Dodaj do ulubionych

jestem pod ścianą, proszę o radę

24.10.10, 14:29
jestem mamą czteroletniej dziewczynki
Córka chodzi do przedszkola, gdzie jest uważana za spokojne i dobrze wychowane dziecko. Współpracuje i lubi przedszkole.

W domu, jak to dziecko, jest różna :) Staramy się z nią rozmawiać na bieżąco i tłumaczyć rzecz, które są problematyczne, raczej do tej pory unikaliśmy kar, stawialiśmy na nagrody. Ale to się nie sprawdziło.
Córka jest dzieckiem o silnym charakterze i wielkiej chęci postawienia na swoim. Od kilku miesięcy życie z nią jest nieustanną walką. miewa fochy na wszystko, pyskuje, wrzeszczy i jej reakcją na wszystko jest płacz. Nie ulegamy. Czasem krzyknę, ale raczej staram się na spokojnie potem pogadać i w punktach wytłumaczyć gdzie przegięła. mówi, że rozumie ...
I nadal wrzeszczy, obraża się itd. Potrafi zrobić taką aferę, że kończy się to jej wymiotami. Zresztą tak akurat ma od urodzenia.
Wprowadziliśmy system kar i mamy zasadę, że za krzyk na nas i robienie awantury nie ogląda bajki (bajka była do tej pory formą nagrody, ok. 20 min. dziennie). I to też nie działa. Córka uwielbia niektóre bajki i właśnie ich została pozbawiona (rano ustalamy że jeśli będzie się zachowywać tak i tak to wieczorem bedzie bajka, jeśli natomiast znów fochy- bajki nie będzie.) Zupełnie nic jej to nie nauczyło. :(

Ona ciagle wrzeszczy, ma stosunek mega roszczeniowy. Kompletnie nie bawi się sama (samodzielność też zawsze premiowaliśmy, jak widać bez sensu), na dodatek przestała nas słuchać. Ignoruje polecenia.

Jestem zagubiona i jestem zła. Wkurza mnie przebywanie z nią.
Staram się, zachowuję spokój, tłumaczę, ostatnio poświęcam (tak poświęcam, bo daję 100% czasu) jej każdą chwilę.

I nic. Ani kara, ani nagroda, ani prośba, ani groźba. nic nie działa. Jest eskalacja wrzasku, fochów i wiecznych jęków.

Proszę o jakąś radę, o wskazówkę, co robię źle. Bo mam świadomość, że to pewnie wina nasza, rodziców :(
Edytor zaawansowany
  • verdana 24.10.10, 15:38
    Wygląda na to,z edziecko wraca do domu i zaczyna się pasmo kar. Karanie za awantury - cóż, dobrze, ze to nie działa. Ze zgrozą myslę, ze mogloby zadziałać i nauczyć dziecko, ze rodzicom nie wolno się sprzeciwiać.
    Co to znaczy, ze "nie ulegacie" - czy mozna uznać, ze nie uleganie w ogóle dziecku jest dobre? Czy nie oznacza to, ze córka ma robić to, co dla niej wymysliliscie, a ona chciałaby co innego i z bezsilnosci urzadza pieklo, ktore też nic nie daje, oprócz pozbawiania jej kolejnych przyjemnosci. Nie jestem zwolenniczką ustępowania żądaniom, ale jeszcze mniejśzą - zelaznej konsekwencji.
    Wprowadzenie systemu kar sprawdza się, a i to nie najlepiej, jedynie w więzieniach o zaostrzonym rygorze. Nie w rodzinnym domu, gdzie ma być fajnie, a nie jak w koszarach.
    proponowalabym kilka zmian
    -gdy córka zaczyna mieć fochy i "pyskować" zastanowić się, czy aby jej postulaty nie są uzasadnione i możliwe przynajmniej częściowo do realizacji. Wtedy poprosić o powiedzenie tego samego spokojnie - i zacząć liczyć się z tym,że córka ma własne zdanie
    -zlikwidować do zera "system kar", a raczej nagradzać gdy córka zachowuje się dobrze
    -nigdy nie oceniać całego dnia czterolatka. Kara w tym wieku powinna być natychmiastowa. Natomiast nie moze być tak, ze dziecko się stara przez większą część dnia, a jedno złe zachowanie kasyje wszystkie starania. Dziecku po prostu już nie opaca sie starać - co zresztą sami widzicie.
    W Waszym wypadku radziłabym po prostu więcej rozpuszczania, a mniej dyscypliny.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • switkwietniowy 24.10.10, 17:31
    co do tej kary- masz rację, głupio robimy.

    Natomiast system nagród nie działa. No po prostu nic nie zmienia w zachowaniu córki.

    Piszesz, że trzeba ją rozpuścić :)) Mnie się zdaje, że ona jest nieźle rozpuszczona :)
    Dam Ci przykład o jakim zachowaniu piszę wcześniej.
    Mamy kota, ostatnio Młoda jest bardzo nieprzyjemna dla niego. Więc mówię(spokojnie i normalnie)- nie szarp kota (bo widzę kątem oka, że kot dostał po uchu). Ona na to -nie szarpię. I foch. I krzyk. Wrzask. Mnie to troszkę wbija w fotel, bo jakby reakcja nieadekwatna całkiem do sytuacji.
    Albo młoda- proszę śliwkę. Ja na to- śliwek już nie ma. Zjedliśmy. I znów foch, obraz i tekst -Zjadłaś MOJĄ śliwkę !!! .... Czasem naprawdę nie wiem o co chodzi. Ale każdy pretekst jest dobry. No i do tego ignoruje większość poleceń :(
  • verdana 24.10.10, 17:41
    I dobrze, ze nie działa. Dom to nie miejsce na systemy i regulaminy. Przestań myśleć o wychowaniu jako o nauce scislej, gdzie nalezy wyznaczyć zasady - grzecznie sprżatnęłas zabawki - film, odpyskowałas tacie - kara. Nie, to nie działa w ten sposob. Oczywiscie, musza być jakieś zasady, ale większość rzeczy w kontaktach z dzieckiem powinna być spontaniczna - widzisz, ze cos jest dobrze, uśmiechasz się, przytulasz, mowisz "Ale fajnie" - nie zawsze tak samo i za to samo. Tak jak z każdym innym człowiekiem - czaem mąż powie "Ale pyszny obiad", czasem się usmiechnie, czasem poprosi o dokladke, a czasem nie powie nic. Nie ma regulaminu - za dobry obiad mąż wygasza standardową formułkę pochwały, albo w podzięce myje naczynia...
    W wypadku szarpania kota nawrzeszczałabym i tyle. Kot też człowiek i tu bylabym nieprzyjemna i stanowcza. Natomiast w wypadku śliwek - jak najbardziej rozumiem rozczarowanie, ostatnio moje dorosłe dzieci zrobily sie smutnwe, gdy okazało się, ze zeżarlismy ich ulubione cukierki. Głupio, bio zwykle u nas w domu, jesli zostaje cos ostatniego, to pytamy, czy nikt nie ma na to ochoty. Nie powiedziałam "Nie ma, nie zawracajcie głowy", tylko "Przykro mi, że wam wszystko zjedlismy, mam jutro kupić jeszcze trochę?" - a idzie, zwróć uwagę, o całkiem dorosłych ludzi.
    Mam wrażenie, ze każdą uwage córki , zaówno absurdalną, jak i częściowo uzasadniona, traktujesz jako foch. Tak trudno było powiedzieć "O, przykro mi, ze już nie ma śliwek, kupić jutro?"
    Nie widzę cienia rozpuszczenia w tym, co robi Twoja córka.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • Gość: switkwietniowy IP: *.wtvk.pl 24.10.10, 17:56
    może masz rację ... nie wiem...

    fakt faktem, że śliwki były wspólne i RAZEM je zjedliśmy... :))

    Przemyślę to, co piszesz ...
  • verdana 24.10.10, 18:00
    Ona ma cztery lata... I nawet jak zjadła siliwki, to nie wiedziała, ze więcej nie ma.
    Proponuje przede wszystkim LUZ. I pamięć o tym, że czterolatki nie są osobami zrównowazonymi, doswiadczonymi i przewidujacymi konsekwencje.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • joshima 24.10.10, 18:12
    switkwietniowy napisała:

    > Mamy kota, ostatnio Młoda jest bardzo nieprzyjemna dla niego. Więc mówię(spok
    > ojnie i normalnie)- nie szarp kota (bo widzę kątem oka, że kot dostał po uchu).
    > Ona na to -nie szarpię. I foch. I krzyk. Wrzask. Mnie to troszkę wbija w fotel
    > , bo jakby reakcja nieadekwatna całkiem do sytuacji.

    No przecież nie szarpała, tylko pacnęła :) A nawet jeśli to nie widzę powodu przejmowania się tą sytuacją w ogóle. No i co z tego, że foch? Wracasz do przerwanego zajęcia a dziecku za chwilę przechodzi i po sprawie. Nie ma sensu robić z tego afery.

    --
    JoShiMa

    Na świecie nie ma innych zjawisk, poza zjawiskami fizycznymi.
  • verdana 24.10.10, 18:14
    No, chyba, ze jest się kotem.
    W obronie kota stawałabym ostro.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • hovawartka 24.10.10, 19:19
    Ostatnio czytałam książkę o rozwoju dzieci i o czterolatkach było tak:
    -są nie do opanowania
    -ruchliwe (biją, kopią, rzucają kamieniami, niszczą przedmioty, uciekają)
    -nie do opanowania emocjonalnie (głośny, niemądry smiech na przemian z napadami złości)
    - słownik czterolatka może zaszokować
    - uwielbia przeciwstawiać się poleceniom rodziców, nie skutkują nawet surowe kary (puszy się, przeklina, przechwala, prowokuje)

    i podobno około 4,5 lat to zaczyna mijać:))
  • Gość: joanna669 IP: *.adsl.inetia.pl 24.10.10, 20:49
    Odnośnie śliwek to można fantazjować. "Oj chciaabym dać Ci caly kosz śliwek...Problem w tym ,że obecnie nie mam ich w domu...Ty też pewnie chcialabyś mieć dużo śliwek, moglybysmy upiec z nich np. ciasto..."itp. - to dziala na moich synow, gdy nie mam czegoś co oni w danej chwili żądają.
    Odnośnie kota to dzieci w tym wieku są niedelikatne, eksperymentują jak mogą. Sama pamiętam, jak w wigilię mając ok. 6 lat ciągnęlam kota za ogon, żeby ze mną rozmawial ludzkim glosem...Ale najlepiej oderwać ją od tej czynności " Nie pozwolę, żeby w naszym domu ktoś krzywdzil zwierzęta" i dowiedzieć sie w jakim celu to robi i wytlumaczyć, że zwierzęta odczuwają ból - tak jak ludzie. Spokojnym glosem.

  • hanula12 25.10.10, 12:04
    jak syn (4,5 roku) zaczyna "fochy strzelać" to staram się go jakoś rozśmieszyć, sytuację, która go denerwuje obrócic w żart, a potem juz na spokojnie omawiamy. pokazuję, że mnie tez się czasem coś nie udaje. dzieci w tym wieku mają dużą trudność z opanowaniem emocji, a przecież też je coś złości czy smuci. nie doprowadzam do momentu, kiedy emocje, nerwy przekraczają granicę opanowania.
  • justyna_dabrowska 25.10.10, 16:45
    Tytuł postu jest dramatyczny...to mi daje do myslenia. A może jest tak, że PAni ma jakąs bardzo określona i konkretna wizje tego, jakie dziecko POWINNO być?

    Radziłabym fochy ignorować i "odwiązać" sie do swoich pomysłów wychowawczych. Próbowac zrozumieć dziecko a nie "wpływać na nie". To co Pani opisuje jako system kar - jak sądzę- wprowadza jeszcze większy chaos do sytuacji. Bo co ma piernik do wiatraka? Poza tym dzieci mają prawo sie buntować, nie zgadzać, złościć. Byle wyrażając to - nikogo nie krzywdziły

    POzdrawiam

    JD

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka