12.08.09, 12:48
Już nigdy ..........nie powiesz kocham cię mami,
już nigdy się nie przytulisz.
Nie mam łez..........
Ja do końca swych dni będą czuć się marionetką.
Marionetką, którą los oszukał,skrzywdził zabierając syna.

Tak bardzo Cię kocham.
Miłość do Ciebie nigdy nie przeminie.

Marionetka.
Edytor zaawansowany
  • kopciuszek125 12.08.09, 19:56
    Tak mi przykro Marionetko że Ciebie spotkało takie nieszczęście. Ja żyję w
    ciągłym strachu o swojego syna dokąd wytrzyma jego wątroba. Takie są chwile
    zwątpienia czuję się taka nieraz zmęczona ze nie dam rady.
  • first.marionetka 12.08.09, 20:33
    Czuję się jak we śnie. Nie wierzę, że to moje życie.
    Wciąż na Niego czekam.
  • tilia7 12.08.09, 22:20
    Tak, tak to właśnie jest, nie można uwierzyć i wciąż się czeka.Bardzo mi przykro
    Marionetko,cóż Ci mogę więcej napisać?
  • first.marionetka 13.08.09, 09:14
    Czytam Was, kochane mamy. Tylko tyle potrafię.
    Uświadomiłam sobie, że nie jestem jedyna, a jedna z wielu.Małe
    pocieszenie,bo nikomu nie życzę takiego bólu.

    Już nigdy nie będę sobą. Jestem tak poblokowana emocjonalnie, że
    nawet sama do siebie nie mam dostępu.Lalka w środku pusta.
    Wraz z Nim odszedł mój optymizm a poczucie humoru obróciło się w
    sarkazm.
    Marionetka, kukiełka na arenie życia.
    Skamieniała NIOBE.
  • halas1961 13.08.09, 12:02
    Każdy dzień jest dla nas rocznicą,
    każdy dzień jest dla nas czekaniem
    Każdy dzień utopiony w tęsknocie
    Każdy dzień naznaczony rozstaniem
    Każdy dzień, nawet ten kiedy uśmiech
    Nawet ten zawiązany wspomnieniem
    Każdy dzień, dzień bez dziecka swojego
    Jest dla matki ogromnym cierpieniem...
    Halina-mama Agatki
    Ps. Napisze do Ciebie na meila gazetowego
  • ewad16 25.08.09, 12:14
    Witam ! 4 lata minęły od śmierci mojej córki , miała zaledwie 16 lat
    pokonała ja nieuleczalna choroba...przeszłam niewyobrażalny ból więc
    wiem co przeżywałyście,chciałam umrzeć, zasnąc i się już nie
    obudzić, ale to nie było takie proste... jestem dziasiaj inną osobą,
    krótko po jej śmierci czułam się jakbym nic nie czuła,nie kochała ,
    miałam serce jak z kamienia.Odrętwienie mija ale tęsknota nigdy nie
    minie...........
  • first.marionetka 09.09.09, 21:51
    Byłam dziś w dużym centrum handlowym, gdzie razem chodziliśmy po sklepach z
    ciuchami.
    Czułam odrętwienie,nierealność mojego tam " bycia".
    Tak wygląda teraz każde wyjście na zakupy, jakbym pływała, a nie chodziła.
    Nigdy nie przypuszczałam, że człowiek może być tak nieobecny, pomimo że jeszcze
    żyje....................................................
  • xxxkarolinkax 09.09.09, 22:08
    bardzo dobrze to rozumiem. Co prawda nie straciłam dziecka, ale mojego
    ukochanego narzeczonego,osobę z którą wiązałam całą przyszłość.
    Nadal omijam wiele "naszych" miejsc.. po prostu nie potrafie pójść do parku, bo
    wszędzie bym widziała Nas..moje słońce, gdy sie tak cieszył, że w końcu wrócił
    ze szpitala i mogliśmy razem wyjść.

    Serce nie byłoby chyba w stanie wytrzymać takich ciosów. Może kiedyś.
    A zawsze tak lubiłam ten park, był taki "nasz".
  • tilia7 09.09.09, 22:21
    Mam dokładnie to samo.Czasem czuję się wręcz uwięziona, do tylu miejsc nie
    potrafię pójść.Markety tak samo, 15 minut jestem w stanie wytrzymać, potem mam
    ochotę usiąść na środku i wyć
  • witaminka_e 06.10.09, 14:50
    first.marionetka napisała:

    >
    > Nigdy nie przypuszczałam, że człowiek może być tak nieobecny, pomimo że jeszcze
    > żyje....................................................

    ja straciłam mojego najlepszego przyjaciela, najukochańszego na świecie Brata,
    czuję się tak samo, żyję, lecz martwa ma dusza. Aczkolwiek matki ból po stracie
    dziecka jest dla mnie nie do ogarnięcia....patrząc na swoich rodziców, wiem,że
    chyba pragnęli by już umrzeć, chyba tyko ja ich utrzymuje przy życiu, i moje
    dzieci, nie ta kolejność, to dzieci powinny chować rodziców. Natura się myli
    zbyt często.:(
    --
    kliknij
  • first.marionetka 07.10.09, 08:17
    Miłość matki jest mostem do wszystkiego co dobre teraz
    i w wieczności........ocieram łzy i myślę, żeby Ci Ptysiuniu było
    dobrze tam, gdzie teraz jesteś.
    Ty wiesz, że i tam jestem z Tobą Kochanie.
  • first.marionetka 14.08.09, 11:09
    Gdy się budzę nie wierzę, że Ciebie nie ma.
    Nie wierzę, że ja żyję.

    Wierzę, że jet Bóg i jest wszechmocny, tylko nie wiem, po co On Ciebie tam
    potrzebował.

    Wiele pytań bez odpowiedzi.

    I to jedno - jak żyć? - jak żyć , bez Ciebie?

    Kochanie, wiem, że jesteś blisko, a ja Cię tylko nie widzę.
    Wiem, że jest Ci dobrze, ale mnie jest tu źle.
    Tak bardzo tęsknię.......... mama
  • first.marionetka 23.08.09, 13:02
    Kochanie, już nigdy nie będę sobą.
    Uśmiechniętą, radosną. Dziś zakładam maski, które szczelnie przylegają do mojej
    twarzy i ludzie widzą nawet mój uśmiech, ale to maska.
    Nawet tata dał się na to nabrać, zapytał " coś taka radosna" a ja Mu na to -
    maska nr 5, zrozumiał.
    Nadal nie wiem jak żyć, nadal jestem w grudniu 2008. Zostanę tam na
    zawsze...............................................................
  • tilia7 23.08.09, 22:01
    first.marionetka na forum mama-wdowa zalożyłam post o takim samym tytule, jak Ty
    tutaj.Opłakujemy kogo innego.Ale uczucia pozostaję rozpaczliwie te same.Maski
    pozostają te same.I JUŻ NIGDY pozostaje to samo...Pozwalam sobie, więc poniżej
    przytoczyć to, co tam napisałm.
    Pozdrawiam serdecznie

    Czytam piękną książkę o Nowym Jorku polskiej dziennikarki Kamili
    Sławińskiej.Zaskoczyła mnie ta mądra, pełna trafnych obserwacji książka,ale nie
    o tym chciałam napisać, bo to temat na inne forum.
    Jak o Nowym Jorku to i o 11 września i faktycznie autorka kilkakrotnie wspomina
    o swoich przeżyciach z tą tragedią związanych.Pod koniec książki trafiłam na
    fragment, który wycisnął mi łzy z oczu i zdławiła gardło, bo tak trafnie udało
    się autorce ująć w słowa to, co ja czuję po śmierci ukochanego człowieka.I tak
    sobie pomyślałam, że nieważne czy ginie tysiąc osób czy ta jedna, jedyna
    najukochańsza-kiedy mamy do czynienia ze śmiercią
    gwałtowną,niespodziewaną,przedwczesną, taką "śmiercią, która miał jeszcze nie
    przyjść" jesteśmy wszyscy jednakowo wstrząśnięci i jednakowo bezradni.I NIC JUŻ
    NIGDY nie będzie takie samo:

    "Podobno wszystko jest normalnie, albo Normalnie-Po-Nowemu.Ale nawet jeśli
    uprawianie joggingu,zakupy i sobotnie wypady do baru nie mają już w sobie nic
    oburzającego, to kupując,śpiąc,"robiąc swoje", nie możemy zapomnieć tamtych
    dni,kiedy straciliśmy zmysły, by nie odzyskać ich już nigdy."
  • first.marionetka 23.08.09, 22:49
    Talio, masz rację.

    Mój świat legł w gruzach jak wieże WTC. Bez nich Manhattan, już nigdy nie będzie
    Manhattanem, a ja bez mojego syna nigdy już nie będę tamtą pełną optymizmu,
    nadziei, radości życia kobietą.

    Wczoraj byłam na spotkaniu ze znajomymi, którzy współczują, wspierają,
    podziwiają, że w ogóle potrafię żyć.
    Na Boga, nie potrafię. Życie we mgle, za szybą, po omacku, bez sensu.

    Kiepska aktorka, która gra i nie zauważyła, że orkiestra przestała grać.........
    śmieszna marionetka, pociągana za sznureczki przez los.

    Nie tak miało być Panie, nie tak. Miałam dobrze wychować dzieci, zobaczyć wnuki
    i spokojnie udać się do Domu Ojca żegnana na cmentarzu muzyką w wykonaniu wnuków.

    A to ja musiałam słuchać trąbki na odprowadzenie syna.
    Nic nie pamiętam,tylko tą muzykę, która na zawsze pozostanie w mych uszach.

    Umarłam jak Manhattan po 11 09 2001, niby życie toczy się dalej, ale strach, ból
    pozostał.

    Ja czuję, że już nigdy nie odnajdę się na tej planecie - planecie, gdzie miłość
    matki nie może odroczyć " wyroku" losu, gdzie matka nie może do końca swoich dni
    cieszyć się miłością ukochanego dziecka.

    Nie wiem co ja tu jeszcze robię, bez Ciebie.

    Kocham Cię, tak bardzo Cię kocham i żyję w dwóch światach moim i Twoim, częściej
    w Twoim...... mama
  • first.marionetka 24.08.09, 21:32
    Dziś rano, jeszcze byłam w łóżku usłyszałam subtelne " mamo " - to nie był sen,
    to była jawa.
    Tylko raz, jedyny raz, jedno słowo " mamo".
    Odebrałam to, jakbyś mi chciał powiedzieć , jestem przy tobie mamo.

    Już nigdy nie będzie tak jak kiedyś, będzie po prostu inaczej....

    Teraz wyraźniej będę się wsłuchiwała w ciszę............

    Tak bardzo Cię kocham i już wiem, że możesz być blisko, jesteś blisko. Mama.
  • 198-3mk 25.08.09, 07:36
    Witaj bratnia duszo...
    Naprawde rozumiem jak jest Ci ciężko:(
    Ta sama strata dotkneła mnie 4 lata temu, nowotwór w ciągu 10
    miesięcy pokonał mojego syna... Miał 22-lata..
    Chciałam umrzeć razem z Nim... A żyje do dzisiaj...
    Tylko wszystko jest już inne... Moje serce jest inne... Ja jestem
    inna... Słońce świeci inaczej... I cała reszta świata, nigdy nie
    będzie już taka sama...
    Trzymaj się Kochana. Życzę Ci dużo,dużo siły i wiary, bo ona jest
    Nam bardzo potrzebna... Dzięki niej, utrzymujemy kontakt z
    Naszymi dziećmi...
  • first.marionetka 25.08.09, 09:36
    Dziękuję, za Twój wpis jw. Mój syn był równolatkiem Twojego.
    A w moim życiu nadal śnieg, mróz....świat stanął w miejscu, nawet nie
    zauważyłam, że minęły wakacje.

    Mam bardzo dużo wiary, wiary w głębszy sens tego wszystkiego.
    Tylko to trzyma mnie przy życiu.
    Wiem, że nie jestem sama, że jest dużo matek cierpiących podobnie jak ja. Ale
    pomimo wszystko jest bardzo , ale to bardzo ciężko.
    Ja bardzo jesteśmy okaleczone, pogubione w tym świecie, który pokazał,że na
    wiele rzeczy nie mamy wpływu.
    To takie trudne............................

  • first.marionetka 26.08.09, 23:17
    Już nigdy świat nie będzie światem .......... sprzed tego, najgorszego dnia w
    moim życiu.
    Żyję w jakimś dziwnym śnie,w świecie, który nie jest moim światem.
    No cóż, teraz żyję w dwóch światach........ w tym drugim jestem jednak
    częściej....................

    Syneczku, tak bardzo Cię kocham.
  • halas1961 28.08.09, 22:56
    Jeden z moich wierszy oddaje to wszystko o czym piszesz. CZęść osób go juz zna.

    Już nic nie będzie takie samo...
    Choć wstanie słońce, wyjdzie zza chmurki
    Już nic nie będzie takie samo...
    Bo przecież nie ma tu mojej Córki
    Już nic nie będzie takie samo...
    Choć uśmiech może kiedyś wróci
    Już nic nie będzie takie samo...
    Bo moja dusza się nie rozsmuci.
    Halina-mama Agatki

  • first.marionetka 29.08.09, 01:48
    Halinko dziękuję za piękny wiersz.
    Dziś nie potrafię zasnąć.

    Szukam Go wśród gwiazd, tęsknię i już nie potrafię sobie wmawiać, że
    wyjechał..............

    Długie godziny rozmów z Nim, świadomość, że śmierć nie istnieje i zwyczajny
    matczyny obłęd, który dopada w najmniej stosownym czasie i miejscu.

    Widzę świat zza szyby, ludzi idących ulicami a ja , zagubiona jak małe dziecko w
    tym obcym świecie.
    Świecie, w którym znalazłam się wbrew sobie i nie potrafię z niego wyjść.
    Dajmy czasowi czas, pisał bodajże Stachura, ale ten mój czas nie przynosi
    ukojenia, nie przynosi zrozumienia, przynosi matczyny obłęd.......... zawroty
    głowy i niepewność w zwykłym funkcjonowaniu na ulicy, w sklepie , w zwyczajnym
    życiu.
    Nic nie cieszy. To życie wydaje się iluzją, snem, maligną..... takie ogólne
    znieczulenie.

    A mogło być tak zwyczajnie, tak pięknie, radośnie.......... nigdy nie zrozumiem
    DLACZEGO!!!!! teraz jestem kimś innym, obcym. Obca nawet dla samej siebie. Jak
    dalej żyć?

  • mariola008 29.08.09, 07:44
    First.marionetko pisałam już kiedyś o tym, że miłość jest silniejsza od śmierci.
    Jeżeli tak jest to znaczy, że spotkasz się jeszcze ze swoim synkiem. W naturze
    nic się nie marnuje. Jeżeli śmierć nie przerywa naszych uczuć to znaczy, że to
    jeszcze nie koniec ...
    Ja wierzę, że nasi ukochani zmarli są. Każdy dzień naszego życia przybliża nas
    do spotkania. Dzieli nas tylko czas.
  • first.marionetka 29.08.09, 10:30
    Dziękuję Wam za Wasze wpisy.

    Jestem na tym etapie, że wiele rozumiem i nic nie rozumiem.
    Żyję jak automat. Poblokowałam uczucia, chyba po to aby nie oszaleć.
    Choć z drugiej strony wiem, że mój syn nie pozwoli mi oszaleć, to bardzo mądry
    życiowo młody człowiek. Dobra dusza.

    Wiem, że jesteśmy połączeni potężnym połączeniem miłości. Może dlatego mówię,
    myślę o Nim w czasie teraźniejszym.

    Dziwny jest ten świat, w którym teraz żyję. Taki z lekka obłąkany.
    Zapominam, gubię - choć pozornie robię wszystko tak jak wcześniej, tylko w
    powolnym tempie...............

    Tak wiele Ci chciałam dać kochanie, miałam wychowywać w przyszłości wnuki......
    a teraz choć wiem, że śmierć nie istnieje, jestem nieobecna w tym życiu.........

    Tak bardzo Cię kocham, mój Ptysiuniu - mama
    Pamiętam jak głaskałam Cię po nosku i mówiłam Ptysiuniu, śpij już.
    Póżniej ten moment, gdy głaskałam Cię po zimnym nosie i mówiłam Ptysiuniu, obudź
    się, dziecko to nie możliwe........................

    - " pełno nas , a jakoby nikogo nie było"...........................
  • dorrita79 29.08.09, 08:02
    Pamiętam to uczucie bycia za szybą, bycia widzem tego co się dzieje wokól. Jak
    to jest możliwe, że ja przeżywam tragedie, a inni żyją codziennym życiem, pędzą
    na oślep, i nie zdają sobie sprawy, że ja ...tak cierpię, że czuję się jak
    nieporadne dziecko, że proste rzeczy dnia codziennego, obowiązki, sprawy do
    załatwienia przerazają mnie, przerastają. że coś co kiedyś mogłam wykonywać bez
    najmniejszego zastanowienia się, dziś obezwładnia mnie. Z osoby towarzyskiej
    zrobiłam się trędowata, obca, nieobecna ... nawet dla samej siebie.

    Tak właśnie się czułam jeszcze rok temu. na szczęscie teraz jest inaczej, choć
    są momenty, kiedy znów wchodzę w rolę małego, nieporadnego dziecka

    Już pisałam parę razy, że wg mnie sam czas, płynący czas niczego nie zmienia.
    Trzeba mu troszkę pomóc, mówiąc o tym, dzieląc się swoimi odczuciami. Tylko
    przeżywając ból, pozwalając mu ujrzeć światło dzienne możemy sobie pomóc. I po
    pewnym czasie (różnym dla każdego), ból będzie mniejszy, już nie będzie zwalał
    całej na ziemie, lecz tylko na kolana. I tak krok po kroczku.

    U mnie mniej więcej po 2 latach od tragedii dopiero zaczął pojawiać się szczery
    uśmiech, a wcześniej....jakbym była wyżuta z wszelkich uczuc, a już napewno tych
    ciepłych.
    Chcielibyśmy by to tak szybko minęło, tak mało w nas cierpliwości....ale
    niestety, nie da się nic przyspieszyć. Zycie może wydawać się niekończącą drogą
    krzyżową, wiecznym piekłem.
    I dopiero kiedy już stracimy zupełnie nadzieję, kiedy wydaje nam się, że już
    dłużej nie zniesiemy tego,.... może zacząć pojawiać się maleńki promyczek
    światła, który z czasem przeradza się w większy płomyczek itd.

    Jak żyć? Ciężkie pytanie. Czasami nie pozostaje nam nic innego, jak żyć tym
    każdym dniem, który boli, dzień za dniem i w tym całym bólu, próbować znaleźć
    ludzi, którym można powiedzieć, którym można zawierzyć, do których można się
    przytulić.
    A może kiedyś, pewnego dnia..... coś się zacznie w nas zmieniać.

    ściskam
    Dora
  • first.marionetka 30.08.09, 22:10
    Dziś starałam się odpisać na inny wątek i zwyczajnie nie daję rady napisać
    komuś, kto stracił narzeczonego coś od serca.
    Pomimo tych miesięcy ja czuję się jakby minął dzień, no może weekend.
    Jakby miał lada moment wrócić.......... nie myślę, nie czuję, nie wiem kim jestem.

    To odejście mojego dziecka pozbawiło mnie tożsamości, pozbawiło perspektyw,
    pozbawiło logiki.
    Niby w tym świecie w którym obecnie żyję są zakupy, jakiś spacer, wyjazd, ale to
    jest jak obiad bez soli....... niby się zje, ale nie można powiedzieć , że smakuje.
    To samo czuje mąż, wczoraj mi powiedział, że On już nie ma siły żyć.

    Jak udźwignąć ciężar chichotu losu, bo jak inaczej można nazwać śmierć
    dzieci.......... gdy przed laty słyszałam tragedii w Biesłanie, współczułam i
    cierpiałam z tymi matkami, nawet przez myśl mi nie przeszło, że kiedyś los mnie
    również doświadczy.

    Cały świat wywrócił się do góry nogami i dziwić się, że widzę świat, ludzi z
    innej perspektywy.....

    czuję się, jakby los, kazał zapłacić za te chwile szczęścia z moim synem,
    otępieniem, pustką, bezsensem istnienia.

    Tylko silna wiara trzyma mnie jeszcze na tej planecie, tylko silna wiara mówi,
    że spotkam się z moim dzieckiem, że to rozstanie tylko na chwilę. Straciłam
    poczucie czasu................................

  • halas1961 30.08.09, 22:28
    Jak udźwignąć ten ciężar
    Jak iść co dzień przed siebie
    Jak pogodzić się z losem
    Żadna z matek nas nie wie
    Jak przekazać mam innym
    to co czuję, jak boli
    Jak mam żyć, jak powiedzcie
    Jak powstawać powoli
    Jak mam trwać, powiedz Boże
    Jak mam żyć, pomóż Panie
    Mój krzyk, moje łzy, moje serce
    weź w swe ręce, weź moje wołanie
    Jak mam płakać, gdy łez już zabrakło
    Jak mam cieszyć się innych radością
    jak mam Panie nie zgubić Ciebie
    Jak Mój Boże, jak z tą miłością...
    Halina-mama Agatki

  • first.marionetka 01.09.09, 13:04
    Wciąż się zastanawiam który świat, które patrzenie na życie jest
    prawdziwe, to przed stratą dziecka, czy to obecne ?

    To odejście spowodowało, że wszystko widzę , czuję inaczej.
    Ocieram się o nierealność tego świata. Chwilowo mam wrażenie
    nierealności siebie.
    Psycholog nie dopatruje się u mnie choroby psychicznej, a ja czuję
    się jakbym była "kosmitką". INNA - tak siebie obecnie
    postrzegam........................................................

  • dorrita79 01.09.09, 13:52
    Obydwa światy są realne. Poczucie nierealności świata jak i siebie jest zupełnie
    normalne w żałobie. To minie, ale zanim minie musi trochę potrwać.
    Dobrze, że psycholog nie dopatruje się choroby psychicznej, bo w przeciwnym
    razie należałoby zmienić psychologa.
    Są badania, które mówią, że biologia mózgu po śmierci bliskiej osoby się
    zmienia, niesamowite co? Więc to wszystko to nie jest wyłącznie nasza psycha,
    ale i też w pewnym sensie biologia niezależna od nas.

    Pamiętam, jak po tragedii żyłam jak za szybą, nic do mnie nie docierało,
    wszystko było obce. I dokładnie czułam się jak Ty, jak kosmitka, która spadła z
    innej planety i nie wie o co biega.

    Oczywiście zaczęły się też problemy z pamięcią i z koncentracją, które trwają do
    dziś, czasem mały stres może doprowadzić do zwątpienia. Zresztą chyba wogóle
    słabo sobie teraz radzę ze stresem.
    W żałobie też poznałam takie uczucie jak zawiść, zazdrość, znieczulica. Ale
    wiem, że to wszystko ma swoj czas. Wiele, wiele się we mnie zmieniło od tamtego
    zdarzenia.
    No i gdzie się podziała ta zaradna, prąca napród, stawiająca czoła przeciwnością
    losu Dorota? No, gdzie ona jest?
    Ano poszła sobie. teraz jest inna Dorota, mniej poradna, niechętnie stawiająca
    czoła wyzwaniom. Ale za to dojrzalsza i tak samo kochana jak wcześniej;-)
    przytulam
  • first.marionetka 01.09.09, 14:30
    Tak Dorotko, ja też tempo życiowe spowolniłam do żółwiego. A gdy
    tylko zapomnę się i przyśpieszę szybko wraca " opamiętanie" bo albo
    zawroty głowy, albo osłabione oczy dają znać o sobie.

    Jedynie wiara w Boga, w sens tego wszystkiego nie pomieszała mi tak
    do końca w głowie. Ale i tak jest strasznie ciężko.
    Zresztą czujecie dokładnie to samo, więc świetnie rozumiecie mój
    stan.

  • tilia7 01.09.09, 14:54
    Czuję się tak samo, wszystko jest nierealne, nieprawdziwe, dotyczy
    niby mnie a jednak równocześnie patrzę na to z boku.Zamknięta jestm
    w szklanej kuli, która ogranicza moją wolnośc a jednocześnie jest
    jedynym bezpiecznym miejscem.Do psychologa i psychiatry chodzę
    przede wszystkim po to właśnie, żeby usłyszec, że nie
    zwariowałam.Człowiek się zmienia, zmienia się w sposób zadziwiający
    dla samego siebie.Nic nigdy nie będzie takie samo.To jest tak samo
    jak z kalectwem fizycznym, można się nauczyc życ bez ręki, można
    nawet sobie dobrze radzic - ale nie można zrobic tak, żeby ręka
    odrosła albo udawac, że się ją ma.Ja się czuję tak samo psychicznie
    okaleczona, coś mi odebrano na zawsze.Możliwe, że dostaje się wtedy
    coś innego w zamian.Ale ja tego nie widzę a przede wszystkim nie
    chcę.
  • first.marionetka 01.09.09, 21:04
    To nasze obecne życie to taka proteza...........................
    nic nie pasuje, nic nie cieszy.

    Godzę się z tym, bo tak naprawdę wiem, że niewielki mam wpływ na moje dalsze życie.
    Wciąż wraca się myślami, wspomnieniami do wspólnych chwil, do tych ponad 20 lat
    i tak naprawdę częściej jestem w przeszłości niż w chwili obecnej.
    Nieraz przychodzi głupia radość, nie wiadomo skąd, że jest Mu tam dobrze, a po
    chwili bunt, że powinien być tu z nami.
    I taka gonitwa myśli jest dniem dzisiejszym.

    Miałam tyle planów, tak bardzo cieszyło mnie życie, a teraz nie potrafię
    poskładać tych puzzli, nic nie pasuje do niczego.
    Jedynie jak myślami jestem w " górze" jeszcze jakoś da się żyć, inaczej rozpadam
    się na drobne kawałki.
    Mam takie wrażenie jakbym była bez uczuć, bez logicznego myślenia.
    Nie ma we mnie spójności, logiki jak w dawnym funkcjonowaniu.
    Nie mam kontaktu z sobą, nie akceptuję siebie takiej, a jednak... tak musi
    być.... i tak bardzo tęsknię i nie wierzę, na Boga, nadal w to wszystko nie wierzę.
  • tilia7 02.09.09, 11:26
    Tak, to się nazywa fachowo "dezintegracja osobowości".znikamy,
    rozpadamy się na części, dawnych nas już nie ma.Albo się uda te
    puzzle poukładac w jedną całośc albo nie.Jeśli się uda, można dalej
    życ,ale już inaczej.Jeśli się nie uda...to lepeiej chyba nie
    wiedziec,co dalej
  • first.marionetka 02.09.09, 13:08
    Oby się udała dezintegracja pozytywna (sformuowanie
    K Dąbrowskiego ).

    Ale puki co jest ciężko...............................
  • first.marionetka 02.09.09, 13:49
    List Gabriela Garcii Márqueza

    noblisty z 1982 roku, autora m.in. głośnej powieści Sto lat
    samotności,jego swoiste przesłanie...

    Jeśliby Bóg zapomniał przez chwilę, że jestem marionetką i
    podarował mi odrobinę życia, wykorzystałbym ten czas najlepiej jak
    potrafię.

    Prawdopodobnie nie powiedziałbym wszystkiego, o czym myślę, ale na
    pewno przemyślałbym wszystko, co powiedziałem.

    Oceniałbym rzeczy nie ze względu na ich wartość, ale na ich
    znaczenie.

    Spałbym mało, śniłbym więcej, wiem, że w każdej minucie z
    zamkniętymi oczami tracimy 60 sekund światła. Szedłbym, kiedy inni
    się zatrzymują, budziłbym się, kiedy inni śpią.

    Gdyby Bóg podarował mi odrobinę życia, ubrałbym się prosto,
    rzuciłbym się ku słońcu, odkrywając nie tylko me ciało, ale i moją
    duszę.

    Przekonywałbym ludzi, jak bardzo są w błędzie myśląc, że nie warto
    zakochać się na starość. Nie wiedzą bowiem, że starzeją się właśnie
    dlatego, iż unikają miłości!

    Dziecku przyprawiłbym skrzydła, ale zabrałbym mu je, gdy tylko
    nauczy się latać samodzielnie.

    Osobom w podeszłym wieku powiedziałbym, że śmierć nie przychodzi
    wraz ze starością, lecz z zapomnieniem (opuszczeniem).

    Tylu rzeczy nauczyłem się od was, ludzi... Nauczyłem się, że wszyscy
    chcą żyć na wierzchołku góry, zapominając, że prawdziwe szczęście
    kryje się w samym sposobie wspinania się na górę.

    Nauczyłem się, że kiedy nowo narodzone dziecko chwyta swoją maleńką
    dłonią po raz pierwszy palec swego ojca, trzyma się go już zawsze.

    Nauczyłem się, że człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko
    wówczas, kiedy chce mu pomóc, aby się podniósł.

    Jest tyle rzeczy, których mogłem się od was nauczyć, ale w
    rzeczywistości na niewiele się one przydadzą, gdyż, kiedy mnie włożą
    do trumny, nie będę żył.

    Mów zawsze, co czujesz, i czyń, co myślisz.

    Gdybym wiedział, że dzisiaj po raz ostatni zobaczę cię śpiącego,
    objąłbym cię mocno i modliłbym się do Pana, by pozwolił mi być twoim
    aniołem stróżem.

    Gdybym wiedział, że są to ostatnie minuty, kiedy cię widzę,
    powiedziałbym "kocham cię", a nie zakładałbym głupio, ze przecież o
    tym wiesz.

    Zawsze jest jakieś jutro i życie daje nam możliwość zrobienia
    dobrego uczynku, ale jeśli się mylę, i dzisiaj jest wszystkim, co mi
    pozostaje, chciałbym ci powiedzieć, jak bardzo cię kocham i że nigdy
    cię nie zapomnę.

    Jutro nie jest zagwarantowane nikomu, ani młodemu, ani staremu. Być
    może, że dzisiaj patrzysz po raz ostatni na tych, których kochasz.
    Dlatego nie zwlekaj, uczyń to dzisiaj, bo jeśli się okaże, że nie
    doczekasz jutra, będziesz żałował dnia, w którym zabrakło ci czasu
    na jeden uśmiech, na jeden pocałunek, że byłeś zbyt zajęty, by
    przekazać im ostatnie życzenie.

    Bądź zawsze blisko tych, których kochasz, mów im głośno, jak bardzo
    ich potrzebujesz, jak ich kochasz i bądź dla nich dobry, miej czas,
    aby im powiedzieć "jak mi
    przykro", "przepraszam", "proszę", "dziękuję" i wszystkie inne słowa
    miłości, jakie tylko znasz.

    Nikt cię nie będzie pamiętał za twoje myśli sekretne. Proś więc Pana
    o siłę i mądrość, abyś mógł je wyrazić. Okaż swym przyjaciołom i
    bliskim, jak bardzo są ci potrzebni.

    Prześlij te słowa komu zechcesz.

    Jeśli nie zrobisz tego dzisiaj, jutro będzie takie samo jak wczoraj.

    I jeśli tego nie zrobisz nigdy, nic się nie stanie.

    Teraz jest czas.








    ---------------------------------------------------------------------
    -----------
  • tilia7 02.09.09, 19:35
    Piękne słowa i jeden z ulubionych pisarzy.Wszystko to bardzo prawdziwe.Pociechą
    dla mnie jest tylko to, że wiedziałam, że o miłości trzeba mówić i robiłam to,
    że zdążyłam to wszystko powiedzieć i zrobić.Zdążyłam a jednak...
  • first.marionetka 04.09.09, 10:14
    Zadaję sobie pytanie, czy choroby,śmierć są z " góry" zaplanowane,
    czy to przypadek, zbieg okoliczności?
    - nie znam odpowiedzi.

    Na dziś nie widzę sensu tego życia.
    Rodzimy się są plany, marzenia i jedna chwila potrafi zmienić nasz
    świat, wywrócić wszystko do góry nogami.
    Takie życiowe tsunami.
    Przecież gdy odchodzi młode życie nie sposób to zrozumieć.
    Gdy odeszła moje babcia w wieku 93 lat rozumiałam sens przemijania,
    dziś nic nie rozumiem.
    Uwsteczniłam się.................................................

    Trzeba udawać, że się żyje........ tylko JAK?
  • first.marionetka 06.09.09, 12:22
    Śniłeś mi się dwa razy - sobota rano i dziś też nad ranem.
    Byłeś wyższy o ok. 10 cm, czyli miałeś ok. 190 wzrostu.
    Ten wzrost i koszulka zwróciły moją uwagę.
    Właśnie w tej koszulce tata wyszedł do pracy ( sobota), dziwne.
    Nie rozmawiałam z Tobą, tylko ten wzrost mnie tak mocno zaskoczył.
    Nie wiem, co o tym myśleć? urosłeś w ogrodach Pana, mój Ty kochany syneczku.

    W dzisiejszym byłeś młodszy. Jechałeś z nami w aucie. Ale ten sen jest taki
    przez mgłę.
    Znów byliśmy razem. Zresztą zawsze jesteśmy razem. Nie może przecież być
    inaczej. Kocham Cię bardzo - mama.
  • maretta111 10.09.09, 06:03
    To straszne że już nic nigdy nie zrobię razem z moim bratem, nic i nigdy, tak
    bardzo mi go brakuje, tak tęsknota narastająca...
  • first.marionetka 10.09.09, 07:58
    Chyba jedynym pocieszeniem w tym " nigdy" jest to, że już zawsze
    możemy ICH kochać. Nikt i nic nam tego nie zabierze, bo to jest w
    nas.
    Kochać, bo byli kochani i kochali.
    Kochać, bo człowiek stworzony jest do miłości.
    Kochać, bo to daje poczucie , że żyją w nas.
    Kochać, aż do spotkania........................TAM.
  • halas1961 10.09.09, 09:23
    A ja wierzę głęboko, że kiedys....kiedys jeszcze sie spotkamy, że to
    własnie moja córka , mój ojciec mnie będa na tamtej stronie witac.Że
    kiedyś jeszcze ją przytule, że smiac sie będziemy razem, że
    wspominac, że kiedys... juz zawsze razem....
    Halina-mama Agatki
  • edzia764 10.09.09, 10:23
    Bez wiary potykamy się o źdźbło słomy,
    z wiarą przenosimy góry …
    Soren Aabye Kierkegaard
    ...tak Halinko musimy, wierzyć, że własnie nasze kochane osoby wyjdą
    nam na spotkanie .... kiedy nadejdzie nasz czas. Bedziemy wtedy
    wszyscy razem ....
  • first.marionetka 10.09.09, 11:19
    Ja też w to wierzę , że po mnie przyjdą.
    Mój tata w przed dzień odejścia powiedział mojej mamie: "już
    przyszła po mnie moja mama, ale jak wam na mnie zależy to mnie
    ratujcie".
    Niestety mama nie przyszła z wizytą , tylko po syna.

    Kochani, ale to będzie "kiedyś", może już jutro, za tydzień,
    miesiąc, rok.

    A "dziś" boli, nie pozwala spojrzeć w "jutro", nie pozwala żyć.

    Wszyscy odczuwamy podobnie odejście bliskich i ci co mają wiarę i ci
    co jej nie mają.
    Bo ta wiara nie tak do końca daje ukojenie bólu i zrozumienie
    " dlaczego".
    Dlaczego nasze życie jest takie nieprzewidywalne?
    Dlaczego realizuje się scenariusz nie do końca ten nasz?

    Może z biegiem lat wiara uporządkuje mi w głowie, ale na dzień
    dzisiejszy mam tam cały chaos wszechświata.
    Ból,niezrozumienie,tęsknotę.
    I brak planów, kompletny brak jakichkolwiek planów na "teraz" - za
    to mam plany jak już znajdę się " tam".
  • first.marionetka 14.09.09, 20:29
    W pracy mówią o swoich dzieciach, w rodzinie to samo, kiedyś to było normalne.
    A teraz czuję się bardzo źle słuchając, patrząc na dzieci bliskich.
    Jestem taką sierotą, okradzioną przez los, obolałą na ciele i duszy. Nawet nie
    potrafię założyć maski,nie czuję takiej potrzeby.
    Najlepiej schowałabym się w jakiś kąt i przeczekała, aż przyjdziesz po
    mnie.................................................................

    Wiem, że Bóg dodaje mi siły, inaczej już by mnie tu nie było.
    Serce matki powinno pęknąć, a nie bić dalej.........................
  • tilia7 15.09.09, 22:38
    Marionetko, najgorsze jest to, że kiedy odchodzi ukochana osoba to to serce
    naprawdę pęka a MIMO TO bije dalej.I pewnie dlatego tak boli:(
  • first.marionetka 15.09.09, 14:07
    "Cały świat to scena,
    A ludzie na nim to tylko aktorzy.
    Każdy z nich wchodzi na scenę i znika,
    A kiedy na niej jest, gra różne role"

    Szekspir

    .....ludzkie życie nie kończy się w momencie śmierci, człowiek jest
    świetlistą istotą, która nie powinna obawiać się śmierci, - dziś to
    przeczytałam, synku nie zostawiłeś mnie, podpowiadasz co przeczytać,
    żeby zrozumieć,żeby czuć Twoją obecność.
    Ja też bardzo Cię kocham............................................
  • first.marionetka 25.09.09, 21:46
    Już kasztany spadają kochanie
    rude liście na ścieżce dokoła
    ............................. minęła wiosna, lato, idzie jesień........
    tylko ja zatrzymałam się "na zimie".

    Zima w sercu, zima w duszy. Zima dokoła.

    Denerwuje mnie, że świat poszedł do przodu.

    Ja nie.

    Zatrzymałam się. Nie interesuje mnie świat, ludzie.

    Szukam sensu naszego życia na tej planecie. Do czego doszłam

    w poszukiwaniach? - musi być " drugie dno" w umieraniu dzieci,

    matek, ojców, sióstr, braci.

    Jakie to "drugie dno" ? trudno to wyrazić słowami.......... jedno do

    czego już doszłam, to że nikt z nas nie wybiera sobie daty śmierci ,

    sposobu np.choroba, wypadek -

    jest jakiś plan i wszystko dzieje się właśnie zgodnie z tym planem.

    Kto i kiedy go tworzy? może właśnie my, tam " w górze" , przed

    przyjściem tu, na tę planetę.

    A może powinnam mniej rozmyślać, a bardziej uwierzyć i wówczas

    usłyszę Twój głos jak inne matki usłyszały sercem głos swoich

    dzieci...........................................................

    Ewa Foley- autorka książki "Zakochaj się w życiu".

    Gdy mi w 9 lat temu podpisywała mi tę właśnie książkę była z synem Maciusiem.

    Od paru lat Maciek jest też " wyżej". Gdy wówczas na Niego patrzałam, w głębi
    serca marzyłam, żebyś był tak wspaniałym, uśmiechniętym i przystojnym
    człowiekiem. Byłeś.
    Ale jednemu i drugiemu LOS wyznaczył " krótki czas". Wciąż
    pytam dlaczego???????

    Wklejam piękny list ze strony Ewy Foley.

    List pierwszy od Maciusia
    27.03.2005
    Bądź wdzięczna za każdy dzień, za każdy oddech, za każdy rozdany i otrzymany
    uśmiech…. Bądź wdzięczny za każdy dzień, za każdy oddech, za każdy rozdany i
    otrzymany uśmiech….
    ONE DAY AT A TIME. Dzień po dniu.
    Zwolnij. Zwolnij. Zwolnij.
    Zatrzymaj się by spojrzeć dziecku w oczy, by powąchać kwiat, by skierować twarz
    w stronę słońca, pocałować włosy ukochanej osoby.
    Jestem z Tobą, jestem przy Tobie, jestem za Tobą, jestem przed Tobą, jestem nad
    Tobą.
    Jestem Światłem.
    Jestem Ochroną.
    Jestem Harmonią.
    Jestem Miłością.
    Jestem Pokojem.
    Codziennie, codziennie ZRÓB coś małego, coś wielkiego by przyczynić się do
    pokoju w ludzkich sercach, do Pokoju w Twojej rodzinie, do Pokoju na Twojej
    Planecie.
    Kochaj tak jakby nikt cię nie zranił.
    Śpiewaj tak jakby nikt cię nie słyszał.
    Ufaj tak jakby nikt cię nie zdradził.
    Tańcz tak jakby nikt cię nie widział.
    Żyj tak jakbyś nigdy nie miał umrzeć…
    Śmierć to tylko zmiana, przejście w inny wymiar – Wymiar Światła. Teraz Ty
    możesz przejść w Światło nie umierając. Zrób to przez słuchanie głosu twojego
    serca. Niech on cię prowadzi. Zrób to przez zalanie tych, których kochasz
    miłością, przez pojednanie, przez dodawanie otuchy cierpiącym, przez
    niewidzialne czyny płynące z miłości…
    Jam jest tym, który jest w Tobie i w każdym.

    "Synku, niebo się chmurzy, synku ochronię Cię od burzy ".........
    - kotku, nie mam łez, ale mam wiarę, że niedługo, za chwilę, małą chwilę w
    porównaniu z wiecznością spotkamy się i znów będziemy szczęśliwi.

    " Jestem, a jakoby mnie nie było............."
    Czas przestał dla mnie istnieć, co to jest czas? gdy Ty jesteś gdzieś tam, a ja
    jeszcze muszę czekać, na spotkanie z Tobą. Kocham Cię syneczku.
  • halas1961 26.09.09, 21:05
    Marionetko, dziekuje Ci za ten ostatni wpis...A szczegolnie za list do Maciusia.
    Wiem kto to jest Ewa Foley, ale nie wiedzialam ze stracila syna:( Ten list byl
    mi dzis potrzebny, te slowa byly mi dzis potrzebne. W taki sposob z niebios
    dostajemy wskazowki:)co robic dalej, jak zyc dalej. Dzis glos z niebios do mnie
    przez Twoj wpis
    Dziekuje
    Halina-mama Agatki
  • first.marionetka 27.09.09, 07:07
    Halinko, cieszę się, że mój wpis okazał się pomocny dla Ciebie.

    Często wracam do lektury " Zakochaj się w życiu" Ewy Foley i często wspominam
    Maciusia, bo wtedy 15 10 2000 roku ujął mnie całym Sobą.
    Ja też z dużym opóźnieniem czasowym ( ok. 2 lata) przeczytałam o Jego wypadku i
    odejściu.
    Bardzo to wówczas przeżywałam. I nawet przez sekundę nie pomyślałam, że mnie los
    postawi jako matkę na podobnej " pozycji" , pozycji osierocenia jak Ją.

    Cyt .... " A jednak taki plan istnieje. Bądź szczęśliwy i pozwól, aby Bóg
    prowadził cię według swojej woli.
    Życie jest takie proste-naprawdę nie ma żadnego znaczenia,co robisz, gdzie
    idziesz, wszędzie jest twoja parafia".....
    Boski plan mojego życia realizuje się teraz. "

    Czytanie Jej strony w tym najgorszym okresie pozwoliło mi nie zwariować do końca.
    Opisuje jak Maciuś się nią opiekuje. Jak uchronił ją przed wypadkiem.... to daje
    ukojenie, wsparcie, bo Ona jest o krok przede mną i wie co mówi, pisze.

    Maciek tak wówczas mnie zauroczył swoją osobą i chyba jako jedyna poprosiłam,
    aby również zostawił swój ślad, podpis na moim egzemplarzu. Gdy przeczytałam o
    Jego odejściu, otworzyłam książkę i długo patrzałam na ten podpis z myślami,
    jakie to życie jest nieprzewidywalne.... oj, jest i to bardzo. My to już na tym
    forum wiemy......

    Ostatnio usłyszałam, żeby cierpienie, trudne przeżycia nie traktować jak krzyż ,
    tylko jak moc - bardzo mądre i słuszne i tego chciałabym się uczyć, bo przyznam,
    że dla mnie to jeszcze krzyż pod którym się ugięłam, upadłam i nie potrafię
    powstać.

  • halas1961 27.09.09, 08:47
    Marionetko,
    i znowu dzis Ci dziekuje, tyle w tym wpisie nadziei...I moze masz racje, moze
    trzeba zaczac na pewnym etapie traktowac cierpienie inaczej, nie jak
    krzyz...Bardzo rzadko, ale czasem czuje, ze jak zacytwalas "moja parafia jest
    wszedzie i zawsze"...Takie uczucie niewyobrazalnego spokoju i blogosci, och
    gdyby ono bylo czesciej...W tej chwili tak pomyslalam, ze jesli Tam tą blogosc,
    spokoj, milosc odczuwa sie podobnie, a mam nadzieje ze jeszcze pelniej to jakos
    tak mi lzej...radosniej...
    Ewa Foley chyba pochodzi tak jak ja ze Szczecina, wejde na jej strone. Wiem o
    niej ze wzgledu na jej ksiazki.
    pozdrawiam Cie Marionetko z calego serca i wstaje, ide na cmentarz- dzis z
    rana...niech ten Boski plan w takim razie sie realizuje nadal...
    Halina-mama Agatki
  • first.marionetka 06.10.09, 13:03
    Św. Jan od Krzyża, pisze ,że "noc jest tym jaśniejsza, im jest
    ciemniejsza".

    Rozmyślam nad tym co to znaczy, jak to rozumieć?

    U mnie syneczku, dni i noce są ciemne, czy to znaczy..............
    ale ja nie jestem święta jak Jan od Krzyża, jestem kochającą matką,
    która czyta, rozmyśla i nie potrafi poskładać tych puzzli do "kupy".

    Dziś miałam dziwny sen: byłam w kościele. Ksiądz,jakby opętany,
    chory. Trzymał go drugi za ręce, a on wykrzykiwał, że Boga nie ma.
    A ja tak autorytatywnie wręcz krzyczałam, - "Bóg istnieje, ja wiem,
    że on jest, ja Go czuję, wiem, że jest".

    Było mi żal tego starszego księdza, że nie czuje obecności Boga. Że
    jest chory i dlatego nie czuje Boga.

    Tak doskonale ten sen pamiętam. Po co on był, co znaczy..... nie
    wiem? ale na jawie powiedziałabym do każdego dokładnie to samo, że
    czuję obecność Boga.
    Jeszcze przez ciemność, ale Go czuję.

    Niesiesz mnie na swoich ramionach, dziękuję........................

  • 198-3mk 06.10.09, 13:46

    Nie Jesteś w tym osamotniona Marionetko...:)
    Ja też Go czuję... Każdego dnia...
    Jest już Nas dwie...

    Pozdrawiam Cieplutko. Beata-mama Marcina.
  • first.marionetka 06.10.09, 14:20
    Dziwny, ten sen. I pamiętam go tak dokładnie.
    A ostatnie sny miałam takie przez mgłę, mało czytelne.

    Beatko, chyba z tego bólu " wzleciałyśmy" wprost w ramiona Boga.

    Marionetka.
  • 198-3mk 06.10.09, 15:28

    Nie wiem, jak Ty Marionetko...
    Ale ja wiem że jeśli w tym bólu, zwatpiłabym a Boga oraz w to, że
    kazda smierć musi mieć jakiś większy, dla nas niezrozumiały sens...
    To zapadłabym się w NICOŚĆ...

    Wierząc w Bogai i w to że Nasze zycie nie kończy się z chwilą
    śmierci... Wierząc że to tylko chwilowa rozłąka... Jest mi łatwiej...
    Naprawdę jest mi łatwiej...
    Ja opłakuję Mojego Marcina, już czwarty rok...

    Pozdrawiam. Trzymaj się Kochana... Beata-mama Marcina.
  • maretta111 06.10.09, 16:03
    Beatko to ja fujara życia jestem z Tobą.
  • 198-3mk 06.10.09, 17:08


    Martuśku ! Czegoś tutaj nie rozumiem...
    dlaczego piszesz o sobie że jesteś niedorajda życiowa...?

    Ściskam :)
  • maretta111 06.10.09, 17:11
    Bo tak w mym życiu jest kochana
  • witaminka_e 06.10.09, 18:07
    Już nigdy nie przyjdziesz do mnie, i od progu już nigdy nie krzykniesz "CZEŚĆ
    SIORKA, CO DOBREGO DZIS UPICHCIŁAS?? KOCHAM TWOJE ZUPKI".Już nigdy nie zrobię
    takiej zupy. Nie popatrzę już nigdy na Twoją cudowną mordeczkę, na której
    malował się najpiękniejszy uśmiech na świecie. Już nigdy nie pojedziemy razem
    autkiem poszaleć(siedzenie obok pachnie jeszcze Tobą), już nigdy mnie nie
    przytulisz, już nigdy nie powiesz NIE MARTW SIĘ SIORKA. NIE JESTEŚ SAMA. KOCHAM
    CIĘ. Juz nigdy nie przyjdziesz do mnie z problemem, już nigdy nie porozmawiamy
    do trzeciej nad ranem, już nigdy.......nie powiesz MORDO TY MOJA!!!!!!!! Nigdy
    nie zrobisz GOOFY`EGO. Nikt tak nie robił Goofy`ego.;((((((((((((
    NIGDY.......!!!!!! Już zawsze.........
    --
    kliknij
  • maretta111 06.10.09, 18:19
    już nigdy
    nic.........................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................
  • halas1961 06.10.09, 18:44
    Chrystus przydrożny z podpartą głową
    Ze starej lipy wyrzeźbiony
    stoi na skraju leśnej drogi
    przed siebie w głębię zapatrzony
    Chrystus przydrożny, tak mu zimno
    nikt ramion płaszczem nie okrywa
    nikt kapci mu tu nie przynosi
    Siadł na kamieniu, odpoczywa
    Siadł na kamieniu zamyślony
    I łza za łzą mu z oka leci
    Płacze nade mną i nad Tobą
    I jasność od łez wokół świeci
    I chociaż z drzewa wyrzeźbiony
    To się nad nami znów pochyla
    I szepcze cicho w tajemnicy
    Spotkacie dzieci...jeszcze chwila.
    Halina-mama Agatki
  • first.marionetka 06.10.09, 19:56
    Halinko, dziękuję za piękny wiersz.

    Jedyna nadzieja, która nigdy nie umrze to ta, że się spotkamy
    z naszymi dziećmi.
    Bez tej nadziei nie wyobrażam sobie dalszego życia.
    W moim przypadku to nie tylko nadzieja, ale pewność.

    Gdy o tej pewności powiedziałam znajomemu wręcz z oburzeniem powiedział mi, że
    nie lubi jak ludzie, tak mówią z pewnością jak ja.
    Skąd ta pewność, zapytał.
    Z mojej duszy,z serca matki. A może od Boga, żeby ta matka nie oszalała. I tak
    już nie jestem normalna, więc może stąd ta pewność.
    Chyba mnie nie zrozumiał.
    Żeby nie oszaleć z tęsknoty,bezsilności daję sobie szansę, tą właśnie pewnością
    na spotkanie z moim synem.
    I wtedy mnie przytuli i z uśmiechem powie, że wie co się u mnie działo, bo
    zawsze był blisko.

    Jest tak blisko, że nie pozwala mi oszaleć. Podrzuca coś do przeczytania, do
    myślenia, żeby było lżej, żeby przeżyć jeszcze jeden dzień, jeszcze jedną
    noc......... aż do spotkania.

    W niedzielę będę na Jasnej Górze i pomodlę się za wszystkie cierpiące matki,
    siostry, żony, wnuczki.
    Pierwsza moja wizyta na Jasnej Górze jako matka- sierota, matka -bolejąca. Nie
    wiem jak ja to przeżyje patrząc na Czarną Madonnę, która sama straciła swoje
    dziecko................................

  • halas1961 06.10.09, 20:39
    Ludzie nie mysla, nie sa delikatni, nie wiedza, ze ta nadzieja, ta pewnosc
    spotkania pozwala nam dalej zyc. Jesli nawet ktos nie wierzy, ma watpliwosci,
    gdy widzi obok czlowieka ktoremu ta wiara i nadzieja pozwalaja przetrwac
    powinien milczec. Nie powinien mowic "skad ta pewnosc", nie powinien zabierac
    komus nadziei i wiary w spotkanie, bo czasem ona slaba, dopiero co odzyskana.
    Przeciez temu czlowiekowi nie kazesz wierzyc, mowisz tylko o tym co Ty czujesz i
    o swojej pewnosci co do spotkania z dzieckiem.
    pozdrawiam
    Halina-mama Agatki
  • first.marionetka 15.10.09, 12:06
    W ubiegły piątek musiałam!!! jeszcze pójść na cmentarz, choć czułam, że jestem
    ubrana za letnio na tą zmieniającą się pogodę i przewianie zaskutkowało katarem,
    łamaniem w kościach.
    Przecież wystarczyłby zapalony podgrzewacz w domu przy Twoim zdjęciu, ale nie
    musiałam zobaczyć, czy palą się jeszcze zniczem czy nie pospadały
    liście.................................................
    wiem, że Ciebie tam nie ma , więc po co tam "leże" tak często, z takim " muszę".
    Kocham Cię Ptysiuniu.


    Kochane Panie, niewiele mogę się wypowiadać na temat funkcjonowania forum,
    wpisów. Jestem z Wami krótko.
    Ponadto jestem jeszcze w takim stanie ducha, że nie ogarniam Was.
    Może jedynie matki częściej czytam i "co nie co" Im odpisuje.
    My tak bardzo doświadczone przez los kobiety, mamy się wspierać i zrozumieć
    drugą osobę, która w danym dniu nie jest sobą, jest rozdrażniona, zła na cały świat.
    Nie wymądrzam się, broń Boże, daleka jestem od tego, ale myślę sobie, że są
    obecnie matki, które dopiero parę godzin, parę dni straciły swoje
    dzieci......... i gdy wejdą na forum, nie znajdą tego wsparcia, które Wy , ja
    otrzymaliśmy.
    Piszę matki, bo piszę z pozycji matki i w żaden sposób nie pomijam żony,
    siostry, dzieci, wnuków itd.Nie jest to moją intencją.
    Dajmy IM szansę taką jak MY otrzymaliśmy wchodząc na to forum.
    Cierpimy, rozpadliśmy się na kawałeczki, ale wierzę, że znajdziemy siłę, aby
    było tu bezpiecznie i spokojnie.
    Myślę, że Nasi bliscy, którzy odeszli pomogą nam w tym.

    Marionetka.


    Los rozdaje karty, a my tylko gramy" Arthur Schopenhauer


  • first.marionetka 16.10.09, 08:15
    "Bóg widzi śmierć inaczej niż my.
    My widzimy ją jako ciemny mur,
    Bóg jako bramę".

    ..... bramę do czegoś nowego, lepszego. A ja stoję przed tą bramą i
    wciąż się zastanawiam - co ja tu jeszcze robię?
    Nie zasłużyłam, jeszcze muszę tu trochę pobyć.... tylko po co? może
    jestem komuś potrzebna? - tylko ja już nie potrafie siebie
    komukolwiek dać, nic ze mnie dawnej nie przetrwało, moja dusza
    przekroczyła tę bramę, tylko ciało ( obolałe) zostało pod bramą.

    Gdy miałam wypadek, miałeś 11 lat, dziękowałam Bogu, że przeżyłam
    dla Ciebie, że cierpiałbyś, bo bardzo mnie kochałeś.
    A ten Bóg zostawił mnie po to, abym to ja cierpiała, tęskniła i
    czułe się jak dziecko zagubione w mgle, w mgle życia.
    Te doły emocjonalne, huśtawka nastrojów dobijają mnie, ale nie wiem
    jak z tego wyjść.............. zagubienie, ocieranie się o histerię,
    obłęd, to moje bycie "tu i teraz"....................................
  • 198-3mk 16.10.09, 11:28

    Trzymaj się Kochana... Tak strasznie jest mi Ciebie żal, bo wiem
    jaka długa i trudna droga przed Tobą...

    Każdego dnia, modlę się za wszystkich z tego forum którzy opłakują
    Swoich bliskich... Bez wyjątku...

    Ściskam Cię Cieplutko. Beata-mama Marcina
  • first.marionetka 16.10.09, 12:46


    Dziękuję Ci Beatko za wsparcie.
    Wiem, że to trudna droga i jak przychodzi spadek energii tak jak
    wczoraj, dziś - przeziębienie,to chwytam się choć jednego zdania,
    wyrazu, że to ma sens.
    Że śmierć nie jest aktem bezsensowności.

    Tyle już się dowiedziałam od Was, od innych mądrze wspierających , a
    nadal jestem " szaraczkiem", nadal jestem na początku.
    Nadal porozrywana na kawałeczki,nie potrafiąca się poskładać.

    Wiem, że Wszyscy tu przeżywamy to samo, ale ja mogę tylko pisać o
    swoim bólu, bo jego potrafię nazwać, opisać.
    Ból, bezradność, bezsens, zagubienie, pomimo całej wiedzy to
    towarzysze dnia codziennego.
    Nie chcą ustąpić, zostawić mnie w spokoju.......... takie życie
    matki po stracie dziecka.

    Halinko, pisz, Twoje ciepło wylewa się poza forum i daje ukojenie
    duszy, przynajmniej mojej.
    Przemyśl to, jeżeli oświetlasz choć jedną duszyczkę, to już warto
    pisać...............................

    Pozdrawiam Marionetka ( jeszcze Marionetka, na arenie życia)


  • jucha32 16.10.09, 20:48
    Marionetko, czytając twoje wpisy serce moje płacze.
    Ja straciłam w wypadku męża i wydawało mi się, że już bardziej
    cierpieć nie można. A jednak?
    Tragedii, która spotyka matki tracące dzieci nie można z niczym
    porównać.
    Choć sama przeżyłam tragedię nie jestem wstanie do końca zrozumieć
    tego co czujesz.
    Jest mi niewymownie przykro. Przytulam Cię do serca.
    Pozdrawiam. Justyna.
  • 198-3mk 16.10.09, 21:37

    Marionetko... Nie dziekuj... Bo nie ma za co dziekowac...
    Ja też przeżywam teraz trudne chwile... Zbliża się rocznica... Niby
    już czwarta... Ale przeżywam to bardzo... Posłałam dzisiaj intencję
    za wszystkich zmarłych z forum, do Księży Sercjanów bedą msze za
    nich przez cały listopad... Tyle moge zrobic... Najchetniej
    zapadłabym się pod ziemię... Ale muszę żyć dla mojego 11-letniego
    syna Piotrusia...

    Jestem z Tobą... Pamietam o Tobie w modlitwie..
    Beata-mama Marcina.
  • first.marionetka 19.10.09, 10:02

    " Powołani jesteśmy do świętości.
    Naszym domem jest niebo, a naszym ojcem jest BÓG .
    Skoro ktoś umiera i jest tam szczęśliwy to dlaczego traktujemy takie
    przypadki jako tragedie, jako niesprawiedliwość.
    Uważam ze jest to postawa egoistyczna , bo powinni być tu z nami i
    nam pomagać.
    Przecież każdy z nas będzie się musiał zmierzyć ze śmiercią i co
    wtedy?
    Raczej powinniśmy cieszyć się ich szczęściem, wierząc ,ze kiedyś
    wszyscy tam się spotkamy"

    - dziś znalazłam ten tekst i pobudził mnie do refleksji nad
    ewentualnym egoizmem.

    Jeżeli Tobie jest tam dobrze,nie cierpisz, rozwijasz się, dlaczego
    ja tak egoistycznie zamartwiam się, użalam, zwyczajnie cierpię?.
    Gdybyś wyjechał na stypendium, do pracy do odległej Ameryki i
    wysyłam e maile, że jesteś szczęśliwy i jest Ci dobrze, też tylko
    wiara, że piszesz prawdę dawałaby mi poczucie spokoju o Ciebie.
    Teraz też mówią" Jemu jest tam dobrze, był wspaniałym człowiekie,
    nawet muchy by nie skrzywdził...... a ja czuję się taka skrzywdzona,
    opuszczona...... czy to egoizm? czy bezgraniczna, bezwarunkowa
    miłość matki do dziecka............... przecież i tak moja dusza
    jest z Tobą Kochanie, więc dlaczego moje ciało tak wariuje i cierpi?

    Może dlatego, że nie ma w nim duszy, która poszła za Tobą.
    Po nocy wiem, że byliśmy razem ( dusze), gorzej w dzień......... bo
    świat kieruje się zasadami do których ja już nie pasuję.
    Mizantropia, kiedyś coś obcego, dziś co daje ukojenie.
  • kola214 26.02.10, 03:39
    To nie jest egoizm, to chwile, kiedy cierpisz tak bardzo, że
    przestają się liczyć inne rzeczy. To nie to samo. Pisałaś o mężu -
    pomóżcie sobie, na tyle na ile się da. Nie wpadaj w żałobny monolog.
    Wiem, to potrzebne, ale znajdź tę chwilę, kiedy będziesz miała na
    tyle siły, żeby myśleć o kimś jeszcze oprócz Synka. Nie chce pisać o
    banałach typu - on by wolał, żebyś była z mężem co raz silniejsza -
    ale sama o tym wiesz. Jak się w końcu spotkacie przywitasz go z
    uśmiechniętą twarzą, silna i z jego tatą (?) Proszę, nie zatrać się w
    smutku. Jestem z Tobą i przytulam Cie bardzo. Kasia
  • first.marionetka 24.10.09, 08:00


    1 LISTOPADA

    " Śmierć bramą życia", przejściem do drugiego pokoju, dalszym etapem rozwoju.
    Tak, tylko tak mogę myśleć, tylko tak mogę przejść przez ten dzień.
    Nasi kochani nie odchodzą dlatego, że chcą, ale dlatego, że zostali powołani do
    lepszego życia, a my musimy tu jeszcze "coś" poprawić, zmienić, może zrozumieć.

    Kotku, już na cmentarzu jest gwarno, przychodzi więcej ludzi, drugie miasto,
    tyle tu się spotyka znajomych.
    Wiem, że przyjdą Twoi znajomi. Byłeś bardzo lubiany. Chyba tylko pomilczę z Nimi.
    Nie pogodzili się dlaczego TY!!!!!!
    Oni jeszcze nie potrafią zrozumieć, że " śmierć bramą życia".
    No cóż, Ich obchodzi życie i słusznie, a to życie jest taki kruche.

    A ja "wydoroślałam", spokorniałam, zamilkłam i wierzę, że to nasze rozstanie ma
    jakiś głębszy sens....................................

    Ty jesteś ze mną zawsze, dzień i noc. W moim sercu, duszy, myślach ,
    wspomnieniach....... tu, jesteś ten prawdziwy żywy na zawsze.

    Przeżyję ten dzień podobnie jak inne, nie poddając się emocją, myśleniu innych
    ludzi..... cóż Oni wiedzą mając własne dzieci przy
    sobie..............................................................
    Muszę być silna, muszę być mądra- tylko, czy na pewno dam radę??????

    Chcę, żebyś był ze mnie dumny, wierzę, że mi się to uda.

    Kocham Cię syneczku- mama.
  • halas1961 24.10.09, 13:52
    Kochan first marionetko
    Masz racje, ja tez wydoroslalam, tez inaczej patrze na smierc od kiedy Agatka
    odeszla. Tez wierze ze nasze rozstanie ma glebszy sens i nieraz (moze to dziwnie
    zabrzmi w ustach matki)dziwimnie spojrzenie kogos w moim keruknu takie
    litosciwe, wspolczujace, albo slowa moim zdaniem nie na miejscu w stylu"taka
    mloda, jakie to niesprawiedliwe, nie pogodze sie z tym, itd." Wiec jak to ja
    mama sie pogodzilam a ktos kto byl mocno dalszy Agatc esie nie pogodzi??? A moze
    to tylko slowa, bo ktos nie wie co powiedziec. Kochan first marionetko zobaczysz
    ze nie poddamy sie emocjom i nasze dzieic beda z nas dumne. Juz sa. Napisze Ci
    wieczorem jak ozdobie grob Agtaki, bo to mi sprawia radosc. Juz mam projekt i
    kwiaty zamowilam. Sama robie wszystko:) Chodze na kurs bukieciarski:)Od
    niedawna, ale nie trzeb akursu aby pieknie oryginalnie ozdobic kwiatami grob. do
    wieczora
    Halina-mama Agtaki
  • halas1961 24.10.09, 21:18
    First Marionetko, bardzo przepraszam za błędy w moim poprzednim liście, nie
    zdążyłam sprawdzić i się jakoś nieopatrznie wysłało.
    Zamówiłam amarantowe (prawie bordowe)i czerwone róże i maleńkie zielone
    margerytki, oraz liście salalu. Zrobię z tego bukiet do wazonu kamiennego +
    gałązki z owocami dzikiej róży i gałązki derenia. Mam tez serce florystyczne z
    gąbki, które wypełnię kwiatami. Jedna, większa połowa będzie miała ciemniejszy
    kolor, przedzielone będzie nierównym falistym paskiem margerytek zielonych i na
    drugiej części będą róże jaśniejsze. Na ciemniejszej częsci będzie położony
    malenki krzyżyk zrobiony z galązki derenia. Serce jest symbolem miłości, róże
    rownież. Kolor ciemny amarantowy symbolizowac ma też ból tej miłośći, tęsknotę,
    płacz serca... przedzielone zielenią symbolizuje promyk, światło nadziei,
    jasniejsza barwa drugiej połowy serca to juz spokojna, ukojona miłość.... Mam
    nadzieję że sie Agatce spodoba:)
    Pozdrawiam serdecznie
    Halina-mama Agatki
  • first.marionetka 24.10.09, 21:50
    Halinko, Ty jesteś artystką, na pewno Agatce się spodoba.
    W wazonie u mojego syna są róże, taki mocno bordowe, które dostałam na moje
    urodziny.
    Zawsze były jasna, ale te wyglądają też ładnie.

    To facet i mniej ozdabiam nagrobek.
    Jeden wazon z kwiatami i parę zniczy.
    W domu przy zdjęciu też są kwiaty i pali się podgrzewacz.

    I tylko ta huśtawka nastrojów...........................
  • telepeters 28.10.09, 09:52
    Czytajac powyzsze slowa, bylam zaskoczona, ze ktos juz je za mnie
    napisal.
    Minal miesiac jak odeszla moja corka. Wraz z nia kawalek mnie, ten
    jej. Jednak ja zyje i mam tu swoje zadanie do odrobienia, choc
    okrutnie ciezko, musze sie pozbierac.
    Ktos chcac mnie pocieszyc zacytowal (moje dowolne tlumaczenie)
    Umieraja rodzice, umiera przeszlosc,
    Umiera partner, umiera terazniejszosc
    Umiera dziecko, umiera przyszlosc
    Nie moge sie z tym zgodzic, bo moja Basia zyje tak dlugo, jak pamiec
    o niej, wiec jestem zobowiazana zyc dla niej, choc ona jest juz po
    drugiej stronie, gdzie kazdy z nas predzej czy pozniej dotrze.
    Mysle, ze jestem w tej tragedii niezwykla szczesciara, bo moje
    dziecko mowi do mnie (glos wewnetrzny). Kiedy popadam w dol rozpaczy
    slysze "mamo obiecalas" i wiem ze ona nie chce moich lez. A skoro
    Basia upomina, to jestem przekonana, ze wie co robi i nie chce
    sprzeczac sie z ta ktora wie lepiej, bo tam czlowiek posiada wszelka
    madrosc.

    Zycze wszystkim, ktorzy stracili kogos bliskiego, pogodzenia sie z
    tym co niezmienialne i jak napisal ks. Twardowski:
    Spieszmy sie kochac ludzi,
    tak szybko odchodza"
    Moze wlasnie refleksja nad tymi slowami wplynie na nasze
    postepowanie z zywymi, bo wiem po sobie, ze miedzy mna, a moja corka
    pozostalo wiele niedopowiedzen. Czasu nie da sie cofnac, ale
    naprawic to co mozliwe. Tylko to zadanie zyciowe pozwala mi nie
    oszalec z rozpaczy.
    Helena - matka Basi (22 na zawsze)
  • first.marionetka 28.10.09, 10:17
    Helenko, bardzo Ci dziękuje.

    Mój syn przemawia Waszymi wpisami.
    Wpisami matek, które doświadczają dokładnie to samo co ja.
    Każda z Was dała mi tyle siły, mądrości ............ a jednak pomimo
    tego " wyję" w środku.

    Moje kochane dziecko też mnie wspomaga jak może, a ja wciąż pytam,
    wciąż poszukuję odpowiedzi jak w drugim moim wątku.
    Ale zawsze, gdy ciężko znajdzie się ktoś, tak jak Ty dziś, ktoś
    silnieszy, ktoś, kto podniesie.
    Dziękuję wam za to, wiem, że mam tu jeszcze coś do zrobienie, ale na
    dzień dzisiejszy " kroczę we mgle".

    Heleno, dziękuję za siłę Anna.
    Mój syn też był rocznik 87 jak Basia - młodzi na zawsze.
  • telepeters 28.10.09, 10:37
    Jesli potrzebujesz rozmowy to zglos sie.
    My odkrylismy, ze podobne przezycia innych pozwalaja szybciej
    pogodzic sie z tym co nas dotknelo. Wiadomosc o smierci coreczki(3)
    kolezanki naszej corki, uswiadomila nam ze nie jestesmy odosobnieni,
    choc wiele osob omija nas z daleka, jakby baly sie zarazic od nas
    nieszczesciem.
    Helena (sama nie wiem czy jestem silna, czy mi rozum odejmuje)
  • first.marionetka 28.10.09, 10:57
    napisałam Ci e maila na gazetowego.
  • 198-3mk 28.10.09, 11:06

    Witam...
    Helenko... Myslę że napewno nie tracisz rozumu, tylko bardzo madzre
    postępujesz... Twoja żałoba jest tak świerza, a Ty podchodzisz do
    Niej z wielkim dystansem... Wielki szacunek dla Ciebie...
    Ja,straciłam swojego syna 4-lata temu. Po 10-miesiącach walki,
    pokonała Go choroba nowotworowa. Miał 22-lata. I wiesz co, wierzyłam
    w jego wyleczenie a jednoczesnie, cały okres choroby przygotowywałam
    się, na Jego odejście... Modliłam się o to, abym umiała pozwolić Mu
    odejść, kiedy przyjdzie ta chwila... Prosiłam o spokój i siłę, abym
    nie próbowała zatrzymywać Marcina po swojej stronie...
    Oni naprawdę, bardzo czekają na Nasze przyzwolenie... Jest to dla
    Nich bardzo ważne i pomocne, jesli widzą Naszą akceptaję i spokój...
    Jest Im, o wiele łatwiej odchodzić...
    Kiedyś, ksiądz którego spotkałam na odziale mojego syna,wcześniej
    leżeli na jednej sali, powiedział mi takie słowa;" Nikt nie kocha
    bardziej niz matka, która potrafi modlić się o szybką i spokojną
    śmierć dla swojego dziecka, kiedy widzi że wszystkie inne środki
    zawiodły... A człowiek leżący na łóżku, jest zmęczony życiem i tak
    bardzo pragnie już odejść..."
    Tak też zrobiłam... Dzwoniłam do wszystkich swoich przyjaciół i
    znajomych, prosząc ich aby modlili się o to aby mój syn odszedł
    nastęnego dnia... Byli zszokowani moja prośbą, ale modlili się.
    Mój syn odszedł spokojnie nastęnego dnia... Tego wymodlonego dnia...

    Pozdrawiam Wszystkich. Beata-mama Marcina.
  • karnivora 28.10.09, 11:44
    Tez się modliłam SZCZERZE / aby moja miłośc była na tyle silna
    i bez egoizmu , aby pozwolić odejść, byc przy tym
    i wesprzec soba ten „transfer/

    I grant - tak Mąż 2,5 r jak i Mama 30 dni temu przeszlii
    szykownie na Tamtą Stronę z moich objęć. z moją akcepatcja,
    w ciszy i modlitwie

    .....I nie rozpaczam nad swoja rozpaczą/
    tylko tęsknota i płacz od niej zostały
    w standardzxie

    PS.ale taki lux totylko w pakiecie mozolnego umierania
  • telepeters 30.10.09, 11:48
    karnivora napisała:
    ale taki lux to tylko w pakiecie mozolnego umierania

    Zgadzam sie z Taba calkowicie. Moja mamusia chorowala 8 lat na raka
    mozgu, lekarze nie dawali zadnej nadziei, a ona zyla wbrew ich
    przewidywaniom, ale na koniec tak strasznie cierpiala, ze juz nic
    wiecej nie pozostalo, jak modlic sie o jej wybawienie z cierpienia.
    Ten lux jak piszesz nauczyl mnie oswajania sie ze smiercia, za to
    niepelnosprawnosc syna i walka o jego zdrowie i przezycie nauczyly
    mnie pokory i cierpliwosci, a zapobiegly obledowi podczas
    towarzyszeniu Basi w ostatniej drodze, kiedy czlowiek tylko
    bezsilnie przygladal sie na kolejne bledy lekarzy i na nieuchronnie
    zblizajacy sie koniec tego zycia. Teraz nauczylam sie jeszcze
    jednego, a mianowicie, ze nie nalezy, czy tez nie wypada zadawac
    pytania dlaczego, bo i tak na nie nie uzyskamy odpowiedzi,
    przynajmniej tu i teraz.
  • telepeters 28.10.09, 11:50
    Teraz po fakcie wiemy, ze mielismy znaki, ze TO naspapi, ale je
    ignorowalismy. Corka miala sen ( a jej sny sie spelniaja), w ktorym
    miala pretensje do mojej (niezyjacej mamy), o to ze nie chce
    prezentow urodzinowych, chce siostre spowrotem. Sen ten pokryl sie w
    czasie z decyzja Basi o zmniejszeniu zoladka.
    W tym czasie kiedy Basi byla reanimowana, dostalam przeslanie. Glos
    Basi w mojej glowie mowil NIE ZATRZYMUJCIE MNIE, wiedzialam, ze to
    koniec i prosilam rodzine o akceptacje jej, a moze woli najwyzszej.
    To ulatwia zalobe tym bardziej, ze corka kiedyzaczynam plakac, od
    razu mnie upomina "mamus obiecalas", a kiedy to nie pomoglo,
    zapalilo sie samo swiatlo w sypialni ( napisalam o tym w watku czy
    mamy kontakt z umarlymi). Jak moge lekcewazyc takie znaki, kiedy
    moje dziecko wie lepiej co trzeba. Wiem ze ona zyje innym zyciem i
    to daje mi sile, zeby zyc tu i teraz, co wcale nie znaczy, ze jest
    lekko pogodzic sie z takim ciosem.
    Mowi sie, ze czas leczy rany, wiem, ze nie u wszystkich, ale mam
    nadzieje, ze przyjdzie ukojenie, lecz nigdy zapomnienie
    Helena
  • first.marionetka 30.10.09, 10:21
    Kochanie,

    dziś mija 11 lat, jak mnie TAM nie chcieli.
    Uszłam z życiem jakimś cudem, liczyły się centymetry.

    Jeszcze nie nadszedł mój czas, jeszcze miałam dotknąć Twoich zimnych
    dłoni i całować Twoją zimną twarz............ jeszcze miałam przeżyć
    tyle trudów dnia codziennego, poczuć dławienie w gardle,suchość oczu
    bez łez i pogubić się na ścieżkach życia................... jeszcze
    nie nadszedł mój czas........ a dlatego nadszedł Twój czas.........
    nie mam łez..........................................................

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.