Dodaj do ulubionych

Rozmowy o Bogu

20.07.09, 21:06
Jest, a może Go nie ma? Jest dobry, a może zły? Rozmawiajmy, ale
proszę Was, by podawać konkretne argumenty za i przeciw, a nie
licytować się, kto głośniej krzyknie TAK lub NIE...
Edytor zaawansowany
  • annubis74 21.07.09, 15:27
    póki co nikt jeszcze nie znalazł "konkretnych argumentów" za lub
    przeciwko istnieniu boga... dla Ciebie on jest bo w niego wierzysz
    dla mnie go nie ma... obawiam się że żadna strona nie jest w stanie
    przekonać drugiej za pomocą jakichkolwiek argumentów, bo cała
    konstrukcja zbudowana jest na WIERZE. Wierzysz więc dla Ciebie on
    jest
  • osmiorniczka030 21.07.09, 16:04
    Masz calkowita racje. Jednak sa na tym forum osoby, ktore znajduja
    sie na rozdrozu, ktore wciaz poszukuja... To wlasnie miejsce dla
    nich.

    Pozdrawiam.
  • tilia7 20.08.09, 18:52
    Tęższe umysły się nad tym pytaniem głowią i jak zauważyła Annubis, nikt nie
    znalazł konkretnych argumentów ani za, ani przeciw.Nie znam też nikogo, kto
    zyskałby wiarę pod wpływem argumentów, ani nikogo, kto by ją z takiego powodu
    stracił.Albo się CZUJE, że jest i wtedy się WIERZY(proszę nie mylić z WIE) albo
    nie.I tyle...
  • inkara 26.08.09, 12:34
    Boga możemy szukać rozumem...
    lecz znaleźć możemy tylko sercem...
  • lukasz83f 18.08.09, 10:41
    według mnie Bóg jest. cieżko mi to przyznać ale sam czesto zadaję
    sobie trudne pytania na które nie ma chyba odpowiedzi, ale wiem że
    on jest, kilka razy tego doswiadczyłem - po prostu gorąco się o cos
    modlilem i pożniej dostałem to co chciałem.
  • pyton1978 20.08.09, 20:18
    Znacie rachunek prawdopobieństwa. Można istnienie boga rozważyć w
    kategoriach prawdopodobieństwa i opłacalności wiary. Ja osobiście
    wierzę, dlaczego ponieważ taką nature ma człowiek i zawsze
    potrzebuje opieki i rzycia w stadzie, przewodnika.

    Wracając do prawdopodobieństwa, świetnie wyjaśnia to Pascal:

    "lepiej jest wierzyć w Boga, ponieważ mamy nieskończenie wiele do
    zyskania, zaś relatywnie mało (jeśli cokolwiek) do stracenia .
    Bowiem jeśli wierzymy i Bóg jest to wygrywamy szczęście wieczne,
    jeśli wierzymy a Jego nie ma, to naszą stratą są (tylko) wszystkie
    te wyrzeczenia jakich dokonywaliśmy w imię wiary. Z drugiej zaś
    strony, jeśli nie wierzymy, i Bóg jest, to czeka nas kara wiecznego
    potępienia, a jeśli nie wierzymy i Boga nie ma, to osiągamy jedynie
    wątpliwe korzyści związane z życiem takim „jakby Boga nie było”."

    "kto ma uszy, niechaj słucha, co Duch mówi do zborów" Apokalipsa św.
    Jana
    --
    ...A jeśli Boga nie ma, to co z Ciebie za szatan...
  • tilia7 20.08.09, 22:49
    Tak Pascal miał takie zabawne podejście do sprawy.Jest taka anegdota, że miał
    przybitą nad drzwiami podkowę na szczęście a jak mu jakiś inny wybitny
    fizyk(chyba Newton, ale może coś pokręciłam)zwrócił uwagę, że on, naukowiec nie
    powinien wierzyć w takie zabobony, to Pascal powiedział, że on nie wierzy, ale
    że to podobno działa niezależnie od tego, czy się wierzy czy nie:)
  • annubis74 27.08.09, 00:26
    przepraszam ale rozpatrywanie wiary w kontekście jej opłacalności,
    strat i zysków wydaje mi się mocno zabawne, choć ogólnie nie jest mi
    do śmiechu. Obecnie mam w sobie silną potrzebę "niewiary" i negacji
    ale... mam też nadzieję że jeśli się mylę (errare humanum est) to
    Bóg jesli istnieje potrafi mi to jednak wybaczyć.
  • pyton1978 20.08.09, 20:22
    Przepraszam za błąd ortograficzny. Jak się pisze coś z pasją, można
    się zapomnieć....
    --
    ...A jeśli Boga nie ma, to co z Ciebie za szatan...
  • osmiorniczka030 25.08.09, 17:05
    Witajcie!

    A nie macie czasami wrazenia, ze ktos jakby "kieruje" Waszym zyciem?
    Ze slyszycie swego rodzaju "wewnetrzny glos", ktory podpowiada,
    iz "cos" trzeba koniecznie zrobic, a gdy juz to zrobicie okazuje
    sie, ze to "cos" mialo ogromny, pozytywny wplyw na Wasze zycie?

    Pozdrawiam.
  • tilia7 25.08.09, 19:12
    Tak, ten wewnętrzny głos to INTUICJA.Każdy ją ma, nie każdy o tym wie i
    niestety nie każdy jej słucha.Bóg podobno dał nam wolną wolę, więc twierdzenie,
    że nami kieruje zaprzecza tej wolności:)
  • osmiorniczka030 25.08.09, 20:03
    Witaj Tilia :-)

    Slowo "kieruje" jak zauwazylas nieprzypadkowo zostalo uzyte w
    cudzyslowiu. To zwykly skrot myslowy, bo nie wszyscy potrafia tak
    dzielic wlos na czworo, jak my ;-) Moze bardziej odpowiednie by bylo
    stwierdzenie, ze "ktos stawia na naszej drodze drogowskazy", co
    wcale nie kloci sie z wolna wola. Ostateczny wybor drogi zawsze
    bowiem nalezy do nas.

    I wcale nie twierdze, ze nie istnieje INTUICJA. Jednak zarowno
    patrzac na otaczajacy mnie swiat, jak rowniez patrzac Z PERSPEKTYWY
    CZASU na swoje zycie, czy zycie moich najblizszych zauwazam cos
    wiecej. Nie zawsze da sie to wytlumaczyc intuicja.

    Pozdrawiam.
  • tilia7 26.08.09, 20:11
    No tak,ja przecież od początku mówię, że w Coś wierzę.Tylko to nie jest
    starszy,humorzasty pan na tronie niebieskim.No przepraszam wszystkich,nikogo nie
    mam zamiaru obrażać,wyrażam tylko swoją osobistą opinię.Ale nie umiem przyjąć
    takiej koncepcji Boga ani, dla porządku, żadnej innej personifikacji tej siły
    kierującej światem.Jak napisałam w innym poście jestem przekonana, że to ludzie
    w swoich ciasnych umysłach stworzyli Boga na obraz i podobieństwo swoje i
    obdarzyli Go wszystkimi cechami jakie sami mają:zaborczy, zazdrosny,
    autorytarny,rozkapryszony, nietolerancyjny, zarozumiały,przekupny,interesowny,
    okrutny,złośliwy itp.A przecież Bóg to jest Coś co jest wszystkim,niepojętą
    siłą,niepojętą i niepojmowalną.O ile jest:)
  • osmiorniczka030 26.08.09, 23:38
    Czesc

    Trudno jest wyobrazic sobie Boga, czy Go "zdefiniowac". Na pewno nie
    jest On jednak dziadkiem na tronie :-) Dla mnie jest po prostu
    Dobrem, jakas inteligentna sila sprawcza. Sila, ktora jednak
    wcielila sie w czlowieka w postaci Chrystusa.

    To, co mi sie podoba w Bogu, to wielka pokora Chrystusa. Bog, ktory
    wlasnie nie siedzi z berlem na tronie, ale Bog, ktory cierpi razem
    ze mna i ktory sluzy ludziom. Bog, ktory ma moc zejscia z Krzyza,
    ale jednak tego nie robi. Bog bezbronny, ktory nadstawia drugi
    policzek i swoja pokorna postawa tak naprawde wygrywa ze wszystkimi,
    ktorym sie wydaje, ze to oni wygrali z Nim...

    >A przecież Bóg to jest Coś co jest wszystkim,niepojętą
    siłą,niepojętą i niepojmowalną.O ile jest:)<

    Na pewno jest - kiedys zobaczysz :-)

    Pozdrawiam.



  • tilia7 27.08.09, 15:45
    Podziwiam Twoją pewnośc, ale z kolei wcale nie jestem pewna, że
    koniecznie chcę, żeby był.
    Wizja Boga, który cierpi i który nadstawia drugi policzek jest dla
    mnie od dawna trudna do przyjęcia.Albo niechyby ingerował w nasze
    zycie, ale wtedy niech nie każe cierpiec, umierac
    przedwcześnie,zabijac się nawzajem - niech okaże miłosierdzie.Albo
    niech nie ingeruje, ale wtedy niech nie ingeruje WCALE i nie mówi mi
    za pomocą dziwnych zakazów i nakazów jak mam życ i w co mogę wierzyc.
    Postawa pokory wobec świata jest mi dośc bliska, ale to nie może byc
    nadstawianie drugiego policzka, które jest często zwykłą zgodą na
    zło.
  • pam_71 26.08.09, 11:00
    Ja znam ten "wewnetrzny głos" ... szczególnie gdy mówi "zetrzyj
    kurze, bo jak przyjdzie Babcia to znowu się przyczepi" ;-)
    Ma pozytywny wpływ (w domu czysto ;-)), ale z pewnościa nie
    pochodzi "z góry" ...
    ;-)
    Pozdr
  • tilia7 26.08.09, 20:12
    pam_71 dzięki, rzadko się ostatnio uśmiecham, to każdy dobry żart jest w cenie:)
  • annubis74 27.08.09, 00:31
    Przepraszam ośmiorniczko, podziwiam Twoją misjonarską pasję
    ale nawet w ujęciu chrześcijańskim, przy załozeniu ze Bóg dał
    ludziom wolną wolę oraz rozum to jednak człowiek ma kierować swoim
    losem i swoimi ścieżakami. Gdyby kierował ludźmi boski głos to nigdy
    nie wychodzilibyśmy z Raju...
    A co z tymi którym wewnerzny głos każe czynić zło????
  • osmiorniczka030 27.08.09, 00:53
    Witaj Annubis!

    Nie wiem, czy dobrze zrozumialam pytanie, ale kazdy z nas otrzymal
    od Boga nie tylko wolna wole, ale rowniez zdolnosc odrozniania Dobra
    od Zla, czyli wlasne sumienie. Tak wiec nasz ostateczny wybor jest
    zawsze wyborem swiadomym.

    Pozdrawiam.

  • annubis74 27.08.09, 07:21
    pisałaś o wewnętrznym głosie który nami kieruje
    więc albo to my jesteśmy odpowiedzialni za nasze czyny, kierujac się
    w życiu sumieniem, normami moralnymi, religijnymi, dośiwadczeniem
    życiowym, rozsądkiem, intuicją itd.
    Albo jest głos kierujący naszymi drogami?
  • osmiorniczka030 28.08.09, 16:33
    Witaj!

    Slowa "kierowac" nie uzywalam w znaczeniu "sterowac," lecz mialam na
    mysli, ze ten wewnetrzny glos nam podpowiada. I jesli go posluchamy,
    wydarzaja sie w naszym zyciu wspaniale rzeczy.

    Serdecznie pozdrawiam.
  • tilia7 27.08.09, 15:53
    "kazdy z nas otrzymal od Boga nie tylko wolna wole, ale rowniez
    zdolnosc odrozniania Dobra od Zla" - niestety nie każdy,wystarczy
    się rozejrzec.
    Często nawet jest tak, że Ci którym się WYDAJE,że rozróżniają Dobro
    od Zła, robią tego zła najwięcej w imię źle pojętego dobra.I można
    tu wymienic zarówno inkwizycję, jak i intensywne modlitwy do
    wielkiego Boga o to, aby zagłuszał koncert Madonny(nie jestem fanką
    ale moja opinia o "beretach" utwierdziła się ostatecznie).Takie
    osoby nie tylko nie odróżniają Dobra od Zła, ale na dodatek nie
    odróżniają wiary a nawet religii od cyrku.|I robią bardzo wiele zła,
    bo człowiek wierzący, katolik,ale taki, który NAPRAWDĘ wierzy i
    myśli, odwraca się od tego wszystkiego z niesmakiem.I często idzie
    szukac Boga gdzie indziej.
  • pam_71 27.08.09, 11:35
    Od pewnego czasu uświadomiłam sobie, że nie jestem na tyle odważna,
    aby stwierdzić że TAM nie ma NIC ... Coś chyba jednak tam musi
    być... chciałabym żeby jednak było ;-)
    Wierzę w to COŚ, w siłę sprawczą (iskrę ?!) dzieki której
    wszechświat istnieje, jest ziemia i planety, wstaje nowy dzień ...
    To COŚ stworzyło życie ... a dalej to już Darwin ;-) I myślę że to
    COŚ juz nie ingeruje w nasze życie, bo gdyby ingerowało czy
    pozwoliłoby na ... :-( no właśnie ...
    Oby to COŚ czekało TAM Gdzieś na nas, bo jesli nie czeka ... :-(
    Może - tak jak Ktoś wyżej napisał bardziej "opłaca się" wierzyć w
    Boga wg jednej z oferowanych Raligii Świata. A co jeśli okaże się,
    że to jednak Muzułmanie mają rację ;-)
    To takie moje, własne, luźne rozważania n/t
    pozdr
    Pam
  • luna67 27.08.09, 15:45
    pam_71 napisała:
    "A co jeśli okaże się,
    > że to jednak Muzułmanie mają rację ;-) "

    Jest jeden Bog, a 100-tki wyznan. Liczy sie wiara w tego jednego Boga, obojetnie
    czy to muzulmanin, ewangelista czy katolik, licza sie czyny kazdego czlowieka,
    obojetnie czy jest on wierzacy czy ateista.

    Nie wyobrazam sobie zeby Bog dobrych ludzi ale ateistow wtracil do "piekla"
    (nie chodz mi o ogien wieczny), tylko dlatego, ze takiego czlowieka wychowywali
    rodzice nie wierzacy i taki czlowiek nie mial mozliwosci zapoznania sie z
    jakakolwiek religia.

    Po smerci zcalimy sie z Bogiem, bedziemy czastka jego swiatla, na ziemi jestesmy
    odgrodzeni od Boga i przez wiare staramy sie z nim zlaczyc (co nam kiepsko
    wychodzi:-)), nie na daremno w bibli jest napisane: "Bog jest dla zywych a nie
    dla umarlych"
  • tilia7 27.08.09, 15:58
    Słusznie, ja też właśnie tak uważam, że jesteśmy oddzielonymi od Boga
    (kimkolwiek czy czymkolwiek On jest)cząsteczkami czy elementami i
    tym samym w pewnym sensie my jesteśmy Bogiem - jego odrobinką.To czy
    postępujemy dobrze, czy źle, czy jesteśmy miłością czy nienawiścią -
    ma bezpośredni wpływ na to, czy On(a może jednak Ona???) jest
    miłością czy nienawiścią,i czy w danym momencie przeważa dobro czy
    zło.Religie, wszystkie co do jednej są wyrażeniem naszej tęsknoty za
    tym, co utraciliśmy, za jednością z tą siłą.I tyle.
  • pam_71 28.08.09, 09:22
    luna67 napisała:
    > Nie wyobrazam sobie zeby Bog dobrych ludzi ale ateistow wtracil
    do "piekla"
    > (nie chodz mi o ogien wieczny), tylko dlatego, ze takiego
    czlowieka wychowywali
    > rodzice nie wierzacy i taki czlowiek nie mial mozliwosci
    zapoznania sie z
    > jakakolwiek religia.

    A ja niewyobrażam sobie, żeby potepił także takiego, który świadomie
    odrzucił wiarę w której został wychowany ;-) Bo w tym wypadku
    Chrzest Św. oznaczałby związanie człowieka z KK aż do śmierci (pod
    groźba owego potępienia wiecznego) ;-) Nie chciałabym tego robić
    swoim dzieciom ... ale to chyba nie miejsce na tego rodzaju
    dysjusje ...
  • pajak_net 28.08.09, 12:09
    Nie tylko z Kościołem,ale przedewszystkim Bogiem. świat duchowy
    dzieli się na dwie części - dobrą i złą. Jeśli Ty przyjmujesz Boga
    za życia, On przyjmie cię po śmierci. Jesli Ty świadomie odrzucasz
    Go za życia, On odrzuci cię po smierci. To twoja własna decyzja
    wramach wolnej woli. Tak to działa. Masz czas do końca życia, żeby
    to naprawić. Wtedy możesz liczyć na Miłosierdzie...
  • pam_71 28.08.09, 13:17
    Wszystko przy zał. że Bój istnieje ...
    Jakieś namacalne dowody ?
  • tilia7 28.08.09, 17:56
    No więc właśnie taki "BEZINTERESOWNY" Bóg zupełnie mnie nie interesuje i
    specjalnie w niego nie wierzę, żeby mnie czasem nie zechciał jednak przyjąć.Ta
    wizja boga niestety nie może liczyć na moje miłosierdzie
  • tilia7 28.08.09, 22:34
    I jeszcze takie pytanie:czy to oznacza, że dobry człowiek, który nie wierzy
    zostanie odrzucony przez owego sprawiedliwego Boga a najgorszy złoczyńca, który
    przed śmiercią zdąży "uwierzyć" zostanie przyjęty?

    Z jednym się tylko zgadzam a raczej mam takie pobożne życzenie - żeby faktycznie
    każdy miał takiego Boga w jakiego wierzy:)
  • mala_1984 28.08.09, 23:09
    Ja tez czesto sie nad tym samym zastanawiam... Bo jak to jest... Ktos zle czyni
    cale zycie, ale poczuje na karku zapach smierci i sie nawraca, oczywiscie ja
    wierze w szczerosc tego nawrocenia, no ale bez przesady! Czlowiek, ktory czyni
    dobro kazdego dnia, a nie wierzy jest skazany na potepienie... No wlasnie i
    gdzie to milosierdzie Boga, gdzie ta sprawiedliwosc... Ja wierze w Boga, moze
    troche ze strachu przed pieklem, chociaz chyba nie na tym wiara powinna polegac.
    Na razie przestalam chodzic do kosciola, bo nie wiedzialam czy moge przyjmowac
    komunie, jezeli tyle krzycze na Boga w myslach, bralam komunie dla mamy,
    przestalam bo nie chcialam pogorszyc jej stanu "tam" przez moja zlosc na Boga.
  • halas1961 29.08.09, 00:04
    To,ze Bóg JEST akurat dla mnie nie stanowi tematu do dyskusji, bo ON po prostu
    JEST.
    Dlaczego ja wierze...Ktos watpiacy czy ateista moglby spytac:"dlaczego wierzysz,
    gdzie Twój Bóg, jesli pozwolil na cierpienie Twojego ukochnego dziecka, gdzie On
    jest, jesli zabral Twoja Agatke, gdzie byl kiedy żebrałaś o jego laske i pomoc,
    gdzie byl kiedy tak bardzo go blagalas, kiedy Twoje dziecko tak okrutnie
    cierpialo...Gdzie jest teraz, ze pozwala na to cale zlo ktore wciaz sie dzieje..."
    A ja nie potrafie odpowiedziec na pytanie: dlaczego wierze, nie potrafie
    odpowiedziec na pytanie :dlaczego nigdy nie watpie. Owszem, mam dni kiedy
    obrazam sie na Boga, tak zwyczajnie po ludzku sie nie odzywam przez jakis czas,
    ale nigdy go sie nie wyrzekam i nie watpie w Jego obecnosc. Czesto wpadaja mi w
    rece rozne wypowiedzi, ktore moglyby moja wiara zachwiac, rowniez zdarzenia ale
    nie dzieje sie tak. Nawet dosc logiczne tlumaczenia, ze nie udowodniono
    istnienia Boga mnie nie przekonuja. Dlaczego...nie wiem... Dziekuje temu Bogu,
    ktory pozwala mi miec tak gleboka w Jego istnienie wiare, dziekuje mu, ze JEST,
    ze mimo iz moje zycie z odejsciem corki w pewnym stopniu juz zakonczone,
    dziekuje mu ze byl przy mnie w najgorszych chwilach, ze jest nadal , choc czesto
    dla mnie w niezrozumialy i niepojety sposob.
    Nie rozmyslam i nie roztrzasam kto znajdzie u Niego milosierdzie, kto
    potepienie...Mam nadzieje, ze jest sedzia sprawiedliwym, co nie zawsze musi sie
    zgadzac z naszym ziemskim pojeciem sprawiedliwosci:)
    MAm nadzieje, ze jest milosierny, ze mimo iz Go nie pojmujemy to nas
    kocha...moze w niezrozumialy dla nas sposob, ale kocha...
    Halina-mama Agatki
  • osmiorniczka030 02.09.09, 13:25
    Witaj...

    Widzisz, to sa juz pytania do "Tego na gorze." Tylko On wie, co
    kiedy kim kieruje. Bo dla Boga licza sie intencje. Ten, kogo my
    nazywamy najgorszym bandyta moze byc tak naprawde czlowiekiem chorym
    psychicznie, czy tez czlowiekiem opetanym przez diabla, my tego
    przeciez nie wiemy. Wtedy jego czyny zostana usprawiedliwione.

    Moze byc tez tak, ze ktos postepuje dobrze, ale nie dlatego, ze tak
    kocha tego drugiego czlowieka, czego Bog od nas wymaga, lecz
    dlatego, ze tak bardzo kocha samego siebie - zeby zdobyc rozglos,
    slawe, pieniadze. To wszystko Bog widzi w sercu kazdego z nas.

    My wiemy tylko tyle, ile sam nam powiedział. A powiedział tak: "kto
    uwierzy i przyjmie chrzest, bedzie zbawiony; a kto nie uwierzy,
    będzie potępiony."

    Ja tez sie dlugo nad tym zastanawialam - ze skoro jest taki dobry i
    milosierny i tak mnie kocha, to powinien uratowac mnie od
    potepienia. Tylko jak by to sie mialo do tej naszej wolnosci?
    Przeciez wtedy bylibysmy zniewoleni. Bo jesli ja nie chce, by On
    mnie ratowal, a On mnie ratuje, to robi to wbrew mojej woli. I jaki
    sens by wtedy mialo nasze zycie i te ciagle wybory pomiedzy dobrem,
    a zlem, skoro na koncu i tak by nas wszystkich uratowal?

    Milosierdzie Boze nie polega na ratowaniu kazdego, ale na dawaniu
    nam szansy naprawy tego, co sknocilismy naszym zachowaniem. Ale to
    od nas zalezy, czy z tej szansy skorzystamy...

    A ze jest mozliwe zbawienie zlych ludzi pod warunkiem ich wiary i
    szczerej skruchy za grzechy mowi fragment z Meki Chrystusa: "I dodal
    (jeden z Łotrów ukrzyżowanych obok Chrystusa) "Jezu, wspomnij na
    mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa." Jezus mu
    odpowiedział: "Zaprawdę powiadam ci: Dziś ze Mną będziesz w raju"

    Pozdrawiam.
  • annubis74 06.09.09, 21:00
    tilio, to pytanie mnie również nurtuje
    przyznam że jedna z kwestii które już od dawna odstarszały mnie od
    katolicyzmu jest mozliwość częstego i skutecznego wytrzepywania
    sumienia. w międzyczasie mozna grzeszyć do woli, a grzechy te łatwo
    strzepnąć za pomocą spowiedzi. I wtedy nawet najgorszy złoczyńca
    moze być zbawiony... dla mnie ta wizja jest trudna do przyjęcia
  • pajak_net 07.09.09, 13:44
    spowieedź ważna jest tylko pod pwewnymi warunkami:

    - trzeba szczerze wyznać grzechy
    - trzeba szczerze żałować za grzechy
    - trzeb mieć mocne postanowienie poprawy
    - trzeba zadosć uczynić Bogu lub bliźniemu

    a to znaczy, że jeśli ktoś idzie z takim nastawnieniem, że za
    grzechy wcale nie żałuje, a po spowiedzi zamierza je nadal
    popełniać, to spowiedż dla Boga jest nieważna.Bóg przebacza nawet
    najcięższe grzechy, ale trzeba za nie żałować.spowiedż ma to na
    celu, by człowiek odczuwał szczery żal za grzechy i by potem sie
    pilnował i doskonalił, uczył grzechów unikać, a nie przyzwyczajał
    sie do nich, jak to ma miejsce, gdy nie ma spowiedzi.
  • tilia7 07.09.09, 13:51
    Tak, cel spowiedzi szczytny.Chciałabym spotkac choc jednego
    katolika, który tak naprawdę się tym przejmuje.A nawet jeśli tacy są
    (pewnie są), to często nie rozumieją i nie widzą tego momentu, w
    którym krzywdzą innych ludzi i w związku z tym ani się z tego nie
    spowiadają, ani tym bardziej nie żałują i nie uczą się tego unikac.
  • tilia7 07.09.09, 13:48
    Zgadza się.Ja jak najbardziej uważam, że człowiek, nawet ten
    naprawdę zły, a może wręcz przede wszystkim ten naprawdę zły,
    powinien miec możliwośc naprawienia swoich błędów albo, jeśli nie da
    się już nic naprawic, to "zadoścuczynienia" poprzez uczynki
    dobre.Ale to powinny byc uczynki i prawdziwa zmiana sposobu
    postępowania a nie spowiedź, komunia i zaczynamy od nowa to, co było
    przedtem.Aż do następnej spowiedzi
  • osmiorniczka030 29.08.09, 01:12
    Czesc!

    Hmmm... no tak, dowody...

    To moze ja sie wypowiem...

    Zadajac dowodow na istnienie Boga, stawiamy sie wyzej od Niego. No
    bo przeciez tylko te bardziej rozwiniete istoty sa w stanie
    zrozumiec te mniej rozwiniete, nie odwrotnie...

    A my jestesmy, jak rybki, ktorym sie wydaje, ze caly swiat, to
    jedynie woda albo jak mrowki, ktorym sie wydaje, ze pozjadaly
    wszelkie rozumy, poniewaz potrafia zbudowac swoj wielki, pelen
    korytarzy kopczyk...

    Wydaje sie nam, ze jestesmy tacy madrzy, wielcy i wspaniali, iz
    jestesmy w stanie odkryc i zmierzyc wszystko na tym swiecie. Tak
    wiec i Boga chcemy zmierzyc, wyprowadzic na Niego wzor matematyczny,
    a ciagle zapominamy o tym, ze jestesmy za malutcy, bo to On stworzyl
    nas, nawet te najwieksze i najmadrzejsze umysly i wszelkie prawa
    rzadzace tym swiatem...

    To przeciez Bog pozwala nam pewne rzeczy odkrywac, a ukrywa przed
    naszymi oczami i mozliwiosciami to, co wedlug Niego powinno zostac
    ukryte. Jak wiec mozemy domagac sie dowodow "naukowych" na istnienie
    Boga? Wiemy tyle, ile On zechce, zebysmy wiedzieli.

    My wobec wielkosci Boga jestesmy jedynie malymi pylkami, w kazdej
    chwili do zdmuchniecia... Jak wiec takie pylki moga chciec zmierzyc
    wielkosc Boga? Jakimi sposobami i czym? On jest jakby "poza nauka",
    poza tym wszystkim, co dal nam poznac, jest niezmierzalny,
    niewytlumaczalny. Cala nasza wielka nauka, to tylko tyle, ile On dal
    nam poznac. Wydaje nam sie, ze juz tyle wiemy, ale nie zdajemy sobie
    z tego sprawy, ile jeszcze tajemnic pozostaje przed nami ukrytych.

    Namacalne dowody... Moze najpierw spytam, jakie by musialy byc,
    zebysmy uwierzyli?

    Zeby Bog przyszedl na Ziemie? A przyszedl - Chrystus...
    Zeby wskrzesil umarlych? A wskrzeszal - Chrystus...
    Zeby pozostawil jakies pamiatki ze swojego pobytu na Ziemi? - A no
    pozostawil: Krzyz Swiety (np. Dominikanie, Krakow), Tabliczka
    przybita do Krzyza (Jerozolima), Calun Turynski (Turyn, Wlochy),
    Chusta sw. Weroniki (Manopello, Wlochy)...
    Zeby czynil cuda? - A no czynil: przemienial wode w wino, chodzil po
    wodzie, pomnazal zywnosc, wskrzeszal zmarlych, uzdrawial chorych,
    przywracal wzrok slepym, czy mowe niemym...
    Zeby czynil cuda w dzisiejszych czasach? A no czyni - uzdrawia
    smiertelnie chorych, daje potomstwo nieplodnym, czy dokonuje cudow
    eucharystycznych...
    Zeby objawial sie w dzisiejszych czasach? A no sie objawil, np.
    Siostrze Faustynie, czy tez Matka Boza objawiala sie w wielu
    miejscach, na przyklad w naszym polskim Licheniu i to kilka razy,
    gdzie zostawila nawet odcisniete slady stop...
    Zeby pojawiali sie umarli? - A no sie pojawiaja, kilku nawet
    zostawilo odciski swych dloni (Muzeum Dusz Czysccowych, Rzym,
    Czestochowa). Dusze czysccowe przychodza do osob bardzo
    swiatobliwych proszac o modlitwe, bo modlitwa bardzo im pomaga (np.
    Maria Simma)...
    Zeby Chrystus udowodnil, ze na mszy swietej naprawde jest obecny? -
    A no udowodnil, wielokrotnie podczas mszy swietej Hostia przemienila
    sie w mięsień ludzkiego serca, czy Wino w ludzka krew (np.
    Lanciano, Wlochy)
    A prawdopodobienstwo tego, ze w Calun Turynski owiniety byl ktos
    inny, niz Chrystus wynosi 1:225 miliardów.
    Do tego mamy krwawiace figury, stygmatykow z ranami w miejscach ran
    Chrystusa, a zwloki niektorych swietych nie rozkladaja sie pomimo
    uplywu lat, czy pachna fiolkami.

    Sa rowniez inne dowody, tylko nie takie, jakich bysmy sie
    spodziewali. To dowody "tylko dla nas". Trzeba ich samemu poszukac.
    Jak? Rozgladnac sie wokol siebie, spogladajac na zycie troche
    szerzej, nie tylko na siebie, jako jednostke, lecz jako czesc
    wielkiego lancucha, ktory wszyscy tworzymy. Na przyklad cierpienie
    jednych rodzi Dobro drugich, czy tez okazje do czynienia tego Dobra.
    A tego wlasnie domaga sie od nas Bog. By chcialo nam sie czynic
    Dobro innym ludziom.

    Kazdy z nas musi nauczyc sie czytac zycie, jak ksiazke, a wtedy
    dopiero dowody sie znajda, bo do kazdego z nas Bog przychodzi w
    zupelnie inny sposob.

    "On ci daje znak. A ty nie mow: "To czysty zbieg okolicznosci". On
    ci daje znak. A ty nie mow: "To przypadek". On ci daje znak. A ty
    nie mow: "Mialem szczescie". On ci daje znak. A ty nie mow: "Mialem
    pecha." On ci daje znak. A ty nie mow: "Ze tez to na mnie trafilo."
    Przyjmij, ze Twoje zycie - jak i kazde zycie - jest usiane znakami.
    On ci daje znak, aby uswiadomic ci swoja obecnosc. Abys zdal sobie z
    tego sprawe, jak On ci jest bardzo bliski. Abys odczul, jak sie o
    ciebie troszczy. Gdy nie potraktujesz w ten sposob znakow, nie
    zrozumiesz nic ze swojego zycia."

    (ks. M. Malinski)

    Powiedzialam, co wiedzialam. Reszte niech kazdy dopowie sobie sam.
    Zycze Wam odnalezienia w Waszym zyciu odpowiedzi na wszelkie
    watpliwosci. Ja nie bede juz dluzej zawracac Wam glowy.

    Trzymajcie sie!

    Osmiorniczka
  • tilia7 29.08.09, 10:53
    Ośmiorniczko, co do pierwszej części Twojej wypowiedzi to w dużym
    stopniu się zgadzam.Bóg jest czym innym niż myslimy, zapewne czymś
    większym, niepojętym i nie do zrozumienia."Jestem, który jestem"-
    oddaje to najlepiej i oznacza:wierzcie we mnie, ale nie próbujcie
    mnie rozumiec, poznawac, oceniac - nie twórzcie moich obrazów
    (dosłownie i w przenośni) itd.A to oznacza również to, że żadna
    religia nie może uzurpowac sobie prawa do roli tej jedynej słusznej
    i każdy ma prawo tak wierzyc jak potrzebuje i jak czuje.Albo nie
    wierzyc wcale.

    Natomiast druga częśc, ta o dowodach, dowodzi tylko tego, że nie
    rozumiesz istoty rzeczy i naszych wątpliwości.Bo wszystkie dowody,
    które podałaś są dowodami tylko wówczas, jeśli się w nie
    wierzy.Chrystus oczywiście był postacią historyczną i żył naprawdę
    (podobnie jak Budda i Mahomet) ale to czy był synem bozym, to już
    kwestia wiary.Całun turyński i inne takie relikwie oczywiście
    istnieją, ale jest kwestią wiary czy są relikwiami.Co do cudów,
    szkoda gadac.I już nawet nie o to chodzi czy ja w cuda wierzę czy
    nie.Tylko niektóre przykłady są żenujące.NAPRAWDĘ wierzysz, że Bóg,
    Istota najwyższa może i chce objawiac swoje istnienie poprzez
    zamienianie komunii w mięśnie sercowe?Na litośc boską - tylko to mi
    się wydaje komentarzem stosownym.Istnienie dusz i ich oddziaływanie
    na nasz świat nawet, jeśli byłoby udowodnione( a nie jest i znowu
    trzeba wierzyc)nie jest jednoznacznym dowodem na istnienie Boga a
    jedynie na to, że dusza czy co tam to jest nie znika po śmierci.A
    już na pewno nie jest to dowód na to, że słuszna jest religia
    katolicka, bo wszystkie religie zakładają istnienie życia po
    śmierci.Zwłoki mają to do siebie, że zachowują się czasem "dziwnie"
    i również przedstawiciele większości religii mogliby wskazac swoich
    świętych, których zwłoki też się nie rozłożyły.


    I zawracaj nam nadal głowę, bo z kim będę prowadziła dyskusje?:)
    Pozdrawiam
  • osmiorniczka030 02.09.09, 15:17
    Oj, Tilia, Tilia...

    Nie pozwalasz "Babci Osmiorniczce" i jej "Beretowi" odejsc na
    zasluzona forumowa emeryture... ;-)

    Powiem Ci, ze dla mnie to bardzo wazne slowa: "Jestem, ktory
    jestem." Nic dodac, nic ujac. "Jestem, ktory jestem", czyli nie
    probuj mnie zrozumiec, bo i tak nie zdolasz, Czlowieku! Wlasnie tym
    cytatem mialam zakonczyc poprzednie rozwazania. Dziekuje, ze
    zrobilas to za mnie :-)

    Co do dowodow... To prawda, ze kazdy dowod, o ktorym napisalam jest
    kwestia wiary. Jednak nie zapominajmy o tym, ze kazdy uznany cud
    jest przez Kosciol najpierw bardzo dokladnie badany. Jak widzisz,
    nawet Jan Pawel II nie zostal jeszcze beatyfikowany, poniewaz Papiez
    nie dokonuje beatyfikacji tylko dlatego, ze domagaja sie tego tlumy,
    ale dlatego, ze kazdy uznany cud z udzialem Jana Pawla II musi byc
    dokladnie udokumentowany. To samo jest w przypadku "sladow Boga," o
    ktorych wspominalam, a ktore Ty wysmiewasz. Masz jednak pelne prawo
    w nie nie wierzyc.

    Jesli chodzi o Twoje pytanie, odnosnie "Cudu w Lanciano" to tak,
    wierze w to, ze Bog przemienil Hostie w miesien sercowy. Tobie
    wydaje sie to smieszne - Hostia, ludzka krew, wino i miesien
    sercowy. Ha ha ha. Ale ja wiem, dlaczego Bog to robi. Wystarczy
    poznac caly kontekst i juz sprawa wyglada nieco inaczej.

    Probowalam Wam wlasnie powiedziec, ze zaden dowod na istnienie Boga
    nigdy nie bedzie niepodwazalny. Bo zawsze ktos uwierzy, a ktos inny
    podwazy. Nawet, jesli Tobie objawi sie Matka Boza, czy tez sam
    Chrystus i Ty zyskasz ta pewnosc, to beda tacy, ktorzy Ci uwierza,
    ale beda i tacy, ktorzy Twoja relacje wysmieja, bo na pewno ja
    zmyslilas. Wszystko jest kwestia otwartosci na takie "dziwne"
    zjawiska.

    Dlatego wlasnie kazdy z nas nie powinien wierzyc dla samej wiary.
    Powinien Boga szukac sercem, a nie z lupka w reku, bo Bog dziala
    zawsze w ukryciu. Kazdy powinien swiadomie poszukiwac odpowiedzi na
    swoje watpliwosci, az wszystko mu sie ulozy w logiczna calosc. A
    wtedy te dowody jednych, czy drugich, stana sie jedynie
    potwierdzeniem slusznie obranej drogi.

    No, a skoro mowa o Chrystusie... Tak, Chrystus był postacią
    historyczną. A św. Tomasz takze nie chciał wierzyć w
    zmartwychwstanie Chrystusa, póki się osobiście nie przekonał, że
    Jezus żyje:

    Tomasz, jeden z Dwunastu, zwany Didymos, nie był razem z nimi, kiedy
    przyszedł Jezus. Inni więc uczniowie mówili do niego: "Widzieliśmy
    Pana".
    Ale on rzekł do nich: "Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu
    gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki
    mojej do boku Jego, nie uwierzę".
    A po ośmiu dniach, kiedy uczniowie Jego byli znowu wewnątrz domu i
    Tomasz z nimi, Jezus przyszedł mimo drzwi zamkniętych, stanął
    pośrodku i rzekł: "Pokój wam!"
    Następnie rzekł do Tomasza: "Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje
    ręce. Podnieś rękę i włóż ją do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem,
    lecz wierzącym".
    Tomasz Mu odpowiedział: "Pan mój i Bóg mój!"
    Powiedział mu Jezus: "Uwierzyłeś dlatego, ponieważ Mnie ujrzałeś.
    Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli".

    I Ty jestes tym "niewiernym Tomkiem." :-)

    Oj, Tilia, Tilia. Co ja z Toba mam! ;-)

    Pozdrawiam.
  • jaga123-0 02.09.09, 18:43
    Nie lubię wypowiadać się na forum,ale zostałam sprowokowana przez ośmiorniczkę.
    Piszesz, że każdy z nas powinien wierzyć dla samej wiary. Ja Ci nie zabraniam
    wierzyć dla samej wiary, ale pozwól, iż to ja zdecyduję, czy będę wierzyć, czy
    nie. Jak mam szukać Boga sercem, skoro to serce zostało mi wyrwane.Piszesz
    dalej, że Bóg zawsze działa w ukryciu. I z ukrycia odbiera nam nasze dzieci? Od
    prawie czterech miesięcy poszukuję odpowiedzi na swoje wątpliwości i nic mi się
    nie układa w logiczną całość.Bo przecież Bóg, gdyby istniał, nie zabierałby
    matce jej ukochanego dziecka, jaki miałby w tym cel. Może taki, że jak gdzieś
    pisałaś, cierpienie jednych rodzi dobro drugich. Tylko widzisz, przez to, iż
    zabrał mi moje ukochane dziecko nie stałam się lepsza, wręcz przeciwnie, stałam
    się bezuczuciowym potworem. Nie mam już żadnych uczuć, z człowieka wrażliwego na
    ludzką krzywdę, na krzywdę zwierząt stałam się bezdusznym wrakiem. O to chodziło
    Bogu? Śmierć jest sprawą Bożą (bodaj tak pisał KS. Twardowski). Ja nie chcę
    takiego Boga, który zgodnie ze swoją wolą zabiera mi dziecko. To dziecko miało
    plany, miało marzenia, miało wiele do zrobienia. Było dobre, uczynne, kochane.
    Za dobre, żeby żyć? Wiem, zaraz odezwą się głosy, iż jeszcze zbyt wcześnie, że
    przemawia przeze mnie ból,ale ja wiem jedno:nigdy się z tym nie pogodzę i jeżeli
    taka była wola Boga, to ja nie chcę takiego Boga. Bardzo bliskie są mi poglądy
    tilii, masz bardzo szeroką wiedzę, ja jeszcze takiej nie posiadłam, ale
    próbuję.Matka, która nie zasłużyła, żeby nią być
  • tilia7 02.09.09, 19:13
    jaga123-0 strasznie mi przykro, bardzo mnie poruszyło to, co napisałaś, bo ja
    też dokładnie tak czuję, choć opłakuję narzeczonego a nie dziecko.Oboje byliśmy
    po ciężkich przejściach, wreszcie wszystko zaczęło się układać, byliśmy
    szczęśliwi.NIGDY nie byłam tak dobrym człowiekiem jak przez te niespełna 4
    lata.Bo kochałam, bo On nauczył mnie, że miłość jest dawaniem, że jak się kocha,
    tak naprawdę kocha,jednego człowieka, to ta miłość rozlewa się na cały świat.Że
    człowiek się robi wrażliwy, łagodny, wyczulony na cudzą krzywdę.Teraz jestem
    czystą wściekłością,kwintesencją wściekłości, gdybym znała takie słowo, które
    może zniszczyć ten cholerny świat, to nie zastanawiałabym się ani sekundy.Bo nie
    umiem znieść tego, że mój świat rozsypał się w gruzy a ten "zewnętrzny"
    istnieje.Czasem mam wrażenie, że dopiero gdybym zniszczyła wszystko, że zostałby
    tylko popiół i zgliszcza albo ja sama w nicości, to może dopiero wtedy
    poczułabym ulgę.
    Nie chcę być świętą, nie chcę iść do ŻADNEGO nieba, nie chcę, żeby Bóg mnie
    kochał.Chcę mojego narzeczonego,Jego miłości, Jego przytulenia,Jego
    obecności.Czemu bez mojej zgody mi Go odebrano?Czy jesteśmy króliczkami
    doświadczalnymi, że się sprawdza ile wytrzymamy i jak się zachowamy w
    określonych warunkach laboratoryjnych?Przecież to jest ohydne:((
  • jaga123-0 02.09.09, 19:48
    Tilio! Jak pisałam wcześniej, nigdy nie pogodzę się z tym, że odeszło moje
    ukochane dziecko, nigdy tego nie zaakceptuję. Dziś już wiem, że czas nie będzie
    moim sprzymierzeńcem, wręcz przeciwnie. Na początku pytałam Boga, pytałam
    księdza, dlaczego? Ani Bóg, ani ksiądz nie odpowiedzieli mi, dlaczego moje
    dziecko nie może cieszyć się życiem. Dziś już nie pytam, bo wiem, że nie ma
    żadnego Boga, a ksiądz, no cóż, przykre to, ale dla niego ważne były tylko
    pieniądze, nie to jak ja się czuję. Źle napisałam, tu nie chodzi o moje
    samopoczucie, ja mogłabym płakać non stop, oby moje dziecko mogło żyć. Znowu
    przytoczę słowa Ks. Twardowskiego "Zgodnie z wolą Boga człowiek zawsze umiera w
    porę". Jeżeli taka była wola Boga, nie chcę mieć z nim nic wspólnego. I tak z
    osoby wierzącej staję się powoli ateistką. Ktoś powie, słaba była twoja wiara.
    Być może, ale jest mi to już obojętne. Nieraz tylko myślę że może moje dziecko
    czeka na modlitwę, może jest mu potrzebna, ale ja już nie potrafię się modlić.
    Na pewno łatwiej jest ludziom wierzącym, którzy myślą, że istnieje życie po
    śmierci. Ale ja już nie chcę, żeby było mi łatwiej (bez mojego dziecka to
    niemożliwe). Pozdrawiam
  • tilia7 02.09.09, 23:09
    Jago, ja,jak pisałam już wielokrotnie odrzuciłam wizję katolickiego Boga już
    dawno dawno temu.To, co mnie spotkało, tylko mnie utwierdziło w słuszności moich
    przekonań.Czytam dziś książkę, reportaże Piotr Kraśko i między innymi opisuje on
    dramat małych dzieci, setek małych dzieci w Rwandzie i Kongo.Sieroty,
    zagłodzone, wycieńczone głodem spragnione miłości umierają jak muchy,
    dziesiątkami, setkami.Jakiemu Bogu coś takiego może być potrzebne?Ktoś powie, że
    to ludzie wywołują wojnę.Tak to prawda.Ale jeśli Bóg nami kieruje to nie
    powinien dopuścić do wojny, w której umierają niewinni ludzie.Przykłady można
    mnożyć w nieskończoność.Jak Bóg, w postaci świadomej istoty, mógłby na to
    pozwolić albo wręcz tego chcieć?Nie wiem i nie chcę wiedzieć.Lepiej już przyjąć,
    że wszystko dzieje się samo, bo tak jest i już.Przynajmniej nie trzeba mieć o to
    do nikogo żalu.Czasem jak na to wszystko patrzę to myślę że i dla nas i dla
    całej tej planety byłoby lepiej, żeby ludzkość wyginęła całkiem.My nie
    musielibyśmy cierpieć, świat by odetchnął z ulgą a Bóg znalazłby sobie może
    jakąś mniej okrutną zabawę.
    Pozdrawiam serdecznie
  • tilia7 02.09.09, 19:17
    Ty, Panie tyle czasu masz,
    mieszkanie w chmurach i błękicie
    A ja na głowie mnóstwo spraw
    I na to wszystko jedno życie.
    A skoro wszystko lepiej wiesz
    Bo patrzysz na nas z lotu ptaka
    To powiedz czemu tak mi jest,
    Że czasem tylko siąść i płakać

    Ja się nie skarżę na swój los
    Potulna jestem jak baranek
    I tylko mam nadzieję, że...
    że chyba wiesz, co robisz, Panie.
    Ile mam grzechów? któż to wie...
    A do liczenia nie mam głowy
    Wszystkie darujesz mi i tak
    Nie jesteś przecież drobiazgowy
    Lecz czemu mnie do raju bram
    Prowadzisz drogą taką krętą
    I czemu wciąż doświadczasz tak
    Jak gdybyś chciał uczynić świętą

    Nie chcę się skarżyć na swój los
    Nie proszę więcej, niż dać możesz
    I ciągle mam nadzieję, że...
    Że chyba wiesz, co robisz, Boże.

    To życie minie jak zły sen
    Jak tragifarsa, komediodramat
    A gdy się zbudzę, westchnę - cóż
    To wszystko było chyba... zamiast
    Lecz póki co w zamęcie trwam
    Liczę na palcach lata szare
    I tylko czasem przemknie myśl
    Przecież nie jestem tu za karę.

    Dziś czuję się, jak mrówka gdy
    Czyjś but tratuje jej mrowisko
    Czemu mi dałeś wiarę w cud
    A potem odebrałeś wszystko.

    Ja się nie skarżę na swój los
    Choć wiem, jak będzie jutro rano
    Tyle powiedzieć chciałam ci
    Zamiast... pacierza na dobranoc

    Edyta Geppert oczywiście, jeśli ktoś by nie znał




  • jaga123-0 02.09.09, 19:52
    A piosenka Edyty Geppert Zamiast jest moją modlitwą
  • osmiorniczka030 05.09.09, 18:39
    Tilia!

    To bardzo ladna rozmowa z Bogiem... Ile razy ja z Nim tak
    rozmawialam! Ale nie bylabym soba, gdybym i ja nie napisala swojej
    modlitwy na koniec:

    Zawsze, kiedy czuje sie bardzo slaba i samotna, staram sie myslec
    tak...

    Pan jest mocą swojego ludu,
    Pieśnią moją jest Pan,
    Moja tarcza i moja moc,
    On jest mym Bogiem, nie jestem sam,
    W Nim moja siła, nie jestem sam.

    To taka piesn z piekna melodia.

    I jeszcze jedna piesn:

    Z Tobą ciemność nie będzie ciemna
    wokół mnie,
    A noc tak jak dzień
    zajaśnieje...

    Pozdrawiam.
  • osmiorniczka030 02.09.09, 19:19
    Jago!

    Nie chcialam Cie urazic moimi przemysleniami. To sa tylko takie
    nasze gadki z Tilia. Uwierz mi, ja Cie naprawde doskonale rozumiem,
    bo sama przechodze przez to pieklo. Na twarzy mam rozne maski. Tu
    przywdzialam "maske misjonarza". Ale wewnatrz jestem takim
    samym "zrozpaczonym potworem", jak Ty. Zgadzam sie z tym, ze smierc
    jest sprawa Boza i miejmy nadzieje, ze kiedys sie dowiemy, po co Mu
    to wszystko naprawde bylo.

    Nie mysl, ze i mnie nie nachodza watpliwosci. Nie mysl, ze ja po
    nocach nie placze... Nie mysl, ze ja do Boga nie krzycze... Nie
    mysl, ze ja nie pytam, dlaczego... Ale jedyne logiczne
    wytlumaczenie, jakie jestem w stanie przyjac jest takie, ze zabral
    ich, bo chcial, zeby im wreszcie bylo naprawde dobrze, zeby szybciej
    od nas zobaczyli to wszystko, co nam przygotowal, a czego my nawet
    nie jestesmy sobie w stanie wyobrazic. I gleboko w to wierze, ze tak
    wlasnie jest.

    Pozdrawiam.
  • tilia7 02.09.09, 19:27
    No proszę, i w ten oto sposób Jaga sprowokowała nas obie:misjonarza i
    antychrysta do pokazania ludzkiego oblicza...
  • osmiorniczka030 06.09.09, 22:34
    :D

  • annubis74 07.09.09, 18:33
    Jago, Twój post bardzo mnie poruszył, choć wydawało mi się że
    zobojętniałam zupełnie na innych. Mogę sobie tylko wyobrażać jak
    strasznym przeżyciem jest strata dziecka - sama mam córeczkę i znam
    to drżenie serca kiedy Twoje dziecko walczy z jakąś banalną nawet
    chorobą, a co dopiero kiedy zdarzy się tragedia jaka zdarzyła się
    Tobie. Wiem, że żadne słowa nie sa w stanie pocieszyć w takiej chwili
    I jak najbardziej zgadzam się z Tobą, że wielkie osobiste cierpienie
    nie czyni nas wcale lepszymi, wręcz przeciwnie człowiek obojętnieje
    na innych. Wydaje mi się że byłam dobrym człowiekiem przed śmiercia
    mojej Mamy - pełnym współczucia dla innych, empatii, nie potrafiłam
    przejść obojętnie wobec cierpienia innych. A teraz... świat mi
    zobojętniał... Pozdrawiam Cię z całych sił
  • tilia7 02.09.09, 19:01
    Witaj "Babciu Ośmiorniczko"(swoją drogą chyba jesteś babcią młodszą ode mnie:))

    Hmm, dla mnie słowa "Jestem, który jestem" też są ważne i nie mogę zrozumieć,
    jak to jest, że rozumiemy je niby tak samo(Twoje:"nie próbuj mnie zrozumieć
    człowieku" zgadza się z moją opinią) a jednocześnie inaczej, bo Tobie nie
    wystarcza wiara i próbujesz Boga szukać w religii.A dla mnie właśnie tam Go
    najmniej albo wcale...
    I stąd też od razu przejście do drugiej kwestii: wiem, że Kościół dokładnie bada
    rzekome cuda zanim je uzna, a były i takie czasy, że wielu spłonęło na stosach
    za to, że im się wydawało, że widzą Matkę Boską czy inne objawienia.Ale dla mnie
    sam Kościół jest instytucją tak zakłamaną i mało wiarygodną, że niestety ich
    werdykt nic dla mnie nie znaczy.Myślę, że decyduje tu jak zwykle polityka i
    pieniądze.Tam gdzie się opłaci cud uznać to się go uznaje.

    Jeśli chodzi o przemianę Hostii w mięsień sercowy, to szczerze mówiąc wcale mnie
    to nie śmieszy.Uważam, że jest to odrażające i niesmaczne.Nie chciałabym nigdy
    być świadkiem takiego cudu.Przecież mógłby zesłać jakiegoś pięknego ptaka,
    gołębicę choćby?Światło?Anioła?Ale mięsień sercowy, no jest to okropne i
    tyle.Przepraszam.

    Że Boga się szuka sercem a nie z lupą, to zdaje się Ty nie rozumiesz a nie
    ja:)).Ja czuję, że to, w co wierzę jest słuszne, przynajmniej w ogólnym zarysie,
    bo oczywiście nie uzurpuje sobie prawa do posiadania dowodów,słuszne,
    logiczne,zgodne z moim wewnętrznym przekonaniem.Ja to CZUJĘ.I to mi
    wystarcza.Ufam sobie samej, swojej intuicji.To Ty szukasz dowodów, potwierdzeń,
    edyktów, cudów, objawień itd.W takiego Boga jak go przedstawia Kościół katolicki
    i inne, nie wierzę, trudno.Ale jeszcze raz powtarzam, że ogólnie wierzę, że COŚ
    jest.

    Niewierny Tomasz, no może trochę.Według mnie coś się dzieje z nasza energią po
    naszej śmierci i jej funkcjonowanie "tam", jej połączenie się z całością,
    odnalezienie swojego miejsca, jest dla mnie czymś w rodzaju wiecznego życia.Ale
    zmartwychwstanie ciała mnie nie przekonuje.Jest odrażające i
    bezsensowne,niepotrzebne.Jesteśmy materią, materia się rozkłada, zmienia w
    energię.Tyle.

    Słowa "błogosławieni, którzy nie widzieli a uwierzyli" nie do końca się do mnie
    odnoszą, bo ja nie widziałam a wierzę.Tyle tylko, że w to, co JA uważam za słuszne:)
    Zresztą zastąpiłam je ostatnio swoją wersją:"Błogosławieni, którzy niczego nie
    oczekują,albowiem nie będą rozczarowani"To moje nastawienie do świata wywołane
    rozgoryczeniem i żałobą.I ja nawet nie chciałabym, żeby Bóg był kimś, kto się
    wtrąca i kieruje naszym losem.Bo jeśli taki jest, to nawet wyższy zamysł nie
    usprawiedliwia tego, co nam robi.I nikt mnie nie przekona, że jest inaczej.Mam
    wolną wolę?No to może trzeba mnie było spytać czy chcę jak Hiob cierpieć w
    pokorze i zasłużyć na życie niebieskie, czy może wolę po prostu być szczęśliwa
    tutaj z ukochanym ŻYWYM człowiekiem przy boku:(((

    Pozdrawiam ciepło

  • annubis74 06.09.09, 21:26
    droga ośmiorniczko
    co prawda sens dyskusji wierzącego z niewierzącym jest pewnie żaden,
    bo nie ma takiego punktu w którym spotkała by się Twoja
    bezgraniczna wiara i moje sceptyczne wątpliwości.
    To co piszesz jest pewnie przekonujace dla osób wierzących podobnie
    jak Ty, dla tych, którzy nie pytaja o sens, nie kwestionują, nie
    zgłaszaja wątpliwości. Choć moim zdaniem nic nie jest tak
    przerażajace jak ci którzy nie maja wątpliwości a wierzą że poznali
    prawdę objawiona. Z tego co pamiętam nawet Chrystus zwątpił wołając
    na krzyżu "Boże mój czemuś mnie opuścił"...
    Przytaczasz tu jako cuda jako dowody wiary - tak się składa że
    historia jest moja pasją - w średniowieczu, aby "pobudzić" religijną
    żarliwość - cuda "produkowano" masowo podobnie jak relikwie ponieważ
    miało miejsce masowe kupczenie relikwiami - do moich ulubionych
    przykładów relikwi należy szczebel z drabiny, która śniła się
    Jakubowi (mam nadzieję że nie pokręciłąm imienia)Mówisz o
    beatyfikacjach - myślę że wiara w cuda dotyczy takze osób
    wierzących - jakoś świadkami cudów nie są zazwyczaj osoby sceptyczne
    czy wątpiące
    Chętnie dałabym Ci się przekonać że jest miłosierny, kochający mnie
    Bóg który kieruje porzadkiem świat, ale to co piszesz nie przekona,
    obawiam sie, nikogo niewierzącego, wątpiacego, sceptycznego
    bo istota moich wątpliwości tkwi w czym innym niż znajomości tekstu
    biblijnego
    pozdrawiam
  • osmiorniczka030 06.09.09, 23:18
    Witaj Annubis!

    Oczywiscie oszustwa zdarzaly sie kiedys i zdarzaja sie rowniez w
    dzisiejszych czasach, dlatego tez jak juz mowilam Kosciol prowadzi
    czesto calymi latami dokladne badania tych cudow. Jednak ja je
    nazywam raczej "sladami Boga." Ja tez dlugo bylam wobec nich
    sceptyczna i moja wiara wbrew pozorom nie wziela sie stad, ze
    uwierzylam w jakis cud. One byly raczej potwierdzeniem obranej
    przeze mnie drogi. I taki jest chyba ich cel.

    Pytasz,dlaczego cuda spotykaja tylko osoby wierzace? Mysle, ze to
    nieprawda, wielu niewierzacych uwierzylo, bo bylo swiadkami roznych
    cudow, czy mialo swoje wlasne prywatne doswiadczenia istnienia poza
    cialem, przezycia z pogranicza smierci, czy spotkania z osoba
    zmarla.

    Natomiast dusze czysccowe maja pozwolenie na ukazywanie sie osobom
    bardzo swiatobliwym z prostego powodu - aby uzyskac pomoc tychze
    osob. Bo oni sie za nich modla i w ten sposob przynosza ulge w
    cierpieniach, gdyz nasza szczera modlitwa ma po tamtej stronie
    olbrzymia wartosc. Niewierzacy raczej by im modlitwa nie pomogli...

    Pozdrawiam.
  • annubis74 07.09.09, 10:57
    Droga Ośmiorniczko,
    ja nie mówię o oszustwach... po prostu zgadzamy się pewnie co do
    faktów a nie co do ich interpretacji.
    Dla Ciebie Biblia jest słowem bożym podyktowanym niemal przez samego
    Stwórcę - dla mnie jest tekstem o wartości mitologiczno-historyczno-
    filozoficznej napisanym przez ludzi i to niejako wybranych - oprócz
    relacji dotyczącej działalności Chrystusa zatwierdzonych przez
    Kościół istnieją teksty apokryficzne (min. Ewangelia wg Św. Tomasza -
    słyszał ktoś?) które nie znalazły się w kanonie zatwierdzonym przez
    Kościół. Nie mówiąc już o odkrytej niedawno Ewangelii wg JUdasza
    która powinna wg zrewolucjonizować spojrzenie na całą historię
    smierci Chrystusa.
    Wierzę że żył mężczyzna, Jezus Chrystus, który był wielkim
    myślicielem, filozofem, mędrcem i który za swoje zbyt śmiałe jak na
    owe czasy poglądy został skazany na śmierć. Myślę też że gdyby żył
    dziś to zostałby uznany za sekciarza, bo poglądy Chrystusa byłyby
    nie do przyjęcia dla obecnej hierarchii kościelnej.
    Cuda o których piszesz to moim zdaniem takie fiku miku, hokus pokus
    dla wszystkich niewiernych Tomaszów, którzy potrzebują dotknać i
    zobaczyć iwsadzić paluch aby uwierzyć. Ludzie potrzebują miejsc
    kultu, źródełek, relikwii czy nawet niegustownych dewocjonaliów kóre
    wzmacniałyby ich wiarę.
    Dla mnie zmartychwstanie ma miejsce corocznie na wiosnę w
    rozkwitajacej przyrodzie. Ludzie umierają, ludzie się rodzą. Cud
    narodzin, cud kiełkowania nowego życia z małej komóreczki to cud
    który przeżyłam na własnej skórze. To są cuda, a nie przemiana
    czegoś tam w mięsień sercowy (obrzydlistwo)
    W kontekście śmierci mojej Mamy te cuda mnie średnio pocieszają, ale
    wiem, że są i jeśli liczę na jakiś cud, to na to, ze w usmiechu
    mojej córeczki odnajdę uśmiech mojej Mamy.. może... kiedyś...
  • tilia7 07.09.09, 14:13
    annubis74 z ust mi wyjęłaś jak zwykle i cieszę się bardzo, bo miałam
    pisac prawie słowow w słowo to samo:)To się mniej dzięki Tobie
    naklikam:)
    Ode mnie jeszcze odnośnie Biblii.Niedawno całkiem była straszna
    afera, bo Doda powiedziała, że Biblię spisali jacyś napruci, pijani
    itd.ludzie.No otóż ja się z nią zupełnie nie zgadzam w tej
    kwestii.Biblię pisali ludzie bardzo trzeźwi i to nie tylko w sensie
    trzeźwości od alkoholu czy narkotyków, ale przede wszystkim w sensie
    trzeźwości umysłu.Ludzie mądrzy, oczytani, znajacy problemy
    społeczne już wówczas występujące.Bo musieli faktycznie dokonac
    takiej selekcji tych tekstów, aby Kościołowi dac do ręki narzędzie-
    precyzyjne, skuteczne i straszne, bo tym jest biblia(oprócz
    oczywiście jej wartości kulturowo-literackich)-narzędziem Kościoła.

    Chrystus jako sekciarz...no istotnie tak by było.Zwłaszcza, że
    głosił kult cierpienia.A to nie jest nic dobrego i wbrew pozorom
    rodzi wiele zła a nie dobro.Równie wywrotowe poglądy głoszą dziś
    chocby rastafarianie, którzy mówią o chrzcie poprzez ogień, wolności
    itp.I nikt nie czyni z nich głównego nurtu religii choc wyznawców
    mają mnóstwo.I wcale nie tak bardzo róznią się ich opinie
    (oczywiście, jeśli się zna kontekst kulturowy) od tego, co głosił
    Jezus.

    I te cuda.No to jest dla mnie niepojęte, że ludzie wierzący w Boga,
    w jego wielkośc i nieograniczoną moc, naprawdę muszą szukac
    potwierdzeń w cudach typu "Matka Boska ukazała się na szybie" a nie
    widzą cudu we własnym ogrodzie na przykład,gdzie wszystko ma swiją
    kolej, swój czas, gdzie widac i narodziny i śmierc i ponowne
    narodziny, gdzie z wsadzonej do ziemi brzydkiej burej cebulki
    wyrasta najpierw kiełek i listki, potem gałązka i pąk a na końcu
    olśniewa nas idealnie piękny, kolorowy, proporcjonalny do bólu kwiat
    np. lilii.Czego jeszcze chcecie na litośc boską?Nie starcza
    refleksja nad tym skąd w tej cebulce te kolory, zapachy,proporcje?

  • luna67 05.09.09, 01:38

    Hmmm...., niektorzy naukowcy twierdza, ze wielki wybuch w uniwersum dal poczatek
    zyciu (w co nie watpie, gdyz w bibli mozna tez o tym przeczytac).

    Ale sie zastanawialam; jak mogl powstac taki potworny wybuch z niczego. Jakim
    cudem ten przypadek (wedlug naukowcow) mialby doprowadzic do wielkiej eksplozji
    a ta miala by w milisekundzie przyczynic sie do powstania podstaw materi;
    kosmicznych i fizycznych zachowan, a te znowu do powstania galaktyk, slonc,
    planet itp.

    I jeszcze jeden przypadek sprawil (jeden na bilion to potegi entej), ze z
    martwej materi doszlo do jeszcze wiekszego cudu jakie jest zycie.

    Prawdopodobienstwo, ze ziemia powstala przez przypadek, jest z matematycznego
    punktu widzenia takie samo jak prawdopodobienstwo, ze po eksplozji drukarni
    bedzie lezal na wypalonej ziemi leksykon kilkutomowy (powstaly przy tym wybuchu).
  • tilia7 05.09.09, 08:31
    Hmm, tak to niezwykłe, fakt.Cud natury po prostu.Ale rozumiem, że uważasz, że
    bardziej prawdopodobne jest to, że w owej "drukarni" po prostu ZNIKĄD wziął się
    wszechmocny, inteligentne, pełen zapału twórczego drukarz?:)))Tak po prostu był
    od zawsze?Niestety, niektórzy, w tym i ja, zadaję pytanie skąd się tam kurczę wziął?
  • luna67 05.09.09, 17:57

    Uwazam, ze prawdopodobienstwo powstania przez przypadek leksykonu przy wybuchu
    drukarni bez uzycia sil boskich rowna sie zeru (tak samo odnosi sie do powstania
    zycia).

    Tak, wierze w Boga, w jego sile (energie) Boska (nie chodzi mi o staruszka z
    siwa glowa).

    Nasze rozumy sa za glupiutkie zeby zrozumiec, ze Bog byl od zawsze, gdyz
    widzimy, mierzymy i obliczamy nasz swiat materiany pod katem fizyki, chemi i
    matematyki panujacej tylko w naszym swiecie (w 3D wymiarze) materialnym.
    Nasza swiadomosc (duch) potrafi wiecej niz nam mogloby sie snic, ale jestesmy
    przez nasze ciala podporzadkowani temu swiatu i dopiero po smerci nasza dusza
    wraca do Boga, jest wszechwiedzaca i potrafi zrozumiec wszystko, co ukrywalo sie
    przed nasza swiadomoscia w cielesnym bycie.

    A podobno jest 10 wymiarow, ktore nigdy nie ujrzymy naszymi oczami materialnymi,
    ktore nie podlegaja naszym dzialaniom matematyki, chemi i fizyki.

    Fizyka kwantowa (nie do zrozumienia przez laikow) dowiodla na podstawie
    eksperymentow juz sprzed kilkudziesieciu laty (miedzy innymi Einstein), ze swiat
    materialny zbudowany jest z masy wibrujacej energi, a enerigia jest doslownie
    wszystkim co istnieje i nie podlega dzialaniu czasu, przestrzeni, silom fizyki,
    chemi i matematyki.

    Pytasz: "skad sie tam kurcze wziol?" Co stworzylo ta nasza energie?

    Odpowiedz od fizyka kwantowego brzmi: "ENERGIA (biliony razy silniejsza od
    naszej). Energia nie moze byc stworzona i zniszczona. Energia byla zawsze, jest
    i bedzie, a wszystko co istnieje jest jej przejawem".

    Idziesz do teologa i pytasz: kto/co stworzylo wszechswiat? a on odpowiada: "BOG,
    ktory byl od zawsze, jest i bedzie, nie moze byc stworzony i zniszczony, i
    stworzyl nas na obraz swoj i podobienstwo.

    Zauwaz, ze jest spojne wyjasnienie, zmodyfikowane inna terminologia.

    Jestesmy tu na ziemi uwiezieni w naszych cialach materialnych/energetycznych, i
    to nam przyslania spojrzenie na nasz swiat glebsza swiadomoscia, kim naprawde
    jestesmy. A jestesmy zrodlem niezniszczalnego i wiecznego BYTU, ktory pochodzi
    od Boga.

    Mozna by bylo w nieskonczonosc pisac.....
  • tilia7 05.09.09, 18:09
    A tak, z taką wizją, to ja się całkiem zgadzam.Myślałam, że masz na myśli pana z
    siwą brodą.Ale jeśli mówisz o energii, wymiarach itp.to zupełnie co innego.To
    jest bliskie mojemu widzeniu Boga
  • osmiorniczka030 05.09.09, 18:25
    Tilia, Ty mnie zawsze "rozbrajasz!" ;-)

    Jest i juz - wlasnie dlatego, ze jest Wszechmocny, Nieskonczony i
    Wiekuisty... Byl od zawsze i zawsze bedzie siedzial w tej
    swojej "drukarence" i drukowal sobie to "ksiazki", to "gazety",
    to "ulotki" i wszystko, co mu akurat przyjdzie do "glowy." ;-) To On
    istnieje poza czasem i poza przestrzenia, nie my. I tylko nasze
    ciala fizyczne umiescil w czasie i przezstrzeni, jak te rybki w
    akwarium, ktorym sie wydaje, ze sa takie madre, wszystko juz wiedza
    i ze swiat bez wody nie istnieje...

    Poza czasem jest wiecznosc - wieczne trwanie. On trwa
    wiecznie. "Jestem, ktory jestem", to "Ten, ktory byl, ktory jest i
    ktory bedzie."

    Pozdrawiam.
  • tilia7 05.09.09, 23:00
    No cóż Ośmiorniczko, jeśli się dzięki mnie chociaż uśmiechnęłaś, to zrobiłam
    dobry uczynek:)
    Dla mnie to jednak nie to samo, starszy pan z brodą i cała doktryna religijna, a
    jakaś forma energii, która nadaje światu sens - bo ona jest światem i świat jest
    nią.W naszym rozumieniu Boga jest jedna zasadnicza i najbardziej podstawowa
    różnica.Ty uważasz, że jesteśmy My i Bóg i że to są oddzielne, różne byty.Że
    musimy zasłużyć na łaskę, na niebo, odcierpieć swoje, bo on tak chce itp.Ja
    uważam, że Bogiem jest wszystko, co powstało z tej energii(również my - nie w
    sensie, że trzeba nas czcić jak boga albo, że sami jesteśmy wszechmocni,
    nie,tylko w sensie, że on nas nie tworzy oddzielnie)i jednocześnie Bóg jest
    wszystkim.Jak już kiedyś pisałam:miliony, miliardy czy co tam jest
    większego,maleńkich cząsteczek:ludzie, zwierzęta, kamienie, planety, kosmos,
    woda- wszystko.To wszystko jest Bogiem, wszystko ma swoje miejsce w tej
    układance.Samo, pojedyncze,nie ma wielkiego znaczenia.Ale bez nawet najmniejszej
    z tych cząstek Bóg jest niepełny.Dlatego w moim pojęciu nie ma jakiegoś innego
    miejsca, do którego odchodzimy po śmierci, to jest dalej ten sam świat, zostaje
    nasza energia, zmienia się tylko forma bytu, bo obumiera materia.Nie ma nieba i
    piekła, tylko to nasze miejsce, do którego wrócimy,nasze miejsce w układance;a
    mimo to,to czy jesteśmy dobrzy czy źli jest bardzo ważne, bo poprzez nasze czyny
    bóg jest lepszy lub gorszy - gdyż to my go tworzymy.
  • osmiorniczka030 06.09.09, 00:17
    Witaj...

    Podziwiam Cie Tilia, naprawde. Niezaleznie od tego, jak bardzo
    roznimy sie w naszych pogladach, jestes prawdziwym,
    poszukujacym "malym filozofem" :-)

    Ja jeszcze chcialam dodac takie male sprostowanie...

    Ja zawsze to podkreslam, ze wcale nie uwazam Boga za pana z broda,
    ani moja religia tak Go nie przedstawia. Tak tylko malarze
    przedstawiaja Go na obrazach. Ja tez uwazam Go za rodzaj wielkiej,
    inteligentnej sily.

    Wedlug mnie masz tez duzo racji w tym, ze Bog jest we wszystkim, bo
    i ja Go tak postrzegam.

    Roznica miedzy nami polega na tym, ze Ty uwazasz, iz Bog sklada sie
    z nas i wszystkiego, co jest na tym swiecie, ze nie moze istniec
    samodzielnie. A ja uwazam, ze jest zarowno wewnatrz nas, jak i na
    zewnatrz i ze moze istniec niezaleznie od nas tak, jak istnial zanim
    stworzyl nas i caly swiat.

    Ty uwazasz, ze stworzyl nas, albo tez sie sami stworzylismy z Niego
    i nie obchodzi Go, co sie u nas dzieje, a ja uwazam, ze wlasnie Go
    obchodzi i sie nami interesuje, co jednak nie znaczy, ze spelni
    kazda nasza zachcianke. Tak, jak rodzic nie spelnia kazdej
    zachcianki swego dziecka.

    Uwazam tez, ze gdyby nic nas nie czekalo po smierci, to te nasze
    wybory miedzy dobrem, a zlem nie mialyby zadnego znaczenia. Nie
    byloby tez zadnej sprawiedliwosci.

    Nie zawsze potrafie zrozumiec kazdy Bozy zamysl, ale tak, jak
    napisalas - mysle, ze o to wlasnie chodzi, iz nie mamy wszystkiego
    wiedziec. Zreszta mowil o tym sam Chrystus: "Nie ma nic tajemnego,
    co by sie objawic nie mialo i nic nie stalo sie ukrytym, ale po to,
    zeby na jaw wyszlo".

    Wierze, ze tak sie kiedys stanie.

    Pozdrawiam.
  • osmiorniczka030 05.09.09, 18:07
    Witaj...

    Uwazam, ze masz duzo racji w tym, co piszesz. Oprocz calego
    Wszechswiata jest rowniez organizm ludzki i kazdy inny organizm na
    tym swiecie, ktorego komorki i wszystkie uklady wewnetrzne dzialaja,
    niczym "program komputerowy". Oprocz tego mamy doskonale warunki do
    istnienia. Potrzebujemy pozywienia - no to je mamy w postaci roslin
    i zwierzat, potrzebujemy wody, no to ja mamy, potrzebujemy
    odpowiedniej temperatury, cisnienia, no to mamy parasol ochronny w
    postaci atmosfery, ktory chroni nas, by sloneczko za bardzo nie
    przypiekalo, lody nie zmrozily, cisnienie nie porozrywalo lub by nas
    nie pozabijaly "spadajace gwiazdy". Mamy tez grawitacje, bysmy nie
    pofruneli hen, w kosmos...

    Oczywiscie powie ktos, ze jest zupelnie na odwrot - ze istniejemy
    wlasnie dzieki temu, ze takie warunki zaistnialy. Czyli ze nastapilo
    po sobie tyle przypadkow.

    Ja osobiscie uwazam, ze swiat ma swojego Projektanta. Sprawa
    dyskusyjna jest, jak ten Projektant ten swiat stworzyl, co bylo
    pierwsze. Jednak nie mam watpliwosci co do istnienia tego
    Projektanta. Gdyby byl to naprawde przypadek, to nie byloby w tym
    wszystkim takiego bardzo przemyslanego ladu, takiej logiki,
    porzadku, takiej rownowagi, czy organizmow, ktore pod wzgledem
    biologicznym funkcjonuja, niczym "programy komputerowe". Wedlug
    mnie, to nie przypadek za przypadkiem, ale dzielo wielce
    inteligentnej sily.

    Pozdrawiam.
  • first.marionetka 05.09.09, 18:40
    Dla mnie dziwne jest to, że pomimo rozwijającej się techniki, technologii,
    informatyki itp. nadal jesteśmy tacy pozostawieni swojej intuicji, swojemu
    myśleniu, odczuwaniu w kwestii BOGA, sensu życia, śmierci.

    Ile osób tyle zdań, domysłów, założeń.
    Pozostaje wiara, jak od wieków.

    Niby są lektury mówiące o życiu po śmierci , rozwijające naszą świadomość, ale
    nadal jest potrzebna do tego wiara. Bo to mogło być sugestywne odczuwanie
    drugiego człowieka, a nie prawda jednoznaczna.

    Nadal pozostaję małym, nieoświeconym człowieczkiem, wobec wielkości Boga,
    wszechświata, śmierci.....................
  • luna67 05.09.09, 19:20
    First.marionetka, nie jestes malym nieoswieconym czlowiekiem, jestes czastka
    Boga, tak jak kazdy czlowiek na tym swiecie, i my wszyscy do kupy wzieci
    jestesmy jakby caloscia polaczona niewidzialna sila Boska, ktora od niego
    pochodzi, a wiec; ty to tak jak ja i odwrotnie; "...i kochaj blizniego swego jak
    siebie samego":-) Nie jestes sama, a tylko odgrodzona przez cialo fizyczne od
    innych i Boga.

    Pamietaj, ze nasze samopoczucie, mysli, samokrytyka, pragnienia, milosc robia z
    nas to, kim jestesmy. Musisz uwierzyc w swoje mozliwosci, ze jestes
    niepowtarzalna istota nie tylko dla swiata ale i dla Boga.

    Jak mialam 4,5 roku bylam po tamtej stronie..... i uwierz mi, ze jakbym nie
    miala tego przezycia to tez bym miala watpliwosci.

    I nie mow mi prosze, ze mi jest latwiej z tym doswiadczeniem. To ty masz nademna
    duza przewage: "...blogoslawieni ci, ktorzy nie widzieli, a uwierzyli", czyli ja
    juz tego blogoslawienstwa nie zaznam i musze cos innego kombinowac w moim zyciu
    cielesnym, zebym nie stanela przed Bogiem z pustymi rekami:-)
  • jaga_12 05.09.09, 23:34
    Luna, czy możesz opowiedzieć o swoim doświadczeniu?
  • luna67 06.09.09, 18:52
    Jaga_12, przeczytaj: "A tyle bylo znakow na ziemi, a my bylismy slepi" (pod
    koniec zamiescilam link)

    Wiem, ze to nie byl sen albo majaczenie (bylam w smierci klinicznej), to bylo
    wiecej niz terazniejsza rzeczywistos, bardziej realne niz przezycia sprzed
    godziny, a minelo kilkadziesiat lat. Pamietam kazdy szczegol..., i tesknie do
    tego miejscia do tych przezyc.....

  • tilia7 05.09.09, 23:02
    Więc może o to chodzi, że mamy nie wiedzieć.
  • mala_1984 10.09.09, 22:21
    Dziś przeczytałam, że Bóg doświadcza ludzi cierpieniem tu na ziemi, dlatego, że
    cierpienie w czyścu jest niewyobrażalnie bolesne. Bóg kocha człowieka, dlatego
    chce mu w jak największym stopniu zaoszczędzić tego cierpienia. Im większe
    cierpienie na Ziemi w życiu doczesnym, tym mniejsze w czyścu. Ponadto podobno
    dusza strasznie cierpi, gdy jej bliscy rozpaczają, więzią wtedy duszę, która
    przeżywa wówczas straszne cierpienia... Co tym myślicie???? Nie chcę skazywać
    mamy na męki przez mój egoizm... Przez mój ból...

    Ważna jest też modlitwa. Ciężko mi się modlić. Zazwyczaj robię to na siłę. Dla
    mamy. Mam nadzieję, że to też się liczy.
  • tilia7 10.09.09, 22:33
    Hmm, czyli Bóg już z góry wie, że lepiej mnie na wszelki wypadek ukarać
    cierpieniem teraz, żebym nie cierpiała potem.A za co mnie tak karze, jeśli mogę
    spytać?No dobrze, nie jestem idealna, mam swoje wady,popełniłam w życiu parę
    błędów, ale nie zrobiłam nic takiego, za co miałabym płacić takim bólem.Nie
    wiem, jak miałyby wyglądać cierpienia w czyśćcu, skoro te na ziemi są niby
    łagodniejsze.Ja czuję się, jak w piekle,bardzo mi przykro.
    Co do cierpienia duszy, kiedy bliscy rozpaczają.Uważam, że to jest bzdura.Bo
    niby co, mam się radować, że straciłam ukochanego człowieka?Czy udawać, że
    wszystko jest ok?Wszystkie narody, wszystkie kultury od pierwotnych poczynając
    znają coś takiego, jak okres żałoby.I z całym szacunkiem dla wszystkich dusz po
    tamtej stronie, ale my tutaj pozostali też chyba jesteśmy ważni.I skoro czujemy
    rozpacz po stracie to chyba wolno nam ją przeżyć?
  • edzia764 10.09.09, 22:57
    Tilia ...masz rację ... mamy prawo przezyc żałobę, w taki sposób
    jaki nam odpowiada ....
    Nie pytaj Boga o drogę do nieba,
    bo wskaże Ci najtrudniejsszą…
    Stanisław Jerzy Lec
    Pozdrawiam Cie serdecznie Irena
  • grazyna1965 11.09.09, 00:04
    Czytam te rozmowy o Bogu od początku, nie pisałam wcześniej bo po
    prostu nie mam ani takiej wiedzy, ani siły na takie rozmowy. Ale
    dzisiaj pozwalam sobie zabrać głos.Chcę sie odnieść do naszego
    cierpienia. Czy jest możliwe aby Bóg w ten sposób przygotowywał nas
    do pobytu w czyśćcu? Wątpię..jeśli jest miłosierny, dobry, kocha
    nas, ludzi to nie wierzę w to aby miał coś z ,,tym" wspólnego. Bo
    czy byłoby wtedy możliwe modlenie się do Niego? ,,Zabrał" nam
    bliskich a my modlimy się i szukamy ratunku u Niego? Nie wiem jak
    jest naprawdę, z resztą nikt na świecie nie ma takiej wiedzy, ale
    jeśli wlaśnie to Bóg jest moim ratunkiem i pomocą w tym jakże
    okrutnym dla mnie życiu to ja chcę myśleć, że Bóg nie jest temu
    winien. Nie wiem dlaczego straciłam moje jedyne dziecko, nie mogę
    tego ogarnąć ani rozumem ani sercem, ale to właśnie wiara pozwala mi
    teraz na życie. Nie mogę inaczej myśleć bo zwariuję. Nie wiem jak Wy
    ale ja codziennie szukam motywacji do przezycia kolejnego
    dnia, ,,układam myśli",żyję i czekam na dzień kiedy spotkam się z
    moim dzieckiem. Na początku byłam zła na Boga, rozżalona i
    rozczarowana..no bo jakże to? Ukarał mnie pozwalając na to żeby
    Patra umarła. Dziś, po 19 miesiącach, myślę, że Bóg nie miał z tym
    nic wspólnego. To człowiek, kierowca zabił moje dziecko, nie Bóg. I
    dlatego teraz mogę się modlić do Niego o szczęście dla Patryni, o
    Jej spokój i o to żebyśmy mogły się Tam spotkać.Błagam Go o jeszcze
    jedną szansę, na życie z moim dzieckiem. Gdziekolwiek teraz jest
    moja Patra to ja chcę być z Nią.Tylko to się liczy dla mnie. I
    pocieszające jest to, że umrę, kiedyś. Wszyscy umrzemy, to tylko
    kwestia czasu. Może to być nawet jutro..
    Co do żałoby i tego, że nasza rozpacz przeszkadza zmarłym, tez nie
    mogę się zgodzić. Przecież nie będziemy udawać, że jest nam dobrze,
    że jest ok. Bo nie jest. Pękają nam serca, tęsknimy do bólu..jak nie
    płakać? Jestem pewna, że moja Patra rozumie to, przecież gdybym to
    ja umarła to też rozpaczałaby. Czy mialabym Jej za złe to? Nie. I
    Ona też nie ma. Pewnie martwi się widząc mnie w takim stanie, ale
    rozumie i wspiera na każdym kroku. Na pewno pomaga mi jak tylko
    może. To Ona pomogła mi podjąć decyzję o powrocie do pracy bo
    wiedziała, że tylko w ten sposób będę mogła przetrwać. Wróciłam po 6
    miesiącach choć byłam już zdecydowana rzucić tę pracę. Ale pewnego
    dnia poczułam, że Patra chce żebym wróciła. Nie potrafię tego
    wytłumaczyć racjonalnie ale tak się ,,zadziało", że przyjęłam
    propozycję mojego szefa. Teraz tyram od rana o wieczora ale czuję
    wewnętrznie, że to była najlepsza moja decyzja od śmierci Patry. A
    już miałam taki stan, w którym nie widziałam innego wyjścia poza
    moją śmiercią. Przeżyłam te 19 miesięcy, pracuję, czuję, że mogę
    jeszcze zrobić coś dobrego w życiu, choćby miało ono trwać tylko
    chwilę. Jest mi ciężko, bardzo ciężko ale już wiem, że muszę tę
    resztę życia przeżyć dobrze, najlepiej jak tylko potrafię. A że nie
    mam inngo pomysłu na swoje życie jak tylko praca to..pracuję. I
    wiecie co? Ja też czuję obecność Patry przy mnie. Kiedy już nie mam
    siły, jestem tak strasznie wyczerpana psychicznie i fizycznie to
    zwracam się do Boga, proszę Go o siły na kolejny dzień.Czasami
    proszę Patrynię o wsparcie, o jakiś znak,o sen. Już nie śni mi się
    ale i tak wiem, że jest przy mnie. I czeka na mnie.
    Jeśli nie wiara to co? Obłęd? Szpital? Samobójstwo? Być może ktoś
    powie, że ta wiara w Boga to brak innego wyjścia w tej strasznie
    trudnej sytuacji, że to nasza ,,deksa ratunkowa". Tak, to prawda.
    Tak własnie się ratuję, robię to dla siebie i dla Patry. Z resztą
    wszystko co robię jest z myślą o moim dziecku. Może Bóg mi pomoże
    odnależć moje dziecko Tam gdzie pójdę kiedyś? Przecież jest dobry i
    miłosierny.
    Dobranoc
    Grażyna, mama Patryni

  • edzia764 10.09.09, 22:52
    cierpienie jest jak dźwięk dzwonka,
    który wzywa nas do modlitwy …..
    Chiara Lubich
    Mala ... wszystko sie liczy. Postepuj tak, jak wskazuje Ci serce ...
    zycze wytrwałości ...Irena
  • maretta111 11.09.09, 08:58
    Może i jest czyściec, może mój brat cierpi widząc mój ból,ale ja inaczej nie
    potrafię , bo kocham go teraz może jeszcze bardziej bo go obok nie ma"każda
    nieobecność osoby ukochanej ukaże w niej to co najbardziej cenimy". Kiedyż
    koleżanka mi "dowaliła" pisząc że w Stanach to tak mocno żałoby się nie
    przeżywa, że ja przesadzam itp. Ja myślę że to kwestia indywidualna a nie
    narodowa, cierpię i już nikt i nic tego nie zmieni.
  • halas1961 11.09.09, 10:06
    Kochana Grazynko
    Dziekuje Ci za te slowa. Ujelas w nich cala moja nadzieje i mysli w
    taki wlasnie sposob jak i ja bym chciala powiedziec. Tylko u mnie
    jeszcze pracy konkretnej brak. Ale zrobilam krok naprzod:) Zapisalam
    sie na prawo jazdy:) Mam nazdieje, ze Agatka bedzie czuwac i nie
    bede zdawala 10 razy:)
    Halina-mama Agatki
  • grazyna1965 13.09.09, 00:04
    Halinko, cieszę się, że zrobiłaś krok na przód..chociaż mnie się
    wydaje, że Ty tych kroków już masz zdecydowanie więcej:)I chyba ja
    też, choć nie tak dawno myślałam,że nie jestem w stanie już nic
    zrobić.Ale jakoś trwamy Halinko, dzień po dniu,godzina po godzinie.
    Czasami cofamy się, zapadamy, wpadamy w jakąś otchłań..ale coś
    sprawia, że jednak trwamy. Nie wiem czy to wiara w to, że spotkamy
    się z naszymi dziećmi czy miłość naszych Córeczek czy jeszcze
    coś..Myślę Halinko,że każdy dzień przybliża nas do naszych Dzieci.
    To jest dla mnie najważniejsze, ważniejsze od wszystkich innych
    rzeczy na tym świecie. Ale muszę czekać, niestety. Kiedyś nie mogłam
    nawet myśleć o śmierci, tak bardzo bałam się, że musiałabym zostawić
    Patrynię. A teraz? Teraz myślę o swojej śmierci bardzo często,
    jestem na to przygotowana bo wiem, że Tam jest moja Patrynia. I
    kiedyś Tam pójdę, będę z moim dzieckiem. Ale wiem też, że każdy
    dzień tutaj muszę przeżyć dobrze, na ile to jest możliwe. Jest mi
    trudno, czasami tak źle, że proszę Boga o jak najszybszą śmierć,
    zapominając o tym, że i tutaj mam męża, siostrę i rodziców. Ale Tam
    jest Patrynia, którą kocham najbardziej,i to z Nią chciałabym być.
    Dlatego to jest takie trudne Halinko. Z resztą sama wiesz jak to
    jest. Takie rozdwojenie. Chciałoby się być i tu i Tam, ale tak się
    nie da, niestety. Dlatego muszę czekać. Nie mogę o tym rozmawiać z
    nikim kto nie przeżył rozstania ze swoim dzieckiem, bo nie jest w
    stanie zrozumieć mnie. Dla kogoś kto nie stracił swojego dziecka
    może to wydać się ezgaltacją, histerią albo jeszcze czymś innym. Ale
    wiem, że Ty Halinko i wiele innych osób tutaj rozumie mnie, a to
    bardzo dużo. Tak jak napisałaś kiedyś, tutaj możemy pisać co
    czujemy, możemy wykrzyczeć swój ból, swoją złość, możemy znaleźć
    zrozumienie a czasami nawet coś więcej. Możemy czerpać siły. Dlatego
    też to miejsce jest szczgólne, inne od wszystkich.
    Pozdrawiam cieplutko
    Grażyna, mama Patryni
  • annubis74 11.09.09, 12:34
    poraziła mnie ta fantastyczna wersja bożej miłości
    to ja proszę by mnie wyłaczył ze swej miłości
    a po śmierci to chcę się zapaść w nicość, w ciemność, w nieświadomość
    i tyle
    cos mi jednak w tej teorii nie pasuje
    mamy chyba zbyt wielkie wobrażenie o sobie, chcemy wierzyć że bóg
    wybrał nas w jakimś celu, żebyśmy pocierpieli teraz to nas wzmocni
    na przyszłość - taki rodzaj boskiej szczepionki
    tylko co z tymi których nam odbiera po to byśmyy mieli szansę
    poprawcować nad naszym charakterem
    czy naprawdę moja Mama straciła życie, zebym ja mogła mniej ciepieć
    w czyśćcu - jeśli chodzi o mnie to mogłabym wylądować w piekle jeśli
    to miałoby zwrócić mojej Mamie życie
  • pajak_net 11.09.09, 13:39
    życia nikt już jej tu nie zwróci.Ale czy nie lepiej popravcować nad
    soba,by kiedyś znowu być gdzieś razem z nią, niż błąkać się po
    jakichś ciemnościach (na wypadek, gdyby jednak się okazało,ze nadal
    istniejecie)?
  • annubis74 13.09.09, 09:04
    wiesz, odrzuca mnie od czegoś takiego jak wiara "na wszelki wypadek"
    jest takie przysłowie "Panu Bogu świeczke i diabłu ogarek" na
    wszelki wypadek...
  • osmiorniczka030 12.09.09, 17:06
    Witaj Annubis!

    Nie, Twoja mama stracila zycie, bo czeka to kazdego z nas. Smierc
    jest jedynie brama do innego wymiaru zycia.

    Nasz swiat jest pelen zla, bolu nieszczescia, lez i cierpienia.
    Nasze ciala sie starzeja, w koncu umieraja, rozkladaja. Ale po
    smierci, jesli tylko tego zechcemy, mozemy sie znalezc w miejscu
    wiecznego szczescia.

    Jak wielkiego? Swiety Pawel Apostol powiedzial "ani oko nie
    widzialo, ani ucho nie slyszalo, ani serce czlowieka nie zdolalo
    pojac, jak wielkie rzeczy przygotowal Bog tym, ktorzy Go miluja."
    Staram sie z calych swoich sil w to wierzyc. Wiem, ze dla Ciebie
    pewnie to zadne pocieszenie, ale ja nie potrafie inaczej. Mozemy mu
    wierzyc albo nie. Ja wierze, ze tak wlasnie bedzie i ze nasi rodzice
    nadal zyja.

    A co do tego zbyt wielkiego mniemania o sobie... Wydaje mi sie, ze
    gdybysmy zupelnie nic nie znaczyli, nie zostalibysmy obdarzeni
    inteligencja, czy miloscia.

    Powiem Ci, ze ja tez mam czasami takie mysli, ze chcialabym nie
    istniec, zapasc sie pod ziemie, zasnac i juz sie wiecej nie obudzic,
    zeby tylko nic nie czuc, zeby tylko nie wiedziec, zeby tylko zwrocic
    Tacie zycie...

    Pozdrawiam.
  • halas1961 13.09.09, 08:59
    mmmmm
  • annubis74 13.09.09, 09:02
    Moja Mama straciła życie bo miała pecha zachorować na rzadką chorobę
    a poza tym przez opieszałość i zaniechanie lekarzy - tyle w wymiarze
    ziemskim
    kiedy odchodzili moi dziadkowie miałam poczucie straty, bólu,
    smutku, ale nie takiej dojmujacej krzywdy jak teraz - moja Mama
    miała 61 lat ale nie była osobą starą, a nawet starszą. Była pełna
    życia, energii, siły, radości... Mogła wnosić jeszcze tyle dobra,
    tyle szczęścia w życie innych. Nie sądzisz że takie osoby bardziej
    przydałyby się na tym "padole łez" niż w jakimś hipotetycznym niebie
    gdzie rzekomo gości samo dobro?
    Mam poczucie, że życie mojej Mamy nie dopełniło się naturalnie, ale
    zostało nienaturalnie, brutalnie przerwane - jakby los chciał
    powiedzieć: no tak, dobrze juz było, więc spróbujmy teraz czegoś
    innego...
    Więc dla mnie nie jest to naturalna kolej rzeczy...
    Wisz ośmiorniczko, w jednym z postów napisałaś że każdy z nas
    zakłada "maski" takze w żałobie - oczywiscie słowo maski nie zakłada
    hipokryzji - czytając Twoje żarliwe wpisy mam wrazenie ze są Ci one
    potrzebne by wzmacniać w to co wierzysz wbrew wątpliwościom.
    Rozumiem to, ale u mnie przeważają wątpliwości.
    Pozdrawiam
  • osmiorniczka030 11.09.09, 15:07
    Witaj!

    Uwazam, jest w tym duzo racji. Moim zdaniem tu, na Ziemi poznajemy
    zarowno smak Nieba, jak i Piekla, przechodzimy tez czesciowy
    Czysciec. Nasze ziemskie cierpienia przyjete na siebie dobrowolnie
    (jak Krzyz, ktory dobrowolnie wzial na siebie Chrystus)
    paradoksalnie pomagaja nam w osiagnieciu Zbawienia: "Jesli kto
    chce pojsc za mna, niech sie zaprze samego siebie, niech wezmie
    krzyz swoj na kazdy dzien i niech Mnie nasladuje."
    Im wiecej
    cierpienia "tu", tym szybsze nasze oczyszczenie "tam". W tym sensie
    kazda tragedia moze nam ogromnie pomoc.

    Jezeli wierzyc temu, co o smierci i cierpieniu mowia dusze
    czysccowe, to Meczennicy, ktorzy oddali zycie dla Boga odbyli swoj
    Czysciec na Ziemi i po smierci poszli od razu do Nieba. Dlaczego nie
    mialoby to spotkac wielu naszych Zmarlych?

    Wiele osob ma zal do Boga. Mi natomiast zal jest Boga. Uwazamy, ze
    Bog jest winien calemu Zlu na tym swiecie, ale nie chcemy zauwazyc,
    ze istnieje jeszcze Szatan, ktory do Zla namawia. Zapominamy, ze
    podstawowym celem Szatana jest przekonanie ludzi o tym, ze go nie
    ma. A moim zdaniem to jest tak, ze Bog jedynie to Zlo dopuszcza...
    Ziemia jest arena, na ktorej Zlo wciaz toczy walke z Dobrem. W jakim
    celu? Byc moze wlasnie o nas. Byc moze to my mamy zdecydowac, w
    ktorej druzynie gramy...

    Zapominamy tez o tym, ze cierpienia i smierc wziely sie na swiecie
    dlatego, ze czlowiek popelnil grzech pychy, chcial dorownac Bogu,
    myslal, ze sam moze decydowac o tym, co dla niego dobre, a co zle,
    uznal, ze Bog mu jest do tego niepotrzebny. Odwracajac sie od Boga,
    sami wybralismy droge grzechu, smierci i cierpienia. I nadal nie
    potrafimy wyciagac z tego wnioskow, nadal stawiamy sie ponad Boga, a
    w Nim samym wciaz upatrujemy czesto jedynie przyczyne wszystkich
    naszych nieszczesc.

    Mowienie o tym, ze wcale nie grzeszymy lub, ze mamy malutko
    grzeszkow, czy tez przekonanie o tym, ze Bog i tak mnie zbawi bez
    odrobiny checi z mojej strony jest wlasnie grzechem pychy stojacym
    na pierwszym miejscu wsrod grzechow glownych.

    Poza tym pamietajmy, ze punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia...
    Dla nas smierc, to wielka tragedia, ale dla naszych bliskich
    zmarlych, to wielkie szczescie. Dusze czysccowe mowia o tym, iz
    dzien smierci jest to "najwazniejszy dzien w ich zyciu,"
    takie "ponowne narodziny". Oni juz wiedza, ze jest zycie, oni juz
    wiedza, jak tam jest pieknie, oni juz wiedza, ze za jakis czas
    bedziemy znow razem.

    Milosierdzie Boze wcale nie polega na tym, ze Bog bedzie spelnial
    nasze zachcianki, ale polega na tym, ze Bog jest gotowy nas przyjac
    i pozwala nam oczyscic sie z grzechow. Bo inaczej nie da sie stanac
    przed Bogiem. Zadna niedoskonala dusza nie wejdzie do Nieba. Stad
    ten Czysciec. Ale cierpienia czysccowe sa troche inne. Zadna dusza z
    Czyscca, ktora poznala juz Boga i wie, ze zycie nie konczy sie w
    momencie smierci i poznala juz "tamten swiat," nie wrocilaby na
    Ziemie. Nie dlatego, ze nas nie kocha, ale dlatego, ze wie, jak tam
    jest. Chce jak najszybciej sie oczyscic i po tamtej stronie czekac
    na swoich bliskich. Cierpienia czysccowe sa inne, niz te na Ziemi.
    Sa spowodowane niemozliwoscia ogladania Boga, ktorego juz poznaly.

    Nie wiem nic na temat tego, czy nasza zaloba jest dla naszych
    bliskich zmarlych jakas przeszkoda. Wiem, ze gdybym to ja znalazla
    sie po tamtej stronie i nie mogla nic powiedziec, ani napisac, to
    widzac, jak bardzo moi bliscy cierpia, zrobilabym wszystko, by
    przeczytali oni cos waznego, jakas ksiazke, czy wazny tekst,
    obejrzeli jakis wyjatkowy program, uslyszeli cos pokrzepiajacego,
    czy spotkali na swej drodze odpowiednia osobe i w ten sposob
    znalezli odrobine nadziei i pocieszenia.

    Ja wole wierzyc w to, ze tak wlasnie sie dzieje, niz obawiac sie, ze
    moje lzy komus gdzies w czyms przeszkadzaja.

    Pozdrawiam.
  • mala_1984 11.09.09, 16:51
    Ja mysle, ze my cierpiacy jestesmy strasznymi egoistami. Myslimy tylko o wlasnym bolu, o wlasnym cierpieniu. Zakladamy, że Boga nie ma, a co jesli jednak jest??????? Czy niewarto sie zastanowic, ze jesli to wszystko prawda to skazujemy bliskich na meki. Obrazamy sie na Boga, nie modlimy sie i w ten sposob nie robimy sobie najwiekszej krzywdy, tylko wlasnie naszym bliskim. Oni podobno nie moga w zaden sposob sobie pomoc i tylko nasza modlitwa moze im pomoc, nawet wystarczy krotka, ale aby byla. I wiem, ze pisaliscie, ze myslenie o ukochanych to pewnego rodzaju modlitwa. Jednak to nie to samo. Bo wlasnie chodzi o to, aby przemoc zal, zlosc, bunt i modlic sie. Ja nie robie tego dla siebie, aby moje cierpienie bylo mniejsze w czyscu. Robie to dla mamy. Aby skrocic jej cierpienie. Bo mozemy zakladac, ze Boga nie ma, ale co sie stanie jezeli jednak jest...... Tak jak pisze osmiorniczka, to szatan podsuwa nam te zle mysli o Bogu, dziala i zaciera rece. Pamietajmy, ze szatan walczy o kazda dusze w czyscu. Moja mama byla bardzo dobrym, kochajacym czlowiekiem. Wszyscy mowili, ze odrazu pojdzie do nieba. Ksiadz na pogrzebie powiedzial cos co bardzo mnie poruszylo. Powiedzial, aby modlic sie za zmarlych, bo tak naprawde nie wiemy jaki teraz jest ich stan. Dla nas byli najukochanszy, ale byli tez zwyklymi ludzmi, zatem grzeszyli. Mysle dlatego tez, ze modlitwa jest bardzo bardzo wazna. Mi jest bardzo, bardzo trudno porzucic egozim, chce rozpaczac to rozpaczam, ale to nie przeszkadza rowniez sie pomodlic.
  • tilia7 11.09.09, 18:44

    Ja myślę, że w żałobie jest to normalny stan, że się buntujemy, wściekamy,
    oskarżamy wszystko i wszystkich, nie potrafimy poradzić sobie z bólem i
    rozpaczą, więc pytamy, kto za to odpowiada i jaki to ma sens.Jeśli ktoś tego
    nigdy nie czuł, ale tak naprawdę i szczerze, to zastanawiam się czy przeżywa
    żałobę, czy tylko pisze na forum.Bo nawet najbardziej wierzące osoby, które tu
    są,mają momenty załamania, kiedy się złoszczą, buntują i krzyczą na Boga, w
    jakikolwiek sposób by Go pojmowały.Mało tego, Bóg ma sens tylko wtedy, jeśli
    potrafi ten ból zrozumieć.Jeśli jest, i jak chcecie jest "Istotą" a nie po
    prostu "kosmiczną układanką" to powinien mieć na tyle rozumu i/lub miłosierdzia,
    żeby zrozumieć skąd ten nasz ból i wściekłość wynikają.
    Poza tym kłótnia z bogiem też jest rozmową, a to oznacza, że też jest
    modlitwą.Jeśli kochałam kogoś i teraz za tym kimś płaczę i wściekam się, to
    swoimi emocjami daję świadectwo, że to była dla mnie osoba dobra, kochana,
    troskliwa, niezastąpiona.Czyli modlę się za nią tylko inaczej.Przypominam, że
    nawet Wasz biblijny Bóg najbardziej ukochał te dzieci, które błądzą w drodze do
    Niego.
  • mala_1984 11.09.09, 19:54
    Piszesz "Jeśli ktoś tego nigdy nie czuł, ale tak naprawdę i szczerze, to zastanawiam się czy przeżywa żałobę, czy tylko pisze na forum."

    To ja nie przezywam szczerze i naprawde zaloby a tutaj jestem dla rozrywki????????????????????????????? Czytalam Twoje wypowiedzi za kazdym razem jak cos pisalas i nie spodziewalam sie po Tobie takich slow. Jak tak mozna??? Nie masz pojecia NIC o mojej zalobie, moim bolu i rozpaczy. Ja nie mam pojecia o Twoim bolu, ale czy Cie oceniam, czy pisze, ze Twoja zaloba jest NIESZCZERA?????????????????????????? Naprawde pytam JAK TAK MOZNA??????????????????????????????? To ze pisze, abysmy sie modlili do Boga to znaczy, ze przestalam cierpiec, ze udaje????????????? Naprawde nie pojmuje dlaczego tak napisalas. Musze Ci powiedziec, ze moja wiara bardzo, ale to bardzo podupadla. Przestalam chodzic do kosciola, bo sprawia mi to tyle bolu, ze potem musze dochodzic do siebie dlugo. Napisalam tylko co czuje, co wczoraj przeczytalam, to byly moje przemyslenia. Bo my tu na ziemi mozemy sobie pomoc w cierpieniu, mozemy chociaz komus sie wyzalic, wykrzeczec, a zmarli moga liczyc tylko na nasza pomoc. Ja sama mam w sobie duzo zlosci i zalu, ale nie wyladowuje sie na innych cierpiacych i nigdy nie podwazalam niczyjej szczerosci uczuc.

    To bylo naprawde przykre i okrutne co napisalas.
  • tilia7 11.09.09, 22:46
    mala_1984 przepraszam,jeśli wzięłaś to do siebie, nie to było moim
    zamiarem.Napisałam tylko, że jeśli ktoś nie ma żadnych wątpliwości to nie
    przeżywa tej żałoby w pełni.Nie miałam najmniejszego zamiaru oceniać Twoich
    uczuć, nigdy w życiu bym sobie na to nie pozwoliła.Moim celem było tylko
    napisanie, że mamy prawo czuć się wściekłe i obrażone na boga albo wręcz w niego
    wątpić.Przepraszam Cię jeszcze raz, jeśli Cię to zabolało i zapewniam, że nie
    miałam na myśli tego, co wyczytałaś w mojej wypowiedzi.Moja wina, może źle to
    sformułowałam.Pozdrawiam serdecznie i proszę nie chowaj urazy, bo teraz mnie
    jest przykro.Nikogo nie chciałam tym urazić.
  • mala_1984 12.09.09, 10:09
    Ciesze sie Tilia, ze napisals, ze wyjasnilas. Nie kazdy potrafi powiedziec
    pzepraszam, niby jedno slowo, a zazwyczaj ludzi kosztuje tak wiele. Moze to ja
    wyolbrzymiam wszystko. Sama uwazam, ze mamy prawo czuc zlosc i zal. Pisalam o
    porzuceniu egozimu i o modliwtie bo dla mnie jest to bardzo trudne. Ja mam mase
    watpliwosci, codziennie o tym rozmyslam. To myslenie, ten bol jest przeciez
    silniejszy. Ja zaczelam sie modlic przed snem, gdy nie moge zasnac. Bo przeciez
    nie cche codziennie brac tabletki uspokajacej, a bez niej bym nie zasnela.
    Zadziwiajace, gdy sie modle... Zasypiam. Moze to przypadek, ale tak sie wlasnie
    dzieje. Pomagam zatem mamie troszeczke i przy okazji sobie, wyciszam sie i
    uspokajam.
  • osmiorniczka030 11.09.09, 21:30
    Witaj Mala!

    Musze Ci powiedziec, ze jestes bardzo madra i bardzo dzielna osoba!
    Ja tu sie dwoje i troje, a Ty wlasciwie w jednym poscie doskonale
    ujmujesz to, co ja bardzo nieudolnie od dawna probuje wszystkim
    przekazac. Nie kazdy ma odwage zmierzyc sie z tak trudnymi dla nas
    sprawami pomimo ogromnej tragedii, jaka nas wszystkich spotkala.

    Zal, bunt, krzyk, zwatpienie to sa nasze naturalne reakcje. Chyba
    tak jest, ze prawie kazdy zwatpil, prawie kazdy krzyczal, prawie
    kazdy pytal, dlaczego. To bardzo wazne, co piszesz. Moze warto
    pomimo naszego wielkiego nieszczescia popatrzec troche dalej, niz na
    siebie samego, przemoc zal, zlosc, bunt i pomodlic sie chociazby po
    to, by pomoc naszym Bliskim.

    Ja dodam jeszcze, ze zadna modlitwa nie jest stracona. Jesli nasi
    Zmarli juz jej nie potrzebuja, modlitwa ta pomaga innym
    potrzebujacym duszom.

    Bardzo sie ciesze, ze dostrzegasz potrzebe pomagania Zmarlym i
    dzielnie walczysz z wlasnym egoizmem. Tak trzymaj!

    Pozdrawiam serdecznie.
  • mala_1984 12.09.09, 10:17
    Zebym to ja taka byla jak napisalas osmiorniczko... Prawda jest taka, ze pisze
    jedno, a robie nieco inaczej. Jest mi sie trudno przelamac, zamykam sie w swoim
    bolu, nie dopuszczam nikogo do siebie. Bo to jest moj bol i nikt mnie nie
    zrpzumie, a przeciez tata i siostra tez cierpia i modla sie bo wynika to z ich
    serca, a ja musze sie zmuszac bo inaczej nie umiem. Siostra mowila, ze taka
    modlitwa na sile sie nie liczy i musze zaczynac od poczatku. Mam nadzieje, ze
    jednak sie liczy. Przypomnialam sobie przy okazji tych rozmyslen, ze mama jak
    zamawiala msze za zmarlych z naszej rodziny to zawsze dodwala aby msza
    odprawiana byla za wszystkie dusze cierpiace w czyscu. Jaki byl z niej
    wspanialy, dobry czlowiek:( Zawsze myslala o innych, nigdy o sobie:(
  • osmiorniczka030 12.09.09, 13:46
    Witaj!

    Nawet wielki orzeł, ktory gdzies tam sobie szybuje w przestrzeniach
    był kiedyś malutkim pisklaczkiem, ktory stawial pierwsze kroki.

    Tak samo wielu z nas zaczyna swoja droge wiary. Krok po kroczku.
    Czesto nie chcemy otworzyc oczu. Czesto nie chcemy sluchac. Czesto
    boimy sie wzleciec. Czesto upadamy. Czesto wydaje sie nam, ze juz
    umiemy latac, gdy tak naprawde potrafimy jedynie trzepotac
    skrzydelkami :-) Wazne, zeby nie stac w miejscu, ale isc do przodu.

    Jesli zas chodzi o modlitwe, to ja osobiscie uwazam, ze miernikiem
    jakosci modlitwy jest jej szczerosc, a nie latwosc, czy trudnosc w
    jej odmawianiu. Jesli jest szczera, jest wielkim darem dla Twojej
    Mamy, czy innych Zmarlych. Mysle, ze w Twoim przypadku modlitwa
    wlasnie wyplywa prosto z serca.

    Mysle, ze dla Boga pokonywanie wewnetrznych slabosci ma ogromna
    wartosc. Mozna wybrac latwa droge i cale zycie litowac sie tylko nad
    soba, ale mozna wybrac droge trudna i sprawic, by to nasze zycie
    czemus sluzylo, zlitowac sie nad innymi.

    Kardynal Stefan Wyszynski powiedzial kiedys tak: "Kazda wielka rzecz
    musi kosztowac i byc trudna. Tylko rzeczy male i liche sa latwe."

    Zycze Ci duzo sily i odwagi na tej Twojej trudnej, ale jakze waznej
    drodze.
  • annubis74 13.09.09, 09:10
    mówisz że Twoja Mama była dobrym człowiekiem a myślisz że jeśli nie
    wypowiesz iluś tam modlitw za jej duszę to trafi do piekła????
    Po takich postach mam ochotę aż stanąć w obronie tego nieszczęsnego
    Boga którego uważacie chyba za strasznie małostkowego...
    Moja Mama była dobrym, pełnym miłości i empatii człowiekiem,
    pomagajacym innym, wyjatkowym. Nie była specjalnie wierząca, a
    przynajmniej nie religjna. Ale swoje życie przeżyła uczciwie i tak
    naprawdę zgodnie z boskimi przykazaniami. Więc jeśli On jest to to
    doecni i bez moich modliwt które w tej chwili brzmiałyby fałszywie i
    obraźliwie
  • mala_1984 13.09.09, 10:21
    Wiem, ze mama napewno pojdzie do nieba, to wiem napewno. Modlitwy maja sprawic, aby trafila tam szybciej i aby mniej cierpiala. Podobno nasza modlitwa bardziej im pomoga niz mozemy to sobie wyobrazic. Ich cierpienie chodz bardzo szczere to nie ma takiej mocy jak nasza modlitwa. Nikt nie wie czy to prawda, sama sie nad tym czesto zastanwiam. Jednak jezeli istnieje jakis sposob, abym ulzyla mamie w cierpieniu to dlaczego mam tego nie zrobic? Bo cierpie????? Mama napewno by sie za mnie modlila i duzo wiecej niz ja za nia teraz. Wiadomo, ze Bog ma na uwadze to, ze czlowiek byl uczciwy i dobry w zyciu doczesnym, jednak to za malo. Kazdy grzeszy kazdego dnia i trzeba to pozniej odpokutowac. Chociazby ta nasza pycha, jestesmy tacy dobrzy, wspaniali itd. Taki juz czlowiek jest, sama taka jestem. Uwazam sie niewiadomo za kogo, czasem troche pokory i mi nie zaszkodzi. Mi sie wydaje, ze zadna modlitwa nie brzmialaby falszywie i obrazliwie. Zwlaszcza w momencie kiedy pokonujesz ta ogromna bariere zlosci do Boga. Ja musze Ci powiedziec, ze czesto mam tak, ze sie modle i zaraz krzycze na Boga w myslach. Ksiadz mi powiedzial, ze mimo tych moich mysli moge chodzic do komuni, wiec chyba nie jest taki zly ten Nasz Bog.

    Pisalas, ze Twoja mama miala 61 lat, gdy odeszla.... Moja kochana miala 51:(( Wiec moze marne to dla Ciebie pocieszenie, ale mialas mame o pare ladnych lat dluzej.
  • tilia7 11.09.09, 18:32
    Ośmiorniczko napisałaś: "Nasze ziemskie cierpienia przyjęte na siebie
    dobrowolnie" - ja nie przyjęłam i nie przyjmuję na siebie tego cierpienia
    dobrowolnie, bo zostałam postawiona przed faktem dokonanym.

    I chyba tyle, do reszty nie mam siły się odnieść, bo mam gorączkę a jak czytam o
    Szatanie to mam gorączkę tym bardziej.Zwrócę tylko uwagę, że Szatan był upadłym
    aniołem i jak WSZYSTKO został stworzony przez Boga.A więc jego niedoskonałość,
    tudzież zło i tak źródło ma w Bogu.

    Pozdrowienia serdeczne
  • osmiorniczka030 11.09.09, 21:32
    Witaj Tilia!

    Nikt z nas nie ma wplywu na to, kiedy kogo dotknie smierc. Ale
    wlasnie w momencie smierci osoby bliskiej, czy innej wielkiej
    tragedii, jaka nas spotyka Bog zadaje nam pytanie: "W ktora
    strone teraz pojdziesz, Czlowieku?"
    Bo "kto wytrwa do końca,
    ten będzie zbawiony."
    Przyjac cierpienie znaczy powiedziec "badz
    wola Twoja," pomimo tak ciezkiego krzyza, jaki wszyscy niesiemy.
    Niestety sama wiem, jakie to trudne :-(

    Co do Szatana, to masz racje - jak wszystkie stworzenia, rowniez
    zbuntowani Aniolowie zostali stworzeni przez Boga. Ale jak kazde
    Jego stworzenie oni rowniez byli wolni. Zlo i bunt przeciwko Bogu
    jest juz ich wlasnym wyborem. Jak powiedzialam Bog dopuszcza
    istnienie Zla z sobie tylko znanych powodow. My mozemy sie tylko
    domyslac.

    Pozdrawiam serdecznie.
  • jaga123-0 12.09.09, 18:13
    Ośmiorniczko! Pisałam już, że wolę czytać niż się wypowiadać, ale na twoje posty
    powinnam codziennie odpisywać, tylko brak mi na to sił. Co ty wypisujesz. W
    momencie śmierci bliskiej osoby Bóg zadaje nam pytanie, w którą stronę teraz
    pójdziesz człowieku? Kto wytrwa będzie zbawiony. Rozumiem, że znasz Boga i
    dlatego wiesz jakie On zadaje pytanie.Skoro tak wszystko wiesz o Bogu, to
    powiedz mi, jaki cel ma Bóg aby nas gnębić. Właściwie już napisałaś (przecież Ty
    wiesz wszystko),żebyśmy byli zbawieni. Tylko wiesz, ja nie chcę być zbawiona
    przez Śmierć Swojego ukochanego Syna. Nie chcę, ale muszę. Ja nie chcę być
    zbawiona, chcę,żeby mój Syn żył a zbawienie nie jest mi potrzebne, potrzebne
    jest mi moje dziecko, tu i teraz.
    Kolejna bzdura, zbuntowani aniołowie zostali stworzeni przez Boga, ale jak każde
    stworzenie oni również są wolni. Jasne, ja też jestem wolna i mogę robić co
    chcę, prawda? To ja chcę, aby moje dziecko wróciło tu, na ziemię. I co, nie
    wraca? Ktoś powie, Pan Bóg dał ludziom wolną wolę, mogą robić co chcą. Ci
    głodujący w Afryce, umierający na wojnie, mordowani okrutnie też mogą robić co
    chcą, jasne. Kupy się to nie trzyma. A ja myślałam, że wiesz dlaczego Bóg
    dopuszcza istnienie zła, myślałam, że wiesz o Bogu wszystko, myliłam się. Pozdrawiam
  • 198-3mk 12.09.09, 19:34
    Przyznaje Osmiorniczce 100% racje!!!
    Tak Jago, to jak przeżyjemy stratę Naszych bliskich, zalezt od
    tego, czy zaufamy Bogu, czy też w Niego zwątpimy....
    Sama jestem matką, która od czterech lat, boryka się ze stratą
    swojego pierworodnego dziecka :( 10 miesiecy walczyłam razem z Nim z
    chorobą nowotworową... Przegraliśmy... Miał 22 lata... Może powiesz,
    że jest mi już łatwiej bo tyle czasu mineło.../ Usłuszałam to już na
    tym forum/. Ale dla mnie też, najpierw był tydzień, miesiąc, dwa,
    piętnascie... Itd... Aż doszłam do tego etapu...
    Ja przeszłam tą drogę razem z Bogiem, i robiłam wszystko, aby mój
    syn też w Niego nie zwątpił, tylko odwrotnie... Pragnełam aby siły
    do walki z chorobą, czerpał od Boga... Udało mi się... Chwała Bogu
    za to... Nie pozwolił mi w Niego zwątpić... Czas żałoby, też
    przechodziłam inaczej. Spokojnie... Bez buntu... Bez żalu do całego
    świata... Podołałam tylko dlatego że miałam się na Kim oprzeć...
    Ludzie pytali, jak ty to robisz? Odpowiadałam, że moja miłość do
    syna jest silniejsza od bólu jaki po sobie pozostawił...
    Trudniej się Kocha tych którzy odeszli... Ale ja Kocham Marcina aż
    po grób... Moja miłość do Niego będzie wieczna...
    H.Sienkiewicz napisał,"Otchłań śmierci zostawia wierzącym nadzieję
    wspólnego życia na drugim brzegu,niewierzącym-wspólnej nicości"
    Walcze ze sobą każdego dnia, aby zapełnic czymś pustke w soim
    sercu jaka została po Marcinie... Walka z wiatrakami... Bo tej
    pustki niczym nie da sie wypełnić...Ale wierze, że moje dziecko już
    nie cierpi, bo patrzenie na jego cierpienie, było chyba dla mnie
    gorsze aniżeli Jego śmierć... Smierć Go wybawiła... Uwolniła...
    Uśmiechał się, kiedy umierał...:) A ja? Ja spokojnie czekam na
    spotkanie z moim synem... Mam gorsze i lepsze dni... Ale zawsze
    mówię, Bądz Wola Twoja Panie...
    Możesz mnie zlinczować po tych słowach. Ale czasem musimy
    powalczyć same ze sobą, a za Naszych Kochanych zmarłych, nie ustawać
    w modlitwie... Beata-mama Marcina...

    Ośmiorniczko pisz!!!! Twoje słowa są balsamem dla mojej duszy...
  • jaga123-0 12.09.09, 20:11
    Pozwól, że stratę Mojego Dziecka przeżyję po swojemu. I mam prawo, przyznasz,
    zrobić to z Bogiem lub bez, to mój wybór.Słyszałam już rady, żeby przestać
    użalać się nad sobą. Nie użalam się nad sobą, tylko nad tym, że moje dziecko nie
    może cieszyć się życiem. Tylko tyle, albo aż tyle.
  • tilia7 12.09.09, 22:21
    jaga123-0 masz prawo użalać się również nad sobą, bo spotkała Cię straszna
    tragedia i okrutna strata.Nie wiem skąd w ludziach te zasoby dobrych rad pod
    tytułem:"przestań się nad sobą użalać", "będzie dobrze", "nie myśl już o tym",
    "trzeba żyć dalej" itd.Nic nie musisz, nic nie trzeba.Masz prawo to przeżywać po
    swojemu i tak długo jak będziesz tego potrzebowała.Robi się nam wodę z mózgu z
    tym zbieraniem się w sobie.Owszem, docelowo, chodzi o to, żeby się zebrać w
    sobie i żyć dalej.Ale najpierw trzeba przeżyć to co się stało.Mamy prawo do
    buntu, wściekłości, żalu, poczucia braku sensu.Mamy prawo pytać, szukać i iść
    własną drogą
  • grazyna1965 13.09.09, 01:06
    Jago,chciałabym tylko Ci powiedzieć, że wiem co czujesz. Moja córcia
    zginęła 3 lutego 2008 r w wypadku. Moje jedyne dziecko, moja
    największa miłość, mój Cud. Miała tylko 23 lata. W ułamku sekundy
    zawalił się mój świat.Runęło wszystko co miało dla mnie sens.
    Pytałam Boga DLACZEGO mi to zrobił, dlaczego pozwolił umrzeć mojemu
    Dziecku..przecież miałam tylko Patrynię. Czy aż tak bardzo byłam
    złym człowiekiem? Co takiego zrobiłam w życiu, że Bóg skazał mnie na
    taką karę? Jakicel miał w tym Bóg? Czemu to miało służyć? Miliony
    pytań, na żadne z nich nie dostałam odpowiedzi. Nie wiem nawet sama
    skąd wzięłam siły na to wszystko. Nie pamiętam wiele z pierwszych
    tygodni po śmierci Patry, byłam sparaliżowana wręcz, czułam, że
    umarłam. Nie interesowało mnie nic, zupełnie.Nie wychodziłam z domu,
    nie robiłam zakupów, jadłam bo mąż mnie zmuszał do tego.Woził mnie
    do psychiatry, do psychologa, na cmentarz. Siedziałam tylko w domu,
    czytałam wszystko co tyko znalazłam w internecie dotyczących
    życia "tam". Szukałam dowodów na to, że jest Tam życie. Pewnego dnia
    znalazłam to forum, zaczęłam czytać zachłannie, każdy wpis. Dopiero
    wtedy zobaczyłam, że nie tylko ja tak cierpię, że są też matki takie
    jak ja. Po raz pierwszy dotarło do mnie, że są hospicja dziecięce.
    Przedtem żyłam w innym świecie, nie wiedziałam, że jest tyle
    ludzkich tragedii, że umiera tylu młodych ludzi na nawotwory. To
    tutaj spotkałam matki, które opłakiwały swoje dzieci, cierpiące
    żony, córki.. dzięki tym ludziom przetrwałam najgorszy okres mojego
    życia. Nawet nie wiesz Jago ile dały mi pozytywne listy Halinki, jej
    niezłomna wiara i ufność. Zazdrościlam Jej tego bo we mnie było tyle
    złości, agresji. Nie wiem jak to się stało ale dzisiaj, po 19
    miesiącach od śmierci Patryni potrafię już pracować, próbuję
    żyć.Piszę próbuję bo wciąż nie wiem co będzie jutro,ale ja już nie
    myślę w kategoriach ,,jutro". Żyję dzisiaj. Walczę o każdy dzień dla
    siebie. Żyję dla Patry. Kocham moje dziecko, myślę o Niej w każdej
    sekundzie mojego życia, piszę do Niej, modlę się o to żeby była Tam
    szczęśliwa. Chodzę codziennie na cmentarz, dbam o Jej grób. Płaczę
    bo tak straszliwie tęsknię za Nią. Chcę wierzyć, że Patra jest Tam
    szczęśliwa. Mam swoje wyobrażenie Boga, dlatego nie włączam się w
    dyskusje o Nim. Jago, nikt tak naprawdę nie wie jaki jest. Każdy ma
    prawo do swojego wyobrażenia, do wiary w Niego bądż nie. Ja wierzę,
    że jest. Nie mogę znieść myśli, że mogłoby Go nie być, albo, że moja
    Patrynia przestała istnieć. Ona jest, czeka na mnie. I własnie ta
    wiara w spotkanie z moim dzieckiem pozwala mi żyć. Bo jeśli miałoby
    być inaczej to po co mam żyć?
    Ściskam Cię mocno Jago
    Grażyna, mama Patryni
  • 198-3mk 12.09.09, 20:13
    Nachodzi mnie jeszcze jedna refleksja...
    Przecież kazdy z nas wie, ze śmierć mamy wpisaną w swoje życie..
    Tak bardzo cieszymy się, kiedy rodzi się nowy człowiek... A
    przecież to maleństwo nie wie, co czeka Go, w tym nowym dla niego
    świecie... A jednak rodzi sę i wszyscy się radują...
    A umieranie... Przecież też nie wiemy co tam Nas czeka...
    Malenstwo, które się rodzi, nie może nam nic przekazać z czasu jego
    życia płodowego... Tak samo umarli, noe mogą Nam nic przekazać...
    To tajemnice, nad tajemnicami...
    Czytałam kiedyś taka przypowieść w książce, pt. Aniołowie są wśród
    nas, pisze tam, że każdy człowiek rodzi się z wgłebieniem w górnej
    wardze, dlatego bo przed narodzinami, Bóg położył Mu palec na ustach
    i powiedział, " Cii, nic nie widziałes i nic nie słyszałeś".
    Zabawne, ale uwazam ze może być realne...

    Jeszcze jedno... Na tym forum są ludzie, którzy wierzą, i ludzie
    którzy nie wierzą w Boga, albo tacy którzy wątpią... I kazdy ma
    prawo do swoich racji... Tylko po co te niepotrzebne sprzeczki,
    udawadnianie jest, czy go nie ma... Czy nie prościej by był, jesli
    kazdy z Nas, wybierze sobie na forum to co uważa, że dla niego jest
    dobre, co może mu pomóc...
    Ja czytam wiele wpisów, ale mało odpowiadam, dlatego aby nie
    napisać czegoś, czym mogłabym Kogoś obrazić...
    Jedno czego nie boje się napisać, to to, że sami musimy uporać się
    z własną tragedią... Nikt tego krzyża nie zdejmie z naszych
    ramionach... Musimy podnieść się sami... bez względu na to, kogo
    straciliśmy... A to wymaga walki... Walki samym z soba... Nie możemy
    pozwolić na to aby żałoba Nas zniszczyła... Chyba że tego chcemy...
    Pozdrawiam, wszysrkich bez wyjątku... Beata-mama Marcina.
  • 198-3mk 12.09.09, 20:22
    Jago....
    Jestem ostatnia osobą, która miałaby jakiekolwiek prawo, do
    narzucania Ci czegokolwiek... A tym bardziej do tego, jak masz
    przezyć swój ból po stracie syna...:(
    Ale uwarzam że jesteśmy tu tez po to, aby rozmawiać o swoich
    doświadczeniach... Wymieniać między sobą opinie, jak sobie radzimy z
    taką stratą... Ale nie przeszło mi przez myśl, że jesteśmy po to,
    aby się wzajemnie obrazać...
    PozdrawiamCie Cieplutko, i życzę dużo siły... Beata-mama Marcina.
  • halas1961 12.09.09, 21:56
    Jaga stracila syna 4 miesiace temu. W wypadku... My, ktore patrzylysmy na
    cierpienie naszych dzieci w chorobie zegnalysmy sie z nimi wczesniej. Jeszcze
    kiedy zyly. My mialysmy czas???my zaczelysmy zalobe wczesniej, znacznie
    wczesniej...jeszcze kiedy nasze dzieci zyly. Wiedzialysmy, ze odejda, ze cucd
    sie nie zdarzy. Mimo nadziei do konca wiedzialysmy...Jaga nie jest jeszcze w
    stanie zaakceptowac tego co sie stalo, nie jest w stanie jeszcze sie pogodzic. U
    niej to jeszcze okres obwiniania wszystkich lacznie z sama soba, rodzina i
    Bogiem w roli glownej...I tak reaguje chyba kazdy kto stracil dziecko w
    wypadku...Niech Jaga krzyczy, niech obwinia kazdego, niech nawet na nas tu na
    forum krzyczy, jesli jej to ma pomoc...To minie, to minie Jago moja kochana,
    zobaczysz ze minie...Tesknota nie minie, bol sie oswoi, ale zlosc minie i milosc
    do syna nie minie...
    Halina-mama Agatki
  • halas1961 13.09.09, 08:31
    Zniknely trzy wpisy z wczorajszego wieczora. Tilii, wagi i moj. Nic w nich
    obrazliwego dla nikogo nie bylo. Byly to wpisy raczej wspierajace Jage. Wpisy
    ktore zachecaly ja aby krzyczala, mowila i wyrazala swoje opinie na forum bo ma
    do tego prawo. Wpisy mowiace o tym ze nie ma co sie obrazac, ze mozna sie nie
    zgadzac z opinia innego forumowicza i o tym napisac wprost. Jednak jest na
    forum ktos kto sie z tym zgodzic nie potrafi, bo wpisy zostaly skasowane. Jest
    na gorze taka zakladka"skasujcie". Nigdy nawet nie pomyslalam zeby z niej
    skorzystac. A tu prosze, milosc wlasna i brak pokory u kogos przewazyly . To
    jednak przykre. Nigdy wczesniej nic sie takiego nie dzialo...Napewno sam
    administrator tego nie zrobil, bo nic kompletnie nic w tych wpisach zlego nie bylo.
    Pozdrawiam
    Halina-mama Agatki
  • halas1961 13.09.09, 09:04
    O rany przepraszam wszystkich. Komputer mi cos szwankuje. Nie bylo widac postow
    kilku z dnia wczorajszego i myslalam ze zostaly skasowane. No i ten glupi list
    dlatego napisalam. A co do kasowania wypowiedzi to faktycznie to dziala jak
    napisalam. Pozdrawiam Przepraszam. Komputer dwie godziny tak szwankowal:(
    Halina-mama Agatki
  • tilia7 13.09.09, 14:14
    Ale ja ich teraz też nie widzę:(
  • tilia7 13.09.09, 14:13
    Halinko, nie zwróciłabym pewnie uwagi na to, ale faktycznie zniknęły.No to
    nieładnie ktoś postąpił i tylko umocnił mnie w złym nastawieniu do oszołomów,
    którzy jednak tej chrześcijańskiej miłości i tolerancji nie mają.No i tak to
    właśnie jest.
  • halas1961 13.09.09, 08:55
    Moi drodzy zniknely trzy wypowiedzi z wczorajszego wieczora. Tili, Wagi i moja.
    Wypowiedzi zglosil do usuniecia ktorys z uzytkownikow forum. Na gorze strony
    jest taka zakladka"skasujcie". Dzwonilam do gazety i sie dowiedzialam, ze mozna
    post do usunecia zglosic klikajac na to slowo i oni na ogol tego postu wogole
    nie czytaja, nie oceniaja czy to cos niezgodnego z netetykieta, tylko kasuja i
    tyle. Zrobilam probe na swoim wpisie, faktycznie zniknelo.W tych trzech postach
    nie bylo nic obrazliwego dla nikogo. Byly zachcecniem Jagi do wyrazania swoich
    opini na forum, byly o tym ze nie ma tu za co sie obrazac bo jestesmy ludzmi
    doroslymi, kogos irytowaly wypowiedzi innej forumowiczki i o tym napisal wprost,
    itd. Jednak widac sa osoby na forum uwazajace, ze takie wypowiedzi im nie na
    reke, ze tylko to co one uznaja na forum ma byc prawo wpisane. Nigdy nic
    podobnego sie nie dziala na forum. Widac czyjas milosc wlasna urazona i brak
    kompletny pokory, no to do skasowania bo mi nie na reke. Przytocze w skrocie
    swoja wypowiedz wczorajsza. I jesli ponownie skasowna zostanie bede ja
    przytaczac do skutku:)nie doslownie, bo nie kopiowalam:)
    "Tilio, moje chrzescijanskie podejscie jest takie samo:)
    Jestesmy dorosli i nie ma co sie obrazac, trzeba starac sie rozumiec ze pisanie
    jest czesto w wielkich emocjach , we lzach i w bolu. Jago jesli musisz tu
    krzyczec-krzycz, jesli chcesz tu plakac -placz, jesli nie zgadzasz sie z czyimis
    przemysleniami - masz prawo to napisac, jesli masz inny poglad- tez tu masz
    prawo to napisac, jesli chcesz powiedziec innemu forumowiczowi ,ze moze jest
    malo wyrozumialy, itd - tez w sposob kulturalny masz prawo to napisac....Po to
    jest to forum. Jago jestesmy tu wszyscy (jedni krocej, inni juz ponad rok,
    dluzej) zeby sie wzajemnie wspierac, zeby razem wychodzic powoli z cierpienia."
    I kochani do tej pory bylo to forum tak zupelnie inne niz wszystkie, nikt sie
    nie obrazal, nie kasowal cudzych wypowiedzi...Wielka szkoda, bo to byly listy do
    Jagi i jej moze byly potrzebne...
    Halina-mama Agatki
  • halas1961 13.09.09, 08:55
    mmmmmmmm
  • jaga123-0 13.09.09, 09:03
    Halinko! Dziękuję Ci za te ciepłe słowa. Wczoraj miałam tragiczny dzień, dlatego
    może mój tak wielki żal. Przepłakałam cały dzień, wieczorem zasiadłam przed
    komputerem i ta moja reakcja. Nie chciałam nikogo urazić ani też pisać w co ma
    wierzyć.Masz rację, nie jestem jeszcze w stanie ani zaakceptować ani pogodzić
    się z tym, co się stało. Oby mój żal do całego świata minął, nie jest mi z tym
    dobrze.Bo tęsknota, przeszywający ból, moja miłość bezgraniczna nigdy nie minie.
    Pozdrawiam ciepło
  • tilia7 12.09.09, 22:32
    198-3mk myślę, pisałam już zresztą gdzieś o tym, że kiedy odchodzi stąd bliska
    osoba, to tak naprawdę nie martwimy się o to, co ją tam czeka i czy tam jest czy
    jej nie ma, tylko odczuwamy naszą stratę tutaj i to z tą naszą stratą nie
    potrafimy sobie poradzić.To nie jest dyskusja o tym czy lepsze jest życie na
    ziemi(bo jakie jest to każdy widzi jak tu wszyscy razem jesteśmy) czy w
    ewentualnym raju,piekle i czyśćcu.To jest dyskusja o tym, w co wierzyć lub nie
    wierzyć, żeby nie zwariować,dlatego, że ich TUTAJ z nami nie ma.

    Dyskusja o tym czy Bóg jest czy go nie ma jest w pewien sposób bez sensu, bo i
    tak nikt pewnie nikogo nie przekona a dowodów, ŻADNYCH, nie ma żadna ze
    stron.Natomiast jest inny sens w tej dyskusji - odreagowanie, wylanie tej
    duszącej złości, żalu.Jedni podbudowują w ten sposób wiarę, inni wyrażają
    wątpliwości, wszyscy dzięki temu mamy możliwość powiedzieć, co czujemy i zająć
    czymś myśli.A obrażanie, hmm, jesteśmy tu chyba wszyscy dorosłymi ludźmi.Nikt
    nikogo nie zmusza do pisania, nikt nikogo nie zmusza do czytania.Jeżeli weźmiemy
    pod uwagę, że każda osoba tu obecna pisze pod wpływem emocji i bardzo ciężkich
    przeżyć,jeżeli do wszystkich tych przeżyć odniesiemy się z odpowiednim
    szacunkiem, to nie mamy się o co obrażać.Ale może to tylko moje
    niechrześcijańskie podejście zakłada, że tak można:)
  • halas1961 12.09.09, 22:51
    Tilio- Moje podejscie chrzescijanskie tak samo zaklada:)
    Chcesz krzyczec-krzycz, chcesz plakac-placz, chcesz sie dzielic swoja
    prywatnoscia-rob to, chcesz powiedziec wszystkim, ze na Boga sie pogniewalas-
    zrob to, chcesz powiedziec ze nadal w Boga NIE watpisz - powiedz to, chcesz
    napisac ,ze masz inne zdanie, ze cos Ci sie nie podoba w podejsciu innego
    forumowicza - tez masz prawo to napisac...I jak do tej pory w zadnym z wpisow
    nie zauwazylam nic obrazliwego. Choc niektorzy za wyrazenie swojego odmiennego
    zdania sie obrazaja:) Na innych forach to dopiero sie dzieje, tu jest pelna
    kultura, obrazac sie nie ma za co...
    Halina-mama Agatki
  • tilia7 12.09.09, 23:11
    Dziękuję Halinko.Ja też uważam, że nie ma się o co obrażać.I cieszę się,że są
    też tolerancyjni chrześcijanie:)Nie, no przepraszam, bo to brzmi jednak
    złośliwie.Ale cóż zrobię, mam takie przykre niestety doświadczenia.Ludzie tak
    łatwo odrzucają tych, którzy inaczej myślą, inaczej czują.A przecież wiara
    katolicka zakłada miłosierdzie.Dobrze, że czasem można znaleźć choć kilku
    sprawiedliwych:)
    Pozdrawiam ciepło
  • waga_a 12.09.09, 21:46
    Jestem matką, która straciła ukochanego, dorosłego Syna. Wyjątkowego.
    Po ponad rocznej męce i walce umarł na nowotwór. Od razu nie miał żadnych szans.
    Pomimo, że minęło 3 lata, ból, niedowierzania i tęsknota jet taka sama.. To co
    się stało, jest nie do przyjęcia i nie do ogarnięcia, ani sercem ani wiarą..
    Jeszcze raz powtórzę, co już kiedyś napisałam.. Bóg zawiódł mnie straszliwie,
    opuścił w najtragiczniejszym momencie...
    Rzozumiem Cię Jago i myślę i czuję tak samo.

    A większość wypowiedzi Ośmiorniczki czytam z wielkim zażenowaniem...
    I ta jej irytująca pewność, że wie wszystko najlepiej o Bogu..
    Gosia
  • tilia7 12.09.09, 22:40
    waga_o bo to jest chyba tak, że jak się samemu nie jest do końca czegoś pewnym,
    to mówi się o tym z nadmierną pewnością, żeby siebie samego przekonać i nie
    dopuścić do głosu wątpliwości.Dlatego niektóre osoby z taką pewnością piszą o
    Bogu, jakby były, widziały i nie mogły się nadziwić, że inni mogą tej
    oczywistości nie dostrzegać

  • anika98 12.09.09, 23:48
    Droga Wago nie naleze do osob wierzacych,ale nie naleze rowniez do
    tych,ktorzy wykluczaja Jego istnienie-poprostu nie wiem,szukam mojej
    drogi.Czytam z zainteresowaniem wszystko i nie jest powiedziane,ze
    musze we wszystko wierzyc,czy musi mi sie podobac.Nie osmielam sie
    jednak krytykowac,bo pod kazdym z pseudonimow na tym forum znajduje
    sie osoba,ktora ma uczucia,ktora cierpi i przede wszystkim,ktora ma
    prawo napisac to co mysli.Nie widze powodow,zeby sprawiac komus
    przykrosc tylko dlatego,ze mylsli inaczej niz ja.Pozdrawiam.
  • pam_71 14.09.09, 14:44
    A Ja uważam, że nie ma ani szatana ani boga.
    Wiara w "coś wyższego" potrzebna jest nam - słabym ludziom, aby
    jakoś znaleźć sens w codziennym życiu. Aby poczuć
    się "lepiej" .... ;-) Od początku swojego istnienia (tj od momentu
    kiedy praczłowiek zszedł z drzewa) poszukiwał owego "sensu" ... w
    bożkach, legendach, niestworzonych opowieściach ....
    Czy wolno mi tak myśleć ?! Powiem szczerze ... czytając wasze
    wypowiedzi jakos nie sądzę. Jesteście tacy tolerancyjni, ale "ja
    będe się smażyć w piekle" ;-p
    Przepraszam, jesli kogoś uraziłam, ale nie rozumiem wywoływania
    tematu "Rozmowy o Bogu" nie dopuszczając innych "racji" jak tylko
    swoje ... bo moje jest najmojsze ...
    Pozdrawiam wszystkich bez wyjatku.
    Pam
  • pam_71 14.09.09, 14:59
    Trochę mnie ruszyło jak widzę "po czasie" ;-)
    Napisałam tę odp. nie doczytawszy wpisów z drugiej strony .. teraz
    jakoś mniej "emocjonalnie" to widzę ;-)
    Dzięki Halinko i Tilio ;-)
  • annubis74 13.09.09, 09:26
    a ja mam ochotę śmiać się z tego szatana (choć śmiech to raczej
    szyderczy)- faceta z rogami i widłami, jakiegoś transcendentalnego
    bytu na którego tak łatwo zrzucić winę
    mam w głowie wizję jakiejś reklamy, gdzie na jednym ramieniu siedzi
    aniołek w piórkach, a na drugim diabełek z widłami
    łatwo jest usprawiedliwiać swoje grzechy podszeptem faceta z rogami
    i widłami, ale tak naprawdę to szatan jest w nas - w naszych
    grzeszkach, złych uczynkach, złych myślach, złych słowach
    I napawdę na nikogo nie musi polować, bo sami chętniej wybieramy te
    drogę niz bardziej wyboista ścieżkę dobra...
    Szatan to my, sami dla siebie
  • tilia7 13.09.09, 14:18
    A mnie jest Szatana żal. Szatan jest najsmutniejszą postacią w literaturze albo
    jedną z najsmutniejszych.Szkoda mi go.Wszyscy sobie nim wycierają buźki.Tak
    łatwo na kogoś zwalać odpowiedzialność.Tak trudno wziąć ją na siebie.
  • annubis74 13.09.09, 19:30
    Może masz rację. W końcu to Upadły Anioł. A przecież wszechwiedzący
    Bóg musiał wiedzieć od początku, że Szatan się zbuntuje...
    I dzięki temu możemy łatwo wskazać palcem - to nie ja, to przecież
    Szatan jest wszystkiemu winien
  • 198-3mk 13.09.09, 14:41
    Ty Halinko masz prawo... Ty Jago masz prawo...?/ Z całym
    szacunkiem, do tego przez co teraz przechodzisz/... Wiele innych na
    tym forum ma prawo... A dlaczego ja mam go nie mieć...?
    Nikogo nie uraziłam... Żadnej z Was nie obraziłam... A Wy huzia
    na Józia... I jak Wam to zgrabnie poszło...:(
    Ja tylko chciałam podzielić sie z Wami tym, jak ja przeszłam przez
    najgorszy czas żałoby, po stracie dziecka... Bo ja też cierpie,
    jeżeli wogóle, przyszło Wam to do głowy...
    Nikomu nie narzucałam nic, co miałoby oznaczać wiarę w Boga, czy w
    to, że Jego nie ma... To sprawa indywidualna, każdego z Nas...
    Proszę przeczytać jeszcze raz moje wczorajsze wpisy, i jesli
    znajdziecie tam choćby jedno zdanie, jedno słowo, że coś komuś
    narzucam, zwrócę wam honor... Bo takowy posiadam....
    Jedna z Pań pisze, że jej syn był wyjątkowy... Nie wątpię w to...
    Ale mój SYN dla mnie, też był JEDYNY... KOCHANY.. NIEZASTĄPIONY...
    Tak jak każdy zmarły, o którym piszecie na tym forum...
    Dziwi mnie to, dlaczego tak Wam przeszkadzają wpisy Ośmiorniczki na
    temat istnienia Boga... Uwazam, że skoro przynosi Jej to, jakąś
    ulgę, to też ma do tego prawo...
    Zawsze bedzie tak, że ile ludzi to tyle opini,odmiennych zdań i
    poglądów...

    Halinko Kochana... Co do znikajacych wpisów, to nie moja sprawka...
    Nawet nie wiem, jak sie je kasuje:)
    Życzę Wam wszystkim, bez wyjątku, tego spokoju w sercu, który
    pomoże Wam, przejść przez tak trudną drogę w Waszym życiu...
    Życzę Wam,takiej mądrości, abyście swojemu bólowi... Swojej
    rozpaczy... Swojemu gniewowi, po stracie swich bliskich, nie
    pozwolili na to, aby Wasze SERCA, zamieniły się w czare, wypełnioną
    po brzegi goryczą...

    Pozrawiam Wszystkich Cieplutko...
    Beata-mama Marcina, Ktora też bardzo cierpi po straci swojego syna...
  • halas1961 13.09.09, 17:13
    Droga Beatko
    Nikt nie zabrania Ci wyrazania swoich odczuc i opinii. I nikt nie napada na
    Ciebie. Raz jeszcze wszystko poczytalam. Nikt Ci niczego nie zarzucal, zle chyba
    odebralas. Raczej wiekszosoc listow byla skierowwana do Jagi, aby ja ze tak
    powiem pocieszyc, ze ma prawo do swojego sposobu przezywania, ze nie musi
    odpowiadac na pytanie zawarte w tytule Twojego postu"dokad pojdziesz Jago..."
    Beatko naprawde nie ma sensu podejrzewac, ze my na ciebie huzia. Przeczytaj na
    spokojnie raz jeszcze wszystko. A ze zniakajacymi postami juz wytlumaczylam
    ...cos sie dzialo z komputerem albo ze strona, lub tez moze nasi bliscy sie tu
    wtracali:) naprawde nie bylo wpisow i glupio pomyslalam ze zotaly usuniete.
    Slaby ze mnie czlowiek jesli takie podejrzenia mialam, bardzo
    slaby...przeprosilam za to, raz jeszcze przepraszam jesli ktos sie poczul
    skrzywdzony. Jak pisala Tilia pelno tu emocji, lez, pelno ludzi tak roznych od
    siebie, ale uwazam nadal, ze jest to jedno z najbardziej niezwyklych miejsc w
    sieci. Jedno z miejsc gdzie spotykaja sie niezwykli ludzie, do ktorych i Ciebie
    Beatko mozna zaliczyc. Beatko spokojnie podejdz do wszystkeigo. Takie dyskusje
    sa tu nieuniknione...Jak pisze Tilia jestesmy dorosli, nie bierzmy wszystkiego
    tak bardzo do siebie. Ja czasem tez ten blad popelniam...i sie czuje obrazona, a
    potem mysle nie bylo powodu, to wszystko mija i wychodzi, ze nie bylo warto sie
    tak denerwowac. Co do wpisow Osmiorniczki sa tacy co je czytaja, sa tacy ktorym
    dzialaja na nerwy, sa tacy co w nich pocieszenie znajduja. Przeciez Osmiornczka
    kiedy chce pisze i nikt jej nie zabrania. A jesli ktos napisze, ze go to irytuje
    coz w tym zlego. Przeciez ma prawo kogos irytowac. Tak jak ma prawo irytowac
    kogos moja bezgraniczna ufnosc w spotkanie z corka i moje naiwne wiersze. I
    niech tam , niech ktos nawet to wypowie ja i tak bede wierzyc. Wiec nie
    zabraniajmy pisania innym ze cos ich irytuje. My mozemy tez napisac swoja
    opinie. Wszystko odbywa sie jak narzaie w granicach (moim zdaniem)nikogo nie
    raniacych. Beatko nie czuj sie urazona:)
    Pozdrawiam
    HAlina-mama Agatki
  • 198-3mk 13.09.09, 21:07
    I znowu Halinko, żle mnie odebrałaś...
    Ja na nikogo się nie obraziłam... Za stara jestem, aby takie sprawy
    wywołały we mnie takie emocje,jak obrażanie sie... Mnie chodziło o
    moje wpisy, czy jest tam choć jedno zdanie, które mogłoby urazić
    Jage... Bo moim zdaniem, o to własnie Wam chodziło, w całym tym
    zamieszaniu...
    Niestety jesteśmy tylko ludźmi, i tak jak piszesz Halinko, kazdy z
    nas ma inny temperament, inne podejście do oceny danego tematu.
    Myslę że czegoś innego oczekiwałam na tym forum...
    Pomyliłam się... Chociasz sama też nie jestem aniołem...
    Jeszcze raz podkreslam, na nikogo sie ni obraziłam...
    Poradziłam sobie sama przez 46 miesiecy, więc chyba dalej też dam
    radę... Po co tracić energię na jakieś bzdurne niedomówienia...

    Życzę Wam, abyście znalazły tutaj to, czego szukałyście...
    Aby to forum, spełniło Wasze oczekiwania...
    198-3mk Beata-mama Marcinka...
  • osmiorniczka030 13.09.09, 21:16
    Moi drodzy Forumowicze!

    Nadszedl chyba moment, abym to ja wypowiedziala sie w swojej wlasnej
    sprawie, bo od moich tekstow zaczal sie caly spor. Nie chce, by moje
    wpisy kogokolwiek ranily. Skoro tak sie dzieje, to znak dla mnie, ze
    moja obecnosc na tym forum dobiegla juz konca. Ale zanim odejde
    pozwole sobie jeszcze na kilka refleksji.

    Beatko!
    Coz powiedziec... Jestes wielka! Dziekuje :-)

    Martus!

    Przytulam Cie bardzo, bardzo mocno. Ty wiesz, ze jestem z Toba... :-)

    Mala!
    Walcz, nie poddawaj sie! Bede Ci kibicowac :-)

    Anika!
    Wielkie dzieki za wyrozumialosc :-)

    Grazynko!
    Twoja Patunia zyje i ma sie dobrze. Ciesze sie, ze w to wierzysz :-)

    Halinko!
    Agatka moze byc z Ciebie dumna. I jeszcze jedno. Mmmmmmm... ;-)

    Annubis!
    Jestem przekonana, ze Bogu mozna mowic "TAK" na rozne sposoby i ze
    dla Boga najwazniejsze jest to, co mamy w sercu :-)

    Jago, Wago...

    Rozumiem Wasze poirytowanie, rozgoryczenie i Wasz wielki bol. Jesli
    Was urazilam - przepraszam. Nie bede Was dluzej draznic swoja osoba.
    Zycze Wam duzo sily i mimo wszystko wiary w to, ze smierc nie jest
    koncem istnienia.

    A Tilie zostawilam sobie na "deser." :-)

    Pamietaj Tilia, ze "kto sie czubi, ten sie lubi" :-)
    Bardzo serdecznie Ci dziekuje za wszystkie rozmowy i poswiecony mi
    czas.

    Kurcze, bedzie mi brakowalo tego "medrka-antychrysta." Coz, szybko
    sie przywiazuje... I kogo ja teraz bede ewangelizowac... ;-)

    Dlaczego rozmowy o wierze i Bogu?

    Kiedy trafilam na to forum, to ja szukalam odpowiedzi na liczne
    pytania i watpliwosci, dotyczace wiary. Zadawalam pytania o sens
    smierci, cierpienia i sens naszego zycia. Nie bylo nikogo, kto by
    chcial odpowiedziec mi na moje watpliwosci. Po roku wiele rzeczy
    zaczelo ukladac mi sie w logiczna calosc. Chcialam podzielic sie tym
    z Wami w nadziei, ze w ten sposob pomoge komus na forum tak
    zagubionemu w wierze, jak ja bylam 1,5 roku wczesniej. Dla mnie
    samej byl to rowniez pewien rodzaj terapii.

    Nie kaze nikomu w nic wierzyc. Wiara jest sprawa indywidualna i
    kazdy sam decyduje o tym, w co wierzy. Kazdy z nas o sprawach
    ostatecznych mowi tak, jak je rozumie, ja rowniez, co wielokrotnie
    podkreslalam. Zastanawiam sie tylko, dlaczego tak bardzo przeszkadza
    niektorym moja mocna wiara. Czy to jakis grzech? Czy lepiej by bylo,
    zebym udawala, ze nie wierze? Ja wcale nie twierdze, ze wszystko
    rozumiem i ze znam odpowiedz na kazde pytanie, ale jesli cos jest
    dla mnie jasne, to dlaczego mam sie nie wypowiedziec, skoro ktos
    inny o to pyta?

    Wszystkim Forumowiczom dziekuje za rozmowe ze mna i poswiecony mi
    czas, czy po prostu za to, ze przez te 1,5 roku bylismy razem. Bo
    przeciez tak naprawde nie jest wazne, jakie kto ma poglady, ale zeby
    byc w tym nieszczesciu razem. Dziekuje, ze byliscie ze mna.

    Pozdrawiam.
  • halas1961 13.09.09, 21:49
    Osmiorniczko i Beatko zrobicie jak uwazacie, ale z powodu jednej dyskusji zeby z
    forum znikac. Rozumiem jesli ktos stwierdzi, ze juz forum nie jest mu
    potrzebne... bo daje rade sam, itd. Moim zdaniem te kilka wypowiedzi to nie jest
    powod aby odchodzic z forum. Osmiorniczko tak jak sa przeciwnicy tak i sa
    zwolennicy Twoich wypowiedzi a i sa tacy co tak jak ja maja spojrzenie na Twoje
    posty jakby posrodku(zeby sie nie rozpisywac za wiele). Absolutnie to nie powod
    aby z forum odchodzic. Zachecam do pozostania:)POza tym nie odebralam nigdzie,
    ze Twoje wpisy rania, ze irytuja owszem, denerwuja... a to wielka roznica.
    Czasem irytacja i zdenerwowanie sa poczatkiem zmian w mysleniu:)
    Pozdrawiam
    Halina-mama Agatki
  • halas1961 13.09.09, 21:59
    Aha i jeszcze Osmiorniczko moim zdaniem jesli twoje pisanie wywoluje nieraz tak
    duze emocje znaczy ze jest wazne. Gdyby pozostalo bez odpowiedzi, gdyby
    forumowicze obojetnoscia na nie zareagowali to byloby zle. A reakcja nieraz
    gwaltowna dobrze moim zdaniem wrozy. Nie wyglupiaj sie i z forum nie odchodz.
    Halina-mama Agatki
  • tilia7 13.09.09, 22:21
    No i jeszcze chciałam się podpisać pod tym, co pisze Halinka.Bo faktycznie
    niewiele wątków wywołuje aż tyle emocji i odpowiedzi.A skoro tak to jest to
    ważne, niezależnie od tego, do jakich w końcu wniosków każdy z nas dojdzie.
    Pozdrawiam ciepło
  • tilia7 13.09.09, 22:18
    Ośmiorniczko, bardzo mi przykro, że masz zamiar mnie przestać ewangelizować, bo
    ja też mam takie uczucie, że kto się czubi ten się lubi.Mam inne zdanie na temat
    religii i faktycznie czasem zbyt autorytarnie wypowiadasz swoje opinie, ale mnie
    one nie obrażają ani nie robią mi żadnej przykrości.Jak wspomniałam jestem osobą
    dorosłą i skoro biorę udział w dyskusji, to biorę również pod uwagę, że ktoś ma
    prawo do innego zdania.Dla mnie ta wymiana poglądów była bardzo ważna, również
    dlatego, że musiałam starać się ubrać w słowa to, co czuję i w co sama wierzę.A
    co za tym idzie przyjrzeć się dokładniej temu, w co sama wierzę.
    Będzie mi smutno bez Ciebie.Jeśli miałabyś ochotę to napisz na mojego maila
    gazetowego, odpiszę na pewno, bo jak wspomniałam, nie zgadzam się z poglądami a
    przede wszystkim z tą Twoją pewnością, ale jako osobę darzę Cię dużą
    sympatią.I, co też myślę ważne, dziękuje Ci bardzo, bo ta dyskusja ma dla mnie
    ważne znaczenie również dlatego, że choć na chwilę odrywałam się od myślenia o
    swoim bólu.Dziękuję ci za poświęcony czas
  • anika98 14.09.09, 00:24
    Osmiorniczko,jestem na tym forum od roku,chociaz bardzo rzadko
    zabieram glos.Byl to dla mnie niezwykle ciezki rok-ten
    pierwszy.Przezylam go rowniez dzieki temu forum,dzieki Wam
    wszystkim.Mam nadzieje,ze beziesz nadal pisac.pozdrawiam.
  • maretta111 14.09.09, 11:46
    Dlatego też powstał niedawno mój wątek "dziwnie tutaj"(swoje wysłuchałam i
    przeczytałam). Ja też poczułam się niedawno odtrącona przez Was, ale zaglądam tu
    bo ze swoim bólem zostałam się sama. Każda z Was cierpi, każda na swój sposób i
    chyba nie ma sensu obrażać się i innych. Jeśli jest potrzeba to trzeba pisać,
    jeśli nie to w spokoju bez waśni odejść, nic przecież na siłę, dla mnie pisanie
    tu i czytanie Waszych wypowiedzi bardzo pomaga, mogę się z czymś zgodzić albo
    nie,ale nikogo nigdy nie uraziłam, pozdrawiam cieplutko. Marta -ciągle cierpiąca
    siostra po śmierci jedynego brata
    www.youtube.com/watch?v=oVSFqIL-SBk
    Braciszku kocham, tęsknię, czekam...
  • edzia764 14.09.09, 16:29
    Marto ... nie rozumiem, dlaczego poczułaś sie odtracona. Czy
    dlatego, ze nikt nie reaguje na kazdy Twój wpis tutaj ???? Wszystkie
    osoby obecne na tym forum na pewno czytają Twoje słowa i myślami z
    Tobą ... Wiekszość Twoich wpisów to osobiste słowa do Brata ... po
    co ingerowac w Twoje myśli. Sama napisałaś "każda z Was cierpi,
    każda na swój sposób" .... żaden człowiek nie uniknie zetknięcia z
    cierpieniem. Cierpienie jest czymś głębszym i szerszym niż ból i
    tęsknota, dlatego musimy same zdecydować, jak mamy dalej
    postepować ... gdzie mamy szukać pomocy .. u kogo ... zeby nie "
    pielęgnować cierpienia" ... a powoli oswoić się ze stratą. Życzę Ci
    wytrwałości .... Irena
  • tilia7 14.09.09, 18:54
    Marto, ja też już próbowałam Ci to wytłumaczyć i zgadzam się z Edzią,że
    niepotrzebnie czujesz się odrzucona.Bardzo Ci współczuję,naprawdę bardzo, ale
    przyznaję że czytam Twoje wypowiedzi tylko wówczas, kiedy pojawiają się w
    ogólnych postach.Nie dlatego,że jestem obojętna na Twój ból.Tylko faktycznie
    wybrałaś formę listów do brata i dla mnie czytanie tego, to wchodzenie z butami
    w czyjąś intymność.Wiesz, ja od śmierci narzeczonego też codziennie piszę do
    Niego listy pełne tęsknoty i bólu, tylko nie robię tego tu a w swoim zeszycie.Bo
    dla mnie to są moje, bardzo osobiste,najintymniejsze uczucia i nie chciałabym,
    żeby ktoś to czytał.Nie zrozum znowu tego w ten sposób, że ja Cię krytykuję albo
    mówię Ci jak masz postępować.Tobie odpowiada taka forma i ok, mnie ona w niczym
    absolutnie nie przeszkadza.Ale też tak jak mówię nie czytam tego wątku i nie
    odpisuje, bo mam wrażenie, że to byłoby nietaktowne z mojej strony.Tak samo nie
    odpisuję na posty Halinki czy Grażynki, czy kogokolwiek innego, jeśli Jego
    wypowiedź ma formę listu do zmarłej osoby.Po prostu czuję wtedy, że nie ja
    jestem adresatem tej wypowiedzi.I tyle, nie ma w tym żadnego odrzucenia.
  • annubis74 14.09.09, 12:28
    Nie wiem dlaczego nagle z tej rozmowy zrobiły się takie "widły z
    igły"
    pewnie dlatego że na dnie serca każdego z nas tu na tym forum czai
    się tyle bólu, że czasem on się wylewa, przelewa...
    mimo że akurat mój punkt widzenia różni sie od Twojego i pewnie
    szansa na to byśmy się spotkały "w połowie drogi" jest mała
    to jednak Twoje wypowiedzi, choć czasem irytujące, wydają mi się dla
    tego forum bardzo cenne, zwłaszcza że moze osobom wierzącym
    pozwalają utwierdzić sę w wierze
    Mam wrazenie że na tym forum wiekszość osób zabierajacych głos robi
    to "w białych rękawiczkach", mamy świadomość że człowiek siedzący po
    drugiej strone też cierpi, więc nie chcemy dodatkowo przysparzać mu
    bólu... Co nie oznacza że we wszystkim musimy się zgadzać
    Nie odchodź ośmiorniczko, chyba, że czujesz że zamknęłaś juz jakiś
    etap żałoby i robisz krok naprzód. i forum już ci nie jest potrzebne
    Pozdrawiam
  • pam_71 14.09.09, 15:14
    Hm ... Jak coś nie idzie po naszej myśli najłatwiej "zabrać zabawki
    i iść do domu" ;-0
    To jednak bardzo dziecinne ....
  • mala_1984 14.09.09, 17:34
    Osmiornikczko nie mozesz odejsc w takim momencie, w momencie kiedy szukam odpowiedzi na tyle pytan. Mysle, ze wiele osob zadaje sobie te pytania. Jedni znajduja te odpowiedzi w TWOICH postach, inni w innych, a niektorzy nie znajduja tych odpowiedzi wcale. Bo na nektore pytania nigdy nikt z nas nie znajdzie odpowiedzi. Mysle, ze sama potrzebujesz tu pisac, dlatego nie widze powodu, aby z tego rezygnowac. Wyolbrzymiamy wszystko duzo bardziej niz normalnie. Poza tym zagdzam sie równiez z moimi przedmowczyniami, ze zadne posty nie wywoluja tyle kontrowersji, a to dobrze. Zawsze barwne postacie maja swoich zwolennikow jak i przeciwnikow.

    Pani Beato, o Pani odejsciu rowniez nawet nie chce czytac. To od Pani poczulam pierwsza pomocna dlon. I nie wyobrazam sobie istnienia tego forum bez tak waznej osoby.

    Mam jeszcze jedna refleksje, kazdy cierpiacy ma tendencje to akcentowania wlasnego "JA". Bo JA mam prawo... Bo JA moge... itd... Zauwazmy, ze tutaj kazdy z nas cierpi, kazdy przychodzi z taka dawka emocji. Czasem, tez mnie niektore wpisy irytuja, ale nie odpisuje na nie, po prostu.
  • mismax 14.09.09, 19:37
    Każdy z nas ma swojego Boga. Sposób w jaki wyznaje wiarę i przyjmuje
    dogmaty. Ja nie winię Boga za swoje niepowodzenia i za to co dzieje
    się wokół mnie. Dziekuję za dobro, które mnie spotyka, proszę o
    pomoc kiedy nie daje rady. Nie zawracam mu głowy kiedy nie ma takiej
    potrzeby. Myślę, ze ON nie ingeruje w nasze ziemskie sprawy "z
    urzędu". Nie mógł udzielic pomocy swojemu synowi kiedy szaleńcy
    postanowili go ukrzyżować. Nie może zatrzymac pędzącego samochodu
    ani uleczyć zniszczonego choroba organizmu. Nie odwraca czasu ale
    może sprawić, że znajdziemy sie w określonym czasie i miejscu gdzie
    inni ludzie nam pomogą. Wiele razy udało sie uratowac czyjeś życie
    dzięki natychmiastowej pomocy pogotowia czy przypadkowego swiadka
    zdarzenia. Często się nie udaje.
    Dotknęła mnie osobista tragedia, straciłam najbliższą, najukochańszą
    osobę. Ufam, że Bóg kimkolwiek jest jest wielka miłością i po
    śmierci możemy być naprawdę szczęśliwi.
  • luna67 14.09.09, 20:17
    Sorry, ze psuje watek, ale tak mnie naszlo.......

    Tak siedze i mysle......., serce mi peka, nie umie sobie z tym bolem poradzic po
    stracie......, szukam odpowiedzi......., sensu......i jakos nie umie tej winy
    (za to co sie stalo) zwalic na Boga, a to bylo by najprostsze na swiecie, wiec
    sobie siedze i obwiniam inne istoty ziemskie......

    Ktos tutaj napisal (sorry ale nie zapamietalam), ze szatana tak w rzeczywistosci
    nie ma (tego z rozkami i widelkami) tym szatanem tak naprawde jestesmy "MY".

    I moim zadniem ta osoba miala troche racji, to my, a raczej zle nasze emocje:
    jak pycha, zazdrosc, zlosc, nienawisc, egoizm, obrazalstwo:-), itd.
    odzwierciedlaja postac szatata i wplywaja egatywnie na innych. Dlaczego raz
    czujemy sie dobrze, a raz zle? nieraz "pofrunelibysmy do nieba" z naszym
    cierpieniem, a innym razem mamy czarne mysli?...

    Czy szatan egzystuje naprawde? nie wiem, czy nas kusi do takiej reakcji? tez nie
    wiem, ale wiem, ze naukowcy wykryli, ze dobre emocje; tak jak np: modlitwa czyni
    cuda, wplywa pozytywnie nie tylko na stan pacjeta ale tez otoczenie. I istnieje
    tzw. osobowa i kolektywna telekineza emocjonalna (udowodniona naukowo).

    Jezeli dobre emocje (osobowe i kolektywne) wplywaja pozytywnie, to zastanawiam
    sie czy te zle jak np. cierpienie, wojna, katastrofy gdzies sie nie wyladowuja
    i odbijaja sie na innych istotach negatywnie.......

    Jezeli tak sie dzieje, to nie Bog nas kara, tylko my wszyscy sie karamy
    wzajemnie, naszymi wszystkimi uczynkami i tymi dobrymi i tymi zlymi, a z tego
    wynika, ze Bog nie macza w tym palcow...........(?????????????)

    Sorry ale tak mnie naszlo.......

    Moze ktos sie zapyta dlaczego takie mysli mnie naszly? a no dlatego, ze moja
    mama 2 tygodnie przed smiercia spotkala bardzo nieprzyjemnego czlowieka, ktory
    jej powiedzial w zlosci, ze i tak niedlugo umrze........slyszalam juz kiedys od
    mojej mamy takie rzeczy, ale w to jakos mi bylo trudno uwierzyc...., tylko sie
    zastanawiam......., czy to mozliwe.......i ten cholerny zbieg
    okolicznosci......., moze te zle emocje rzeczywiscie odbijaja sie na
    innych?.............
  • halas1961 14.09.09, 21:01
    Oj bardzo dobrze ,ze Cie Luno naszlo w tym watku:)
    Ja o takich rzeczach jak na koncu piszesz tez slyszalam, ale nie bardzo w to
    wierze. Wierze natomiast w 100 procentach, ze dobro ktore czynimy w ten czy inny
    sposob, w jakiejs formie kiedys do nas wroci. Tak samo i zlo jakie my czynimy
    czy nam uczyniono powraca w taki czy inny sposob. Predzej czy pozniej...
    No i ja tez, tak naprawde (mimo zalu czestego)nie potrafie zwalic winy za to co
    mnie w zyciu spotyka na Boga . Tak szczerze mowiac to mi nigdy nawet przez mysl
    nie przeszlo zeby Go obwiniac. Czasem nawet czytajac inne matki na forach
    myslalam sobie, ze moze ja za malo swoje dziecko kocham...bo Boga nie obwiniam i
    w ciezki sposob, ale staram sie zaakceptowac to co sie stalo. Choc moze slowo
    akceptacja nie jest odpowiednie, sama nie wiem jakiego by uzyc...moze pogodzenie...
    A co do emocji... - jak do tej pory na tym forum zawsze przewazaly mimo ogromu
    cierpienia te dobre emocje. I miejmy nadzieje, ze tak pozostanie:)
    Halina-mama Agatki
  • halas1961 14.09.09, 21:17
    Osmiorniczko, misjonarko zawzieta Nasza rycerze Pana Naszego sie nie
    poddaja:):):) wyciagaja najwyzej wnioski, ale dzialaja dalej. Jak pisze Tilia
    zbyt autorytatywne wypowiedzi irytuja, bo tak naprawde nie wiemy zbyt wiele o
    Naszym Panu a i jak pisze Sw. Jan od Krzyza pojac Go w stanie nie jestesmy....
    Ale chwała Ci, ze sie nie boisz pisac i mowic o swojej w Niego wierze. Dzielny
    Rycerz z Ciebie, a wady kazdy z nas ma...proponuje zakonczyc te dyskusje i
    wracac na swoje miejsca...rowniez do Beatki to pisze i do Krysi(Jagi), ktora
    teraz sie odezwac obawia:), choc powodu nie ma...
    Halina-mama Agatki
  • grazyna1965 14.09.09, 22:07
    Dziewczyny, wystarczająco jest nam ciężko, każdej z nas tutaj.
    Wszystkie cierpimy straszliwie ale wchodzimy tutaj..bo potrzebujemy
    tego. Nawet jeśli nie piszemy to jestem przekonana, że czytamy.Nie
    chcę powtarzać tego co już wcześniej napisano, ale proszę,bądźcie.
    Dla mnie to jest miejsce szczególne. Od śmierci Patryni minęło 19
    miesięcy i 11 dni. Dzisiaj widzę już zmiany u siebie, próbuję
    stawiać kroki, jeden po drugim, powolutku, jak ślepiec..ale posuwam
    się. Czasami dwa kroki do tyłu, czasami ogromny krok do przodu. I
    tak dzień po dniu. Piszę o tym bo jestem pewna, że to zasługa Was,
    moje drogie koleżanki ,,forumowiczki". Tak, tak. Nie znam Was ale
    czasami wyobrażam sobie jak wyglądacie. Każda z Was wnosi coś w to
    miejsce. Dlatego ono jest takie szczególne. Oczywiście, że nie
    chciałabym tutaj być, żadna z nas nie chciałaby. Ale jesteśmy, bo to
    nas spotkała tragedia, niestety. Jakoś znalazlyśmy się tutaj i myślę
    sobie, że na swój sposóób zaprzyjaźniłyśmy się.Jestem też przkonana
    o tym, że żadna z nas nie chciała nikogo obrazić, a jeśli już to
    zrobiła to na pewno nie było to celowe działanie. Ja tak chlapnęłam
    kiedyś nieopatrznie, nawet nie przypuszczając, że mogłabym kogoś
    tutaj urazić. A jednak, tak się stało. Przeprosiłam z całgo serca i
    mam nadzieję, że znów czegoś nie chlapnę przez nieuwagę. A
    jak ,,chlapnę" to już z góry przepraszam. Myślę sobie, że każda z
    nas ma tutaj swój czas, niektóre z nas będą dłużej, niektóre krócej.
    To jak z terapią. Ja kiedyś byłam niemalże dowożona na siłę do
    psychologa. Po kilkunastu sesjach zrezygnowałam bo czułam, że nic mi
    to nie daje. Dzisiaj wiem, że dało jednak wiele, tylko dopiero teraz
    mogę to docenić. Myślę sobie też, że podobnie jest z tym miejscem.
    Ono daje bardzo wiele, nie dość, że pozwala nam na krzyk rozpaczy,
    na łzy, które niestety nieraz musimy dusić w sobie, to jeszcze
    pozwala na formułowanie własnych mysli, czasami tak poplątanych, że
    same mamy problemy z ich zrozumieniem. A co do Boga..nie wiem jak
    Wy, ale ja czasami mam taką huśtawkę, że jednego dnia bardzo wierzę
    a czasami mam taki żal do Boga, że z trudem przychodzi mi sie modlić.
    Dlatego pozwalam sobie prosić Was o to, żebyście dalej pisały o
    Bogu. Ośmiorniczko:)pisz, proszę:)
    Pozdrawiam
    Grażyna,mama Patryni
  • luna67 14.09.09, 22:25
    Halas1961 napisala;

    "Czasem nawet czytajac inne matki na forach
    > myslalam sobie, ze moze ja za malo swoje dziecko kocham...bo Boga nie obwiniam
    i w ciezki sposob, ale staram sie zaakceptowac to co sie stalo."

    Milosci nie mierzy sie przez obwinianie Boga!!!! i cierpieniem!
    Milosci nie da sie zmierzyc, zwazyc i porownac, milosc jest nie powtarzalna,
    jedyna.....

    Przez te dobre EMOCJE na tym forum zagladam:-) wyciszam sie, skromnieje,
    akceptuje, rozumie......, chociaz nie do konca.....
  • edzia764 14.09.09, 23:18
    Mam nadzieję, ze dzisiejsze WASZE wypowiedzi kochane "forumowiczki"
    zakończą te zbędne waśnie i spory. Podpisuję się pod Waszymi
    słowami, ze każdy ma prawo pisać tutaj, co mu dyktuje rozum i serce.
    Wszyscy możemy czytać, ale niekoniecznie wszyscy musimy polemizować.
    Można swój pogląd przemilczec. Ja od dwóch miesięcy przeżywam stratę
    męża, jednak od ponad roku "wchodzę" na to forum .... Czytając Wasze
    opisy przeżywanych tragedii mam pewne wskazówki ... co mnie czeka,
    jakie bariery musze pokonać, by zacząć realnie patrzeć na nową
    sytuację ... dlatego idźmy dalej wspólnie tymi nowymi drogami,
    podnośmy się wspólnie z naszych upadków .... Irena
  • tilia7 14.09.09, 23:11
    Zgadzam się w 99 i pół procenta.Ja też w swojej wizji Boga jako kosmicznej
    układanki, której jesteśmy częścią, właśnie o tym pisałam.Nasze postępowanie,
    myśli, dobre i złe mają odbicie w ogólnym bilansie energii.W tym sensie jest
    ważne czy wybieramy dobro czy zło, bo na WSZYSTKIM to się odbija i wraca falą do
    nas samych.
  • osmiorniczka030 14.09.09, 23:05
    Moi drodzy!

    Szczerze powiedziawszy spodziewalam sie raczej wielkiego
    HURRRAAAAAA, a tu prosze, jakie mile zaskoczenie :-)

    Bardzo Wam dziekuje za mnostwo cieplych slow oraz za reprymende na
    temat dziecinnego zachowania i zabawek, ktora to od razu postawila
    mnie na nogi w pelnej gotowosci do odpowiedzi ;-) Nie chcialam, zeby
    sie tu zrobilo tak glosno na moj temat, chodzilo mi o to, by
    zakonczyc niepotrzebne spory. Jestem ostatnia osoba, ktora chcialaby
    swoimi wpisami kogokolwiek ranic, draznic, odbierac nadzieje. Zdaje
    sobie z tego doskonale sprawe, ze moje teksty sa ciezkie i trudne do
    strawienia, bo smierc i sprawy ostateczne sa w ogole bardzo trudne
    dla nas wszystkich.

    Moj wczorajszy post nie byl wynikiem zadnego obrazania sie na
    kogokolwiek, bo ja tu kazdego z Was doskonale rozumiem i szanuje.
    Napisalam go, poniewaz uznalam, ze moje wpisy zamiast pomagac,
    wprowadzaja raczej zamet i ciezka atmosfere. Uwazam, ze tu, na forum
    nie powinno miec to miejsca, wiec trzeba usunac przyczyne.
    Odeszlabym po cichu, ale nie chce, byscie pomysleli, ze ucieklam od
    trudnych pytan. W koncu jestem tym "RYCERZEM" ;-)

    Poniewaz jednak nie dajecie mi wyboru, to "krakowskim targiem"
    zrobimy tak, ze dam Wam przez jakis czas od siebie odpoczac,
    zwlaszcza, ze jestem teraz bardzo zapracowana, a potem wroce i
    jeszcze cos napisze. Tym razem w innym, juz nieco lzejszym watku. A
    Ty sie, Tilia nie ciesz, Tobie udziele prywatnych korepetycji z
    religii (i tu groze Ci paluszkiem) ;-)

    I jeszcze jedno. Jestescie swiadkami, ze chcialam sie za kare
    wystrzelic w Kosmos, ale mi nie pozwalacie. Wobec powyzszego bardzo
    prosze ewentualne pretensje dotyczace moich wypowiedzi kierowac do
    wyzej wymienionych osobniczek.

    Jeszcze raz bardzo Wam dziekuje i pozdrawiam.

    P.S. Niech zgadne. A teraz bedzie wielkie ŁOO NIEEEEE.... ;-)
  • tilia7 15.09.09, 22:46
    Łooo nie - Chciałaś to masz Ośmiorniczko:)Cieszy mnie Twoja decyzja i widzisz
    ile serdeczności nagle się objawiło w tym wątku:)
    Pozdrawiam
  • pajak_net 30.09.09, 01:50
    29.08.2009

    Tilia:

    Tylko niektóre przykłady są żenujące.NAPRAWDĘ wierzysz, że Bóg,
    Istota najwyższa może i chce objawiac swoje istnienie poprzez
    zamienianie komunii w mięśnie sercowe?Na litośc boską - tylko to mi
    się wydaje komentarzem stosownym

    28.09.2009

    Bóg:

    www.poranny.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20090928/REGION04/977156005
  • pam_71 30.09.09, 10:34
    Przepraszam ... ale ja ( podobnie jak Tilia ) w takie bajki nie
    wierzę ;-p
    No chyba wolno mi, prawda ?
  • annubis74 30.09.09, 11:01
    pająku, jak rozumiem, przeczytałeś/przeczytałaś tylko tytuł artykułu?
    po drugie niby na co to jest dowód, twoim zdaniem?
    pamiętam z mojego dzieciństwa różne cuda, jak pojawienie się Matki Boskiej na
    brudnej zaplutej szybie bloku. pół miasta stało przed tym blokiem (ze mną i moją
    rodziną włącznie) wszyscy przysięgali że widzą (ja też, choć nic nie widziałam
    ale to jak z bajką "Nowe szaty cesarza" - nie widzisz to może jesteś niegodny,
    zbiorowa psychoza robi swoje). Okazało się że na tej zaplutej klatce schodowej
    ktoś umył okna woda z dużą ilością detergentu, światło się załamywało każdy
    widział co chciał zobaczyć - dodam że to był wynik pracy kościelnych badaczy a
    nie moja osobista opinia.
    a możesz mi wytłumaczyć dlaczego Bóg zamiast ocalić moją Mamę czy jakieś inne
    życie zabawiałby się cudami typu skrzepy?
  • bezprzerwy 30.09.09, 11:27
    pajak,
    Wybacz, ale wedlug mnie sa to kompletne bzdury, w ktore wierza tylko
    berety albo jacys nawiedzeni ludzie.
    Wiesz co jest dla mnie cudem? Moje zdrowe dziecko.
  • pajak_net 30.09.09, 11:53
    Bzdury, nie bzdury, bajki, nie bajki, ale za to jaki ZNAK!
  • bezprzerwy 30.09.09, 12:28
    Z szacunkiem pajak: znak czego?
  • tilia7 30.09.09, 13:14
    Właściwie przedmówczynie już za mnie odpowiedziały,więc ode mnie
    tylko tyle:Dwa tygodnie temu włożyłam do wody gałązkę
    bazylii.Ukorzeniła się a woda zrobiła się różowa.Czy powinnam to
    zgłosic do kościoła?Mam nadzieję,że to nie jest jakaś krwawiąca
    święta bazylia czy coś takiego?
    I jeszcze jedno.Kiedyś widziałam drzewo, starą wierzbę,rysunek jej
    kory układał się bardzo wyraźnie w kobiecą twarz w welonie.Niewiele
    by trzeba żeby dopatrzec się oblicza Matki Boskiej w tym
    drzewie.Można oczywiście, jakby ktoś chciał.Ale w Sudetach jest też
    taka skała która wygląda dokładnie jak wielbłąd.Czy to znaczy,że
    wielbłądy są święte i też nam się objawiają w formie kamieni?
  • pajak_net 30.09.09, 21:39
    Skoro chcesz się za mnie modlić, uznaję to za wielki sukces ;)
  • pajak_net 30.09.09, 21:33
    Znak... ZAPYTANIA... :)
  • bezprzerwy 01.10.09, 10:38
    Mysle pajak, ze w zasadzie Ty rowniez masz powazne watpliwosci
    odnosnie "cudow" i "znakow".
    Moze sie nad tym glebiej nie zastanawiasz tylko akceptujesz tego
    typu rzeczy jako "prawde absolutna"?
    Moze sie myle ale do takiej refleksji sklonila mnie
    Twoja "wyczerpujaca" odpowiedz na moje pytanie.

    Widzisz, mi nie jest potrzebny caly ten patetyzm i cuda w postaci
    serca w stanie agonalnym zeby czuc w swoim zyciu obecnosc Boga.
    I mam nadzieje, ze nikogo nie urazilam.
  • karnivora 01.10.09, 14:39
    spoko, zaniedługo uda przełapać empirycznie czy Bóg istnieje.

    Jak biotechnologia wyprodukuje człowieczego klona
    (a będzie 100% bo na to kasy i ludzkich zapędów niezbraknie )
    i jak ten klon będzie miał dusze – oznaczy Boga niema
  • 198-3mk 30.09.09, 14:12

    Tilio Kochana...

    Już kilka razy padło na forum hasło, że jeśli jakis wątek mi nie
    odpowiada to po prostu w niego nie wchodzę... Nie dyskutuję na tematy
    którymi nie jestem zainteresowana...
    Ty masz prawo wyrarzać się o Bogu tak jak to robisz...
    A my które mamy inne zdanie tez mamy do tego prawo...
    Dla mnie to taka jasna sytuacja... Chyba że chodzi Ci zupełnie o cos
    innego... O szukanie konfliktu... To na ten temat nie mam zamiaru
    dyskutowac... Tu jest tak wiele wątków ,iż myślę że kazda z nas
    znajdzie dla siebie to, co pomaga przejśc jej przez ból spowodowany
    stratą bliskiej osoby...

    Cały czas mam nadzieję że nie jesteśmy tu po to aby walczyć ze
    sobą... Tylko po to aby się wspierać...

    A Boga niech każda z nas ma, takiego jakiego chce mieć...

    Pozrawiam. Beata-mama Marcina.
  • tilia7 30.09.09, 14:26
    198-3mk nie szukam konfliktu i też mam prawo wyrazic swoje
    zdanie.Zwłaszcza,że ostatni wątek był skierowany bezpośrednio do
    mnie-odpowiedziałm Pająkowi i jeśli ktokolwiek może się czuc urażony
    to On, mam nadzieję,że tak nie jest i że dorósł do wymiany zdań na
    jakiś temat.Przy czym przypominam uprzejmie i z szacunkiem, że
    dyskusja zakłada wymianę argumentów osób o przeciwnych bądź róznych
    poglądach.A także że jest to miejsce,gdzie osoby pogrążone w żałobie
    i bólu mają prawo wyrażac swoje zdanie nawet jeśli to jest
    wściekłośc i bunt wobec Boga.Jednym pomaga pokorne przyjmowanie
    cierpienia inni potrzebują wylac tu swoje rozgoryczenie,złośc i żal.
    Czym uraziłam Panią?Bo czytam, czytam i doczytac nie mogę?Ale może
    coś przeoczyłam to z góry przepraszam.
  • bezprzerwy 30.09.09, 15:05
    Dzieki tilia za te bazylie, przynajmniej cos mnie rozbawilo!
    Od razu i z wykrzyknikiem !!! zaznaczam, ze nie mam zamiaru nikogo
    urazic, obrazic itp.
  • bezprzerwy 30.09.09, 15:20
    Wracajac do cudow:
    Cuda maja prawo bytu do momentu, kiedy poznaje się przyczynę ich
    powstania.
    Przez setki, moze nawet tysiace lat takim cudem byla np. tecza aż do
    momentu kiedy "wynaleziono" zjawisko rozszczepiania światła.


    Serdecznie pozdrawiam
  • pam_71 30.09.09, 14:57
    Pani Beato ;-)
    Temat tego wątku to Rozmowy o Bogu .... Osmiorniczka zapytała o
    nasze opinie - jest czy go nie ma ?
    Czy to oznacza, że wypowiedać sie moga tylko osoby "za" czy równiez
    i te przeciw ?! ;-)
    Pozdrawiam serdecznie
    ps: Mam swoją wizję ... mam swój świat ;-)
  • 198-3mk 30.09.09, 15:39

    Droga Pam 71 :)

    Oczywiście ze moga wypowiadać się osoby te "za"
    i te "przeciw"... :):):)

    Ja nawet nie próbowałabym wejść do Twojego swiata, ani poznawać Jego
    wizji :)

    Jest mi dobrze tu gdzie jestem :)

    Też cieplutko Cie pozdrawiam Beata-mama Marcina.
  • bezprzerwy 30.09.09, 16:52
    Nie umiem tego dobrze sformulowac, ale ja raczej bardziej "odczuwam"
    Boga niz w Niego wierze, moze ten prosty przyklad to lepiej wyjasni:
    w sobote obudzilam sie okolo szostej, zrobilam kawe, wyszlam na
    dwor. Bylo jeszcze szaro, cieplo, mgliscie, panowala zupelna cisza,
    gdzies na drzewie swiergotal jakis ptak.

    Nic specjalnego.

    Jednak ta cisza na dworzu byla taka inna, taka bliska.... pomyslalam
    o mezu. Wiedzialam, ze kiedys taki poranek spedzilismy razem, nie
    bylo to jakies konkretne wspomnienie, raczej mile wspomnienie
    wspolnie spedzonej chwili w podobnych okolicznosciach.
    Ogarnelo mnie takie cieplo, cieplo, ktore przez moment jest
    odczuwalne w okolicach szyi i uszu (wiem, ze to glupio brzmi ale
    fizycznie tak to odczuwam).
    Byl to taki stan blogosci, wrazenie, ze ten zwykly, najbardziej
    prozaiczny w zyciu moment jest wyjatkowy.
    I wiem, ze to Bog, ten dobry, ten kochany.
  • tilia7 30.09.09, 21:16
    bezprzerwy ja też tak to odczuwam.Nie tylko teraz, w żałobie.Nie wiem, może
    trzeba jakiegoś specjalnego kontaktu z naturą,żeby zrozumieć o co nam
    chodzi.Obecność Boga czuję w górach, nad morzem, nad rzeką, rok temu trafiłam w
    lesie na olbrzymiego dostojnego jelenia, wyszedł spokojnie na ścieżkę na
    przeciwko mnie i patrzył a ja czułam,że to wszystko, co mnie otacza jest
    Bogiem.W tym nie ma żadnego zamysłu,że ktoś ma cierpieć albo ma nie
    cierpieć.Świat jest taki,że są na nim i piękne i tragiczne rzeczy(Równowaga),Bóg
    składa się ze wszystkiego na tym świecie, jest wszystkim, wszystko jest nim.
    I my też mamy tu swoje miejsce - nie wyproszone, wymodlone, wycierpiane, tylko
    po prostu nasze miejsce w Bogu,miejsce, z którego wyszliśmy i do którego wrócimy
  • halas1961 30.09.09, 21:51
    Tilio i bezprzerwy
    mimo ze sa roznice w naszym widzeniu i rozumieniu Boga, w naszym podejsciu i
    przezywaniu cierpienia...jak stasznie sie ciesze, ze ktos podobnie jak ja czuje,
    wlasnie "czuje" obecnosc Boga. Takie uczucie blogosci, spokoju i pewnosci ze Bog
    jest wszedzie, we wszyskim wokol i rowniez we mnie a ja w nim.
    Tylko ze to uczucie nie towarzyszy mi bez przerwy, tak czasem za nim tesknie.
    Tak bym chciala zeby ta blogosc i pewnosc i spokoj byly caly czas....Mam
    nadzieje, ze wiecie o co mi chodzi...
    Pozdrawiam
    Halina-mama Agatki
  • bezprzerwy 01.10.09, 15:25
    halas1961 napisała:

    mimo ze sa roznice w naszym widzeniu i rozumieniu Boga, w naszym
    podejsciu i przezywaniu cierpienia...jak stasznie sie ciesze, ze
    ktos podobnie jak ja czuje

    Mnie rowniez to bardzo cieszy Halinko.
    Masz racje Halinko: poglady mamy raczej rozne, ale serca chyba
    jednakowe?

    Serdecznie pozdrawiam.
  • tilia7 01.10.09, 17:47
    Halinko
    Cieszę się bardzo,że jednak ktoś ze stronnictwa katolików czyta dokładnie i ze
    zrozumieniem, co pisze i stara się zrozumieć.
    Tak, myślę,że u osób, które naprawdę wierzą właśnie to odczucie istnienia Boga
    jest przeżyciem najważniejszym.Ja też tej obecności nie czuję cały czas, a
    teraz, kiedy ból w ogóle zagłusza normalne odczuwanie,czuję ją bardzo
    rzadko.Jest to łatwiejsze, kiedy można się światem zachwycać i cieszyć.Ale w
    żałobie wszystko jest trudne.
    Mnie Twoja wizja chrześcijaństwa jest bliższa niż innych tu obecnych, bo choć
    nie zgadzam się z nią to widzę że nie jest zamknięta w ciasnych granicach i nie
    zawsze zgodna z tzw. doktryną, która drażni mnie i złości.
    Pozdrawiam ciepło i życzę aby to uczucie obecności było z Tobą jak najczęściej
  • annubis74 01.10.09, 21:56
    są takie rzadkie chwile zapomnienia, ukojenia, które nie korespondują z moim
    obecnym stanem ducha, kiedy spaceruję z moją córeczką po lesie który powoli
    zabarwia się złotem, brązem czy czerwienią i czuję przelotnie przez chwilę,
    wbrew temu co czuję w środku, spokój i ukojenie. Obecność równowagi i harmonii
    która we mnie się zachwiała - ale gdzieś poza mną jest i istnieje.
    Myślę że my ludzie egocentrycznie skupieni na sobie myślimy że Bóg stworzył nas
    na swój obraz i podobieństwo, że na nas się skupia, nami się zajmuje, a tak
    naprawdę tak często ta harmonia, równowaga wraca do nas w kontakcie z przyrodą,
    z jej niezmiennym trwaniem, z logiką jej cyklów narodzin - dojrzewania-
    przemijania i śmierci.
    Kilka lat temu co najmniej raz do roku jeździłam w Tatry, jest taki moment kiedy
    człowiek wychodzi z lasu porastającego górski stok i przed nim otwiera się
    troche dzika, trochę okrutna ale też porażająco piękna panorama Tatr wysokich -
    myślę że wtedy każdy, wierzący czy nie, myśli Boże jak tu pieknie. pamiętam że w
    takich sytuacjach prawie każda myśl była bezwiedną modlitwą. Niestety taka myśl
    nie nachodzi mnie kiedy widzę wykręconą bólem twarz Chrystusa wiszącego na krzyżu
  • tilia7 01.10.09, 22:42
    Dziękuję Annubis, bo miałam gdzieś w innym wątku tłumaczyć czemu religię
    katolicką uważam za smutną a Ty mnie wyręczyłaś:właśnie dlatego,że o pięknie,
    sile, szczęściu, zachwycie,zabawie nie ma w niej prawie mowy, za to o bólu,
    cierpieniu, smutku itd. mnóstwo.Mało tego choć Biblia mówi,że Bóg stworzył ŚWIAT
    religia zachowuje się tak jakby stworzył wyłącznie CZŁOWIEKA.Resztę
    ignoruje.Samo to,że symbolem tej religii jest umierający na krzyżu,zakrwawiony
    Bóg-człowiek, nie napawa optymizmem, nie budzi nadziei.Nawet jeśli to życie po
    śmierci jest, to jakie ono będzie według tej religii?Czemu w tej religii nie ma
    śmiechu, zabawy,tańca?Czemu nawet w dniu w którym świętujemy zmartwychwstanie
    wychodzimy z kościoła śmiertelnie poważni?Są religie w których na mszy się
    śpiewa i tańczy, chwali Boga poprzez spontaniczną, żywiołową radość a tu?

    Tak, mnie teraz też nie jest do śmiechu, teraz cierpię i nie mam ochoty na
    zabawę i żarty.Nie mówię,że w religii nie powinno być miejsca dla cierpienia i
    śmierci, jak najbardziej powinno.Tylko tu nie ma właśnie Równowagi,jest
    ewidentny przechył w stronę tego co potworne i smutne,czasem wręcz
    makabryczne;jedyną drogą do Boga jest cierpienie, wyrzeczenie,
    umartwienie.Prawie wszyscy święci to męczennicy, nieliczne są wyjątki o ile w
    ogóle jakieś.A przecież jeśli Bóg stworzył ten świat tak różnorodnym i pięknym,
    jeśli dał nam nie tylko duchowość ale również zmysłowość, to znaczy,że chciał w
    nas właśnie tej Równowagi,nie tylko cierpienia ale i zachwytu nad
    światem,spontanicznej radości nie obwarowanej milionem bzdurnych zakazów.
    I odnośnie cudów: to co opisała Annubis jest cudem, którego w żaden sposób nie
    trzeba udowadniać za pomocą kościelnych komisji śledczych.I może tu trzeba
    otworzyć "wewnętrzne" oczy,żeby zobaczyć,że góry i las są tak doskonałe w swoim
    pięknie iż nie trzeba kawałków ludzkiego serca wrzucać do miseczek z wodą aby
    udowodnić i poczuć Istnienie.
  • tilia7 30.09.09, 21:24

    198-3mk napisała:
    Ja nawet nie próbowałabym wejść do Twojego swiata, ani poznawać Jego
    > wizji :)

    To przykro nam bardzo,że nie chce Pani poznać naszych wizji.To jest właśnie
    patrzenie protekcjonalne z pozycji:moja wiara jest jedynie słuszna a
    reszta...nawet nie warto sobie zawracać głowy.A my też piszemy z serca, dzielimy
    się szczerze tym, co czujemy, co myślimy,co przeżywamy,co nas boli.I zarówno ja
    jak i zapewne Pam, Bezprzerwy,Annubis czy Jaga(przepraszam, jeśli kogoś
    pominęłam) chciałybyśmy zasłużyć na Pani uwagę i przyjrzenie się naszej wizji
    Boga.Czasem da się dojść do pewnych wspólnych ustaleń w pół drogi, ale do tego
    muszą być chęci z obu stron
    Pozdrawiam ciepło
  • annubis74 01.10.09, 21:58
    masz rację Tilio, przykro to słyszeć
    tym bardziej od kogoś kto deklaruje, ze cierpienie otworzyło go na innych
  • halas1961 01.10.09, 23:51
    Bóg się ukrył dlatego by świat było widać
    gdyby się ukazał to sam byłby tylko
    kto by śmiał przy nim zauważyć mrówkę
    piękną złą osę zabieganą w kółko
    zielonego kaczora z żółtymi nogami
    czajkę składającą cztery jajka na krzyż
    kuliste oczy ważki i fasolę w strąkach
    ......................................
    jodłę co nie zrzuca szyszki tylko łuski
    cierpienie i rozkosz oba źródła wiedzy
    tajemnice nie mniejsze ale zawsze różne
    kamienie co podróżnym wskazują kierunek

    miłość której nie widać
    nie zasłania sobą

    ks. Jan Twardowski
  • bezprzerwy 02.10.09, 13:32
    Piekny tekst.

    Szczerze mowiac - nie podwazajac tu autorytetu autora oczywiscie -
    roznica miedzy mna i ludzmi o podobnych pogladach a ks. Twardowskim
    polega na tym, ze dla nas Bog nie jest ukryty. On jest widoczny.

    Osobiście nie poszukuje Boga w tekstach Pisma Świętego czy relacji z
    objawien, cudow i wizji.
    Generalnie nie jest mi to potrzebne.
    Ja raczej dostrzegam Boga w tych zwykłych mrowkach dźwigających igly
    z modrzewia (ostanio takie obserwowałam w ogrodzie) czy wrzeszczacym
    zielonym kaczorze z żółtymi nogami.

    Staram się rowniez dostrzegac slad Boga w ludziach, nawet – o dziwo-
    w samej sobie.
    Przedwczoraj wieczorem o 23.00 zaniosłam cos do zjedzenia
    bezdomnemu; wygłodniałemu, hałaśliwie grzebiącemu w okolicznym
    śmietniku kotu. Nie zrobiłam tego, ażeby wspiąć się o szczebel
    wyzej na drabinie do nieba, ale tylko i wyłącznie dlatego, ze kocham
    zwierzęta i nakarmienie tego kociaka sprawilo mi naprawde radosc
    (hm, mój kochany maz na ta moja nocna eskapade zareagowalby
    milczeniem, lekko ironicznym uśmieszkiem, na koniec pocałowałby mnie
    w czolo i powiedziałby, ze mnie kocha…..ale to należy już tylko do
    sfery marzen).

    Mysle, ze miedzy innymi o to chodzi Bogu, o taka bezinteresowna,
    dobroc w jakiejkolwiek formie (i proszę nie myśleć, ze fakt
    nakarmienia bezdomnego kota uwazam za szczególnie heroiczny czyn),
    dobroc, dyktowana sercem.
    Przychodzi mi tu na mysl fragment "Romantyczności" Mickiewicza: "….
    Miej serce i patrzaj w serce!"
    Mysle, ze to (serce)jest dla Boga wazniejsze niz bieganie na msze
    koscielne lub wiare w szatana.

    Pozdrawiam i przepraszam za brak ladu-skladu w tekście.

  • tilia7 02.10.09, 16:39
    bezprzerwy zgadzam się w 100%.I też karmię koty bezdomne:)A mój ukochany poszedł
    by ze mną je karmić bo też je uwielbiał.Ale u mnie to też niestety już tylko
    marzenia, a raczej wspomnienia:(
    Pozdrawiam serdecznie i cieszę się, naprawdę z całego serca się cieszę,że ktoś
    ten świat i Boga widzi tak, jak ja.
  • halas1961 02.10.09, 18:35
    To poezja:) Nigdy nie nalezy rozumiec jej doslownie, bo doslowna nigdy nie jest:)
    A ja biegam na msze świeta, co prawda beretu moherowego nie mam, ale biegam co
    niedziele prawie:) biegam z ogromna radoscia:)
    Boga widze w modrzewiu, w teczy, w psie co sie do mnie lasi i w oczy mi patrzy z
    wiernoscia tak wielka, ze ludzi by sie takich chcialo obok...Boga widze w kazdym
    dziecku, w usmiechu, w studencie co ze mna ma wspolne tematy:), Boga widze
    przede wszystkim w drugim czlowieku, nawet w tym na ktorego widok zmuszam sie by
    sie nie odwrocic bo smierdzi, jest pijany i bezdomny...
    I to jest pewnie dla Boga bardzo wazne, ale czy wazniejsze od biegania na msze
    tego nie wiem, moze kiedys sie dowiem:)
    Ale biegam bo tak bardzo tego potrzebuje. Dla mnie Eucharystia i msza Swieta to
    postawienie kropki nad "i" w mojej drodze z Bogiem. Eucharystia...Nie zawsze
    przezywam msze tak jakbym chciala, zdarza sie, ze podziwiam refleksy swietlne na
    scianch, ze podziwiam czerwone maki na sukni Pani przede mna:) albo ulozenie
    kwiatow na oltarzu...Zdarza sie, ze sie nie potrafie skupic, ze ksiadz mi na
    nerwy dziala, ze najchetniej sama bym w kosciele zostala...Ale kiedy sie nie
    zdarza, kiedy przezywam Eucharystie cala soba wtedy moj kosciol jest
    najpiekniejszym miejscem we wszechswiecie, wtedy Swiat wiruje, blyszczy i caly
    jest tecza, wtedy nie ma lez, nie ma smutku, wtedy nie ma strachu, nie ma
    nic...jest Bog i ja... Nie potrafie tego przekazac i opisac, to jest niezwykle,
    moze mistyczne przezycie, tego nie wiem bo z zadnym mistykiem nie gadalam.
    Biegam i biegac bede (choc tempo 5km/godz-ze wzgledu na zdrowie:)
    Tak wiec dla jednego wytarczy samo poczucie jednosci z natura, bliznim w ktorych
    widzi i czuje Boga, a drugiemu to nie wystarcza:)
    Badzmy tolerancyjni jedni dla drugich, moherow i Ojca Rydzyka tez nie linczujmy,
    a niech tam swoje radio maja:)
    Halina-mama Agatki
  • tilia7 02.10.09, 22:15
    A ja tam nikomu nie bronię do kościoła chodzić, byle by mnie nie zmuszano, nie
    nakazywano, byle ktoś umiał i mój sposób patrzenia na Boga i na wiarę uszanować
    i rozumiał,że ja na mszę iść nie potrzebuję i że mi w kościele dobrze nie
    jest(ani w kościele ani w Kościele tym bardziej).To co przeżywasz Halinko w
    czasie Eucharystii to chyba podobne uczucie o jakim piszemy z Bezprzerwy, tylko
    my je przeżywamy przez kontakt z przyrodą.
    No ale z ojcem Rydzykiem to już przesadziłaś:)Nie toleruję go i nie będę,bo nie
    znoszę fanatyzmu w żadnej postaci.To zły człowiek jest,tacy jak on powodują że
    mnóstwo ludzi się od kościoła odwraca i od Boga również
  • halas1961 02.10.09, 22:42
    Ojciec Rydzyk to przeciez przyklad tylko , chodzi mi o tolerancje wogole. Ludzie
    madrzy nie zwracaja uwagi na fanatykow i z ich powodu od Boga nie odchodza.
    To co odczuwam podczas Eucharystii jest innego rodzaju niz blogosc i spokoj,
    pogodzenie, szczesliwosc ktora odczuwam podczas kontaktu z przyroda. Nie
    potrafie tylko tego ujac w slowa, moze kiedys sie uda, o uczuciach nie pisze sie
    prosto. A poza tym Tajemnica byc musi:)mnie jest dobrze z tajemnica:)
    Pozdrawiam serdecznie i dobranoc
    Halina-mama Agatki
  • osmiorniczka030 02.11.09, 23:55
    W jednym z watkow Luna przytoczyla mnostwo cytatow pochodzacych z
    Ewangelii, dotyczacych istnienia Piekla. 3Misio twierdzi, ze nic
    takiego, jak Pieklo nie istnieje. Zdezorientowana Tilia
    zapytala: "To Pieklo w koncu jest, czy go nie ma?" Nie moge jej nie
    odpowiedziec... ;-)

    Jesli Biblia stwarza tak duzo problemow interpretacyjnych, a demony,
    Pieklo i wieczne potepienie sa wedlug wielu tylko wymyslem, to
    polecam lektury dotyczace egzorcyzmow. To dopiero ciekawy material
    badawczy...

    Ponizej zamieszczam kilka dialogow Egzorcystow z osoba opetana -
    Niemka Anneliese Michel. To bardzo glosna sprawa z lat 70-tych.
    Same egzorcyzmy zostaly zarejestrowane na tasmie magnetofonowej,
    czasem mozna je uslyszec w telewizji. Historie Anneliesee Michel
    mozna zobaczyc tez w filmie "Egzorcyzmy Emily Rose". Przytoczone
    przeze mnie dialogi pochodza wlasnie z nagran magnetofonowych
    sporzadzonych podczas roznych egzorcyzmow. Oczywiscie dialogi te
    pelne sa wulgaryzmow, ktore celowo pominelam.
    ----

    Kaplan: Swieta rana Twojej prawej dloni...
    Opetana: Zamknij gebe! (potem dlugie i wsciekle warczenie)
    - Swieta rana Twojej lewej dloni...
    - Zamknij gebe! (jeszcze gorsze i bardziej wsciekle warczenie)
    - Swiete rany Twego ciala...
    - Zamknij gebe, przestan, nie chce tego! (parskanie i straszliwe
    wycie)
    ----

    - Wychodz!
    - Nie!
    - A wlasnie, ze tak, ty wychodzisz!
    - Nie, ja nie ide!
    - A wlasnie, ze tak, ty wyjdziesz!
    - Nie, ja nie wyjde! Nie wyjdziemy! Trzymamy razem.
    - Powiedz mi swoje imie...
    - Nie, nie powiem... Potepiony... na wieki wiekow (glosne ryki)
    ----

    Judasz jako pierwszy wyznal, jak sie nazywa. Potem przybyl Lucyfer,
    a jeszcze pozniej Neron
    - Ilu was jest?
    - Jest nas czterech. (Chichotaja, a potem wymieniaja pieciu, chociaz
    juz wiadomo, ze w rzeczywistosci jest ich szesciu, poniewaz do
    pierwszych trzech dolaczyli jeszcze Kain, Hitler i pewien upadly
    ksiadz o nazwisku Fleischmann)

    ----
    Demony kloca sie ze soba, prawie jak sasiedzi, klamia o sobie
    samych, o Matce Bozej, o tym, kiedy wreszcie wyjda. I wlasciwie
    wcale nie sa takie silne. Najswietsza Dziewica moze im rozkazywac,
    tak ze czasami musza nawet, wbrew swojej woli, mowic prawde.

    ----

    - Dlaczego meczycie Anneliese?
    - Bo nas to bawi!

    ----
    - Podaliscie juz przeciez date, kiedy macie wyjsc. Zadam, abyscie
    wychodzac pozdrowili Matke Boza. Brzmi to tak: "Zdrowas Maryjo,
    laskis pelna!"
    - Nie!
    - Rozkazuje wam!
    - Nie!
    - W imie Trojcy Przenajswietszej, w imie Ojca, Syna i Ducha
    Swietego, rozkazuje wam, abyscie wyszli!
    - Nie, ty brudna swinio!
    - Jestem pod ochrona Swietej Dziewicy. Rozkazuje wam jeszcze raz,
    abyscie wyszli!

    ----
    Nagle slychac wstrzasajacy do glebi krzyk demona: Idzie Ona, idzie
    Ona!
    Mam... wam cos powiedziec... (wybucha salwa ryku) ze Ona sie z was
    cieszy... poniewaz ciagle sie modliliscie... macie sie modlic dalej,
    ile tylko mozecie!

    ----
    Jest dziesiata i Najswietsza Dziewica nakazala nam wyjsc.
    Jestem potepiony... poniewaz tak zle... wykonywalem moje obowiazki
    Kto ty jestes? Judasz?
    Nie!
    Fleischmann?
    Tak! Musze teraz isc.
    Do piekla?
    Tak!
    Demon warczy, a potem wykrzykuje zadana formule: "Zdrowas Maryjo,
    laskis pelna..."

    Taki byl warunek. Wypowiedzial to! A wiec Fleischmann wyszedl! Teraz
    kolej na nastepnych!

    Na kogo teraz kolej?
    Hitler! (Wycie i dlawienie)
    W imie Trojjedynego Boga, w imie Ojca, Syna i Ducha Świetego,
    rozkazuje ci wyjsc! Wyznaj, dlaczego jestes w piekle?
    - Zamordowalem tak wielu... Teraz jestem potepiony... ooch!
    - Wiesz, co masz powiedziec...
    - Zdrowas Maryjo, laskis pelna...

    Kto nastepny?
    - Jestem Kain. Zabilem swojego brata.
    Bardzo sie jaka, broni, powraca do swojego wscieklego ublizania
    kaplanowi, a zaraz po tym, kiedy kaplan przyzywa mocy Dziewicy,
    wydobywa jednak swoje "Zdrowas Maryjo, laskis pelna."

    - Czy to Neron jest teraz w kolejce?
    - Tak jest, teraz ja
    - J... j... j.. j... ja mordowalem chrzescijan. Prowadzilem
    rozpustne zycie.
    - Oddaj czesc Najswietszej Dziewicy!
    - Nie, nie nie, nie! Nie, nie chce!
    - W koncu Neron poddaje sie. Z krzykiem i warczeniem
    powtarza "Pozdrowienie anielskie"

    - No, ten tez odszedl. Teraz jest jeszcze Judasz. Judaszu Iskarioto,
    czy jestes tam? (slychac ryk)
    - Poszedlem do piekla, poniewaz jestem w rozpaczy
    - Bo zdradziles Zbawiciela?
    - Tak... ja takze nie wyjde. Nie, nie nie!
    - Dokad mam pojsc?
    - Do piekla!
    - Nie!
    - Tam jest twoje miejsce!
    - Nie... nie... nie!
    W piekle jest twoje miejsce. Jestes tam, poniewaz zasluzyles. Nie
    chciales przeciez sluzyc!
    Judasz pozdrawia Dziewice i odchodzi.

    - Teraz zostal tylko Lucyfer...
    - Nie wyjde!
    - Swiety Michale Archaniele, strac Lucyfera po raz drugi do piekla!
    Ojciec zwraca sie do Najswietszej Dziewicy Maryi, Michala
    Archaniola - nic nie pomaga. Demon juz prawie wymiotuje, a jednak
    ciagle powtarza: "Nie!" Po trzech kolejnych rozkazach egzorcyzmu,
    demon szykuje sie wreszcie do odwrotu:

    - Jestem potepiony... poniewaz nie... poniewaz nie chcialem sluzyc
    Bogu... chcialem sam panowac... mimo, ze bylem tylko stworzeniem.
    Nie... nie... nie... nie... (dluzej nie wytrzymuje) "Zdrowas Maryjo,
    laskis pelna!"

    Zapanowala cisza...

    ----

    Dlaczego irytuje Cie Judasz Iskariota?
    - Poniewaz znowu tu jestem
    - Ty jestes Judasz?
    - Tak jest
    - Czyzbys mial pozwolenie?
    - Tak. Wolno mi bylo wrocic
    - Kto ci na to pozwolil?
    - Kto... kto... kto... kto... taki? Wysoka Pani... Ona pozwolila...
    (Wrzeszczy, ze jest potepiony. Wydaje okrzyk "potepiony na wieki
    wiekow")

    ----
    Podczas nastepnego spotkania demon oswiadczyl ponuro, ze jest mu
    zupelnie obojetne, co Ojciec bedzie robil. Nie mysli o tym, zeby
    przestac dokuczac smarkuli i innym tez nie.

    - Kim sa ci inni?
    - Nikt. Pozniej demon daje sie rozmiekczyc i mowi, ze jest tu Wysoka
    Pani
    - Kto jeszcze?
    - Barbara Weigand, Ojciec Pio, Babcia smarkuli i jeszcze kilku
    innych przodkow z jej rodziny
    - Czy jest ktos wiecej?
    - Swiety Jozef
    - Aniolowie Stroze?
    - Tak jest!

    ----
    - Nie do wytrzymania jest tu w srodku. Powinno sie powiedziec
    ludziom...
    - Co?
    - Komunia na stojaco...
    - Co jeszcze?
    - I tyle
    - Z polecenia?
    - Naszego

    ----
    Demon wydal z siebie przerazajacy wrzask, ktory rozpoczyna sie
    okrzykiem "aach potepiony" i ktory potem bolesnie wije sie w gore, a
    w koncu zamiera w westchnieniu. Umeczony wycedza z siebie:

    - Nie wychodzimy bo Ten nie pozwala...
    - Boski Zbawiciel?
    - Tak... On tego nie chce!
    - On chce, abyscie jeszcze zostali?
    - Tak! Wrzeszczy demon. My chcemy wyjsc, oooch... wyjsc, oooch!
    - Ona chodzi kazdego dnia... kazdego dnia...
    - do Komunii Swietej?
    - To jest nie do wytrzymania!
    - Chcemy wyjsc, wyjsc, wyjsc!
    - Do tego jeszcze kleka... Chcemy wyjsc, wyjsc, wyjsc!

    Jak juz mowilam dialogi pisane sa bardzo skrotowo, pochodza z
    roznych egzorcyzmow. Sama historia Anneliese, jak wszystko na tym
    swiecie niczego nie dowodzi, ale sklania do zastanowienia...
    Mozna w to wierzyc, albo i nie, ale warto po prostu o tym wiedziec.

    Wiecej mozna przeczytac w ksiazce F. Goodman "Egzorcyzmy Anneliese
    Michel" lub zobaczyc w filmie "Egzorcyzmy Emily Rose".

    Pozdrawiam.
  • 3misio 03.11.09, 15:45
    Ze wszystkich greckich filozofów okresu klasycznego Platona był tym, który
    najsilniej wpłynął na kształt tradycyjnej wizji piekła.. Nauczanie kościoła
    stwierdza istnienie piekła i jego wieczności. Dusze tych , którzy umierają w
    stanie grzechu śmiertelnego , bezpośrednio po śmierci idą do piekła, gdzie
    cierpią męki, ogień wieczny.Zasadniczą kara piekła polega na wiecznym
    oddzieleniu się od Boga. A co na ten temat mówi sama Biblia??żyjący są świadomi
    tego że umrą, a zmarli niczego zgoła nie wiedzą. Bo nie ma żadnej czynności ni
    rozumienia, ani poznania, ani mądrości w Szeolu, do którego ty zdążasz...Użyte
    tu hebrajskie słowo-szeol-określa miejsce, gdzie trafiają zmarli-jest w
    niektórych przekładach Biblii tłumaczone na piekło.W ujęciu biblijnym piekło to
    po prostu wspólny grób wszystkich ludzi, gdzie nie ma żadnej aktywności.
  • luna67 03.11.09, 21:45


    No to moze mi ktos wytlumaczy medialne zdolnosci Chico?:-)))))))) 1-wsza do
    3-ciej czesi zostala przetlumaczona na j. polski(na yutubie
    , nastepne 7-dem sa w org. jezyku i sa jeszcze bardziej interusujace.

    Ten czlowiek, ukonczyl z ledwoscia podstawowke pracujac bardzo ciezko w
    miedzyczasie, nie majacy mozliwosci ksztalcenia sie i czytania ksiazek wybitnych
    naukowcow, poetow, teologow itd.

    W imieniu ponad 500-set!!!!! zanych wybitnosci, bedacych juz w zaswiatach
    napisal nie dajace sie podrobic dziela!!!!. Musialby zyc przynajmniej 200 lat,
    zeby sie zapoznac z kazdym stylem i charakterystyka PISANIA kazdego z nich i
    umys)l miec na 200 IQ!!!!!

    I to mialby zrobic czlowiek po paru latach szkoly? bez przeczytnia ani jednej
    ksiazki???hmmmmmmmm.......

    www.youtube.com/results?search_query=Chico+Xavier+-+brazylijskie+medium+w+telewizji&search_type=&aq=f
  • tilia7 05.11.09, 17:19
    Takie jakieś komiksowe te postaci Ośmiorniczko:)Nie wiem,co tam z
    tym piekłem,jest czy nie,ale jakby to miało tak wyglądac....
  • osmiorniczka030 07.11.09, 01:46
    Niestety zakonczenie tej historii juz takie "komiksowe" nie bylo.
    Dziewczyna zmarla w wyniku wyniszczenia organizmu.

    sanctus.pl/index.php?podgrupa=387&doc=336
  • halas1961 02.12.09, 20:49
    Bóg nie zapomniał przecież o mnie
    I nigdy tak nie pomyślałam
    On wie co tutaj mi potrzebne
    Choć nie jest tak jak planowałam
    Bóg nie zapomniał...On pamięta
    Pomaga krzyż codziennie dźwigać
    On na ramionach swoich niesie
    Wciąż mu zabraniam odpoczywać
    Bóg pewnie nie chce mego płaczu
    Moich bezsennych nocy, smutku
    Bóg tak uparcie mnie podnosi
    z kolan powstaję powolutku...
    Halina-mama Agatki
  • elka323 07.12.09, 11:40
    W sprawie piekła - czy wiecie , że kościół katolicki , a właściwie jego
    hierarchia chce zmienić doktrynę o istnieniu piekła? Podobno jednak piekło nie
    istnieje , pozostać ma niebo i czyściec.Jak się to ma w takim razie do istnienia
    Boga i jego prawd , skoro jego urzędnicy mogą dokonać zmian w kanonach wiary ?
    Zgadzam się z Tilią , twoje poglądy to dokładnie moje odczucia , po śmierci
    bliskiej osoby też przestałam wierzyć w Boga , ale jeśli innym wiara pomaga , to
    dobrze.Każdy ma prawo do swoich poglądów , a najważniejsze , aby spokojnie o tym
    rozmawiać.
  • first.marionetka 07.12.09, 12:57

    Ja myślę, że NIEBO, to dobro , które czynimy, a na antypodach jest
    zło i to jest to piekło.

    Jeżeli BÓG z założenia jest miłością, to nie karze "jakimś piekłem".
    Piekłem są nasze lęki, strach, depresje, nasze myśli - to jest to
    nasze piekło, które sami sobie tworzymy.

    Pomimo bólu czuję Niebo, choć jeszcze przez grubą szybę, ale to jest
    NIEBO.... piekło już przerobiłam i nie zamierzam tam powrócić.
    To piekło to ból, rozpacz, niezrozumienie.......... wierzę, że BÓG
    jest miłością i dobrem wszechogarniającym, tylko ludzkim małym
    móżdżkiem nie zawsze jest nam dane otworzyć się na miłość, którą nam
    wysyła. Tak myślę ( pomimo bólu).
  • tilia7 07.12.09, 15:01
    Cieszę się,że moje poglądy są Ci bliskie.Małe tylko sprostowanie:ja
    ani nie przestałam ani nie zaczęłam wierzyc w Boga po śmierci
    bliskiej osoby.Mam od dawna swoją wizję Boga,pewnie niedoskonałą bo
    jak wszyscy nie umiem przeniknąc "tam" i zobaczyc jak jest
    naprawdę,na dodatek mam mnóstwo wątpliwości i sama wobec siebie
    bywam sceptyczna,ale jednak jakiś wyższy porządek rzeczy
    dostrzegam.Natomiast faktycznie odrzucam katolicką wizję Boga,piekła
    i przede wszystkim własnie religię-doktryny,nakazy,zakazy,czasem już
    tak daleko od idei Boga i dobra oddalone,że płakac się chce.A przede
    wszystkim oddalone od człowieka,który zamiast czerpac z religii
    pociechę,często doznaje z jej strony krzywdy i poniżenia.
    Też uważam,że najważniejsze to umiec na te trudne tematy
    rozmawiac,wzbogacac się nawzajem swoimi refleksjami,szukac swojej
    drogi czerpiąc od innych,ale ich nie osoądzając i nie
    krzywdząc.Bardzo cenię ludzi o otwartych umysłach,którzy umieją
    wysłuchac bez uprzedzeń i również bez zadęcia przedstawic swoje
    stanowisko.Bo racja pewnie jak zwykle leży po środku.
  • pam_71 07.12.09, 15:37
    Mój syn ostatnio przyniósł "fajną" definicję piekła z lekcji
    religii. Nie wiem czy jest to "oficjalna" wersja KK czy
    interpretacja Nauczycielki ;-) Chodziło o cierpienie i
    smutek "duszy" która nigdy nie dotrze do "Boga" .... bez rogów i
    odnia piekielnego ;-)
    Mnie najbliższy jest obecnie agnocyzm.
  • tilia7 07.12.09, 15:43
    Agnostycyzm.O agnocyźmie nie słyszałam,chyba ,że coś przeoczyłam:)
    Ale agnostycyzm też jest mi bliski.W tej wersji,że nie wiem czy
    istnieje Bóg i zakładam,że się tego tutaj nie dowiem, a mimo to w
    niego jakoś wierzę.
  • elka323 08.12.09, 11:00
    Nieraz zastanawiałam się , dlaczego ludzie po ogromnych cierpieniach nadal
    wierzą i ufają bezgranicznie Bogu.Podziwiam ich za to , ale i nie rozumiem , bo
    ja tak nie potrafię.
    Nie wiem , czy kiedykolwiek wierzyłam tak naprawdę , bo nigdy nie przywiązywałam
    do tego specjalnego znaczenia.Wiem na pewno , że przestałam wierzyć w Boga po
    śmierci męża , po beznadziejnej walce z machiną sprawiedliwości.Bo jak wierzyć w
    dobrego , miłosiernego , sprawiedliwego Boga gdy ci , którzy doprowadzili do
    cierpienia mnie i dzieci żyją w spokoju , zadowoleni i bezkarni , chwaleni przez
    kościół.
    Dlaczego mam przyjmować pokornie cierpienie i liczyć na nagrodę po śmierci?
    A za co ten dobry Bóg ukarał moje dzieci?
    Dlaczego nagrodę otrzymali tu i teraz ludzie , którzy doprowadzili nas do
    cierpienia?
    Dlaczego ból i cierpienie dotykają najczęściej zwykłych ludzi i dlaczego to my
    mamy cierpieć tu na ziemi ,licząc na lepsze życie po śmierci?
    Dlaczego oszuści , wyzyskiwacze , złodzieje , cwaniaki nie podlegają tym samym
    boskim prawom?
    Jak mam wierzyć w tego złego , mściwego , zawistnego , zadającego cierpienia i
    niesprawiedliwego Boga?Jak mam się modlić i wierzyć , że mi pomoże? Nie wiem ,
    czy Bóg istniej .Jeśli innym ta wiara pomaga żyć , szanuję to , bo każdy ma do
    tego prawo.Być może to ja nie mam racji , ale jest jak jest i po tym , co
    przeszłam razem z dziećmi chyba już nic nie przywróci mi wiary.
    Wierzę natomiast w przeznaczenie - co jest komu pisane, nieminie go , a wolność
    wyboru i wolna wola to fikcja , bo co byśmy nie zrobili , i tak stanie się , co
    się ma stać.
    Na początku żałoby było we mnie ogromnie dużo żalu , złości , cierpienia.Teraz ,
    po latach patrzę na to wszystko chłodno
    i chyba właśnie dlatego pozostała mi tylko wiara w przeznaczenie.
    Pozdrawiam
  • tilia7 08.12.09, 12:14
    Droga Elko,nie umiem dac Ci odpowiedzi na te wszystkie pytania,bo
    jak pisałam,sama mam mnóstwo wątpliwości.Ja po prostu nie wierzę w
    Boga personalnego,a co za tym idzie nie obwiniam go za to co się
    stało.Piszesz,że wierzysz w zbiegi okoliczności,los,przeznaczenie.Ja
    też uważam,że tak własnie jest.To natura nas tworzy,natura daje nam
    całe piękno świata,ale też mnóstwo zagrożeń.My sami,ludzie,stwarzamy
    świat, w którym tych zagrożeń jest coraz więcej.Wymyśliliśmy
    auta,które ułatwiają nam zycie-ale jednoczesnie ileś tysięcy ludzi
    ginie co roku w wypadkach.Rozwijamy medycynę,żeby dłużej życ,ale
    jednoczesnie zanieczyszczamy środowisko,robimy jakieś dziwaczne
    eksperymenty,fundujemy sobie życie w silnym stresie i po prostu
    nasze organizmy nie wytrzymują tego.Dlatego ja uważam,że złe
    rzeczy,choroby,wypadki,śmierc po prostu się zdarzają.Tak samo,jak
    zdarzają się rzeczy dobre.Bóg nie mówi: o Ty i Ty dziś o tej i o tej
    zachorujecie na to i na to.Dla mnie Bóg jest czymś
    nieokreślonym,niepojętym, Światłem,Miłością,tęczą na niebie,bukietem
    róż,nadzieją,że może jest jakieś "tam" w którym będzie lepiej.Dla
    mnie Bóg jest kosmiczną układanką, której jestem małym kawałeczkiem-
    jest we mnie,ja w nim.Dla mnie świat jest pewną całością,w której
    każdy element jest ważny.To nie jest wizja chrześcijańska,raczej
    panteistyczna,gdzie Bóg jest utożsamiany z naturą.Tylko taką wizję
    Boga umiem zaakceptowac,a nawet i to budzi czasem moje
    wątpliwości.Ale jakoś czuję,że to dobra wizja,dla mnie jest dobra,a
    tylko to ma dla mnie znaczenie.Nikogo do takiej wiary nie namawiam,
    bo wiem,że sama nie daję się do niczego namawiac w tym względzie.Ale
    też wciąż szukam odpowiedzi na różne pytania i czasami samo szukanie
    jest cenne.
    Pozdrawiam Cię ciepło
  • tilia7 08.12.09, 12:18
    A, i jeszcze chciałam dodac,że nie przyjmuję pokornie cierpienia i
    uważam,że jest ono bezsensowne i złe.Buntuję się przeciw
    niemu,wściekam,nie chcę go zaakceptowac.Nie uważam,że wzbogaca.Wręcz
    przeciwnie.I nie liczę na nagrodę po śmierci.Staram się byc
    porządnym człowiekiem tu,dla siebie samej nie dla boga jakikolwiek
    On jest,życ tak,żebym mogła samej sobie spojrzec w oczy.Nie oczekuję
    nagrody.I uważam,że postawa "Będę dobry,bo inaczej pójdę do piekła"
    nie jest postawą uczciwą i szczerą, bo nie Dobro nami wtedy
    kieruje,tylko starch.
  • pam_71 08.12.09, 11:39
    Oczywiście ;-) Bo jak się człowiek śpieszy .. to wiadomo. A ja
    odmieniałam agnostę ;-p i wyszłam na głupią babę ... hihi co sama
    nie wie w co (nie) wierzy ...
  • tilia7 08.12.09, 12:19
    Spoko,czasem się zdarza.I nie wyszłaś na głupią babę.Ja mam
    zboczenie zawodowe takie,żeby poprawiac:)Ale czasem i mnie się
    zdarza,zwłaszcza w pośpiechu:)
  • tilia7 08.12.09, 16:35
    Wpisując się w wątek o tym, co "za murem" zamieszczam mój ulubiony i
    przepiękny wiersz Bolesława Leśmiana "Dziewczyna".Warto więc wierzyc
    czy nie warto?:)




    Dwunastu braci, wierząc w sny, zbadało mur od marzeń strony,

    A poza murem płakał głos, dziewczęcy głos zaprzepaszczony.



    I pokochali głosu dźwięk i chętny domysł o Dziewczynie,

    I zgadywali kształty ust po tym, jak śpiew od żalu ginie...



    Mówili o niej: "Łka, więc jest!" - I nic innego nie mówili,

    I przeżegnali cały świat - i świat zadumał się w tej chwili...



    Porwali młoty w twardą dłoń i jęli w mury tłuc z łoskotem!

    I nie wiedziała ślepa noc, kto jest człowiekiem, a kto młotem?



    "O, prędzej skruszmy zimny głaz, nim śmierć Dziewczynę rdzą
    powlecze!" -

    Tak, waląc w mur, dwunasty brat do jedenastu innych rzecze.



    Ale daremny był ich trud, daremny ramion sprzęg i usił!

    Oddali ciała swe na strwon owemu snowi, co ich kusił!



    Łamią się piersi, trzeszczy kość, próchnieją dłonie, twarze bledną...

    I wszyscy w jednym zmarli dniu i noc wieczystą mieli jedną!



    Lecz cienie zmarłych - Boże mój! - nie wypuściły młotów z dłoni!

    I tylko inny płynie czas - i tylko młot inaczej dzwoni...



    I dzwoni w przód! I dzwoni wspak! I wzwyż za każdym grzmi nawrotem!

    I nie wiedziała ślepa noc, kto tu jest cieniem, a kto młotem?



    "O, prędzej skruszmy zimny głaz, nim śmierć Dziewczynę rdzą
    powlecze!" -

    Tak, waląc w mur, dwunasty cień do jedenastu innych rzecze.



    Lecz cieniom zbrakło nagle sił, a cień się mrokom nie opiera!

    I powymarły jeszcze raz, bo nigdy dość się nie umiera...



    I nigdy dość, i nigdy tak, jak pragnie tego ów, co kona!...

    I znikła treść - i zginął ślad - i powieść o nich już skończona!



    Lecz dzielne młoty - Boże mój - mdłej nie poddały się żałobie!

    I same przez się biły w mur, huczały śpiżem same w sobie!



    Huczały w mrok, huczały w blask i ociekały ludzkim potem!

    I nie wiedziała ślepa noc, czym bywa młot, gdy nie jest młotem?



    "O, prędzej skruszmy zimny głaz, nim śmierć Dziewczynę rdzą
    powlecze!" -

    Tak, waląc w mur, dwunasty młot do jedenastu innych rzecze.



    I runął mur, tysiącem ech wstrząsając wzgórza i doliny!

    Lecz poza murem - nic i nic! Ni żywej duszy, ni Dziewczyny!



    Niczyich oczu ani ust! I niczyjego w kwiatach losu!

    Bo to był głos i tylko - głos, i nic nie było oprócz głosu!



    Nic - tylko płacz i żal i mrok i niewiadomość i zatrata!

    Takiż to świat! Niedobry świat! Czemuż innego nie ma świata?



    Wobec kłamliwych jawnie snów, wobec zmarniałych w nicość cudów,

    Potężne młoty legły w rząd, na znak spełnionych godnie trudów.



    I była zgroza nagłych cisz. I była próżnia w całym niebie!

    A ty z tej próżni czemu drwisz, kiedy ta próżnia nie drwi z ciebie?
  • elka323 09.12.09, 10:54
    Dobrze wiem , że nikt nie odpowie na moje pytania , bo chyba nie ma nikogo , kto
    potrafiłby wyjaśnić , dlaczego nasze życie potoczyło się tak czy inaczej,Wersja
    - Bóg tak chciał , miał w tym wyższy cel - zupełnie do mnie nie przemawia, nie
    jestem w stanie jej zaakceptować.Ale przeznaczenie - tak , to jest to , co
    decyduje o tym , jakie jest moje życie.
    Ja również nie przyjmuję pokornie cierpienia.Z początku bywa , że ogarnia mnie
    rozpacz , że już więcej nie dam rady , przecież jestem tylko człowiekiem i moja
    wytrzymałość jest ograniczona.Ale zaraz zaczynam się buntować i podejmuję walkę
    , choć wydaje się , że nie mam żadnych szans.I często - wygrywam.
    Nie mam wielkich wymagan , chciałabym żyć spokojnie , bez ciągłych wstrząsów i
    walki o byt, chciałabym zapewnić dobrą przyszłośc moim dzieciom.Być może się uda
    , być może jest mi to przeznaczone , przecież moje dzieci już dostatecznie
    zostały ukarane , choć nie wiem , za co.Staram się , aby były uczciwe i
    odpowiedzialne.Sama jestem bardzo tolerancyjna , podobno aż za bardzo , ale
    uważam , że to bardzo dobra cecha charakteru - chcę , aby moje dzieci też były
    takie.Żyj i daj żyć innym - to powinno być najważniejsze, nie pozwól , aby inni
    cierpieli przez ciebie.Myślę , że to jest ważniejsze niż wiara w jakieś bóstwo.A
    jeśli zle myślę - no cóż , przekonam się o tym po śmierci.
    Moje poglądy oddaje chyba najlepiej pewne żydowskie powiedzenie , które traktuję
    z lekkim przymrużeniem oka_jeśli pana Boga nie ma , to chwała Bogu , ale jeśli
    jest , to niech nas ręka boska broni
    Tila , bardzo dobrze mi się z tobą rozmawia , a twoje posty są dla mnie ciekawym
    materiałem do przemyśleń.Dziękuję
  • tilia7 03.02.10, 13:03
    Chciałam to,co zwykle piszę jakoś ując bardziej podsumowująco,bez
    rozbijania na atomy:)
    Nie wiem czy to się uda,ale spróbuję:)Może to komuś pomoże,jeśli nie
    to trudno.W każdym razie od razu proszę,żeby nikt się nie czuł w
    żaden sposób obrażony,bo piszę o MOICH osobistych przemysleniach i
    przede wszystkim odczuciach.

    Najpierw łatwiejsze-czyli religia i księża.

    Wszystkie argumenty,że księża to zwykli ludzie są słuszne,mają prawo
    do błędów czy niedouczeń i tak jak w innych zawodach trafiają się tu
    profesjonaliści czy ludzie "z powołania" i zdarzają się miernoty
    albo wręcz czarne owce,przynoszące swojemu zawodowi wstyd.Rzecz w
    tym,że zawód księdza czy jego powołanie-jest jednak bardzo
    szczególne.Bo wybierając ten zawód,w którym ma byc pośrednikiem
    między człowiekiem a bogiem,w którym reprezentując religię ma byc
    strażnikiem reprezentowanych przez tę religię wartości moralnych,w
    którym ma byc osobą duchowną-podejmuje jednak pewną odpowiedzialnośc
    i pełni funkcję jednak nieco inną,na poziomie moralno-duchowym,niż
    przedstawiciele innych zawodów.Moralnośc księdza i jego postępowanie
    albo są świadectwem tego,w co wierzy albo całkowicie dyskwalifikują
    i jego samego i niestety,w pewnym sensie,całą religię.
    Ja jako polonistka też powinnam byc moralna i postępowac dobrze.Ale
    istotą mojego zawodu jest uczenie języka polskiego.Więc teoretycznie
    może byc tak,że będę złym,niemoralnym człowiekiem a jednocześnie
    świetną polonistką.Moja niemoralnośc dyskwalifikuje mnie wówczas
    jako człowieka,ale nie jako "zawodowca".Ksiądz jest takim
    szczególnym przypadkiem,kiedy jedno nakłada się na drugie,kiedy
    człowieczeństwo księdza jest świadectwem jego oddania religii.
    A jesli tak nie jest,to ja mam tylko jedno skojarzenie.Z reklamą
    Polbanku:

    "Ale nie musisz wierzyc reklamie i facetowi przebranemu za księdza"

    I to jest podsumowanie absolutne,bo religia głoszona przez księdza
    który jest tylko za księdza "przebrany" staje się dokładnie reklamą
    kościoła i niczym,zupełnie niczym więcej.

    Tu wracam niejako do początku-że ksiądz też człowiek i ma prawo do
    błędów.Tak,ma takie prawo.Tylko ja osobiście myślę sobie tak:jeśli
    ten ksiądz ma prawo do błędów to jest TYLKO człowiekiem i nikim
    więcej.Żadnym pośrednikiem między mną a Bogiem.Ja jestem takim samym
    człowiekiem jak ten ksiądz.I nie widzę żadnego powodu aby Bóg nie
    miał mówic bezpośrednio do mnie:)



    Ale to jest mniej ważna sprawa.Wazniejsza jest kwestai Wiary i Boga.

    Jak jest u mnie z Bogiem to niby od dawna wiem.Ale coś mi wciąż
    umykało i nie umiałam sama ze sobą dojśc do tego,co mi właściwie nie
    pasuje a coś nie pasowało i to bardzo.Wymykała mi się jakby istota
    rzeczy.I wszystko mi się wykrystalizowło podczas ubiegłotygodniowej
    wizyty u psychologa.Więc postaram się wyjaśnic z nadzieją,że jakoś
    się uda nie poplątac w zeznaniach,bo kwestia nie jest łatwa:)I że
    jakoś zrozumiecie a może nie tyle zrozumiecie,co poczujecie o co mi
    chodzi-bo na tym zależy mi bardziej:)

    Otóż sesja z panią psycholog nie dotyczyła Boga tylko umiejętności
    oddzielenia uczuc i myśli,a konkretnie takiego przeżywania
    żałoby,żeby chociaż czasem myśli wyłączyc i skupic się tylko na
    tym,co się naprawdę czuje i na przeżywaniu tych uczuc.
    Jest to zadanie niezwykle trudne,ponieważ od dziecka uczy się nas
    dokładnie czego innego:nie mamy się kierowac emocjami,nie mamy ich
    za bardzo okazywac,natomiast mamy myślec i kierowac się
    rozumem,logicznymi argumentami itd.
    Więc przyswajamy sobie te wzorce i choc uczucia też oczywiście
    mamy,to bardzo rzadko potrafimy je tak naprawdę poczuc a opisac je
    potrafimy jedynie za pomocą myśli.
    Toteż rozmowa z panią psycholog była bardzo trudna i wyglądała mniej
    więcej tak,że ja,zapytana co w tej chwili czuję,zaczynałam dużo i
    szczegółowo mówic,pani psycholog słuchała spokojnie,a kiedy
    kończyłam mówiła:"No dobrze pani Kasiu.Ale zostawmy myśli,niech pani
    się skupi na tym,co pani CZUJE."I tak kilka razy.Pocieszała mnie,że
    to naprawdę bardzo trudne i żebym się nie zrażała,bo dużo czasu i
    wysiłku potrzeba,żeby odzyskac utraconą umiejętnośc świadomego
    odczuwania uczuc bez myślowego ich analizowania.Byłam już tym
    wszystkim zmęczona,bo zadanie naprawdę jest piekielnie trudne.Ja
    wiem,co czuję.Tylko nie umiem tego wyrazic.I w pewnej chwili
    przyszło mi do głowy,że u mnie dokładnie tak jest własnie z Bogiem.I
    mówię do p.psycholog,że wiem już o co jej chodzi,bo w taki właśnie
    sposób,poprzez uczucia ,pozarozumowo,odczuwam Boga, w którego
    rozumowo w zasadzie nie wierzę.Kiedy to powiedziałam,twarz pani
    psycholog rozjaśnił uśmiech i stwierdziła,że dokładnie o to chodzi i
    że ona ma tak samo.Więc zaczęłyśmy krótką a treściwą rozmowę na ten
    temat i okazało się,że "doświadczamy" Boga w identyczny sposób.

    No i teraz przejdę do sedna:)Więc u mnie to wygląda tak:jeśli
    analizuję te wszystkie,religie,świadectwa,argumenty za i przeciw
    istnieniu Boga oraz dotyczące jego natury,to zawsze i niezmiennie
    dochodzę do wniosku,że jest to jedna wielka,wierutna bzdura oparta
    tylko i wyłącznie na mniej lub bardziej udatnej MYŚLI LUDZKIEJ.Nic
    mi wtedy nie pasuje,kompletnie nic.Zawsze w końcu trafiam na
    ścianę.Każda teoria ma tyle samo mądrości w sobie co i
    totalnej,żenującej głupoty,każda ma jakieś wewnętrzne
    sprzeczności,nielogiczności,zawiłości,z którymi nic zrobic nie
    można.Na każdy argument mozna odnaleźc kontrargument.Każde pytanie
    zostaje albo bez żadnej odpowiedzi albo z tysiącem odpowiedzi,z
    których niczego nie da się jednoznacznie wybrac.Plus wymyślone
    bzdurne zakazy,nakazy,przekonania itd.Z moim sposobem myślenia i
    wychowaniem w kulcie wiedzy,zupełnie jest to wszystko nie do
    przyjęcia i niestety, czym więcej czytam,czym więcej pytań zadaję i
    czym bardziej to analizuję,tym bardziej utwierdzam się w
    przekonaniu,że Boga nie ma,po śmierci jest tylko piach i koniec a
    cała ta "nadbudówka" stworzona przez ludzi jest tylko,jak twierdził
    Marks "opium dla ludu"-stworzonym po pierwsze po to,żeby trzymac lud
    za mordę a po drugie po to,żebyśmy się(przepraszam za wyrażenie) nie
    posrali ze strachu,że się rozpłyniemy w nicości.Więc parafrazując
    Kartezjuszowskie "Cogito,ergo sum" muszę napisac :"Myślę,więc jestem
    ateistką".

    Ale...Ale kiedy pojadę na przykład w Tatry i spojrzę na ośnieżone
    szczyty gór i zalaną słońcem Dolinę Kościeliską to w ciszy i
    zachwycie CZUJĘ że JEST.Wytłumaczyc tego nijak nie umiem-bo jako się
    rzekło,jak zacznę analizowac to nie zostanie z tego nic.To jest
    uczucie wewnętrznego ciepła i światła,siły,poczucia przynależności
    do tego wszystkiego,zachwyt i taka niesamowita pewnośc,że naprawdę
    WSZYSTKO jest Bogiem,że WSZYSTKO ma swój sens,że jest w tym
    ład,porządek,zamysł.Dominujące jest poczucie
    Światła,wewnętrznego,płonącego we mnie,ciepłego i bardzo jasnego
    światła oraz uczucie,że jestem częścią tego świata i tego
    Boga.Dodam-częścią równoważną ze wszystkimi innymi częściami.Czuję
    wtedy,że jest w tym wszystkim dla mnie miejsce.Takie uczucie jest
    cudowne i ... bardzo bardzo rzadkie.Ale kiedy jest to ma się
    naprawdę pewnośc.I tej pewności starcza na długo.Pod warunkiem,że
    się nie zaczyna analizowac,pytac,myślec,oceniac,drążyc,porównywac
    itd.Pod warunkiem,że się poczuje świadomie,że ten Bóg nic ode mnie
    nie chce i nic mi nie da poza swoją obecnością.Bo jesteśmy
    CAŁOŚCIĄ,JEDNOŚCIĄ,PEŁNIĄ.To uczucie można przeżyc również w
    Kościele.Obojętnie jakim,byle był...pusty:)


    Podsumowując:Ja rozumowo Boga nie odnajdę nigdy.Po pierwsze
    dlatego,że mój rozum mi w tym przeszkadza.Po drugie dlatego,że Bóg
    jest niepoznawalny w ten sposób.I po trzecie,najwazniejsze:bo już
    tego nie potrzebuję.

    Nie deklaruję,że nigdy już nie będę pytac i szukac i czytac i
    sprzeczac się czasem:) .Pewno będę bo jestem z natury ciekawska.Ale
    będę to robic już tylko w zakresie poznawania MYŚLI LUDZKIEJ na
    temat Boga a nie w zakresie poznawania
  • tilia7 03.02.10, 13:06
    Zaznaczam przy tym,że w żałobie to niewiele pomaga,bo ból i rozpacz
    skutecznie potrafią zatrzec to uczucie a poza tym tęsknimy jak
    ludzie,po ludzku i co najważniejsze-choc często tu piszemy o
    poszukiwaniu Boga-tak naprawdę próbujemy odnaleźc naszych ukochanych
    zmarłych.Więc to nie jest moja recepta na rozpacz i ból.Takiej nie
    mam.I nie znam żadnej odpowiedzi na pytanie:Dlaczego?
  • tilia7 03.02.10, 13:16
    ...a nie w zakresie poznawania Boga(tak miało byc-tylko miejsca na
    litery zabrakło):)
  • halas1961 03.02.10, 14:31
    Droga Kasiu
    Pieknie napisałaś to swoje podsumowanie:)
    Ja jak wiesz jestem czynną:) i aktywną katoliczką. Ale doskonale
    rozumiem o czym piszesz. Tez doswiadczam poczucia jednosci z
    otaczajcym swiatem, poczucia i pewnosci ze jest rowniez we mnie to
    swiatło. Pewnosci, ze On jednak istnieje, poczucia blogości. Bywa to
    jednak bardzo rzadko, ale te chwile ma sie zawsze w pamięci. Ostatni
    raz poczucia spokoju nieogarnionego, błogości, i miłości ktora
    wypełniala wszystko wokól doswiadczyłam tak bardzo mocno jakos w
    miesiac po odejsciu Agatki. Jechałam wtedy autobusem, spojrzalam
    przez okno na mijany las, na drzewa...był słoneczny dzień...i wtedy
    jakby ktos mi powiedział :"bądź spokojna o swoja córkę" i pojawiło
    się to uczcie. Wiem o czym piszesz Tilio. Czasem doznaję tego
    uczucia podczas mszy swietej, ale rzadko.
    Halina-mama Agatki
  • tilia7 03.02.10, 14:55
    To się cieszę Halinko,że wiesz,o czym piszę.Tak sobie myślałam
    własnie,że akurat Twoja wiara-z tego co piszesz-jest właśnie na
    takim uczuciu oparta.Ja też wtedy czuję spokój,to prawda.Nie żadną
    euforię tylko cudowny,absolutny spokój.
  • pam_71 03.02.10, 15:33
    jest poczucie Światła,wewnętrznego,płonącego we mnie,ciepłego i
    bardzo jasnego światła oraz uczucie,że jestem częścią tego świata


    Ja takie stany mojego ducha (bo też ich doświadczam)nazywam pełnią
    szczęścia lub poczuciem spełnienia ...

    Ja nie umiem "ubierać myśli w słowa" - mam typowy umysł ścisły, ale
    wiele (żeby nie powiedzieć większość) z tego co napisałaś jest mi
    b.bliska. Masz rację - w żałobie to średnio pomaga, ale na pewno
    pomaga w określeniu własnego JA i własnego sensu/drogi życia ;-)

    Powodzenia dziewczyny
    PS I jesteście "wporzo" babki ;-p
  • grazyna1965 04.02.10, 00:16
    Tilio,Twoje ,,podsumowanie " to ..moje myśli. Ja nie potrafię tak
    pięknie napisac o tym, mało tego, nie umiem nawet tego w swojej
    głowie ,,ułozyć". Po raz pierwszy czytając Twoją wypowiedź byŁam
    wstrząśnięta, że piszesz o tym co ja tak naprawdę czuję.To
    niesamowite, naprawdę.
    Pozdrawiam cieplutko
    Grażyna,mama Patryni
  • tilia7 04.02.10, 10:52
    Bardzo się cieszę Grażynko.Bałam się,że zaraz lawina wyrzutów na
    mnie spadnie a tu na razie zrozumienie takie.To się cieszę
    bardzo,naprawdę.Bo to nie są jakieś moje wydumane przemyślenia,tylko
    to co naprawdę czuję.
    I równie ciepło pozdrawiam
  • annubis74 04.02.10, 14:17
    Tilio, pięknie to napisałaś, wyrażając to co mnie się kołacze po
    głowie, dość niezgrabnie i nieuporządkowanie. Tak naprawdę zawsze
    wiedziałam że Bóg to dla mnie ta harmonia, pełnia, symbioza,
    bezpieczeństwo. Przyznam że takich uczuć doświadczałam zazwyczaj
    poprzez kontakt z przyrodą, w zachwycie dla doskonałości, piękna i
    harmonii - tym zawsze był dla mnie Bóg, którego nie musiałam
    personifikować jako starca z siwą brodą lub młodzieńca na krzyżu.
    Masz rację że to bardziej uczucie niż rozumowe dociekanie pozwala
    nam doświadczyć tego stanu... hmmm... błogości.
    Ostatnio szłam na cmentarz, świeciło słońce, świeży nieskalany śnieg
    miękko otulał nagrobki i tak bardzo chciałam poqwiedzieć: zobacz,
    Mamo, jak pięknie. Powiedziałam to, głośno. Ale też poczułam tą
    szarpiącą tęsknotę, na którą nic nie potrafię poradzić, niezależnie
    od tego ile razy zapytam: czym jest bóg? czym jest cierpienie? czemu
    go doświadczam? i niezależnie od tego jak bardzo przemówi do mnie
    odpowiedź.
    KIlka miesięcy temu nie chciałam słyszeć o Bogu, zwłaszcza w tym
    katolickim wydaniu, teraz wiem, że istnieje siła której nie pojmuję
    i nigdy nie ogarnę, ale siła ta nie doswiadcza mnie cierpieniem, nie
    wymaga noszenia krzyży. Po prostu jest...
  • tilia7 04.02.10, 14:26
    Annubis,to ja ponownie napiszę,że się cieszę:)Bo sama to miałam
    takie odczucie,jakbym dla jednych była
    antychrystem,niedowiarkiem,ewentualnie jakimś "dzikim" który
    zatrzymał się w rozwoju i czci Matkę Naturę:)A dla innych z kolei
    jakąś nawiedzoną "dziewczynką"która widzi Boga w chmurkach i
    kwiatuszkach.
    Więc naprawdę poczułam się lepiej czytając Wasze komentarze i
    wiedząc,że takie odczucia i Wam są bliskie.
  • annubis74 04.02.10, 14:45
    widocznie tych "dzikich" jest więcej:)
    w momentach krytycznych naszego życia, kiedy musimy zmierzyć się z
    jakąś ostatecznością, sprawami fundamentalnymi, zaczynamy swiadomie
    szukać odpowiezi, czasem odrzucaąc to co kiedyś nam wpojono, a co w
    tym momencie okazało się bezużyteczne (mówię o sobie i tylko o
    sobie, zakadam, ze każdy szuka na własną rękę i znajduje to co
    akurat jemu jest potrzebne). Pozdrawiam ciepło
  • kolega010 09.10.10, 11:10
    przypuszczam że to czy wierzymy w PANA BOGA to kwestia naszego wychowania naszej duszy naszych pragnień.BÓG zawsze nam pomaga jeżeli nawet w niego nie wierzymy!!!
  • harald_v 23.01.19, 11:52
    Dla mnie dużo wniosła książka "Rozmowy z Bogiem". Tutaj możesz jej posłuchać. www.youtube.com/watch?v=Zl7TxQ_Ygog
  • anonim.33 24.02.19, 11:16
    Cześć , Napisze tylko tak , Nie znam się na snach bardzo dobrze ale wiem że mogą się z nami komunikować zmarli gdy naprawdę jesteśmy w niebezpieczeństwie lub chcą byśmy nawrócili się jeszcze na czas .Również zdarza się tak że ciemna strona mocy chce wykończyć człowieka i by człowiek oddalił się całkowicie od Boga wtedy jest prawdopodobieństwo że pojawia się pod postacią bliskich osób i zaczyna mącić w głowie . Co do 3 w nocy zgadza się gdy budzimy się przed 3 w nocy a dokładnie 3-22 Doświadczamy ataku ciemnej mocy dokładniej DEMONÓW I nie TYLKO! i Jedyny ratunek to nie popadać w histerie oraz starać się przezwyciężyć strach najlepiej wtedy pomaga Modlitwa kontakt z Bogiem , Koronka do Miłosierdzia Bożego , Pismo ŚW Ma niesamowitą Moc , dane nam było by mieć Tarczę i się bronić . Wiem bo sam doświadczyłem . Co do kontaktu ze zmarłymi jak i Medium odradzam oraz Astralne podróże bo tylko i wyłącznie zatracicie swoje dusze .Zaczyna się od drobnych szczegółów doświadczeń więc uważajcie czym się interesujecie . Wiem bo doświadczyłem . A co do TEGO czy jest RAJ Życie po śmierci To JEST !!! tylko naszym zadaniem jest pozostać na tym świecie nie pchać się tam i dokończyć swoją misję przeznaczenie , ścieżkę jaką wybrał dla nas Bóg i nawracać się na czas bo czasy ostateczne już nadchodzą .ps: Bez obaw wasi bliscy gdy faktycznie nie grzeszyli i prowadzili szczere bliskie życie z Bogiem są w dobrych rękach tam już na górze i są naprawdę szczęśliwi .Chyba że nie prowadzili to nie chce pisać co się z nimi stało . Tylko Bóg ma prawo osądzać innych ,ponieważ zna każdą myśl człowieka od narodzin oraz wszystko przegląda po śmierci człowieka . Powrotu z tamtego świata nie ma , wszystko zależy co komu jest pisane , dlatego część ludzi wraca by dokończyć swoją misję w ciele śmiertelnika . Bóg z wami

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.