdecydowali się wydać "Chatę" na własny koszt.
    "Chata" to piękna historia o tym , jak Bóg przychodzi do nas w naszych smutkach,
    do nas uwięzionych we własnych rozczarowaniach, zdradzonych przez własne
    wyobrażenia. Nigdy nie zostawia nas tam, gdzie nas znajduje, jeśli się przy tym
    nie upieramy.
    Będziecie chcieli, żeby wszyscy przeczytali tę książkę!
  • 24.04.17, 21:34
    mazunia 1 ja miesiąc temu też przeżyłam strasznie śmierć mojej ukochanej mamusi umierała w cierpieniach na raka ,również byłam przy jej strasznej śmierci minął miesiąc a ja nadal mam wszystko przed oczami i tak już bedę miała zawsze..nie umiem żyć bez niej ..tak bardzo mi jej brakuje:( równiez jak Ty niczego bardziej nie pragnę jak tego żeby przyszła do mnie,żeby dała znak ,że jest jej tam dobrze...bardzo wierzę w Boga,w Jego Miłosierdzie oraz w życie po śmierci łączyła mnie z mamą bezgraniczna miłość wiem ,że kiedyś przyjdzie ..wierzę w to.
  • 29.04.17, 18:52
    Czesc! Ja rowniez stracilam mame (w 02/2017), nowotwor piersi... I wierze, ze kiedys dane mi bedzie ja spotkac... Na razie bardzo czesto mi sie sni w nocy - niemal zawsze jest chora, opada z sil. Caly czas pytam siebie dlaczego? Byla slaba od wielu tygodni, ale nie lezaca! I nagle jednego dnia przestala chodzic, polozyla sie i po poludniu zmarla... Myslalam, ze mamy jeszcze przynajmniej kilka tygodni... Tylko 1 dzien zdazyla przyjac morfine... Jakby uciekla przed ta ostatnia faza choroby - cierpieniem, ktore dotyka wielu chorych... I jest mi smutno - ale dziekuje Bogu, ze jej zaoszczedzil tego nieludzkiego bolu! Trzymaj sie!
  • 28.10.09, 10:28
    mazunia1 napisała:

    > napisz coś więcej, potrzebuję teraz takiej rozmowy, potrzebuję,
    żeby
    > znów uwierzyć, ze świadomością, że śmierć jest końcem wszystkiego
    > cięzko mi zaakceptować mamy śmierć i trudno mi z tym żyć,

    My odczuwamy obecnosc Basi (corka, 22 lata na zawsze). Kazdy z nas
    inaczej choc zapach czujemy wszyscy, ajest to cos niepowtarzalnego,
    pieknego i w swej ulotnosci bardzo intensywnego. Wierzymy w to i nie
    boimy sie tych kontaktow.
    Jesli o mnie chodzi to ja slysze - taki glos wewnetrzny - np jesli
    nie potrafie zapanowac nad rozpacza i ronie lzy, slysze jak moje
    dziecko mowi : "mamus obiecalas", jak to nie pomoglo w polkudnie
    kiedy weszlam do sypialni zapalilo sie samo swiatlo, a za moment
    przez dluzszy czas nie bylam w stanie zapalic swiatla w lazience, po
    wielokrotnych probach udalo sie. Do tej pory nie bylo takich zdazen.
    Swiatlo zgaslo tez moim dzieciom, o polnocy rozmawialy i plakaly po
    stracie siostry, nagle wszystkie urzad´zenia i swiatlo zgaslo, zeby
    znow zaczac bez zarzutu funkcjonowac, my z mezem ogladalismy program
    w telewizji pietro nizej i nic nie widzielismy.
    Corka ma sny z Basia, z nich sie dowiedziala jz przed rokiem, ze
    Basia odejdzie, a teraz dostala wiadomosc, ze nie cierpi, ze jest
    zadowolona.
    Syn w dzien smierci prosil siosre o znak, ze to nie koniec i w tym
    momencie uslyszal jak spiewa swoja ulubiona piosenke, potem poczul
    przeszywajace zimno i dotyk na rece, ktory manifestowal sie przez
    pare godzin podniesionymi wloskami i uczuciem ciepla. W dzien
    pogrzebu Basia pokazala mu sie przy mogile, jak macha mu na
    pozegnanie z usmiechnieta mina.

    Jesli chodzi o mnie, to kiedy siedzielismy na korytarzu i czekalismy
    na wiadomosc co z naszym dzieckiem, uslyszalam jej glos "Nie
    zatrzymujcie mnie". Od tego momentu staralam sie nastawic rodzine na
    to co nas spotka i tlumaczac, ze ona podejmuje najwazniejsza decyzje
    w tym zyciu i ze musimy to zaakceptowac.
    Wiem, ze niektorzy w to nie uwierza, ale to ich sprawa. Nam jest
    latwiej zyc wiedzac, ze smierc to nie koniec, tylko przejscie.
    Nie boimy sie tych kontaktow i znakow, ale wiemy, ze dla spokoju jej
    ducha musimy pozwolic jej znalezc swoje miejsce TAM, gdzie i my
    podazymy.
    Zycze wszystkim zaakceptowania tego co niezmienialne
    Helena
  • 21.06.09, 02:36
    A możesz powiedziec jakie to ksiazki o zmarlych?
  • 12.08.09, 09:00
    mazunia1 napisała:

    > czytam te Wasze wypowiedzi, mam nadzieję, że znajdę w nich
    odpowiedż
    > na pytanie, które nurtuje każdego z nas, czy coś jest po śmierci.
    No
    > i niestety, utwierdzam się tylko w przekonaniu, że "spotkania z
    > duchami" to tylko wytwory naszej bujnej wyobrażni, że nie ma nic.
    > Moja mama zmarła niedawno, byłam z nią bardzo związana uczuciowo,
    > często zdarzało się, że myślałyśmy o sobie w tym samym momencie i
    > wtedy dzwoniłyśmy do siebie. Gdyby mama mogła dać mi znak z
    tamtego
    > świata, zrobiłaby to. Gdy idę na cmentarz czuję tylko pustkę i
    > tęsknotę, myślę o niej bardzo często, proszę, by przyszła. Nic
    > takiego się nie dzieje. Zmarli nie mogą się z nami kontaktować,
    nie
    > mają narzędzi w postaci ciała, które daje natura ludziom żywym.
    > Jesli coć zostaje, to nie ma możliwości, aby dało nam znak z tej
    > drugiej strony.




    Masz racje ja mysle tak samo.
    Przeciez fdyby byla taka mozliwosc to zabojcy ktorzy nieraz trzymaja
    ofiare w tapczanie czy w szafie dosyc dlugo i spia zyja w tym samym
    pomieszczeniu oraz inni ktorzy robia straszne rzeczy zamurowuja w
    domach i tak zyja latami. To oni mieliby problemy to ich by
    straszylo Ja mysle, ze jesli jest jakas egzystencja po smierci to
    jest to zupelnie inna forma niz tu na ziemi. Bog tez nie jest
    przeciez dziadkiem z siwa broda siedzacym na chmurce.
    Nigdy sie tego nie dowiemy, niestety. Jednakze nie wierze, ze
    giniemy tak poprostu bez sladu. Wierze, ze jest jakis dalszy ciag
    ale jaki? Kto to wie?
    No powiedzcie gdzie bylyscie przed urodzeniem i czy przed bylo wam
    zle?
  • 06.11.13, 10:36
    Poczytajcie materiały spirytystyczne

    no. ten , bardzo ciekawy
    Żałoba a kontakty ze zmarłymi - dziesięć zasad
  • 24.08.17, 13:51
    Masz rację . Po śmierci mojej mamy tylko jak sprzątałam mieszkanie to w pewnym momencie czułam ,że ona jest obok mnie i mówi"wyrzuć to ,niech nikt tego nie widzi ...śmiała sie bardzo serdecznie....." i ...więcej juz nie miałam żadnych przeczuć ...... Mówiono mi ,że jak matka sie sni to czeka człowieka choroba,ból lub inne nieprzyjemne spotkanie z rzeczywistościa....
  • 13.12.17, 15:59
    Nie zgodzę się z tym. Mój tata zmarł pół roku temu, od tego czasu od momentu pogrzebu aż do dziś co jakiś czas przychodzi do mnie we śnie i mówi o bieżących sprawach, które dzieją się w naszej rodzinie.Kiedy np popsuła się pralka, mówiłyśmy głośno z mamą, że brakuje taty,który wszystko potrafił naprawić, opiekował się w pewnym sensie nami i domem. Tej nocy przyśnił mi się mówiąc że czuwa nad nami i stara się nam pomagać. Radził mi nawet jak uporać się z zepsutą pralką. Innymi czasy przyśnił mi się po kłótni z mamą i zapytał czemu się tak kłócimy. Wierzę w takie rzeczy tym bardziej,że przed śmiercią taty przyśnił mi się jego przyjaciel, który zmarł na raka płuc i ostrzegł mnie, żeby tata na siebie uważał, żeby przestał palić bo może się to wszystko niedługo źle skończyć. Po roku tata równiez zachorował na raka płuc- podobnie jak jego przyjaciel i zgodnie z jego ostrzeżeniem we śnie. Zbyt wiele dziwnych przypadków się nam przytrafiło aby nie wierzyć w istnienie życia po śmierci oraz możliwość kontaktu zmarłych z żywymi. Słyszałam jednak, że nie każdy ma dar kontaktowania się z duszą.Nie każdemu zmarły zdoła się przyśnić,nie każdy niestety został obdarowany takimi możliwościami.Pozdrawiam
  • 12.11.07, 18:52
    Na poczatku pragne poinformowac,ze nie jestem osoba wierzaca.
    Pierwszy "kontakt" mialam ze swoja ukochana babcia. Zmarla dosc
    nagle i jej smierc byla dla mnie szokiem,plakalam calymi dniami za
    nia. Niestety nie moglam byc nawet na pogrzebie. W pare dni moze do
    dwoch tygodni po smierci kiedy juz rozpacz troche oslabla przysnila
    mi sie. Jechalysmy razem w autobusie,przytulilysmy sie razem i ona
    mi powiedziala,ze kocha mnie jak swoja corke. Jej slowa slyszalam
    bezposrednio w glowie i tak samo jej odpowiadalam. Ona przyszla sie
    ze mna pozegnac,bo tylko ja z calej rodziny nie zdazylam tego zrobic
    i to nie dawalo mi spokoju.
    Druga osoba byl moj ex chlopak,ktory zginal rok temu w wypadku
    samochodowym. Juz na drugi dzien przysnil mi sie,ze przezyl
    wypadek,ale byl nieszczesliwy i zdezorientowany. Nie wiedzial gdzie
    jest,a ja go probowalam pocieszyc. Po jakims czasie snil mi sie,ze
    jest juz pogodzony z tym co sie stalo. W innym snie przyniosl mi
    list,w ktorym przepraszal mnie za krzywdy z przeszlosci i wtedy
    przyjechala po niego niby policja i musial uciekac. Potem snil mi
    sie coraz rzadziej na ogol widywalam go w tlumie innych ludzi jak
    patrzyl na mnie,ale nie szukal juz kontaktu. Jemu sie tam samemu
    poprostu nudzilo i nie ummial sie dostosowac do syt. w ktorej sie
    znalazl. W tej chwili sni mi sie juz bardzo rzadko ostatni sen
    troche mnie wystraszyl,bo on czeka na mnie.
  • 13.09.08, 00:25
    Cytuję Mazunię:
    Gdyby mama mogła dać mi znak z tamtego
    świata, zrobiłaby to. Gdy idę na cmentarz czuję tylko pustkę i
    tęsknotę, myślę o niej bardzo często, proszę, by przyszła. Nic
    takiego się nie dzieje. Zmarli nie mogą się z nami kontaktować, nie
    mają narzędzi w postaci ciała, które daje natura ludziom żywym.
    Jesli coś zostaje, to nie ma możliwości, aby dało nam znak.


    I Ona ma rację.Nie ma żadnego zaświatu ani żadnego Boga.Bo gdyby był,nie
    pozwoliłby ludziom tak cierpieć.W imię czego?I dlaczego?
  • 13.09.08, 01:26
    Problem w tym że nieraz się "kontaktują" choć nie powinni
    Ten wymiar to ten. Jak coś "włazi", nawet jak ukochane
    trza ryzykować modlitwą (szczerą). Bo tanio i działa.
    \porządek musi być.
  • 13.09.08, 01:33
    anka125 napisała:

    > Cytuję Mazunię:
    > Gdyby mama mogła dać mi znak z tamtego
    > świata, zrobiłaby to. Gdy idę na cmentarz czuję tylko pustkę i
    > tęsknotę, myślę o niej bardzo często, proszę, by przyszła. Nic
    > takiego się nie dzieje. Zmarli nie mogą się z nami kontaktować, nie
    > mają narzędzi w postaci ciała, które daje natura ludziom żywym.
    > Jesli coś zostaje, to nie ma możliwości, aby dało nam znak.
    >
    >
    > I Ona ma rację.Nie ma żadnego zaświatu ani żadnego Boga.Bo gdyby był,nie
    > pozwoliłby ludziom tak cierpieć.W imię czego?I dlaczego?

    a ja sie nie zgodze ,daja znaki np w snach ...
  • 13.09.08, 01:41
    Sny to projekcje wlasnego udręczonego "ja" jak jest miłość.
    Skutecznie się "opędza" modlitwą i nawet trzeba, bo coś może zmylić
    A rozłąka i tak jest "narazie". \Na bank
  • 13.09.08, 20:13
    Ja z moją mamą byłam bardzo ale to bardzo zżyta , bardzo cierpiała odeszła rok
    temu i śni mi się prawie co noc ale nie ma żadnego przekazu . Sny to po prostu
    jakieś zdarzenia które mogłyby zaistnieć jak by była tu na ziemi. Raz tylko
    miałam taki sen gdy znajomej wydałam trochę garsonek po mamie, to śniła mi się
    jak przyszła do domu i chciała się ubrać jedną z nich a ja myślałam przecież
    mamo umarłaś to jak to jest że przyszłaś i żyjesz i co ja jej teraz powiem gdzie
    są jej rzeczy, ale to był jeden taki sen, następne sny to już normalne .
  • 20.11.08, 23:06
    Jezus Chrystus wyraźnie powiedział: „Królestwo moje nie jest z tego świata.”
    Biblia wzywa: „O tym, co w górze, myślcie, nie o tym, co na ziemi.” „…tego, co
    w górze, szukajcie.” O tej rzeczywistości chrześcijanie dawali w Biblii jasne
    świadectwo: „Wiemy bowiem, że jeśli ten namiot, który jest naszym ziemskim
    mieszkaniem, się rozpadnie, mamy budowlę od Boga, dom w niebie, nie rękoma
    zbudowany, wieczny. Dlatego też w tym doczesnym wzdychamy, pragnąc przyoblec się
    w domostwo nasze, które jest z nieba.”

    Bóg nie jest okrutny, Bóg jest wielce miłosierny. Moi drodzy cierpienie jest
    było i będzie częścią naszego życia. Ale nie dzieje się tak z Winy Pana. Bóg
    stwarzając świat uczynił go doskonałym, nie było na nim cierpienia. To człowiek
    mając wolną wolę wybrał zło ;-( A zło niesie za sobą konsekwencję m in. śmierć.
    Ale Bóg w swojej wielkiej miłości do człowieka zesłał nam swojego syna Jezusa i
    co z nim zrobiliśmy ? Opluliśmy Go, podeptaliśmy i ukrzyżowaliśmy. Pytam
    dlaczego ? Przecież on nic nam złego nie zrobił. A no właśnie szatan nas do tego
    nakłonił.
    Szatan kusił również Jezusa na pustyni mówiąc do niego mniej więcej tak " Dam Ci
    wszystkie królestwa tego Świata jeśli upadniesz i złożysz mi pokłon" Czyli
    wniosek płynie z tego taki, że nasz Świat należy do szatana, zresztą patrząc na
    to wszystko co obecnie się dzieje nie sposób tego nie zauważyć. Bóg w momencie
    kiedy człowiek mu się sprzeciwił i wybrał zło, postanowił dać człowiekowi wolną
    rękę. Pobyt na ziemi ma być naszym okresem próbowania, czy potrafimy i czy
    chcemy po śmierci być z Bogiem. I nie można zarzucić Bogu że stworzył człowieka
    i wpadł na genialny pomysł aby wystawiać ludzkość na próbę szatanowi. To
    człowiek wybrał zło.... Ciężko mi to tak w kilku słowach wyjaśnić i przekazać to
    co czuję.
    Ja straciłam swoją ukochaną mamunię 3 lata temu. Zachorowała na raka płuc.
    Bardzo chciała żyć umierała w domku na moich oczach. Było mi ciężko i też nie
    mogłam tego zrozumieć jak to dla czego. Ale pomagał mi Bóg do którego się
    modliłam Moja mam w sumie tak bardzo cierpiała około tygodnia potem była nie
    przytomna. Moi znajomi mówią że ich bliscy konali na raka miesiącami w
    strasznych bólach. I dopiero zdałam sobie sprawę że moja modlitwa skróciła mojej
    mamuni męki.
    Głęboko wierzę że spotkam się z mamą po śmierci. Pewnie że chciałabym żeby mama
    żyła miałam 22 lata jak zmarła. Ale wiem że życie ziemskie to tylko droga do
    życia wiecznego.
    Jan Paweł II powiedział takie słowa "
    Jeżeli coś lub ktoś każe Ci sądzić, że jesteś już u kresu, nie wierz w to!
    Jeżeli znasz odwieczną Miłość, która Cię stworzyła, to wiesz także
    że w Twoim wnętrzu mieszka dusza nieśmiertelna.
    Różne są w życiu pory roku. Jeżeli czujesz akurat, że zbliża się zima,
    chciałbym, abyś wiedział, że nie jest to pora ostatnia,
    bo ostatnią porą Twego życia będzie wiosna.
    Wiosna Zmartwychwstania.
    Całość Twojego życia sięga nieskończenie dalej niż jego
    granice ziemskie. Czeka Cie niebo.

  • 13.12.17, 16:11
    Ludzie nie cierpią przez Boga. To wlasnie jest nierozumienie naszej wiary. Wszyscy zwalają winę na Boga kiedy się coś nie udaje, a kiedy Bóg jest potrzebny zwracamy się do niego z prośbami. To wszystko niestety tak nie działa. Tylko my tu na ziemi jesteśmy za siebie odpowiedzialni,możemy sobie nawzajem pomagać lub podstawiac nogi, jesteśmy zdani tylko na siebie. Jednak dopiero życie po śmierci to nagroda za cierpienie i dobro lub tez kara za pokusy, grzechy. Tylko od nas zalezy jaką drogę obierzemy. Rozumiem ludzi, którzy odwracają się od Boga w obliczu jakiegoś wielkiego cierpienia lub straty(np straty dziecka), ponieważ rzeczą normalną jest, że napływają wtedy do nas wątpliwości o jego istnieniu skoro pozwala nam tak cierpieć. Kiedyś ktoś mi powiedział, że cierpienie powinno umacniać naszą wiarę, pozwalać doceniać dobro i piękno. Wiara daje nadzieje na to, że tym duszą którym odeszły jest teraz lepiej i że je jeszcze kiedyś spotkamy w lepszym świecie, a ich cierpienie było cierpieniem które zostanie im wynagrodzone.
  • 14.09.08, 18:34
    Straciłam wiele bliskich osób babcię,tatę,męża,córkę i mamę.Zyję
    nadzieją,że kiedyś się spotkamy,chociaż żadna z tych ukochanych
    osób,które odeszły nie dała mi żadnego znaku-chyba,że tak
    zinterpretuję sen o mojej córce zaraz po jej śmierci....
    Ale pamiętam dzień,w którym zginął mój szwagier-wracałyśmy z
    siostrą wieczorem z poczty(wysyłałyśmy telegramy z informacją o tej
    tragedii)i obie widziałyśmy go jak stoi przed domem,później w nocy
    usłyszałam jego głos,żebym wstała i wyłączyła telewizor.
    Wierzę,że coś istnieje po śmierci,minęło ponad trzydzieści lat,a ja
    pamiętam tą postac.Niestety moi najbliżsi nie pokazali mi się
    nigdy...
  • 26.09.08, 00:09
    I niestety nie licz na to że się ukarzą.
    Nic takiego nie istnieje.To tylko nasza wyobraźnia.
    Ja sama czekałam na jakiś znak od najbliższych przez dziesiątki lat.I nic z tego.
    Dlatego jestem pewna - nie ma życia"po".
  • 18.10.08, 11:34
    mazunia, czuję dokładnie to, co ty.Jakbym swoją wypowiedź czytała ;(
    Też straszne zachwianie mam wiary..choć tego bardzo nie chce, czuję
    pustkę, modlitwa jest dla mnie "potokiem słow" i raczej odklepuję
    jakieś formułki niż naprawdę się modlę.Chcę to zmienić..ale jak?
    Mama przed śmiercią (nie wiedziała, że umiera), kiedy sie rozpłakałam
    i powiedziałam jej, że "nie wierzę już w Boga skoro tak ci pozwala
    cierpieć", odpowiedziała "nie wolno ci tak mówić..trzeba
    wierzyć.zobacz, że ja cały czas się modlę"

    A co do tematu: akurat w kontakt ze zmarłymi ja wierzę, bo w mojej
    rodzinie mnóstwo przykładów na takie kontakty mieliśmy. Ja sama (o co
    znów mam żal) niestety, czegoś takiego doświadczyc nie mogę, choć
    usilnie proszę mamę, żeby do mnie przyszła.
    Mój mąz zawsze przed krytycznym dniem dostaje we śnie ostrzeżenie od
    swojego ojca i ZAWSZE COŚ SIĘ DZIEJE po takim śnie: albo ma wypadek,
    albo problem właściwie nie do rozwiązania...
    Nie chcę teraz pisać o innych przykładach..może kiedyś..narazie nie
    mam siły ;(
  • 20.11.08, 23:30
    anka125 napisała:

    > I niestety nie licz na to że się ukarzą.
    > Nic takiego nie istnieje.To tylko nasza wyobraźnia.
    > Ja sama czekałam na jakiś znak od najbliższych przez dziesiątki lat.I nic z teg
    > o.
    > Dlatego jestem pewna - nie ma życia"po".

    Jest życie po śmierci. Do mnie wprawdzie nigdy żaden duch nie przyszedł i
    dobrze, bo bym się przestraszyła :-) Ale moja mama po swojej śmierci odwiedziła
    moją teściową około 5 razy była nawet u niej w domu. Na pewno chciała żeby ta
    się mną zaopiekowała i żeby się o nią modliła. Teściowa opisywała postać mamy.
    Widziała smukłą wysoką postać z długimi włosami, moja mamcia za młodu tak
    wyglądała. (bo muszę powiedzieć, że była śliczna). Zastanawiałam się czemu do
    mnie nie przychodzi. Ale z drugiej strony tak sobie myślę że to że jej nie
    widzę, ni musi oznaczać że nie przychodzi. Może wie że się boję. Może Pan Bóg
    mamie zabrania,a może potrzebuje modlitwy od kogoś obcego kto nie był z nią tak
    emocjonalnie związany.
    A co do mojej teściowej to ona niestety jest w tej nieciekawej sytuacji, że to
    już nie pierwszy raz ktoś do nie przychodzi. Kiedyś przychodziła do niej
    sąsiadka, która uratowała jej życie, przychodziła tak około roku. Przyszła do
    niej w dzień pogrzebu ubrana dokładnie tak jak została pochowana. A teściowa nie
    wiedziała jak była ubrana, bo nie była nawet na pogrzebie tak bardzo się bała.
    Dopiero jak opowiedziała córce zmarłej o tym ze u niej była i jak wyglądała to
    ta córka jej powiedziała, w co była ubrana do trumny :-( W sumie to nie
    zazdroszczę. Ni chciałabym mieć takiego daru. A niektórzy z Was się domagają,
    dowodu że jest inny świat :-) Ale Jezus powiedział " Uwierzyłeś, bo zobaczyłeś,
    Błogosławieni Ci którzy nie widzieli, a uwierzyli". A wiem że to nie jest łatwe,
    bo to daleko wykracza bo za ludzką wyobraźnie, ale są na świecie rzeczy, których
    ludzki umysł nie ogarnie, co nie znaczy że ich nie ma.
    Jak to powiedział A. Mickiewicz " Czucie i wiara więcej do mnie mówią niż
    mędraca szkieło i oko ...:-)"
    Wyobraźcie sobie na przykład taką sytuację, że nagle któreś z Was cofa się do
    średniowiecza, siedzi sobie pod drzewem z laptopem i z komóreczką, nie mówiąc
    już o takim wynalazku jak samochód. Są dwie opcje albo byście zostali uznani za
    czarownicę -ka, bądź prawie za Boga, któremu oddawali by pokłon itp.

    Pozdrawiam Wszystkich nie dowiarków.

    PS wybraliście najłatwiejszą drogę NIE WIARĘ :-(
    Dla ciekawych wkleję poniżej link do bardzo ciekawej strony opisującej osobiste
    wyznanie Pani Glori, która opowiada o swojej śmierci klinicznej.
    www.voxdomini.com.pl/sw/gloria_polo.htm
  • 21.11.08, 13:24
    wybacz zoeyo ale ten link który podałaś o doświadczeniach owej
    Glorii to tendecyjna, wręcz natrętna propaganda kościoła
    katolickiego nie tyle do uwierzenia w życie wieczne co strasząca
    wszystkich, którzy nie są jego wyznawcami ( a chodzi jak zwykle o
    kasę za każdą duszyczkę).Jest wiele innych relacji osób, które
    obiektywnie opowiadają o swoich przeżyciach. Ta pani zaś zaliczyła
    raj, czyściec i piekło za jednym zamachem nie mówic o jej ciele(
    tylko gdzie są dowody na to jak wyglądała zaraz po wypadku).Trochę
    to naciągane.No nie trochę, bardzo.
  • 21.11.08, 20:35
    miseczka.0 napisała:

    > wybacz zoeyo ale ten link który podałaś o doświadczeniach owej
    > Glorii to tendecyjna, wręcz natrętna propaganda kościoła
    > katolickiego nie tyle do uwierzenia w życie wieczne co strasząca
    > wszystkich, którzy nie są jego wyznawcami ( a chodzi jak zwykle o
    > kasę za każdą duszyczkę).Jest wiele innych relacji osób, które
    > obiektywnie opowiadają o swoich przeżyciach. Ta pani zaś zaliczyła
    > raj, czyściec i piekło za jednym zamachem nie mówic o jej ciele(
    > tylko gdzie są dowody na to jak wyglądała zaraz po wypadku).Trochę
    > to naciągane.No nie trochę, bardzo.

    Masz prawo do własnej opinii. Penie zaliczasz się do tych osób, które jak nie
    zobaczą to nie uwierzą. Ok w porządku, więc niech tak pozostanie, ja nie mam
    żadnych dodatkowych argumentów na potwierdzenie tego świadectwa. Ale mnie
    osobiście to wszystko co opisała ta kobieta wydaje się logiczne i ja jej wierzę.
    Jest tam jasna klarowna granica pomiędzy dobrem, a złem. Jest wyraźnie opisane
    co jest dobre, a co złe. Uznając świadectwo Pani Glorii za prawdziwe,
    automatycznie chcąc nie chcąc trzeba by było to rozgraniczenie dobra i zła
    przyjąć. A nie dla wszystkich jest to wygodne. Bo nie każda kobieta chce
    rezygnować z antykoncepcji itp. Więc lepiej uznać to za propagandę kościoła
    katolickiego i żyć dalej w stworzonym przez siebie systemie wartości.
    Nie mówię tego bezpośredni do Ciebie, bo oczywiście wiem że można być dobrym
    człowiekiem nie będąc katolikiem. Chodzi mi ogólnie o nie których ludzi którzy
    sami sobie tworzą swój system wartości, określają co jest dobre a co złe itp. A
    w momencie kiedy kościół, bądź inna osoba im mówi że to jest złe, to uznają to
    za propagandę, ciemnogród itp.
    Ale kościół nie mówi tego wszystkiego po to żeby kogoś potępić, dokuczyć komuś
    tylko żeby uświadamiać i nikogo do niczego nie zmusza. Człowiek ma prawo wyboru.
    W związku z tym wybierajmy, słuchajmy, analizujmy, i dopiero podejmujmy decyzje,
    bo może w tym co mówi kościół jest trochę prawdy ? Jeśli jednak nie uznajemy
    tego i pozostajemy przy swoich poglądach to nie oczerniajmy kościoła i nie
    osądzajmy go po propagandę. Cóż złego w przesłaniu księży, w wyznaniu Pani
    Glorii ? nic...czy te wypowiedzi komuś dokuczają NIE. Propagandę i to w
    najgorszym tego słowa znaczeniu to rozprzestrzeniała komunistyczna Rosja i to
    było złe, a nie słowa księdza z ambony.

    Pozdrawiam Serdecznie :-)
  • 04.07.16, 22:50
    Pewnie byłam skłonna uwierzyć w świadectwo Pani Glorii, póki nie dobrnęłam do tego momentu:

    "Nagle odkryłam w tym bagnie również mojego tatę. Ujrzałam go zanurzonego po szyję w tej cuchnącej mazi. Przeszył mnie ból i głośno krzyknęłam: ?Tato, co tu robisz?? Odpowiedział płaczącym głosem: ?Moja córko, ach moja córko, cudzołóstwo, niewierność!?"

    ...a fragment dalej:

    "Nad tą niesamowitą i mroczną dziurą widzę kilka stopni. Spoglądam w górę i zauważam tam mojego ojca. Umarł 5 lat przed tym wydarzeniem. Stał prawie na skraju tej przepaści. Miał trochę więcej światła niż ja, w dole. Kilka stopni wyżej zobaczyłam moją matkę. Miała jeszcze więcej światła. Była zatopiona w modlitwie, jakby w postawie adoracji..."

    Coś nie pykło. Czyżby pani Gloria przeczyła sama sobie? Ojciec znajduje się razem z nią w bagnie piekielnym, po czym za chwilę nadchodzi z góry, przynosząc światło i objawiając się jej wraz z matką.

    Proszę wybaczyć, ale cały ten tekst aż kipi od usilnego nakłaniania do "aktywnego" uczęszczania do Kościoła (zamawiać Msze, brać śluby, chodzić co niedziela i dawać kasę). Propaganda.
  • 17.01.09, 16:14
    ALE DLACZEGO TAK BEZWZGLĘDNIE ODBIERASZ NADZIEJĘ INNYM?
  • 17.11.08, 20:37
    Nie wiem, co o tym mysleć. Kiedy w kwietniu tego roku przysniło mi
    sie, że umarli moi rodzice (oboje jednego dnia) - tego samego dnia
    moja mama miała udar mózgu. Nigdy nie doszła do siebie i po pół roku
    zmarła. Na tydzien przed śmiercią, kiedy była juz nieprzytomna,
    przyszła do mnie we śnie i pożegnała sie ze mną. Usciskała mnie i
    wycałowała. Przyszła do mnie wraz ze swoja zmarła siostrą. Siostra
    przyszła jakby po mamę. Wiem tez od wuja, że mamy siostra ciągle do
    niego przychodziła po śmierci. Może czekała na moja mamę? Ale po
    śmierci mama jak dotąd (1,5 misiące) nie przyszła juz do mnie we
    śnie ani w żaden inny sposób. Mój ojciec nawet popłakuje, że ona w
    ogóle mu sie nie śni.
    Za to kilkanascie lat temu zmarł mój brat stryjeczny - popełnił
    samobójstwo. On odwiedzał mnie często, podobnie jak całą swoją
    rodzinę. Śnił się prawie wszystkim. I mówił mi, że jest mu dobrze i
    jest szczęśliwy. Tak było przez około 3 lata od jego smierci. Teraz
    od dawna juz mi sie nie śnił.
  • 10.12.08, 03:49
    tak.

    wczoraj odwiedzil mnie moj zmarly tata.
    zmarl 8 grudnia, w moje urodziny, widzial go moj chlopak i nasza coreczka...
  • 12.12.08, 10:00
    możesz coś więcej napisać na temat tych odwiedzin?W jaki sposób Twój Tata do Was
    przyszedł?Bardzo proszę o odpowiedz-zawsze to lżej jak się czyta o takich
    kontaktach,to dowodzi,że Ci,których kochamy nie całkiem od nas odeszli.
  • 22.01.09, 21:06
    Ja zobaczyłam i poczułam przez moment coś....moja znajoma popełniła samobójstwo
    i wspominałam ją taką jaką pamiętałam za życia czyli normalną osobę( ukrywała
    swoje problemy) i myślałam o niej pozytywnie, kiedy niespodziewanie zobaczyłam w
    wyobraźni szarobiałą twarz, otoczoną ciemnością spoglądającą na mnie jakby z
    piwnicy czy spod ziemi,to był ktoś pozbawiony samodzielności i zdolności
    poruszania się, ktoś kto czuje się jak NIC (jak człowiek w ciężkiej
    depresji)ktoś kto nie jest w stanie wyrwać się z tego ciemnego miejsca i z
    poczucia własnej bezwartościowości. Ten obraz pojawił się samoistnie nigdy
    wcześniej czegoś takiego sobie nie wyobrażałam. Nie wiem co to było. Jestem
    sceptyczna wobec takich relacji innych ludzi i zawsze bardziej wierzę ze
    fantazjują niż mówią prawdę, ale zjawiska paranormalne istnieją na pewno , tylko
    nie mam przekonania co do istnienia życia po śmierci ciała. To że umierające
    osoby dają znak bliskim można tłumaczyć jako ostatnie tchnienie, ostatni przekaz
    zanim zgasną, a potem może już nie być nic, tylko z drugiej strony ten inny
    wymiar do którego czasem mamy dostęp może wcale nie potrzebuje materii do tego
    żeby istnieć i dusza może też nie potrzebuje zasilania z naszego świata.
    Jeżeli to co zobaczyłam jest realne w jakimś innym wymiarze, to znaczy że dusza
    zmarłego nie ma takiej swobody działania jak nam się wydaje i nie może odwiedzać
    nas kiedy ma na to ochotę albo kiedy ją wzywamy, że na tamtym świecie może też
    mieć problemy i to co mówi kościół o czyśćcu i naszym wsparciu modlitwami dla
    takich dusz jest jak najbardziej realne. Przywoływanie duchów z tamtego świata
    może im szkodzić.
  • 23.01.09, 15:41
    wystarczy odwiedzic psychiatre ;]
  • 23.01.09, 18:08
    Odwiedziłam. Powiedział, że jestem normalna :)))
  • 24.01.09, 11:06
    A potem niedowiarki dziwią się że ludzie nie opowiadają o takich
    doświadczeniach. Odważyłam się o tym powiedzieć i zaraz ktoś mnie wysyła do
    psychiatry. Dlatego lepiej jest milczeć. Jestem przeciętną kobietą, pracuję, mam
    rodzinę, staram się rozwijać i myślę RACJONALNIE. Kiedy odkryłam w sobie
    zdolności paranormalne byłam przerażona i udałam się do psychiatry i do
    psychotronika. Lekarz nie stwierdził u mnie choroby, a psychotronik uspokoił że
    nic złego się nie dzieje.
    Ci co stracili bliskich niech będą dobrej myśli, że ich życie się nie skończyło
    i wspierają ich modlitwą i dobrymi wspomnieniami.
    Zgłosiłam moją pierwszą wypowiedź do wykasowania i mam nadzieję że moderator to
    uszanuje.
  • 24.01.09, 12:05
    Nie przejmuj się taką wypowiedzią jednej nizbyt kulturalnej osoby.
    To forum jest po to aby każdy mógł się wypowiedzieć, a dla mnie
    każda informacja potwierdzająca istnienie innego wymiaru jest bardzo
    ważna i troszkę zmniejsza ból po stracie Mamuni, powodując nadzieję,
    że jej jest tam dobrze i kiedyś sie spotkamy.
  • 24.01.09, 13:52
    Właśnie po to opisałam to co czułam, żeby dać świadectwo że życie po śmierci
    jest możliwe i że opowieści o spotkaniach z duchami czy duszami czyśćcowymi albo
    spotkania we śnie to wcale nie bajki. Jeżeli ktoś wierzy w Boga a nie wierzy w
    życie po śmierci, to niech zastanowi się czy jego wiara ma sens. Strata bliskiej
    osoby jest bardzo bolesna i nie wierze że ten świat jest tak okrutnie urządzony
    żeby życie kończyło się bezsensownym unicestwieniem. Czwarty wymiar jest na
    pewno, mam na to dowody, ale lepiej już nie będę o tym opowiadać. Może tylko
    powiem że wyczułam śmierć dwóch osób, kiedy one były daleko ode mnie, umierały w
    nocy i dopiero na drugi dzień rano dostawałam wiadomości że nie żyją.
    Twoja mama jest w drodze do Boga, do prawdy, do miłości, przeszła tylko na
    kolejny etap rozwoju duchowego. Tak myślę. A my musimy dokończyć naszą misje tu
    na ziemi i zająć się ziemskimi sprawami, na życie po życiu przyjdzie dla
    każdego czas, tak to chyba jest zaplanowane i skonstruowane. Każdy z nas ma tu
    na ziemi przerobić swoją lekcję.
  • 24.01.09, 19:56
    Droga mouse13 absolutnie nie przejmuj sie niedowiarkami. Ludzie sa rozni i
    trzeba to zaakceptowac. Ja po prostu zawsze przechodze do porzadku dziennego nad
    takimi wypowiedziami i nigdy nie odpowiadam na tego typu teksty. Po co, ja wiem
    swoje. Jesli ktos mysli inaczej jego sprawa. Moj maz np. po smierci corki
    odwrocil sie od boga uwaza ze po smierci nie ma nic, ze nie ma boga, bo gdyby
    byl nie pozwolil by by nasze dziecko odeszlo tak szybko, bo by wysluchal naszych
    blagan, zebraniny o zycie dla naszej corci... ija wiem ze jemu jest jeszcze
    ciezej niz mnie. Ja mimo wszystko wiary nie stracilam i wierze tez ze tak jak
    mowisz przechodzimy z jednego zycia do drugiego. I ja rowniez mialam tego
    namacalne dowody o ktorych wczesniej pisalam. Zwlaszcza w pierwszych 3
    miesiacach po smierci Agatki.
  • 27.01.09, 12:42
    Witam bardzo serdecznie MOUSE13 bardzo bym chciala nawiazac z TOBA blizsza
    znajomosc iwymienic swoje doswiadczenia w temacie /zycie po smierci/mozemy
    wymieniac poglady i doswiadczenia w tym temacie /moj adres /emmakempa @gazeta
    pl/pozdrawiam i czekam
  • 27.01.09, 14:02
    Cóż, można powiedzieć że ja doświadczyłem kiedyś kontaktu ze zmarłą, bliską mi
    osobą. Było to dla mnie niezapomniane przeżycie. Parę razy miałem też kontakty z
    różnymi "bytami", ale chciałbym ostrzeć żeby jednak unikać tego typu rzeczy, bo
    nie zawsze wiadomo kto jest po drugiej stronie.
    --
    Krew dla boga krwi, a czaszki na tron z czaszek.
    "Iron Maiden? Też kiedyś słuchałem."- hasło księdza po wizycie.
  • 28.01.09, 20:11
    Po smierci nic nie ma. Jestesmy robakami. Zycie czlowieka jest tyle samo warte
    co zycie kurczaka, np. Nasze uczucia to tez tylko iluzja. Zyjemy w jakims
    matrixie stworzonym przez nasze umysly. Nikt nami z gory nie steruje. A kontakt
    ze zmarlymi to tylko produkt naszego mozgu. Tak bardzo by sie chcialo zeby po
    cos bylo. Ja o smierci bardzo bliskiej mi kiedys osoby dowiedzialam sie 2 lata
    po fakcie. Wczesniej nawet przez mysl mi nie przeszlo, ze ta osoba nie zyje. I
    co, wraz z ta tragiczna wiadomoscia pojawil sie oczywiscie wyimaginowany
    kontakt, mnostwo zbiegow okolicznosci. Po uplywie kilku miesiecy jestem w
    stanie w miare racjonalnie mylec. Przez dwa lata myslalam o tej osobie jako o
    zyjacej i nie doswiadczylam zadnego kontaktu (tzn. prawie zadnego bo, kiedy
    dowiedzialam sie o smierc tej osoby to potrafilam nawet wydarzenia z przeszlosci
    powiazac z tym niby kontaktem, szkoda tylko ze wtedy nie pomyslalam ze to jest
    moje kochanie). Wydaje mi sie, ze jest to tylko mechanizm obronny w postaci
    fantazjowania uzywany przez nas zeby nie oszalec z bolu. Nie potrafimy pogodzic
    sie z faktem (przynajmniej ja nie potrafie), ze wszystko sie kiedys konczy tak
    samo jak wszystko sie kiedys zaczyna.
    Podobno oplakujac smierc bliskich oplakujemy wlasna smierc. Tylko co z tymi co
    tej smierci pragna, pragna przestac istniec i nic nie czuc. Czas leczy rany, to
    pewne u kazdego. Nie da sie rozpaczac cale zycie tak samo. Kiedys bol mija,
    czasami tylko maleje i wraca sie do w miare normalnego zycia. Tylko po co nam to
    zycie?
  • 23.07.09, 12:45
    Nie wszystko da się wytłumaczyć na ludzki sposób, nie jesteśmy królami tego świata i nie my decydujemy...
    a zwłaszcza o tym co następuje po naszej śmierci
  • 30.01.09, 19:44
    serpentor666 napisał:

    > Cóż, można powiedzieć że ja doświadczyłem kiedyś kontaktu ze zmarłą, bliską mi
    > osobą. Było to dla mnie niezapomniane przeżycie. Parę razy miałem też kontakty
    > z
    > różnymi "bytami", ale chciałbym ostrzeć żeby jednak unikać tego typu rzeczy, bo
    > nie zawsze wiadomo kto jest po drugiej stronie

    Kika razy po smierci mojej corci odczuwalam jej obecnosc. Dostalam tez wyrazne
    znaki. Pisalam o tym juz w ktoryms z tematow. Nie odczuwalam wtedy zadnego leku,
    a tylko dziwny spokoj i radosc i pewnosc ze to nie jest wytwor mojej wyobrazni,
    ze to slysze i czuje naprawde, ze to sie dzieje naprawde.
    Wczoraj kiedy przyszlam od mamy z dolu na gore do swojego mieszkania widzialam
    cos dziwnego (tylko przez moment)na tapczanie na ktorym zmarla agatka w jej
    pokoju Takie zlote refleksy swietlne i to samo na sersci kota w drugim pokoju.
    Gdy podeszlam blizej do kota zeby sie dokladniej przyjrzec to zniklo. Dzien byl
    pochmurny, mglisty, nie swiecilo sie zadne swiatlo i jestem przy zdrowych
    zmyslach. Nie czulam zadnego niepokoju. Natomiast w nocy okolo 2 -3 zbudzilo
    mnie cos jakby ciezar na ramieniu, jakby kot skakal po koldrze, czulam ciezar i
    straszny niepokoj. Obudzialm sie przestraszona i nie moglam zasnac, dopiero jak
    odmowilam kilka modlitw za spokoj dusz czysccowych uspokoilam sie. Nie wiem co
    to bylo. Napewno nie sen
    i nie Agatka. Wydaje mi sie ze te zlote odblaski to byla jej obecnosc, a to nad
    ranem nie wiem co...Juz dawno nc takiego sie nie zdarzylo.
    Halina- mama Agatki
  • 26.02.09, 23:57
    Od razu zaznaczam, ze jestem realistką i do tej pory nei wierzyłam w
    takie rzeczy.
    ale....
    -po smierci siostry w jej pokoju przez kilka dni unosiłą się piękny
    aromat świeżo zmielonej w ekspresie kawy ( uwielbiaął kawę, a
    ekspres znajduje się w kuchi - w zupelnie innej cześci domu)
    - pies kóry spałzawsze z moja siostrą i wylegiwał się w jej pokoju
    przez tydzien od śmierci nei chciał tam wejsc. jak go maż wniósł to
    pies zwiał,
    - sny - mam bardzo realne sny z moja siostra - tez pojawia sie motyw
    ze jej zimno, wskakuje mi pod kołdre , przytula się, czuje jej
    zapach, miękkość jej włosów. Ona w tych snach płacze, mówi jak
    tęskni, wypytuje się o rodzinę...
    - w ubiegła sobotę maż leżałw łóżku a wstałam i zaczęłam zwijać
    rolety. Nagle mój maż pyta sie mnie - kto ma sie trzymac? zdziwono
    odpwoiedziałam,z e przeciez nic nei mówiłam, maż (realista, ateista,
    niedowiarek)sie upiera że słyszał wyraźne slowa "TRZYMAJCIE
    SIĘ"........
  • 18.03.09, 10:09
    Dzis o 4 rano minely 2 tygd od odejscia K. Zle spalam, nie pomaga mi
    juz Dormicum, budze sie w nocy i juz nie zasypiam twardym snem.
    Tuz nad ranem, przed pobudka, mialam dzis krotki sen - przyszedl do
    mnie moj ukochany K, a raczej snilo mi sie, ze odiwedzam go w
    szpitalu: siedzi na lozku, ale wygladam bardzo ladnie, przytyl (pod
    koniec choroby byl niesamowicie wychudzony), na Jego twarzy nie bylo
    zmeczenia. Rozmowa byla krotka, odnosnie Jego chcoryby, ze
    ewidentnie jest lepiej, bo przytyl. a potem powiedzial mi, ze bardzo
    tęskni..... obudzialam sie i nie bylam pewna czy snilo mi sie, czy
    tak bardzo chcialam,zeby K przyszedl,ze mialam omamy. ale wiem,ze
    byl, tylko na chwile, na tyle ile mogl... i te 2 tygodnie dzis... ta
    tesknota jest taka straszna, i te Jego slowa.. plakalam rano w
    lazience, Mama tez plakala...
  • 28.02.09, 14:24
    Znajoma ma dwoje dzieci.W tym czasie jeden chlopczyk jeszcze nie chodzil.Drugi
    byl w wieku 5-ciu lat.Byla sama w domu (maz mial wrocic nad ranem z
    podrozy)Dzieci polozyla spac na pietrze.Sama poszla na kanape z ksiazka w
    reku.Po dluzszym czasie uslyszala smiech i gaworzenie mlodszego
    syna.Zdziwiona,ze dziecko sie obudzilo poszla na pietro sprawdzic co sie
    dzieje.Starszy chlopiec siedzial na lozku i zaczal opowiadac,ze przyszedl
    wujek(ktorego dzieci bardzo kochaly)Chlopiec zaczal mowic,ze wujek wzial na rece
    malego(byl jego chrzesnym)ucalowal,pomachal im reka i z usmiechem
    zniknal.Znajoma powiedziala,ze to jest niemozliwe bo wujka nie widziala i go tu
    nie ma.Chlopiec sie rozplakal i mial zal do matki,ze mu nie wierzy.Nad ranem
    wrocil jej maz i powiedzial jej,ze jego brat zginal w wypadku samochodowym w
    nocy.Opowiedziala mezowi co sie wydazylo w nocy w pokoju chlopcow.Doszli do
    wniosku,ze przyszedl sie pozegnac z chlopcami za ktorymi przepadal.
  • 10.03.09, 09:25
    ...kilkanascie lat temu spotykałam się z pewnym chłopakiem ..bylismy
    parą ...studiowaliśmy...życie było szalone piekne..mieszkaliśmy w
    akademiku...miłość skończyła się przez moja kolezankę-kiedys
    przyjaciółkę...odbiła mi mojego chłopaka...strasznie to
    przeżywałam...nie mogłam patrzeć jak on spacerował z
    nią..tulił ..smiali się w głos...mijaliśmy sie na korytarzu
    odwracałam głowę..nie chciałam z nim rozmawiać on próbował mi to
    jakoś wyjaśnić...ich znajomość trwała krótko..Irek cieżko zachorował
    białaczka- trwało to naprawdę bardzo krótko....jego klespydra w
    akademiku zbiła mnie znóg.....nie pojechałam na pogrzeb..nie
    mogłam..nie miałam silły...ciągle czułam taki zal do niego..nie
    mogłam sobie tego wyobrazić że już się nie spotkamy na korytarzu
    akademiskim....czułam złość i do siebie również...wiecie co?
    przyszedł do mnie po jakimś miesiącu..przepraszał tak mocno...prosił
    o wybaczenie które było mu potrzebne....nie wiedziałam jego twarzy
    stał bokiem do mnie..czułam jego zapach...wiecie jak bardzo sie
    ucieszyłam że przyszedł...przytuliłam się do niego i powiedziałm
    żeby był spokojny...jego odejście śmierć zbliżyła mnie z jego
    przyjacielem od 13 lat jesteśmy razem....
  • 22.03.09, 19:44
    Dzis nad ranem snili mie sie rodzice... Tata zmarl juz 14 lat temu,
    a mama w grudniu.
    Zadzwonilam do nich. Odebral tata, spytalam sie o mame , a tata
    odpowidzial mi, ze mama czuje sie bardzo dobrze. Spytalam sie ich
    jaki chca miec nagrobek na cmentarzu i oni mi dokladnie powiedzieli
    jak ma on wygladac.
    Mam ogromna nadzieje, ze oni sa teraz razem i sa szczesliwi. Czuje ,
    ze opiekuja sie mna i moja rodzina....
  • 02.07.09, 20:44
    Mama zmarła 8 marca Pare dni pozniej moja kuzynka dostała mieszkanie i poszła
    na grób mojej mamy powiedziec że nie musi sie juz martwic i że ma juz gdzie
    mieszkać w ostatnia noc w starym mieszkaniu do mojej kuzynki przyszła moja mama
    nic nie mówiła tylko stala i patrzyła na pokoj tak jakby chciała sie upewnić
    czy to prawda. 1 lutego urodził sie mojej kuzynce syn wiec moja mama tuliła go
    do siebie miesiac i pare dni. po jej smierci kiedy mały miał 2 miesiace kuzynka
    połozyła go na srodek rozłożonego tapczanu razem z pieknie zasłaną posielą zeby
    było bezpiecznie.... kuzynka poszła do kuchni przygotwac mleko po może 8 min
    usłyszała jakby zamykanie okna i płacz dziecka wiadomo czas karmienia kiedy
    weszła do pokoju zamurowało ja mały lezał na srodku pokoju na ziemi zaraz koło
    łożeczka nie ma szans zeby 2 miesieczne dziecko w ciagu 8 min pokonało tapczan
    i lezec wzdłóż łożeczka wielokrotnie potem zostawiałysmy małego na tym
    tapczanie i nic to nierealne naprawde Dziecko nie miało również zadnych guzów
    zaczerwienien nic no i nastepna dziwna rzecz na tapczanie leżało pionowo czyli
    jakby ciało miało wzdłóż poduszek a jak było na ziemi to lezało poziomo czy to
    może 2 miesieczniak . Z kuzynką doszliśmy do wniosku że musiała to zrobic moja
    mama przyszła sie poprzytulać od tej pory juz sie mojej kuzynce nie sni i nie
    odczuwa jej bliskosci .
    --
    Dla mnie to nic. Nowe milenium, nowy wiek czy nowy rok. Dla mnie to jeszcze
    kolejny dzień, kolejna noc. Słońce, księżyc, gwiazdy pozostaną te same. ~Dalajlama
  • 13.09.09, 10:32
    Dzis w nocy przezylam cos dziwnego... Obudzilam sie w pewnym momencie i bylo mi strasznie zimno. Ubralam sie tak jakby co najmniej bylo -10stopni, ale to nie pomoglo. Przykrylam sie cieplym kocem na koldrze i dalej bylo mi bardzo, bardzo, wrecz rzerazliwie zimno. Po jakims czasie w koncu zasnelam... Dzis z rana bylo juz mi goraco(co nie jest dziwne, w koncu ubrana jak na mroz). Czy to mozliwe, ze to byla moja mama??????????????????????? Slyszalam, ze jak zmarli pzychodza to wlasnie taki chlod sie odczuwa. Czy to mozliwe, czy po prostu chlodna noc byla... Zastanaiwam sie nad tym, bo wczoraj przed zasnieciem prosilam mame o jakis znak, bo nic jej nie odczuwam, czy to mozliwe zeby to byla ona???? Moze ktos czegos podobnego doswiadczyl...
  • 13.09.09, 17:22
    Nie wydaje mi sie aby mama w taki sposob zamanifestowala swoja obecnosc.
    Organizm w momencie bardzo silnego stresu czy wzburzenia moze powodowac takie
    odczucia. Tez cos podobnego mialam, az zebami szczekalam i nie moglam nad tym
    zapanowac(po pierwszej operacji corki).
    Pozdrawiam
    Halina-mama Agatki
  • 29.01.17, 07:52
    Czesc ja wlasnie czytam teoj wpis sprzed uu 8 lat,,,tak to jest bardzo mozliwe,,ja mialam raz przypadek.ze siedzialam z dzieckiem za snia I zrobilo mi sie tak bardzo zimno ze ksiazke ktora czytalsm dziecku nie bylam w stanie utrzymac w rekach,nawet koldry koce I ciepke ciuszki nie pomagalymoje dziecko byli zdziwione I mowilo mamo co tobie jest, ustapilo moze po 10 minutach,,,to bylo okolo 3'popoludniu,,,o 6 tej wieczor dostalam wiadomosc ze moj ex partber sie powiesil I przesunieto date pogrzebu bo podejzenie jest ze ktos mu pomogl,,,no coz sxok.ogolny bo to byl wyjatkowy czloeiek dla mnie,,,ale wiedzialam sjad to zimno,,,potem snil mi sie kilka razy do tego stopnia ze kazalam mu przestac bo chce odpoczac dlugo byl spokuj az przysnil mi sie kolorowy w calisci z daleka,zapewne bym nie widziala blizny od sznura I machal do mnie,,,od tego dnia jest spokuj,,,jrst mu dobrze to wiem I wiem ze czuwa
  • 22.10.09, 23:57
    Leze w lozku od wczoraj przycisnieta grypa...(bez goraczki!!)

    Dzisiaj moj maz wyjechal w delegacje o 6:00 nad ranem, a ja mialam zamiar wstac
    o 8:00 i zajrzec do mojej firmy.

    Obudzilam sie o 8:00-mej slyszac jakies trzaski w kuchni (sypialnia na drugim
    pietrze), pomyslylam: no chyba mu (mojemu mezowi) sie termin przesunol (co bylo
    na porzadku dziennym).

    Mieszkam w domku szeregowym i wiedzialam, ze po obu stronach scian sasiedzi
    wyjechali na urlop (bo koty dokarmiam).

    Leze tak po przebudzeniu moze z 5 minut, i sylsze wyrazne kroki po schodach do
    mojej sypialni, nastepnie slysze i WIDZE!!!! jak klamka (nie naoliwiona) sie
    zapada!!!!!, ale dzwi sie nie otwieraja!!!

    Bylam zdenerwowana bo myslalam, ze moj maz znowu cos waznego zapomnial (np.
    jakas dyskietke na prezentacje).

    Natychmiast wstalam, po drodze ubierajac szlafrok, i schodzac na dol zastalam
    pustke..., nikogo nie bylo.....!!!!!!, pobieglam na pierwsze pietro zeby
    zobaczyc czy auto mojego meza stoi i naszych sasiadow, ale 3-y parkingi byly
    puste.........

    Bedac w salonie czekajac na kawe wczesniej zapazona w ekspresie, zasatanawiajac
    sie nad realnoscia przezycia, nagle poczulam w moich nozdzach perfum mojej
    kochanej mamusi, i wszystko stalo sie piekne, proste, tak jakby ktos czuwal
    nademna i wziol z moich ramion ciezar cierpienia i dal chec do dalszych krokow
    poczynania........

    To bylo niesamowite........, przepiekne......


  • 23.10.09, 09:43
    U nas od jakiegoś miesiąca samoisnie włącza się wyciąg w kuchni ...
  • 28.12.09, 11:39
    Witajcie.Ja takze przezylam kontakt ze zmarlym.Ale u mnie sytuacja
    ta jest dziwna.Ja osobiscie nie znalam osoby,ktorej obecnosc
    czulam.Byl to dobry kolega mojej kolezanki.To bylo w jej
    urodziny.Poszlam do niej zlozyc jej zyczenia,i podczas rozmowy temat
    spadl na tor tej osoby wlasnie zmarlej(2 czy 3 lata temu).W pewnym
    momencie poplakalysmy sie obie-ona z tesknoty za kolega,ja z
    sytuacji ktora nastapila.Podczas gdy obie plakalysmy poczulam w
    pewnym momencie ze ktos za mna stoi.Obrocilam sie ale nikogo tam nie
    bylo,drzwi od pokoju byly zamkniete.znowu sie odwrocilam przodem do
    kolezanki i nadal czulam obecnosc kogos obcego w pokoju.Czulam go
    doslownie na plecach.Nie wiem skad,ale wiedzialam ze to on.Zapytalam
    go po cichu czy powiedziec jej o tym.Nic nie odpowiedzial,ale ja
    wiedzialam ze mowi tak.Nie slyszalam go,ale wiedzialam co mowi,jakby
    mowil,odpowiadal w mojej glowie,w moich myslach.Powiedzialam:''wiesz
    co nie uwierzysz mi,uznasz mnie za nienormalna,ale ja czuje jego
    obecnosc,wiem ze tu jest''.Sama sie zdziwilam jej
    odpowiedzia.Odpowiedziala mi ze wie,rozumie bo tez tak miala.Gdy
    nadchodzila jakas zla sytuacja w jej zyciu,ona czula go,wiedziala ze
    nad nia czuwa.Pozniej wrocilam od niej do domu,polozylam sie i
    czulam go nadal,ze on kolo mnie lezy.Od tamtej pory wierze w takie
    rzeczy,pozatym ja nigdy nie bylam jesli chodzi o zmarlych i o takie
    sprawy nastawiona zle,zawsze gdzies tam wiedzialam ze to jest
    mozliwe choc jestem osoba nie wierzaca.Jesli chodzi o moje podejscie
    do zmarlych,to ja osobiscie mam cos takiego ze jak chodze na grob
    np.do dziadka czy kogos bliskiego to rozmawiam z ta osoba,wiem ze
    mnie slyszy,opowiadam jej wszystko co sie dzieje,co i jak.Dodatkowo
    gdy jestem w innym miejscu poza cmentarzem wiem ze ta osoba mnie
    widzi i obserwuje,co pozwala mi nie robic zlych rzeczy-czuje ze ma
    nademna kontrole o moich decyzjach i poczynaniach.
    Wiec jesli chodzi o moja wiare na ten temat to jestem osoba,ktora
    wierzy w to.wierzy z zycie pozagrobowe i wie ze ludzie zmarli jesli
    naprawde chce sa w stanie do nas dotrzec w jakichkolwiek sposob.:)
  • 09.03.10, 14:48
    Opowiem wam moją historię... Spotykałam się z chłopakiem. Pochodził
    z patologicznej rodziny... Był Bardzo wrażliwy. Jego ojciec był
    alkoholikiem. Rodzice się rozwiedli Sam zanim mnie poznał żył w
    świecie gier komputerowych... Byliśmy bardzo zakochani. Ale w końcu
    zaczął się dziwnie zachowywać i mnie zostawił bez powodu... Po
    miesiącu powiesił się...Wiadomo co sie działo... Siebie obarczyłam
    całą winą, miałam mysli samobójcze. Jeszcze przed pogrzebem
    odwiedził mnie we śnie. Nie wierzę ze to były moje urojenia.
    Rozmawiał ze mną. Pytałam czy jest teraz szczęśliwy a on
    odpowiedział że tam gdzie jest jest tak jak na ziemi...Zrozumiałam
    że to nie może być niebo i że potrzebuje pomocy. Zabrał mnie na
    spacer... Dokładnie zapamiętałam gdzie chodzilismy. Na pogrzebie
    zobaczyłam to miejsce. Było obok cmentarza. Umawiałam się z nim.
    Mówiłam w myślach odpowiedz mi dzis na to i na to pytanie. Wtedy
    zjawiał się w śnie. To trwało jakiś czas. Zawsze jak patzryłam na
    jego szyje to uśmiechał się tylko. Ostatni sen był dzień przed
    świentem zmarłych. Przyszedł w nim do mojego pokoju w nocy gdy
    leżałam włużku więc sama nie wiem czy to była jawa czy
    sen .Powiedział tylko że już jest dobrze. Pożegnał się. Powiedział
    ze więcej już mu nie wolno przyjsć i że mnie kocha...Wtedy coś go
    wchłoneło i już wiecej nie miałam takiego snu... Snił mi się ale
    wiedziałam wtedy że to tylko moja wyobrażnia. Ksiądz twiedził że
    muszę się odizolować od tego bo może mi coś grozić. Bardzo go kocham
    i za nim tęsknie. Co o tym myslicie?:-(((((((((((
  • 04.10.14, 20:14
    podbijam, macie jakieś doświadczenia..?

    --
    two and two always makes up five
  • 05.10.14, 10:40
    Witam Was. Niedługo minie 10 m-cy od śmierci mojego taty. Odszedł od nas po długiej i ciężkiej chorobie, zostałyśmy z mamą same. Mam obecnie 38 lat,, od 5 lat mam partnera jednak nie mieszkamy razem. Kilka dni po śmierci taty przyśnił mi się w następujący sposób: Byłam sama w swoim mieszkaniu zamknięta w 1 pokoju, usłyszałam, że otwierają się drzwi wejściowe i do przedpokoju wszedł tata (nie widziałam go ale wiedziałam że to on), zostawił "coś" w przedpokoju po czym szybko wyszedł z mieszkania. Wyszłam wtedy z pokoju i ku wielkiemu zaskoczeniu ujrzałam wózek z niemowlęciem w środku. Obecnie jestem w 12 tygodniu ciąży! dziecko nie było absolutnie planowane i jest dla mnie całkowitym zaskoczeniem ale i wielką radością! Nie wierzyłam, że w tym wieku zostanę jeszcze mamą! wierze, że tata mi przyniósł to dziecko, że zapowiedział mi 10 mcy temu , że bedę mamą...
  • 09.10.14, 12:59
    Witaj,
    To nie był Twój Tata tylko Anioł pod postacią Twojego Taty. Przyniósł Ci wiadomość. Pozdrawiam
  • 02.09.15, 22:58
    katy2014 napisz jak mozesz czy urodzilas synka? moze nazwalas go po tacie jego imieniem? Odezwij sie jak mozesz.
  • 24.09.15, 15:45
    Wczoraj, przyszłam ze szkoły. Odprowadzilam dzieci. Postanowiłam się zdrzemnac. Mój tata zmarł 9 lat temu. Usnelam. Spałam tak lekko, nagle jakby ktoś chodził po przedpokoju. Bałam się. Kilka dni wcześniej poklocilam się z mamą. Nie było miło i zalowalam. Lezalam na wersalce i ktoś do mnie podszedł, zaczęłam drzec że strachu. Usłyszałam głos taty, nie mogłam otworzyć oczu. Powiedział nie bój się. Na to ja ze muszę go zobaczyć. Odparł: dopiero jak orszak przyjdzie. Chciałam przekręcić głowę w jego stronę i za chwilę już mogłam. Widziałam twarz taty. Odpowiedział tylko , nie rób tego mamie.....Boże. strach.....żal, ból....byłam w szoku.....
  • 25.09.15, 20:28
    ja ci wierzę....
  • 22.10.15, 19:19
    Przeczytałam wszystkie wpisy tutaj. Te osoby, które nie wierzą w takie sytuacje, w ich prawdziwość, mają do tego prawo.Ja sama doświadczyłam czegoś niewytłumaczalnego. Moja Mama zmarła 14 lat temu. W dniu jej śmierci - była w śpiączce po wylewie - mój 8-letni wtedy syn wstał rano i opowiadał, że widział Babcię, stała za płotem po przeciwnej stronie ulicy i machała do niego. Dzień przed pogrzebem pokłóciłam się z Ojcem. Byliśmy w kuchni, i nagle spadła na podłogę obudowa od lampy jarzeniowe. Spadła i nic jej się nie stało. Nie miała prawa spaść. A ja w tym momencie poczułam, fizycznie poczułam oblewający mnie od czubka głowy w dół spokój. Po prostu fizycznie to czułam, jakby spływało coś po mnie. W jednym momencie odeszła ode mnie cała złość i powiedziałam tylko "Tato,co my robimy?". Przez cały czas pobytu Mamy w szpitalu - tydzień - mieszkała z nami siostra z mężem i dziećmi. Przed pogrzebem pojechali do siebie po odpowiednie rzeczy do ubrania. I w ich mieszkaniu dwa zegary nie chodziły. Zatrzymały się o godzinie, o której zmarła Mama. Nie potrafię wytłumaczyć tego realnie tym co nie wierzą w takie rzeczy. Ale wiem, że to miało miejsce, i że jest coś czego nie potrafimy właśnie wytłumaczyć ani zrozumieć. Teraz jestem w strasznym dole psychicznym. 3 tygodnie temu powiesił się mój partner, z którym byłam, mieszkałam 3 lata.Pomimo całej rozpaczy nęka mnie pytanie co dzieje się z Jego duszą po takiej śmierci? Czy jest skazana na wieczne potępienie? I jak mogłabym mu pomóc? Wczoraj rozmawiałam z księdzem. Trochę mi to pomogło, ale też uświadomiło, że moja wiara jest bardzo powierzchowna. Wybieram sobie to co mi odpowiada w wierze katolickiej, nie stosując się do tego co mi nie pasuje. I nagle zdałam sobie sprawę z tego, że nie mogę pomóc takiej duszy, jeżeli rzeczywiście istnieje coś po śmierci. Nie byłam kilkanaście lat u spowiedzi i nie przeszkadzało mi to. I nagle poczułam taką ogromną potrzebę spowiedzi właśnie, bo jest to jeden z warunków uzyskania odpustu zupełnego w intencji jakiejś duszy. A ja chcę pomóc i Jemu i sobie.
    Może wtedy kiedyś też przyjdzie do mnie....
  • 24.01.16, 23:38
    Chcialam Wam tylko przekazac kilka waznych informacji tzn jesli budzicie sie przez jakis czas o godzinie 3 w nocy nalezy wtedy odmawiac Koronke do Bozego Milosierdzia. Ogolnie powinno sie ja odmaqiac o godzinie 15 ale jesli wstajecie notorycznie o 3 w nocy i dzieje sie cos ,,dziwnego,, nalezy takze ja odmowic. Polecam tez msze ktore odbywaja sie raz w miesiacu zazwyczaj w sobote ...jest to msza o uzdrowienie/msza egzorcystyczna...dzieja sie tam naprawde nieprawdopodobne rzeczy. Sama doswiadczylam juz wiele i szukalam odowiedzi na dreczace mnie pytania...jak to wszystko jest mozliwe...po czesci juz wiem tak jak i wy...ale czasami osoby ktore sie nam pokazuja w postaci ukochanych zmarlych nam osob wcale nie musza nimi byc... granica jest bardzo cienka ...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.