03.12.08, 14:21
Byliśmy rodzeństwem tylko 32 lata, bo tyle mam ja, a on miał 37 i już go nie
ma, odszedł na zawsze. Tyle wspomnień marzeń i nic. niedokończone rozmowy,
plany na przyszłość. A dziś nie ma już go. Tak mi źle. Byliśmy zawsze
kochającym się rodzeństwem. Nie potrafię się pozbierać. Już tylko mama z
naszego klanu została się, taty nie ma 17 prawie lat(w styczniu, a do dziś nie
mogę się pogodzić, ) a brata pochowałam 1 grudnia. Mama przeszła zawał. Dwie
najbliższe osoby leżały na intensywnej terapii. Dzięki wsparciu przetrwałam.
Mam męża dzieci, ale on do pracy dzieci do przedszkola,a ja do szpitali, dwóch
różnych. Już wtedy czułam że Bóg mnie wypróbowuje czy wytrzymam, wytrzymałam.
Mama wyszła ze szpitala, a w piątek żegnaliśmy się z nim. Lekarze ostatecznie
zabrali nadzieje, godzinę po wyjściu ze szpitala telefon, że mój ukochany
braciszek nie żyje. Zawsze czułam jego wsparcie, był taka opoką, ale
zagubioną, nie chciał pomocy, często mówił że chce umrzeć. Mimo że był w
śpiączce pielęgniarki mówiły że nie ma motywacji do życia. Przykro mi było to
słuchać. A dziś krzyczałabym z bólu, że nie słuchałam co do mnie mówił, nie
dowierzałam w jego przygnębienie, musiał wiedzieć o swojej chorobie. Ukrywał,
zawsze był skromny. Zakochał się ożenił z kobieta, która nigdy go nie kochała,
odeszła od niego, nie biorąc rozwodu. Bóg jej problem rozwiązał. Dlaczego
braciszku zostawiłeś nas, tak bardzo chciałeś iść do taty, to nie nasze
modlitwy, to Twoje prośby zostały wysłuchane,a Bóg znów pokazał mi swoją potęgę.
Śpieszmy się
Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
zostaną po nich buty i telefon głuchy
tylko co nieważne jak krowa się wlecze
najważniejsze tak prędkie że nagle się staje
potem cisza normalna więc całkiem nieznośna
jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy
kiedy myślimy o kimś zostając bez niego

Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna
zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście
przychodzi jednocześnie jak patos i humor
jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej
tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu
jak dzwięk troche niezgrabny lub jak suchy ukłon
żeby widziec naprawde zamykają oczy
chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzec
kochamy wciąż za mało i stale za późno

Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze
a bedziesz tak jak delfin łagodny i mocny

Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą
i nigdy nie wiadomo mówiac o miłosci
czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą


ks. Jan Twardowski
Edytor zaawansowany
  • halas1961 03.12.08, 20:57
    Lacze sie z Toba w bolu. Czlowiek ,jesli nie doswiadczyl go jeszcze Bog w
    podobny sposob mysli: Ja bym tego nie wytrzymala, nie dalabym rady, jaka Ty
    jestes dzielna. A to wcale nieprawda. Czlowiek moze zniesc bardzo, bardzo wiele
    - zwlaszcza dla tych ktorych kocha i tylko potem czasem mysli: " Zal ze sie za
    malo kochalo , ze sie myslalo o sobie. Chocby sie lzy wyplakalo, to teraz
    wszystko za malo..."(ks. Twardowski)
    Pozdrawiam
    Halina- mama Agatki
  • maretta111 04.12.08, 08:50
    Tak to prawda wszystko można przeżyć, ale takie tragedie przytłaczają, 16 lat
    temu straciłam tatę i do dziś boli, a brat... Całe dzieciństwo i młodość byliśmy
    razem, mogliśmy na siebie liczyć, on nie chciał być z nami i to mnie jeszcze
    bardziej przytłacza, chciał bardzo umrzeć i wszystko robił by do tego doszło.
    Obwiniam siebie że nic nie mogłam mu pomóc, może nie słuchałam co do mnie mówi,
    a dziś zostawił mi mamę, ona wygląda jak ta matka bolesna. Jak się z nim
    żegnała, bo mówili lekarze że nie przeżyje nocy (ona wierzyła że może stanie się
    cud)całowała jego siniejące już stopy. nie życzę wrogowi żeby w życiu musiał
    żegnać się z bliską osobą, wiedząc ze odchodzi . Do ostatniego tchnienia
    wierzyłam ja, mama i bratanek że stanie się cud. Jak mogli niektórzy z rodziny
    patrzeć mamie w oczy i mówić,że on odchodzi. Albo jeszcze lepiej. Pogrzeb brata,
    jedna z cioć, która postawiła sobie pomnik obok naszego z pretensjami do nas że
    polbruk zabrudzony, bo jak kopali bratu grup, to wiadomo i zabrudzone, ale
    wszystko do naprawienia. Jak ona mogła to mojej mamie powiedzieć, w momencie jak
    ona padała na mogiłę syna, na te liczne wieńce, kwiaty. To siostra?Nie kopie się
    leżącego. Z pretensjami w takiej chwili. Mój Boże ileż to człowiek musi znieść
    jeszcze w cierpieniu? Braciszku kocham i proszę przyśnij się, wiem ze nie miałeś
    motywacji do życia,a le powinieneś zostać z nami, to dużo za wcześnie.
  • czarna.beauty 30.08.13, 16:43
    moj brat zginal w wypadku samochodowym....
    kazdego wieczoru zmawiam modlitwe z aniego i jego male dzieci (zostawil mala dwojke 2 i 4 lata) bardzo cięzko pogodzic sie ztym, że juz nie zajdzie do mnie nie zobacze usmiechu jego...nie zatanczymy razem na jakims sylwestrze.... w ostatnim czasie nie specjalnie dogadywalismy się...mial problemy w malzenstwie zona wiecznei niezadowolona straszyla go rozwodem, zabierala dzieci i w odwecie wyjezdzala za kare jak sie jej cos nie podobalo.... on anawet juz powiedzial, że tak mu z tym ciezko, że chyba nastapi ostateczne rozstanie.... nie zdążył umarł odszedł/...................................ona tak plakala tak przezywala a po 3 m-cach juzwrzuca do sieci zdjęćia z nowym juz chce z nim tworzyc rodzine.... z jednej strony rozumiem jest mloda krew nie woda wrze... ale z szacunku dla zmarlego powinna chociaz sie troche ztym kryc a nei wszem i wobec pokazuje MAM NOWEGO PATrzCIE - przez to wszystko jest tak bolesne przeciez pol roku nawet nie minelo - boli to.....
    --
    czarna.beauty
  • marykal 07.03.18, 16:17
    maritto jesli jeszcze działasz na forum odezwij się ja też pochowałam brata i wiem co czujesz....Czułaś bo 10 lat temu.....
  • krolowazla 04.12.08, 10:54
    Wyrazy współczucia. Brak słów na więcej .
    --
    Nie ma tego złego , co by na dobre nie wyszło ;)
  • maretta111 04.12.08, 12:58
    dziękuję, tak mi ciężko, że coś mogłam zrobić, coś mogłam usłyszeć i nic,
    nadzieja umarła
  • kasik2222 04.12.08, 13:16
    trzymaj się i nie obwiniaj się, to nie ma sensu, nie jest to Twoja
    wina
  • krolowazla 04.12.08, 14:55
    Teraz już pozostał tylko zal, nie cofniesz czasu. Skoro lekarze nie mogli nic
    zrobić, to ty tez nie mogłas pomóc bratu.

    A słowa - no cóż, może brat tak mocno kochał, ze nie chciał Cie martwić swoimi
    sprawami i problemami.
    --
    Nie ma tego złego , co by na dobre nie wyszło ;)
  • maretta111 04.12.08, 15:55
    Ja, mama i brat byliśmy ze sobą, związani
    on jak się okazało musiał wiedzieć o swojej chorobie, a mimo to robił wszystko
    żeby szybciej umrzeć, ciągle o tym mówił, że chce do taty i już , tak nam teraz
    jest ciężko, ze nie chciał zostać z nami, braciszku kochany dlaczego. Kochał
    swoja żonę do ostatniego tchnienia, a ona go nigdy, zawsze był tylko niczym w
    jej życiu, a on mówił, ta albo żadna. Można by mówić niezgodność charakterów
    itp. nie to po prostu brak miłości od początku tak było. Teraz jak analizujemy
    różne sytuacje z życia to jesteśmy pewni, z eona go nie kochała, on nie miał
    motywacji, żeby zadbać o swoje życie, mówiliśmy mu jak nie raz był załamany żeby
    sobie znalazł inną itp, nie chciał. A ona teraz będzie szczęśliwa, dziecko
    dostanie większą rentę , niż alimenty zasądzone. nigdy nie wzięli rozwodu, od
    półtora roku mieszkali oddzielnie. Mama płacze, aj muszę być silna wyję w
    poduszkę. Kłócę się z Bogiem, czemu on, a nie jakiś morderca, złoczyńca. Przez
    prawie 2 tygodnie jak leżał na intensywnej terapii, (bez jednego
    dnia)otaczaliśmy go modlitwą o zdrowie, liczyłam w dzień śmierci na cud, bo już
    powiedzieli że na pewno koniec. Myślałam sobie my dorośli grzeszni, ale jego 12
    letni synek, chrześniaczka tuż przed pierwsza komunią robiła ołtarzyki przez ten
    trudny czas, zapalała świeczkę , modliła się i nic, nikogo nie wysłuchał. a w
    zasadzie tylko mojego brata, bo on nie chciał żyć. Nie dane mu było przez pewien
    etap być szczęśliwym. Świeczka zgasła
  • edzia764 04.12.08, 17:26
    maretta ...nie mamy wpływu na śmierć - nawet najbliższych naszemu
    sercu osób ... możemy się tylko pogodzić z ich odejściem ...
    niestety Bóg sam wyznacza czas ... Łącze się z Tobą w tym wielkim
    bólu i żalu ....
  • basia446 04.12.08, 17:37
    Ja też niedawno straciłam najbliższą mi osobę - moją Mamę. I choć minęło już prawie 5 miesięcy, to wciąż nie mogę pogodzić się z Jej odejściem. Zgasła tak nagle, nikt z nas nie był na to przygotowany... Nikt nie myślał, że ten dziń może zakończyć się tak tragicznie. Po Jej śmierci długo nie mogłam sobie poradzić. Rozmawiałam z wieloma osobami, które próbowały mnie pocieszyć. Nikomu się nie udało. Ale jedna z moich koleżanek (pielęgniarka na oddziale wewnętrznym) powiedziała mi coś, co utkwiło mi w głowie i sprawiło, że zaczęłam się nad tym zastanawiać... Otóż powiedziała mi, że widziała wiele odejść z tego świata. Najbardziej zastanawiające jest to, że tak młodo umierają tylko dobrzy ludzie... Pan Bóg zabiera ich do siebie w nagrodę za dotychczasowe życie, "złym" daje kolejną szansę. Coś w tym jest. Wystarczy tylko się rozejrzeć.
    Pomyśl o tym, że Twój brat też otrzymał taka nagrodę. Może będzie Ci lżej... Mi ta myśl pomaga, pozdrawiam
  • halas1961 05.12.08, 09:03
    Kiedy odeszla w maju moja corcia Agatka pewna starsza pani powiedziala mi:"
    zobacz, idziesz do ogrodu, zbierasz kwiaty do wazonu na bukiet. Jakie wybierasz
    najpierw? Najpiekniejsze, prawda? Tak samo Bog ze swego ogrodu zabiera najpierw
    te najpiekniejsze dusze. Wiec staraj sie z tym pogodzic, nie utrudniaj dziecku
    przejscia, bo lzy matki sa jak kamienie tak ciezkie. Pozwol jej odejsc. Modlisz
    sie : Badz wola Twoja jako w niebie TAK I NA ZIEMI. Wiec dlaczego nie zgadzasz
    sie z ta wola? To Pan Bog dal Ci Agatke wiec i mial prawo ja zabrac. Ona
    nalezala przeciez od poczatku do niego. Ja wiem ze strasznie ciezko to przyjac
    do wiadomosci, ale moze choc troche te slowa Ci pomoga.
    Halina-mama Agatki
  • maretta111 05.12.08, 12:15
    Dziękuję serdecznie za słowa otuchy, u nas jest to jeszcze tak bardzo świeża
    rana, która nigdy nie zabliźni się. Dziś mija tydzień, jak usłyszałyśmy że stan
    pogarsza się, że coraz gorzej, po 17 .00 usłyszałyśmy że nie przeżyje nocy, a ja
    głupia wierzyłam w cud. A dziś patrzę na zdjęcia i te z pogrzebu i te jak
    jeszcze był wśród nas. Nie jest ich za wiele , bo zawsze był taki skromny, nie
    lubił obnosić się swoja osobą, to chrzestny mojego synka, tak chciał go chrzcić,
    a moje słońce i chrzestnego za 4 lata na komunii, nie będzie mieć. Wiele osób z
    rodziny, znajomi dzwonią , pocieszają, bo to takie niespodziewane(ale czy do
    śmierci można się przygotować). Wiele osób mówi jak na swój sposób przeżywa ich
    śmierć, co się dzieje z ich bliskimi, że nie mogą jeść, że siedzą nocami i
    pewnie zadają sobie pytanie, dlaczego? A co mówić, my, ja , mama, i bratanek. My
    tylko czekaliśmy na cud. Teraz po śmierci to ma wiele przyjaciół i ludzi,
    których dotknęła jego śmierć. Ale gdzie byli oni za życia, on się czuł
    opuszczony, samotny, żona sama nie chciała mieć z nim kontaktów i utrudniała z
    synem, a on tak pragną kochać i być kochanym. Tak nas nauczyła mama, przelała na
    nas morze miłości. Ja tą miłością obdarzam teraz dzieci i męża. Mąż nie potrafi
    mnie wesprzeć, nie umie. Nie mówię że jest zły,jest pracowity, ale nie
    uczuciowy. moja teściowa jak kiedyś u męża podejrzewano nowotwór, ja wyłam w
    poduszkę, bo może z rok po ślubie byliśmy to mi powiedziała że jak umrze, to
    znaczy ze sam sobie był winny. Ja nie wyobrażam sobie aby moja mama tak
    powiedziała. wiem są ludzie, którzy szybciej potrafią pozbierać się, po starcie
    kogoś bliskiego. Ja staram się być silna, dla siebie, dzieciom ale przede
    wszystkim mamie. Jest teraz u mnie, przez 3 dni pod rząd było pogotowie,
    bezdechy, duże skoki ciśnienia, drżenie mimowolne rąk i nóg, wykrzywienia buzi.
    Ale nie powiem że jest dobrze. Może jak byłaby sama byłoby jeszcze gorzej. Brat
    z nią nie mieszkał, ale tyle rzeczy jest u mamy ślady jego obecności, bo to nasz
    rodzinny dom. Wczoraj odebrałyśmy jego przybory ze szpitala, pomadkę która jemu
    usta smarowałam. na intensywnej terapii był 13 dni, nie dokuczył nam ,ludzie
    leżą miesiącami. Tą pomadkę będę trzymała jak talizman. przez pierwszy tydzień
    chodziłam do szpitala na intensywną terapię i do brata i do mamy, na przeszła
    zawał jak u niej na rękach tracił przytomność. Mówię mamie że może lepiej żeby i
    te 13 dni nie cierpiał, że może lepiej jak miał umrzeć to od razu, ale ona
    mówi,że za te dni dziękuje Bogu że on jeszcze dłużej był z nami. jak ja to
    wszystko przetrzymałam, dwie bliskie osoby na intensywnej terapii, nie wiem. Ale
    mama wróciła, a braciszek nie, gorzej jeszcze boli, tak jakby jodyny nalać na
    ranę, że on nie chciał żyć. Zasmucił mnie sms od jego synka, zapytałam jak się
    czuje, a on na to że jeszcze żyje. Tak biedny miał nadzieję na wyzdrowienie,
    planował że będą a razem chodzić na mecze. Mnie upoważnił, nie swoja mamę, żebym
    czytała tacie list, motywujący go do życia. Wyłam jak pierwszy raz czytałam, a
    czytałam bratu codziennie. Jedne zdanie brzmiało,że włożą szalik (jak pójdą na
    mecz) z napisem"Ty zwyciężysz dla nas , my zwyciężymy dla ciebie." Doskonale
    rozumiem mojego chrześniaka, bo straciłam tatę mając 16 lat i do dziś się z tą
    stratą nie pogodziłam. To takie przygnębiające, że on przegrał. Proszę o
    wsparcie i słowa otuchy. Marta
  • krolowazla 05.12.08, 13:33
    Wczoraj była rocznica śmierci mojej mamy. Ksiądz powiedział tak:
    "Najszybciej łamią sie gałęzie rodzące dużo owoców.
    U ludzi te owoce - to dobre uczynki."

    Mówi się, ze złego diabli nie biorą. Coś w tym jest.
    Nasi najblizsi których straciliśmy zasłużyli na bycie z Bogiem. To ich nagroda
    za to jak zyli tutaj na ziemi.
    Twój brat kochał bezgranicznie, nie zważał na to, że miłość nie jest
    odwzajemniona. Kochał po prostu bez wzajemności. Taki człowiek nie może być zły.
    Zapewne dobroć biła od niego.

    Ciężko jest nam , tym którzy zostają . Ból nie minie nigdy. Człowiek z czasem
    przyzwyczaja się do takiego stanu rzeczy.
    Życzę wytrwałości.
    --
    Nie ma tego złego , co by na dobre nie wyszło ;)
  • maretta111 05.12.08, 13:49
    Mój brat miał w sobie morze miłości jak wcześniej pisałam, kochał, a czuł się
    opuszczony, jak mama mu mówiła że ma ją czy mnie, to wzruszał ramionami, chciał
    szczerze kochać kobietę, żonę, matkę jego syna. widzieliśmy to lekceważenie ze
    strony bratowej jak jeszcze byli razem ale przymykaliśmy oczy, bo on się dużo
    nie skarżył. Nie dbała o niego, lekceważyła przy ludziach, a on robił minę do
    złej gry, była niedziela, msza, i zamiast jakiś rodzinny obiad, spacer, to ona
    do siostry, Boże ciało, ona tylko z dzieckiem do siostry,a brat sam. wiele wiele
    takich sytuacji było że on był dkl niej niczym, a kochał aż po grób. A teraz ona
    się cieszy, nie wiem czy łżę na pogrzebie uroniła, płakali obcy ludzie, koledzy
    z podwórka rodzinnego domu przynieśli wieniec z jakimiś prywatnymi skrótami, im
    tylko znane, to nie byli menele, tylko normalnie wyglądający ludzie i każdy kto
    przeżywa jego śmierć to mówi, że brat był zagubiony, a ja siostra czegoś nie
    usłyszałam, nie wzięłam do serca nie pomogłam mu,a przecież nie raz mi mówił że
    nie chce żyć. Przez 3 dni prawdopodobnie nie zadzwonił do mnie, bo mamę mógł
    oszczędzić, żeby powiedzieć,że ma krwotok, chciał umrzeć, tracił przytomność,
    był reanimowany, akcja serca ustawała, ale był jeszcze z nami 13 dni, tylko 13 ,
    urodził się i umarł w piątek. Dziś tydzień, braciszku kocham cie, zaopiekuję się
    mamusia jak będę umiała najlepiej, Ty nam dodaj sił.
  • maretta111 05.12.08, 19:06
    "Ledwo rozkwitłem, już mnie zerwano. Bóg tak rozkazał, Boga słuchano."
    Braciszku już o 19.30 będzie tydzień jak odeszłeś to tak strasznie boli, jeszcze
    to nie był Twój czas, jeszcze za szybko, tyle mieliśmy wspólnych planów,
    marzeń, przyśnij się. Zawsze wiem że w życiu mam pod górkę, ale myślałam ze
    razem będziemy się mamusią w przyszłości zajmować, a ty zostawiłeś nas samych
    jak te sieroty Boże. Zawsze miałam wsparcie, tylko 5 lat byłeś starszy, ale
    typowy brat obrońca, a teraz co, kto się będzie mną opiekował?
  • maretta111 06.12.08, 13:54
    Braciszku tak nam smutno, za oknem deszcz i w naszym sercu ogrom łez, żalu,
    tęsknoty, za szybko, stanowczo za szybko odszedłeś. Kochamy cię. Siostra, mama ,
    i syn -dla nas powinieneś żyć, dla nas.
    "Śmierć jest dobra. Wobec wszystkiego zła, które się dzieje na świecie, śmierć
    jest człowiekowi najlepszym przyjacielem /.../.
    Śmierć jest długim snem i chłodną nocą po upalnym dniu. Życie jest gorącym
    pyłem, a śmierć chłodną wodą /.../.
    W chwili śmierci ucisza się twoje serce i przestaje się skarżyć."


    Woltori
  • maretta111 08.12.08, 13:53
    Braciszku przeglądałam dziś Twoje rzeczy, to straszne, one pachną jeszcze Tobą,
    czuję Twoją obecność, tak jak kiedyś chciałabym się wtulić w twoje ramiona,
    zawsze byłeś taki kochany starszy brat.
  • maretta111 09.12.08, 12:21
    "Miłość jest męką, brak miłości śmiercią." To takie prawdziwe do twojego życia.
    Nie czułeś się kochany. Braciszku tęsknię
  • maretta111 11.12.08, 08:45
    Braciszku kochany, wczoraj u nas był Twój synuś. Nawet przenocował i dziś wujek
    zawiózł go go szkoły. Ależ on smutny, taki przybity, ja wiem jak mu ciężko, też
    straciłam tatę, ale miałam nie 12lat a 16.Wybierał sobie Twoje rzeczy. Wąchał
    je, czując Twój zapach. chce odszukać tą koszulkę, w której Ty kupowałeś z nim
    komórkę. Boże jak mi go żal, opowiada nam jak kolega mu powiedział że jego tata,
    z zagranicy wraca(wiesz najlepiej o kogo chodzi , bo on bardzo ciebie oszukał),a
    on koledze powiedział że jego nigdy nie przyjedzie, na co usłyszał, że i tak
    bywa. w szkole otoczony jest troską, pomagają mu koledzy, nauczyciele. Ale co z
    tego on jak widzi dom pogrzebowy czy rozwalającą się halę sportową to tak go w
    sercu boli, bo już nigdy na mecz razem nie pójdziecie, słyszy Twój głos.
    Dlaczego na litość Boską musiałeś odejść w takim momencie, tak nam ciężko.
    Mamusi spadało mocno ciśnienie, serducho wolniej bije, jest taka słabinka, a ja
    muszę to dźwigać. Ale obiecuje ci że puki sił mi starczy, puki będę żyć(wiesz
    sama jestem chora, żyje jak na bombie) to i mamą i Twoim jedynym słoneczkiem a
    moim chrześniakiem zaopiekuję się jak będę mogła najlepiej. Musimy dać mu dużo
    miłości i czułości, bo w domu niestety to przykre ale tego nie ma. kocham cię
    mój anielski braciszku. " Niech aniołowie zawiodą cię do raju" ...
  • kopciuszek125 11.12.08, 15:24
    Maretto tak bardzo mi Cię żal, współczuję Ci serdecznie i w pewnym sensie Cię
    rozumiem, bo straciłam moją najukochańszą mamusię, ale śni mi się co noc i
    chociaż w ten sposób mam z nią kontakt. Opiekuj się jak tylko możesz mamą bo to
    dla niej najgorsze przeżycie jakie może spotkać matkę i dużo serca chrześniakowi
    jeżeli brakuje mu tego w domu. Jeszcze bardzo ale to bardzo długo będzie mu na
    każdym kroku brakowało ojca. Musisz być dzielna tak jak ja się staram bo mam
    jeszcze też chorego ojca i chorego syna.
  • maretta111 11.12.08, 19:23
    Dziękuję kopciuszku za słowa otuchy. Moja mam przeszła zawał, bo brat umierał
    u niej na rękach(później żył jeszcze 13 dni, dla niego okazały się pechowe.
    Teraz jest u mnie, opiekuje się nią jak umiem, wyję w poduszkę jak ona nie
    widzi. Tak a matka bolesna jak na nią patrze. Mam męża, dzieci. Koleżanki mi
    mówią że pewnie mąż mnie wspiera . Nie ,on nie umie. Nie lubi przytulać ,
    pocieszyć itp. Owszem pracowity, ale jest a jakby go nie było, dlatego piszę tu,
    bo potrzebuję duchowego wsparcia. Pozdrawiam cieplutko
  • only_anette 11.12.08, 21:28
    Kochana Maretto
    Ja też niedawno pochowałam brata,miał tylko 28 lat i 4 ostatnie lata swojego
    życia walczył z nowotworem.Nie jestem w stanie opisać bólu jaki czuję w sercu
    ale ty wiesz o jakim bólu piszę.Uważałam się za osobę silną,tak jak ty chciałam
    i chcę być wsparciem dla rodziców bo cierpią niewyobrażalnie.Też czasami brak mi
    sił, w dniu pogrzebu starałam się trzymać ale kiedy trumnę spuszczano do dołu
    coś we mnie pękło.Teraz,po 4 miesiącach od śmierci mojego braciszka czuję
    ogromną pustkę i tęsknotę.Nie mam chęci do życia,z przerażeniem obserwuję jak
    ludzie wokół gdzieś pędzą, coś załatwiają, robią plany a ja nie mam chęci
    dosłownie na nic.Dla mnie czas się zatrzymał w chwili śmierci brata.Staram się
    zrozumieć dlaczego musiał umrzeć tak młodo,jestem osobą wierzącą ale
    niepraktykującą jednak zwróciłam się do Boga z błaganiem żeby mi pomógł,żeby tak
    nie bolało a przede wszystkim żeby opiekował się moim braciszkiem.Nie sądziłam
    że dam Ci taką radę ale zwróć się do Boga - pomódl się za swojego brata.Pamiętaj
    że człowiek żyje tak długo jak długo żyje pamięć o nim - to zadanie dla
    Ciebie,wspominaj cudowne chwile,wasze rozmowy,spotkania, rozmawiaj z innymi o
    Twoim bracie, pisz na forum jaki był,co lubił.Ściskam Cię mocno.Aneta
    --
    Nadzieja umiera ostatnia...14 lipca straciłam nadzieję.
  • maretta111 12.12.08, 19:34
    only_anette dziękuję że mnie rozumiesz, wiesz co to znaczy wychowywać się razem,
    wiesz co to znaczy stracić bliską osobę a w tej sytuacji brata, tak mi ciężko.
    Dziś jak w sklepie usłyszałam kolędy to rozpłakałam się choć byłam sama. W
    dzieciństwie ubieraliśmy choinkę razem,a on mimo że wyprowadził się zawsze
    wracał do rodzinnego domu i u mamy ubierał choinkę. Taki był, zawsze usłużny,
    zawsze taka opoka. ale niestety był, już nigdy nic nie będzie takie samo, już
    nigdy święta nie będą takie same. Może nie zawsze spędzaliśmy razem, bo on jak
    jeszcze był z żoną, to z nią spędzał święta, z teściami. Ale wiedziałam że jest,
    składaliśmy sobie życzenia. A teraz nie zadzwoni, nie dostane sms. Tak to prawda
    ja też potrzebuję wsparcia. Nie zamykam się, chce rozmawiać, wyżalić się jak
    takie bezbronne dziecko. Nie potrzebuję fałszywych współczuć, ale takie szczere
    od serca, żeby ludzie mi powiedzieli jedno ciepłe słowo jak np dziś koleżanka
    zaproponowała że kiedy tylko będę miała chęć to żebym przyszła pogadać, naprawdę
    dla mnie to ważne. Mam kuzynkę, z którą nie utrzymywałyśmy kontaktów, a ona
    teraz dzwoni, pisze i też jest dla mnie otwarta, że jak będe chciała to mam do
    niej dzwonić. Dla mnie to istotne. Zawsze sama staram się być życzliwa,a ludzie
    są różni. Moja teściowa jest taką typową z kawałów. I teraz święta zbliżają się
    a ona tak zaprosiła mnie z rodziną i mamę, żebyśmy nie przyszły. Powiedział
    tylko w który dzień, ani godziny, ani nic, tylko z eona nas nie zmusza, bo
    rozumie co przeżywamy, ale jakbyśmy się namyślili to do soboty żeby dać znać. to
    zaproszenie na święta ludzi, którzy przeżyli tragedię. Zaprosiła by jednym
    zdaniem serdecznie na konkretną godzinę i już. Przecież wie jakie to dla nas
    święta. Ja nic nie robię, nie robię porządków zakupów, jakoś nie dam rady. Tak
    więc zrozumiałam na kogo mogę liczyć w tak dramatycznych chwilach dlatego o ile
    będę mogła to będę pisać tu. Mama choć jest teraz u mnie, nie zadręczam ją
    problemami, oszczędzam ją, ale taż jej było przykro że tak moja teściowa
    postąpiła. Bratanek też był wtedy jak teściowa wpadła i mówi do mnie ciociu
    wiesz ona nawet nie spytała się mnie jak ja sobie radzę po śmierci taty. Jakaś
    znieczulica? Tak najwyraźniej prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie, a ona
    nie zna dnia i godziny. Zło powraca. Kiedyś kobieta nie wpuściła mnie bez
    kolejki ze skurczami do ginekologa, a byłam w 6 miesiącu ciąży z drugim
    dzieckiem i dowiedziałam się później że jakoś czas później zmarła. Więc tak
    sobie wtedy pomyślałam że Bóg jest sprawiedliwy, a przynajmniej mam taką
    nadzieję. A mój brat jest po drugiej stronie i mam nadzieję że będzie nad nami
    czuwał. Dziękuję za życzliwość. Marta
  • mart.a.m 12.12.08, 20:56
    Marteczko wiem co czujesz. Tu, na to forum trafiają Ci, którzy Kogoś
    stracili. Ja niedawno straciłam najdroższego Tatę. Akurat w Wigilię
    mija trzeci miesiąc:((Pierwsze święta bez Niego, tak to boli:( Ból
    miesza się z tęsknotą nie do okiełznania. Mam rodzinę, wspaniałe
    dzieci, dla których muszę starać się powracać powoli do życia.
    Robię to też dla Niego, dla Taty bo wiem,że ostatnią rzeczą, którą
    chciałby widzieć, to moje łzy. Widzę,że ogromne były więzi między
    Wami. Życie przynosi różne sytuacje,sprzeczki,kłótnie,lepsze i
    gorsze dni ale najważniejsza jest miłość, która buduje więzi. Jesli
    nie masz do kogo mówić, rozmawiać z kimś bez skrępowania to pisz
    tutaj. To daje ulgę. Tu dla nikogo nic nie jest śmieszne, mało ważne
    czy niezrozumiałe. Nawet chaos w słowach, urwane myśli,
    zdania....Pewna katechetka widząc moją rozpacz powiedziała mi,że
    żałobę,tęsknotę trzeba wypłakać a nawet wykrzyczeć. .... Długo trwa
    ból po stracie. Cieplutko Cię ściskam. Marta M.
  • maretta111 13.12.08, 16:50
    Dziękuję Wam za zrozumienie, wy najlepiej wiecie co to znaczy stracić kogoś
    bliskiego. Mój brat nikomu nie dokuczył tylko 13 dni był na intensywnej terapii,
    ale był, wchodziłam najczęściej z kimś i tylko czekałam aż go ujrzę, do
    ostatniego tchnienia wierzyłam że stanie się cud, myślałam sobie, tak wcześnie
    straciłam tatę, nie możliwe że Bóg mi teraz zabierze brat. A tu trach i nie ma,
    już nigdy nic nie będzie takie samo. Zawsze będzie brakować nam go. Mam wyrzuty
    sumienia, może za mało mu serca dawałam, może za bardzo byłam zajęta swoim
    życiem, że nie zaprosiłam, nie zadzwoniłam, bo to bo tamto, a jego już nie ma,
    tyle spraw niewyjaśnionych. A on tak chciał umrzeć.Nie, nigdy nie pogodzę się z
    tym, że jego już nie ma.Braciszku kocham cię gorąco, ale tyle nas dzieli, tak
    jesteś daleko. " Dzieli nas tylko czas" Tak bardzo tęsknię za Twoim głosem,
    uśmiechem i za tym zwrotem jak miałam jakiś problem"Wszystko będzie dobrze" Nie
    nigdy nie będzie dobrze, bo Ciebie nie ma.
  • mart.a.m 13.12.08, 20:17
    tkwi we mnie to samo odczucie,ze czegoś nie powiedziałam, coś
    powiedziałam za dużo, że nie powinnam, że znów coś powinnam.....Ale
    mój Tata znał mnie dobrze, to jedna krew. Nigdy chyba nie da się
    powiedzieć w życiu wszystkiego co by się chciało powiedzieć. Ja mam
    takie właśnie poczucie a jeszcze tyle chciałabym powiedzieć,
    dopowiedzieć, podziękować.... Tato....Życie płynie tak szybko,
    żyjemy w takim biegu. Teraz mówię Mu o wszystkim, opowiadam, żalę
    się, rozmawiam zwyczajnie.....Nie mogę się pogodzić z tym,że to
    stało się teraz, nagle, za wcześnie:((((( Nie byłam przygotowana na
    Twoje odejście Tato! I zgadzam się ze słowami,że już nigdy nie
    będzie tak samo.....
  • maretta111 14.12.08, 15:45
    Zawsze za wcześnie, jeszcze nie teraz, tak ciężko bez naszych bliskich,
    chciałabym choć się pokłucić z bratem,a tu pustka, tak mi źle...
  • maretta111 15.12.08, 17:47
    Wiesz mój ukochany braciszku dziś tak sobie szłam na zakupy i płakałam jak
    głupia, tak mi brakuje Twoich ramion, ty potrafiłeś objąć całym sercem nie tylko
    ciałem,ale byłeś taki zagubiony, a ze mnie taka siostra,że nie pomogłam Ci, tak
    mi źle z tym, a dziś taka pustaka i tylko Twój numer na zawsze wpisany w mój
    telefon, a Ty już nigdy nie zadzwonisz nie spytasz się, jak dzieci, co u mnie,
    nigdy...
  • maretta111 17.12.08, 22:12
    Mój kochany braciszku, te święta mieliśmy spędzić razem. Już ciebie nie ma, mija
    dzień za dniem. Ja nie mogę się pozbierać, mama jest na lekach to mniej płacze,
    a ja myślałam dziś że dostane rozrywu serca, tak jak podejrzewałeś za życia
    Twoja zona , z którą już półtora roku nie byliście razem, ale żona nie pozwoliła
    twojemu synkowi z nami być nawet na jeden dzień świąt. Miałeś być ty z synkiem.
    Kolejny raz nas upodliła, mama nic nie powiedziała jak to usłyszała od Twojego
    słoneczka, ale płakała bardzo, on ją pocieszał, ale to tylko dzieciak ma dopiero
    12 lat. Żeby mama mu powiedział idź spędź choć jeden dzień Świąt z babcią i
    ciocią, żeby było nam choć tyci lżej, bo to cząstko ciebie byłaby z nami, a tu
    nie znów jak to zwykle bywało sprowadziła nas do parteru. Jutro idę braciszku do
    lekarza, nie radzę sobie z emocjami, bardzo mi Ciebie brakuje, chciałabym tak
    wtulić się jak kiedyś w Twoje ramiona, a tu nic, Ciebie już nie ma. Nigdy już
    nic razem nie zrobimy, nie pośmiejemy się, nie zatańczymy(tak oboje lubiliśmy
    tańczyć), nic, po prostu nic. Ktoś kiedyś przeklął mnie i temu to wszystko muszę
    znosić. koleżanki myślą że mąż mnie pewnie teraz wspiera. On mnie nigdy nie
    wspierał i nie będzie, ty wiesz najlepiej że ten dom, który ja mam to tylko na
    pozór kochająca się rodzina. Tak tęsknie, żeby to wszystko to był jakiś sen,
    koszmar, ja się chce już obudzić.
  • maretta111 18.12.08, 08:49
    Ależ miałam dziś w nocy sen, tak prosiłam wczoraj, wyłam wręcz żebyś mi się
    przyśnił i tak się stało. Szedłeś drugą stroną chodnika, ja zobaczyłam Ciebie i
    podbiegłam, wiedziałam ze nie żyjesz, tak jak zawsze lubię to robić, rzuciłam
    się Tobie na szyję, padliśmy sobie w ramiona, pytałam się jak tobie, ale nic nie
    powiedziałeś, zawsze byłeś skryty. Ale widziałam smutek w Twoich oczach,
    straszny smutek. braciszku, dlaczego czy niedobrze ci tam, tęsknisz za nami, czy
    tobie ciężko że ja tak płaczę, a może dlatego że Twoja żona upodliła nas tak i
    nie puści Twojego synka nawet na jeden dzień świąt. Tak mi przeraźliwie ciężko,
    ale obiecuję ci że idę dziś do lekarza, muszę wziąć się w garść, ale tak za Tobą
    tęsknię, tak bardzo, byłeś jak tato i poszedłeś tam do niego, tak jak chciałeś.
    Pocieszają mnie że Ty przecież nie chciałeś żyć, że jakbyś żył wcale nie byłbyś
    szczęśliwy, ciągle byłeś kopany w d... przez swoją żonę, teraz ona nam da w
    kość, ma asa w rękawie, ma, obije rodziców, rodzeństwo, syna, a my straciliśmy
    bezcenny skarb. mama też od rana płacze, opowiedziałam jej sen, ona wiesz tobie
    ciężko, bo ja tak rozpaczam, bo tak nas Twoja żona znów potraktowała. braciszku
    kocham cię, jeśli tylko kiedykolwiek będziesz mógł się przyśnić to zrób to,
    porozmawiaj ze mną, tak mi ciebie brakuje .
  • maretta111 18.12.08, 19:17
    Byłam u lekarza, dostałam leki, może wyciszę się, bo już sobie nie radzę, taki
    bark ciebie.
    Jim Morrison

    "Nie śmierć rozdziela ludzi, lecz brak miłości."
    Braciszku tam jesteś po drugiej już stronie z tatem, nie jesteś sam, czuwaj
    teraz nad nami. Kochamy ciebie, ale nie wyobrażamy sobie świąt bez ciebie.
  • maretta111 19.12.08, 19:19
    Dziś kochany mój Twoje imieniny, a ja nie mogę złożyć Ci życzeń. Wkurzają mnie
    życzenia Wesołych świąt, niektórzy nie wiedzą, ale twoja żona złośliwie życzyła
    mi Wesołych Świąt. Trudno jeszcze i to, ona będzie szczęśliwa w te święta, bo z
    najbliższymi, a my sami, bez ciebie, dlaczego, co ja Ci Boże zrobiłam że tak się
    nademną pastwisz?????????
  • maretta111 20.12.08, 18:31
    Jestem taka rozgoryczona, tylko przez 13 dni twojej choroby braciszku czułam że
    mam wokół siebie rodzinę, przyjaciół, szybko zapomnieli i wrócili do swoich
    spraw, nikt nie zadzwoni, nie spyta może w czymś pomóc( szybko), oni szykują się
    do Świąt my nie, co się da to zrobimy w ostatniej chwili. Bo to wszytko cały ten
    Świat stracił sens.
    Antoine de Saint-Exupéry

    " Tylko człowiek, który kochał, umiera jak człowiek." A ty kochałeś
    bardzo...temu często się słyszy aż po grób, ciebie miłość doprowadziła do grobu.
    Kocham
  • maretta111 21.12.08, 11:00
    Nienawidzę samotności, a czuję że wszyscy o nas zapomnieli, braciszku zostaliśmy
    się sami, nic ale to nic nie szykujemy na święta a przecież muszę dzieciom. Mama
    wygląda jak cień ja na lekach, dodało nam to lat, tak bardzo będzie nam ciebie
    brakować. nikt nie pomyślał żebyśmy w tych dniach nie byli sami, ale mają to w
    nosie. Zazdroszczę Ci,a le jeszcze nie mogę do ciebie dołączyć, jeszcze nie
    teraz dzieci są małe, potrzebują mnie, a mama słabiutka, muszę dla niej żyć ją
    wspierać. Dowiedziała się przedwczoraj że musi niedługo iść na kolejną operację,
    tym razem oczu, która to już nie liczę, a co z jej sercem? Nie wiem dlaczego nas
    Bóg tak umiłował? Sama jestem bardzo chora, żyje jak na bombie, choroba może
    zrobić się przewlekła, a wtedy...dołączę do Ciebie. Tak to choroba , która
    latami nie daje o sobie znać, a raz i człowiek gaśnie. Póki co jestem pod
    kontrolą, na nic nie mam wpływu. Cokolwiek bym nie zrobiła, to ten z góry i tak
    ma nade mną przewagę. Braciszku czuwaj w miarę możliwości nad nami. Bądź z nami
    zawsze.
  • mart.a.m 21.12.08, 21:50
    maretto czytam każdy Twój wpis. Mam wrażenie,że piszesz listy do
    brata. To też jest pewien sposób na to by wylać i wykrzyczeć żale,
    swoją tęsknotę. Tak bardzo chce się krzyczeć.....Znam to. U mnie tez
    rana i ból po stracie Taty jest bardzo świeża, wracaja wspomnienia z
    całego życia. Wspomnienia, które są naszym skarbem ale w tej chwili
    przynoszą niesamowita rozpacz, ból i świadomość, że już NIGDY....!!!
    A Święta....? Cóż ja ze względu na dzieci muszę stworzyć choć ich
    namiastkę. Syn juz nie może doczekac się ubierania choinki. Wiem,że
    Mój Tata tak by właśnie chciał, żeby ze względu na dzieci wracać do
    rzeczywistosci, normalności. Tak by mi doradził tylko,że tak mi
    strasznie ciężko:( Zadbaj o siebie , masz dla kogo żyć, byc może to
    powiedziałby Ci Twój brat? Wiem, ze to tak ciężko,ciężko,ciężko......
  • maretta111 21.12.08, 23:10
    Tak to prawda jest strasznie ciężko, nie potrafię pozbierać się, myśli i wokół
    całej tej sytuacji. Wolałabym na Święta nie siedzieć w domu, nic nie robić. Ale
    każdy ma nas w nosie, zapomnieli już, wrócili do swojego życia i po co im takie
    2 smutne istoty ja i mama. Robić będę namiastkę Świąt dzieciom i mężowi. Ludzie
    chcą się cieszyć w tych dniach a nie potrzeć na kogoś kto cierpi, boli mnie to
    ,bo nie znamy dnia godziny kiedy ból może kogoś przytłoczyć. Ja zawsze ciągnę do
    ludzi ale jak widzę, że ktoś nie chce to usuwam się. A może dobrze że to będzie
    u mnie może gdzieś tam mój brat by do mnie nie przyszedł. U mnie był ostatnio 9
    listopada zmarł 28. Braciszku tęsknię, było nas tylko dwoje zostałam się sama.
  • maretta111 22.12.08, 18:44
    Jak zajechać w Wigilię na twój grób braciszku, jak podzielić się opłatkiem. Tak
    daleko leżysz, więc to będzie pierwszy raz. Dziś znów mama wylądowała na izbie
    przyjęć, a ja tak naprawdę nie miałam do kogo zadzwonić. Ty byś nawet z pracy
    się urwał, o Boże jak mi ciężko jak znieść te tragiczne dni. Braciszku dlaczego
    tak szybko odszedłeś?
  • maretta111 24.12.08, 10:43
    " Wszystko co najdroższe w tym grobie się mieści, Bóg Was nam zabrał nie zabrał
    boleści"
    Dziś byliśmy na grobie. To przerażające, cały grób tonie w kwiatach, od bramy
    ponad innymi grobami, a ty w ciemnej mogile, przysypanej śniegiem. Braciszku jak
    mamy to przetrwać, jak łamać się opłatkiem, jak świętować bez ciebie. te święta
    miały być wyjątkowe,a są koszmarne Mama taka słaba, ale zostaw mi ja tu, jesteś
    przecież z tatem. nigdy nie pogodzę się z waszym odejściem, przenigdy, to za
    wcześnie. Mama choinki w tym roku nie będzie ubierać, ty to zawsze robiłeś albo
    ze mną ,albo sam. Braciszku, tak bardzo nam Ciebie brakuje, leki nic nie
    działają, bo ból rozrywa nasze serca. Kocham cie przeogromnie, dziękuję za te 32
    lata kiedy byłeś moim cudownym bratem. Siostra, której pęka serce z żalu.
  • maretta111 25.12.08, 16:46
    Braciszku tak nam źle, tak źle
  • justynakm1 19.03.09, 12:41
    Droga Marietto,
    2 tyg temu i 1 dzien odszedl moj ukochany Kubus, moj
    narzeczony.choroba wyszla miesiac przed slubem, odwolalismy
    wszystko, chceilismy zwalczyc chorobe a potem wziac slub.Nie udalo
    sie. Ja (i Kuba, gdy zyl), nie moglismy sie pogodzic z faktem,ze
    choroba dopadla Jego, choc byl takim fantastycznym czlowiekiem-jako
    przyjaciel, syn, brat, jako mlody chirurg zawsze z pasja pomagal
    ludziom. Ja kochalam Go oblednie, on mnie tez, ta choroba umocnila
    nasza milosc, choc mocno dala nam oboju w kosc-glownei Kubie. Ja i
    Jego mama bylysmy z nim gdy Odchodzil. podobnie jak Ty mam zal do
    Boga, ze Go zabral, w pracy jestem jak zombie, siedze za biurkiem,
    cos tam zrobie, a potem wpadam w jakas otchlan otepienia... Gdy na
    pogrzebie szlam na jego trumna, serce mi sie sciskalo,ze przeciez
    mielismy razem isc przez kosciol, ale jako mloda para, a nie ja -
    jako wdowa. Na cmentarzui placze, w ogole nie chce msylec,ze Go nie
    ma na tym swiecie.... i mam ten zal do Boga dalczego taka para jak
    my, ktora tak mocno sie kchala, maiala takie piekne plany , zostala
    rozdzielona?? dlaczego inni moga, a psuja to, rozwodza sie,
    porzucaja??? Biore leki i dzein jakos mija. Biore leki i noc tez
    jakos mija. ale ogolnie nic nie ma sensu, na szczecie Kubus juz 2
    razy mi sie snil-wczora, w 2 tyg po swoim iodejsciu, powiedzial,ze
    bardzo teskni.....mi tesknota rozrywa serce i dusze, Ty zapewne
    rowniez znasz to uczucie. Ja sie pocieszam mysla, ze Kuba juz nie
    cierpi i jest szczeliwy, choc wiem, ze caly ten boj stoczyl dla
    mnie, dla nas. dla tej wiecznej milosci.
    pozdrawiam Cie cieplo,
    Justyna
  • maretta111 26.12.08, 06:34
    Kochany mieliśmy nadzieję, że Twój synek choć jeden świąteczny dzień będzie z
    nami, ale Ty wiesz najlepiej jaka Twoja żona jest, nie pozwoliła. Ten dzieciak
    jest tak kochany że miał ją prosić, ale gdzież tam ona zgodzi się. Tak smutno,
    taka pustka i tęsknota w sercu, tak bardzo chciałabym wiedzieć czy Tobie tam
    dobrze., bo my strasznie tęsknimy.Kocham
  • maretta111 26.12.08, 19:19
    Święta były tragiczne, bo zabrakło kochanych serc, jak mi źle braciszku, jutro
    za ciebie msza, niestety za Twoja duszę.
  • maretta111 27.12.08, 05:07
    Miałam dziś sen. 2 razy mi się śniło, bo po pierwszym przebudziłam się. Śniło mi
    się, że mój brat przyszedł tam do mamy. Słyszę w przedpokoju jego głos,
    wychodzę, wiem że nie żyje, przytulamy się oczywiście, bo ze mnie taki
    przytulak,a on opowiada jak go ktoś wykopał, że on żyje. Ale strasznie
    poraniony, głownie w prawe ramie, duży opatrunek. Nic nie opowiada jak tam jest
    mimo pytań, ale kolejny sen a on taki smutny połozył się i leżał u mamy pod
    kołdrą .W drugim śnie siedział ale reż jakiś smutny rozmawiał, ale też nic nie
    powiedział jak mu tam jest,a le taki smutny. Braciszku skąd ten smutek, czy
    tobie tam źle,a może przez to że Twoja żona utrudnia nam kontakty z Twoim synem.
    Kocham cie bardzo, śnij mi się często i powiedz jak tam Tobie. Dziś msza za
    ciebie, za Twoją wspaniałą duszę.
  • maretta111 27.12.08, 19:07
    Dziś spotkaliśmy się z rodziną i znajomymi na mszy, później przyszli do mnie do
    domu na śniadanie, wspomnieniom nie było końca, każdy ciebie ciepło wspomina
    braciszku, ja rzekomo wyglądam jak cień, źle sobie radze, choć jestem na lekach,
    nie mogę uwierzyć, ze ciebie już nie zobaczę, nie usłyszę, ależ mam żal do Boga.
    Kocham siostra
  • maretta111 28.12.08, 18:37
    Jak nie wierzyć w cuda, wczoraj ma mszę przyjechała moja siostra cioteczna, brat
    chrzcił jej córcię. Dziewczynka jest przed pierwszą komunia, nie dość że bardzo
    przeżyła najpierw chorobę mojego brata(13 tylko dni)to i strasznie jego śmierć,
    to był jej ukochany chrzestny, w domu robiła ołtarzyki modląc się o jego
    zdrowie. niestety on odszedł. a ona w święta z mamą i babcią byłą w
    kościele(dodam że taty swego nie zna)i mówi "babciu babciu ja widzę jasność i
    tam w górze jest mój chrzestny, babciu on jest w niebie, ja już teraz będę
    spokojna, on mi pomachała ręką). Ja wierzę że ten aniołek jego widział, dla mnie
    brat jak się śni to smutny. Spotkałam dziś brata kolegę z podwórka, wypłakałam
    się przy nim, każdy brata dobrze wspomina. Dziś u mnie była braciszka chrzestna,
    też strasznie przeżywa śmierć, bo to jej najstarszy chrześniak a jakże młody. To
    straszne, ze my tu on tam. Ja nie radze sobie, nie ma mi wytłumaczenia, że tak
    musiało być. Kocham cię mój Ty anielski braciszku.
  • maretta111 29.12.08, 18:58
    Dziś usłyszałam od jednej z cioć że śmierć mojego brata była wybawieniem. Może
    dla niej nie dla mnie. Wiedziałam że brat był reanimowany, że mózg może zostać
    uszkodzony, nie wiadomo było czy nie będzie jak warzywko, ale ja i mama miałyśmy
    go pielęgnować. Jak wam wcześniej pisałam mama przeszła w czasie pobytu brata na
    intensywnej terapii zawał. Moja i braciszka koleżanka z dzieciństwa wysyłała mi
    sms, że jestem Wielka że tak się bratem w szpitalu opiekowałam jakby to był mój
    syn, wycierałam go, zwilżałam usta, kupiłam mu pomadkę jak był w szpitalu, bo
    usta pękały, smarowałam. Chciałam go głaskać ręką, ale ciągle podchodzili i
    mówili że trzeba nakładać rękawiczki. Ble nie cierpiałam tego. A kto miał to
    robić, przecież byłam jego jedyną siostrą, mama leżała w tym czasie na
    intensywnej terapii kardiologicznej. Dal mnie to było naturalne. wiedziałam że
    może wyjść ze szpitala jak warzywko, ale gotowa byłam i na to, aby żył.
    Denerwują mnie dlatego wypowiedzi że dla niego to wybawienie,ale dla nas
    cierpienie. Braciszku za wcześnie odszedłeś i nigdy przenigdy nie pogodzę się z
    Twoją śmiercią, tak jak nie pogodziłam sie ze śmiercią taty. Kocham
  • maretta111 30.12.08, 13:41
    Jak mi smutno, wcale ale to wcale czas nie goi ran, przestępny rok tak smutno
    się kończy. Piękny portret stoi u mamy, Braciszek taki uśmiechnięty, ale wtedy
    byłeś jeszcze szczęśliwy, bo byliście razem. Jak to wytrzymać tą rozłąkę z Tobą
    na zawsze?
    .
    "Żyłem krótko, choć żyć chciałem. Bóg mnie wezwał - iść musiałem."
    Czasem zazdroszczę Ci
  • maretta111 30.12.08, 19:22
    Jonathan Carroll

    " Śmierć ukochanej osoby okrada nas z niezbędnego wewnętrznego ciepła. Albo
    może zdmuchuje stały płomyk piecyka, wygaszając palniki."
  • maretta111 31.12.08, 08:34
    Dziś miałam taki sen,a może to była prawda leżał koło mnie mój braciszek,
    głaskałam go. Dał mi do zrozumienia ze czuwa nade mną, opowiedziałam to mamie
    płakała, bo chciałaby do niego mówić, ale i słyszeć go. Braciszku kochamy cię i
    jest bardzo trudno nam pogodzić się że Ty tak daleko...W Nowy rok bez Ciebie to
    straszne.
  • mariola008 31.12.08, 10:35
    Też tak miałam po odejściu mojego ukochanego. Czytałam gdzieś, że to jest
    pożegnanie i dotyczy osób, które były najbliższe ...
  • maretta111 31.12.08, 10:44
    pożegnanie? a mogę prosić o jakiś szczegóły co taki sen/jawa może oznaczać
  • maretta111 31.12.08, 11:37
    Józef Tischner

    "W momencie śmierci bliskiego
    uderza człowieka świadomość
    niczym nie dającej się zapełnić pustki"
  • mariola008 31.12.08, 12:26
    Sama nie wiem. Ale lepiej się po nim poczułam. Uwierzyłam, że on tam gdzieś jest
    i tak naprawdę nic mu się złego nie dzieje. Ten sen-jawę zapamiętam do końca
    moich dni. Był tak realny, że aż trudno w to uwierzyć.Ja byłam zdziwiona i mówię
    mu że przecież umarłeś więc jak to możliwe, że jesteś z nami a on odpowiedział,
    że NIC MU NIE JEST I NIE UMARŁ i jeszcze dodał, że panikujemy wszyscy bez
    potrzeby. Wstałam na równe nogi i niestety wróciła rzeczywistość bez niego.
  • mariola008 31.12.08, 14:30
    Nie pamiętam gdzie o tym czytałam ale ponoć taki realny sen w okolicy łóżka
    oznacza, że ta osoba przyszła się pożegnanie... cokolwiek to znaczy... Mi się
    nadal śni dość często
  • maretta111 31.12.08, 15:29
    Ja też marzę o tym żeby mi mój ukochany braciszek śnił się, żeby mówił jak mu
    tam jest, bo nam tu bez niego strasznie.łzy, wspomnienia, braciszku kocham...
  • maretta111 31.12.08, 19:13
    "Życie jest łatwiejsze niż się wydaje.Wystarczy godzić się z tym,co nie do
    przyjęcia,obywać się bez tego,co niezbędne i znosić rzeczy nie do zniesienia."
    Sylwester a Ty nam życzeń nie składasz?
  • maretta111 02.01.09, 04:22
    Dziś rocznica taty, już 17,a oni tam razem. O wiele lat obaj za wcześnie. Dziś
    już mama wraca do siebie, nie wiem czy to dobrze, bo mieszka sama. Co prawda
    mieszkamy blisko siebie, ale to nie to samo co być blisko. Ale wiadomo nie chce
    być ciężarem, ze mną by się została, ale jest zięć. mam nadzieję,z ę dobry bóg
    nie zabierze mi ją, bo tu jest potrzebna, mi i wnukom. Rodzina zapomniała o nas,
    nie dzwonią, nie piszą, cieszą się Nowym Rokiem. to nie oni przeżyli tragedię.
    Mam jednak nadzieję, że i braciszek i tatuś tam spotkali się, i jest im
    dobrze,ale to tylko nadzieja. Pierwsza umarła 2 stycznia 1992 roku,a druga 28
    listopada 2008 roku.
  • maretta111 03.01.09, 15:39
    Zazdrość mnie zżera jak słyszę, że ktoś z bratem coś czy ktoś z siostrą coś,a ja
    braciszku z Tobą nic. nie porozmawiam jak to nie raz bywało, nie zatańczę, co
    oboje uwielbialiśmy, jak nawet byłeś przedostatnio, to tańczyliśmy we trójkę z
    moja córcia. A pamiętasz jak jeździliśmy do babci, kiedyś tam autobus nie
    dojeżdżał, to mi mówiłeś jak iść, wyznaczałeś ścieżki, żeby tylko mi się nic nie
    stało, a jak mama pracowała to pilnowałeś mnie, odbierałeś ze szkoły. Ileż to
    razy, wygłupialiśmy się, coś mi się stało to później skarżyłam się mamie(chyba
    mi to wybaczyłeś). Braciszku wszystkiego mi brakuje, takiego zwykłego " co
    słychać, jak dzieci" Teraz czuję,że za mało wszystkiego , za mało rozmów,
    spotkań, zabrakło nam czasu. nic już więcej nie napiszę, bo zaleję cała
    klawiaturę łzami. Wczoraj był jedyny dzień kiedy nie płakałam, bo wczoraj
    rocznica taty śmierci, obaj zebraliście siły i nie płakałam. Ale inaczej nie
    mogę, bo cierpię okrutnie, krew mnie zalewa dlaczego tak wcześnie... Kocham
  • halas1961 03.01.09, 16:49
    Zal, ze sie za malo kochalo,
    Ze sie myslalo o sobie
    Chocby sie lzy wyplakalo
    To teraz wszystko za malo...
    (ks.Twardowski)
    A moze sprobujmy chocby na sile podejsc do chwilowego rozstania z ukochanymi
    osobami z innej strony...
    Modlimy sie :...Badz wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi...
    A wiec podejdzmy inaczej, sprobujmy sie pogodzic z wola Boga: Dziekuje Ci Panie,
    ze dales mi tego cudownego czlowieka choc na tyle lat ile mogles. Dziekuje Ci,
    ze mam co wspominac, dziekuje Ci Panie za jego dobre slowa, za usmiech, za
    wspolne chwile, za wspolne lzy i smiech... Dziekuje Ci Panie, ze On tam na mnie
    czeka..
    Pozdrawiam
    Halina-mama Agatki
  • maretta111 03.01.09, 18:21
    Halinko droga, nie potrafię pogodzić się z jego odejściem, może za wcześnie
    jeszcze, chodzę do kościoła, wierze w Boga, ale mam do niego żal, pretensje, że
    przedwcześnie zabrał brat i tata. Ale dziękuje za ciepłe i mądre słowa, proszę
    o wsparcie i słowa otuchy, są mi potrzebne.
  • halas1961 03.01.09, 22:49
    Moja Agatka odeszla w maju w wieku 24 lat(temat:moja corcia Agata
    odeszla-przegralismy z rakiem).
    Teraz jest juz nowy rok , styczen a ja nadal kazdy dzien zaczynam i koncze mysla
    o niej, rozmowa z nia, tesknota za nia.
    Czasem tez mysle: Boze dlaczego moje dziecko musialo tak cierpiec, jakim jestes
    Bogiem ze pozwoliles na to, dlaczego ???
    Tata zmarl 13 lat temu, mial 61 lat.
    Wiec nieraz samam nie wiem jak mam pocieszyc kogos innego, ale rozumiem, nie
    bede mowic: wszystko bedzie dobrze, wez sie w garsc, itd. wydaje mi sie to nie
    na miejscu. Bo wiem jak to jest kiedy ktos do mnie tak mowi. A najgorsze byly
    niektore zyczenia swiateczne. Nie rozumiem jak mozna mowic do kogos w zalobie:
    Wesolych swiat, naprawde wydaje mi sie to mocno nie na miesjscu.
    Byc moze powinnam wykazac wiecej zrozumienia, ze ktos nie chcial zrobic mi
    przykrosci, nie pomyslal, itd. Coz moge Ci napisac jako slowa otuchy, chyba
    tylko to, ze rozumiem, ze radze abys wymyslala sobie rozne zajecia, zeby wciaz
    nie miec tej jednej mysli w glowie.
    I pamietaj wciaz pamietaj: Twoj brat nie chce zebys tak cierpiala, chce zebys
    byla radosna, zebys starala sie byc szczesliwa.
    Dobranoc
    Halina-mama Agatki
  • maretta111 04.01.09, 18:20
    Tak mnie też dobiły życzenia Wesołych Świąt, jak można, te święta były
    koszmarne, Sylwester, wszystko dobijało, muzyka głośna drażni mnie. mam małe
    dzieci, wiem nie powinnam tak przy nich, ale nie daję ady inaczej, tak bardzo mi
    go brakuje, byliśmy bardzo, ale to bardzo związani. Kocham cie braciszku
  • binka19 05.01.09, 01:42
    maretta111 napisała:

    > Tak mnie też dobiły życzenia Wesołych Świąt, jak można, te święta były
    > koszmarne, Sylwester, wszystko dobijało, muzyka głośna drażni mnie. mam małe
    > dzieci, wiem nie powinnam tak przy nich, ale nie daję ady inaczej, tak bardzo m
    > i
    > go brakuje, byliśmy bardzo, ale to bardzo związani. Kocham cie braciszku

    moze sprobujesz zasieganc porad pyschologa,moze pyschoterapia by ci pomogła...
    masz dzieci małe nie mozesz chocby dla nich zamknac sie w swojej otoczce i zyc
    tym co sie juz stało ...uwierz mi otworz sie dla ludzi ,dla dzieci ,meza bo juz
    nie cofniesz tego ale krzywdzisz tych co sa tutaj obecni ,tych ktorzy sa blisko
    ciebie...mnie sie wydaje ze oni bardziej cierpia jak widza matke zalana
    łzami,myslami z gorzka mina ...sprobuj cos zrobic z soba... wyjsc na spacer,do
    kolezanki ,pobawic sie z dziecmi porozmawiac z mezem co zaplanujcie np. w
    najblizsza niedziele...nie zamykaj sie ...otworz sie na ludzi a oni odwzajemnia
    ci tym samym ...pozdrawiam ...
  • maretta111 05.01.09, 11:20
    biorę leki na uspokojenia, ale tylko na sen działają
  • maretta111 05.01.09, 11:59
    Wracają wspomnienia tego co przeżyliśmy jak bumarang, co mogliśmy jeszcze
    przeżyć, serce mi pęka jak widzę mamę całującą jego buty czy kurtkę,
    zazdroszczę jak ktoś ma brata czy siostrę, wiem że jakkolwiek bym to przezywała
    to nic nie wróci jego życia, ale chciałabym mieć pewność że spotkam się kiedyś z
    nim, że będzie tam na mnie czekał, że jest mu dobrze. Jak się śnił to zawsze
    smutny. Chciałabym mieć lepszy kontakt z brata synkiem, miał tyle wolnych dni,
    ale nie przyjechał, choć zapraszaliśmy serdecznie, to wina bratowej, bo dzieciak
    to dzieciak. Smutno mi bardzo, ale pocieszam się, że może braciszek ma tam
    lepiej, tu czuł się niekochany, opuszczony,a tam...Jak tam mu jest, żeby tak
    zobaczyć. Kocham Cie anielski braciszku(*)(*)(*)

    Jean-Paul Sartre — Mur (Mur)

    " Odniosłem w tej chwili wrażenie, że mam przed sobą całe moje życie jak na
    dłoni, i pomyślałem sobie: „Cóż za kłamstwo od początku do końca!”. Nic już nie
    było warte, bo było skończone. Zastanawiałem się, jak mogłem spacerować
    beztrosko, żartować z dziewczętami: małym palcem bym nie ruszył, gdybym
    wiedział, że umrę w ten sposób. Życie moje leżało przede mną zamknięte,
    skończone, zawiązane jak worek, a przecież wszystko, co było w nim, w środku,
    było niedokończone. Przez moment zapragnąłem je osądzić. Chciałbym móc
    powiedzieć: to było piękne życie. Ale nie można go było osądzić, to był zaledwie
    szkic życia; przez cały czas wystawiałem tylko weksle na wieczność, niczego nie
    rozumiejąc."
  • maretta111 05.01.09, 20:15
    Sumptuastic - Gdyby nie Ty

    "Dziwny świat, zabrał wszystko co dał, zepchnął w noc i
    zostawił nas
    gdzie teraz jesteś, czy jesteś sam? tak jak ja

    Tak zimno mi, nie mogę spać, brak mi sil bez Ciebie
    Tak zimno mi, czy jesteś tam?

    Nie bój się, gdzie teraz jestem ja tu nawet nie ma gwiazd
    i wszystko co tu mam, to nas, nie bój się, nie łatwo złamać mnie,
    nie oddam nigdy Cię, i z każdym nowym dniem
    będe mocniej kochał Cię

    Cały czas, rzucam prośby na wiatr
    niech ten świat, odda wszystko co skradł
    gdziekolwiek jesteś, ja chcę być tam
    gdzie Ty

    Tak zimno mi, nie mogę spać brak mi sił bez Ciebie
    Tak zimno mi, czy jesteś tam?

    Kim byłbym ja, gdyby nie ty
    Bez Ciebie zagubię się zostanę jak, niebo bez gwiazd
    Jesteś ... tak... "
  • binka19 05.01.09, 20:21
    srodki farmakologiczne pomogaja na krotko ,a jak bedziesz je brała długo w koncu
    uzaleznisz sie od nich...
    jesli sni ci sie brat smutny duzo sie modl za brata byc moze oczekuje od ciebie
    modlitwy...
    piszesz ze chciałabys aby kontakty z bratankiem były dobre ,moze sprobuj
    porozmawiac z bratowa,zamknijcie tamten etap,ktory był kiedys ... wina zawsze
    lezy po obu stronach nie tylko jednej ...to tylko nam sie wydaje ze jedna strona
    jest cacy druga be ale ze wzgledu juz na to ze brata nie ma mogłybyscie obydwie
    nawiazac ze soba kontakt nawet dla dobra bratanka ...zycie jest kruche i ulotne
    my odchodzimy dzieci zostaja czasami bywa odwrotnie ( kazdy ma swoja godzine
    zapisana na ktora my nie mamy wpływu zadnego)
    jesli juz nie da sie nawiazac kontaktu z bratowa to moze sprobuj isc pod szkołe
    do bratanka i chociaz porozmawiac z nim ,wziasc go na jakies ciasteczko itd i
    dobrze byłoby aby dziecku nie robic wody z mozgu ze ktos tu zawinił ,dziecko
    tego nie rozumie ,ono wie ze jest matka ze był ojciec i takich ich kocha mimo
    ich wad ,charakterow itd..
    mam nadzieje ze pomyslisz o tym ,zadzwonisz do bratowej albo sprobujesz poszukac
    kontaktu poprzez szkołe z bratankiem ...napewno sie uda ...a to co sie juz stało
    nie wrocisz i nie wracaj juz do tego co bylo pomiedzy bratowa i bratem (nie ma
    ideałow na swiecie oj nie ma )...teraz trzeba pomyslec o bratanku ,on jest
    najwazniejszy i przezywa gorzej smierc ojca niz ty brata ..on jeszcze jest mały
    i napewno do smierci nie był przygotowany a kiedys to co teraz przezył moze sie
    odbic na nim w przyszłosci...pozdrawiam cie
    ps.a moze ustalicie wspolny wyjazd z twoimi dzieci w ferie np.w gory
  • maretta111 07.01.09, 11:59
    kocham cię braciszku i tęsknię, jutro kolejna msza za ciebie, tak nam ciebie
    brakuje, patrzysz na mnie ze zdjęcia wtedy jeszcze taki szczęśliwy
  • maretta111 07.01.09, 18:05
    Mam z bratankiem kontakt telefoniczny, tłumaczy się, że nie ma czasu, że
    chorował, że nauka. Jak się spotykamy to naprawdę, tuli się do mnie, mówi sam z
    siebie, że ty to ciociu potrafisz tak tulić, mama tak mnie nie przytula. wiem
    ona zawsze taka była, jak on łasił się jako mały berbeć na szyję, to mówiła
    zostaw, puść. Taka już jest mało uczuciowa. nigdy nie będzie tak jak dawniej.
    Rozumiem że musimy jakieś stosunki pozytywne utrzymywać ze względu na mojego
    chrześniaka, ale nigdy nie będzie tak jak dawniej, nie z mojej czy jej winy. Za
    dużo się wydarzyło żeby mogło być normalnie. A tym bardziej że brata nie ma.
    Dziecko zawsze będzie z matką, ale nie powinna nam go bronic spotykać, ani na
    jeden dzień świat nie mógł być z nami, to był koszmar. A ten dzieciak to
    przecież cząstka mojego brata. To tak boli. Pewnych sytuacji nie da się
    zapomnieć i przejść do porządku dziennego jakby nigdy nic mimo chęci, bo boli to
    co było, co się stało. ale to ja straciłam brata, dziecko ojca, a moja mama
    syna. A bratowa męża z którym od półtora roku nie mieszkała. Tak więc taka to
    jest różnica,że to ona nas odtrąca a nie my ją. Z nią nie potrzebuję kontaktu,
    ale z bratankiem tak, kocham go, on wie że w środku nocy na mnie może liczyć, że
    traktuję go jako cząstkę mojego braciszka, którego niezmiernie mi brakuje.
    Kocham cie anielski braciszku.
    "Ledwo rozkwitłem, już mnie zerwano. Bóg tak rozkazał, Boga słuchano."


  • maretta111 07.01.09, 18:34
    Piękna piosenka...

    Ci, co odchodzą,
    Wciąż z nami są.
    I żyją sobie
    Obok nas.
    Patrzą z miłością
    Na nasze dni I
    Czasem się śmieją
    Przez łzy.
    Co tu jest jawą, co snem,
    Kto tu istnieje, kto nie
    A może nas, tu nie ma nas,
    A oni są.
    Co tu jest prawdą, co nie,
    Po której stronie jest sens
    Bo jeśli tam, po co jest
    Ten nasz świat
    Ci, co odchodzą
    Wciąż z nami są.
    Czujesz ich pomoc,
    Gdy jest źle.
    Więc gdy z ciemnością
    Rozmawiasz, to...
    Oni Cię widzą,
    Oni są.
    Co tu jest jawą, co snem..,
    To dla Ciebie kochany bracie!
  • mart.a.m 09.01.09, 23:03
    te piosenkę? Tak chcę wierzyć jej słowom......i wierzę:((((
  • maretta111 08.01.09, 12:03
    Braciszku dziś była za ciebie msza od Agi, ależ smutno, ale otoczony jesteś
    modlitwą, co miesiąc będą msze, w niedzielę dodatkowa od Twojej chrzestnej,
    która też tak bardzo przeżyła to że Ciebie już nie ma. ja wczoraj miałam kolędę
    , ksiądz proboszcz był, współczuł mi i powiedział że źle wyglądam, a jak ja niby
    mam wyglądać. Mam wyzuty sumienia, że nie słuchałam tego co mówiłeś, że Ci nie
    pomogłam,ale wierze że tam jesteś szczęśliwy, proszę przyśnij się. Kocham
  • maretta111 09.01.09, 09:34
    ...Kiedy upadniesz- nie szarp się , nie trwoń mocy, która się
    jeszcze przyda na drogę . Pogódź się na chwilę z tym, co Cię
    przywaliło. Odpocznij nieco, poleż na ziemi, tylko nie za długo,
    abyś ziemią nie przesiąkł, abyś się do niej nie przyzwyczaił. Wstan
    i idź - mocniejszy chwilą doświadczenia smaku przegranej - do
    zwycięstwa...
    Kocham..., tęsknię...do zobaczenia...
  • maretta111 10.01.09, 19:19

    "Jeśli mnie przyjdzie odejść pierwszemu,
    Nie daj zachmurzyć się swemu niebu.
    I myśl uparcie, bez chwili wątpienia:
    To tylko zmiana, a nie rozstanie.
    Bo tak jak śmierć jest częścią życia,
    Zmarły wciąż żyje pośród żywych.
    I wszystkie zdobycze wspólnej podróży,
    Chwile zachwytu, dzielone olśnienia,
    Nagromadzone skarby intymności,
    Rzeczy, które wzbudzały w nas śmiech, płacz lub śpiew,
    Śnieg błyszczący w słońcu i pierwszy powiew wiosny,
    Bezgłośny język spojrzenia, dotknięcia,
    Wzajemna wiedza,
    Każde darowanie i przyjęcie,
    Nie są to kwiaty, które więdną,
    Ani też drzewa, co walą się lub próchnieją,
    Ani kamienie,
    Bo i te w końcu ulegną wichrom i ulewom,
    A dumny szczyt zamienia się w piasek.
    Czym byliśmy – jesteśmy.
    Co mieliśmy – posiadamy.
    Jest wspólna przeszłość niezniszczalna teraz,
    Kiedy więc idziesz lasem, po którymśmy kroczyli,
    Lub próżno szukasz nad rzeką mego obok cienia,
    Albo zatrzymujesz się na szczycie w miejscu,
    Skąd zwykliśmy rozglądać się po łąkach,
    Czy też na widok czegoś bezwiednie szukasz mojej ręki,
    A gdy jej nie ma czujesz, jak rośnie w tobie smutek-
    Poczekaj.
    Przymknij oczy.
    Odetchnij.
    Wsłuchaj się w moje kroki w twoim sercu.
    Wcale nie odszedłem, ja dalej idę z tobą."

    Fragment książki Nicholasa Evansa "Serce w ogniu"
    Byłeś, jesteś, będziesz...
  • maretta111 11.01.09, 08:19
    Dziś twoja żona przyjeżdża na rozmowę do mamy, pewnie będzie chciała , aby było
    tak jak kiedyś, ale już nigdy nie będzie tak jak kiedyś. Nie ma Ciebie, więc już
    wszystko będzie inaczej. Dziś niedziele, pewnie byś do nas przyszedł, a
    tak...kolejna dziś msza za twoja dusze tak mi smutno. Kocham
  • maretta111 12.01.09, 11:54
    Dziś usłyszałam jak to rodzina mówi, że tak mnie szkoda że tak przeżywam, to
    dlaczego nikt nie dzwoni, nie wyśle sms i nie powie, słuchaj może chcesz
    pogadać. Ja mam ich zamęczać swoim cierpieniem, oni wcale nie chcą mnie słuchać,
    żałują na odległość. Zazdroszczę Ci braciszku, patrzysz się i uśmiechasz do mnie
    na zdjęciu,a mi tak smutno.
    "Płakać z płaczącym, to ulga w cierpieniu."

    — William Shakespeare (Szekspir)
  • halas1961 12.01.09, 17:37
    Im wiecej mija czasu tym rzadziej ktokolwiek mowi o naszych ukochanych , ktorzy
    odeszli. Ja jeszcze wciaz chce rozmawiac o Agatce, a widze ze niestety nie ma
    chetnych... Lub bardzo, bardzo rzadko sa i coraz ich mniej. Coz poczac, coz
    poczac, trzeba z tym zyc. Wiec pisze, pisze wiersze, czasem listy do Agatki.
    Oprocz tego forum pisze w zeszycie.

    Wytrwalosci i sily
    Halina-mama Agatki
  • maretta111 12.01.09, 19:11
    Tak to prawda, bardzo chcę o braciszku rozmawiać, wspominać, a ludzie od tych co
    przeżywają tragedie usuwają się, bo po co im taki balast cierpiącego, to nie ich
    dotyczy. Dziś 18.11 dostałam sms od koleżanki że pochowała dziś mamę. Sama
    jestem w żałobie,ale tak bardzo chciałabym jej ulżyć naprawę, napisałam że
    sercem jestem z nią, łączę się z nią w bólu, mój tata,brat, aniołek i wielu
    innych już tam są a my tam podążamy,a może moja smutna dusza mogła coś więcej
    napisać, jak myślicie?
  • maretta111 13.01.09, 09:35
    Pochowałam brata 1 grudnia,a mojemu mężowi za długo przeżywam tą stratę brata,
    pokłóciliśmy się, nawet usłyszałam że powinnam razem z nim się położyć do grobu,
    wiele przykrych słów usłyszałam o bracie,a nieprawdziwe. Mój braciszek konał 13
    dni, bo przez ten czas stan był ciężki, zastosowano nowatorską metodę, bardzo
    kosztowną i nie udało się. Mi z tej rodziny została tylko mama, a mąż ma oboje
    rodziców brata, obie babcie. Podeptał moje uczucia zszargał dobre imię mojego
    brata, a tłumy na pogrzebie mówiły o tym jaki on był. Braciszku oczy mam bordowe
    od łez, bo mój maż nie mnie tylko mamę , babcię i brata kocha. A ja jestem im
    niepotrzebny balast, teściowa od pogrzebu ani razu nie zadzwoniła. Rodzina mamy
    zaprasza mnie na ferie, chcą mi pomóc w ten sposób, jestem im wdzięczna.

    "Ludziom przydałby się czasem jeden dzień wolny od życia."
    św. Augustyn z Hippony





  • maretta111 14.01.09, 10:35
    Braciszku pomóż podjąć mi decyzje, chociaż znając moje szczęście co nie zrobię i
    tak będzie źle. Tak mi ciebie brakuje, tak ciężko, czuję że chyba nikt mnie nie
    rozumie. Kocham Ciebie anielski barciszku
  • maretta111 15.01.09, 09:59
    Tak wiem, życie toczy się dalej, muszę normalnie żyć bo mam małe dzieci, jest
    mama, która bardzo potrzebuje mojej pomocy, ale jak mam normalnie żyć? Wszystko
    posypało się, tyle spraw, planów wspólnych legło w gruzach, tak tęsknię. A Ty
    jakby nigdy nic na zdjęciu uśmiechasz się, dlaczego tak chciałeś do taty, on by
    jeszcze na ciebie poczekał, mama tak zawsze bała się żebyś sobie nic nie zrobił,
    nie zrobiłeś, ale Bóg ciebie wysłuchał i tak niespodziewanie zabrał, ta piosenka
    Tobie.
    dano2005.wrzuta.pl/audio/6imGV3KwsS/urszula_-_dzis_juz_wiem
  • maretta111 16.01.09, 13:58
    Znów mi się śniłeś, smutny, brzydko wyglądałeś, czy ty tam tak bardzo cierpisz,
    za co? Mamie też dziś się przyśniłeś i też coś smutny, co jest? Kochamy,
    odpowiedz nam.
  • maretta111 18.01.09, 06:44
    Wsiadałeś do autobusu,a a ja zatrzymywałam ciebie, chciałam zaprowadzić do mamy
    i pokazać że żyjesz, całowałam ciebie po rękach. co to oznacza, ty ciągle taki
    smutny, może to nasz codzienne łzy,a może pokutujesz tam tak strasznie. Kocham
    na wieki.
    Jean Baptiste Racine:
    " W nieszczęśliwym śmierć grozę niełatwo obudzi."
    Ty nie bałeś się śmierci, chciałeś odejść, ale my nie byliśmy przygotowani.
  • maretta111 19.01.09, 08:15
    Wczoraj wydaje mi się że słyszałam twój głos, może ja już wariuję, braciszku
    przyśnij się i powiedz jak ci jest, bo czuję że cierpisz.
    " ...w każdej sekundzie mojego życia pamiętam o wszystkim co się wydarzyło, a ty
    wędrujesz w moich snach ina jawie...dziękuję ci ze przeszedłeś przez moja drogę"
  • maretta111 19.01.09, 14:43
    Był i nie ma, dziś usłyszałam od bliskiej osoby że ludzie nie chcą ze mną
    płakać, bo maja mój smutek w nosie. Ja zawsze staram się być życzliwa, to
    dlaczego jestem taka obojętna , jak ktoś jest szczęśliwy dziś, to nie może po
    prostu przy mnie być. Na to usłyszałam że za ta pomoc dzisiaj mi , którą
    oczekuję od innych przyjdzie mi się kiedyś zapłacić. Że nikt nie robi nic bez
    interesownie, tak od serca . Dlaczego? Przecież ja cierpię , bo straciłam
    jedynego brata
  • maretta111 20.01.09, 08:46

    "...czas usypia łzy, lecz ból w moim sercu...
    nigdy nie zaśnie...
    ...czas leczy rany, ale tylko te cielesne....
    nie psychiczne...
    ...czas pozwala zapomnieć, o błahych sprawach...
    ale nie o cierpieniu...
    ...czas zmienia ludzi, ich poglądy, lecz nie zmienia tego....
    co nosi się w sercu...."
    27 będzie kolejna msza za Twoją kochana dusze, znów zjedzie się rodzina,
    powspominają, ale wrócą do swoich spraw,a nam w sercu rana nigdy nie zabliźni
    się, nigdy. Tak boli, mam wczoraj znów trafiła do lekarza, ale nie wiem czy coś
    dadzą jej leki, jak sami sobie nie pomożemy, to kto pomorze? Są ludzie znam
    takich co łatwiej radzą sobie ze stratą bliskiej osoby, ja do niech nie należę,
    potrzebuję wsparcia i ciepłych słów. Kocham, tęskinię
  • maretta111 22.01.09, 09:44
    Wczoraj wyłam jak bóbr, dowiedziałam się że mój synek będzie prawdopodobnie
    musiał iść na 3 już w swoim 6 letnim życiu operację. Braciszku pomóż czuwaj żeby
    to był zły sen. Wszystko się wali,a mówiłeś że wszystko będzie dobrze. Kocham
  • halas1961 22.01.09, 13:46
    Droga maretto111 przytulam Cie i wspolczuje... Coz moge wiecej napisac,
    jestem z Toba, z Twoja tesknota, zalem, bolem ,zloscia, z niewypowiedzianymi
    zdaniami, z niedokonczonymi dyskusjami, jestem z Toba
    Halina-mama Agatki
  • maretta111 22.01.09, 18:32
    Dziękuję Halinko cudowna mamusiu anielskiej Agatki to dla mnie bardzo ważne że
    jest na świecie człowiek który rozumie mój ból, moje rozterki, sama sobie nie
    radzę. Dla niektórych ten ból jest niezrozumiały, ale ja naprawdę cierpię i
    wszystko wydaje mi się straszne, a wydaje mi się że najszczęśliwszy w tym
    wszystkim jest mój brat, zagubiony, odstawiony na boczny tor, nigdy nie skarżący
    się, nie leczył się a dziś leży w ziemi, w zimnej mogile. tylko osoba, która
    przeżyła stratę bliskiej osoby może zrozumieć drugą. A przecież wystarczy być,
    być obok, współczuć , rozumieć, czy tak wiele oczekuję...?
    " Kiedy kwiaty
    składałam
    na twoim grobie
    nie było gromów
    nie było archaniołów
    nie było sądu
    ostatecznego
    to nie świat umarł
    to tylko ja ."
  • maretta111 24.01.09, 18:51
    Ależ dziś ucieszyłam się jak przyszedł do mnie bratanek, to jak jakby część
    mojego brata, ale taki ten dzieciak smutny, nie jest ten sam, jutro jedzie do
    taty na cmentarz i myślę że to trudne chwile.
    "Myśli moje przypominają teraz starohebrajski -
    mają tylko dwa czasy, przeszły i przyszły:
    byłam i będę z Tobą."
  • tylkoja9 24.01.09, 19:25
    marietto rozumiem Cię, straciłam Brata w grudniu :(
  • maretta111 24.01.09, 21:52
    Dobrze że są tu na forum ludzie, którzy mnie rozumieją. to dzięki Wam jakoś
    trwam, na prawdę. Mąż mnie nie rozumie, dzieci małe, mama sama ledwo żyje,
    przeszła wtedy zawał. Komu mam pisać i mówić o swoim bólu jak nie Wam. Wiem ,że
    mnie nie potępicie za chwile słabości, za mój gniew, nieskładne słowa, urwane
    myśli, za te wszystkie chwile słabości, myślałam że będzie lżej, ale g... z
    tego. Wcale nie jest lżej i to ja muszę być silna, ale ile można. Czuje się
    podle, źle, tęsknie, kocham,a ....często chcę żeby mnie zabrał do siebie. Wiem
    ,nie powinnam tak myśleć, ale jak mogę inaczej kiedy jest ciężko. Myślałam że po
    takiej tragedii, rodzina będzie z nami dużo dłużej, a nie tylko 13 dni podczas
    choroby brata, odeszli,a my zostałyśmy się z mamą z tym bólem same. A ja teraz
    muszę być silna, to jakaś paranoja. Nie umiem, nie potrafię, nie dam rady...
    ".....Śmierć jest niczym. To tak, jakbym się wymknął do sąsiedniego
    pokoju. Jestem wciąż sobą i Ty jesteś sobą. Czymkolwiek dla siebie
    byliśmy, tym jesteśmy nadal. Nazywaj mnie moim dawnym imieniem, mów do
    mnie tak, jak zawsze. Nie zmieniaj tonu, nie przybieraj na siłę poważnej
    i smutnej miny. Śmiej się; tak jak zawsze śmialiśmy się z żartów, które
    bawiły nas oboje.Uśmiechaj się, myśl o mnie. Niech moje imię zawsze
    będzie wymawiane zwyczajnie, bez śladu cienia. Życie znaczy to samo, co
    zawsze znaczyło. I jest takie samo, jak było dotąd, istnieje
    nieprzerwana ciągłość. Dlaczego miałbym zniknąć z twojego serca, skoro
    zniknąłem tylko z oczu? Czekam na ciebie, aż przyjdzie twój czas. Jestem
    gdzieś blisko, pamiętaj. W sąsiednim pokoju, lub tuż za rogiem. Wszystko
    jest w porządku" .
    H. Scott Holland
  • halas1961 24.01.09, 22:29
    Ja tez tak myslalam , mowilam nie dam rady, ne zniose, chce odejsc...
    Nawet nie wiesz ile czlowiek moze zniesc i wytrzymac i ja tego nie wiedzialam,
    teraz juz wiem, ale straszna ta wiedza, straszna...
    Teraz kiedy stracilam dziecko, moj nakwiekszy skarb, moja milosc, moje zycie,
    nadzieje, moje slonce, wiem ze jednak dam rade, ze choc zycie stanelo w miejscu,
    choc dla mnie czas sie zatrzymal ja musze dac rade bo mam jeszcze syna, meza i
    choc syn ma 27 lat wciaz jestem mu bardzo potrzebna, tak samo jak mezowi, ktory
    jest jeszcze slabszy psychicznie ode mnie. Wiec choc ne bardzo mi sie chce musze
    zyc dla nich, musze dac rade , bo moja Agatka na pewno nie bylaby zadowolona,
    zawsze mowila:" mamo sa ludzie ktorzy maja jeszcze gorzej , wstydz sie, nie
    narzekaj, ciesz sie z malych rzeczy, nie narzekaj wciaz mamo..."
    A wiec i Ty dasz rade. Gdy Pan Bog drzwi zamyka, to otwiera okno..
    Halina-mama Agatki
  • maretta111 24.01.09, 22:44
    Dziękuje za wsparcie, może kiedyś będzie lżej, może, ale póki co, łamię się, mój
    brat też mi mówił zawsze : "Wszystko będzie dobrze", i co i nic nie jest dobrze,
    ani w małżeństwie, ani zawodowo, nic, jakaś próżnia. Braciszku ...
    "Słońce zgasło gdy dzień jeszcze trwał"
  • maretta111 25.01.09, 08:25
    "Żyłem krótko, choć żyć chciałem. Bóg mnie wezwał - iść musiałem."
    Cóż to było braciszku 37 lat, dla mnie o wiele za krótko byliśmy rodzenstwem.
  • czarna.beauty 30.08.13, 16:44
    moj brat zginal w wypadku samochodowym....
    kazdego wieczoru zmawiam modlitwe z aniego i jego male dzieci (zostawil mala dwojke 2 i 4 lata) bardzo cięzko pogodzic sie ztym, że juz nie zajdzie do mnie nie zobacze usmiechu jego...nie zatanczymy razem na jakims sylwestrze.... w ostatnim czasie nie specjalnie dogadywalismy się...mial problemy w malzenstwie zona wiecznei niezadowolona straszyla go rozwodem, zabierala dzieci i w odwecie wyjezdzala za kare jak sie jej cos nie podobalo.... on anawet juz powiedzial, że tak mu z tym ciezko, że chyba nastapi ostateczne rozstanie.... nie zdążył umarł odszedł/...................................ona tak plakala tak przezywala a po 3 m-cach juzwrzuca do sieci zdjęćia z nowym juz chce z nim tworzyc rodzine.... z jednej strony rozumiem jest mloda krew nie woda wrze... ale z szacunku dla zmarlego powinna chociaz sie troche ztym kryc a nei wszem i wobec pokazuje MAM NOWEGO PATrzCIE - przez to wszystko jest tak bolesne przeciez pol roku nawet nie minelo - boli to.....
    --
    czarna.beauty
  • tylkoja9 25.01.09, 21:55
    maretta111 napisała:

    > Dobrze że są tu na forum ludzie, którzy mnie rozumieją. to dzięki Wam jakoś
    > trwam, na prawdę. Mąż mnie nie rozumie, dzieci małe, mama sama ledwo żyje,
    > przeszła wtedy zawał. Komu mam pisać i mówić o swoim bólu jak nie Wam. Wiem ,ż
    > e
    > mnie nie potępicie za chwile słabości, za mój gniew, nieskładne słowa, urwane
    > myśli, za te wszystkie chwile słabości, myślałam że będzie lżej, ale g... z
    > tego. Wcale nie jest lżej i to ja muszę być silna, ale ile można. Czuje się
    > podle, źle, tęsknie, kocham,a ....często chcę żeby mnie zabrał do siebie. Wiem
    > ,nie powinnam tak myśleć, ale jak mogę inaczej kiedy jest ciężko. Myślałam że p
    > o
    > takiej tragedii, rodzina będzie z nami dużo dłużej, a nie tylko 13 dni podczas
    > choroby brata, odeszli,a my zostałyśmy się z mamą z tym bólem same. A ja teraz
    > muszę być silna, to jakaś paranoja. Nie umiem, nie potrafię, nie dam rady...
    > ".....Śmierć jest niczym. To tak, jakbym się wymknął do sąsiedniego
    > pokoju. Jestem wciąż sobą i Ty jesteś sobą. Czymkolwiek dla siebie
    > byliśmy, tym jesteśmy nadal. Nazywaj mnie moim dawnym imieniem, mów do
    > mnie tak, jak zawsze. Nie zmieniaj tonu, nie przybieraj na siłę poważnej
    > i smutnej miny. Śmiej się; tak jak zawsze śmialiśmy się z żartów, które
    > bawiły nas oboje.Uśmiechaj się, myśl o mnie. Niech moje imię zawsze
    > będzie wymawiane zwyczajnie, bez śladu cienia. Życie znaczy to samo, co
    > zawsze znaczyło. I jest takie samo, jak było dotąd, istnieje
    > nieprzerwana ciągłość. Dlaczego miałbym zniknąć z twojego serca, skoro
    > zniknąłem tylko z oczu? Czekam na ciebie, aż przyjdzie twój czas. Jestem
    > gdzieś blisko, pamiętaj. W sąsiednim pokoju, lub tuż za rogiem. Wszystko
    > jest w porządku" .
    > H. Scott Holland


    piękny cytat, dziękuję
    strasznie mi źle ostatnimi dniami
    tęsknię za nim bardzo
    mój Brat miał tylko 17 lat

    Kocham Cię mój Skarbie
  • wioletta111 12.10.09, 19:25
    Straciłam brata. Teraz 10 grudnia będzie 2 lata.A a w sierpniu mineło 3 lata jak tata umarł.To nie prawda że czas goji rany!!!!!Czuję to samo co Ty ten ból, złość itd.Mój brat miał dopiero 27 lat.Też poznał nie odpowiednią dziewczynę zrobił jej dziecko i męczył się z nią 5 lat .Chciał wychować syna...A Ta dziewczyna nie cały miesiąc po pogrzebie zamieszkała z brata kolegą i teraz on wychowuje mojego bratanka w szkocji.Mało tego zmieniła nawet dziecku nazwisko.Ani ja ani mama nie mamy z nim kontaktu.To bardzo boli. Jak mam się pogodzić z jego śmiercią no jak?Jego zdjęcie jest jak ze złota....Był chrzesnym mojej córki która w maju szła do komuni a jego nie było.......Współczuję Ci z całego serca.Módlmy się za nich........
  • maretta111 26.01.09, 06:46
    tylkoja9 pisz, czytaj mi to pomaga, pozdrawiam cieplutko, ja też sobie nie
    radzę, możesz pisać na gazetową.
    "Bóg widzi, Czas ucieka, Śmierć goni, Wieczność czeka."
  • maretta111 26.01.09, 19:20
    "Ci, których kochamy, nie umierają nigdy, bo miłość to
    nieśmiertelność."
    Ależ mi źle...
  • maretta111 27.01.09, 05:37
    Dziś w śnie pojawiła się szansa że będziecie razem, siedziałeś obok żony i
    mieliście porozmawiać o wspólnej przyszłości. Jednak ty już nigdy nie usłyszysz
    tego na co tak czekałeś, na to że będziecie razem, ona nawet po śmierci Twojej
    nie myślała z Tobą leżeć we wspólnym grobie. To ty chciałeś do taty i razem
    leżycie, dziś za ciebie msza, przyjedzie rodzina i powie oj jak ty źle
    wyglądasz, już czas pogodzić się ze śmiercią, masz dzieci itp.Oni szybko
    pogodzili się, bo to nie ich bezpośrednio dotyczy. U nich wszyscy zyją,
    tragedia jak dotyka to tylko nas.
    "Żyje się tylko chwilę, a czas jest przezroczystą perłą wypełnioną
    Twoim oddechem."
  • tylkoja9 27.01.09, 11:03
    trzymaj się Kochana, wiem jak to trudno na tych mszach
    ja nie mam własnej rodziny
    nie wiem czy to lepiej czy gorzej

    dziś mam trochę lepszy nastrój, ale nie wiem jak będzie później
    rozpoczął się kolejny dzień bez Niego...
  • maretta111 27.01.09, 18:14
    Tak jak się spodziewałam, była rodzina, słyszałam nie można płakać, pozwól mu
    odejść, ja go za rękę nie przetrzymuje, ale nie radzę sobie z emocjami, ciężko
    mi, wracają wspomnienia, przenigdy nie pogodzę się że jego nie ma.
    A dziś byłam(teraz właśnie wróciłam) u lekarza. Tak jeździłam do szpitala, na
    oddział intensywnej terapii, tam gdzie leżał mój brat. Pojechałam do tego
    lekarza, który przez 13 dni nigdy nie zabrał mi nadziei, nawet w dniu śmierci
    brata, palce już siniały,a on jeszcze nam nie odbierał nadziei, lekarze nie raz
    mówili, że nic z tego że on nie będzie żył,a jak będzie to będzie jak warzywko.
    A on jeden, podchodził do nas z sercem. Podziękowałam mu za to, był mile
    zaskoczony, bo powiedział że dziś rzadko , która rodzina pacjenta dziękuje za
    opiekę, jak pacjenci wychodzą z tego oddziału,a co dopiero taka sytuacja, jak
    siostra z mamą przychodzi i dziękuje za 13 dni nadziei, kiedy bliski odszedł.
    wiecie co, wyszłam z tamtą, "lżejsza" na duchu, czułam taka potrzebę i to
    zrobiłam. Braciszku kocham cię i do zobaczenia kiedyś tam na innym świecie.
    Paulo Coelho
    "Umiera się nie dlatego by przestać żyć, lecz po to by żyć inaczej."
  • tylkoja9 28.01.09, 09:21
    Ja też nigdy nie zapomnę, o moim Braciszku.
    Jak w ogóle można zapomnieć...
    boję się tylko, ze wspomnienia będą coraz bledsze...

    Myślę, że zachowałyście się z Mamą super, niewielu stać
    na taki gest.
    Nasz skarb był w szpitalu ok. 2 godzin.
    Nie było szans by Go uratować...
  • maretta111 28.01.09, 09:42
    Dziś 2 miesiące jak nie ma mojego braciszka, a wszystko takie świeże. Dostałam
    maila od przyjaciółki z burą. Wywnioskowałam że dla niej za długo moja żałoba
    trwa. Jak mam przejść na tym do porządku dziennego i powiedzieć , nie mam brata
    ok. to nie tak łatwo. To nie znaczy, że nie zajmuję się dziećmi i domem. A to że
    jestem smutna, to nic na to nie poradzę, straciłam bliską osobę, nic i nigdy nie
    będzie takie samo, to trzeba przeżyć żeby zrozumieć, nie trzeba oceniać,
    krytykować, to mój ból. Wystarczy mi jak ktoś powie, nie martw się, pisz,
    czytaj, opowiadaj, ja nie zamknęłam się w sobie, ja chce pisać i mówić. Każdy
    inaczej przeżywa stan odrętwienia, żałoby, może jestem emocjonalna, ale czy to
    zła cecha, a może to dobrze o mnie świadczy. Jeślibym teraz szalała z radości to
    wtedy mogliby pomyśleć że jestem sfiksowana, ale że płaczę , tęsknię 2 miesiące
    po starcie bliskiego człowieka, to chyba jest zrozumiałe. Dobrze że jest to
    forum i są ludzie, którzy mnie rozumieją i nie próbują oceniać mój ból. kochałam
    bardzo brata, byliśmy zżyci i dlatego tak cierpię, muszę przeżyć żałobę w taki
    sposób jak dam radę.
    Dziś braciszku na wesoło piosenka, twoja ulubiona jak wczoraj z Twoim synkiem
    wspominaliśmy co lubiłeś słuchać, to najpierw padło na ta piosenkę.
    ttp://pl.youtube.com/watch?v=S0T7MLc2THs
    "Kiedy odchodzą Anioły zostaje wiatr po ich skrzydeł trzepocie"
  • maretta111 28.01.09, 10:02
    tylkoja9 chciałam napisać na gazetową,ale mam kłopot z dostarczeniem wiadomości,
    spróbuj ty do mnie maretta111@gazeta.pl
  • tylkoja9 28.01.09, 22:57
    napisałam do Ciebie

    i z góry przepraszam, bo nazwałam Cię Mariettą

    mam nadzieję, że miałaś dziś spokojny dzień
    ciekawe czy kiedyś jeszcze będziemy mogły
    nazwać swój miniony dzień radosnym...
  • maretta111 29.01.09, 06:38
    Nigdy nic nie będzie takie samo, musimy nauczyć się żyć bez naszych bliskich,
    taty nie mam 17 lat, może wspomnienia zacierają się, ale brakuje mi go bardzo,a
    brat... to tylko 2 miesiące tęsknię niemiłosiernie i tylko niewielu mnie rozumie...
    "...ułamek sekundy niech nie decyduje o moim patrzeniu na świat,
    potrzeba czasu by trochę zrozumieć, potrzeba wielu lat..."
  • maretta111 01.02.09, 19:30
    braciszku (*)(*)(*)dla ciebie światełko
  • maretta111 02.02.09, 07:27
    Od czwartku do niedzieli byłam u rodzinki na wsi, myślałam że tam mi będzie lżej
    nic z tego. Tam wszędzie ślady mojego braciszka, u tej cioci, u drugiej ,w domu
    śp. dziadków. Wszędzie był,wszędzie go było pełno, bo był towarzyski, byliśmy
    razem na dyskotekach, na zabawach. każdy go ciepło wspomina, taki młody, ale
    nikt nie potrafi mi pomóc, braciszku ja tak tęsknie, tak cierpię, żebym choć
    jeszcze miała siostrę lub brata,a to tylko mama,która gaśnie w oczach.
    Powiedziałam to mamy siostrze,a ona do mnie że ja też, więc muszę być silna, bo
    nie można na mnie patrzeć, wychudłam, choć otyła nigdy nie byłam . Ja jej na to
    a jak niby ciociu można wyglądać po takiej tragedii. Czy kiedyś będzie lżej?
    "Młody byłem
    Tak bardzo żyć chciałem
    Bóg mnie powołał
    I odejść musiałem."
  • maretta111 03.02.09, 06:26
    "Kto nigdy nie żył, nigdy nie umiera,
    Nic nie utraci, ten co nie miał nic,
    Ten kto nie kochał, nie wie co tęsknota
    Nie wie co gorycz, kto bez marzeń śni.

    Co piękne jest - także jest i dobre
    Ziemia, morze i gwiazdy;
    księżyc, słońca blask - ...
    Lecz poza nimi - trwoga i cierpienie.
    A tam gdzie miłość, tam podąża
    śmierć "
    Dziś odwiedzam ciocię, która też bardzo mocno przeżyła braciszka śmierć więc
    będą wspomnienia, ale to chyba dobrze, bo we wspomnieniach on żyje, mama
    zamknęła się w sobie,a ja rozmawiam, wspominam, płacze, wiec nie wiem co lepsze
    mówić czy nie?
  • halas1961 03.02.09, 17:11
    Tylko ze im wiecej miesiecy od rozstania tym mniej osob chce sluchac i na ten
    temat rozmawiac....
    Halina-mama agatki
  • maretta111 03.02.09, 17:59
    Braciszku dla ciebie piosenka dziś na wesoło, nie wcale nie jest mi lżej, jest
    fatalnie, ale to Twoja piosenka, Twój synek przypomniał mi któregoś dnia że
    właśnie ją często słuchałeś , nuciłeś. Kocham cię wciąż tak samo,a może teraz
    bardziej, bo tęsknota mnie wykańcza.
    pl.youtube.com/watch?v=5B7DLeLNbt4
    Dziś byłam u mamy siostry, oczywiście nie obeszło się bez łez , bo wspomnienia
    są straszne, ciocia przez 3 miesiące będzie nosić żałobę, ja rok, choć mi mówią
    wystarczy pół po bracie, ale mój brat zapełniał pustkę po tacie, którego
    straciłam 17 lat temu, więc będę nosić rok,a w sercu zawsze... Ludzie mówią że
    nie wiedzieli jak zareagować, jak pomóc, bo nie wiadomo czego oczekujemy, ale
    trudno nam dzwonić i mówić pociesz mnie, zostało się w moim bólu niewielu, stąd
    te powiedzenie, że "prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie".
    ale właśnie ci przyjaciele zaproponowali mi pomoc. Powiedzieli że jak coś to
    żebym dzwoniła, pisała itp, trudno się komuś narzucać, po co byliśmy komuś
    potrzebni na święta. Masz racje Halinko, cudowna mamo anielskiej Agatki, że
    coraz mniej osób chce nas słuchać. A my musimy żyć z bólem, ale dziś cierpię
    okrutnie ja, a jutro może ktoś inny, co by było, żeby człowiek w obliczu
    tragedii został się sam? Dobrze jeśli jest ktoś kto powie, nie jesteś sam,
    jestem blisko... Czy to tak dużo? Na święta byliśmy nie potrzebni, bo po co
    tacy, w żałobie smutni, płaczący itp, oni chcą żyć i czerpać radość z życia
    garściami,a nam już nigdy słoneczko nie będzie świecić jak zawsze. Nigdy...
    "Istniejemy, póki ktoś o nas pamięta."
  • halas1961 03.02.09, 19:25
    JAki Twoj brat jest tam szczesliwy, ze ma tak kochjaca siostre.
    A nam pozostaje niezmiennie to forum. Forum mokre od lez, pelne bolu i
    rozpaczy. Forum pocieszenia...
    Halina-mama Agatki
  • maretta111 05.02.09, 06:55
    (*)(*)(*)Braciszku jestem już u kresu wytrzymałości, wszystko mnie teraz drażni,
    denerwuje, dziesięć razy bardziej, kiedyś słyszałam takie słowa że żywi będą
    umarłym zazdrościć ,ja już Tobie zazdroszczę.Żeby nie dzieci i mama...to bym
    prosiła Ciebie abyś mnie zabrał. "Bóg rzekomo zamyka okno,a otwiera drzwi, dla
    nie jeszcze żadne drzwi nie zostały otwarte". Nic się na lepiej nie zmieniło, a
    wręcz jest gorzej ,bo nie ma Ciebie. Musiałam się zwolnić z pracy dla "dobra
    rodziny",a jak potrzebuję złapać oddech, to mi maż mówi, jak to zostawiasz nas,
    nic mi się nie należy nic, mogę tylko egzystować, a kiedyś powiedziałeś mamie,
    że ona będzie żyć dłużej niż my, więc tak sobie myślę, najpierw babcia, rok i
    8m-cy później stryjek, rok i 8-cy później Ty,a teraz co, moja kolej do Ciebie,
    ale jak to mamy serce zniesie. Ja chcę rozmawiać, pisać, a mam zamknęła się w
    sobie i tylko powtarza" jak moje serce to zniesie". Ja wyglądam jak upiór,a co
    mówić ona, matka, która pochowała swoje szczęście, życie do grobu.
    Modlitwa:
    DO CIEBIE MAMO
    " Tyle już było słów o matce
    i tyle wierszy na jej cześć ,
    lecz droga matko co ja czuję
    to Ty najlepiej sama wiesz.

    Ja wiem, ze z ciebie wziąłem życie,
    z Twojego ciała i z Twojej krwi
    wiem, że ja w Tobie mam odbicie,
    boś ty mi matka, a ja twój syn.

    Wiem , ile nocy nie przespałaś
    dziecięce lata wspominam dziś
    Wiem jak ty o mnie zawsze dbałaś
    Gdyś mnie tuliła w ramionach Swych.

    Pamiętam czas , gdym szedł do szkoły,
    jak cieszyłaś z każdej piątki mej,
    i jak w twych oczach smutek się czaił,
    gdy niepowodzeń nastawał dzień.

    Widziałem ogrom Twojej dumy,
    kiedym w mundurze w szeregu szedł,
    i łzy miłości i wzruszenia,
    gdym na przepustkę do domu biegł.

    Widziałem w oczach Twoich radość
    i jednocześnie ukryty lęk,
    gdym ukochaną u stóp ołtarza,
    do serca brałem na miejsce Twe.

    To wszystko prawda droga mamo,
    chociaż tak trudno wyznać ci ,
    wierz mi ze ponad świata sprawy,
    największym skarbem jesteś Ty."
  • halas1961 05.02.09, 19:47
    Droga Maretto musisz koniecznie pojsc do lekarza. Ja przez cala chorobe corki
    bralam lek z grupy psychotropowych, ale nieuzalezniajacy Xanax (okolo dwoch
    lat). Po jej odejsciu bylam pod opieka psychiatry przez trzy miesiace. Sama
    przerwalam branie lekow. Bylo lepiej. Teraz jest roznie. Jestem umowiona na
    przyszly tydzien znow do psychiatry. Moze ktos ci poleci dobrego lekarza. Bardzo
    ci to polecam, nie obawiaj sie Bardzo duzo ludzi chodzi teraz do psychiatry.
    Moim zdaniem musisz poszukac fachowej porady. Musisz przeciez zyc dla dzieci one
    napewno chcialyby aby mama sie usmiechala i byla radosna.
    Pozdrawiam
    Halina- mama Agatki
  • maretta111 06.02.09, 06:47
    Nie wiem czy ja jeszcze będę kiedyś szczerze się śmiać, jakoś tak ciężko na
    sercu, że denerwują mnie głośne śmiech, będzie wesele za kilka miesięcy
    chrzestnej mojego synka, ja nie wiem czy ja wytrzymam na tym weselu,będzie co
    prawda lato, ale tak mi się nie chce iść, bo brat mi mówił kilka tygodni przed
    śmiercią, że i tak nie zatańczymy na tym weselu. najchętniej tobym nie poszła,
    ale obrażą się, to moja rodzina wiem jak jest, a iść i co...patrzeć na czyjeś
    szczęście, słuchać przyśpiewek, patrzeć z zazdrością na inne rodzeństwa, jak to
    robię mimo woli. Przedwczoraj od kuzynki dowiedziałam się że ona tak żyje ze
    swoim bratem żonatym już zawsze że nie będzie miała żadnych wspomnień , a ja
    będę miała i to większość tych pięknych, tych drobnych smutnych niewiele i o
    nich nie pamiętam. z bratem byłam silne związana,a kuzynka...przykro słuchać
    takie rzeczy. Ciekawa jestem jakie miał by wspomnienia jakby on odszedł na
    zawsze, nic zupełnie miłego nie znalazła by. Ludzie (ja też)nie doceniałam tego
    co miałam.
    "Być może dla świata byłeś tylko człowiekiem, ale dla mnie byłeś całym światem."
    Kocham
  • maretta111 07.02.09, 06:15
    Ja mam leki, ale nie pomagają, zaczęłam od xanaksu, nic, później mocniejsze i
    nic, moja doktorka na urlopie,leki musi dać mi silniejsze, bo nic z tego, nie ma
    dna oprócz 2 stycznia żebym nie płakała(rocznica taty śmierci i obaj dali mi
    siłę). Mówią że nie pozwalam mu odejść ,ale to jest silniejsze ode mnie, mam
    nadzieję ze braciszek nie ma mi za złe, że tak płaczę,kiedyś będzie lżej, tak
    myślę. a chyba bardziej nienormalne byłoby to gdybym chodziła śmiała się,
    imprezowała, ja tak to czuję, zawsze byłam wrażliwa, a w obliczu tragedii
    "rozkładam się na łopatki". Tęsknię, kocham i żałuję, że nie chciał pomocy
    naszej,a musiał wiedzieć że jest chory a robił wszystko żeby umrzeć. Dlaczego
    braciszku, tak ci z nami było źle?
    "Zanim dosiądziesz rumaka który powiezie Cię ku słońcu,pamiętaj aby żyć tak,
    żeby miał kto Cię pożegnać.W przeciwnym razie -u kresu podróży nie będziesz miał
    kogo witać."
    Ciebie braciszku żegnały tłumy i zapewne witały tłumy.
  • maretta111 08.02.09, 06:24
    Tęsknię, kocham, przyśniłeś się mi, ale tylko rzuciłam ci się na szyję i nic,a
    tak prosiłam żebyś się przyśnił i powiedział czy tobie tam dobrze. Pewnie nie
    możesz, jak mogłeś nas zostawić, jak mogłeś, mnie i mamę, to nam trzeba było się
    leczyć i żyć, dla nas...
    "Do przodu idzie się zwykle bardzo wolno. Dni i miesiące mogą upłynąć, włóczyć
    się ospale i ciągnąć. Niektórzy opisują ten etap jako " egzystowanie" lub "
    przetrwanie", robiąc tylko to, co konieczne. Czasem błysk nadziei przemknie
    przez nasze serce jak świetlik w ciszy letniej nocy. Na krótko czujemy się
    lepiej; czujemy się odrobinę we własnym domu, następnie wszystko to znika.
    Spokojnie zaczynamy powstawać z martwych. W końcu zrodzi się w nas potrzeba, by
    ruszyć z miejsca. Życie nigdy nie będzie już takie jak ongiś, ponieważ my nie
    jesteśmy tacy sami. Pierwszy zielony kiełek wybił się z ciemnej gleby".
  • maretta111 09.02.09, 10:30
    "Poczekam na ziemi,Ty w niebie
    nie wiem jak długa ma droga do Ciebie
    Wiem,że umierać nie będę się bała
    po kolorowej tęczy przyjdę...
    wiem,że będziesz czekał!
    Poznamy się oboje bez słowa
    to co los nam odebrał
    zaczniemy od nowa
    Już się nie modlę,nie proszę
    bunt serce rozdziera
    Ty!który rządzisz światem
    spraw tylko tyle
    oby ta wieczność moja
    to były dla Niego chwila! "
    Ja chyba dostanę rozrywu serca, krew mnie teraz zalewa jak widzę rodzeństwa, jak
    do męża dzwoni brat czy pisze sms. A mój nie przyjdzie, nie napisze, nie
    zadzwoni, a wiadomo czy zobaczymy się jeszcze, ale tu i teraz mi go brakuje,
    każdy dzień , zawsze, wszędzie będzie w moich myślach. Jak nauczyć się bez nich
    żyć? Jak?
    Słysze słowa musisz być silna dzieciom, mamie,a skąd niby mam czerpać siłę, mama
    wygląda jak wrak,a ja... Nic mi nie będzie, tyle przeżyłam ... ale jak nauczyć
    się z tą tragedia żyć?
  • maretta111 09.02.09, 10:41
    Dla ciebie anielski braciszku, łzy i ból już chyba nigdy mnie nie opuszczą, tak
    kocham i tęsknię.
    pl.youtube.com/watch?v=ePQYT9on7MQ
  • maretta111 10.02.09, 12:48
    Dziś śniłeś mi się, smutny, źle wyglądasz jak zwykle w mych snach. wydaje mi się
    że to było jakby u mamusi. Spytałam się czy daleko do ciebie, odpowiedziałeś
    że" daleko",a na pytanie jak tam tobie odpowiedziałeś "całkiem". Całkiem dobrze
    Ci teraz, a pomyślałeś o nas zostawiając na tym łez padole, dlaczego brak ci
    było motywacji do życia ze by zostać ze mną, mamusią , synkiem. Nawet w tak
    ciężkim stanie, na intensywnej terapii, nie chciało ci się żyć, jak mogłeś..A ja
    tak płacze , tęsknię, leki dopiero nowe w piątek, tamtych koniec i nic nie
    lepiej. Słyszę wokół, pozwól mu odejść, ale siła wyższa rządzi mną. A ty
    odszedłeś, jaką mam pewność że kiedyś spotkamy się.
    www.youtube.com/watch?v=6YO5hLFxFKA&feature=related
    "Gdyby łzy mogły wskrzesić , bylibyście dziś z nami"
  • maretta111 11.02.09, 13:04
    Dostałam leki silniejsze, bo nie radzę sobie sama, poczekamy miesiąc jak nic nie
    będzie lepiej to do psychiatry. Nie potrafię inaczej, wspominam , płaczę, ale
    może to jest normalne, ja przecież straciłam ukochanego, jedynego brata.
    "Bo umrzeć to zbyt mały powód, żeby przestać kochać..."
    życie to są chwile...
    www.youtube.com/watch?v=Mvf5gYPrVZ4
  • maretta111 12.02.09, 05:59
    Smutno niesamowicie,a miało być tak fajnie, miałam tyle planów i marzeń
    związanych z braciszkiem a tu nic, cisza, pustka,a on tak daleko ode mnie, co
    teraz robi, czym się zajmuje, przecież chyba nie jest sam, co jest po tamtej
    stronie?
    "Czym jest człowiek? Jest to naczynie, które pęka od pierwszego lepszego
    wstrząsu, od pierwszego lepszego poruszenia. Aby cię rozbić na kawałki, nie
    potrzeba wielkiej burzy : każdy cios zdruzgota cię doszczętnie. Czym jest
    człowiek? Słabym i kruchym ciałem, nagim, bezbronnym z samej natury,
    potrzebującym cudzej pomocy, narażonym na wszelkie zniewagi Losu, a chociaż ma
    dobrze wyćwiczone mięśnie, staje się dla każdego dzikiego zwierzęcia łupem, dla
    każdego ofiarą. Ciało to utkane jest ze słabych i nietrwałych elementów, piękne
    jest tylko w swej zewnętrznej formie, niewytrzymałe na
    mróz, upał, trud, a z drugiej strony niszczeje ono nawet wskutek
    lenistwa i bezczynności, lęka się swojego pożywienia, raz bowiem ginie z jego
    braku, innym razem pęka z nadmiaru, ileż obawy i troski wywołuje opieka nad nim,
    niepewnie i z trudem trzyma się w nim dusza, którą wygania z niego nagły strach
    lub dźwięk niespodzianie usłyszany i przykry dla uszu, jest on wiecznym źródłem
    zmartwień dla siebie samego, jest pełne wad i bezużyteczne.
    Czy można się dziwić, że podlega śmierci, do której wystarczy jedno
    zachłyśnięcie się?Czy potrzeba wielkiego wysiłku, aby je
    zniszczyć?Zabójczy jest dla niego i zapach, i smak, zmęczenie i brak snu, napój
    i pożywienie, i rzeczy, bez których nie może żyć. Dokądkolwiek się uda, zaraz
    się staje świadom własnej słabości, nie każdy klimat dobrze znosi. Wskutek
    zmiany wody
    i powiewu niezwykłego wiatru, i w skutek najdrobniejszych przyczyn i
    dolegliwości choruje, gnije, marnieje. Rozpoczyna życie od płaczu, a ileż hałasu
    przez cały czas podnosi owa tak wzgardzona istota!Jakież ogromne plany snuje,
    zapomniawszy o swym położeniu! Rozważa w swoim umyśle rzeczy
    nieśmiertelne i wieczne, wyznacza zadania wnukom i prawnukom, a tymczasem wśród
    dalekosiężnych zamierzeń dopada go śmierć, to zaś, co nazywa starością, jest
    najczęściej okresem bardzo niewielu lat."
  • maretta111 12.02.09, 22:03
    Dziś spotkałam się z siostrą cioteczna ze strony taty(*), ależ to ważne że jest
    ktoś z kim mogę się spotkać, porozmawiać wypłakać, że jest ktoś kto nie
    zapomniał, kto chce mnie pocieszać, bo większość zapomniała, nie chce rozmawiać
    wspominać, wróciła do swoich spraw, do codzienności, a ja cierpię i wcale nie
    jest lżej. Braciszku kocham...
    "Bo umrzeć to zbyt mały powód, żeby przestać kochać..."
  • maretta111 13.02.09, 10:25
    "Czym jest śmierć
    słodkim snem (...)
    bólem kogoś
    kogo się zraniło, lecz nie przeprosiło"
    Braciszku jak zwykle smutek maluje się na mojej twarzy, pewnie byś
    powiedział"wszystko będzie dobrze", nie nigdy, przenigdy nie będzie mi lepiej, z
    tobą umarłą część mnie, tak bardzo kocham. Byłeś , jesteś i zawsze będziesz w
    moim serduchu.
    Najdroższy anielski braciszku:
    www.youtube.com/watch?gl=PL&hl=pl&v=PKKGNVFeHF0
  • maretta111 14.02.09, 06:26
    Wszystko jest straszne bez Ciebie braciszku, świat inny, inni ludzie, już nic i
    nigdy nie będzie takie samo...
    "Jeśli przyszło cierpienie,lepiej je przyjąć,bo nie zlikwidujesz go,udając że go
    nie ma.Jeśli przyszła radość,lepiej ją przyjąć,niż
    bać się,że pewnego dnia się skończy. Cierpienie jest częścią życia,choć nie
    spotyka wszystkich.Ci,których
    spotkało muszą nauczyć się z nim żyć..."
    www.youtube.com/watch?gl=PL&hl=pl&v=vfnyJwi1AL4
  • maretta111 14.02.09, 19:07
    Dziękuję braciszku w dzisiejszym dniu Walentynkowo, za to że byłeś, za twoja
    miłość, za to że tak pięknie potrafiłeś kochać. Zawsze będziesz w moim sercu,
    "Choć martwe masz powieki,w moim sercu będziesz żył na wieki"
    www.youtube.com/watch?v=8e_gz-q15asKocham....słyszysz?.....
  • maretta111 15.02.09, 08:43
    "Czym jest człowiek? Jest to naczynie, które pęka od pierwszego lepszego
    wstrząsu, od pierwszego lepszego poruszenia. Aby cię rozbić na kawałki, nie
    potrzeba wielkiej burzy : każdy cios zdrugota cię doszczętnie. Czym jest
    człowiek? Słabym i kruchym ciałem, nagim, bezbronnym z samej natury,
    potrzebującym cudzej pomocy, narażonym na wszelkie zniewagi Losu, a
    chociaż ma dobrze wyćwiczone mięśnie, staje się dla każdego dzikiego zwierzęcia
    łupem, dla każdego ofiarą. Ciało to utkane jest ze słabych i nietrwałych
    elementów, piękne jest tylko w swej zewnętrznej formie, niewytrzymałe na mróz,
    upał, trud, a z drugiej strony niszczeje ono nawet wskutek lenistwa i
    bezczynności, lęka się swojego pożywienia, raz bowiem ginie z jego braku, innym
    razem pęka z nadmiaru, ileż obawy i troski wywołuje opieka nad nim, niepewnie i
    z trudem trzyma się w nim dusza, którą wygania z niego nagły strach lub dźwięk
    niespodzianie usłyszany i przykry dla uszu, jest ono wiecznym źródłem zmartwień
    dla siebie samego, jest pełne wad i
    bezużyteczne.
    Czy można się dziwić, że podlega śmierci, do której wystarczy jedno
    zachłyśnięcie się?Czy potrzeba wielkiego wysiłku, aby je zniszczyć?Zabójczy jest
    dla niego i zapach, i smak, zmęczenie i brak snu, napój i pożywienie, i rzeczy,
    bez których nie może żyć. Dokądkolwiek się uda, zaraz się staje
    świadom własnej słabości, nie każdy klimat dobrze znosi. Wskutek zmiany wody i
    powiewu niezwykłego wiatru, i w skutek najdrobniejszych przyczyn dolegliwości
    choruje, gnije, marnieje. Rozpoczyna życie od płaczu, a ileż hałasu przez cały
    czas podnosi owa tak wzgardzona istota!Jakież ogromne plany snuje, zapomniawszy
    o swym położeniu! Rozważa w swoim umyśle rzeczy nieśmiertelne i wieczne,
    wyznacza zadania wnukom i prawnukom, a tymczasem
    wśród dalekosiężnych zamierzeń dopada go śmierć..." O ile za wcześnie?.... Kocham
  • maretta111 16.02.09, 09:57
    "Idź dokąd poszli tamci do ciemnego kresu, po złote runo nicości twoją ostatnią
    nagrodę, idź wyprostowany wśród tych co na kolanach wśród odwróconych plecami i
    obalonych w proch, ocalałeś nie po to aby żyć, masz mało czasu trzeba dać
    świadectwo, bądź odważny gdy rozum zawodzi bądź odważny, w ostatecznym rachunku
    jedynie to się liczy, a Gniew twój bezsilny niech będzie jak morze, ilekroć
    usłyszysz głos poniżonych i bitych, niech nie opuszcza ciebie twoja siostra
    Pogarda, dla szpiclów katów tchórzy - oni wygrają, pójdą na twój pogrzeb i z
    ulgą rzucą grudę, a kornik napisze twój uładzony życiorys, i nie przebaczaj
    zaiste nie w twojej mocy, przebaczać w imieniu tych których zdradzono o świcie,
    strzeż się jednak dumy niepotrzebnej, oglądaj w lustrze swą błazeńską twarz i
    powtarzaj: zostałem powołany - czyż nie było lepszych .Strzeż się oschłości
    serca kochaj źródło zaranne, ptaka o nieznanym imieniu dąb zimowy światło na
    murze splendor nieba, one nie potrzebują twego ciepłego oddechu są po to aby
    mówić: nikt cię nie pocieszy ,czuwaj - kiedy światło na górach daje znak - wstań
    i idź
    dopóki krew obraca w piersi twoją ciemną gwiazdę powtarzaj stare zaklęcia
    ludzkości bajki i legendy
    bo tak zdobędziesz dobro którego nie zdobędziesz
    powtarzaj wielkie słowa powtarzaj je z uporem
    jak ci co szli przez pustynię i ginęli w piasku a nagrodzą cię za to tym co
    mają pod ręką chłostą śmiechu zabójstwem na śmietniku
    idź bo tylko tak będziesz przyjęty do grona zimnych czaszek
    do grona twoich przodków: Gilgamesza Hektora Rolanda obrońców królestwa bez
    kresu i miasta popiołów
    Bądź wierny Idź..."
    Nic nie jest lepiej, jakby się ktoś pytał. Wczoraj był tragiczny dzień mojej
    mamie, załamanie, pocieszała rodzina żeby trzymał się dla mnie, bo jest mi
    bardzo potrzebna, wnukom, a mama całowała braciszka kurkę zdjęcia z pogrzebu,
    kiedy tak strasznie w trumnie wyglądał i te portretowe. Ja nie potrafię jej
    pomóc, bo sama sobie nie radze, pomimo leków. Czas wcale nie goi ran,a jak
    nauczyć się z tym bólem żyć"
    www.youtube.com/watch?v=FNrT80wyFCw&feature=related
  • maretta111 17.02.09, 16:26
    "Tęsknię za Tobą i kocham Cię.
    Jesteś daleko,
    Ale powrócisz już niedługo,
    Tak mówiłeś, Braciszku.
    To nie moja ani Twoja wina,
    Tak wyszło..ale dlaczego?
    Że jesteś daleko...
    I tyle Ci mogę powiedzieć,
    Że liczę dni do Twego powrotu,
    Że myślę o Tobie każdej nocy,
    Że mówię wszystkim, jaki jesteś:
    Niezastąpiony i jedyny.
    Nikt nie może powiedzieć nic złego o Tobie,
    Bo to Ty jesteś moim bratem,
    A ja Twoją siostrą
    Nic tego nie zmieni.
    Burze i huragany,
    Wielkie sztormy i zamiecie śnieżne
    Nie zasypią drogi,
    Którą tu powrócisz.
    Własnymi dłońmi odgarnę z niej kurz
    I pozbieram wszystkie kamienie
    Żebyś mógł powrócić tutaj
    Jak najszybciej,
    W każdej chwili,
    Kiedy tylko zechcesz.
    Ja zawsze będę czekała na Ciebie,
    A w moim serduszku
    Zawsze pozostanie Twój wesoły śmiech
    Twoje niebieskie oczy,
    Takie jak moje...
    Twoje włosy zawsze czesane wiatrem,
    I nigdy ich nie zapomnę.
    Jak długo jeszcze
    Każesz nam na siebie czekać...
    Każesz czekać mnie?
    Powiedz mi,
    Zaczekam. "
    Dni, miesiące mijają i nic nie ukoi mojego bólu, tak tęsknie, był dziś bratanek,
    prawie 13-latek a wydaje się taki dorosły, poważny, ale taki smutny, jak go
    pocieszyć jak ja sama cierpię. Ależ przyszło nam się zmierzyć z kolejną
    tragedią, ile ich jeszcze?....
  • maretta111 18.02.09, 12:24
    Tęsknię okrutnie, nie wiem jak pomóc sobie, mamie, jest w depresji i bratankowi,
    zaczął wagarować...
    Kochany braciszku czuwaj
  • maretta111 18.02.09, 12:25
    Nie wiem jak pomóc bratankowi, zaczął wagarować, mamie jest w ciężkiej depresji
    i sobie.
    Braciszku czuwaj
  • m-i-l-v-a 18.02.09, 13:34
    Myślę Marletto, że przede wszystkim musicie się trzymać wszyscy
    razem...Zapewniać o swoim uczuciu, zrozumieniu... to chyba najlepsze lekarstwo
    na depresje.
    A co do bratanka.... musiał się gdzieś pogubić... i teraz trudniej mu wrócić do
    normy.Unikamy tego, co nas przerasta... Być moze z powodu tego zawirowania
    życiowego, przez ktore musiał przejść, porobiły mu się w szkole zaległosci, a
    teraz nie może sobie sam z nimi poradzić. Może też z powodu tego zawirowania
    poczuł się jakoś odstawiony na boczny tor i chce zwrocić na siebie
    uwagę....Osoby pogrązone w załobie czasem tak zaszywaja sie swoim smutku, że
    zapominaja o zywych- a też kochanych....
    Może zadeklarujsz swoją pomoc, może regularne wspolne odrabianie prac domowych,
    tłumaczenie tego, co stało się trudne albo jakieś finansowe wsparcie na
    dodatkowe zajęcia.... Myślę, ze bardzo ważne jest okazywanie zainteresowania,
    rozmowa, przekonywanie, jak jest dla Was ważny....

  • maretta111 18.02.09, 15:39
    Kocham bratanka nade wszystko, rozmawiamy dużo, ma do mnie zaufanie,ale nie
    potrafię w tej kwestii dotrzeć, on przeżywa taką tragedię, z zaczął wagarować,
    obiecuje że już jutro pójdzie, i znów, do mnie wpada. Chciałam żeby może iść do
    psychologa, do pedagoga w szkole,ale on nie chce,a to już 13 latek. Nasz świat
    staną na głowie, wszystko się nie układa, z żadnej strony, mnie też koleżanka
    miesza w mailach z błotem że za długo moja żałoba trwa, jak można przecież w
    tych kwestiach to konieczna jest odrobina taktu, jak pomóc mamie, bratankowi, co
    ja robię nie tak...
    Kocham
  • m-i-l-v-a 18.02.09, 16:24
    Twoj bratanek jest rzeczywiście w trudnym wieku... a dodatkowo musi przezywać
    coś, co innym zostało zaoszczedzone. Skoro masz z nim dobry kontakt rozmawiaj.
    Spróbuj sie dowiedzieć, co jest przyczyna niechęci do szkoly.Przyczyny moga być
    naprawdę bardzo rózne, może zaległości, może brak akceptacji albo gorzej- jakaś
    przemoc. Mlodzi ludzie niechetnie o tym mówią, bagatelizują najczęściej problem,
    mówiąc:
    " Wszyscy chodzą na wagary" lub podobnie... A może porozmawiaj z jego mama i
    zasugeruj wizytę u szkolnego pedagoga lub wychowawcy. Czasem oni , z racji
    swojego doświadczenia, widzą coś czego my nie mozemy zauwazyć...
    Tak czy inaczej - Twoj bratanek nie może czuć, ze wizyta w szkole oznacza dla
    niego: "Siła złego na jednego". Musi czuć, ze zarówno wychowawca jak i Wy
    jesteście jego sprzymierzeńcami.

    Warto zaufać w tej sprawie specjalistom.... ale oczywiście wczesniej naświetlić
    im problem... zanim pojawi się w ich głowach stereotyp Twojego bratanka jako
    wagarowicza. Cięzko sie walczy ze stereotypami...
  • maretta111 18.02.09, 17:29
    Sprawa jest delikatna, bo on mi ufa, że nie powiem mamie, z bratową mamy znikomy
    kontakt, ale bez powodu, odcięła się od nas, natomiast bratanek mówi że nie ma
    problemu,w szkole nudno , chcę mu pomóc, ale omijając bratową, ale jak co ja
    mogę bez niej, ale on do mnie straci zaufanie. I jestem w martwym punkcie.
    Braciszku wspieraj nas innego świata, bo ja już wysiadam
  • m-i-l-v-a 18.02.09, 17:48
    Maretto, nie mozesz go wspierać w utrwalaniu tego, co nie jest dla niego dobre.
    Twój bratanek może zacząć wykorzystywać te sytuację i brnąć w swoje problemy.
    Wierzę, ze nastapiło rozluźnienie kontaktów z bratowa, ale w imię wyższych racji
    może pora to zmienić. Dużo Was łaczy- obydwie bardzo kochacie tego małego
    mężczyznę i chcecie jego dobra.
    Zaufanie to rzeczywście bardzo ważna sprawa i trzeba postępować bardzo
    delikatnie, żeby go nie zawieść. Nie mówię, ze masz go w jakimś sensie
    zdradzić... Trzeba to zrobić jakoś mądrze, delikatnie. Może nawet pojść na
    kompromis, przestać rozpamiętywać to co boli, wybaczyć.... w imię tej wyższej
    racji- JEGO DOBRA. Jeżeli to dla Ciebie za trudne, może spróbuj porozmawiać
    zdecydowanie z bratankiem. Powiedz mu otwarcie, ze się o niego martwisz,
    przymykałaś oko na jego nieobecności, ale nie możesz tego robić ciagle... z tej
    miłości własnie. Niech on zaproponuje czego od Ciebe oczekuje, w wyjątkiem
    krycia jego wagarów. Jak Wasza tajemnica wyjdzie na jaw (a szkoła prędzej czy
    później zgłosi matce fakt wagarowania...) trudniej Wam będzie wrocić do
    poprawnych relacji...
    Wiem, ze trudno zapomnieć o wielu sprawach, ktore bolą, ale może ten młody
    człowiek własnie podaje Wam na tacy szanse na porozumienie...
  • maretta111 18.02.09, 18:53
    Ale to nie ja mam dystans do rzeczy, tylko bratowa, ja wyciągnęłam jej serce na
    dłoni, zaprosiłam na miesięcznice do siebie, choć nie musiałam , bo od półtora
    roku nie miałyśmy kontaktu, ale zrobiłam to, dla braciszka, jemu byłoby miło, bo
    bardzo przeżywał tą sytuację, tłumacząc że on to on mąż i co było między nimi to
    było, ale żeby zerwać z nami kontakt, to chore. Zawsze mówiła mojej mamie że
    tylko na nią może liczyć, ale jak z mężem nie ułożyło się, to kopnęła nas w
    d...A ja kocham tego dzieciaka iw życiu zrobię wszystko żeby był szczęśliwy,
    muszę spróbować mu pomóc, ale szukam sposobu, bo to taki wrażliwy dzieciak,
    sama jestem w rozterce, miałam tylko 16 lat jak umarł tato, było tez fatalnie,
    ale szkoły nie zawaliłam. Tłumacze jemu. Mam nadzieję że to już koniec jego
    wybryków, ale wiem też, że nie łatwo będzie jej samotnie wychować syna bez
    wsparcia rodziny, wiec skąd ta wrogość jak się nigdy nie kłóciłyśmy. A bratanek
    na zawsze w moim sercu zagościł, teraz pewnie bardziej,a w jeszcze większym
    obowiązku czuje się , bo to mój chrześniak.
    "Ty, Panie tyle czasu masz,
    Mieszkanie w chmurach i błękicie,
    A ja na głowie mnóstwo spraw
    I na to wszystko jedno życie.
    A skoro wszystko lepiej wiesz,
    Bo patrzysz na nas z lotu ptaka,
    To powiedz czemu tak mi jest,
    Że czasem tylko siąść i płakać.
    Ja się nie skarżę na swój los,
    Potulna jestem jak baranek
    I tylko mam nadzieję że,
    Że chyba wiesz co robić Panie?
    Ile mam grzechów, któż to wie,
    A do liczenia nie mam głowy,
    Wszystkie darujesz mi i tak,
    Nie jesteś przecież drobiazgowy.
    Lecz czemu mnie do niebios bram,
    Prowadzisz drogą taką krętą
    I czemu wciąż doświadczasz tak,
    Jak gdybyś chciał uczynić świętym.
    Nie chcę się skarżyć na swój los,
    Nie proszę więcej niż dać możesz
    I ciągle mam nadzieję, że,
    Że chyba wiesz co robisz Boże?
    To życie minie jak zły sen,
    Jak tragifarsa, komediodramat,
    A gdy się zbudzę, westchnę cóż,
    To wszystko było chyba zamiast.
    Lecz póki co w zamęcie trwam,
    Liczę na palcach lata szare
    I tylko czasem przemknie myśl,
    Przecież nie jestem tu za karę.
    Dziś czuje się jak mrówka,
    Gdy jakiś but tratuje jej mrowisko.
    Czemu mi dałeś wiarę w c
    A potem odebrałeś wszystko.
    Nie chcę się skarżyć na swój los,
    Choć wiem jak będzie jutro rano,
    Tyle powiedzieć chciałam Ci,
    Zamiast... pacierza na dobranoc."
    (*)(*)(*)
  • m-i-l-v-a 20.02.09, 13:37
    > Ale to nie ja mam dystans do rzeczy, tylko bratowa, ja wyciągnęłam jej serce na
    > dłoni, zaprosiłam na miesięcznice do siebie, choć nie musiałam , bo od półtora
    > roku nie miałyśmy kontaktu, ale zrobiłam to, dla braciszka, jemu byłoby miło, b
    > o
    > bardzo przeżywał tą sytuację, tłumacząc że on to on mąż i co było między nimi t
    > o
    > było, ale żeby zerwać z nami kontakt, to chore.

    Maretto, wierzę, ze tak było, ale probuję też zrozumieć, co czuje ta druga
    strona- Twoja bratowa. Skoro nie miałyście kontaktu przez taki długi okres
    czasu, może źle by sie czuła przychodząc. To bardzo delikatna sprawa i trudno mi
    cokolwiek o tym powiedzieć. Wiem tylko, ze w podobnych sytuacjach po obydwu
    stronach pojawiaja się fale pretensji, czasem nawet nieuzasadninych, bo
    dotyczących wyobrazen, a nie realnego życia. Może ona myśli, ze skoro nie udało
    im sie w małżenstwie, już jej nie akceptujecie? Jeżeli sie tego nie wyjasni może
    powstać mur nie do przebycia. Nie wiem jak postąpiłabym w podobnej sytuacji.
    Wydaje mi się, ze wzięlabym kawał dobrego ciasta... i kiedyś odprowadziłabym
    bratanka do domu i wprosiła sie na mała kawe, A potem powiedziałabym o swoich
    uczuciach, o chęci pomocy bratankowi, o tym jak ważne są dla ciebie kontakty...
    Zadnych pretensji, wyciagania przeszłości z lamusa- no chyba, że w pozytywnym
    świetle....I nie przenoszenie, bron Boże relacji, konfliktów które były między
    nią a Twoim bratem na Wasz układ. Wiem, ze to trudne, bo nie wiadomo jaka byłaby
    jej reakcja... Ale warto sprobować, nic nie masz do stracenia. Duzo mozesz
    zyskac...A najwięcej Twoj bratanek
  • maretta111 19.02.09, 05:30
    28-go minie 3 m-ce a nic nie lepiej, braciszku dla ciebie(*)(*)(*)
  • maretta111 20.02.09, 09:17
    Czy można złagodzić ból po tak wielkiej stracie?
    "POWIEDZ MI PROSZĘ JAK TAM JEST,
    NO WIESZ TAM GDZIE JESTEŚ TERAZ???!!!
    CZY TAK JAK MÓWIĄ WSZYSTKO MASZ???!!!
    I NIC TAM NIE BOLI I NIE DOSKWIERA!!!???
    POWIEDZ MI PROSZĘ JAK TAM JEST,
    CZY SĄ TAM ŁĄKI WIECZNIE KWITNĄCE!!!???
    CZY TAK JAK MÓWIĄ,NIKT NIE PŁACZE???!!!
    I ZAWSZE TAM DLA WAS ŚWIECI SŁOŃCE!!!???
    POWIEDZ MI PROSZĘ JAK TAM JEST,
    NO WIESZ TAM GDZIE JESTEŚ TERAZ,
    BO W KOŃCU PRZECIEŻ KAŻDY Z NAS
    PRĘDZEJ CZY PÓŹNIEJ TAM SIĘ WYBIERA. "
    KOcham
  • maretta111 22.02.09, 20:50
    "Ty, Panie tyle czasu masz,
    Mieszkanie w chmurach i błękicie,
    A ja na głowie mnóstwo spraw
    I na to wszystko jedno życie.
    A skoro wszystko lepiej wiesz,
    Bo patrzysz na nas z lotu ptaka,
    To powiedz czemu tak mi jest,
    Że czasem tylko siąść i płakać.
    Ja się nie skarżę na swój los,
    Potulna jestem jak baranek
    I tylko mam nadzieję że,
    Że chyba wiesz co robić Panie?
    Ile mam grzechów, któż to wie,
    A do liczenia nie mam głowy,
    Wszystkie darujesz mi i tak,
    Nie jesteś przecież drobiazgowy.
    Lecz czemu mnie do niebios bram,
    Prowadzisz drogą taką krętą
    I czemu wciąż doświadczasz tak,
    Jak gdybyś chciał uczynić świętym.
    Nie chcę się skarżyć na swój los,
    Nie proszę więcej niż dać możesz
    I ciągle mam nadzieję, że,
    Że chyba wiesz co robisz Boże?
    To życie minie jak zły sen,
    Jak tragifarsa, komediodramat,
    A gdy się zbudzę, westchnę cóż,
    To wszystko było chyba zamiast.
    Lecz póki co w zamęcie trwam,
    Liczę na palcach lata szare
    I tylko czasem przemknie myśl,
    Przecież nie jestem tu za karę.
    Dziś czuje się jak mrówka,
    Gdy jakiś but tratuje jej mrowisko.
    Czemu mi dałeś wiarę w cud
    A potem odebrałeś wszystko.
    Nie chcę się skarżyć na swój los,
    Choć wiem jak będzie jutro rano,
    Tyle powiedzieć chciałam Ci,
    Zamiast... pacierza na dobranoc."
    W piątek wieczorem wzięłam 2 tabletki, bo rano zapomniałam, a sobotę myślałam,
    że sfiksowałam, nogi jak z waty, drżenie rąk, braciszku ja żyje w jakimś
    letargu, tak cierpię, nie widziałam że tak można kochać...
  • maretta111 23.02.09, 09:38
    "Ludzie umierają
    Pozostaje tylko rozpacz i smutek
    Pozostają tylko wspomnienia i myśli o nich
    Często zastanawiamy się, dlaczego właśnie teraz odeszli
    Przecież byli dobrzy dla innych
    Często myślimy, po co teraz żyć, gdy ich nie ma tutaj
    Może spotkamy ich w niebie?
    Tylko, co teraz?
    Łzy same lecą,
    Próbujemy zapomnieć – lecz nie udaje nam się.
    Wciąż zamyśleni,
    Wciąż zapłakani,
    Wciąż smutni.
    Ale oni są w niebie,
    Tam, gdzie jest lepiej niż na Ziemi.
    Opiekują się nami,
    Tylko że ich nie widzimy
    Oni nie pozwolą zrobić nam krzywdy,
    Bo oni są ANIOŁAMI!!!!"
    Skąd ja mam jeszcze łzy, codziennie płakać, ale tak cierpię, tak tęsknię, w
    sobotę będzie 3 miesiące a nic nie lepiej. Bratanek mam nadzieję wyjdzie na
    prostą mówił że już nie wagaruje, mama jakoś musi się pozbierać ostatkiem sił, a
    ja egzystuje...Kocham Cie mój anielski braciszku.
  • maretta111 24.02.09, 12:47
    Samotność jest męcząca,
    > > > > zabija człowieka do końca..
    > > > > I choć ciało żyje, dusza umiera...
    "Samotność jest dołująca,
    rozkleja człowieka do końca..
    I choć wiem,
    że nigdy już nie wrócisz,
    żyję nadzieją...
    Złudną nadzieją...
    A mój świat rozpada się,
    gdy Cię nie ma obok mnie..."
    Ależ ja tęsknię, na pogrzebie i tuż po słyszałam że ma być lepiej i co? Wcale
    nie jest lepiej jest gorzej , tęsknota przygniata, mama chyba uzależniła się od
    leków, jakaś otumaniona była,a teraz emocje puszczają, co po lekach jak ból
    rozrywa klatkę piersiową, chyba na taki ból nie ma słów pocieszenia, chyba nic
    już go nie ukoi, pewnie nauczyć się wypada z tym żyć ,ale jak kiedy "życie boli"
    www.youtube.com/watch?v=YuZtySIMaBA&feature=related
    Kocham przeogromnie braciszku...i tak tęsknię za Twoim głosem, rozmową , sms, za
    tobą całym.
  • jaska222 25.02.09, 13:02
    moretta11, wielkie ci dzięki za podane piosenki, modlitwy i wiersze,
    tak oni uspokojają duszę..... Pozdrawiam
  • maretta111 25.02.09, 17:17
    Cieszę się jeśli w jakikolwiek sposób wiersze, piosenki, cytaty koją czyjeś
    zbolałe serce, jestem na etapie poszukiwań, bo moje serce tez tak mocno krwawi.
    www.youtube.com/watch?v=LBmUBMnuU2k
    "Bardzo daleko od siebie mieszkamy, lecz już niedługo znów się spotkamy. Kiedy
    nadejdzie ta wspaniała chwila, polecę wysoko na skrzydłach motyla.I tylko dla
    Ciebie, jeśli będziesz chciał, sprawię, by ziemia od nas odleciała."
    Kocham i czekam...
  • maretta111 25.02.09, 11:31
    www.youtube.com/watch?v=kfIc08oVxY0&feature=related
    "SĄ CZTERY RZECZY ,KTÓRYCH COFNĄĆ NIE MOŻNA:
    KAMIEŃ - KTÓRY ZOSTAŁ RZUCONY,
    SŁOWO - KTÓRE ZOSTAŁO POWIEDZIANE,
    OKAZJA - KTÓREJ SIĘ NIE WYKORZYSTAŁO,
    CZAS - KTÓRY PRZEMINĄŁ..".
    Kocham tęsknię...
  • maretta111 26.02.09, 05:53
    "Przeszłość dokonana,przyszłość nieznana, pamiątki pozostają po kimś,
    kto był a już nie wróci.Ostatnie pożegnanie,przepełnione smutkiem, kiedy już
    się kogoś nie zobaczy, na zawsze iskierkę radości się straci. Budząc się pewnego
    poranka, chce się chwycić za telefon, ale nie ma takiego numeru,żeby przeszłość
    odwrócić. Wspomnienia- to ostatnie co pozostanie,kiedy kogoś zabraknie."
    Jakie to życie jest okrutne bez mojego kochanego braciszka, kocham, cierpię...
  • maretta111 27.02.09, 06:06
    Kolejna msza za ciebie, tak mi smutno, bo nie za zdrowie, tylko dusze, jutro już
    3 m-ce. Braciszku, pamiętam.
    "Dla mnie jesteś światem całym.
    Dla mnie istniejesz tylko Ty. Nie wiesz jak Cię pokochałam, bo przełykam łzy.
    Gdy daleko ode mnie jesteś pozostają już tylko sny."
  • maretta111 28.02.09, 05:48
    Braciszku dziś 3 miesiące, a wydaje się że to tak niedawno, jak żegnałam się z
    Tobą, mamę wyprowadzili jak zamykali trumnę,a ja tak płakałam, tak chciałam
    zatrzymać czas, a najlepiej cofnąć go. a ta wiadomość 28 listopada, że nie
    żyjesz, to było straszne, dzwonić i mówić wszystkim, mój brat nie żyje, zmarł,
    niema już go ....Do szału doprowadzały mnie prośby"powiedz to na spokojnie". ja
    na spokojnie, przecież mój jedyny brat nie żyje, byłam tylko z mamą i małymi
    dziećmi jak się o tym dowiedziałam, kto miał to zrobić, oni przezywali szok, a
    ja, mama, dzieci moje, ich też świat się zachwiał, do dziś córcia nie chce
    nakładać czarnej,albo granatowej rzeczy, dlaczego nas to spotkała, dlaczego...?
    " Ludzie są jak chmury na naszym niebie,przychodzą na dłużej albo na krócej,ale
    nigdy na zawsze.Nie warto próbować ich zatrzymać,nie da się przecież zatrzymać
    chmury... Chmury bowiem świecą najjaśniej kiedy odchodzą."
    Kocham tęsknię, czekam
  • radomilu 28.02.09, 19:57
    Dziś kolejna data pełna bólu i wspomnień...
    Mama Agatki napisała coś bardzo ważnego: pozwól bratu odejść... sama napisałaś
    wcześniej o czterech rzeczach, których nie można cofnąć... czas jest jedną z
    nich. Nie wiem, co Ci więcej napisać, po prostu jestem dziś z Tobą swoimi
    myślami i sercem.
    Pozdrawiam Cię serdecznie.
  • halas1961 28.02.09, 06:42
    Martusiu wiem jak ci ciężko, każdego miesiąca data śmierci naszych bliskich jest
    datą która na nowo przywołuje wspomnienia.
    Niestety twoje pytanie , nasze pytania DLACZEGO pozostaną na zawsze bez
    odpowiedzi. Proszę cię pozwól bratu odejść, powiedz sobie w myśli: "dobrze,
    zgadzam się na to , idź spokojnie tam gdzie cię Bóg woła." Powtarzaj to w
    myślach do znudzenia, aż przyjdzie taki moment że poczujesz lekką ulgę, że nawet
    czasem będzie to jakby radość że pójdziesz kiedyś tam gdzie on na ciebie cały
    czas czeka.
    pozdrawiam
    Halina-mama Agatki
  • tylkoja9 28.02.09, 18:55
    Marto
    Trzymaj się kochana.
    U mnie też smutno, strasznie tęsknię...
    Tym bardziej, że niedługo są Jego 18-te urodziny
  • maretta111 01.03.09, 08:31
    Pogodzić się z jego śmiercią nie potrafię, wiem powinnam pozwolić mu odejść, ale
    naprawdę nie potrafię pogodzić się że już go nie ma, że nigdy go nie zobaczę,
    nie przytuli mnie, nie napisze, nie zadzwoni, to takie trudne.
    "Przeszłość dokonana,przyszłość nieznana, pamiątki pozostają po kimś,
    kto był a już nie wróci.Ostatnie pożegnanie,przepełnione smutkiem, kiedy już
    się kogoś nie zobaczy, na zawsze iskierkę radości się straci. Budząc się pewnego
    poranka, chce się chwycić za telefon, ale nie ma takiego numeru,żeby przeszłość
    odwrócić. Wspomnienia- to ostatnie co pozostanie,kiedy kogoś zabraknie."
    Kocham, tęsknię, myślę...
  • tylkoja9 01.03.09, 19:02
    to nie jest coś z czym można się pogodzić
    ja się nie godzę, nigdy się nie zgodzę :(

    może się przyzwyczaję, ale się nie pogodzę

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka