Dodaj do ulubionych

Co możecie o nich powiedzieć?

15.05.08, 11:33
Moja mama była promienna, spokojna, mądra, trochę za dobra jak na
świat, w którym żyjemy... A Wy co chcecie powiedzieć o tych, którzy
odeszli?
Edytor zaawansowany
  • gotan_2008 15.05.08, 18:06
    To zupelnie jak moja Mama. Byla bardzo dobrym, madrym, cieplym czlowiekiem i
    bylo jej ciezko w dzisiejszych czasach.
  • osmiorniczka030 25.06.08, 11:53
    Czesc

    Moj Tata na co dzien byl wesolkiem. No i zawsze musial wszystko
    wiedziec: kto, co, gdzie, kiedy i z kim. Czul sie za nas wszystkich
    odpowiedzialny. A co najwazniejsze potrafil sluchac i madrze
    doradzic. To byla jedyna osoba, na ktora zawsze moglam liczyc i
    ktorej w pelni ufalam.

    Pozdrawiam.
  • m-i-l-v-a 25.06.08, 22:30
    Moja mama: wrażliwa, troskliwa, opiekuńcza, bagatelizująca własne problemy (w
    tym swoją poważną chorobę), przejmująca się ponad miarę naszymi kłopotami.

    Mój tato: tolerancyjny, bardzo ciepły, prosto , ale pięknie potrafił mówić o
    uczuciach, okazywać je, zawsze dawał poczucie bezpieczeństwa.

    Obydwoje bardzo kochani. Miałam wspaniałych rodziców.

    Dzięki za ten wątek kam.mar. Skłania do ciepłego pomyślenia o bliskich....
    przywołało nawet usmiech...
  • halas1961 25.06.08, 23:53
    moja corcia Agata odeszla 3 maja. Mialaby 4 czerwca 24 lata. Byla bardzo zdolna,
    bronilaby teraz prace magisterska. Rak ja pokonal. Byla pogodna, wesola, miala
    mnostwo planow na przyszlosc, zawsze mnie pocieszala i miala wspanialy dobry
    gust. Urzadzala pokoje w mieszkaniu, kupowala w ciuchbudach, a sprzedawala z
    duzym zyskiem na allegro. Miala piekne szroniebieskie oczy, blond wlosy,ladne
    uszy i rece, nie lubila obludy i plotek. Kochala koty i naszego psa
    Dragona,lubila bzy i tulipany. Kochala dobre perfumy, uwielbiala piec rozne nowe
    ciasta i gry w kurniku. I wiedziala(nie wiadomo skad) jeszcze przed choroba, ze
    odejdzie przed nami....
  • grazyna1965 26.06.08, 14:33
    Moja córcia Patrynia zginęła 3 lutego, 6 lutego, w dniu pogrzebu
    miała 23 urodziny. Była pogodna, pena życia, tak bardzo
    optymistycznie patrząca na zycie. Jej ulubione powiedzenie ,,muszę
    sie ogarnąć"...wszystkim to mówiła ,,ogarnij się", nawet mnie. Teraz
    mi tego potrzeba najbardziej, Jej wsparcia. Co mam powiedzieć? Była
    śliczna, szalenie inteligentna, tak bardzo lubiana, miała masę
    znajomych, z kazdym potrafiła tak szybko nawiązać kontakt.
    Organizowała koncerty / miała swoją firmę eventową/, studiowała,
    czytala dużo, a przy tym potrafiła się bawić. Nie mogła usiedzieć 5
    minut w domu. Zyła tak intensywnie, jakby musiala gonić czas.
    Mówiłam Jej, że żyje za szybko, zbyt intensywnie ale Ona mówiła, że
    musi to ,,wszystko ogarnąć". Tak jakby walczyła z czasem. Zginęła
    jadąc ze studiów, rozjechal Ją tir.Zginęła bezsensu, tak
    szybko...tak jak żyła. Miała 23 lata i nie wstydziła się
    mowić..,,mamuś, juz dwa dni mnie nie przytulałaś".Miala tyle planów
    na życie, pochylala się nad każdym człowiekiem, ktory potrzebował
    pomocy. Dawała wszystkim usmiech, energię, wsparcie. Nie rozumiem
    dlaczego musiała odejść..była moim jedynym dzieckiem, moim cudem.
    Byłam i jestem z Niej taka dumna, dziękuję Bogu, że obdarzyl mnie
    taką córką...tylko dlaczego pozwolił mi być szczęśliwą 23 lata?
    Łączę się w bólu i cierpieniu ze wszystkimi, którzy stracili
    bliskich.
  • waga_a 18.10.08, 12:35
    Piękny wątek! Niewiele osób tu się wpisuje, a można tutaj przecież powiedzieć
    dlaczego kochamy tych, którzy odeszli, dlaczego chcemy ocalić ich od zapomnienia..
    Mój Synek, cudowny chłopak, odnosił sukcesy w nauce i sporcie, ukończył trudne
    studia i planował ślub z ukochaną dziewczyną. To wszystko przekreśliła
    straszliwa choroba nowotworowa. Pomimo nadludzkiej walki, los mu nie dał żadnej
    szansy. Nigdy się nie skarżył, nawet jak strasznie cierpiał i wiedział, że umiera.
    Cały czas odbieram to jak okrutną niesprawiedliwość, pomyłkę nieba i Boga, jeśli
    wogóle On istnieje..
    Mój Syn tak bardzo kochał życie, był mądry, wesoły, dobry, szlachetny,
    przystojny. Biła z niego taka promienna radość, miał mnóstwo przyjaciół, ludzie
    uwielbiali Jego towarzystwo.
    Był moją dumą, radością i nadzieją.
    Wszystko, co o Nim napisałam to szczera prawda, dlaczego tacy ludzie muszą
    umierać u progu życia, dlaczego? Kto urządził tak ten świat?? Jak ma dalej żyć
    matka?
  • only_anette 26.06.08, 14:59
    moja przyjaciółka była moją bratnią duszą,rozumiałyśmy się bez słów.Miała
    ogromne poczucie humoru do tego stopnia że zawsze po spotkaniu z Nią bolała mnie
    szczęka ze śmiechu.Konkretna i zdecydowana,nie dała sobie w kaszę dmuchać do
    tego serdeczna,uczuciowa i najukochańsza.
  • dorrita79 26.06.08, 21:11
    Moja siostra Kasia (11 lat) była osóbką skrytą, nieśmiałą, acz mądrą jak na swój
    wiek, drobniutką blondyneczką o brązowych oczkach, była bardzo podobna do mnie
    kiedy byłam w jej wieku. W przedszkolu mówili o niej (Dorotka junior). Pięknie i
    szczerze się uśmiechała.Kochała zbierać różne naklejki i kartki z postaci
    bajkowych. Była zadziorna i uparta. Miała swój świat zabawek. Uwielbiała spędzać
    ze mną czas a ja z nią.

    Mój braciszek Grzesiu (9 lat) - kochany urwisek, pełen energii, nie umiejący
    usiedzieć w jednym miejscu dłuższy czas. Towarzyski, pełen usmiechu, pomocny.
    Również uwielbiał zbierać różne rzeczy i wymnieniać się nimi z kolegami. Był
    bardzo żywą osóbką i do tego bardzo mądrą. Starał się być silnym chłopcem choć i
    obrazić się potrafił. Ale wystarczyło go wziąść na kolana i posmyrać i wszystko
    puszczało

    Mój braciszek Artuś (33 lata)-upośledzony umysłowo - przede wszystkim miał
    wielkie serce. Zawsze uśmiechnięty i pogodnie nastawiony do życia. Pełen
    energii. Uczył mnie miłości na codzień, takiej szczerej, prostej, dziecięcej.
    Był ufny i towarzyski. Na nikogo nigdy się nie gniewał. Lubił chodzić na
    warsztaty i wyjeżdzać na różne obozy

    Moja Mama - swoje problemy trzymała tylko dla siebie, nigdy się nie skarżyła,
    choć nie miała łatwego życia. Stawiała rakowi czoło pokonując go dwukrotnie.
    Była dzielną i oddaną matką. Zawsze miałam w niej Przyjaciela i wsparcie. Mogłam
    się z nią wszystkim dzielić. Marzyła o wyjeździe za granicę, czego nigdy nie
    spełniła. Była dla mnie często ostoją, i znała mnie bardziej niż mi się
    wydawało. Zawsze wysłuchała i doradziła, zawsze dawała mi wolność wyboru, nigdy
    niczego nie nakazywała, powtarzała mi "jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz" i
    za to jej jestem wdzięczna. Moi znajomi ją bardzo lubili, gdyż ona dla nich
    zawsze była serdeczna i uśmiechnięta. Nieraz mi zazdrościli tak dobrych
    kontaktów z Mamą.

    mój ojciec - osoba zagubiona i schorowana, często "nieobecna". Jednakże wierze,
    że gdzieś tam w środku miał w sobie wiele miłości, której nie potrafił okazywać
    i jednocześnie dużą potrzebe otrzymywania miłości. Był świetnym kucharzem,
    wszyscy chwalili go za umiejętności kulinarne. Potrafił nawet zrobić coś z niczego.

    Brakuje mi WAS BAAARDZOOOOOOOOO:-(((
    Wierzę, że przynajmniej już nie cierpicie i zaznajecie wiecznego Szczęścią!


    pozdrawiam
  • skakanka1-1 01.07.08, 23:15
    MAMA- madra,inteligentna, skromna. Byla pierwsza osobą do której
    dzwonilam rano ,zaraz po wypiciu kawy, prawdziwy przyjaciel. Kochala
    ludzi a ludzie kochali ja. MAMA- wyznaczala cele mojego zycia.
    Uwielbiala ksiązki, dobrą muzykę i kwiaty. Brakuje mi telefonów,
    nocnych pogaduszek i Jej cieplego glosu. Bakuje mi calej Jej -
    brakuje mi mojej Mamy
  • laska251 20.07.08, 21:51
    jedyny najukochanszy człowiek ktorego kochałam ponad zycie i kocham
    nadal,nigdy sie nie skarżył.MÓJ DZIADZIUŚ.
  • martynique1982 18.07.08, 16:55
    Mój Tatuś,moja największa Miłość.Człowiek o dużej radości życia,a
    przede wszystkim o niesamowitym poczuciu humoru.Zawsze był duszą
    towarzystwa,rozbawiał wszystkich,a tym samym i siebie:)Miał piękne
    puenty,ciekawe anegdoty,i opowiadał jak nikt na tej ziemi.Kiedy
    naśladował śpiącego zająca,czy biegnącą przez mój pokój
    myszę,płakaliśmy ze śmiechu.Godzinami mógł mówić;przy sniadaniu,przy
    obiedzie,wieczorem(kolacji nie jadało się u nas w domu).Chował
    papierosy w skórce od banana,żeby nikt go nie nakrył na paleniu,a
    puszki po piwku po całym domu i wszystkich dziurach:)Dużo
    spacerował,zwiedzał,chłonął świat całym soba.Gdy inni budowali
    domy,kupowali autka,myśmy jeździli.Jego radość z poznawania nowych
    miejsc była niedoopisania.Krótko przed smiercią zwiedził
    Hiszpanię.Tak mu się tam podobało!Nie znał języka,nie miał
    przewodnika,a poradził sobie lepiej niz niejeden mądrala.Z pasją
    słuchał muzyki i kochał ponad wszystko świat filmu.Nauczył mnie
    słuchać Franka Sinatry,Edit Piaf i jazzu,którego tak kiedyś nie
    lubiłam.Chdziliśmy razem do kina.Od dzieciństwa,od moich
    najmłodszych lat.Nikogo juz takiego nigdy nie spotkam w swoim
    życiu.I choć Tatuś miał swoje problemy,to potrafił wylać swoje
    uczucia,nie był macho sraczo.Potrafił się wzuszyć przy muzyce
    Mozarta,podczas moich zaręczyn,po mojej obronie.Nie ukrywał
    emocji,łez.Kocham Tatę najbardziej na świecie.Za to,że był
    człowiekiem z krwi i kości.Za to,że się nie bał żyć pełnym życiem.Za
    to,że nigdy nie zabronił mi chłonąć tego,co przynosi mi los.Za to,że
    nie wychował mnie na gbura i materialistyczmego chama.Tylko na
    pyskacza,z dużym sercem:)
    Mój Tatuś był moim IDEAŁEM,bo choć miał wady,to one czyniły go
    prawdziwszym...
  • laska251 20.07.08, 21:54
    JEDYNY I NAJUKOCHANSZY CZŁOWIEK POD SŁOŃCEM.NIGDY SIE NIE
    SKARŻYŁ.KOCHAM CIE DZIADZIUSIU.TWOJA ANIA.
  • monique1111 25.08.08, 15:44
    Mój Kryś był troskliwy, ciepły i czuły, no i bardzo zazdrosny o mnie)
    taki mój kochany świrek)
  • kopciuszek125 25.08.08, 21:40
    O mojej mamusi mogłabym opowiadać i pisać bardzo, bardzo dużo ponieważ nie
    spotkałam się z taką osobą. Była promienne i uśmiechnięta, dobra, szlachetna,
    mądra. Bardzo pomogła mi w życiu wychowywała moje niepełnosprawne dziecko żebym
    mogła iść do pracy i tym sposobem mogę być na emeryturze i opiekować się chorym
    ojcem i synem. Pomagała wszystkim którzy pomocy potrzebowali, wszystkich
    rozumiała i każdego który źle postępował umiała wytłumaczyć. Była
    bezinteresowna, była krawcową i potrafiła biednym ludziom za darmo szyć. Byłam
    tak bardzo z nią związana jak rzadko kto. Całe życie razem , a teraz tęsknota z
    dnia na dzień coraz gorsza. Ostatnie pół roku jej życia to były straszne chwile
    rozmowy, przytulanie, całowanie bo obydwie wiedziałyśmy że zbliża się koniec.
  • mariolka19721 27.08.08, 09:50
    Jestem "na wózku".
    03.05.2007r.umarł mój ojciec.
    Mieszam na IIIp., w bloku bez windy, więc siedzę cały czas w
    mieszkaniu.
    Dowiedziałam się o chorobie taty (rak-stadium b. zaawansowane).
    Nie nalegałam by mnie do Niego zawieziono, nie wierzyłam, że umrze.
    Zmarł po miesiącu (b. szybko).
    Celowo nie chciałam pojechać do kostnicy, pojechałam prosto do
    kościoła. Nie żałuję, zamykam oczy i widzę Go żyjącego,
    przystojnego, prężnego, zdrowego...
    --
    maclisc.phorum.pl/
    integracjapn.pl.tl/
  • wrednamadzia 28.08.08, 10:50
    Ja też nie widziałam Taty po śmierci. Kilka dni wcześniej urodziłam
    córeczkę i byłam tak bardzo przepełniona bólem emocjonalnym, że nie
    byłam w stanie przejść przez próg zakładu pogrzebowego. Z tego
    samego powodu nie uczestniczyłam w "uroczystościach" kremacyjnych,
    poszłam dopiero na pogrzeb.
    Minął rok a ja do dziś nie mogę sobie wybaczyć, że nie byłam, nie
    pożegnałam się... Tata umarł nagle, niespodziewanie. Miał dopiero 58
    lat, trzy dni przed śmiercią został dziadkiem. Nawet nie zobaczył
    swojej wnuczki. Jestem pewna, że byłby fantastycznym dziadziusiem...
  • b_6_5 28.08.08, 19:02
    A ja straciłam ukochanego Tatę 27 lat temu a Mamę 7 lat temu.Tato ukochany, jedyny, na zawsze jest w moim sercu.Choć wojna zabrała mu najpiekniejsze lata młodości - był pełen dobroci, mądrości poszanawania dla innych.Byłam jego ukochaną córeczką- zaszczepił we mnie miłość do książek, ludzi, wrażliwości na ludzką krzywdę.Doczekał tylko 1 wnuka z którego był bardzo dumny.Miał tylko 58 lat - zasnąl snem wiecznym Mama też bardzo kochana, mądra choć niewykształcona bo coż też wojna zabrała jej część dzieciństwa i młodość,Stworzyli mnie i bratu ciepl, wspaniały dom pełen miłosci, mądrych rad i dobrego wychowania.Kochani moi rodzice!! Jak mi jest żle, coś mnie gryzie, jakiś problem od razu jadę na cmentarz i tam po prostu mówię:"pomóżcie - nie wiem co robić".Podświadomie jest mi wtedy lepiej - a popłaczę sobie też.W ogóle czasami stojąc w oknie patrzę jakbym wyglądała Ciebie Tato i Mamo.Byliście częśtymi gośćmi w mym domu.Choć dziś sama jestem babcią nie mogę pogodzić się z tym Waszym odejściem.Tyle w nas miłości jak długo pamiętamy o Tych co odeszli.
  • zipjc 06.09.08, 23:28
    MAMA mojego chlopaka, trudno to opisac bo w sumie to nie jest osoba z mojej
    rodziny - ale po raz pierwszy zetknelam sie ze smiercia tak blisko... -od pol
    roku mieszkalismy razem ( ja + moj chlopak i jego rodzice) i bardzo dobrze nam
    sie ukladalo. znalam ja 7 lat i od poczatku znajomosci bardzo dobrze sie
    rozumialsmy... nie ma jej teraz i ja nie wyobrazam sobie, ze nie bedzie jej z
    nami jak bedziemy brac slub, nie pozna naszych dzieci, nie bedzie ej w waznych
    dla nas momentach...., nie wyobrazam sobie dalszego zycia. zostalismy teraz sami
    - ja + moj chlopak i jego tato, a ja nie potrafie sie z tym pogodzic, nie moge w
    to uwierzyc. a przede wszytskim nie wiem jak IM pomoc, bo to oni potrzebuja
    mojej pomocy.
    nie potrafie zrozumiec dlaczego.....
    Moja przyszla tesciowa ... byla osoba pogodna, wesola, z duzym poczuciem
    humoru,wyrozumiala, nie uwazala mnie za wroga - jak niektore tesciowe - wrecz
    przeciwnie, zawsze mnie wspierala i pomagala, popierala we wszystkim, byla jak
    moja druga mama.... taka jaka powinna byc tesciowa....
  • deria1 08.09.08, 13:48
    Mój tatuś - zmarł 31.07.08 - kochający, dobry, wesoły, uczciwy,
    zaradny, dla rodziny zrobiłby wszystko, nigdy nikomu nie odmówił
    pomocy... Jestem mu bardzo wdzięczna za wszystko co dla mnie zrobił.
    Uwielbiał żużel, piłkę nożną, krzyżówki, czereśnie... Był bardzo
    lubiany przez otoczenie.
    Mój synek był jego oczkiem w głowie!
  • krolowazla 15.09.08, 10:06
    Moja Mama była pogodna, robiła kilka rzeczy na raz, wychowała mnie i moje
    rodzeństwo na dobrych ludzi.
    Widzę jak rano układa włosy, i pije kawę, popalając przy tym papierosa.
    Miała do każdego dobre słowo. W dniu pogrzebu ksiadz powiedział - , że nie
    widział , aby na pogrzebie zwykłej osoby, w średnim wieku, było tyle ludzi,
    myslał, ze to się zdarza, tylko na pogrzebach młodych ludzi, lub bardzo znanych.
    Moja mama cieszyła się szacunkiem wielu ludzi.
    --
    Nie ma tego złego , co by na dobre nie wyszło ;)
  • sanna.i 11.02.09, 15:36
    Moja babcia była jak cichy anioł - taka pokorna, delikatna, cicha.Siedziała
    często przy nas i słuchała...Umiała słuchać jak nikt.Wychowywała mnie,kochała
    ponad wszystko i ten jej ciepły uśmiech na mój widok,nawet w ostatnich
    chwilach,kiedy już było bardzo źle,będę zawsze pamiętała.Mówiłam do niej
    Babciuba,Babcia w Kapciach:).Opowiadałam jej o swoich
    problemach,sympatiach,żaliłam się,przytulałam.Zawsze pocieszała,głaskała po
    głowie.Widzę ją w brązowym kostiumie,w kuchni,za oknem wiosna - a ona z tym
    nieśmiałym uśmiechem siedzi w kąciku.Prawda jest taka,że nic już nie jest takie
    jak dawniej,bo dopóki żyła, nawet już taka bardzo chora,to wiedziałam,że jest na
    świecie ktoś,kto na mój widok czuje się szczęśliwy,kto kocha mnie
    bezkrytycznie,za to tylko,że jestem.Ciągle myślę,że mogłam jej jeszcze tyle
    powiedzieć...Strasznie pusto bez niej.Mam nadzieję,że wiedziała,jak ją
    kochałam.Wiedziała na pewno.Muszę wierzyć,że jeszcze ją spotkam.
  • estaszka 12.02.09, 20:37
    Moja mama zmarła 27 listopada. Była bardzo drobna, niska, chudziutka. Za to wewnątrz - wielka osoba wielkiego ducha. Zawsze sobie ze wszystkim radziła; nie dawała sobie pomoc, ale zawsze myslała tylko o innych. Potrafiła wiele sama zrobić, jeszcze dwa lata temu sama ułożyła glazurę i terakotę w łazience. Miała niesamowitą rękę do kwiatów, wiele osób przywoziło swoje roślinki do niej "do sanatorium" na wyzdrowienie. Nie mogę sobie bez niej poradzić...
  • kalincia 14.02.09, 16:17
    on... mój niedoszły chłopak, licealne uczucie, przyjaciel, który
    mnie uwielbiał

    chłopak, ktory żył szybko..
    kochał góry
    otwarty na świat i ludzi
    pomagał dzieciom ulicy
    pomagał wszystkim ..

    chyba był za dobry dla tego świata
    jedynak, ukochane dziecko rodziców
    jedna z najwspanialszych osób, jakie kiedykolwiek poznalam
    wieczny optymista


    nigdy nie wybaczę światu, że go zabrakło :(
  • jower 15.05.09, 12:53
    Jaki piękny watek - wróćmy do niego. Opowiadajmy o NICH, jacy byli niezwykli, wspaniali, jedyni, niezastąpieni...
  • kicek856 17.05.09, 22:48
    Mój synek Czaruś zmarł 3 marca tego rokumiał 14 miesięcy. Był cudowny, uwielbiał bawic sie pilotami od telewizora,bawił sie taką wielką kostką którą dostał na swój roczek kwiczał przy tym i śmiał sie pokazując rączkami brawo.Nauczył sie załatwiać na nocniczku i sam po niego chodził stawiał na środku pokoju i oglądał telewizję.Mówiliśmy na niego Kicek bo wołał na kota "miał"i ciągnął go za ogonek.najbardziej interesowała go kuchnia i wszystko co daje jakiś odgłos.
    Był zawsze usmiechnięty i żadko kiedy płakał,zasypiał mi na rekach i trzymał mnie za ucho a drugą rączką mocno przytulał pieluszkę w misie.
    Był jedyny i cudowny a teraz mam pustke w sercu.
    Kocham Cie Czaruśiu -MAMA
  • justynakm1 20.05.09, 10:38
    Moj narzeczony Kuba zmarł 4 marca, dwa tygodnie wczesniej skończył
    33 lata. Walczył z rakiem, był niezykle silny i bohaterski, jako
    oficer -lekarz zawsze chciał pojechac na wojnę, okazało się, ze na
    wojnie rzezcywiście był. Innej. Kuba urzekał ludzi pozytywna
    energią, radością zycia, poczuciem humory i niezwykłą serdecznością.
    Kochał swój zawód, był świetnie zapowiadającym się chirurgiem,
    oddanym pacjentom - za co Go kochali. Uwielbiał rower (przejęłam
    tego bakcyla), podróże, spotkania ze znajomymi. I kochał mnie nad
    życie. Dla mnie był i będzie wszytskim, wiele mnie nauczył (m.in.
    jak być madrym kierowacą), miał swoje zdanie i niezwykle silne
    poczucie polskości. Miał też piękną cechę - wielkie serce i żelazne,
    ponadczasowe zasady. Był człowiekiem honoru. Jeśli chodzi o wygląd -
    mój ideał mężczyzny: wysoki, 188, silny, wysportowany, z blodn
    czupryną (troszkę przerzedzona) i najpiekniejszymi na świecie
    niebieskimi oczami, niebieskimi jak niezapominajki.
    --
    "Crazy skies all wild above me now
    Winter howling at my face
    and everything I held so dear
    disappeared without a trace.
  • halas1961 20.05.09, 11:17
    Juz pisałam jaka była moja Agatka, a raczej jaka wciąż jest.
    Była wielka indywidualistką. Jak na coś sie uparła, to tak miało byc
    i juz. Jesli nie miała racji to dopóki sama do czegoś nie doszła nie
    pomagały żadne przestrogi i tłumaczenia. Była niezwykle dzielna w
    walce z rakiem, o wiele dzielniejsza od starszych dojrzałych mocno
    ludzi. Moja Agatka pewnie wciąż się spiera o cos z Aniołami:)
    Uwielbiała sie uczyc obcych jezyków. Lubiła się wogóle uczyc. Była
    bardzo zdolna, w wieku 4 latek juz umiała dość dobrze czytac. Parę
    lat chodziła na aikido i kiedys jak ktos ją zaczepił w drodze z
    treningu to gościowi tak wykręciła rękę,że zaklął: O K***a i zdążyła
    uciec. Była domatorką. Była bardzo madra bo zawsze mówiła ,że mama
    nie narzekać i cieszyć sie z tego co mam. A ja dopiero teraz to
    rozumiem. Miała piękne blond włosy, wygladały tak jakby porobiła
    sobie pasemka. Kochała zwierzęta, a w szczególności koty. Napewno
    tam jest znia ulubiony kot, którego wyszkoliła tak jak psa, robił
    tyle sztuczek i tez bardzo ją kochał. Pies, którego przyniósł syn do
    tej pory potrafi to wszystko czego nauczyła go Agacia. I śmiała sie
    ze mnie ze moje wierszyki maja rymy częstochowskie. A ja jabardzo
    kochałam i kocham, ale kiedy była zdrowa tak rzadko jej to
    mówiłam...Strasznie tego żałuję i mam o to do siebie pretensje. Moja
    Agtka uwielbiała jeść lody, to był to co zjadła jako ostatnie ...
    Moja Agatka śmiała się zawsze po powrocie z uczelni. Tak ja widze
    jak stoi w drzwiach ztorba na ramieniu i się śmieje i coś mi
    opowiada o durnych profesorach albo o koeżankach za bardzo
    wyzywajaco się uberajacych, bo moja Agatka była skromna panną. Miała
    setki sekretów z Babcią i bardzo chciała by jakis chłopak ja
    naprawdę pokochał. Miała chłopaka, ale tak jak mi mówiła jej się
    wydawalo, ze tak naprawdę On jej nie kocha. Bała sie tych wszystkich
    złych wiadomości i nie chciała aby jej mówić, ale niestety niektóre
    musialam jej przekazac. Moja Agatka miała dobry gust, była taktowna,
    wrazliwa i miała dobre serce. Jako dorosła osoba rzadko chodziła do
    kościola, ale wierzyła w Boga, czytała czasemBiblię i jestem głeboko
    przekonana, że jest szczęsliwa teraz, ze jest blisko Boga. Moja
    Agatka....
    Halina-mama Agatki
  • grazyna1965 20.05.09, 23:49
    Halinko, jak pięknie piszesz o Agatce. Wiem, że jesteś bardzo dumna
    ze swojej córeczki. I nie wiń się, że zbyt rzadko mówiłas Jej jak
    bardzo Ją kochasz. Ona to wiedziała. Jestem o tym przekonana.
    Widziała to w Twoim spojrzeniu, w trosce jaką Ją otaczałaś, w walce
    z tą okropną chorobą. Wiesz, ja często myslę o Tobie i Agatce, o
    drodze jaką przeszłyście..o tym jak trzymałaś Ją za rękę kiedy
    wiedziałas, że Agatka musi odejść. To chyba najgłębszy obraz miłości
    matki do dziecka. Ja nie byłam przy mojej Patryni, w czasie kiedy
    Ona umierała piłam sobie kawę u znajomych. Opowiadałam z dumą o moim
    dziecku, o tym jaka jest wspaniała. A Ona wtedy umierała na tej
    drodze, kilkanaście kilometrów ode mnie. A przecież zawsze byłam
    przy Niej, zawsze kiedy mnie potrzebowała. Nigdy Jej nie
    zawiodłam..dlaczego wtedy nie pojechałam z Nią? Dziękuję jednak Bogu
    za to, że przez te 23 lata mogłam być matką Patryni. Nie wiem czy
    nasze życie jest gdzieś wczesniej ,,zapisane", zaplanowane. Przez te
    lata tak bardzo bałam się, że Ją utracę. Wpadałam w panikę gdy nie
    odbierała telefonu, gdy nie napisała sms-a..drżałam o Nią każdego
    dnia a jednocześnie pozwalałam Jej na wszystkie Jej pomysły. Umiała
    mnie przekonać o wszystkiego. Byłyśmy tak bardzo zżyte ze sobą,
    miałyśmy świetny kontakt, rozumiałyśmy się bez słów. To tylko z
    Patrą potrafiłam śmiać się do łez, ryczeć na filmach, prztulac się
    do siebie..codziennie mówiłyśmy sobie, jak bardzo się kochamy.
    Kłóciłyśmy się a potem przepraszałyśmy. Wiedziała, że tak bardzo
    boję się o Nią. Mówiła mi wtedy ,,mamuniu, ja wiem, że się martwisz
    o mnie, ale przecież wiesz, że uważam na siebie. Wiem, że umarłabyś
    beze mnie". I usmiechała się wtedy do mnie, przytulała. I mówiła mi,
    że ma najwspanialsza mamę na świecie. Dziękuję Bogu za to, że
    obdarzył mnie tak cudownym dzieckiem. Przy Patrze czułam się taka
    szczęśliwa, radosna. Wyzwalała we mnie wszystko co najlepsze, czułam
    się nie tylko szczęśliwa ale przede wszystkim czułam się dobrym
    człowiekiem. Teraz wszystko jest inne, obce, nie moje. Czuję się
    okradziona, oszukana..pusta. I nie słyszę ,,kocham Cię mamuniu", nie
    słyszę Jej głośnego śmiechu. Ale wiem, że jest przy mnie, stara mi
    się pomóc. Bo mnie kocha tak jak ja Ją. Kocham Cię Patryniu.
    Grazyna,mama Patryni
  • halas1961 21.05.09, 09:49
    Grazynko, chciałabym Ci wysłać wiersze, które wydrukowałam. Wysłałam
    juz wielu osobom z forum, które mnie o to prosiły. Jak wiesz
    wiekszośc nakładu będzie dla Hospicjum dziecięcego. Osoby, którym
    wysyłam wiersze proszę o wpłacenie jakiejs drobnej kwoty na wybrany
    przez siebie cel dobroczynny.Wiem, ze pare osób zamierza wpłacic na
    Twoją fundacę "Patra". Nie sprawdzam w żaden sposób tego, ale ufam
    ludziom, ze tak zrobią. Jesli bys chciała to napisz mi adres na
    naszą klasę. Ty o swojej Patryni tez piszesz bardzo pięknie. Zreszta
    wiele osób tu na forum o swoich bliskich pisze w taki sposób, ze
    zaden nawet największy pisarz nie sięga im do piet. To jest miłośc.
    Halina-mama Agatki
  • justynakm1 21.05.09, 22:45
    Kochani, o naszych bliskich mozna mowic ciagle i ciagle, bez
    przerwy. I mowmy, dzielmy sie NImi, jak byli cudowni...i jedyni w
    swoim rodzaju. Kuba byl wymarzony, wysniony, moj ideal - naprawde...
    Jest i zawsze bedzie moja wielka miloscia, kocham Go i zawsze bede...
    --
    "Crazy skies all wild above me now
    Winter howling at my face
    and everything I held so dear
    disappeared without a trace.
  • amberka2 21.05.09, 11:05
    Pani Grazynko

    W Pani relacjach z Patra dostrzegam relacje z moja mamusia.
    Bylam jej jedynym i poznym dzieckiem. Urodzila mnie majac 38 lat i
    juz nie zdecydowali sie z tata na kolejne dziecko.
    Mama rowniez zawsze bala sie o mnie. Troche mnie to denerwowalo, ale
    staralam sie ja zrozumiec.
    Mama byla moja najlepsza przyjaciolka. Bardzo sie kochalysmy i
    uwielbialysmy razem spedzac czas. Mimo iz od kilku lat mieszkam za
    tranica codziennie rozmawialysmy orzez telefon i czesto odwiedzalam
    mame lub mama nas. Trzy lata temu pojechalysmy razem na wycieczke do
    Tunezji i bylo cudownie. Nawet nie wiedzialam, ze to nasze ostatnie
    wpsolne wakacje. Uwielebialam ogladac z mama stare poslkie filmy.

    Wlasnie teraz kiedy sama zostalam mama szczegolnie mi jej brakuje.
    Moja coreczka nigdy nie zazna milosci swojej wspanialej babci.
  • xxxkarolinkax 21.05.09, 23:12
    zabierałam się za to już kilka razy...ale za każdym razem wydawało mi się, że
    nie ma odpowiednich słów..

    Łukasz. lat 22. moja pierwsza, wielka prawdziwa miłość. ta przysłowiowa 'druga
    połówka'. zawsze uważał, że jesteśmy stworzeni, przeznaczeni dla siebie.
    najdzielniejsza osobą jaką znam. budził mój podziw każdego dnia - walczył z tą
    okrutną chorobą nie narzekając, praktycznie sie nie skarżąc. kochał muzyke,
    kochał filmy, kochał życie..sportowiec, pełen planów na dalsze życie.. miał
    swoje zdanie, którego się trzymał. jak coś mu się nie podobalo to się nie
    podobało - nie było mowy żeby zmienić zdanie. twardo stąpał po ziemi, ale często
    też uciekał w marzenia. choroba postawiła cały nasz mały świat do góry nogami.
    nasz i całej jego rodziny. nie załamał się ani na chwile. miał nadzieję i
    wierzył cały czas, że wygra. przecież "ty i ja na zawsze razem realizując nasze
    marzenia" - tak mi zawsze powtarzał. Ani na sekunde nie pozwolił mi zwątpić.
    kochał mnie tak nieprzytomnie..chronił przed złymi wiadomościami, przed całym
    tym złym światem.. wielu rzeczy nie mógł przeboleć. że mając 22 lata jego życie
    zaczęło przypominać życie 70latka...wiele razy widziałam smutek w jego oczkach
    co tak bardzo chciał przede mną ukryć. Zawsze poprawiał mi humor.wiele razy to
    on mnie podnosił gdy sie załamywałam. był dla mnie najważniejszą osobą w życiu.
    najlepszym przyjacielem, któremu ufałam jak nikomu innemy i potrafiłam wszystko
    powiedzieć. zawsze umiał mnie rozśmieszyć. uwielbiał oglądać ze mną horrory,żeby
    mnie potem straszyć. potem musiał tłumaczyć "głupolku, przecież to tylko film.
    nic Tobie nie grozi". znosił bardzo dzielnie te wszytstkie cięzkie chwile, ten
    ogromny ból.. to On dawał nam siłe, żeby trwać. ja tylko dlatego się trzymałam,
    tylko dlatego byłam silna, że jego miłość była tak ogromna. by;l bardzo
    troskliwy i opiekuńczy. nigdy nie pozwolił, żebym wracała sama do domu -
    "przecież musze o Ciebie zadbać.musisz się czuć bezpieczna". potrafiliśmy
    godzinami leżeć i wpatrywać się w siebie.. chłonęłam to szczęście każdym
    fragmentem ciała. uwielbiał jak coś razem pichcilismy w kuchni. kochał glośno
    słuchać muzykę czym sąsiadów doprowadzał do szału. nie bał się glośno wyrażać
    swoich poglądów. lubił nocne rozmowy - "nie, nie śpij jeszcze. rozmawiaj ze
    mną". był wielkim pluszowym michem - kochał się przytulać, uwielbiał jak
    drapałam go po główce. był maniakiem komputerowym - potrafił 3 noce z rzędu
    spędzić nad nową grą. nienawidził zmywać - zawsze wrzucał wszystko do zlewu i
    zabierał się dopiero za zmywanie, gdy już wszystko z tego zlewu wypadło. nie
    lubił jak ktoś ruszał jego rzeczy. zawsze musial mieć ten swój 'artystyczny'
    bałagan na biurku. twardy, ale zarazem wrażliwy. nie miał problemów z
    okazywaniem uczuć. patrzył na mnie tak jakbym była jedyna na świecie.. zachwycał
    mnie każdego dnia bardziej. i każdego dnia kochałam go coraz mocniej.


    takie to wszystko chaotyczne... ale żadne słowa nie oddadzą tego jaki był i jak
    wiele dla mnie znaczył. był mechanizmem dzięki któremu świat się kręcił.. tak mi
    go brakuje:(

    Kocham Cie aniołku:*
  • grazyna1965 21.05.09, 23:35
    karolinko,to piękne co napisałaś o Łukaszu..cudowne wyznanie miłości
    Grazyna,mama Patryni
  • halas1961 22.05.09, 09:48
    JAk napisałam wczesniej, tylko miłość tak kieruje naszymi słowami,
    ręką że potrafimy napisac o kims w taki sposób. I nikt inny nie jest
    w stanie tego powtórzyć. Nawet literat, laureat nagrody Nobla
    Halina-mama Agatki
  • halas1961 22.05.09, 10:09
    Karolinko, pisze do Ciebie, poniewaz ostatnio przeczytałam ksiązkę
    Sośnickiego (parę lat temu odszedł jego syn Michał, niedawno pisał
    na forum)"Miłość, tylko miłość". Nie będę Ci pisała o czym ona jest,
    ale myslę ze powinnaś ją przeczytać. Najwazniejsze przesłanie tej
    ksiązki jest takie, ze jesli ktos kocha prawdziwie to nawet jesli
    odejdzie , jesli juz jest na tamtym swiecie, to przeciez nie
    przestal Cie kochac . Miłość nadal trwa. Oczywiście nie czujesz
    przytulenia, zapachu tej osoby. Ale przeciez On tam nie przestał Cię
    kochac. Ja myslę ze to jest ksiązka przede wszystkim dla kogos
    takiego jak Ty. Moze bedzie Ci ja ciezko czytac ze wzgledu na to co
    przeszliście(ze mna tak bylo) ale w efekcie daje pewne pocieszenie i
    iskiere radości. Poza tym czyta się jednym tchem. Napisana w
    przedziwny, oryginalny sposób. Obrazy z wyobraźni, mysli, pragnień
    pomieszane z rzeczywistoscią.
    HAlina-mama Agatki
  • xxxkarolinkax 22.05.09, 19:56
    jak można zdobyć tą książkę ? mijają 2 tygodnie..nie wiem co się ze mną dzieje..
    pustka.rozpacz. czarna dziura. dlaczego się mi nie śni? :(
  • annmaria 22.05.09, 22:11
    Byl czlowikiem starej daty. Takich sie juz nie spotyka.Madry
    wyksztalcony w ksiazkach zakochany.Czasem zly ot charakterny majacy
    swoje zdanie uparty do bolu. A jednak pomocny i cieply. Myslacy
    rozumiejacy no taki zwykly dziadzius jakich tysiace. Czapke z
    daszkiem nosil i kurteczke dziadziusiowa bez z suwaczkiem. Zostawil
    we mne bo z niego jestem utkana jedno najwazniejsze przeslanie...
    Kochaj ludzi.... Wielkim facetem byl moj Tato jedynym
    niepwtzrzalnym Boze tak go brak tak btak...
    --
    Dni za dniami mijają przyspieszając wciaz biegu...aż się urwą...Za
    marzeniem nadąrzyć nie mogą...A pytanie odwieczne CO na tamtym jest
    brzegu? Pali usta i ludziom i Bogom...
  • maretta111 23.05.09, 09:38
    tu fragmenty tej książki tu ją można zamówić
    www.wydawnictwomtm.com/
  • justynakm1 23.05.09, 21:57
    Pani Halinko, ma Pani racje, ze jakas reka prowadzi nasze
    wypowiedzi, ze sa takie piekne, skladne, tak idealnie oddaja nasze
    uczucie, emocje, pieknie potrafimy opisywac naszych ukochanych... ja
    czasem czytam co napisalam, a potem sie dziwie - co mnie tak
    natchnelo??? Jestem pewna, ze to natchnienie zsyla mi Kubus...
    Ksiaze Pana Sosnickiego zaczelam czytac. Wlasnie do niej siadam.
    Usciski dla Was wszytskich, samotnych, teksniacych..
    --
    "Crazy skies all wild above me now
    Winter howling at my face
    and everything I held so dear
    disappeared without a trace.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka