Dodaj do ulubionych

moja corcia Agata odeszla - przegralismy z rakiem

25.06.08, 23:43
3 maja o 9 rano zmarla moja najdrozsza corcia Agatka. 4 czerwca skonczylaby 24
lata. Tak bardzo mi jej brakuje, zostaly buty, ubrania, mnostwo perfum, ktore
tak uwielbiala .....i pusty pokoj i taka straszna cisza...
Byla caly czas w domu, wsrod bliskich.Gdy odchodzila trzymalam ja za reke i
nie splynela mi ani jedna lza.
Jeden z madrych lekarzy z Hospicjum powiedzial mi jak sie w takiej chwili
zachowywac, aby nie utrudniac odejscia. Nie wiem skad wzielam sile i opanowanie.
Ze trzy tygodnie wczesniej mowila do mnie:" Mamus ja cie tak bardzo kocham.
Mamus ja juz nie chce tu byc, juz chce odejsc. Powiedz mi mamus kiedy to
nastapi." A ja wtedy w jej obecosci po raz pierwszy tak bardzo plakalam.
Mowila: "Nie placz mamus, spokoj, spokoj.. Ja sie nie boje, nie boj sie, tam
mi bedzie dobrze."
Tak strasznie za nia tesknie, nie ma nawet jednej sekundy aby nie byla w moich
myslach, nie ma dnia zebym za nia nie plakala.
Rak nas pokonal, od momentu wykrycia choroby uplynelo poltora roku.Po
usunieciu nerki pierwsze pol roku bylo dobrze, a potem przerzut, druga
operacja, trzy cykle leczenia sutentem, w miedzyczasie profesor w Warszawie.
Niestety poszlo na wezly chlonne i na pluca. Moja najdrozsza corcia, moje
sloneczko, nadzieja moja ukochana byla bardzo dzielna. W czasie Terapii
zrobila jeszcze prawo jazdy, kupilismy jej samochod, chociaz te trzy miesiace
sobie troche pojezdzila.
Ostatnie poltora miesiaca bardzo cierpiala . Bol udawalo sie opanowac, ale
dusznosci mimo inhalacji, lekow, tlenu byly nie do zniesienia. Ulge przynosilo
jej gdy wiecej siedziala niz lezala. Spalam po 2 - 3 godziny. Bylam na
zwolnieniu lekarskim przez trzy miesiace. Bo czy ktos z Was oddalby swoje
dziecko do Hospicjum, jesli moglby sie nim zajac, Czy wazniejsza bylaby dla
Was praca niz ostatnie tygodnie zycia swojego dziecka??? Moi "wspaniali"
pracodawcy wiedzac, ze dziecko mi umiera robili wyklady na jakie to straty
narazam firme, jak wiele musza do mnie doplacac, jak firma cierpi z powodu
moich osobistych klopotow.
Podlosc, nie potrafie im tego wybaczyc. Za jakis czas odejde z tej firmy.
Obiecalam corce.
Nie boje sie teraz niczego, ani bezrobocia, ani operacji, ktora mnie czeka,
ani nawet smierci.
Boje sie tylko aby moi bliscy nie zachorowali.
Czasem wydaje mi sie jakby gdzies wyjechala i tam na mnie czeka. A ja sie
musze bardzo spieszyc aby wszystko zdazyc pozalatwiac i wtedy bede mogla
wszystko zostawic i spokojnie do niej pojechac.
Nie zycze nikomu tego co przezylam i wciaz przezywam. Nie wyobrazacie sobie
jak to jest gdy musisz powiedziec swojemu dziecku:masz raka i krzyk ;Mamo ja
nie chce umierac. Robisz wszystko co mozliwe, szukasz w internecie, kupujesz
wilcakory i inne wynalazki, modlisz sie bezustannie, dajesz na msze blagasz
Boga, zeby Ciebie zabral a Twemu dziecku dal zdrowie i oszczedzil cierpienia i
masz ciagle nadzieje.
A potem nie masz juz nadziei i watpisz czy Bog w ogole istnieje.
Az wreszcie blagasz go tylko o jedno: aby Twoje ukochane dziecko nie
cierpialo. Zeby jesli taka jego wola zabral je do siebie, ale zeby juz
przestalo cierpiec.
Powiedzcie mi jak zyc, jak robic zwykle zakupy gdy wszystko az krzyczy: to
lubila Agatka, to by zjadla, to by chciala ubrac, tak by powiedziala.....
w czasie choroby mialam wokol siebie zyczliwych i dobrych ludzi. Prawda jest,
ze przyjaciol poznajemy w biedzie. I teraz nie jestem calkiem sama, ale nie
moge w nieskonczonosc rozmawiac z nimi o tym samym. Chociaz mowia, ze mam
gadac, wydaje mi sie ze maja dosc i nie do konca potrafia zrozumiec.
potrzebuje wsparcia, chocby od anonimowych obcych ludzi.....
Edytor zaawansowany
  • sowisia 26.06.08, 06:32
    rano tu weszlam zeby nabrac troche sily na kolejny dzien i trafilam
    na Twoj list..................
    nie umiem Ci tego powiedziec co w tej chwili czuje bo tez jestem
    matka ale widzisz znowu brakuje mi slow
    coklowiek bym nie napisala bedzie nie na miejscu i nie odda tego co
    bym chcilal ci powiedziec,bo slogany typu jestes bardzo dzielna lub
    glowa do gory sa nie na miejscu chcialabym ci pomoc ale nie potrafie
    a ze swoja Agatka spotkasz sie napewno urszula
  • konica234 25.07.08, 21:38
    czytam i szlocham. to takie przykre. brak słów, które chciałoby się
    wypowiedzieć........jej tam jest dobrze.... wszyscy tam pójdziemy i
    będziemy razem radować się z naszymi bliskimi na całą wieczność....
    amen
  • kopciuszek125 06.11.08, 00:02
    Czytam Wasze wypowiedzi i tak bardzo się martwię, mam syna z lekkim
    upośledzeniem umysłowym i to byłoby nic w stosunku do jego drugiej choroby WZW C
    która ma od urodzenia a ma 29 lat. Jest obecnie na terapii interferon naturalny
    + rybawiryna ponieważ ma bardzo mało płytek krwi nie może brać interferonu
    mocnego czyli pegylowanego. Z tego powodu nie będzie możliwe wyeliminowanie
    wirusa tylko zmniejszenie jego ilości. Jest podejrzenie że ma marskość wątroby a
    więc żylaki to możliwość krwotoków. Mam go jednego jest kochany a cóż jak ja
    żyję w tak dużym strachy ile jeszcze będzie z nami to wszystko jest tak nie
    przewidywalne jego choroba. Ja zupełnie nie mam pojęcia co będzie ze mną jak
    ...............
  • telepeters 30.10.09, 10:07
    Kopciuszku, doskonale wiem o czym piszesz, bo sama mam 23 letniego
    syna, ktorego uszkodzili przy porodzie i jest wiecznym niemowleciem.
    Do tego przed miesiacem odeszla corka(22), ktora przegrala walke z
    nadwaga. Jednak, poniewaz zycie mnie juz tak cieko doswiadczylo
    musialam zeby funkcjonowac, nauczyc sie akceptowac to co
    niezmienialne. Moze zabrzmi to co napisze dziwnie, ale bez tego
    dawno by mnie nie bylo. Nauczylam sie, ze moje zycie jest wazne, ze
    musze dbac o siebie, bo co smutna, a nawet zrozpaczona matka moze
    dac potrzebujacemu dziecku. Moj syn jest jak barometr, jesli ja
    jestem niespokojna, smutna, zrozpaczona,to on tez. Moze po to go
    mam, zeby teraz podniesc sie i zyc dalej. To co kiedys uwazalam za
    najwieksze nieszczescie (uszkodzenie mozgu w czesci czolowej, do
    tego autyzm) teraz pozwala mi funkcjonowac, bo on na mnie liczy, na
    mnie jest zdany. Oddanie go do osrodka wchodzi w rachube, tylko jak
    ja nie bede w stanie sie nim zajac, dlatego prosze Boga o laske jego
    wczesniejszego zejscia niz moje. Wiele widzialam i przezylam, tutaj
    nie starczy miejsca na moje wywody. Dlatego prosze Cie nie rozpaczaj
    nad swoim dzieckiem, nie zamartwiaj sie na zapas, chwytaj kazda
    szczesliwa chwile. I jeszcze jedno nie porownuj sie z innymi i swego
    dziecka z rowiesnikami. To najgorsze co mozemy sobie i naszym
    bliskim zrobic. Plawilam sie w tym przez dlugie lata, az madre
    kobiety w podobnej sytuacji uswiadomily mi, ze tak nie wolno i ich
    rady i przyklady z zycia dodaly mi sily.
    Tylko od Ciebie zalezy, czy Twoj syn teraz dostanie od Ciebie to co
    najlepsze, czyli madrze kochajaca matke.
    Pamietaj on wie, czy Ty jestes szczesliwa i od tego zalezy w
    wielkiej mierze jakosc jego zycia.
    Zycze Ci, abys znalazla sile i sposob na odkrycie malenkich radosci
    w tym tragicznym polozeniu
    Helena
  • m-i-l-v-a 26.06.08, 08:09
    halas1961 napisała:
    Smierć dziecka jest chyba najgorszym, co moze spotkać matkę. Bardzo Ci
    wspólczuje. Wiem, ze na razie żadne słowa nie są w stanie Cię pocieszyć, dlatego
    nie próbuje tego robić. Mnie po smierci rodziców, oprocz przyjaciół, pomogła
    obecność na tym forum. Nie wypowiadałam się za często, ale wiele czytałam.
    To mi pomogło sie odblokować. Wczesniej podobnie jak Ty z usmiechniętą maska na
    twarzy opiekowałam się moja mama. Nie chciałam, zeby wiedziała jak jest źle, ze
    się boję, przerazało mnie, ze ona się bedzie bała. Stad ta maska w ostatnich
    dniach i ani jednej łzy, gdy mama odeszła. Nie wiem skąd się wziął we mnie taki
    spokój? Spokojnie głaskałam ja po buzi i mówiłam, ze jest taka piekna- nie wiem
    dlaczego własnie to. Potem równiez nie mogłam płakac i bardzo mi to ciazyło, bo
    czułam, ze jest płacz jest uwieziony gdzies w srodku i bardzo mi tam ciazy.
    Dopiero tu za jakis czas...
    Tak jak napisałas- w takich momentach poznajemy ludzi, ktorzy nas otaczają.
    Niektórzy nas rozczarowują, inni zaskakują swoją dobrocią i oddaniem. Tak
    naprawde myślę, ze wtedy zdradzają swoje prawdziwe oblicze.
    .... i znowu musze powiedzieć, ze współczuję z powodu bezwzglednosci
    pracowawców. Ja musiałam naduzyć dobroci swojego dwukrotnie, raz gdy umierał
    tato i za rok, gdy odchodziła mama. Mój dyrektor powiedziął: "zmykaj strąd,
    naciesz się nimi... i tak tu nie ma z Ciebie zadnego pozytku, bo bardziej jestes
    tam niz tu". Dodam, ze w pracy był bardzo gorący okres.. i mnóstwo spraw do
    terminowego załatwienia. wszystko zrobili przyjaciele,, gdy tam wróciłam nie
    było zadnych zaległosci. Wtedy się popłakałam.
    Nie boj się mówic do przyjaciół, jezeli tego potrzebujesz...oni na pewno chca Ci
    pomóc.... i zagladaj tu. Mozna tu spotkac wielu dobrych ludzi, ktorzy na pewno
    Cie zrozumieją. Z doswiadczenia wiem, ze wirtualna pomoc tez moze zdziałac cuda...
    ...i na koniec jeszcze zyczę Ci, zebyś jak najszybciej nauczyła się zyc w tej
    nowej trudnej sytuacji, zeby przestało bolec kazde wspomnienie o twojej Agatce,
    zeby wspomnienie o niej przywoływało usmiech....
  • miseczka.0 26.06.08, 13:28
    czytałam różne posty, ale ten poruszył mnie ogromnie.Śmierć bliskich
    osób albo dotknie albo już dotknęło każdego z nas.Nie pokuszę się
    ocenę która śmierć jest łatwiejsza do zaakceptowania: rodzica czy
    dziecka.Ze swojej perspektywy mogę tylko stwierdzić, że kiedy
    odchodzą nasi rodzice( mój ojciec - gdy miałam 20 lat)liczymy się z
    taką ewantualnością i pewną nieuchronnością.Są od nas starsi,więc
    sam już ten fakt powoduje, że musimy się liczyć z ich
    odchodzeniem.Jednakże w sytuacji kiedy umiera nasze dziecko duże czy
    małe to najokrutniejsza rzecz dla matki i ojca.Jestem matką i nie
    potrafię sobie wyobrazić Twojego cierpienia.Dla mnie cudem jest, że
    funkcjonujesz a jednocześnie to dowód, że Bóg istnieje, bo daje Ci
    siłę choćby po to abyś swoją historią zwróciła uwagę innych no co co
    jest w życiu najważniejsze.Tobie życzę pięknych chwil, które Cię
    jeszcze spotkają i ukoją chorą duszę.
  • w50 26.06.08, 13:32
    Nie wiem co mam napisać, już 6 lat walczę o własne dziecko:((
    --
    "NADZIEJA UMIERA OSTATNIA"

    www.wroclaw.chsch.org.pl/
  • bbiezunska 22.12.08, 13:51
    kkk
  • only_anette 26.06.08, 14:41
    Tak bardzo Ci współczuję,czytam twój post i płaczę.Moja najbliższa przyjaciółka
    zmarła dwa tygodnie temu też na nowotwór a ja ciągle o niej myślę,tysiąc razy
    dziennie łapię za telefon żeby zadzwonić do niej albo napisać smsa , zachowuję
    się tak jakby wyjechała gdzieś i tylko czasowo nie mogę się z nią
    skontaktować.Mam jej tysiące rzeczy do powiedzenia,w sierpniu mam wesele i bez
    niej nie wiem jak będzie.Do tego od 4 lat z nowotworem walczy mój brat i teraz
    zachorował na żółtaczkę,ma tylko 28 lat,z każdym dniem jest coraz słabszy,do
    tego się załamał,nie chce już z nikim rozmawiać ani żeby nikt go nie
    odwiedzał.Chciałam Ci napisać coś żeby Cię pocieszyć ale nie wiem co,mogę Ci
    tylko powiedzieć że cię rozumiem.Przede mną najgorsze chwile bo stracę drugą
    bliską mi osobę.Czy istnieje jakiś limit cierpienia i bólu który każdy człowiek
    może przeżyć i się podnieść?
  • dorrita79 26.06.08, 20:38
    Witaj. Bardzo Ci współczuję. Wiem co czujesz. I chociaż nie jestem matką, to
    byłam jak matka dla mej 18 lat młodszej siostrzyczki. Ponad rok temu zginęła
    cała moja rodzina (trójka rodzeństwa i rodzice), ale najbardziej brak mi mojej
    siostrzyczki Kasi, która miała 11 lat. Moja więź z nią była bardzo silna (jak to
    terapeuta powiedział jak matki do córki). Sama wychowywałam ją przez prawie rok,
    bo moja mam wtedy wylądowała w szpitalu na nowotwora. Potem długo Kasia mówiła
    do mnie "mamo". Nie raz mówiła mi, że chciałaby, żebym to ja była jej mamą, że
    ona będzie grzeczna, żebym ją wzięła tylko do siebie. Kiedy się przeprowadziłam
    do innego miasta i ich odwiedzałam, to po każdych odwiedzinach była chwila
    rozstania, a przy tym ból i płacz (jej i mój). Nieraz nasza mama musiała ją na
    siłe odrywać ode mnie, bym mogła już wyjść. To były dla mnie straszne chwile,
    moje serce się wtedy krajało. Kochałam ją największą miłością, miłością matki do
    dziecka. Chciałam jej tyle pokazać, tyle dać. I mimo ze wszystkich kochałam
    bardzo, pozostałych dwóch braci również (gdzie jeden w dniu tragedii miał 9
    latek), to ją kochałam szczególnie, bo z nią związał mnie ten rok opieki nad
    nią. Musiałam się szybko nauczyć wszystkiego, dbania o niemowlę, karmienie,
    przebierania, gotowania, co 3 godziny w nocy pobudka na karmienie. Widziałam w
    niej też siebie z przed lat, to również mnie do niej zbliżało. A dzisiaj...
    dzisiaj strasznie tęsknię, strasznie brakuje mi słow "kocham Cię, jesteś
    najlepszą siostrą na świecie", brakuje mi możliwości wzięcia ich na kolana,
    przytulenia, ugłaskania, brakuje mi tej miłości bezwarunkowej do rodzeństwa,
    mamy, i ich do mnie. Tego nie może mi zastąpić nic na świecie. I też staram się
    pocieszać myślą, że kiedyś ich spotkam. Zgadzam sie też, że przyjaciół poznaje
    się w biedzie. Na dalszą rodzinę nie miałam co liczyć - oni zawiedli
    najbardziej. NA drodze pojawili się obcy ludzie, którzy najwięcej serca mi
    okazali. Ale mimo upływu czasu o dziwo jest mi trudniej. Dopadła mnie depresja i
    tak we wtorek idę do szpitala na oddział zamknięty na 10 tygodni, mając nadzieję
    że tam wreszcie stanę na nogi. Moi pracodawcy początkowo okazali chęć pomocy,
    ale jak przyszło co do czego spotkałam się z niezrozumieniem. Smutne ale
    prawdziwe. Nie umiem Cię pocieszyć, mogę tylko powiedzieć, że domyślam się co
    czujesz i przytulam Cię do mojego poranionego serduszka. pozdrawiam.
  • osmiorniczka030 27.06.08, 17:19
    Kochana!

    Nie wiem, co powiedziec, zeby ukoic Twoj bol. Powiem Ci tylko tyle,
    ze ja przechodze dokladnie to samo po stracie Taty. Minelo juz pol
    roku, a ja sie czulam, czuje i wiem, ze zawsze bede sie czuc
    zupelnie rozbita. Twoj list wyraza chyba wszystko to, co caly czas
    przezywam. I choc nie stracilam dziecka, ale Tate, bol jest ogromny.

    Ja od dziecinstwa borykalam sie z chorobami Taty. Moj Tata byl tak
    schorowanym czlowiekiem, ze srednio co dwa lata ladowal w szpitalu
    na ciezkiej operacji, zagrazajacej zyciu. I do tej pory wychodzil
    zwyciesko ze wszystkich bardzo powaznych stanow. Czesto lekarze nie
    dawali mu szans, a ja sie wciaz modlilam i za kazdym razem dobry Bog
    wysluchiwal moich modlitw. Jedna z walk, jakie w zyciu stoczyl, byla
    walka z rakiem nerki, a pozniej jego przerzutami. Napatrzylam sie na
    rozne powazne stany zdrowia, niejednokrotnie wysluchalam "wyrokow"
    lekarskich, obserwowalam, co nasza polska sluzba zdrowia potrafi
    wyczyniac z chorym czlowiekiem. Przez lata zylam w wielkim stresie i
    wielkiej bezradnosci, bo Tata co jakis czas potrzebowal szpitala, a
    dostac sie do szpitala, w ktorym byl leczony i w ostatnim etapie
    choroby przetransportowac go tam, zniesc z 3 pietra graniczylo
    chwilami z cudem.

    Chwilami bylismy pozostawieni sami sobie, nikt nie chcial pomoc,
    odsylano nas od jednej instytucji do drugiej. Czesto sami placilismy
    za cos, co Tacie sie po prostu nalezalo za darmo. A wydatki na jego
    leczenie, to kilkadziesiat tysiecy zlotych na sprzet rehabilitacyjny
    i kilkaset zlotych miesiecznie na leki. Musielismy wciaz kombinowac.
    W ostatnim czasie spalam bardzo niewiele. Duzo pomagalam Tacie.
    Kladlam sie spac okolo 2 w nocy, a zaraz potem byl alarm, ze Tata
    sie przydusza. Nie poszlam na zwolnienie, bo mialam to na co dzien
    przez kilka lat i nie bralam pod uwage tego, ze to juz ostatnie jego
    chwile. A moj pracodawca - szkoda gadac. Zamiast zrozumienia i
    pomocy, w tak ciezkiej dla mnie chwili dodal mi roboty i pozniej
    mial wielkie pretensje, ze nie wykonalam czegos, o co prosil.
    Odeszlam stamtad.

    Wciaz walczylismy z chorobami Taty. I udawalo sie, az w koncu
    zaczely "zaciskac petle" na szyi Taty. Bo antybiotyki przestaly juz
    dzialac, a bardzo oporne bakterie szpitalne, ktore dostaly sie do
    pluc podczas zabiegow ratujacych zycie, zaczely sie namnazac. Bo
    kazdy ratunek jednego organu Taty szkodzil na inna czesc ciala. Na
    przyklad antybiotyk, ktory dzialal na bakterie w plucach, szkodzil
    jedynej, niewydolnej juz nerce. Caly czas balam sie, ze przyjdzie
    wreszcie dzien, w ktorym nie bede umiala juz sama pomoc Tacie.
    Stawalam sie coraz bardziej bezradna, kiedy pozbywano sie go ze
    szpitala. W pewnym momencie nie wiedzialam juz, o co sie mam modlic.
    Tak bardzo go kochalam, a on tak bardzo cierpial...

    No i nadszedl ten dzien. W Swieta Bozego Narodzenia wszystko
    sprzysieglo sie przeciwko nam. Ani karetki, ani tlenu przenosnego,
    ktory sanitariusze mieli miec przy sobie, ani dobrego lekarza, ani
    wody dla spragnionego czlowieka... Pamietam to przerazenie w oczach
    duszacego sie Taty. Pamietam miny pielegniarek, ktorym zaklocilismy
    swiateczny poranek. Pamietam, a wlasciwie nie chce pamietac
    pielegniarek, jak krzyczaly na Tate, ze zle siedzi, ze nie moga sie
    wkuc, zeby pobrac krew. Pamietam, ze nikogo nie mozna sie bylo
    doprosic, aby przeprowadzono zabieg bronchoskopii, ratujacy Tacie
    zycie. Pamietam, jak powiedzial "to juz moj koniec..." Pamietam, ze
    nie poszlam sie z nim "pozegnac". On z moich oczu wyczytalby
    wszystko. Zawsze to potrafil. A teraz zyje z ta potworna
    swiadomoscia, choc wiem, ze drugi raz postapilabym tak samo.

    Mozesz sobie wyobrazic, w jakim napieciu zylam od lat. Mam 30 lat, a
    czuje sie psychicznym i fizycznym wrakiem czlowieka.

    Moj Tata byl dla mnie wszystkim i jedynym sensem mojego zycia. Ja
    sama nie wiem, co Ci powiedziec, bo ja juz nie umiem zyc. Wszyscy
    dookola mnie zapomnieli. Przypominaja sobie o Tacie tylko w czasie
    specjalnych okazji (urodziny, imieniny, pierwsze pol roku od
    smierci). Ja mam go caly czas w sercu. Wlasciwie wszystko, co robie,
    to robie dla Taty. Caly czas zyje wspomnieniami i poszukiwaniami
    odpowiedzi na rozne pytania. Czekam na kazdy sen z nim i nasze
    spotkanie gdzies, kiedys... Nie sypiam w nocy. Chodze spac bardzo
    pozno (okolo 3 w nocy) A o 3:15 (w godzinie smierci) doslownie cala
    sztywnieje, modle sie i placze, kiedy nikt mnie nie widzi. Ja tez
    juz niczego sie nie boje. Wiem, ze nic gorszego juz mnie w zyciu nie
    spotka. Nie boje sie smierci.

    A w ciagu dnia na twarzy kamienna maska z doklejonym usmiechem. Zeby
    innym nie odbierac radosci z zycia, zeby innych nie zadreczac, bo
    ilez mozna.

    Nie umiem Ci pomoc, bo wiem, jak to jest, gdy czlowiek jest w
    prawdziwej rozpaczy. Wiedz jednak, ze Cie doskonale rozumiem i
    dziele z Toba Twoj wielki bol.

    Pozdrawiam.
  • grazyna1965 27.06.08, 21:41
    Mamo Agatki.
    Wiem co przeżywasz w tej chwili bo sama tez straciłam dziecko. Moja
    Patrynia miała 23 lata, w Jej 23 urodziny pochowałam Ją. Nie wiem co
    jest gorsze, czekac na śmierc dziecka czy dowiedziec się nagle i
    niespodziewanie, że dziecko nie zyje. Jedna sekunda zaważyła na
    całym moim zyciu. Dzwoniła z trasy, że mnie całuje, że już jest w
    Toruniu a za 50 minut juz nie zyła. Słyszę Jej radosny glos, który
    mowi wszystko...jak bardzo sie cieszy, ze wraca z egzaminów do domu,
    ze chce mi tyle rzeczy opowiedzieć...ja na Nią czekam i dowiaduje
    się od policjanta, że moje dziecko zginęło...11 km od domu.
    Jak mam zyć bez mojego jedynego dziecka?? 3 lipca minie 5 miesięcy a
    ja z każdym dniem bardziej za Nią tęsknię. Odunęlam sie od ludzi, 3
    miesiące zyłam w izlacji, teraz trochę otworzyłam się, ale cierpię z
    kazdym dniem bardziej. Najpierw szok a teraz ogromna tęsknota i ból,
    który rozwala mnie od środka. Dlaczego to moja Patrynia?? Wiem, że
    oczekujesz wsparcia, ale tutaj żadne słowa nie pomogą...poza tym, że
    dołączylaś, tak jak ja, do matek, ktore stracily swoje kochane
    dziecko. Jest nas wiele, ja nawet nie wiedziałam, że aż tyle...każda
    tragedia tutaj opisywana przez mati jest dla nie bolesna. Ryczę nad
    kazdym listem, bo sama to wszystko przechodzę. Łączę się z Tobą w
    Twoim bólu i cierpieniu mamo Agatki...potrzebujemy mnóstwo sił zeby
    przetrwac to nasze zycie tutaj bez naszych dzieci..ja próbuję trwac,
    choć nie wiem co przyniesie każdy kolejny dzień. Pociesza mnie tylko
    jedna myśl, że przyjdzie czas, że spotkam sie z moją Patrynią Tam.
    Mama Patryni.
  • halas1961 27.06.08, 23:08
    Dziekuje Wam kochani za tak wiele cieplych slow. Latwiej jest choc przez chwile
    gdy czytam wasze slowa i czuje ze mnie rozumiecie.
    bardzo, bardzo lacze sie w bolu z Wami ktorzy przezywacie podobne tragedie jak
    ja. Jeszcze raz dziekuje. Halina - mama Agatki
  • danlasan 15.12.08, 05:19
    Jak dalej żyć? Niedawno zmarł mój najukochańszy mąż. Wspaniały człowiek. Pokonał nas rak. Okrutna choroba. Zmagaliśmy sie z nią osiem miesięcy. Osiem miesięcy pełnych bólu i nadziei. Tak bardzo chciał żyć dla mnie i mojej córki. Wcześniej dużo pracował. Nie miał czasu na lekarzy. W chorobie dużo zrozumiał. Ale Ja go kochałam takiego jakim był. Chorobę przyjął spokojnie. Walczył do końca. Ani na moment nie zwątpił. Tak bardzo mi go brakuje. Jestem zła, wściekła, że mnie zostawił i tak bardzo go kocham. Nic nie jest w stanie zagłuszyć tej pustki. Wstaje, idę do pracy, pracuję, wracam do domu i cisza. Gdzie jesteś kochanie? Codziennie jestem na cmentarzu to koi mój ból. jak dalej żyć? Bez Ciebie.....
  • halas1961 02.07.08, 22:46
    halas1961 napisała:
    Spalam po 2 - 3 godziny. Bylam na
    > zwolnieniu lekarskim przez trzy miesiace. Bo czy ktos z Was oddalby swoje
    > dziecko do Hospicjum, jesli moglby sie nim zajac, Czy wazniejsza bylaby dla
    > Was praca niz ostatnie tygodnie zycia swojego dziecka??? Moi "wspaniali"
    > pracodawcy wiedzac, ze dziecko mi umiera robili wyklady na jakie to straty
    > narazam firme, jak wiele musza do mnie doplacac, jak firma cierpi z powodu
    > moich osobistych klopotow.
    > Podlosc, nie potrafie im tego wybaczyc. Za jakis czas odejde z tej firmy.
    > Obiecalam corce.
    > Nie boje sie teraz niczego, ani bezrobocia, ani operacji, ktora mnie czeka,
    > ani nawet smierci.
    Wlasnie mnie zwolnili 30 czerwca otrzymlam wypowiedzenie z pracy. Wreszcie czuje
    sie wolna, jakby ktos zdjal mi kajdany:)
  • sonja12 03.07.08, 17:37
    Witaj, czytałm wszystkie twoje posty, nie wiem co to za firma w
    której pracujesz, ale wiedz jedno, tym co to zrobili życie wystawi
    rachunek, nie ma chyba większej podłości,niż w takiej sytuacji
    zwolnić człowieka z pracy.Ale w zyciu nie ma nic za darmo, może oni
    będą walczyć z taką chorobą co twoja córka, w życiu nie ma nigdy
    pewności i nie ma nic za darmo. A czy masz jakąś perspektywę innej
    pracy , jeżeli mogę zapytać?Pozdrawiam
  • halas1961 03.07.08, 23:29
    Dziekuje Ci sonja12. Tak wlasnie niestety bywa,ze zycie wystawia rachunki
    szybciej niz sie tego spodziewamy, jeden z moich szefow wlasnie w ostatnich
    tygodniach zaczal brac chemie(jest to wielka tajemnica, o ktorej i tak wszyscy
    wiedza). Zycze mu naprawde serdecznie powrotu do zdrowia. Nie ma we mnie zlosci,
    ale wielki, wielki zal za to jak sie zachowywali podczas ostatnich tygodni zycia
    mojej corki.
    I tak bym stamtad odeszla.
    O prace sie nie martwie. Wypowiedzenie konczy mi sie 30 wrzesnia, a 16 ide do
    szpitala na usuniecie tarczycy. znajomy lekarz ktory ma mnie operowac mowi, ze
    zwolnienie okolo dwoch miesiecy lub dluzj. Mam zaprzyjazniona endokrynolog, wiec
    moze do konca roku sie uda. A potem bede szukac, choc mam kilka osob, ktore mwia
    zebym sie nie martwila bo mi pomoga. Ja po tym co przeszlam wogole
    przewartosciowalam wszystko. Zadowolona nawet jestem, ze uwolnie sie od
    niezdrowych stosunkow jakie panuja w tej firmie, w ktorej pracuje.
    Szkoda zycia na przebywanie w takim otoczeniu.
    Zreszta czuje obecnosc corci i mam jakas pewnosc (tak jakby ona mi to mowila),
    ze bez problemu znajde prace z ktorej bede zadowolona. Oby tylko nie bylo nic
    zlosliwego z ta tarczyca. Mam jescze syna. Ma 26 lat, ale jest dziecinny i
    straszny panikarz.Chcialabym pozyc dopoki sie nie ozeni. Doczekac wnukow.Bardzo
    Cie pozdrawiam i zycze spokojnej nocy
  • basia2012 04.07.08, 12:08
    jwżeli coś sknociłam to przpraszam bo dopiero uczę się na tym pisac
    bardz ci wspóczuję bo sama straciłam córkę w wieku 31lat iwiem jak
    to boli.Miałam tylko ją jedną i też bardzo ni jej brakuje.Niema dnia
    żebym o niej nie myślała.Trudno jest się pogodzic ze stratą która
    nas dotkneła.Robiłam co mogłam aby jej ulżyc w cierpieniu nistety
    moja.Beata odeszła.
  • basia2012 04.07.08, 16:35
    opruszła mnie twoja wypowiedz Moja córka również odeszła przegrała
    walkę z toczniem ukladowym trzewnym miała 31 lat i była jedynym
    dzieckiem .Myślę że tam gdzie posz la jest jej lepiej.O tyle jej
    było gorzej że miała męża drania,który chciał się ją pozbyc ,w casie
    choroby miał inną i wstydził się z nią iśc nawed na spacer bo była
    chora.Diś mieszka z kobietą z którą utrzymywał związek za jej życia
    i co można w tej sprawie zrobic.O tej kobiecie wiedziała jego matka
  • halas1961 04.07.08, 21:10
    droga Basiu
    dziekuje Ci za Twoje slowa. Moja corka byla panna, chodzila z chlopakiem 3 lata,
    niby byl przy niej przez cala chorobe. ostatnie trzy tygodnie nie pozwolila zeby
    przyjezdzal. Ale po pogrzebie nie byl ani razu na cmentarzu, nawet na jej
    urodziny ( a to bylo zaledwie miesiac po smierci).wierze gleboko, ze nasze
    dziewczyny czekaja tam na nas i czuwaja nad nami. Czsami to odczuwam, teraz np.
    jak otrzymalam to wypowiedzenie z pracy to tak jakby Agatka mowila: ale fajnie
    mamo, sama moze bys sie nie odwazyla odejsc, a tak to masz mozliwosc zaczac
    robic to co bys chciala. Ne boj sie mamo.
    Jeszcze raz bardzo cie pozdrawiam Basiu
    Halina - mama Agatki
  • krakuska.pl 03.09.08, 15:05
    Nie chce na siłe usprawiedliwiac postepowania chłopaka Twojej córci,
    ale może on na swój sposób przeżywa to co się stalo. Nie chodzi na
    Jej grób , bo możliwe,że nie może się przełamać. Wiesz, ludzie
    różnie reagują na takie przeżycia.
    Życze Ci wytrwałości. Wierz mi czas leczy rany. Choć to
    może "wyświechtane" powiedzenie. Ale prawdziwe. Ja po śmierci Taty ,
    dopiero w 4 roku po Jego odejściu zaczęłam wracac do równowagi.
    Boli to wszystko jak chol..... Wiem. zawsze sobie powtarzam,że
    tym ,którzy odeszli , jest O NIEBO lepiej , niz nam , tutaj , na
    ziemskim padole, gdzie musimy sie borykać z różnymi problemami.
    Pozdrawiam Cię serdecznie.
  • krakuska.pl 03.09.08, 15:06
    Właśnie 1 lipca minął rok od odejścia Taty....
  • krakuska.pl 03.09.08, 15:07
    Przepraszam, mialo być "4 rok" :(
  • basia2012 05.07.08, 15:11
    bardzo ci Halinko dziękuje za miłe słowa,jest to ważne bo tylko
    matka zrozumie matkę,co to znaczy straic dziecko myślę że ból taki
    prawdziwy to będziemy przeżywac do śmierci a rana nigdy się nie
    zagoi,przyjdzie czas to się spotkamy po drugiej stronie i będzie
    wielka radośc.Ja wiem że moja Beata czuwa i mi pomaga,miałam na to
    wiele dowodów.Patrz na medium kanał 80 Zone-Reality na łączach
    Telewizji Kablowej.Teseanse dają dużo i pomagają zrozumiec tamtą
    stronę. Pozdrawiam
  • sonja12 05.07.08, 22:56
    Basiu, a gdzie można obejrzec ten program na cyfrze czy polsacie?
    Bardzo cię prosze odpisz. Nie wiem czy czytałyście Książkę :
    Rozmawiając z niebem" Jeżeli nie to polecam , ta książka jest też o
    medium , które kontaktuje się z tamtym światem . Kosztuje tylko 5
    zł. A może wie ktoś czy taka osoba jest u nas w Polsce ?
  • basia2012 06.07.08, 06:08
    Program ten edytowany jest na Śląskiej Telewizji Kablowej ale jeżeli
    jej nie masz to polecam książki Rozmawiając z Niebem-James Van
    Praagh kupione w internecie oraz Orzeł i róża Rosemary Altea też z
    internetu na stronie Alegro. Książki te opowiadają o naszych
    zmarłych i kontaktach z nimi,oraz co nasi zmarli chcą nam powiedziec
    pozdrawiam Basia
  • edzia764 08.07.08, 21:07
    Zawsze czytam tę strone i trafiłam na Pani podpowiedź ... gdzie
    oglądać medium. Od kilku dni oglądam o godzinie 20-tej na Reality
    Zone ten program ... i musze powiedzieć, że czuję ulgę ... znalazłam
    już kilka odpowiedzi na dręczoce mnie pytania. W ostatnich dniach
    odżyły w mej pamięci smutne chwile, bowiem 30.06 była 15 rocznica
    śmierci mojej Mamusi, a 05.07 - 3 rocznica śmierci Tatusia. Nie była
    to śmierć dzieci, ale śmierć ukochanych Rodziców, którzy dali mi
    zycie, wychowali .... i dlatego wiem, jak przeżywacie stratę
    najdroższych WAM osób. Życzę wytrwałości na tej trudnej, nowej
    drodze, drodze uczenia się żyć w tej pustce ...
  • basia2012 06.07.08, 07:45
    Soniu jeżli potrzebujesz rady i wspaecia to chętnie ci jej udzielę
    napisz proszę a odpowiem sama wiem co to ból i rozgoryczenie bo
    przeszłam przez to dziś mija prawie dwa lata od smierci córki i
    łatwiej dawac mi jest z tym radę.Byc może moje podpowiedzi będą dla
    ciebie wskazówką do dalszej walki z samotnoścą.Jest kilka sposobów
    na walkę z bólem.Najgorzej jak człowiek jest pozostawiony samemu
    sobie. Basia.
  • sonja12 06.07.08, 20:36
    Kochana Basiu, bardzo dziękuję ci za odpowiedź, piszesz,że oni nas
    tam widza i słyszą, ja tak bym chciała w to wierzyć. Ale ja
    chciałabym jakiś dowód na to. Mnie się mama nie śniła tak jak bym
    chciała, ale wierzę w sny,(wyśniła mi się mamy choroba) tylko co
    robić ,żeby się przysniła. Nawet postanowiłam odmawiać koronkę ,ale
    wytrwałam tylko dwa dni.Może mama mi się nie śni, bo nie chodze co
    tydzień do kośćioła, nie jestem aż tak religijna.Wczoraj miałam
    okropny dzień, cały wieczór przepłakałam i rozmawiałam z mamą, niby
    są takie dni,że wszystko niby ok, ale są tez takie że totalna klapa.
    Wczoraj to już prosiłam mamę ,żeby mnie do siebie zabrała. mnie do
    siebie zabrała.
    Najgorsza jest ta pustka , której nie możesz wypełnić niczym ,
    zreszta sama wiesz , najlepiej nie mysleć, ale tak się nie da.
    Basiu,a czy ty miałaś jakiś dowód od twojej córki,że cię widzi?
    Boże jakie to wszystko trudne do zniesienia i przetrwania.
  • osmiorniczka030 07.07.08, 02:10
    Czesc

    A probowalas prosic swoja mame o sen, czy jakis znak?

    Jesli sama masz problemy z modlitwa, moze sprobowalabys zamowic msze
    w intencji mamy? W Czestochowie mozna zamowic msze swiete na 25 lat.
    Kazdego dnia w Kaplicy z Cudownym Obrazem odbywaja sie msze swiete
    za zmarlych.

    Pytasz o dowody... Ja takze ich wciaz poszukuje. Studiuje akurat
    bardzo fajna ksiazke, dosyc stara "Eksterioryzacja - istnienie poza
    cialem". Opisane sa w niej przypadki wychodzenia świadomości, czy
    tez duszy poza ludzkie cialo i swiat widziany z perspektywy tej
    duszy.

    Opisane sa wrazenia ludzi, ktorzy to przezyli oraz szereg
    doswiadczen, podczas ktorych widywano sobowtory tych osob. Przypadki
    te dotycza zywych ludzi. Jest wiec pocieszajace, ze skoro zdarza sie
    to u zywych, to po smierci tym bardziej. W kazdym razie zazwyczaj
    cialo na chwile staje sie martwe, jak przy smierci, a czlowiek -
    duch czuje sie soba, widzi i slyszy wszystkich, tylko nikt nie widzi
    i nie slyszy jego. Poza tym w momencie owego "wyjscia z ciala" taka
    osoba nie odczuwa zadnego bolu i jest bardzo szczesliwa. Opisane sa
    przypadki, w ktorych osoby, ktore przezyly "wedrowke duszy" zaraz
    potem opisywaly bardzo dokladnie slowa, ktorych ich ciala nie mogly
    slyszec, wydarzenia, ktorych ich ciala nie mogly byc swiadkami,
    pomieszczenia, ktorych nigdy wczesniej nie widzialy. Tyle, jesli
    chodzi o literature.

    Zycze Ci Sonju, abys wreszcie otrzymala swoj znak od mamy.

    Pozdrawiam.
  • sonja12 07.07.08, 21:37
    Dopiero dzisiaj odczytałam twój post, bardzo dziękuję , jestem jakaś
    rozkojarzona ,dzisiaj z rana byłam tutaj ale nie wiem czemu nie
    odczytałam. Bardzo często prosze mamę o znak , jak ide spać to łzy
    same z oczu leca i zawsze prosze , nie wiem może ja nie umię odebrac
    tych znaków. Co do książek to kupiłam ich kilka , i przeczytałam,
    ale w książce to się czyta , a jakbym miała jakiś dowód to co
    innego. Ja nie moge zrozumieć , jak to jest człowieka nie ma , a
    dusza wszystko widzi i słyszy???? Czytałam o tym w książkach , ale
    czy dusza wie,że nie zyje? czy wie kim ja jestem ? jakoś nie moge
    tego zrozumieć.
    Na msze daje za mamę ,wiem ,że cos tam jest , bo przezyłam rózne
    sytuacje , ale zawsze jest jakis niedosyt.Ostatnio kupiłam kiążkę
    umarli mówią do nas i tam też dużo było opiane . Chociaz słyszałam
    głos mamy na ogrodzie jak zawołała mnie. Ale jak komus o tym mówię
    to patrzy ma mnie jak na nie wiem kogo. Ludzie po prostu nie wierzą.
    Zresztą ja też bym nie uwierzyła.
  • sonja12 07.07.08, 21:44
    I jeszcze jedno , tak jak ty napisałaś ,że robisz wszystko dla
    taty, ja robie wszystko dla mamy.
  • osmiorniczka030 08.07.08, 01:00
    Czesc

    Ja pewne znaki odebralam, przynajmniej tak mi sie wydaje, ale wciaz
    szukam takiego, ktorego nie daloby sie w zaden sposob podwazyc.
    Chcialabym miec pewnosc, ze Tata nadal gdzies jest, ze jest mu
    dobrze, ze sie nie zmienil, ze mnie kocha...

    Strasznie zazdroszcze mojemu mezowi, ze ma tate i ze w kazdej chwili
    moze sie do niego zwrocic, a ja juz nie.

    Mnie bardzo podbudowala ta ksiazka "Pozdrowienia z niebios".
    Wlasciwie wpadlam na ten tytul przez znak od Taty. Pamietasz to moje
    swiatelko? Litery ulozyly sie w zdanie "Nie martw sie." I tak tez
    bylo napisane na tej ksiazce (w podtytule). Teraz jak czytam
    ta "Eksterioryzacje", to wiele faktow sie potwierdza, pewne rzeczy
    ukladaja mi sie w calosc.

    Ludzie, ktorzy przezyli taka duchowa wedrowke twierdza, ze nie maja
    pojecia, jak, ale podczas wedrowki swiadomosci widzieli i slyszeli i
    to o wiele lepiej, niz normalnie. Pewnych rzeczy nie jestesmy w
    stanie zrozumiec. Ja sobie to po swojemu tlumacze tak, ze w momencie
    smierci czlowiek otrzymuje drugie cialo, ktorego my nie widzimy -
    to samo, ale doskonale. To dlatego zmarli, jesli sie ukazuja, to
    zawsze sa mlodzi, piekni, zdrowi... No i zazwyczaj wiedza, co sie z
    nimi stalo.

    Mysle, ze gdy przeczytasz "Pozdrowienia z niebios", to otrzymasz
    odpowiedzi na swoje pytania. Mnie ta ksiazka bardzo uspokoila.
    Moglabym ja czytac w kolko.

    A co do znakow, to jeszcze nie tak dawno ja tez bym Ci nie uwierzyla
    w glos, ktory uslyszalas. Teraz Ci wierze. Wierze i zazdroszcze, bo
    przeciez po uslyszeniu glosu mozesz byc pewna, ze mama nadal zyje.

    Jutro znow wyjezdzam, a potem znowu powrot do pustego domu. Nie mam
    juz na to wszystko sily.

    Pozdrawiam.
  • halas1961 05.07.08, 23:36
    Dziewczyny
    czytalam dosc dawno "Zycie po smierci" Szumana i pod tym samym tylulem napisal
    tez ksiazke Raymond Moody. Bardzo dobre ksiazki, ale bardzo dawno wydane.W
    ksiegarniach na pewno mozna je kupic, bo to juz
    pewnie klasyka. Moze czytalyscie. O wspolczesnym, naprawde rzetelnym medium w
    Polsce nie slyszalam, ale tez dosc dawno ta tematyka sie nie interesowalam. Poza
    tem mam jakies wewnetrzne przekonanie, ze nie nalezy naszych zmarlych w ten
    sposob niepokoic. Jesli im pozwola lub sami beda chcieli to w jakis subtelny
    sposob beda nam dawac znaki ze gdzies tam istnieja.
    Dzis zamowilismy dla Agatki piekny pomnik. Chlopak w jej wieku, ktory jest
    rysownikiem w zakladzie kamieniarskim narysowal nam projekt. Kamien bedzie tez w
    kolorach jakie lubila. Delikatny rozowo-bezowy i
    niewielkie elementy w zgaszonej czerni. I kiedy poszlam do niej na cmentarz
    wiedzialam , ze jest zadowolona i ze bedzie jej sie podobalo. Moze to jest
    glupie, ale naprawde czulam tak namacalnie jakby mowila, A mowilam Ci mamao jedz
    tam, tam znajdziesz taki kamien i projekt jakbym ja chciala. Nadmieniam, ze to
    ktorys tam z kolei odwiedzany przez nas zaklad kamieniarski. Tak wiec Agatka
    daje mi znaki. Czsem mysle o czyms w stylu wywolywania duchow, ale nie zrobie
    tego bo czuje ze Agatka bylaby niezadowolona. Ksiazki polecane przez Was
    postaram sie kupic.
    Halina - mama Agatki
  • basia2012 06.07.08, 06:27
    Halinko nie baw się w wywołyanie duchów bo to jest niebezpieczne
    te energie są silne,a niektóre bardzo złośliwe i mogą ci wyrządzic
    krzywdę zwróc uwagę na sny w nich twoja córka też daje ci ważne
    przekazy i cię chroni przed kłopotami.Musisz wiedziec że cóka jest
    cały czas obecna duchem przy tobie i bardzo cię kocha.Jwżeli
    dokładnie będziesz je analizowała to przekonasz się że mam rację
    pozdrawiam. Basia
  • halas1961 06.07.08, 12:21
    Basienko napewno ne bede tego robic, czasem przychodza tylko takie glupie mysli.
    to ze znalazlam to forum to wiem na pewno, ze zasluga mojej corci. Ona
    uwielbiala komputer i wszelkie fora itp.
    Bardzo sie ciesze, ze tu moge pisac co czuje i mysle. Wszyscy ktorzy tu wchodza
    maja podobne przezycia i wiem ze mnie rozumieja. Jest o wiele latwiej chociaz
    przez chwile.
    Dziekuje Wam wszystim od ktorych uslyszalam dobre slowo.To tak wiele znaczy
    Halina - Mama Agatki
  • basia2012 06.07.08, 18:11
    Halinko to dobrze że wiara twija jest silna pomagasz nie tylko sobie
    ale i córce,wiem jak ją kochasz i za nią tesknisz,postaraj się z nią
    porozmawiac np.na cmentarzu ona cię słyszy i poproś o rozwiązanie
    trudnych spraw,asama zobaczysz jakie będą się działy cuda w twojym
    życiu.Naucz się z nią rozmawiac a będzie łatwiej ja to robię od 2-ch
    lat i z jej strony spotykają mnie same dobre rzeczy. Basia
  • joooooooana 10.07.08, 21:16
    Witam

    Nasze życie nie kończy sie tu. Bo tu jest wstępem. Co to by było, gdyby śmierć
    oznaczała, totalny koniec wszystkiego.
    --
    Zapraszam na forum wróżbiarskie: forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=60131
  • halas1961 10.07.08, 21:46
    joooooooana napisała:

    > Witam
    >
    > Nasze życie nie kończy sie tu. Bo tu jest wstępem. Co to by było, gdyby śmierć
    > oznaczała, totalny koniec wszystkiego.

    ten caly tarot to jest wszystko pic na wode.
    czytalam na ten temat duzo. Jak moze Pani wrozyc i interpretowac bez kontaktu
    bliskiego z osoba ktorej Pani wrozy (na odleglosc)
    Poza tym wrozyla mi kiedys ponoc super specjalistka(rowniez tarot).
    wg niej corcia moja miala osignac wysokie stanowisko zrobic wielka kariere. itd,
    itd. Wszystko mialo sie pieknie ukladac. Nie bylo nawet ostrzezenia o majacej
    nadejsc chorobie.
    A corka ciezko zachorowalla i zmarla w maju na raka. Prosze nie wchodizc na
    forum zaloba i nie zerowac na czyims bolu i rozpaczy.
    wiekszosc z nas ktorzy stracilismy kogos bliskiego doskonale wie, ze zycie sie
    tu nie konczy, a wg pisma swietego wszelkie wrozby sa grzechem.
    Halina - mama Agatki
  • karnivora 10.07.08, 22:08
    Zgadza się - wróżby, kabała, szamaństwo - grzech śmiertelny.
    Prośba o przekierowanie z tym repertuarem na inne
    "przyjaźniejsze" forum.
  • halas1961 20.07.08, 22:33
    A potem, kiedy sie spotkamy
    Znow bedziesz dla nas
    My - dla Ciebie
    Bedziemy razem szli za rece
    Po lace, po blekitnym niebie
    Bedziemy smiac sie i zartowac
    I zrywac kwiaty z ogrodow Pana
    I nic nas nigdy nie zasmuci
    Nasza corenko ukochana

    Halina - mama Agatki

  • only_anette 26.07.08, 17:52
    my też przegraliśmy.Mój ukochany brat zmarł 14 lipca... nie sądziłam że to
    będzie tak szybko.Ostatnio kiedy czytałam twój post jeszcze żył,
    walczyliśmy,trzymałam go za rękę,nosiłam na rękach na wózek i do łóżka a teraz
    już leży w grobie.Skończyło się wszystko w jednej chwili jakby ktoś zdmuchnął
    świeczkę.
    --
    Nadzieja umiera ostatnia.
  • halas1961 26.07.08, 21:39
    jestem z Toba, wiem co czujesz. Nic wiecej mi na mysl nie przychodzi by Cie
    pocieszyc, po prostu jestem z Toba...
    Moze jeszcze powiem ze caly czas Agatka jest przy mnie, np. jesli czegos nie
    moge znalezc lub cos sie zaczyna dziac nie tak jak oczekuje, wystarczy ze
    pomysle : coreczko pomoz mi, wstaw sie do Boga, od razu znajduje to czego
    szukalam, albo sytuacja sie wyjasnia i czuje ze to jej pomoc. Gdyby jeszcze
    snila mi sie czesciej. Chociaz raz w tygodniu... A przysnila mi sie tylko dwa
    razy i bardzo krociutko
    Pozdrawiam Cie cieplo, mysle ze gdy my bedziemy odchodzic oni po nas wyjda,
    podadza nam reke zeby zabrac nas z tego swiata..
    Halina - mama Agatki
  • only_anette 04.08.08, 23:45
    dziękuję Ci bardzo za te słowa.Trzymaj się.
    --
    Nadzieja umiera ostatnia...14 lipca straciłam nadzieję.
  • gaja2856 10.08.08, 14:33
    Dopiero teraz przeczytałam twoja historię i widze jakby lustrzane
    odbicie mojej histori ty starciłas córkę a mnie nowotwór odebrał
    mamę i całą rodzinę
    To co przeszłaś jest mi znane z autopsji a każde wspomnienie
    wywołuje ból, ale jest jedna rzeczy która mnie pociesza a może i
    tobie pomoże
    Wierzę że nasi bliscy przy nas sa zawsze i wszędzie
    Trzymaj się ciepło
  • halas1961 11.08.08, 21:02
    Dziekuje Ci
    Masz racje, Obecnosc Agatki czuje caly czas. Wciaz mi pomaga i jest ze mna.
    Tylko tak bardzo chcialabym ja przyttulic i uslyszec , ze jest tam szczesliwa....

    Halina - mama Agatki

  • sara441 12.08.08, 11:05
    a skąd wiemy, czy oni są tam szczęśliwi bez nas? czy nie tęsknią?
  • halas1961 12.08.08, 19:35
    dlatego wlasnie, ze na pewno tego nie wiem czy jest jej tam dobrze i czy jest
    szczesliwa chcialabym zeby mi to powiedziala.
    Tylko czuje poprzez rozne zdarzenia i znaki ze tam nie cierpi i jest jej
    dobrze.I bardzo, bardzo chce w to wierzyc :(

    Halina-mama Agatki
  • sara441 13.08.08, 10:49
    chciałabym tą widomość dostać np. we śnie, proszę o nią, ale jej nie
    otrzymałam.Dlatego boję się, ze nie jest tak , jakbyśmy chcieli...
  • sebyzbarma 13.08.08, 14:26
    Halinko, pisalas, ze czujesz obecnosc swojej corki, wiec ona jest
    przy Tobie i nie musi tesknic. Mysle, zen asi najblizsi sa naszymi
    opiekunami i mimo przezytych ciezkich chwil potem mamy latwiej w
    zyciu, bo psychicznie jestesmy silniejsi.
    Moja mama sni mi sie bardzı rzadko. 1 raz przynila mi sie kilka
    miesiecy po swojej smierci i powiedziala cos, co zrozumialam i
    sprawdzilo sie dopiero po wielu latach, wlasnie dlatego jestem juz
    pewna, ze “oni” sie nami opiekuja.
    Pomysl Halinko, ze Agatce nic nie moze sie juz stac. Nic ja juz nie
    zaboli, nikt jej nie zrani. Ona wypelnila juz swoje zadanie na
    ziemi, a teraz pomaga Tobie wypelnic Twoje.
    Pomysl tez, ze tak jak Ty chcesz, by ona byla szczesliwa, tak na
    pewno ona tez tego pragnie dla Ciebie. Postaraj sie byc silna
    wlasnie dla niej.
  • mariola008 13.08.08, 14:54
    Droga Halinko łączę się z Tobą w bólu. Prawdą jest, że śmierć dziecka, młodego
    człowieka powala na kolana i przewraca porządek świata.
    Też jestem w żałobie po odejściu bardzo bliskiej mi osoby.
    Minęło 3 miesiące a ja nie chcę się z tym pogodzić. Jedno wiem,Oni nie znikają,
    są gdzieś w innym wymiarze. Często przecież czujemy tą obecność.Na pewno kiedyś
    będziemy razem z nimi. Przecież miłość jest silniejsza od śmierci.
  • halas1961 13.08.08, 20:06
    Moje kochane
    Jak bardzo Wam jestem wdzieczna za te slowa. Wiem, ze Agatka jest przy mnie.
    Dzis mialam tego nastepny wyrazny dowod, kiedy pojawil sie powazny problem
    dotyczacy syna. Tak bardzo sie zmartwilam i prosilam corciu pomoz mi i za
    niecale 20 minut telefon juz duzo bardziej optymistyczny od syna. Naprawde to
    jest niezwykle i to nie pierwszy raz cos takiego sie zdarza. Poza tym kilka razy
    zdarzylo sie, ze bylam sama w domu i slysze , ze otwieraja sie drzwi (naprawde
    nic mi sie nie wydawalo )Wyszlam z pokoju zobaczyc :nie ma nikogo, na korytarzu
    tez pusto. WIem, ze to od niej znak. Czy Wam zdarzaja sie tez takie sytuacje?
    Pozdrawiam Was mile
    Halina-mama Agatki
    Halina -
  • gaja2856 15.08.08, 19:26
    Wiesz Halino prosze moją mame o pomoc kiedy jest mi żle i smutno, a
    takie sytuacje zdarzaja się teraz częściej niz zaraz po jej odejściu
    W moim przypadku czas powoduke większy ból i większa tęsknotę
    Mama śni mi sie dosyc regularnie, babcia i tato rzadko...
    Zabawne, ale wiem kiedy cos dzieje sie na cmentarzu np. wiatr
    zwiunie wiązanki, czy stawiają obok pomnik wtedy własnie mi sie sni
    cmenatrz i wiem że musze tam iśc sprawdzic co sie dzieje
    Wiem że mam czówa nade mna żebym nie zrobiła nic głupiego i żeby nie
    stała mi sie krzywda...
    Raz miałam taki sen, ale inny nią wszystkie dzięki któremu wiem że
    ona jest przy mnie
    Pozdrawiam
    gaja
  • sonja12 15.08.08, 21:22
    Do Gaja2856
    A czy mogłabyś opisać ten sen, dlaczego on tak cię przekonał ,że
    twoja mama jest przy tobie? Oczywiście jezeli możesz.
  • halas1961 16.08.08, 13:40
    Do gaja2856
    Dziekuje Ci i jesli moglabys, bardzo prosze o opisanie tego snu. Oczywiscie
    jesli mozesz
    Ja tez z dnia na dzien tesknie za agatka. Minelo 3,5 miesiaca od jej odejscia, a
    mnie sie wydaje ze juz tak dawno jej nie widzialam:(:(:(
    Halina-mama Agatki
  • gaja2856 16.08.08, 19:56
    Wiecie ja dopiero teraz zaczynam odczówac co się stało...
    Ten bezmiar tragedii i ból to że zostałam sama i nic tego nie zmieni
    chociaz łapię sie na tym że czekam kiedy mama wróci, kiedy koszmar
    sie skończy a w moim domu zapanuje radość i wtedy nastepuje
    oprzytomnienie
    Ja i mama oszukiwałysmy się przez całą chorobe ona mnie że będzie
    dobrze a ja ją i żadna z nas tego nie powiedziała , że to juz koniec
    i nie ma szans do końca walczyłyśmy, wierzyłyśmy czekałysmy na cud
    Ten sen który miałam to było swoistego rodzaju pożegnanie
    Rozmawiałyśmy szczerze, zdając sobie sprawę z sytuacji jaka miała
    miejsce...
    Muszę żyć dla niej i muszę być dzielna choć tak ciężko to przychodzi
    samemu zmagac się z codziennością kiedy widzę pełne szczęśliwe
    rodziny które nie zdają sobie sprawy z tego co mają....to tak boli
    im więcej czasu mija tym ból jest silniejszy ale jedno sie nie
    zmienia moja miłość do mamy


  • grazyna1965 21.08.08, 22:50
    Dzisiaj mam trudny wieczór, zresztą z każdym dniem jest gorzej,mimo,
    że wróciłam do pracy. 6,5 miesiąca od śmierci mojej córci Patryni a
    ja z każdym dniem bardziej tęsknię. Mnie nawet nie śni sie Patra,
    choc tak bardzo tego pragnę. Na początku czułam Jej obecność,
    myślałam, że nawet daje mi jakies znaki...teraz nic,kompletnie. Tak
    straszliwie tęsknię za Nią, coraz trudniej radzę sobie z tym
    wszystkim. Czytam Was codziennie,łączę się z Wami w bólu. Nie ma nic
    gorszego od śmierci swojego dziecka, w moim przypadku jedynego
    dziecka. Jak z tym żyć????
  • 999mamuska 24.08.08, 21:36
    Czuję tak samo jak Ty,mijają dni,tygodnie,miesiące i jest coraz
    bardziej pusto,coraz bardziej brak tej ukochanej osoby.Ja straciłam
    dwie najbliższe w niespełna 4 miesiące.TYrzeba z tym życ,trzeba się
    z tym pogodzic,chociaż mam ochotę krzyczec na niesprawiedliwośc
    tego świata.Jak z tym życ-nie wiem.Robię co mogę,pracuję,cały czas
    coś robię,żeby nie popadac w depresję,ale ona chyba i tak siedzi we
    mnie.Wystarczy,że na chwilę zostanę sama ze swoimi myślami-łzy
    lecą ,niezależnie od tego gdzie jestem-w pustym pokoju,w pracy,w
    samochodzie czy też w miejscu pełnym ludzi,którzy może patrzą na
    mnie ze zdziwieniem,gdy ni stąd ni zowąd rozpłaczę się.A to
    wystarczy jedna myśl,jedno skojarzenie,a przecież pewnie i Tobie
    wszystko się kojarzy z córeczką,wszystko-dosłownie wszystko-rzeczy
    na które nigdy nie zwracało się uwagi,a teraz są tak cenne,bo
    przypominają tą jedyną niepowtarzalną osobę.I myślę-ona to lubiła,z
    tego by się cieszyła,tu byłyśmy razem.to dostałam od niej,a to jej
    kupiłam-ciągle,bez przerwy,w każdej myśli są ze mną-mama i córka.
    Zyczę Ci wytrwałości,nie pozwól aby dopadła Cię depresja.Jeśli
    chcesz się wyżalic-pisz
  • grazyna1965 24.08.08, 22:30
    Do mamuski...dziekuję Ci za słowa wsparcia. Już wiem, ze nie jestem
    jedyną matką, ktora stracila swoje ukochane jedyne dziecko. Jest nas
    więcej.Łączę się w bólu ze wszystkimi mamami, które przeżywają
    największą stratę..stratęę dziecka. Mnie też wszystko kojarzy się z
    Patrynią,patrzę na Jej rzeczy, buty, pororzucane
    kosmetyki,książki,świadectwa, notatki..nie ma sekundy żebym nie
    myslała i nie tęskniła za moją córcią.Dla mnie świat zatrzymal się 3
    lutego, mimo, że nikt tego nie zauwazył..wciąż jest wschód i zachod
    słońca, dni mijają tak jakby nic się nie stało. A dla mnie stało
    się,zmarła moja Patrynia, już nic nie będzie takie jak przedtem, już
    nigdy nie spojrzę w Jej oczy pełne miłości, nie zaśmieję się gdy
    zrobi śmieszną minę, nie podziękuję za kawę, którą dla mnie zrobi,
    nie pójdę z Nią na zakupy, nie usłyszę juz nigdy,,mami, nie
    przytulalaś mnie juz dwa dni", nie wzruszę się jak będzie mi
    składała życzenia,nie przytulę Ją i nie powiem jak bardzo Ją kocham.
    Nie umiem bez tego żyć.
  • only_anette 03.09.08, 23:00
    U mnie też jest gorzej z każdym dniem,zaraz po pogrzebie nie jest
    tak źle jak teraz.Oddałabym wszystko,całe moje życie za żebym mogła
    z bratem spędzić jeden dzien,jedną godzinę.Przytulić go i powiedzieć
    jak bardzo go kocham.
    --
    Nadzieja umiera ostatnia...14 lipca straciłam nadzieję.
  • 999mamuska 20.08.08, 00:16
    Przed chwilą napisałam do Ciebie odpowiadając na mistyczne
    przeżycia.Teraz znam odpowiedź na pytania,które tam zadałam.Halinko-
    przeżywałyśmy ten sam koszmar-Ja trochę dłużej cieszyłam się moją
    Asią.Operacja,chemie co trzy tygodnie,czasem nawet częściej,ponowna
    operacja,znów chemie i w końcu bezsilnośc lekarzy-rak nie
    ustępował,rozwijał się i zabierał mi ukochane dziecko.I to jej
    pytanie-mamusiu-czy ja umrę.Mówiłam,że nie,tak mocno wierzyłam,że
    zwyciężymy,że og nie może mi zabrac dziecka,które sama wychowywałam
    (tata Asi zmarł 14 lat temu)Jak ja wierzyłam w cud!I jej ten cud
    wmawiałam,cieszyłyśmy się każdym lepszym dniem.Wiem,że czasem
    starała się nadrabiac miną-mimo,że była słaba uwielbiała chodzic ze
    mną po zakupy.Każdy market w którym z nią byłam jest teraz dla mnie
    przykrym wspomnieniem.Robiłyśmy wszystko,żeby pokonac chorobę-nie
    udało się.Czasem się załamywała i mówiła,że nie jest tak silna jak
    ja,a ja podziwiałam właśnie jej siłę-jak przetrzymała
    operacje,chemie i całe mnóstwo innych dolegliwości po drodze.Ile
    ona musiała wycierpiec,a mówiła,że to dla mnie walczy z chorobą.
    I czas najgorszy-kiedy ból stawał się tak silny,że krzyczała-kiedy
    ja wreszcie umrę?Ty potrafisz zrozumiec,co wtedy przeżywałam,czemu
    jeszcze wtedy chciałam,żeby walczyła?Czekałam na cud i do samego
    końca nie wierzyłam,że to już nadszedł czas.Uważałam,że lekarze nie
    wiedzą co mówią,bo już niejednokrotnie wychodziła z podobnych
    stanów.Asia też jeszcze w chwilach świadomości powiedziała
    pielęgniarce-pani mnie nie zna,gdy ta nie pozwoliła jej pójśc do
    toalety,myśląc,że córka jest za słaba.I zaprowadziłam ją i
    wiedziałam,że moje dziecko jest silne,że przetrwa wszystko i na
    własnych nogach wyjdzie ze szpitala(zabrało ją pogotowie w stanie
    śpiączki)Nie wyszła,a mi nie pozwolono zostac na noc-na tą ostatnią
    noc.Czasem myślę,że może ona tak chciała,żebym na to nie patrzyła-
    zresztą kiedyś o tym mówiła.Zmarła nie odzyskawszy przytomności w
    ogromnej gorączce.Walczyłyśmy rok i 7 miesięcy.Czasem wydawało mi
    się,że już sił mi brakuje-wiesz jak to jest przy takim chorym w
    rodzinie-nie było ani minuty czasu dla siebie,brak snu.A ja miałam
    dwie osoby chore-córkę i mamę-ociemniałą,schorowaną,niedołężną.Nie
    wiem jak dawałam radę,ale Bóg dawał siłę.Znacznie trudniej jest
    teraz,gdy obie odeszły,tak prędko jedna po drugiej.Czy wystarczy mi
    sił teraz?
    Serdeczni Cię pozdrawiam i łączę się w bólu Iwona.
  • halas1961 20.08.08, 21:04
    Kochana Iwonko
    Jak bardzo Ci jestem wdzieczna za ten list. Pisze i placze. Czulam i czuje caly
    czas to samo co Ty. Kazde zakupy w markecie to dla mnie bol i lzy. Agatka tez
    uwielbiala robic ze mna zakupy. Byla takim motorem, mamo kupimy to, kupimy
    tamto, urzadzimy tak ten pokoj, a tak kuchnie, wszystko to byly jej pomysly. Ja
    tez wierzylam w cud, czepialam sie kazdej wiadomosci, ze komus kto bierze ten
    lek co Agatka jest lepiej, ze zmiany sie cofaja. Tak samo uwarzalam, ze lekarze
    sie myla , ze sa niedouczeni i ze nam sie uda. Poza tym moja Agatka w
    niemowlectwie miala naczyniaki na watrobie i byla juz leczona w klinice
    onkologicznej w Warszawie.Jestem ze Szczecina. Wtedy w Szczecinie mylnie
    rozpoznano chorobe i zdiagnozowano nowotwor zlosliwy z przezutami. Tak bardzo
    prosilam Boga wtedy o milosierdzie o zycie i laske. Wtedy mnie wysluchal. Po 5
    latach pod kontrola bylo w porzadku. Myslalm, ze mnie nie dotknie juz nic
    takiego. Nawet pare miesiecy przed choroba Agatki mowilam do kolezanki,ze teraz
    jestem slabsza psychicznie i ze gdyby teraz mnie spoktkalao cos takiego nie
    wytrzymalabym , zalamalabym sie. NAwet nie przypuszczalam, ze za chwile bede
    musiala podjac walke, tym razem niestety przegrana.
    Iwonko mam jeszcze syna, maz pracuje za granica. Chociaz nie jestem calkiem sama
    jest mi bardzo ciezko, na cmentarz chodze codziennie lub
    co drugi dzien. Pomaga mi modlitwa, choc nie zawsze. Jesli zaczynam bardziej
    plakac, wtedy zawsze jakby Agatki glos mowil do mnie: Nie placz mamo, przeciez
    Ci mowilam, ze juz nie chce tu byc, ze chce odejsc.Nie placz, mnie jest tam
    dobrze. I czasem gdy pomysle, ze to tylko chwila dluzsza lub krotsza i ona po
    mnie wyjdzie. Wtedy odczuwam wielki spokoj i taka spokojna ogromna radosc.
    Iwonko musi nam obydwum wystarczyc sil. Bedziemy , jesli nie masz nic przeciwko
    temu w stalym kontakcie. Bedziemy sie wspierac, a moze gdy sie lepiej poznamy
    kiedys sie spotkamy, zeby porozmawiac o swoich najukochanszych, najpiekniejszych
    dziewczynach...
    Jesli masz tylko ochote pisz, zawsze znajde czas dla Ciebie.
    Pozdrawiam cieplo Ciebie i wszystkich ktorzy czytaja o moim smutku i sa ze mna
    Halina - mama Agatki
  • 999mamuska 20.08.08, 21:52
    halas1961 napisała:

    > Kochana Iwonko
    > Jak bardzo Ci jestem wdzieczna za ten list. Pisze i placze.
    Czulam i czuje caly
    > czas to samo co Ty. Kazde zakupy w markecie to dla mnie bol i
    lzy. Agatka tez
    > uwielbiala robic ze mna zakupy. Byla takim motorem, mamo kupimy
    to, kupimy
    > tamto, urzadzimy tak ten pokoj, a tak kuchnie, wszystko to byly
    jej pomysly. Ja
    > tez wierzylam w cud, czepialam sie kazdej wiadomosci, ze komus
    kto bierze ten
    > lek co Agatka jest lepiej, ze zmiany sie cofaja. Tak samo
    uwarzalam, ze lekarze
    > sie myla , ze sa niedouczeni i ze nam sie uda. Poza tym moja
    Agatka w
    > niemowlectwie miala naczyniaki na watrobie i byla juz leczona w
    klinice
    > onkologicznej w Warszawie.Jestem ze Szczecina. Wtedy w Szczecinie
    mylnie
    > rozpoznano chorobe i zdiagnozowano nowotwor zlosliwy z
    przezutami. Tak bardzo
    > prosilam Boga wtedy o milosierdzie o zycie i laske. Wtedy mnie
    wysluchal. Po 5
    > latach pod kontrola bylo w porzadku. Myslalm, ze mnie nie dotknie
    juz nic
    > takiego. Nawet pare miesiecy przed choroba Agatki mowilam do
    kolezanki,ze teraz
    > jestem slabsza psychicznie i ze gdyby teraz mnie spoktkalao cos
    takiego nie
    > wytrzymalabym , zalamalabym sie. NAwet nie przypuszczalam, ze za
    chwile bede
    > musiala podjac walke, tym razem niestety przegrana.
    > Iwonko mam jeszcze syna, maz pracuje za granica. Chociaz nie
    jestem calkiem sam
    > a
    > jest mi bardzo ciezko, na cmentarz chodze codziennie lub
    > co drugi dzien. Pomaga mi modlitwa, choc nie zawsze. Jesli
    zaczynam bardziej
    > plakac, wtedy zawsze jakby Agatki glos mowil do mnie: Nie placz
    mamo, przeciez
    > Ci mowilam, ze juz nie chce tu byc, ze chce odejsc.Nie placz,
    mnie jest tam
    > dobrze. I czasem gdy pomysle, ze to tylko chwila dluzsza lub
    krotsza i ona po
    > mnie wyjdzie. Wtedy odczuwam wielki spokoj i taka spokojna
    ogromna radosc.
    > Iwonko musi nam obydwum wystarczyc sil. Bedziemy , jesli nie masz
    nic przeciwko
    > temu w stalym kontakcie. Bedziemy sie wspierac, a moze gdy sie
    lepiej poznamy
    > kiedys sie spotkamy, zeby porozmawiac o swoich najukochanszych,
    najpiekniejszyc
    > h
    > dziewczynach...
    > Jesli masz tylko ochote pisz, zawsze znajde czas dla Ciebie.
    > Pozdrawiam cieplo Ciebie i wszystkich ktorzy czytaja o moim
    smutku i sa ze mna
    > Halina - mama Agatki
    Widzę,że wiele nas łączy i chyba podobnie przeżywamy
    nieszczęścia,które nas dotknęły,Wczoraj pisząc do Ciebie uciekła mi
    połowa myśli,może dlatego,że było już późno.A chciałam właśne
    napisac,że podobnie jak Ty,gdy już cierpienia mojego dziecka
    stawały się nie do zniesienia dla nas obu,wtedy myślałam-Boże,jeśli
    nie możesz jej uzdrowic i pomóc w jakikolwiek sposób to już skróc
    jej cierpienia.Jakiej determinacji trzeba,żeby tak pomyślec,ale Ty
    rozumiesz to,bo przeżyłaś takie samo piekło na ziemi.
    Dziwię się sobie,że jeszcze funkcjonuję,że potrafię z tym
    życ,chociaż nie wiem-potrafię czy muszę,Też mam syna,ma 22 lata i
    tylko ja mu teraz zostałam,Wspaniały chłopak-to on mnie wspierał,on
    jedyny pomagał pielęgnowac obie chore,teraz jest mu też bardzo
    ciężko.
    A ja cóż,jestem bardzo przygnębiona,potrafię się rozpłakac w
    sklepie,w samochodzie,na spacerze-wszędzie tam,gdzie spędzałam czas
    z Asieńką.A z drugiej strony jestem spokojna-tak jakby ona miała za
    chwilę wrócic,jakby była na wakacjach czy w szpitalu-częste były te
    pobyty w szpitalach,może dlatego tak na nią czekam.I wierzę,że się
    spotkamy kiedy dobiegnie mój kres.
    Widzisz Halinko piszę,że jestem spokojna,a łzy płyną same,bo tak
    bardzo chciałabym ją znów zobaczyc,usłyszec...
    Cieszę się,że napisałaś ,a może spróbujesz napisac coś na mojego
    maila-999mamuska@gazeta.pl.
    Pozdrawiam serdecznie,pisz jak możesz.Iwona
  • edzia764 21.08.08, 00:22
    Od początku śledzę Wasze wpisy na tym forum ....i wspólczuję Wam
    serdecznie. Potrafię zrozumiec sytuacje w jakiej obydwie
    znalazłyscie sie. Ja nie straciłam dziecka ... odszedł mój ukochany
    Tatuś. Chociaż miał 84 lata ale zawsze to był mój rodzic. 5 tygodni
    minimum 3 razy dziennie chodziłam do hospicjum .. widziałam że
    nieubłagalnie zbliża się kres Jego wędrówki ... ale nic nie mogłam
    zrobić. Widziałam jak cierpi, chociaż otrzymywał opieke medyczna
    doskonała, nie mogłabym zapewnić mu takiej w warunkach domowych.
    Przez ostatnie 5 dni, kiedy całkiem się "wyłączył" przychodzac do
    Niego 3 razy dziennie (bo tak sobie wczesniej zyczył) modliłam sie,
    aby Bóg skrócił męki. Miałam wyrzuty sumienia ... ale nie widziałam
    innego wyjścia. Zawsze bałam się takiej chwili, chwili bezsilności,
    niemocy. Nie zdążyłam przyjść do hospicjum na moment Jego przejścia.
    Do mojego wyznaczonego czasu brakło 15 minut. Miałam wyrzuty
    sumienia a jednoczesnie strasznie się bałam tej chwili. Tłumaczyłam
    sobie, ze może On nie chciał abym była w tej ostatniej chwili i nie
    zaczekał. Dopiero , gdy znalazłam to forum, czytając prawie
    wszystkie wpisy stopniowo wyciszam sie ... gdyz dopiero tu znalazłam
    ludzi, którzy przezywają swoje tragedie, dramaty ... zyczę Wam
    wytrwałości ... uczcie się zyc w tej pustce, bądźcie dzielne jak
    dotychczas ...
  • halas1961 21.08.08, 13:09
    droga Edziu
    dziekuje Ci za slowa wsparcia i otuchy
    Halina-mama Agatki
  • 999mamuska 21.08.08, 21:35
    edzia764 napisała:

    > Od początku śledzę Wasze wpisy na tym forum ....i wspólczuję Wam
    > serdecznie. Potrafię zrozumiec sytuacje w jakiej obydwie
    > znalazłyscie sie. Ja nie straciłam dziecka ... odszedł mój
    ukochany
    > Tatuś. Chociaż miał 84 lata ale zawsze to był mój rodzic. 5
    tygodni
    > minimum 3 razy dziennie chodziłam do hospicjum .. widziałam że
    > nieubłagalnie zbliża się kres Jego wędrówki ... ale nic nie
    mogłam
    > zrobić. Widziałam jak cierpi, chociaż otrzymywał opieke medyczna
    > doskonała, nie mogłabym zapewnić mu takiej w warunkach domowych.
    > Przez ostatnie 5 dni, kiedy całkiem się "wyłączył" przychodzac do
    > Niego 3 razy dziennie (bo tak sobie wczesniej zyczył) modliłam
    sie,
    > aby Bóg skrócił męki. Miałam wyrzuty sumienia ... ale nie
    widziałam
    > innego wyjścia. Zawsze bałam się takiej chwili, chwili
    bezsilności,
    > niemocy. Nie zdążyłam przyjść do hospicjum na moment Jego
    przejścia.
    > Do mojego wyznaczonego czasu brakło 15 minut. Miałam wyrzuty
    > sumienia a jednoczesnie strasznie się bałam tej chwili.
    Tłumaczyłam
    > sobie, ze może On nie chciał abym była w tej ostatniej chwili i
    nie
    > zaczekał. Dopiero , gdy znalazłam to forum, czytając prawie
    > wszystkie wpisy stopniowo wyciszam sie ... gdyz dopiero tu
    znalazłam
    > ludzi, którzy przezywają swoje tragedie, dramaty ... zyczę Wam
    > wytrwałości ... uczcie się zyc w tej pustce, bądźcie dzielne jak
    > dotychczas ...
    Twój tatuś był w wieku mojem mamy,i chociaż można było się
    spodziewac jej odejścia,to trudno z tym życ,tym bardziej, że
    odeszła zaraz po śmieci mojej corki.Mama do końca była osobą
    komunikatywną,można było z nią normalnie rozmawiac,dzielic się
    swoimi przeżyciami,wszyscy podziwiali jej doskonały jak na ten wiek
    umysł.Dopiero tuż przed śmiercią przestała już rozmawiac i bardzo
    mi tego brakowało i brakuje.Rozumiem Twój ból i dziękuję za dobre
    słowo.Pozdrawiam.
  • halas1961 21.08.08, 13:30
    999mamuska napisała:

    sz Halinko piszę,że jestem spokojna,a łzy płyną same,bo tak
    > bardzo chciałabym ją znów zobaczyc,usłyszec...
    > Cieszę się,że napisałaś ,a może spróbujesz napisac coś na mojego
    > maila-999mamuska@gazeta.pl.
    > Pozdrawiam serdecznie,pisz jak możesz.Iwona

    Iwonko
    Dziekuje Ci za odpowiedz. Na maila nie moglam wyslac listu do Ciebie, bo
    wyskakuje mi, ze adres nieprawidlowy. Nie wiem moze cos nie tak robie, bo w
    sprawch zwiazanych z komputerem u nas w domu specem byla Agatka . Ja umie tylko
    troche. A w tej chwili nie mam kogo spytac, czy robie cos nie tak. Jesli mozesz
    na ten temat pisac i nie sprawi Ci to wielkiego bolu, czy moglabys powiedziec na
    jaki rodzaj nowotworu chorowala Asia i jak sie zaczelo. Jesli jest to dla Ciebie
    zbyt bolesne to bardzo przepraszam za to pytanie. Jesli chcesz to podaje Moj
    e-mail halas1961@o2.pl

    pozdrawiam
    Halina-mama Agatki
  • 999mamuska 22.08.08, 08:43
    halas1961 napisała:

    > 999mamuska napisała:
    >
    > sz Halinko piszę,że jestem spokojna,a łzy płyną same,bo tak
    > > bardzo chciałabym ją znów zobaczyc,usłyszec...
    > > Cieszę się,że napisałaś ,a może spróbujesz napisac coś na
    mojego
    > > maila-999mamuska@gazeta.pl.
    > > Pozdrawiam serdecznie,pisz jak możesz.Iwona
    >
    > Iwonko
    > Dziekuje Ci za odpowiedz. Na maila nie moglam wyslac listu do
    Ciebie, bo
    > wyskakuje mi, ze adres nieprawidlowy. Nie wiem moze cos nie tak
    robie, bo w
    > sprawch zwiazanych z komputerem u nas w domu specem byla Agatka .
    Ja umie tylko
    > troche. A w tej chwili nie mam kogo spytac, czy robie cos nie
    tak. Jesli mozesz
    > na ten temat pisac i nie sprawi Ci to wielkiego bolu, czy
    moglabys powiedziec n
    > a
    > jaki rodzaj nowotworu chorowala Asia i jak sie zaczelo. Jesli
    jest to dla Ciebi
    > e
    > zbyt bolesne to bardzo przepraszam za to pytanie. Jesli chcesz to
    podaje Moj
    > e-mail halas1961@o2.pl
    >
    > pozdrawiam
    > Halina-mama Agatki
    Sprawdź swoją pocztę i napisz czy dotarła wiadomośc,może uda Ci się
    odpowiedziec na mój adres,podałam dwa.
    Ja od dziś mam maraton w pracy dlatego nie będę może miała czasu
    pisac więcej,ale myślami jestem z Tobą i na pewno się odezwę.Ten
    maraton to znaczy,że pracuję dziś,jutro i w niedzielę,no a później
    normalnie cały tydzień do piątku włącznie.Takie 12 dni pracy jest
    męczące,a ja mam jeszcze paskudne godziny.Pozdrowienia z Lodzi.Iwona
  • halas1961 22.08.08, 16:33
    Iwonko
    wiadomosc dotarla, napisze na pewno.
    Bylam na cmentarzu, stawiali Agatce nagrobek. Wszystkim sie podoba....
    Halina-mama Agatki
  • 999mamuska 24.08.08, 21:14
    Nie wiem czy czytałaś maila,wysłałam następnego.
    Pytałaś na co zmarła Asia-miała raka jajnika,pewnie za późno go
    zdiagnozowano,bo w momencie wykrycia miał już olbrzymie
    rozmiary.Może gdyby lekarze wcześniej dokładniej się tym wszystkim
    zajęli-ile razy była z dolegliwościami brzucha w poradniach,na
    izbach przyjęc w szpitalach-żaden z lekarzy nie widział nic,a to
    paskudztwo pewnie sobie rosło.Gdybym ja miała tą mądrośc co
    dzisiaj...Widocznie tak miało się stac.Asia nawet w trudnych
    chwilach walki z chorobą mówiła mi,że Pan Bóg wie co robi,że
    wszystkie jego działania mają jakiś sens.Staram się w to
    uwierzyc,ale jakoś trudno.Nie umiem się z tym pogodzic.Po jej
    śmierci poszłam do naszego proboszcza po wytłumaczenie,ale
    powiedział mi tylko,że ona jest już szczęśliwa.To ma byc dla mnie
    pocieszeniem,że ona już nie cierpi-ale dlaczego musiała
    cierpiec,dlaczego nie mogła miec beztroskiego życia,już i tak dosyc
    przeżyła tracąc ukochanego ojca w wieku 12 lat.
    Chciałabym,żeby ktoś mi to wszystko wytłumaczył.
  • halas1961 29.08.08, 21:27
    Chcialabym juz usnac i sie nie obudzic i miec swiety, swiety spokoj ...
    Halina-mama Agatki
  • m-i-l-v-a 29.08.08, 22:18
    halas1961 napisała:

    > Chcialabym juz usnac i sie nie obudzic i miec swiety, swiety spokoj ...
    > Halina-mama Agatki

    Halinko, wiem ,ze tak byś chciała- rozumiem Cię. Masz prawo być zmęczona
    życiem, szukasz jakiegoś wyjscia, zeby już nie czuć bolu. Ale wiesz, ze to nie
    jest dobre wyjscie- sama kiedyś o tym pisałaś- masz bliskich, ktorzy znowu
    musieliby przez to wszystko przechodzić, im też na pewno jest cięzko. Trzymaj
    się jakoś: dla siebie, dla nich i dla Agatki- ona na pewno chciałaby dla Ciebie
    wszystkiego co najlepsze.
    Najgorsze jest to, ze nam z boku, trudno jest powiedzieć coś, co mogłoby
    pocieszyć, przynieść jakąś ulgę- chociaz na pewno wszyscy tutaj(mam na mysli to
    forum) bardzo tego chcemy.
  • 999mamuska 31.08.08, 22:57
    A ja chciałabym,żebyś pisała na tym forum,zobacz ile z nas przeżywa
    takie a może i większe tragedie.Ja straciłam w ciągu 4 miesięcy
    dwie najukochańsze osoby i też trudno mi z tym życ,nie ma
    dnia,żebym nie płakała,budzę się i zasypiam myśląc o nich.Ale
    dopóki jestem ja-one żyją w moim sercu,w moich myślach i
    przynajmniej wiem,że ma kto im zapalic znicze i zmieniac kwiaty na
    grobie,że ma kto się za nich pomodlic.Nie jesteś sama,pamiętaj o
    tym.
  • halas1961 03.09.08, 19:35
    Dziekuje Wam. Nie pisalam dlugo i nie otwieralam wogole komputera. Minione dni
    to jakis dla mnie wielki dol. Dzis o 9 rano minely 4 miesiace jak moja Agatka
    odeszla. Tak bardzo za nia tesknie. Wszystkim wokol sie wydaje, ze jestem taka
    silna , taka dzielna, a ja po prostu tak strasznie mam dosc.... To ja musialam
    jej powiedziec na co jest chora, to ja musialam potem byc silna za siebie, za
    Agatke , za meza , syna. Wszystkich ich musialam pocieszac, zatajac czesc
    prawdy, mowic o wszystkim stopniowo, nie naraz, zeby jakos to zniesli. Potem
    Kilka dni przed Agaci smiercia syn stracil prace, po jej smierci ja. Od
    pracodawcow od ktorych spodziewalam sie zrozumienia w ostatnich miesiacach zycia
    Agatki slyszalam tylko przykre slowa. I to do tej pory boli...
    Pisalam o tym zreszta. Ja nie jestem na dzisiejsze czasy, za bardzo wszystko
    mnie dotyka. chcialabym zeby wszyscy ktorzy sa wokol rozmawiali ze mna o Agatce.
    A oni jakby juz zapomnieli, moze sie boja mowic, nie wiem...Bylam u lekarza,
    wysiada mi kregoslup, musze kategorycznie schudnac, ale takie mam mysli
    ostatnio, ze moze nie jestem potrzebna juz tutaj. Na pewno nie zrobie nic
    glupiego. Ale nie chce mi sie nic robic, nic zalatwiac, najchetniej bym usnela i
    spala, spala... To chyba minie, mysle ze minie. Ale dzis jest wlasnie tak

    Halina-mama Agatki
  • m-i-l-v-a 03.09.08, 20:52
    Halinko, mysle, ze powinnaś pojsć do lekarza. Gdybyś z wyprzedzeniem wiedziała,
    jak będzie wygladać odchodzenie Twojej Agatki, ile będzie Cię to kosztowało na
    pewno powiedziałabyś, ze Ty nie chcesz, nie masz na to siły, nie dasz rady. A
    Ty, nie tylko, ze dałaś radę , gdy już zapadł ten nieodwracalny wyrok, to
    jeszcze zachowałaś się jak prawdziwa bohaterka. Oszczędzałaś bliskich, zeby to
    oni cierpieli mniej, wzięłaś to na swoje barki. To bardzo dużo, nic dziwnego, ze
    jesteś bardzo zmęczona, mozesz nawet mieć początki depresji, bo w końcu ,ile
    człowiek moze wytrzymać. Te ucieczki w sen mnie trochę martwia. Też tak kiedyś
    miałam, moze na jakiś czas jest to organizmowi potrzebne -taki mechanizm
    obronny, ale moze tez być objawem depresji. Jezeli nie chcesz pojść do lekarza,
    powinnas szczerze porozmawiać z rodziną, ze jesteś zwyczajnie wykończona i teraz
    Ty potrzebujesz pomocy i mocnego wsparcia z ich strony.
    Myslę Halinko, ze jezeli powiesz bliskim, ze dla Ciebie są bardzo wazne rozmowy
    o Agatce, będa Cię słuchać. Być może nie chcą w Twojej obecności o niej
    rozmawiać, bo sadzą, ze sprawi Ci tu bol.
    Poza tym tutaj mozesz pisać wszysko, co czujesz. Zauwazyłaś chyba, ze jest tu
    więcej słuchaczy niż mowców, co w realnym życiu i na innych forach jest raczej
    rzadkością. Trzymam za Ciebie kciuki- nie znikaj- jesteś nam tu potrzebna.
  • grazyna1965 03.09.08, 21:25
    Halinko.
    Dzisiaj mija 7 miesięcy odkąd nie ma mojej Patry. Niewiarygodne, że
    ja wciąż żyję. Myślałam, że umrę, że nie dam rady..wciąż tak myslę.
    A jednak budze się każdego dnia. Nie wiem dlaczego, ale wciąż trwam.
    Wrociłam do pracy po niemalże 7 miesiącach / od 1 września pracuję/,
    czas ,,leci" zdecydowanie szybciej a ja cieszę się , że z każdym
    dniem jestem bliżej spotkania z moją corcią. Nie mam zamiaru
    popełnić samobojstwa, choc na początku wydawało mi sie to
    najłatwiejsze. Nie, bedę czekać az śmierć sama po mnie przyjdzie.
    Ale juz wiem, ze musze coś robić, bo inaczej oszaleję bez mojego
    dziecka. Praca jest tylko środkiem do tego przetrwania...a może przy
    okazji zrobie coś dobrego dla innych ludzi? Wiem co przezywasz
    Halinko,ja kilka miesięcy nie wychodzilam praktycznie z domu, bałam
    się ludzi, widoku usmiechnietych młodych dziewczyn..nawet do sklepu
    nie chodzilam.Teraz juz wiem, że to droga do nikąd a raczej do
    unicestwienia samej siebie. Nie jest łatwiej, przeciwnie, z każdym
    mijającym dniem bardziej boli,tęsknota rozsadza od srodka. Ale nie
    mogę się poddać, muszę walczyć o siebie, dla Patry. Ja nie mam
    więcej dzieci, miałam, mam! tylko Patrę..jeśli nie ja to kto o Niej
    bedzie pamiętał? Dopoki ja żyję, żyje miłość moja. Wiem,że przede
    mną jeszcze niejedno załamanie. Ale naprawdę bardzo sie staram nie
    oszaleć. Myślę, że moja Patra wspiera mnie jak może, bo bardzo mnie
    kocha. Czuję Jej milość każdego dnia, wiem, że patrzy na mnie i
    pomaga mi kiedy upadam. Znow sie podnoszę, chociaż na trochę. Tak
    jak teraz. Jestem z Tobą Halinko jak i z każdą matką, ktora opłakuje
    swoje dziecko.Czytam codziennie forum bo wiem, że przed monitorami
    siedzą tacy ludzie jak ja, pogrążeni w rozpaczy. Mnie też boli jak
    ludzie unikają rozmów o Patrze choc ja tego tak bardzo potrzebuję.
    Przepraszam, że sie tak rozpisałam ale nie jest łatwo napisac w
    kilku zdaniach o swoich uczuciach. Życzę Tobie Halinko jak i sobie
    nieustannej walki o siebie, właśnie dla naszych dzieci.
    Grażyna
  • only_anette 03.09.08, 23:06

    -- Halinko,czytam wszystkie Twoje posty.Powiedz skąd masz siły żeby
    wierzyć,żeby innych pocieszać?Tak bardzo współczuję Tobie z powodu
    śmierci Twojej córki,współczuję innym mamom,które się tu
    wypowiadają.Znam z doświadczenia jaki koszmar przeżyła mama
    Agatki.Nie potrafię dojść do siebie po śmierci brata,nie wiem jak
    zacząć jakoś żyć.Wiele razy tu zaglądam ale najczęściej nie wiem jak
    ubrać w słowa to co czuję dlatego nie piszę nic tylko czytam.Przed
    innymi zachowuję się normalnie,nie płaczę,nie szlocham,chodzę na
    cmentarz,pracuję,uśmiecham się a w środku aż wszystko krzyczy.
    Nadzieja umiera ostatnia...14 lipca straciłam nadzieję.
  • halas1961 04.09.08, 19:59
    Moje drogie wspoltowarzyszki w cierpieniu
    Nie wiecie jak bardzo pomagaja mi Wasze slowa wsparcia.
    Mysle, ze macie racje. Teraz jest moment kiedy sie wypalilam, musze zebrac sily,
    odpoczac. Porozmawiam z rodzina zeby mnie troche odciazyli, ale czy to sie uda
    nie wiem. Dostalam z hospicjum kolejne zaproszenie na msze swieta i spotkanie
    rodzin i osob osieroconych (w niedziele). Postanowilam, ze pojde. Ponoc bardzo
    pomagaja. Napisze po niedzieli jak bylo.
    Podziwiam Was wszystkie, ze sobie radzicie. Macie racje dopoki ja tu jestem jest
    tez pamiec o mojej Agatce.
    Halina-mama Agatki
  • 999mamuska 05.09.08, 09:10
    Idź na tą mszę.Ja również w takiej mszy uczestniczyłam,później było
    spotkanie,kawa.herbata rozmowy...Ta msza była w czasie,kiedy moja
    mama leżała w szpitalu i miałam nie iśc,bo chciałam każdą wolną
    chwilę poświęcic jej,ale mnie namówili i nie żałuję.
    Zazdrościsz nam,że sobie radzimy?My po prostu nadal żyjemy,a z tym
    radzeniem sobie jest bardzo źle.Ja cały czas jestem na lekach
    antydepresyjnych i zastanawiam się czy one w ogóle coś dają,myślę
    tylko,że bez nich byłoby jeszcze gorzej.
    Robię tylko to,co naprawdę muszę,wszystko inne odkładam,nic mi się
    nie chce.Tylko przed synem staram się udawac,on tak bardzo się
    stara o wszystko,nawet gotuje,żebym coś ciepłego zjadła,mi się
    nawet tego nie chce,jem,żeby mu nie sprawic przykrości.
    Halinko,wszystkie chyba przeżywamy podobnie tą stratę,ale trzeba
    przez to przebrnąc.
  • halas1961 11.09.08, 15:22
    CZytam co drugi dzien o czym piszecie, ale ciezko jest mi pisac.
    Na msze nie pojechalam bo nie moglam chodzic (kregoslup). Leki antydepresyjne
    bralam od poczatku choroby Agatki do lipca. Przestalam sama brac. Od czasu do
    czasu wezme oxazepam. Juz nie pracuje. We wtorek ide do szpitala na zabieg
    (tarczyca).
    Siedze teraz przed komputerem i patrze na Agatke. Zdjecie jak pisze mature, taka
    usmiechnieta,zadowolona. Na nastepnym z kolezanka w Poznaniu,potem jej portrecik
    na perwszym roku studiow i ostatnie wesole zdjecie z wyprawy ze mna do
    Czestochowy (w tym samym roku kiedy zachorowala),jeszcze zdrowa, odgarnia wlosy
    z czola, oparta o balustrade, taka szczesliwa, taka sliczna, radosna.... Mam w
    pudeleczku jej wlosy zebrane ze szczotki, jeszcze pachna moja Agatka i skarpety
    ktore miala na stopach dzien przed smiercia. Nie piore ich specjalnie, pachna
    wciaz oliwka (ktora smarowalam jej cale cialo)pomieszana z zapachem jej ciala.
    Ktos tu kiedys napisal , ze im dalszy czas po smierci tym tesknota jest wieksza
    i u mnie tak wlasnie jest. Moja corcia byla moja najwieksza przyjaciolka,
    pocieszala, rozsmieszala, namawiala na zakupy, uczyla mnie nowinek zwiazanych z
    komputerem , kupowala mi ciuchy, byla calym moim zyciem.
    Wymyslam sobie rozne zajecia, zeby nie zwariowac i caly czas nie plakac.
    Ale w tle, w glebi wciaz jest jedna mysl :Agatka.

    POzdrawiam
    Halina-mama Agatki
  • kopciuszek125 11.09.08, 22:26
    halas1961 zupełnie Cię rozumiem. Moja mama jak tak bardzo cierpiała i chorowała
    to sama mówiła że śmierć będzie dla niej i dla niej wybawieniem, że popłaczemy
    trzy miesiące i nam minie, ale ja wiedziałam że tak nie będzie. Prawda w moim
    przypadku jest taka że na samym początku człowiek jest tak oszołomiony tym że
    mama umarła, na chwilę odczuwa się ulgę że już nie cierpi a człowiek nie może
    nic pomóc, ale czas biegnie dalej i coraz bardziej zaczyna brakować tych rozmów,
    żartów i dyskusji i jest coraz gorzej ale co zrobić jak się ma pod opieką
    jeszcze innych chorych, trzeba z tym bólem dalej żyć ale już nigdy nie będzie
    dobrze. Trzymaj się i broń przed depresją.
  • 999mamuska 14.09.08, 18:05
    HALINKO ODEZWIJ SIĘ PO POWROCIE ZE SZPITALA KONIECZNIE.I ZDROWIEJ
    JAK NAJPRĘDZEJ.POZDRAWIAM
  • jsecam 16.09.08, 19:53
    my tez przegralismy.... czasami brakuje slow...
  • halas1961 30.09.08, 17:16
    Witajcie
    Wrocilam ze szpitala 19 wrzesnia, ale mialam uszkodzony komputer.
    Tarczyca cala usunieta, wyniku jeszcze mi nie przyslali, ale wczoraj lekarz
    ktory mnie operowal mowil ze juz wynik jest i jest dobrze tzn. nie ma tkanki
    rakowej.Czuje sie nie najgorzej troche cos tam pobolewa, ale staram sie jak
    najmniej narzekac.
    Uregulowalam dzis reszte zaplaty za nagrobek Agatki.
    Przed operacja w szpitalu i po Bylam tak dziwnie spokojna, ze az sama z tym sie
    czulam nienormalnie. Wiem, ze to moja Agatka byla przy mnie bo ja o to prosilam.
    Dzis tez jestem bardzo spokojna i wyciszona, oby to sie nie zmienilo.
    Pozdrawiam mile
    Halina-mama Agatki
  • kopciuszek125 30.09.08, 22:47
    To dobrze że jesteś spokojna i wyciszona. Życzę Ci żeby ten stan trwał jak
    najdłużej. Pozdrawiam Jagoda
  • anonimowyaniolek 07.10.08, 17:06
    Witam pania,
    Moja mamusia zmarla 1.5 roku temu na raka i ostatnie kilka miesiecy
    opiekowalam sie nia w domu. Musialam zrezygnowac z pracy, ale to
    byla dla mnie sprawa oczywista, bo nigdy nie oddalabym jej do
    hospicjum. Walka byla dluga i nie jestem w stanie powiedziec ile lez
    wyplakalam i jak bardzo mi jej brakuje, dopiero teraz jestem w
    stanie mowic o tym spokojnie, jak burza rozpaczy sie we mnie
    uspokoila i czas uleczyl troszeczke rany. Wiem, ze nasza sytuacja
    nie do konca jest taka sama, ale mysle ze slowa mojego przyszlego
    meza, ktorego poznalam jak juz mamuisa chorowala i jak potem zmarla
    sa wazne na tej drodze dalszego zycia: na pewno mama chcialaby abys
    byla szczesliwa i cieszyla sie zyciem tak jak ona robila to
    najlepiej. Wiem, ze proste te slowa, ale ulga przychodzi z czasem,
    bol zostaje, ale corka jest w pani sercu i przytula pania caly czas,
    taj jak moja mamusia robi to kazdego dnia. Oddaje pania mojej
    modlitwie, aby przyszlo ukojenie, ja na moje czekalam dlugo, ale ono
    przychodzi, juz mniej placze, a coraz czesciej sie ciesze tym
    pieknym zyciem ktore mam przed soba:))))
    Anonimowyaniolek
  • halas1961 09.10.08, 17:44
    DZiekuje Ci serdecznie "anonimowyaniolku"(jakie ladne pseudo) za slowa otuchy i
    wsparcia. Tak, moja corcia jest przy mnie. Czuje to, zwlaszcza wtedy gdy jest mi
    tak strasznie ciezko i gdy mam jakis problem. Nic ani nikt nie jest w stanie jej
    zastapic, ale coz poczac, coz poczac trzeba zyc dalej, tak dlugo jak Pan zechce....

    Ciesze sie, ze odzyskalas radosc zycia i z calego serca zycze Ci aby Twoje zycie
    bylo naprawde piekne. Zebys potrafila cieszyc sie kazdym drobiazgiem, kazda
    chwilka i potrafila ze spokojem przyjac wszystko czym Cie Pan obdarzy.

    Pozdrawiam
    Halina-mama Agatki
  • waga_a 14.10.08, 00:06
    Droga Halinko!
    Przeczytałam wszystkie Twoje posty. Jesteś wspaniała, silna i mądra.
    Ja również straciłam dziecko. 26 letniego Syna, Cudownego, mądrego, pięknego
    ciałem i sercem. Pomimo, ze minęło 2 lata i 7 m-cy, są dni że nie wierzę, że to
    jest prawda, moje życie to tylko udawanie, że cokolwiek ma sens.....A TY Boże,
    na pewno wiesz co czuje serce matki???
  • agmar3 03.11.08, 11:37
    podziwiam Waszą siłę - mimo wszystko. Wasze doświadczenia są mi obce
    i staram się je zrozumieć - nie umiem. strata dziecka mnie przeraża.
    mam zdrowego synka. wcześniej 2 razy poroniłam, ale to z pewnością
    nie to samo co śmierć starszego dziecka. gdy o tym myślę wydaje mi
    się totalnym odrętwieniem, bezradnością, bezsensem, tragedią
    największą w życiu. z drugiej strony sama śmierć jest przecież
    naszym przeznaczeniem, dlaczego tak się jej boimy? Bo rozum się
    kończy ze śmiercią? Bo nie możemy zajrzeć na drugą stronę? Gdyby
    Agatka Halinki, czy Paulinka powiedziały im, że naprawde sa
    szczęśliwe, bezpieczne, moszczą gniazdko swoim mamom, to z pewnością
    byłoby im lżej. Jak ogarnąć tęsknotę za dzieckiem? Jak ogarnąć
    swiadomość ciała dziecka leżącego w grobie? nie wiem i nie chcę się
    przekonać.
    Posyłam Wam pozdrowienia i życzenia siły przetrwania, odnalezienia
    na nowo swojego miejsca - może nawet wsparcia dla tych którzy
    przygotowują się na odejscie dziecka- bo to że wypowiadacie się
    tutaj biorę za oznakę Waszej siły wewnętrznej, na przekór
    wszystkiemu a właściwie śmierci dziecka.
    trzymajcie sie mocno,
    z życzeniami odnalezienia radości codziennego życia
    Agata
  • halas1961 03.11.08, 14:15
    Droga agmar3 dziekuje Ci za cieple slowa, ale tu nie ma co dopatrywac sie
    jakiejs duzej sily. Dzis o 9 rano minelo pol roku jak moja corenka odeszla.
    Wlasnie wrocilam z cmentarza i od rana placze. Ci co sa obok, mowia: Boze jaka
    Ty jestes silna, jaka bylas dzielna, jak wszystko organizowalas, walczylas. To
    wcale tak nie jest, nie ma zadnej sily, prawie kazda matka w momencie gdy
    zachoruje jej dziecko zachowalaby sie w taki sposob. Wszystko co matka ma w
    srecu , w myslach wszystko wtedy oddaje, byle tylko ratowac swoj skarb, swoj
    osmy cud swiata. Bog pomaga jesli jest choc cien wiary i jest troszeczke moze
    latwiej, ale tylko troszeczke.
    Im dluzsza nieobecnosc fizyczna ukochanego dziecka tym tesknota i bol sa
    wieksze. Trzeba sobie wymyslac wciaz nowe zajecia, zeby nie zwariowac, ale
    czasem tak jak dzis najzwyczajniej w swiecie sie nie chce i ma sie dosc. Tak
    bardzo bym chciala, zeby moja Agacia przyszla do mnie teraz choc na chwile,
    przytulila sie, albo rozesmiala i powiedzial jak to zwykle ona: mamo co Ty
    panikujesz, nie jest tak zle, zobacz ludzie maja wieksze problemy, bedzie
    dobrze, zaraz zadzwonimy tu , pojedziemy tam i cos sie da zrobic. Bys sie
    wstydzila ,zeby tak narzekac. Tak zawsze mnie sprowadzala na ziemie kiedy
    zaczynalam sie uzalac, a teraz nie ma kto mna potrzasnac...Ja wiem, ze Agatka
    jest tam szczesliwa, ale dzis tak strasznie mi jej brak, a jej wlosy zebrane ze
    szczotki wciaz tak pieknie nia pachna...
    Halina-mama Agatki
  • waga_a 05.11.08, 20:53
    Droga Halinko!
    Tak prawdziwie piszesz o swoich uczuciach po śmierci Swojej Córci. Większość
    słów tak jakby wyszła z moich ust i nawet nasze dzieci były
    takie podobne, takie mądre, piękne, pełne życia, optymizmu i energii.
    Mój Synek, gdy czegoś się obawiałam lub panikowałam, mówił: spoko mama,
    na pewno wszystko będzie Ok.. Zobaczysz..Tak strasznie za Nim tęsknię, tak
    bardzo. Im dłużej Go nie ma, tym ból coraz straszniejszy..
    Czasami myślę, ze nie dam juz rady...a bylam taka silna, gdy moje dziecko przez
    14 m-cy umierało na raka.
    Ja nie wiem, gdzie jest teraz mój Syn, czy jest szczęśliwy? Nie wiem nic, Bóg
    umarł razem z Nim, zostala tylko rozpacz i ciemność.
  • halas1961 08.11.08, 18:59
    droga waga-a
    Ja nie pozwalam zeby Bog umarl razem z moja corcia. Ty tez musisz przestac tak
    myslec. Bog przeciez zmartwychwstal i nasze dzieci tez juz zyja wiecznie.
    Napewno sa u Jego boku, pod skrzydlami Maryi. Nie zdazyly przeciez skrzywdzic
    nikogo. Nie zdazyly tyle nagrzeszyc aby byc gdzies indziej niz z u Boga. Swoje
    jakies male grzeszki odkupily juz dawno na ziemi podczas choroby. Musimy zyc
    dopoki Bog pozwala, po prostu musimy. Od czasu do czasu sa przeciez malutkie
    radosci, ktore rozswietlaja te ciemnosc i rozpacz i musimy uczyc sie je
    dostrzegac. Inaczej nie mozna, musimy sie nauczyc zyc tu - na razie bez naszych
    dzieci. Przeciez to tylko na troche, tylko na chwile. To napewno szybko zleci,
    kiedy znow bedziemy razem z naszymi skarbami. Oby tylko Bog pozwolil spotkac sie
    po smierci. Ale mam nadzieje, ze nasze dzieci juz przygotowuja nam tam miejsce,
    mam cicha nadzieje ze czekaja tam na nas i bedzie nam latwiej niz innym...
    pozdrawiam
    Halina-mama Agatki
  • waga_a 10.11.08, 11:10
    Droga Halinko!
    Jesteś bardzo kochana,że znalazlaś siłę, aby mi odpowiedzieć.
    Podziwiam Twoją wiarę, i wiem że gdybym i ja tak wierzyła byłoby mi
    łatwiej żyć. Ale ja naprawdę tak nie potrafię, jestem jednym wielkim
    buntem, bo to nie może tak być, aby Bóg był miłosierny i
    jednocześnie dopuszczał takich okrucieństw, jak śmierć dzieci. To
    się wyklucza wzajemnie.
    Bardzo serdecznie Cię pozdrawiam
  • jaga123-0 09.08.09, 11:44
    Zgadzam się z tobą waga_a, nie może tak być, aby Bóg był miłosierny i
    jednocześnie pozwalał nam matkom, tak cierpieć. Wiedząc, co przeżywamy, nigdy
    nie odebrałby nam naszych dzieci. Więc to nie Bóg, a zły los to uczynił. Bóg nie
    ma z tym nic wspólnego. On gdyby był, nie pozwoliłby na to. Dopiero teraz
    znalazłam to forum, dlatego tak późno pisze. Waga, jeśli czytasz odezwij się.
    Mój e-mail andrzej000@vp.pl (adres męża). Nie mam swojego adresu e-mail. Czekam
    na listy od matek, które straciły dzieci
  • magdaberlin 02.04.09, 10:55
    Witam Wszystkich. Chcialam krotko napisac ze wlasnie dolaczylam sie
    do forum i zalozylam nowy watek Zycie po smierci istnieje . Bylam u
    medium po stracie ukochanego .tam opisalam kilka znakow jakie
    dostaje od niego i Medium to potwierdzila. Zapraszam do poczytania
    moze was to troche uspokoi i da wiare ze po smierci to nie koniec
    naszego zycia.
  • kopciuszek125 21.02.09, 17:51
    Witajcie, czytam Was cały czas i muszę Wam napisać, że jak pracowałam miałam to
    samo. Syn Michał obecnie 30 lat po chwilowym niedotlenieniu mózgu i zarażony
    wirusem C wątroby. Też mnie strasznie męczyło jak musiałam słuchać jakie zdolne
    dzieci szkoła, studia, no a ja musiałam mieć sztuczny uśmiech na twarzy, bo co
    ja miałam mówić. Syn ostatnio przeszedł terapię interferonem . terapia się nie
    powiodła. Nie może mieć zrobionej biopsji ponieważ ma słabe płytki krwi, lekarka
    powiedziała że po innych wynikach że są początki marskości. Jestem już 4 lata na
    emeryturze i jestem chociaż tyle spokojna że nie muszę udawać i wysłuchiwać.
    Zadawać sobie pytanie dlaczego inni mają zdrowe dzieci a ja takie chore ile razy
    był już na granicy śmierci i ciągłe życie w strachu kiedy wątroba odmówi
    posłuszeństwa. Ciągle myślę jak to będzie, byłam przy śmierci mojej mamy więc
    wszystko wiem. Tak bardzo mi jej brakuje, ona mnie tak podtrzymywała na duchu.
    Tak bardzo Was rozumiem. Pozdrawiam Jagoda
  • serpentor666 10.11.08, 16:59
    Na początek tobie droga halas1961, ale też i wielu osobom które i tu podzieliły
    się swoimi przeżyciami życzę jak najlepiej, obyście znależli w końcu spokój. Ja
    piszę z nieco innej perspektywy, z punktu widzenia osoby która w pewien sposób
    przyczyniła się do śmierci innej osoby. Nie zadręczaj się, to nie ty byłaś winna
    tej chorobie, też zapewne nie miałaś wpływu na nią ani nie mogłaś jej zaradzić.
    Tak już jest po prostu. Wiem że te słowa może tutaj nie pasują, ale tak jak
    szczęście, tak ból jest integralną częścia tego świata. Wiem jak to może
    zabrzmieć ale spróbuj żyć normalnie, tak jak przed tym. Może to przyniesie ci
    nieco ukojenia. Nic nie wiem o twojej córce ale wydaje mi się że ona nie
    chciałaby abyś tak się tym zadręczała. Naprawdę jestem pod wrażeniem twojej
    siły, nie wiem co sam bym zrobił na tym miejscu. Dlatego mam nadzieję że nie
    obrazisz się na tego posta, nie wpłynie on jakoś negatywnie na ciebie.
    --
    Krew dla boga krwi, a czaszki na tron z czaszek.
    "Iron Maiden? Też kiedyś słuchałem."- hasło księdza po wizycie.
  • halas1961 10.11.08, 17:34
    Moi drodzy
    Staram sie zyc jak dawniej, na przymus, na razie nie bardzo to wychodzi, staram
    sie nie zadreczac i jak pisalam wczesniej nikt NIE POWINIEN BYC "pod wrazeniem
    mojej sily", bo tu naprawde nie bylo i nie ma zadnej sily. Jesli cos jest to
    raczej bezsilnosc.
    Za kazdy post jestem wdzieczna, nie czuje sie urazona, a wrecz przeciwnie ciesze
    sie , ze otrzymalam list od mezczyzny. Wy tak inaczej to wszystko przezywacie.
    Moj maz i syn tak jak "waga" stwierdzili, ze jesli Agatka umarla, to Boga nie ma
    , to ludzie Go sobie wymyslili, itd., itd. i ja widze, wiem jak strasznie jest
    im ciezko, choc ja wiecej i czesciej placze to wiem, ze im jest o wiele ciezej
    i gorzej niz mnie. Nie chca i nie potrafia rozmawiac o smierci Agatki. A wiem ze
    to by im przynioslo ulge. MOze czas pomoze, moze za miesiac, za dwa...
    pozdrawiam
    Halina-mama Agatki
  • serpentor666 10.11.08, 21:25
    Cóż, co jak co ale właśnie pokazałaś swoją siłę. Jestem pod wrażeniem tego(
    naprawdę) że próbowałaś w miarę normalnie żyć. Ja ostatnio miałem że tak powiem
    "mega-podłamkę" i nie wiedziałem co ze sobą zrobić, dopiero znajomy który
    wiedział o co chodzi podniósł mnie na duchu. Tak, my faceci inaczej to
    odczuwamy. Nie jesteśmy tacy emocjonalni, bo jesteśmy wychowywani na
    "twardzielów". Kiedy kobieta płaczę to w sumie normalnie, ale facet... Sam
    ostatnio miałem parę takich akcji podczas których starałem się powstrzymać płacz
    tylko ze względu na znajomych, którzy byli ze mną. W sumie oni moga to bardziej
    przeżywać niż ty, dlatego że nie chcą okazywać swego bólu. Prawdopodobnie
    przyniosłoby to im ulgę, ale pewnie nie chcą ciebie tym zadręczać, że tak powiem
    "zwalać" tego na ciebie. I ja pozdrawiam, a spróbować z nimi porozmawiać też możesz.
    --
    Krew dla boga krwi, a czaszki na tron z czaszek.
    "Iron Maiden? Też kiedyś słuchałem."- hasło księdza po wizycie.
  • annubis74 09.11.09, 12:35
    Halinko, nie chcę wystawiać Cię na kolejną próbę, twierdząc ze
    jesteś niezwykłą osobą, zupełnie tego nieświadomą. Podziwiam
    Twoją "matczyną" mądrość w podejściu do innych na tym forum, Twoją
    wyrozumiałość, ciepło, życzliwość
    wielu osobom pomagasz, niektórym pewnie nie majac o tym nawet pojęcia
    myślę że Twoja córka Agatka była dumna i szczęśliwa mając tak
    kochającą, ciepłą, wspierajacą Mamę.
    Moja Mama była też niezwykłą, ciepłą osobą, która trwała obok nas
    zawsze skora do pomocy... nie mogę się pogodzić z Jej odejściem,
    mogę tylko mieć nadzieję ze ja będę da mojej córeczki chć w połowie
    tak dobrą Mamą ... a z drugiej strony wiem ze to znaczy że kiedyś
    moja córeczka może tak cierpieć jak ja teraz
  • halas1961 28.11.08, 22:05
    Moja najdrozsza corenko tak bardzo bym chciala zeby na tamten swiat mozna bylo
    wyslac list, zeby byl adres na ktory moglabym do Ciebie pisac... Juz prawie 7
    miesiecy jak nie ma Cie tutaj fizycznie a mi wciaz sie wydaje, ze wczoraj
    jeszcze bylas, ze gdzies pojechalas i zaraz drzwi sie otworza a Ty wejdziesz,
    rzucisz torbe i zawolasz:" co jest mamo na obiad?", albo powiesz mi jakas
    nowinke, ze cos tam jest modne, albo ktos gdzies cos zrobil , albo ze masz jakis
    nowy pomysl na zarobienie pieniedzy. Tak bardzo mi Ciebie brak tak strasznie Cie
    kocham i zawsze, zawsze bedze kochac. Jestes wciaz moim osmym cudem swiata-
    moja najpiekniejsza, najmadrzejsza Agatka.
    Przepraszam cie corciu raz jeszcze za to, ze podczas Twojej choroby byl taki
    jeden dzien kiedy z bezsilnosci sie rrozplakalm, wybacz mi. Przepraszam, ze
    meczylam Cie prosbami o to abys jadla, abys brala leki, nie powinnam byla.
    Wybacz, ale ja tak bardzo chcialam zebys byla ze mna choc troche dluzej, tak
    bardzo wierzylam w cud, ze to minie ze stanie sie cud i choroba odejdzie. Wybacz
    jesli kiedykolwiek czyms Cie zranilam. Tak bardzo bym chciala zebys byla tu ze
    mna, zebys upiekla nam na swieta swojego orzechowca...
    Wiesz corciu upieke Twoje ciasto, uszykuje na swieta wszystkie potrawy ktore
    lubilas, ozdobie Twoj pokoj tak jak co roku, bedzie tak urzadzone jak co roku,
    tylko...i znow nie potrafie opanowac lez. Tak, tak, ja wiem Ty nie chcesz zebym
    plakala. Ale nie zawsze mi sie udaje. Mysle coreczko, ze szykujesz juz nam
    miejsce u Pana, obok siebie. Zobaczysz to bardzo szybko minie, kiedy jestesmy
    osobno. Oby tylko Bog pozwolil,( mysle ze Ciebie wyslucha) zebysmy mogli sie z
    Toba spotkac. Postaram sie corciu w swieta nie plakac, a jesli sie nie uda, to
    wybacz...
    Dobranoc Agatko, caluje Cie corenko, czekaj na nas
    Mama
  • grazyna1965 29.11.08, 01:05
    Mamo Agatki.
    Wiem co czujesz mamo Agatki. Ja od początku to jest od 9 miesięcy i
    25 dni poczułam, że muszę z moją Patrą rozmawiać. Pierwszych dni nie
    pamiętam w ogóle, bylam na takich prochach, że nie docierało do mnie
    wiele. Chyba po tygodniu zaczęłam pisać maile do Patry..siedziałam
    jak automat i klepłam w klawiaturę...pomógł mi mąż. Zaytał mnie
    kiedyś czy chcę może jakiś zeszyt . przez kilka miesięcy nie
    wychodziłam z domu, tylko na cmentarz/...i wtedy przyszło olśnienie.
    Zaczęłam pisac..codziennie.Już nie wyobrażam sobie, że mogłabym tego
    nie robić...to moja rozmowa z Patrą, mój czas, mój świat. Przez 7
    miesięcy pisałam zawsze wtedy kiedy tego potrzebowałam, rano, po
    południu, wieczorem. Byłam bliska obłędu..silne prochy, nawet nie
    wiem co pisałam. Nie czytam nigdy tego co piszę. Od września, kiedy
    wrociłam do pracy / po 7 miesiącach zwolnienia/ piszę wieczorami,
    przed zaśnięciem. To moja rozmowa z moim dzieckiem. Już nie
    wyobrażam sobie żebym mogła tego nie robić. Wtedy czuję się
    najbliżej z Patrą, mam wrażenie, że siedzi przy mnie i sobie
    rozmawiamy, piszę Jej o wszystkim, o tym co czuję, o swoim bólu,
    tęsknocie, o mojej pracy..o wszystkim. To prawda, nie znam adresu
    mojego dziecka ale ja WIEM że Ona to czyta, słyszy, że jest przy
    mnie wtedy. Zawsze pomagałyśmy sobie, ,,zaamęczałyśmy" siebie
    rozmowami, nieraz przegadałysmy poł nocy. Nie umiem bez tego żyć,
    dlatego piszę. Jestem wdzięczna mojemu mężowi, że podsunął mi ten
    pomysł z pisaniem chociaż wiem, że dla niektorych może się to
    wydać ,,chore". Nie obchodzi mnie to, ja tego potrzebuję, nie
    potrafię inaczej, byłam tak bardzo związana z moim dzieckiem, nie
    wyobrażam sobie że mogłybyśmy nie ,,gadać". Ona to wie i jest przy
    mnie, tak jak przedtem gdy żyła.Tak samo jak ja byłabym przy Niej
    gdyby to Ona żyła a ja byłabym Tam... może mamo Agatki też
    spróbujesz pisać? Każdy ma swoj sposób na radzenie sobie ze stratą,
    ja miałam tylko Patrę, nie umiem bez Niej żyć dlatego wiem, że to
    pisanie trzyma mnie przy życiu..choć tak naprawdę wolałabym umrzeć.
    Ale mimo próśb
  • grazyna1965 29.11.08, 01:10
    Mamo Agatki.
    Wiem co czujesz mamo Agatki. Ja od początku to jest od 9 miesięcy i
    25 dni poczułam, że muszę z moją Patrą rozmawiać. Pierwszych dni nie
    pamiętam w ogóle, bylam na takich prochach, że nie docierało do mnie
    wiele. Chyba po tygodniu zaczęłam pisać maile do Patry..siedziałam
    jak automat i klepłam w klawiaturę...pomógł mi mąż. Zaytał mnie
    kiedyś czy chcę może jakiś zeszyt . przez kilka miesięcy nie
    wychodziłam z domu, tylko na cmentarz/...i wtedy przyszło olśnienie.
    Zaczęłam pisac..codziennie.Już nie wyobrażam sobie, że mogłabym tego
    nie robić...to moja rozmowa z Patrą, mój czas, mój świat. Przez 7
    miesięcy pisałam zawsze wtedy kiedy tego potrzebowałam, rano, po
    południu, wieczorem. Byłam bliska obłędu..silne prochy, nawet nie
    wiem co pisałam. Nie czytam nigdy tego co piszę. Od września, kiedy
    wrociłam do pracy / po 7 miesiącach zwolnienia/ piszę wieczorami,
    przed zaśnięciem. To moja rozmowa z moim dzieckiem. Już nie
    wyobrażam sobie żebym mogła tego nie robić. Wtedy czuję się
    najbliżej z Patrą, mam wrażenie, że siedzi przy mnie i sobie
    rozmawiamy, piszę Jej o wszystkim, o tym co czuję, o swoim bólu,
    tęsknocie, o mojej pracy..o wszystkim. To prawda, nie znam adresu
    mojego dziecka ale ja WIEM że Ona to czyta, słyszy, że jest przy
    mnie wtedy. Zawsze pomagałyśmy sobie, ,,zaamęczałyśmy" siebie
    rozmowami, nieraz przegadałysmy poł nocy. Nie umiem bez tego żyć,
    dlatego piszę. Jestem wdzięczna mojemu mężowi, że podsunął mi ten
    pomysł z pisaniem chociaż wiem, że dla niektorych może się to
    wydać ,,chore". Nie obchodzi mnie to, ja tego potrzebuję, nie
    potrafię inaczej, byłam tak bardzo związana z moim dzieckiem, nie
    wyobrażam sobie że mogłybyśmy nie ,,gadać". Ona to wie i jest przy
    mnie, tak jak przedtem gdy żyła.Tak samo jak ja byłabym przy Niej
    gdyby to Ona żyła a ja byłabym Tam... może mamo Agatki też
    spróbujesz pisać? Każdy ma swoj sposób na radzenie sobie ze stratą,
    ja miałam tylko Patrę, nie umiem bez Niej żyć dlatego wiem, że to
    pisanie trzyma mnie przy życiu..choć tak naprawdę wolałabym umrzeć.
    Ale mimo moich próśb do Boga ja wciąż żyję, budzę się rano..nie
    rozumiem dlaczego tak jest, dlaczego świat się nie zatrzymał,
    dlaczego to całe życie dalej się toczy..przecież moja Patra umarła,
    powinno się wszystko ,,zatrzymać"..
    Nie zatrzymał się, nawet na chwilkę, ludzie wciąż się smieją, rodzą
    się dzieci, ludzie sie kochają i nienawidzą, samochody
    jeżdzą..słońce świeci..DLACZEGO??????????
    pozdrawiam Cię mamo Agatki i wszystkie inne mamy, które straciły
    swoje dzieci..nie ma nic gorszego od śmierci dziecka, to jest wbrew
    naturze, to jest własnie ,,chore" a nie moje pisanie do Patry..
    mama Patryni
  • nataliat02 07.01.09, 22:26
    Witam Was wszystkich,
    Ja też nie rozumię tego że świat kręci się dalej,wszystko jest dla
    innych normalne.A moje życie już nigdy takie nie będzie.Moja Mamusia
    odeszła a mi Jej tak brak.Nie mam siły na to by żyć,gdy już jakoś
    zaczynam egzystować, ból o sobie przypomina i są takie dnie kiedy
    mam wszystkiego dosyć tak bardzo że nie mam sił wyrazić swojej
    bezsilnosci.Nie umię żyć mając przed oczyma te obrazy,widząc
    smierć,bezsilnosc,obraz karetki i tych lekarzy, ktorzy wcale sie nie
    spieszyli...
    Chciałabym już być z Nią,dlaczego inni tego nie rozumieją,dlaczego
    najbliższe osoby zabraniają mi tak mówić.A ja po prostu tak Ją
    kocham,jak nikogo nigdy i chcę być z Nią,chcę wiedzieć że jest
    bezpieczna i opiekować się Nią tam.Chcę być przy Niej bo wtedy będę
    spokojna,że nie jest sama,zagubiona,że jestem w każdej chwili by Jej
    pomóc,ale już wtedy dając z siebie wszystko,nie myśląc o sobie,ale
    tylko o Niej.
    Mamuś moja kochana.Moje słoneczko najdroższe kocham Cię całym
    sercem,pamiętaj o tym.Zawsze będę.Czekaj tam na mnie, proszę.
  • only_anette 29.11.08, 12:53
    Ja też piszę do mojego kochanego brata,piszę na gadu gadu,z domu,z pracy.To
    wcale nie jest głupie a bardzo pomaga.Kochany braciszku bardzo za tobą tęsknię,
    kocham Cię bardzo mocno całym moim sercem.Kiedy jest mi źle przypominam sobie
    jak klepałeś mnie po plecach i mówiłeś "nie becz".Pamiętam nasze wspólne
    chichoty,przegadane godziny o wszystkim i o niczym,rozmowy o życiu i śmierci i
    te o pierdołach kiedy leżałeś w hospicjum.Bardzo wierzę w to że rozstaliśmy się
    tylko na trochę,spotkamy się za jakiś czas.
    Ciężkie będą te święta bez Ciebie,nie wiem jak rozwiesić te wszystkie lampki
    które co roku tak pieczołowicie rozwieszałeś na domu i na drzewkach ale zrobię
    to.Nie mogę znieść gdy jestem na cmentarzu i myślę o tym że leżysz w tym zimnym
    grobie ubrany w piękny garnitur który Ci kupiłam i wiedziałam że założymy Ci do
    grobu,w tej ślicznej niebieskiej koszuli którą uprasowałam dzień przed Twoją
    śmiercią zupełnie jakbym coś przeczuwała.Nie zapomnę nigdy Twojego
    uśmiechu,bezinteresowności i tego poczucia humoru którym zarażałeś wszystkich
    dookoła.Dla mnie jesteś,byłeś i zawsze będziesz największym przyjacielem,
    najlepszym bratem jakiego mogłam sobie wymarzyć.Strasznie mi Ciebie brak i
    czekam na dzień w którym się spotkamy.Kocham Cię,Aneta.
    --
    Nadzieja umiera ostatnia...14 lipca straciłam nadzieję.
  • halas1961 29.11.08, 15:45
    Kochane Anetko i Grazynko
    juz od dawna myslalam zeby zaczac pisac. Nie wiedzialam ze inni tez to robia.
    dziekuje Wam. Tak bardzo sie wzruszylam waszymi slowami. To prawda DLACZEGO
    wszystko toczy sie dalej, dlaczego swiat sie nie zatrzymal. Jaki piekny Twoj
    list Anetko do brata.
    Jak to dobrze choc tu znalezc kogos kto to wszystko jest w stanie zrozumiec i
    odczuwac razem z nami. Tu wiem ze nikt nie bedzie sie dziwil, probowal cos
    prostowac, ze nikt nie bedzie na sile pocieszal. Wiem ze mnie rozumiecie i nie
    jestem dla Was dziwaczka I przede wszystkim nic tu nie musze udawac. Jesli ktos
    ma ochote to piszcie tutaj listy do swoich bliskich, ktorzy sa juz po tamtej
    stronie.
    Pozdrawiam
    Halina-Mama Agatki
  • only_anette 11.12.08, 21:36
    Halinko,
    znam Cię tylko z Twoich postów.Jesteś bardzo ciepłą i kochaną osobą,jako mama na
    pewno przelałaś te cechy na swoją córkę.Mam nadzieję, że mój braciszek Daniel
    spotka Agatkę w niebie.
    Twoje posty bardzo wiele dla mnie znaczą i dla innych tutaj na pewno też.
    Dziękuję Ci bardzo.
    Aneta
    --
    Nadzieja umiera ostatnia...14 lipca straciłam nadzieję.
  • ricom 30.11.08, 15:50
    Waszych przeżyć nie opiszą żadne słowa.

    Nigdy nie uda się zamknąć ogromnego cierpienia i bólu w słowach.

    Wielu ludzi łączy się duchowo z Wami. Nie jesteście same
  • halas1961 30.11.08, 19:52
    ricom napisał:

    > Waszych przeżyć nie opiszą żadne słowa.
    >
    > Nigdy nie uda się zamknąć ogromnego cierpienia i bólu w słowach.
    >
    > Wielu ludzi łączy się duchowo z Wami. Nie jesteście same

    DZIEKUJE
    Halina-mama Agatki
  • halas1961 03.12.08, 21:16
    Moja corcia Panna Agata
    Juz nie chodzi po ziemi
    Po oblokach juz lata.
    Stoi obok mnie za plecami
    Ze swoimi przybocznymi aniolami.
    Patrzy z boku - co mama tam pisze
    I do snu swego kota kolysze.
    Po pokoju chodzi sobie wieczorami
    Taka niewidzialna a wciaz z nami.
    Halina-mama Agatki
  • only_anette 03.12.08, 22:22
    Piękny wiersz Halinko...
    --
    Nadzieja umiera ostatnia...14 lipca straciłam nadzieję.
  • halas1961 05.12.08, 20:20
    only_anette napisała:

    > Piękny wiersz Halinko...

    3 grudnia minelo 7 miesiecy jak moja Agatka odeszla.
    Ten wiersz byl kiedys calkiem inny, napisalam go jak Agatka byla w 4 klasie
    ogolniaka. Miala wtedy nieprzyjemna przygode z papierosami.
    Brzmial tak:
    Moja corka, panna Agata
    stoi mocno na ziemi,
    po oblokach nie lata.
    Moja mala panna realistka,
    caly swiat chce zobaczyc z bliska.
    Planow tyle ma pieknych i marzen
    I szukala nowych wrazen.
    Nastoatka moja przemadrzala
    Pierwsza lekcje od zycia dostala.
    I tak bardzo biedna plakala.
    Moja sliczna, najmadrzejsza Agata
    Czesto mila a czasem pyskata.
    pozdrawiam
    Halina-mama Agatki
  • justynakm1 18.03.09, 13:27
    Droga Pani Halino! Dzis przeczytalam Pani 1 post, zaraz po odejściu
    Agatki. Czytając o tej strasznej chorobie, o cierpieniu Pani Córki,
    widzę Kubę i siebie. Wiem, że starat Dziecka i ból jest innym bólem
    niż po odejściu Ukochanego, ale cierpienie i strata są równorzędne.
    Opowiem Pani naszą historie: poznaliśmy się pzrze internet, gdy
    kończylam studia. Długo nie chcialam isc na 1 kawe, ale pozniej, z
    mojej strony - to byla milosc od 1 wejrzenia. Kuba byl wysoki,
    tzn 'kawal chlopa', blon wlosy, ukochane niebieskie oczy i ta
    energia, ta radosc. Pozniej przyszla milosc, wspolne wyjazdy, praca,
    ale i troszke szarego zycia. I po roku-zareczyny i plany wesela,
    wspolnego zycia. I czerwiec 2007-koniec sielanki: K zaczal zle se
    czuc, poczatkowo brano pod uwage wrzody, pozniej brak diagnozy,
    odwolany slub/wesele, a potem skierowanie do szpitala z podejrzeniem
    raka drog zolciwoych rzadkiego i nieuleczalnego. Byla ciezka
    operacja z niepoprawnym wypisem (gdzie nie podano,ze byl rak),
    pozniej byla chemia - K skonczyl 1 sesje w dzien, na ktory
    zaplanowalismy nasze wesele :-( chemie byly okropne, bolalo
    wszytsko, ale K byl prawdziwym oficerem-walczyl i nie poddawal sie,
    zawsze z poczuciem humoru. Byly wyajzdy, na ile pozwalaly wyniki
    badan. Potem badanie-guz jest nadal, ze stresu sie pochorowalam.
    Wice nowa chemia, eksperymentalna,inaczej ale chyba mocniej dawal
    sie we znaki. ale bylo 'normalne' zycie - spotakania, wyajzdy,
    znajomi, wspolne peiken chwile. Bardzo sie zmienilismy na korzysc w
    czasie choroby, milosc i zrpzumeinie bylo ogromne, oboje
    cierplielismy z dala od siebie, wspeirajac sie wzajmenie i nigdy nie
    rozmawiajac o najgorszym... W sierpniu przyszedl wynik badania -
    guza nie ma!!!!!!!!! radosc byla olbrzymia, niemozliwa do opisania.
    Byl slub mojej przyjacioki, nasza najwspanialsza impreza, byly
    wpolne wkaacje (1 letnie prawdziwe wakacje) i najcudnowenisjzy
    czas .... moj najwiekszy skarb... a potem pazdziernik i 1 objawy
    czegos niedobrego-nagla ustarat wagi, zoltaczka, nikt nie chce
    operowac, sugeruja leczenie onkologiczne lae kolejna chemia chyba
    zabilaby K. wiec zaczynaja sie pobytyw szpitalac, ktore nic nie
    daja, zaczyna sie walak i olbrzymie cierpienie K... sa Swieta, w
    domu moich rodzicow - 1 i ostatnie razem.. i ciagla nadzieja, ze
    damy rade, wiara i wielka walka K.. potem rodzimy szpital, plany na
    operacje i straszna sytuacja, powtarzajac sie dwukrtonie, ogromne
    ciepienie i bol K.. i operacaj ratujaca zycie, z ktorej wychodzi i
    regeneruje sie swietnie. az do... a potem juz tylko rownia
    pochyla... i nagle, dla mnie i Jego tak nieoczekiwanie , jest coraz
    gorzej, dramatycznie. udalo mu sie spedzic 2 tyg w domu, Jego 33
    urodziny... i nagle jest tak zle, ze trzeb apodawac morfine, koledzy
    mowia, badz z nim, ale nikt nie mowi,ze ta morfina mi go zabierze
    lada minute,a skad ja mialam to wiedziec??? i nasze osotanie
    spotaknie, K juz na morfinie, bez bolu, zadowolony, mowil troszke
    odrzeczy ale byl slaby jak motylek, a mi pekalo serce.. a nastepny
    dzien juz dramat, i nocen czuwanie i ostatni oddech... i piekny
    wojskowy pogrzeb, tlum ludzi bo byl czlowiekiem, ktorego inni
    kochali. a mysmy kochali sie w sposob nietypowy, tak mocno, tak
    intensywnie, zawsze blisko, zawsze czule ale dyskretnie. Totalne
    polowki, te same wartosci, spojrzenie na swiat, morale, podobne
    zdania, wspolne plany - nasz Maksio, pies bokser, dom pod wawa... i
    nie ma, nie bedzie, nie spelnia sie te nasze marzenia. ta przepastna
    tesknota i zal, i smutek... Pani HAlino, czekam na ten dzien, kiedy
    sie spotkamy. Na kazdy sen, zeby przyszedl Kuba, tak jak dzisiaj. Na
    jego zpapahc, dzwiek glosu... omijam Jego szpital i osiedle szerokim
    lukiem, bo wchodzac do JAego mieskzania widze wszytsko-tam sie
    zaczela nasza milosc, tam sie smialismy,cieszylismy, plakalismy,
    cierpielismy, sprzeczalismy, planowalismy... ten smtek jest tak
    wszechogarniajacy,ze wypelnia chyba kazdamoja komorke... ja tez mam
    wrazenie, ze Kuba zaraz wroci, albo ze ja pojade do szpitala, albo
    odwiedze go w domu i przyniose torbe z ubraniami na caly tydzien. ze
    zobacze te oczy, uwielbialam go wachac, przykladalam noc do jego
    czola... i tak kochalam to,ze nawet gdy cierpial, potrafil puscic do
    mnie oko i sie usmiechnac....i ze bylam dla Niego wspraciem,,nie
    lubil, gdy przy nim plakalam, ale zdarzalo mi sie. Wiem, jak
    okrutnie cierpila, krwawnienia, niegojace sie rany, wyczerpanie
    organizmu...i ze martwl sie o mnie...i ja o Niego. te smsy, ktore
    zachowalam, drobiazgi, ktore mi dal, rower, ktory tak kochal i mnie
    zarazil ta miloscia... zegnajac Go, wlozylam mu do trumny nasze
    zdjecie z tych 'zdrowych ' czasow, zdjecie z rowerem znad morza i
    skalpel, zeby mial ze soba wszytsko co na ziemi kochal najbardziej.
    pozdrawiam,
    Justyna
  • jaska222 18.03.09, 15:08
    Moj mąż odszedł nagle był zdrowym człowiekiem. Wrócił z pracy i w
    jusz w domu trafił go ten straszny wylew, szybko przyjechała
    pogotowie, szybko był w najlepszym szpitalu w Litwie bo mieszkamy w
    pobliżu Wilna. Myślałam sobie, że tam są najlepsze lekaże i napewno
    mu pomogą. W głowie nawet myśli niebylo że jusz go straciłam. Przez
    te całe dwa miesiące nieopuszcza mnie myśl, że gdyby choć jakiś
    tydzień pożył nawet w ciężkim stanie, to bym może jakoś pogodziła
    by się z myślą, że może odejść. A tu nagle, jeszcze z rana tak
    cieplutko ze mną się rozwitał( szedł do pracy) i jusz go niema. On
    tak mnie kochał, jak równiesz i ja go kochałam. Moje znajomi
    wszystkie mówią że gdyby jakiś dobry reżyser miał tą historie
    naszego zapoznania się, naszej miłości i naszego życia to by śliczny
    film był nagrany. Alesz jaki tragiczny koniec tego filmu.......
    Jedynie wiara w to że on na mnie w niebie czeka, podwczymuje mnie.
    Ja tak go kocham, mówię mu to co dzień. Będę się modlić aby jego
    dusza osiągneła Nieba i żeby Pan Bóg obdarzył go swoim
    miłosierdziem. Musza pilnować swego życia, by się toczyło według
    przykazań Bożych i się spotkamy na zawsze. A teraz wiem że on ciągle
    jest przy mnie, czuje to.
    Pozdrawiam i uściskam cię.
  • justynakm1 18.03.09, 16:21
    Droga Jasko222!
    dziękuje za maila! wszytskie osoby, które sa na tym forum, są mi
    bliskie bo przeżywają i czują to samo co ja. To jak terapai, Pani
    Halina ma rację. Od dawna zastanawiam się (jesli w ogole mozna to
    oceniac), czy trudniej widzieć ukochana osobę okrutnie cierpiąca,
    umierająca i gasnąca na naszych oczach, czy tez stracic ja nagle??
    Zreszta, ból w obu przypadkach jest taki sam. Wiem, ze byla Pani w
    szoku, ale ja tez, bo na odejscie Kubusia nie byłam przygotowana.. O
    tak chcial zyc, miala taka wole walki, zawsze powtarzal,ze dla
    mnie.. a ja mialam taka wiare, dla nas obojga, taka nadzieje.. I
    Pani, i moj zwiazek, i pewnie wiele innych - to byloby love stroty
    na miare XXI wieku, takie smutniejszy remake..
    Podobnie jak Pani Halina, choc na tym forum jestem od niedawna,
    jakos funckjonuje.. taka sile daje mi Wasza wiara, ze sie spotkam z
    KUba, ze bedzie blisko mnie- jak dzis w nocy, gdy przez sen poczulam
    cieplo i wiedzialam,ze to On. i ten poranny krotki sen, gdy mi
    powiedzial,ze teskni. Bo On nadal czuje moja milosc, ja Jego tez-gdy
    chorowal, bardzo przezywal fakt,ze nie moze byc dla mnie wsparciem,
    opeika, ze jest zabyt slaby. ale swoja sila opiekowal sie mna przez
    tyle miesiecy, wiara i bojowym nastawieniem. Ja wiem, ze mam
    cudownego Aniola Stroza, tylko jeszcze sie nie moge pogodzic ztym,
    ze opiekuje sie mna z nieba, anie tutaj, na ziemi.
    Serdecznie Pania pozdrawiam. Uściski.
    Justyna
  • halas1961 08.12.08, 16:47
    kochana Corenko
    Dzis znow mgla i bardzo zimno i nieprzyjemnie na dworze. Wciaz jeszcze nie
    pracuje. Dzis wykonalam chyba ze 30 telefonow i zanioslam podanie do jednej
    firmy, ale to wszystko marne szanse. Tylko dlaczego za bardzo tym sie nie
    przejmuje. Chyba byloby lepiej gdybym pracowala, zajelabym sie czyms konkretnym
    choc przez 8 godzin, atak to ciagle Ci przeszkadzam swoimi sprawami i nie daje
    Ci przyslowiowego "swietego spokoju":)
    Kot jest coraz bardziej szalony, nie mozna miec na moment spokoju. Ciagle
    atakuje. Nogi mam tak podrapane jakbym mieszkala na fermie kotow:) O, ten kot to
    by ci sie strasznie podobal, mysle zreszta ze go juz widzialas. Dragon jest juz
    calkiem doroslym psem i bardzo lubi jak zawsze chodzic do lasu. Na zime ma taka
    piekna siersc.
    Kilka kolezanek z liceum chce pomodlic sie przy Twoim grobie, podalam im jak
    dojechac. Mysle Agatko ze nie bedziesz na mnie o to zla.
    Sniegu na razie u nas nie ma,za to w Oslo podobno duze zaspy i mroz.
    Bardzo za Toba tesknie i strasznie boje sie swiat, jak one mina gdy Ty juz tam a
    my jeszcze tutaj. Pierwsze swieta bez Ciebie. Od Twoich narodzin zawsze
    spedzalismy je razem, jak teraz to bedzie Agatko. Kot mi chodzi po plecach i po
    klawiaturze. Chyba tez chce cos ci napisac:):):)
    Do zobaczenia coreczko
    Mama
  • maretta111 09.12.08, 12:19
    Nas też święta napawają strachem, to takie rodzinne święta, choć w kościele
    katolickim ważniejsze jest Zamrtwychwstanie. Mi zawsze były to cudowne święta,
    pełne śmiechu radości, a pierwsze bez braciszka. To takie okrutne. Muszę
    zachować jeszcze pozory, bo mam małe dzieci, dla nich musi być normalnie, choć
    serce pęka.
  • mariola008 10.12.08, 17:39
    Boże nasz pozwól Agatce odpisać do matki chociaż we śnie. PROSZĘ..
  • halas1961 13.12.08, 19:07
    Kochana moja corenko
    Pewnie bardzo sie ucieszysz bo odwiedzi Twoj grob Marta(ta z liceum) i inne
    kolezanki i koledzy tez. Nie informowalam ich, ze odeszlas. Teraz kiedy jest mi
    tak ciezko przed swietami to chyba Twoja podpowiedz mnie sklonila zeby to zrobic
    na naszej klasie. Nie wyobrazasz sobie jak oni strasznie to przezywaja, jaki to
    dla nich smutek i szok. Wciaz ktos do mnie pisze i placzemy razem. Ale
    najbardziej Martusia i Justyna. Mysle ze Ty o tymwiesz i jesli mozesz to je
    pociesz, przysnij im sie, daj znak ze wiesz, ze nie masz zalu ze nie byly z
    Toba. Przeciez sama nie chcialas. Bo one maja do siebie tak strasznie wielki
    zal, ze nie byly z Toba.
    Zanioslam Ci dzis Twoje ulbione tulipany. Sa takie piekne, zolte.
    Wiesz na naszej klasie odnowilam pare starych znajomosci. Juz sie troche
    nauczylam, tylko jeszcze Ola ma mi pokazac jak te zdjecia dodawac. Byla ciocia
    dorotka na cmentarzu i bardzo sie jej podobalo jak swiatecznie ulozylam kwiaty i
    swierk. Myslalam, ze moze za wiesniacko, ale ciocia mowi ze napewno Ci sie
    podoba:):):)
    Zrobilam dla Ady szopke z figurkami, piekna...
    Jaka szkoda, ze jak bylas malutka nie mozna bylo kupic takich pieknych figurek:(
    dla Ciebie na cmentarz tez zanise szopke, tylko inna.
    Do zobaczenia corenko
    Mama


  • justyna_marta 21.12.08, 13:31
    ...Napisałas to przepieknie, lepiej nie mogłas tego zrobic- wiem ze
    Agatka bylaby z Ciebie dumna to czytajac- mi lzy same ciekly po
    polickzu, ale nie dlatego ze zal mi Ciebie-ale dlatego ze jestes
    niesamowicie silna, madra kobieta, zona, a przedewszystkim MAMA!
    Przezylas tak wiele ciezkich chwil,cierpialas wraz z Nia i zapewne
    przezywalas to ciezej niz Ona, najgorsze bylo pewnie to uczucie ze
    nic nei mozesz zrobic- chociaz robisz tak wiele.. chcialbys odac
    siebie-ale wiedzialas ze to niemozliwe!To chyba boli najbardziej???
    Niewiem czy to co napisze chociaz troche bedzie dla Ciebie warte-ale
    jestem pewna ze Twoja CORECZKA- ktora tylko na chwile odeszla tam do
    góry do Aniolkow jestciagle przy Tobie blizej niz Ci sie wydaje i z
    pelnuym podziwem, wdziecznoscia mze powiedziecze baardzo Cie Kocham
    i nigdy nie pozoli bys sie poddala ! NAPEWNO JEST Z CIEBIE BARDZO
    DUMNA!
  • halas1961 25.12.08, 09:16
    Justyna_marta
    Dziekuje za te slowa. Bardzo czesto ktos mi mowi albo pisze, ze
    jestem silna i madra, itd. To wcale nie jest prawda. Wciaz mi sie
    wydaje, ze za malo zrobilam, ze moglam jeszcze moze cos wymyslic,
    moze jeszcze wiecej sie modlic, moze zorganizowac jakis wyjazd za
    granice na leczenie (choc w calej Europie i podobno na swiecie, na
    razie tylko jest ten lek , ktorym Agatka byla leczona),ze za rzadko
    okazywalam Agatce (gdy byla zdrowa) swoja milosc.
    "Zal ze sie za malo kochalo, ze sie myslalo o sobie, chocby sie lzy
    wyplakalo to teraz wszystko za malo..."
    Halina-mama Agatki
  • halas1961 25.12.08, 09:38
    Znów Boże Narodzenie. Nie ma radości, lecz łzy.
    Znów Boże Narodzenie. A w myślach tylko Ty...
    Twoje włosy, Twój uśmiech, prezent z zeszłego roku
    Choinka przez Ciebie strojona i Twój radosny spokoj
    Chodzę, szykuję potrawy, cóż robić, tak trzeba, tak trzeba
    A tak bym chciala córenko iść do Ciebie, do nieba.
    Wokół się śmieją, radują, życzą wesołych świąt
    A ja bym całe te święta chciała schować gdzieś w kąt
    A ja bym chciała Agatko tylko Cię ucałować,
    Przytulić, ukołysać i w swoich ramionach schować...

    Mama
  • halas1961 28.12.08, 15:09
    Siedzę w Twoim pokoju, przy Twoim komputerze
    I czy TO naprawdę było, czasem wcale nie wierzę
    Na półkach Twoje perfumy, kosmetyki, korale
    I tak jakby TO wszystko nie zdarzyło się wcale
    Pokój przybrany na Swięta, tak jak każdego roku
    I wciąż to oczekiwanie na odgłos Twoich kroków
    Siedzę w Twoim pokoju, co chwilę wycieram oczy
    I myślę że może dzisiaj znów odwiedzisz mnie w nocy
    Tęsknię za Tobą córeńko, tak bardzo mi Ciebie brakuje
    I wciąż tylko myśl o Tobie wokół się snuje, się snuje...

    Mama
  • binka19 29.12.08, 01:51
    halas1961 napisała:

    > Siedzę w Twoim pokoju, przy Twoim komputerze
    > I czy TO naprawdę było, czasem wcale nie wierzę
    > Na półkach Twoje perfumy, kosmetyki, korale
    > I tak jakby TO wszystko nie zdarzyło się wcale
    > Pokój przybrany na Swięta, tak jak każdego roku
    > I wciąż to oczekiwanie na odgłos Twoich kroków
    > Siedzę w Twoim pokoju, co chwilę wycieram oczy
    > I myślę że może dzisiaj znów odwiedzisz mnie w nocy
    > Tęsknię za Tobą córeńko, tak bardzo mi Ciebie brakuje
    > I wciąż tylko myśl o Tobie wokół się snuje, się snuje...
    >
    > Mama
    >


    piekny wiersz ...
  • nestea.2 02.01.09, 21:06
    Pani Halino,
    wiem ze nic i nikt nie jest w stanie Pani pocieszyć. Wiem, bo sama
    prze TO przechodze, ale WIEM tez ze osoba ktora mnie opuscila jest
    TAM szczesliwa...i tylko nam tu na ziemi jest zle bez niej.
    pozdrawiam
  • fuksjowa_fuksja 01.01.09, 17:04
    Mamo Agatki, jestem teraz przy Tobie kazda najmniejsza moja mysla.
  • halas1961 02.01.09, 18:48
    Fuksjowa Fuksjo o pięknym nicku
    Dziekuje bardzo za Twoje myśli
    Dziękuje za to ,że napisałaś
    Dziękuje za to, że Ci się chciało
    Pozdrawiam
    Halina-mama agatki

  • halas1961 02.01.09, 19:28
    I tylko chciałabym wiedzieć
    Czy jesteś TAM szczęśliwa
    Czy spotkałaś już Dziadka
    Czy zima też TAM bywa
    I tylko chciałabym wiedzieć
    Czy kwiaty TAM ładniejsze
    I czy Ci nie przeszkadzam
    Tym króciutkim wierszem

    Halina-mama Agatki







  • alvert 03.01.09, 01:45
    halas1961 napisała:

    > I tylko chciałabym wiedzieć
    > Czy jesteś TAM szczęśliwa

    >>>> zadne ziemskie slowa opisujace definicje Szczescia nawet czastkowo nie
    opisza tamtego .

    ----------------------------------------------

    > Czy zima też TAM bywa

    >>>> nie , poco w raju zima .

    ----------------------------------------------

    > Czy kwiaty TAM ładniejsze

    >>>> tam jest swiatowy ogrod botaniczny z kwiatami jakich najlepszy ogrodnik nie
    wyhoduje ( zrywac mozna dowoli ) .

    ----------------------------------------------

    > I czy Ci nie przeszkadzam

    >>>> tam niema poczty , internetu itp. ziemskich zabawek , gdyby byly dostalabys
    kartke ... wakacje sa cudowne , okolica piekna , tylko Mamo obiecaj mi jedno ...
    przestan w koncu plakac .
    ____________________________________________________________________


    Powyzsze jest z mojego doswiadczenia " z zycia po zyciu " .
  • halas1961 03.01.09, 16:40
    Placze mniej. Wiem, ze Agatka chce bym dopoki tu jestem starala sie byc
    szczesliwa. Te wiersze mi pomagaja, sa swego rodzaju rozmowa z corka , bez
    odpowiedzi doslownej, ale rozmowa. To moje Treny.
    Bardzo dziekuje, jesli to mozliwe czy moglabys opisac swoje doswiadczenia z
    "zycia po zyciu". Jesli nie tu, to prosze na mojego meila
    halas1961@o2.pl
    Halina- mama Agatki
  • halas1961 04.01.09, 13:43
    Wieczór, nareszcie cisza
    Kot śpi gdzieś na tapczanie
    A ja zaczynam znowu
    swoje nocne pisanie
    Tak lubiłaś wieczory
    I uczyłaś się w nocy
    Więc myślę, może i teraz
    są przy mnie Twoje oczy
    Twoje buty na półce
    I Twój płaszcz wisi w szafie
    A ja się z nimi rozstać
    jeszcze nie potrafię
    Telefon, w którym tekst "mama"
    jest wciąż wpisany tak samo
    I ja, która nigdy nie usłyszę juz "mamo".

    Halina-mama Agatki
  • annmaria 04.01.09, 18:28
    Halinko droga!
    Czytam wszystko co piszesz ale nie odwazylam sie odpowiedziec bo wiem ze nie
    slow nie ma dobrych zeby jakos ulzyc Twojemu cierpieniu. Tez stracilam kogos
    bliskiego. Mojego Tate ale coz taki nasz los dzieci ze chowamy rodzicow. Moj bol
    jest wszechogarniajacy ale...nie wyobrazam sobie Twojego. Piszesz piekne wiersze
    dla Agaty. Ona je czyta!Wierze w to gleboko. Nie podziwiam Twojej sily bo wiem
    ze wcale nie jestes silna. Jestes cudowna Mama po prostu. Mysle o Tobie i tule
    do serca.
    --
    Dni za dniami mijają przyspieszając wciaz biegu...aż się urwą...Za marzeniem
    nadąrzyć nie mogą...A pytanie odwieczne CO na tamtym jest brzegu? Pali usta i
    ludziom i Bogom...
  • halas1961 04.01.09, 18:40
    Anmaria- znam twoja historie, tez czytam. Motto:Dni za dniami... jest jednym z
    najpiekniejszych jakie slyszalam.
    Dziekuje Ci , dziekuje.... To tak wiele znaczy mile, cieple slowo od kogos kto
    wiesz ,ze rozumie. I wcale nie trzeba wielkich slow, wcale nie trzeba pisac duzo.

    Pozdrawiam
    halina-mama Agatki
  • apapon 04.01.09, 21:05
    Łączę sie z Tobą w bólu, bo i ja cierpię, ale tak jak przedmówczyni
    i w jednym z wcześniejszych moich wypowiedzi "smierć powinna
    przychodzić inaczej" uważam, że mój ból i żal nie dorównują Twojemu.
    Współczuję Tobie bardzo.
  • 999mamuska 05.01.09, 21:49
    Następny piękny wiersz,dzięki za niego.W swojej poezji wyrażasz też
    moje odczucia.Halinko pisz,lubię czytac Twoje wiersze.
  • annmaria 05.01.09, 16:06
    Halinko!
    Czy moge ktorys z Twoich pieknych wierszy wykorzystac? To znaczy chcialam
    umiescic go przy zawiadomieniu o spotkaniu przyjaciol Taty kochanych
    Dziadziochow jak to mowie. Bede szykowac zaproszenia na rocznice slubu moich
    Rodzicow. Pozdrawiam. Anka
    --
    Dni za dniami mijają przyspieszając wciaz biegu...aż się urwą...Za marzeniem
    nadąrzyć nie mogą...A pytanie odwieczne CO na tamtym jest brzegu? Pali usta i
    ludziom i Bogom...
  • halas1961 05.01.09, 20:33
    Annmaria - Bardzo sie ciesze, ze chcesz wykorzystac ktorys z moich wierszy. Mam
    taki zeszyt... Moze kiedys sie odwaze i uda sie je wydrukowac w zaprzyjaznionej
    drukarni, chocby dla znajomych.
    Narazie wiekszosci z nich nikt nie czytal.

    Bądź wola Twoja Panie, bądź wola Twoja...
    Już u Ciebie przy boku jest córeńka moja.
    Już u Ciebie po łąkach sobie spaceruje.
    Kwiaty podziwia, ptaki...
    Po Twych ogrodach wędruje.
    Bądź wola Twoja Panie, bądż wola Twoja...
    Niech tylko będzie szcześliwa
    u Ciebie córeńka moja.

    pozdrawiam
    Halina - mama Agatki
  • halas1961 07.01.09, 17:39
    Kochana Agatko
    Bardzo sie dzis ucieszylam, bo odnalazlam na plycie duzo Twoich zdjec, juz z
    ostatniego okresu. Robione po pierwszj operacji, ale bardzo sliczne, myslalm ze
    je pokasowalas. Zawiozlam dzis do fotografa do wywolania. Szkoda ze nie
    wczesniej, to dalabym jedno z nich na nagrobek, ale widocznie tak mialo sie stac
    jak sie stalo.
    Sa tez te ktorre robilas w swieta Babci , Robertowi i kotu.
    Jest bardzo duzy mroz i prawie nigdzie nie wychodze, od poniedzialku ma sie
    ocieplic. Z komputerem radze sobie coraz lepiej. Program antywirusowy nie
    dzialal bo wygasla licencja, a ja myslalam ze jak sie kupi taki program to juz
    na wieki:):):)
    W piatek ide na rozmowe o prace do gazety. Badz przy mnie, zebym sie nie
    denerwowala. Caluje Cie mocno i przytulam. Do zobaczenia coreczko
    Mama
    Halina-mama Agatki
  • annmaria 07.01.09, 20:25
    Halinko!
    Mysle ze powinnas czesciej nawet tu pisac swoje wiersze. Bo po pierwsze sa
    piekne... a po drugie czasem ludzie szukaja jakiegos cytatu kilku linijek
    napisanych tak ze oddaja te najbardziej bolesne uczucia.Nielatwo cos takiego
    znalezc. Moj cytat dni za dniami... jest fragmentem wiersza profesora
    Bujnowskiego nauczyciela mojego Taty. Zreszta byl to ulubiony cytat Taty...
    --
    Dni za dniami mijają przyspieszając wciaz biegu...aż się urwą...Za marzeniem
    nadąrzyć nie mogą...A pytanie odwieczne CO na tamtym jest brzegu? Pali usta i
    ludziom i Bogom...
  • waga_a 07.01.09, 20:54
    Droga Halinko!
    Ja po trzech latach po śmierci mojego Syna nie jestem w stanie oglądać Jego
    zdjęć ani kaset. Po prostu pęka serce, dosłownie!! Kochana, życzę Ci z
    całego serca, abyś znalazła pracę, aby spełniło
    się wszystko czego pragniesz. Musi Ci się udać, bo naprawde na to
    zasługujesz!!
    Uściski.
  • halas1961 08.01.09, 19:10
    Dziekuje za dobre slowa i zrozumienie.
    Spokojnego wieczoru
    Halina-mama Agatki
  • halas1961 11.01.09, 21:55
    Krzyż na ramiona włożony,
    Do drogi przygotowana,
    Podnoszę się. Idę powoli
    Po śladach swojego Pana.
    Podnoszę się bardzo powoli
    I ciężar mnie często przygniata.
    Upadam co chwilę, lecz wstaję
    I idę dalej i dalej...
    Halina-mama Agatki
  • maretta111 12.01.09, 08:27
    Cudowny wiersz, tak musimy zawsze powstawać, choć ciężar przygniata.
  • halas1961 13.01.09, 07:53
    Dziekuje.

    Kochana corenko, dzisiaj jestem jakos wyjatkowo przygnebiona. Tyle osob sie
    deklarowalo ze mam sie nie martwic, ze pomoga znalezc prace, a teraz okazuje sie
    ze niestety nie ma nikogo. Bardzo mi przykro z tego powodu. Nie chodzi nawet o
    to ze nie mam nadal tej pracy, ale ze nikt nie spyta nawet z tych ktorzy sie
    deklarowali.
    Mialas racje, nieraz trzeba liczyc tylko na siebie.
    Jade zaraz do Gieni, ale to nie bedzie napewno zajecie na dluzsza mete. Widze po
    tym co zaczelam tam wczoraj. Bardzo Cie kocham i tesknie. Na ksiedzu tez sie
    troche zawiodlam No coz moze oczekuje zbyt wiele od ludzi, kazdy jest zajety
    tylko swoimi sprawami. Poznalam na tym forum mila pania, tez jej corcia
    chorowala na raka. Czasem troche do siebie piszemy.
    Pa corenko, musze juz isc na autobus
    Do zobaczenia - mama
  • halas1961 13.01.09, 22:09
    Zamknąć oczy, nie myśleć.
    Nie męczyć się rozmowami.
    Zamknąć oczy i usnąć,
    Odpłynąć z aniołami.
    Zamknąć oczy, nie tęsknić,
    Uciekać przed smutkami.
    Zamknąć oczy, nie cierpiec,
    Schować się między snami.

    Halina-mama Agatki
  • hanka_m 14.01.09, 21:11
    Witaj Halinko, od niedawna czytam forum, moja mamusia nie tak dawno
    odeszła. Bardzo mnie wzruszją Twoje wiersze. Bardzo za nia tęsknię,
    ale wiem, że ona cierpiała by bardziej gdybym to ja ją opuściła, jak
    to matka, dlatego wspólczuję Ci z całego serca. Ja jeszcze cały czas
    przed oczami mam obrazy z agonii mojej mamy, bardzo sie meczyła,
    dusiła się jak Twoja Agatka, straszliwa to była męka, ale ciesze
    się, że mogłam być wtedy przy niej...
  • halas1961 14.01.09, 21:39
    Droga Haniu
    I ja mam wciaz przed oczami obrazy z ostatnich chwil, dni, miesiecy...
    Tak bym chciala zeby juz powrocily na dluzej obrazy z dni kiedy Agatka byla
    szczesliwa, zdrowa, radosna. Mam nadzieje ze tam jest taka wlasnie jak wtedy gdy
    byla zdrowa. I ja wciaz jestem wdzieczna Bogu, ze pozwolil mi byc z Agatka w
    ostatnich chwilach.
    Dziekuje Ci Haniu, rowniez bardzo Ci wspolczuje.

    Córeczko moja, do Ciebie piszę
    Do Ciebie piszę ten liścik krótki.
    Córeczko moja, pomóż mi proszę
    Odzyskać spokój, oddalić smutki.
    Córeczko moja, piszę z daleka
    I na spotkanie z Tobą czekam.
    Córeczko moja, śliczna moja
    Bardzo Cię kocha matka Twoja.

    Halina-mama Agatki
  • halas1961 17.01.09, 15:00
    Pamiętam każdy dzień, każde słowo, westchnienie
    I Twój uśmiech radosny i Twoje wielkie cierpienie.
    Pamiętam swoją radość kiedy się urodziłaś
    I każde następne lato, kiedy ze mną byłaś.
    Pamiętam nasze rozmowy, Twoje plany, marzenia.
    I strach, i ból, i nadzieję i słowa pocieszenia.
    Pamiętam każdą chwilę, każde Twoje spojrzenie
    To jest moja tęsknota, moja miłość, cierpienie.

    Halina-mama Agatki

  • kalincia 17.01.09, 17:23
    piękny jest ten wiersz ..
    bardzo współczuję.. i życzę, aby w Pani życiu jeszcze kiedyś wstało
    słońce, choć wiem, że już nic nigdy nie będzie takie same..
  • halas1961 17.01.09, 21:56
    kalincia napisała:

    > piękny jest ten wiersz ..
    > bardzo współczuję.. i życzę, aby w Pani życiu jeszcze kiedyś wstało
    > słońce, choć wiem, że już nic nigdy nie będzie takie same..


    Juz nic nie będzie takie samo...
    Choć wstanie słońce, wyjdzie zza chmurki
    Juz nic nie będzie takie samo...
    Bo przecież nie ma tu mojej Córki
    Juz nic nie będzie takie samo...
    Choć uśmiech może kiedyś wróci
    Juz nic nie będzie takie samo...
    Bo moja dusza się nie rozsmuci.
    Halina-mama Agatki
  • kalincia 18.01.09, 00:01
    kolejny ładny wiersz ..
    słońce wstaje każdego dnia i będzie wstawać, choć czasem niektórzy
    zastanawiają się po co ..
    Nic już nie będzie takie jak kiedyś i to chyba najbardziej boli ...
  • halas1961 20.01.09, 12:40
    Deszczu krople na oknie
    Jak łzy na matczynej twarzy
    A ona ciagle nie umie
    o córci swej przestać marzyć
    Patrzy na deszcz, na ulicę,
    na samochody i ludzi
    I tak by chciała bardzo
    ze snu swoją córcię zbudzić.

    Halina-mama Agatki
  • hanka_m 20.01.09, 18:18
    Ja tez marzę o mojej mamusi i tylko łzy płyną...
  • halas1961 20.01.09, 20:26
    hanka_m napisała:

    > Ja tez marzę o mojej mamusi i tylko łzy płyną...

    Kazdemu wierszykowi, ktory pisze o swojej Agatce lub do niej towarzysza łzy.
    Kazdy czlowiek wyraza swoj bol inaczej, ja pomyslalam, ze moze w ten sposob, ze
    moze bedzie mi lzej, ze moze komus bedzie lzej, bo chyba kazdy z tego forum
    niezaleznie kogo stracil czuje i cierpi podobnie. Dlatego oprocz zeszytu pisze
    wiersze tez tu. Jesli choc jednej osobie po przeczytaniu ktoregos z moich
    wierszy bedzie lzej lub powie; Tak, ja to samo bym chciala (chcial) powiedziec ,
    ja tak samo czuje tylko w slowa nie potrafilam ubrac. Bede szczesliwa, ze komus
    pomoglam. Nikt nawet z najblizszej rodziny i przyjaciol narazie zadnego z tych
    wierszy nie czytal, Wy jestescie pierwsi, wiem ze Wy rozumiecie, ze nie bedzie
    dla Was dziwne, ze tyle miesiecy a ona wciaz rozpacza, ze Wy tez placzecie, ze
    tez czesto nie macie przed kim wykrzyczec swego bolu, tesknoty. Dziekuje temu
    kto zalozyl to forum.
    Halina-mama Agatki
  • halas1961 21.01.09, 15:53
    Brak Twojego dotyku,
    Brak Twojego oddechu,
    Brak Twoich opowiadań
    I Twojego uśmiechu.
    Brak Twoich śmiałych planów,
    Twojej w sukces wiary
    I spojrzenia miłego
    Twoich oczu szarych.
    Brak mi jest przytulania,
    Twojego gustu dobrego
    Brak mi moja najmilsza
    wszystkiego, wszystkiego, wszystkiego...
    Halina-mama Agatki




  • halas1961 21.01.09, 16:42
    Ten wiersz ukazuje moj zal do Boga podczas choroby Agatki:

    Wyciągam rękę, podaję dłoń,
    A Ty mnie Boże od złego broń.
    Otwieram serce, daję Ci duszę
    Lecz czemu oddać Ci dziecko muszę?
    Wyciągam rękę, podaję dłoń,
    A Ty mnie Boże pilnuj i chroń.
    Żyję jak inni, kocham bliźniego,
    Więc czemu żądasz skarbu mojego.
    Czemuś zachłanny, czemuś pazerny
    Kiedy Cię błagam, Ja – sługa wierny.
    Po co Ci w niebie moja Agatka
    Pytam Cię o to , Ja - Jej Matka.

    Halina-mama Agatki
  • annmaria 21.01.09, 20:06
    Dziekuje za kolejne wiersze Halinko.Masz racje to forum to czasem zbawienie. Za
    chwile minie rok i piec miesiecy. Znajomi zapomnieli. Robie dobra mine. A lzy
    leca. Ostatnio ktos mi powiedzial ze moze i dobrze ze sie tak stalo bo Tato sie
    nazyl a ja uwolnilam sie od pampersow bezsennych nocy...Dzis pierwszy raz od
    tamtego czasu zrobilam porzadki w pamiatkach. Powycinalam nekrologi poukladalam
    zdjecia. Rozdrapalam ledwo zablizniona rane. I nikomu nie powiem ze plakalam
    caly dzien nad kawalkiem gazety. Z Mama tez nie porozmawiam bo ona slaba jak
    ptaszek. Placze po Tacie caly czas. Strasznie sie martwie. Jak to wszystko
    oswoic jak zyc czasem nie wiem. Pozdrawiam Cie . Anka
    --
    Dni za dniami mijają przyspieszając wciaz biegu...aż się urwą...Za marzeniem
    nadąrzyć nie mogą...A pytanie odwieczne CO na tamtym jest brzegu? Pali usta i
    ludziom i Bogom...
  • halas1961 22.01.09, 08:55
    Droga Aniu
    I ja nie wiem jak zyc, budze sie i choc zdarza sie, ze czasem mam chec cos
    robic, szukac aktywniej pracy, to na ogol kazdy dzien to bol i smutek. W pokoju
    mojej Agatki jest wszystko bez zmian, tylko wszedzie popowieszalam i
    naustawialam jej zdjecia. Czesc rzeczy do ubrania oddalam od razu po pogrzebie
    siostrzenicy meza, (jej tata zmarl nagle w marcu zeszlego roku)perfumy stoja i
    cale mnostwo kosmetykow. Agatka uwielbiala te rzeczy, choc malo sie malowala.
    Zawsze mowila, ze jak skonczy studia to otworzy swoj sklepik z markowymi
    kosmetykami i perfumami...Nekrolog byl w prasie tylko jeden od moich bylych
    pracodawcow, ale od razu te gazety wyrzucilam, poniewaz ten nekrolog to byla dla
    mnie dodatkowa przykrosc. Gdy ich prosilam o urlop 2 miesiace przed smiercia
    Agatki wykrzykiwali, ze narazam firme na straty, ze jestem nieprzydatna, ze moje
    prywatne problemy firme narazaja, ze musza do mnie doplacac, a tu nagle
    nekrolog. Nie znali mojego dziecka, do mnie mieli wiadomo jaki stosunek...I
    nawet sami nie ulozyli tekstu, tylko redaktorka z gazety, bo znajoma jakas ich.
    Po co to bylo, chyba zeby ich koledzy z innych firm widzieli jacy wspolczujacy
    pracodawcy, po co opowiadanie do swoich kolegow o naszej tragedii, zeby wzbudzic
    sensacje, ze mloda dziewczyna umiera na raka, a tak naprawde z ich strony
    znieczulica. I tylko jak wracalam po kolejnych zwolnieniach stopniowo odsuwali
    mnie po kolei od wszystkich prac, ktore wczesniej wykonywalam. Ostatniego
    czerwca jak dostalam wypowiedzenie i potem poszlam na urlop, to jak wrocilam
    nawet komputer zablokowali, zebym juz nawet nie zamawiala papieru. Chcialabym
    jak najszbciej zapomniec ze kiedykolwiek tych ludzi znalam i tam pracowalam.
    Staralam sie byc zawsze mila dla szefow, dla kolegow i kolezanek z pracy, ale
    tam szefowie wytworzyli taka atmosfere, ze i pracownicy juz teraz zachowuja sie
    tak jak oni. Kazdy widzi tylko czubek wlasnego nosa i nikt nie jest chetny zeby
    jeden drugiemu cos pomogl. Bylam na ostatnim zwolnieniu trzy miesiace i wszyscy
    wiedzieli na co choruje moja corka. Nie znalazla sie ani jedna osoba, ktoraby
    zadzwonila i spytala, dlaczego nie ma Cie tak dlugo w pracy. Bylo mi to bardzo
    potrzebne wtedy i dlatego chociaz teraz mam takie problemy ze znalezieniem pracy
    dobrze sie stalo, ze juz tam nie pracuje, bo wciaz mam do nich wszystkich
    ogromny zal...
    Halina-mama Agatki
  • halas1961 24.01.09, 22:15
    I tylko Panie nadzieja, że się kiedyś spotkamy
    Że pozwolisz znów córce przytulić się do mamy.
    I tylko Panie nadzieja, że moja córcia szczęśliwa
    Że tańczy, biega, żartuje, że złote jabłka zrywa.
    I tylko Panie nadzieja, wiec modlę się żałośnie
    Że kiedy przyjdzie pora wyjdzie po mnie radośnie.

    Halina-mama Agatki
  • maretta111 25.01.09, 08:23
    Piękny wiersz i właśnie ta nadzieja, chyba tylko ona pozwala nam przetrwać każdy
    kolejny dzień, pozdrawiam cieplutko.
  • halas1961 27.01.09, 21:33
    Znów kwiaty córciu Ci przyniosę,
    Kwiaty na Twoje imieniny.
    Roże i zółte tulipany,
    To teraz prezent mój jedyny.
    Lampkę zapalę i posiedzę,
    Tu obok Ciebie na ławeczce
    I znowu z Tobą porozmawiam,
    Przy zapalonej pachnącej świeczce.

    Halina-mama Agatki






  • only_anette 28.01.09, 11:56
    Dziś mój brat skończyłby 29 lat,pierwsze urodziny bez niego.Rano msza w kościele
    w jego intencji i znicz na cmentarzu.Nie było
    tortu,życzeń,śmiechu,zabawy,prezentów...nie było Jego.
    --
    Nadzieja umiera ostatnia...14 lipca straciłam nadzieję.
  • halas1961 28.01.09, 17:22
    Kochana Agatko
    Dziekuje Ci bardzo za to, ze jestes przy mnie. Ja wiem ze to Twoja w tym zasluga
    ze tak sie poukladalo,ze bede miala prace i to tam gdzie zawsze mowilas zebym
    wrocila, bo tam mialam tzw. Swiety spokoj i zyczliwych ludzi wokol. Tak napewno
    by sie nie ulozylo, ze nagle ktos sie zwalnia, jest wolne miejsce i akurat tego
    dnia ja jestem w tej firmie. Wiem ze stoisz obok i sie smiejesz ze mi taka
    niespodzianke zrobilas. Bardzo Cie kocham i wiem ze w ten sposob chcials dac mi
    znak ze bedziesz nade mna czuwac.
    Do zobaczenai
    Haina - mama Agatki
  • hanka_m 28.01.09, 19:38
    Halinko, bardzo się ciesze, że Ci się udała zdobyć pracę, to na
    pewno Twoja Agatka nad Tobą czuwa, może bedzie Ci lepiej troszkę w
    pracy czasami udaje się oderwać krótkie sekundy myślami i czas w
    ciągu dnia szybciej leci w oczekiwaniu na spotkanie z tymi ktorzy
    tam już na nas czekają po drugiej stronie. Ja tez niedługo bede
    musiala szukać nowej pracy, może też moja Mamusia mi w tym pomoże?
    Ale nie przestawaj tu pisać, ja zawsze czekam na Twój nowy wpis.
  • halas1961 29.01.09, 08:24
    hanka_m napisała:

    > Halinko, bardzo się ciesze, że Ci się udała zdobyć pracę, to na
    > pewno Twoja Agatka nad Tobą czuwa, może bedzie Ci lepiej troszkę w
    > pracy czasami udaje się oderwać krótkie sekundy myślami i czas w
    > ciągu dnia szybciej leci w oczekiwaniu na spotkanie z tymi ktorzy
    > tam już na nas czekają po drugiej stronie. Ja tez niedługo bede
    > musiala szukać nowej pracy, może też moja Mamusia mi w tym pomoże?
    > Ale nie przestawaj tu pisać, ja zawsze czekam na Twój nowy wpis.


    Haniu
    Na pewno bedzie czuwac nad Toba Mama. Ja nawysylalam mnostwo ofert do roznych
    firm i pozanosilam, bylam na kilku rozmowach. Prawie jednak caly czas bylam
    dziwnie spokojna, ze sie wszystko ulozy, ze mam sie wogole nie przejmowac praca.
    To beda male pieniadze, ale cieze sie bo wiem miedzy jakich ludzi ide,
    pracowalam tu kiedys. Atmosfera domowa i tzw. swiety spokoj. Bardzo sie ciesze
    ze czekasz na moje wpisy, bede napewno tu zagladac. Ja czytam wszystkie wpisy
    codziennie, nie zawsze sie wypowiadam , bo czasem po prostu nie mam co do
    powiedzenia, a czasem wiesz w jakim sie jest nastroju. Bede trzymala za Ciebie
    kciuki:):):)
    Pzdrawiam z calego serca
    Halina-mama Agatki
  • basia446 29.01.09, 11:10
    Pani Halinko, z całego serca gratuluję zdobycia tej pracy... To bardzo ważne, że będzie Pani pracowała w firmie, w której czuje się Pani dobrze. Atmosfera w pracy, to podstawa sukcesu...
    Mój Tata od Nowego Roku również nie pracuje. Ja pracuję na umowę zlecenie i tylko przez 2 dni w tygodniu i tak się zastanawiam z czego będziemy żyć, jak zapasy nam się skończą. Moje rodzeństwo jest na studiach i trzeba im pomagać, bo renta po Mamie nie zawsze wystarcza... Tata załamał się zupełnie, ma swoje lata i ciężko będzie mu znaleźć coś dla siebie, a do emerytury jeszcze parę lat brakuje... Ja znowu jestem młodą osobą, ale pracy w swoim zawodzie znaleźć nie mogę. Może gdybym mieszkała w większym mieście? Ale teraz to już niemożliwe...
    Nie wiem czemu, ale jestem dziwnie spokojna o tą naszą przyszłość. Wiem, że Mama czuwa nad nami i pomoże. Zawsze przecież miała na wszystko rozwiązanie...
    Dla mnie największym ciosem była strata Mamy, więc cóż jest utrata pracy w porównaniu z bólem po śmierci naszych bliskich...
  • halas1961 29.01.09, 15:59
    Basiu, dziekuje Ci. Masz racje, w obliczu smierci, w obliczu bolu cierpienia i
    straty kogos kogo kochamy bardziej niz wlasne zycie taki problem jak utrata
    pracy nie istnieje. Jestem pewna ze i nad Wami czuwa mama, ze dzieki niej uda
    sie wszystko pomalu poukladac. Badz jak do tej pory pelna wiary. Tata niech sie
    nie zniecheca, przede mna tez wiekszosc drzwi byla zamknieta, bo 48 lat to juz
    dla wiekszosci pracodawcow za stary czlowiek do pracy. Ale wierzcie w opieke i
    pomoc mamy. Ja po prostu jestem przekonana ze Agatka w tym miala swoj udzial:):):)
    Dolacze jeszcze wiersz na koniec, mysle ze bedzie on wyrazem nie tylko moich uczuc.

    Myślę o Tobie, gdy rano wstaję,
    Kiedy się myję i gdy się ubieram
    I w drodze do pracy i w czasie pracy
    I gdy ukradkiem łzy ocieram.
    Myślę o Tobie, gdy jadę tramwajem
    I kiedy wiosna już pachnie majem.
    Myślę o Tobie, gdy obiad gotuję
    I gdy stęskniona po kuchni się snuję.
    Myślę o Tobie, gdy wieczór, gdy rosa
    I kiedy palę papierosa.
    Myślę o Tobie, gdy słońce świeci
    I kiedy deszczyk nieba leci.
    Myślę o Tobie, gdy jestem chora
    I kiedy czuję, że to nie pora.
    Myślę o Tobie, gdy sen nie przychodzi
    I gdy modlitwa mnie zawodzi.

    Halina - mama Agatki
  • 999mamuska 29.01.09, 22:41
    Twoje wiersze zawsze są dla mnie takie bliskie,piękne i nawet
    wtedy,kiedy jestem bardzo smutna,pozwalają mi łatwiej to wszystko
    przetrwac.
  • halas1961 29.01.09, 22:54
    Kochani
    Dzis przed chwila skonczylam czytac po kolei raz jeszcze wszystkie posty ktore
    zostaly tu do mnie napisane. Az sie zdziwilam, ze tak wielu ludzi
    szareagowalo...Jak bardzo wielu Dobrych Ludzi tu spotkalam , ile cieplych slow,
    slow pocieszenia, ile tragedii, bolu, ale tez i slow nadziei... Wy wszyscy
    nieznani, serdeczni ludzie staliscie sie mi bliscy. Nie spodziewalam sie tego
    umieszczajac tu pierwszy wpis.
    Dziekuje: Grazynie-mamie Patryni, mamusce-mamie Asi, only-anette, annmaria,
    kopciuszek125, waga_a, osmiorniczka030, m-i-l-v-a, sonja12, basia012, basia446,
    hanka_m, kalincia, apapon, serpentor, maretta i wszystkim, wszystkim ktorych tu
    nie zdolalam wymienic.
    Dziekuje rowniez chlopakowi Agatki ze pamieta o niej...
    Oby kazdy kto tu poszukuje wsparcia otrzymal je tak jak ja
    Zycze Wam wszstkim spokojnej nocy
    Halina-mama Agatki
  • annmaria 30.01.09, 18:40
    Halinko!
    Nie dziekuj. Jestem z Toba po prostu ot tak po ludzku. Moje serce tez placze i
    to nas polaczylo.A czasem tez juz to wiem wiecej dobrego dostajesz od ludzi od
    ktorych tego nie oczekujesz albo zwyczajnie ich nie znasz. Dziwne to ale
    prawdziwe. Gleboko wierze ze na Twojej drodze pojawi sie dobry aniol i
    znajdziesz prace o jakiej marzysz. Podobno anioly sa wsrod nas. Anka
    --
    Dni za dniami mijają przyspieszając wciaz biegu...aż się urwą...Za marzeniem
    nadąrzyć nie mogą...A pytanie odwieczne CO na tamtym jest brzegu? Pali usta i
    ludziom i Bogom...
  • 999mamuska 30.01.09, 19:55
    Halinko,ty dziękujesz nam,a my Tobie.To Ty piszesz tak pięknie i
    mądrze,Ty potrafisz wyrazic w swoich postach to,co przeżywa każdy z
    nas.Czekam na każdy Twój wiersz,tyle moich uczuc one wyrażają.
    Cieszę się,że Cię poznałam,cieszę się,że na tym forum jest tyle
    osób,które nas rozumieją,nie ranią głupią gadaniną.
    Trzymam kciuki za powodzenie w pracy,musi byc dobrze.
  • halas1961 30.01.09, 20:14
    Iwonko, moja bratnia duszo dziekuje.
    Przeczytaj wpis o tym co zdarzylo sie wczoraj w temacie "czy ktos doswiadczyl
    kontaktu ze zmarlym"
    dobrej nocy
    Halina-mama agatki
  • waga_a 30.01.09, 20:30
    Droga Halinko!
    Ja również bardzo się ucieszyłam, ze w końcu Ci się powiodło i masz pracę. Wiem,
    ile to znaczy, dla nas matek po stracie najukochańszych
    dzieci móc choć na chwilę oderwać się od tej wszechogarniającej rozpaczy, wyjść
    do ludzi, może czasami wspomnieć o swoich skarbach..
    Życzę Ci powodzenia i zdrowia !
  • halas1961 01.02.09, 21:02
    Moja Agatka była pogodna,
    Moja Agatka była wysoka,
    Miała blond włosy, grube warkocze
    I nie bujała nigdy w obłokach.
    Moja Agatka lubiła słońce,
    lubiła lody i danonki.
    Siedziała zawsze długo w nocy
    więc nie wstawała jak skowronki.
    Moja Agatka lubiła bardzo
    dobre perfumy i kosmetyki.
    Lubiła szkołę i naukę
    I znała dobrze obce języki.
    Moja Agatka była zaradna
    I na Allegro handlowała.
    Czasami lubiła pobyć sama
    I bardzo rzadko narzekała.
    Moja Agatka była śliczna
    I miała takie piękne plany...
    Dlaczego muszę pisać BYŁA???
    Dlaczego Boże ukrzyżowany???

    Halina-mama Agatki



  • m-i-l-v-a 03.02.09, 00:08
    Halinko, od dawna tu nie zagladałam, a dzisiaj tylko pobieżnie. A w tym
    momencie... i nie tylko tu zrobiło mi sie bardzo miło. Kilka pozytywnych
    informacji i ten ciepły watek. Dla mnie również bycie na tym forum jest bardzo
    ważne... i pomimo, ze nie zawsze piszę, to zawsze przeżywam, to co piszą inni.
    To Ty robisz tu kawał dobrej roboty: podnosisz, pocieszasz i tak pięknie mówisz
    do Agatki o swoich uczuciach....
    To forum jest wyjątkowe, dzięki takim ludziom jak Ty....Tu spotkałam prawie
    wyłącznie takich...
  • halas1961 03.02.09, 16:49
    m-i-l-v-a napisała:

    > Halinko, od dawna tu nie zagladałam, a dzisiaj tylko pobieżnie. A w tym
    > momencie... i nie tylko tu zrobiło mi sie bardzo miło. Kilka pozytywnych
    > informacji i ten ciepły watek. Dla mnie również bycie na tym forum jest bardzo
    > ważne... i pomimo, ze nie zawsze piszę, to zawsze przeżywam, to co piszą inni.
    > To Ty robisz tu kawał dobrej roboty: podnosisz, pocieszasz i tak pięknie mówisz
    > do Agatki o swoich uczuciach....
    > To forum jest wyjątkowe, dzięki takim ludziom jak Ty....Tu spotkałam prawie
    > wyłącznie takich...


    I czyz nie napisalam prawdy ,ze spotkalam tu milych ludzi:):):)Dziekuje. Wiersze
    - Agatka by powiedziala, ze maja wyjatkowo czestochwskie rymy.
    Halina-mama Agatki
  • halas1961 03.02.09, 16:53
    Dzisiaj o 9 rano minelo 9 miesiecy jak moja Agatka odeszla:(:(:(
    Ale wciaz jest ze mna. Tylko tak bardzo brak jej glosu, spojrzenia, opowiadan,
    usmiechu, tak bardzo jej brak...

    Halina-mama Agatki
  • amberka2 03.02.09, 18:25
    Pani Halino
    Strasznie Pani wspolczuje. jest Pani takim dobrym duszkiem tego
    forum. Pani slowa dodaja mi sily. Ja stracilam moja ukochana
    mamusie. A trzy cztery miesiace temu sama poraz pierwszy zostalam
    mama. Mamusia tak bardzo chciala byc babcia. Tak bardzo sie cieszyla
    na pierwsza wnusie. Tak bardzo mi jej brakuje. Jej rad, dzielenia
    sie wszystkim co dotyczy wnusi. Nie ma dnia, zebym o niej nie
    myslala. jej choroba i smierc przyszly tak nagle. jescze w marcu sie
    wydzialysmy. Bylysmy razem w operze, kupowalysmy ciuszki dla
    dzidziusia. Zycie jest naprawde pelne niespodzianek i niestety tych
    smutnych.
  • halas1961 03.02.09, 19:17
    Dziekuje za dobre slowo. JAk wspaniale, ze masz coreczke. Dzieci nadaja sens
    naszemu zyciu. Kiedy sa dzieci rodzina jest wtedy naprawde rodziną. Kochaj ja ,
    ciesz sie nia i jesli masz taka mozliwosc badz z nia jak njdluzej w domu. Nie
    spiesz sie z pojsciem do pracy.
    Czasem choc na razie bardzo rzadko przychodzi mi taka mysl:
    Jak to dobrze, ze moja Agatka byla ze mna chociaz te 24 lata, ze nie zabral jej
    Bog gdy byla malenka. Bo wtedy tez byl okres ze jej zycie bylo zagrozone. Jak to
    dobrze ze moglam sie nia cieszyc, ze mialam okazje sie od niej wielu rzeczy
    nauczyc, ze czeka tam na mnie...
    Ale czesciej jest mysl inna, dlaczego jej zycie tak szybko sie skonczylo,
    dlaczego musiala cierpiec, dlaczego...
    Wiem ,ze te pytania sa powtarzane wkolko i wkolko i ze nie ma na nie odpowiedzi.
    Staram sie tlumaczyc to sobie, ze taka wola Boga, taki byl jej czas, tam jest
    bardziej potrzebna, itd., itd.
    Wiem tylko napewno, ze w jakis sposob Agacia nad nami czuwa i mam duza nadzieje,
    ze jest jej tam dobrze. Kiedy nam sie sni, np.ostatnio bratowej, zawsze jest
    taka pogodna, radosna, tak pieknie wyglada i sie smieje i ma tyle do
    powiedzenia. I zawsze ma takie piekne wlosy (pdczas terapii wlosy jej sie
    odbarwialy na siwo i bardzo sie przezedzily). Jak byla mala miala grube blond
    warkocze. wszyscy jej zazdroscili takich pieknych gestych wlosow. Mialy taki
    kolor jakby byly zrobione na blondzie jeszcze jasniejsze blond pasemka. Byla
    bardzo grzecznym dzieckiem. W wieku 4 latek juz umiala czytac tak jak dzieci pod
    koniec zerowki. Bardzo lubila plywac, uwielbiala koty. W wozeczku dla lalek
    wozila zamiast lalki kotka.
    Koty kochala do ostatnich swoich dni. Miala bardzo dobry gust.
    Marzyla o tym, ze jak skonczy studia otworzy swoj sklepik z markowymi
    kosmetykami i perfumami. To bylo jej hobby. Miala bardzo duza wiedze w tym
    temacie. Choroba przyszla tak niespodziewanie, tak szybko musielismy stracic
    nadzieje, tak szybko...
    Agatka... nasza radość, nadzieja, nasza miłość...
    Pozdrawiam
    Halina-mama Agatki
  • amberka2 03.02.09, 20:36
    Bardzo kocham moja mala pszczolke i na razie nie wracam do pracy. Z
    reszta w zeszlym roku zdobylam dodatkowe kwalifikacje dzieki nim
    moge wykonywac prace w domu.

    Pani Halino moja babcia skonczyla w listopadzie 102 lata i pochowala
    juz 3 z szesciorga swoich dzieci. Pierszego synka jeszcze w latach
    trzydziestych gdy mial pare miesiecy. Drugiego syna 18 lat temu, gdy
    mial 44 lata i teraz moja mamusie. Babcia juz nie wszystko
    kontaktuje, ale wiedziala o chorobie mamy i ciagle sie o nia pyta.
    Dlaczego jej nie odwiedza. A rodzina boi sie jej powiedziec, ze jej
    corka nie zyje. Dla mnie to troche nieuczciwe, ale poniewaz to nie
    ja opiekuje sie babcia, wiec i decyzja nie lezy w mojej gestii.
    Kiedy zmarl moj tata, babcia strasznie plakala i pytala czemu to nie
    ona. Twierdzila, ze juz swoje prezyzyla. Rok temu powiedziala, ze
    Pan Bog chyba o niej zapomnial.
    25-letni syn mojej kolezanki z pracy poplenik w zeszlym roku
    samobojstwo. Skoczyl z 7 pietra. Byl ukoachanym jedynakiem rodzocow.
    Bylam nawet zla na niego: ludzi chorzy walcza o zycie , a on tak
    sobie skoczyl i zrujnowal rodzicom zycie. A jego matka zmagala sie z
    rakiem piersi. Robila to dla niego , udalo jej sie , a on zakonczyl
    swoje zycie.

    Z kolei brat mojego meza zginal w wypadku jak mial 6 lat. tesciowa
    do dzisiaj nie otrzasnela sie po tej tragedii, choc minelo juz 30
    lat.

    Nie wiem dlaczego tak sie dzieje w zyciu.....Nie rozumiem dlaczego
    Bog-jesli jest- kaze nam tak cierpiec. Dlaczego daje nam uczucia?
    Gdybysmy ich nie mieli jakze latwiej byloby nam zyc prawda??? Tak
    jak zwierzatka, ktore nie oplakuja smierci sowich bliskich.
    Ja rowniez nie rozumiem dlaczego moja mama musiala odejsc wlasnie
    teraz? Fakt, mam miala juz 70 lat, ja mam 32 i ciagle dopytywala
    sie kiedy wreszcie zostanie babcia. I kiedy jej marzenie wreszcie
    sie spelnilo musiala odejsc.... Dlaczego??? Dlaczego nie dane jej
    bylo nacieszyc sie wnusia? Mama zawsze byla pelna energii, nigdy na
    nic nie chorowala, a tu masz przyszla jedna choroba i zabila ja w
    ciagu niespelna pieciu miesiecy od diagnozy.... Bol jest ogromny.

    Kocham moja babcie, ale czasem mam jakis taki zal, ze ona jeszcze
    zyje, a mamy juz nie ma. WIem , ze to chore, ale tak wlasnie czuje.
    Nikomu z rodziny o tym oczywiscie nie powiem.
    Ja rowniez probuje sie pocieszac, ze mialam wspanialych rodzicow.
    Tata odszedl, gdy mialam 18 lat. Poszedl do pracy i umarl na zawal.
    Teraz odeszla mama. Mimo ze mam 32 lata czuje sie jak mala
    osierocona dziewczynka..
  • halas1961 03.02.09, 22:30
    Dziekuje za odpowiedz. Napisze jeszcze apropo tego zdania:
    "Kocham moja babcie, ale czasem mam jakis taki zal, ze ona jeszcze
    zyje, a mamy juz nie ma. WIem , ze to chore, ale tak wlasnie czuje." Nie tylko
    Ty tak czujesz, ja tez mam czasem takie odczucia.
    I jeszcze strasznie na mnie dziala jak np. ktos ze starszych ludzi mowi:"oj
    jeszcze mloda byla miala dopiero 70 lub 80 lat mogla jeszcze pozyc." Na sile
    musze sie hamowac zeby nie skomentowac, ze bzdury mowia, mowiac ze mloda. Bo
    przeciez moja Agatka miala tylko 24 lata.
    Bardzo zle sie z tym czuje , ze czasem mam takie odczucia, ale nic na to nie
    poradze. Ale skoro nie jestem w tym sama to moze to tak ma byc przez jakis czas.
    Spokojnej nocy
    Halina-mama Agatki
  • grazyna1965 03.02.09, 22:50
    Halinko. Twoja Agatka umarła 9 miesięcy temu, moja Patrynia 12.
    Dzisiaj mam strasznie trudny dzień, zresztą w moim zyciu już nie ma
    łatwych dni. Już wiem, że muszę każdego dnia uczyć się żyć bez mojej
    Patryni. Jest to tak strasznie trudne, sama wiesz. Czytam codziennie
    Twoje wpisy i muszę powiedzieć, że dają mi odrobinę siły. Masz tyle
    wiary w sobie, ja sie codziennie tego uczę. Każde przebudzenie
    zaczynam od uporczywego myślenia co mi się śniło. Juz tak dawno nie
    śniła mi się Patra. Wyczekuję tego snu bo tylko tak mogę Ją
    zobaczyć, chociaż przez chwilkę. Chcę wierzyć, że życie tutaj to
    naprawdę chwila i że Tam już czeka na mnie moja córcia. Codziennie
    modlę się żeby Bóg otoczyla Ją miłością, żeby była Tam szczęsliwa.
    Niczego nie pragnę już poza tym żeby Jej bylo Tam dobrze i żebyśmy
    spotkały się Tam. Piszesz tak pięknie o swojej Agatce, tylko serce
    matki może tak pisać o swoim dziecku. Ja też dziękuję Bogu, że
    pozwolił mi na ten cud jakim jest Patra. Obdarzyl mnie dzieckiem
    wyjątkowym,wrażliwym, o ogromnym sercu dla ludzi. To Ona mnie uczyła
    wszystkiego, to przy Niej stawałam się lepsza. Jej miłość była
    najpiękniejszym darem od Boga. Nie rozumiem tylko dlaczego Bóg
    rozdzielił nas..nie powinien był pozwolić na to, żeby matka stała
    nad grobem swojego dziecka. Pomylił się, tak samo jak u Ciebie i u
    wzystkich osieroconych matek. Nie mam więcej dzieci, Patra
    wypełniała mi cały świat..a teraz Jej nie ma i świat jest inny.
    Życie jest inne. Już nie kocham go..dla mnie zatrzymał się świat 3
    lutego. Teraz to tylko trwanie. Muszę trwać żeby iść Tam gdzie
    Patra. Mam tylko nadzieję, że prawdą jest, że życie to tylko chwila.
    Za 3 dni moja Patrynia skończyłaby 24 lata..kolejne Jej urodziny Tam.
    Pozdrawiam Cie Halinko i życzę siły w tym nowym życiu..życiu bez
    naszych dzieci.
    Grażyna, mama Patryni
  • waga_a 03.02.09, 23:12
    Jak już pisałam mój 25-letni Synek umarł na raka prawie trzy lata temu. Stoczył
    nadludzką walkę z nowotworem i przegrał. Był także wyjątkowy - przystojny, mądry,
    zdolny, dobry i taki radosny. Właśnie skończył podyplomowe studia, gdy
    dowiedział się o śmiertelnej chorobie.
    Ale Go już nie ma , a ja nie mogę powrócić do żywych. To był po prostu nokaut i
    ja już nie podniosę się z kolan. I też bez przerwy dręczy mnie pytanie,
    dlaczego Bóg, tak miłosierny daje matce tę wyjątkowa miłość do swojego dziecka a
    potem pozwala patrzeć i trwać w takim cierpieniu. To nie może być prawda, że
    jest w tym jakiś głębszy sens.. to dźwiganie krzyża, kara za niepopełnione
    winy..

    Synku mój, tak bardzo mi Cię brakuje, tak potwornie tęsknię..

    Drogie mamy, które utraciły swoje dzieci, jesteście mi tak bliskie, bo łączy nas
    to samo niewypowiedziane cierpienie,
    Pozdrawiam Cię Halinko i Grażynko serdecznie, dzieląc ten sam ból.

    Gosia
    Gosia
  • maretta111 03.02.09, 23:48
    Halinko cudowna mamusiu anielskiej Agatki te modlitwy dostałam do
    cioci(cioteczna siostra mojej mamy,a chrzestna mojego braciszka(*)).
    postanowiłam przesłać je Tobie, mam nadzieję że w żaden sposób nie uraziłam. Ja
    swojej mamie wydrukuję, a ona umieści przy zdjęciu brata, może Ty też tak
    zrobisz,ale już wybór należy do Ciebie. Dziękuję za wsparcie i zrozumienie.
    MODLITWA MATKI PO ŚMIERCI DZIECKA
    O Zbawicielu mój, który przez miłość dla mnie poniosłeś wszystkie cierpienia
    okrutnej Męki i Śmierci, przyjmij w bólu ten kielich goryczy. Składam dziś moje
    rozdarte serce, które jest podane Twojej woli. Ufam, że jak niegdyś płakałaś nad
    śmiercią przyjaciela, tak teraz nie potępisz łez matki. O Panie, chociaż dałeś
    mi przez to dziecko wiele szczęścia na ziemi, to jednak pozostając dziś po jego
    śmierci w niezmiernej boleści, zdaję się bezwarunkowo na Twoją wolę. O mój boże,
    Stworzycielu i Panie Wszechrzeczy,pragnę ze sługą Twoim Hiobem błogosławić w Tym
    doświadczeniu święte imię Twoje. O pocieszycielu mój, nie dozwól, aby ból
    wyrwał mi z serca jakieś słowo, mogące się Tobie podobać. Wyrzekam się wszelkiej
    skargi,a nawet myśli, która nie byłaby zgodna z chrześcijańskim poddaniem się
    Tobie. Spraw, o panie, niech boleść moja nie stanie się rozpaczą, niech się jej
    nie poddaję i niech nie zaniedbuje moich obowiązków. Daj mi siłę do czuwania nad
    szczęściem tych, którzy mnie otaczają. Powstrzymaj moją wyobraźnię, gdy
    udręczenie do obłędu mnie prowadzi. Niech w Tobie, mój Boże, odnajdę moc i pociechę.
    Niepokalana Maryjo Panno, Matko Boża, błagam Cię przez boleść ,jaka rozdarła
    Twoje serce, gdy martwe ciało syna Twego, po zdjęciu z krzyża, na Twym złożono
    łonie. Dozwól mi , abym jak Ty z uległością przyjęła ten miecz, który przeszył
    moją duszę. Błagam Cię, otwórz dla mnie swoje serce, abym mogła łączyć moje
    cierpienie z Twoim. Daj mi łaskę trwania w cichości i pokorze u stóp krzyża.
    AMEN
    GDY NAPOTYKAMY PRZECIWNOŚCI
    Prosiłam Cię Panie o siłę,
    abym mogła osiągnąć sukces.
    uczyniłeś mnie słabą ,
    abym nauczyła się posłuszeństwa.

    Prosiłam cię o bogactwo,
    abym mogła być szczęśliwa,
    otrzymałam ubóstwo,
    aby być mądrą.

    Prosiłam Cię o władzę,
    aby uzyskać poszanowanie wśród ludzi,
    uczyniłeś mnie słabą,
    abym miała potrzebę Ciebie.

    Prosiłam Cię o przyjaźń,
    abym nie była sama,
    dałeś mi serce do kochania,
    wszystkich braci.

    Nie otrzymałam nic o co prosiłam,
    oczekiwałam jednak wszystko to,
    czego oczekiwałam.
    Dzięki ci Panie!
    MODLITWA PO ŚMIERCI MOJEJ NAJDROŻSZEJ CÓRKI AGATKI
    O Jezu, mój Boże i Zbawicielu, we łzach z obolałym sercem do stóp Twoich
    przychodzę po stracie mojej kochanej córki Agatki. Tylko w Tobie i tylko w
    modlitwie za jej duszę ulgę i pociechę znajduję. Panie mój, jak ciężko dotknąłeś
    mnie, zabierając mi tą, której życie dawało mi tyle szczęścia. Uwielbiam Twoją
    wole, której zamiary są nieprzeniknione. Ona zawsze jest pełna miłosierdzia.
    Usiłuję poddać się jej z ufnością. Mój Zbawicielu, przyjmuje ten bolesny krzyż,
    jakim mnie obciążyłeś i łącząc go z Twoim Krzyżem, błagam Cię tylko, pomóż mi go
    nieść, abym nie upadła. Wydaje mi się on ponad moje możliwości i siły, ale ufam,
    że Ty mnie i duszę zmarłej córki Agatki ogarniesz swoim nieskończonym
    miłosierdziem. Roztocz nad nią wiekuistą światłość oblicza Twego. Nie pamiętaj
    Panie jej grzechów i niewierności. Na zadośćuczynienie za nie przyjmij jej
    modlitwy, smutki, cierpienia, cnoty i dobre uczynki. Przyjmij także moje
    cierpienie i modlitwy i połóż to wszystko na szali wielkiego miłosierdzia
    Twojego. O mój najukochańszy Jezu, który dla zbawienia tej duszy urodziłeś się w
    stajence, żyłeś w cierpieniu, umarłeś na krzyżu-okryj swą łaską i zasługami
    Twymi. Powiedz do Ojca Twojego: "Ojcze odpuść jej", a do Matki swojej: "Oto syn
    Twój",a do duszy jego:"Dziś ze mną będziesz w raju"
    O Jezu Najmiłosierniejszy, zlituj się nad tą duszą, Tobie ja polecam i w ręce
    Twoje ją oddaję. Otwórz jej swoje serce, aby w nim zamieszkała na wieki.
    AMEN
  • halas1961 04.02.09, 20:01
    Coz mam odpisac, slow mi brak. Dziekuje rowniez za piekne modlitwy.
    Pozwolilam sobie napisac dla nas, osieroconych matek ponizszy wiersz jakby moja
    coreczka, (ktora ma jutro imieniny)powiedziala tzw. czestochowskie rymy:):):)

    My, matki w czarnych welonach
    już do końca swych dni.
    My, matki patrzące tak w przeszłość
    wciąż łza na rzęsach nam lśni.
    My, matki żyjące z dnia na dzień
    w tęsknocie za dziećmi swymi.
    My, matki nieutulone w boleści
    tak bardzo cierpimy, cierpimy...

    pozdrawiam cieplo wszystkich, wszystkich
    Halina-mama Agatki


  • annmaria 04.02.09, 21:27
    Tak... Bog zabiera Anioly. Moze mu ich w niebie brakuje?
    --
    Dni za dniami mijają przyspieszając wciaz biegu...aż się urwą...Za marzeniem
    nadąrzyć nie mogą...A pytanie odwieczne CO na tamtym jest brzegu? Pali usta i
    ludziom i Bogom...
  • hanka_m 05.02.09, 17:58
    Halinko,
    wiem, że tu wszyscy jestesmy anonimowi, ale czy mogłabyś przysłać mi
    zdjęcie Twojej ślicznej Agatki i Twoje, nie wiem czemu, ale bardzo
    chciałabym Ją zobaczyć.Tylko jesli nie masz nic przeciwko temu.Hanka.
  • halas1961 05.02.09, 18:58
    Haniu podaj mi swoj adres emailowy, bo ja nie wiem jak tu sie te adresy ktore
    nadaja nam przy rejestracji odczytuje.
    Halina-mama agatki
  • maretta111 06.02.09, 06:58
    Halinko pisałam do ciebie na gazetową pocztę, ale wiadomość nie dochodzi, podaję
    maila i proszę Ty się odezwij, bo chce napisać do ciebie kilka słów.
    maretta111@gazeta.pl
  • hanka_m 06.02.09, 12:33
    Halinko, moj adres mejlowy to hanka_m@gazeta.pl Dziękuje za piękny
    wiersz w moim watku "mysle o Mamie".
  • halas1961 06.02.09, 21:04
    I ciągle mam ją przed oczami,
    I ciągle stoi przy mnie żywa.
    Ja wiem, powiedzą mi niektórzy
    Ona już teraz jest szczęśliwa.
    I ciągle widzę blask w jej oczach,
    I to jak bardzo dzielna była.
    Jak czule ze mną się żegnała
    I to jak bardzo mnie kochała.
  • halas1961 08.02.09, 08:39
    Twoje różne twarze
    Twoje różne spojrzenia
    Na każdym zdjęciu inne
    Co chwilę to się zmienia
    Na tym gdy byłaś mała
    jesteś bardzo wesoła
    a tutaj z bratem biegniesz
    A tam koleżanki i szkoła
    Tutaj gdy byłaś w lesie
    a na tym przy stole siedziałaś
    Tu w Częstochowie na mostku
    Włosy odgarniałaś
    To duże zdjęcie jest smutne
    zaraz po operacji
    Choć slicznie na nim wyglądasz
    Tyle w spojrzeniu gracji.
    Wszędzie mam postawione
    twoje zdjęcia kochanie
    Bo one chociaz troszkę
    przybliżają spotkanie.

    Halina - mama Agatki


  • halas1961 09.02.09, 22:45
    Moja córeczka, moja Agatka
    W niebie u Boga, na łące w kwiatkach
    Moja córeczka, moja ślicznotka
    tuli w obłokach czarnego kotka
    Moja córeczka, moja milutka
    Zawsze jest przy mnie, taka cichutka...

    Halina- mama Agatki
  • maretta111 10.02.09, 02:08
    piękne wiersze, pozdrawiam cieplutko dla naszych skarbów tam(*)(*)(*)
  • halas1961 12.02.09, 21:43
    Wstaję rano, jem śniadanie
    wychodzę z domu, wsiadam w autobus
    Jade do pracy, staram sie skupic
    Pracuje, pije herbate,
    staram sie byc mila,
    probuje rozmawiac z ludzmi
    wychodze z pracy, wsiadam do tramwaju, autobusu
    wracam do domu, chwile rozmawiam z synem
    z mama, wysluchuje ich,
    staram sie myslec o tym co do mnie mowia
    sprzatam lub nie, czasem robie zakupy, czasem gotuje
    czekam az maz o 20.00 zadzwoni,
    udaję dobry nastroj w rozmowie,
    opowiadam o pierdołach,
    odkladam sluchawke,
    wchodze jeszcze na forum
    staram sie usnac, udaje sie lub nie.
    Jak automat, jak automat, jak automat
    Robie to wszystko jak zaprogramowany robot
    I najwazniejsza mysl ktora całą dobe jest
    w glowie:AGATKA, AGATKA, AGATKA...
    Halina - mama Agatki

  • halas1961 12.02.09, 22:27
    I będę zawsze o Tobie myśleć
    I zawsze będę o Tobie marzyć
    I Twoje włosy z pudełeczka
    Będę przytulać do swej twarzy
    I będę gładzić Twoje bluzki
    Pachnące Tobą, perfumami
    Będę ubierać Twoje korale
    Będę malować się szminkami
    I zawsze będę Ciebie kochać
    Tak bardzo, bardzo ponad życie
    I będę wciąż za Tobą tęsknić
    I będę płakać za Tobą skrycie.


    Halina-mama Agatki

  • waga_a 12.02.09, 23:09
    Dokładnie tak, żyję jak automat, przywdziewam różne maski,aby ukryć cierpienie,
    aby nie wprawiać kogoś w zakłopotanie, takie ciągłe udawanie, że już w porządku
    albo przynajmniej dużo lepiej..
    A tak naprawdę w głowie tylko jedna myśl - mój Synek, mój cudowny Synek...
    Dobranoc Halinko!
  • halas1961 16.02.09, 22:29
    Biała pierzynka za oknem,
    biała pierzynka na drzewie.
    A moje myśli leniwie
    krążą wokoło Ciebie.
    I nic się nie chce robić,
    I na nic nie mam siły.
    Wspominam tylko ciągle
    te dni które już były.
    Biała pierzynka w ogrodzie,
    Dzieci lepią bałwana.
    A ja przypominam sobie
    Jak Ty to robiłaś kochana...

    Halina-mama Agatki







  • halas1961 17.02.09, 22:27
    Agatka - światło moich oczu
    i powiew wiatru w upalny dzień
    To moja radość, moja nadzieja
    moje słoneczko i mój cień
    To moja miłość, moje kochanie
    Los nam okrutny zesłał rozstanie.

    Halina - mama Agatki
  • halas1961 20.02.09, 19:48
    Dzis mam strasznie smutny dzien. Jednak wciaz jestem bardzo nieodporna na
    nieprzyjemne slowa. Ktos mi dzis zwrocil uwage(duperele-jednym slowem,ale bardzo
    mnie to zabolalo). Jacy ludzie sa nieczuli i glupi. Pol dnia rozzalam sie nad
    soba, nad swoim zyciem, nad moim dzieckiem i wyje...Dzis nie mam ochoty na zadne
    rozmowy, na kontakty z tymi co wokol, bo i tak nic nie rozumieja. Mam zal do
    wszystkich wokol, ze sa szczesliwi, ze im nikt nie choruje, ze wszystko sie
    udaje . Ida przez zycie bez tragedii.
    Zla jestem na tych wszystkich, na ich smiech, szczescie, plany, na to ze sa
    tylko zapatrzeni w swoje sprawy.
    To glupie,ale tak sie dzis czuje. Mam dzis dosc wszystkiego...
    Halina-mama Agatki
  • hanka_m 20.02.09, 20:52
    Ja też dzis miałam nieprzyjemna sytuację w pracy, ale jestem na to
    jakoś obojętna. Też mnie to wkurza, że inni zyją sobie, przejmują
    się głupotami i nawet nie zdaja sobie sprawy co to jest prawdziwe
    nieszczęście. A ode mnie wymagają, żebym przeszla nad śmiercią mamy
    do porządku dziennego bo to przecież "takie jest życie". Tylko czy
    by tak mówili gdyby ich to spotkało? Oni sa nieszczęsliwi bo muszą
    PiT złożyć do urzędu skarbowego i takie są ich "wielkie" problemy.
    Trzymaj sie Halinko, musimy te gorsze dni jakoś przetrwać bo co
    możemy zrobić? Tylko czekać, że kiedyś sie znowu spotkamy z tymi
    którzy od nas odeszli. Ja bym chciała żeby to było już.
  • grazyna1965 20.02.09, 22:16
    Mamo Agatki..niestety, ja co raz częściej ,,łapię" się na tym, że
    zazdroszczę wszystkim mamom, które mają swoje dzieci. Jestem wręcz
    wściekła, że jak to, moje dziecko nie żyje a inne młodzi ludzie
    bawią się, są szczęśliwi? Wiem, że to głupie, bardzo staram się
    uciekać od takich myśli bo wiem, że nie mogę mieć do ludzi
    pretensji, że ich nie spotkała taka tragedia.Ale czasami to jest
    silniejsze ode mnie. W pracy ciągle słyszę opowieści o swoich
    dzieciakach, wnukach...stoję obok i zaciskam zęby żeby nnie
    wybuchnąć. Usmiecham się, udaję, że słucham choć tak naprawdę mam
    ochotę krzyczeć...nie mówcie mi o swoim szczęściu bo mnie to boli.
    To tak jakby najedzony opowiadał o smakołykach a głodny
    przysłuchiwal się temu. Jestem głodna mojego dziecka, tak strasznie
    tęsknię za Nią a muszę słuchać tych wszystkich opowieści. Datego
    unikam ludzi, spotkań towarzyskich..najlepiej czuję się w domu.
    Tutaj nie muszę patrzeć na szczęście innych. Wiem, że Ci ludzie nie
    robią tego ze świadomością sprawienia mi przykrości..po prostu
    opowiadają o swoich dzieciach. Kiedy ja chcę też coś powiedzieć o
    mojej córeczce to spuszczają głowy i zmieniają temat. Nie dają mi
    prawa opowiadać o moim dziecku, tak jakby Jej wcale nie było.A ja
    też chcę opowiadać co Patra robiła, jaka była, co lubiła. Nie mogę,
    moje dziecko nie żyje..nie wolno mi mówić o Niej. Musze być taktowna
    i nie wprawiać ludzi w zakłopotanie. Ludzie mogą mnie ranić, mnie
    nie wolno. Tak to wygląda. 12,5 miesiaca od śmierci mojego dziecka
    nie wolno mi o Niej mówić. Czasami nieawidzę ludzi...przepraszam,
    ale też mam ciężki wieczór.Chyba kolejne załamanie..
  • halas1961 21.02.09, 08:00
    Haniu i Grazynko dziekuje wam za slowa wsparcia.
    Masz racje Haniu olac tych co sa niemili, postanowilam ze bede unikac rozmow z
    ta osoba. Grazynko wiesz ja zaczelam pracowac i niby fajnie bo dlugo bylam w
    domu, itd... Ale mam identyczne odczucia jak Ty, naprawde identyczne.
    Najchetniej jednak bylabym w domu tu nie musz nic udawac, nie musze sie glupio
    usmiechac, przystosowywac sie do sytuacji, wyslychiwac o czyichs dzieciach, o
    ich planach, o duperelach typu pit. Zeby tak sie udalo dzis wygrac w totolotka
    to nie musialabym pracowac, zmuszac sie do bycia mila. Tez chce mowic ze moja
    corka to lubila , tak robila, tak sie ubierala, chce mowic o niej i tak samo
    reaguja. Pomyslalam dzisiaj, po co ja udaje zainteresowanie i odpowiadam kiedy
    ktos mowi o swoim dziecku a na moje slowa o Agatce nie reaguja. A gdybym tak
    przestal udawac i przestala sluchac i nie odpowiadala kiedy mowia o sobie ,
    swoich dzieciach. Ciekawe jaka bedzie reakcja, po co sie meczyc ...Nie chcecie
    mnie sluchac i ja was nie bede.
    Mam jednak jeszcze dzis zly dzien, ide wezme xanax.
    Pozdrawiam
    Halina-mama Agatki
  • hanka_m 21.02.09, 08:49
    Tak, ludzie nie lubią słuchać jak mowię o mamie, zmieniają temat,
    albo milczą, ale wydaje się, że nie robią tego specjalnie, są
    zakłopotani, albo wydaje im się, że opowiadanie o mamie mnie boli, a
    ja chcę ją wspominać. Nad biurkiem w pracy przypięłam sobie
    maluteńkie zdjęcie mamy, koleżanka zauważyła i spytała po co to
    zrobiłam, przecież patrzenie na nią napewno mnie boli. Ona po prostu
    nie rozumie...
  • bie-tka 21.02.09, 13:21
    Droga Halinko, dziękuję że mi tak pieknie napisałas na moim
    wątku "Mój Synuś". Dziś przeczytałam Twoją historię, jestem ...nie
    łatwo to okreslić bo słowo wzruszona to za mało. Ja swojego Synka
    straciłam nagle, do tej pory nie wiem co było pośrednia przyczyną
    śmierci bo nie ma jeszcze wyników sekcji zwłok, bezpośrednią było
    oczywiście zatrzymanie krążenia.4.02 wieczorem poinformowano nas że
    Adaś zasłabł i jest w szpitalu na oddziale ratunkowym, to był szok
    jakiego w zycu nie przezżyłam. Ubrana w byle co pojechałam z całą
    rodziną do szpitala w miedzyczasie dzwoniąc do kolezanki z której
    synkiem się przyjaźnił. Ona jest pielegniarką w tym szpitalu i
    akurat miała dyżur wiec zanim dojedziemy miała się dowiedzieć co i
    jak (zawsze mogę liczyć na jej pomoc).Wyszła po nas zaprowadziła na
    oddział i ulokowała w pokoju pielęgniarek, sama pobiegła na oddział.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka