Dodaj do ulubionych

nagła smierc matki

19.05.09, 03:21
Moja Mama umarla blisko rok temu ,
wiele razy chorowala ,
ale zawsze wychodzila z choroby
m in. ze zlosliwego raka
czy powaznego wylewu
o reszcie chorob nie wspominam
zawsze zwyciesko , zawsze optymistycznie.
Pewnego dnia wstalem z lozka i mama umarla
tak nagle i niespodziewanie
(prawdopodobnie wylew z trudno operowanego tętniaka)
Nagla smierc jest chyba lepsza od tej dlugotrwalej
ale szok i niedowierzanie pozostaje.
Zreszta sam nie wiem czy Jej smierc byla lagodna , prawdopodobnie nie
Trudno z tym zyc ale trzeba.
Edytor zaawansowany
  • 19.05.09, 10:58
    Bardzo mi przykro. Moja mama zmarla na raka po niespelna
    pieciomiesiecznej walce. Dzieki Bogu nie cierpiala. Dla mnie to
    rowniez byla bardzo niespodziewana smierc, poniewaz mama zawsze byla
    okazem zdrowia i nigdy nie chorowala. Byla tylko raz w zyciu w
    szpitalu kiedy ja sie urodzilam. A tu nagle dopadla ja ta straszna
    choroba i zabila w tak krotkim czasie.
    Masz racje bardzo trudno zyc bez mamy..... Ale jakos trzeba.
  • 19.05.09, 15:20
    Dziekuje za odpowiedz.
    To smutne wszystko ,
    Nie wiem czy powinienem to pisac:
    z pewnoscia to musial byc wyjatkowo zlosliwy nowotwor , bardzo
    zjadliwa postać , kiedys czytalem ze Pilsudski od zachorowania i
    diagnozy raka umarl w cztery miesiace . Miedzy innymi nowotwor skory
    daje bardzo szybkie przerzuty i czlowiek bardzo szybko umiera.
    Moja mama miala tez barzdo zlosliwego nowotwora ale wyszla z niego ,
    no niestety wylew ją zabił
  • 19.05.09, 16:47
    Moj maz dowiedzial sie, ze ma raka 13 lipca a 22 listopada zmarl.
    Nigdy nie chorowal, byl silnym, zdrowym mezczyzna....

    Mysle, ze smierc czycha na nas wszedzie, okropne uczucie.
    Pozdrawiam i bardzo wspolczuje
  • 20.05.09, 04:52
    Dziekuje
    rowniez pozdrawiam i wspolczuje
  • 19.05.09, 17:11
    U mamy zdiagnozowano drobnokomorkowego raka pluc (najbardziej
    zlosliwa odmiana raka pluc) i nistety choroba ja pokonala w tak
    krotkim czasie.
    Jej smierc po raz kolejny uswiadomila mi jak kruche jest nasze
    ludzkie zycie. W zaszadzie nie mamy tutaj nic do powiedzenia.

    Moj tata zmarl 14 lat temu nagle na zawal serca. Poszedl do pracy i
    juz nie wrocil.
  • 19.05.09, 22:03
    Amberko - Gdybyś jechala do swego rodzinnego miasta:) to skontaktuj sie ze mna
    przez Naszą Klasę jesli bedziesz chciala mozemy sie spotkac i dam Ci
    wiersze(zostawie dla Ciebie):)
    Halina-mama Agatki
  • 29.06.13, 18:17
    amberka2 napisała:

    > U mamy zdiagnozowano drobnokomorkowego raka pluc (najbardziej
    > zlosliwa odmiana raka pluc) i nistety choroba ja pokonala w tak
    > krotkim czasie.

    mojej mamie tez sie to paskudztwo przyzepilo.. walczyla dzielnie prawie rok.... odeszła w 3 miesiace po swojej mamie.......


    --
    gdyby nie kobiety, koniec świata dawno byłby już za nami
  • 24.05.09, 22:42
    Moja mama, podobnie jak mama amberki2, nigdy nie chorowała na żadne
    przewlekłe i poważne schorzenia. A zabił ją, w ciągu 7 miesięcy, rak
    trzustki. Wszyscy mieliśmy nadzieję, że zostanie z nami dłużej, ale
    to strasznie podstępny rak.

    Nie sądziłam, że będzie mi jej aż tak brakowało...

  • 25.05.09, 10:52
    Salvadorku ... my wytrzymaliśmy 11 miesięcy ... w stadium rozsianym.
    Tato też wcześniej nie chorował. W domu u Teściów nie było nawet
    tabletek od bólu głowy ;-(
    Ostatnio mój mąż przyznał się ,ze musi uważać wchodząc do domu
    Rodziców, żeby od progu nie pytać "Jak się czuje dziś Tata ...".
    Chorował ... leżał, ale był ... dla mnie nadal jest .. gdzieś tam.
    Ciężkie to wszystko ...
    Pozdrawiam
    Pam
  • 27.12.09, 19:12
    W wigilię pochowaliśmy moją ukochaną mamusię. Białaczka zabiła ją w dwa
    miesiące.Ale prawdopodobnie przyczynili się do tego lekarze, robiąc jej
    bezmyślnie koronorografię. Miała postać przewlekłą i gdyby nie to badanie to
    pewnie by się tak nie uzłośliwiła. A postępowała jak lawina. Od badania umarła
    za 2 miesiące i 1 tydzien. Nie mogę dać sobie z tym rady ,TAK STRASZNIE MI JEJ BRAK.
  • 27.12.09, 22:54
    Wiem jak to boli,stracilam Mame trzy miesiace temu,rozumiem Twoj zal, bunt i
    tesknote, mocno Cie tule.
  • 30.12.09, 20:08
    Dzięki Olu za słowa wsparcia, Wiem że ty bardzo mnie rozumiesz. Tęsknię za mamą
    coraz bardziej. Minął tydzień od jej śmierci i dziś tydzień od pogrzebu. Jutro
    wybieram się na cmentarz, ale dziś przeryczałam cały dzień. Mama chciała żyć,
    była bardzo dzielna przez całą chorobę, wszystkie badania i zabiegi jakie jej
    robili przyjmowaŁa z nadzieja że będzie jej lepiej. Całą chorobę przyspieszyła
    bezmyślność lekarzy. Mam do nich wielki żal. Mając podejrzenie przewlekłej
    białaczki limfatycznej zrobili jej koronorografię , zupełnie niepotrzebnie ( JUŻ
    TRZECH INNYCH LEKARZY MI TO POTWIERDZIŁO) i choroba sie uzłośliwiła w
    przerażającym tempie. Przyjęła postać złośliwych chłoniaków . Co dzień była
    coraz słabsza i wyskakiwały jej coraz to nowe guzy na skórze które były bardzo
    bolesne. W końcu dostala udaru - przy mnie . Apotem było coraz gorzej , nie
    mogła mówić ,nic nie jadła. odeszła 22.12.2009 o godz 9. Kocham ją .
  • 30.12.09, 21:45
    Och Krysiu, moja Mamusia tez tak bardzo chciala zyc, ciagle widzialam to w Jej
    oczach, to straszne jak odchodzi Osoba, ktora jest taka energia, pelnia zycia,
    ktora tak walczy o zycie i przegrywa...
    Nie chce Ci pisac o Jej ranach, odlezynach,i o tych wszystkich
    cierpieniach,ktore widzialam u Mamy i ktore dzialy sie na moich oczach bo nie
    jestem gotowa na to.
    Najbardziej przeraza mnie do tej pory bezdusznosc lekarzy i traktowanie przez
    pielegniarki pacjenta jak przedmiotu.Na dzien dzisiejszy nienawidze polskiej
    sluzby zdrowia.
  • 02.01.10, 14:51
    Wczoraj a może dzisiaj rano zmarła moja mama. Jeszcze nie uporałam się z
    odejściem bliskiego człowieka a tu następny oścień wbiła śmierć. I wiecie co mam
    wrażenie, że te pieprzone życie jest dla nas wszystkich za karę. Żałuję, że mam
    dzieci, żałuję, że sama żyję.
    Jeszcze nie dociera do mnie w pełni, że już jej nie zobaczę nigdy.
  • 02.01.10, 16:03
    Mariolko
    Nie wiem jak to jest kiedy umrze mama, bo mamę mam mimo swoich 49 lat, wciaz ja
    mam. Ale wiem jak to jest kiedy umrze tata,babcie, dziadkowie, przyjaciel...
    kiedy odejdzie najukochanszy skarb pod słońcem jakim była moja córka. Ta ostania
    strata jest najdotkliwsza, nieporównywalna z zadna wczesniejsza stratą....
    Część mnie bezpowrotnie odeszła razem z córką. Tylko nie bardzo wiem gdzie, bo
    po tamtej stronie mnie jeszcze nie chca...A jednak, jednak ja wierze ze zobacze
    swoja córeczke, ja mam pewnośc ze ją zobacze!!!
    Nie załuj że zyjesz, nie załuj ze masz dzieci...
    Ja czasem tez powtarzam w myslach slowa piosenki Edyty Geppert:
    ..." dzis czuję sie jak mrówka gdy ktos butem zdepcze jej mrowisko, dałeś mi
    Panie wiarę w cud a potem odebrałeś wszystko...".
    Ale mimo tego, ze zycie wydaje się czesto popieprzone, jak piszesz to jednak
    skoro nam to zycie dano pewnie jakis cel w tym jest, pewnie cos waznego mamy do
    zrobienia zanim spowrotem odejdziemy tam skad przyszlismy. Twoj bol i strata sa
    bardzo swieze... masz prawo do placzu, do krzyku , do zlosci na Boga, swiat i
    wszystkich wokol...Ale mame zobaczysz kiedys napewno, uwierz w to...
    Halina-mama Agatki
  • 02.01.10, 17:27
    Ja nadal płaczę , złoszczę się na Boga że odebrał mi mamę, teraz kiedy
    rozumieliśmy się jak nigdy ,mieliśmy wspólne tematy, wspólne plany.Mam wrażenie
    że część mojej osoby umarła razem z nią, cały czas jestem na uspakajających
    lekach. Ale obiecałam mamie że będę miała oko i będę pomagać temu jej wnusiowi
    którego wychowywała i muszę słowa dotrzymać .To też mój kochany chrześniak Nie
    wiem jak będzie z moją wiarą, czy się nie załamię- czasem mi się wydaje że
    wszystko jest dziełem przypadku i że potem nie ma nic. Ja mam swoją rodzinę,
    nawet z mamą razem nie mieszkałyśmy, ale więż matki z córką jest tak silna i ból
    po stracie straszny. W 2001 r zginęła w wypadku moja bratowa ( synowa mamy),
    kochałam ją bardzo ,była dla mnie młodszą siostrą.W 2003 zmarł mój tata, trochę
    chorował , był po wylewie. Ledwie trochę ochłonełyśmy tak szybko odeszła mama.
    Mnie też to życie wydaję się bez sensu i popieprzone , lecz gdy syn dzwoni do
    mnie codziennie i przyjeżdża kiedy tylko może, mąż też się martwi jakoś trzeba
    żyć. Tylko jak sama nie wiem.
  • 02.01.10, 18:25
    Jak Nick wskazuje Krysia jest MOCNĄ kobieta i da rade, glownie dlatego ze
    obiecalas pare spraw mamie, a obietnic sie dotrzymuje. Ja obiecalam corce, ze
    rzucę papierosy. I slowa dotrzymalam, we wrzesniu minal rok jak nie pale. Nieraz
    mam taka chec zapalic, ile razy juz mialam paczke w rece, ale zaraz ..."przeciez
    mi obiecalaś", wiec odkladam bo obiecalam. Nieraz myslę, ze moglam jej obiecac
    jeszcze, ze schudnę to wtedy by sie na pewno udalo:)
    Co do przypadków...ja mam w tej materii takie dla wlasnego podtrzymania wiary w
    sens trwania niezmienne założenia:
    - Nic nie jest dziełem przypadku.
    - Wszystko dzieje sie po cos, ma swój cel, znaczenie, jest potrzebne.
    - Jest wazne i potrzebne nawet jesli boli ponad miare
    - Nie musimy , nie mozemy poznac dlaczego , nie mozemy zrozumiec bo niektore
    sprawy dopiero tam zrozumiemy, pojmiemy.
    - Nie mozemy zrozumiec bo niektore srawy przerastaja moznośc zrozumienia dla
    naszych rozumow w chwili obecnej.
    - Wiec mimo oporów staram sie przyjmowac to co sie wydarza.
    - Wierzę ze potem jest cos, ze na pewno nie konczy sie wszystko, ze potem
    dopiero jest pelnia, szczescie i ukojenie.
    - Wierze, ze potem spotkam swoich bliskich, ze czekaja na mnie, wyjda po mnie.
    - Wierze, bo jak piszesz"wieź matki z corka jest tak silna", ze moja córka juz
    mi dała wiele znaków, ze nic sie nie konczy, ze dopiero sie zaczyna:)
    - Zycie pomimo, ze jest popieprzone jest darem ogromnie cennym
    i choc czesto bym najchetniej juz zamknela oczy "na wieki wieków",
    to kazdego ranka dziekuje za kazdy dzień mimo, ze we łzach, mimo że w walce,
    mimo że czesto w przeogromnej samotnosci.
    -"Ciesz sie z tego co masz mamo"- mówiła moja córka, wiec sie staram, na przekór
    wszystkiemu, na przekór swoim łzom...dla niej.


  • 02.01.10, 18:47
    Dzięki za odpowiedż. Ten nick wymyślił właśnie mój chrześniak razem z synem.
    Tak naprawdę nie jestem mocna, ale to forum naprawdę pomaga. Piszemy tu myśli i
    słowa których nasi znajomi nie chcą słuchać, wyżalamy się ,wyrzucamy swój ból.
    Wspominamy naszych bliskich ,mówimy o nich do woli i rozumiemy się
    nawzajem.Jutro znów jadę na cmentarz, zaświecić znicz na grobie rodziców i
    bratowej. Mama mówiła żeby po jej śmierci starać się żyć normalnie, po śmierci
    taty sama wprowadzała w życie tę normalność a ja nie bardzo potrafię. Może to
    jeszcze za wcześnie.
  • 02.01.10, 19:07
    Mialam taka straszna ochote tez napisac,wykrzyczec,o pieprzone, bez sensu zycie,
    mam taka ochote nie zyc,teraz czesto.Ale po Twoim poscie Halinko,milcze w
    pokorze i powiem Ci musisz byc tu na tym forum bo jestes dla mnie, dla nas
    Dobrem,ktore jest tak nam teraz potrzebne.
    Wczoraj w pierwszy dzien Nowego Roku bardzo cierpialam,bo uswiadomilam sobie,ze
    ten rok bedzie juz bez mojej ukochanej Matki.I dlatego tak czesto nie chce mi
    sie teraz zyc ale dobrze,ze jestes Halinko.
  • 02.01.10, 22:02
    To ja dziekuje po raz kolejny i kolejny wszystkim mniej i więcej znanym mi
    osobom z tego forum. Jutro jest 3 styczeń, 20 miesiecy jak pisalam odkad odeszla
    Agatka i 49 lat mojego zycia. Liczba 3 zwiazna jest nierozerwalnie z moim
    zyciem. I jak pisalam do jednej z bliskich mi dusz:) czuje(moze to glupio
    zabrzmi) ze i ja 3 odejde. Kiedys ...gdy czas nadejdzie...Urodziny nieraz
    powoduja ze sie czlowiek zastanawia, ze to juz...juz tyle. U mnie snieg dopiero
    dzis zasypal wszystko. Jest pieknie...Szlam rano po chleb do sklepu i tak
    pomyslalam, i nawet na głos powiedziałam..."Boze , ja jutro bede miala juz 49
    lat, Boze jaka ja stara juz jestem...nie, to az niemozliwe ze ja mam 49
    lat...Boze ile ja juz przezylam, czy to ja wszystkiego tego doswiadczylam, czy
    to ja...czy ja mialam sile aby dziecku swojemu oczy zamknac, aby je pozegnac w
    spokoju, w ciszy, aby nie zatrzymywac...Boze czy to ja...a czasem jeszcze
    ...czasem czuje sie jak mala dziewczynka co ma 10 lat i chcialaby aby marzenia
    sie spelnialy, chcialaby sie smiac, chcialaby aby caly swiat byl przyjazny,
    mily...jak mala dziewczynka co wciaz naiwnie w ludzi wierzy...jak mala
    dziewczynka co by sie chciala schowac u taty pod kozuchem zima...jak mala
    dziewczynka za ktora ktos by zalatwil wszystkie klopoty ...a to ja, to jednak ja...
    49 lat....chyba nie czuje sie na taka liczbe:)Mimo wszystko cos z dziecka wciaz
    w sobie mam...jak chyba kazdy z nas.
    Olu, nazwanie mnie Dobrem, to jest gruba przesada(ja zlosliwa tez jestem
    czasem), ale dziekuje Ci za cieple slowa. Nie pisze tak bardzo czesto jak w roku
    2008 i poczatkiem 2009, choc jeszcze chyba dosc sporo. Druga połowa roku 2009
    była dla mnie gorsza do zniesienia, psychicznie znacznie gorzej znosilam...ale
    wczoraj i dzis jakbym kopa jakiegos od nowa dostala. Nie ma co Olu, trzeba z
    kolan wstawac dla naszych bliskich co po tamtej stronie, trzeba wstawac chocby
    to mialo byc walką ogromną.
    Jeszcze co do tego forum...po raz kolejny stwierdzam ze to jest niespotykanie
    dobre miejsce, gdzie mozna oprocz lez, tesknoty i bolu odnalezc w sobie i w
    drugim czlowieku dobro, to dobro ktorego nieraz w realu obok brakuje tak bardzo.
    Moim zdaniem jest to fenomen. Ja np. z tego forum znam bardzo wiele osob
    (niektore juz tu nie pisza lub bardzo rzadko) z imienia, nazwiska, wygladu,
    telefonicznie, ba - osobiscie - dotykowo:):):)czyli juz nie wirtualnie. Żadna z
    tych poglebionych znajomosci że tak powiem nie okazała się zawodem, żadna nie
    okazała się zbyt nachalna, nie taktowna, uciązliwa.
    Owszem zdarzaja sie tu czasem burzliwe dyskusje, ale to jest normalne,
    najzupelniej normalne. Przewaza jednak wzajemne zrozumienie, wzajemne wspieranie
    sie, przewaza dobroc. W kazdym razie ja tak to forum przez okres tych 19
    miesiecy odkad tu jestem widze. To forum, a wiec LUDZIE stad wiele razy
    przywracali mi wiare w swoje sily, wiele razy ocierali moje łzy, wiele razy
    wspólnie ze mna opłakiwali moje dziecko, dzieki Wam zamierzam w tym roku
    wydrukowac po raz drugi i chyba to bedzie ostatni:) wszystkie swoje wiersze o
    tesknocie, bolu, rozstaniu, o mojej córce... ale i o nadziei. Zamierzam od
    dzisiejszego ranka dopiero:)
    A więc moja Agtak mnie nie pozostawiła w szponach kolejnego kryzysu, znów
    zawołała "do roboty mamo".
    A co do wykrzyczenia Olu na popieprzone, bez sensu zycie... krzyk jest jak
    najbardziej wskazany gdy tego pragniesz:) Wazne aby w tym krzyku nie trwac za
    dlugo, wazne aby w tym krzyku nie zostac juz na zawsze. I mysle ze razem nam sie
    to uda.
    Dobranoc Halina-mama Agatki
  • 03.01.10, 13:59
    Piszesz Halinko że nic nie jest dziełem przypadku - może masz rację. W nocy
    śniła mi się mama, że wyszła ze szpitala była zdrowa i wyglądała jak wcześniej.
    Powiedziałam jej - widzisz a pokonałaś chorobę, ona odpowiedziała że
    niekoniecznie. Przed południem pojechaliśmy z mężem na cmentarz i spotkaliśmy
    przy grobie mamy pieska. Żywego prawdziwego kundelka trochę wyrośniętego. Na
    nasz widok piesek zaczął się cieszyć i nie odstępował nas na krok. Muszę tu
    zaznaczyć że tego pieska widziałam już wcześniej - chyba w święta ,ale wtedy do
    nas nie dochodził ,leżał sobie obok grobu mamy. W końcu postanowiliśmy z mężem
    że nie możemy go tu zostawić i musimy mu znależć dom ( sama go wziąć nie mogłam
    , bo mam uczulenie na sierść psa i mieszkam w bloku, a to dosyć duży piesek i
    musi mieć miejsce do wybiegania. Pojechaliśmy do brata i poprosiliśmy go o
    opiekę dopóki nie znajdziemy mu domu. Brat ma dom jednorodzinny (mama też z nim
    mieszkała )i wielkiego psa w podwórku. Zgodził się żeby piesek został i
    powiedział że gdybyśmy nic mu nie znależli to on może tu zostać. Może to tez
    jakiś znak od mamy , ona też bardzo kochała zwierzęta , jakiś miesiąc przed
    śmiercią mówiła do mnie że tak by jeszcze chciała wziąć małego pieska na ręce i
    się nim opiekować. Już sama nie wiem,jestem jakby trochę spokojniejsza , gdy
    wiem że tem piesek ma opiekę. Pozdrawiam Krysia
  • 09.01.10, 18:39
    Witam 13 grudnia zmarła moja mama-miłość mojego życia i moja druga połowa; może
    to śmieszne, ale tak było i będzie. Kłóciłyśmy sie i kochałyśmy najbardziej na
    świecie.Mam wyrzuty sumienia, że wcześniej nie zmusiłam mam do pójścia do
    lekarza. Od chyba roku narzekaała na żołądek
    , prosiłam setki razy-"chodźmy zrobić gastroskopię", ale mama potwornie bała sie
    tego badania. Pod koniec listopada sie przeźiebiła, kaszlała, była u lekarza,
    ale czułą sie coraz słabiej, posżła do ginekologa-chodziła z nia, tak sie
    cieszyłam, że wreszcie chce chodzić do lekarz-cytologia świetnie, nastepny w
    kolejce był kardiolog, który powiedział-pani ma problem onkologiczny. Byłam
    wtedy przy niej , widziałam, że jest w szoku, ja też byłam. Myślę, że chyba nei
    powinien jej tego mówic, wiem, ze teraz tak sie robi, ale mam sie załamała po
    powrocie do domu tylko spała. W szpitalu spisali ja na straty, bo "rozsiew raka"
    i "ona umiera", mam wrażenie, że nie robili nic, mama nie była na onkologii, bo
    żeby tam trafić trzeba była na 100 % stwierdzić, ze ma raka(choć wszyscy ooo tym
    wiedzieli); robiliśmy badania w innym szpitalu-męka, była taka słaba, a oni do
    niej"pani wstanie", "pani idzie", na szczęście
    cały czas byłam z nią.Mamie zrobił sie zator płucny, szkoda, bo zabrałam
    dokumentacje i poszłam do onkologa w innym szpitalu-obiecywał 8 miesięcy życia,
    nie zdążyliśmy. Mama dusiła sie przez 1,5 godziny, chwytając mnie za ręce i
    prosząc o pomoc; a lekarka przyszła i dała jej furosemid, bo jej zdaniem to
    sprawi, ze zejdzie woda z płuc i mama przestanie sie dusić(oni nie stwierdzili
    tego zatoru-stwierdził go onkolog z innego szpitala); poprosiłam, żeby podali
    jej heparyne tak jak radził ten onkolog, podali, ale za późno -mam sie udusiła.
    Myślę, że ja zawiodłam-nie pomogła, nie umiałam i t o mnie dobija poza
    świadomością, że bez niej nic nie ma sensu, no bo do kogo zadzwonię jak stanie
    sie coś ważnego?Ciągle jestem w szoku, bo 1 listopada mama biegała ze mna po
    cmentarzu szybciej ode mnie , a tu w tydzień i umarła na raka.Ludzie myślą, ze
    strata matki to nic znów takiego-masz 33 lata mówią jesteś dorosła, a ja sie
    czuje jak sierota;(
  • 10.01.10, 18:38
    Kochana Dolores ja mam 51 lat i po stracie mamy czuje się jak sierota.Nikt i nic
    nie zastąpi matki i jej bezwarunkowej wielkiej miłości do dziecka. I tak się
    czuję jak bardzo skrzywdzone dziecko pomimo ze mam swoją rodzinę męża i dwóch
    dorosłych synów.Żałobę po swoich bliskich przechodzimy ciężko i nic tego nie
    zmieni. Musimy swoje odpłakać i przeżyć. Moja mama chorowała 2 miesiące i 1
    tydzień.Lekarze jej pomogli w uzłośliwieniu się chłoniaka. Ja też na tę smierć
    nie byłam przygotowana i też wyję z bólu i rozpaczy i jestem z tym sama.
  • 11.01.10, 13:00
    do mocnakrysia: a mnie wszyscy wmawiają, ze gdybym miał męża i dzieci to byłoby
    mi łatwiej- bo miałabym"inne"problemy, a tak ciągle myślę o jednym; tłumacze, że
    to nieprawda, bo mi jej po prostu brak i mam wyrzuty sumienia, że nie umiałam
    jej ocalić(ona by mnie uratowała-a ja jestem beznadziejna;()Boże tak mnei
    denerwują, każą sie brać w garsć albo isć do psychologa, a to w końcu dopiero
    miesiąc, wiec nie wiem czy już powinnam sie"zbierać"; mam dość ludzi
  • 09.03.10, 22:44
    moja Mama zmarła kiedy miałam 13lat dwa lata wczesniej tata zmarł-na
    serce. Mama chorowała ponad 5lat na chłoniaka, po roku chorowania
    lekarze nie dawali jej szans przezycia jednak zyla jeszcze 4lata,
    zmarła mając 48lat, żaluje ze tak mało ją poznałam, z biegiem czasu
    obraz sie zamazuje ale uczucie miłości i bólu po jej stracie wciąż
    jest takie same. KOCHAŁAM JĄ NAJBARDZIEJ NA SWIECIE I KOCHAM
    DALEJ... Cząstka mnie odeszła w raz z Nią...pamietam porządek w
    domu, ciepły pyszny obiad i moją ukochaną szarlotke którą tak czesto
    robiła, omlety na sniadanie i lepienia bałwana w zime. Oddałabym
    polowe zycia zeby spedzic z Nią jeszcze pare chwil, zeby na Nią
    spojrzec i powiedziec Kocham Cię Mamo.. ;(;( nigdy nie pogodzilam
    sie z Jej smiercią, z nikim nie rozmawiałam mam 22lata, dwójke
    malych dzieci i jest mi bardzo smutno ze nie poznają babci i
    dziadka, wiem ze moi rodzice bardzo by sie cieszyli ze mają wnuki.

    Moja Mama bardzo ciezko chorowala przez rok lezala w szpitalu
    widzialysmy sie przez szybe tylko, czasem wychodzila na swieta ;( to
    byly najpiekszniejsze chwile, Mama wymiotowała cale noce przez
    9miesiecy po chemioterapii, a kiedys zemdlala przy mnie bardzo sie
    wystraszylam bylam sama w domu probowalam polozyc Ją na lozko nie
    mialam sily zadzwonilam do siostry przyjechala zadzwonila po karetke
    mama sie ocknela zabrali ją do szpitala a 2dni poźniej zmarła... nie
    zdąrzylam sie pozegnac, pamietam jak sie ocknela po omdleniu spytala
    sie "czemu płaczesz?...nie płacz Kochanie" TAK BARDZO JĄ KOCHALAM
    NIENAWIDZE ZYCIA...UTRACILAM TO CO NAJCENNIEJSZE... MIMO ZE MAM
    PIEKNE MĄDRE ZDROWE DZIECI CIĄGLE MYSLE O MAMIE... BARDZO MI CIEZKO
    CHCIALABYM SIE DO NIEJ PRZYTULIC JAK WTEDY KIEDY BYLAM MAŁĄ
    DZIEWCZYNKĄ ;(;( KOCHAM CIE AMMO
  • 09.01.10, 18:50
    Moja mama tez umarła na raka trzustki, a właściwie wcześniej zrobił jej sie
    zator, lekarz mówia, że to nawet dobrze, bo inaczej bardzo by cierpiała. Średnio
    mnie to pociesza.
  • 11.01.10, 19:25
    Mam te same odczucia co ty. U mnie nawet nie minął miesiąc .Moja mama zmarła 22
    grudnia. Głowa i oczy bolą mnie non stop od płaczu. Jedna z moich pracownic
    powiedziała mi dziś że jeszcze nie widziała nikogo kto tak by rozpaczał po
    śmierci matki- a przecież w pracy to ja się kontroluję. Też bez przerwy myślę o
    mamie, tęsknię okrutnie.I nie jest prawdą że ktoś lub coś zastąpi ci tę kochaną
    osobę.I nikt cię nie zrozumie ,ani twojego bólu ,ani żalu, ani straty.
  • 11.01.10, 20:04
    do mocna krysia: mojej siostrze powiedizeli w pracy ,że psuje atmosferę bo
    ciągle jest smutna, ludzie są nienormalni a jaka ma być?
  • 14.01.10, 17:55
    hej czemu nikt sie tu nie pojawia?
  • 14.01.10, 19:15
    Kochana Dolores, ja moj smutek, rozpacz, tesknote niestety musze w sobie
    "tlumic" przez moja posade "szefowska":-( Ktos sie zapyta, dlaczego? a bo
    dlatego, ze dzialalnosc mojej firmy jest zwiazana nie tylko z ludzmi chorymi,
    ale i zdrowymi, szukajacych relaksu i odbudowania (fizjoterapia medyczna).

    Musze byc zawsze "trzezwa" jako szefowa, kontrolowac, sprawdzac i utrzymywac
    kontakty nie tylko z pacjetami ale i z lekarzami.

    Pracownice niby rozumieja, ale nie moge im "pokazac" moich lez, one wymagaja
    odemnie (co zauwazylam) silnego charakteru, i jak rozmawiaja o zmarlym pacjencie
    przelykam mocniej (zeby sie nie rozplakac).

    Jak dzieci/rodzina moich pacjetow informuja mnie o smierci ich matki/ojca, biore
    udzial w ich cierpieniu i daje upust moim lzom, bo wiem, ze mnie rozumieja i ja
    ich.....
  • 16.01.10, 08:49
    22 stycznia mija miesiąc od śmierci mojej mamusi. W kościele będzie odprawiona
    msza w jej intencji. Pewnie pojadę na tę mszę ze względu na mamę- ona była taka
    mocno wierząca i praktykująca. Od pogrzebu nie byłam w kościele i nie modliłam
    się. Nigdy nie mów nigdy, nie przekreślam tego ze kiedyś wrócę do kościoła lecz
    w tej chwili moja rozpacz i ból przesłania mi wszystko i te stronę duchowa czyli
    wiary też. Nie wiem jak to zniosę, pewnie przepłacze całą mszę.
  • 15.03.10, 23:49
    Moja mama zmarla 29 lipca. Chorowala ok. 3 lat na raka jelita i jajnikow. Bywalo
    tak ze zdrowiala ale po jakims czasie choroba sie zawsze nawracala. Byla
    wspaniala kobieta, usmiechnieta i kochana. Gdy zmarla miala 36lat. ...
    przyszedlem do sypialni, w ktorej lezala moja mama, nie mogac juz mowic, majac
    problemy z oddychaniem, bedac na lekach(morfina). Partner mojej mamy powiedzial
    ze z mama trzeba sie juz zegnac. Nie wiem czemu ale nie odebralem tego tak
    gwaltownie. Najpierw zegnal sie z mama jej partner, potem moj brat a na koncu
    ja. ... przynioslem do sypialni mamy 2 obrazki z Jezusem i aniolka. Mama lezala
    na lozku, a ja usiadlem na podlodze, trzymajac mame za reke. Mowilem jej ze jest
    mi bardzo przykro, za wszystko co zle zroblem i ze bardzo ja kocham. W pewnym
    momencie zauwazyle mze mama przestala oddychac. Zawolalem partnera mamy,
    przybiegl a po chwili stwierdzil ze mama nie zyje. :( Popadlem w rozpacz, mialem
    w glowie mnostwo mysli i jednoczesnie pustke. Zaczalem plakac, kopac, i uderzac
    piescia w scikane. Myslalem sobie "Czemu moja mama???!!!, wez mnie ale nie ja".
    Najgorsze jest dla mnie to, ze po gdy moja mama wyszla ze szpitala (oddzial
    onkologii w Warszawie), tak sie cieszyla, i pierwszej nocy po powrocie do domu,
    wstala w nocy i upadla lamiac sobie przy tym noge!!! Obudzilem sie o6 nad ranem
    i widzialem jak moja mama lezy na kocu, z rozcieta glowa i zlamana noga. To bylo
    straszne. ...najgorszy moment na pogrzebie, byl kiedy nioslem przez caly kosciol
    zdjecie mamy, usmiechnietej i pogodnej. Pod kosciolem bylo mnostwo ludzi i kazdy
    podchodzil, skladal kondolencje i chcial zobaczyc jeszcze raz mame. Plakalem
    wtedy, bo widzialem ile osob kochalo moja mame. Jesli ktos chcialby pogadac to
    jest moje gg. 11367675
  • 27.06.13, 22:00
    Od lipca 2013 przez okres całych wakacji trwał będzie nabór do kameralnej grupy terapeutycznej dla kobiet osieroconych przez mamy w dzieciństwie.
    Grupa przeznaczona jest dla tych Pań, które czują, że wczesna utrata swojej matki znacząco wpłynęła na ich funkcjonowanie w życiu prywatnym.
    Znajdują tu bezpieczne miejsce kobiety zmagające się z charakterystycznymi obawami i pragnieniami wynikającymi z wejścia w dorosłość bez wzorca i pomocy ze strony własnej mamy, a także te z Pań, które czują w sobie od lat nawracające poczucie żałoby i depresji.
    Grupa terapeutyczna będzie miała na celu przyjrzenie się i naprawienie negatywnych schematów życiowego funkcjonowania wynikłego z doświadczenia traumy utraty matki w dzieciństwie.
    Grupę poprowadzi mgr Katarzyna Kucewicz, psycholożka, psychoterapeutka zajmująca się specyficznym zagadnieniem kobiecego osierocenia i żalu po stracie matki.
    Zainteresowane Panie prosimy o kontakt mailowy:
    kk@kucewiczpiotrowicz.pl
    Konsultacje do grupy są bezpłatne.

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.