Dodaj do ulubionych

Mały płacze gdy idę do pracy-zrezygnować z pracy??

IP: *.polfa-pabianice.com 07.10.10, 06:34
Synek ma dwa lata. Po wykorzystaniu macierzyńskiego poszłam do pracy. Synkiem rano zajmuje sie mąż - robi wszystko przewija, ubiera, karmi itp, potem przychądzą teście (mama moja nie żyje). Wszystko było OK, ale od dwóch dni rano gdy synek się budzi (budzi sie też w nocy na picie 1-2 razy) i zobaczy że mnie nie ma to po prostu WYJE. Ale to nie jest zwykły płacz, tak płacze,że aż w uszach świdruje:( - słyszałam przez telefon. Mąż ma teraz "sezon" w pracy, wiec przez to, że synek sie budzi na picie i niekiedy pomarudzi - mąż śpi w drugim pokoju, a ja z małym w sypialce. Co robić, czy powinniśmy jednak spac razem, żeby synek widział tez tatę? Dlaczego tak się dzieje, skoro do tej pory było OK, jak mąż powiedział że mama poszła do pracy, to się uspokajał po kilku chwilach i spał dalej. Pracuje od 6-14, codziennie. Poprosiłam o mozliwość przychodzenia wcześniej o godzinę do pracy, żeby być dłużej z dzieckiem.
Mąż jest zdenerwowany tą sytuacją i mówi,że jak to się nie zmieni mam iść na wychowawczy, albo odejść z pracy - bo któregoś dnia nie wytrzyma psychicznie. A ja nie chcę rezygnować! Zresztą u nas w pracy "nie praktukuje" się urlopów wychowawczych i wiem, ze moze nie bede miała do czego wracac po roku urlopu wychowawczego. Lubie swoją pracę - można nawet powiedzieć że to moja pasja. Czy jestem egoistką, albo wyrodną matką? Co robić? Czy ktoś przez to przechodził?? proszę o sugestie
Edytor zaawansowany
  • gavagai1 07.10.10, 07:34
    Dobrze zrozumiałam; Ty masz zrezygnować z pracy, dlatego, że Twój Mąż jest zdenerwowany sytuacją, w której sam uczestniczy?
    Minęły dopiero dwa dni, synek ma prawo być smutny, tęsknic. Dwulatek to już duży chłopiec, a jego Tata jest na równi rodzicem jak Ty, musi wypracować własne metody komunikacji z synkiem, wytłumaczyć mu sytuację i zając zabawą.
    Ty chodzisz do pracy po wykorzystaniu macierzyńskiego, Twoja praca to pasja; mąż nie radzi sobie z płaczem dziecka. To chyba musi zacząć sobie radzić.
    Nie chciałabym rezygnować z pracy i pasji, bo ktoś sobie nie radzi i jest zdenerwowany...
    I co to znaczy "nie wytrzyma psychicznie"???

    --
    [URL=http://alterna-tickers.com][IMG]http://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/i/iftzjudbk.png[/IMG][/URL]
  • Gość: asienka95 IP: 91.198.179.* 07.10.10, 11:07
    Nie jesteś wyrodną matką!!!
    Masz prawo do pracy, szczególnie, że jest ona Twoją pasją.
    Mąż musi nad sobą popracować i nad swoją relacją z dzieckiem.
    To dopiero dwa dni...Dziecko ma prawo płakać.
    3maj się!
  • monia76 07.10.10, 14:27
    niech mąż pomyśli jak może zająć tęskniące dziecko, a nie zwala problem na Ciebie. powiedz mu, że ty również jesteś zdenerwowana sytuacją i nie wytrzymujesz psychicznie i że on ma się zająć dzieckiem jak ojciec.
    a tak serio, chyba w życiu każdego rodzica przychodzi taki moment i nic się na to nie poradzi. dzieku jest ciężko, matce jest ciężko, ale wszyscy muszą przez to przejść. daj synkowi prawo do tęsknoty, a mężowi podpowiedz co może zrobić, kiedy synek tak rozpacza. mąż się denerwuje, bo czuje się bezradny i otrącony, ale jeśli podrzucisz mu konkretne pomysły na odwrócenie uwagi synka może poczuje się pewniej i łatwiej będzie radzić sobie w całej sytuacji. paradoksalnie, dla taty jest to doskonały moment na nawiązanie bliższej relacji z synem.
  • Gość: milba IP: *.polfa-pabianice.com 13.10.10, 19:50
    Dziekuje za wszystkie porady.
    Moze jeszcze sprecyzuje, synek jest "trudnym" dzieckiem, przy porodzie miał małe niedotlenienie, neurolog stwierdzila, ze jest troche nadpobudliwy i mozemy miec z nim w przyszlosci problemy wychowawcze, problemy w szkole itp. Jakis czas byl rehabilitowany. Faktycznie jest strasznym nerwusem i wymuszaczem, pracujemy nad tym, najgorzej radzi sobie maz. Szczerze przyznam, ze maz nie jest zbyt wylewny:) , jak wiekszosc facetow, nie ma takiego podejscia do dziecka - ja potrafie go calego (prawie) wycalowac, pogilgotac itp, wyglupiamy sie na podlodze, ganiamy po mieszkaniu - mezowi to nie wychodzi, chociaz widze ze sie stara. Naprawde robi wiecej niz przecietny facet - przewija malego , zrobi kaszke na sniadanie, lub kanapki, wykapie - to duzo, bo mamy znajomego ktory nawet pieluchy w zyciu nie zmienil, bo "mu niedobrze" jak widzi kupe!
    Ja w tym tygodniu zamienilam sie z kolezanka na zmiane i jestem po poludniu w pracy - rano jest OK maly jak sie budzi widzi mame, Jestesmy razem do 13-tej potem przychodzi dziadek na 2 godziny a o 15-tej maz zmienia dziadka i bylo ok, dzis znow maly zrobil afere przy kapaniu, tzn po kapaniu, nie chcial zalozyc pieluchy, maz sie zdenerwowal po pol godzinie przekomarzania i ubral go na sile. Maly wyje od godziny - slyszalam w telefonie no i znowu mam dola. Co tu robic? Jak naprawic relacje ojciec-syn, zeby bylo wszystkim dobrze. Moze maz zbyt malo czasu spedza z dzieckiem? Ale przeciez pracowac trzeba...
  • joa66 13.10.10, 21:01
    A może wchodzi w słynny okres buntu dwulatka?
  • jaad33 13.10.10, 23:09
    >mezowi to nie wychodzi, chociaz widze ze sie stara. Nap
    > rawde robi wiecej niz przecietny facet - przewija malego , zrobi kaszke na snia
    > danie, lub kanapki, wykapie - to duzo, bo mamy znajomego ktory nawet pieluchy w
    > zyciu nie zmienil, bo "mu niedobrze" jak widzi kupe!

    No to za mało się kurna stara! Co to znaczy, że nerwy mu puszczą??? I co wtedy zrobi? Pzewinie, kaszkę zrobi, wykąpie? Niechże nawet pierze i prasuje. Ale czy zabawia, przytuli, poprzewraca, załaskocze, pokaże, ponosi, wytłumaczy, potańczy, powygłupia się, posłucha razem muzyki, poczytak książeczkę, ect, ect. Rozumiem, że nie. No to ma problem z ojcostwem.
    Co to znaczy, że nie jest wylewny?
    Większość facetów? To ja w jakimś getcie żyję chyba, bo ZDECYDOWANA większośc moich znajomych- ojców radzi sobie znacznie lepiej.
    Może on to traktuje jako wymówkę?
    Może dla niego zrobienie głupiej miny do dziecka to obciach?
    Może ty sama go za bardzo usprawiedliwiasz na sasadzie "mogłam gorzej trafić"?

    Nie.

    To on ma problem z ojcostwem, i to on musi sobie z tym poradzić. Nie ma że boli, tato ma obowiązki nie tylko sprowadzające się do obsługi technicznej, ale również do rozwijania więzi emocjonalych z dzieckiem. Nie jestem guru, sam jestem ojcem, który w ciężkich bojach zdobywa pomału doświadczenie, ale ... sory... jak ktoś nie dorósł w porę do ojcostwa, to takie są potem efekty. Tłumaczenie że on "nie ma podejścia do dziecka" jest ... wybacz... śmieszne, i możesz mu wydrukować ten wpis do przeczytania. Chłopie, dorośnij, zacznij akceptować fakt, że jesteś odpowiedzialny za coś więcej niż ugotowanie kaszki czy wyprasowanie pieluchy. Masz dziecko. Przełam się trochę, wyluzuj, powygłupiaj się, nikt nie patrzy, nikt się z ciebie nie śmieje, co najwyżej będzie zciebie dumny. To naprawdę nie boli a działa fenomenalnie, na pewno nie pożałujesz. Polecam z autopsji.





    --
    "Nie warto uciekać przed nieuniknionym, gdyż wcześniej czy później trafia się w miejsce, gdzie nieuniknione właśnie przybyło i czeka."
  • Gość: ancymon123 IP: 192.109.140.* 14.10.10, 14:19
    No ale co ona ma zrobic, skoro juz ma takiego męża? Moze sie rozwieśc, czy wtedy dziecku bedzie lepiej? A facet jak do tej pory nie doróśl to pewnie nie dorośnie lub może zbuduje relacje z synem jak ten bedzie nastolatkiem.
    Nie przejmuj sie tym, że dziecko płacze. Czasem musi. Mój tez czasem nie chce wyjśc z wanny czy nie chce pieluchy i jest ubrany na siłe. Z tym , że szybko mu przechodzi. Wieczorem niektóre dzieci sa marudne, rano zreszta tez, to taka pora "niefajna".
    A może dziadek mógłby zostac do wieczora i razem z męzem wykapac małego, może wspólnie lepiej sobie poradzą.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka