Dodaj do ulubionych

zostałam sama

27.10.07, 14:47
Pod koniec sierpnia skończyłam 25 lat -to nie jest wiek żeby stawać
samemu przed przeciwnościamnmi życia otaczającego mnie Świata
Moje życie to jeden wielki koszmar
Pasmo pożegnań trwa u mni 8 lat
Najpierw babcia ukochana osoba można powiedzieć druga mama to ona
opiekowała sie mną gdy rodziców nie było w domu to ona się mną
zajmowała uczyła mnie troszczyła się o mnie
Ja byłam jej ukochaną wnuczka ona ukochaną babcią
Zmarła mając 86 lat po 26 dniach agonii i walki o jej życie
Jednak ze względu na jej wiek rozumiem to...
potem dziadek (jednego nie znałam zmarł na długo przed moim
urodzeniem) nie miałam z nim dobrego kontaktu ze względu na to że
wraz z babcią (drugą) mieszkał daleko
Męczył się 3 lata nie wstając z łóżka, śmierć przyniosła mu
wybawienie
W 2004 w sierpniu babcia (ta co daleko mieszkała) podobnie jak z
dziadkiem nie miałam z nia zbyt dużego kontaktu a jednak bolała
Dziadkowie mieszkali na wsi a tam pogrzeby i rytuałay z nimi
związane wyglądają inaczej, oddziaływuja na wyobraźnię i życie
3 miesiące póżniej tata (babcia go zabrała jako swoje najstarsze
dziecko) Nic nie wskazywało na to że będzie źle pojechał tylko na
kilka dni do szpitala (własnym samochodem) zrobić badania kontrolne
na serce
Tam zarazili go DCrypsiellą zmarł w wielkim bólu i częściowo ze
zmianami w psychice po miesiącu
To co przerzyłam podczas jego ostatnich dni to horror, ze względu na
specyfikę choroby musiał byc odizolowany (a że szpital nie miał
izolatek na tak ową przerobiono schowek na szczotki z kratami w
oknach, zakrwawionymi ścianami i pajęczyną w rogach gdzie najlepiej
żeby nikt z nas nie wchodził)lekarzi pielęgniarka pojawiali się tam
tylko 2 razy dziennie podczas obchodu w rękawiczkach, masce itp.
horror. w końcu go z tamtąd wypisali a po godzinie znów przyjechała
karetka , żaden szpital nie chciał go przyjąć
Wreszcie umieszczono go w odległym od domu szpitalu gdzie po dwóch
dniach zmarł
Mama to najboleśniejsza śmierć
W 2004 rokuw Sylwestra wykryła u siebie guzek na piersi (lekarze
uspokajali to tłuszczak węzły czyste nie ma się czym martwić)
Ona postanowiła to sprawdzic udała się do CO gdzie po trzech
miesiącach dostała skierowanie na operację. Niestety nie był to
tłuszczak tylko nowotwór złosliwy z przerzutami do węzłów
Operacja chemia (którą znosiła świetnie) i radioterapia dały efekty
mama był zdrowa a badania (miała robiona tylko morfologię i usg)
wskazywały że jest ok. Niestety w Święta Bożego Narodzenia 2006 roku
wystąpiły objawy bólowe w kościach. Przez trzy miesiące błagałam
lekarza mamy o skierowanie na scyntygrafię w końcu ustąpił
Wyrok był oczywisty przerzuty do kości(praktyczie wszystko było
zajęte) alemy wierzyłyśmy tymbardziej że mówiono że chemia i hormony
ładnie to poterafia cofnąć Mama jedyne co dostała od lekarza to były
środki przeciwbólowe przez trzy miesiące tylko to potem dopiero
włączono leczenie inhibitor(brała go 6msc)W międzyczasie mama się
zaziębiła i jedno oko jakby spuchło zabrałam ją do okulisty który
stwierdził że to od przeziębienia , onkolog tez nic na to nie mówił
nie zwracał uwagi Ze względu na to że inhibitor przestał działac
podano mamie chemię w zastrzykach tzw. domową (ok8 msc) W kwietniu
na trzy dni przed świętami mama miała wypadek połamała sobie obie
nogi i lewą rękę oraz pękł jej kręgosłup została przykuta do łóżka
W Wielki piątek w swoje 58 urodziny przeszła 7 godzinną operację
(lekarze nie dawali szans że ją przetrzyma) zespolenia kości,
niestety podczas tej operacji uszkodzono nerw lewej ręki tak że była
ona całkowicie niesprawna Potem trafiła do centrum rehabilitacji
gdzie ją ćwiczono. W czerwcu została wypisana do domu Ona przykuta
do łóżka zdana na otoczenie (czyli mnie) i ja 24 latka nie znająca i
nie przyghotowana do życia) Opiekunkę dla mamy OPS przyznał ze 100%
odpłatnościa (mimo iż nasze dochody były skromne) na 2 godziny
dziennie. Wziełam urlop bezpłatny by się nią zajmować
W moje 25 urodziny życzyła mi bym nigdy nie płakałabym była
szczęśliwa a 10 dni później trafiła do szpitala gdzie zdiagnozowano
liczne przerzuty do mózgu (to oko na które lekarze nie zwrucili
uwagi)Kiedy wróciła do domu nie mogła sie wysławiać wszystko to była
Coca Cola (np. nakryj mnie ta Coca Colą). Modliła się żeby odejść
żeby mnie dłużej nie męczyć, a ja miałam straszne myśli żeby to
wszystko zakończyć raz na zawsze Zmarła po 14 dniach strasznych
męczarni na moich rękach w domu tak jak sobie życzyła Nie było przy
mnie wtedy nikogo, lekarz zostawił nas same na pół godziny przed jej
odejściem
To co tu opisałam to tylko część piekła jakie razem przeżyłyśmy
Bez niej z każdym dniem jest mi coraz gorzej, coraz bardziej mi jej
brak
Jak by tego było mało to 14 dni po wypadku mamy odeszła moja 7-
letnia suczka, przyjaciółka(członek rodziny) której pękło serce x
tęsknoty za mamą
Jestem sama jedyne co mam to dwa koty:))
Dalsza rodzina stara się mnie wesprzeć ale kiepsko jej to idzie już
chyba nawet nie próbują
A ja żałuję że to nie ja byłam chora bo młodymi lekarze inaczej sie
zajmują
Nie mam po co żyć, nie widzę siebie za 10 lat nie widze siebie za 1
rok nie wiem jak to będzie

Edytor zaawansowany
  • sonja12 28.10.07, 19:50
    Popłakałam sie jak to przeczytałam ,przypomniała mi sie choroba
    mojej mamy i dni ktore przy mamie spedziłam. Mojej mamy nie ma już
    od 20 stycznia, mimo ,iz upłyneło tyle czasu strasznie mi Jej
    brakuje.Nie ma dnia , żebym o mamie nie myślała, nie tęskniła za Nia.
    Sa takie dni kiedy łzy same z oczu lecą, tak było dzisiaj na
    cmentarzu, jak wpatrzona stałam i czytałam tabliczke mamy z napisem.
    Mnie też zostały dwie kocice , które mama tak lubiła, zreszta mama
    moja bardzo lubiła zwierzeta. Dwa miesiące po śmierci mamy, zdechła
    mamy perliczka( mama chowała perliczki, kochala je , lubila jak na
    ogrodzie one są). Właściwie to też zostałam sama , staram sie
    wypelnić każdy dzień pracą,żeby nie myśleć, ale nie zawsze się daje.
    Nie wiem jak przezyje święta, najchetniej bym je przespała.
    Doskonale cie rozumię, człowiekowi nie chce się zyć, po takich
    przezyciach. Ja kupiłam sobie książkę:Rozmawiając z niebem "
    Zamówiłam w internecie, kosztowała 5 zł. Polecam ci, zobaczysz ,że
    twoja mama jest przy tobie cały czas, przeczytaj a nie pożałujesz,
    sama chwialmi watpię , a jednak coś jest tam.....A jednak.
    Tylko zastanawiam się czasem , czy bóg jest, a jeżeli jest to czemu
    jednym daje tyle cierpień, a innym nie.
    Czy przyśniła ci się mama?
    Ja dużo czasu spędzam w ogrodzie , ulubionym miejscu mamy, nawet
    dzisiaj chociaż niedziela pracowałam w ogrodzie.
    Ile minęło czasu od smierci twojej mamy? Napewno twoja mama nie
    chciała cię widzieć smutną i zapłakaną, ja doskonale pamiętam jak
    moja mama w szpitalu rozmawiała ze mną i mówiła mi słowa ,których
    nie zapomnę nigdy , codzienne chodze do mamy na cmentarz, chociaż
    juz teraz mniej rozmawiam z mamą, po prostu siadam przy grobie i w
    milczeniu siedzę,nie mogąc wydobyć słowa z siebie.
    Pozdrawiam cie serdecznie życząc dużo siły.ewa
  • gaja2856 30.10.07, 21:34
    Droga Ewo
    Wiem że nie jestem sam z tym problemem, że nie ja pierwsza i nie
    ostatnia. Mama zmarła 40 dni temu a mimo to z każdym dniem jest mi
    coraz ciężej zamiast lżej. Jednego kota kupiłam po odejściu mamy
    żeby mieć większa motywacje wracać do domu (nie chciałam tam wracac
    po pracy wolałam sie snuc po mieście niż wracać do domu gdzie nie ma
    mamy, gdzie nikt nie czeka). Teraz zarejestrowałam hodowlę O
    świętach nie myślę bo już nigdy nie będą takie jak powinny być nigdy
    nie będą wesołe (chyba poproszę w pracy by nie składali mi życzeń
    albo jakoś się wymigam) rozważam wyjazd na święta w góry lub nad
    morze ( świąt u rodziny też nie zniosę oni mają rodziców będa kolędy
    itp. a ja... szkoda mówic)
    Teraz tez zyje z dnia na dzien nie gotuje(nie umiem, nie chce mi
    sie, nie mam dla kogo)
    Ksiazke kupie i przecztam Dzieki
    Mnie choroba mamy jeszcze mocniej utwierdzila w wierze w Boga
    Ksiza i siostry yakonne bardzo mi pomogly (modlac sie o laske zycia
    dla niej za jej zycia i spokuj duszy po smierci)
    Wydaje mi sie ze mnie to spotkalo bo nikt innz bz tego nie przetrwal
    i nie przetrzymal(podobno temu kogo Bog kocha daje swoj krzyz+ cos w
    tzm jest)
    Mama mi sie prawie nie sni, ale wiem ze nademna czowa
    Jesli chciala bzs pogadac to moj meil
    gaja2856&wp.pl
    DOROTA
  • basik761-2 02.11.07, 12:25
    Witam .Kiedy czytam takie historie nie mogę powstrzymać łez , ale
    piszę tu żeby chociaż troszkę Cię pocieszyc . Ja miałam 13 lat ,
    kiedy po długich męczarniach umarł moj tata - po wypadku
    samochodowym zaczęły się silne bole głowy a potem wszystko
    potoczyło sie juz bardzo szybko -lekarze , szpital w którym
    stwierdzono ze operacja jest niemożliwa i po kilku miesiącach śmierc
    w domu , bo mama nie pozwoliła żeby umierał w szpitalu .A potem szok
    niespełna 2 lata póżniej umiera moja mama - rak szyjki macicy , ja
    miałam 15 lat mój brat 9 . Mama tez umarła w domu , wczesniej juz
    było kilka operacji , nadzieje dawane nam przez lekarzy a potem
    odbierane . Razem z babcią ubierałam moją mamę do trumny. Miała 36
    lat i przecież całe życie przed sobą . Na pogrzebie nie płakałam ,
    nie mogłam zblokowałam się całkowicie , gdzies z boku słyszałam jak
    mówili ze córka a wcale nie płacze . Wtedy po pogrzebie przysięglam
    sobie ,że nigdy nie będę miała dzieci , żeby nie zostały same tak
    jak ja z bratem . Rok po śmierci mamy wpadłam w depresję , nie
    jadłam nie wychodziłam z domu nawet nie mogłam chodzić do szkoły ,
    wtedy babcia zaprowadzila mnie do psychologa , który trochę mi
    pomógł. Dziś mam 31 lat , męża , dwoje wspaniałych i wyczekanych
    dzieci , wbrew temu co kiedyś sobie postanowiłam . Bardzo często
    brakuje mi mamy , i kiedy moja córka pyta czy babcia by ją kochała i
    czy patrzy na nią ,łzy same cisną mi się do oczu , czasem muszę
    posiedziec w samotności i popłakać ale wiem że poradziłam sobie w
    życiu i ty też sobie poradzisz - nigdy nie zapomnisz , Pozdrawiam ,
    ale dasz radę . Pozdrawiam .
  • gaja2856 02.11.07, 18:25
    Dziękuję za to co napisałaś
    Zdaję sobie że nie ja pierwsza i nie ostatnia tylko żal serce ściska
    że musze przez to przechodzic sama, że nie mam rodzeństwa
    Lekarze powiedzieli kiedyś mnie że największa krzywda jaka można
    zrobic dziecku to uczynic je jedynakiem (bo musi np. sam przechodzic
    trudne chwile)
    Cos w tym jest ale wiem że ja byłam tym jedynym dzieckiem nie ze
    względu na to że rodzice nie chcieli tylko nie mogli
    Urodziłam sie po 11 latach małżeństwa lekarze i rodzina mówili że to
    cud
    Dzis wiem po co ten cud sie zdarzył..żeby mama nie umierała w
    samotności, żeby sama nie przechodziła przez piekło choroby
    Bardzo chciała bym mieć dzieci (jednak nie sądzę żebym znalazła
    druga połówkę choć...)tylko zadaje sobie pytanie kto je będzie
    rozpieszczał, niańczył, opowiadał bajki
    Przecież nie będa miały ani babci ani dziadka ...
    Pozdrawiam i dziękuje za słowa otuchy
  • strus.s 15.11.07, 08:35
    Rozumiem Cię doskonale. Wiem co to ból i wszechogarniający żal po
    stracie najbliższej osoby (osób).
    Przeżyłem stratę ojca, siostry, żony i matki. Mam teraz tylko córkę
    i syna. Ale... jak by tego wszystkiego było mało to córka ma poważne
    zaburzenia psychiczne, które m.in. objawiają się wyjątkową agresją
    wobec mojej osoby. To jest bardzo bolesne!!! Bo przecież jest, mimo
    że już dorosła, na moim utrzymaniu i tylko dzięki mnie może
    egzystować.
    Strata najbliższych osób a zwłaszcza żony uświadomiła mi jak bardzo
    wrażliwą jestem osobą. Poświęciłem Jej kilka wierszy, które wyrażają
    mój ogromny ból i żałość. Jeśli chciałabyś je przeczytać to wejdź na
    stronę: grapp.jaworzno.pl/wier.htm
  • annmaria 15.11.07, 16:45
    Witaj Grzes!
    Czytalam Twoje wiersze...To wszystko takie bliskie co piszesz...Tyle pytan bez
    odpowiedzi po smierci kogos bliskiego. Sciskam . Anka
  • strus.s 16.11.07, 08:24
    Witaj Aniu!
    To bardzo miłe co do mnie napisałaś :-)
    To bardzo miłe że właśnie Ania do mnie się odezwała.
    Znów wszedłem na tę swoją stronę i...
    Trudno mi powstrzymać łzy.
    Mam nadzieję że mnie rozumiesz choć nie wiem jakie są Twoje życiowe
    doświadczenia. I nie wiem czy chciałabyś coś o sobie napisać.
    Pozdrawiam cieplutko.
    Grzegorz
  • annmaria 16.11.07, 23:45
    Czesc Grzes!
    Pewnie pisac by sie chcialo dlatego tu jestesmy. Trudno zaczac strasznie. Coz..
    Pierwsza wazna smierc wiele lat temu moj ukochany Michal co gory mielismy
    przenosic. Ale nie udalo sie. Mial wylew i teraz odwiedzam go tylko na
    warszawskich Powazkach. Potem wiesz zycie jest tylko zyciem.. Czas minal
    tesknota zostala. W kwietniu zeszlego roku dowiedzielismy sie ze pies suka
    wlasciwie moich rodzicow wiekowych nie ukrywam ma raka pluc. Rozpacz. Minal
    miesiac i okazalo sie ze moj ukochany Ojciec tez ma raka. Przeszlismy koszmar
    radioterapii rak jezyka. Krew plynela mu z ust bo cala buzia w srodku
    byla w ranach. Ale zwyciestwo... raka nie ma.Minelo pol roku. Psa trzeba bylo
    uspic bo sie dusil. A u Taty Zapalenie pluc. Szpital. Marne rokowania. Po trzech
    miesiacach nawrot znow szpital i Tata gasl jak swieczka zycie z niego uchodzilo
    a marzyl zeby umrzec we wlasnym lozku. Zabralam do na wlasne zyczenie do domu. I
    coz udusil sie 28 sierpnia. Na moich rekach. A poprzedniego wieczora choc juz
    prawie nie mowil i ciezko go bylo zrozumiec zazyczyl sobie zeby mu Wysockiego
    puscic. Tata strasznie lubil mojego Michala i mysle sobie dzis ze soba sobie
    obaj na chmurce ... Ot i tyle na poczatek
  • gaja2856 23.08.08, 08:41
    Mówi się że czas leczy rany....
    W moim przypadku jest chyba inaczej. Im więcej czasu upływa od kiedy
    zostałam sama tym jest gorzej.
    Sa takie chwile że nie mam siły na nic, podnieśc się ubrać , zjeść
    na nic...totalna bezilność wobec wszystkiego co mnie otacza
    Ba nawet kiedy wydaje się że jest ok w jednej chwili potrafi mnie
    najśc melancholia i wtedy norma jest przepłakany cały wieczór
    Najgorsze jest to że po mału odwracam się od wszystkich...ale i oni
    za bardzo jakoś nie walczą o kontakty ze mną
    Może todlatego że nie afiszuję się n prawo i lewo z tym co czuję, z
    tym jak jest naprawdę, a jest naprawdę ciężko
    Niedługo minie rok rok od momentu przejścia mojej mamy
    Kalendarzowo to będzie rok dla mnie to cała wieczność...
  • annubis74 14.09.09, 12:50
    Gaja, bardzo ci współczuje
    ja tez straciłam Mamę niedawno, 2 miesiące i 3 tygodnie temu
    jestem w lepszej sytuacji niż Ty bo mam rodzinę
    ale od innych ludzi też mam ochotę uciekać
    wiem, że ludzie przeważnie odwracają się od tych w żałobie - nie
    wiedzą co powiedzieć, nie wiedzą jak sie zachować
    ale nie poddawaj sie smutkowi i melancholii -wiem to strasznie
    trudne, ale tak jak walczyłaś o swoją Mamę musisz zawalczyć o siebe
    Pozdrawiam
  • basia2012 23.08.08, 09:49
    nie wierz że czas uleczy rany,mej córki już nie ma 2 lata a nie
    potrafię przejśc do porządku dziennego nad jej śmiercią,muśiałam
    zacząc coś robic aby nie zwarjowac od tych wspomień i wierz mi one
    wracają ciągle i ciągle taką terapią dla mnie jest komp.może nie
    najlepiej piszę ale wiedza duża która daje wparcie innym ludziom w
    trudnej sytuacji wiem że ci nie będzie łatwo ale będzie jak się
    poddasz POZDRAWIAM BASIA
  • halas1961 23.08.08, 11:15
    Droga Gaju jestes w wieku mojego syna. Teraz przeczytalam dopiero cala Twoja
    historie. Jak bardzo Ci wspolczuje i chcialabym przytulic Cie do serca jak
    wlasne dziecko. To prawda, ze ludzie obok zyja swoim zyciem i jesli my sie
    zamykamy zadko znajdzie sie ktos kto stara sie nas z tego wyrwac. Totakie trudne
    zyc bez najdrozszj osoby, ale co poczac, co poczac. Ja tak bym chciala miec
    wnuki, choc jedno. Corcia moja niestety odeszla do Pana (a mowila, ze chcialaby
    miec dzieci), a syn mowi na razie, ze nie zamierza miec dzieci, bo nie przezylby
    jesli by chorowaly tak np.jak Agatka.
    Zycze Ci z calego serca abys spotkala kogos kto pokocha Cie tak jak na to
    zaslugujesz i abys zalozyla szczesliwa rodzine
    pozdrawiam
    Halina-mama Agatki
  • gaja2856 23.08.08, 16:16
    Byłam na cmentarzu jestem tam jak tylko mam wolnne
    Stałam nad grobem mamy i nic jak zwykle nic, wiem gdzie jestem wiem
    co to za miejsce i kto tu spoczywa a mimo to nie dociera to do mnie
    Nie potrafie z nia tam rozmawiać...stoje tam i milczę a mimo to przy
    grobi mamay czuję się najlepiej może to zabrzmi śmiesznie ale czuje
    że tam gdzie ona tam jest mój dom moje miejsce
    Tak samo jest ze szpitalem w którym przebywała pod koniec życia dla
    mnie ona tam cały czas jest, nie chce jechac w pobliże tego miejsca
    bo ciągnie mnie do sali gdzie leżała ...boję tej prawdy że kiedy tam
    wejdę to jej nie będzie
    Co do upływającego czasu to wszyscy na około uważaja że wszystko
    wróciło do normy że czas zrobił swoje, nic bardziej mylnego
    Staram się zająć sobie czas żeby nie zwariowac nie myśleć ale tak
    sie nie da
    Ukojenie znajduję jedynie we śnie wtedy jest mi tak dobrze wszyscy
    moi bliscy sa ze mną wtedy wszystko ma sens, ale noc szybko mija
    Zaczynam myślec o tym że powinnam zacząć uczęsczać na spotkania do
    grupy wsparcia dla ludzi w żałobie, może to będzie dobry dla mnie
    pomysł
  • sonja12 23.08.08, 23:01
    Witaj gaja, dokładnie mam tak jak ty , idę na cmentarz i stoje , nie
    mogę nic mamie powiedziec.Po smierci mamy mówiłam, rozmawialam
    dużo , a teraz nic, nie wiem czym to wytłumaczyć. ja tez najlepiej
    czuje sie na cmentarzu, jestem blizej mamy. Ja tez wypełniam czas
    pracą ,żeby nie mysleć, ale ile możesz pracować, przychodzi taka
    chwila , kiedy siadasz i samo przychodzi do głowy......
    A ludzie i tak cie nie zrozumieją, ktoś kto nie doświadczył straty
    bliskiej osoby, nie ma o niczym pojęcia , co my przezywamy, jak
    cierpimy,i z pozoru wydaje się,że jest ok- ale nic bardziej mylnego.
    Ja czasami nie wierzę , po prostu nie wierzę, że mojej kochanej mamy
    już nie ma.Niby przyzwyczajam sie ,ze mamy już nie ma i nie będzie ,
    ale są takie dni,że chciałabym się poradzic mamy, pochwalić czymś, a
    tu nie ma już mamy.............. Boze jakie to trudne,
    niesprawiedliwe, chyba boga nie ma na tym swiecie.....
  • karolinnu 24.08.08, 13:22
    Hej... Ja mam prawie 28 lat i też zostałam sama... 22 lipca 2008 umarła moja
    mama... a tatuś umarł teraz... 23 sierpnia 2008. Wyję po prostu. Nie mam nikogo,
    nie mam rodzeństwa, byłam zaręczona z facetem, ale on zdradził mnie dzień po
    pogrzebie mamy i musiałam go wyrzucić z domu... Mama chorowała na marskość
    wątroby, zawsze lekarzom udawało się wyprowadzić ją z gorszych okresów... ale
    tym razem wątroba już nie chciała współpracować... mama zmarła z powodu
    krwotoku. A tatuś... miał iść we wrześniu na badania okresowe!!! Chyba umarł na
    bardzo rozległy zawał - pogotowie nie zdołało już nic pomóc. Rodzice byli po
    rozwodzie, tata miał nową żonę, ale nie miał z nią dzieci... Pomagał mi. Umieram
    po prostu, nie wiem jak przeżyję pogrzeb, po prostu nic już nie wiem i nie
    umiem. Dodatkowo boję się jak ja sobie dam radę, jestem po studiach na stażu z
    urzędu pracy, z pensją 600 złotych... tata mi pomagał... boję się strasznie jak
    ja sobie poradzę!!!! rodziny w moim mieście nie ma. mamę pochowali 240 km ode
    mnie (jej rodzina mnie nienawidzi po prostu), a tata będzie jakieś 60 km ode
    mnie!!! jego rodzina (oprócz żony) mieszka też 240 km ode mnie!!! moi rodzice
    pili, ale ich strasznie kochałam. mam do siebie mnóstwo żalu teraz. choć
    naprawdę starałam się im okazywać swoją miłość gdy byli trzeźwi i zapominać o
    bólu jaki czułam całe swoje dzieciństwo, gdy byli pijani.

    mówi się, że co nas nie zabije, to nas wzmocni.
    na chwilę obecną uważam, że co nie zabije, to sprawi, że chce się umrzeć!!!!!!!!!!!
  • gaja2856 24.08.08, 15:32
    Przykro mi wiem co czujesz....
    Z pogrzebem dasz radę, ja w obydwu uczestniczyłam jakby w filmie
    Dla mnie najgorsze było to jak sobie poradzę w życiu
    Moja mam zmarła na raka z orzerzutami
    W ostatnim okresie życia przez pół roku musiałam walczyć z całym
    światem za nas obie o szpital, rehabilitację, refundowane leki,
    opiekę w domu o wszystko...
    Mimo to gdy była przy mnie miałam na to siłę miałam dla kogo zyć i
    walczyć z całym światem
    Ta walka i choroba mamy sprawiły sprawiły że w tępie expresowym
    musiałam wydoroslec i zająć się sprawami z którymi 25 latki nie
    wiele maja wspólnego
    Teraz nie mam dla kogo walczyc bo po co (np. jak mama była ze mną
    gotowałam jak odeszła nawet tego nie chce robić i nie potrafię)
    Kiedy miałam mamę przy sobie były oczywiście okresy lepsze i gorsze
    ale byłyśmy razem a teraz sama muszę się wziąść z życiem za bary
    Pracuję ale to co robię nie sprawia mi satysfakcji i nie przynosi
    kokosów starcza na skromne życie i czasem na jakąś przyjemność
    Chciała bym zmiemnić pracę ale boję się, w mojej sytuacji muszę mieć
    pewność zatrudnienia a w nowym miejscu zaczynała bym od zera, niby
    norma ale ktoś kto musi liczyc sam na siebnie musi sobie z tego
    zdawać sprawę
    Straszne jest to że groby swoich rodziców masz tak daleko od mieksca
    zamieszkania
    Moi rodzice tez nie leżą razem ale ich groby przedziela tylko alejka
    (nie dało rady tego zrobić jak chowaliśmy tate nikt nie myślał że
    mama tak szybko odejdzie) niestety nikt z rodziny nie doradził mi co
    powinnam zrobić jak postapić oni mysleli o czym innym...
    Na chwilę obecną wiem że w pewnym momencie będę chciała żeby cała
    moja rodzina była razem jak być powinno
    Wiesz muszę ci powiedzieć że czasem tak jest o czym sie przekonałam
    ż bardziej można liczyc na obcych ludzi niz na rodzine, smutne ale
    prawdziwe (dowód masz tutaj np. na tym forum wiele osób pisze to
    czego nie powiedziało by nawet najbliższym)
    Życzę ci dużo siły bo wiem że będzie ci bardzo potrzebna oraz tego
    by na twojej drodze stanoł ktos kto ci pomoże doradzi kto będzie ci
    życzliwy i ci pomoże
  • edzia764 25.08.08, 22:23
    Witam Cię "gaja" Czytam dokładnie wpisy na tym forum, bo uwazam, że
    tutaj "spotykają" się osoby, która przeżyły tragedie, dramaty.
    Współczuję Ci bardzo, bo mimo młodego wieku tragicznych przezyć
    miałaś wiele. (Zastanowiła mnie nazwa choroby, którą został zarażony
    Twój Tato. Możesz napisać coś więcej....) życzę Ci wytrwałości, nie
    poddawaj się, ucz się żyć w tej pustce skoro nie możesz nic juz
    zmienić ...
  • gaja2856 26.08.08, 19:42
    Cripsiela taka nazwe rzuciła lekarka w rozmowie z rodziną, ale teraz
    z biegiem czasu wydaje mi sie że to mogła byc posocznica...
    Ojciec poszedł do szpitala na badania kontrolne
    W szpitalu nie przestrzegano wtedytak bardzo higieny leżał na sali z
    pacjentem któremu strasznie puchły nogia ich kolor był wręcz
    buraczkowy
    Przypuszczamy że od niego mógł się zarazić (pielęgniarka nie
    zmieniła rękawiczek na przykład)
    Doszło do tego że nogi taty stały sie jeszcze gorsze niż ojca puchły
    lała się z nich woda całe były czerwone i nie mógł na nich stanąć
    Wiem że to było zaraźliwe bo radzili nam żebysmy nie przychodziły i
    uważały przy kontakcie z ojcem zwłaszcza mama (miała obniżoną
    odporność) zreszta leżał na izolatce
    Po śmierci ojca chcieliśmy wyciągnąć jego historie choroby ale
    rozmyła się a na sekcję się nie zgodziłyśmy
    To tak w skrócie

  • edzia764 26.08.08, 20:34
    dziekuję Ci bardzo za wyjasnienie ... nie poddawaj sie, wytrwaj w
    swoim przekonaniu, że masz po co żyć.... Czytałam poprzedni Twój
    wpis, radziłaś walkę znajomej z tego forum .... więc walcz dalej i
    TY. Twoi najbliżsi, którzy odeszli chcą, abys była szczęśliwa ... na
    pewno czuwają nad Tobą ... życzę Ci z całego serca wytrwałości....
  • karolinnu 28.08.08, 20:05
    pogrzeb rzeczywiscie byl jak z filmu. wzielam tabletki na uspokojenie. mialam
    wrazenie, ze jestem obok, ze to nie mnie dotyczy. teraz tez tak czuje chwilami.
    zapominam i przez 5 minut jest lepiej i nagle przypominam sobie i wyje. jest mi
    bardzo zle, wlasciwie tylko jak uda mi sie zasnac jest dobrze, bo wtedy nic nie
    czuje.

    w nic juz nie wierze.
  • teofil.awers 29.08.08, 08:18
    Trzymaj się dzielnie. Dobrze Cię rozumiem, bo i ja niecały miesiąc
    temu zostałem sam. A lat mam 24.
  • s_andr_a 29.08.08, 10:57
    Ja nie zostałam zupełnie sama. Mam tate , gdyby nie on juz bym
    umarła. Moja mamusia odeszła 25go lipca 2008. Miała 56 lat, ja mam
    22 lata. Nie dorzyła mojego wesela, wnuków - a tak tego pragnęła.
    Nie potrafie sie z tym pogodzić. Cały czas mam wrażenie ze mama
    zyje , ze wyjechała i wróci, i znowu ja przytule , zobacze, ucałuje,
    porozmawiam. TAK MI CHOLERNIE źle!! Nic nie ma sensu dla mnie, NIC
    bez Ciebie MAMUSIU!!!!
  • gaja2856 29.08.08, 18:45
    Wiem dokładnie o czym piszesz w swoim poście
    To prawda że sen przynosi ukojenie i tylko jak się śpi to sie
    zapomina choc na troche wraca sie do normalności, ale całego zycia
    nie da się przespać
    Pisze to osoba która w łożku spędza swojego życia (jak nie idzie do
    pracy albo nie ma czegoś do zrobienia to ucieka w sen)
    Wiem że źle robię ale na razie tak jest
    Bardzo chcę żeby wszytsko wróciło do jakiej takiej normy ale to
    bardzo trudne
    Wyalienowałam sie od życia i ludzi unikam ich, to żle ale tak jest
    Chciała bym to zmienic, tylko tak się zamotałam że nie za bardzo
    wiem jak
    Lepiej czuję sie on-line niz na life, smutne ale prawdziwe
  • ls48 30.08.08, 01:56
    Nie zostalas sama. Zostalas z pieknymi wspomnieniami, ktorych nikt
    nie może Ci zabrać. I nikt ich nie odbierze, bo to sa tylko i
    wylącznie Twoje wspommnienia.Wiem co mowie bo sama przez to
    pprzechodze.Zaledwie 2 miesiące temu zmarl moj wspanialy mąż, po
    ktorym nawet ryczec juz nie mam sily. ale te wspomnienia pomagaja i
    one bedą zawsze ze mna. I tak samo bedzie z Tobą.Przesylam tobie
    wiersz ktory umiescilam w nekrologu, a ktory oddaje calą ta sytuacje
    Przyszlam do swego domu
    zastalam wielka ciszę
    Iwszędzie Twoje rzeczy
    I wszędzie Ciebie slyszę
    Przyszlam do swego domu
    Ciebie widzę wszedzie
    ńie mogę w to uwierzyć
    że byles....a nie bedziesz.
    Tule Cie do serca
  • gaja2856 31.08.08, 13:58
    Masz rację Is wspomnień nikt nie odbierze ....
    Dalego bardziej żyję wspomnieniami niż teraźniejszością
    Wiersz piękny....
    Ale do mnie teraz bardzoiej trafiaja i mówią słowa zwłaszcza kilku
    piosenek:
    "To co dobre" Kasi Kowalskiej (moja mama bardzo ją lubiła a słowa
    świetnie oddają to co się ze mna teraz dzieje)
    "Radość najpiekniejszych lat" i "Dłoń"
  • ktosiunia87 02.09.08, 20:57
    Ja mam niecałe 21 lat, moja Mama nie żyje już prawie 7 miesięcy, a
    to taaaak strasznie boli:( nie mogę patrzeć nawet na autobus, którym
    jeździłam do szpitala. Ciągle widzę tą chorobę, wstrętną chorobę,
    która zabrała mi najlepszą Przyjaciółkę-Mamę. Pracuję dorywczo,
    chodze na zajęcia na uczelni, ale PO CO mi to wszystko???
  • halas1961 04.09.08, 20:17
    ktosiunia87 napisała:

    > Ja mam niecałe 21 lat, moja Mama nie żyje już prawie 7 miesięcy, a
    > to taaaak strasznie boli:( nie mogę patrzeć nawet na autobus, którym
    > jeździłam do szpitala. Ciągle widzę tą chorobę, wstrętną chorobę,
    > która zabrała mi najlepszą Przyjaciółkę-Mamę. Pracuję dorywczo,
    > chodze na zajęcia na uczelni, ale PO CO mi to wszystko???

    Ja zadaje tez sobie takie pytania. Stracilam corke niewiele starsza od Ciebie.
    Ale uwazam, ze to wszystko co robisz jest potrzebne nie tylko dla ciebie samej
    ale rowniez dla Twojej mamy, ktora napewno nad Toba czuwa i cieszy sie z kazdego
    Twojego sukcesu, z kazdej pokonanej przeszkody, z nawet najmniejszego kroku
    naprzod. Twoja mamusia chce zebys byla szczesliwa, zebys nauczyla sie spowrotem
    usmiechac, robic plany....Jestem tego pewna. Ucze sie rozmawiac z moja corcia,
    prosze ja o pomoc w roznych sprawach. To bardzo pomaga. Czuje wtedy tak
    namacalnie jej pomoc i obecnosc. Owszem sa dni fatalne, jak ostatnie poltora
    tygodnia, kiedy nie chce sie nic... ale to minie, minie
    Chyba jesli my tak strasznie sie zalamujemy to i nasi ukochani ktorzy juz
    odeszli nie sa szczesliwi bo widza nasze cierpienie. Wiec musimy starac sie
    wciaz wychodzic z takich stanow. Czego Tobie i sobie z calego serca zycze
    Halina-mama Agatki
  • ktosiunia87 08.09.08, 12:48
    Halas, bardzo dziękuję za piękne słowa, bardzo, :*:*
  • kopciuszek125 08.09.08, 22:24
    Przeczytałam wpisy. Ja mam 56 lat rok temu po ciężkiej chorobie odeszła moja
    mama mając 76 lat i też bardzo boli tęsknota okropna, rozumiem o czym piszecie i
    podobnie lubię noc sen i śni mi się moja mama. Piszecie że zostałyście same
    jedynaczki, ale cóż z tego że ja mam brata i bratową, ale zero kontaktu z nimi
    chociaż kiedyś żyliśmy blisko. Brat nieczuły nawet do szpitala nie miał czasu
    przyjechać a obecnie raz w miesiącu przyjeżdża odwiedzić ojca który ma 80 lat
    jest kaleką i tylko potrafi go zdenerwować bo zupełnie nie ma pojęcia jak trzeba
    postępować z osobą starszą schorowaną . Rodzicom brakło kilka miesięcy i
    obchodzili by 60 lat pożycia małżeńskiego więc sobie wyobrażacie jak ojcu brak
    jest mamy. Wnuczka mojego ojca nie ma czasu i nie przychodzi w ogóle, a tyle im
    rodzice pomogli i to bardzo ojca boli, dobrze że ma mnie bo byłby sam jak palec.
  • feigen 18.04.09, 22:10
    Do Gaja i Karolinnu
    płakałam czytajac Wasze posty
    Gdybym tego nie przeżyła sama może bym pomyślała, że życie jest niesprawiedliwe i uronila kilka łez tak jak się płacze na filmach. Ja płakałam tak jak wtedy kiedy stracilam matkę. Jestem jedynaczką, mam 32 lata. Pamietam jak bolało, jak myslałam, że nie jestem w stanie tego przeżyc. Przeżyłam i wydaje się, że wszystko jest ok. Ale przecież nie jest - wszystko co przeżyłam będzie zawsze ze mna, choćby się chowało głeboko wewnątrz.
    Może zamiast "przesypiać" ból czy przeczekiwać go napiszecie do mnie na gg czy maila (gg 3248752, mail ewal76@interia.eu.) To nie zastąpi rozmowy z tymi, którzy odeszli, niczego też nie naprawi. Ale będziemy mialy przynajmniej pewność, że ktoś nas rozumie. Trzymajcie się dziewczyny.
  • gaja2856 24.04.09, 12:40
    Człowiek jest silny i wszystko przetrzyma
    Sam nawet nie wie ile jest w stanie znieść
  • halas1961 24.04.09, 13:59
    Tak, człowiek jest silny. Nie wie nawet jak wielkie cierpienie jest
    w stanie znieść, dopóki go ono nie dotknie. Nie wie, jak wiele może
    udźwignąć. Wydaje mu się, to ponad moje siły, nie uniosę tego, nie
    dam rady, ale wytrzymuje tyle ile musi. I myślę, że tę siłę do
    dźwigania swego krzyża daje mu Stwórca. I każdemu daje krzyz taki,
    żeby był w stanie go udźwignąć. I czasem myślę też, że skoro tak
    szybko zabrał do siebie moje dziecko, skoro mnie obdarzył właśnie
    takim krzyżem to pewnie jestem jedną z tych silniejszych osób. Bo
    słabym tego krzyża napewno nie daje.I jeszcze napiszę, że są chwile,
    że ciężar pomaga nieść ktoś obok. Ktoś kto może tylko się uśmiechnie
    bez powodu, albo powie dobre słowo, ktoś kto wysłucha. Ale tak
    naprawdę wysłucha, nie odrywając się co chwila do swoich spraw,
    swoich myśli. Albo ktoś kto odpisze na Twoje wołanie o pomoc. Tak
    niewiele trzeba , ale niektórym sie po prostu nie chce, lub są
    zajęci tak bardzo sobą,że nie widzą nikogo obok.
    A tak apropo wysłuchania. Mój lekarz od uczuć:) powiedział ostatnio,
    że chyba zbyt wiele oczekuję od ludzi. A ja uwazam odwrotnie, że
    chyba zbyt mało. Dał namiary na księdza, podobno super fachowca od
    duszy, kiedy mu powiedziałam,że rozmawiam ze swoja córką. On mysli,
    że to nie jest dobre. Powiedziałam mu, że się z nim nie zgadzam.
    Jak z tym księdzem pogadam to opiszę. No i znów sie rozpisałam o
    duperelach. Oczywiscie z powodu braku obok osoby, która by chciała
    słuchać:):):)
    Halina-mama Agatki
  • generalizacja 24.04.09, 14:21
    Dobrze, ze rozmawiasz z córką...ja już przestałam rozmawiać ze swoją
    mamą- odeszla prawie 11 lat temu (miałam wtedy 13 lat). Wcześniej
    straciłam dziadka, babcie i ukochaną ciocie- babcię. ojca nie znam
    wogólw.
    Na początku z nimi rozmawiałam, zwlaszcza z mamą, a teraz jakoś nie
    potrafię. Jak o niej pomyślę,łzy same mi się cisną do oczu. Tyle już
    lat, a dalej okrutnie boli. Boli, że jej nie ma, chociaż chyba
    jeszcze nie dotarło to do mnie. Ciągle wydaje mi się, ze znowu wróci
    do domu ze szpitala...przecież zawsze była taka silna. Mówiła, że
    będzie dobrze. Nie jest. Najważniejsze top nigdy nie zapomnieć.
    Gdybym zapomniała,wtedy to będzie mój koniec.
  • gaja2856 25.04.09, 09:05
    Halinko ja chętnie Cię wysłucham:))
    Jesli masz gg to napisz mój numer 9325440
    Wiesz ja też chodziłam do specjalisty pogadać wyżalić się
    To straszne że trzeba płacić żeby ktoś nas wysłuchał i doradził
    Nigdy nie przyszło mi do głowy że tak będę musiała zrobić
    Z tym że ten mój ekspert jak mu opowiedziałam małą cząstkę tego co
    we mnie tkwi złapał się za głowę i stwierdził że to nie ze mna jest
    problem tylko z moim otoczeniem
    Ludzie na około mie sa toksyczni (mam nadzieję że wiesz co mam na
    myśli)i samolubni, nie rozumieją tego co się we mnie dzieje tego
    czego ja tak naprawdę potrzebuję
    Albo nie chcą tego widziec bo tak im wygodniej, tak leopiej dla nich
    Była bym ci bardzo wdzięczna gdybys po wizycie u tego księdza
    powiedziała czy ci pomógł i ewentualnie dała na niego namiary, chyba
    też potrzebuje sie wygadać do osoby która mnie zrozumie która
    przechodziła lub przechodzi to samo co ja a nie do tych dla których
    to jest fikcja
  • halas1961 26.04.09, 22:35
    Dziekuje. Nie mam gg, brata syn dopiero ma mi to wszystko w komputerze
    poinstalowac, bo jak padl dysk to od tej pory czesc rzeczy potracilam. sama tego
    nie umiem zrobic :):) Nie ten rocznik:):)
    Do ksiedza jutro dzwonie, ale pewnie spotkam sie z nim dopiero po majowych
    swietach, bo on ponoc mocno rozrywany. O ile bedzie chcial mi poswiecic czas:)
    Nie mam na nic ostatnio czasu. Moze to dobrze, ale wolalabym troche wolniej zeby
    sie wszystko toczylo. Prosze Cie przeczytaj wypowiedz Doritty z dnia
    dzisiejszego. Watek "odrodzic sie od nowa" i mysle, ze moze Cie to troszke
    optymistycznie nastawi. Dorotka stracila cala rodzine w wypadku i to jest
    cudowne jak zaczela teraz powoli wracac do zycia. I ja mysle, ze jesli ty tego
    pragniesz to i Tobie sie uda. Aha, co do toksycznosci to ja wiem o co chodzi:),
    ale nieraz to trzeba zaczac mowic o swoich uczuciach. Choc kto nie przezyl
    czegos podobnego do konca nie zrozumie. Pisze to dlatego, bo odebralam pierwsze
    trzy egzemplarze swoich wierszy z drukarni i dalam trzem osobom z rodziny,
    ktore byly i sa blisko w moim cierpieniu, a jednak czytaja (dzis im dalam) i
    placza. Pytam, dlaczego placzecie, przeciez Agatce jest tam juz dobrze, a oni
    mowia, ze nie wiedzieli, ze ja tak strasznie cierpie, ze placza bo nie wiedzieli
    co ja czuje, dopiero te wiersze im pokazaly (wszystkie te osoby maja rowniez
    dzieci). I teraz zaczynam wierzyc ze dobzre zrobilam je drukujac, bo mialam
    mnostwo watpliwosci. Tak wiec czasem trzeba sie nie bac i jesli ktos obok chce
    to mu mowic co czujemy. Napisalam tak chaotycznie, przepraszam.
    Moj e-mail halas1961@o2.pl
    Halina-mama Agatki
  • gaja2856 09.06.09, 13:41
    I znów tu jestem znów weszłam na forum
    Zaówazyłam że wchodze tu jak jest mi bardzo źle jak nie umiem sobie
    pomoc i nie widze sensu dla niczego....
    Dzisiaj znów jest taki dzień
    Zadaję sobie pytanie po co to wszytko czemu nie odeszłam razem z
    mama czemu Bóg mnie nie zabrał razem z nia przecież tak bardzo go o
    to prosiłam
    Nie mam siły na nic
    Najchętniej zamkneła bym sie w domu i nie wychodziła ale nie mogę
    tak...
    Mam zwierzęta które sa dla mnie wszystkim które sa dla mnie
    namiastka rodziny i domu, które czekaja az do nich wroce i je
    przytulę
    Gdyby nie one......
    Smutne to wszystko bo gdzies tam nawet nie daleko jest rodzina (nie
    wiem czy to dobre słowo)
    Oni nie wiedza albo nie chca wiedziec co czuje jak daje sobie radę
    Byłam u psychologa powiedział że otaczaja mnie toksyczni ludzie
    ale gdziekolwiek indziej tez takich samych napotykam
    Mam chyba takiego pecha że takowych przyciągam

  • halas1961 09.06.09, 20:01
    Droga Gaju
    Niestety każdy bardzo jest zajęty swoimi sprawami. I ciagła pogoń za zdobywaniem
    większych pieniędzy, sukcesów, zaszczytów, itd., itd. Wydaje sie wiekszości, że
    to właśnie jest najważniejsze. Jest bardzo mało osób, które dostrzegają tzw.
    Bliźniego. Smutne to bardzo, ale tak już jest. Ja mogłabym byc przecież Twoją
    matką i nadal nie mogę pogodzic się z obojętnoscią ludzi, ich pogonią za tym co
    na końcu okazuje sie wogóle nie ważne. Nie straciłam jednak do końca wiary w
    człowieka. Bo raz na jakis czas spotyka się właśnie Człowieka, kogos kto ma czas
    żeby zwrócić w Twoją stronę swój wzrok, żeby ciepło spytać, kogoś kto czujesz,
    że Cię słucha, rozumie. I zwykle są to ludzie, których życie nie oszczędzało,
    którzy sami doświadczyli czegoś, co zmieniło ich stosunek do tych co obok. Nie
    trać nadziei, że spotkasz jeszcze dobrych ludzi, nie trać nadziei, że zaczniesz
    się uśmiechać. Droga Gaju, to prawda ,część ludzi jest toksyczna, ale też my -
    cierpiący zbyt dużo może od nich oczekujemy, wymagamy. Niewielu jest takich,
    którzy mają jak to się mówi zawsze z górki. Raczej każdy ma jakiś krzyż. Są to
    bardzo, bardzo różne krzyże, ale każdemu się wydaje, że jego jest najcięższy i
    największy, najokropniejszy. Nie wolno myslec , mam pecha. Tak się po prostu
    zdarza... Gaju, a może powinnaś sama zacząć tę rodzinę odwiedzać.
    Może jakis wolontariat, gdzie spotyka się ludzi wielkiego serca. Czasem gdy brak
    pomocy z boku, trzeba samemu jej szukać. Nie zawsze damy radę sami. Ja tak
    robie, mimo że mam parę osób, na ktore w pewnym stopniu mogę liczyc, wciąż
    szukam pomocy rowniez gdzieś dalej. Sama jakby wyciągam rękę. To nie jest łatwe,
    bo trzeba pokonać swój strach, wstyd, dumę, niepewnośc. Trzeba się w pewnym
    sensie odsłonic, odkryć. Ale co Ci zalezy, powiedz sama. Dzwonię , piszę,
    staram się nawiązać nowe znajomości. Przedtem nigdy tego nie robiłam. Nie zawsze
    wszystko sie toczy jak bym chciała, nie zawsze się udaje, ale na 10 podjętych
    prób jeśli jedna pokazuje jakieś małe światło w ciemności, w smutku - to dobrze,
    to się cieszę. Trzeba cierpliwosci, pokory i jako takiego wyciszenia choć na
    jakis czas. Do następnego dołka. I tak z dnia na dzień. Ale nie trwam bez
    wymyslania wciąz czegoś nowego. A chocby najbanalniejsze spotkanie klasowe, po
    34 latch. Tak sie zaangażowałam w organizację, że teraz wlaściwie to sama
    wszystko wymyślam, robię i cieszę się przeogromnie, bo inni juz się nie moga
    doczekac tego lipca, a ja mam tyle pomysłów. Najważniejsze poruszyc co jakiś
    czas tam w głowie, w mózgu swoje komóry. Nie spać, działać.
    Kończy sie jeden pomysł, juz myślę co by tu nowego. Kiedyś, kiedy była ze mna
    Agatka tak nie było. Ona była całym moim światem, a teraz ja muszę byc dla
    świata. Tak sobie postanowiłam. I dopóki będę miala siłe i Stwórca pozwoli
    napewno już nigdy nie będę długo spać, oglądać za dużo seriali, itd., itd.
    Jesli chcesz wyzwolić się z bezsensu musisz zacząć działać. Ja zaczynałam od
    tego forum. Były dni, tygodnie gdzie z ołówkiem w ręku zapisywałam po kolei w
    punktach co dzis zrobię, gdzie zadzwonię . Jeszcze zupełnie niedawno. I teraz
    gdy zaczynam czuć bezsens, biorę ołówek i pisze dzis to , jutro tamto, albo moze
    tym sie zajmę , albo tu zadzwonie, może tam jest cos , i tak jakos leci dzien za
    dniem. O, czasem mi się nic nie chce, jak każdemu, czasem nie chce mi się nawet
    gadac z kims kto zadzwoni, ale myslę: a moze ten ktos czekał na tę rozmowę tak
    jak ja nieraz...
    Pozdrawiam
    Halina-mama Agatki
  • gaja2856 14.09.09, 08:58
    Dzis o godzinie 14:50 mina dwa lata od kiedy czas się dla mnie
    zatrzymał a zycie straciło sens
    Dwa lata od dnia kiedy po raz ostatni cię widziałam i kiedy cię
    przytulałam
    Dwa lata od kiedy ostatni raz słyszałam twój głos i czułam twój dotyk
    Dwa lata a jak by to było wczoraj
    Rano poszłam do bioterapeuty który zapewniał że będzie dobrze,
    kupiłam ci arbuza na którego miałas taką chęć i którego miałas
    ochotę zjeść,potem przyszedł lekarz i powiedział że to juz bardzo
    blisko...że to już końcówka, ale co on tam wiedział przecierz my
    walczyłyśmy dla siebie nawzajem musiało byc dobrze musiało
    Dzień jak co dzień
    A potem zaczełaś gasnąć, bałam się, byłysmy same pielęgniarka z
    hospicjum nie mogła albo nie chciała przyjść, księdza nie chciałam
    wzywać (teraz tego żałuję) bo to przecież nie mógł być koniec a ty
    walczyłaś.
    Uciekłam do innego pokoju żeby ukryć przerażenie i łzy jakby to
    miało pomóc i zatrzymać cię przy mnienie pomogło
    Prosiłas żebym przeszła żebym cię trzymała za rękę nie chciałam, nie
    miałam siły, tak się bałam...
    Dzwoniłam po pogotowie po ratunek jakby mógł przyjść
    Kiedy wróciłam byłas już w drodze głaskałam cię po włosach i
    modliłam się bo nie wiedziałam co robić.
    Z daleka słyszałam syganł pogotowia, kiedy wpadli do nas do domu
    puls zanikał, serce przestawało bić
    Ja w amoku powtarzałam tylko nie reanimujcie jej nie męczcie jej,
    dajcie jej spokój
    Popatrzyła na mnie chłodno i powiedziała że nawet nie zamierzali bo
    schorzenia są zbyt zaawansowane zbyt rozległe
    Pamiętam tę lekarkę z pogotowia
    To ta sama która kilkanaście dni wcześniej robiła mi wyrzuty po co
    ja wzywam pogotowie do takiego przypadku gdzie wszuystko jest jasne
    gdzie nie można pomóc
    Lekarka jeszcze raz zbadała tętno i powiedziała że mam nie żyje
    dla niej to hył kolejny przypadek dla mnie czas się zatrzymał
    Wypisywała kartę zgonu i w kółko powtarzała:imię zmarłej, nazwisko
    zmarłej...drażniło mnie to bo słyszałam gdzieś że nie nalezy mówić
    że osoba umarła jak dopiero co odeszła
    Wypisała dokument wręczyła mi go powiedziała że przykro jej i poszła
    Zostałyśmy znów same mama i ja
    Ona dopiero co przeniesiona duchowo do lepszego świata będąca z całą
    naszą rodziną
    Ja sama z jej ciałem na tym łez padole płacząca i pytająca czemu mi
    to zrobiła czemu mnie zostawiła
    Dziś już wiem czemu, przyśniła mi się, przyszła do mnie i to
    wyjaśniła
    Dziś mijaja dwa lata od jej odejścia dwa l;ata od kiedy zostałam sama
    Żyję i walczę z każdym dniem dla niej nie dla siebie
    Zawsze powtarzała mi że najgorsze co można zrobic to się poddać że
    tylko tchórze tak robią
    Przez te dwa lata dowiedziałam się żę mamma dobrze wiedziała i
    spodziewała się co się stanie
    Dzielna i optymistyczna była tylko przy mnie
    Nawet wtedy gdy wiedziała że jest juz źle martwiła się tylko o mnie:
    co ze mną będzie, jak dam sobie radę, kto mi pomoże, kto mnie wesprze
    Nie martwiła się o siebie tylko o mnie
    Prosząć moją chrzestną by mi pomogła by była mi oparciem...ale matki
    nikt nie zastąpi nikt
    Jutro bronię swojej pracy magisterskiej robię to dla ciebie mamo
    Bo wiem że bardzo tego chciałaś i mnie dopingowałaś do ukończenia
    studiów
    Mam nadzieję że patrzysz na mnie z góry i jesteś ze mnie dumna
    CVzuję twoją obecność, twoją opiekę i wsparcie
    Wiem że te małe cuda które się zdarzają to twoja sprawka
    Mamusiu tak mi ciebie brakuje
    Proszę Boga by kiedy nadejdzie mój czas pozwolił mi byc razem z tobą
    Kocham cię mamo
  • halas1961 14.09.09, 13:47
    Droga gaju
    Pamietam naszych kilka listow z ubieglego roku. Pamietam iebei
    bardzo. Ogromnie sie ciesze ze jutro sie bronisz. Moja Agatka bylaby
    juz rok po obronie... Gaju mimo ze nadal cierpisz to z Twojego
    listu, listu do Mamy bije ogromny spokoj i napawa mnie to jakims
    takim optymizmem i nadzieja, ze i moj spokoj uda sie kiedys odzyskac
    nie na chwile, ale na stałe. Gaju tak pieknie napisalas ten list,
    list do matki...Jest napewno z Ciebie dumna, a przede wszystkim
    spokojna, spokojna Twoim spokojem. Masz racje nie mozna sie poddac,
    nie mozna uciekac, trzeba glowe podniesc, wstawac wciaz od nowa z
    kolan i isc dalej. Z krzyzem na ramionach, ale isc dalej...martwila
    Matka nigdy nie martwi sie o siebie , tylko zawsze najpierw o swoje
    dziecko...Trzymama kciuki Gaju
    Halina-mama Agatki
  • mala_1984 14.09.09, 17:46
    Moja mama tez sie martwila o mnie... Mowila, siostra jakos sobie poradzi, bo ma
    meza. Pomysli troche, ale szybko dojdzie do siebie, wyjedzie, w padnie w wir
    pracy, a ty tu zostaniesz... Sama... Prosila wszystkich, aby sie mna opekowali,
    aby pilnowali bym chodzila do lekarza, bo kto bedzie mnie pilnowal, gdy jej
    zabraknie... Tak bardzo Cie rozumiem. Tez trzymalam mame za reke gdy
    odchodzila... Minelo 40 dni od kiedy odeszla, dzis sie lepiej czuje, bo w koncu
    poniedzialek. Nienawidze weekendow, wtedy jest najgorzej, wtedy spadam i blisko
    jest momentu, ze juz nie wstane.
    Mama jutro bedzie z Ciebie dumna!
  • hanka_m 15.09.09, 10:25
    Droga Gaju i mała_1984, ja tez straciłam w grudniu Mamę i bardzo mi
    jej brakuje. Mimo, ze starsza jestem od Was i powinnam sobie lepiej
    z tym radzić to jednak bardzo mi jej brakuje, bardzo. Jestem zdana
    sama na siebie więc Cię Gaju dobrze rozumiem. Daj nam tu znać jak
    poszła obrona. pozdrawiam. Hanka
  • kopciuszek125 16.09.09, 13:53
    Z moją mamą pożegnałam się dwa lata temu, żyję jak w letargu, tak bardzo mi jej
    brakuje . Miałam tak ogromne wsparcie w niej walcząc z chorobami mojego syna.
    Tylko ona umiała mną potrząsnąć dać wiarę i nadzieję na lepsze jutro. Ja jej
    wierzyłam miała jak to mówi się szósty zmysł i jej przepowiednie się sprawdzały,
    jak mówiła będzie lepiej to tak było, a teraz nie ma tego, są tylko sny w
    których znowu się z nią spotykam i ją widzę.
  • gaja2856 18.09.09, 14:59
    Obroniłam sie jestem magistrem
    Kiedy broniłam tytułu licencjata a jakims dziwnym trafem bronie sie
    w jakis wazny dla nas dzień( licencjat broniłam w dzien matki)
    To ona pierwsza się dowiedziała że zdałam to ona pierwsza
    gratulowała mi piątki na dyplomie, to do niej najpierw zadzwoniłam i
    sie pochwaliłam
    Teraz było inaczej
    tytułu broniłam w rocznice jej śmierci
    Kiedy sie obroniłam nie mogłam do niej zadzwonić sie jej pochwalic
    cieszyc sie razem z nią tak jak inni absolwenci cieszyli sie ze
    swymi rodzinami
    Ja mogłam tylko pojechac na cmentarz
    Nikt z rodziny nie wie że sie broniłam nikt
    Broniłam sie dla niej żeby była spokojna że mam pełne wykształcenie
    Bardzo tego chciała
    Wiem że była ze mną i że jest ze mnie dumna

  • edzia764 18.09.09, 17:00
    Gaja ... z całego serca Ci gratuluję ... udowodniłaś sobie, że dasz
    radę zdobyć pełne wykształcenie ... Mama na pewno jest dumna, ze ma
    taką wytrwałą córkę ..... Irena
  • halas1961 18.09.09, 19:28
    Droga Gaju, z calego serca Ci gratuluje. Masz racje, wszystko robimy dla nich,
    wciaz dla nich. Ty dla mamy, ja dla corki. I czujemy ,ze sa z nami w tych
    waznych momentach. Strasznie sie ciesze, jestes bardzo dzielna mloda kobietą.
    Pozdrawiam serdecznie
    Halina-mama Agatki
  • inkara 18.09.09, 22:42
    Gaja, teraz to i my już wiemy!:)cieszę się z Tobą! z całego serca
    przesyłam gratulacje!! Mama, jestem tego pewna jest z Tobą!!
  • hanka_m 20.09.09, 10:45
    Gratulacje Gaju,nie mozesz do Mamy zadzwonic i wiem jak to cięzko,
    ale na pewno byłaby dumna i cieszyłaby sie z Twojego sukcesu.
  • gaja2856 30.09.09, 10:21
    W moim zyciu zachodza zmiany
    Choc już dwano oddałam większość rzeczy mamy, babci, taty to jednak
    wszystko zostało po staremu te same meble sprzęty których obie
    uzywałysmy i sie otaczałyśmy
    Rzeczy które wywołują tyle wspomnień
    Teraz nadszedł czas na zmiany
    Nie jest to proste ale myslę że dobrze mi to zrobi
    Sprzedałam wiekszość część starych mebli wyrzuciłam lub oddałam
    multum bibelotów
    Wreszcie pozbyłam się dokumentacji całej choroby i wszystkich badań
    rodziców
    Wszystko to robię za radą koleżanki która chyba jako jedyna miała
    odwagę powiedzieć mi prosto w oczy że tak nie można , że trzeba
    zacząc żyć
    Ciężko było pozbyć się rzeczy z którymi wiązały się wspomnienia
    Poradzono mi bym zostawiła sobie tylko kilka małych pamiatek ale jak
    je wybrać nie wiem, nie potrafię
    Wszystko kojarzy mi się z rodziną z domem który miałam i który był
    pełen życia i miłości
    Nie potrafię wybrać tych rzeczy
    Ważne dla mnie sa zwłaszcza zdjęcia (na części nawet nie wiem kto
    jest) a nadal nie potrafię postawić zdjęcia mamy
    Jest ono oprawione ale nie mogę jakoś go podnieść i postawić (to
    zdjęcie było zrobione na mniej więcej tydzień przed jej odejściem)
    Nie potrafię też wyrzucić ostatnich jej rzeczy a oddać nie za bardzo
    mam komu (dwa futerka długie i krótkie)
    Zastanwiam się czy dobrze robię

  • halas1961 30.09.09, 10:51
    Gaju, slusznie robisz.
    Nie zranisz tym mamy ani ojca. Nie obawiaj sie...Ja wiekszosc ubran
    Agatki oddalam (komus kto wiedzialam, ze takich rzeczy nie ma wcale
    lub niewiele) kilka dni po pogrzebie. Dokumentacje choroby spalilam
    w pierwszym rzedzie. Nienawidzilam tych wszystkich wynikow, opisow...
    W pokoju ogolnie niewielkie zmiany. Nowa ława, trzy nowe swiece
    (dostalam w prezencie), przestawiony tapczan(ale i z Agatką go
    przestawialysmy czesto), moje rzeczy czesciowo przeniesione do Jej
    szafek...Zdjecia od poczatku popowiekszalam i powiesilam, postawilam
    na widoku. Z roznych okresow zycia Agatki. Jedno tylko jest z czasu
    choroby, po pierwszej operacji. Lubie patrzec na corke na tych
    zdjeciach. To po operacji... boli, ale to tez bylo Jej zycie, wiec
    niech i boli...za dokumenty typu swiadectwa szkolne, nip, itd
    wziasc sie tylko nie moge. Nie mam zamiaru ich wyrzucac, tylko
    przejrzec i schowac do szuflady innej zamierzam.
    Mysle, ze dobrze robisz, pozdrawiam
    Halina-mama Agatki

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka