20.07.09, 20:54
Czy po śmierci Twoich Bliskich wydarzyło się w Twoim życiu coś
niezwykłego? Masz
wrażenie, że otrzymujesz znaki z tamtej strony? Opowiedz nam o tym...
Edytor zaawansowany
  • halas1961 14.11.09, 21:49
    Dzis obudził sie w domu motyl...bardzo ciemny z bordowo-brazowo-żółtymi kołami
    na skrzydelkach, jak pawik:)Motyl od popołudnia mi towarzyszy. Lata za mna jak
    przechodze z pokoju do pokoju, przylatuje do mnie do kuchni, lata mi nad głowa.
    Motyl ten usiadł mi na ręce kiedy usiadłam na chwile w fotelu. Dlaczego motyl
    nie bał się człowieka:) Mówia że motyle często sa wysyłane z niebios z
    pozdrowieniami:)mówia, że motyle związane z nimi... Kiedy usiadł mi na ręce
    nawet nie zauwazyłam, a kiedy go delikatnie na oparcie fotela przeniosłam nie
    odlatywał przez chwilę tylko tak siedział i patrzał na mnie. Czy motyle maja
    oczy???Wiem, że obudzony specjalnie, ze tak Agatka mnie dotkneła. Teraz spi w
    drugim pokoju na żylandorze. Taki dzis piękny znak dostałam i pozdrowienia z
    niebios...Taki znak,ze mamy się nie martwic może, że wszystko sie wyjasni,
    ułozy...I tak z gorączka siedzę i myslę o tym motylu. Odebrałam go jako
    znak...No bo czy motyl siada czlowiekowi na ręce, czy motyl lata za człowiekiem
    po mieszkaniu jak pies czy kot...
    Halina
  • karnivora 14.11.09, 22:20
    sory - a gorączki to masz ile? bo w listopadxie
    motyle niechetnie żerują....
  • tilia7 18.11.09, 14:15
    Owady wcale jeszcze nie śpią i nie trzeba gorączki,żeby je teraz
    zobaczyc.Szukają miejsca do snu a jak jest cieplej,jak na przykład
    dziś,to myślą,że jest wiosna i zaczynają się kręcic.Wczoraj miałam w
    domu dwie biedronki,choc nie widziałam ich przez całe lato.Więc to
    na pewno nie był efekt gorączki.A czy znak,to już każdy sam wie,co
    czuł.Mnie motyle nie nawiedzają i to też jest mój specjalny znak,bo
    mój mężczyzna wiedział,że ich nie lubię a już cmy boję się
    panicznie.Ale mam podobne do opisanych zdarzenia z ptakami i
    kotami.I jak mówię,nie da się obiektywnie ocenic czy to znak,czy
    nie.Ważne jest to czego doświadczamy:)
  • osmiorniczka030 15.11.09, 02:41
    Halinko!

    Nie wiem, skad sie wzial motyl o tej porze roku. Tym bardziej jest
    to dziwne... Calkiem mozliwe, ze to Agatka tak wlasnie zapewnila Cie
    o swojej obecnosci. Zmarli przekazujac nam znak odnosza sie do
    naszych zainteresowan albo do tzw. "gotowcow," czyli umownych
    symboli. Motyl jest takim wlasnie "gotowcem," poniewaz jest
    powszechnie przyjetym symbolem zycia wiecznego.

    Pozdrawiam i zdrowia zycze.
  • amfaber99 09.11.10, 13:43
    MOTYL


    METAMORFOZA

    Znaczenie :
    Nadchodzi niezbędna przemiana .Teraz doświadczysz rozwoju na wszystkich poziomach bytu.Zmiany będa przebiegać szczęśliwie,przyniosą ci harmonię ,zrównoważenie i stabilizację,wzbogaca cię i poszerzą twoje horyzonty,pozwola ci wzrastac wewnetrznie .
    Poddaj się tej przemianie z pełną ufnoscią.

    Wyjasnienie :
    Na swoich utartych ścieżkach nie znajdujesz już równowagi i oparcia.Czujesz,że coś musi się zmienić ,ponieważ przemieniło sie w tobie cos fundamentalnego.Rzeczy,które wczesniej dawały ci siłę ,teraz cię wyczerpuja;a ludzie ,z którymi tak chętnie spędzałaś czas,zaczęli cię męczyć.Wyrosłaś juz ze starych butów i teraz dziwisz się,dlaczego cię uwierają.
    Są to znaki ,że czekaja cię duże przemiany albo juz jesteś w samym ich srodku.
    Nie opieraj się ,poddaj się tej zmianie.Zanim ujawni sie ona na zewnątrz,najpierw dokonuje sie w twoim wnętrzu.
    MOTYL pokazuje ci,że twoja przemiana będzie dokonywać się na świetlanych orbitach.
    Teraz możesz wszystko pozostawić za sobą.Pojawią się nowe siły i zdolności,teraz zostaną one włączone do akcji.Na końcu fazy przeobrażeń czeka cię lekkość,ruchliwość i pogodna niefrasobliwość.Wszystko będzie jaśniejsze ,bardziej zgodne , w wiekszym współbrzmieniu z siłą i planem twojej duszy.
    Teraz ,mając tę wiedzę,z pełną ufnością możesz poddać sie temu procesowi.
    STARE musi się rozpaśc,aby mogło rozwinąc się NOWE.

    Afirmacja :

    Podażam droga mojego przeznaczenia i czuję ,jak z dnia na dzień jest mi lepiej,lżej i łatwiej .


    Zródło : Jeanne Ruland & Murat Karacay : " Zwierzęta Mocy " książka + 63 przesliczne karty ze zwierzętami + jedna pusta karta pozostawia przestrzeń dla innych mozliwości.
    Wydawnictwo PULSAR Warszawa www.maya.net.pl

    Polecam również ksiązkę Jeanne Ruland : " Siła Zwierząt - Symbolika .Medycyna.Sennik ".
    Wydawnictwo PULSAR Warszawa www.maya.net.pl
    Ksiazki mozna kupić przez internet lub w ksiegarniach.
    Zapraszam goraco do zakupu i do lektury ksiażek .Moga byc one wspaniałym prezentem pod choinke lub na imieniny ,urodziny .
  • proy0311 09.11.10, 16:41
    amfaber praykro mi , nie czuję tak. stare buty mi leżą i to nawet bardzo. Pozdrawiam.
  • tilia7 09.11.10, 17:39
    A ja odnotowałam i przeczytam,bo szamanizm jest bliski mojemu sercu a zwierzęta odgrywają ogromną rolę w moim życiu.Coś tam już zresztą na ten temat wiem,ale nie zawadzi się dokształcic.
  • jasminka82_13 15.11.09, 10:09
    Tydzień temu. Śni mi się,że stoi moja mamusia przy łóżeczku mojego
    synka, mały płacze, a potem z łózeczka bucha ogień. Zrywam się na
    równe nogi, serce wali jak oszalałe i co czuję? Czuję jakis dziwny
    zapach z kuchni.Okazało się,że mąż wstawił mięso do gotowania, a
    potem zapomniał i wszyscy położylismy się spać. Moze to zbieg
    okolicznosci, ale wolę wierzyć, że mam swojego Anioła-Mamusię.
  • halas1961 15.11.09, 10:54
    Gorączki dzis juz nie ma. A wczoraj w towarzystwie motyla było 37,8. Karnivoro
    mało na halucynacje:)
    Do mnie Agatka przemawia najczesciej znakami poprzez innych ludzi, słowa tych
    ludzi, wydarzenia. Cały czas mam wrażenie ,ze mi czas organizuje. Jak zaczynam
    sie o cos niepokoic lub robi się mniej zajęć, zaraz ktos sie pojawia, cos się
    wydarza, ze trzeba sie zaangazowac, itd. Teraz mniej piszę na forum bo właśnie
    różne takie zajęcia a i juz chyba nie bardzo mam co napisac. Powtarzam się:)
    Ostatnio byłam zajęta sprawami, które dotyczyły jakby wyłacznie mojej osoby. W
    ubiegłym tygodniu, ktos sie ze mna skontaktował i poprosił o udział w spotkaniu
    z dziewczętami z osrodka szkolno-wychowawczego. Chodzi o spotkania dla tych
    dziewcząt przedstawiające rózne losy ludzi,różne sytuacje i jak ludzie sobie w
    tych sytuacjach czesto tragicznych, bolesnych (nieraz niby bez wyjścia) radza,
    jak staraja się zawalczyc o siebie. Równiez chodzi o pobudzenie w tych
    dziewczetach większej empatii, wrażliwości na drugiego człowieka. Zgodziłam się
    bez namysłu, bo wiem że to tez moja Agatka w tym palce maczała:) I takich spraw
    jest bardzo wiele. Opisałam tylko jedna z nich. Mam nadzieje Osmiorniczko, ze
    odczytuje właściwie znaki stamtad. Powiedz, że TAK:) Bo łatwiej i weselej mi wtedy:)
    Halina-mama Agatki
  • 198-3mk 15.11.09, 11:34

    Witaj Halinko...

    Wiesz, nie wtajemniczam mojego męza w forum, ale wczoraj twój wpis,
    skłonił mnie do tego, że przeczytałam go mężowi. A wiesz dlaczegp...?
    Bo jakiś czas, po święcie Wszystkich Świętych, miałam podobne
    spotkanie z motylem... Może mniej namacalne od Twojego... Ale
    podobne...

    Był wczesny ranek, ja sama w domu... Uroniłam sporo łez z tęsknoty
    za Marcinkiem... Leżałam na łóżku w sypialni. Nagle coś udeżyło w
    szybe okienną... Patrzę, i co widzę... Przecudnego motyla...
    Piekny okaz. Brązowo-niebieskie skrzydła, a na nich piękne kolorowe,
    duże kółeczka.Z szyby przeniósł się na boczną futrynę okna, gdzie
    miałam Go na wprost swoich oczu. Siedział około 5 min. Sładał i
    rozkładał swoje piękne skrzydła... Wachlował nimi... Potem
    odleciał...
    I zapewniam, że nie miałam gorączki -)
    Zastanawiałam sie nad tym, skąd w listopadzie, w mroźny poranek
    motyl. Kiedy spytałam potem męża, skwitował że to niemożliwe aby o
    tej porze roku, uchował się motyl...A on jednak był...
    Dlatego przeczytałam mu Twój wpis Halinko, bo mój mąż nie wierzy w
    kontakt ze zmarłymi, pomimo tego że jest przktykującym katolikiem.

    W wakacje miałam jeszcze jedno spotkanie z motylkiem.
    Stała nas wieksza grupka osób, a On krążył nad moją głową, a potem
    usiadł mi na ręce, na takim brzydkiej narośli, jaką mam w tym miejscu
    i nic sobie nie robiąc z obecności tylu ludzi, siedział, wachlował
    skrzydełkami około dwóch minut... Reszta osób zamarła z wrażenia...
    Nit nic nie mówił, tylko patrzał na to dziwne zjawisko...-)

    Nie wiem co to miało znaczyć...? Też łaczę to z moim zmarłym
    synem... Często myślę, że może ta narośl to coś niebespiecznego, i
    dawał mi znak że mam sie tym zainteresować... Nie wiem...

    Pozdrawiam Halinko.
    Życzę powrotu do zdrowia. Beata-mama Marcina,
  • halas1961 15.11.09, 17:14
    Beatko, dziekuje za zyczenia powrotu do zdrowia. Jeszcze co do tego motyla. Ja
    wiem, ze on pewnie latem gdzies sie w domu zawieruszyl i do snu sie w naszym
    domu utulił, ale jak sie obudził i tak mi towarzyszy, bo teraz tez przyleciał za
    mną do Agatki pokoju, to to nie wydaje mi się już takie zwykłe i normalne. I tak
    sobie drugi dzien razem jesteśmy:)
    Halina-mama Agatki
  • bezprzerwy 16.11.09, 16:57
    Halinko, jak juz jest o motylach to i ja cos dorzuce.
    Wracalam z cmentarza, dochodzilam do konca alejki, przy ktorej
    znajduje sie grob Meza, skrecajac na aleje glowna zauwazylam motyla,
    ktory mniej wiecej na wysokosci mojej klatki piersiowej zaczal
    trzepac skrzydelkami, "tanczyc", latac w koleczko ...
    Zrobilo mi sie przyjemnie, gdyz ten motyli taniec wygladal slicznie,
    trwalo to dobrych kilkadziesiat sekund, motyl nieustepowal wiec
    wrocilam do Meza (mam na mysli Jego grob), w momencie kiedy sie
    odwrocilam z zamiarem powrotu motylek przysiadl na sciezce. Stanelam
    przed grobem, poprawilam kwiatki, "podziekowalam" Mezowi za motyla i
    ponownie ruszylam. Przy koncu alejki czekajacy motylek podniosl sie
    ze sciezki, "zatanczyl" kilkakrotnie, potrzepotal skrzydelkami i
    odlecial..
    Moze to tylko cud natury, nieistotne, wazne ze zrobilo mi sie
    bardzo, bardzo przyjemnie.
  • osmiorniczka030 16.11.09, 23:02
    Beatko!

    W takich symbolicznych znakach trzeba zwracac uwage na kontekst
    sytuacyjny. Na Twoim miejscu zainteresowalabym sie ta narosla...

    Pozdrawiam.
  • 198-3mk 17.11.09, 09:27

    Witaj Ośmiorniczko...-)

    Posłucham Cię Kochana... Udam się do lekarza...-)
    Pozdrawiam Cię Aniołku Cieplutko -)
    Beata-mama Marcina.
  • osmiorniczka030 16.11.09, 22:41
    Halinko!

    TAK, TAAAK, TAAAAAAAK, TAAAAAAAAAK, TAAAAAAAAAAAAK...

    Patrzac na Twoje wpisy przez moje osmiorniczkowe szkielko, jestem
    pod wielkim wrazeniem Twojego rozwoju duchowego. Ty wiesz, ze Niebo
    patrzy na Ciebie i mowi poprzez ludzi, sytuacje, znaki... A Ty nie
    tylko wlasciwie je odczytujesz, ale tez doskonale odpowiadasz Niebu
    swoim zyciem. Podoba mi sie, ze nie stoisz w miejscu i ze choc
    jestes przygnieciona ciezarem wlasnego bolu, wciaz idziesz uparcie
    do przodu. Chcesz, zeby Twoje zycie sluzylo innym.

    Tak, Halinko! Moim zdaniem prowadzi Cie Agatka. Co wiecej - jest ona
    niezwykle aktywna w Twoim zyciu. Otrzymalas wielka łaskę od Pana
    Boga. Nie mowie tu tylko i wylacznie o Twoim przyjacielu motylu, ale
    o wielu akcjach Agatki, o ktorych niejednokrotnie pisalas na forum.
    Ciesze sie, ze to dostrzegasz.

    Jesli chodzi o Twoje pisanie na forum, to powtarzaj sie, powtarzaj
    sie, powtarzaj sie, powtarzaj sie... To forum ma byc w pierwszej
    kolejnosci forma terapii dla wszystkich osieroconych. Pamietaj o
    tym. Uwazam, ze masz tu jeszcze duzo do zrobienia i jesli tylko sama
    masz ochote pisac, nie powinnas sie zniechecac.

    Mysle tez, ze na te spotkania z mlodzieza wlasnie wzywa Cie Niebo.
    Przypuszczam, ze Twoja historia otworzy kiedys komus na cos oczy...

    Tak trzymaj i pamietaj - wielkie TAAAAAK!

    Pozdrawiam.
  • halas1961 17.11.09, 13:07
    Droga Osmiorniczko
    Dziekuję Ci za Twoje słowa.
    czasem tylko człowiek na głupote ludzka słów i zrozumienia nie
    znajduje... Ale to tak mi apropo jakiejs ostatniej sytuacji przyszło
    do głowy...
    Otwarta jestem na ludzi, ale tez i patrze od czasu odejścia Agatki
    jakoś inaczej na różne ich zachowania. Np. często aż mnie korci aby
    jednemu czy drugiemu powiedziec do jakich dupereli przywiązują wagę
    i tocza o nie boje, itd, itd.
    Jestem wdzieczna Bogu i Agatce, że mimo ciągłych problemów i trosk
    wciąż sa ze mną, że wciąz czuję tę ich siłę i wsparcie, to ich
    prowadzenie za ręke. Nie staram sie na siłe wszystkeigo zrozumieć,
    wszystkiego sama robić. Jak juz sił barkuje, mówie "Panie, Ty wiesz,
    ze pomoc mi potrzebna, weź jesli możesz i pomóż mi dźwigac ten
    cieżar, jesli możesz pomóż mi rozwiązac te czy tamtą sprawę...Jesli
    możesz dobry Boże, pokaż to okno, którym mam wyjśc z tej czy tamtej
    sytuacji. Agatko, jesli Ci nie przeszkadzam pilnuj, czuwaj." I na
    razie nie zostaję sama, narazie mam opiekunów. I ufam, że tak
    będzie już zawsze. Co nie jest równoznaczne z tym ,ze nie będzie juz
    w moim zyciu kłopotów, chorób, przeciwności, itd.
    Co do spotaknia z młodzieżą tez tak myslę ośmiorniczko. Opisze po
    nim jak było. Ma sie odbyc w połowie grudnia.
    Pozdrawiam Was ciepło
    Halina-mama Agatki
  • osmiorniczka030 18.11.09, 01:21
    Halinko!

    Oj tak... Ja rowniez patrze teraz zupelnie inaczej na swiat, ludzkie
    zachowania i te "duperele," o ktore niektorzy tak tocza boje. Smierc
    bliskich osob zmienia zupelnie nasze patrzenie na swiat.

    Jesli chodzi o Boga, to ja tez tak czuje, ze kiedy tylko wyciagamy
    do Niego reke, On prowadzi nas przez zycie.

    No i czekamy na Twoje wrazenia po spotkaniu z mlodzieza.

    Pozdrawiam.
  • mala_1984 16.11.09, 22:55
    Ja bym tak bardzo chciała doświadczyć jakiś znaków, a tu NIC... Szukam tych
    znaków jak opętana, a tu NIC... Zwracam uwagę na wszystko i NIC. Nie wydarzyło
    się nic w pierwszą miesięczną rocznicę odejścia mamy, w drugą i 3cią także nic.
    W mamy urodziny wziełam wolne z pracy.... NIC nie dała mi żadnego znaku... W
    moje urodziny tak liczyłam na to... I tak bardzo się zawiodłam... Nie było
    żadnego motyla, ani kota, psa czy ptaka. Nikt mi nic szczególnego nie powiedział
    oprócz tego co zwykle... A naprawdę miałam i mam oczy szeroko otwarte. Może za
    mało jestem osobą uduchowioną aby jakichkolwiek znaków doświadczyć, a tak bardzo
    tego pragnę. Modlę się i mimo to Nic, już nie wiem co mogę zrobić, aby czegoś
    doznać. Niby tak niewiele, a tak dużo znaczą... ZNAKI.
  • 198-3mk 16.11.09, 23:04

    Mała... Kochanie... Nie szukaj... Nie oczekuj...
    A kiedy sie zjawią... Naucz się je odczytywać...

    Pozdrawiam. Mama Marcina.
  • maretta111 17.11.09, 09:47
    Raz po śmierci usłyszałam swoje imię,a może to omamy, drugi raz kaszel(braciszka
    męczył między innymi kaszel)..myślałam że to mama przyszła ale nikogo nie było...
  • osmiorniczka030 18.11.09, 00:14
    Witaj Mala!

    Zgadzam sie z Beatka. U mnie jest wlasnie tak, ze kiedy czekam na
    znaki, to ich nie dostaje. Otrzymuje je dopiero wtedy, kiedy ich nie
    wyczekuje...

    I jeszcze jedno. Z moich obserwacji wynika, ze z tymi znakami jest
    bardzo roznie. Jedni od razu po smierci Bliskich doswiadczaja
    roznych "dziwnych" zdarzen, inni kilka miesiecy po ich smierci, a
    niektorzy czekaja na to nawet kilka lat albo nie odbieraja (a moze
    nie odczytuja?) ich wcale. Nie wiem, z czego to wynika, ale wiem, ze
    tak jest. Cierpliwosci.

    Pozdrawiam.
  • tilia7 18.11.09, 14:23
    Mała może przymknij trochę oczy,czasem spod zmrużonych powiek widac
    wbrew pozorom lepiej.Pewne rzeczy da się zobaczyc tylko kątem oka.A
    może nie oczy otwórz tylko serce.Ptaków,kotów i motyli jest dookoła
    mnóstwo.Widziec je na pewno widziałaś.A że nie poczułaś że to znaki,
    to już nie kwestia oczu tylko wewnętrznego patrzenia na to co
    zewnętrzne:)I nie szukaj znaku, który cię na 100% przekona,że był
    znakiem,bo takich nie ma...
  • bezprzerwy 18.11.09, 17:05
    Pieknie to ujelas Tilio..Nie wiem dlaczego znowu przypomina mi sie
    Mickiewiczowkie "czucie i wiara silniej mówi do mnie...
  • tilia7 18.11.09, 18:53
    Dziękuję:)Dobrze Ci się kojarzy, bo Mickiewicz właśnie takie patrzenie "sercem"
    miał na myśli.
    Mnie się kojarzy jeszcze z Szekspirem:

    "Są rzeczy w niebie i na ziemi, o których nie śniło się waszym filozofom"
  • mocnakrysia 22.01.10, 10:44
    Dziś minął miesiąc od śmierci mojej kochanej mamusi. O godz 16.30 w jej parafii
    odbędzie się msza w jej intencji. Pojadę bo pewnie by sobie tego życzyła. A co
    do znaków to nie mam żadnych- może to wynika z tego że gdy żyła to jej mówiłam
    że po śmierci niech mi nie daje znaków bo się bardzo boję. Ale miałam dziwny
    znak u mnie w pracy jeszcze przed jej chorobą co odebrałam jako przestrogę.
    Nawet przez chwilę nie pomyślałam że to może tyczyć mojej mamy. Przecież była
    wtedy zdrowa i nic się nie działo. Śni mi się bardzo często i różnie, ale ciągle
    o niej myślę to pewnie wytwór mojej wyobrazni.
  • pam_71 26.01.10, 13:45
    Coraz częściej dochodze do przekonania, że "widzimy" tyle ile sami
    chcemy zobaczyć ;-p
    Przekorna Pam
  • tilia7 26.01.10, 16:09
    Zgadza się Pam,tak właśnie jest.Tak samo jak wiemy tyle ile chcemy
    wiedziec,czytamy tyle,ile chcemy przeczytac itd.Fajnie,że to w końcu
    odkryłaś.Czyli mówisz,że nie chodzi o to,że znaków nie ma,tylko o
    to,że Ty ich nie chcesz zobaczyc:))Ok:)
  • pam_71 29.01.10, 15:53
    Czyli mówisz,że nie chodzi o to,że znaków nie ma,tylko o
    to,że Ty ich nie chcesz zobaczyc:))Ok:)

    Nie ... to byłaby nadinterpretacją ;-)
    Wg. mnie ich nie ma, bo ja ich nigdy nie wiedziałami, nie odczułam.
    Jeżeli Wy je widzicie - to dla Was one istnieją, a mi ;-) nic do
    tego. Wcale nie jest tak, że ja "nie chcę zobaczyć" ... nie mam nic
    przeciwko ... ale z drugiej strony ja nie dociekam i nie drąże, bo
    aktualnie nie mam takiej potrzeby wewnętrznej. Może jestem przez to
    o "coś" uboższa, a może i nie ;-)
    Ja swoją żałobę w pewnym sensie zakończyłam ... i chciałabym Wam
    podziękować, bo duzo dobrego dało mi czytanie Waszych wypowiedzi. To
    pomaga ;-)
    Pozdrawiam
  • annubis74 29.01.10, 13:43
    Zgadzam sie z Tobą pam_71. Widzimy ile chcemy zobaczyć. Widzimy TO
    co chcemy zobaczyć i To na co jesteśmy gotowi. Myślę że nie ma
    uniwersalnych, obiektywnych znaków, które by przemawiały do
    wszystkich.
  • halas1961 29.01.10, 19:31
    Co do znaków:) Mi sie wydaje ze niektorzy widza ile chca, a niektorym chocby
    chcieli nie jest po prostu dane. Ja na poczatku rozgladalam sie, dopatrywalam,
    odczytywalam, interpretowalam po swojemu rozne wydarzenia, byly to dla mnie
    znaki. Czesc z nich byla naprawde znakami, czesc zapewne to moja wybraznia,
    nadinterpretacja. Teraz znakow sie nie dopatruje, nie oczekuje a mimo to nagle
    pojawiaja sie (rzadko) w taki sposob, ze nie mozna ich traktowac inaczej niz ZNAKI.
    Znaki obecnosci i czuwania, opieki mojej corki Agatki nade mna. Czasem az w
    zdumieniu gębe otwieram:)że mi dane, czasem az sama niedowierzam, a jednak są.
    Halina-mama Agatki
  • osmiorniczka030 30.01.10, 14:41
    Bo te znaki, to takze element wiary...

    Mozna wierzyc w to, ze niektore wydarzenia sa jednym wielkim
    pasmem "zwyklych zbiegow okolicznosci" albo widziec w nich
    wlasnie "znaki".

    Zupelnie, jak jedni wierza, ze caly Wszechswiat i nasze zycie sa
    wynikiem miliardow przypadkow, a drudzy widza tu "reke Stworcy."

    Ja tez na poczatku moich znakow bylam niezwykle sceptyczna, chociaz
    wciaz ze zdumienia "gebe otwieralam" :-) Jednak w pewnym momencie
    stwierdzilam, ze tego juz za duzo, by byly to tylko przypadki...

    Pozdrawiam.
  • mag461 17.02.10, 11:01
    Nie wiem czy to znak czy zbieg okoliczności?
    Tata przed chorobą nowotworową był cukrzykiem insulinozależnym.W
    wyniku długoletniej cukrzycy stracił nogę, poruszał się za pomocą
    kul i wózka inwalidzkiego.Potem okazało się,że pierwotny rak wątroby
    jest tak zaawansowany,że nic nie można zrobic.Śmierc taty była dla
    mnie wielkim ciosem.Wózek i kule szybko wyniosłam na strych a do
    sypialni rodziców nie mogłam wchodzic....widok pustego łóżka
    powodował wybuch płaczu.Po 4-ch miesiącach od śmierci taty tak
    niefortunnie upadłam ,że złamałam nogę w kostce.Gips na całej nodze
    zmusił mnie do tego,że musiałam skorzystac z kul i wózka po tacie a
    żeby było jeszcze boleśniej spac w jego łóżku,bo było jedynym do
    którego był łatwy dostęp.Żeby dotkliwiej poczuc to co w ostatnich
    latach życia przeżywał tata musiałam robic zastrzyki w brzuch tak
    jak On przy cukrzycy........Znaki czy przypadek....????Dopiero teraz
    wiem jaki był dzielny i waleczny we wszystkich swoich chorobach....
  • bie-tka 17.02.10, 12:16
    Moja mamusia jest kobietą z tak zwaną werwą życiową, jest
    niepoprawną realistką, optymistką i w ogóle wspaniałym człowiekiem.
    Nie jest, własciwie to nie była nigdy osobą wierzącą w tzw.
    zabobony, znaki, sny. Zawsze mówiła do mnie, szczególnie wtedy gdy
    przyśniła mi sie moja niezyjąca babcia ze strony taty jak wstaje z
    trumny i wita sie ze mną, że sen mara-Bóg wiara. Mój Syn a jej
    ukochany pierwszy wnuk odszedł ponad rok temu a ona wczoraj
    opowiedziała mi że miała znak tylko ze nie zdawała sobie z niego
    sprawy a nawet jak cos tam jej po głowie krązyło to myslała o kims
    zupełnie innym , o swojej duzo starszej siostrze lub o kimś mocno
    chorym z naszej rodziny. Otóż niecały miesiac przed odejsciem
    Adasia, w styczniu, była na pogrzebie swojej starszej kolezanki.
    Stojąc przy trumnie przykryła swoja dłonią jej dłonie i aż cofnęła
    rękę...były miekkie i ciepłe, az sie wystraszyła. Nie mówiła o tym
    nikomu bo to przeciez taki zabobon który zapowiada ponoc jakies "złe
    wydarzenie". Później "chodziły" za mamą pieśni pogrzebowe i tak aż
    do środy 4 lutego. Adas odszedł 5-go. Mama dopiero wczoraj ze łzami
    w oczach mi o tym powiedziała.Mi przysniła sie ta moja babcia z
    malenkim dzieckiem leżącym na takim leżaczku niemowlecym a jak
    zapytałam ja co to za dziecko, to odpowiedziała ze będzie je
    pilnowała, że da sobie rade napewno. Moja babcia zawsze sniła mi sie
    wcześniej przed chorobą taty, czyli swojego syna. Tata ma chore
    serce wiec sny pojawiały sie dosyc czesto, zawsze przed tym jak
    trzeba było wołac karetke lub wieśc Go do szpitala. Ja tez nie
    jestem jakos szczególnie wierząca w anaki i sny ale w swoja babcię
    to zawsze wierzyłam ze mnie ostrzega. Tego snu z dzidziusiem nie
    skojazyłam w zaden sposób. Zakończę bardziej optymistycznie, jak mój
    tata miał zatrzymanie akcji serca w czasie badania
    kardiologicznego,pierwsza osobą która po Niego wyszła była własnie
    niezyjaca babcia, jego mama. Moze komus nieznajomemu nie
    uwierzyłabym ale dlaczego mam nie wierzyc swojemu tacie i ukochanej
    babci. Z nadzieją na życie "TAM", pozdrawiam Ela.
  • maretta111 18.02.10, 11:05
    Elu ja czekam na znaki jak niewierny Tomasz, pozdarwiam
  • pepsikola 28.06.10, 11:34
    nie moja historia ale prawdziwa.
    zmarla babcia, ktora mieszkala z corka, jej mezem i ich dziecmi.
    zmarla przed komunia jednego z chlopcow. w czasie przygotowan do
    komuni corka powiedziala, "szkoda ze babci nie ma bo by nam
    pomogla". od tamtego czasu w mieszkaniu dzialy sie rozne rzeczy,
    doszlo do chwili kiedy dzieci baly sie tam przebywac. wowczas corka
    wezwala ksiedza, ten poswiecil mieszkanie i wszystko sie uspokoilo.
  • kopciuszek125 28.06.10, 22:39
    Ja mam takie doświadczenie, że jak nie mogę czegoś znaleźć to proszę moja
    kochana mamusię aby mi pomogła wskazać miejsce i wiecie już wielokrotnie mi
    wskazała miejsce.
  • mala_1984 28.09.10, 11:01
    Czekałam na ten znak rok i półtora miesiąca! Pojawił się... MOTYL! PIĘKNY! W kolorach brązu, z domieszką pomarańczy, ulubione kolory mamy... Nie zwróciłam na początku na niego uwagi. Nawet otworzyłam okno aby mógł sobie odlecieć, aby miał szansę wyjścia, ale on cały czas jest od soboty tak więc już kilka dni, mimo, że okno cały czas otwarte. Odleciał wczoraj i myślałam, że już go nie zobaczę, ale powrócił. Motyl to znak zmartwychwstania. Wiem, że to znak od mojej mamy, że jednak jest przy mnie, że mnie nie zostawiła, że czuwa i zawsze będzie. Tak długo czekałam na ten znak.
    Dziękuję Ci mamo, dziękuję. Tak długo na to czekałam.
  • mala_1984 30.09.10, 21:19
    Co za okropny dzień! Dziś odszedł mój motyl, a wraz z nim nadzieja i wiara, że był to ten znak od mamy na który czekałam i w który wierzyłam:( Nie odfrunął, z tym bym się pogodziła, bym sobie myślała gdzieś tam sobie i lata jest mu dobrze... On umarł, dziś... :( Zobaczyłam jak się nie rusza, myślałam, że może śpi albo jest chory, zdałam sobie sprawę, że nie żyje bo go zagłodziłam!!!!!!!!! Od piątku, czy też soboty jak się pojawił nic nie jadł. Poszłam zatem do kwiaciarni i kupiłam mu lilię, bo lilie mają dużo nektaru, ale on dalej się nie ruszał:((((((( Zagłodziłam go, zabiłam tym samym nadzieję. Tak dużo dla mnie znaczył, codziennie o Nim myślałam, czy jest jeszcze u mnie w pokoju, czy czeka... Już nie czeka:(
  • proy0311 30.09.10, 22:04
    Na grobie mojego męża nasza córka Marta postawiŁa kwiaty z dużą ilością nektaru. PojawiŁy się motyle . Kilka. Fruwały sobie i cieszyły nas.Nie było ich nad innymi kwiatami bo tamte miały same płatki.Sprawa była jasna. Nie myślalam ze to znaki zanim Was nie czytałam. Teraz już wiem ze były :-) wcześniej przed śmiercią Piotra w naszym domu pojawiały się motyle . Zimowały na strychu. Wiosną przebudzały się i...kończyły swój żywot. Taki ich los. Tak kończą gdy już przekażą informację. Czym jest znak ? Jakie ma zadanie ? Twój motylek je spełnił . Powiedział ze Mama czeka , zmien kształt buźki proszę :( To był dobry znak.Pozdrawiam mocno całym sercem.
  • agalt 30.09.10, 23:08
    mala_1984 napisała:

    > On umarł, dziś... :( Zobaczyłam jak się nie rusza, myślałam, że może śpi a
    > lbo jest chory, zdałam sobie sprawę, że nie żyje bo go zagłodziłam!!!!!!!!!

    Mala, maleńka. Nie zagłodzilaś go. Sama pisałaś, że okno mial otwarte. Mógł polecieć na obiad, jeśli byl głodny. Motyle, jak ludzie, tez kończą kiedys swoje zycie tutaj. Ten wybrał Twój dom. Wiedział widac, że bedzie mu tam dobrze.
    W srode byłam w kościele na nabożeństwie za zmarlych i ksiądz powiedział "Śmierć to nie koniec. To nie początek końca. To koniec początku."
    Nadzieja żyje dlużej niz motyl. Ale chyba niedobrze w nią wątpić. Żeby nie zagłodzić.
    Przytulki


    --
    Lawina bieg od tego zmienia po jakich toczy się kamieniach
  • mala_1984 01.10.10, 00:00
    Dziękuję Wam bardzo! Tak człowiek usilnie chce wierzyć, że to był znak od ukochanej osoby i tak po przeczytaniu Waszych postów wierzę, że to był jednak przekaz od mojej mamy. Bo motyl znikał na jakiś czas po czym powracał, zmieniał różne miejsca w pokoju i tak sobie myślę, że może to taki przekaz od mamy, że jest mimo, że jej nie widzę, że czuwa i opiekuje się mną mimo, że nie może mnie fizycznie dotknąć... Musimy w coś wierzyć, Ja wierzę w motyle, to symbol nieśmiertelności, a niektórzy twierdzą, że zmartwychwstania. Może moja mama poszła właśnie do nieba... Powiem Wam jeszcze coś, motyl pojawił się chyba w piątek albo w sobotę, a w piątek były mojej mamy urodziny. To nie mógł być przypadek, że akurat w ten dzień się pojawił.
    Ładnie napisałaś Agalt : "Nadzieja żyje dlużej niz motyl. Ale chyba niedobrze w nią wątpić. Żeby nie zagłodzić." Musimy wierzyć i mieć nadzieję. Chociaż tak czasem trudno...
    Pozdrawiam Was i Wasze cudowne "zwykłe niezwykłe" znaki.
  • proy0311 08.11.10, 20:21
    Dzisiaj ostatni dzień kiedy można uzyskać odpust zupełny za zmarłych.
    W Kościele byłam w tym czasie kilka razy ale nie u komunii. Wiedziałam ze nie dotrwam w stanie łaski od rozgrzeszenia do momentu podejścia pod ołtarz taki miałam(mam ?) do Boga żal i takie dla niego złe słowa.
    Wczoraj zaplanowałam ze w ostatniej chwili...o 19 dzisiaj pójdę. Pójdziemy razem z synem. Przemknęło mi przez myśl że może ten plan nie wypalić ale jakoś się tym nie przejęłam . Choć powinnam . Nie miało prawa sie udać. Syn jak co tydzień o 18 15 zaczynał lekcję gry na gitarze. Konczył o 19 15. Do Kościoła kawałek drogi . Nie powinno się udać . I wiecie co !!! Nauczyciel sam z siebie przyszedł o 17 45. o 18 45 skończyli. Jakiś chłopak odwołał swoją lekcję!!!
    Przypadek. Hmmm ...
    Już po komunii spojrzałam na ołtarz a tam ten tekst wielkimi literami
    " Nie śmierć rozdziela ludzi lecz brak miłości"

  • agalt 09.11.10, 15:50
    proy0311 napisała:

    > Dzisiaj ostatni dzień kiedy można uzyskać odpust zupełny za zmarłych.
    > W Kościele byłam w tym czasie kilka razy ale nie u komunii. Wiedziałam ze nie d
    > otrwam w stanie łaski od rozgrzeszenia do momentu podejścia pod ołtarz taki mia
    > łam(mam ?) do Boga żal i takie dla niego złe słowa.

    Nie mam żalu do Boga. Zaraz po śmierci Jasia było mi tylko niewyobrażalnie przykro. Bo do tamtej pory przez kilka wspanialych lat czułam jakby Bóg osobiście otaczał mnie opieką i jakby nagle ta opieka została mi odebrana. Ale wiem, że to nieprawda. On nadal się mną opiekuje. Tyle, że opieka rodzicielska czasem wymaga zadania dziecku bólu. My szczepimy nasze dzieci, wyrażamy zgodę na zastrzyki, czasem cerowanie rozciętego kolana czy głowy, czasem operacje. Czasem dla dobra naszego dziecka świadomie nie zgadzamy się na jakiś jego pomysl, choć bardzo mu na tym zależy... Głupio bym się czuła mysląc, że jestem lepszym rodzicem niż Bóg.
    Z drugiej strony, tak sobie czasem myślę, że jeśli Bóg najpierw zabiera tych najlepszych, to to ma jakiś ważny, głęboko uzasadniony powód. I kiedys pomyślalo mi sie tak, że być może oni zasłużyli juz na miłość tak wielką, jakiej człowiek dać nie może. Naprawdę wierzę, że jeśli tak bardzo kochalismy Jasia, a Bóg mimo to zabrał go do siebie, to przeciez nie po to, by TAM kochano go mniej.
    A my tutaj... Nie jest łatwo, ale przecież to tylko "trochę czasu i odległości włożonej między nas". Coż, może mamy się nauczyc tęsknić pięknie? Z ufnością? Bez zlorzeczeń? Tak myslę...


    --
    Lawina bieg od tego zmienia po jakich toczy się kamieniach
  • proy0311 09.11.10, 16:44
    Może i ja poczuję na nowo tę opieke, którą czułam. Chcę tego.
  • agalt 09.11.10, 18:37
    Zupełnie przypadkiem wpadl mi dzis w ręce wiersz pana Wojciecha Przybosia (elblaskiego aktora, zmarłego w 2007r):

    Wzniosłe misterium żywota
    zagrać na serio - to SZTUKA!
    I w sercu wciąż pytać: kto tam?
    - otwierać drzwi, gdy Bóg puka.

    Mieć radość, czyste sumienie
    - to wielka i święta sprawa.
    - Nie zagrasz tego na scenie
    i nie posypią się brawa...

    Dramaty życia przeminą,
    zaskoczą nas epilogiem,
    byśmy za nieba kurtyną
    cieszyli się życiem z Bogiem...
  • agawyzga 10.11.10, 08:00
    Pięknie to napisałaś Aniu, takich słów teraz potrzebowałam....
    a tekst że tylko trochę czasu i odległości włożonej między nas to słowa które sprawiają,że warto tu żyć i czekać na spotkanie z miłością bez granic.
    Znowu miotam się jak sobie radzić bez mojego dziecka, ale jednocześnie zaczynam myśleć aby zrobić krok do przodu i pogodzić się,że tak się stało, bo to miotanie się nie wychodzi mi na dobre..
    Dziękuję ci z całego serca...
    Agnieszka-mama Madzi
  • tilia7 10.11.10, 10:37
    Trafiłam ostatnio na słowa Sławomira Mrożka i bardzo mi one trafiły do przekonania,nie cytuję dokładnie bo nie mam tekstu przed oczami,ale ogólny sens jest taki,że rozbieranie zegarka na części pierwsze nie jest tym samym,co rozprucie pluszowego misia.Jak rozkręcimy zegarek,możemy poznac jego mechanizm i zasady działania,a po skręceniu elementów mamy nadal ten sam,sprawny zegarek.Jak rozprujemy pluszowego misia to wypatroszone z niego trociny, nie zbliżą nas ani o milimetr do zrozumienia,czemu miś nas tak rozczula -nadal nie będziemy wiedziec nic.Zostanie nam tylko rozpruty miś i w żaden sposób nie uda nam się sprawic,aby był znowu "nierozprutym" misiem.
    Myślę,że takie sprawy,jak istota człowieczeństwa,sens świata,istota Boga należą do kategorii "misiów",nie "zegarków" i że nie da się tego rozłożyc na proste i zrozumiałe elementy a potem z tych elementów poskładac w sensowną całośc.To są sprawy,które można odbierac tylko uczuciami,można je czuc nawet bardzo mocno,ale zawsze pozostają niedookreślone,bo kiedy próbujemy je analizowac i nazywac niezmiennie odbieramy im sens.
  • proy0311 11.11.10, 15:03
    Tilia masz absolutną rację. I gdy sobie to uświadamiam to tak jakbym idąc tym swoim zimnym ciemnym zawianym wąwozem łapała pion. Tylko że to COŚ..los...Bóg...szaman...? rozpruło mojego misia. Przyglądam się teraz trocinom...
    Zegarek też mi rozwaliło...ale powiedzmy że z jakąś instrukcją obsługi tzn.etapy żałoby ..uda mi sie go poskładać. Może już nie będzie tak precyzyjny ale jakoś mi te chwile do śmierci odliczy. Ale co z Misiem ?
    Szukam znaków .
    Jak już pisałam kilka tygodni temu zmarł mój wujek. Brat taty. Przyśnił się ojcu w 7 dni po pogrzebie. W bialych szatach stał z grupą tak samo ubranych ludzi po drugiej stronie ulicy.
    Był pogodny. Odszedł z nimi. Tata odczytal to jako znak od brata że jest mu dobrze.
    Myślę niestety że to tylko sen. Że tak naprawdę to Tata pozwolił bratu w swoich myślach odejść.
    Wiara...znaki ...Szukamy wszyscy czegoś więcej...tak trudno przyjąć do wiadomości że być może to co widać to jedyna rzeczywistość ,to jest nie do przyjęcia.Więc szukam szukam szukam ...tych co szukają i tego co znajdują też.Trochę jednak w swoich poszukiwaniach się ograniczam ...żeby nie odpłynąć . Trudno tak żyć na granicy światów. Dlatego stare buty :)
    Pozdrawiam.
  • tilia7 11.11.10, 20:01
    Oczywiście,że teraz stare buty.Kiedy świat się rozpada na części łapiemy się wszystkiego,co było znane,bezpieczne,oswojone.To nie jest czas na zmiany.
    A co do rozprutego Misia Proy,to jednak mimo wszystko nadal jest Miś.Można go nadal kochać.Można go kochać jeszcze bardziej z ta szramą po rozpruciu.Ból tę miłość wzmacnia.
  • galaksy46 17.11.10, 21:42
    Jeszcze przed śmiercią mamy zdarzyło się coś. Na tydzień wcześniej przyśniła mi się nieżyjąca siostra mamy, przyszła po mamę i mama pożegnała się ze mną. Od tego dnia mama w szpitalu przestała do nas mówić, kontakt się urwał. A po śmierci mama pomaga mi zawsze gdy czegoś szukam. Zawsze była osobą, która umiała wszystko znaleźć. Teraz, kiedy nie mogę czegoś znaleźć, proszę ją o pomoc. Wtedy znajduję to coś natychmiast, nawet jeśli przedtem szukałam tego czegoś parę dni. Jest dla mnie jak patronka rzeczy zagubionych.
  • sonia.11 18.11.10, 15:49
    Po śmiercia mamy i po przewiezieniu jej ciała do kaplicy w naszej parafi, siedziałam wieczorem w kuchni z bliskimi i rozmawialiśmy na temat mamy i w pewnym momencie powiedziałam "a może ona teraz tutaj jest" i w tej samej chwili zaczęła mrugać światło. Spojrzeliśmy się na siebie z bratem i jednocześnie wypowiedzieliśmy "jest tutaj". Minęło przeszło pół roku a ta migająca żarówka nadal świeci... To był jedyny taki oczywisty znak do tej pory. Oprócz tego kiedy pracowałam w ogródku, na dachu usiadł sobie bardzo ładny gołąb i patrzył sobie jak pracuję, siedział do nocy. Może to była mama, przyglądała się jak sobie radzę... Tego nie wiem...
  • sonja12 20.11.10, 21:45
    także doświadczyłam takiej sytuacji jakiej ty opisałaś z zarówką, i też wiem ,że to był znak od mamy, ale były jeszcze inne znaki troche póżniej 8 miesięcy po smierci mamy , ale tez przed chorobą. i wierzę ,że jest coś po tamtej stronie, nie wiem ,czy to życie czy coś innego , ale
    mimo to tak bardzo brakuje mi mamy , mimo ,iż w stycznie minie 4 rok , tak szybko czas zleciał.
  • fruzelina56 05.01.11, 00:05
    ....ZNAKI.......wierzę w nie ,wciąż na nie czekam.....doświadczyłam tego,chociaż mój mąż sceptycznie początkowo do tego podchodził ale jednak po pewnym czasie podsumował:"wiesz,coś w tym jest".
    Moja najukochańsza Mama odeszła 26 kwietnia 2010 roku.Kochała żyć,kochała wiosenne słońce.Odeszła w przepiękny słoneczny dzień.Pod koniec kwietnia już praktycznie cały świat przebudził się z zimowego snu,także ptaki,motyle,rośliny były wszędzie.Jak każdego dnia poszłam na cmentarz odwiedzić Mamę.Tuż przy bramie cmentarnej, w zasadzie przy samym wejściu ujrzałam przed nosem przepiękną ogromną turkusowo-zieloną ważkę.Towarzyszyła mi całą drogę do Mamy.Usiadła na krzyżu i przez cały czas siedziała.Krzątałam się wokół grobu,układałam kwiatki,siadałam,wstawałam,przechodziłam obok a ona nic.Cały czas siedziała.Zbliżyłam się "twarzą w twarz" i spoglądałyśmy na siebie.Towarzyszyła mi do samego wyjścia.Jestem przekonana , że to ZNAK,jeden z kilku,które pojawiły się kolejno.Moja Mama zawsze obserwowała ważki,wydaje się,że fascynowały Ją,pamiętam to od dziecka.Gdy spędzałyśmy miesięczne urlopy nad jeziorem zawsze na ścianie w przyczepie campingowej przyczepione były na szpileczce różnego koloru i wielkości ważki.Nie pamiętam teraz czy Mama je łapała czy też znajdowała nieżywe(sądzę,że tak) i zawsze były.Kilka lat temu przywiozła z podróży przepiękną ważkę-ususzoną dla mojej córki.Opowiadałam o zaistniałej sytuacji z ważką na cmentarzu mojemu mężowi ale wtedy niedowierzał.W sierpniu wyjechaliśmy nad morze.Upalny dzień,plaża,leżę na ręczniku i przylatuje ważka,która siada na skraju i przyglada się(zielona).Po pewnym czasie odlatuje.Podczas tego pobytu nad morzem,nie mogłam odwiedzać Mamy na cmentarzu,więc postanowiłam pójśc do kościoła i zapalić świeczkę.Kolejny upalny dzień(nie każdy spędzałam na plaży,bo mój synek wtedy jeszcze w wózeczku). Kościół znajdował się na delikatnym wzgórzu w otoczeniu zieleni z dala od samochodów i nadmorskiego zgiełku.Zresztą nikogo oprócz mnie i moich dzieci nie było.Przy samym kościele przywitała mnie gromada ważek a jedna leciałą tuż przed wózkiem aż do drzwi kościoła,które były otwarte.Ucieszyłam się ponownie,wiedząc ,że Mama jest z nami.To był kolejny raz.O ważce zaraz napiszę ponownie ale muszę jeszcze wspomnieć o motylu,który przyleciał do stolika przy którym siedziała cała moja rodzina.Kuzynka stwierdziła,że to zapewne ciocia-czyli moja Mama.Motyl był w kolorze kremowym z dużymi skrzydełkami zakończonymi czarnymi kropkami.Siedział tuż przy mnie i wcale się nie bał.Magda mówi,że pewnie chce pić,kapnęłam na stół kroplę wody z sokiem malinowym a motylek podszedł,rozwinął"trąbkę" i zaczął pić,wypił wszystko i wyglądało,że czeka na jeszcze,podszedł bliżej,prawie na moją dłoń i znowu kropla wody z sokiem,wypił.Nie wiem kiedy odleciał.Wracając do WAŻKI.Odwiedziła moją babcie-mamę Mamy.Od zawsze stoi u niej zdjęcie trzech córek(w tym mojej Mamy) w ramce na szafce.W tej samej ramce od lat może 10? może więcej.Wcześniej nie zwracałam na to uwagi,ramka jak ramka a teraz osłupiałam-ramka w jasnym kolorze,jakieś listki,kwiatki i w narożnikach dosyć spore Ważki.W telewizji oglądałam program Szymona Hołowni'' Na walizkach" - wywiad z dziewczyną,tancerką solistką baletową,która chorowała na nowotwór i nikt nie dawała jej szans na przeżycie,wyjechała do Chin do kliniki i udałao się.Całe szczęście,bo młoda i malutkie dziecko a jak opowiadała to jasność w tunelu była tuż tuż.Słuchałąm i beczałam jak małe dziecko.W pewnym momencie poprawiła sobie fryzurę i co ujrzałam? kolczyki-dwie wiszące ważki.Zbieg okoloczności,że właśnie teraz słucham tego co w zasadzie mnie spotkał,przeszłam straszliwą chorobę razem z moją cudowną Mamą,rozmowa o nowotworze,śmierci i tu nagle ważki.Można by pomyśleć,że zbiegi okoliczności ale ja wiem,że nie.Wywiad w telewizji z lekarką,onkologiem na temat leczenia terminalnych pacjentów-kobieta w marynarce,na klapie przypięta broszka-ważka.Opowiedziałam wszystkie te sytuacje mojej kuzynce(tej od motyla) i ona też wierzy w znaki.Zadzwoniła po kilku dniach do mnie i mówi,że przychodzi do niej pacjentka(kuzynka jest stomatologiem) siada na fotelu i ma sweter z ogromną wyszytą ważką.Gdy tylko to zobaczyła chciała do mnie dzwonić.Może to wydać się Wam dziwne ale postanowiłam zrobić sobie tatuaż.Właśnie ważkę.Wytatułowałam ją sobie praktycznie można powiedzieć na stopie,bo tuż poniżej kostki.Mierzy może 1cm, może 1,5cm i jest mi lepiej.Mam ją wciąż przy sobie.Ja wierzę w znaki.Ważkajest jednym z nich i chyba najistotniejszym.Pomagają mi one przetrwać ,i wiem,ze Mama wciąż jest ze mną ale to i tak nie tłumaczy faktu,iż tęsknię niesamowicie,serce rozerwane i mówię sobie,że wyjechała.Minęło 8 miesięcy a z dnia na dzień jest gorzej,rozstanie dłuższe a tęsknota nie do opisania.Cierpię a przez to i chyba moja rodzina,bo funkcjonuję inaczej niż kiedyś.
  • fruzelina56 12.02.11, 23:27
    niesamowite,moja córka podarowała mi dzisiaj wcześniejszy upominek Walentynkowy-przepiękną ważkę,wpięła mi ją w bluzkę i powiedziała Kocham cię Mamo
  • bie-tka 13.02.11, 21:30
    No i wszystko jasne Fruzelino! Piękne sny, niesamowite zbiegi okoliczności, cos w tym musi być, inaczej być nie może, bo zwariować przyszłoby się. 5 lutego minęły 2 lata od dnia odejścia mojego Synka Adasia to dokładnie 730 dni. Usiadłam wieczorem w kuchni wzięłam do ręki kalendarz i cos kazało mi policzyć kiedy wypadnie tysiączny dzień. Wypada 02.11 na zaduszki, w dzień urodzin mojego męża, ojca Adasia. Pośród łez i smutku pojawił się na mojej twarzy uśmiech... powiedziałam wiem Synku wiem że jesteś, może ta data to zbieg okoliczności ale jaki cudowny. Codziennie powtarzam sobie w myślach " Co dla zmysłów niepojęte niech dopełni wiara w nas". Żyć bardzo ciężko, bez mam, tatusiów, babć, dziadków, sióstr, braci, najciężej bez dzieci niestety. Nie ta kolejność, nie pora na umieranie. Chciałoby sie zamienić a najlepiej cofnąć czas, lecz to niemożliwe. Ciężko żyć bez Nadziei, więc miejmy ją, szukajmy znaków, pocieszajmy się nimi i wierzmy pomimo, wszystko. Ściskam wszystkich Forumowiczów. Ela mama Adasia.

    www.adasbartoszewicz.pamietajmy.com.pl
  • gama2003 13.02.11, 22:05
    Nie wiem jeszcze czy to co poczułam to znaki, ale u Ciebie Fruzelino to oczywiste;-), jeden drugi to może przypadek, ale nie tyle ! Pozdrawiam ciepło i życzę wielu skrzydlatych znaków z nieba.
  • bea1024 21.02.11, 23:52
    ....mysle ,ze to znaki,gdy odszedl maz mojej znajomej poczula pocalunek na swoim policzku.
    Pozdrawiam i przytulam mocno
    Beata mama Marcinka
  • gama2003 22.02.11, 11:15
    dziękuję....
  • bylaaaa 11.11.13, 21:07
    Witam,
    jestem nowa na forum, jednak chcę się podzielić pewnym nietypowym przeżyciem. Całkiem niedawno, bo jakieś 3 tygodnie temu zmarł mój dziadek. Babcia została sama, jednak z dnia na dzień jest z nią coraz gorzej.. Byłam u niej i dziś i wczoraj. Całą rodziną czekamy na "ten" moment bo i wiek słuszny, i widać potworne cierpienie po starcie. Coś ją ciągnie. Opowiada o dziadku, że Go widzi, że rozmawia z nim itp... Ale ja o nieco innym fakcie- wczoraj wieczorem po powrocie do domu( mieszkamy na obrzeżach miasta)- zauważyłam ćmę przed domem. Taką nieco natrętną. Zbagatelizowałam... Dziś wróciliśmy po 16tej i już było ciemno. Właczył się czujnik oświetlenia. Po wyjściu z samochodu ćma zaczęła mnie "oblatywać"- tak jakby chciała na mnie usiąść.. Weszłam do domu. Syn został na dworze, ponieważ szukał rzeczy zgubionej w ciemności. Opowiedział mi, że ona cały czas latała nad nim. Po jakiejś godzinie zobaczyłam ją za oknem. Lgnęła do okna kuchennego, do światła... Po kolejnej była już w domu (pewnie wleciała jak mąż wypuszczał psa)...chciałam ją odpędzić do okna...wyciągnęłam rękę- A ONA USIADŁA MI NA PALEC... siedziała nawet jak niosłam ją do okna. Nie chciała odfrunąć, więc położyłam ją na parapecie i zamknęłam okno. Zaczęlam szperac w internecie i wyczytałam o ćmach, jako zwiastunach śmierci, jako miejscu zbłąkanych dusz... Boję się- czy powinnam???

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka