Dodaj do ulubionych

Kary nie działają

14.09.09, 09:10
kary działają. Trzeba tylko powiedzieć dziecku za co zostało ukarane
Edytor zaawansowany
  • zonka77 15.09.09, 08:51
    Oczywiście że kary działają i muszą być stosowane. Dziecko TRZEBA dyscyplinować.
    I dziecko powinno być posłuszne rodzicom. Cała sztuka w tym żeby złamać wolę ale
    nie ducha. Wychować dziecko w posłuszeństwie ale z wielką miłością.
    Generalnie - art. płytki i odstający od rzeczywistości. Moim zdaniem zlepek
    banałów i bzdur.
    --
    "Jedyny sposób, by odkryć granice możliwości, to przekroczyć je i sięgnąć po
    niemożliwe"
  • morekac 15.09.09, 10:04
    Cała sztuka w tym żeby złamać wolę al
    > e
    > nie ducha.

    Czym różni się złamanie woli od złamania ducha?
  • verdana 15.09.09, 14:08
    Semantyką. A gdyby się nawet czymś rózniło, to dziekuje za
    wychowanie polegajace na zlamaniu woli...
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • zonka77 16.09.09, 17:51
    a ja nie dziękuję. Dziecko ma się podporządkować mojej woli do pewnego wieku ale
    trzeba to robić tak aby dziecko nie straciło swojego charakteru i ducha.
    Niepotrzebnie może tak to określiłam, to cytat z mojej ulubionej książki o
    wychowaniu. Książka pewnie by się wam nie spodobała ponieważ jej autorem jest
    wierzący człowiek który mocno sięga do Biblii i na niej opiera swoje zasady.

    Przykład podam: Moje dziecko jest uparte. Nie mogę pozwolić aby 8 latka stawiała
    na swoim za wszelką cenę i wbrew mnie czy mężowi. Ale upartość i konsekwencja
    mogą być wspaniałymi cechami charakteru więc trzeba pozwolić dziecku aby
    wykorzystało te cechy w dobrym kierunku.
    Ogólnie myślę że dobre wychowanie dziecka z silnym charakterem, upartego i o
    cechach przywódczych jest cholernie trudną sprawą.

    Niekaranie i niedyscyplinowanie dziecka to ślepa uliczka. Zwłaszcza w przypadku
    młodszych dzieci.
    --
    "Jedyny sposób, by odkryć granice możliwości, to przekroczyć je i sięgnąć po
    niemożliwe"
  • zonka77 16.09.09, 18:06
    polecam książkę "uparte dziecko" (The strong-Willed Child) Jamesa Dobsona

    --
    "Jedyny sposób, by odkryć granice możliwości, to przekroczyć je i sięgnąć po
    niemożliwe"
  • janonet4 17.09.09, 10:43
    dzieci nie wolna karać tylko wysyłac do obozu pracy-niech zyje stalin
    --
    jan paszek
    tnij.org/d892
    pol-ska-to dziwy kraj,dziwni ludzie,historia tez dziwna,potrzeba tu
    ładu,porzątku-a nie-BURDELU
  • ideefiks 29.10.09, 15:35
    zonka77 napisała:

    > Oczywiście że kary działają i muszą być stosowane. Dziecko TRZEBA
    dyscyplinować

    To budujące, że tak otwarcie potrafisz przyznać, że kompletnie nie
    zrozumiałaś tekstu, który właśnie przeczytałaś. :)
  • sun_of_the_beach 15.09.09, 09:28
    Znowu wrzask i panika w szeregach rodziców, ktorym nie chce się popracowa nad sobą, a chcieliby miec dzieci, którym nie trzeba poświęcac za dużo uwagi. Panie powyżej najprawdopodobniej przeczytały sam tytuł artykułu i Już lament, bo ktoś próbuje im zabrac jedyną dostępną dla nich "metodę wychowawczą".
  • verdana 15.09.09, 09:35
    Panie piszace artykuł obracaja się w bardzo waskich kręgach "kary".
    Zakaza robienia czegos tez jest karą. Przerwanie niepożądanego
    działania. Odebranie rzeczy, ktora dziecku nie wolno się bawić.
    Wyniesienie dziecka z pokoju. Powiedzenie "Nie podoba mi sie, jak to
    robisz". To wszystko SĄ kary. Ciekawe, jak bez nich wychować
    dziecko.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • sun_of_the_beach 15.09.09, 09:38
    A nie przychodzi ci do głowy, że to ty Obracasz się" w zbyt szerokim kręgu kary? Nawiązując do dyskusji z innego wątku - jest zdecydowana różnica między karą a konsekwencją - trudno jednak dyskutowac z osobami, które różnicy tej nie dostrzegają i nie zamierzają poszerzyc swojej wiedzy w tym zakresie.
  • verdana 15.09.09, 09:47
    Cóż, najłatwiej powiedzieć "ja nie stosuję kar, bo to co robie, nie
    jest karą". Tymczasem w rozumieniu dziecka jest. Dziecko nie wdaje
    się w spory definicyjne, tylko czuje się zmartwione i ukarane,
    chocby rodzice twierdzili, ze to nie kara , a "konsekwencja".
    Konsekwencje bywaja jedną z najbardziej dotkliwych kar. Zniszczyłeś
    misia - cóż, nie masz misia, trudno. Że misia kochałeś? Wiem, ale co
    poradze, takim zniszczonym sie juz nie będziesz bawił. Kary nie ma,
    jest konsekwencja.
    No, ale rodzice maja za to dobre samopoczucie -dziecko jest
    nieszczęśliwe - ale oni żadnej kary nie dali. Zgodnie z zasadami.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • asia.sthm 15.09.09, 09:56
    Verdano, upierasz sie zupelnie groteskowo przy absolutnym uznaniu kardej
    konsekwencji za kare. Niech ci bedzie.
    Poczatek calej tej dyskusji rosplunal nam sie juz przy twojej lodowce :)
    Przypominam, ze chodzilo o dociekanie niektorych tu, zrozpaczonych brakiem
    skutecznych metod mam, jak i czym karac maluchy. Ilosc tych watkow tak jakby
    stopniowo wzrastala, albo ja juz je na czerwono widze i mnie wzdryga. Nie tylko
    mnie.
    --
    [img]http://i5.tinypic.com/2h33nv9.jpg[/img] po prostu, prosto z mostu..
  • sun_of_the_beach 15.09.09, 09:59
    Czyli co? Trzeba dziecku da w dupę/posadzic na karnego jeżyka (niepotrzebne skreślic) i kupic nowego misia.
    No dobra - jak już nie możesz życ bez słowa "kara": konsekwencja to kara, którą człowiek wymierza sam sobie. Lepiej?
  • asia.sthm 15.09.09, 09:42
    Nie panie, lecz jedna pani: Justyna Dabrowska, moim zdaniem wybitna specjalistka
    od trafnego formulowania tych trudnych zagadnien.
    Ideal wprost ;)
    --
    [img]http://i5.tinypic.com/2h33nv9.jpg[/img] po prostu, prosto z mostu..
  • leewek 15.09.09, 11:38
    Absolutnie nie zgadzam się z Tobą - Verdana. "Przerwanie niepożądanego
    działania. Odebranie rzeczy, która dziecku nie wolno się bawić" NIE JEST KARĄ!
    To są właśnie działania wychowawcze. Natomiast wyniesienie dziecka z pokoju
    może już jakimś rodzajem kary, wszystko zależy od tego w jaki sposób to zrobimy,
    w jakich okolicznościach i co dziecko przy tym usłyszy. Powiedzenie "Nie podoba
    mi się, jak to robisz" NIE JEST KARĄ! Jest komunikatem! Bardzo ważnym! Kara to
    moim zdaniem sprawienie dziecku przykrości/bólu, sprawienie żeby się poczuło
    źle, rodzaj "odwetu" w zamian za to co zrobiło, żeby skojarzyło ta przykrość ze
    swoim działaniem. Czyli próba uwarunkowania dziecka..
  • insula.incognita 16.09.09, 20:41
    verdana napisała:

    > Panie piszace artykuł obracaja się w bardzo waskich kręgach "kary".
    > Zakaza robienia czegos tez jest karą. Przerwanie niepożądanego
    > działania. Odebranie rzeczy, ktora dziecku nie wolno się bawić.
    > Wyniesienie dziecka z pokoju. Powiedzenie "Nie podoba mi sie, jak to
    > robisz". To wszystko SĄ kary. Ciekawe, jak bez nich wychować
    > dziecko.

    Sorki, ale to są brednie czystej wody. Może warto jednak sprecyzować czym jest KARA? Bo przerwanie działania niepożądanego - to nie jest kara. Karą jest SPOSÓB w jaki sie przerwie to niepożądane działanie.
    Można zawsze skierować uwagę dziecka na inna rzecz i inne dzialanie, niz to, które uważamy za niepożądane.
    Ale tłumacząc ze spokojem. Że np garnków nie trzeba tłuc jeden o drugi, bo obije się emalia, czyli garnek zostanie zniszczony, czyli trzeba bedzie kupić nowy, czyli beda wydatki itd itp. Mozna też powiedzieć,(potwierdzając własnym przykładem), że nie przechodzi się przez ulice na czerwonym swietle, bo może cię potrącić samochód ( a nie dlatego, ze straznik wlepi mandat). Mozna też powiedzieć i wytłumaczyć, że z psem trzeba wyjść na spacer, tak jak dziecko chce siusiu to idzie do ubikacji, w iinnym przypadku jest too znęcanie się - nie wyjscie z psem na spacer, czy zakazanie dziecku korzystania z ubikacji itd itp. TO NIE SĄ KARY. To nauka zycia.
    Pod warunkiem wszakże, że nie walimy dziecka patelnia w łeb za tłuczenie garnków, nie zakazujemy mu korzystania z ubikacji- kiedy ma potrzebę, i nie przechodzimy SAMI na czerwonym świele z hasłem na ustach "że tak nie wolno" i jak dziecko zrobi to samo - to je "po-rodzicielsku" i sprawiedliwie skarcimy - czyli pasem w poprzek, albo zakaz na tydzień tv, kompa, słodyczy czy kolegów. Tak?
    Czujesz różnicę w ogóle?


    --
    Jeśli czarny kot przebiegł mi drogę, to... ten kot będzie miał pecha.
  • iva2 15.09.09, 11:30
    poczekajmy na ciąg dalszy artykułu... tu mamy tylko czego robić nie wolno. Ja
    bardzo chcę się dowiedzieć, co robić wolno, by dziecko nauczyło się
    przestrzegania norm i zasad społecznych.
  • alabama8 15.09.09, 12:58
    Nie ma jednej recepty na wychowanie dzieci. Każde z nich jest inne.
    Sama nie stosowałam do tej pory kar (młodziak ma 6,5 l.) chyba
    głównie z tego powodu że dziecko nie broi, nie urządza histerii, ma
    tyle rozsądku żeby zrozumieć - np. najpierw zakupy, jak się uwiniemy
    migiem to potem lecimy na spacer. Ale zdaję sobie sprawę, że równie
    dobrze mogłam trafić na złośliwe i uparte "diablisko". Akurat
    trafiłam na kombinację genów którą jestem w stanie znieść (bez kar).
    Ale nigdy! nigdy nie śmiałabym pouczać rodziców dzieci, które
    sprawiają kłopoty. Owszem, można podpowiadać, rzucać pomysły, ale
    nie pouczać. Tak naprawdę mamy niewielki wpływ na to jakie będą
    nasze dzieci, to zależy od kombinacji genów, od tego które to
    dziecko w rodzinie, na jakim etapie życia rodziców się pojawiło
    (stabilny, nie stabilny).
    Chyba najważniejsze żeby dziecku oddać całe swoje serce, połowę
    wolnego czasu i mnóstwo cierpliwości.
    --
    Alabama8
  • pam_71 15.09.09, 13:42
    Tak naprawdę mamy niewielki wpływ na to jakie będą
    nasze dzieci, to zależy od kombinacji genów,


    Oj .. bałabym się wysuwać tak daleko idące wnioski ;-) Geny, charakter i owszem
    maja znaczenie - ale środowisko w którym dorasta, wychowanie chyba "ważą" więcej
    ;-) Gdybyśmy byli tylko naznaczeni genami co z rodzinami adopcyjnymi ? Skażemy
    ich wysiłki wychowawcze z góry na niepowodzenie,bo biologiczni rodzice byli z
    "marginesu" .... :-o
  • lisdene 15.09.09, 14:02
    Dla mnie bezstresowe wychowanie dziecka to nieporozumienie.
    Wyciąganie konsekwencji wynikających z zachowania dziecka to
    podstawa.
  • fogito 15.09.09, 14:45
    Nie ma czegoś takiego jak bezstresowe wychownie, bo wychowanie
    zawsze niesie ze sobą jakąś dawke stresu. Nawet jeśli będzie się ono
    odbywało bez kar cielesnych i duchowych.
  • lisdene 15.09.09, 21:59
    Istnieje jednak coś takiego jak bezstresowe wychowanie. Dla mnie to
    jest brak wyznaczonych granic, nieponoszenie konsekwencji za czyny.



    fogito napisała:

    > Nie ma czegoś takiego jak bezstresowe wychownie, bo wychowanie
    > zawsze niesie ze sobą jakąś dawke stresu. Nawet jeśli będzie się
    ono
    > odbywało bez kar cielesnych i duchowych.
  • sun_of_the_beach 15.09.09, 22:32
    lisdene napisała:

    > Istnieje jednak coś takiego jak bezstresowe wychowanie. Dla mnie to
    > jest brak wyznaczonych granic, nieponoszenie konsekwencji za czyny.
    >
    >
    A dla mnie to, co piszesz, to brak wychowania. Wychowanie bez stresowe to np nie wzbudzanie w dziecku poczucia winy, nie karanie go w sensie, w jakim mówi o tym autorka artykułu - tj sprawianie przykrości, bólu, zawstydzanie, deprywacja potrzeb...
  • verdana 16.09.09, 13:22
    Cóż, dziecko wyrwało misia siostrze iswiadomie go zepsulo. Siostra
    placze.
    A zadaniem rodzica jest "nie wywolać poczucia winy". Niech wie, ze
    niezaleznie co się zrobi, najwazniejsze to nie czuc się winnym i nie
    mieć wyrzutów sumienia. I nie zawstydzic go - niech wie, ze nie
    istnieje taki czyn, za ktory nalezy się wstydzic.
    Czy o to Ci chodzi - aby niezaleznie od tego co zrobilo, dziecko nie
    czulo się winne?
    To ja dziękuje za tak wychowane spoleczeństwo.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • sun_of_the_beach 16.09.09, 13:58
    Taaa jaaasneee, dziecko to zrobiło celowo, świadomie, z pełną premedytacją... Cóż widac tak je wychowałaś. Widocznie na własnej skórze doświadczyło, w jaki sposób można komyś wyrządzic jak najdotkliwszą przykrośc...
  • verdana 16.09.09, 14:59
    Czy Ty widziałas kiedys dziecko? Zaczynam miec watpliwości.
    Bo Ty dzieci kompletnie nie szanujesz i w tym problem. Uwazasz je za
    głupie, bezwolne roboty, ktorymi mozna sterować, ale ktore nie mysla
    nawet na tyle, by moc cos zrobic swiadomie i z premedytacją. Bo sa
    na to za głupie, ot , takie bezmyslne istoty, od ktorych nie dasię
    niczego wymagac i ktore za nic nie odpowiadaja.
    To dopiero jest problem dla dziecka - byc tak traktowanym...
    Oczywiscie, ze dzieci swietnie potrafia zrobic innym świadoma
    przykrość, nawet jesli rodzice sa aniolami, ponieważ istnieje cos
    takiego, jak rywalizacja, brak sympatii do innego dziecka, zemsta za
    zjedzenie ostatniej czekoladki z lodowki (a przeciez wolno...)
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • sun_of_the_beach 16.09.09, 15:52
    verdana napisała:

    > Czy Ty widziałas kiedys dziecko? Zaczynam miec watpliwości.
    > Bo Ty dzieci kompletnie nie szanujesz i w tym problem. Uwazasz je za
    > głupie, bezwolne roboty, ktorymi mozna sterować, ale ktore nie mysla
    > nawet na tyle, by moc cos zrobic swiadomie i z premedytacją. Bo sa
    > na to za głupie, ot , takie bezmyslne istoty, od ktorych nie dasię
    > niczego wymagac i ktore za nic nie odpowiadaja.

    No dopiero mnie przekonywałaś, że dziecmi można sterowac za pomocą kar i nagród i można je wychowac wpajając zasady, których sami nie przestrzegamy, a teraz próbujesz mi włożyc w usta swoje własne poglądy?

    > To dopiero jest problem dla dziecka - byc tak traktowanym...
    > Oczywiscie, ze dzieci swietnie potrafia zrobic innym świadoma
    > przykrość, nawet jesli rodzice sa aniolami, ponieważ istnieje cos
    > takiego, jak rywalizacja, brak sympatii do innego dziecka, zemsta za
    > zjedzenie ostatniej czekoladki z lodowki (a przeciez wolno...)

    Oczywiście - ale tego wszystkiego dzieci się uczą od zachowujących się w ten sposób rodziców - rodzice ukrywając się przede mną wpierdzielają w przedpokuju kanapki, to ja podpierdzielę siostrze czekoladę (przecież wolno, bo mama tak robi...)
  • verdana 16.09.09, 16:08
    Bo jak wiadomo roczne dziecko dobrzy rodzice karmią kanapka z
    salcesonem, albo żra na jego oczach, a dziecku nie dają. Rozumiem,
    że cale jedzenie w domu nalezy do dziecka i kazde zjedzenie czegoś
    jest "podpierdzielaniem" tego dziecku.
    Zupelni Ci rozum odjęło?

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • sun_of_the_beach 16.09.09, 16:21
    Masz bardzo męczacą maniere wymyślania absurdzlnych sytuacji okraszonych wnioskami wyssanymi z palca - trudno z takimy wypowiedziami dyskutowac, ale łatwo je ośmieszyc. Nie napisałem, że podpierdzielasz tylko wpierdzielasz w tajemincy przed dzieckiem. To takie trudne - jeśc kanapkę z salcesonem, a dziecku dac biszkopta? Dziecko je częsciej niż dorosły, ale wg ciebie nie można tak zorganizowac, żeby posiłki wypadały wspólnie i dziecko przy okazji mogło uczyc się właściwego zachowania przy stole - zresztą to nie potrzebne, bo później je się nauczy przy pomocy jakże skutecznych kar. I to mi rozum odjęło...
  • verdana 16.09.09, 16:47
    Nie trudne, tylko szkodliwe. dziecko, ktore ma tendencje do tycia,
    nie powinno jadać 10 razy dziennie, za kazdym razem gdy dorośli lub
    starszy brat jedza + wlasne posiłki. Dziecko ma miec przerwy miedzy
    posiłkami, a niejeść na okrągło.
    Posiłki dla niemowlecia, starszego dziecka i pracujacych rodziców
    zazwyczaj NIE wypadaja wspolnie. Chocby dlatego, ze dziecko ma inne
    pory snu niż starsze dziecko, a rodzice nie zawsze wracaja z pracy o
    porach, gdy akurat niemowle powinno jeść posilek.
    Nie mowiac już o tym, że i tak niemowleciu dam inny posilek niz
    pozostałym - a jak będzie się domagało tego salcesonu to co -
    pozwolic?
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • sun_of_the_beach 16.09.09, 18:11
    Nudy, nudy, nudy... To co ty w tejchwili robisz, to wg analizy transakcyjnej Berne'a, gra w "kozi róg". Jaki argument by nie został podany, ty zawsze wymyślisz nowy kontrargument i tak przedstawisz sytuację, aby wyszło "na twoje".
  • sun_of_the_beach 16.09.09, 18:19
    Problem nie leży w dziecku, tylko w tobie i masz rację - nie mam pojęcia, jak mam to tobie wytłumaczyc, kiedy kilkadziesiąt postów nie odniosło rezultatu. Może przestań siedziec na forum i zajmij się dziecmi?
  • mama_biedronki 16.09.09, 21:53
    sun_of_the_beach napisał:

    > Problem nie leży w dziecku, tylko w tobie i masz rację - nie mam
    pojęcia, jak m
    > am to tobie wytłumaczyc, kiedy kilkadziesiąt postów nie odniosło
    rezultatu. Moż
    > e przestań siedziec na forum i zajmij się dziecmi?

    He he, popieram w 100%. Też się zastanawiałam jakim cudem verdana
    tak się świetnie orientuje w tematyce okołodziecięcej skoro sądząc
    po częstotliwości wpisów w n wątkach naraz najwyraźniej non stop
    siedzi przed kompem
  • darr.darek 16.09.09, 21:56
    Kobieto, verdana dała ci PROSTY przykład zachowań dziecięcych.

    Cytuję:
    Cóż, dziecko wyrwało misia siostrze iswiadomie go zepsulo. Siostra
    placze.
    A zadaniem rodzica jest "nie wywolać poczucia winy". Niech wie, ze
    niezaleznie co się zrobi, najwazniejsze to nie czuc się winnym i nie
    mieć wyrzutów sumienia. I nie zawstydzic go - niech wie, ze nie
    istnieje taki czyn, za ktory nalezy się wstydzic.

    Zamiast się odnieść do przykładu (zbyt trudny do zrozumienia dla ciebie?) to
    mnożysz zarzuty i rozciągasz temat w kierunku nudzenia i braku konkretów.
    Zrozum: dziecko potrafi samo: niszczyć, wyrządzić krzywdę, zrobić przykrość,
    uderzyć inne dziecko. I NIE MUSI być do tego celu szkolone, bo tak wygląda
    rodzaj ludzki. Ty zapewne nie masz dzieci i bujasz w obłokach lub każde
    zachowanie dziecka tłumaczyć musiałbyś, że "ono gdzieś na pewno to podpatrzyło",
    "to niemożliwe, aby umiało uderzyć bez nauczenia się tego" itp. bajanie
    opiekunki-teoretyczki.

    Potrafisz odnieść się do konkretnej wypowiedzi "verdany" bez bzdurnych nawiązań,
    że zepsuty miś jest wynikiem zachowań "verdany" (i to zapewne ona musiałby pójść
    na jakąś lewicową reedukację i resocjalizację) ?
    To był właśnie idealny przykład, że bez kary wychowujemy małego psychopatę.

    Tylko nie pisz, że kary nie będzie, ale będzie konsekwencja zabrania mu zabawek,
    zamknięcia i posadzenia na jeżyku i nieodzywania się opiekunki konsekwentnie
    przez dzień albo przez tydzień.


  • sun_of_the_beach 16.09.09, 22:56
    Widzisz Darku, to był kilkadziesiąt któryś mój post w odpowiedzi na ataki verdany. Za karzdym razem schemat jest ten sam: verdana przytacza jakiś wyolbrzymiony, wydumany do absurdu przykład, ja jej odpowiadam, a ona przeinacza swoją historyjkę starając się wykazac, że moje argumenty są bezsensu.
    Tobie, ponieważ jesteś nowy, odpowiem, że przyczyn zachowań dysforycznych może byc bez liku, ale najczęściej jest to strach (u verdany prawdopodobnie: nie żryj tyle, bo będziesz tłusty i przestanę cię kochac), frustracja potrzeb (zamknięta lodówka), deprywacja kontaktu (wyżeranie kanapek w przedpokoju w tajemnicy przed dzieckiem). Dziecko nie panuje nad tym to fakt. Wywołanie poczucia winy, zawstydzanie, straszenie potęguje tylko napięcie, którego najprostrzą formą rozładowania jest agresja - mamy piękny przykład błędnego koła - im bardziej dziecko karzemy, tym obiaw się nasila. W dziecku oczywiście należy wzbudzic empatię (ale do tego sami musimy miec zdolnośc jej odczuwania, a bi-scotti i verdana zaraz powiedzą, że empatia i poczucie winy, podobnie jak kara i konsekwencja to to samo) i kiedy się uspokoi zaproponowac wynagrodzenie siostrze (przeprosiny, laurka...), siostrze zaś wytłumaczyc mechanizm zachowania brata (trzeba jednak wiedziec, na czym polega). Dziecku można zaproponowac wspólne naprawienie/pozszywanie misia - misia trzeba wyleczyc: mamy i zadoścuczynienie dla siostry i kolejną lekcję empatii (chorymi trzeba się opiekowac). Wszystko można, tylko trzeba chciec, a przede wszystkim trzeba chciec popracowac nad sobą.
  • darr.darek 16.09.09, 23:48
    Nie śledziłem narastania niechęci między Wami :)

    Ja tylko odniosłem się do bardzo REALNEGO przykładu verdany ze zniszczonym z
    premedytacją przez urwisa misiem siostry.
    To idealny przykład, aby wykazać jak idiotyczne jest założenie, że bez
    faktycznej kary da się naprawić sytuację. Naprawić, czyli dać poczucie
    sprawiedliwości córce i dać szybko przemawiającą i łatwą do zapamiętania karę
    synkowi za ów pokaz satysfakcji ze zrobienia przykrości. Oczywiście, że najpierw
    nalezy upewnić się czy zniszczenie zabawki miało na celu zrobienie przykrości
    siostrze - najczęściej u urwisa motywem zniszczenia jest ciekawość i wówczas
    kara też musi być, ale nieporównywalnie mniejsza. Zamiast klapsa, krzyknięcia i
    wywołania żalu za czyn wystarczałoby np. tylko krzyknięcie i wywołanie żalu, aby
    wczuł się w rozpacz siostrzyczki po misiu.

    Tak, specjalnie napisałem o klapsie, bo dla 2- lub 3-latka klapsy są idealną
    karą za niedopuszczalne zachowania. Kara typu nieoglądnie jutro bajki, zakaz
    słodyczy przez tydzien, fochy mamusi/tatusia czy nieprzytulanie za karę to
    zachowania opiekuna rodem "z psychiatryka". Albo odrywa karę od samego czynu i
    dziecko jutro czy za parę dni już nie rozumie dlaczego matka coś plecie o
    zachowaniu sprzed kilku dni i o konsekwencji dzisiaj. Albo serwuje kary
    "opiekuna psychicznego" - długie nieodzywanie się czy nieprzytulanie wobec
    takiego parolatka.

    Ponieważ Ty odpowiedziałaś z opisem jakiejś patologicznej sytuacji z narastaniem
    frustracji, niechęci, agresji, bulimii i cholera wie czego jeszcze, dlatego
    należałoby powrócić do REALNYCH przykładów z
    NORMALNEGO życia dzieci i rodziców.

    Ten Twój opis to była prawdziwa patologia, gdzie małe dzieci rzekomo wchodzą owe
    narastanie frustracji, bulimii itp.. To się zdarza często starym i głupim, aż
    czyni ich jeszcze głupszymi. Dzieci tak łatwo nie tracą naturalnej wesołości.
    Za to w ramach NATURALNEJ wesołości dzieci potrafią porywać się na czyny, które
    dla Ciebie najwyraźniej są długo przyswajanymi złymi nawykami.

    Te naturalne czyny to np. kopanie i bicie innego człowieka, znęcanie się nad
    zwierzęciem, satysfakcja ze zrobienia przykrości innej osobie. Oszukiwanie się,
    że dziecko "musiało wyuczyć się tego poprzez złe naśladownictwo" to ... tylko
    oszukiwanie się. Tym gorsze dla wychowania, bo skupia się na bzdurach miast na
    rugowaniu klapsami niedopuszczalnych zachowań.
    Tu nie ma sensu powoływanie się na "wielkich teoretyków", że dziecko to biała
    karta itp. ble ble. Ja piszę o realiach. Sam byłem zaskoczony, gdy 1.5-roczny
    synek wywalił kopa a to starszej siostrze, a to matce. Córka nigdy takiej
    reakcji nie miała. Tłumaczenie owszem - potem, ale natychmiastowe klapsy szybko
    go nauczyły, że to są zachowania niedopuszczalne.
    Mniej stanowcza postawa z dręczeniem kota (mimo zadrapań czasami przez całą
    rękę) skutkowała tym, że nawet jako 3-latek potrafił dręczyć kota, szybkiego,
    silnego, salwującego się ucieczką, bo wraz ze wzrostem dręczyciela nawet kot nie
    chciał oddawać agresją.
    Tu już więcej zdziałało właśnie powolne uczenie empatii i niekrzywdzenia innych
    stworzeń. Za kota nigdy nie dostał klapsa a nie wyobrażam sobie czekania dwóch
    lat, aż dziecko wreszcie łaskawie zrozumie, że kopanie matki lub siostry jest
    niedopuszczalne.

    Gdy pisałem o tym "małym dręczycielu" mowa cały czas była o chłopczyku zawsze
    wesołym, pełnym radości, psoty, zdolnym, budującym klockowe budowle,
    nieobjadającym się, niesfrustrowanym, załatwiającym swe potrzeby do ubikacji od
    wieku 1 rok 10 m-cy itp. superlatywy, których nie zliczę.


  • sun_of_the_beach 17.09.09, 00:08
    Nie pisałem nic o bulimii - to dziecko było (jest?) za małe na bulimie. To były albo zaburzenia metabolizmu, albo głupie przekonania rodziców o "idealnej" sylwetce dziecka. Piszesz, co wg ciebie jest normalne, a co patologiczne. Dręczenie zwierząt i agresja na pewno nie są normalne i naturalne. No chyba, że błędnie interpretujesz zachowanie dziecka - to co tobie się wydaje dręczeniem (z premedytacją) mogło byc zaspakajaniem ciekawości bez świadomości, że sprawia to ból zwierzeciu, a bronienie się zwierzaka wywołało pewną zaciekłośc i determinację. O karach odroczonych nie będę pisał, bo to oczywista oczywistośc, ale z tymi klapsami oczywiście się nie zgodzę - dlaczego karcenie wydaje się atrakcyjne jest opisane w artykule - nie bede powtarzał. Jakie mogą byc odroczone konsekwencje tez pisałem w innym poście.

    Ps. Dzięki, że nie doczepiłeś się do mojej ortografii. Jak przeczytałem poprzedniego posta, to się złapałem za głowę... :(
  • fogito 16.09.09, 20:16
    verdana napisała:

    > Nie trudne, tylko szkodliwe. dziecko, ktore ma tendencje do tycia,
    > nie powinno jadać 10 razy dziennie, za kazdym razem gdy dorośli
    lub
    > starszy brat jedza + wlasne posiłki.

    Verdana, teraz to pojechałaś. A jak ty niby upchniesz w grafiku 10
    posiłków dziennie. Owszem często jest trudno zsychronizowac
    wszystkie trzy posiłki, ale jeden główny to jakoś zawsze mozna.
    Zaczynam byc przerażona sposobem w jaki karmiłas sowje dzieci :/


    - a jak będzie się domagało tego salcesonu to co -
    > pozwolic?

    Zadajesz takie pytania jakbys nigdy dziecka nie miała.
  • verdana 16.09.09, 22:09
    Cóz czytanie ze zrozumieniem sie klania.
    Jesli w kawalerce mieszka niemowlę (pieć posilkow dzienie)
    czterolatek (przedszkole, posiłki o innej porze niż niemowlę i
    rodzice (pracujacy, co gorsza wymieniajacy się przy dziecku), to w
    sumie wypada co najmniej 10 posilków o róznej porze. W jednym
    pomieszczeniu, w ktorym rezyduje niemowlę uwielbiające jeść.
    Aby zachować prawidłowy rytm posilkow niemowlecia, rodzice musza
    jeść niektore wlasne posilki gdzie indziej. Jasne, czy nadal za
    trudne?
    Podobno jedzenia nie wolno dziecku zakazywac, ma miec swobodny
    dostep do lodowki - a wlodowce salceson.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • fogito 17.09.09, 06:22
    verdana napisała:

    > Cóz czytanie ze zrozumieniem sie klania.
    > Jesli w kawalerce mieszka niemowlę (pieć posilkow dzienie)
    > czterolatek (przedszkole, posiłki o innej porze niż niemowlę i
    > rodzice (pracujacy, co gorsza wymieniajacy się przy dziecku), to w
    > sumie wypada co najmniej 10 posilków o róznej porze.

    Niemowlę sporo czasu przesypia w ciagu dnia. Poza tym ja karmiłam
    swoje piersią i jakos na lodówke z głodu się nie rzucało.
    Myślę, że przesadzasz i masz jakąs obsesję na punkcie jedzenia,
    która przeniosła się na dzieci.
    Poza tym te dywagacje na temat lodówki stają się nużące.

  • pam_71 17.09.09, 10:17
    Koło roku wypadają już tylko dwie drzemki w ciągu dnia ;-) A jeżeli dziecko
    będzie podjadało biszkopty/chrupki przy każdej okazji gdy ktoś z domowników
    zajada to może być problem ... Szczególnie gdy maluch jest na modyfikowanym.
    Ja mam z lekka okrągłego 10-latka ;-) I uwierz mi gdyby mógł jeść to na co ma
    ochotę to ważyłby dzisiaj o 10kg więcej i nie ruszałby się wcale. Pilnowanie
    wagi nie jest moją obsesją, a jedynie zaleceniem lekarza ortopedy (ma poważną
    koślawość stóp i wiotkość stawów). W domu nie mamy chipsów i ton słodyczy.
    McDonald na wyjątkowe okazje. Jak czekolada to gorzka (na rozum) ;-p Oczywiście
    rozmawiamy o zdrowiu i o tym, że czasami wyrzeczenia są konieczne aby owo
    zdrowie i formę utrzymać ... On jest teraz na tyle duży i porządny, że sam się
    kontroluje. A jak ma ochotę na coś ekstra to pyta i kupujemy (zwykle mniejszą
    ilość).
    Dodatkowo jeszcze ma basen i Aikido ... często marudzi przed tymi zajęciami i
    gdybyś wtedy zajrzała do naszego domu to zapewne Twoja reakcja byłaby w stylu
    "Bosz... zmuszają biedne dziecko do treningów!!" ... ;-p
    Ja aktualnie się katuję dietą 1200 i 2h aerobiku tygodniowo. Nie lubię, ale przy
    prawie 80kg ciężko mi wejść na IV piętro i zawiązać buty ... dodatkowo jestem w
    grupie ryzyka (ch. wieńcowa). Samodyscyplina łatwa nie jest ;-)
    Dlatego z Dużym się wpieramy nawzajem ....
    PS: Jakby ktoś nie widział związku z tematem - był okres gdzie Duży miał zakaz
    podjadania(odczuwalny jako kara ... w sumie za nic ... ) i np. na prośbę o
    trzecią/czwartą kanapkę na kolacje usłyszał odp. "Nie ma". Oczywiście po
    upewnieniu się czy się najadł ... bo jak sam przyznał - często je bo to takie
    smaczne ;-p
    PS2: Wredna Matka ze mnie.
  • fogito 17.09.09, 11:46
    pam_71 napisała:

    > jeżeli dziecko
    > będzie podjadało biszkopty/chrupki przy każdej okazji gdy ktoś z
    domowników
    > zajada to może być problem ...

    U mnie w domu nie ma takich rzeczy do jedzenia więc nikt nie podjada
    i problemu nie ma. Ani z dzieckiem ani z dorosłymi.


    W domu nie mamy chipsów i ton słodyczy.
    > McDonald na wyjątkowe okazje.

    To ja bym sugerowała zero słodyczy poza czekoladą gorzką i zero
    McDonaldsa.

    > Dodatkowo jeszcze ma basen i Aikido ... często marudzi przed tymi
    zajęciami i
    > gdybyś wtedy zajrzała do naszego domu to zapewne Twoja reakcja
    byłaby w stylu
    > "Bosz... zmuszają biedne dziecko do treningów!!"

    No, niekoniecznie. Mój ma 5,5 a ma również aikido, football,
    baseball, tenisa i golfa, oraz czasami basen poza oczywiście
    standardowym rowerem i hulajnogą ;) Ruch to podstawa, bo facet ma
    tyle energii, że dom by rozniósł.


    > PS2: Wredna Matka ze mnie.

    Nie jest tak źle :P Całkiem rozsądna.
  • pam_71 17.09.09, 13:12
    To ja bym sugerowała zero słodyczy poza czekoladą gorzką i zero
    McDonaldsa.

    Czyli jednak zakazy. Jakie restrykcje za ich złamanie ?

    Ruch to podstawa, bo facet ma tyle energii, że dom by rozniósł.
    Twojego roznosi, a ja mojego muszę "wyciągać". Dobrze, że jak już wyjdzie z domu
    o zwykle dobrze się bawi i całe marudzenie znika ;-p Chyba jednak ten mój typ
    już tak ma ..
  • fogito 17.09.09, 19:18
    pam_71 napisała:

    > To ja bym sugerowała zero słodyczy poza czekoladą gorzką i zero
    > McDonaldsa.

    > Czyli jednak zakazy. Jakie restrykcje za ich złamanie ?
    >

    Żadnych zakazów, żadnych restrykcji. Nie ma w domu słodyczy więc ich
    nie je. Za to owoce są ;) Jeśli jesteśmy na urodzinach u kogoś i są
    słodycze to oczywiście je. Nie zabraniam absolutnie. Dziecko ma
    ograniczone możliwości jednorazowego zjedzenia słodyczy, więc nie
    rzuca się na nie jak wygłodzony wilk ;)
    Z McDonaldsa jemy jogurt, kiedy jesteśmy w trasie i kupujemy
    zabawkę :) Mały nigdy by bułki nie przełknął, bo nie jest
    przyzwyczajony i mu nie smakuje. Próbowałam kiedyś w przypływie
    desperacji, kiedy innej restauracji nie było.
  • pam_71 18.09.09, 08:51
    Ale Fogito ;-) Słodycze są dla ludzi, podobnie jak McDonald.
    Ja bez słodyczy nie umiem ;-) Nawet w diecie jakiś light'cik dla cukrzyków
    wciągnę ... z resztą nie oszukujmy się jak nie ja i nie w domu to są jeszcze
    Babcie ...
    Obawiam się, że przyjdzie taki moment, kiedy Młody się zbuntuje i przyniesie do
    domu Cole czy Grześka ;-p
    Ja w domu słodycze mam(bo lubię), rozsądnie w niewielkich ilościach. Jednak
    nigdy w domu nie było napojów gazowanych. Dzieciaki wzrastały na sokach i
    wodzie. Efekt :
    Duży pija tylko soki/herbatę/wodę. Bąbelków nie tknie, bo nie lubi.
    Młoda odkąd może i ma swoje pieniądze popija Cole/Fantę/Sprita. Pije bo jej
    smakują :-/ Wszystko było zgodnie z Twoją zasadą - w domu nie
    było(nakazów/zakazów) a jednak jej smakuje ;-p

    Wiem, że to będzie czepianie się - ale co robicie z prezentami typu czekolada ?!
    Bo jakoś trudno uwierzyć, że takich nie dostaje (np. od kolegów na urodzinach)?

    Wiesz ... ja bardzo doceniam wagę zdrowego żywienia i wpajania od małego dobrych
    nawyków, ale wydaje mi się, że jednak to nie wszystko. Pewnie się sprawdza jeśli
    odseparujemy dziecko od wpływu świata zewnętrznego ... ale przecież nie o to chodzi.
    Pozdr
    Pam
  • fogito 19.09.09, 10:35
    pam_71 napisała:

    > Ale Fogito ;-) Słodycze są dla ludzi, podobnie jak McDonald.

    Owszem słodycze sa dla ludzi, ale McDonalds to już - sorki - nawet
    dla świń się nie nadaje - biorąc pod uwagę wartości zdrowotne i
    odżywcze. Czasami jadąc do babci zatrzymujemy się tamże i zjadam
    cos, ale z pełną świadomością, że jest to bezbrzeżne świństwo ;/


    > Ja bez słodyczy nie umiem ;-)

    Ja umiem ;)

    Nawet w diecie jakiś light'cik dla cukrzyków
    > wciągnę ... z resztą nie oszukujmy się jak nie ja i nie w domu to
    są jeszcze
    > Babcie ...

    Nasze babcie są daleko, ale mają na swoim koncie kilka grzeszków,
    które skończyły się zaparciami i wielkim płaczem.


    > Obawiam się, że przyjdzie taki moment, kiedy Młody się zbuntuje i
    przyniesie do
    > domu Cole czy Grześka ;-p

    Im później tym lepiej :)


    > Ja w domu słodycze mam(bo lubię), rozsądnie w niewielkich
    ilościach. Jednak
    > nigdy w domu nie było napojów gazowanych.

    U mnie tylko tata czasami przemyca jakąś colę lub sprite, ale
    dziecko i tak tego nie dotyka, bo nie ma nawyku.

    Dzieciaki wzrastały na sokach i
    > wodzie. Efekt :
    > Duży pija tylko soki/herbatę/wodę. Bąbelków nie tknie, bo nie lubi.
    > Młoda odkąd może i ma swoje pieniądze popija Cole/Fantę/Sprita.
    Pije bo jej
    > smakują :-/

    No, ale przynajmniej nie ma za sobą kilku lat wciągania tego
    świństwa. Poza tym jeśli jest niepełnoletnia, to zakładam, że Ty
    robisz zakupy i wtedy masz kontrolę nad tym co ląduje w domu. Może
    skoro tak lubi, to niech wydaje na to swoje kieszonkowe.

    Wszystko było zgodnie z Twoją zasadą - w domu nie
    > było(nakazów/zakazów) a jednak jej smakuje ;-p

    Nie wątpię. Ale mnie chodzi raczej o to, żeby dziecko od maleńkości
    nie poić i nie karmić świństwami, bo wtedy nie ma żadnej szansy na
    poznanie zdrowego żywienia. Często jestem w Stanach i tam nawet
    roczniaki zajadają hamburgery popijając colą. Koszmar. A efekty
    widać na ulicach ;/

    >
    > Wiem, że to będzie czepianie się - ale co robicie z prezentami
    typu czekolada ?

    Jeśli zdarzy się, że ktoś dorosły da taki prezent, to oczywiście
    przyjmujemy, ale syn nie skacze do nieba z radości. Zwykle następuje
    podział w ramach nauki o dzieleniu się, a reszta czekolady zwykle
    ląduje w szafce i zpominamy o niej. Potem przy sprzątaniu wyrzucam
    po prostu albo jak nie jest 'za stara' to oddaje bratu, który zje
    każdą ilośc.

    > Bo jakoś trudno uwierzyć, że takich nie dostaje (np. od kolegów na
    urodzinach)?

    Jak wyżej - czekoladę jako taką może dostał 3 razy w swoim zyciu.


    > Wiesz ... ja bardzo doceniam wagę zdrowego żywienia i wpajania od
    małego dobryc
    > h
    > nawyków, ale wydaje mi się, że jednak to nie wszystko. Pewnie się
    sprawdza jeśl
    > i
    > odseparujemy dziecko od wpływu świata zewnętrznego ... ale
    przecież nie o to ch
    > odzi.

    To nie chodzi o separację tylko pokazanie, że można inaczej i często
    lepiej. Małe dziecko nie umie wybrać jeszcze i trzeba to zrobic za
    nie. Mój syn nie ma nawyku jedzenia słodyczy i moze nie jeść
    miesiącami. Jak ktoś da to je. Nie ma histerii i chowania
    czegokolwiek przed kimkolwiek.


    > Pozdr
    > Pam

    pozdrawiam
  • verdana 17.09.09, 14:58
    Mój najstarszy nie spał juz jako roczniak w ciagu dnia. Córka spała -
    na spacerze. W domu wcale - sprobuj spać w jednym pokoju z
    braciszkiem i rodzicami.

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • fogito 16.09.09, 20:20
    lisdene napisała:

    > Istnieje jednak coś takiego jak bezstresowe wychowanie. Dla mnie
    to
    > jest brak wyznaczonych granic, nieponoszenie konsekwencji za
    czyny.

    To o czym mówisz to zaniechanie wychowania. Zdarza się owszem
    często, ale z wychowaniem bez kar i bicia nie ma nic wspólnego. Bo
    wychowanie z założenia wymaga mnóstwo wysiłku, czasu, cierpliwości i
    chęci i zawsze też jest obecny w nim stres, który jest udziałem
    każdego człowieka niezależnie od wieku.

    >
  • sun_of_the_beach 15.09.09, 20:12
    lisdene napisała:

    > Dla mnie bezstresowe wychowanie dziecka to nieporozumienie.

    Tak - to totalne nieporozumienie, bo to, co potocznie określa się "bezstresowym wychowaniem" tak naprawdę jest brakiem wychowania.
  • jacekk13 15.09.09, 15:14
    przybędzie małych terrorystów. Jak ja nie znoszę lewactwa
  • misiu-1 15.09.09, 16:38
    Efekty lewicowego, bezstresowego wychowania straszą w szkołach i na ulicach.
    Skoro można wychowywać bez kar, to na początek poproszę o zlikwidowanie kar za
    przekroczenia prędkości. Być może władza będzie musiała włożyć w to wiele
    wysiłku, ale za to jaki cel szczytny.
  • rock73 15.09.09, 18:44
    misiu-1 napisał:

    > Efekty lewicowego, bezstresowego wychowania

    Masz na myśli pokolenie wychowane w PRL-u?
  • rock73 15.09.09, 18:47
    misiu-1 napisał:

    > Skoro można wychowywać bez kar, to na początek poproszę o zlikwidowanie kar za
    > przekroczenia prędkości.

    Przeczytaj ostatni akapit artykułu, bo jest akurat na ten temat. Ty nie
    przekraczasz prędkości ze względu na bezpieczeństwo, przepisy, fotoradar,
    policjanta, czy też może po prostu wliczasz mandat w koszty podróży?
  • misiu-1 15.09.09, 19:46
    ock73 napisał:

    > Przeczytaj ostatni akapit artykułu, bo jest akurat na ten temat. Ty
    > nie przekraczasz prędkości ze względu na bezpieczeństwo, przepisy,
    > fotoradar, policjanta, czy też może po prostu wliczasz mandat w
    > koszty podróży?

    Nieważne, z jakiego względu ktoś przekracza prędkość. Autorka artykułu nie
    uzależnia swojego postulatu niekarania dzieci od ich motywacji.
  • rock73 16.09.09, 01:29
    misiu-1 napisał:
    > Nieważne, z jakiego względu ktoś przekracza prędkość.

    Ważne, ale potraktuj to jako pytanie retoryczne. Nie przekraczasz ze strachu przed
    karą, czy z wewnętrznego przekonania? A jeśli ze strachu przed karą, a kary nie ma?

    > Autorka artykułu nie
    > uzależnia swojego postulatu niekarania dzieci od ich motywacji.

    Właśnie ja zrozumiałem coś przeciwnego, że chodzi o wpojenie dzieciom
    wewnętrznej motywacji, wartości, bez kar. Autorka na razie nic więcej nie wyjaśniła,
    na razie stawia pytania i zapowiada, że odpowie na nie za miesiąc.

    Nie to, żebym ja się znał na wychowywaniu i wiedział jak należy, ale jak ktoś rzuca
    dookoła epitetami typu "lewactwo", to ja się zaczynam bać co ten ktoś proponuje w
    zamian. Skrajna prawica?
  • darr.darek 16.09.09, 15:25
    rock73 napisał:
    >Nie przekraczasz ze strachu przed karą, czy z wewnętrznego
    >przekonania?

    Przekraczam często, ale nigdy nadmiernie i prowadzę bezpiecznie (nie powoduję
    stłuczek i wypadków) głównie ze strachu przed karą ... karą śmierci. Tak tak,
    jazda stylem debila drogowego nawet z prędkościami dopuszczalnymi grozi na
    drodze w prostej konsekwencji śmiercią własną, najbliższych lub obcych osób.
    Spowodowanie śmierci obcych osób też byłoby dla mnie karą, choć są tacy, dla
    których to ostatnie byłoby tylko ekscytującym przeżyciem. Dlatego potrzebne są
    surowe kary za spowodowanie tragicznych skutków a nie za jazdę po dwóch piwach.
    Ponad 90% śmierci na drodze powodują ludzie trzeźwi.

    >A jeśli ze strachu przed karą, a kary nie ma?

    To nie jest logiczne pytanie. No ale dodaj ... co dalej.

    >Właśnie ja zrozumiałem coś przeciwnego, że chodzi o wpojenie
    >dzieciom wewnętrznej motywacji, wartości, bez kar.

    Nie da się bez kar. Są tu nawet wśród komentujących osoby plotące bzdury, że w
    ich mniemaniu nigdy nie stosują kar a jedynie ... konsekwencje (nie obejrzysz
    jutro bajki, bo taka jest konsekwencja).
    Oczywiście podział jest równie idiotyczny jak podział na przymus i obowiązek dla
    tych, którzy zmuszani są to pewnych zachowań ... obowiązkowych.

    >Nie to, żebym ja się znał na wychowywaniu i wiedział jak należy,

    Ja wychowuję dzieci i wiem, że brak kary we wczesnym dzieciństwie skutkować może
    "karą" zepsutego życia później. I odwrotnie, nieznośne dziecko, które w wieku
    dwóch lat dostawało klapsy za niemądre zachowania może już w wieku trzech lat
    być nadal nieznośne, ale w taki miły sposób (zna granice, których przekraczać
    nie wolno), że prędzej wywoła śmiech niż chęć jakiegokolwiek ukarania.

    Krótko: brak klapsa u malucha może skutkować pejczem u młodego antyspołeczniaka
    (jakkolwiek bez lub w przenośni można traktować ów pejcz).

    >ale jak ktoś rzuca dookoła epitetami typu "lewactwo", to ja się
    >zaczynam bać co ten ktoś proponuje w zamian. Skrajna prawica?

    Jeśli jedyna partia prawicowa w Polsce - UPR oznacza skrajną prawicę, to tak :)


  • misiu-1 16.09.09, 15:27
    ock73 napisał:

    > Ważne, ale potraktuj to jako pytanie retoryczne. Nie przekraczasz ze
    > strachu przed karą, czy z wewnętrznego przekonania? A jeśli ze strachu
    > przed karą, a kary nie ma?

    Powtarzam - jeśli teza autorki artykułu ("kary nie działają") jest prawdziwa, to
    nie ma znaczenia, dlaczego ktoś przekracza lub nie przekracza prędkości.
    Postulat zniesienia kar pozostaje nienaruszony.

    > > Autorka artykułu nie
    > > uzależnia swojego postulatu niekarania dzieci od ich motywacji.
    >
    > Właśnie ja zrozumiałem coś przeciwnego, że chodzi o wpojenie dzieciom
    > wewnętrznej motywacji, wartości, bez kar.

    Masz uszkodzoną logikę. Udaj się do jakiegoś dobrego warsztatu celem naprawy.
    Cel autorki to jedna sprawa, a sposób osiągnięcia tego celu - druga. Sam
    potwierdzasz, że autorka postuluje obywanie się bez kar. Zatem niech
    państwo także zrezygnuje z kar, a swoje cele (wpojenia obywatelom wewnętrznej
    motywacji i wartości) realizuje w inny sposób.

    > Nie to, żebym ja się znał na wychowywaniu i wiedział jak należy, ale jak
    > ktoś rzuca dookoła epitetami typu "lewactwo", to ja się zaczynam bać co
    > ten ktoś proponuje w zamian. Skrajna prawica?

    Wcale nie dookoła, a w konkretnym kierunku. Alternatywą lewactwa nie jest też
    "skrajna prawica". Po prostu - prawica. Prawda zamiast kłamstwa, wolność zamiast
    totalitaryzmu, sprawiedliwość zamiast "sprawiedliwości społecznej", wychowanie
    zamiast demoralizacji itd.
  • klaranyc 15.09.09, 17:05
    Autorka powinna przyjechać do Stanów i zobaczyć na żywo efekty teorii,
    które kopiuje z amerykańskich książek, bo najwyraźniej nigdy nie
    widziała młodocianego terrorysty.
    --
    猫の国
  • sun_of_the_beach 15.09.09, 20:11
    Nie wiem, kogo uważasz za "młodocianego terorrystę": czy prawdziwego terrorystę albo członka sekty wychowayanego w fanatyźmie właśnie przy użyciu bardzo rozbudowanego systemu kar, czy też ludzi teog tymu, co robią masakry w szkołach - całkowicie odrzuconych albo ignorowanych przez swoje rodziny? Zanim zaczniesz posługiwac się bezrefleksyjnie etykietkami typu "bezstresowe wychowanie" najpierw spróbuj zastanowic się, co to pojęcie tak na prawdę oznacza.
  • kosskoss 16.09.09, 09:20
    niektórzy mylą bezstresowe wychowanie z brakiem wychowania (ci sami pewnie
    myślą, że chamstwo to asertywność). z dwojga złego jeśli ktoś nie dorósł do
    bezstresowego wychowywania to niech 'daje klapsy' zamiast olewać sprawę. lepszy
    człowiek zastraszony niż terrorysta. smutna prawda ale co poradzić. pozdrawiam
    wszystkich starających się 'bezstresowo' wychować dziecko na porządnego człowieka.
  • kotek.filemon 16.09.09, 22:42
    Na szczęście bachory niewydolnych wychowawczo rodziców trafią w końcu w opiekuńcze ramiona społeczeństwa, które wciąż (o zgrozo!) zna pojęcie kary. Najpóźniej w wieku 18 lat, ale jak dzieciątko zdolne to i dużo szybciej...

    --
    don't tell me how to live my life and don't ever stop the music
  • bocian4 15.09.09, 17:29
    >Kara polega na tym, że robimy coś takiego, żeby dziecku było mniej
    >lub bardziej niemiło. Czasem chcemy żeby nasza interwencja był
    >bolesna (wtedy bijemy, szarpiemy, potrząsamy) czasem tylko chcemy
    >przestraszyć (krzyczymy, grozimy, straszymy).

    No, jak sie pseudo-naukową rozprawke pisze wychodząc z załozenia że
    rodzić coś robi żeby dziecko bolało albo bało to nieźle. Domorosła
    Pani Psycholog nie uważa ze karę dajemy po to by dziecko uchronic
    przed powtarzaniem danych zachowań (po przez poznanie nieuchronnej
    konsekwencji swojego zachowania) a nie po to by je bolało...
    (niezależnie od teog ze jestem przeciwnikiem bicia i krzyczenia a
    zwolennikiem karania)

    >Bywa, że odbieramy przywileje i przyjemności (zabraniamy oglądania
    >dobranocki, chowamy deser do lodówki). Te wszystkie działania
    >nazywamy "słuszną karą".

    Bo tak jest. Jak moja córcia siusia oglądajac bajkę bo nie potrafi
    sie oderwać od telewizora, nauczyła się ze jeżlei zrobi siusiu
    oglądajac bajkę nei bedzie bajek następnego dnia. Dzięki temu
    nauczyła sie ze należy siusiać przed bajką i uważać oglądajac bajkę.
    Celem było by nie siusiała oglądajac bajkę i nei siusia. Nie
    cierpiaął specjalnie, poczuła że są konsekwencje działań, i stara
    się. Życzę sobie więcej takich sukcesów.

    >Mimo naszych wysiłków dzieci nadal nie robią tego o co je prosimy,
    >łamią reguły, testują granice naszej wytrzymałości, powtarzają
    >destrukcyjne zachowania. Wspólne życie zamienia się w walkę.

    Wielka bzdura. Poduszka kar którą stosuje niania działa swietnie.
    Dziecko myśłi, obowaia się konsekwencji po przez jej nieuchronnosc i
    super szybko sie uczy co wolno a co nie. I nei ma zadnej walki. Tak
    jak by pseudo-psycholog dostawał deską w głowę za każdy głupi tekst
    to po drugim-trzecim by zaczął myśleć. Z tą róznicą ze pseudo-
    psychologów bym lał a dzieci nei wolno.
  • incoguttor 15.09.09, 19:49
    Metody telewizyjnej niani straszą mnie po nocach.
    Taka niania, (choć nikt tego przesadnie nie podkreśla) jest zwykłym psychologiem dziecięcym, specjalizującym się w terapii behawioralno-kognitywnej.
    Nie jestem przeciwnikiem tego rodzaju terapii, wręcz przeciwnie jest to właściwie jedyna znana mi terapia dająca wymierne efekty.
    Niestety z racji długości trwania terapii (3-4 dni w jednej rodzinie) komponenta kognitywna jest wyparta na rzecz tanich i efektownych sztuczek behawioralnych.

    Oczywiście terapii wymagają w tym programie głównie rodzice, a nie dzieci.
    Dlatego niania ma tak spektakularne efekty. Dzieci dostają się pod opiekę "normalnego" opiekuna i momentalnie stają do pionu.

    Gdzie leży więc problem?
    Problem polega na tym, że większość rodziców oglądających ten program nie dostrzega wagi poznawczego wymiaru terapii, a zachwyca się genialnymi sztuczkami, które działają tylko dlatego, że wdrożył je silny autorytet niani.

    Rodzice nie chcą dostrzec, że trzeba zacząć solidną pracę nad sobą. Po co się męczyć i starać się być lepszym człowiekiem, kiedy co tydzień w tv można znaleźć nową partię sztuczek?
    Po paru dniach przestaną działać, bo dziecko jest jak górski strumień - wciśnie się w każdą szczelinę i utoruje sobie drogę prędzej czy później (wzdłuż swojej woli, pokona zapory stawiane przez rodziców); czego oczywiście już w tv nie pokażą.

    Można oczywiście wdrażać te metody przez siłę.
    Można dziecko wytresować.
    Ale to też nie jest metoda, bo celem wychowania nie jest stworzenie posłusznego dziecka tylko wyposażenie dziecka w zasoby intelektualne, emocjonalne i materialne, pozwalające mu na efektywne samodzielne życie.
    Wytresowane dziecko zawsze będzie potrzebowało Pana.

    Konkludując "superniania" nie jest właściwie potrzebna rozsądnym rodzicom, a dla rodziców nierozsądnych stanowi poważne zagrożenie.
    Recepty oferowane przez nianie są łatwe i nie wymagają wysiłku, i tu jest pies pogrzebany - w każdej prawie dziedzinie życia, żeby osiągnąć dobre efekty trzeba ciężko popracować...

    Co do kar:
    Całe nasze społeczeństwo jest zbudowane na systemie kar i nagród. Jeżeli mam wychować dziecko do życia wśród ludzi muszę nauczyć je sensu instytucji "kary".
    Dlatego, choć może nie jest to zbyt wydajne narzędzie, to w określonych sytuacjach można karę zastosować. Umiejętność radzenia sobie z frustracją emocjonalną i sfrustrowanymi potrzebami/pragnieniami, to podstawowa komponenta dojrzałości – tego dziecko trzeba nauczyć.
    Nie jest przesadnie mądre trzymać dziecko pod kloszem – zdarzenie z realną twardą rzeczywistością może skończyć się nieciekawie.

    Przemoc w stosunku do dziecka jest moim zdaniem niedopuszczalna.
    Raz, że nie daje efektów - dziecko się przyzwyczai(na swój patologiczny sposób)
    Dwa - uczy, że jeżeli ktoś ma przewagę fizyczną to zamiast rozmawiać wystarczy dać w mordę.
    Trzy - w 8 przypadkach na 10 jest tylko wentylem, przez który upuszczamy naszą frustrację i złość, często luźno związaną z dzieckiem, doznając chwilowej ulgi (taka emocjonalna bulimia).
  • sun_of_the_beach 15.09.09, 20:18
    bocian4 napisał:


    > No, jak sie pseudo-naukową rozprawke pisze wychodząc z załozenia że
    > rodzić coś robi żeby dziecko bolało albo bało to nieźle.

    Widac mało wiesz o życiu, skoro taka postawa wydaje ci się absurdalna.

    Domorosła
    > Pani Psycholog nie uważa ze karę dajemy po to by dziecko uchronic
    > przed powtarzaniem danych zachowań (po przez poznanie nieuchronnej
    > konsekwencji swojego zachowania) a nie po to by je bolało...

    Po to, żeby dziecko uchronic przed złymi zachowaniami należy je nauczyc właściwych. Samo powiedzenie, czego nie wolno, nie prowadzi do wiedzy "jak należy".
    Konsekwencja jest czynnikiem wewnetrznym i ma niewiele wspólnego z karą, która ma charakter zewnętrzny.


    > Wielka bzdura. Poduszka kar którą stosuje niania działa swietnie.
    > Dziecko myśłi, obowaia się konsekwencji po przez jej nieuchronnosc i
    > super szybko sie uczy co wolno a co nie. I nei ma zadnej walki. Tak
    > jak by pseudo-psycholog dostawał deską w głowę za każdy głupi tekst
    > to po drugim-trzecim by zaczął myśleć. Z tą róznicą ze pseudo-
    > psychologów bym lał a dzieci nei wolno.

    To już jest żal.pl - bełkot ignoranta.
  • morekac 15.09.09, 21:31
    bocian4 napisał:
    >
    > Bo tak jest. Jak moja córcia siusia oglądajac bajkę bo nie potrafi
    > sie oderwać od telewizora, nauczyła się ze jeżlei zrobi siusiu
    > oglądajac bajkę nei bedzie bajek następnego dnia. Dzięki temu
    > nauczyła sie ze należy siusiać przed bajką i uważać oglądajac
    bajkę.
    > Celem było by nie siusiała oglądajac bajkę i nei siusia. Nie
    > cierpiaął specjalnie, poczuła że są konsekwencje działań, i stara
    > się. Życzę sobie więcej takich sukcesów.

    Osobiście sądzę, że konsekwencją siusiania podczas bajki są przede
    wszystkim mokre majtki i rodzinny obciach. Z bólem też stwierdzam,
    że niektórzy wymagają więcej uwagi od dziecka przy oglądaniu bajki
    niż od siebie podczas pisania...
  • agata0 15.09.09, 22:24

    > Osobiście sądzę, że konsekwencją siusiania podczas bajki są przede
    > wszystkim mokre majtki i rodzinny obciach.

    Bo jesteś dorosły. Dziecko może mieć na ten temat inne zdanie. Może go to
    kompletnie nie obchodzić.
  • morekac 15.09.09, 22:32
    Dorosła, jeśli już. BTW: małym dzieciom mają prawo puścić zwieracze
    i karanie ich za to - zwłaszcza karanie po upływie 24 godzin - nie
    zalicza się - moim zdaniem - do zachowań fair.
  • bocian4 15.09.09, 23:16
    u;-)))) Niezłe bzdury ;-)))
    Żeby coś było rodzinnym obciachem dal dziecka trzeba sie z niego
    ponabijać - inaczej skąd ma wiedziec ze cos jest obciachem? A
    nabijania się z dziecka delikatnie ujmę - nie rekomendował bym.
    Mokre majtki niestety córce nei przeszkadzały. Przeszkadzało
    umówienie się że: "umawiamy się ze reguła jest prosta - jak bedzie
    siusiu, nei bedzie bajek". Rezultat jest w pełni satysfakcjonujący.
    Córcia zadowolona - ogląda wieczorynkę codziennie.
    Wniosek dotyczący braku uwagi przy pisaniu zauważyłaś po mokrym
    siedzeniu? Moja córka już nie siusia, nei martw się ty tez się
    nauczysz ;-)
  • morekac 16.09.09, 00:49
    Dlaczego bzdury? 3 czy 4 latki raczej głupio się czują z mokrymi
    majtkami - tak po prostu. A co do braku uwagi przy pisaniu -
    niestety, po literówkach...
  • maciej.z 29.10.09, 15:11
    W 100% popieram. Dechami w pseudopsychologów :-).
  • aikiboshinko 15.09.09, 18:59
    Teza postawiona z gory -a reszta do pranie mozgu wedle tytulu.Idz
    kobieto do gimnazjum gzie na pierwszej lekcji ktos ci splunie z tylu
    na glowe,a na przerwie rzuci kamieniem dla zabawy.
    dziecko ma sie nie czuc winne? No to jak ma odroznic zlo od dobra?
    Tylko dla oferm ,i mieczakow dobrem jest tylko to co nie boli.
    Podyskutuj grzecznie z 6 latkiem ktore spaceruje po parapecie na 10
    pietrze -powiedz mu ze to nieladnie ,ze Newton mial racje itd
    Ty w ogole zycia nie znasz .Z dlugo w bibliotece i za duzo siana w
    glowie.
  • sun_of_the_beach 15.09.09, 20:24
    Szkoda, że nie przeczytałeś artykułu, ale przeczytanie samego tytułu dla ciebie to już wyczyn - twardzielu.
    Tak dla porządku dodam, że ci gimnazjaliści, to osoby, które już tyle dostały batów, pogardy i nienawiści od swoich rodziców, którzy przecież ich "wychowują", że kara jaką może im zagrozic szkoła, nie robi na nich najmniejszego wrażenia.
  • aikiboshinko 15.09.09, 22:04
    Ty tak samo z ksiezyca spadles.Oczywiscie juz wiesz na 100% co
    te 'biedne dzieci'' przeszly. Nauczyly sie cynizmu i chamstwa
    (czesto w bialych rekawiczkach) wspierane glupota rodzicow i
    tchorzliwych pedologow ktorym jak sie w twarz napluje to twierdza ze
    deszcz pada.Niestety takich oferm bez honoru mamy pelno w oswiacie
    i w rzadzie
  • sun_of_the_beach 15.09.09, 22:23
    Myślę, że wiem więcej od ciebie, ale nie będę się z tobą spierał, bo nie podejmujesz merytorycznej dyskusji. Ty pewnie jesteś jednym z tych tłuczonych dzieci, które ma złudzenia, że wyrosło na "porządnego człowieka"
  • aikiboshinko 16.09.09, 05:10
    A Ty masz pewnie liberalistyczne zludzenia ze istnieje cos takiego
    jak 'neutralnosc' w wychowaniu -dozwolona-bo i tak 'dziecko z natury
    dobre-samo na takie wyrosnie'wiec ''nie nalezy mu przeszkadzac
    karami''
    Zeby nie odwolywac sie do etyki wystarczy przyklad z natury: czy
    niedzwiedzica ktora daje klapsa niedzwiadkowi robi to by go
    katowac??
    Dziecko musi wiedziec za co dostaje kare -ale czasem nie ma czasu by
    od razu wiedzialo.Dopiero potem mozna i trzba wyjasnic.
    Sprobuj wyjasniac dziecku ktore cie ma za nic ,ktore cie
    opluwa.Wtedy bedziesz takim duzym glupim potulnym doroslym po ktorym
    mozna jezdzic do woli.Zycze ci 1 godziny w szkole zeby zebrac owoc
    bezsstresowego wychowania
  • sun_of_the_beach 16.09.09, 14:01
    Podaj jakiś przykład mojej wypowiedzi, która uzasadnia twoją tezę. Ponieważ się z tobą nie zgadzam, należy mi przypisac to co najgorsze? Kierujesz się resentymentem - ponieważ coś lub ktoś wyrządził ci przykrośc należy to zrównac z ziemią.
  • sroka.pd 15.09.09, 20:13
    Jestem ojcem dwójki. Młodszy jest wesoły, otwarty, ufny. Prawie każdego dnia
    dostaje jakąś karę (tzn. robię mu nieprzyjemnie) za coś, co zrobił źle. Kary
    są szybkie, niezbyt dotkliwe i staram się, żeby były nieuniknione.
    Starszy syn był chowany niekonsekwentnie, trochę się z nim cackaliśmy, a jak
    mocniej nas wkurzył to dostawał ostrą burę. I jest mniej wesoły, trochę
    nieśmiały, wycofany.

    Moim zdaniem to co proponuje autorka to jest wychowanie bezstresowe. Fatalna
    metoda. Na życiowe stresy trzeba dziecko przygotować. Trzeba je "zaszczepić"
    serwując stres w małych dawkach. Zahartować.
    Dzieciom trzeba pokazywać co robią źle a co dobrze. I dopóki nie da się z nimi
    rozsądnie rozmawiać trzeba to robić metodą marchewki i kija. Reakcje powinny
    być szybkie, spokojne, konsekwentne, sprawiedliwe (a nie zależne od humoru
    rodzica). Natomiast nie powinny być zbyt dotkliwe. Żadnego bicia. Zamiast
    szlabanu na tydzień - wynoszę dziecko na minutę z pokoju. Dla malucha
    wystarczy wyraźny sygnał, że zrobił coś źle.

    Nie lubię stosować argumentów "ad personum" (do osoby) ale w pierwszej chwili
    nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że autorka jest młodą, niedoświadczoną
    idealistką. No chyba, że jakieś cudowne dzieci miała. Dla mnie jej rady są
    całkiem nieżyciowe.
    Bardziej mnie przekonują rady Superniani
  • verdana 15.09.09, 20:15
    Cóz, jak slyszę, ze dziecko jest codzinnie karane, to zaczynam
    rozumiec, po co się pisze takie idealistyczne artykuły...
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • sun_of_the_beach 15.09.09, 20:25
    verdanko zdrowiejesz? Trzymam kciuki.
  • verdana 15.09.09, 20:42
    Nie zdrowieje, bo nadal jestem przekonana, ze pewne kary sa
    konieczne - i wszyscy je stosuja, czasem po prostu nie nazywając ich
    karami. Chocby zakaz ry na komputerze przez pare dni, gdy trzeba
    nadrobić sześć jedynek w szkole może być nazwany konsekwencją - ale
    jest w rzeczywistosci karą. Wzbudzanie poczucia winy "Czy wiesz, jak
    babci bylo przykro", "porzadny czlowiek tak nie robi" jest jedną z
    najokrutniejszych możliwych kar, ale dobrą. Wyrzuty sumienia czasem
    się przydaja...
    Ale kara, ot tak, tylko po to, by zdyscyplinowac dziecko - bez
    sensu.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • gluszekk 15.09.09, 21:06
    tak sie zastanawiam skoro nas dorosłych obowiązuje jakiś system kar
    to dlaczego dzieci miałby on nie obowiązywac? Dziecko które nie ma
    kar potem nagle wchodzi w dorosły świat i zdziwiony ze ojej tu
    obowiązuje jakis system kar? To po co w takim razie nagrody? Idac
    tokiem myslenia autorki - nie ma kar nie ma i nagród? Ale jakie jest
    wtedy to zycie....
    Jak sie pokłóce z meżęm to "karą" bedzie niefajna atmosfera w domu.
    A nagrodą pogodzenie sie. ja to postrzegam w ten sposób.
    Acha - najwazniejsza jest rozmowa, rozmowa i jeszcze raz rozmowa -
    z dzieckiem oczywsicie. ale jak wybiega na ulice choc wie ze mu nie
    wiolno to przepraszam ma kare - musi isc przy wózku młodszego brata
    albo jechac z tylu na dostawce. Jest to kara w moim odczuciu. kara
    nie powinna godzic w godnosc dziecka, powinna byc konsekwencja jego
    czynu, dostosowana do wieku i bieżąco wykonana a nie powinien to byc
    jakis zakaz nie związany z sytacja - np. bijesz brata - idziesz do
    pokoju siedziec sama na kilka minut i nie bawisz sie z nami. Ja nie
    stouje kar odroczonych, wrzeszczysz w sklepie - wychodzimy z niego.
    oczywsicie najpierw zawsze mówie - jesli sie nie uspokoisz, nie
    przestaniesz go bic to wtedy i mowie co bedzie. Powtarzam to maks 4
    razy, jak nie skutkuje jest kara. Ale na szczescie skutkuje bo duzo
    rozmawiam i tłumacze. ale nie mówie ze nijdy nie krzyknelam. a
    zdazylo mi sie a owszem. Pewnie jak kazdemu z nas....
  • sun_of_the_beach 15.09.09, 22:17
    verdana napisała:


    > Chocby zakaz ry na komputerze przez pare dni, gdy trzeba
    > nadrobić sześć jedynek w szkole może być nazwany konsekwencją - ale
    > jest w rzeczywistosci karą.

    Zakaz gry na komputerze jest karą oczywiście - znów wyważasz otwarte drzwi. Konsekwencją jest koniecznośc poprawy ocen albo powtarzanie klasy. Tyle że jeśli dziecko ma sześc jedynek to albo:
    1. jest upośledzone i trzeba mu dostosowac program nauczania,
    2. czuje się zaniedbywane i próbuje zwrócic na siebie uwagę,
    3. jest naprawdę zaniedbywane - powinnas zareagowac po 2-3 jedynkach,
    4. wasze relacje sa już tak złe, że dziecko ma wszystko w dupie.
    W każdym z tych przypadków kara jest bez sensu.

    > Wzbudzanie poczucia winy "Czy wiesz, jak
    > babci bylo przykro", "porzadny czlowiek tak nie robi" jest jedną z
    > najokrutniejszych możliwych kar,

    O tym akurat była mowa w artykule - szkoda, że nie czytałaś, tylko apriorycznie wywodzisz argumenty przeciw tezom, których nikt nie głosi.

    > ale dobrą. Wyrzuty sumienia czasem
    > się przydaja...

    Totalna bzdura - wzbudzanie poczucia winy to droga do wychowania kaleki emocjonalnej. Każdy kto świadomie i celowo stosuje takie metody jest albo debilem, albo psychopatą.

    > Ale kara, ot tak, tylko po to, by zdyscyplinowac dziecko - bez
    > sensu.

    To jednak chyba obiaw zdrowienia, choc dużo wolniejszego niż myślałem początkowo, bo w poprzednim wątku głosiłaś coś zgoła innego - typu "dziecko musi znac swoje miejsce"
  • verdana 15.09.09, 22:22
    Bzdura. Nigdy nie miałas dziecka, ktore nie uczylo się i tyle. No,
    ale powiedzmy, ze nma tylko 2 jedynki - jak pozwoli się ogladać,
    zamiast sie uczyć, to szybko bedzie zaniedbane i dostanie dalszych
    sześć.
    A człowieka, ktory nie ma nigdy wyrzutow sumienia i poczucia winy
    nazywamy psychopatą.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • sun_of_the_beach 15.09.09, 22:27
    Zrozum proszę, że dziecko, które ogląda tak wiele tv, lub gra na komputerze, że zawala naukę już jest zaniedbywane, bo tak zostało wychowane, bo pozwalano mu na to, bo był spokój w domu i bachor się nie pałętał pod nogami i została zerwana więź emocjonalna z dzieckiem. A ty ciągle chcesz karac dzieci za błędy rodziców.
  • verdana 16.09.09, 13:17
    Wiesz co? Wyobraź sobie, ze sa nastolatkie, ktore graja na
    komputerze, bo lubią. Nie dlatego,że byly zaniedbywane, tylko
    dlatego, ze gra jest zabawniejsza od odrabiania lekcji.
    Rozumujac w ten sposób, dziecko ktore duzo czyta tez jest
    zaniedbywane. Czytanie jeszcze bardziej zaburza więź emocjonalną.
    Nastolatek, dla ktorego najwieksza rozrywką jest nieustanne
    przebywanie w towarzystwie rodzicow, to dopiero jest koszmarny błąd
    wychowawczy. Nastolatek, ktory woli pozabijac kilka potworów, niż
    odrabiać lekcje - to jest normalne, zdrowe dziecko.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • sun_of_the_beach 16.09.09, 14:05
    A, przepraszam, takie postawy biorą się z powietrza? Czy też może krążą jakieś wirusy? Albo dziecko sobie pewnego dnia usiadło i postanowiło: będę tylko grac na komputerze... Dzieci są tak różne, bo - jak wiadomo - znajduje się je w kapuście. Zdarzają się również przypadki podmiany dzieci przez elfy lub krasnoludki.
  • pam_71 16.09.09, 14:38
    Ale sun_of_the_beach Ty zaprzeczasz sam/sama sobie ;-)
    W poprzednim wątku murem stoicie z Fogito, że Małym dzieciom w zasadzie wolno
    wszytko co i rodzicom (patrz nieszczęsna lodówka czy późny telewizor) ... a
    teraz sugerujesz, że tylko te nastolatki
    przesiadują długo przy kompie, którym za Malucha na to pozwolono ...
    No to jak jest według Ciebie ?! Dziecko powinno mieć jednak jakieś ograniczenia
    czy tylko hulaj dusza i modeluj do upadłego ;-)
    Bo mam wrażenie, że jedynym celem Twoich wypowiedzi jest zaprzeczanie tezom
    Verdany ... hihi
  • fogito 16.09.09, 15:07
    pam_71 napisała:

    > Ale sun_of_the_beach Ty zaprzeczasz sam/sama sobie ;-)
    > W poprzednim wątku murem stoicie z Fogito, że Małym dzieciom w
    zasadzie wolno
    > wszytko co i rodzicom

    Żadne z nas tego nie napisało. Chodzi o to, żeby dzieci traktować z
    szacunkiem i nie karać za przewinienia, kóre dorosłym uchodzą na
    sucho.

    (patrz nieszczęsna lodówka czy późny telewizor) ... a
    > teraz sugerujesz, że tylko te nastolatki
    > przesiadują długo przy kompie, którym za Malucha na to
    pozwolono ...

    Tak trzeba dziecko modelować, żeby przy tym kompie godzinami nie
    siedziało. Można to osiągnąc bez kar i zakazów.

    > No to jak jest według Ciebie ?! Dziecko powinno mieć jednak jakieś
    ograniczenia
    > czy tylko hulaj dusza i modeluj do upadłego ;-)

    Jak wyżej - modelować trzeba z głową, żeby uzyskac porządany efekt
    bez kar i zakazów. Każda sytuacja może być inna i wymaga innego
    podejścia. Ważne jest, żebyśmy nauczyli dziecko odpowiedzialnego i
    mądrego postępowania sami postępując odpowiedzialnie i mądrze.
    Wiem, ze trudne ale da się ;)
  • pam_71 16.09.09, 15:20
    Żadne z nas tego nie napisało. Chodzi o to, żeby dzieci traktować z
    szacunkiem i nie karać za przewinienia, które dorosłym uchodzą na
    sucho.

    Zatem oglądanie tv przez dorosłego po 22:00 przewinieniem nie jest.
    A dla Dziecka ?

    > Tak trzeba dziecko modelować, żeby przy tym kompie godzinami nie
    > siedziało. Można to osiągnąc bez kar i zakazów.


    Moje dzieciaki siedzą przy kompie zgodnie z ustalonym limitem. Nie mniej i nie
    więcej (chyba, że w chorobie lub wakacjach ub u Babci ;-) czyli okoliczności
    szczególne). Modelowanie to czy kara wg Ciebie.

    Myślę, że jednak myślimy podobnie, ale inaczej nazywamy pewne rzeczy/sytuacje.
    Dla zasady bo moje musi być na wierzchu ????
  • fogito 16.09.09, 19:55
    pam_71 napisała:

    > Zatem oglądanie tv przez dorosłego po 22:00 przewinieniem nie
    jest.
    > A dla Dziecka ?

    Pytanie ile lat ma dziecko? Bo pięciolatek do tak późnej pory nie
    wytrzyma przed telewizorem :) Jeśli nastolatek ma siłę oglądac cos
    do późna a potem zwlec się na 8:00 do szkoły to jego sprawa. Ja za
    młodu tak długo telewizję oglądałam tylko w weekendy i święta. Nie
    zabraniano, ale nie robiłam tego często, bo po prostu zasypiałam.

    >> Moje dzieciaki siedzą przy kompie zgodnie z ustalonym limitem.
    Nie mniej i nie
    > więcej (chyba, że w chorobie lub wakacjach ub u Babci ;-) czyli
    okoliczności
    > szczególne). Modelowanie to czy kara wg Ciebie.

    Nie wiem. Nie znam twoich dzieci. U mnie komputer generalnie służy
    do pracy. Nie ma gier, więc ewentualnie syn może pobawić się
    programem edukacyjnym. Po pół godzinie jest zmęczony. A dla mnie to
    narzędzie misyjne ;)

    >
    > Myślę, że jednak myślimy podobnie, ale inaczej nazywamy pewne
    rzeczy/sytuacje.
    > Dla zasady bo moje musi być na wierzchu ????


    Moje wcale nie musi być na wierzchu. Nie lubię tylko jak mi się
    udowadnia, że robie zła robotę wychowujac syna bez kar i zakazów.
    Dzisiaj znów dostałam od dyrekcji maila pochwalnego o moim synu,
    który jest w szkole od dwóch tygodni i swietnie sobie radzi. Jest
    bardzo dojrzały jak na swój wiek i traktowany z szacunkiem w ten sam
    sposób traktuje innych, czyli kolegów i nauczycieli.
  • sun_of_the_beach 16.09.09, 15:37
    Dzięki fogito, bo ja już nie mam siły odpisywac na posty ludzi, którzy sobie nie zadają trudu, żeby przeczytac w czym rzecz, tylko z góry sobie zakładają, że skoro nie zgadza się ze mną, to na pewno myśli dokładnie 100% odwrotnie niż ja.
  • verdana 16.09.09, 16:10

    No cóż. Czyli, ab wlasciwie modelowac dziecko, mam nie siedziec
    godzinami przed koputerem. Super. Tyle, ze ja pracuję przy
    komputerze. Czyli msze zrezygnowac z pracy, aby dać dziecku
    przyklad - tyle, ze matka nie wykonujaca obowiazkow, to jakies slabe
    modelowanie.
    Czyli co proponujesz wobec tego?
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • sun_of_the_beach 16.09.09, 16:28
    Dopiero mi mówiłaś, że dzicko to nie robot i samo rozumie, a teraz już nie potrafi rozróżni pracy od zabawy. Martwi mnie twoja postawa, że nie zamierzasz przypatrzec się swojemu postępowaniu, tylko całą winę zwalasz na dziecko. Podobne dyskusje prowadziłem kiedyś z narkomanami, którzy cały świat obwiniali za swój nałóg, ale tak na prawdę chodziło im o to, że nie zamierzali podją żadnego wysiłku, by się z niego wyzwolic. Widocznie stosowanie kar też uzależnia.
  • verdana 16.09.09, 16:57
    O nie, moja droga - małe dziecko nie odróżni pracy od zabawy, bowiem
    zewnetrznie niczym sie ona w tym wypadku nie różni. Male dziecko
    zdolne jest do odczuwania, działania z premedytacja, ale nie do
    zrozumienia zawilosci calego swiata - ze pisanie na forum to zabawa,
    a pisanie w innym pliku - to praca. Dziecko widzi rodzica przed
    komputerem.
    Powiedz mi w takim razie traktujac to jako rade dla
    osoby "uzaleznionej od kar". Masz w domu dziecko, ktore na przyklad
    sie nalogowo objada. Nie możesz opróznić lodowki, bo masz także inne
    dzieci - tymczasem to dziecko ma 100 sposobow, aby gdy nikt nie
    widzi zjeść wszystko, co jest przeznaczone na kolację dla calej
    rodziny. Lodowki, jak wiadomo, zamykać nie mozna. Zakazać
    samodzielnego brania z niej rzeczy - tez nie. Dziecko jest
    przebadane przez lekarza, ma nadwagę, psycholog nie stwierdził, aby
    bylo to jedzenie "na pociechę" czy zamiast - po prostu dziecko ma
    zbyt duży apetyt. Rozmowy nie skutkuja. Co robisz?
    Co robisz, gdy Twoje dziecko bije rodzeństwo (nie, w domu nikt się
    nie bije...)?
    Co robisz, gdy Twoje dziecko wysmiewa się z uposledzonej kuzynki,
    mimo, ze cala rodzina ja lubi i nie ma z tym problemu? Co robisz,
    gdy mimo wielu rozmow z babcią, mama , ciotka dziecko nadal na widok
    kuzynki wrzeszczy "głupia idiotka, nie podchodż do mnie"?
    Od razu mowię, ze to nie sa moje problemy, tylko problemy moich
    znajomych.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • sun_of_the_beach 16.09.09, 18:14
    Tak jak w odpowiedzi na post wyżej - ty wcale nie chcesz rady, ty chcesz przekonac wszystkich, że niemożna było postąpic inaczej, niz postąpiłaś. Ponadto cały czas zmieniasz sytuację - najpierw była mowa o dziecku, które przez komputer zawaliło szkołę, a teraz o "małym dziecku". Wszystko aby ośmieszyc argumenty adwersarza i postawic na swoim.
  • fogito 16.09.09, 20:05
    verdana napisała:

    > Male dziecko
    > zdolne jest do odczuwania, działania z premedytacja, ale nie do
    > zrozumienia zawilosci calego swiata

    Więcej wiary w małego człowieka życzę.

    - ". Masz w domu dziecko, ktore na przyklad
    > sie nalogowo objada.

    I tutaj rodzic powinien zadać sobie pytanie, dlaczego dziecko się
    nałogowo objada. I leczyć przyczyne a nie skutek. Bardzo to
    niepokojące co piszesz.

    Co robisz?
    > Co robisz, gdy Twoje dziecko bije rodzeństwo (nie, w domu nikt się
    > nie bije...)?

    Jest sfrustrowane? Nie potrafi w inny sposób przekazać swoich uczuc.


    > Co robisz, gdy Twoje dziecko wysmiewa się z uposledzonej kuzynki,
    > mimo, ze cala rodzina ja lubi i nie ma z tym problemu?

    Jak wyżej.

    Co robisz,
    > gdy mimo wielu rozmow z babcią, mama , ciotka dziecko nadal na
    widok
    > kuzynki wrzeszczy "głupia idiotka, nie podchodż do mnie"?


    Mój syn w wieku 5 lat nawet nie zna takiego sformułowania 'glupia
    idiotka'. Wszystko i zawsze ma jakąś przyczynę, jeśli chodzi o
    zachowanie dziecka. Ty sama najlepiej powinnaś odpowiedziec na
    własne pytania.

    > Od razu mowię, ze to nie sa moje problemy, tylko problemy moich
    > znajomych.
  • verdana 16.09.09, 20:22
    Lekarze i psycholog nie potrafili stwierdzic, dlaczego dziecko sie
    objada. Czy w takim razie należalo dziecku pozwolić objadac sie
    nadal?
    Absurdem jest twierdzenie, ze dzieci sie bija, bo sa sfrustrowane.
    Dzieci sie bija m.in. po to, by ustalić przywodztwo - czyli ktore
    jest silniejsze. Troche wiedzy z psychologii prawdziwej by się
    przydalo, zamiast wiedzy z poradnikow psychologicznych.
    Podobnie w pewnym wieku dzieci maja tendencje do skrajnego
    konformizmu i odrzucania wszelkiej innosci (zwykle to poczatek
    szkoly podstawowej). Jest to etap rozwojowy, nie frustracje - tez
    polecam psychologie rozwojową.
    Moze Twoj syn w wieku 5 lat byl trzymany w scisłym zamknieciu, sa
    jednak dzieci, ktorym rodzice pozwalaja na kontakt z rowieśnikami i
    od nich ucza się powiedzeń typu "głupia idiotka".
    Wiele rzeczy w zachowaniu dziecka ma przyczyny zwiazane z naturalnym
    rozwojem (agresja - oczywiscie do pewnego stopnia, konformizm,
    odrzucanie wszystkich, ktorzy sie róznia) i stosunkowo czesto jest
    to niezalezne od wychowania. Podobnie, jak niepokoj w wieku burzy
    hormonalnej, przejsciowo gorsze zachowanie, czesto gorsze wyniki w
    nauce nie sa konsekwencja wychowania, tylko w sporej części
    biologii. Co warto wiedzieć.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • fogito 16.09.09, 21:25
    verdana napisała:

    > jest silniejsze. Troche wiedzy z psychologii prawdziwej by się
    > przydalo, zamiast wiedzy z poradnikow psychologicznych.

    Nie czytam poradników i nie zamierzam ;)

    > Podobnie w pewnym wieku dzieci maja tendencje do skrajnego
    > konformizmu i odrzucania wszelkiej innosci (zwykle to poczatek
    > szkoly podstawowej). Jest to etap rozwojowy, nie frustracje - tez
    > polecam psychologie rozwojową.

    Mój syn ma w klasie "O" dziecko z zespołem Downa, i jakos kolegi od
    idiotów nie wyzywa.

    > Moze Twoj syn w wieku 5 lat byl trzymany w scisłym zamknieciu, sa
    > jednak dzieci, ktorym rodzice pozwalaja na kontakt z rowieśnikami
    i
    > od nich ucza się powiedzeń typu "głupia idiotka".

    No cóż. Syn ma za soba dwa lata przedszkola i regularne zabawy na
    placu zabaw na Pradze Północ. W/w słów nie używa, bo ich nie zna. U
    nas w domu nie używa się słów pogardliwych w stosunku do nikogo.

    > Wiele rzeczy w zachowaniu dziecka ma przyczyny zwiazane z
    naturalnym
    > rozwojem (agresja - oczywiscie do pewnego stopnia, konformizm,
    > odrzucanie wszystkich, ktorzy sie róznia) i stosunkowo czesto jest
    > to niezalezne od wychowania.

    Obawiam się, że nie masz racji.


  • aiczka 17.09.09, 18:57
    > osoby "uzaleznionej od kar". Masz w domu dziecko, ktore na przyklad
    > sie nalogowo objada. Nie możesz opróznić lodowki, bo masz także inne
    > dzieci - tymczasem to dziecko ma 100 sposobow, aby gdy nikt nie
    > widzi zjeść wszystko, co jest przeznaczone na kolację dla calej
    > rodziny. Lodowki, jak wiadomo, zamykać nie mozna. Zakazać
    > samodzielnego brania z niej rzeczy - tez nie. Dziecko jest
    > przebadane przez lekarza, ma nadwagę, psycholog nie stwierdził, aby
    > bylo to jedzenie "na pociechę" czy zamiast - po prostu dziecko ma
    > zbyt duży apetyt

    W takiej sytuacji spróbowałabym znaleźć dziecku inne zajęcie niż wyjadanie. Może
    wciągnąć w przygotowywanie tej "kolacji dla całej rodziny". Może nauczyć
    przygotowywania ulubionych smakołyków, co jest na pewno bardziej pracochłonne
    niż wykradzenie ich z lodówki a przy okazji bardziej satysfakcjonujące (można
    przestawić się z wyjadania na radochę, że innym smakuje), rozwijające i
    uświadamiające, że posiłki, zakupy, gotowanie itd. to rzeczy, które muszą być w
    jakimś stopniu zaplanowane i burzenie porządku przez wyjedzenie zapasów jest
    bardzo kłopotliwe. Tak przy okazji wspólnego przygotowywania posiłku można sobie
    szczerzej i naturalniej pogadać niż urządzając oficjalną rozmowę z reprymendą.
  • fogito 16.09.09, 19:56
    sun_of_the_beach napisał:

    > Dzięki fogito, bo ja już nie mam siły odpisywac na posty ludzi,
    którzy sobie ni
    > e zadają trudu, żeby przeczytac w czym rzecz, tylko z góry sobie
    zakładają, że
    > skoro nie zgadza się ze mną, to na pewno myśli dokładnie 100%
    odwrotnie niż ja.

    Proszę bardzo - cała przyjemność po mojej stronie ;) Chociaz też juz
    jestem zmęczona walką z wiatrakami.
  • pam_71 17.09.09, 09:31
    Proszę bardzo - cała przyjemność po mojej stronie ;) Chociaz też juz
    > jestem zmęczona walką z wiatrakami.


    ;-) Z wiatrakami ... e chyba nie jest tak źle ;-) Z resztą całkiem fajnie się
    Was podczytuje z boku.
    Ja staram się wychowywać swoje dzieci bez zastosowania kar (szczególnie takich w
    stylu "cichych dni", bo z własnego doświadczenia wiem że "ból duszy" jest
    większy niż ten fizyczny po klapsie). Nie jest też prawda, że nigdy nie
    uderzyłam dziecka ;-)
    I zgadam się z Verdaną, że są sytuacje, w których bez kar się po prostu nie da :-(
    Łatwo jest idealizować przy jednym dzieciaczku na dodatek o podobnym do nas
    charakterze. Gdy w domu jest dwójka o różnym temperamencie to wyrywanie zabawek,
    popychanie czy "głupia idiotka" przyniesione z podwórka są rzeczą naturalną
    ..ważne aby właściwie zareagować i żeby takie sytuacje nie były na porządku
    dziennym. Zapytajcie rodziców z dziećmi 2+ ;-)
  • fogito 17.09.09, 09:43
    pam_71 napisała:

    > ;-) Z wiatrakami ... e chyba nie jest tak źle ;-) Z resztą całkiem
    fajnie się
    > Was podczytuje z boku.

    Może fajnie, ale ile mozna na ten sam temat :O

    > I zgadam się z Verdaną, że są sytuacje, w których bez kar się po
    prostu nie da

    No cóż, ja bym powiedziała, że sa sytuacje, w kórych dziecko musi
    ponieść konsekwencje własnego zachowania. I niekoniecznie jest do
    tego potrzebna zewnętrzna interwencja rodzica.

    >> Łatwo jest idealizować przy jednym dzieciaczku na dodatek o
    podobnym do nas
    > charakterze.

    Ja nie idealizuję, bo wychowanie syna to czasami orka na ugorze. A
    poza tym on ma charakter po ojcu, więc jest diametralnie różny ode
    mnie.

    Gdy w domu jest dwójka o różnym temperamencie to wyrywanie zabawek
    > ,
    > popychanie czy "głupia idiotka" przyniesione z podwórka są rzeczą
    naturalną

    Przepychanie niekoniecznie jest rzeczą naturalną. Mój syn nie ma
    odruchu popychania kogokolwiek, zabierania zabawek, uderzania, czy
    bicia. Z 'głupią idiotką' też się nie zgodzę. Mieszkamy na Pradze
    Północ od 4 lat i jakos zadnego kwiatka syn z Parku Praskiego nie
    przyniósł, pomimo, że słyszy różne nieparlamentarne teksty oraz
    często jest obiektem dziecięcej agresji.

    Mój syn tak bardzo chce mieć rodzeństwo, że nie sądzę aby lał
    młodszą siostrę lub brata. Zresztą widzę to po tym, jak się opiekuje
    młodszymi dziećmi znajomych.

    Zapytajcie rodziców z dziećmi 2+ ;-)

    Sporo znam takich, ale czy to coś zmienia.
  • pam_71 17.09.09, 10:44
    No cóż, ja bym powiedziała, że sa sytuacje, w kórych dziecko musi
    ponieść konsekwencje własnego zachowania. I niekoniecznie jest do
    tego potrzebna zewnętrzna interwencja rodzica.


    Tak. Z tym się zgadzam. Są takie sytuacje, ale nie wszystkie. My mieliśmy takie
    zdarzenie wczoraj. Młoda(8) została na podwórku u Babci. Miała wrócić do domu o
    18:00 po uprzednim zabarniu z domu Babci bluzy i "odmeldowaniu się" że
    idzie(względy bezpieczeństwa). Miała swój zegarek. Pech chciał, ze spotkała
    koleżankę z naszego bloku i postanowiły razem wracać ... oczywiście o bluzie i
    Babci zapomniała. Babcia szukała jej potem na pobliskich placach zabaw ..., bo
    nagle zniknęła ;-o
    Po powrocie do domu Młoda przeżywała całą sytuację chyba z 2h. Kary namacalnej
    nie było, a konsekwencją był telefon do Babci z przeprosinami i pogadanka(ze
    mną). Po telefonie jej odpuściło ;-)

    Ja nie idealizuję, bo wychowanie syna to czasami orka na ugorze. A
    > poza tym on ma charakter po ojcu, więc jest diametralnie różny ode
    > mnie.

    A to nie Twój utrzymuje porządek w pokoju w odróżnieniu od swojego Taty ?! To
    może pokręciłam osoby ;-p Sorki. Tym się zasugerowałam - że taki porządny jak Ty.

    Przepychanie niekoniecznie jest rzeczą naturalną. Mój syn nie ma
    > odruchu popychania kogokolwiek, zabierania zabawek, uderzania, czy
    > bicia. Z 'głupią idiotką' też się nie zgodzę. Mieszkamy na Pradze
    > Północ od 4 lat i jakos zadnego kwiatka syn z Parku Praskiego nie
    > przyniósł, pomimo, że słyszy różne nieparlamentarne teksty oraz
    > często jest obiektem dziecięcej agresji.


    Jest rzeczą naturalną rywalizacja pomiędzy rodzeństwem. W drastycznej formie w
    postaci rękoczynów ;-p Moi są zgodnym rodzeństwem, ale takie sytuacje się
    również zdarzają.
    Twój synek nie ma takich odruchów, bo nie ma z kim rywalizować w domu. Z Tata
    nie będzie się przecież bić o ulubiony samochodzik, bo Tata mu tę zabawkę odda a
    sam weźmie inną(jeśli się wspólnie bawią). Prawda ?

    Mój syn tak bardzo chce mieć rodzeństwo, że nie sądzę aby lał
    > młodszą siostrę lub brata. Zresztą widzę to po tym, jak się opiekuje młodszymi
    dziećmi znajomych.


    Lać zapewne nie(bo wcześniej zareagujecie ;-)). Ale to, że jest opiekuńczy w
    stosunku do innych dzieci nie gwarantuje wielkiej braterskiej miłości ;-p Z
    resztą ja też uwielbiałam niańczyć niemowlaki koleżanek (na wizytach max 2h) i
    jakoś nie zagwarantowało to "błogostanu i idylli" po urodzeniu pierworodnego
    (obsługa 7/24)...

    Sporo znam takich, ale czy to coś zmienia.
    Tzn. że ich dzieci znają brzydkie wyrazy/leją się tylko i wyłącznie z powodu
    błędów wychowawczych(kar) swoich rodziców ?!
  • fogito 17.09.09, 12:38
    pam_71 napisała:

    > Pech chciał, ze spotkała
    > koleżankę z naszego bloku i postanowiły razem wracać ...
    oczywiście o bluzie i
    > Babci zapomniała.

    Niezła akcja z tym zapomnieniem o babci.


    > A to nie Twój utrzymuje porządek w pokoju w odróżnieniu od swojego
    Taty ?! To
    > może pokręciłam osoby ;-p Sorki. Tym się zasugerowałam - że taki
    porządny jak T
    > y.

    Syn charakter ma w większości po ojcu, co jest plusem, bo na pewno
    podejdzie do życia z większym luzem niż ja. Nawyk sprzątania to
    efekt modelowania przez mamusie, czyli mnie ;) Męża niestety
    teściowa w tej kwetii nie wymodelowała i ja zbieram tego marne
    efekty. Jedyna osobą, której trzeba przypominać o sprzątaniu po
    sobie jest tatuś ;/


    > Twój synek nie ma takich odruchów, bo nie ma z kim rywalizować w
    domu. Z Tata
    > nie będzie się przecież bić o ulubiony samochodzik, bo Tata mu tę
    zabawkę odda
    > a
    > sam weźmie inną(jeśli się wspólnie bawią). Prawda ?


    Jeszcze się z tatą o zabawki nie bije, ale faktycznie często się na
    siebie obrażają. W weekendy mam wrażenie, że mam o jedno dziecko
    więcej. Znam jednak sporo jedynaków, którzy biją i popychają.

    >
    > Tzn. że ich dzieci znają brzydkie wyrazy/leją się tylko i
    wyłącznie z powodu
    > błędów wychowawczych(kar) swoich rodziców ?!

    To jest dobre pytanie. Ja tego nie wiem, bo mój nie bije i ie
    przeklina.
  • verdana 16.09.09, 14:55
    A jeszcze inne dziecko - całkiem nie wiadomo dlaczego - zaczęło
    czytać książki i tyle czytało, ze o mało matury nie zawaliło. No
    głupie, nie zorientowalo się, ze czytanie ksiażek nie powinno być
    rozrywką, pewnie je rodzice xle traktowali w dzieciństwie i stąd
    zamilowanie do eskapizmu. Przeciez wiadomo od zawsze, że normalna
    mlodzież stroni od rozrywek i sama z wlasnej woli oddaje się pilnej
    nauce. A już jak w domu jest OK, to komputera unika jak zarazy.
    Wiesz, mozna pisac glupoty, ale w niczym nie nalezy przesadzać.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • sun_of_the_beach 16.09.09, 15:48
    verdana napisała:

    > A jeszcze inne dziecko - całkiem nie wiadomo dlaczego - zaczęło
    > czytać książki i tyle czytało, ze o mało matury nie zawaliło. No
    > głupie, nie zorientowalo się, ze czytanie ksiażek nie powinno być
    > rozrywką, pewnie je rodzice xle traktowali w dzieciństwie i stąd
    > zamilowanie do eskapizmu.

    Dokładnie tak, tylko nie wiem skąd ta ironia? Ja coprawda piszę bardziej o małych dzieciach, bo w tym jest klucz do uniknięcia takich sytuacji, ale prawdą jest, że dorastanie rządzi się specyficznymie prawami. Zawsze jednak dziecko kochane i akceptowane łatwiej przechodzi ten okres burz i naporów. Sytuacja znowu jak w przykładzie z jedynkami - znowu przy dzieciaku nie było nikogo, znowu nikt nie zauważył, że coś się dzieje. Może to był okres robienia pewnych rachunków, ustalania wartości na przyszłaśc, ale widocznie z doświadczenia młody człowiek wiedział, że na dorosłych nie ma co liczyc.

    Przeciez wiadomo od zawsze, że normalna
    > mlodzież stroni od rozrywek i sama z wlasnej woli oddaje się pilnej
    > nauce. A już jak w domu jest OK, to komputera unika jak zarazy.

    Normalna młodzież zna proprcje, czasem się zatraca, a później nadrabia zarywając noce i jest przede wszystkim "normalna" a uczy się tego od normalnych rodziców.

    > Wiesz, mozna pisac glupoty, ale w niczym nie nalezy przesadzać.

    To znowu rada wsam raz dla ciebie - szkoda że z niej nie korzystasz.
  • verdana 16.09.09, 16:14
    No tak - nie zauwazył i nie kazał dziecku sie uczyć, zamiast grać. A
    zakaz JES karą, jakkolwiek by go ladnie nie nazwać. Nastolatkek,
    chcąc liczyc na doroslych musi zatem liczyć na to, ze dorosli beda
    bu cos kazali robić i pilnowali go - a w tym wieku jest to zazwyczaj
    (i poniekad slusznie) odbierane jako szczególnie dotkliwa kara.
    Tylko Ty po prostu dla wlasnego dobrego samopoczucia bedziesz
    mowil "Masz odrobic matematyke, a nie grac na komputerze, ale to nie
    jest kara, tylko polecenie". Cóż, nastolatkowi będzie zwislo, jak to
    nazwiesz.
    Normalna mlodzież od zarania dziejow proporcji nie zna. To tez warto
    wiedzieć.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • sun_of_the_beach 16.09.09, 16:24
    Ty naprawdę masz strasznie ubogą wyobraźnię i nie jesteś w stanie pojąc, że może byc zupełnie inaczej. Wyobraź sobie, że można z dzieckiem, czy młodym człowiekiem rozmawiac, a nie wydawac mu zakazy i nakazy.
  • verdana 16.09.09, 16:43
    Wiesz, mozna z mlodym czlowiekiem rozmawiać. Na tym polega rozmowa,
    ze mlody czlowiek nie ma obowiazku słuchać. A jak nie
    poslucha "rozmowy" i zalapie 6 jedynek, to będzie "zaniedbany".
    Rozmowa, z natury rzeczy jest niezobowiazująca. Nastolatek, wbrew
    temu co sadzisz, nie ma obowiazku zgadzać się ze wszystkim, co truja
    rodzice i nie ma obowiazku wykonywac grzecznie tego, co w lagodnej
    rozmowie zostało mu przekazane. W dobrym, kochajacym domu nastolatek
    czesto NIE slucha. Jesli grzecznie zgadza się z rodzicami, to jest
    kandydatem do terapeuty.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • sun_of_the_beach 16.09.09, 18:17
    To prawda, ale właśnie w sytuacji, kiedy rodzice nie rozmawiają tylko trują. Bardzo trafna diagnoza. Poza tym - jak w dwóch postach powyżej.
  • darr.darek 17.09.09, 00:32
    sun_of_the_beach napisał:
    > Ty naprawdę masz strasznie ubogą wyobraźnię i nie jesteś w stanie
    > pojąc, że może byc zupełnie inaczej. Wyobraź sobie, że można z
    > dzieckiem, czy młodym człowiekiem rozmawiac, a nie wydawac
    > mu zakazy i nakazy.

    Doceniam Twoją wiarę w idee. Szkoda, że wierzysz akurat w głupie idee - ta wiara
    w brak naturalnej agresji, w "białą kartę" do zapisania itp. bzdury.
    Tak dosadnie nazywam to głupimi ideami, bo to ciąg dalszy lewicowego wymądrzania
    się niedouczonych. Lewicowa metoda to metoda "bohatersko pokonująca wieki
    ciemnoty i zacofania" aby wdrożyć postęp.
    W ekonomii lewicowe metody skończyły się klapą.
    W rządzeniu państwami lewicowe metody skończyły się milionami zamordowanych
    "reakcjonistów".
    W wychowywaniu dzieci ... lewica jest na topie i usilnie wierzy, że te tysiące
    lat trzaskania dzieci po tyłkach, tysiące lat odwoływania się sumienia,
    wywoływania żalu za złe czyny, że te 1000-ce lat to ciemnogród, który już ....
    szczęśliwie eliminują.
    Nie będę się znęcał nad lewactwem w ocenie tegoż. To już samo się ocenia.

    Odpowiedziałem na Twój krótki komentarz, bo on dobitnie pokazuje, że ... Ty nie
    masz dzieci. Zgadłem ! (Po co mam wstawiać pytajnik?)

    No ale kiedyś mam nadzieję będziesz miała dzieci i ... będziesz rozmawiać
    zamiast nakazać odrobić lekcje lub posprzątać zabawki z podłogi. Lub nie bić
    kota. Lub ...
    A co tam :)
    Ja wierzę, że gdy będziesz miała dzieci zwyczajnie odszukasz w archiwum te swoje
    wypowiedzi i pomyślisz z uśmiechem: "o jejku, ale je głupia byłam" :) I to
    będzie właśnie przejawem Twojej mądrości, bo człowiek uczy się z czasem.

    --Miś----------------------------------
    ...i nie mówcie, że nie będziecie mieć syna, bo w każdej chwili mieć możecie.
    Sprawdzić czy nie ksiądz.


  • insula.incognita 17.09.09, 00:48
    Zanim Sun odpowie, to poeiwm Ci że bredzisz.

    Nie znasz socjalizmu, a wręćz komunizmu w krajach skandynawskich? W arabskich też pewnie nie znasz.
    Mentalnośc masz zasciankową, polactwo wylazło, i wszystko zeszlo na lewiznę...och sorki, lewactwo? czy jak mu tam.
    Zbadaj, porównaj i sam stwierdź- czy lepsza jest polska zaściankowość i niechlujstwo i układziki, czy np taki skandynawski komunizm, albo arabski.
    Nie masz porownania?
    Od razu widać. Ale polecam się wybrać tu i ówdzie. Rekreacyjnie i dla rozszerzenia horyzontów umysłowuch tudzież.




    --
    Myślisz, że żartuję?
    Niepotrzebnie myślisz!
  • darr.darek 17.09.09, 01:05
    insula.incognita napisała:
    >Nie znasz socjalizmu, a wręćz komunizmu w krajach skandynawskich?

    O ! Komunizmu !
    A wiesz chociaż, że Szwecja ma swoją gospodarkę jako jedną z pierwszych w
    rankingu liberalnego kapitalizmu ? Pewnie nie wiesz, zwolenniczko komunizmów.
    Wiesz o tym, że w kraju społecznie opanowanym ideami lewicowymi i
    feministycznymi w gospodarce ma większe różnice płac między mężczyznami i
    kobietami niż Polska czy USA a niechęć do zatrudniania na lepszych stanowiskach
    kogokolwiek poza etnicznymi Szwedami jest szeroko znana ? Pewnie nie wiesz,
    zwolenniczko komunizmów

    To co społecznie wyczynia tam lewica to mądrzy wiedzą.
    Ponad 4-krotny wzrost wskaźnika liczby zabójstw w ciągu 50 lat.
    Ogromny wzrost przestępczości w tym okresie.
    Wskaźnik liczby gwałtów ponad 6-krotnie wyższy niż w Polsce (ze statystyk sprzed
    kilku lat - teraz może to już 10-krotna różnica).

    > W arabskich też pewnie nie znasz.

    Poznasz tą kulturę, gdy za parędziesiąt lat w takich enklawach jak Euro-Arabia w
    Holandii itp. 80% młodzieży będzie muzułmańskiego wyznania i gdy będą biegać z
    kałachami i nożami do podrzynania gardeł niewiernym psom. Gdy tam będziesz to
    nawet jako staruszka szybko przybiegniesz na wschód do Polski.

    To tyle dla ogłupionej świecidełkami z telewizorni, które to świecidełka mają
    tylko dać ułudę, że ogłupieni wiele rozumieją nie rozumiejąc niczego z
    otaczającej rzeczywistości.




  • insula.incognita 17.09.09, 01:10
    Byłeś tu i ówdzie , czy tez gadasz od rzeczy na podstawie gazet propagandowych>?

    Przeczytaj SIĘ raz jeszcze i wyluzuj.

    ps. ponadto, to nie byl wątek o tematyce politycznej, że aż tak sobie cugle
    puszczasz.
    Zauważyłeś?



    --
    Jeśli czarny kot przebiegł mi drogę, to... ten kot będzie miał pecha.
  • iwonka_h 17.09.09, 11:26
    moje roczne dziecko
    zanim to zrobiłam kilka razy powtórzyłam że nie wolno mu kręcić
    pokrętłami od kuchenki (mamy co prawda zabezpieczenie w postaci
    odcięcia dopływu gazu, ale akcja miała charakter edukacyjny)
    po każdym zakazie dziecko ponawiało próbę
    ukarałam...
    jak....
    wsadzając do kojca - czego mała nie znosi
    poskutkowało, choć mam świadomość ze na pewien czas
    jak tu ktoś napisał kara to nie tylko lanie po tyłku, krzyczenie i
    podobne represje.
    Nie sądzę żebym karając dziecko w ten sposób krzywdziła je
    straszliwie, albo łamałą mu charakter
  • fogito 17.09.09, 12:51
    iwonka_h napisała:

    > moje roczne dziecko
    > zanim to zrobiłam kilka razy powtórzyłam że nie wolno mu kręcić
    > pokrętłami od kuchenki (mamy co prawda zabezpieczenie w postaci
    > odcięcia dopływu gazu, ale akcja miała charakter edukacyjny)
    > po każdym zakazie dziecko ponawiało próbę
    > ukarałam...
    > jak....
    > wsadzając do kojca - czego mała nie znosi

    Gratulacje, świetnie sobie poradziłaś z wytłumieniem naturalnej w
    tym wieku chęci poznawania świata. Dziecko zapewne nie wie, dlaczego
    trafilo do kojca za karę. Ale grunt to dobre samopoczucie mamy.
    Tylko nie zapomnij jak zabraknie dziecku kreatywności w szkole, że
    być może jest to twoją zasługą.

  • pam_71 17.09.09, 13:06
    > moje roczne dziecko
    > zanim to zrobiłam kilka razy powtórzyłam że nie wolno mu kręcić
    > pokrętłami od kuchenki (mamy co prawda zabezpieczenie w postaci
    > odcięcia dopływu gazu, ale akcja miała charakter edukacyjny)
    > po każdym zakazie dziecko ponawiało próbę
    > ukarałam...
    > jak....
    > wsadzając do kojca - czego mała nie znosi

    Gratulacje, świetnie sobie poradziłaś z wytłumieniem naturalnej w
    tym wieku chęci poznawania świata. Dziecko zapewne nie wie, dlaczego
    trafilo do kojca za karę. Ale grunt to dobre samopoczucie mamy.
    Tylko nie zapomnij jak zabraknie dziecku kreatywności w szkole, że
    być może jest to twoją zasługą.


    Nie popadajmy w skrajności. Odkładanie do kojca w przypadku moich dzieci nie
    miało wpływu na ich późniejszą "kreatywność" w szkole (swoja drogą mam alergię
    na słowo "kreatywność" z czasów intensywnego poszukiwania pracy ;-p). Są jednak
    również inne metody - moja Mama przy kolejnej mojej próbie grzebania przy
    kuchence przytknęła na chwilę mój palec do gorącej płyty ... podobno od tamtej
    pory obchodziłam kuchenkę dużym łukiem.
    Moje jakoś nie miały takich zapędów poznawczych ;-p A na kontaktach mieliśmy
    wkładki zabezpieczające.
  • fogito 17.09.09, 19:32
    pam_71 napisała:

    > Nie popadajmy w skrajności. Odkładanie do kojca w przypadku moich
    dzieci nie
    > miało wpływu na ich późniejszą "kreatywność" w szkole

    tego nie wiesz ;)

    Mój syn wkładał paluchy we wszystko i całkiem niezły z niego
    majsterkowucz teraz. Ciekawi go jak sa zbudowana różne urządzenia i
    jak co działa. Nigdy bym takiej chęci poznawania świata w dziecku
    nie tłumiła. Trzeba mieć tego świadomość od momentu urodzenia
    dziecka, a nie potem narzekać, że dziecko tylko przed kompem siedzi
    albo przed telewizorem.

    (swoja drogą mam alergię
    > na słowo "kreatywność" z czasów intensywnego poszukiwania pracy ;-
    p).

    Możesz zastąpić to słowo np. ciekawy świata. Dyrektorka w szkole
    syna twierdzi, że on jest 'very curious' i to jest spory komplement.
    Postuluję zatem - nie zabijajmy w dziecku jego naturalnego dążenia
    do poznawania świata.

    Są jednak
    > również inne metody - moja Mama przy kolejnej mojej próbie
    grzebania przy
    > kuchence przytknęła na chwilę mój palec do gorącej płyty ...

    Dobrze, że ci krzywdy nie zrobiła :O

    ;-p A na kontaktach mieliśmy
    > wkładki zabezpieczające.

    Polecam tę metodę z całego serca.
  • pam_71 18.09.09, 09:00
    > Nie popadajmy w skrajności. Odkładanie do kojca w przypadku moich
    dzieci nie
    > miało wpływu na ich późniejszą "kreatywność" w szkole

    tego nie wiesz wink


    Widzę, bo do szkoły chodzą ... a jeżeli odp. miała zasugerować, że gdyby
    kojca nie było to byliby bardziej "twórczy", ale tego nie zbadamy ....
    To
    również nie jesteśmy w stanie zbadać czy Twój synek byłby mniej odkrywczy gdyby
    do tego kojca trafiał ;-)

    I tak można bez końca ... hihi

    Możesz zastąpić to słowo np. ciekawy świata. Dyrektorka w szkole
    > syna twierdzi, że on jest 'very curious' i to jest spory komplement.
    > Postuluję zatem - nie zabijajmy w dziecku jego naturalnego dążenia
    > do poznawania świata.


    ?! Od dawna siedzicie poza krajem .. to wiele wyjaśnia ;-)

    > Są jednak
    > > również inne metody - moja Mama przy kolejnej mojej próbie
    > grzebania przy
    > > kuchence przytknęła na chwilę mój palec do gorącej płyty ...
    >
    > Dobrze, że ci krzywdy nie zrobiła :O


    To była metoda kontrolowana. I co najważniejsze skuteczniejsza niż tysiąckrotne
    powtarzanie roczniakowi "uważaj bo się oparzysz"

    pozdr
  • fogito 18.09.09, 18:19
    pam_71 napisała:

    > I tak można bez końca ... hihi

    :D

    > ?! Od dawna siedzicie poza krajem .. to wiele wyjaśnia ;-)

    Siedzimy w Polsce :) Odkąd Mały poszedł do szkoły tylko wakacje i
    święta spędzamy za granicą. Szkoła jest angielska, ale w Polsce.
    Więc jednak chyba niewiele to wyjaśnia ;)


    > >
    > > Dobrze, że ci krzywdy nie zrobiła :O[/i]
    >
    > To była metoda kontrolowana. I co najważniejsze skuteczniejsza niż
    tysiąckrotne
    > powtarzanie roczniakowi "uważaj bo się oparzysz"
    >

    Żartowałam ;)
  • pam_71 18.09.09, 19:14
    Chol...
    Przez czytanie tego forum straciłam poczucie humoru ;-)
    Pozdrawiam i kończę (na razie ;-))
    Pam
  • fogito 18.09.09, 20:06
    pam_71 napisała:

    > Chol...
    > Przez czytanie tego forum straciłam poczucie humoru ;-)

    Ja też :D

    > Pozdrawiam i kończę (na razie ;-))
    > Pam

    również pozdrawiam i czołgam się do wanny...
  • iwonka_h 18.09.09, 11:29
    cieszę się że twojemu dziecku udało się przeżyć fazę rozwoju jego
    kreatywności poprzez wkładanie palców do kontaktu
    po prostu masz więcej szczęścia niż rozumu
  • pam_71 18.09.09, 11:42
    Wbrew pozorom to nie jest aż takie trudne ;-) Wystarczą zabezpieczenia w
    miejscach strategicznych (wkładki na kontakty, barierki na schodach, pokrętła od
    gazu na płycie - czyli wyżej, choć wiem że zwykle kuchenkę kupuje się przed
    pojawieniem Malucha ;-) itp.) i łażenie za odkrywcą (jak wlezie na stół - to
    złapiesz ;-)).
    No i nie wszystkie sztuki od razu przegryzają kable ...
    ;-)
  • iwonka_h 18.09.09, 11:52
    mamy zabezpieczenia, ale uważam że zabezpieczenia nie zastąpią
    edukacji i jednak pewnej kontroli w przypadku bardzo małych dzieci
    bo zawsze kiedyś zdarzy się ze dziecko znajdzie się w domu bez
    takich zabezpieczeń i albo coś wybuchnie, albo podpali albo w ramach
    twórczej eksploracji poparzy się itd. we mnie na jakimś etapie
    stłumiono chęć wtykania palców do kontaktu a jakoś dzięki bogu z
    kreatywnością u mnie nieźle i to w kilku dziedzinach, na co mam
    stosowne dowody:)
  • fogito 18.09.09, 18:20
    iwonka_h napisała:

    > cieszę się że twojemu dziecku udało się przeżyć fazę rozwoju jego
    > kreatywności poprzez wkładanie palców do kontaktu
    > po prostu masz więcej szczęścia niż rozumu

    Wystarczą dobre zabezpieczenia. Ja nawet drzwi w kuchni nie mam :)
  • iwonka_h 21.09.09, 10:45
    fogito napisała:

    > iwonka_h napisała:
    >
    > > cieszę się że twojemu dziecku udało się przeżyć fazę rozwoju
    jego
    > > kreatywności poprzez wkładanie palców do kontaktu
    > > po prostu masz więcej szczęścia niż rozumu
    >
    > Wystarczą dobre zabezpieczenia. Ja nawet drzwi w kuchni nie mam :)

    jak to zabezpieczenia? czyżbyś ograniczała kreatywność i twórczy
    rozwój dziecka poprzez zabezpieczanie go przed skutkami eksploracji?
    myślałam że jednak pozwalasz mu ładować paluszki do kontaktu "na
    żywca" żeby zwiększyć siłę doznań
    ewentualnie tłumaczysz łagodnie rocznej istotce jakie konsekwencje
    wynikają z kontaktu z prądem
  • iwonka_h 18.09.09, 11:26
    nie rozśmieszaj mnie
    nie mam świetnego samopoczucia z powodu ukarania dziecka, bo ja go
    nie karzę po to by coś sobie zrekompensować, ale by uchronic je w
    przyszłości przed niebezpieczeństwami. Moje dziecko nie doznało
    żadnej traumy z powodu tej kary, a dzięki temu przynajmniej wczoraj
    nie kręciło juz pokrętłami.
    Ciekawość poznawczą oraz pasje kreatywne mojego dziecka zaspokajam
    inaczej niż przez umozliwienie mu doznań typu pożary, wybuchy gazu,
    zalania mieszkań. Współczuję ci jeśli w tym widzisz kreatywność bo
    moim zdaniem twoje dziecko/dzieci są w dużym niebezpieczeństwie.
    Ciekawość świata mozna zaspokajać inaczej (i ja to robę wkładając w
    to więcej wysiłku niż jesteś sobie w stanie wyobrazić) niż dając
    dziecku zapałki do ręki
  • pam_71 18.09.09, 11:35
    Co do owej kreatywności ;-p To tak mi się skojarzyło ...
    To można dać dziecku kredki/farby i popijając w spokoju kawę podziwiać jakim
    wspaniałym grafiti ozdabia ściany.
    Można też złapać Malca za rękę, powiedzieć "Na ścianie nie wolno, bo Tata będzie
    musiał malować, a nie mamy farby/czasu. Chodź porysujemy razem na papierze".
    Usiąść z Młodym i uwiecznić jego pierwsze dokonania plastyczne na bloku ....
    Ja tak "zabiłam kreatywność" moich pociech ;-p
    Pozwolić na wszytko, a ukierunkować dziecko to jednak spora różnica.
  • iwonka_h 18.09.09, 11:54
    no właśnie:)
    rozumiem że taki niekontrolowany rozwój kreatywności jest mniej
    męczący od kontrolowanego:)
    w tym sensie napewno "zabijam kreatywność" mojej pociechy
  • fogito 18.09.09, 19:00
    iwonka_h napisała:

    > no właśnie:)
    > rozumiem że taki niekontrolowany rozwój kreatywności jest mniej
    > męczący od kontrolowanego:)
    > w tym sensie napewno "zabijam kreatywność" mojej pociechy

    Trudniejsze jest ruszenie głową i wymyslenie jak zająć roczne
    dziecko, żeby nie bawiło się kurkami od kuchenki. Wsadzenie je do
    kojca - czyli do ciupy ;) - to pójście na łatwiznę i tyle.
    Masz jeszcze małe dziecko, więc zastanów się co zrobić następnym
    razem, bo następny raz na pewno będzie.
  • iwonka_h 19.09.09, 08:33
    rozumiem ze masz dziecko które udało ci się wytresowac w takim
    stopniu że bez szemrania poddaje się twojej woli
    albo juz nie pamietasz jak to jest miec roczne dziecko
    bo moja córeczka jak ma ochotę na kręcenie kurkami od kuchni to
    znaczy że chce w tym momencie robić to nic innego i próby
    skierowania jej uwagi na inne zajecia spełzają na niczym
    bo ona pamieta że obok jest kuchnia i kurki od gazu i ona to włąśnie
    chce robić
    i to nie jest kwestia zabezpieczeń bo tak jak napisałam mimo że my
    mamy bezpieczną iz abezpieczoną kuchenkę to akurat ta zabawa jest
    kipeskim pomysłem bo przy okazji odwiedzin u znajomych czy dziadków
    dziecko poodkręca im gaz w kuchence
    nie dramayzuj z tą ciupą doprawdy
  • fogito 18.09.09, 19:12
    iwonka_h napisała:

    > bo ja go
    > nie karzę po to by coś sobie zrekompensować, ale by uchronic je w
    > przyszłości przed niebezpieczeństwami.

    I wydaje ci się, że tą metoda coś osiągniesz?

    Moje dziecko nie doznało
    > żadnej traumy z powodu tej kary, a dzięki temu przynajmniej
    wczoraj
    > nie kręciło juz pokrętłami.


    Traumy może nie ma, ale ograniczyłaś kręcenie pokrętłami tylko
    tymczasowo. Nie wiem, czy wiesz, ale maluchy szybko się nudzą
    pewnymi rzeczami. I jak taki malec nakręci się pokrętłami raz a
    dobrze, to jest spora szansa, ze straci zainteresowanie na wiele
    mięsięcy lub lat ;)

    > Ciekawość poznawczą oraz pasje kreatywne mojego dziecka zaspokajam
    > inaczej niż przez umozliwienie mu doznań typu pożary, wybuchy
    gazu,
    > zalania mieszkań.

    Nam się udało jakoś bez kar i 'więzenia' skierować zainteresownie
    dziecka we właściwym kierunku ;)

    Współczuję ci jeśli w tym widzisz kreatywność bo
    > moim zdaniem twoje dziecko/dzieci są w dużym niebezpieczeństwie.

    Jeśli zacznie eksperymentowac poza laboratorium chemicznym to pewnie
    tak. Ale w domu już zna wszelkie zagrożenia, więc nie muszę sie
    martwić. Co nie zmienia faktu, że mam oczy szeroko otwarte, bo nigdy
    nic nie wiadomo.

    > Ciekawość świata mozna zaspokajać inaczej (i ja to robę wkładając
    w
    > to więcej wysiłku niż jesteś sobie w stanie wyobrazić) niż dając
    > dziecku zapałki do ręki

    Wrzucenie do kojca nazywasz wysiłkiem... Powinnaś była skierowac
    ciekawość dziecka w innym kierunku, a nie pakować go do zagrody.
    Ech, gadać się nie chce.
  • aiczka 17.09.09, 19:07
    > No tak - nie zauwazył i nie kazał dziecku sie uczyć, zamiast grać. A
    > zakaz JES karą, jakkolwiek by go ladnie nie nazwać.

    Kiedy byłam młodsza nastolatką wprowadzono mnie i mojemu bratu zasadę "tylko
    jeden program TV dziennie" (były to czasy, kiedy kanały telewizyjne zaczęły się
    rozmnażać i można było całymi dniami oglądać seriale kryminalne i kreskówki).
    Wytłumaczono mi, że chodzi o to, aby młodszy brat mniej się rozpraszał i miał
    więcej czasu na naukę (wiadomo, że jak ja coś oglądałam, to on też "musiał"). I
    jakoś nie uznałam tego za wymierzoną mi niesłusznie w imię zbiorowej
    odpowiedzialności karę tylko za sensowną zasadę, której będę przestrzegać.
    Myślę, że rozmowa i sensowne argumenty potrafią jednak wiele zdziałać.
  • fogito 17.09.09, 19:35
    aiczka napisała:

    > Myślę, że rozmowa i sensowne argumenty potrafią jednak wiele
    zdziałać.

    Dokładnie tak. Rozmowa z dzieckiem to podstawa. Nie zakładajmy z
    góry, że dziecko jest głupie i nic nie rozumie. Dzieci są mądrzejsze
    niż myślimy i naprawdę wiele potrafia zrozumieć. Mój ma dopiero 5,5
    a czasami jestem w szoku jak dojrzale się potrafi zachować.
  • pam_71 18.09.09, 09:07
    > aiczka napisała:
    >
    > > Myślę, że rozmowa i sensowne argumenty potrafią jednak wiele
    > zdziałać.
    >
    > Dokładnie tak. Rozmowa z dzieckiem to podstawa. Nie zakładajmy z
    > góry, że dziecko jest głupie i nic nie rozumie. Dzieci są mądrzejsze
    > niż myślimy i naprawdę wiele potrafia zrozumieć. Mój ma dopiero 5,5
    > a czasami jestem w szoku jak dojrzale się potrafi zachować.


    No pewnie, że tak ;-) To podstawa.
    Są jednak takie momenty, gdy trzeba "wkroczyć" i nogą tupnąć i choćby
    przypomnieć obowiązujące zasady.
    U nas po kolacji jest czas na TV(aktualnie przeważa Discovery i "Pogromcy mitów"
    ;-p). I choć Młodzi wiedzą, że w dni szkolne max do 20:00 to co jakiś czas
    próbują negocjować ... "a możemy jeszcze sprawdzić czy na Cartoon ...."
    I jakoś trudno mi uwierzyć, że Wasze pociechy tak nie mają ;-) Gdyby mogli to
    siedzieliby dłużej ....
  • aiczka 18.09.09, 11:48
    No, ale chyba nikt nie namawia do tego, aby zasady nie istniały?
  • pam_71 18.09.09, 12:55
    :-)
    Jeżeli zasady istnieją to trzeba "coś" zrobić w przypadku ich
    złamania/przekroczenia.
    Nie wiem czy czytałaś cały wątek ;-)
    W opisanym przykładzie można:
    - wyłączyć Młodym TV (konsekwencja ?!)
    - poprosić o wyłączenie (max 3x), pouczyć że jak nie przestaną oglądać to jutro
    żadnej bajki nie będzie (i wyegzekwować to) - kara
    - siedzieć i tłumaczyć do 22:00, że jutro będą spać na lekcji i nic nie
    zrozumieją. Po czym następnego dnia użerać się o 6:30 z marudzącą pociechą +
    zaserwować latoroślom pogadankę w stylu "A nie mówiłem/am .. " (bezstresowo ;-o)

    zapewne ile Rodziców tyle wyborów ... hihi
  • aiczka 21.09.09, 18:33
    Biorąc pod uwage ich liczbę, na pewno umknęło mi kilka postów. ^_^
    Moim zdaniem przypomnienie zasad, wyegzekwowanie ich przestrzegania (tu poprzez
    polecenie, ewentualnie wyłączenie telewizora), wytłumaczenie ich znaczenia itd.
    nawet jeśli nieprzyjemne dla dziecka to jednak co innego niż kara według
    definicji autorki artykułu, bo celem nie jest sprawienie, aby dziecku było źle.
  • pam_71 22.09.09, 10:09
    bo celem nie jest sprawienie, aby dziecku było źle.
    W tym przykładzie cel akurat jest prosty - dzieci maja się umyć i iść spać (żeby
    rano być trzeźwym w szkole) ;-) Ja właśnie najczęściej wyłączam TV ... Ale
    patrząc ze strony dziecka to jemu w tej chwili jest źle, bo fajnie się oglądało
    bajkę ;-)
    Cały problem (zarówno w tym wątku jak i w "jakie kary dla rodziców") polega na
    tym jak zdefiniujemy pojęcie KARY. W wolnej chwili warto poczytać ;-) Ja po
    przeczytaniu wyciągnęłam ciekawe wnioski ... ;-p ale tylko na własny użytek ....
  • Gość: ja IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.08.11, 14:10
    AAA, już nie mogę czytać tych głupot jakie wypisujecie. Wszystko jest dla Was albo czarne albo białe, albo ktoś maltretuje dziecko, bije i poniża za każde najmniejsze przewinienie, albo jak Wy w jedyny słuszny sposób wychowuje nie uznając żadnych kar i zakazów. Nie potraficie chyba zrozumieć, że każde dziecko jest inne i do wychowania trzeba zawsze podejść w sposób indywidualny. Są dzieci z natury w miarę spokojne, a są takie które chwilę nie usiedzą w miejscu, i będą chciały przetestować każdą możliwą rzecz. Oczywiście nie twierdze, że jest to złe, ale na niektóre rzeczy po prostu nie można się zgodzić. Jeśli dziecko np. wymyśliło sobie super zabawę wdrapywania się na szafki (z których bardzo łatwo może spaść i zrobić sobie dużą krzywdę), to mam mu na to pozwolić, bo jeśli je z stamtąd zabiorę to narażę go na negatywne uczucia i smutek (co wedle powyższego artykułu jest karą). Jeżeli dla dziecka najlepszą częścią spaceru jest wybieganie na ulicę, mam go wołać (bo na siłę nic przecież nie można, godzi to w godność dziecka i sprawia że czuje się bezradne), albo zacząć tłumaczyć, że tak nie powinien robić bo wpadnie pod samochód. W takich sytuacjach trzeba działać. Poza tym nie wmawiajcie mi, że roczne czy 2 letnie dziecko będzie w stanie zrozumieć na tyle abstrakcyjne dla niego pojęcia. A jeżeli takich zachowań nie postaramy się wyeliminować szybko, to dziecku może się coś stać zanim zdążymy je złapać albo wybiec za nim na ulice. Jeżeli zakazane jest wzbudzenie w dziecku "poczucia winy" mówiąc "komuś jest przykro jak tak postępujesz", to jak inaczej nauczyć dziecko empatii i poszanowania drugiego człowieka? Czytając Wasze wypowiedzi mam wrażenie, jakbym miała do czynienia z osobami, które nie mają pojęcia o świecie i życiu. I nie potrafią sobie wyobrazić, że coś może być inne, niż to co one doświadczają.
    Zgadzam się, że kary powinny nie powinny godzić w godność dziecka, jestem też przeciwnikiem kar fizycznych, ale wychowanie bez stosowania żadnej kary to jakaś bzdura.
  • sroka.pd 15.09.09, 21:42
    Może zapomniałem napisać rzecz oczywistą: dzieci przez 90% czasu się bawią, są
    wesołe i wszystko jest OK. Jak zrobią coś złego to dostają karę - jednoznaczny
    sygnał, że mają tak nie robić. Kara jest szybka, krótka, niezbyt dotkliwa.
    Chwilę się na mnie boczą i zaraz wracają do zabawy. Jak się boczą dłużej to sam
    je rozśmieszam i jest OK.
    Można karać dzieci i mieć szczęśliwe dzieci. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że
    TRZEBA karać dzieci, żeby mieć szczęśliwe dzieci. Jak człowiek jest szczęśliwy
    cały czas, to się robi zblazowany i nic go nie cieszy.
  • iwonka_h 15.09.09, 20:59
    czytam i czytam i czytam
    w nadziei że za banalnym i w sumie oczywistym tytułem coś się kryje
    że dowiem się jak wychować dziecko bez kar - póki co się udaje bo
    dziecko małe ale tak na przyszłość
    straciłam kilka minut na czyaniu i nie dowiedziałam się niczego
    nowego
  • gizmaaa 15.09.09, 21:16
    Moim zdaniem kary działają o ile są mądrze stosowane.
    Dla jednych rodziców karą jest klaps, dla innych kąt, a jeszcze dla innych
    zabranie na jakiś czas przywilejów dziecka albo zwykłe wyjście do innego pokoju.
    Możliwości jest wiele.
    Kary nie działają w momencie kiedy jest ich przesyt, a dziecko nie dostaje
    żadnych nagród ani pochwał za swoje zachowanie. Gdy jest odwrotnie czyli gdy
    króluje tylko system nagród i pochwał a rodzice nie dają najmniejszej kary ani
    żadnej nagany to też nie jest całkiem dobrym rozwiązaniem.
    Trzeba znaleźć złoty środek i nie popadać ze skrajności w skrajność.


    --
    [color=green]Czasami rodzi się we mnie jakiś głód życia, nie znana tęsknota
    za spełnieniem się w innych rolach, smakowanie ciała i duszy jeszcze nie
    poznanej. Odkrywać trzeba do końca.
    [/color]
  • sueellen 15.09.09, 21:23
    Acha, już to widzę. Dzieciarnia rozwydrzona robi co chce, nauczyciele zostają
    z kubłami na śmieci na głowie a gazeta pisze, że kary niepotrzebne.
    Chyba się Wam coś pomyliło...
    --
    [url=http://www.TickerFactory.com/]
    [img]http://tickers.TickerFactory.com/ezt/d/1;10008;28/st/20091230/dt/5/k/25eb/preg.png[/img]
    [/url]
  • i74r 15.09.09, 21:43
    Wydaje mi się, że Rodziców można podzielić na:
    1. "Brutali" którzy po wymierzeniu kary odczuwają głównie
    satysfakcję, że "bachor teraz chodzi jak w zegarku". Mam nadzieję że
    są w mniejszości.
    2. "Wrażliwców" którzy wymierzając karę dziecku wymierzają taką sąmą
    albo większą karę sobie. Robią to tak jak napisały autorki artykułu
    w poczuciu totalnej bezsilności - kara jest efektem tego, że
    wcześniej nie działały żadne prośby, tłumaczenia i nie było widać
    szans na to, że dziecko zacznie się dobrze zachowywać a jego reakcją
    na prośby i tłumaczenia był np. powtarzający się ileś razy śmiech
    pod tytułem "no i co mi zrobisz", zwieszanie się na ręcę lub
    pokładanie się na ziemi pod tytułem "nie pójdę, spróbuj mnie zmusić"
    3. "Szczęśliwców" - udało im się nigdy nie wymierzyć kary bo nie
    było potrzeby. Zawsze chciałem należeć do tej grupy. Od dzisiaj już
    nie należę :(. Od dzisiaj należę (chyba) do tej drugiej. Teraz
    pozostało mi się tylko modlić, że nigdy nie będę się zaliczał do
    pierwszej.
  • lisdene 15.09.09, 22:06
    Polecam książkę do przeczytania Jak mówić do dzieci żeby nas
    słuchały i jak słuchać żeby z nami rozmawiały. Jest tam rozdział
    poświęcony karaniu i konsekwencjom, może to wyjaśni na czym polega
    jedno a na czy drugie.
  • sroka.pd 15.09.09, 22:24
    i74r,
    Ja jestem rocznik 73, przy pierwszym synu byłem "wrażliwcem". No i się nie dało. Dziecko bez kar nie wiedziało co wolno a co nie. Były nerwy. Dziecko to czuło. Szczęśliwie nigdy nie zostałem "burtalem". Karanie dziecka nie jest dla mnie miłe.
    Przy drugim synu byłem już bardziej zdecydowany. Pomogła też Superniania. Wierzę w system nagród i kar. Wiara, że osiągnę cel: szczęśliwe i zadowolone dzieci - ta wiara daje mi spokój nawet jak muszę wymierzyć karę. Więcej jest nagród. Kary wymierzam bez zwłoki. Dziecko widzi co jest złe więc rzadziej to robi. Nie muszę go mocno karać - wystarczy jasny sygnał (słowo, gest), że czegoś nie wolno. W domu jest spokój. Zasady są jasne. Ze starszym synem też wychodzimy na prostą. Chłopak jest coraz spokojniejszy bo świat wokół jest poukładany: wie, za co dostanie nagrodę a za co karę.
    Zdecydowanie zaliczam się teraz do "szczęśliwców" :).

    Moja rada dla Ciebie: przestań się cackać ale nie trać spokoju. Przede wszystkim nagradzaj każde dobre zachowanie (wystarczą słowa i uśmiech) ale nie wahaj się pokazywać co jest nieakceptowalne. Rób to zdecydowanie. Rób to już przy pierwszym razie - to on jest dla dziecka punktem odniesienia. Początki są trudne, ale potem nagroda jest wielka :). Szczęśliwe, pewne siebie, dobrze ułożone dzieci - miód na serce rodzica.
    Pozdrawiam wszystkich.
  • lia.13 15.09.09, 23:49
    A od kiedy kara to tylko bicie albo krzyki?
    Jak zawalisz robotę w pracy to szef Cię za karę bije albo krzyczy na Ciebie?
    (sic!) Raczej nie. Po prostu obetnie Ci pensję czy wstawi naganę do akt, albo
    nie zabierze na delegację do Paryża ;) Niedawno chrześniak rozwalił hulajnogę.
    Po czasie oczywiście chciał nową. Nowa już czeka na niego, ale musi trochę
    czasu minąć. Co ciekawe, bez żadnych krzyków czy bicia młody sam rozumie, że
    osobiście zniszczył zabawkę, więc nawet nie dopomina się nowej. Jak niedawno
    oglądał w sklepie hulajnogi to się go zapytałam, co się stało z poprzednią
    (choć doskonale wiedziałam). Odpowiedział, że zniszczył i nie dopominał się
    nowej. Nie ma nawet czterech lat, a już rozumie efekt przyczynowo-skutkowy. Po
    prostu wystarczyło przekazać mu komunikat: "zepsułeś zabawkę - nie masz się
    czym bawić, więc sam się ukarałeś". Ale to trzeba być konsekwentnym i ani
    dziecka nie bić, ani nie udawać, że nic się nie stało i lecieć na drugi dzień
    do sklepu po nowe cacko.
  • marcin.brzezinski 16.09.09, 00:25
    Autorka pisze bzdury.
    Mam 3-kę dzieciaków i moje doświadczenia są całkowicie odwrotne niż opisuje artykół.
    Oczywiście trzeba odróżniać karę od przemocy fizycznej, ale teza jakoby można wychowywać dzieci bez karania wogóle to bajka.
    Mozliwe że znajdą się przykłady dzieci które są wychowywane bez kar, ale to są śladowe ułamki populacji, a późniejsze dorosłe życie takich osób to najpewniej będzie skutkowało depresją lub innymi schizami.
  • bi_scotti 16.09.09, 00:59
    Czy bez kar to znaczy tez i bez nagrod?
    To ja sie tak nie bawie! Lubie byc nagradzana i lubie nagradzac ;),
    a z karami da sie zyc jesli sa sluszne i wymierzane w dajacych sie
    do przewidzenia okolicznosciach.
    I naprawde coraz bardziej mnie ciekawi ile dzieci wychowalo Slonce
    na Plazy....
  • insula.incognita 16.09.09, 21:06
    bi_scotti napisała:

    > Czy bez kar to znaczy tez i bez nagrod?


    To za co kary i za co nagrody?

    A nie mozna normalnie, po prostu i zwyczajnie tworzyć pewna wspólnotę, gdzie się wszyscy nawzajem szanują i każdy z czlonków tej wspólnoty ma swoje do zrobienia?
    Dla mnie jest absurdalne stosowanie kar i nagród np w kwestii szkoły. Jak dostaje dziecię dwóję - to powiem, no chlopie zawaliłeś sprawę, trzeba to jakos odrobić. Czy TAKIE powiedzenie jest karą?
    Jeżeli dostaje szóstkę - to nie urzadzam imprezy z tej okazji, tylko mowię: zuch chlopak, pokazaleś na co cie stać.

    Jeśli umyje naczynia z własnej woli, to co- pomnik mam dziecku zaraz staiwać? Ani mi to w mysli. Bo ja tez myję i nikt mi pomników nie stawia z tego powodu.

    Wydaje mi się, że problem nagród i kar jest generowany przez niekonsekwentnycvh i falszywych rodziców. Że IM- rodzicom- wolno TO i tAMTO, ale dzieciom - to już nie wolno.
    Proszę tylko nie sporwadzać do absurdu tego w stylu: czy jak ty pijesz alkohol, to dziecku też pozwolisz.
    Bo to nie o to chodzi. Tylko chodzi o bycie szczerym i konsekwentnym w stosunku do dziecka i w swoich działaniach - też. Aby słowo z czynem się pokrywało. Aby swoim zachowaniem nie wywoływac u dziecka dysonansu pomiędzy - jak jest a jak byc powinno.







    --
    Myślisz, że żartuję?
    Niepotrzebnie myślisz!
  • bi_scotti 16.09.09, 21:20
    insula.incognita napisała:

    > bi_scotti napisała:

    > Wydaje mi się, że problem nagród i kar jest generowany przez
    niekonsekwentnycvh
    > i falszywych rodziców. Że IM- rodzicom- wolno TO i tAMTO, ale
    dzieciom - to ju
    > ż nie wolno.
    >

    No... tak Ci sie wydaje. I wydawac ma Ci sie prawo. Mnie, na
    przyklad, zupelnie inaczej sie wydaje ...

    Nie wiem gdzie pracujesz i czy bywasz w tej pracy nagradzana za
    specjalny wysilek, wieksze osiagniecie, dodatkowa pomoc. Ja
    osobiscie uwazam takie nagrody (wcale nie zawsze pieniezne!) za
    wybitnie motywujace a przede wszystkim milo glaszczace po duszy.
    Fajnie jest wiedziec, ze ktos dostrzegl, docenil i sam wlozyl
    wysilek w to zeby mnie nagrodzic.
    Dlaczego wiec w warunkach domowych, w podobnych sytuacjach, mialabym
    pozbawiac moje dzieci podobnego fajnego poczucia? Bonus za dobra
    prace jest super, wszystko jedno w jakiej formie!
  • insula.incognita 16.09.09, 21:31
    bi_scotti napisała:

    > insula.incognita napisała:
    >
    > > bi_scotti napisała:
    >
    > > Wydaje mi się, że problem nagród i kar jest generowany przez
    > niekonsekwentnycvh
    > > i falszywych rodziców. Że IM- rodzicom- wolno TO i tAMTO, ale
    > dzieciom - to ju
    > > ż nie wolno.
    > >
    >
    > No... tak Ci sie wydaje. I wydawac ma Ci sie prawo. Mnie, na
    > przyklad, zupelnie inaczej sie wydaje ...
    >
    > Nie wiem gdzie pracujesz i czy bywasz w tej pracy nagradzana za
    > specjalny wysilek,

    Odpowiem. Najpierw budżetówka, potem sektor IT, teraz handel .
    Zawsze liczę na siebie, niezaleznie od sektora w ktorym pracuję. Nie obchodzą
    mnie pochwały, obchodzi mnie tylko to, jaki zysk jestem w stanie wypracować dla
    pracodawcy. Nie oczekuje fałszywego "dziękuję", tylko po udanej transakcji idę
    po podwyżkę z konkretnym argumentem w ręku. Tego samego uczę dziecko. Że SAM na
    SIEBIE musi zapracować- czegokolwiek by to dotyczyło ( w bardzo szerokim sensie).
    Nie będę więc, (i nie robię tego i nie robilam), biegać za ocenami w szkole, nie
    będę po nim sprzątać i nie będę wyręczać w sprawach w ktorych sam zabagnił.
    Aczkolwiek ZAWSZE pomogę, zapytanm , wyslucham, podpowiem, wesprę jeśli tego
    kiedykolwiek bedzie potrzebował w jakiejkolwiek sytuacji.
    Daję tylko sygnał, że w razie czego - zawsze jestem.
    Ale na co dzień - bierz odpowiedzialność za swoje czyny i licz się z ich
    konsekwencjami.




    --
    Myślisz, że żartuję?
    Niepotrzebnie myślisz!
  • bi_scotti 16.09.09, 21:48
    Dlaczego z gory zakladasz, ze "dziekuje" jest falszywe? Nie rozumiem
    tego. I wszystko przeliczasz na pieniadze - jedyna satysfakcja w
    pracy to wyzsza wyplata?
    To ja ani tak nie mam, ani tak nie chce dla moich dzieci. Wyplata,
    uczciwa zaplata za prace, jest bardzo wazna i bezsporna ale osobiste
    docenienie, uznanie, nagrodzenie chocby tym specjalnym "dziekuje" ma
    wielokrotnie duze wieksze znaczenie niz extra dollar na czeku.
    I ja wiem, ze dla moich dzieci jakas "extra" nagroda/pochwala za
    specjalnie wlozony wysilek mialy i maja znaczenie.
    Ale ludzi sa rozni i jak widac Tobie to niepotrzebne :)
  • insula.incognita 16.09.09, 22:11
    bi_scotti napisała:

    > Dlaczego z gory zakladasz, ze "dziekuje" jest falszywe? Nie rozumiem
    > tego. I wszystko przeliczasz na pieniadze - jedyna satysfakcja w
    > pracy to wyzsza wyplata?
    > To ja ani tak nie mam, ani tak nie chce dla moich dzieci. Wyplata,
    > uczciwa zaplata za prace, jest bardzo wazna i bezsporna ale osobiste
    > docenienie, uznanie, nagrodzenie chocby tym specjalnym "dziekuje" ma
    > wielokrotnie duze wieksze znaczenie niz extra dollar na czeku.
    > I ja wiem, ze dla moich dzieci jakas "extra" nagroda/pochwala za
    > specjalnie wlozony wysilek mialy i maja znaczenie.
    > Ale ludzi sa rozni i jak widac Tobie to niepotrzebne :)

    Dlatego, że jakos nie udało mi się spotkać (no, może parę razy) w zyciu kogoś,
    kto w pracy powiedzialby "dziekuję" po prostu i szczerze.
    Za to zdarzylo mi się (i to często), trafic na wspolpracowników, którzy cudze
    zaslugi biorą za swoje i jeszcze żądają wynagrodzenia za to i awansów. A więc u
    mnie to pewien mechanizm obronny: robię swoję, i nieczego od nikogo nie
    oczekuję, żadam też adekwatnego wynagrodzenia, (jeśli o pracę chodzi) bez
    lizusostwa i udawania, a opartego na konkretnych namacalnych dokonaniach, i
    sprawa zalatwiona.
    Tego też wymagam od dziecka: nie będę biegała za ocenami, a ty też nie rób z
    siebie idiotę jak sie czegos nie nauczyłeś i nie udawaj ze wiesz, kiedy nie
    wiesz. Naucz się - zarob swoja ocene i do widzenia. Bo nie robisz tego dla
    kogoś, tylko dla siebie.
    Takie z czasem sobie schemat wypracowalam. Zly? Może, nie wiem.
    Fakt że takim postępowaniem nikogo nie krzywdzę i nie szantażuję, i nie wchodzę
    w żadne układy a tez w nich nie uczestniczę.
    Wobec czego sumienie mam czyste i spię dobrze.


    --
    Jeśli czarny kot przebiegł mi drogę, to... ten kot będzie miał pecha.
  • bi_scotti 16.09.09, 22:13
    Wybacz, ale strasznie wojskowo i militarnie to wszystko brzmi lub
    wrecz aptekarsko: wyliczone co do grama.
    Nie moj styl.
  • insula.incognita 16.09.09, 22:22
    bi_scotti napisała:

    > Wybacz, ale strasznie wojskowo i militarnie to wszystko brzmi lub
    > wrecz aptekarsko: wyliczone co do grama.
    > Nie moj styl.


    Nie szkodzi.
    Widocznie chowałaś się i dorastałaś w cieplarnianych warunkach.
    Pozazdrościć tylko.
    Pytanie tylko, dlaczego ja "wojskowa" nie stosuję kar wobec swojego dziecka, a
    Ty - nie wojskowa i delikatniusia - stosujesz i uważasz, ze to jest ok. Hę?

    Ot, zagwozdka? ;)

    --
    Jeśli czarny kot przebiegł mi drogę, to... ten kot będzie miał pecha.
  • bi_scotti 16.09.09, 23:25
    insula.incognita napisała:

    > Widocznie chowałaś się i dorastałaś w cieplarnianych warunkach.

    To sa zdecydowanie za daleko posuniete wnioski. Ale moj zyciorys nie
    jest tu tematem rozwazan wiec nie ma sensu sie na nim skupiac.
    Jak wspomnialam nizej, kary stosujesz tylko nie chcesz ich tak
    nazwac. Cudow nie ma bywaja tylko bardzo uparci ludzie ;)
    A tak przy okazji dodam, ze marzeniem moim bylo i pozostaje byc
    delikatna, wrazliwa kobieta. Zycie jest jakie jest i nie zawsze
    mozna sobie na taki luksus pozwolic, moze na emeryturze ;)
  • insula.incognita 16.09.09, 23:31
    bi_scotti napisała:

    > insula.incognita napisała:
    >
    > > Widocznie chowałaś się i dorastałaś w cieplarnianych warunkach.
    >
    > To sa zdecydowanie za daleko posuniete wnioski. Ale moj zyciorys nie
    > jest tu tematem rozwazan wiec nie ma sensu sie na nim skupiac.
    > Jak wspomnialam nizej, kary stosujesz tylko nie chcesz ich tak
    > nazwac. Cudow nie ma bywaja tylko bardzo uparci ludzie ;)
    > A tak przy okazji dodam, ze marzeniem moim bylo i pozostaje byc
    > delikatna, wrazliwa kobieta. Zycie jest jakie jest i nie zawsze
    > mozna sobie na taki luksus pozwolic, moze na emeryturze ;)


    Ależ absolutnie nie mam zamiaru ingerować w Twój zyciorys.

    Jeżeli twierdziśz, że stosuję kary (bo wszyscy tak robią, ale różna maja
    interpetację pojęcia "kara") to powiedz, określ, na konkretnych przykladach, co
    uważasz za karę. Proszę Cię. Konkretne przyklady.
    Bo jak na razie, to "delikatnie", powyższym postem, wywinęłaś się z dyskusji, a
    tego nie lubię.
    Powiedz konkretnie, jak karzesz swoje dzieci, i CZYM, w Twoim mniemaniu jest kara.





    --
    Jeśli czarny kot przebiegł mi drogę, to... ten kot będzie miał pecha.
  • bi_scotti 17.09.09, 00:04
    Insula - jest tu zaraz obok jeszcze jeden watek o karach, w ktorych
    masz przyklady i w tym watku tez masz przyklady - az do znudzenia.
    Wybacz, ale odsylam Cie do innych wpisow poprzednich i moich, i
    innych uczestnikow dyskusji, bo wlasciwie "wszystko" zostalo juz
    napisane/powiedziane.
    Ja moich dzieci karze juz nader rzadko, bo Ich przedzial wiekowy to
    18-25, wiec jak mnie czyms wkurza i uwazam, ze postapily
    niewlasciwie to najczesciej po prostu nie odpowiadam na emails
    (zadne juz nie mieszka w domu). Po pol dnia takiego traktowania
    najczesciej dzwonia i konflikt jest za nami. Gdyby ktores uczynilo
    cos drastycznego to moze i jeden telefon by nie wystarczyl, trudno
    powiedziec. Najmlodszego moge jeszcze zawsze odciac od pomocy
    finansowej ale to tez ostatecznosc - doprawdy trudno mi sobie
    wyobrazic co by musial zrobic zeby mnie (nas z Jego tata) do takich
    posuniec sprowokowac. Ja jestem w szczesliwej sytuacji, ze moge moje
    dzieci teraz glownie nagradzac za to, co robia lepiej niz dobrze. I
    to jest bardzo fajny moment w zyciu :)
  • insula.incognita 17.09.09, 00:22
    bi_scotti napisała:


    > Wybacz, ale odsylam Cie do innych wpisow poprzednich i moich, i
    > innych uczestnikow dyskusji, bo wlasciwie "wszystko" zostalo juz
    > napisane/powiedziane.

    Czytałam.

    > Ja moich dzieci karze juz nader rzadko, bo Ich przedzial wiekowy to
    > 18-25,

    Też czytałam.

    Po pol dnia takiego traktowania
    > najczesciej dzwonia i konflikt jest za nami. Gdyby ktores uczynilo
    > cos drastycznego to moze i jeden telefon by nie wystarczyl, trudno
    > powiedziec.

    I tu własnie, w tej wypowiedzi, cenię tę szczerość.



    Ja jestem w szczesliwej sytuacji, ze moge moje
    > dzieci teraz glownie nagradzac za to, co robia lepiej niz dobrze. I
    > to jest bardzo fajny moment w zyciu :)

    Gratuluję.
    Też tak mam , mimo że jedno i to "tylko" 13-letnie. Ale cieszy. Zachowaniem,
    postawą, mentalnością, ogólnie- osobowością.

    pozdrawiam
    m


    --
    Myślisz, że żartuję?
    Niepotrzebnie myślisz!
  • fogito 17.09.09, 09:16
    insula.incognita napisała:

    Tego samego uczę dziecko. Że SAM na
    > SIEBIE musi zapracować- czegokolwiek by to dotyczyło ( w bardzo
    szerokim sensie
    > ).
    > Nie będę więc, (i nie robię tego i nie robilam), biegać za ocenami
    w szkole, ni
    > e
    > będę po nim sprzątać i nie będę wyręczać w sprawach w ktorych sam
    zabagnił.
    > Aczkolwiek ZAWSZE pomogę, zapytanm , wyslucham, podpowiem, wesprę
    jeśli tego
    > kiedykolwiek bedzie potrzebował w jakiejkolwiek sytuacji.
    > Daję tylko sygnał, że w razie czego - zawsze jestem.
    > Ale na co dzień - bierz odpowiedzialność za swoje czyny i licz się
    z ich
    > konsekwencjami.


    Pod którymi się podpisuję. Oby więcej takich rozsądnych rodziców.


    >
    >
    >
    >
  • grace.4 16.09.09, 05:17
    zgadzam sie,ale dziecko musi w tym momencie sluchac.
  • grace.4 16.09.09, 05:19
    teraz jestem po przeczytaniu artykulu i wiele jest przeciw
  • praca3d 16.09.09, 10:35
    a artykuły piszą feministki, które nie wiedzą gdzie aktualnie jest ich
    dziecko :)
    najlepiej oddać do żłobka od 3 tygodnia życia i nie interesować
    kupować prezenty, udawać zaangażowanie kiedy jest chęć
    super
  • zonka77 16.09.09, 18:16
    Nie rozumiem dlaczego niektórzy z was traktują to jako coś co nie powinno się
    zdarzać. Oczywiście że dziecko może i musi popłakać, może i będzie się czuło
    nieszczęśliwe czasami. To jest nieuniknione. W ten sposób dziecko się uczy. Tak
    jak i dorosły.

    Oczywiście są dzieci które mają takie charaktery że wychowywanie ich nie wymaga
    wielu kar, nie są zbyt uparte, złośliwe, egoistyczne, buntownicze. Ale są dzieci
    które POTRZEBUJĄ dyscypliny. Oczywiście piszę to jako rodzic który chce wpoić
    dzieciom pewne zasady, nauczyć życia zgodnego z tym co wyznaję. Ale głównie moim
    celem jest nauczyć córkę jak panować nad swoim charakterem i wykorzystać swoje
    cechy dobrze.
    Widzę efekty tej mody na niekaranie i nieuwarunkowywanie dzieci. Żal mi tych
    dzieci. Wcale nie są szczęśliwe. Są często zagubione. Walczą z rodzicami którzy
    zbyt późno orientują się że popełnili błąd i nie potrafią być konsekwentni. Są
    słaby a dzieci nimi rządzą. I dzieci wcale nie są z tego powodu szczęśliwe.

    Powtarzam są różne dzieci i różni rodzice. Ale nie sądzę żeby było wiele dzieci
    na świecie które nie potrzebują kary na pewnym etapie rozwoju (zwłaszcza kiedy
    są na tyle duże żeby świadomie się przeciwstawić i świadomie wybrać
    nieposłuszeństwo ale jeszcze nie potrafią zrozumieć tłumaczenia idla nich liczy
    się TYLKO to czego one chcą)
    --
    "Jedyny sposób, by odkryć granice możliwości, to przekroczyć je i sięgnąć po
    niemożliwe"
  • sun_of_the_beach 16.09.09, 18:43
    Cały dowcip polega na tym, że w artykule nikt nie postuluje zakazania kar, tylko wskazuje, że kary są nieskuteczne, a więc - bez sensu. Szkoda, że większośc tu piszących nie zadała sobie trudu przeczytania....
    Co ciekawe od metod opartych na warunkowaniu odchodzi się nawet w szkoleniu psów, bo metody oparte na wzmacnianiu tylko pozytywnym oraz wykorzystujące naturalną ciekawośc i chęc zabawy zwierząt dają szybsze i trwalsze rezultaty.
    Kara nigdy nie likwiduje nieporządanego zachowania, tylko je tłumi. W momencie, kiedy mamy świadomośc, że nie zostaniemy ukarani za zabroniony czyn, częstotliwośc zachowania nawet wzrasta, bo brak kary staje się wzmocnieniem pozytywnym. Skuteczną eliminacją nieporządanych zachowań jest wygaszanie, czyli ignorowanie danego zachowania.
  • zonka77 16.09.09, 19:17
    No cóż, ja jednak wiem z autopsji że kary działają. Oczywiście że najlepiej
    byłoby gdyby dzieci były takie mądre i dojrzałe żeby zrozumieć wszystko dzięki
    rozmowie. Tyle że dzieci takie nie są.

    Jestem bardzo ciekawa jak mam pozytywnie zmotywować córkę której wyraźnie
    zabroniłam pożyczania pieniędzy a ona mimo to pożyczyła. Zrobiła to dwa razy. Za
    drugim razem nie dostała tygodniowego kieszonkowego i wie że jeśli się dowiem o
    następnej pożyczce znowu utnę jej kieszonkowe. Co mam ją po główce pogłaskać?
    Albo powiedzieć że jeśli nie będzie pożyczać to dostanie coś w nagrodę?
    Świadomie wybrała ryzykując utratę kieszonkowego. Okłamała mnie, była świadomie
    nieposłuszna. Wiedziała jakie mogą być konsekwencje i te konsekwencje nastąpiły.
    Było jej przykro oczywiście. Mnie też. Ale nie zamierzam jej za to chwalić ani
    nagradzać za to że nie robi czegoś złego. I nie rzucam słów na wiatr - miała
    określone zasady o których wiedziała i określone konsekwencje które poniosła.
    Miała swoją drugą szansę, rozmowę i wytłumaczenie. Ale ma tylko 8 lat i liczy
    się dla niej tu i teraz i jeszcze czasami nie potrafi zdobyć się na
    poskromienie aktualnej chęci mimo że chce czegoś co jest dla niej zle. Kiedy
    brak jej siły własnej woli pomaga jej świadomość przykrych konsekwencji jakie
    poniesie. I tak samo będzie przez całe życie i musi się tego nauczyć.
    --
    "Jedyny sposób, by odkryć granice możliwości, to przekroczyć je i sięgnąć po
    niemożliwe"
  • zonka77 16.09.09, 19:20
    dla wyjaśnienia: córka pożyczyła od kogoś wbrew naszemu zakazowi i dodatkowo nie
    oddała. Dowiedziałam się od dziecka domagającego się oddania pieniędzy.
    --
    "Jedyny sposób, by odkryć granice możliwości, to przekroczyć je i sięgnąć po
    niemożliwe"
  • sun_of_the_beach 16.09.09, 19:23
    Ale sama powiedz - córka potrzebuje kasy, więc pożycza. ty jej tniesz kieszonkowe, więc jeszcze bardziej będzie potrzebowac i nie będzie miała z czego oddac - ma to sens? Skończy jako galerianka...
  • verdana 16.09.09, 19:54
    Czyli - niech pozycza i nie oddaje, bo potrzebuje pieniedzy? Albo -
    skoro była nieuczciwa rodzice powinni dac jej więcej pieniedzy,
    niech wie, ze nieuczciwość połaca.
    I wtedy skonczy jako moralna, zdyscyplinowana kobieta.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • zonka77 17.09.09, 08:35
    więc miałabym jej dawać więcej pieniędzy żeby nie pożyczała?? Ojej - kiepska
    metoda. Zresztą jej pieniędzy nie brakuje, co tydzień dostaje 10 zł
    kieszonkowego i większość sobie składa i raz na jakiś czas kupuje coś fajnego.
    Nie może tych pieniędzy wydawać na niektóre rzeczy - pożyczyła bo wiedziała że
    nie pozwolę jej czegoś kupić. Złamała podwójnie moje zakazy. Oddała pieniądze ze
    swoich uzbieranych (nie chodziło oczywiście o żadną dużą kwotę - kilka zł) i nie
    dostała jednej tygodniówki. Nie pożyczyła więcej kasy bez mojej wiedzy i na coś
    czego jej kupować nie wolno. Myślę że dosyć dobrze zrozumiała w czym rzecz.

    Podam przyklad w tym temacie: mój brat jako bardzo młody facet miał tendencję do
    pożyczania kasy i niezbyt uczciwego jej zdobywania. Popadał w spore długi które
    moi rodzice wciąż spłacali. Pewnego dnia tata powiedział: synu nie dostaniesz
    ani grosza więcej. Mój brat przeszedł ciężkie chwile. Otarł się niemal o
    więzienie. Było mu z pewnością bardzo źle ale to doświadczenie sprawiło że
    zrozumiał że musi się opanować. Od tego czasu w ciągu kilku lat oddał wszystkie
    długi, założył firmę, nauczył się uczciwości i wyszedł na prostą i wiedzie mu
    się świetnie. Do dziś mówi że boi się nie zapłacić nawet rach za tel a o
    pożyczaniu nie ma mowy. Dawanie więcej kasy i spłacanie za dziecko długów,
    choćby małych to wielka głupota.


    --
    "Jedyny sposób, by odkryć granice możliwości, to przekroczyć je i sięgnąć po
    niemożliwe"
  • zonka77 17.09.09, 08:36

    --
    "Jedyny sposób, by odkryć granice możliwości, to przekroczyć je i sięgnąć po
    niemożliwe"
  • verdana 16.09.09, 19:59
    Nie, wrecz przeciwnie - kary bywają niezwykle skuteczne. Wystarczy
    zlac dziecko bezstalsko i zazwyczaj robi, co rodzice zechca. W tym
    wypadku nieskuteczność kar nie ma nic do rzeczy. Chodzi o to, aby
    kary były dostosowane do sytuacji, nie msciwe, nie okrutne - i
    pomagaly, a nie szkodziły.
    Kary bywaja skuteczne i dlatego także naduzywane lub zbyt okrutne
    powinny zostac wyeliminowane.
    Ale kar wyeliminowac sie nie da, chyba, ze nawiedzeni rodzice
    stosuja "mądra dyscyplinę" nie nazywając jej karami, aby czuć się
    moralnie wyzszymi od pozostałych.
    Wygaszanie wybiegania pod samochod może trwać nieco zbyt dlugo, może
    sie zdarzyć, ze wygaszać juz nie będzie czego.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • fogito 16.09.09, 20:40
    verdana napisała:

    >.
    > Ale kar wyeliminowac sie nie da, chyba, ze nawiedzeni rodzice
    > stosuja "mądra dyscyplinę" nie nazywając jej karami, aby czuć się
    > moralnie wyzszymi od pozostałych.

    Ja jestem nawiedzona i stosuje mądre modelowanie. Wyższa moralne się
    nie czuję. Po prostu jest mi żal dzieci.

    > Wygaszanie wybiegania pod samochod może trwać nieco zbyt dlugo,
    może
    > sie zdarzyć, ze wygaszać juz nie będzie czego.


    Mój nigdy nue wybiegał, bo od najmłodszego był uczony o zagrożeniach
    na ulicy.
    Dzieci sa mądrzejsze niż się ludziom powszechnie wydaje. Trzeba im
    po prostu dac szansę ;)
  • bi_scotti 16.09.09, 21:04
    Jak zwal, tak zwal - wszyscy rodzice stosuja kary i nagrody. Mozna
    to nazwac modelowaniem/konsekwencja/rozmowa/poleceniem/wlasnym
    przykladem nawet tajnym zakleciem (puf! Abrakadabra!) - przyczyna i
    skutek sa te same - nieletni dostaje wiadomosc, co wolno a czego
    nie, i ma sie dostosowac.
    Plazowe Slonce wciaz nie ujawnilo ilosci i wieku posiadanych dzieci -
    szkoda. Latwiej sie dyskutuje gdy sie zna choc czesciowo
    doswiadczenia adwersarza.
    Brak mi tez odpowiedzi na pytanie o nagrody. Skoro kary sa "be"
    (choc przeciez nie sa, bo choc roznie zwane ale w kazdym domu wciaz
    sa ;) ), to co z nagrodami? Tez "be"? Logicznie rzecz biorac, sa
    drugim koncem tego samego kija, wiec jesli kij jest do wyrzucenia to
    i nagradzac nie wolno. Coz za tragiczne dziecinstwo moga miec
    niektore dzieci tu juz wyzej z taka pasja opisywane!
    ;)
  • fogito 16.09.09, 21:27
    bi_scotti napisała:

    > Jak zwal, tak zwal - wszyscy rodzice stosuja kary i nagrody.

    Ja nie stosuje, bo się brzydzę w/w metodami.

    Coz za tragiczne dziecinstwo moga miec
    > niektore dzieci tu juz wyzej z taka pasja opisywane!
    > ;)

    Mój syn ma bardzo szczęśliwe dzieciństwo i wiele razy mu
    zazdroszczę, bo moje takie nie było.
  • bi_scotti 16.09.09, 21:52
    fogito napisała:
    >
    > > Jak zwal, tak zwal - wszyscy rodzice stosuja kary i nagrody.
    >
    > Ja nie stosuje, bo się brzydzę w/w metodami.

    To sie nazywa "isc w zaparte" a na to naprawde nie ma lekarstwa.
    Ale tez i zapewne jest to zamkniecie dyskusji, bo przy pewnym
    poziomie nieprzemakalnosci ciagniecie tego gluta nie ma juz wiecej
    sensu. Jak by rzekli Rzymianie: tu zatrzymuje sie woda.
  • fogito 17.09.09, 06:32
    bi_scotti napisała:

    >> To sie nazywa "isc w zaparte" a na to naprawde nie ma lekarstwa.

    :) Kiedyś scher próbował mi udowodnić, że bije syna choć ja tego nie
    robię. Będę wdzięczna, jak ktoś przestanie mi udowadniać, że go
    karzę, choć kara nie ma u nas miejsca.

    > Ale tez i zapewne jest to zamkniecie dyskusji,

    Nareszcie. Może po prostu trzeba przyjąc do wiadomości, że takie
    rzeczy jak wychowanie bez kar zdarzaja się w przyrodzie ;)
  • iwonka_h 20.09.09, 20:27
    fogito napisała:

    > bi_scotti napisała:
    >
    > > Jak zwal, tak zwal - wszyscy rodzice stosuja kary i nagrody.
    >
    > Ja nie stosuje, bo się brzydzę w/w metodami.
    >

    a co złego jest w nagrodach???? kolejna fantastyczna koncepcja
    wychowawcza
    dodam że nie myślę o nagrodach materialnych, ani o przekupywaniu
    dzieci
    no ale o czym my mówimy skoro wsadzenie dziecka do kojca jest karą
    porównywalną z więzieniem w guantanamo

    > Mój syn ma bardzo szczęśliwe dzieciństwo i wiele razy mu
    > zazdroszczę, bo moje takie nie było.


    Dodaj, ze twoim zdaniem ma szczęśliwe dzieciństwo. Akurat według
    psychologów dzęcięcych dzieci żyjące w świecie, w kórym nie wyznacza
    im się granic/reguł podobnie jak te których postępy/dokonania nie są
    nalezycie nagradzane są często bardzo neiszczęśliwe
  • zonka77 17.09.09, 08:42
    nie ukarałabym za wybieganie na ulicę nieświadome czyli dlatego że dziecko coś
    zobaczyło albo było bardzo rozbawione i zrobiło to bezmyślnie. W takim przypadku
    mówiłam, tłumaczyłam pokazywałam filmiki z wypadków i crash testów jak była
    starsza, opowiadałam co jej się może stać (oczywiście w granicach rozsądku bez
    jakiś krwawych scen)tłumaczyłam że może nawet umrzeć i że może bardzo bardzo
    boleć jeśli potrąci ją samochód itp.

    Ukarałabym za to tylko wtedy jeśli dziecko wbrew mojemu wyraźnemu zakazowi
    celowo weszło na jezdnię po to żeby się sprzeciwić i postawić na swoim (tak się
    nigdy nie zdarzyło u nasz na szczęście)


    --
    "Jedyny sposób, by odkryć granice możliwości, to przekroczyć je i sięgnąć po
    niemożliwe"
  • ewcikm 17.09.09, 14:43
    Bardzo mnie zainteresował artykuł i chyba całość będzie w rodzaju:
    www.edziecko.pl/przedszkolak/1,79345,3883121.html
    Przeczytałam z uwagą, bo bardzo zainteresowała mnie pierwsza część
    artykułu i nie chciałąm czekać miesiąc na ciąg dalszy, więc go
    znalazłam.;) Ciekawa jestem, jakie zmiany będą w tegorocznej edycji.
    Na razie odniosę się do tego, co przeczytałam.

    Zgadzam się, żeby dziecko ponosiło konsekwencje swoich czynów, ale
    za wyłączeniem sytuacji zagrażających życiu i zdrowiu. Czy nazywamy
    coś naturalną konsekwencją, czy karą, która też jest konsekwencją -
    to tylko kwestia słownictwa, bo zauważyłam, że dużo sporów na forum
    dotyczących słownictwa. Jak ją zwał tak ją zwał, ale zgadzam się z
    tym, żeby kara właśnie była konsekwencją czynu dziecka.

    Mam problem z niektórymi konsekwencjami dla dziecka (znalazłam w
    artykule): www.edziecko.pl/przedszkolak/1,79345,2210710.html

    "Jeśli natomiast bałagani nastolatek, to uważam, że to jego sprawa.
    Skoro chce mieć bałagan... no, to ma. A jeżeli to przeszkadza
    rodzicom, to zazwyczaj radzę, żeby po prostu do jego pokoju nie
    wchodzili."

    "Jeśli chodzi o starsze dzieci, trzeba sobie też jasno powiedzieć,
    czy nie jest przypadkiem tak, że to my chcemy, by dziecko miało
    piątki, a ono woli mniej się uczyć i mieć trójki? "
    "Kiedy natomiast godzimy się z tym, że dziecko zmoczy nogi, bo nie
    chciało włożyć kaloszy, to może dostanie kataru? Jeśli będzie się
    uczyło na trójki, to pójdzie do słabszego liceum, a czy później
    nadgoni? Przeżywamy więc rozmaite obawy, a czasami sami ponosimy
    konsekwencje (bo jak się maluch rozchoruje, to przecież my go
    będziemy leczyć)."

    Zastanwiam się nad hierarchią wartości moją i dziecka, bo przez
    wychowanie przekazuję mu swoją hierarchię wartosci. Oczywiście
    najlepiej własnym przykładem i to jest podstawą, ale też wydaje mi
    się, ze czasem dobre będą jakieś konsekwencje - kary dla dziecka za
    np. nieposprzątanie. Tylko dobrze, żeby wynikały z czynów, były
    jasne zasady tychże konsekwencji i żebyśmy my rodzice je
    konsekwentnie stosowali, co dla mnie nie jest takie łatwe...

  • pam_71 17.09.09, 15:16
    A moja uwagę przykuł poniższy fragment :

    Jeśli chodzi o starsze dzieci, trzeba sobie też jasno powiedzieć, czy nie
    jest przypadkiem tak, że to my chcemy, by dziecko miało piątki, a ono woli mniej
    się uczyć i mieć trójki? Ale czy dzieci muszą być takie jak my? I koniecznie
    realizować nasz scenariusz?


    Ja przestałam realizować "scenariusz" rodziców w momencie pójścia na studia ...
    uwolniona spod skrzydeł nadopiekuńczej Mamy ;-) wreszcie mogłam robić to co
    chciałam i jak chciałam ;-p Możliwości miałam większe ... cóż kiedy się nie
    chciało ... ech
    Dwa lata temu zapisałam się na studia podyplomowe. Na to co lubię ;-) Po 12
    latach od ukończenia studiów ... no i mimo, że chciało mi się jak nie wiem co
    ... już nie było tak jak dawniej ;-( nie ten poziom abstrakcji .. i teraz żal
    tamtych młodych lat, gdy umysł chłonny był, a mi się nie chciało. Konsekwencją
    jest gorzej płatna praca.
    I powiem szczerze ... nie wiem czy w sytuacji gdy wyjdzie z moich dzieci "leń"
    będę w stanie im odpuścić ... konsekwencje mogą być zbyt daleko idące (patrz
    Biedronka ;-))
    Dobrze, że jak na razie się im chce (wczesna podstawówka).
    Pozdr
  • yazonisyn 17.09.09, 15:28

    Gdyby było tak jak chcę przeciwnicy "klapsa" to dzisiaj ludzkość by
    już nie istniała. Kary cielesne i nie mówię tu o zwykłym klapsie
    były stosowane od dawien i dzieci jakoś żyły, dorastały i stawały
    się normalnymi ludźmi. Teraz od kiedy coraz więcej psychologów
    wypowiada się że "klaps" jest zły itp. coraz więcej dzieci zachowuje
    się coraz bardziej źle. Kiedyś nigdy dziecko nie wchodziło do szkoły
    i nie strzelało do kolegów, nie zakładano kosza na śmieci na głowę
    nauczyciela itp.
    Zabraniajcie dalej "klapsa" ciekawe czy za 100 lat nadal będzie
    istaniała ludzkość, a może staniemy się gatunkiem zagrożonym
  • verdana 17.09.09, 16:01
    Bzdura.
    Jako,ze czytam teraz prase z okresu miedzywojennego zaręczam Ci, ze
    wsadzenie kosza na głowę nauczycielowi to pryszcz. Jakos ostatnio
    nie mielismy wypadku rozstrzelania komisji maturalnej przez dwóch
    maturzystów, a przypadki zamordowania nauczyciela jakoś nie
    ozdabiaja pierwszych stron gazet. A takich bylo sporo.
    Nie mowiąc o takich wypadkach, jak otworzenie wszystkich kurkow z
    woda w pewnym renomowanym internacie, zatkanie ubraniami szpar i
    wyjazd uczniow na wakacjie - budynek się zawalił.
    Rozwalanie klas (wylewanie atramentu na sciany i przewracanie lawek)
    było rozrywka na tyle popularna, ze nie trafialo na łamy gazet.
    Teraz mamy w szkolach idyllę. Pewnie - w czasie ustroju
    totalitarnego dyscyplina w szkolach jest większa, wszedzie jest.
    Chcesz powrotu PRL?
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • fogito 17.09.09, 19:40
    yazonisyn napisał:

    > Kary cielesne i nie mówię tu o zwykłym klapsie
    > były stosowane od dawien i dzieci jakoś żyły, dorastały i stawały
    > się normalnymi ludźmi.

    Zważywszy na liczbę wojen w przeszłości śmiem twierdzić, że dzieci
    się jednak wtedy normalnymi ludźmi nie stawały. Jak przemoc jest na
    porządku dziennym to na opłakane efekty długo nie trzeba czekać.

  • pam_71 18.09.09, 09:12
    W dzisiejszych czasach ludzie wreszcie zrozumieli, że dziecko to też CZŁOWIEK i
    że ma swoje prawa.
  • ewcikm 18.09.09, 10:35
    Też myślałam o poniższym fragmencie:
    Jeśli chodzi o starsze dzieci, trzeba sobie też jasno powiedzieć,
    czy nie
    jest przypadkiem tak, że to my chcemy, by dziecko miało piątki, a
    ono woli mniej
    się uczyć i mieć trójki? Ale czy dzieci muszą być takie jak my? I
    koniecznie
    realizować nasz scenariusz?

    I pewnie zdrowy rozsądek by się przydał.;) I dziecko musi być
    zdecydowanie starsze. Ale nawet młodsze nie musi mieć piątek od góry
    do dołu, ale na pały też bym nie pozwoliła.Wydaje mi się, że to czy
    i ile dziecko się uczy, szczególnie przy młodszych rodzice powinni
    dopilnować. Z pewnością nie ma sensu wysyłać na studia, które są
    marzeniem mamusi, bo to się zemści. Ja na szczęście miałam wybór.:)
  • fogito 18.09.09, 20:04
    zaczynam się z Tobą zgadzać ;)

    pam_71 napisała:

    > W dzisiejszych czasach ludzie wreszcie zrozumieli, że dziecko to
    też CZŁOWIEK i
    > że ma swoje prawa.

    Dokładnie. Do końca XIX wieku mniej więcej uważano, że dziecko nie
    czuje tak jak człowiek dorosły i dlatego odczuciami fizycznymi i
    psychicznymi dzieci się kompletnie nie przejmowano. Drastyczne
    przypadki to operacje noworodków na otwartym sercu, bo przecież
    dziecko nie czuje bólu :O Poza tym śmiertelność wśród dzieci była
    tak wielka, że raczej się do nich nie przywiązytwano dopóki nie
    skończyły kilku lat. A o prawach dziecka to w przeszłości nie ma co
    wspominać, bo dzieci nie miały żadnych praw jako osobniki drugiej
    kategorii. Podobnie zresztą jak kobiety przez szereg lat...
  • chlumy 25.09.09, 23:43
    >Drastyczne
    > przypadki to operacje noworodków na otwartym sercu, bo przecież
    > dziecko nie czuje bólu
    Obecnie też przeprowadza się operacje noworodków na otwartym sercu,
    czemu miał służyć ten przyklad???
  • fogito 28.09.09, 18:08
    chlumy napisała:

    > >Drastyczne
    > > przypadki to operacje noworodków na otwartym sercu, bo przecież
    > > dziecko nie czuje bólu
    > Obecnie też przeprowadza się operacje noworodków na otwartym
    sercu,
    > czemu miał służyć ten przyklad???

    Zapomniałam dopisać, że bez znieczulenia, jako że kiedyś uważano iż
    małe dzieci bólu nie odczuwają.
  • iwonka_h 20.09.09, 20:36
    oby tylko wszyscy a przynajmniej zdecydowana większość to zrozumiała.
    Mnie bardzo podoba się akcja "Kocham nie biję". (tych haseł jest tam
    więcej) Mam tylko nadzieję że ta wiedza dotrze do tych którzy jej
    najbardziej potrzebują. Niestety przyzwolenie na traktowanie dzieci
    przedmiotowo jest jednak bardzo duże. Drugim ekstremum są ludzi
    kórzy wierzą ze dzieci mozna wychować "bezstresowo" niczego im nie
    narzucając, nie karząc za złe postępwoanie i nie mówię tu o karach
    typu "lanie w tyłek". Ktoś tu twierdził że odłozenie histeryzujacego
    dziecka na 2-3 minuty do kojca jest przykładem strasznej i okrutnej
    kary.
  • lisdene 20.09.09, 21:58
    Jak w temacie. Każdy z nas wie najlepiej jak postępować ;).......
  • chlumy 29.09.09, 21:46
    przeczytałam całość...też jestem przeciwna karaniu dzieci, tylko
    muszę się tego nauczyć. Naturalne konsekwencje...hmmm...uważam że to
    nie kara. Kara jako taka została dość dokładnie zdefiniowana w
    cytowanym artykule. W związku z powyższym czy mozna dowiedzieć się
    jak wygląda to w praktyce np. u fogito czy u Plażowe Słonce(?)
    (fonetycznie to skojarzyło mi się z skur...nem) ;)
  • chlumy 29.09.09, 22:05
    Jeszcze wtrącę swoje 3 grosze odnośnie postów verdany w sprawie
    lodówki/wydzialania jedzenia/słodyczy. Moim zdaniem ta chęc
    objadania to może być problem emocjonalny- (trzeba by poszukać
    przyczyny), ewentualnie jeśli dobrze pamiętam są to dzieci
    nastoletnie-więc jeśli to nie emocje to wszystko w normie-mój brat w
    wieku nastukilku lat zaraz po obfitym obiedzie otwierał lodówkę i
    wyjadał z niej zawartość. Poradzić można tyle, że w lodówce powinny
    być rzeczy, które nie będą powodować otyłości-czyli warzywka:)
    Generalnie zmienic nawyki zywieniowe. Jem po to żeby żyć, a nie żyję
    po to, zeby jeść. Wydzielanie jedzenia to nie najlepszy pomysł.
  • verdana 29.09.09, 22:11
    Chodzilo nie o nastolatki, ale o male dzieci. I o to, ze rodzice
    powinni miec kontrole nad tym co dzieci jedza i ile, a nie pozwalac
    im jeśc co chcą i kiedy chcą.
    Nie jest najlepszym pomyslem tak ksztaltować nawyki zywieniowe
    malego dziecka, aby moglo jeść to, czego sobie zazyczy o dowolnej
    porze. Na przyklad kilogram sliwek - zdrowe i nietuczace.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • chlumy 29.09.09, 22:41
    Ja pozwalam dziecku jesć to na co ma ochotę (ma prawie 3 lata). Tzn
    to co jest w lodówce oczywiście. jedne rzeczy lubi bardziej, inne
    mniej. Lubi placuszki z jabłkiem na slodko-więc przez 2 tyg jej
    smażyłam bo tylko to chciała na obiad (nic innego wtedy nie tknęła).
    Po tym czasie jej się to znudziło i teraz bardziej woli np. mięsko,
    warzywa, owoce. Dzieci instynktownie wiedzą czego potrzebuje ich
    organizm. Nie sądzę, zeby małe dziecko (kilku letnie) zjadło kilo
    śliwek, chybaże głodne, chociaż moja raz w wieku ok.1,5 roku zjadła
    z pięć mandarynek i nic jej nie bylo. Bardzo, ale to bardzo lubi
    dżemy-raz chciała jeść sam dżem ze sloiczka -pozwolilam, aż dostała
    odruchu wymiotnego i przestała. Teraz prosi dżem tylko na chlebek i
    to nie codzień. Musze dodać, ze była niejadkiem okropnym, więc
    wolalam, żeby jadła to co lubi niż wcale.Teraz to smakosz
    jedzenia:) Zdrowego jedzenia.
  • untur 29.10.09, 14:25
    "Jego energia skupia się na tym, jak oszukać, zataić, zrobić tak, by mama nie
    widziała, a tata się nie dowiedział." Modre słowa to wszystko odbija się
    później w wieku dojrzewania... Brak zrozumienia
  • maciej.z 29.10.09, 15:05
    Gratuluję superbełkotliwego artykułu ;-). Idea wychowania dzieci bez stresu i przemocy już dawno zbankrutowała, a "eksperci" dalej swoje. Tezy postawione w artykule są szczytem hipokryzji. Z jednej strony uznajemy dzieci za niepełnowartościowych członków społeczeństwa, ubezwłasnowolniamy je, przekazując całą władzę w ręce rodziców. Z drugiej strony bronimy ich godności, która jest nieodwracalnie niszczona przez kary fizyczne. A to, że dziecko nie może nic zrobić bez pozwolenia mamy lub taty to nie jest poniżej jego godności???
    Czy nie uważamy, że najgorszą rzeczą dla człowieka jest pozbawienie go tak "reklamowanej" wolności? Przecież dzieci z definicji są jej pozbawione. Tak niestety uznajemy dzieci za "gorsze", uczymy je zasad i reguł by stały się "lepsze" (czyli takie jak my).

    Czy chcemy do dzieci, które uznajemy za niedostatecznie rozwinięte do podejmowania samodzielnych decyzji, dotrzeć za pomocą racjonalnej argumentacji? Czy może jedynym godnym sposobem wychowywania dzieci jest ciągła manipulacja, tak aby "same" podejmowały wybrane przez nas decyzje.

    Niestety na pewnym etapie rozwoju kary fizyczne są całkiem skutecznym środkiem komunikacji z dzieckiem, stając się wyznacznikiem granicy dopuszczalnych zachowań.

    Ważne jest tylko by nie wymierzać ich w nadmiernych emocjach, by stanowiły one karę a nie zemstę, by były jednoznacznym komunikatem (nie rozumiem idei bicia po którym następują przeprosiny skruszonego rodzica).
  • ziemiagn 29.10.09, 15:49
    jestem bardzo ciekawa 2 części artykułu o wychowywaniu poprzez
    wpajanie wartości. Mimo zapowiedzi, że ukaże się miesiąc po części
    pierwszej, nadal go nie ma ... :( A miesiąc juz upłynął
  • idrin 29.10.09, 16:00
    Cytat:
    "Przerywa zachowanie, które nam się nie podoba. Klaps czy krzyk powoduje, że dziecko natychmiast przestaje robić to, co robi. To często nasza impulsywna, bezrefleksyjna reakcja na jakąś sytuację. Nie dajemy sobie czasu na zastanowienie się, jakie rozwiązanie mogłoby być lepsze."
    Pani Justynie Dąbrowskiej, fantastycznej teoretyczce, proponuję "dać sobie czas na zastanowienie się, jakie rozwiązanie mogłoby być lepsze" w momencie, w którym jej dziecko, nawet nie ze złośliwości, tylko ze zwykłej ciekawości, pcha rękę w ogień albo zaczyna dłubać przy kontakcie elektrycznym. To się dzieje szybko, dziecko nie musi być jakimś żywym srebrem, więc i reagować należy szybko! Wtedy fakt, że dziecko przestaje robić to, co robi, jest zaletą!
    Nie każdy krzyk, klaps czy odepchnięcie jest "karą". Pani wybaczy.
  • morekac 29.10.09, 20:15
    To ty smażysz małe dzieci na ogniu? Może jeszcze trzymasz gwoździe przy
    kontakcie - dobrze wchodzą w dziurki i dobrze przewodzą prąd.
    Strasznie mnie irytują takie argumenty. Jeśli masz czas dać dzieciakowi klapsa,
    masz również czas złapać je i odstawić z niebezpiecznego miejsca. Twoim
    następnym krokiem powinno być zabezpieczenie kontaktów i kuchni.
    --
    "Po przerwie mróz nie zelżał, a wręcz przeciwnie, wiatr nie osłabł"
  • esteczka 29.10.09, 22:46
    "Uderzone dziecko myśli o bólu, wstydzie, czasem wściekłości. Nie jest skłonne
    do refleksji. Nie wyciąga nauki"

    Co za bzdura. Klaps a nawet niezłe lanie od razu uruchamiało moje komórki
    mózgowe. Nauka była dość prosta i szybka.. ale może tylko u mnie.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.