20.07.09, 20:57
Czy po śmierci Twoich Bliskich miałeś jakieś niezwykłe sny, w
których pojawiali się Zmarli? Jeśli tak, opowiedz nam o tym...
Edytor zaawansowany
  • mag461 09.11.09, 12:31
    Witaj ośmiorniczko nie mogę uwierzyc ,że od lipca nikt nie
    odpowiedział na Twój post czyżby tak mało ludzi miało zdolności
    kontaktowania się z bliskimi zmarłymi?
    Wiem na 100%,że nie każdy to potrafi.Ja przyznam należę do tej
    grupy,która takich snów nie miewa.Może dlatego,że całe życie bałam
    się zmarłych choc babcia mawiała ,że to żywych trzeba.
    W mojej rodzinie moja mama i córka nadrabiają za mnie.
    Pamiętam kiedy 30 lat temu zmarł mój dziadek często kontaktował się
    z mamą we śnie.Mówił gdzie co schował,jak zakończą się sprawy,które
    spędzały sen z oczu moim rodzicom i ile wart jest pomnik na Jego
    grób.
    Przyznam,że jako wówczas nastoletnia panna uśmiechałam się ukradkiem.
    Zdanie zaczęłam zmieniac,kiedy zobaczyłam,że sny mamy pozwalają
    szybciej uporząkowac sprawy po śierci dziadka. Dziewięc lat temu
    zmarła moja babcia.W dwa lata po jej śmierci ja niespodziewanie
    musiałam poddac się operacji.Moja córka bardzo to przeżwała,martwiła
    się, wtedy przyśniła jej się babcia i powiedziała,że wszystko będzie
    dobrze i było choc wstępne rokowania lekarzy nie był tak
    optymistyczne.
    We wrześniu tego roku zmarł mój tata i o dziwo moja córka znowu
    miala prorocze sny tyle ,że nie po śmierci a przed.
    W pierwszym śnie na kilka dni przed krwotokiem u taty śniło się
    Jej ,że czerwonym samochodem przyjechał do dziadka sąsiad (zmarł w
    maju tego roku na raka odbytu i nie miał nigdy czerwonego auta)
    Na kilka dni przed śmiercią dziadka opowiedziała mi sen nad którego
    tłumaczeniem nie musiałam długo myślec.Tak jak pierwszy
    zinterpretowałam dopiero po fakcie ten był snem oczywistym.
    Otóż .... śniło Jej się,że weszła do dziadka do pokoju,żeby zajrzec
    do Niego leżał jak zwykle.W drodze powrotnej w pokoju obok przez
    uchylone drzwi zobaczyła swoją prababcie zmarłą jak już pisałam
    wcześniej 9 lat temu.Siedziała w fotelu spokojna, zajęta własnymi
    sprawami.
    I nic by w tym śnie nie był dziwnego,gdyby nie dalszy ciąg.
    Otóż następna scena jaką zobaczyła przejeżdżając obok naszego domu
    to to,że okna na parterze są zamurowane ,na piętrze zaś uchylone i
    całkiem normalne(my mieszkamy na górze,rodzice na dole)
    Tata zmarł..... spoczywa w grobie w którym po jednej stronie leży
    babcia(w pokoju obok)po drugiej On.Grób jest murowany.
    Coś w tych snach jest...
    P.S. Lubię Cię czytac pozdrawiam
  • e-angel73 09.11.09, 21:47
    ...w miom snie (jednym z wielu) moja mama powiedziala ze jest juz
    daleko...ale ze łaczy nas "światełko"
  • osmiorniczka030 11.11.09, 00:55
    Witaj E-angel!

    No, ladnie...

    Zmarli tez przechodza pewne etapy po tamtej stronie. Jesli Mama
    jest "daleko", to tylko trzeba sie cieszyc.

    Pozdrawiam serdecznie.
  • osmiorniczka030 11.11.09, 00:47
    Witaj Mag!

    Bardzo dziekuje za Twoj wpis i mile slowa.

    Mysle, ze wiele osob boi sie pisac nie tylko o snach, ale rowniez o
    roznych niezwyklych wydarzeniach w ich zyciu. Albo sami sobie nie
    dowierzaja albo boja sie mowic o tym otwarcie, obawiajac sie
    wysmiania.

    Ja bardzo zaluje, ze tu, na forum nie da sie stworzyc klimatu dla
    takich zwierzen. Wiele osob o roznych doswiadczeniach woli opowiadac
    prywatnie, niz pisac otwarcie na forum. To dla nich stres, gdy ich
    doswiadczenia bywaja podwazane. A szkoda, bo mysle, ze moglibysmy
    sie duzo dowiedziec o kanalach kontaktowych, pomyslowosci naszych
    Bliskich i w ogole o swiecie duchowym. Bylibysmy bardzo mile
    zaskoczeni, gdybysmy wiedzieli, jakie doswiadczenia ma wiele osob, z
    ktorymi na co dzien rozmawiamy na forum. Takie relacje, to czesto
    ogromna dawka nadziei i pocieszenia.

    Ja tez uwazam, ze kazdy z nas moze odbierac sygnaly od Zmarlych,
    choc nie kazdy potrafi je wlasciwie odczytac. Potrafimy wmawiac
    sobie, ze spotykaja nas dziesiatki zbiegow okolicznosci, a ja jestem
    przekonana, ze wiele z nich, to sygnaly od naszych Bliskich.

    Sen jest jednym z kanalow kontaktowych. Choc trudno nam w to
    uwierzyc, to bardzo czesto nawet tu, na forum mozemy sie o tym
    przekonac, ze Zmarli przychodza we snie sie pozegnac, dac nam
    wskazowki, czy tez, jak to bylo w moim przypadku, informuja o
    sprawach, o ktorych nie mielismy zielonego pojecia, a ktore jak sie
    okazuje, wydarzyly sie w rzeczywistosci. Odpowiadaja rowniez na
    nasze pytania. Mowia, jak im jest po tej drugiej stronie,
    przepowiadaja przyszlosc.

    Sny ze Zmarlymi czesto wymagaja niestety glebszej interpretacji.
    Ciesze sie, ze powaznie traktujesz sny i ze doskonale potrafisz je
    odczytywac. Widac tez, ze Twoja corka jest niezwykle medialna.

    Pozdrawiam Cie serdecznie.
  • olaopolanka 11.11.09, 12:10
    Moja Mamusia umarla niedawno....Ty Osmiorniczko sprowokowalas mnie do napisania
    tego listu,przyznaje,ze niestety interpretowalam wszystko jako zbieg
    okolicznosci.Paradoks polega na tym,ze tak bardzo chcialam w TO wierzyc ale
    zaraz pojawial sie chlodny racjonalizm.
    Sny byly krotkie, pierwszy pojawil sie zaraz po odejsciu Mamy:Mama stala w
    drzwiach pociagu, pociag powoli,powoli odjezdzal,slonce swiecilo w twarz
    Mamy/ale nie oslepialo Jej/,Ona usmiechala sie do mnie i tak lagodnie machala mi
    reka na pozegnanie...
    Ostatnio strasznie plakalam,kladac sie spac tak bardzo prosilam Mame,aby
    przysnila mi sie i tak tez sie stalo- Mama stala za firanka, byla taka spokojna
    i dostojna i tylko zza tej firanki tak na mnie patrzyla....Byla wyzej ode
    mnie,mieszkamy na II pietrze,ja bylam na dole. Czyz nie jest to niesamowicie
    metaforyczne?
    Oczywiscie pomyslalam,ze skoro tak "latwo" mi poszlo z prosba,aby Mama mi sie
    przysnila, zaczelam znowu Ja o to prosic-tak jednak nie stalo sie...I
    paradoksalnie to mnie utwierdzilo,ze Mama chyba jednak jest....?

  • osmiorniczka030 15.11.09, 00:44
    Droga Oluopolanko!

    Musisz wiedziec, ze nasi Zmarli nie daja znakow i nie przychodza w
    snach na zyczenie. Nasze dwa swiaty skutecznie oddziela kurtyna
    smierci. Owszem, zaraz po smierci Zmarli duzo czesciej daja o sobie
    znac. Chca nam pomoc odnalezc sie w nowej sytuacji, jakos nas
    pocieszyc. Kazdy kontakt z nami wymaga zgody Pana Boga. A Pan Bog
    udziela takiej zgody niezwykle rzadko. To do Niego nalezy kierowac
    prosby o taka laske, nie do Zmarlych...

    Tak, Twoje sny sa niezwykle metaforyczne. Sen o pociagu swiadczy o
    tym, ze Mama chciala sie z Toba pozegnac. A firanka, to ta kurtyna
    smierci, ktora oddziela nasze swiaty. W dodatku Mama daje Ci do
    zrozumienia, ze jest teraz wyzej od Ciebie. Widzisz, jak ladnie
    potrafisz czytac sny?

    Ja wiem, ze nam, ktorzy pozostalismy tutaj, na tym swiecie trudno w
    wiele rzeczy uwierzyc. Przeciez do tej pory nasze kontakty polegaly
    na kontaktach fizycznych - moglismy ich widziec, moglismy ich
    slyszec, moglismy ich dotykac. Teraz mamy do czynienia z dusza,
    czyli z forma energii. To zupelnie, jak z fala radiowa - nie widac
    jej, ale istnieje. Trzeba odpowiednio nastawic odbiornik, zeby moc
    odebrac przekaz. Patrzac na "tamten swiat" naszymi ziemskimi oczami
    i widzac we wszystkim przypadek, czy oczekujac od Zmarlych takich
    samych kontaktow, jak za zycia, niczego nie zobaczymy.

    Pozdrawiam.
  • bezprzerwy 11.11.09, 13:57
    Droga osmiorniczko,
    Szczerze mówiąc troche zazdroszcze ( w pozytywnym slowa znaczeniu
    oczywiście) Ci Twej wiary w prawdziwość sygnalow od naszych
    Bliskich. Musze jednak przyznac, ze również ja niekiedy
    interpretuje niektóre wydarzenia jako "sygnaly".
    Wszystko wydaje się wtedy takie proste i tak logiczne!
    Problem jednak polega na tym, ze moja wiara, wrecz euforia,
    utrzymuje się srednio kilka dni, po kilku dniach dochodze do
    wniosku, ze jestem chora psychicznie a teorie, które sobie sama
    stworzyłam sa kompletna bzdura.
    Ponadto stwierdzam, ze to wszystko (moje "sygnaly" i teorie ) jest
    zbyt piekne, żeby było prawdziwe.
    Czar pryska wiec po kilku dniach a ja czuje się jeszcze gorzej niż
    przed. Próbując wiec uniknąć zlego samopoczucia staram się wrecz
    pewnych rzeczy (=sygnałów??)niedostrzegac i traktowac wszystko
    wyłącznie jako wytwor mojej chorej psychiki.
    To takie bledne kolo..

  • emi56 11.11.09, 17:31
    Moj sen z moja mamusia przyszedl dopiero po roku i kilku
    miesiacach. Przez ten ponad rok prosilam - mamus prosze przyjdz do
    mnie chociaz na chwilke . Czasami stuknelam sie w glowe ze durny
    mozg podaje mi rozne glupie historie z ludzmi ktorych nie znam.
    Czesto mowi sie ze -[sni Ci sie bo o tym myslisz], A ja o mojej
    mamuni mysle juz ponad rok bez przerwy moze i sto razy ma dzien i
    nic. Ale wracajac do mojego snu. A wiec przysnila mi sie moja
    mama . W tym snie wiedzialysmy obie ,ze nalezymy do innych swiatow.
    Zapytalam -czy sie zobaczymy i czy bedziemy jeszcze kiedys razem ,
    kiwnela glowa ze tak. Prawie nic nie mowila , to ja paplalam caly
    czas , jak bardzo mi Jej tu brakuje, i ze bardzo ja kocham i ze nic
    mi nie idzie . Chcialam zapytac o wiecej ale sie balam ze sen mi
    sie rozmyje i widok mojej Mamuni zniknie. Po przebudzeniu sie ,
    cieszylam sie i domownikom opowiedzialam ze wreszcie przysnila mi
    sie moja mama. A dopiero wieczorem , spogladajac na kalendarz
    skojarzylam ze jest to dzien urodzin mojej Mamusi. Pomyslalam jak
    to? mama przyszla do mnie w dzien swoich urodzin, dlaczego nie
    przyszla n.p w dzien moich. Dlaczego przysnila mi sie w ten
    dzien ,przeciez jest 360 dni w roku, Dlaczego nie w zwykly dzien ,
    przeciez prosilam o ten sen wiecej jak rok. Dla mnie wyglada to
    tak , jakby ktos zrobil jej prezet na urodziny i pozwolil Jej
    przyjsc do mnie. Teraz po takim snie przypuszczam ze my tam , nie
    jestesmy wolni. Ci umarli przed nami juz dawno skorumpowali ten
    inny swiat i ten nasz wymarzony raj. Troche dziwnych rzeczy
    wydarzylo sie w moim juz dosc dlugim zyciu. Rzeczy co pozwalaja mi
    wierzyc ze, byc moze jest to drugie zycie , ale nie takie jak
    przedstawiaja nam religie . W duzo tych wydarzeniach nie ma
    serca,nie ma litosci. W duzo miejscach jest tak jak by wszystko
    pracowalo jak maszyna.
  • osmiorniczka030 15.11.09, 01:10
    Witaj Emi!

    Zmarli nie moga nam za wiele w tych naszych snach przekazac. Wiele
    osob ma takie wrazenie.

    To, ze Twoja Mama przysnila Ci sie w dzien urodzin jest bardzo
    znamienne. Nie przyszla dlatego, ze ktos zrobil jej prezent, ale
    dlatego, abys Ty wiedziala, ze Mama jest w tym dniu z Toba.

    Pozdrawiam.
  • osmiorniczka030 15.11.09, 00:57
    Witaj!

    Ja na Twoim miejscu notowalabym wszystkie sygnaly. Nawet, jesli w
    nie nie wierzysz, nie zaszkodzi zapisac. Czesto jest tak, ze po
    czasie ukladaja sie w logiczna calosc. Czesto wlasnie z perspektywy
    czasu widac, ze powtarza sie wciaz ta sama data lub dzien miesiaca.
    No i bardzo pomagaja, kiedy nadchodzi kryzys.

    Natomiast o wierze w te sygnaly napisalam troche w odpowiedzi na
    post Oliopolanki.

    Pozdrawiam.
  • pam_71 12.11.09, 10:10
    Ośmiorniczko ;-)
    Myslę ,że trochę nas "demonizujesz" i przypisujesz nadludzkie
    zdolności ;-p
    Nic nie stoi na przeszkodzie, abyś stworzyła prywatne forum o w/w
    tematyce, a tu zamieściła linka do niego.
    Co za problem ? ;-)
    Myślę że zarówno pajak_net, tenktoryuwierzył i jeszcze wiele innych
    forumowiczów chętnie skorzysta.
    Pozdrawiam
  • nestor81 11.11.09, 20:22
    Mój mąż odszedł 7 miesięcy temu. Byliśmy na tym pięknym etapie młodego
    małżeństwa, któremu własnie urodziło się dziecięcie... i chociaż gdzie w głebi
    przeczuwaliśmy że coś się stanie to jednak nie do końca w to wierzyliśmy...
    Byłam niesamowicie mocno związana z moim T., bardziej niż z rodzicami,
    siostrami, z którymi zawsze miałam wspaniałe układy... mąż okazał się
    najważniejszy.

    Pierwszy sen miałam wkrótce po śmierci T. Przyszedł do mnie, przytulił mnie i
    powiedział, ze mogę go teraz dotknąć, zapamiętać, przytulić się. Mogę się
    pożegnać. Tak wiec uczyłam się znowu mojego ukochanego, wczepiałam palce w jego
    włosy, dotykałam skóry. Wszystko było takie prawdziwe, a jednoczesnie miałam
    świadomość, że on nie żyje. Wiedziałam, ze to jest sen...
    Potem jeszcze kilka razy miałam sny, w których próbowaliśmy się ze sobą
    pożegnać. Zawsze ze świadomością, że mąż nie żyje. Zawsze oboje zdawaliśmy sobie
    sprawę z tego, że spotykamy się jedynie na te kilka chwil. Cudowne, a
    jednocześnie nie wyobrażacie sobie jakie potworne jest potem się obudzić z tym
    poczuciem, że ów dotyk, przytulenie już nie wróci, ze męża będę teraz spotykać
    jedynie od czasu do czasu tylko w snach.

    A wczoraj śniłam, że operacja sie udała. Śniłam to życie, którego nie będzie.
    Tylko mój mąż był jakiś zdenerwowany i nie do końca bliski. Przytulam się, a on
    nei chce mnie pocałować jakby był na mnie o coś zły... Teraz sobie myślę, że
    może być zły na to, iż nie do końca sobie radzę z żałobą. Bo albo uciekam w
    pracę, albo w marazm i wówczas niemal nie czuję rzeczywistości, jakby wsyzstko
    było za jakąś piep... szybą, której nie sposób przebić i tylko od czasu do czasu
    przenika przez nią głos i uśmiech mojego dziecka...

    Ale ja nie tylko miałam sny. W dniu kremacji doświadczyłam czegoś, co
    prawdopodobnie psychiatra określi mianem chwilowej aberracji umysłu, ksiądz
    zobaczy w tym być moze żal wdowy, być może prawdziwy kontakt z osobą zmarłą, a
    ja będę niczym Karusia z Romantyczności... Więc kto nei bedzie na to patrzeć
    szkiełkiem i okiem, może czytać dalej.
    Ten dzień był szczególnie trudny. Świadomość, ze ciało mojego ukochanego za
    chwilę ulegnie spaleniu... nieodwracalność, koniec, uświadomienie sobie, że już
    nigdy więcej... i ta rodzina pełna współczucia, chociaż kto z nich może wiedzieć
    jak wielkie jest moje cierpienie? kto może zrozumieć tą pustkę, tą rozpacz,
    która rozdziera, krzyczy we mnie? Więc stoję skulona w sobie, odrętwiała i nagle
    czuję że mój mąż jest koło mnie. Czuję jak morze mrówek przesuwa się po moich
    plecach, a potem w mojej głowie rozbrzmiewają słowa: "To jest tylko łupina.
    Nasze ciała są łupiną od orzecha, najważniejsze jest to co w środku. W tym
    pudełku jest skorupka, za chwilę ulegnie zniszczeniu tylko skorupka..." A potem
    było to szczeście, niezmierne, nieskończone szczęście, którym mnie dotknął... I
    będę uparcie wierzyć, choć religijna nie jestem, że doświadczyłam pośrednio
    Tamtej Strony... Mój mąż dotknął mnie tym,w czym sam był zanurzony. Piękno,
    Szczęście, którego nasze skromne i delikatne ciała nie byłyby zdolne pojąć ani
    udźwignąć. Poczułam skrawek Boga(?) Czegoś wyższego.Roztopimy się w Niepojętym i
    to będzie dobre. Dostałam też przekaz (?) że nie każdy wejdzie w To od razu, że
    trzeba swoim życiem zasłużyć. I wiem, ze mój mąż z pewnością zasłużył i nie
    tylko dlatego, ze umierał długo, nie dlatego że chodził do kościoła (nie
    chodził), ale dlatego, ze był szlachetny. Trudne słowo w dzisiejszych czasach. A
    jednak mój T, był szlachetny. Dzięki niemu też przez jakiś czas byłam dobra.
    Nasza miłość była tak wielka, ze choć jestem z natury duchem niespokojnym,
    krnąbrnym i nie do ujarzmienia, to na ten czas, na te kilka lat szczęścia obok
    T, stałam się dobra, uporzadkowana...
  • kopciuszek125 11.11.09, 22:02
    Moja mama odeszła dwa lata temu ale nie ma nocy żeby mi się nie śniła. Niestety
    nic mi nie przekazuje. Sny są takie normalne życiowe, ale tak jak czytam innych
    nie mówi jak jej tam jest. gdyby śniła mi się tylko przed zdarzeniami jak np
    stłuczka nie z winy męża to pomyślałbym ze mnie ostrzega ale nie śni mi się co
    noc. Z jednej strony mam z nią kontakt chociaż w nocy ale najgorsze jest
    przebudzenia i ta świadomość że jej nie ma i nigdy nie będzie.
  • latmaro 11.11.09, 22:53
    Bardzo często czytam te forum ale rzadko piszę, gdyż nie zawsze mam inwencję bądź chęci. Ale temat snów jest dla mnie bardzo ważny. Od bardzo dawna jeszcze będąc panienką wierzyłam w sny a nawet miewałam sny prorocze, które sprawdzały się zawsze. I tak też było w przypadku odejścia mojego ukochanego synka. Zginął tragicznie w zeszłym roku mając tylko 8 lat na naszych wymarzonych wczasach. Chwila, gwałtowne zachłyśnięcie odebrało mi go na zawsze. Mogłabym o tym pisać bardzo długo ale nie jest to ten temat. Po śmierci mojego syneczka codziennie czekałam tylko na sny związane z nim i przez pól roku miałam ich bardzo dużo. Natomiast przytoczę wam tylko kilka najważniejszych, które pozwoliły uwierzyć że oni żyją tylko w innym świecie. Gdy mam sny przez kilka dni czuję się dużo lepiej ale niestety są one coraz rzadsze dlatego też ze mną też jest coraz gorzej, ale myślę sobie że moje dziecko ma inne zadania, jest bardzo zajęte skoro nie przychodzi a ja czekam cały czas czekam na nie jak na spotkanie.

    Mianowicie przed śmiercią mojego synka Czarusia około rok przed miałam bardzo często powtarzający się sen z pojedynczym pomnikiem gdzie za każdym razem w tym śnie próbowałam dojrzeć kto tam jest pochowany i nie mogłam. Budziłam się z tego snu cała mokra i zmęczona. Nie miałam pojęcia co on miał znaczyć. Teraz już wiem , że chodziło o mojego synka.
    Po śmierci po dwóch tygodniach przyśnił mi się pierwszy raz w ten oto sposób:
    Przyśnił mi się bardzo ładnie ubrany tak jak na tańce ( Czaruś chodził do szkoły tanecznej) włoski nażelowane, ja siedziałam przy domku cała zapłakana. Zobaczyłam jego jak idzie w moją stronę cały uśmiechnięty. Powiedziałam:
    -Czaruś ty żyjesz?
    on mi na to
    -tak mama ja żyję.
    więc spytałam
    - jak to żyjesz przecież tydzień temu cię pochowałam, to kogo ja pochowałam w tej trumience
    on powiedział, że nie wie kogo.
    Potem zapytałam to skoro żyjesz to gdzie byłeś.
    Odpowiedział tak,
    -te araby mnie porwali nie chcieli mnie do ciebie puścić dwa tygodnie mnie trzymali i nie chcieli mnie do ciebie puścić
    wtedy wzięłam go na ręce i bardzo mocno przytuliłam. Zaczęłam go oglądać z każdej strony. Powiedziałam
    -przecież ty nie masz żadnych śladów nic ci nie zrobili
    on odpowiedział
    - nic mi nie zrobili tylko nie chcieli mnie do ciebie puścić.
    I Wtedy obudziłam się bardzo ten sen mnie uspokoił ale tylko na jakiś czas.

    Po jakimś czasie po 4 miesiącach miałam sen którego do tej pory nikt nie potrafi mi wytłumaczyć opisuję poniżej:
    Jeździłam z nim na rowerach w jakiejś cudownej kolorowej krainie, jeździliśmy bardzo długo. To było ze środy na czwartek z 12 na 13 listopada , po tym śnie w czwartek czułam się bardzo dobrze natomiast w piątek gdy się obudziłam strasznie bolały mnie nogi, uda, porobiły mi zakwasy w udach,miałam problemy z wchodzeniem i ze schodzeniem ze schodów. Nogi mi drżały gdy schodziłam i wchodziłam. Usiadłam w pracy i się rozpłakałam bo wiem że ten ból był odzwierciedleniem tej jazdy na rowerze. Nigdy mi się coś takiego realnego nie przytrafiło.

    I jeden z ostatnich najważniejszych snów to sen w moje urodziny. Czaruś zawsze pamiętał o mnie był dla mnie oczkiem w głowie a ja dla niego, wiedziałam że o mnie nie zapomni, opisuję poniżej:
    Przyśnił mi się na ranem. Byłam na jakimś szkoleniu z pracy. W pewnym momencie zadzwonił telefon, ale miałam problemy se słyszalnością, ten głos był taki wibrujący, tak jakby z zaświatów. Powiedziałam chwileczkę i wyszłam z tej sali, wtedy znalazłam się w moim mieszkaniu w łazience. Nagle słyszę w słuchawce
    -mama
    więc odpowiedziałam
    - tak, czy to ty Czaruś
    on mi na to
    - tak to ja mama
    wtedy chciałam powiedzieć, "Czaruś przecież ty nie żyjesz" nie dał mi dokończyć zdążyłam powiedzieć tylko
    - czaruś, przecież ty......
    i słyszę:
    - tak mama, ja chyba umarłem, ale nie przejmuj się, mi jest tam bardzo dobrze, bawię się, tańczę i w końcu gram w piłkę nożną i dostałem się do drużyny Legii ( marzył o grze w piłkę gdyż jego starszy brat jest piłkarzem)
    Mówił coś jeszcze, same pozytywne zdania. Jednak nie pamiętam co. Telefon się rozłączył, chciałam ja do niego zadzwonić, ale przy połączeniu usłyszałam "abonent jest poza zasięgiem sieci". I w tym momencie zadzwonił budzik do pracy.
    Po tym śnie czułam się bardzo dobrze, tak jakby żył wszystko było takie realistyczne. Gdy zajechałam do pracy koleżanka z pracy powiedziała, że przyśnił jej się mój Czaruś i obudził ją do pracy takimi słowami "Teraz to ja będę Panu Bogu mówił co ma robić" I wtedy ona się obudziła.

    Narazie to tyle z ważniejszych snów z moim ukochanym synkiem. Były jeszcze inne bardziej realistyczne duchowe. Ale jeśli będziecie chciały opiszę je innym razem.

    Mój synek był ze mną a ja z nim bardzo związana. Wiem że jemu jest też ciężko beze mnie. Dlatego może próbował kontaktować się ze mną i w ten sposób mnie uspokajał, że żyje ale w innym świecie. Teraz przychodzi rzadziej dlatego nie umiem sobie poradzić bez niego, nie umiem znaleźć miejsca dla siebie w tym życiu. Mimo że mam jeszcze jednego synka starszego, to Czaruś był moim oczkiem w głowie, może dlatego że był młodszy a może dlatego, że urodziłam go mając już 30 lat i będąc bardziej doświadczona w przeróżne przejścia życiowe.
    Bardzo kocham mojego synka i sny są dla mnie jedynym miejscem gdzie mogę się z nim spotkać , tylko czekam na każdą noc i na jego przyjście.

    Pozdrawiam wszystkich.




  • 198-3mk 12.11.09, 07:47

    Kochana... Piękne są te Twoje sny z udziałem syneczka...
    Aż Ci zazdroszczę...
    Poztywnie oczywiście... Takie sny dają nadzieje na to, że Nasze dzieci
    są szczęsliwe... Napędzają... Pomagają dalej żyć...
    Opisz ich więcej jeśli możesz. Bardzo miło mi się czytało...
    Mój synuś, zmarł w wieku 22 lat...
    Pokonała Go choroba nowotworowa...-(

    Pozdrawiam Cieplutko. Beata-mama Marcina.
  • maretta111 12.11.09, 10:34
    Miałam kilka snów związanych ze swoim braciszkiem, sporo było takich że on
    gdzieś stał, a ja chciałam podejść przytulić się a on dochodził i koniec snu, a
    takie ciut inne to spisałam na forum:
    Sen z 18.12.08, 08:49
    "Ależ miałam dziś w nocy sen, tak prosiłam wczoraj, wyłam wręcz żebyś mi się
    przyśnił i tak się stało. Szedłeś drugą stroną chodnika, ja zobaczyłam Ciebie i
    podbiegłam, wiedziałam że nie żyjesz, tak jak zawsze lubię to robić, rzuciłam
    się Tobie na szyję, padliśmy sobie w ramiona, pytałam się jak Tobie, ale nic nie
    powiedziałeś, zawsze byłeś skryty. Ale widziałam smutek w Twoich oczach,straszny
    smutek. Braciszku, dlaczego czy niedobrze ci tam, tęsknisz za nami.Tobie ciężko
    że ja tak płaczę?
    27.12.08, 05:07
    " Miałam dziś sen. 2 razy mi się śniło, bo po pierwszym przebudziłam się. Śniło
    mi się, że mój brat przyszedł tam do mamy. Słyszę w przedpokoju jego
    głos,wychodzę, wiem że nie żyje, przytulamy się oczywiście, bo ze mnie taki
    przytulak,a on opowiada jak go ktoś wykopał, że on żyje. Ale strasznie
    poraniony, głównie w prawe ramie, duży opatrunek. Nic nie opowiada jak tam jest
    mimo pytań, ale kolejny sen a on taki smutny położył się i leżał u mamy pod
    kołdrą .W drugim śnie siedział ale też jakiś smutny rozmawiał, ale też nic nie
    powiedział jak mu tam jest,a le taki smutny. Braciszku skąd ten smutek?
    31.12.08, 08:34
    "Dziś miałam taki sen,a może to była prawda leżał koło mnie mój braciszek,
    głaskałam go. Dał mi do zrozumienia ze czuwa nade mną, opowiedziałam to mamie
    płakała, bo chciałaby do niego mówić, ale i słyszeć go. Braciszku kochamy cię i
    jest bardzo trudno nam pogodzić się że Ty tak daleko..."
    16.01.09, 13:58
    " Znów mi się śniłeś, smutny, brzydko wyglądałeś, czy ty tam tak bardzo
    cierpisz, za co? Mamie też dziś się przyśniłeś i też coś smutny, co jest? Kochamy.."
    18.01.09, 06:44
    "Wsiadałeś do autobusu,a a ja zatrzymywałam ciebie, chciałam zaprowadzić do mamy
    i pokazać że żyjesz, całowałam ciebie po rękach. co to oznacza, ty ciągle taki
    smutny, może to nasz codzienne łzy,a może pokutujesz tam tak strasznie. Kocham
    na wieki.
    Jean Baptiste Racine:
    " W nieszczęśliwym śmierć grozę niełatwo obudzi." Ty nie bałeś się śmierci,
    chciałeś odejść, ale my nie byliśmy przygotowani.
    odpowiedz nam. "
    27.01.09, 05:37
    "Dziś w śnie pojawiła się szansa że będziecie razem, siedziałeś obok żony i
    mieliście porozmawiać o wspólnej przyszłości. Jednak Ty już nigdy tego nie
    usłyszysz"
    08.02.09, 06:24
    "Tęsknię, kocham, przyśniłeś się mi, ale tylko rzuciłam ci się na szyję i nic..."
    10.02.09, 12:48
    "Dziś śniłeś mi się, smutny, źle wyglądasz jak zwykle w mych snach. wydaje mi
    się że to było jakby u mamusi. Spytałam się czy daleko do ciebie, odpowiedziałeś
    że" daleko",a na pytanie jak tam tobie odpowiedziałeś "całkiem". Całkiem dobrze
    Ci teraz, a pomyślałeś o nas zostawiając na tym łez padole, dlaczego brak ci
    było motywacji do życia żeby zostać ze mną, mamusią , synkiem. Nawet w tak
    ciężkim stanie, na intensywnej terapii, nie chciało ci się żyć, jak mogłeś?"
    Boli okrutnie zbliża się rocznica...

  • e-angel73 12.11.09, 17:55
    witam wszystkich,
    jestem przekonana ze sny sa przekazem od naszych najblizszych.
    Oczywiscie nie wszyskie. Czasami sa to sny typowo "wspominkowe" ,
    czasami jedak ONI do nas przychodza.
    Opowiem wam jeden ze snow..o spotkaniu z moja mama:
    ...zobaczylam ja w naszym starym mieszkaniu. Podeszlam i zapytalam
    co tu robi, przeciez nie zyje!!Odpoweidziala ze przyszla sie ze mna
    pozegnac. Bylam calkowicie swiadoma, ze to sen i wiedzialam ze sie
    niedlugo skonczy, wiec zasypywalam ja pytaniami typu: jak tam jest?
    czy jestes z rodzicami? czy widzials sie z innymi zmarlymi...itp.
    Nie odpowiadala mi na wszystko, mowiac ze nie moze mi wszystkiego
    powiedziec, ale powiedzala mi ze mam sie szybko przytulic, bo zaraz
    sie obudze i ona bedzie musiala odejsc. Przytulilam sie i czulam jej
    wlosy, cialo, i zapach!!!!! Na koniec powiedziala mi cos co
    przekonalo mnie na 100% ze to bylo spotkanie z naswiatow.
    Powiedziala ze przyszla sie pozegnac tak samo jak do mojego dziadka
    (taty mojej mamy)przyszla kiedys jego mama....zeby sie pozegnac!!!
    Nigdy wczesniej o tym nie slyszalam. Postanowilm to sprawdzic.
    Pojechalam do cioci (siostry mojego dziadka) i zapytalam ja czy
    takie zdarzenie mialo miejsce(nie mowiac jej wczesniej o moim śnie).
    Byla bardzo dziwiona ze o to pytam....ale powiedziala ze tak
    wlasnie bylo
    !
    ...nie potrzebuje innych dowodów na to...ze jest życie po życiu i że
    Zmarli moga kontaktowac sie z nami.
    pozdrawiam
  • latmaro 12.11.09, 22:52
    Opiszę wam moje jeszcze dwa bardzo ważne sny z Czarusiem oba miałam w czerwcu tego roku:

    Około godz.23,00 położyłam się spać. Wróciłam z Warszawy bardzo zmęczona. Od kilku dni szumiało mi w uchu tego dnia na dodatek strasznie rozbolała mnie głowa. Położyłam się spać z bólem głowy. Ale nie brałam żadnego proszka, gdyż nie chciałam cały czas faszerować siebie lekami albo uspakajającymi albo przeciwbólowymi. Poprosiłam Czarusia żeby mi pomógł bo bardzo źle się czuję. Miałam sen. Śniło mi się że ja i moje dzieci czyli Adrian i Czarek uciekamy przed czymś czarnym dużym, wyglądało to na jakiegoś wielkiego pająka albo podobne było do jakiegoś dużego owada. Gdy tak uciekaliśmy ja w pewnym momencie znalazłam się pod ziemią w jakiejś dziupli, w której był mężczyzna nie znałam go, zaczęłam krzyczeć do Adriana żeby puścił Czarka ja go złapię. Wtedy Adrian puścił Czarusia a ja złapałam go do tej dziupli i mocno przytuliłam. Natomiast Adrian uciekł do budynku który był z tyłu cały oszklony i w ten sposób udało nam się uciec przed tym czymś. I wtedy wydarzyło się coś czego nie potrafię wytłumaczyć , gdyż nie wiem czy to wydarzyło się we śnie czy też to było na jawie.Rozejrzałam się i zobaczyłam że Czarka nie ma. Powiedziałam wtedy" tak chciałabym wiedzieć że jesteś przy mnie Czarusiu". I w tym momencie tak jakbym wyszła z ciała i zobaczyłam swoje ciało uniesione nad tym łóżkiem a ktoś w tym momencie przeleciał nade mną włosy mi zawiało wszystkie do przodu, z prawej strony poczułam silny wiatr a z lewej poczułam zimno. Trwało to jakąś chwilę. I zaraz po tym wstałam z łóżka z bardzo silnym bólem głowy była godzina około 2 w nocy. Musiałam wtedy jednak już wziąć coś przeciwbólowego był to ketonal, gdyż rano nie nadawałabym się do pracy. Poczułam się po tym bardzo dziwnie. Myślę że Czaruś przyszedł do mnie jak go poprosiłam o pomoc dał mi znać że jest obok mnie gdyż ja naprawdę to czułam. Czy to możliwe?

    Drugi sen miałam niedługo po tym który wcześniej opisałam był to sen o wypadku mojego synka. W momencie gdy doszło do tragedii przy moim synku był tata. Więc ja do końca nie wiem aż do dnia dzisiejszego jak doszło do tego nieszczęścia. Prawdopodobnie synek poślizgnął się przed basenem uderzył w główkę wpadł i nastąpiło gwałtowne chwilowe zachłyśnięcie. Przez tyle miesięcy prosiłam Czarusia żeby przyszedł i opowiedział co się stało. Aż w końcu synek przyszedł. Opisuję poniżej:
    Szłam z nim i trzymałam go za rękę. Nie opowiadał mi sam z siebie tylko odpowiadał mi na pytania. Na początku pokazywał mi że tak jakby na czymś siedział na jakiejś zabawce desce i w pewnej chwili ześlizgnął się z tego i wpadł do basenu zachłysnął się gwałtownie. Zapytałam go czy mnie wołał powiedział że tak ale tylko przez chwilę ale i tak bym go nie usłyszała by byłam za daleko. Więc zapytałam czy go bolało powiedział że nic nie czuł bo to trwało tylko chwilę i nawet nie wie kiedy to się stało. Zapytałam czy jest tam mu dobrze. Powiedział że tak, że jest mu tam bardzo dobrze. Dokąd go trzymałam za rękę i zadawałam pytania to stał ze mną, a gdy przestałam odszedł. Był normalny ani wesoły ani smutny. Ale z miny jego widać było że przyszedł mnie w końcu uspokoić.

    Tak bardzo go kocham i ciągle zadaję sobie pytanie dlaczego musiało do tego dojść. Myślę że kiedyś się dowiem dlaczego moje dziecko, takie niewinne, takie kochane, cudowne musiało opuścić ten świat i nigdy się z tym nie pogodzę gdyż moja miłość do niego jest na wieczność. On był dla mnie wszystkim całą moją nadzieją.

    Ściskam was wszystkie do swojego zranionego serca.
    Mama Czarusia
    Marzena
  • mag461 13.11.09, 10:09
    Wiecie co dziewczyny....zauważyłam,że zazwyczaj tuż po śmierci
    zmarli jeśli się śnią są poważni ,wyciszeni jacyś dostojni mało
    spontaniczni.Uśmiech pojawia się po jakimś czasie.
    Mojej mamie jej mama przyśniła się raz w trzy miesiące po śmierci.
    Na pytanie jak Ci tam jest mamusiu?
    Odpowiedziała:Dobrze,ale jeszcze trochę i będzie wszystko dobrze.
    Babcia nie była smutna jedynie poważna.Obok Niej stała we śnie jej
    zmarła przed kilkoma miesiącami siostra.Na Jej twarzy gościł szeroki
    uśmiech.
    Ciekawa jestem czy którejś z Was przyśnił się kiedyś zmarły,którego
    we śnie widziałyście jak zwariował?
    Miałam taki sen dzisiaj , było jakieś bombardowanie i podczas niego
    nieżyjąca babcia i zmarły ostatnio tata zwariowali.
    Nie wiem ale to chyba jakieś majaki...
    Zaczęłam się zastanawiac czy ktoś kiedyś coś takiego opowiadał,ale
    nigdy nie słyszałam.Może to faktycznie wynika z tego ,że koszmar
    choroby,pogrzebu i tęsknoty wraca jak bumerang choc zaraz będą 2
    miesiące.
    Pozdrawiam
  • osmiorniczka030 15.11.09, 02:17
    Marzenko!

    Coz powiedziec... super masz te sny. Czarus wiele Ci mowi. To
    ogromna łaska.

    A jesli chodzi o wyjscie z ciala, to jest to calkiem mozliwe. Tylko,
    ze zazwyczaj cialo duchowe z gory oglada cialo fizyczne.

    Pozdrawiam.
  • emi56 19.11.09, 05:00
    Sny to bardzo dobry temat. Szkoda ze zjechalyscie z niego na swoje
    wywody. Osmiorniczka troszke za bardzo interpretuje je jak by
    wszystko wiedziala. Tak bardzo mi to nie przeszkadza , chociaz
    wolala bym czytac, zdania ktore zaczynaja sie od - przypuszczam ,
    mysle ze to moze oznaczac, to zdarzenie kojarzy mi sie z....
    Natomiast zdania , a raczej twierdzenia ze tak jest w tematach
    zycia pozagrobowego, Boga czy nawet snow ,powinnismy sobie darowac.
    Bo nikt z nas tak naprawde nie wie nic. My wszyscy tylko domyslamy
    sie ,przypuszczamy ze tak jest choc bardzo bysmy chcieli zeby tak
    bylo jak myslmy.
  • osmiorniczka030 15.11.09, 02:09
    Witaj E-Angel!

    Ja rowniez uwazam, ze nie kazdy sen ze Zmarlym jest kontaktem.
    Jednak nie ulega watpliwosci, ze sen jest jednym z kanalow
    kontaktowych.

    I ja otrzymalam pewnego razu we snie od Taty wiadomosc, ktora
    okazala sie prawda. U moich znajomych wydarzylo sie cos, o czym nie
    mialam pojecia. Wiem, ze glupio mi bylo zapytac znajomych o to, czy
    taka rzecz miala miejsce, ale sie przelamalam i okazalo sie, ze
    zgadza sie nawet data. Dlatego wiem, jak wazne jest, by sprawdzic
    kazda wiadomosc przekazana we snie od Zmarlego.

    A co Twoja Mama mowila na temat "tamtej strony"?

    Pozdrawiam.
  • osmiorniczka030 15.11.09, 01:57
    Martusiu!

    Nie umiem powiedziec, skad smutek u Twojego Braciszka. Kiedy ja
    mialam takie smutne sny, interpretowalam je, ze smutek ten wynika z
    mojej wielkiej rozpaczy, ktora Tata widzi, a nie moze na nia nic
    poradzic...

    Sen z wykopaniem - Twoj Brat wyraznie daje Ci do zrozumienia, ze w
    grobie juz go nie ma.

    Byl tez jeszcze jeden sen, o ktorym zapomnialas napisac:

    >Śnił mi się braciszka pogrzeb, nieco inny, później wychodzę
    zbiegowisko, a nad
    ludźmi on, chwyciłam jego rękę i na moje pytanie czy żyje wiele razy
    odpowiedział żyję.... <

    Slowa Twojego Brata mowia same za siebie...

    Pozdrawiam.
  • maretta111 17.11.09, 09:25
    do osmiorniczka030
    Moja droga jesteś WIELKA i wiesz dlaczego? Zawsze potrafisz jakoś niewidoczne,
    niezrozumiałe uformować w całość, choć ja jeszcze ciągle błądzę ,szukam.
    Dziękuje Marta.
  • osmiorniczka030 18.11.09, 00:18
    Martusiu!

    Bardzo dziekuje za te mile slowa. Ciesze sie, ze moje pisarstwo sie
    przydaje.

    Pozdrawiam.
  • osmiorniczka030 15.11.09, 01:45
    Witaj!

    Dziekuje Ci bardzo za Twoje relacje. Wedlug mnie masz wspanialy dar
    kontaktu ze swoim synkiem. Chcialabym zwrocic uwage na jedna rzecz.
    W dniu swoich urodzin dostalas od Czarusia wyjatkowy prezent. Nie
    dosc, ze synek przysnil Ci sie wlasnie w dniu urodzin, to przysnil
    sie rowniez Twojej kolezance. W dodatku wiele Wam powiedzial o
    swojej sytuacji. Jest szczesliwy, spelnily sie jego marzenia, a jego
    slowa "Teraz ja bede mowil Panu Bogu, co ma robic" na moje oko
    potwierdzaja, ze nasi Zmarli bedac blizej Boga wstawiaja sie za
    nami, wypraszaja dla nas łaski.

    Czekamy na dalsze Twoje relacje. Pozdrawiam.
  • osmiorniczka030 15.11.09, 02:31
    Kopciuszku!

    Zazdroszcze Ci tak czestych snow z Mama. Mysle, ze wiele razy na
    pewno Mama mowila do Ciebie, ale nie potrafilas wlasciwie odczytac
    tych snow. Oni nie zawsze moga mowic do nas wprost...

    Pozdrawiam.
  • osmiorniczka030 15.11.09, 01:25
    Witaj!

    To bardzo ciekawe, co napisalas. Nie dosc, ze prowadzisz zupelnie
    swiadome rozmowy ze swoim mezem we snie, to jeszcze doswiadczylas
    prawdziwego kontaktu z nim podczas kremacji - odczuwajac jego
    obecnosc i otrzymujac przekaz myslowy. Zazdroszcze Ci, naprawde.

    Dla mnie wazna jest jeszcze jedna wazna rzecz - o tej lupinie
    orzecha. Podobny cytat pochodzacy z Malego Ksiecia ja otrzymalam
    kiedys w dosyc dziwnych okolicznosciach:

    "Będę robić wrażenie umarłego, a to nie będzie prawda. Rozumiesz. To
    bardzo daleko. Nie mogę zabrać ze sobą tego ciała. Jest za ciężkie.
    To będzie stara, porzucona łupina. W starych łupinach nie ma nic
    strasznego".

    Dla mnie osobiscie to bardzo wazne slowa.

    Pozdrawiam i zycze jeszcze wiele takich snow i wydarzen.
  • first.marionetka 16.11.09, 22:13
    " A oto mój sekret. Jest bardzo prosty: dobrze widzi się tylko sercem.
    Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu".

    "Lecz tobie nie wolno zapomnieć. Stajesz się odpowiedzialny na zawsze za to, co
    oswoiłeś"

    " Decyzja oswojenia niesie w sobie ryzyko łez".

    To też mądrości z Małego księcia.
    I znowu łzy, bo wraca pamięć jak czytałam Małego księcia mojemu synowi.
    Ryzyko łez.......oswoiłam Cię kochanie, a Ty mnie.


  • jasminka82_13 13.11.09, 10:38
    Moja mamusia sniła mi sie kilka razy,kiedys gdy w przypływie
    strasznego żalu zadałam retoryczne pytanie,, czy Ty juz mnie nie
    kochasz?,, we snie odpowiedziała mi, ze nawet sobie nie zdaje sprawy
    jak wielka jest jej miłość, a ostatnio, parę dni temu: stała w
    pokoju, bylismy wszyscy, tata, ja, siostra i brat, a ona patrzyła
    tylko na mnie, ja płakałam, mówiłam, jak bardzo tęsknię i kocham, a
    ona powiedziała, że będzie dla mnie trzymała miejsce obok siebie i
    przytuliła mnie.
  • osmiorniczka030 15.11.09, 02:26
    Witaj Jasminko!

    Wyglada na to, ze Mama zapewnila Cie nie tylko o swojej milosci, ale
    i o tym, ze czeka na Ciebie, ze kiedys znowu sie spotkacie...

    Pozdrawiam.
  • jasminka82_13 15.11.09, 12:30
    Tak, i troszke mi lzej, bo choć nie ma jej ze mną, to wiem,że jest
    zawsze gdzieś obok,spogląda na mnie, chroni, pilnuje, tak jak za
    życia.
  • halas1961 15.11.09, 17:29
    Miałam przez prawie cale swoje życie sen, który powtarzał sie tak ze dwa razy w
    roku, a często było tez takie dziwne przeczucie, nagle w autobusie... w srodku
    dnia... bez powodu... trumna, strach, pogrzeb mojego dziecka, idę za trumna ale
    nie wiem, ktore to dziecko, wiem tylko że moje. To trwało dopóki Agatka nie
    zachorowała, po jej zachorowaniu ( nie po odejściu) sen się juz nie powtórzył,
    równiez to uczucie nagłe strachu, niepokoju znikneło. Teraz jak nawet coś sie
    niepokojącego dzieje, ja jestem dziwnie spokojna i opanowana, bardzo dziwnie
    spokojna.
    Pozdrawiam
    Halina -mama Agatki
  • tilia7 15.11.09, 18:33
    Dzięki bardzo za przypomnienie o Małym Księciu:)Zapomniałam o tej książce,choć
    to jedna z najważniejszych przecież.Zapomniałam całkiem,że porusza również temat
    śmierci.
  • olaopolanka 15.11.09, 21:49
    Osmiorniczko, masz COS w sobie niesamowicie duchowego...
  • osmiorniczka030 16.11.09, 21:15
    No coz, jestem troche "nawiedzona", nie da sie ukryc ;-)

  • olaopolanka 16.11.09, 21:43
    To jest fajne w Tobie, nawet jesli to lekkie nawiedzenie:).Nie wiem czy wiesz
    ale jednak mysle,ze wiesz,ze wielu osobom tu pomagasz.Mi tez dalas chwile
    ukojenia od bolu...
    Ostatnio siedzialam w fotelu i czulam,jak Moja Kochana Cudowna Mama glaszcze
    mnie po policzkach, balam sie az poruszyc, aby tego nie zniszczyc- uczucia,
    przypomnienia, zludzenia,prawdy, namacalnosci,laski? Obojetnie co- TO BYLO.
    Nie daje mi spokoju pytanie,moze bardzo naiwne, czy my tu tylko cierpimy nie
    bedac z Nimi, czy Oni tez doswiadczaja tesknoty za nami...?
  • osmiorniczka030 17.11.09, 00:23
    Droga Oluopolanko!

    Bardzo sie ciesze, ze moje pisanie dalo Ci chwile ukojenia w bolu.

    Glaskanie po policzkach? To musialo byc wspaniale uczucie! Wierze
    Ci, gdyz sama wielokrotnie doswiadczylam typowych dla mojego
    Taty "zaczepek" - smyrania po szyi, a raz nawet ktos wyraznie
    poklepal mnie po plecach. Bylam przekonana, ze to ktos znajomy
    zauwazyl mnie na ulicy, obrocilam sie za siebie, a tam nikogo nie
    bylo. Pamietam, ze bylam w wielkim szoku.

    Ja tez czesto zadaje sobie pytanie, czy Oni za nami tesknia. Ale dla
    nas, ktorzy tu pozostalismy, chyba zadna odpowiedz nie bedzie do
    konca satysfakcjonujaca. Bo jesli tesknia, to zle, bo cierpia, a
    jesli nie tesknia, to zaraz powiemy, ze w takim razie nas nie
    kochaja. Ja mysle, ze tam jest zupelnie inny swiat, ktorym nie
    rzadza ani ziemskie prawa, ani negatywne ziemskie uczucia. To, co
    nam sie wydaje dlugim rozstaniem, dla Nich jest tylko chwilka.
    Mysle, ze Oni sa szczesliwi, bo juz wiedza, ze smierc nie istnieje,
    szczesliwi, bo spotkali swoich krewnych i przyjaciol, ktorzy umarli
    przed nimi, sa szczesliwi, bo nie cierpia, sa szczesliwi, bo zyja w
    idealnym swiecie, otoczeni wielka Boza Miloscia, swiecie bez bolu,
    lez, smutku i cierpienia... Mysle tez, ze widza nasze poczynania, ze
    sa wciaz obecni w naszym zyciu za wielkim lustrem weneckim... A
    kiedy maja ochote, glaskaja po policzkach... Jak moga wiec tesknic?

    Pozdrawiam.
  • osmiorniczka030 16.11.09, 21:10
    A prosze Cie bardzo... Wiesz, ze ja cytatami zawsze chetnie Ci
    sluze... ;-)
  • tilia7 16.11.09, 21:34
    Zgadza się:)A ja jakoś bardziej wrażliwa jestem na Małego Księcia i w ogóle
    cytaty poetycko-literackie niż na "ojców kościoła" i innych chrześcijańskich
    teoretyków.Choć ze skruchą przyznaję,że sama zaczęłam ostatnio cytować
    Tischnera:)No ale zrobił na mnie wrażenie, bo to mądry człowiek był.
  • maretta111 17.11.09, 10:47
    do tilia7 nawracasz cię ha, ha, a swoja drogą to chyba dobrze ze szukamy...
  • osmiorniczka030 18.11.09, 00:58
    No, ladnie... Nie chcialabym byc teraz w Twojej skorze, Martus... ;-
    ) Chyba musze zadzialac... :-)

    Wniosek :-)

    Zwracam sie z uprzejma prosba do Tilii o laskawe potraktowanie
    Maretty. Prosbe swa motywuje tym, iz w wypowiedz Maretty wkradl sie
    blad literowy. Nie miala ona na mysli "nawrocenia," a
    jedynie "zawrocenie" ;-)

    Z powazaniem

    Osmiorniczka.
  • tilia7 18.11.09, 12:11
    Wniosek łaskawie przyjęto.Ów błąd literowy wkradł się pewnie
    dlatego,że Marta pewnie nie doczytała dokładnie moich początkowych
    wpisów na temat mojej wizji Boga,albo jak wiele innych osób
    uznała,że jak wierzę w swojego Boga to tak,jakbym wcale nie wierzyła.
  • tilia7 18.11.09, 12:08
    Też myślę,że to dobrze,że szukamy.Natomiast nie,nie nawracam się.Od
    początku piszę,że w Boga wierzę, w swoją Jego wizję,mającą niewiele
    współnego z wizją chrześcijańską.Coś pewnie wspólnego ma,ale nie
    jest to biblijny Bóg.I nic w tym zakresie się nie zmieniło.Tylko ja
    mam taki umysł i taki charakter,że lubię się wszystkiemu przyjrzec z
    różnych stron i jak mam swoją wizję,to nie znaczy,że unikam książek
    o chrześcijaństwie.Powiedzmy,że wyłapuję elementy wspólne różnych
    religii i filozofii i na tej podstawie usiłuję dostrzec,to co ważne
    i powtarzalne.
  • osmiorniczka030 18.11.09, 01:31
    No tak... Z jakim przestajesz, takim sie stajesz. Tilia zaczyna
    cytowac ksiezy, a Osmiorniczka przestaje... :-) W prezencie dla
    Ciebie umieszczam jeszcze jeden z moich ulubionych cytatow o
    smierci, autorem ktorego nie jest zaden z "Ojcow Kosciola," a
    wolontariuszka gdańskiego hospicjum Ilona Miler:

    "Smierc zamyka oczy jednym, ale otwiera drugim..."

    Pozdrawiam.
  • tilia7 18.11.09, 12:53
    Ładne.Żeby to jeszcze było takie proste wszystko:(Mnie ta śmierc
    niestety też zamknęła oczy na wiele spraw.Na wiele spraw,które były
    ważne,cenne i warte uwagi:(A czy mi na coś oczy otwarła?Nie wiem.Na
    razie chyba tylko na własną bezradnośc
  • first.marionetka 18.11.09, 13:48

    Tilio, ja też zauważyłam tą obezwładniającą bezradność.Aż do bólu.
    Ale myślę, że gdzieś tam w głębi duszy to odejście otworzyło mnie na
    wiedzę, jak mocno potrafię kochać.
    W końcu przychodzimy tu, aby uczyć się miłości.

    Lekcja miłości pięknie odrobiona.
    Tylko nadal nie rozumiem, dlaczego dzwonek zadzwonił za wcześnie,
    nie w porę.
  • tilia7 18.11.09, 13:57
    A mnie nawet tego nie nauczyło.Wiedziałam,jak mocno potrafię
    kochac,wiedziałam to już wcześniej.Teraz tylko wiem,jak bardzo mogę
    cierpiec z miłości,z bezradnośc,z tęsknoty.
  • first.marionetka 18.11.09, 14:40

    Tilio, masz rację, że wcześniej wiedziałyśmy jak mocno potrafimy
    kochać.
    Jak widać z logicznym myśleniem u mnie jeszcze kiepsko.

  • tilia7 18.11.09, 15:17
    W tym stanie Marionetko to w ogóle cud,że myślimy,że chcemy i
    staramy się myślec.Mnie się czasem tak już wszystko plącze ze
    zmęczenia,że nie umiem wyartykułowac o co mi chodzi ani nazwac
    swoich uczuc:(A poza tym masz rację,śmierc i brak tej kochanej osoby
    obok uświadamia jak bardzo się tą osobę kochało.Kocha.I też tak
    myślę uświadamiamy sobie jak bardzo ważna i silan jest Miłośc,ta
    Miłośc przez duże M.To jest to,czego śmierc zabrac nam nie może.
  • first.marionetka 19.11.09, 08:07
    Sen mojej mamy:

    „ Znalazła się na cmentarzu, w jakimś dużym grobowcu.
    Spotkała tam znajome, zmarłe osoby.
    Pytali co ludzie mówią o nich, po tym jak odeszli.
    Mama odpowiadała.

    Podeszła do niej zmarła młodo sąsiadka i pyta, „a co o mnie mówią
    sąsiadeczko”.
    „Oj sąsiadko, wszyscy bardzo dobrze panią wspominają, żałują że pani
    tak młodo odeszła zostawiając małe dzieci, tylko bratowa tak jakby
    się cieszyła”.
    Na co zmarła sąsiadka odpowiedziała „ a i ona nie za długo będzie
    się cieszyła”.

    Moja mama była wówczas w ciąży ze mną i pomyślała, że może ten
    sen „mówi”, że umrze ona , albo dziecko.
    Okazało się, że będąc na końcówce ciąży dowiedziała się, że przy
    porodzie rodząc syna zmarła ta właśnie bratowa.

    Ten sen był ok. 5-6 m-cy przed jej odejściem.

    Przypadek?
    A może wiedzą dużo wcześniej co się wydarzy, na co my nie mamy wpływu
  • halas1961 17.12.09, 22:16
    Kuzynce sniła sie Agatka ,ze była wyżej na drabinie, a ja stalam nizej na
    schodach, a Ona malowała sufit na strychu na biało i mowila, ze szykuje taki
    kacik dla siebie i dla mamy, zebysmy tam mogly rozne nasze ulubione zajecia
    wykonywac, bizuterie, moje stroiki lub cos jeszcze innego. Ja podobno bylam
    zadowolona i Agatka tez.A potem podobno Agatka płakala. Zla jestem na nia, ze mi
    to opowiedziala. Modle sie jak umie o spokoj duszy dla Agatki i teraz sie
    martwie juz drugi dzien, dlaczego w tym jej snie Agatka plakala. To mieszkanie,
    ten kącik, ktory szykowala moze dla mnie i moze ja nie bede mogla do niej isc,
    moze nie zasluguje i dlatego ona plakala. Ja wiem,ze nie powinnam sie martwic
    snem, ale takie glupie mysli mnie nachodza. Nikomu nie mowilam, bo pomysla
    wiecie, ze na mozg mi padlo. Ale Luna sny dobrze tlumaczy mozeby wytlumaczyla.
    Tylko czy Luna jeszcze tu bywa. A moze ktos inny by tez zinterpretował... Tu
    mnie nikt za wariata nie wezmie(chyba:)
    Dobranoc
    Halina-mama Agatki
    napisz co i ak u Ciebie
  • halas1961 17.12.09, 22:18
    O przepraszam, to "napisz co i jak u Ciebie" w poprzednim wpisie to skopiowane z
    listu do kogos innego , bo ten sen tez opisywałam:):):)
    Halina-mama Agatki
  • luna67 22.12.09, 21:03
    Kochana Halas,

    bywam tu rzadko, ale moja kochana mama mi sie dzisiaj przysnila, wiec zajrzalam
    tu i natrafilam za pierwszym razem na towj post!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!.
    Moja kochana mamusia mowila mi dzisiaj o lzach...., ze: "lzy sa skutkiem nie
    tylko smutku ale i radosci!!!!" (Dreszcze mi przechodza po calym ciele....)

    I miala racje (jak zwykle), jakbys mnie zobaczyla placzaca z radosci, to
    pomyslalabys, ze placze ze smutku (nie znajac przyczyny).

    Ja nieraz wyje i wykrzywiam usta jak w najwiekszej tragedi w ekstazie
    zadowolenia (mam nawet takie zdjecia z wykszywiana mordka po otrzymaniu
    wymarzonego prezentu:-).

    Po tamtej stronie nie ma czasu i wierz mi, ze zasluzylas na miejsce przy
    kochanej corce, nawet jakbys sie znalazla na krotko (co nie sadze) w stanie
    zawieszenia, blogostanu, (bez udzialu w spanialym swiece w zaswiatach).

    Kochane dusze po tamtej stronie wiedza wszystko co bylo i bedzie na ziemi, oni
    tworza, przygotowywuja miejsca dla nas, ucza sie dalej i pracuja (nie tak jak na
    ziemi)........wiec ona juz szykuje dla ciebie prezent po tamtej stronie dla
    ciebie, i wie jakie bedziecie szesliwe nadrabiajac zalegly czas na ziemi, ktory
    nie byl wam dany, i placze ze szczescia widzac wasze BOSKIE szczescie!!!!!!!!!!!!


    Zle tlumaczysz ten sen martwiac sie!!!!!, ona przeciez byla zadowolona malujac
    ten sufit!!!! i jako wszystko wiedzaca nie mogla sie najpierw cieszyc a pozniej
    plakac niby z nieszczescia....
  • luna67 22.12.09, 21:22
    Ach i jeszcze jedno, biala farba oznacza jej niezkazitelnosc (Boskosc) i
    nadzieje!, ktora masz w sobie i musisz (jak dotad) pielegnowac.

    Piekny sen!
  • halas1961 22.12.09, 22:15
    Droga Luno
    bardzo Ci dziękuję za to tłumaczenie. Dziś nie mam dobrego dnia, od rana mi
    smutno było. A potem list i mały podarek jakby z niebios choc od konkretnej
    osoby i teraz Twoje tłumaczenie. Trochę mi radosniej i odrobinke weselej.
    Dziękuję Ci serdecznie
    halina-mama Agatki
  • osmiorniczka030 23.12.09, 22:40
    Dziewczyny!

    Ale z tymi lzami to niezly "numer." Biedni sa nasi Bliscy. Czy
    pomyslalyscie kiedys, ile oni sie przy nas musza nakombinowac, zeby
    dac nam sygnal lub odpowiedz?

    Zeby Halinka dostala odpowiedz w kwestii "lez", to Lunie musiala
    przysnic sie jej mama. A to znaczy, ze oni wszyscy sie tam znaja.

    Ja tez tak mialam wiele razy. Dla mnie to naprawde niesamowite.

    Pozdrawiam.
  • karnivora 23.12.09, 00:42
    odwoluje 100% że jakoby sny to wytwory
    skopanej jaxźni, czy wichnięte przekierownanie impulsów
    NIEPRAWDA - j e s t t o o b s z a r = sfera OBJAWIEŃ


    PS.Mnie wątło sni/ pewnie xz niedożywienia / ...
    - /brak dyscypliny??/ trening?
  • first.marionetka 23.12.09, 10:20
    Ja miałam taki dziwny, a zarazem przepiękny sen.
    Szłam z torbą dużą na lewym ramieniu, bo takie mam "torebki" na
    znacznej wysokości budynku.
    Po takim przejściu ok. 50/70 cm. W pewnym momencie poczułam lęk,
    strach, że nie dam rady iść dalej. Zakołowało mi się w głowie. Jedno
    co pomyślałam, to , że torbę muszę zdjąć i pozostawić na wysokości,
    bo za chwilę spadnę.A z torbą bym szybciej spadała, bo jest niestety
    dosyć cieżka.
    Co pomyślałam to też i zrobiłam. Położyłam torebkę i zaczęłam spadać.
    Wysokość w dół dość znaczna. Lecąc, spoglądając w dół widziałam
    zieloną łąkę. Leciałam nogami w dół i w pewnym momencie i to jest
    metafizyczne, piękne - zatrzymałam się w tym locie, w tym spadaniu.
    Trwało to na tyle długo, że poczułam radość, ulgę, spokój...... po
    czym łagodnie wylądowałam na dole.

    Niesamowite uczucie zatrzymania się w powietrzu.

    Oczywiście, nie rozumiem tego snu. Ale wniósł jakiś spokój, ukojenie.
    Wypełnił moje myśli czymś nowym - refleksją, że tak naprawdę to
    niewiele rozumiem z funkcjonowania świata lub światów, no bo teraz
    funkcjonuję w dwóch światach.
  • pacjent21 28.12.09, 10:07
    Witam

    mój tata zmarl w pazdzierniku - bylismy ze soba bardzo
    zwiazani...ale tylko raz mi sie przysnił.
    pozwolę sobie to opisac
    Weszłam do wielkiej sali...pełno ludzi jedni przy stolikach inni
    stali rozmawiali...na środku leżał w trumnie mój kochany tatuś...
    nagle znalazłam sie przy murze cmentarnym i zobaczyłam znowu mnóstwo
    ludzi, którzy z zaciekawieniem zaglądali do tej sali w której byłam
    wczesniej. Pomyslałam, że dlaczego oni tak patrzą tam lezy mój tata,
    że to mój ból i nie chce by inni obcy ludzie jak gapie patrzyli co
    sie dzieje. Zaczęłam iśc w tamta stronę i nagle zobaczyłam ze dwóch
    rosłych mężczyzn zamyka drzwi przed tymi "gapiami", więc
    przyspieszyłam kroku i pomyslalam ze nie zdąze wejśc ze zamknie mi
    drzwi przed nosem. W ostatniej chwili przecisnełam sie przez
    drzwi...nagle gwar ucichł, wszystko uspokoiło sie a ja zobaczyłam
    tate jak stoi przy trumnie (tata miał amputowane nogi)-widziałam, że
    nie ma swoich nóg ale cos jakby wypełnienie. Stał tak przy tej
    trumnie i nagle ja podeszłam i mówie cos do niego (nie pamietam co-
    jakbym nie słyszała- i nagle tata chce do mnie podejsc - osuwa sie
    jednak-bo nie może przecież chodzic. Złapałam go pod ramiona i
    powoli ułożyłam w trumnie. Krzyczałam, żeby wezwac lekarza bo on
    żyje. tak bardzo chcialam mu pomóc..... ale nikt nie reagował. I
    nagle tata powiedział do mnie "nie ja nie żyje zrozum"...zamórowało
    mnie wtedy ale mówie jak to przeciez ty zyjesz mówisz do mnie i
    stałeś i ....nagle znalazłam sie dalej od trumny. Zobaczyłam tate
    który z pokorą spojrzał na niska postac w kapturze i powiedział "to
    już?" a ten ktos trzymając w reku wieko trumny powiedział: tak czas
    minął".
    Obudziłam się - wiem, że ten sen miał byc prosba taty by sie nie
    zamarwiac by sie pogodzic. Ale co dalej?...
    Przysnił mi sie tylko raz - przez te dwa i pół miesiąca nie dał
    więcej żadnego znaku - a tak Go proszę o to.
    Pozdrawiam Was wszystkich
  • mocnakrysia 01.01.10, 08:18
    Dziś po raz pierwszy od śmierci śniła mi się moja mamusia razem z tatą (tata
    zmarł 24.06.2003). Spotkałam ich siedzących na ławeczce, tata miał szczęśliwą
    minę, mama też była uśmiechnięta,Tata nie odzywał się wcale tylko patrzył na
    mamę z taką miłością w oczach - jak gdy byli razem .Zaznaczam że bardzo się
    kochali i w naszym rodzinnym domu miłości rodzicielskiej nie brakowało nigdy.Ze
    zdenerwowaniem powiedziałam mamie dlaczego umarła , dlaczego poszła do taty , że
    jest nam potrzebna , że bardzo za nią tęsknie i nie mogę się odnależć.
    Odpowiedziała że tacie jest bardziej potrzebna, że śą razem, że tak musiało być
    a ja sobie poradzę. Potem odprowadziłam ich oboje pod bramę cmentarza,oni weszli
    za furtkę, ja zostałam na zewnątrz. Z zza tej bramy mama powiedziała mi jeszcze
    że szkoda jej tej Ani i jej rodziny- w moim umyśle dotyczyło to rodziny
    nauczycielki z mojego przedszkola- zrozumiałam że oni też nie żyją oprócz ich
    synka. A przecież Ania żyje i pracuje. Co to może znaczyć, już sama nie wiem,
    Pomóżcie mi to jakoś zinterpretować. Zaznaczam że wczoraj na cmentarzu przy
    grobie rodziców prosiłam - mamo pomóż mi bo chyba zwarjuję. Ale po tym śnie
    wcale nie jest mi lepiej.
  • luna67 04.01.10, 22:43
    mocnakrysia napisała:

    "...za tej bramy mama powiedziała mi jeszcze, że "szkoda jej tej Ani i jej
    rodziny"- w moim umyśle dotyczyło to rodziny nauczycielki z mojego przedszkola-
    zrozumiałam że oni też nie żyją oprócz ich
    synka. A przecież Ania żyje i pracuje."

    Dlaczego zdziwilo ciebie negatywne stwierdzenie twojej mamy dotyczacej zyjacej
    osoby (Ani)? ...., bo przypuszczam, ze myslisz o smierci jak o "karze",
    skojarzylas negatywne slowo "szkoda" ze smiercia, a nie odwrotnie.....zycia! ze
    slowem "szkoda".


    Twoja mama wie, ze tak nie jest, i jej szkoda ludzi tu na ziemi wraz z toba
    (ludzi zyjacych w niewiedzy, cierpiacych tu na ziemi), wyrazila to symolicznie w
    osobie "Ani" (nie chcac ciebie zasmucac, jak to matka...)

    Ona wie, ze przyjdzie czas i kazdy sie o tym dowie..............., ze zycie to
    tylko uluda nieporownywalna z prawdziwym zyciem po smierci, i kazdy z nas po
    tamtej stronie kiedys powie: "SZKODA...."

    Moja mama mi mowi w snach: "szkoda, ze nie mozesz ze mna tutaj teraz byc, ze
    masz jeszcze tyle do spelnienia, ale przyjdzie czas i zobaczysz cod nad codami...."

  • mag461 04.01.10, 17:19
    Nasze rodzinne medium znowu nawiedził dziadek.Tym razem rozbił biały
    namiot przed domem w niewiadomym celu i był rozmowniejszy.
    Na pytanie czy spotkał kogoś z rodziny odpowiedział,że wszystkich
    nawet znajomych. Na pytanie wnuczki jak tam jest powiedzial,że się
    nudzi ,bo nie robi nic konkretnego tylko jeździ windą z góry na dół
    i z dołu do góry z piętra na piętro.
  • luna67 04.01.10, 22:54
    Nie chce sie tu zupelnie osmieszyc (co juz robie), ale ktos z rodziny mial
    jakies zale, niedomowienia z osoba zmarla, i ona prosi te osoby o szczere
    przebaczenie w myslach....
  • mocnakrysia 05.01.10, 07:15
    To ja sama mam ogromny żal o to że jej nie ma i nie będzie. Ale nie do mamy ,
    bardziej do Pana Boga albo jeszcze nie wiem do kogo, W sierpniu tego roku jest
    ślub i wesele mojego syna a mamy wnuczka. Pierwszy wnuczek się żeni i mama miała
    być na weselu honorowym i bardzo ważnym gościem. A babci na weselu nie będzie i
    dla mnie jest to niewyobrażalne. Jest jeszcze trochę czasu lecz zamiast cieszyć
    się przygotowaniami do wesela, będę płakać po stracie mamy, chociaż przed
    śmiercią mówiła że gdyby zmarła to niczego nie zmieniać i nie odwoływać. Mówiła
    że gdy będzie po tamtej stronie to na pewno razem z tatą na to wesele przyjdą.
    Więc nic nie jest odwołane, ale ja mam żal do losu że tak z nas zadrwił. Mama
    tak bardzo cieszyła się na tę uroczystość, obmyślała prezent dla młodych,chciała
    na to wesele pojechać chociaż jest bardzo daleko od jej miejsca zamieszkania,
    Stało się inaczej i nikt z nas na to nie ma wpływu.
  • agalt 05.01.10, 08:56
    Krysiu,
    ja nie powinnam chyba pisać, bo sama mam niewyobrażalny dół i coraz
    mniej umiem żyć bez mojego J. i coraz bardziej chcę do niego. Choć
    jeszcze nie czas... Nie chcę zastępować mojego bólu większym bólem
    syna...
    Ale śmierć J. to było pasmo przedziwnych wydarzeń. I dlatego nie mam
    wątpliwości, że nam zdarzył się cud. Tylko nie ten, o który się
    modliliśmy. Ale to był cud. I sny, jakie miałam przed śmiercią J,
    zanim jeszcze przypuszczaliśmy, że może byc chory i po. Ja WIEM, że
    śmierć też jest cudem. Tylko z naszej perspektywy nieopisanie
    bolesnym.
    I wiem, że Twoja Mama będzie na weselu NAPRAWDĘ. Nie olanuj łez i
    rozczarowania. Naszykujcie honorowe miejsce i uśmiechnijcie się do
    niej, gdy przyjdzie. Pamiętasz "najważniejsze jest niewidoczne dla
    oczu"?
    Jeśli znajdę siły, kiedys opiszę moje sny i nie tylko sny. Choć byc
    może jakis przytulny zakład opieki psychiatrycznej uzna wtedy, że
    powinnam u nich rezydować...
    Pozdrawiam cieplutko
    ania/
    --
    Lawina bieg od tego zmienia po jakich toczy się kamieniach
  • first.marionetka 05.01.10, 09:54

    Aniu, wydaje mi się, że całe to nasze bycie na ziemi, to przytulny
    zakład psychiatryczny. Może tylko nieliczni mają dłuższe przepustki,
    to ci szczęśliwi, którym nie dzieje się ( chwilowo) żle.
    Nic na to nie poradzimy tak to jest.
    Nieprzewidywalność następnych godzin nie wpływa na konfort naszego
    funkcjonowania, przynajmniej ja tak to postrzegam.
    Kiedyś miałam tą " dłuższą przepustkę" tylko po to, aby obudzić się
    w horrorze rozstania ( mam wiarę chwilowego Ośmiorniczko)z moim
    ukochanym synem i wrócić mentalnie do przytulnego zakładu.
    I jest mi tu dobrze. Obserwuję , podpatruję, dopytuję, poszukuję i
    tak biegnie godzina za godziną, dzień za dniem, aż do spotkania z
    moim synem.
    No cóż, nikt nam nie obiecał, że ma być lekko. Takie jest to życie.
    Ważne, żeby godnie je przeżyć. A my tu piszący przecież to właśnie
    robimy.
  • agalt 05.01.10, 20:54
    Dzięki za słowa wsparcia. Dobrze, że jesteście
    --
    Lawina bieg od tego zmienia po jakich toczy się kamieniach
  • mag461 05.01.10, 09:58
    luna67 napisała:

    > Nie chce sie tu zupelnie osmieszyc (co juz robie), ale ktos z
    rodziny mial
    > jakies zale, niedomowienia z osoba zmarla, i ona prosi te osoby o
    szczere
    > przebaczenie w myslach....
    Czy to tłumaczenie dotyczy mojego postu?
  • miramaria4 02.02.10, 17:33
    Synku, śniłeś mi się znowu-tym razem byłeś radosny. Powiedziałeś, że
    jest TAM dobrze, nie chcesz tu wracac, czy naprawde?? jeszcze
    przyjdziesz... Opowiedziałam
    ten sen Twojej siostrze Agacie, razem się popłakałysmy. Dziękuję Ci,
    ze przychodzisz do mnie w snach. Kochamy Cie z całego serca i tak
    bardzo tęsknimy!
    Mirosława- mama Mariusza.
  • active.pl 13.02.10, 23:17
    Witam,
    przeczytałam caly watek i nie umiem ukryc swojego wzruszenia...
    zawsze wierzylam w sny, przeznaczenie, chociaz nie mialam ich wiele.
    kilka dni temu zmarł moj kuzyn w tragicznym wypadku. o ile na
    poczatku, nie bylo we mnie tylu emocji, (nie bylam z nim bardzo
    zwiazana, bardziej w dziecinstwie) to dzis, w dzien jego pogrzbu
    caly czas rycze. niestety nie moglam pojechac, zeby pozegnac sie z
    nim... teraz zaluje bardzo tego. dzis w nocy snil mi sie ten
    pogrzeb, trumna stala na srodku a ja plakalam strasznie, opieralam
    sie o nia i zamknelam. w dalszych wydarzeniach okazalo sie ze zmarl
    tez moj brat, kilka dni pozniej.
    czy to zwykly lek i obawa przed utrata kolejnej osoby? zmarly kuzyn
    pozostawil dwoch braci, wiec moze podswiadomie teraz boje sie o
    swojego brata?
    dodam, ze w przeszlosci kilka razy smila mi sie smierc brata. raz po
    strasznej awanturze z ojcem, a drugi raz bez przyczyny snil mi sie
    jego pogrzeb.
  • agalt 13.02.10, 23:53
    Chyba nie masz tak naprawdę powodów do obaw o życie brata.
    Los nie wysyła heroldow. W większości snów, które potem się
    sprawdzają, nic nie jest jasne i zaczynasz rozumieć, że już o czymś
    wiedziałaś wcześniej dopiero, gdy sen zaczyna się sprawdzać...
    Po mojemu, cos między Wami jest albo zaczyna być nie tak i boisz
    się, że się oddalacie... Ale ja się nie znam i to tylko domysły, a
    właściwie pierwsze skojarzenie po przeczytaniu Twojego postu...
    Przytulam
  • halas1961 12.04.10, 23:12
    Sniła mi sie dziś córka. To był jej ślub. Nie widziałam jej twarzy ale wiem ze
    to byl jej slub. Miala przepiekna kremowa suknie, cala z koronki, taka
    cieniutka, delikatna, taka z ciagnacym sie dlugo, dlugo po ziemi trenem. Byla
    bardzo wysoka, maila pieknie z tylu upiete wlosy w kok, Takie byly piekne. Wciaz
    te wlosy jej sie wszystkim snia ze takie ma piekne. Lekarstwa zniszczyly bardzo
    jej piekne blond wlosy. Mezczyzna ktorego trzymala pod reke tez byl wysoki, mial
    granatowy garnitur ale twrazy rowniez nie widzialam. dochodzili juz do ołtarza w
    kosciele, a ja sie bardzo spieszylam zeby zdazyc i akurat otwieralam drzwi do
    koscioła. Mialam ubraną sukienke z krotkim rekawem brzoskwinowego koloru,ciemne
    dojrzale brzoskwinie i zadych ozdob , bizuterii. Troche sie tym martwilam, ze na
    slubie swojej corki moze zbyt skromnie wygladam. Bylo lato ale nie bylo
    wielkiego upalu, tak w sam raz, bylo przerazliwie jasno i przejrzyscie, tak
    jakos dziwnie czysto w powietrzu wokół. Kosciól mial bardzo wysokie sklepienie,
    przez sufitowe witrazowe okna wpadalo tyle slonca. Tylko twarzy nie widzialam.
    ten sen byl bardzo spokojny i wyrazny. Co mogl znaczyc...

    Ps. A poza tym to nastroj byle jaki
    Halina-mama Agatki
  • agalt 12.04.10, 23:19
    Może, że Twoja Agatka jest szczęśliwa, ale jeszcze nie pora byście
    sie spotkały twarzą w twarz? Może, że jeszcze nie jestes tak gotowa
    jak chciałabyś zanim się z nią spotkasz?
    Ja też mam takie poczucie, że jeśli chcę byc TAM blisko Jasia, to
    jeszcze dużo dobrego mam do zrobienia... I taka zła na siebie
    jestem, że wciąż nie mam siły i ciągle zmęczona jestem...
  • tilia7 13.04.10, 10:43
    Wiesz Halinko,ja zauważyłam w swoich snach taką dziwną
    prawidłowośc.Mój ukochany czasem mi się śni tak zwyczajnie,po prostu
    te sny przychodzą gdzieś tam ze wspomnień,z przezyc i wtedy w tych
    snach-wspomnieniach widzę Jego twarz normalnie.Ale oprócz tego
    bywają takie sny,bardzo,bardzo rzadko,ale bywają,kiedy czuję we
    śnie,że to nie jest tylko sen,że On naprawdę jakoś do mnie w tym
    śnie przychodzi.I wtedy zawsze jest tak,że albo widzę Jego postac
    całą,razem z twarzą-ale z dośc dużej odległości-tak,że twarz zawsze
    pozostaje jakby w cieniu.Albo jest tak,że On jest bardzo blisko
    mnie,mogę nawet czasem głowę oprzec na Jego ramieniu,ale wiem w tym
    śnie,że absolutnie,chocbym nie wiem jak chciała,nie wolno mi
    spojrzec w Jego twarz.Zaraz po śmierci było kilka takich ważnych
    snów,w których widziałam Jego twarz z bliska.Ale potem miałam jeden
    sen,który był ewidentnym pożegnianiem,w tym śnie widziałm Jego twarz
    z bardzo bliska,z każdym detalem,wyrazem oczu-wszystkim.Powiedział
    mi w tym śnie,że musi już iśc.I od tej pory w tych najważniejszych
    snach,nigdy twarzy z bliska nie widac.
  • agawyzga 13.04.10, 11:49
    A ja wciąż czekam na sen,aby Madzia do mnie przyszła we śnie ,marze o tym,modle
    się o to i nic....,niestety pół roku już czekam i nic...co robić?
    Agnieszka-mama Madzi
  • first.marionetka 13.04.10, 12:23

    Aga, przyjdzie Twoja Madzia we śnie.
    Jeszcze nie potrafi przebić się przez ból.... miałam to samo.
    Teraz mój syn śni mi się, nie za często, ale jeszcze śliczniejszy i
    wyższy....

    Halinko,ślub to radość. Myślę, że Agatka cieszy się, że Twoje życie
    zmienia się.
    Praca,nowe myślenie...
  • agalt 13.04.10, 17:50
    Kiedys czytałam takie śliczne zdanie, że marzenia są jak rośliny.
    Jeśli zbytnio dłubiemy w ziemi, w której je zasadziliśmy, to
    potrzebuja więcej czasu na wykiełkowanie. Twoja Córeczka, Ago, juz
    wie, że chcesz, aby Ci się przysniła. Bogu też już powiedziałaś.
    Teraz pozwól Im jeszcze tylko wybrać czas. Ja wiem, że bardzo
    czekasz, ale nie poganiaj. Ona przyjdzie do Ciebie na pewno:)
  • amberka2 13.04.10, 23:32
    Mi ostatnio snila sie mam dwie noce pod rzad:

    Podczas pierwszego snu odwiedzilam mame w jej mieszkaniu. Tak sie cieszylam, ze
    tam jest, a potem nagle wybuchlam placzem, ze sprzedalam to mieszkanie i jak jej
    to powiem. Dziwilam sie dlaczego w mieszkaniu nie ma nowych wlascicieli i
    oczywiscie od razu zdecydowalam, ze mama zamieszka z nami.


    Podczas drugiego snu znowu bylam u niej w mieszkaniu. Wiedzialam, ze mama jest
    chora, ale mama poszla do pobliskiego marketu , aby kupic mi moje ulubione wafle
    (zawsze, gdy bylam u mamy, ona kupowala mi wafle , ktore uwielbiam). I we snie
    mama rowniez udala sie po te wafle.
    Bardzo dlugo jej nie bylo, a ja balam sie, ze moze zaslabla gdzies po drodze, bo
    w koncu jest chora. Gdy mamunia wrocila to dala mi te wafle, a ja tak bardzo sie
    cieszylam, ze ja widze. Mama jednak powiedziala mi, ze widzimy sie po raz
    ostatni, bo ona wie jak ciezko jest chora.
    Wybuchlam placzem i zaczelam wyjasniac mamie, ze przeciez sie leczy i na pewno
    jest jakis ratunek. Potem sie obudzialam.
  • agawyzga 14.04.10, 08:15
    Dziękuje wam za słowa tak potrzebne mojej obolałej duszy ,teraz już wiem,ze
    warto czekać....i będę czekać tak jak czekam,nawet gdyby miało to trwać
    latami, choć tęsknota i ból wcale się nie zmniejszają...
    Agnieszka-mama Madzi
  • ollaa86 15.04.10, 05:13
    Miałam dzisiaj sen, jeszcze jestem jakoś dziwnie podekscytowana.

    To był Sylwester. Byliśmy na imprezie u dawnego znajomego. Ale nie bawiliśmy się
    ze znajomymi. Siedzieliśmy osobno: ja, mój G. i kolega(przyjaciel G.)Paweł. Oni
    niczego nie przeczuwali, ale my wiedzieliśmy, że zbliża się coś bardzo ważnego.
    Tak jak to jest gdy kończy się stary, a zaczyna nowy rok... Coś się kończy,
    coś się zaczyna...

    Byłam bardzo poddenerwowana, czułam złośc na tamtych znajomych, czułam silne
    poczucie alienacji (to chyba przeniesione uczucia z realnego życia...) Nie
    widziałam Twarzy mojego G., ale wiem, że byliśmy młodzi, tacy jak na początku
    naszej znajomości... Dałeś mi wskazówki na ten nowy etap, mieliśmy jakis wspólny
    plan... Szczegółów niestety nie pamiętam...:(
    Czy odczytywac to jako pożegnanie??? Nie powiedział Żegnaj, raczej w tym nowym
    etapie mieliśmy byc razem. Może ktos z Was potrafi jakoś to zinterpretowac...
  • a.zaborowska1 19.04.10, 17:48
    Trafiłam na ten wątek (forum) szukając informacji w internecie "śni
    mi się moje zmarłe dziecko"
    5 lat temu przy porodzie w 41tc straciłam córkę, nigdy jej nie
    zobaczyłam. Zakupiłam wszystko do trumny ale nie odważyłam się wejść
    do prosektorium gdzie trumna była otwarta :-(
    Przez ten okres śniła mi się kilka razy, zawsze widzę tył głowy i
    prawie zawsze jest to koszmar. Ona jest zła, wciąga mnie rękami np.
    do grobu.
    Siedząc przy grobie gdzie jest pochowana od 2 lat czuję pustkę.
    Wcześniej to był żal, ból, pytania itp. Teraz czuję jakby jej tam
    nie było. Sny są męczące fizycznie :-( jakby ona miała do mnie
    jakieś pretensje może dlatego, że nigdy jej nie zobaczyłam? Teraz
    bardzo tego żałuję :-(
    --
    "W życiu piękne są tylko chwile ..."
  • maretta111 19.04.10, 18:22
    Nie obarczajmy się za nic życie i tak pisze za nas swój własny
    scenariusz...Pozdrowionka
  • agalt 19.04.10, 19:19
    Serdecznie Ci współczuję. Ale to nie Twoja córeczka jest na Ciebie
    zła. To Ty sie zamartwiasz, czy ona nie ma do Ciebie żalu, czy to w
    porządku, że nie pożegnałas jej w prosektorium. Ona Cię rozumie.
    Poza tym, jej juz tam wtedy nie było. Ona była gdzie indziej.
    Gdzies, gdzie nie możesz narazie jej odwiedzić ani pożegnać. Nasi
    bliscy po tamtej stronie nie złoszczą się na nas. Oni sie nami
    opiekują. Małostkowość ich nie dotyka. Spróbuj mysleć o swojej
    córeczce bez strachu i bez poczucia winy. Ona Cię na pewno bardzo
    kocha:)
    Pozdrawiam
  • tilia7 19.04.10, 20:33
    Bardzo Ci współczuję.Może napisz taki swój list do Córeczki,wyjaśnij w tym
    liście dlaczego nie poszłaś Jej zobaczyć.Ona wie,że to nie z braku miłości tylko
    właśnie z miłości nadmiaru.Ale napisz.Może samą siebie wtedy przekonasz.Napisz
    Jej o tych snach,że się Jej boisz takiej,że chciałabyś myśleć o Niej jak o
    łagodnej świetlistej Istocie.Poproś o opiekę.Takie "listy do nieba" bardzo mogą
    pomóc.Możesz też poszukać dobrego psychologa-DOBREGO i
    SPRAWDZONEGO-specjalizującego się w terapii Gestalt.Oni pomagają "domknąć" takie
    niedokończone sprawy,niepożegnane pożegnania...
  • joooooooana 19.06.10, 13:31
    a.zaborowska1 napisała:

    > Trafiłam na ten wątek (forum) szukając informacji w internecie "śni
    > mi się moje zmarłe dziecko"
    > 5 lat temu przy porodzie w 41tc straciłam córkę, nigdy jej nie
    > zobaczyłam. Zakupiłam wszystko do trumny ale nie odważyłam się
    wejść
    > do prosektorium gdzie trumna była otwarta :-(
    > Przez ten okres śniła mi się kilka razy, zawsze widzę tył głowy i
    > prawie zawsze jest to koszmar. Ona jest zła, wciąga mnie rękami np.
    > do grobu.
    > Siedząc przy grobie gdzie jest pochowana od 2 lat czuję pustkę.
    > Wcześniej to był żal, ból, pytania itp. Teraz czuję jakby jej tam
    > nie było. Sny są męczące fizycznie :-( jakby ona miała do mnie
    > jakieś pretensje może dlatego, że nigdy jej nie zobaczyłam? Teraz
    > bardzo tego żałuję :-(

    Spotkałam się z analogiczna sytuacją. Matka tez czuła, że dziecko
    jest na nią złe, w snach przedstawiało się jako mające ogromne
    pretensje do matki za to, ze sie nie urodziło.
    Optowałam wówczas za samym nastawienie matki do tej sytuacji: radziłam ze trzeba zmienić o dziecku myślenie i robić wszystko by to zmarłe dziecko postrzegać inaczej, a wtedy wszystko się zmieni. Teraz
    wiem, ze nawet zmiana mentalności matki, uczuć z tamta sytuacja związanych niewiele pomaga.
    Prawdopodobnie dlatego, ze te sny nie sa nasze...



    --
    Zapraszam na forum wróżbiarskie: forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=60131
  • agalt 19.06.10, 15:46
    Joooooonno,
    Sama sobie powróż - może karty Ci powiedzą, że to nietakt, reklamować się na
    takim forum, jak nasze....
  • a.zaborowska1 21.06.10, 16:23
    joooooooana napisała:

    > a.zaborowska1 napisała:
    >
    > > Trafiłam na ten wątek (forum) szukając informacji w
    internecie "śni
    > > mi się moje zmarłe dziecko"
    > > 5 lat temu przy porodzie w 41tc straciłam córkę, nigdy jej nie
    > > zobaczyłam. Zakupiłam wszystko do trumny ale nie odważyłam się
    > wejść
    > > do prosektorium gdzie trumna była otwarta :-(
    > > Przez ten okres śniła mi się kilka razy, zawsze widzę tył głowy
    i
    > > prawie zawsze jest to koszmar. Ona jest zła, wciąga mnie rękami
    np.
    > > do grobu.
    > > Siedząc przy grobie gdzie jest pochowana od 2 lat czuję pustkę.
    > > Wcześniej to był żal, ból, pytania itp. Teraz czuję jakby jej
    tam
    > > nie było. Sny są męczące fizycznie :-( jakby ona miała do mnie
    > > jakieś pretensje może dlatego, że nigdy jej nie zobaczyłam?
    Teraz
    > > bardzo tego żałuję :-(
    >
    > Spotkałam się z analogiczna sytuacją. Matka tez czuła, że dziecko
    > jest na nią złe, w snach przedstawiało się jako mające ogromne
    > pretensje do matki za to, ze sie nie urodziło.
    > Optowałam wówczas za samym nastawienie matki do tej sytuacji:
    radziłam ze trzeb
    > a zmienić o dziecku myślenie i robić wszystko by to zmarłe dziecko
    postrzegać i
    > naczej, a wtedy wszystko się zmieni. Teraz
    > wiem, ze nawet zmiana mentalności matki, uczuć z tamta sytuacja
    związanych niew
    > iele pomaga.
    > Prawdopodobnie dlatego, ze te sny nie sa nasze...
    >
    >
    >



    a czyje???
    --
    "W życiu piękne są tylko chwile ..."
  • agalt 21.06.10, 17:46
    Do A.Zaborowskiej
    Witaj,
    założę się, że pani jooooooana nie zechce Ci udzielić szczegółowej odpowiedzi tu
    na forum. Zaprosi Cię na forum wróżbiarskie... Może nawet zaproponuje porady
    przez telefon lub sms. A potem puści Cię z torbami. Mogę Ci to wywróżyć, choc
    nie posiadam żadnych umiejętności wróżbiarskich poza logicznym myśleniem i
    umiejętnością czytania ze zrozumieniem.
    Gdyby chciała odpowiedzieć, a nie tylko zanęcić, odpowiedź byłaby juz w jej poście.
    Pozdrawiam
    Trzymam kciuki za Twój zdrowy rozsądek
    a/
  • a.zaborowska1 22.06.10, 09:03
    agalt napisała:

    > Do A.Zaborowskiej
    > Witaj,
    > założę się, że pani jooooooana nie zechce Ci udzielić szczegółowej
    odpowiedzi t
    > u
    > na forum. Zaprosi Cię na forum wróżbiarskie... Może nawet
    zaproponuje porady
    > przez telefon lub sms. A potem puści Cię z torbami. Mogę Ci to
    wywróżyć, choc
    > nie posiadam żadnych umiejętności wróżbiarskich poza logicznym
    myśleniem i
    > umiejętnością czytania ze zrozumieniem.
    > Gdyby chciała odpowiedzieć, a nie tylko zanęcić, odpowiedź byłaby
    juz w jej poś
    > cie.
    > Pozdrawiam
    > Trzymam kciuki za Twój zdrowy rozsądek
    > a/

    ja mam bardzo dużo zdrowgo rozsądku :-)
    byłam ciekawa odpowiedzi od to

    pozdrawiam

    --
    "W życiu piękne są tylko chwile ..."
  • martens.1 05.10.10, 08:38
    dzwonił,ja byłam w wielkim szoku powiedziałam mu ze przeciez on nie zyje,rozmawialismy ale nie bardzo pamietam o czym.mówił cos ze musiał odejsc,płakałam.Potem widziałam przez sekunde jak idzie w strone naszej klatki (tata był ubrany tak jak lezal w trumnie)
    jak było miło usłyszec jego głos;((((
  • proy0311 05.10.10, 19:37
    Mi po smierci Piotra ciągle śniło się że wrócił do domu jest cały zdrowy siedzi przy łóżku i zastanawia się czemu tak się martwię. Aż musiałam go poprosić żeby już mi się tak nie snił bo gdy budziłam się rano z przerażeniem musiałam uświadamiać sobie żę go nie ma. A może chciał powiedzieć że jest tylko go nie widzę ? w każdym razie posłuchał. Może takie właśnie mają przesłanie...JESTEŚMY Z WAMI KOCHANI Pozdrawiam. Ewa
  • proy0311 27.10.10, 20:41
    Sniłam dzisiaj że do domu przyszło dwóch kościelnych notabli...na wigilię czy jakoś tak. A cała moja rodzinka w tym Piotr i mama zamiast się nimi jakoś zająć siedzieli w innym pokoju a nie z nimi przy stole. tak się zdenerwowałam na Piotra że mu w tym śnie okulary potłukłam.

    Rano czasami mam zwyczaj otwierać Pismo św w przypadkowym miejscu. Tym razem otworzyła się Pieśń nad pieśniami. Oblubieniec mówił że oblubienica szukała go nocą w łóżku i nie znalazła. Ale w dzień go znajdzie. I oblubieniec do niej przyjdzie nie wtedy kiedy on będzie chciał ale gdy ona będzie gotowa.

    W ciągu dnia spotkałam bardzo ciężko chorego człowieka walczącego o życie co w mojej pracy nie jest niczym nadzwyczajnym ale też nie jest codziennością.

    I zadzwoniła znajoma. Opowiadała o swoim rozstaniu z bliską osobą i o swojej rozpaczy wyciszonej przez duchownego który powiedział żeby przestała tak mocno wzywać zmarłą bo jeszcze nie czas na spotkanie.

    Ja wiem że w naszej sytuacji bardzo łatwo o nadinterpretacje ale czasami trudno oprzeć się wrażeniu że ktoś jednak prowadzi. Odpowiedż każdy z nas kiedyś pozna... albo nie.
  • maretta111 28.10.10, 12:55
    Śnił mi się dziś mój brat. Prosił żebym razem z mamą pozwoliła mu odejść(wczoraj mama to samo usłyszała od obcej kobiety). Powiedział też że kiedyś mi powie dlaczego tak chciał umrzeć.Jak mamy to zrobić, jak to tłumaczyć, ból rozrywa serce?
  • first.marionetka 28.10.10, 13:04
    Marto, wydaje mi się, że nasz ból, nasza rozpacz nie pozwala Im pójść dalej...
    Ale jak po ludzku pogodzić się, nie rozpaczać? to takie niemożliwe....

    Może wystarczy deklaracja słowna : nie zwarzaj na mój ból, pozwalam Ci odejść.
    Ja tak robię, pomimo przeogromnego bólu.................... Pozdrawiam. a/
  • maretta111 29.10.10, 14:19
    Taka deklaracja słowna? Dziwne prawda? Przecież to tak jakby pogodzenie się z ich odejściem,a ja się wcale nie pogodziłam." Odejdź proszę"ja tak nie potrafię powiedzieć, bo ja mam nadzieje że może go nie widzę ale liczę że jest przy mnie. Paranoja.
  • first.marionetka 29.10.10, 14:32
    Wiesz, ja jako matka szanowałam Jego wybory i gdyby np. wyjechał daleko z domu też musiałabym to uszanować.
    Teraz rozmawiam z Nim, że ma nie zważać na mój ból tylko..... żeby Jemu było dobrze.
    Bo wierzę, że tak jest dobrze, że to ma sens.

    Marto, nie chciałam Ci doradzać, chciałam tylko napisać jak ja w tym " obłędzie", niepogodzeniu kombinuję, żeby nie oszaleć do reszty...........
  • tilia7 29.10.10, 15:19
    Ja też nie potrafię powiedziec "odejdź".Nie nauczę się tego nigdy,nie chcę nawet.Więc mówię odwrotnie:"opiekuj się mną na tyle,na ile możesz,jeśli nie zakłóca to Twojego spokoju"-w ten sposób Jemu pozostawiam wybór a sobie wiarę...

    Zresztą...alternatywą jest tylko szaleństwo a tego by dla mnie nie chciał.W końcu to jest związek,dbac o siebie trzeba nawzajem,nawet jeśli miłośc jest na taką odległośc i tak bardzo nie z tego świata.
  • proy0311 29.10.10, 15:55
    Alternatywą jes tylko szaleństwo. Chodzę i śnie na jawie...że dotykam jego ciala przytulam się...pielęgnuję...uwielbiam...Mam żal do wszystkich którzy "oswoili"jego śmierć. W duszy przeklinam tak że jeśli Najwyższy nie weżmie poprawki na mój stan to piekło mam murowane. Chyba że ta 21 latka która zmarła w1949 roku i której odgruzowałam grób-śmietnisko wstawi się za mna.
    Dać wolność,to pewnie akt miłosierdzia.Ja od Piotra chcę ciągłych dowodów miłości.Zero wolności . Nie ma prawa mu minąć jeśli ja Kocham. Wczoraj na tamtą stronę przeszedł mój wujek. Piotr dostał zadanie odnależć go i powitać . I niech tylko tego nie zrobi !!! Nawet prawie usłyszałam gdy martwiłam się o czym będą rozmawiać jak powiedział
    "Jak to o czym ? O Tobie ;-)"
    Śnijcie tu ze mna że oni tylko na innym kontynencie albo w świecie równoległym z możliwością odwiedzin. Piękne to że będziemy z nimi. Pojadę na te moje wymarzone wieczne wakacje...czekam niecierpliwie.
  • maretta111 29.10.10, 17:49
    Moje drogie wcale nie poczułam że ktoś mi doradza, dobrze jest mieć swoje zdanie, warto je wypowiedzieć, ja tylko zastanawiam się że jeśli nawet ktoś ma kontakt ze zmarłymi, widzi ich itp to doradza zapalać świeczki cały miesiąc i niech dusze odchodzą, a ja chcę żeby oni byli duchowo ze mną. A może przywoływanie w myślach osobę bliska zmarłą, potrzeba kontaktu to zamęczanie ich, sama nie wiem co jest lepsze. Ja nie potrafię powiedzieć odejdź, bo chcę żeby był blisko choć go nie widzę, to tylko tyle, a może aż tle. Skąd mamy widzieć co zmarłym jest lepsze. Pozdrawiam Was serdecznie w tym koszmarnym okresie.
  • tilia7 29.10.10, 18:30
    Myślę,że jeśli nie będziemy słuchać koszmarnych opowieści snutych przez ludzi,którzy nie wiedzą,o czym mówią,a będziemy się kierować własnym sercem,to jak najbardziej rozpoznamy,co jest dobre i dla Nich i dla nas.Oni tam gdzieś,gdziekolwiek są,przybyli stąd,z tego życia,w którym my nadal jesteśmy i NA PEWNO rozumieją,nasza tęsknotę,nasz ból,nieumiejętność pogodzenia się ze śmiercią.Jeśli o Nich pamiętamy,jeśli tulimy Ich w swoich sercach,jeśli zanosimy kwiaty,palimy dla Nich światełko,jeśli tęsknimy i przede wszystkim,jeśli kochamy,to co na litość boską może być w tym złego?Jeśli miłość nie jest czymś najważniejszym,jeśli nie jest najpiękniejszą za Nich modlitwą to doprawdy nie wiem,co wart byłby i ten,i tamten świat.
  • margolka-and-more 29.10.10, 19:05
    WŁAŚNIE. Pięknie to ujęłaś Tilio. Jak zawsze zresztą:)
    Jakieś dwa - trzy tygodnie po moim końcu świata dobra koleżanka zapytała mnie w mailu, czy już pozwoliłam mojej K. odejść. Wtedy zaczęłam dopiero o tym myśleć. I wyszło mi, że być może moja Kwiatuszka ukochana, która jest w każdej mojej myśli i była wtedy w każdym moim śnie, być może Ona wcale NIE CHCE odejść i też tęskni bardzo... Szukałyśmy nowych dróg do siebie, myślę...
    Potem był pusty świat. Nawet wszechświat.
    Potem poczułam, że Jest. Na pewno. Gdzieś całkiem blisko. Zawsze. Jakoś tam się odnalazłyśmy chyba.
    I nikt nikomu już odchodzić nie każe. Niech czeka na mnie przy samych drzwiach.
  • tilia7 29.10.10, 20:37
    margolka-and-more napisała:być może Ona wcale NIE CHCE odejść i też
    > tęskni bardzo... Szukałyśmy nowych dróg do siebie, myślę...


    Cóż mi zostaje innego jak teraz Tobie Margolko powiedzieć,że pięknie to napisałaś?:)Dokładnie tak samo to czuję.Kropka w kropkę tak samo.
  • proy0311 29.10.10, 21:28
    :) cieszę się że nie tylko ja traktuję tę moją nieziemską (a może ciagle ziemską) istotę tak jakby ciągle była blisko ( przecież jest). Marionetko jestes wspaniałą Mamą. Boję się że pisząc te słowa wzbudzę Twoje łzy. Ale muszę Ci to napisać. Prawie widzę jak Twój syn się usmiecha z pełną aprobatą dla mojego stwierdzenia. Twoja miłość do niego ciągle dojrzewa .To więcej niż ja się spodziewam od naszego uczucia.

    Swoją drogą jaki ograniczony ten mój ludzki umysł. Zmartwychwstanie...podświadomie ...oczekuję że Piotr wstanie do mnie do mojego obecnego świata.
    Nie tak ...przecież on przyjmie mnie w swoim, to ja do niego pójdę.W nieznane. Ale gdyby tam miały na niego czekać jakieś pokusy ,nowe uczucia do pięknych duszyczek ,to lepiej niech on uważa. Na wszelki wypadek ma ze sobą dowody jego do mnie przynależności, ale wiadomo jak je tam zinterpretują ???

    Dzięki że jesteście moje drogie w tym Śnie na jawie.
  • first.marionetka 29.10.10, 22:20
    wiadomosci.wp.pl/kat,1329,title,Mamo-nie-placz.-Niedlugo-bede-w-Niebie,wid,12805014,wiadomosc.html?ticaid=1b266
  • tilia7 29.10.10, 23:04
    Proy,nasz umysł nie jest taki ograniczony,to my mu te ograniczenia nakładamy.Od dziecka słyszysz o zmartwychwstaniu jako o czymś,co stanie się TU,że Oni TU powrócą-więc teraz ta wizja powraca pod wpływem straty.Ale zobacz,już wiesz,że to nie tak:)więc umysł pracuje nad poszerzeniem swojej świadomości.

    Marionetko,artykuł czytałam.Pisałaś kiedyś,że ludzie,którzy mają młodo odejść,wiedzą,widzą i czują więcej.Czytanie o umierających dzieciach jest straszne,a jednak w nich jest jakiś niezwykły spokój,jakaś niezwykła nadzieja.Niedawno "stamtąd" przyszły,może jeszcze nie zapomniały jak tam jest,może naprawdę wiedzą lepiej.Może nie muszą WIERZYĆ w anioły,bo po prostu WIEDZĄ,że są.
  • luna67 02.11.10, 00:28
    Proy, jak milo takie madre slowa przeczytac: "Prawie widzę jak Twój syn się usmiecha z pełną aprobatą dla mojego stwierdzenia. Twoja miłość do niego ciągle dojrzewa "

    ....slowo "dojrzewa" ma bardzo duze znaczenie,.......... milosc.....

    po rozstaniu milosc w naszym swiecie staje sie wieksza, utulona i rozdzierana zarazem tesknota, niepowtarzalna, jedyna i czysta.......i tak ma byc....: kochamy wiecej po stracie, ......., ona rosnie rownoczesnie w obu swiatach.........., bo mislosc nie zna granic..........,, tanczy w gamie swiatla, a ono przenika wszechswiaty.......... Kochajcie a bedziecie tak samo kochani.................

    Ps. l

    A to byl moj przedwczorajszy sen (nie czytalam wczesniej wpisow) :

    moja kochana mamusia usiadla przy mnie na kanapie i pokazala mi przezroczysta kule, z ktorej wylanialy sie jakby blyskawice, i mi powiedziala; "te blyskawice to twoja milosc, ktora widze w moim swiecie:-), chwytam je i zbieram, bo to skarb w moim swiece:-) i dodala, ze: "teraz te blyskawice sa piekniejsze niz na poczatku, symetryczne, i maja wiecej kolorow"......................................., czyzby moja milosc dojrzala?, stala sie doskonalsza?


Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.