Dodaj do ulubionych

weekendy są straszne

15.02.09, 18:42
Więcej czasu na myslenie w kółko aż do zwariowania...Ciągle wracaja
mysli o chorobie, straszliwej agonii. Nie moge sobie przypomnieć nic
z wczesniejszych chwil, jak mamusia była zdrowa.
Edytor zaawansowany
  • halas1961 15.02.09, 19:44
    Haniu ja mam tak samo. Wciaz wracaja mysli o cierpieniu, o bolu, o strachu mojej
    coreczki. Ostatnio weszlam na jakis temat mowiacy o zyciu po tamtej stronie. Sa
    tam opinie, (zreszta to samo mowia mi mocno starsze kobiety)ze musze za wszelka
    cena starac sie przestac rozpaczac bo to w jakis sposob zatrzymuje Agatke i nie
    jest tam do konca szczesliwa. Ja wiem o tym, ze mam sie wreszcie uspokoic, dla
    niej ale jest to bardzo trudne do realizacji. Tak, pozwolilam jej spokojnie
    odejsc, pogodzilam sie z tym, ale tak strasznie za nia tesknie. Pewnie tak samo
    jak Ty za swoja mamusia.
    Haniu zycze ci spokojnego wieczoru.
    Halina-mama Agatki
  • hanka_m 16.02.09, 13:56
    Ja jestem sceptycznie nastawiona do tych spraw. Nie mam takiego
    poczucia, ze mama jest przy mnie i daje mi jakieś znaki, chociaz
    bardzo bym chciała. Dlatego nie myslę,że moja rozpacz ma jakieś
    znaczenie dla jej duszy. Trzymałam sie w czasie choroby, nie
    płakałam, nie płakałam jak odchodziła ale teraz rozpaczam i nic na
    to nie poradzę. Pewnie, ze mama by nie chciała, zebym była w takim
    stanie, moze nie mam racji, nie wiem.
  • kam.mar 17.02.09, 08:16
    Nie zastanawiam się nad tym czy moja mama by chciała żebym
    rozpaczała czy by tego nie chciała.
    Moja mama chciała żebym była zdrowa i szczęśliwa.
    Jestem człowiekiem.
    Jednym z etapów ludzkiego życia jest utrata najbliższych.
    I żałoba z tym związana.
    Czuję się zdrowsza wtedy, kiedy pozwalam sobie na rozpacz, niż
    wtedy, kiedy na siłę się uśmiecham.
    Przychodzi taki moment, kiedy już nie chcę płakać i mam ochotę
    szczerze się uśmiechnąć.
    I wtedy bywam szczęśliwa.

    Dla mnie też weekendy są straszne. Wesołe, hałaśliwe i spontaniczne
    życie towarzyskie mnie nie interesuje, a trudno znaleźć osoby które
    rozumieją że ponad rok po śmierci mamy jeszcze czuję się smutno.

    Czasami chciałabym zorganizować spotkania osób w żałobie. W soboty
    na przykład. Żeby sobie i innym stworzyć przestrzeń do bycia w
    żałobie, do rozmawiania o tym, jak jest trudno.
  • hanka_m 20.02.09, 11:18
    I znów dzisiaj piątek, mysle z przestrachem o tych wolnych dniach.
  • agun.44 20.02.09, 19:28
    Jedyny pożytek z weekendów to taki, że nie trzeba rano zrywać się do pracy,no
    jeszcze można spokojnie wybrać się na cmentarz. Ale potem to tylko beznadzieja i
    samotność. A tak kochaliśmy wszystkie wolne dni,spędzaliśmy je z Mężem zawsze
    razem, albo na działce, albo na spacerze, było tak bosko. Teraz pozostały tylko
    wspomnienia po tych pięknych dniach, tęsknota i ból. Jutro ostatki, znajomi
    umawiają się na imprezy, będą tańczyć i bawić się... Pozdrawiam.
  • justynakm1 16.03.09, 16:32
    To był moj 2 weekend od odejscia Mojego narzeczonego. pierwszy,
    kilka dni po smierci K., przespałam, dosłowanie faszerujac sie
    lekami. Ten byl bardziej swiadomy, ale przez to chyba jeszcze
    gorszy - placz, czytanie smsow w komroce, dzwonienie na poczte,zby
    uslyszec jego glos. Niemal 2 tyg po naszym wiecznym rozstaniu czuje
    te czarna rozpacz, jak mie dopada i przygniata, jak mnie pochlania.
    Nie mam na nic checi, cieszylam sie z powrotu do pracy ale z kim mam
    sie dzielic kazda drobna informacja???? ten 1 wknd, gdy nie bylo od
    K. smsa, telefonu, rozmowy - koszmar. A przede mna kolejne, nie wiem
    jak je przezyje... Bog odebral mi moje cale szczescie, cale zycie,
    cala radosc.
  • halas1961 16.03.09, 22:26
    2 tygodnie to jest bardzo mało, to jakby wczoraj. Moja córeczka odeszła 10
    miesiecy temu i tez tak jakby to było wczoraj. WCzoraj tez na okrągło słuchałam
    jej glosu nagranego w telefonie.
    Ale dlaczego piszesz " po naszym wiecznym rozstaniu". Rozstanie na pewno jest
    tylko na troche. Dla młodego człowieka wydaje sie pewnie że na wieki. Tak
    napewno nie jest. Nawet jeśli ułozysz sobie zycie z kimś innym kiedys tez stąd
    odejdziesz a on wtedy wyjdzie Ci naprzeciw, on wtedy Cię powita. Jesli nie masz
    z kim dzielic radości może zacznij tak jak niektórzy z tego forum pisać do
    swojego chłopaka listy. Kup zeszyt i pisz, to pomaga. Piszesz "Bóg odebrał mi
    całe moje szczęście...", ale czy nie pomyślałaś że i Bóg Ci to szczęście kiedyś
    dał. Przyjdzie taki czas, że z radością będziesz wspominać wspólnie spędzone
    chwile, że będziesz wdzięczna Bogu że miałaś to szczęście poznać takiego
    chłopaka, pokochać go. Ja wiem teraz jest trudno, teraz jesteś na Boga zła, nie
    zgadzasz się na to... Twój chłopak z pewnością chciałby Cię widzieć
    usmiechniętą. Wtedy i on tam będzie szczęśliwszy.
    Jeśli będziesz w stanie spróbuj przeczytać którąś z polecanych tu na forum
    książek, a zrozumiesz że rozstaliściesie tylko na chwilę.
    Pozdrawiam
    Halina-mama Agatki
  • adria78 17.03.09, 07:39
    Justynko,doskonale wiem,co przeżywasz,ja rok temu czułam dokładnie to samo,też straciłam kogoś kogo kochałam i do końca życia się z tym nie pogodzę!Teraz jest już o wiele lżej, ból nie odszedł,ale zmienił trochę inną formę,to tak jakbyś nagle w czarnym tunelu powoli zaczęła dostrzegać jakieś przebłyski nie wiem: światła? nadziei? chęci powrotu życia. To bolesne i trudne. Ja zaraz po jego śmierci tez się dziwiłam jak świat może dalej istnieć,nie myślałam o żadnej przyszłości tylko o tym,co zrobić,żeby wrócił,żeby go choć na chwilkę zobaczyć.Długo czekałam.Były lepsze i gorsze dni,czasem całkiem straszne,kiedy tęskniłam tak,że myślałam,że zwariuje. I z czasem tych lepszych dni zaczęło przybywać,nie znaczy to,że nie zapomniałam,że nie tęsknię,myślę,że przyzwyczajam się do tego stanu ciągłych wspomnień i już tak nie boli,jak na początku.Oni nie odeszli od nas Justynko,popatrz dokładnie,z czasem będziesz dostrzegać różne znaki od swojego ukochanego, na dowód tego,że jest przy Tobie, ja miałam takie znaki i wiele innych osób,które tutaj są. Te znaki są rożne; jego głos,dotyk,kroki,zapach - sama poznasz,że to On. To jest właśnie moja nadzieja,że nie umiera się całkiem,że nie odchodzi na zawsze,że jest się całkiem blisko,choć w innej postaci. Przytulam cie bardzo serdecznie i życzę żebyś znalazła odrobinkę światełka w tej otchłani.
  • justynakm1 17.03.09, 10:42
    Wiem, macie racje, ze kiedys bedzie lepiej. K. byl moim najwiekszym
    skarbem, niewatplwie nadanym przez Boga. Kiedy sie poprawi-tego nikt
    nie wie, zalobe i smutek trzeba przezyc, moge miec wsparcie ale bol
    i rozpacz jest po mojej stronie. Wczoraj na cmentarzu strasznie
    plakalam, nie moglam sie powstrzymac, choc wiem, ze pewnie to K.
    boli...ale moja tesknota jest jak ocean, otchlan..wieczorem bylo
    jeszcze gorzej, jeszcze trudniej, w nocy tez koszmarnie, boje sie
    zasypiac bez lekow..nie jestem juz taka dzielna jak kiedys, czuje na
    sobie jakis wielki ciezar.
    ktos mi powiedzial, ze musi minac rok po stracie bliskiej osoby, aby
    pojawily sie te jasniejsze dni. Tylko jak ten rok przezyc? jak dac
    sobie rade i nie zwariowac? jak sie modlic z ukochanego, gdy nie
    mija zlosc na Boga? Halino, mam nadzieje, ze ksiazki choc troszke mi
    pomoga... wczoraj przeczytalam artykul w PNi, w zasadzie list wdowy
    do jej meza, o jej nowym zwiazku, zyciu, planach z nowym mezczyzna.
    Ten artykul mial mi pomoc, ale tak naprawde odebralam go zupalnie
    inaczej - ta kobieta zawsze kochala bedzie swojego 1 meza, a ten
    nowy jest i bedzie zawsze 2 wwyborem.. a ja tak nie chce, ja mialam
    plany z K i dlaczego sie rozsypaly? dlaczego tyle cierpienia
    kosztowala Go walka z choroba, a mimo to nie udalo sie? dlaczego
    taki wspanialy i szlachenty czlowiek, krol zycia, kochajacy ludzi
    musial odejsc???? los jest okrutny, a milosierdzia Boga jakos sie w
    tym nie potrafie odszukac......
  • halas1961 17.03.09, 23:19
    Ludzie rodzą się i umierają. Taka jest kolej rzeczy. Moja córka tez zmarła na
    raka ,tez była piękna, zdolna ,kochala zycie, miała 24 lata.
    I ja zadawałam te same pytania, ja błagałam Boga żeby zabrał mnie.
    Krzyczalam na niego, krzyczałam gdzie Twoje miłosierdzie, po co Ci tam moja
    Agatka....Ja wciąż cierpię.
    Ale nie pytam Boga już dlaczego, już nie mam do niego pretensji, nie oddaliłam
    się od niego.
    Jesteś na początku drogi. Jeśli uwierzysz,że go potem spotkasz zaczniesz mysleć
    inaczej. Narazie sprawia Ci to trudność ,ale jeśli bardzo bedziesz się starać za
    jakis czas uwierzysz. Wtedy zrozumiesz, że takie było jego przeznaczenie, że
    widocznie tam jest bardziej potrzebny, że zapewne tam ma do zrobienia więcej niz
    tu.
    A niektórzy starzy ludzie mówią, że Bóg jak każdy gospodarz zbiera ze swego
    ogrodu najpierw te najpiękniejsze kwiaty....
    Halina-mama Agatki
  • justynakm1 18.03.09, 10:13
    Masz racje Halino,kiedys przestane zadawac te pytania.. Na razie
    chce mi sie tylko krzyczec albo plakac, a najbardziej spac - bo
    wtedy jest szansa na przeniesienie sie do innej rzeczywistocis. Dzis
    K mnie odwiedzil, mowil, ze bardzo teskni, ale wygladal ladnie,
    mimo,ze wszytsko dzialo sie w szpitalu. Byl lekarzem pasjonatem,
    znajomi uwazaja, ze chirugrow pewnie w niebie tez
    potrzeba...Zamowilam jedna z ksiazek, licze,ze bedzie mi pomagala-
    poki co pomaga mi Hydroksyzyna. Moj sen rano mnie zupelnie rozlozyl,
    ale teraz jestem jakos dziwnie spokojna, moze za sprawa lekow, a
    moze za sprawa K... a moze dlatego,ze jestem w pracy, wsrod ludzi?
    pozdrawiam serdecznie
    Justyna

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka